Test: Whyte G-160 RS 2017

Sprzęt, Testy / 

Pewnie zauważyłeś, że zrobił się ze mnie straszny fanboj marki Whyte… Duża w tym zasługa solidnego przetestowania modelu T-130. Poważnie zastanawiałem się nad jego zakupem, ale ostatecznie padło na model enduro w środkowej specyfikacji: Whyte G-160 RS. Na pierwszy rzut oka: to samo, tylko z większym skokiem. Okazało się jednak, że dzielenie oferty na trail i enduro ma sens – mimo ogólnych podobieństw, na szlaku to dwa całkiem różne rowery!

Test Whyte G-160 RS 2017


Dlaczego Whyte?

Jak wspomniałem we wstępie, Whyte G-160 RS to rower, który wygrał moje zakupowe dylematy na ten sezon. Jakie kryteria zadecydowały o takim wyborze?

  • Geometria progresywna – Whyte należy do grona marek, które najodważniej interpretują ten modny termin. Nie jest to jeszcze poziom Pole czy Geometrona, ale Mondrakera już owszem. Zależało mi też na niskim suporcie.
  • skok 160 mm – zastanawiałem się poważnie, czy przy dobrej geometrii nie wystarczy mi lżejszy trailbike o 130-140 mm skoku, ale ostatecznie pociąg do bikeparków i startów w zawodach zaważyły na korzyść klasycznego enduro.
  • koła 27,5″, klasyczne opony – po upchnięciu opon 2.8″ do Moona i T-130, ciągle nie jestem przekonany co do „plusów” w fullach o dużym skoku, przeznaczonych do szybkiej jazdy. A ponieważ na 29″ jestem nieco za mały (170 cm), zostałem przy najbardziej klasycznym rozmiarze.
  • rock Shox Lyrik lub Fox 36 – po kilku sezonach na Pike’u, chciałem spróbować czegoś nowego, unikając jednocześnie wstecznej przesiadki na RS-a Yari, który pojawił się w wielu rozsądnych cenowo rowerach na sezon 2017.
  • napęd 1X – jeśli czytasz bloga regularnie, wiesz że na pewno nie kupiłbym roweru z przednią przerzutką. Whyte bardzo wtóruje tej filozofii. Przy okazji, bardzo kusił mnie SRAM Eagle (mimo absurdalnych kosztów)…
  • bezproblemowość – testując w ciągu sezonu kilka rowerów, łatwo jest zaniedbać własny. Brytyjska filozofia odporności na błoto i niewłaściwe traktowanie, minimalizuje czas potrzebny na utrzymanie roweru w stanie zdatnym do użycia.
  • subiektywne wrażenia z jazdy – tak naprawdę, to one zadecydowały i życzę Ci, żebyś też mógł dokonywać wyborów na tej podstawie. Warto popierać producentów, dystrybutorów i sklepy udostępniające rowery testowe.
Test Whyte G-160 RS 2017

Świetna rama z progresywną geometrią i rozwiązaniami odpornymi na niewłaściwe traktowanie…

Test Whyte G-160 RS 2017 - wahacz i SRAM Eagle

…połączona z solidnym wyposażeniem. Co może pójść nie tak?

Konkurenci

Jakie alternatywy warto wziąć pod uwagę, kierując się podobnymi kryteriami jak moje?

Canyon Strive Al 6.0 Race

Canyon Strive Al 6.0 Race 2017

Canyon Strive Al 6.0 Race 2017: 17500 zł, 14,1 kg (wszystkie podane tu masy są wartościami katalogowymi, bez pedałów!), reach 448 mm (M)

Najważniejszym konkurentem Whyte’a jest Canyon Strive w specyfikacji na sezon 2017 (zobacz test Canyona Strive 2015). Przede wszystkim, kosztuje dokładnie tyle samo i jest podobnie wyposażony: najważniejsze pozycje w tabelce to SRAM X01 Eagle i Rock Shox Lyrik.

Co jednak najważniejsze, Canyon już w zeszłym roku trochę zmienił rozmiarówkę geometrii Race, dzięki czemu osoby o moim wzroście (170 cm) na upartego mogą wskoczyć na M-kę – tylko o 7 mm krótszą od G-160 w rozmiarze S. Reszta wymiarów też jest bliźniaczo podobna. Przewagą Canyona jest zmienna geometria (Shapeshifter) i lepsze detale wyposażenia (np. kokpit Renthal), dzięki którym masa jest o ok. 200 g niższa.

Mondraker Dune XR

Mondraker Dune XR 2017

Mondraker Dune XR 2017: 17600 zł, 13,6 kg, reach 469 mm (M)

Pionier geometrii progresywnej w wersji o symboliczną stówkę droższej od G-160 RS, oferuje zawieszenie Foxa i koła DT Swiss, jednak kosztem SRAM-a Eagle – za rozpędzanie odpowiada GX 1×11 z korbą Race Face. Jeśli wierzyć producentowi, masa jest o 700 g niższa od G-160 RS.

Ale najważniejsza jest tu geometria. Większość wymiarów nie odbiega zbytnio od Whyte, ale dla śmiałków Mondraker oferuje dodatkowo rozmiar XL. Mnie zniechęciła zła sława trwałości łożysk „Mondków” (choć nie wykluczam, że powielam tylko stereotyp). No i jednak bardziej zależało mi na Eagle, niż na Kashimie, z którą mam mieszane doświadczenia. Choć trzeba przyznać, że na rynku jest niewiele seksowniejszych rowerów od nowego Dune…

Giant Reign SX

Giant Reign SX 2017

Giant Reign SX 2017: 16000 zł, 15,3 kg, reach 444 mm (M)

Widelec o 170 mm skoku, sprężynowy damper, kierownica 800 mm, opony w wersji Super Gravity i masa o kilogram wyższa od Whyte’a – już po przejrzeniu specyfikacji, intencje tego roweru są jasne. Tym bardziej zaskakuje tabelka z geometrią – reach rozmiaru M jest sporo krótszy od S-ki w Whyte czy Mondrakerze. Wyposażenie jest spójne, choć zawiera dużo komponentów własnych Gianta (koła, kokpit, sztyca). Napęd to SRAM GX 1×11.

Biorąc to pod uwagę, cena niższa od Whyte’a o 1,5 tys. zł nie wydaje się aż tak atrakcyjna, jak można by oczekiwać od Gianta. Jeśli jednak planujesz częste wypady do bikeparków, ciężko się tutaj do czegoś przyczepić. Aktualnie jest już dostępny całkiem nowy Reign SX 2018.

Commencal Meta AM V4.2 Race Eagle

Commencal Meta AM V4.2 2017

Commencal Meta AM V4.2 2017: 17700 zł, 14.0 kg, reach 425 mm (M)

Druga od góry specyfikacja Mety na zmodyfikowanej w 2017 ramie jest wyposażona bliźniaczo do G-160 RS: Lyrik + Eagle i oszczędności na własnych komponentach w kokpicie i w kołach. Rama jest uzbrojona w damper w metrycznym rozmiarze, ale zastosowanie jednozawiasowego zawieszenia może niektórych odstraszyć (czy słusznie, to już inna kwestia).

Mnie odstraszył dość konserwatywny reach. Ciekawa opcja dla osób nieprzekonanych do geometrii progresywnej.

Whyte G-160 S

Whyte G-160 S 2017

Whyte G-160 S 2017: 13500 zł, 14,8 kg, reach 479 mm (M)

Jak na ironię, groźnym rywalem G-160 RS jest jego… tańsza o 4 tysiaki wersja S. Ramy w obu modelach są identyczne, różnią się tylko wyposażeniem: przede wszystkim, zamiast 12-rzędowego SRAM-a Eagle znajdziesz tu sprawdzoną grupę GX 1×11.

O ile ten downgrade dla niektórych może być nawet zaletą (ze względu na niższy koszt eksploatacji), to niewątpliwą wadą jest Rock Shox Yari zamiast Lyrika – co ostatecznie popchnęło mnie do zakupu droższej wersji. Nieco mniej ewidentną różnicą jest tylna piasta z mniejszą liczbą punktów zazębienia, reszta to kosmetyczne różnice.


Rama i wyposażenie

Najciekawsze ficzery i pełną specyfikację tego roweru opisałem już w Bikepornie – jeśli jeszcze nie czytałeś/oglądałeś, gorąco polecam! Jest on uzupełnieniem poniższego testu, który skupia się na wrażeniach z jazdy.

Bikeporn: Whyte G-160 RS 2017

 

Geometria

Whyte G-160 RS 2017 - test, geometria

Krótko mówiąc: G-160 jest najdłuższym rowerem, na jakim jeździłem – mimo, że jest to rozmiar S, a zazwyczaj jeżdżę na M-kach!

Ustawienia

Test Whyte G-160 RS 2017 - damper Rock Shox Monarch RT3

Zawieszenie Quad Link ma w G-160 bardzo liniową charakterystykę. Po polsku: bardzo łatwo je dobić. Zwłaszcza przy typowych dla tego roweru prędkościach… Podobną sytuację miałem w Canyonie. Wymusza to tuning progresji poprzez zmniejszenie objętości komory powietrznej, co też uczyniłem (4 „Bottomless Ringi”). Zawieszenie G-160 jest przy tym bardzo czułe, więc można śmiało ograniczyć się do niezbyt dużego (25%) sagu.

Test Whyte G-160 RS 2017 - Rock Shox Lyrik RC

Lyrik nie pozostawia złudzeń – to widelec do ostrego enduro. W przeciwieństwie do tyłu, jest bardzo progresywny. Bez zmniejszających objętość Tokenów i przy standardowym sagu (25%), nie jestem w stanie go dobić. Jego progresję porównałbym do Pike’a z co najmniej dwoma Tokenami – lekkim riderom może to przeszkadzać. Tak agresywna charakterystyka pasuje jednak do charakteru G-160.


Na szlaku

Testowanie G-160 zacząłem od trzęsienia ziemi – na pierwszą przejażdżkę w górach, zabrałem go na zawody Enduro MTB Series. Potem skupiłem się na dobrze znanych miejscówkach, żeby jak najszybciej się w niego wjeździć i „na gorąco” porównać do innych rowerów: Enduro Trails, Wilcze Ścieżki, single Rowerowego Podhala, Srebrna Góra… Kiedy byliśmy już dotarci, jak w małżeństwie, przyszedł czas na podróż poślubną do Livigno. W międzyczasie było też kilka „klasycznych” wycieczek enduro w polskich górach. Na mój rower wskoczyło też paru znajomych, których opinie uwzględniłem w teście. Teście, który z całą stanowczością mogę nazwać „długodystansowym”.

Podjazdy

Z punktu widzenia mechaniki kwantowej, Whyte G-160 podjeżdża jednocześnie dobrze i źle.

Dobra wiadomość jest taka, że stosunkowo wysoka masa (14,7 kg z pedałami) jest skutecznie tuszowana przez ultraszeroki zakres SRAM-a Eagle i świetną geometrię.

Test Whyte G-160 RS 2017 - podjazdy

Tyłek do przodu, klata nisko – technika dobra do zdjęć. Na większości podjazdów taka gimnastyka nie jest wymagana.

Test Whyte G-160 RS 2017 - SRAM X01 Eagle

Długi wózek przerzutki dzielnie zniósł trudy testu. Jest on niezbędny do obsłużenia potężnego zakresu kasety.

Test Whyte G-160 RS 2017 - SRAM X01 Eagle

Zębatka 50T robi wrażenie nawet na przypadkowych turystach spotkanych na szlaku.

Długa górna rura w połączeniu ze stromym kątem podsiodłówki, pozwalają na zajęcie wygodnej i efektywnej pozycji. Rower jest dzięki temu przyklejony do ziemi, a przednie koło zaczyna myszkować dopiero na naprawdę stromych podjazdach. Warto wtedy sięgnąć po dźwignię platformy, która już w środkowym położeniu skutecznie filtruje bujanie i nieco hamuje zapadanie się dampera. Jest to szczególnie istotne ze względu na ultra-niski suport – co prowadzi nas do złej wiadomości…

Nie licz na czerpanie frajdy z podjazdów

G-160 na podjazdach nie porywa. Owszem, podjedziesz wszędzie, gdzie chcesz i zrobisz to nawet dosyć szybko i bez zbędnego zmęczenia. Ale nie licz na czerpanie frajdy z dynamicznego pokonywania technicznych sekcji, czy pedałowania na stojąco. Szybka tylna opona i błyskawicznie zazębiająca piasta robią co mogą, żeby tchnąć w podjazdy trochę życia, ale kiedy już złapiesz swój rytm, szybko wybije Cię z niego strzał korbą w korzeń – suport jest tu naprawdę nisko!

Test Whyte G-160 RS 2017 - podjazdy

Zalecana taktyka na podjazdy: siedź, kręć i czekaj, aż nad Tobą nie będzie już drzew.

Zjazdy

Kiedy już znajdziesz się na szczycie, starannie wybierz trasę. Powiedzmy to sobie wprost: G-160 to nie jest rower na Twistera czy Single pod Smrkem. Na flow-trailach zupełnie nie inspiruje do szybkiej, aktywnej jazdy, dokręcania i pompowania każdej muldy. Gdyby umiał mówić, powiedziałby z walijskim akcentem:

Obudź mnie, jak już dorośniesz do prawdziwego enduro, dziewczynko!

Kiedy go posłuchasz, możliwości na zjazdach okazują się… niedorzeczne! W każdym pozytywnym znaczeniu tego słowa. Posłużę się tu przykładem ścianki na końcu „Długiego” (singla Rowerowego Podhala). Po brązowym alarmie na fatbike’u, nabrałem do niej respektu i od tego czasu zawsze siedziała mi gdzieś z tyłu głowy przez cały zjazd. Ale „czy uda się zjechać?” nie jest lampką, która często zapala się w głowie właściciela G-160. Po prostu wiesz, że się uda i zupełnie o tym nie myślisz.

Test Whyte G-160 RS 2017 - zjazd

Stabilność tego roweru nie tylko powoduje, że zjeżdżasz sekcje, na których normalnie poszukałbyś chicken-line’a. Powoduje, że robisz to bez namysłu, jako pierwszy z grupy. Co prowadzi do tego, że… ten rower jest niebezpieczny!

Choć zjeżdżanie hardkorów bez żadnych ceregieli brzmi jak idealna pochwała, w praktyce czasem może się skończyć nieco zbyt szybkim wyczerpaniem własnych umiejętności. „Szybkim” jest tu dobrym słowem, bo również dobrze znane trasy przejedziesz na G-160 z większą prędkością. Lepiej zainwestuj w gogle, bo bez nich jazda na tym rowerze wyciska łzy! W porównaniu do rowerów z klasyczną geometrią, to inna liga. Kumpel, który też go objeżdżał, określił to nawet mianem „rewolucji”.

Test Whyte G-160 RS 2017 - zjazdy

Tego typu nawierzchnie szbko robią się nudne…

Test Whyte G-160 RS 2017 - zjazdy

…trzeba sobie poszukać nowych atrakcji!

„Rewolucja” to oczywiście przesada, ale na tym rowerze faktycznie jeździ się inaczej. Po przesiadce z lżejszych modeli z mniejszym skokiem, G-160 sprawia wrażenie trochę „drewnianego” i w porównaniu np. do Moona, mniej zabawowego. Ale przy dużych prędkościach i w trudnym terenie daje tyle pewności siebie, że zaczynasz czerpać frajdę z rzeczy, na które normalnie byś nie wpadł. Jeśli przesiadasz się ze zjazdówki – zdecydowanie określisz go jako zabawowy.

Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność

Przypomnisz sobie o tym próbując wytracić tę nowo nabytą prędkość. Połączenie podstawowych SRAMów Guide R z przednią tarczą 180 mm uszłoby w każdym zwykłym rowerze, ale tutaj jest stanowczo za słabe – a ważę 65 kg! W swoim rowerze założyłem klamki z modelu RS i tarczę 203 mm. Problem rozwiązany, ale przy tej klasie roweru, nie powinno to być konieczne.

Test Whyte G-160 RS 2017 - zjazdy

Długie alpejskie zjazdy szybko pokazują granice możliwości seryjnych hamulców – do wymiany!

Turbo, jakie ten rower daje na zjazdach, najmocniej przejawia się na prostych i umiarkowanie pokręconych odcinkach. A jak ten „autobus” skręca? Wbrew pozorom, to właśnie sposób pokonywania zakrętów przez testowanego przeze mnie T-130 „zakochał mnie” w tej marce. Zamawiając dłuższego i nieco wyższego G-160 trochę się bałem, że będzie pod tym względem gorszy, ale na szczęście geny Whyte’a są ewidentne od pierwszego łuku, o czym pisałem już w bikepornie.

Test Whyte G-160 RS 2017 - zjazdy

Po przyjęciu odpowiedniej pozycji, rower błyskawicznie składa się w zakręt i jak cyrkiel wycina płynny łuk – niezależnie od tego, co znajdzie się pod kołami.

Test Whyte G-160 RS 2017 - zwrotność

Jeśli jednak przyczepność nie nadąża za prędkością, tył roweru wpada w poślizg jako pierwszy, co dzięki długiej bazie kół, wywołuje bardziej uśmiech, niż zawał serca.

Test Whyte G-160 RS 2017 - Maxxis Minion SS

Taką charakterystykę podkreśla wybór Miniona SS do roli tylnej opony. W umiarkowanie mokrych warunkach, pozwala na dużo więcej, niż mógłbyś oczekiwać po jego skromnym środkowym bieżniku.

W powyższym opisie kluczowa jest jednak fraza „po przyjęciu odpowiedniej pozycji”. Jeśli za bardzo przypomnisz sobie stare, wyrobione na krótkich rowerach nawyki, G-160 będzie sprawiał wrażenie… opornego.

Test Whyte G-160 RS 2017 - podjazdy

Do głowy przychodzi powtarzany w wielu testach banał: „ten rower zrobi z Ciebie lepszego ridera”. Ale ten zrobi to, czy tego chcesz, czy nie!


Whyte G-160 RS – werdykt

Charakter Whyte G-160 RS idealnie opisuje kultowe motto Enduro Trophy: „Im gorzej, tym lepiej”. Jeśli mieszkasz na nizinach, w weekendy jeździsz na wyprawy po trudnych szlakach, uwielbiasz Twistera i Superflowa, a zawody odwiedzasz od święta – bez zastanowienia wybierz T-130.

Jeśli jednak jesteś doświadczonym riderem, jeździsz agresywnie, przez „enduro” rozumiesz trasy budzące zazdrość u zjazdowców, a „prędkość” i „fun” to w Twoim słowniku synonimy, koniecznie przetestuj G-160. Przygotuj się jednak na to, że po teście będziesz chciał go kupić – wiem coś o tym!

Test Whyte G-160 RS 2017


Walety:

  • progresywna geometria = „mogę wszystko”;
  • szybkość na trudnych, stromych trasach;
  • brytyjska filozofia w wykonaniu ramy;
  • zakres i działanie 12-rzędowego napędu;
  • szerokie obręcze i dobre opony.

Zady:

  • ospałość na łatwych trasach;
  • słabe hamulce;
  • dla niektórych: bardzo niski suport.

Cena: 17 499 zł
Dostępne rozmiary: S/M/L
Masa: 14,7 kg (rozmiar M, z pedałami, na mleku)
Strona producenta: whyte.bike/g160rs
Strona polskiego dystrybutora: whyte.pl/g160rs


Bonus: Whyte G-170 RS 2018

Mój test długodystansowy okazał się na tyle długodystansowy, że Whyte w międzyczasie zdążył wprowadzić do sprzedaży nowy model ;)

Co się zmieniło?

  • skok wydłużony do 170 mm;
  • carbonowa rama w środkowej (RS) i topowej (S) konfiguracji;
  • bardziej płaski kąt główki ramy (65 stopni);
  • nieco krótszy reach i dłuższy chainstay (sic!);
  • miejsce na oponę aż do 3.0″;
  • damper w metrycznym rozmiarze;
  • bardziej progresywna charakterystyka zawieszenia.
Whyte G-170 C RS

Whyte G-170 C RS – ok. 3800 funtów

Dłuższy tył i krótszy przód wprawdzie idą pod prąd trendom, ale przekładają się na lepsze dociążenie przedniego koła w mniej wymagającym terenie. Cieszy też zwiększenie progresji zawieszenia, które jest teraz kompatybilne z nową falą damperów sprężynowych.

Zmiany te powinny znacznie poprawić najsłabszą stronę G-160, czyli ospałe zachowanie na łatwych trasach. Jeśli wierzyć pierwszym wrażeniom z jazdy, mimo zwiększenia skoku, nowy G-170 jest zdecydowanie bardziej zwinny i skoczny od poprzednika. Ideał…?


Zobacz też:

 

 

  1. super zdjecia az sie chce wsiasc na rower, obojetnie jaki ;) Chociaz takim whytem tez bym sie chetnie przejechal

  2. Przesiadłem się z Pike na Yari i bałem się tego „wynalazku” ale okazał się jednym z mocniejszych punktów roweru. Choć nie wiem czy jest sens porównywać te dwa amory, Pike wygładzi wiele a Yari dużo lepszy do szybkiej i agresywnej jazdy. Oczywiście moim zdaniem.

  3. Od miesiąca mam ciągle odpaloną zakładkę ze sklepem Whyte’a i czekam na przycisk kupuj pod G-170, niestety nadal go nie ma :(.
    Ten rower wydaje mi się idealnym wyborem na najbliższe 2-3 lata. Jeśli będziesz testował to wrzucaj prędko :).

  4. Cześć Michał,

    Zastanawiam się nad zakupem pierwszego fulla. Często jednak ostrzegałeś przed sporymi kosztami utrzymania takiego roweru w porównaniu do HT.

    Wiem, że to zależy od tego ile się jeździ, jak się jeździ. Ale jakie mogą być orientacyjne roczne koszty utrzymania takiego G160/G170?

    Obecnie przy swoim HT właściwie wszystko mogę zrobić sam. Ustawienie, wymiana linek, pancerzy, smarowania itd. Więc roczny koszt zazwyczaj mieści się w granicach kilkuset złotych. (Zależy czy wymieniam jakieś części jak np. kasetę).

    Jak to będzie wyglądać w przypadku takiego fulla? Zdaje sobie sprawę, że tutaj jest droższy osprzęt. I taka kaseta GX kosztuje normalnie koło 450 zł, ale już GX Eagle 800 zł, czyli prawie dwa razy tyle.

    A jak inne rzeczy?

    Przede wszystkim chodzi mi o zawieszenie? Bo jak rozumiem tego sam nie konserwujesz? Rozmawiałem z mechanikami i zdania są podzielone, niektórzy mówią by wysyłać do serwisu co rok/dwa. Znowu specyfikacje amortyzatorów podają czasy w godzinach jazdy po których trzeba serwisować.

    Stąd moje pytanie, ile taki full rocznie kosztuje? :)

    1. Bardzo dobre pytanie :)

      Największy koszt to tak jak piszesz serwis zawieszenia. Pełny serwis warto robić co roku, żeby zawieszenie działało na 100% i żeby uniknąć przyspieszonego zużycia. Koszt jest zależny od wybranego serwisu i modelu amortyzatora/dampera, ale mówimy tu o okolicach 300-600 zł. Tutaj szczegółowy cennik dobrego serwisu:
      http://www.wichuworkshop.pl/cennik-serwis-amortyzatorow/

      Do tego warto w połowie sezonu zrobić serwis podstawowy, opisany na blogu:
      https://www.1enduro.pl/jak-dbac-o-amortyzator-podstawowy-serwis/
      Wymaga to bardzo podstawowych umiejętności i zakupu dobrego smaru i oleju (50-100 zł). Ale można to śmiało wykonać samodzielnie, więc koszt materiałów rozkłada się na długie lata.

      Prędzej czy później będzie też konieczna wymiana uszczelek – ale to na pewno nie po roku, raczej 2-3, czasem nawet dłużej. Nie trzeba tego robić okresowo – po prostu wtedy, jak zaczną cieknąć.

      Z tematów „fullowych” zostają jeszcze łożyska zawieszenia i ew. tuleje montażowe dampera, ale to dość trudno zajechać (Whyte daje dożywotnią gwarancję na pierwszego właściciela), zwłaszcza jeśli unikasz myjki ciśnieniowej. W przypadku innych marek, koszt wymiany też nie jest bardzo wysoki – z robocizną powinien zamknąć się w 100-200 zł, zależnie od ilości i typu łożysk.

      Po 2-3 sezonach wymiany raczej będzie też wymagać napęd, tzn. kaseta, łańcuch i przednia zębatka. Jak zauważyłeś, koszt w przypadku Eagle jest dość potężny… Żywotność kasety jest zazwyczaj 2-3 razy większa, niż łańcucha, ale jazda na wyciągniętym łańcuchu przyspiesza jej zużycie. Więc żeby wydłużyć życie drogiej kasety, warto zainwestować w drugi (lub nawet trzeci) łańcuch i wymieniać je cyklicznie przy każdym smarowaniu. Czyli w pierwszym roku inwestycja w 1-2 dodatkowe łańcuchy.

      Reszta eksploatacji nie różni się od hardtaila, czyli: opony (~400 zł), klocki (~100 zł), linka/pancerz (~10 zł), przelanie hamulców (~50 zł), podciągnięcie kół (~50 zł)… Raczej co roku, choć oczywiście zależy ile się jeździ.

  5. Michał, Dziękuję za szczegółową odpowiedź!

    BTW, będziesz jeszcze wracał do HT? ;)

    1. Pewnie, dopiero co przedstawiałem mój nowy nabytek na ten sezon ;)
      https://www.1enduro.pl/bikeporn-kross-smooth-trail-2017/

    2. Do rocznego przeglądu Serwis rewerba 120zl, co dwa trzy lata wymiana ślizgów i uszczelki 200zl

      Mleko 0.5 L 45 zł to takie miniumum na rok
      Blaty w korbie co dwa lata
      Klocki co rok xt 80 zł kpl

      Średnio na rower i przygotowanie do sezonu w zależności od klasy sprzętu (za foxy serwis i uszczelki jest większy ) trzeba sie liczyć z kosztem 1500 zł rocznie +
      Lekko licząc przy założeniu ze niczego nie urwiesz ( przezutka ) nie pęknie lub sie wygnie ( obręcze kół ), lub sam bie zepsujesz ( serwis amora, Ale warto obcowanie z natura zawsze jest lepsze niż pierdzenie w stołek a na co nie wydać jak na ukochany rower?, No chyba ze na kobiety ale to krew w piach

      1. Dzięki za uzupełnienie! :) Faktycznie zapomniałem o Reverbie i mleku.

  6. Pod koniec tekstu piszesz „Zmiany te powinny znacznie poprawić najsłabszą stronę G-160, czyli ospałe zachowanie na łatwych trasach”. Powiedzmy masz na myśli choćby takiego Twistera? Możemy chyba się spokojnie umówić, że zaliczamy go do łatwych tras? Jak wiesz od niecałego roku ujeżdżam Geometrona i ogólnie mam bardzo podobne odczucia co do wyższości długich rowerów nad tymi konwencjonalnymi. Pierwszy zjazd Twisterem też mi dał odczucie nudy. Jednak wystarczy przyspieszyć tak aby nad większością muld przelatywać. Wszelkiego rodzaju stoliki, hopy czy ścianki na długim rowerze stały się banalne. Prędkość oraz długość lotów wzrosła diametralnie względem poprzedniego roweru, jakim był też nie krótki Mondek. Mnie nawet podjeżdżanie rajcuje. Wystarczy położyć się w rowerze i kręcić ile fabryka daje. Na krótkim rozstawie osi to wszystko wydawało się o niebo trudniejsze. Pozdrawiam

    1. Całkowicie się zgadzam, do czego z kolei odnosi się ten fragment:

      „Ale przy dużych prędkościach i w trudnym terenie daje tyle pewności siebie, że zaczynasz czerpać frajdę z rzeczy, na które normalnie byś nie wpadł.”

      Tyle że nie każda łatwa trasa to Twister, gdzie można sobie prędkością mocno podnieść poziom trudności. Na takim np. Singlu pod Smrekiem, Lipowskich Ścieżkach, czy większości normalnych szlaków, brakuje takich „ficzerów”.

  7. „klasyczne opony – po upchnięciu opon 2.8″ do Moona i T-130, ciągle nie jestem przekonany co do „plusów” w fullach o dużym skoku, przeznaczonych do szybkiej jazdy. A ponieważ na 29″ jestem nieco za mały (170 cm), zostałem przy najbardziej klasycznym rozmiarze.”

    w sensie że nie jesteś przekonany do opon >2.8 w fullach? Swojego Whyte przez ten cały czas testowałeś na fabrycznych 2,4?

    YT Capra nie załapał się ze względu na mało progresywną geo jak rozumie?

    1. Tak, test był na oponach 2.3/2.4.
      Capra – zgadza się, przy 170 cm musiałbym zamówić (bardzo krótką) S-kę :(

  8. Michał, a co powiesz o S-150? :)

    1. Pocę się na samą myśl o nim :) Gdybym tylko był wyższy… :(

      1. Przydałby się wpis na blogu o nowych 29er w Enduro. Rok 2018 wygląda na pod egidą dużego koła: Evil Wreckoning, Enduro, Slash, Whyte S-150, Santa HT (LT), YT Jeffsey, Orbea Rallon, Ghost, Scott Genius

        1. Masz rację, dobry pomysł na artykuł :) Pomyślimy!

  9. Rower rowerem ale skąd te foty? O_O

    1. Livigno i okolice :) Przewodnik w przygotowaniu ;)

  10. A czemu rozwazajac zakup wykluczales takie marki jak SC, Spec, Rose, NS etc?

    1. Geometria, ceny i względy czysto subiektywne (lista alternatyw nie jest listą *wszystkich* ciekawych rowerów w tej cenie).

  11. Kurczę wszystko fajnie pięknie mi się wydaje ale jak widzę tak krótką podsiodłówkę to już mam obawy. Tak te minimum 30mm więcej by się dla mnie przydało

    1. Ale po co? Skok sztycy jest coraz większy, więc podsiodłówka musi być odpowiednio krótsza. A jak sztyca ma standardowy skok, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją trochę wysunąć…

      1. Zmierzyłem i mimo podsiodłowej o długości 533mm mam do poziomu siodła kolejne 32cm. Stąd moje obawy czy sztyca nie zacznie łapać luzów lub zacznie się wyginać przy ramie z rura o 5cm krótszą

        1. Hmmm… Siodło na wysokości ponad 850 mm? Mogę zapytać, ile masz wzrostu, ew. długość nogi, jeśli pamiętasz?

          1. Wzrostu mam 186 ale noga wewnątrz niestety 92/3 dokładnie nie pamiętam. A ręce 192 zasiegu

            1. To dla takiej nogi* powinieneś mieć siodło na – uśredniając – 815 mm. Z czego jakieś 290 mm na Reverba 170 i siodło. Wychodzi więc, że w G-160 rozm. L musiałbyś sztycę wyciągnąć o niecałe 70 mm. Czyli: będzie brzydko wyglądać, ale nic się jej nie stanie.

              * powiem Ci, że jeszcze nie spotkałem się z tak długą nogą (0,50 wzrostu, gdzie zazwyczaj jest to 0,42-0,44).

              1. Niestety mam dłuuugie kopyta. Tak pamiętam bo kilka razy mierzyłem ale jeszcze raz zmierzę. Czasem mam sztycę wsuniętą bardziej np 1.5cm bardziej i jeszcze to jakoś znoszę ale jak mocniej wsunę to uda tracą wydolność, gorzej mi się podjeżdża i szybciej zaczynają boleć i „puchnąć”. Szczególnie na długich podjazdach. Może jak się bardziej nogi wyrobią to będzie lepiej choć wydaje mi sie że to nie ma znaczenia

              2. Jakoś dziwnie liczysz, albo czegoś nie łapię.
                Ja też mam długie nogi (krok 865 mm przy 188 cm wzrostu). Potrzebuję 785 mm od suportu do jarzma – tak mam obecnie w Mojo HD. W rozmiarze L Whyte ma 457 mm podsiodłówki, czyli potrzebowałbym ~330 mm sztycy. Odliczając skok 150 mm, sztyca byłaby wysunięta 180 mm. A u Guncara wyszło ci 70 mm?

              3. Dwa zastrzeżenia:

                1. W L-ce jest sztyca 170 mm.
                2. Poza skokiem sztycy musisz jeszcze odjąć wysokość pierścienia i jarzma – wymiar A:
                https://www.1enduro.pl/wp-content/uploads/2015/08/dropper-post-dimensions-height-length.png

                Przez to zamiast 150 mm robi się 240 mm (taka jest wysokość od pierścienia do jarzma dla Reverba 170 mm). Czyli w tym przypadku wychodzi wysunięcie o ~9 cm względem najniższego położenia.

                I trzecia kwestia: ja w swoich obliczeniach uwzględniam jeszcze wysokość siodła (45-55 mm), bo wysokość liczę do jego górnej powierzchni (przekrok * 0,883).

                785 mm od suportu do jarzma to ~835 mm do górnej powierzchni siodła. Przy Twoim doświadczeniu, nie zamierzam kwestionować Twoich ustawień. Ale wedle wszelkich standardów, to bardzo wysoko jak na Twój przekrok…

  12. Mam dodatkowe pytanie o wspominanym rozmiarze 29″ i modelu S-150. Czy naprawdę wybrałbyś go przy wyższym wzroście? Mam 189cm i owszem, jeżdżę teraz na dużym kole, ale mam spory dylemat jeśli chodzi o kolejny rower, który ma mieć w założeniu więcej skoku niż moje obecne 130mm..

    Testowałem kilka rowerów 27,5″ na Joyride – w tym G-160 RS – i wszystkie były dużo zwinniejsze, skoczniejsze, wręcz same leciały w powietrze przy najmniejszej nawet hopce. I to było coś co bardzo mi się podobało, pomimo nieopanowania Whyte’a przy jednym ze skoków i niegroźnym spotkaniu z glebą ;)

    Wiem że duże koło będzie może trochę stabilniejsze przy uber-prędkościach, może trochę łatwiej łyka przeszkody, ale czy rower nie staje się właśnie mniej „zabawowy”, czy jak to mówią, „playful” ? Oczywiście generalizuję, bo w różnych testach wychodzi że rowery 29″ są bardzo zabawowe (ot, S-150 czy Snabb Plus)….

    Pytanie zatem do Ciebie – gdybyś był wyższy, dlaczego wybrałbyś 29″?

    1. Zakładam, że ten artykuł czytałeś?
      https://www.1enduro.pl/rozmiar-kol-do-enduro-26-27-5-29/

      Jeśli chodzi o wybijanie się z terenu, hopki i ogólnie skakanie, to 27,5″ ogólnie jest lepsze, choć bardzo dużo zależy od konkretnego roweru, a jeszcze więcej – od przyzwyczajeń. Jeśli na codzień jeździ się na małym kole, trudno jest się podczas krótkich testów przestawić na trochę inny „timing” wymagany na dużym kole.

      Dla mnie w 29″ fajne jest, że trakcja i płynność jazdy rosną, jak przy większym skoku, ale *bez* zwiększania skoku. Podejrzewam, że możliwości zjazdowe S-150 będą dorównywać lub przewyższać nawet G-170. A na pewno dla ridera-amatora, który przy umiarkowanych prędkościach nie potrzebuje aż tyle skoku.

      1. Dzięki, tak, artykuł czytałem kiedyś, teraz sobie go odświeżyłem.

        Dylemat pozostaje u mnie ten sam, choć na razie odkładam zakup do przyszłego roku. Napewno wypożyczę G-160 na cały dzień w Bielsku i trochę dokładniej się przyjrzę jak to się zachowuje na różnych trasach.

        Szeroki margines bezpieczeństwa zapewniam sobie obecnie ujeżdżając dość konserwatywnie zaprojektowanego 29-era z 2014 roku, na którym uczyłem się pokonywać teren różnego rodzaju.. więc skoro umiejętności wzrosły to może czas na ewolucję i koło 27,5″ ? :)

        1. Aktualnie modny kierunek jest raczej w drugą stronę ;)

          1. Jasne, ale moda to nie wszystko, ja się chcę przed emeryturą porządnie wyskakać ;)

  13. Ciekawi mnie dlaczego „wszyscy” producenci nie idą w progresję skoro ona ma być taka rewolucyjna. Napewno nowy standard boost bardzo mocno poprawił stabilność roweru, to naprawdę czuć. Ale trendy cały czas sie zmieniają i wszyscy móżdżą. Norco jak wspomniałeś wydłuża tylny widelec żeby „jeździć w środku” za to transition nieźle namieszał, podnosi kąt podsiodłowki do 77 i splaszcza przód do 64 stopni przy mostku 44mm i mniejszym offsecie widelca, wprowadzając magiczną SBG technologies. Ciekawe jak to bedzie śmigać. Generalnie wszystko idzie w kierunku szybciej ale potwierdzam że to staje sie ryzykowne i wymaga większych umiejętności i szybszego timingu. W przeciwnym razie : pęknięte żebra, wybity nadgarstek, odbita pięta,
    szlify lewe bądź prawe bo zaczynasz latać jak
    Nigdy dotąd a max speed przekracza 60km/h z radziejowej

    1. „Ciekawi mnie dlaczego „wszyscy” producenci nie idą w progresję skoro ona ma być taka rewolucyjna.”

      Oczywiście, że idą! Tylko powoli. Wolą co roku wydłużyć rower o 10-15 mm i stopniowo przyzwyczajać klientów, bo dużo osób ciągle boi się kupić rower o kilka centymetrów dłuższy, niż mieli do tej pory…

  14. Michal,G-160, przy wzroscie 172cm bardziej celowac w S-ke czy M-ke?

    1. A liczyłeś, czy w M będziesz w stanie ustawić siodło na odpowiedniej wysokości?

  15. Nie mogę znaleźć jaka sztyca idzie w rozmiarze M, ale podejrzewam że 150mm. Jeśli tak, to zostanie mi 3cm luzu

    1. Tak, w M jest 150 mm. Masz bardzo długie nogi w takim razie ;) Biorąc pod uwagę niestandardowe proporcje, najlepiej byłoby się przymierzyć… Ale bardziej bym się ku M-ce skłaniał.

  16. Niesamowite jak przesuwa się granica w cenach rowerów. Kiedyś rower za 5k to była górna półka. Teraz pewnie dla wielu amatorów to jest w okolicach 10, ale widzę lecimy już do 20 :) Na szlakach widzę też coraz więcej ludzi na rowerach 30+. Nadal rodzynki, ale się pojawiają.

    Zastanawiam się jaka jest krańcowa stopa substytucji. Z ilu posiłków warto zrezygnować by kupić jeszcze lepszą maszynę :)

    Nigdy nie jeździłem na tak drogim rowerze. Jestem ciekawe czy na takim G-160RS jeździ się 2 razy lepiej niż na przykład Kross Soil 2, który jest dwa razy tańszy?

    Michał, jeździłeś na obu, jakbyś je porównał? Ewentualnie jakieś inne porównanie. Ile frajdy można kupić z każdą kolejną złotówką.

    1. A czy 2x droższy posiłek w restauracji jest 2x lepszy…?
      Czy 2x droższe auto jest 2x lepsze…?
      Czy 2x droższe wakacje są 2x lepsze…?

      Jak byś to przeliczył, porównał…?

      „Kupowanie frajdy” i rezygnowanie z posiłków, żeby mieć lepszy sprzęt, to fatalne podejście, bez najmniejszego sensu. Masz taki rower, na jaki możesz sobie pozwolić, a „kupić frajdę” można wydając kasę na wyjazd w góry.

    2. I drugi temat: 5k to była górna półka? Chyba nie bardzo :) Zajrzyj do starych katalogów – rowery za >20k zawsze były, tylko dawniej była to sfera abstrakcji, a dziś coraz więcej osób może je kupić.

      Nikt też w swoich narzekaniach nie uwzględnia inflacji (rower z 2000 za 5k w przeliczeniu na „dzisiejsze pieniądze” kosztowałby prawie 8k) czy wzrostu zarobków (średnia krajowa z 2k na 4,5k).

      Wzrost cen rowerów to nie jest tak prosty temat, jak porównanie tego, co wydawało Ci się drogie ileś-lat-temu, a dzisiaj ;)

  17. Hej Michał, to nie był hejt. Tylko taki żart z teorii ekonomii, ale widzę wyszedł suchar z tego. Więc o posiłkach nie bierz tego dosłownie.

    Ja zmieniając rower na droższy za każdym razem odczuwałem ogromny przeskok w jakości jazdy. Tego co mogę na nim zrobić, ile daje mi radości.

    Zastanawiałem się tylko głośno czy można tak w nieskończoność.

    Co do 5k to nie chodziło o to że nigdy nie było droższych rowerów. Tylko trafiały one do bardzo wąskiej grupy. Teraz trafiają do mainstreamu.

    Autentycznie interesują mnie Twoje doświadczenia z rowerami z wyższych półek. Sam rozważam przeskok o w cenie x2 i rady się przydadzą.

    A co do restauracji to bywa różnie :)

    1. Nie biorę tego za hejt, ani dosłownie, ale jednak przemycasz myśli, do których trzeba się odnieść :) Więc kontynuując…

      To chyba dobrze, że drogie rowery trafiają do mainstreamu? Świadczy to o tym, że coraz więcej ludzi chce (i może) je kupować.

      Co do przeskoków jakościowych – jeśli miałeś już kilka rowerów, to sam wiesz, że wraz ze wzrostem cen, różnice maleją. Przykładowo: ile kosztuje odchudzenie o kilogram roweru za 2 tys. zł, a ile takiego za 20 tys. zł?

  18. Pytanie z innej beczki Michał. Jak byś ocenił
    Pod względem pracy, progresji, sztywności i „pompowania”, dwa różne typy tylnego zawieszenia na których jeździłeś White vs Canyon

    1. System zawieszenia w Whyte i Canyonie jest taki sam (klasyczny czterozawias), więc działa podobnie. Progresja również podobna – w Strive też dokładałem opaski zmniejszające objętość komory. Natomiast sztywności nie porównam, bo Canyona nie mam już od 2 lat ;)

  19. U mnie mierzona odległość do powierzchni siodła to 820 mm. Ustawienie wedle starej szkoły – pięta na pedale w dolnym położeniu i noga wyprostowana. Przy pedałowaniu się nie prostuje. Dochodzi w sumie jeszcze grubość podeszwy buta.
    Pierścień wliczałem do wystającego nieruchomego elementu sztycy. Bo i tak wystaje. :)
    Jakby nie było, teraz i tak sporo wystaje, a w Whyte L byłoby jeszcze 6 cm więcej…
    http://www.solar.blurp.org/pict_rower/rower4b.jpg

  20. Masz u mnie piwo!

  21. W G-170 jeżeli wierzyć tabelką, to jeszcze obniżyli suport. Ciekawe jak się to sprawdzi.

  22. jeżeli to jest niski support to czy ja mam w specu fsr 29 extremalnie niski? 338mm? I jeśli wpakuję sobie koła 27,5 na opnach 2.8 to będzie 325mm – czy na tym da się w ogóle jeszcze jeździć?

      1. 150 przód, 135 tył. Seryjnie przewidziany do 29/27,5+. Ale mam obawy odnośnie tej wysokości supportu. Na oponach 3.0 nieco lepiej, ale te są 2fat dla mnie ;)

        1. Żeby porównać wysokość suportu między rowerami o różnym skoku, trzeba brać pod uwagę wartość dynamiczną, czyli dla uproszczenia, np. przy 30% ugięcia.

          Czyli Twój Spec „siada” o ok. 40 mm (wysokość suportu 298), a Whyte o ok. 48 mm (suport na 292 mm). Myślę, że w ten sposób łatwo zrozumieć, dlaczego G-160 wali korbami ;)

          A co do zmiany kół – nie myślałeś, żeby zostać przy 29″ z szerokimi obręczami (30 mm) i nieco większymi oponami (2.6″ jeśli wejdą)…?

          1. pewnie, że myślałem. Mam obręcze 29mm wew. już teraz, ale na oponach 2.3. Opony 2.6 na luzie wejdą.

            Wiesz jak jest – zawsze coś się kombinuje. Na jazdach testowych miałem okazję sprawdzić rower na takiej samej ramie, jak moja, ale na kołach 27,5 3.0 i było to niezłe uczucie – po korzeniach szedł jak czołg. Ale uczucie braku kontaktu z podłożem było nieco dziwne. rower też byłby minimalnie krótszy na mniejszych kołach, może inaczej by skręcał.

Dodaj komentarz do tekstu Test: Whyte G-160 RS 2017

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Retro-enduro – powrót na Wielką Raczę

Miejsca, Opinie / 

To było w liceum, jakieś 14 lat temu. Miałem za sobą pierwsze rowerowe wypady do Szczyrku, ale na tych paru dniach na Skrzycznem moje górskie doświadczenie się kończyło. Ale kiedy kumple z klasy namawiają Cię na wyjazd, długo się nie zastanawiasz: „Pakuj się, jedziemy na Wielką Raczę. Mój brat pożyczył auto od rodziców i nas zawiezie”.


Wpis ten jest kontynuacją sentymentalnego wątku z opublikowanej tydzień temu Historii kilku rowerów… – polecam! :) 


Sentymentalno-eksperymentalny powrót do korzeni

Pamiętam ten moment, kiedy pierwszy raz złapałem flow na krętym, pokrytym korzeniami odcinku gdzieś na trawersie szlaku granicznego. Raz zaskoczyło i tak już zostało – dokładnie w tamtej sekundzie złapałem bakcyla „enduro”. Choć wtedy oczywiście nikt tak jeszcze nie mówił…

No właśnie: „wtedy”. Wtedy było inaczej: nie było flow-traili, nie było Stravy, nie było carbonu (to znaczy był, ale nie dla licealistów). Wielu twierdzi, że było lepiej. Czy aby na pewno…?

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Postanowiłem to sprawdzić, wybierając się w sentymentalną podróż do miejsca, w którym wszystko się zaczęło.


Wehikuł czasu

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Specialized Rockhopper A1 FS. Pojawił się w sklepach w 1999, kiedy świat zachwycał się Nokią 3210, w kinach królował Matrix, a Polska została podzielona na 16 województw. Oznacza to, że kiedy zaczynałem swoją przygodę z prawdziwym MTB, ten rower miał już 5 lat na karku!

Retro MTB Enduro Wielka Racza

To mój pierwszy raz w górach na tak klasycznym sprzęcie – swoje pierwsze kroki stawiałem na nieco nowocześniejszym Authorze A-Gangu z Suntourem Duro o skoku 130 mm (pisałem o nim niedawno).

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Tutaj skoku jest… 70 mm. Answer Manitou Spyder ma w środku dwie sprężyny stalowe i tłumienie elastomerowe, które jak na swój wiek, działa szokująco dobrze (czyli: jakkolwiek). Widelec jest bardzo czuły, „pluszowy” i… dobija na każdym korzeniu.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Poza działającym amortyzatorem, pełnoletni już (!) Rockhopper ma jeszcze kilka innych nowoczesnych (jak na tamte czasy) rozwiązań: 9-rzędowy napęd, stery A-head z łożyskami maszynowymi, czy rurę podsiodłową o średnicy 30,9 mm (można bez problemu założyć myk-myka!).

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Mostek 100 mm w połączeniu z kierownicą 540 mm, pod względem nowoczesności bardziej przypominają Poloneza Kombi, którego produkcja ruszyła w tym samym roku… Żeby było full-retro, wygrzebałem w skrzynce dla powodzian piękne, gięte rogi i mój pierwszy porządny licznik. #Strava1999

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Mój Rockhopper jest w rozmiarze 15″. Co prawda na moje 170 cm powinien być większy, ale w tamtych czasach uparcie twierdziłem, że „lubię mniejsze ramy” (skądś to znasz?). Czy dzięki temu, pomarańczowy Spec jest bardziej zwrotny? Oj tak! Sam skręca! Nawet wtedy, kiedy wcale tego nie chcę ;)

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Geometria, a zwłaszcza stromy kąt główki (71 stopni) i krótki reach w połączeniu z kilometrowym mostkiem, jest zdecydowanie największym ograniczeniem na szlaku. Masz wrażenie, że przednie koło jest schowane gdzieś w okolicach suportu i każda większa przeszkoda jest w stanie wystrzelić Cię przez kierownicę.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Ciekawostka: oba rowery są w rozmiarze S, a różnica w długości bazy kół to ponad 15 cm!

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Musiałem sobie przypomnieć styl jazdy znany jako „wąchaj siodło”.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Również hamulce wymagały powrotu do starych przyzwyczajeń i duszenia klamek dwoma palcami. Choć to rewelacyjne Avidy SD 1.9, na stromych sekcjach pozostawiają sporo do życzenia. Zwłaszcza zaraz po przejechaniu przez błotną kałużę…

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Palce mogą jednak odpocząć po każdym zjeździe, podczas obowiązkowego postoju serwisowego na założenie łańcucha i podniesienie siodła. Sztyce regulowane i hamulce tarczowe zdecydowanie SĄ największymi rewolucjami w MTB!

Retro MTB Enduro Wielka Racza

A poza tym? Szczerze mówiąc, niewiele się zmieniło. Owszem, w 18-letnim Rockhopperze wszystko działa gorzej, niż w nowych sprzętach (szok i niedowierzanie), ale w gruncie rzeczy… działa dokładnie tak samo. Pokazuje to jednak, że te wszystkie pozornie bzdurne i nieznaczące nowinki, w szerszej perspektywie prowadzą do kolosalnie lepszego roweru.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Czy na takim zabytku też da się jeszcze jeździć po górach? Oczywiście! Zawsze się dało i od tego czasu góry jakoś specjalnie nie urosły.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

A czy taki rower daje tyle samo frajdy? Tak! Ale jest to inna frajda… Taka z większą domieszką strachu i spoconych dłoni na technicznych zjazdach. Przesiadając się z uber-stabilnego Whyte’a, poczułem się, jakbym zamienił okręt bojowy na kajak. Ale co jest złego w pływaniu kajakiem? No właśnie.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Jeśli zamiast szybkości i bezpieczeństwa oczekujesz ryzykownych wyzwań i potoku adrenaliny – może nawet taki kapryśny retro-góral jest lepszy…?

Retro MTB Enduro Wielka Racza

To trochę jak ze starymi samochodami sportowymi. Według stopera, są wolniejsze od współczesnego Golfa. Ale doznania z jazdy są 3x bardziej intensywne.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Niektórzy twierdzą, że takie stare maszyny mają duszę. To oczywiście dorabianie filozofii do prostego faktu: one po prostu odbijają jak lustro Twój charakter i Twoje umiejętności. Jeśli masz skilla i potrafisz taki sprzęt opanować, satysfakcja jest ogromna. Jak zjebiesz – będzie bolało, bo nie uratują Cię opony, zawieszenie i geometria.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Czy zamieniłbym więc swojego enduraka? Nigdy w życiu! :) Dzięki przypomnieniu sobie, jak daleko zaszły rowery MTB, jeszcze bardziej pokochałem swojego Whyte’a. Jednak po tym doświadczeniu, Speca na pewno będę częściej wyciągał z garażu!


Trasa: [Beskid Żywiecki, Rycerka] Wielka Racza – Przegibek

Chciałbyś przeżyć to samo na swoim rowerze? Oto trasa, na której złapałem bakcyla enduro.!

  • Dystans: 20 km
  • Przewyższenie: 850 m

Nie sposób się zgubić, jazda w 100% oznaczonymi szlakami. Pętla składa się z trzech etapów:

  1. Podjazd z Rycerki Górnej na Wielką Raczę (szlak żółty) – przystawka. 5-kilometrowy, żmudny podjazd szutrowo-kamienistą drogą. Technicznie nudny, ale przyjemny widokowo i w całości do podjechania w siodle.
  2. Szlak graniczny z Wielkiej Raczy do Przegibka (czerwony) – danie główne. Ponad 10 km świetnego trawersu, a następnie jazdy grzbietem, z widokami na polskie, czeskie i słowackie góry. W zdecydowanej większości udało się zachować naturalny charakter szlaku, więc jest dużo singli i korzeni, a bardzo mało rąbanek po luźnych kamieniach. Jazda jest bardzo płynna, z niewielkimi różnicami wysokości (na całym odcinku dwa niezbyt długie wypychy). Jeden z klasycznych szlaków Beskidu Żywieckiego!
  3. Zjazd z Przegibka do Rycerki Górnej (szlak zielony) – deser. 3 kilometry singlowego trawersu o idealnym nachyleniu i naturalnej nawierzchni. Końcówka – niestety – szeroką drogą szutrową.
Retro MTB Enduro Wielka Racza

Tej wycieczki nie znajdziesz na Stravie!

 

 

Żartowałem ;)


Informacje trochę praktyczne

Trudność

2/5

Zarówno czerwony szlak graniczny, jak zielony zjazd z Przegibka to prawdziwe, soczyste górskie single, ale w bardzo przyjaznej formie – nawierzchnia nie jest zniszczona pracami leśnymi, a nachylenia są umiarkowane.

Opisany wariant podstawowy również kondycyjnie nie jest wymagający (po zdobyciu Wielkiej Raczy jest już „z górki”). Trasę polecam każdemu, kto jako tako umie w rowery.

Jaki rower?

Jak widać po powyższej relacji, trasę można pokonać w zasadzie na dowolnym sprawnym rowerze MTB. Choć najlepiej sprawdzi się ścieżkowy full lub plusowy hardtail.

Schroniska

Dojazd

Dodatkowe warianty

Trasę można wydłużyć zarówno na początku (czerwony szlak ze Zwardonia) jak i na końcu (z Przegibka dalej czerwonym na Rycerzową – szczególnie polecam). W obu przypadkach trzeba rozważyć skorzystanie z pociągu, bo taka trasa przestaje być pętlą.

Przy planowaniu polecam mapę Beskid Żywiecki wydawnictwa Compass, którą możesz za darmo podejrzeć on-line.

Retro MTB Enduro Wielka Racza


Zobacz też:

 

  1. Nasze tereny jak zawsze piękne :) Wielka Racza – w lecie kilka razy na rowerze, w zimie na skiturach. Co dodam od siebie ? ano mam trzy rowery z tego dwa MTB: jeden full AM/enduro Santa Cruza, drugi sztywny 29 Focusa. Na beskidzkie kilkudziesięcio-km wyrypy gdzie trzeba wpierw podjechać zanim się zjedzie, biorę ZAWSZE sztywniaka bo enduro full to gówno jakich mało na takich szlakach. No może że ktoś lubi męczyć się 5 km/h lub prowadzić rower przez połowę trasy. Przy odpowiedniej technice na sztywnym zjedzie się wszędzie i wyjedzie też wszędzie. Nowe rowery enduro mają tylko w nazwie, bo to tak naprawdę rowery do zjazdu niż enduro. Enduro w swoim założeniu polega na niczym nieskrepowanym pokonywaniu gór. A jak pokonać górę na gównie co ma przednie koło pół metra wysunięte do przodu i na podjeździe buja jak kanapa. Na naprawdę trudnym podjeździe nawet leżąc na kierownicy przód idzie do góry i ląduje się na plecach (oczywiście przy odpowiednio mocnej łydzie której współczesnym endurakom brak, oni wolą papierosy i browary). A szlak graniczny to mój ukochany szlak w Beskidach, jeden z niewielu który można przemierzyć w całkowitej samotności. Pozdrawiam !!!

    1. Zacznijmy od tego, że „enduro” to nie „pokonywanie gór”, chyba mylisz pojęcia z All Mountain. ;) „Enduro” to forma jazdy, w której w sporej mierze liczy się endurance, czyli wytrzymałość – a sama nazwa wzięła się od enduro racingu. :p

      Z tego co piszesz wnioskuję też, że masz Nomada albo przynajmniej Bronsona na zawieszeniu w stylu Fox RC2 + sprężyna z tyłu. :p Rowery do „enduro” potrafią powiem kategorycznie się od siebie różnić mimo niewielkich różnic w detalach (nomen-omen co Michał napisał w artykule) – te bardziej nastawione na zjazdy będą bujać i będą zbyt miękkie do podjazdu a’la „żółtym na Magurkę Wilkowicką”, ale są też takie, które poradzą sobie na nim nie gorzej niż hardtail (Strive? Jekyll? Remedy?).

      Sam zjeździłem cały Beskid Śląski (olaboga! rąbanki!) na hardtailu z 70deg główki i 80mm twardego skoku – wtedy jeździło się „all mountain”, którego nie sposób było zatrzymać. Ale było to już ile? 10 lat temu? Byliśmy młodsi to i pewnie krzepa była większa. ;)

    2. Kwestia oczekiwań.

      Jeśli miałbym zrobić kilkadziesiąt kilometrów po górach, i nie mieć większej frajdy ze zjazdów, raczej miałbym problem z motywacją to takiej wyrypy ;) To, że da się zjechać, to jest tylko połowa sukcesu. Ważne jest też, JAK się zjeżdża.

      Jeśli jednak priorytetem jest szybkość pokonania całej trasy (patrz: maratony), to zgodzę się, że lekki sztywniak lub full XC to lepszy wybór.

      Do tego oczywiście dochodzą wszelkie odmiany ścieżkowców, które wpadają pomiędzy. Dla każdego coś miłego, nie ma powodu nazywać „gównem” rozwiązań, które nie pasują do Twoich priorytetów i stylu jazdy.

    3. Tja…”kiedyś to były czasy…teraz to nie ma czasów”.

      Serio młodzi w enduro to według Ciebie tylko pety i browary?

      A co do roweru, to tak napisał Michał, każdy ma własną motywację i preferencje i nie ma sensu hejtować „innego”. Ja bym tam chętnie zrobił rundę na Geometronie lub innym Pole’u.

      1. Czy pety to nie iem, nie widuję. Ale piwo i robienie z tego napoju jakiegoś obiekt kultu to norma.

  2. lajk

  3. Dominik Gruszczyński

    Czytając ten artykuł odniosłem wrażenie,że wehikuł czasu cofnął mnie o ładnych parę lat wstecz.To było piękne doznanie jak z resztą w poprzednim artykule.Dzięki temu sam mogłem powspominać swoje rowerowe przygody i rozterki.Dzięki wielkie i graty za mega sprzęt.

  4. nie zauwazyłem żeby mój endurak bujał na podjazdach ,podjeżdza lepiej niż maratonowy niespełna 11kilogramowy full cannona, który też nie buja :)

    1. jakie dokładnie to są modele?

      1. „enduraki” potrafią calkiem dobrze podjeżdzać tam gdzie na cannonie(rush carbon z leftym 130) wymiekalem ,yeti sb6 turq mowi mi nie pekaj podjedziemy..damy radę

    2. „cofnął mnie o ładnych parę lat wstecz” – a gdzie cię miał cofnąć, w bok? :)))

  5. Jak coś strzeli Ci do łba (wybacz zwrot) i przestanie Ci się chcieć ‚umieć w rowery’, zawsze możesz zająć się pisaniem w pełnym wymiarze. Doskonały tekst, świetnie się czyta. Pozdrawiam z 3miasta.

    1. Brzmi jak oferta pracy? ;)

  6. Przed tarczówkami bym chyba postawił widelec amortyzowany. Tak mam w pełni sztywnego MTB sprzed 25 lat. Nie, nie mieszczą się w nim opony 2,35″ które choć trochę zmniejszyłyby moje lęki przed każdym szybszym zjazdem, nadzianym korzeniami i kamulami. W ogóle zawieszenie umieściłbym najwyżej. Bo można mieć miast tarcz hydrauliczne V-ki ale stabilnego powrotu koła na tor jazdy nic nie zastąpi.
    Myk-myki nie były aż tak potrzebne, bo nikt nie był na tyle szalony by zjeżdżać z czegokolwiek 40km/h+ bez wcześniejszych przygotowań. Tych psychicznych też..
    Bardzo ładny Spec. Ogladałem się za Scottem z 1988 roku ale odpuściłem. Zostało mi na podłodze miejsce już tylko na fulla i ściana na karbonową szosę (kiedyś)

    1. Masz rację, przednia i tylna amortyzacja w pełni zasługuje na pierwsze miejsce wśród sprzętowych rewolucji :)

  7. Miło było przeczytać o pierwszej trasie jaką pokonałem na rowerze w górach. Był to wakacje spędzane w Rycerce z kolegą ze szkoły średniej. Nasze rowery w tamtych czasach to wypasione „górale”. Mój Romet Mustang (pierwszy rower górski wyprodukowany przez Rometa – zainteresowanym proponuje pogooglać takich rowerów obecnie nie spotkasz na szlakach) i Noname z bazaru kolegi. Rower autora to wypasiona bryka o której w tamtych czasach nawet jeszcze nie marzono. Do dnia dzisiejszego wspominam tą trasę i ten wypad jako jedno z najlepszych przeżyć w życiu. Było to roku Pańskiego 1994 :)

    1. Mustang był turystykiem na bazie którego „wymyślono” w Romecie „pierwszy na świecie” rower do jazdy w górach o wdzięcznej nazwie Viking. No joke. XD W Świecie Młodych tak właśnie opisano Mustanga a potem Vikinga i Canyona. Ja wybrałem wtedy włoską masówke od producenta szosowych. Żałuje trochę miałbym dziś Rometa :( Było tez chyba coś takiego jak Viking Pro albo Viking 2 na Altusie. Kojarzy ktoś? Było to w chorelę drogie i różniło się tylko osprzętem od Shimano.

      1. Teraz mi się przypomniało, że na Vikingu sporo pojeździłem, bo cała flota była na wyposażeniu ośrodka kolonijnego, który co roku odwiedzałem :) Zawsze na początku pierwszego turnusu najstarsza grupa chłopaków wyciągała wszystkie rowery i próbowała poskładać z nich jak największą liczbę sprawnych egzemplarzy :P Sentymenty sentymentami, ale straszny shit to był…

  8. ps. Czy będzie coś o BP Kasina?

    1. Jeśli zdążę tam pojechać przed zimą ;)

  9. I tu właśnie przydaje sie moja strona.
    Od 10 lat eksploruje Beskid Żywiecki od Pilska po Ochodzitą. znam wiele miejsc gdzie można ominąć wypychy, trafić na fajne single niejednokrotnie niezaznaczone na mapie a nawet wykaszane przez miejscowych jako „ich ścieżki”.
    Opisana wyżej trasa to klasyka sama w sobie, fajny trip w obydwie strony.
    W wariancie z Raczej na Przegibek można ominąć 50 % żmudnego podjazdu na Racze żółtym. Jest inna opcja również przyjemna ( wydłuży trip o jakieś 20/30 min ), dla mocnej łydy nawet bez wypychu a za to z miłym singlem- czyli to co lubimy.
    Niebanalne MTB

    1. Łuki, bo w tym całe clou, żeby poszwędać się po singielkach i przecinkach, ok, czasami dojechać jakimś szutrem, a niestety również zjechać i zwózką ale…w „surowym terenie”.
      Michał chyba zapomniał dodać, że tych kilka/naście lat temu nikt z nas nie śmigał po bikeparkowych autostradach bo…u nas ich nie było :-)

      1. Tak wiem, jednak nie wszyscy lubią wypychy a jadąc w nieznanym terenie można się na nie natknąć, a jak jest alternatywa to czemu nie skorzystać, albo po co zjeżdżać szutrem jak za rogiem jest nieoznaczony na mapie miejscowy singiel. Wybór pozostaje dla każdego taki sam. Nikogo nie namawiam choć po ilości pisanych do mnie wiadomości w tym temacie temat jest warty kontynuowania. Ot przykład Pilsko – od strony polskiej wnoszenie roweru na plecach bo zwykły wypych nie da rady a można od strony słowackiej wjechać 90 %/95%.

    2. Stronę śledzę, jest super! Szkoda, że nie publikujesz tego pod własną domeną, bo wyszukanie konkretnych informacji na Facebooku jest praktycznie niemożliwe :(

      PS. Dla zainteresowanych: https://www.facebook.com/niebanalnemtb/

    3. Podpowiesz też, jak biegnie ten alternatywny wariant zdobywania Raczy? :)

  10. Jak nie sprzętem to talentem! :)

    1. Ja zdecydowanie częściej sprzętem ;)

  11. Michale, może tym wpisem zmobilizowałeś mnie do spisania historii z moimi rowerami. Nie sięga ona 10, a nawet nie 20-tu lat lecz trochę dalej ;-) ale rowerów bynajmniej nie było aż tak wiele.
    Tekst i refleksje bardzo mi bliskie. Bez „dorabiania gęby” tak naprawdę mówimy (piszemy) przecież o jeździe w górach. W tym sensie dla mnie śmieszne i dalekie mi są rozkminy w stylu „enduro/AM”, „full/DH”, „fat/JEDYNIE SŁUSZNY”, „26/27.5/29…” itp. Liczy się jazda w górach i radość z niej osiągana. Doznania jednak jakże inne.
    Dodam tylko, że w moim przypadku nie mogę nawet używać słowa retro bo moim sztywniakiem ’93 czy fulem ’03 nadal śmigam WSZYSTKO i to nawet w trudniejszych, bardziej dla sprzętu wymagających układach niż niegdyś ale o tym może istotnie więcej jakieś innej historii.
    Dzięki za tekst i…trochę szkoda, że nie czytają Cię w innych językach. Miałbyś tu teraz niezłą litanię komentarzy bo na szlakach mtb dla ludzi zachodu zaczęło się znacznie wcześniej z racji dostępności sprzętu.

  12. Cud, że przeżyłeś po przesiadce na retro-bikeu ;)

  13. Można tą traske poszerzyć o pętelkę niebieskim na rycerzową i czerwonym z powrotem
    Dla mnie bomba

Dodaj komentarz do tekstu Retro-enduro – powrót na Wielką Raczę

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Foto-enduro: Jaki aparat na rower?

Fotografia, Porady, Sprzęt / 

Co ma fotografia do rowerów? Jeśli jesteś jednym z 2 miliardów użytkowników Facebooka lub Instagrama, to wiesz, że sporo! Pochwalenie się fotką z epickiego tripa czasem daje tyle samo radości, co sam trip, a wspominanie starych galerii bywa jedynym sposobem na przetrwanie ciężkiego tygodnia w pracy (tudzież zimy). Przejdźmy więc od razu do odpowiedzi na najczęściej zadawane pytanie: jaki jest najlepszy aparat na rower?


Disclaimer: w przygotowaniu wpisu pomógł mi Olympus Polska, jednak poza linkami afiliacyjnymi do Ceneo, ma on charakter niekomercyjny. Wszystkie polecane modele znalazły się tu na podstawie kilku lat zbierania doświadczeń, a nie ze względu na marketing.


To fotograf robi zdjęcia, nie aparat

Każdy poradnik o doborze sprzętu zaczyna się od tego frazesu, więc podtrzymuję tradycję. Mimo, że to bzdura.

To znaczy nie do końca: takie rzeczy jak kompozycja, światło i wyczucie czasu są faktycznie DUŻO ważniejsze od aparatu. Zwłaszcza, że nawet tanie modele czy smartfony oferują dziś sensowną jakość.

Ale niestety, w trudnych warunkach (a fotografia sportowa, zwłaszcza w lesie, zdecydowanie się do nich zalicza) droższy sprzęt zawsze będzie miał przewagę. A jeśli masz w głowie określone efekty (rozmycie tła, krótki/długi czas naświetlania…), może się okazać że ich uzyskanie będzie uzależnione od możliwości aparatu i obiektywu.

Jaki aparat na rower? Bezlusterkowiec

Ile wydać na aparat na rower?

Do artykułu wybrałem modele rozsądne cenowo, ewentualnie podpowiadając alternatywy dla osób gotowych wyłożyć cięższą gotówkę w zamian za lepszą jakość. Przyjmuję, że w niebezpiecznej dla sprzętu rowerowej eksploatacji, granicą rozsądku są okolice 2500 zł.

Jeśli Twój budżet jest większy, lub szukasz czegoś tańszego, używanego – napisz w komentarzu, chętnie pomogę!

 

No to jedziemy z dostępnymi opcjami, zaczynając od tej najbardziej oczywistej…


1. Smartfon

Walety:

  • zawsze pod ręką (!);
  • bez dodatkowych kosztów;
  • bez dodatkowych kombinacji (np. konieczności ładowania kolejnego akumulatora);
  • pełna integracja z social media.

Zady:

  • poza flagowymi modelami, kiepska jakość zdjęć, zwłaszcza w trudnych warunkach oświetleniowych (np. w lesie);
  • tylko szeroki kąt obiektywu, brak zooma;
  • ograniczona kontrola nad ustawieniami;
  • brak możliwości rozmycia tła (duża głębia ostrości niezależnie od warunków);
  • trudna obsługa w rękawiczkach.

Jaki aparat na rower? Smartfon

Podstawowa zaleta smartfonu – dostępność w każdej chwili – jest nieoceniona, jeśli chcesz uchwycić najważniejsze momenty wycieczki. Jeśli nie jest to Nokia 3310, podstawowa jakość zdjęć wystarczy do cyknięcia od czasu do czasu jakiejś panoramki, selfie z rowerem czy nawet – przy dobrym świetle, odpowiedniej technice i odrobinie szczęścia – zdjęcia w ruchu.

Idealny dla: okazjonalnego autora słit foci na fejsa.


Polecane modele:

Jaki aparat na rower? Smartfon

Jaki aparat na rower? Smartfon

2. Tani kompakt (tzw. „małpka”)

Walety:

  • mały, mieści się w kieszeni;
  • zoom optyczny – brak ograniczenia do szerokiego kąta;
  • stabilizacja (nie we wszystkich modelach);
  • większa od smartfona wygoda obsługi (poręczny kształt, fizyczne przyciski);
  • cena.

Zady:

  • jakość zdjęć nie odbiega zbytnio od smartfonów;
  • wożąc w kieszeni, dość łatwo go uszkodzić.

Aparat na rower: prosty kompakt

„Małpki” zawdzięczają swoją nazwę (nie)skomplikowanej obsłudze – jest to dowolne tłumaczenie z angielskiego „point-and-shoot”. Ten segment rynku praktycznie umarł, bo pod względem jakości, oferuje niewiele więcej od nowoczesnego telefonu. Najbardziej oczywistą zaletą jest zoom optyczny i wygodna obsługa w rękawiczkach.

Idealny dla: amatora, którego irytuje szeroki kąt obiektywu i odblokowywanie ekranu smartfona w rękawiczkach.


Polecane modele:

Aparat na rower: prosty kompakt

Aparat na rower: prosty kompakt

3. Pancerny kompakt

Walety:

  • wszystko jak w zwykłym kompakcie, plus możliwość wożenia w kieszeni lub robienia zdjęć w czasie jazdy, bez ryzyka uszkodzenia;
  • wodoodporność – można bezstresowo używać w deszczu i błocie, oraz robić fotki na nadmorskich wakacjach;
  • kształt i układ przycisków zazwyczaj uwzględnia obsługę w rękawiczkach.

Zady:

  • jakość zdjęć nie odbiega od dobrej klasy smartfonów;
  • stosunkowo wysoka cena.

Jaki aparat na rower? Wodoodporny kompakt

Wzmocnione kompakty wydają się być idealnym wyborem na rower. Podobnie jak po smartfona, po tego typu aparat możesz zawsze sięgnąć do kieszeni i bez stresu robić zdjęcia nawet w czasie jazdy – niezależnie, czy świeci słońce, czy leje deszcz, a Twoje rękawiczki są pokryte warstwą gów… błota. Dzięki temu nie przegapisz żadnego dobrego ujęcia. Niestety, najlepsze modele (z jasnym obiektywem) doganiają ceną zaawansowane kompakty, choć pod względem jakości zdjęć, dużo bliżej im do „małpek”.

Idealny dla: autora obszernych fotorelacji z wycieczek i ryzykownych ujęć.


Polecane modele:

Jaki aparat na rower? Wodoodporny kompakt

Jaki aparat na rower? Wodoodporny kompakt

4. Kamera sportowa (typu GoPro)

Walety:

  • bardzo szeroki kąt obiektywu i mnóstwo mocowań umożliwiających uzyskanie ciekawych ujęć z np. z kasku czy z roweru;
  • najmniejsze gabaryty;
  • wodoodporność.

Zady:

  • bardzo szeroki kąt obiektywu (brak zooma);
  • przeciętna jakość zdjęć (na poziomie telefonu);
  • niewygodna obsługa (utrudniony dostęp do ustawień);
  • słaba bateria, zwłaszcza jeśli nagrywasz też filmy;

Jaki aparat na rower? Kamerka sportowa

Poza oczywistym zastosowaniem do kręcenia filmów, całkiem sensowne jest wykorzystywanie kamerki sportowej do robienia zdjęć. Np. GoPro oferuje jakość podobną do smartfona, ale z dodatkową wodoodpornością, ultra-szerokim kątem i opcjami mocowania. Daje to możliwość uzyskania dynamicznych, nietypowych ujęć. Praktycznie żaden inny aparat nie nadaje się do przyczepienia do roweru czy kasku – ze względu na rozmiar, masę i zbyt wąski kąt obiektywu. Warto wybrać model z opcją „photo timelapse”, w której kamerka robi zdjęcia w trybie ciągłym, np. co 10 sekund. W domu na pewno wybierzesz kilka ujęć nieuchwytnych inaczej momentów, np. przebiegającego przez szlak jelenia czy… gleby.

Idealny dla: minimalisty i miłośnika dynamicznych kadrów z kasku/roweru.


Polecane modele:

Jaki aparat na rower - kamera sportowa

Jaka kamera sportowa na rower

5. Zaawansowany kompakt

Walety:

  • jakość zdjęć wyraźnie wyższa od topowych smartfonów;
  • większe możliwości fotograficzne, np. podstawowa kontrola nad głębią ostrości;
  • przyzwoite zdjęcia przy trudnym świetle;
  • pełna kontrola nad parametrami (np. możliwość wymuszenia długiego/krótkiego czasu naświetlania).

Zady:

  • wysoka cena;
  • ryzyko uszkodzenia;
  • stosunkowo duże gabaryty niektórych modeli.

Aparat na rower: zaawansowany kompakt

Jeśli przywiązujesz dużą wagę do jakości zdjęć i nie boisz się wozić drogiego aparatu w kieszeni, możesz się pokusić o zaawansowanego kompakta. Jakość zdjęć z nowych modeli wyposażonych w jasne obiektywy i duże matryce (mam na myśli fizyczne wymiary – nie liczbę megapikseli!), dorównuje lub przewyższa dużo „poważniejsze” aparaty, nawet lustrzanki z kitowymi (dołączanymi przy zakupie) obiektywami. Niestety, coraz częściej również ceną…

Idealny dla: osoby oczekującej maksymalnej jakości przy minimalnych gabarytach i bez kombinowania z obiektywami.


Polecane modele:

Aparat na rower: zaawansowany kompakt

Aparat na rower: zaawansowany kompakt

6. Bezlusterkowiec (kompakt z wymienną optyką)

Walety:

  • jakość zdjęć porównywalna z lustrzanką;
  • wymienne obiektywy otwierające nieograniczone możliwości kreatywne;
  • łatwość uzyskania małej głębi ostrości (rozmycia tła);
  • lepsza poręczność od lustrzanki, możliwość zmieszczenia w średniej wielkości kieszonce plecaka (np. tej na gogle);
  • szybkość działania i wygoda obsługi.

Zady:

  • gabaryty wykluczające przewożenie w kieszeni;
  • w stosunku do lustrzanki: wolniejszy autofocus;
  • delikatność;
  • wysokie ceny obiektywów.

Jaki aparat na rower? Bezlusterkowiec

Jeśli zamierzasz ograniczyć się do kitowego obiektywu i po prostu cykać fotki, wybierz raczej zaawansowanego kompakta. Jeśli jednak pojęcia typu „rozpiętość tonalna” czy „bokeh” nie są Ci obce, możliwość podpięcia do bezlusterkowca obiektywów spełniających Twoje oczekiwania jest nie do przecenienia. Bezlusterkowce pozwalają na zabawę z prawdziwą fotografią, bez masy i rozmiaru lustrzanki. Na rynku dominują dwa systemy: Sony E (z matrycą równie dużą, jak w popularnych modelach lustrzanek) i Micro 4/3 wykorzystywanym m.in. przez Olympusa (z mniejszą matrycą, ale dzięki temu mniejszymi obiektywami).

Idealny dla: foto-entuzjasty oczekującego od swoich zdjęć „czegoś więcej”.


Polecane modele:

  • Sony a5100 (drożej ale lepiej: a6000, a6300) – większość zdjęć na blogu jest zrobionych jego poprzednikiem.
  • Olympus PEN E-PL8* (drożej ale lepiej: OM-D E-M10 Mark II) – używałem w tym roku przez kilka tygodni i muszę przyznać, że kompaktowe obiektywy są bardzo wygodne.

Jaki aparat na rower? Bezlusterkowiec

Jaki aparat na rower? Bezlusterkowiec

7. Lustrzanka

Walety:

  • najlepsza przydatność do fotografii sportowej: szybki autofocus, dobra jakość w każdych warunkach oświetleniowych;
  • najwyższa jakość zdjęć i pełna kontrola nad parametrami;
  • wzorowa ergonomia;
  • szeroki wybór obiektywów w przyzwoitych cenach;
  • zdecydowanie największa ilość zdjęć na jednej baterii.

Zady:

  • wysoka masa i gabaryty wymagające pakowania do głównej komory plecaka (lub specjalnego plecaka…);
  • nieporęczność – praktycznie niemożliwe fotografowanie w czasie jazdy, czy ustawienie na mini-statywie/selfie-sticku;
  • „upośledzone” kadrowanie z użyciem wyświetlacza (dla osób nieprzyzwyczajonych do wizjera);
  • ograniczona liczba gadżetów typu Wi-Fi czy funkcje społecznościowe.

Jaki aparat na rower? Lustrzanka

Chcesz robić zdjęcia np. na zawodach? Do takich zastosowań lustrzanka ciągle jest bezkonkurencyjna – głównie przez szybkość ostrzenia na obiektach w ruchu. Nie bez znaczenia jest też duży wybór obiektywów, w cenach niższych od odpowiedników przeznaczonych dla bezlusterkowców. Podobnie jak w ich przypadku, korzystanie z obiektywu kitowego (dołączanego przy zakupie) jest słabym pomysłem. Na rower lepszym wyborem są m.in. „naleśniki”, czyli szkła stałoogniskowe (bez zooma) o stosunkowo niewielkich gabarytach. Kilkukrotnie większa liczba zdjęć na jednej baterii może być też istotna na dłuższych wyprawach.

Idealny dla: ambitnego fotografa skupiającego się na zdjęciach riderów w ruchu.


Polecane modele:

  • Canon EOS 100D – najmniejsza lustrzanka na rynku + dobra oferta „naleśników”.

Jaki aparat na rower? Lustrzanka

Jaki aparat na rower? Lustrzanka


Podsumowanie

Jak widać, nie ma przy wybieraniu aparatu jedynego słusznego rozwiązania. Osobiście korzystam z bezlusterkowca (do zdjęć na bloga) i pancernego kompakta (do zdjęć z wycieczek i zawodów), choć czasem kusi mnie, żeby zastąpić je zaawansowanym kompaktem. W dodatku ostatnio eksperymentuję też z kamerą sportową i też jest to ciekawa opcja, zwłaszcza dla osób, którym… nie chce się robić zdjęć, a jednak chciałyby mieć pamiątkę. Ostatecznie jednak najlepszy aparat to ten, który ma się zawsze przy sobie – dla większości osób będzie to smartfon. Warto od niego zacząć, żeby przed zakupem lepiej poznać swoje oczekiwania i fotograficzne ambicje.

Jaki aparat na rower?


* Uwaga! Trwa promocja dla czytelników bloga, w której aparaty Olympusa możesz kupić w oficjalnym sklepie 15% taniej na hasło „OLYpromo1ENDURO”. Polecam zwłaszcza TG-4 (który kupiłem dla siebie) i E-PL8 (który gruntownie przetestowałem).


Ten artykuł to moje pierwsze podejście do tematu fotografii. Jeśli Ci się spodobał, koniecznie daj znać! To dla mnie bardzo ważne, bo na tej podstawie pojawią się – lub nie – kolejne publikacje zdjęciowe.


Może zainteresuje Cię też:

 

  1. Kiedyś była np. PICASA, gdzie jakość i koncepcja miała znaczenie. W chwili obecnej kiedy odbiorca rzuca okiem na zdjęcie, na opis nie ma czasu, nie ma to żadnego znaczenia – może być kalkulator, oczywiście znaczenie ma otagowanie… , bo rozumiem, że o takie zastosowanie aparatu Ci chodzi.

    1. Przy takim podejściu, robienie zdjęć w ogóle nie ma sensu, bo lud fejsbukowy tylko nieme filmy ogląda :P

      Ale dobre zdjęcia zawsze się obronią i przyciągną do treści. Może nie będzie to milion lajków, ale prawdopodobnie i tak docierasz do szerszego grona pasjonatów, niż galerią na Picasie udostępnioną gdzieś na forum…

      A w każdym razie do mnie docierasz ;)

    2. Ja robię zdjęcia dla siebie – nie jestem blogerem ani dzeinnikarzem, ale z czasów pstrykania Zenitem E została mi miłość do dobrej fotogrtafii. Potem mogę sobie takie zdjęcie wrzucić w pracy na tapetę pulpitu i wisi tak np.2 miesiące i nie mam jej ochoty zmienić- bo jest to naprawdę dobre zdjęcie o dobrej kompozycji i jakości. I dlatego smartfon choć wydaje się najwygodniejszy – odpada – kolory są plackowate bez przejść tonalnych (pochodzi to od agresywnego odszumiania i wyostrzania w smartfonach) nie wspominając o fatalnej rozpiętości tonalnej – przepały albo czarne plamy w cieniu. Dlatego cały czas na syte tripy tacham lustrzanke i 2 obiektywy + gopro do filmowania :) Internet to zły miernik jakości zdjęć ;) na FB jest tak jak mówisz, ale zajrzyj na Pinkbike jakie zdjęcia zdobywają popularność – rzadko robione zmarciakiem, poza tym jak już wspomniałem – mam to w d… z tyłu – zdjęcie jest dla mnie

      1. O właśnie, Pinkbike. Ciekawe, że jakoś polska społeczność się na nim rozpłynęła :(

        A podejście bardzo zdrowe, choć jedno wykorzystane ujęcie na 2 miesiące trochę chyba jednak pozostawia niedosyt…? ;)

  2. Bawiłem się kiedyś lustrzankami, posiadałem canona 60D i cały zestaw obiektywów (3 stałki, szeroki kąt z bardzo dobrym światłem i fajne tele) jednak na rower zupełnie to się nie nadawało. Zmieniłem na bezlusterkowca, bo stwierdziłem, że bardziej poręczny to i wykorzystywany będzie częściej. Miałem na 1 tripie i jakość zdjęć rzeczywiście rewelacyjna, ale nadal wymaga sporo miejsca we plecaku i jest delikatny… przez większość (na wszystkich) wypadach używam galaxy s6 – jakość zadowalająca do tego stopnia, że bezlusterkwiec leży i się kurzy (chyba, że syn porzyczy…). Także zgodzę się ze stwierdzeniem: „najlepszy aparat to ten, który mamy przy sobie…”.

    1. …to jest akurat jeden z tych frazesów, które są całkowicie prawdziwe ;)

  3. Ja na rowerze zacząłem od Samsunga nx300 (bezlusterkowiec), jednak gabaryty i wyciąganie go za każdym razem z plecaka do zrobienia zdjęcia przesądził o jego sprzedaży. Poszedłem w Galaxy s5 i gopro4. Już było fajnie, ale zabrakło jakości zdjęć. Dołożyłem kase i kupiłem s7. Niby miało być rewelacyjne, ale jednak nie. Uzbieralem znowu kasę i kupiłem zaawansowanego kompakta, Canon g7x. Dokupilem małą nerke na aparat i dzięki temu korzystam i z kamery i z aparatu podczas wypraw i daje to bardzo dobre efekty. A na s7 dzięki swojej mocy mogę szybko obrobic materiał i przez różne appki skleić całkiem fajne filmiki dla znajomych. Jak ktoś uwielbia fotografować wypady ze znajomymi i super miejscówki, to warto od razu szukać dobrego sprzętu i nie iść za bardzo na kompromisy, bo zawsze będzie czegoś brakowało.

    1. Czyli tak jak się obawiałem – najlepsze smartfony są spoko, ale pod warunkiem, że nie przesiadasz się na nie z prawdziwego aparatu ;)

      Ja się właśnie przymierzam do zaawansowanego kompakta, tylko bardziej mnie korci G9 X ze względu na mikroskopijny rozmiar i niższą cenę (od G7 X).

      1. Też rozważałem opcje g9x, ale upolowałem g7x używkę z gwarancją za 1200pln :) Grzech nie skorzystać z takiej okazji.

  4. Ja zmieniłem lustro (które kurzyło się juz ze dwa lata) na bezlusterkowca. Kupiłem mozliwie jak najmniejszego i budzetowego – E-pl5 z „naleśnikiem” 14-42 (z automatycznie otwieraną zatyczką) i „dekielkiem” 9mm i mam zestaw, który z powodzeniem przypinam do paska w mini torebce (zawsze pod ręką podczas jazdy).

    A jak go nie mam to telefon musi dać radę :)

    1. O, zrobiłbyś kiedyś przy okazji fotkę poglądową tego paska? Wizja podręcznego aparatu jest kusząca ;) Choć mój Sony jednak sporo większy od zgrabnych Olków.

  5. Zaufajcie, bo wiem co mówię – najlepszy stosunek jakość/poręczność/cena daje Canon G7X (wystarczy wersja I). Lustrzanka przewyższa go dopiero z lepszymi obiektywami. Z tanimi kitowymi w niczym nie jest lepsza.

    1. Ostatnio mambaonbike.pl przesiadła się na G7 X II i efekty są faktycznie super. Jestem jednak ciekaw, czy masz może porównanie do G9 X lub Sony RX100 II lub III?

  6. Ja na wszystkie swoje wycieczki używam lustrzanki bo lubię mieć dobrej jakości zdjęcia.Ale przy okazji robię też smartfonem dla mediów społecznościowych..Mimo to że plecak załadowany na wyjazd waży swoje, bo to lustrzanka(rybie i i standardowy obiektyw)2lwody,jakieś jedzenie i ciuch.Mimo to nie zamienił bym na kompakta.Chyba że obsługuje RAWy wtedy bym rozważył zmianę na coś lżejszego..

    1. Teraz już każdy zaawansowany kompakt obsługuje RAW, a nawet niektóre „mniej zaawansowane”, jak np. mój Olympus TG-4.

      Warto jednak pamiętać, że między kompaktami a lustrzankami są jeszcze bezlusterkowce – dużo mniejsze i lżejsze od lustra, a możliwościami i jakością zdjęć zbytnio nie odbiegające.

  7. Problemem jest zawsze gabaryt sprzętu, a miejsce w plecaku jest niestety ograniczone :/ na ostrzejszą jazdę to znowu strach cokolwiek brać ze sobą. I tu na ratunek przychodzi zawsze smartfon, a co można z niego wyciągnąć to można zobaczyć oglądając wczesne foty kolegi elkaziorro z forum rowerowe.org. Chłopak jest niesamowity, a po przesiadce na normalny aparat powala na kolana. Jak dla mnie mistrz fotografii rowerowej. Polecam.

    Sam za to używam na codzień iPhone’a SE i daje radę, nawet przy słabszym świetle, ale jak tylko mogę to do plecaka leci lustrzanka ze stałką 50mm f1.6.

    1. Te galerie masz na myśli? https://www.forumrowerowe.org/gallery/member/118552-elkaziorro/?asort_key=date&asort_order=desc

      Ciekawe, że pojawia się w komentarzach dominujący trend: albo smartfon, albo lustro. Tak mało osób używa bezlusterkowców i zaawansowanych kompaktów z dużą matrycą…?

      1. W galerii nie ma nawet ułamka zdjęć i chyba tylko jakieś stare są. Ja mam śledzenie na tematy „Codziennie jedno zdjęcie” i „Jedna wyprawa-jedno zdjęcie”. Zdaje się że jakąś Nokią cykał fotki, teraz przerzucił się chyba na bezlusterkowca.

        Co do dominujących trendów: może ludzie coraz mniej decydują się na „półśrodki” w kwestii foto (bo samo enduro to „półśrodek” jak się patrzy :P ) ? Albo super mobilność, albo super jakość? Albo – zdecydowali kiedyś, jak ja po przygodzie z „superzoom’em, i nie mieli okazji spróbować nowych produktów ze środka stawki (dlatego po tym artykule zainteresował mnie bardzo g7x II). :)

        1. Może tak być… Jeszcze nie tak dawno, wszystkie kompakty – niezależnie, ile by miały pokręteł – miały malutką matryckę, która entuzjastów mogła łatwo zniechęcić do półśrodków.

          Teraz 1″ to już standard w „ambitnych” modelach, a to sporo zmienia. O bezlusterkowcach z APS-C nie wspominając…

  8. Jeszcze jest jedna kategoria…. yyy jak to nazwać… „sprytny obiektyw” :)
    https://www.sony.co.uk/electronics/attachable-lens/t/lens-style-cameras

    Jedna wersja ma wypasiony sensor APSC (ale trzeba mieć swój obiektyw Sony E, co zwiększa rozmiar, szczególnie przy np. zoomie SEL18-55, ale można mieć kompaktowy SEL16-50), a druga to „małpkowy” sensor ale z wielkim zoomem. Obsługiwany przez „sprytny telefon” ma się rozumieć :)

    Nie używałem, wrzucam przekornie. Bezsprzecznie kompaktowe rozwiązanie, ale użycie przez telefon może być kłopotliwe.. połącz się, włącz aplikację, i dopiero zrób zdjęcie. Ale ma to coś NFC, więc może z telefonami wspierającymi to śmiga.

    Sam jeździłem kiedyś z Sony NEX-5, uważam że jego następcy (alfa-5000, 5100, 6000, 6100, etc) razem z ww. obiektywem 16-50 to bardzo kompaktowe i jakościowo idealne rozwiązanie (https://i5.walmartimages.com/asr/f1a32c32-8d9c-48b1-bbf1-59a7ec6084c6_1.c91e20abdfd8d69c7b8df9ddca1c681f.jpeg)

    1. Skrajna egzotyka, ale dzięki za uzupełnienie :) W sumie jak ktoś jest totalnie przyzwyczajony do fotografowania smartfonem, a brakuje mu porządnej optyki, to może coś takiego kupi… Mnie przeraża właśnie to parowanie, bo (wbrew pozorom) nie lubię na wycieczkach długich postojów związanych ze zdjęciami. To ma działać „wyciągam-cykam-chowam-jadę”.

      1. Fakt, egzotyka ;) Na dodatek słabo się przyjęła. Ale może się sprawdzić do ujęć typu, kładziesz obiektyw na ziemi, strzelająć w niebo, i z poziomu roweru robisz sobie samojepkę skacząc przez tenże obiekt(yw). YW. you’re welcome ;)

        1. No tak, tylko to samo można zrobić dowolnym aparatem ze sterowaniem przez Wi-Fi (zakładając, że potrafisz operować smartfonem podczas skoku) ;)

  9. Jako małe sprostowanie co do Xiaomi Yi 4k:
    Pierwszą kamerką była Xiaomi Yi. Po niej dział Yi stał się autonomiczną firmą i nie ma już nic wspólnego z Xiaomi. Kolejne więc kamery są po prostu marki Yi:

    Yi 4k
    Yi 4k+

    1. Zasadniczo masz rację (poprawiłem, dzięki), ale w sklepach ciągle występuje jako Xiaomi. Podobnie, jak inne marki, które urodziły się w ten sam sposób.

      Jesteś pewien, że Yi z Xiaomi „nie ma nic wspólnego”…? Bo choć to oddzielna marka, to chyba jednak zależna od swojej firmy-matki?

      1. @Michał: Przy wydaniu pierwszej i udanej wersji kamerki (Yi 2k) Xiaomi był partnerem handlowym dla marki Yi, stąd połączenie Xiaomi YI 2k. Kolejne modele to już samodzielne dzieło firmy Yi Technology i tutaj z Xiaomi nie ma żadnego powiązania.

        Co do sklepów, to sprawka SEO, nieznajmości rynku a w szczególności segmentu, jakim jest foto / sportowe kamerki, co zresztą wpływa na ludzi, którzy szukając rozwiązania problemów np. smartfonów od Xiaomi, piszą na forach dotyczących kamerek marki Yi. beznajdzieność.

        1. Rozumiem, dzięki za wyjaśnienie :)

  10. No własnie, podbiję komentarz Bartka odnośnie kamerek sportowych, oznaczonych tutaj jako Xiaomi Yi. Warto zmienić na Xiaoyi Yi (Yi technology). Ostatnio pojawiły się modele kamerek sportowych ze stajni Xiaomi: xiaomi mijia 4k i tutaj pies pogrzebany; Mijia to kolejna submarka Xiaomi (podobnie jak w przypadku YI) ;-)
    —-
    Osobiście używam zestawu Samsung Galaxy S7 + GoPro Hero 5 Black (wcześniej nieszczęsne Yi 4k, które odradzam) i to w zupełności mi wystarcza. Jestem raczej minimalistą w tej kwestii oraz pragmatykiem z uwagi na wodoszczelność i odporność na upadki (w przypadku GP5B). Piszesz też o słabej obsłudze ustawień w sportowych kamerkach, z czym się nie zgodzę. Zarówno w Yi4k jak i GP5B, jest bardzo wygodny ekran dotykowy i sensownie rozplanowany układ ustawień a wbudowane WIFI umożliwia zarządzanie kamerkami z poziomu smartfona. Nic bardziej prostszego. W warunkach deszczowych, GP5B można manualnie obsługiwać za pomocą kombinacji dwóch przycisków (tak jak w pozostałych modelach ze stajni GP).

    Faktycznie czas pracy kamerki, gdy kręcimy film jest krótki ale … ma to zaletę w postaci krótkich ujęć video, które potem obrobić za pomocą Quik na Android / iOS. Zdjęcia obrabiam najczęsciej w Snapseedzie, synchronizuję z Google Photos i moge w każdej chwili udostępnić albumy znajomym.

    M.in. Dlatego zainwestowałem w S7 i GP5B. mniej czasu na kompie ;-)

    —-

    1. Jeśli chodzi o obsługę ustawień w kamerce, to jednak mnie nie przekonałeś :P

      Czy jesteś w stanie komfortowo korzystać z ekranu dotykowego w rękawiczkach? Albo w obudowie wodoodpornej (sam wiesz, że w wielu kamerkach jest potrzebna)?

      Ile czasu zajmuje wyklikanie dwoma przyciskami zmiany np. z trybu filmowego na zdjęcia seryjne? Albo ustawienie samowyzwalacza? Albo zmianę ekspozycji?

      Ile trwa włączenie Wi-Fi i synchronizacja ze smartfonem i jak często z tego korzystasz? Czy jesteś w stanie obsługiwać oba urządzenia stojąc przy szlaku, bez odkładania roweru?

      Ja nie twierdzę, że nie jest to możliwe. Ale w warunkach rowerowych (rękawiczki + kilka sekund na wyjęcie aparatu i ew. zmianę ustawień, bo kumple już jadą), nijak się to ma do fizycznych przycisków jakiegokolwiek aparatu…

      1. 1. GP5B samo w sobie ma obudowe wodoodporną, więc … nie potrzebuje dodatkowej ;-)
        2. Ma 2 fizyczne przyciski, dzięki któremu ekran dotykowy nie jest potrzebny do zmiany trybu;
        3. główny przycisk: – spust (górna obudowa) – ma dodatkową funkcjonalność zwaną quick capture, które szybko odpalają albo video albo timelapse. Działa to świetnie, gdy masz kamerkę na pasie i chcesz nagrać akcję. wciskasz na krótko przycisk, kamera włącza sie i kreci video; gdy chcesz zakończysz, ponownie wciskasz ten przycisk, video sie zapisuje a kamerka sie wylacza. proste ;)
        4. drugi przycisk służy do włączenia kamerki oraz zmiany trybu kamerki: video / zdjecia / burst / video(time)-lapse. wszystko dzieje się bez udziału dotykowego ekranu.
        5. W GP5B w opcjach ustawiasz, ze domyslnie włacza się np. zdjęcie, potem gdy jesteś w trasie i chcesz walnąc selfika to … właczasz kamerkę, 3sekundy i wciskasz pust. i masz selfika ;) a jak chcesz video to wróc do punktu 3.
        6. A czy za każdym razem sciagasz materiał z aparatu / kamerki? Nie, wiec wifi mozesz włączyć po tripie, gdy np. odpoczywasz przy piwku / drinku. BEz przesady, jak jechałem do Kołobrzegu, to materiał ściągnąłem, gdy robiłem ostatnie 5km trasy.

        7. jesli potrzebujesz zdjecie / video na teraz, to owszem mozesz miec domyśle włączonego wifi w kamerce, odpalasz appkę GoPro, ktora automatycznie laczy sie (jesli wczesnie sparowales via wifi) i wchodzisz w galerie kamerki i sciagasz.

        1. Możliwość ustawienia domyślnego trybu startu + dodatkowy szybki tryb filmowy brzmią super.

          Tylko niestety, po pierwsze nie każda kamerka na rynku do GP5B :P

          Po drugie, cały czas tylko piszesz o zmianie trybów, a ja pisałem o zmianie *ustawień* (co nawet sam zacytowałeś). Więc pytanie o zmianę ekspozycji, ISO czy włączenie samowyzwalacza pozostają aktualne. W dowolnym aparacie zrobisz to paroma kliknięciami bez ściągania rękawiczek.

          To samo dotyczy Wi-Fi – sam pisałeś o „zarządzaniu kamerką z poziomu smartfona”, a teraz sprowadzasz tą funkcję tylko do zrzucania materiału.

          1. ad. 2 nie każda kamerka jest taka super jak GP5B ale też nie kosztuje tyle.. to kwestia nawyku i przyzwyczajeń. Startowałem od SJCAM SJ4000 wifi, na poczatku kupiłem YI4k (które mnie totalnie zawiodło) i zainwestowałem w GP5B, które spełnia moje oczekiwania w 99,9999%. Ale oczywiście – masz rację co do większości kamerek.

            ad. 3 zaskoczyłbym Cię: GoPro ma Protune(r) i działa relewacyjnie, także spokojnie możesz strzelać automatyczną konfiguracją i tak naprawdę nie bawisz się ekspozycją, czasem naświetlania etc w czasie jazdy. Po prostu prysk i tyle.

            ad. 4 doprecyzowałem, bo źle zrozumiałeś mnie. Wifi w przypadku większości kamerek nie jest potrzebne w terenie. Oczywiście wymaga to zabawy z optymalną konfigracją na początku użytkowania.

            W końcu … kamerka sportowa w żaden sposób nie zastąpi Olympusa i reszty małpek. Mnei zależało na dobrym sprzecie, bdb jakości zdjęć i odporności na wszelkie pogodowe anomalie :) Co Kto Lubi, Mamba miała GP5B na ostatniej wyjezdzie i na dobre jej wyszło.

            1. …ale chyba jednak miała też dodatkowo Canona G7 X Mark II? :P

              Absolutnie nie neguję dużej przydatności kamerek do zdjęć – w końcu sam je w tym poradniku umieściłem ;) (i kupiłem na potrzeby bloga)

              Ale Ty próbujesz udowodnić, że obsługa ustawień jest w nich wygodna, podczas gdy udowodniłeś, że korzystanie z tych ustawień jest niepotrzebne :P (dla Ciebie i w jednym – najdroższym – modelu kamery)

              1. Nie, uświadamiam – ze jest możliwość wyboru ustawiania z poziomu aplikacji albo z poziomu kamerki. albo tak albo tak. nic więcej :)

                ps.: tak, Canona też miała ;-)

  11. Byłoby super gdyby pojawił się na blogu poradnik jak robić przyzwoite zdjęcia sportowe – Enduro, oczywiście :)

    1. Żebym to ja umiał… ;) Ale jest coś takiego w planach.

  12. Cześć. Czy obiektyw 18-200 sony do sony a 6000 sprawdzi się w cykaniu rowerowym?
    Pozdrawiam

    1. Nie miałem z nim do czynienia, ale to dość spore i ciężkie szkło…

  13. Jako były promotor pewnej marki na „O” po kilku latach doświadczeń i kontaktu z różnymi modelami uważam, że dla kogoś kto się nie pasjonuje fotografią, nie chce się bawić w obróbkę zdjęć idealnym rozwiązaniem są kompakty z calową matrycą. Największym ich atutem jest uniwersalny, jasny obiektyw przez odchodzi podstawowy problem związany z wymianą kita na coś bardzie jasnego – swego czasu mieliśmy średnio 5 miesięcznie, którzy oddawali aparaty na naprawy gwarancyjne „bo wieczorem robią fatalne zdjęcia :D”

    Wyżej była też poruszana kwestia kiepskiej sprzedaży bezlusterkowców. Jeżeli chcecie wiedzieć, to główną przyczyną ich małej popularności jest brak świadomości wśród kupujących. Wolą kupić lustro bo wygląda bardziej PRO od takiej małej popierdółki (dlatego sprzedaż produktów marki „0” jest cholernie trudna w stosunku do produktów marki „C” i „N”, które w zasadzie sprzedają się same). Ludzie nie są w stanie pojąć, że małe aparaty mogę więcej i czasem wolą nawet kupić megazooma …

    Ja sam natomiast od pewnego czasu schodzę sukcesywnie w dół z gabarytami (kiedyś woziłem ze sobą body sony z 3 obiektywami w tym słynną metalową flintą), dziś mam a5100 wraz z sigmą 30mm i od jakiegoś czasu chodzi mi głowie G7X MK2.

    PS. Do smartfonów dopisz bliźniacze modele P9/p10 czyli Honor 8/9

    1. Z tymi bezlusterkowcami pewnie masz rację, choć wydawało mi się, że po lustrzankę nie wchodzą do sklepu przypadkowi ludzie z ulicy, którzy chcą mieć „dobry aparat”. Raczej osoby, które coś tam już wiedzą o fotografii i np. odróżniają ilość megapikseli od wielkości matrycy. Ale może to tylko moje idealistyczne wyobrażenia? ;)

      Dzięki za uwagę o Honorach – dodałem.

      1. To tylko twoje wyobrażenie, w praktyce wygląda to tak, że lustro w zasadzie bierze każdy kto ma na nie kasę. Zwykle przychodzi delikwent, mówi że chce zobaczyć tą i tą „luszczankę”, następnie bierze w łapy i spogląda w wizjer, pobawi się zoomem i idzie do kasy.

  14. Jaki statyw do iPhone SE, gorillapod czy manfrotto pixi?

    1. Nie mam pojęcia, ja korzystam z jakiejś budżetowej podróby Gorillapod ;)

      1. Dominik Kiepuszewski

        A co konkretnie używasz zamiast oryginalnego Gorrillapod? Zainteresowany jestem pozyskaniem czegoś takiego ;)

        1. Nie wiem, jakiś tani bylejaki noname, dostałem kiedyś gratis do aparatu ;)

  15. Do wad lustrzanek dodałbym jeszcze trudność robienia zdjęć w kasku z wykorzystaniem wizjera. Zwłaszcza jak się jest w full-face.

  16. Ja z całego serca polecam Sony RX100. Rewelacyjny aparat niezależnie od generacji. Od MK3 posiada kilka istotnych udogodnień (wizjer i filtr ND) i szerszy obiektyw. Ze mną od ok. 4 lat stale jeździ MK2, najczęściej w sztywnym pokrowcu Lowpro przy pasku. Jeździ tak i jeździ, niejedną glebe zaliczył, nawet gdzieś tam obudowa pękła. Użytkowany w temperaturach od -20st do +30st i… jest niemal jak nowy. Nowsze wersje to przede wszystkim szybkość zdjęć seryjnych i rozszerzone możliwości video i TL.
    Chyba do dzisiaj można kupić nawet MK1, która już jest świetna.

  17. Najlepszy zaawansowany kompakt, z jasnym i jak najszerszym obiektywem, fajnie jak ma tryb manual i możliwość całkowitego wyłączenia lampy.
    Żadne ciężkie lustrzanki i kilogramy obiektywów, chyba że na krótkie wypady w celu pofocenia. Raz, że to od cholery waży, dwa i tak nie będzie Ci się chciało za każdym razem zmieniać szkieł, trzy słono kosztuje.
    Kolejna sprawa jest taka, że jak nawet robicie w RAW/NEF to i tak obrabiacie to na nieskalibrowanych i zwykłych monitorach, które za cholerę nie pokażą wam prawdziwych kolorów. A później na odbitkach fotoloudek i tak dosra wam swoją wizję zdjęcia ( wprowadzi zmiany – kolor, kontrast, balans, nasycenie ) według swojego „widzi mi się”.

  18. Z powodzeniem używam starego już kompaktu Samsung ex-1. Dlaczego? Był dość tani, obiektyw to odpowiednik klasycznego 24-70 dla małego obrazka, f/1.8-2.4, możliwość zapisu w raw, wszystkie potrzebne ustawienia wyciągnięte na korpus i to w większym stopniu niż w lustrzankach entry-level (2 rolki, itp.), matryca nieco większa niż te do tej pory stosowane w typowych kompaktach, stosunkowo małe gabaryty ale nie tak małe by przeszkadzać mocno w użytkowaniu.
    Sowiego czasu było jeszcze kilka podobnych modeli różnych producentów. Zawsze to lepsze niż typowa małpka, a nie tak absurdalnie droga jak kompakty z większymi matrycami.

    1. Bardzo ciekawy model, jeden z lepszych używanych.

Dodaj komentarz do tekstu Foto-enduro: Jaki aparat na rower?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top