Retro-enduro – powrót na Wielką Raczę

Miejsca, Opinie / 

To było w liceum, jakieś 14 lat temu. Miałem za sobą pierwsze rowerowe wypady do Szczyrku, ale na tych paru dniach na Skrzycznem moje górskie doświadczenie się kończyło. Ale kiedy kumple z klasy namawiają Cię na wyjazd, długo się nie zastanawiasz: „Pakuj się, jedziemy na Wielką Raczę. Mój brat pożyczył auto od rodziców i nas zawiezie”.


Wpis ten jest kontynuacją sentymentalnego wątku z opublikowanej tydzień temu Historii kilku rowerów… – polecam! :) 


Sentymentalno-eksperymentalny powrót do korzeni

Pamiętam ten moment, kiedy pierwszy raz złapałem flow na krętym, pokrytym korzeniami odcinku gdzieś na trawersie szlaku granicznego. Raz zaskoczyło i tak już zostało – dokładnie w tamtej sekundzie złapałem bakcyla „enduro”. Choć wtedy oczywiście nikt tak jeszcze nie mówił…

No właśnie: „wtedy”. Wtedy było inaczej: nie było flow-traili, nie było Stravy, nie było carbonu (to znaczy był, ale nie dla licealistów). Wielu twierdzi, że było lepiej. Czy aby na pewno…?

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Postanowiłem to sprawdzić, wybierając się w sentymentalną podróż do miejsca, w którym wszystko się zaczęło.


Wehikuł czasu

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Specialized Rockhopper A1 FS. Pojawił się w sklepach w 1999, kiedy świat zachwycał się Nokią 3210, w kinach królował Matrix, a Polska została podzielona na 16 województw. Oznacza to, że kiedy zaczynałem swoją przygodę z prawdziwym MTB, ten rower miał już 5 lat na karku!

Retro MTB Enduro Wielka Racza

To mój pierwszy raz w górach na tak klasycznym sprzęcie – swoje pierwsze kroki stawiałem na nieco nowocześniejszym Authorze A-Gangu z Suntourem Duro o skoku 130 mm (pisałem o nim niedawno).

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Tutaj skoku jest… 70 mm. Answer Manitou Spyder ma w środku dwie sprężyny stalowe i tłumienie elastomerowe, które jak na swój wiek, działa szokująco dobrze (czyli: jakkolwiek). Widelec jest bardzo czuły, „pluszowy” i… dobija na każdym korzeniu.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Poza działającym amortyzatorem, pełnoletni już (!) Rockhopper ma jeszcze kilka innych nowoczesnych (jak na tamte czasy) rozwiązań: 9-rzędowy napęd, stery A-head z łożyskami maszynowymi, czy rurę podsiodłową o średnicy 30,9 mm (można bez problemu założyć myk-myka!).

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Mostek 100 mm w połączeniu z kierownicą 540 mm, pod względem nowoczesności bardziej przypominają Poloneza Kombi, którego produkcja ruszyła w tym samym roku… Żeby było full-retro, wygrzebałem w skrzynce dla powodzian piękne, gięte rogi i mój pierwszy porządny licznik. #Strava1999

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Mój Rockhopper jest w rozmiarze 15″. Co prawda na moje 170 cm powinien być większy, ale w tamtych czasach uparcie twierdziłem, że „lubię mniejsze ramy” (skądś to znasz?). Czy dzięki temu, pomarańczowy Spec jest bardziej zwrotny? Oj tak! Sam skręca! Nawet wtedy, kiedy wcale tego nie chcę ;)

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Geometria, a zwłaszcza stromy kąt główki (71 stopni) i krótki reach w połączeniu z kilometrowym mostkiem, jest zdecydowanie największym ograniczeniem na szlaku. Masz wrażenie, że przednie koło jest schowane gdzieś w okolicach suportu i każda większa przeszkoda jest w stanie wystrzelić Cię przez kierownicę.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Ciekawostka: oba rowery są w rozmiarze S, a różnica w długości bazy kół to ponad 15 cm!

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Musiałem sobie przypomnieć styl jazdy znany jako „wąchaj siodło”.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Również hamulce wymagały powrotu do starych przyzwyczajeń i duszenia klamek dwoma palcami. Choć to rewelacyjne Avidy SD 1.9, na stromych sekcjach pozostawiają sporo do życzenia. Zwłaszcza zaraz po przejechaniu przez błotną kałużę…

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Palce mogą jednak odpocząć po każdym zjeździe, podczas obowiązkowego postoju serwisowego na założenie łańcucha i podniesienie siodła. Sztyce regulowane i hamulce tarczowe zdecydowanie SĄ największymi rewolucjami w MTB!

Retro MTB Enduro Wielka Racza

A poza tym? Szczerze mówiąc, niewiele się zmieniło. Owszem, w 18-letnim Rockhopperze wszystko działa gorzej, niż w nowych sprzętach (szok i niedowierzanie), ale w gruncie rzeczy… działa dokładnie tak samo. Pokazuje to jednak, że te wszystkie pozornie bzdurne i nieznaczące nowinki, w szerszej perspektywie prowadzą do kolosalnie lepszego roweru.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Czy na takim zabytku też da się jeszcze jeździć po górach? Oczywiście! Zawsze się dało i od tego czasu góry jakoś specjalnie nie urosły.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

A czy taki rower daje tyle samo frajdy? Tak! Ale jest to inna frajda… Taka z większą domieszką strachu i spoconych dłoni na technicznych zjazdach. Przesiadając się z uber-stabilnego Whyte’a, poczułem się, jakbym zamienił okręt bojowy na kajak. Ale co jest złego w pływaniu kajakiem? No właśnie.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Jeśli zamiast szybkości i bezpieczeństwa oczekujesz ryzykownych wyzwań i potoku adrenaliny – może nawet taki kapryśny retro-góral jest lepszy…?

Retro MTB Enduro Wielka Racza

To trochę jak ze starymi samochodami sportowymi. Według stopera, są wolniejsze od współczesnego Golfa. Ale doznania z jazdy są 3x bardziej intensywne.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Niektórzy twierdzą, że takie stare maszyny mają duszę. To oczywiście dorabianie filozofii do prostego faktu: one po prostu odbijają jak lustro Twój charakter i Twoje umiejętności. Jeśli masz skilla i potrafisz taki sprzęt opanować, satysfakcja jest ogromna. Jak zjebiesz – będzie bolało, bo nie uratują Cię opony, zawieszenie i geometria.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Czy zamieniłbym więc swojego enduraka? Nigdy w życiu! :) Dzięki przypomnieniu sobie, jak daleko zaszły rowery MTB, jeszcze bardziej pokochałem swojego Whyte’a. Jednak po tym doświadczeniu, Speca na pewno będę częściej wyciągał z garażu!


Trasa: [Beskid Żywiecki, Rycerka] Wielka Racza – Przegibek

Chciałbyś przeżyć to samo na swoim rowerze? Oto trasa, na której złapałem bakcyla enduro.!

  • Dystans: 20 km
  • Przewyższenie: 850 m

Nie sposób się zgubić, jazda w 100% oznaczonymi szlakami. Pętla składa się z trzech etapów:

  1. Podjazd z Rycerki Górnej na Wielką Raczę (szlak żółty) – przystawka. 5-kilometrowy, żmudny podjazd szutrowo-kamienistą drogą. Technicznie nudny, ale przyjemny widokowo i w całości do podjechania w siodle.
  2. Szlak graniczny z Wielkiej Raczy do Przegibka (czerwony) – danie główne. Ponad 10 km świetnego trawersu, a następnie jazdy grzbietem, z widokami na polskie, czeskie i słowackie góry. W zdecydowanej większości udało się zachować naturalny charakter szlaku, więc jest dużo singli i korzeni, a bardzo mało rąbanek po luźnych kamieniach. Jazda jest bardzo płynna, z niewielkimi różnicami wysokości (na całym odcinku dwa niezbyt długie wypychy). Jeden z klasycznych szlaków Beskidu Żywieckiego!
  3. Zjazd z Przegibka do Rycerki Górnej (szlak zielony) – deser. 3 kilometry singlowego trawersu o idealnym nachyleniu i naturalnej nawierzchni. Końcówka – niestety – szeroką drogą szutrową.
Retro MTB Enduro Wielka Racza

Tej wycieczki nie znajdziesz na Stravie!

 

 

Żartowałem ;)


Informacje trochę praktyczne

Trudność

2/5

Zarówno czerwony szlak graniczny, jak zielony zjazd z Przegibka to prawdziwe, soczyste górskie single, ale w bardzo przyjaznej formie – nawierzchnia nie jest zniszczona pracami leśnymi, a nachylenia są umiarkowane.

Opisany wariant podstawowy również kondycyjnie nie jest wymagający (po zdobyciu Wielkiej Raczy jest już „z górki”). Trasę polecam każdemu, kto jako tako umie w rowery.

Jaki rower?

Jak widać po powyższej relacji, trasę można pokonać w zasadzie na dowolnym sprawnym rowerze MTB. Choć najlepiej sprawdzi się ścieżkowy full lub plusowy hardtail.

Schroniska

Dojazd

Dodatkowe warianty

Trasę można wydłużyć zarówno na początku (czerwony szlak ze Zwardonia) jak i na końcu (z Przegibka dalej czerwonym na Rycerzową – szczególnie polecam). W obu przypadkach trzeba rozważyć skorzystanie z pociągu, bo taka trasa przestaje być pętlą.

Przy planowaniu polecam mapę Beskid Żywiecki wydawnictwa Compass, którą możesz za darmo podejrzeć on-line.

Retro MTB Enduro Wielka Racza


Zobacz też:

 

  1. Nasze tereny jak zawsze piękne :) Wielka Racza – w lecie kilka razy na rowerze, w zimie na skiturach. Co dodam od siebie ? ano mam trzy rowery z tego dwa MTB: jeden full AM/enduro Santa Cruza, drugi sztywny 29 Focusa. Na beskidzkie kilkudziesięcio-km wyrypy gdzie trzeba wpierw podjechać zanim się zjedzie, biorę ZAWSZE sztywniaka bo enduro full to gówno jakich mało na takich szlakach. No może że ktoś lubi męczyć się 5 km/h lub prowadzić rower przez połowę trasy. Przy odpowiedniej technice na sztywnym zjedzie się wszędzie i wyjedzie też wszędzie. Nowe rowery enduro mają tylko w nazwie, bo to tak naprawdę rowery do zjazdu niż enduro. Enduro w swoim założeniu polega na niczym nieskrepowanym pokonywaniu gór. A jak pokonać górę na gównie co ma przednie koło pół metra wysunięte do przodu i na podjeździe buja jak kanapa. Na naprawdę trudnym podjeździe nawet leżąc na kierownicy przód idzie do góry i ląduje się na plecach (oczywiście przy odpowiednio mocnej łydzie której współczesnym endurakom brak, oni wolą papierosy i browary). A szlak graniczny to mój ukochany szlak w Beskidach, jeden z niewielu który można przemierzyć w całkowitej samotności. Pozdrawiam !!!

    1. Zacznijmy od tego, że „enduro” to nie „pokonywanie gór”, chyba mylisz pojęcia z All Mountain. ;) „Enduro” to forma jazdy, w której w sporej mierze liczy się endurance, czyli wytrzymałość – a sama nazwa wzięła się od enduro racingu. :p

      Z tego co piszesz wnioskuję też, że masz Nomada albo przynajmniej Bronsona na zawieszeniu w stylu Fox RC2 + sprężyna z tyłu. :p Rowery do „enduro” potrafią powiem kategorycznie się od siebie różnić mimo niewielkich różnic w detalach (nomen-omen co Michał napisał w artykule) – te bardziej nastawione na zjazdy będą bujać i będą zbyt miękkie do podjazdu a’la „żółtym na Magurkę Wilkowicką”, ale są też takie, które poradzą sobie na nim nie gorzej niż hardtail (Strive? Jekyll? Remedy?).

      Sam zjeździłem cały Beskid Śląski (olaboga! rąbanki!) na hardtailu z 70deg główki i 80mm twardego skoku – wtedy jeździło się „all mountain”, którego nie sposób było zatrzymać. Ale było to już ile? 10 lat temu? Byliśmy młodsi to i pewnie krzepa była większa. ;)

    2. Kwestia oczekiwań.

      Jeśli miałbym zrobić kilkadziesiąt kilometrów po górach, i nie mieć większej frajdy ze zjazdów, raczej miałbym problem z motywacją to takiej wyrypy ;) To, że da się zjechać, to jest tylko połowa sukcesu. Ważne jest też, JAK się zjeżdża.

      Jeśli jednak priorytetem jest szybkość pokonania całej trasy (patrz: maratony), to zgodzę się, że lekki sztywniak lub full XC to lepszy wybór.

      Do tego oczywiście dochodzą wszelkie odmiany ścieżkowców, które wpadają pomiędzy. Dla każdego coś miłego, nie ma powodu nazywać „gównem” rozwiązań, które nie pasują do Twoich priorytetów i stylu jazdy.

    3. Tja…”kiedyś to były czasy…teraz to nie ma czasów”.

      Serio młodzi w enduro to według Ciebie tylko pety i browary?

      A co do roweru, to tak napisał Michał, każdy ma własną motywację i preferencje i nie ma sensu hejtować „innego”. Ja bym tam chętnie zrobił rundę na Geometronie lub innym Pole’u.

      1. Czy pety to nie iem, nie widuję. Ale piwo i robienie z tego napoju jakiegoś obiekt kultu to norma.

  2. lajk

  3. Dominik Gruszczyński

    Czytając ten artykuł odniosłem wrażenie,że wehikuł czasu cofnął mnie o ładnych parę lat wstecz.To było piękne doznanie jak z resztą w poprzednim artykule.Dzięki temu sam mogłem powspominać swoje rowerowe przygody i rozterki.Dzięki wielkie i graty za mega sprzęt.

  4. nie zauwazyłem żeby mój endurak bujał na podjazdach ,podjeżdza lepiej niż maratonowy niespełna 11kilogramowy full cannona, który też nie buja :)

    1. jakie dokładnie to są modele?

      1. „enduraki” potrafią calkiem dobrze podjeżdzać tam gdzie na cannonie(rush carbon z leftym 130) wymiekalem ,yeti sb6 turq mowi mi nie pekaj podjedziemy..damy radę

    2. „cofnął mnie o ładnych parę lat wstecz” – a gdzie cię miał cofnąć, w bok? :)))

  5. Jak coś strzeli Ci do łba (wybacz zwrot) i przestanie Ci się chcieć ‚umieć w rowery’, zawsze możesz zająć się pisaniem w pełnym wymiarze. Doskonały tekst, świetnie się czyta. Pozdrawiam z 3miasta.

    1. Brzmi jak oferta pracy? ;)

  6. Przed tarczówkami bym chyba postawił widelec amortyzowany. Tak mam w pełni sztywnego MTB sprzed 25 lat. Nie, nie mieszczą się w nim opony 2,35″ które choć trochę zmniejszyłyby moje lęki przed każdym szybszym zjazdem, nadzianym korzeniami i kamulami. W ogóle zawieszenie umieściłbym najwyżej. Bo można mieć miast tarcz hydrauliczne V-ki ale stabilnego powrotu koła na tor jazdy nic nie zastąpi.
    Myk-myki nie były aż tak potrzebne, bo nikt nie był na tyle szalony by zjeżdżać z czegokolwiek 40km/h+ bez wcześniejszych przygotowań. Tych psychicznych też..
    Bardzo ładny Spec. Ogladałem się za Scottem z 1988 roku ale odpuściłem. Zostało mi na podłodze miejsce już tylko na fulla i ściana na karbonową szosę (kiedyś)

    1. Masz rację, przednia i tylna amortyzacja w pełni zasługuje na pierwsze miejsce wśród sprzętowych rewolucji :)

  7. Miło było przeczytać o pierwszej trasie jaką pokonałem na rowerze w górach. Był to wakacje spędzane w Rycerce z kolegą ze szkoły średniej. Nasze rowery w tamtych czasach to wypasione „górale”. Mój Romet Mustang (pierwszy rower górski wyprodukowany przez Rometa – zainteresowanym proponuje pogooglać takich rowerów obecnie nie spotkasz na szlakach) i Noname z bazaru kolegi. Rower autora to wypasiona bryka o której w tamtych czasach nawet jeszcze nie marzono. Do dnia dzisiejszego wspominam tą trasę i ten wypad jako jedno z najlepszych przeżyć w życiu. Było to roku Pańskiego 1994 :)

    1. Mustang był turystykiem na bazie którego „wymyślono” w Romecie „pierwszy na świecie” rower do jazdy w górach o wdzięcznej nazwie Viking. No joke. XD W Świecie Młodych tak właśnie opisano Mustanga a potem Vikinga i Canyona. Ja wybrałem wtedy włoską masówke od producenta szosowych. Żałuje trochę miałbym dziś Rometa :( Było tez chyba coś takiego jak Viking Pro albo Viking 2 na Altusie. Kojarzy ktoś? Było to w chorelę drogie i różniło się tylko osprzętem od Shimano.

      1. Teraz mi się przypomniało, że na Vikingu sporo pojeździłem, bo cała flota była na wyposażeniu ośrodka kolonijnego, który co roku odwiedzałem :) Zawsze na początku pierwszego turnusu najstarsza grupa chłopaków wyciągała wszystkie rowery i próbowała poskładać z nich jak największą liczbę sprawnych egzemplarzy :P Sentymenty sentymentami, ale straszny shit to był…

  8. ps. Czy będzie coś o BP Kasina?

    1. Jeśli zdążę tam pojechać przed zimą ;)

  9. I tu właśnie przydaje sie moja strona.
    Od 10 lat eksploruje Beskid Żywiecki od Pilska po Ochodzitą. znam wiele miejsc gdzie można ominąć wypychy, trafić na fajne single niejednokrotnie niezaznaczone na mapie a nawet wykaszane przez miejscowych jako „ich ścieżki”.
    Opisana wyżej trasa to klasyka sama w sobie, fajny trip w obydwie strony.
    W wariancie z Raczej na Przegibek można ominąć 50 % żmudnego podjazdu na Racze żółtym. Jest inna opcja również przyjemna ( wydłuży trip o jakieś 20/30 min ), dla mocnej łydy nawet bez wypychu a za to z miłym singlem- czyli to co lubimy.
    Niebanalne MTB

    1. Łuki, bo w tym całe clou, żeby poszwędać się po singielkach i przecinkach, ok, czasami dojechać jakimś szutrem, a niestety również zjechać i zwózką ale…w „surowym terenie”.
      Michał chyba zapomniał dodać, że tych kilka/naście lat temu nikt z nas nie śmigał po bikeparkowych autostradach bo…u nas ich nie było :-)

      1. Tak wiem, jednak nie wszyscy lubią wypychy a jadąc w nieznanym terenie można się na nie natknąć, a jak jest alternatywa to czemu nie skorzystać, albo po co zjeżdżać szutrem jak za rogiem jest nieoznaczony na mapie miejscowy singiel. Wybór pozostaje dla każdego taki sam. Nikogo nie namawiam choć po ilości pisanych do mnie wiadomości w tym temacie temat jest warty kontynuowania. Ot przykład Pilsko – od strony polskiej wnoszenie roweru na plecach bo zwykły wypych nie da rady a można od strony słowackiej wjechać 90 %/95%.

    2. Stronę śledzę, jest super! Szkoda, że nie publikujesz tego pod własną domeną, bo wyszukanie konkretnych informacji na Facebooku jest praktycznie niemożliwe :(

      PS. Dla zainteresowanych: https://www.facebook.com/niebanalnemtb/

    3. Podpowiesz też, jak biegnie ten alternatywny wariant zdobywania Raczy? :)

  10. Jak nie sprzętem to talentem! :)

    1. Ja zdecydowanie częściej sprzętem ;)

  11. Michale, może tym wpisem zmobilizowałeś mnie do spisania historii z moimi rowerami. Nie sięga ona 10, a nawet nie 20-tu lat lecz trochę dalej ;-) ale rowerów bynajmniej nie było aż tak wiele.
    Tekst i refleksje bardzo mi bliskie. Bez „dorabiania gęby” tak naprawdę mówimy (piszemy) przecież o jeździe w górach. W tym sensie dla mnie śmieszne i dalekie mi są rozkminy w stylu „enduro/AM”, „full/DH”, „fat/JEDYNIE SŁUSZNY”, „26/27.5/29…” itp. Liczy się jazda w górach i radość z niej osiągana. Doznania jednak jakże inne.
    Dodam tylko, że w moim przypadku nie mogę nawet używać słowa retro bo moim sztywniakiem ’93 czy fulem ’03 nadal śmigam WSZYSTKO i to nawet w trudniejszych, bardziej dla sprzętu wymagających układach niż niegdyś ale o tym może istotnie więcej jakieś innej historii.
    Dzięki za tekst i…trochę szkoda, że nie czytają Cię w innych językach. Miałbyś tu teraz niezłą litanię komentarzy bo na szlakach mtb dla ludzi zachodu zaczęło się znacznie wcześniej z racji dostępności sprzętu.

  12. Cud, że przeżyłeś po przesiadce na retro-bikeu ;)

  13. Można tą traske poszerzyć o pętelkę niebieskim na rycerzową i czerwonym z powrotem
    Dla mnie bomba

Dodaj komentarz do tekstu Retro-enduro – powrót na Wielką Raczę

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Foto-enduro: Jaki aparat na rower?

Fotografia, Porady, Sprzęt / 

Co ma fotografia do rowerów? Jeśli jesteś jednym z 2 miliardów użytkowników Facebooka lub Instagrama, to wiesz, że sporo! Pochwalenie się fotką z epickiego tripa czasem daje tyle samo radości, co sam trip, a wspominanie starych galerii bywa jedynym sposobem na przetrwanie ciężkiego tygodnia w pracy (tudzież zimy). Przejdźmy więc od razu do odpowiedzi na najczęściej zadawane pytanie: jaki jest najlepszy aparat na rower?


Disclaimer: w przygotowaniu wpisu pomógł mi Olympus Polska, jednak poza linkami afiliacyjnymi do Ceneo, ma on charakter niekomercyjny. Wszystkie polecane modele znalazły się tu na podstawie kilku lat zbierania doświadczeń, a nie ze względu na marketing.


To fotograf robi zdjęcia, nie aparat

Każdy poradnik o doborze sprzętu zaczyna się od tego frazesu, więc podtrzymuję tradycję. Mimo, że to bzdura.

To znaczy nie do końca: takie rzeczy jak kompozycja, światło i wyczucie czasu są faktycznie DUŻO ważniejsze od aparatu. Zwłaszcza, że nawet tanie modele czy smartfony oferują dziś sensowną jakość.

Ale niestety, w trudnych warunkach (a fotografia sportowa, zwłaszcza w lesie, zdecydowanie się do nich zalicza) droższy sprzęt zawsze będzie miał przewagę. A jeśli masz w głowie określone efekty (rozmycie tła, krótki/długi czas naświetlania…), może się okazać że ich uzyskanie będzie uzależnione od możliwości aparatu i obiektywu.

Jaki aparat na rower? Bezlusterkowiec

Ile wydać na aparat na rower?

Do artykułu wybrałem modele rozsądne cenowo, ewentualnie podpowiadając alternatywy dla osób gotowych wyłożyć cięższą gotówkę w zamian za lepszą jakość. Przyjmuję, że w niebezpiecznej dla sprzętu rowerowej eksploatacji, granicą rozsądku są okolice 2500 zł.

Jeśli Twój budżet jest większy, lub szukasz czegoś tańszego, używanego – napisz w komentarzu, chętnie pomogę!

 

No to jedziemy z dostępnymi opcjami, zaczynając od tej najbardziej oczywistej…


1. Smartfon

Walety:

  • zawsze pod ręką (!);
  • bez dodatkowych kosztów;
  • bez dodatkowych kombinacji (np. konieczności ładowania kolejnego akumulatora);
  • pełna integracja z social media.

Zady:

  • poza flagowymi modelami, kiepska jakość zdjęć, zwłaszcza w trudnych warunkach oświetleniowych (np. w lesie);
  • tylko szeroki kąt obiektywu, brak zooma;
  • ograniczona kontrola nad ustawieniami;
  • brak możliwości rozmycia tła (duża głębia ostrości niezależnie od warunków);
  • trudna obsługa w rękawiczkach.

Jaki aparat na rower? Smartfon

Podstawowa zaleta smartfonu – dostępność w każdej chwili – jest nieoceniona, jeśli chcesz uchwycić najważniejsze momenty wycieczki. Jeśli nie jest to Nokia 3310, podstawowa jakość zdjęć wystarczy do cyknięcia od czasu do czasu jakiejś panoramki, selfie z rowerem czy nawet – przy dobrym świetle, odpowiedniej technice i odrobinie szczęścia – zdjęcia w ruchu.

Idealny dla: okazjonalnego autora słit foci na fejsa.


Polecane modele:

Jaki aparat na rower? Smartfon

Jaki aparat na rower? Smartfon

2. Tani kompakt (tzw. „małpka”)

Walety:

  • mały, mieści się w kieszeni;
  • zoom optyczny – brak ograniczenia do szerokiego kąta;
  • stabilizacja (nie we wszystkich modelach);
  • większa od smartfona wygoda obsługi (poręczny kształt, fizyczne przyciski);
  • cena.

Zady:

  • jakość zdjęć nie odbiega zbytnio od smartfonów;
  • wożąc w kieszeni, dość łatwo go uszkodzić.

Aparat na rower: prosty kompakt

„Małpki” zawdzięczają swoją nazwę (nie)skomplikowanej obsłudze – jest to dowolne tłumaczenie z angielskiego „point-and-shoot”. Ten segment rynku praktycznie umarł, bo pod względem jakości, oferuje niewiele więcej od nowoczesnego telefonu. Najbardziej oczywistą zaletą jest zoom optyczny i wygodna obsługa w rękawiczkach.

Idealny dla: amatora, którego irytuje szeroki kąt obiektywu i odblokowywanie ekranu smartfona w rękawiczkach.


Polecane modele:

Aparat na rower: prosty kompakt

Aparat na rower: prosty kompakt

3. Pancerny kompakt

Walety:

  • wszystko jak w zwykłym kompakcie, plus możliwość wożenia w kieszeni lub robienia zdjęć w czasie jazdy, bez ryzyka uszkodzenia;
  • wodoodporność – można bezstresowo używać w deszczu i błocie, oraz robić fotki na nadmorskich wakacjach;
  • kształt i układ przycisków zazwyczaj uwzględnia obsługę w rękawiczkach.

Zady:

  • jakość zdjęć nie odbiega od dobrej klasy smartfonów;
  • stosunkowo wysoka cena.

Jaki aparat na rower? Wodoodporny kompakt

Wzmocnione kompakty wydają się być idealnym wyborem na rower. Podobnie jak po smartfona, po tego typu aparat możesz zawsze sięgnąć do kieszeni i bez stresu robić zdjęcia nawet w czasie jazdy – niezależnie, czy świeci słońce, czy leje deszcz, a Twoje rękawiczki są pokryte warstwą gów… błota. Dzięki temu nie przegapisz żadnego dobrego ujęcia. Niestety, najlepsze modele (z jasnym obiektywem) doganiają ceną zaawansowane kompakty, choć pod względem jakości zdjęć, dużo bliżej im do „małpek”.

Idealny dla: autora obszernych fotorelacji z wycieczek i ryzykownych ujęć.


Polecane modele:

Jaki aparat na rower? Wodoodporny kompakt

Jaki aparat na rower? Wodoodporny kompakt

4. Kamera sportowa (typu GoPro)

Walety:

  • bardzo szeroki kąt obiektywu i mnóstwo mocowań umożliwiających uzyskanie ciekawych ujęć z np. z kasku czy z roweru;
  • najmniejsze gabaryty;
  • wodoodporność.

Zady:

  • bardzo szeroki kąt obiektywu (brak zooma);
  • przeciętna jakość zdjęć (na poziomie telefonu);
  • niewygodna obsługa (utrudniony dostęp do ustawień);
  • słaba bateria, zwłaszcza jeśli nagrywasz też filmy;

Jaki aparat na rower? Kamerka sportowa

Poza oczywistym zastosowaniem do kręcenia filmów, całkiem sensowne jest wykorzystywanie kamerki sportowej do robienia zdjęć. Np. GoPro oferuje jakość podobną do smartfona, ale z dodatkową wodoodpornością, ultra-szerokim kątem i opcjami mocowania. Daje to możliwość uzyskania dynamicznych, nietypowych ujęć. Praktycznie żaden inny aparat nie nadaje się do przyczepienia do roweru czy kasku – ze względu na rozmiar, masę i zbyt wąski kąt obiektywu. Warto wybrać model z opcją „photo timelapse”, w której kamerka robi zdjęcia w trybie ciągłym, np. co 10 sekund. W domu na pewno wybierzesz kilka ujęć nieuchwytnych inaczej momentów, np. przebiegającego przez szlak jelenia czy… gleby.

Idealny dla: minimalisty i miłośnika dynamicznych kadrów z kasku/roweru.


Polecane modele:

Jaki aparat na rower - kamera sportowa

Jaka kamera sportowa na rower

5. Zaawansowany kompakt

Walety:

  • jakość zdjęć wyraźnie wyższa od topowych smartfonów;
  • większe możliwości fotograficzne, np. podstawowa kontrola nad głębią ostrości;
  • przyzwoite zdjęcia przy trudnym świetle;
  • pełna kontrola nad parametrami (np. możliwość wymuszenia długiego/krótkiego czasu naświetlania).

Zady:

  • wysoka cena;
  • ryzyko uszkodzenia;
  • stosunkowo duże gabaryty niektórych modeli.

Aparat na rower: zaawansowany kompakt

Jeśli przywiązujesz dużą wagę do jakości zdjęć i nie boisz się wozić drogiego aparatu w kieszeni, możesz się pokusić o zaawansowanego kompakta. Jakość zdjęć z nowych modeli wyposażonych w jasne obiektywy i duże matryce (mam na myśli fizyczne wymiary – nie liczbę megapikseli!), dorównuje lub przewyższa dużo „poważniejsze” aparaty, nawet lustrzanki z kitowymi (dołączanymi przy zakupie) obiektywami. Niestety, coraz częściej również ceną…

Idealny dla: osoby oczekującej maksymalnej jakości przy minimalnych gabarytach i bez kombinowania z obiektywami.


Polecane modele:

Aparat na rower: zaawansowany kompakt

Aparat na rower: zaawansowany kompakt

6. Bezlusterkowiec (kompakt z wymienną optyką)

Walety:

  • jakość zdjęć porównywalna z lustrzanką;
  • wymienne obiektywy otwierające nieograniczone możliwości kreatywne;
  • łatwość uzyskania małej głębi ostrości (rozmycia tła);
  • lepsza poręczność od lustrzanki, możliwość zmieszczenia w średniej wielkości kieszonce plecaka (np. tej na gogle);
  • szybkość działania i wygoda obsługi.

Zady:

  • gabaryty wykluczające przewożenie w kieszeni;
  • w stosunku do lustrzanki: wolniejszy autofocus;
  • delikatność;
  • wysokie ceny obiektywów.

Jaki aparat na rower? Bezlusterkowiec

Jeśli zamierzasz ograniczyć się do kitowego obiektywu i po prostu cykać fotki, wybierz raczej zaawansowanego kompakta. Jeśli jednak pojęcia typu „rozpiętość tonalna” czy „bokeh” nie są Ci obce, możliwość podpięcia do bezlusterkowca obiektywów spełniających Twoje oczekiwania jest nie do przecenienia. Bezlusterkowce pozwalają na zabawę z prawdziwą fotografią, bez masy i rozmiaru lustrzanki. Na rynku dominują dwa systemy: Sony E (z matrycą równie dużą, jak w popularnych modelach lustrzanek) i Micro 4/3 wykorzystywanym m.in. przez Olympusa (z mniejszą matrycą, ale dzięki temu mniejszymi obiektywami).

Idealny dla: foto-entuzjasty oczekującego od swoich zdjęć „czegoś więcej”.


Polecane modele:

  • Sony a5100 (drożej ale lepiej: a6000, a6300) – większość zdjęć na blogu jest zrobionych jego poprzednikiem.
  • Olympus PEN E-PL8* (drożej ale lepiej: OM-D E-M10 Mark II) – używałem w tym roku przez kilka tygodni i muszę przyznać, że kompaktowe obiektywy są bardzo wygodne.

Jaki aparat na rower? Bezlusterkowiec

Jaki aparat na rower? Bezlusterkowiec

7. Lustrzanka

Walety:

  • najlepsza przydatność do fotografii sportowej: szybki autofocus, dobra jakość w każdych warunkach oświetleniowych;
  • najwyższa jakość zdjęć i pełna kontrola nad parametrami;
  • wzorowa ergonomia;
  • szeroki wybór obiektywów w przyzwoitych cenach;
  • zdecydowanie największa ilość zdjęć na jednej baterii.

Zady:

  • wysoka masa i gabaryty wymagające pakowania do głównej komory plecaka (lub specjalnego plecaka…);
  • nieporęczność – praktycznie niemożliwe fotografowanie w czasie jazdy, czy ustawienie na mini-statywie/selfie-sticku;
  • „upośledzone” kadrowanie z użyciem wyświetlacza (dla osób nieprzyzwyczajonych do wizjera);
  • ograniczona liczba gadżetów typu Wi-Fi czy funkcje społecznościowe.

Jaki aparat na rower? Lustrzanka

Chcesz robić zdjęcia np. na zawodach? Do takich zastosowań lustrzanka ciągle jest bezkonkurencyjna – głównie przez szybkość ostrzenia na obiektach w ruchu. Nie bez znaczenia jest też duży wybór obiektywów, w cenach niższych od odpowiedników przeznaczonych dla bezlusterkowców. Podobnie jak w ich przypadku, korzystanie z obiektywu kitowego (dołączanego przy zakupie) jest słabym pomysłem. Na rower lepszym wyborem są m.in. „naleśniki”, czyli szkła stałoogniskowe (bez zooma) o stosunkowo niewielkich gabarytach. Kilkukrotnie większa liczba zdjęć na jednej baterii może być też istotna na dłuższych wyprawach.

Idealny dla: ambitnego fotografa skupiającego się na zdjęciach riderów w ruchu.


Polecane modele:

  • Canon EOS 100D – najmniejsza lustrzanka na rynku + dobra oferta „naleśników”.

Jaki aparat na rower? Lustrzanka

Jaki aparat na rower? Lustrzanka


Podsumowanie

Jak widać, nie ma przy wybieraniu aparatu jedynego słusznego rozwiązania. Osobiście korzystam z bezlusterkowca (do zdjęć na bloga) i pancernego kompakta (do zdjęć z wycieczek i zawodów), choć czasem kusi mnie, żeby zastąpić je zaawansowanym kompaktem. W dodatku ostatnio eksperymentuję też z kamerą sportową i też jest to ciekawa opcja, zwłaszcza dla osób, którym… nie chce się robić zdjęć, a jednak chciałyby mieć pamiątkę. Ostatecznie jednak najlepszy aparat to ten, który ma się zawsze przy sobie – dla większości osób będzie to smartfon. Warto od niego zacząć, żeby przed zakupem lepiej poznać swoje oczekiwania i fotograficzne ambicje.

Jaki aparat na rower?


* Uwaga! Trwa promocja dla czytelników bloga, w której aparaty Olympusa możesz kupić w oficjalnym sklepie 15% taniej na hasło „OLYpromo1ENDURO”. Polecam zwłaszcza TG-4 (który kupiłem dla siebie) i E-PL8 (który gruntownie przetestowałem).


Ten artykuł to moje pierwsze podejście do tematu fotografii. Jeśli Ci się spodobał, koniecznie daj znać! To dla mnie bardzo ważne, bo na tej podstawie pojawią się – lub nie – kolejne publikacje zdjęciowe.


Może zainteresuje Cię też:

 

  1. Kiedyś była np. PICASA, gdzie jakość i koncepcja miała znaczenie. W chwili obecnej kiedy odbiorca rzuca okiem na zdjęcie, na opis nie ma czasu, nie ma to żadnego znaczenia – może być kalkulator, oczywiście znaczenie ma otagowanie… , bo rozumiem, że o takie zastosowanie aparatu Ci chodzi.

    1. Przy takim podejściu, robienie zdjęć w ogóle nie ma sensu, bo lud fejsbukowy tylko nieme filmy ogląda :P

      Ale dobre zdjęcia zawsze się obronią i przyciągną do treści. Może nie będzie to milion lajków, ale prawdopodobnie i tak docierasz do szerszego grona pasjonatów, niż galerią na Picasie udostępnioną gdzieś na forum…

      A w każdym razie do mnie docierasz ;)

    2. Ja robię zdjęcia dla siebie – nie jestem blogerem ani dzeinnikarzem, ale z czasów pstrykania Zenitem E została mi miłość do dobrej fotogrtafii. Potem mogę sobie takie zdjęcie wrzucić w pracy na tapetę pulpitu i wisi tak np.2 miesiące i nie mam jej ochoty zmienić- bo jest to naprawdę dobre zdjęcie o dobrej kompozycji i jakości. I dlatego smartfon choć wydaje się najwygodniejszy – odpada – kolory są plackowate bez przejść tonalnych (pochodzi to od agresywnego odszumiania i wyostrzania w smartfonach) nie wspominając o fatalnej rozpiętości tonalnej – przepały albo czarne plamy w cieniu. Dlatego cały czas na syte tripy tacham lustrzanke i 2 obiektywy + gopro do filmowania :) Internet to zły miernik jakości zdjęć ;) na FB jest tak jak mówisz, ale zajrzyj na Pinkbike jakie zdjęcia zdobywają popularność – rzadko robione zmarciakiem, poza tym jak już wspomniałem – mam to w d… z tyłu – zdjęcie jest dla mnie

      1. O właśnie, Pinkbike. Ciekawe, że jakoś polska społeczność się na nim rozpłynęła :(

        A podejście bardzo zdrowe, choć jedno wykorzystane ujęcie na 2 miesiące trochę chyba jednak pozostawia niedosyt…? ;)

  2. Bawiłem się kiedyś lustrzankami, posiadałem canona 60D i cały zestaw obiektywów (3 stałki, szeroki kąt z bardzo dobrym światłem i fajne tele) jednak na rower zupełnie to się nie nadawało. Zmieniłem na bezlusterkowca, bo stwierdziłem, że bardziej poręczny to i wykorzystywany będzie częściej. Miałem na 1 tripie i jakość zdjęć rzeczywiście rewelacyjna, ale nadal wymaga sporo miejsca we plecaku i jest delikatny… przez większość (na wszystkich) wypadach używam galaxy s6 – jakość zadowalająca do tego stopnia, że bezlusterkwiec leży i się kurzy (chyba, że syn porzyczy…). Także zgodzę się ze stwierdzeniem: „najlepszy aparat to ten, który mamy przy sobie…”.

    1. …to jest akurat jeden z tych frazesów, które są całkowicie prawdziwe ;)

  3. Ja na rowerze zacząłem od Samsunga nx300 (bezlusterkowiec), jednak gabaryty i wyciąganie go za każdym razem z plecaka do zrobienia zdjęcia przesądził o jego sprzedaży. Poszedłem w Galaxy s5 i gopro4. Już było fajnie, ale zabrakło jakości zdjęć. Dołożyłem kase i kupiłem s7. Niby miało być rewelacyjne, ale jednak nie. Uzbieralem znowu kasę i kupiłem zaawansowanego kompakta, Canon g7x. Dokupilem małą nerke na aparat i dzięki temu korzystam i z kamery i z aparatu podczas wypraw i daje to bardzo dobre efekty. A na s7 dzięki swojej mocy mogę szybko obrobic materiał i przez różne appki skleić całkiem fajne filmiki dla znajomych. Jak ktoś uwielbia fotografować wypady ze znajomymi i super miejscówki, to warto od razu szukać dobrego sprzętu i nie iść za bardzo na kompromisy, bo zawsze będzie czegoś brakowało.

    1. Czyli tak jak się obawiałem – najlepsze smartfony są spoko, ale pod warunkiem, że nie przesiadasz się na nie z prawdziwego aparatu ;)

      Ja się właśnie przymierzam do zaawansowanego kompakta, tylko bardziej mnie korci G9 X ze względu na mikroskopijny rozmiar i niższą cenę (od G7 X).

      1. Też rozważałem opcje g9x, ale upolowałem g7x używkę z gwarancją za 1200pln :) Grzech nie skorzystać z takiej okazji.

  4. Ja zmieniłem lustro (które kurzyło się juz ze dwa lata) na bezlusterkowca. Kupiłem mozliwie jak najmniejszego i budzetowego – E-pl5 z „naleśnikiem” 14-42 (z automatycznie otwieraną zatyczką) i „dekielkiem” 9mm i mam zestaw, który z powodzeniem przypinam do paska w mini torebce (zawsze pod ręką podczas jazdy).

    A jak go nie mam to telefon musi dać radę :)

    1. O, zrobiłbyś kiedyś przy okazji fotkę poglądową tego paska? Wizja podręcznego aparatu jest kusząca ;) Choć mój Sony jednak sporo większy od zgrabnych Olków.

  5. Zaufajcie, bo wiem co mówię – najlepszy stosunek jakość/poręczność/cena daje Canon G7X (wystarczy wersja I). Lustrzanka przewyższa go dopiero z lepszymi obiektywami. Z tanimi kitowymi w niczym nie jest lepsza.

    1. Ostatnio mambaonbike.pl przesiadła się na G7 X II i efekty są faktycznie super. Jestem jednak ciekaw, czy masz może porównanie do G9 X lub Sony RX100 II lub III?

  6. Ja na wszystkie swoje wycieczki używam lustrzanki bo lubię mieć dobrej jakości zdjęcia.Ale przy okazji robię też smartfonem dla mediów społecznościowych..Mimo to że plecak załadowany na wyjazd waży swoje, bo to lustrzanka(rybie i i standardowy obiektyw)2lwody,jakieś jedzenie i ciuch.Mimo to nie zamienił bym na kompakta.Chyba że obsługuje RAWy wtedy bym rozważył zmianę na coś lżejszego..

    1. Teraz już każdy zaawansowany kompakt obsługuje RAW, a nawet niektóre „mniej zaawansowane”, jak np. mój Olympus TG-4.

      Warto jednak pamiętać, że między kompaktami a lustrzankami są jeszcze bezlusterkowce – dużo mniejsze i lżejsze od lustra, a możliwościami i jakością zdjęć zbytnio nie odbiegające.

  7. Problemem jest zawsze gabaryt sprzętu, a miejsce w plecaku jest niestety ograniczone :/ na ostrzejszą jazdę to znowu strach cokolwiek brać ze sobą. I tu na ratunek przychodzi zawsze smartfon, a co można z niego wyciągnąć to można zobaczyć oglądając wczesne foty kolegi elkaziorro z forum rowerowe.org. Chłopak jest niesamowity, a po przesiadce na normalny aparat powala na kolana. Jak dla mnie mistrz fotografii rowerowej. Polecam.

    Sam za to używam na codzień iPhone’a SE i daje radę, nawet przy słabszym świetle, ale jak tylko mogę to do plecaka leci lustrzanka ze stałką 50mm f1.6.

    1. Te galerie masz na myśli? https://www.forumrowerowe.org/gallery/member/118552-elkaziorro/?asort_key=date&asort_order=desc

      Ciekawe, że pojawia się w komentarzach dominujący trend: albo smartfon, albo lustro. Tak mało osób używa bezlusterkowców i zaawansowanych kompaktów z dużą matrycą…?

      1. W galerii nie ma nawet ułamka zdjęć i chyba tylko jakieś stare są. Ja mam śledzenie na tematy „Codziennie jedno zdjęcie” i „Jedna wyprawa-jedno zdjęcie”. Zdaje się że jakąś Nokią cykał fotki, teraz przerzucił się chyba na bezlusterkowca.

        Co do dominujących trendów: może ludzie coraz mniej decydują się na „półśrodki” w kwestii foto (bo samo enduro to „półśrodek” jak się patrzy :P ) ? Albo super mobilność, albo super jakość? Albo – zdecydowali kiedyś, jak ja po przygodzie z „superzoom’em, i nie mieli okazji spróbować nowych produktów ze środka stawki (dlatego po tym artykule zainteresował mnie bardzo g7x II). :)

        1. Może tak być… Jeszcze nie tak dawno, wszystkie kompakty – niezależnie, ile by miały pokręteł – miały malutką matryckę, która entuzjastów mogła łatwo zniechęcić do półśrodków.

          Teraz 1″ to już standard w „ambitnych” modelach, a to sporo zmienia. O bezlusterkowcach z APS-C nie wspominając…

  8. Jeszcze jest jedna kategoria…. yyy jak to nazwać… „sprytny obiektyw” :)
    https://www.sony.co.uk/electronics/attachable-lens/t/lens-style-cameras

    Jedna wersja ma wypasiony sensor APSC (ale trzeba mieć swój obiektyw Sony E, co zwiększa rozmiar, szczególnie przy np. zoomie SEL18-55, ale można mieć kompaktowy SEL16-50), a druga to „małpkowy” sensor ale z wielkim zoomem. Obsługiwany przez „sprytny telefon” ma się rozumieć :)

    Nie używałem, wrzucam przekornie. Bezsprzecznie kompaktowe rozwiązanie, ale użycie przez telefon może być kłopotliwe.. połącz się, włącz aplikację, i dopiero zrób zdjęcie. Ale ma to coś NFC, więc może z telefonami wspierającymi to śmiga.

    Sam jeździłem kiedyś z Sony NEX-5, uważam że jego następcy (alfa-5000, 5100, 6000, 6100, etc) razem z ww. obiektywem 16-50 to bardzo kompaktowe i jakościowo idealne rozwiązanie (https://i5.walmartimages.com/asr/f1a32c32-8d9c-48b1-bbf1-59a7ec6084c6_1.c91e20abdfd8d69c7b8df9ddca1c681f.jpeg)

    1. Skrajna egzotyka, ale dzięki za uzupełnienie :) W sumie jak ktoś jest totalnie przyzwyczajony do fotografowania smartfonem, a brakuje mu porządnej optyki, to może coś takiego kupi… Mnie przeraża właśnie to parowanie, bo (wbrew pozorom) nie lubię na wycieczkach długich postojów związanych ze zdjęciami. To ma działać „wyciągam-cykam-chowam-jadę”.

      1. Fakt, egzotyka ;) Na dodatek słabo się przyjęła. Ale może się sprawdzić do ujęć typu, kładziesz obiektyw na ziemi, strzelająć w niebo, i z poziomu roweru robisz sobie samojepkę skacząc przez tenże obiekt(yw). YW. you’re welcome ;)

        1. No tak, tylko to samo można zrobić dowolnym aparatem ze sterowaniem przez Wi-Fi (zakładając, że potrafisz operować smartfonem podczas skoku) ;)

  9. Jako małe sprostowanie co do Xiaomi Yi 4k:
    Pierwszą kamerką była Xiaomi Yi. Po niej dział Yi stał się autonomiczną firmą i nie ma już nic wspólnego z Xiaomi. Kolejne więc kamery są po prostu marki Yi:

    Yi 4k
    Yi 4k+

    1. Zasadniczo masz rację (poprawiłem, dzięki), ale w sklepach ciągle występuje jako Xiaomi. Podobnie, jak inne marki, które urodziły się w ten sam sposób.

      Jesteś pewien, że Yi z Xiaomi „nie ma nic wspólnego”…? Bo choć to oddzielna marka, to chyba jednak zależna od swojej firmy-matki?

      1. @Michał: Przy wydaniu pierwszej i udanej wersji kamerki (Yi 2k) Xiaomi był partnerem handlowym dla marki Yi, stąd połączenie Xiaomi YI 2k. Kolejne modele to już samodzielne dzieło firmy Yi Technology i tutaj z Xiaomi nie ma żadnego powiązania.

        Co do sklepów, to sprawka SEO, nieznajmości rynku a w szczególności segmentu, jakim jest foto / sportowe kamerki, co zresztą wpływa na ludzi, którzy szukając rozwiązania problemów np. smartfonów od Xiaomi, piszą na forach dotyczących kamerek marki Yi. beznajdzieność.

        1. Rozumiem, dzięki za wyjaśnienie :)

  10. No własnie, podbiję komentarz Bartka odnośnie kamerek sportowych, oznaczonych tutaj jako Xiaomi Yi. Warto zmienić na Xiaoyi Yi (Yi technology). Ostatnio pojawiły się modele kamerek sportowych ze stajni Xiaomi: xiaomi mijia 4k i tutaj pies pogrzebany; Mijia to kolejna submarka Xiaomi (podobnie jak w przypadku YI) ;-)
    —-
    Osobiście używam zestawu Samsung Galaxy S7 + GoPro Hero 5 Black (wcześniej nieszczęsne Yi 4k, które odradzam) i to w zupełności mi wystarcza. Jestem raczej minimalistą w tej kwestii oraz pragmatykiem z uwagi na wodoszczelność i odporność na upadki (w przypadku GP5B). Piszesz też o słabej obsłudze ustawień w sportowych kamerkach, z czym się nie zgodzę. Zarówno w Yi4k jak i GP5B, jest bardzo wygodny ekran dotykowy i sensownie rozplanowany układ ustawień a wbudowane WIFI umożliwia zarządzanie kamerkami z poziomu smartfona. Nic bardziej prostszego. W warunkach deszczowych, GP5B można manualnie obsługiwać za pomocą kombinacji dwóch przycisków (tak jak w pozostałych modelach ze stajni GP).

    Faktycznie czas pracy kamerki, gdy kręcimy film jest krótki ale … ma to zaletę w postaci krótkich ujęć video, które potem obrobić za pomocą Quik na Android / iOS. Zdjęcia obrabiam najczęsciej w Snapseedzie, synchronizuję z Google Photos i moge w każdej chwili udostępnić albumy znajomym.

    M.in. Dlatego zainwestowałem w S7 i GP5B. mniej czasu na kompie ;-)

    —-

    1. Jeśli chodzi o obsługę ustawień w kamerce, to jednak mnie nie przekonałeś :P

      Czy jesteś w stanie komfortowo korzystać z ekranu dotykowego w rękawiczkach? Albo w obudowie wodoodpornej (sam wiesz, że w wielu kamerkach jest potrzebna)?

      Ile czasu zajmuje wyklikanie dwoma przyciskami zmiany np. z trybu filmowego na zdjęcia seryjne? Albo ustawienie samowyzwalacza? Albo zmianę ekspozycji?

      Ile trwa włączenie Wi-Fi i synchronizacja ze smartfonem i jak często z tego korzystasz? Czy jesteś w stanie obsługiwać oba urządzenia stojąc przy szlaku, bez odkładania roweru?

      Ja nie twierdzę, że nie jest to możliwe. Ale w warunkach rowerowych (rękawiczki + kilka sekund na wyjęcie aparatu i ew. zmianę ustawień, bo kumple już jadą), nijak się to ma do fizycznych przycisków jakiegokolwiek aparatu…

      1. 1. GP5B samo w sobie ma obudowe wodoodporną, więc … nie potrzebuje dodatkowej ;-)
        2. Ma 2 fizyczne przyciski, dzięki któremu ekran dotykowy nie jest potrzebny do zmiany trybu;
        3. główny przycisk: – spust (górna obudowa) – ma dodatkową funkcjonalność zwaną quick capture, które szybko odpalają albo video albo timelapse. Działa to świetnie, gdy masz kamerkę na pasie i chcesz nagrać akcję. wciskasz na krótko przycisk, kamera włącza sie i kreci video; gdy chcesz zakończysz, ponownie wciskasz ten przycisk, video sie zapisuje a kamerka sie wylacza. proste ;)
        4. drugi przycisk służy do włączenia kamerki oraz zmiany trybu kamerki: video / zdjecia / burst / video(time)-lapse. wszystko dzieje się bez udziału dotykowego ekranu.
        5. W GP5B w opcjach ustawiasz, ze domyslnie włacza się np. zdjęcie, potem gdy jesteś w trasie i chcesz walnąc selfika to … właczasz kamerkę, 3sekundy i wciskasz pust. i masz selfika ;) a jak chcesz video to wróc do punktu 3.
        6. A czy za każdym razem sciagasz materiał z aparatu / kamerki? Nie, wiec wifi mozesz włączyć po tripie, gdy np. odpoczywasz przy piwku / drinku. BEz przesady, jak jechałem do Kołobrzegu, to materiał ściągnąłem, gdy robiłem ostatnie 5km trasy.

        7. jesli potrzebujesz zdjecie / video na teraz, to owszem mozesz miec domyśle włączonego wifi w kamerce, odpalasz appkę GoPro, ktora automatycznie laczy sie (jesli wczesnie sparowales via wifi) i wchodzisz w galerie kamerki i sciagasz.

        1. Możliwość ustawienia domyślnego trybu startu + dodatkowy szybki tryb filmowy brzmią super.

          Tylko niestety, po pierwsze nie każda kamerka na rynku do GP5B :P

          Po drugie, cały czas tylko piszesz o zmianie trybów, a ja pisałem o zmianie *ustawień* (co nawet sam zacytowałeś). Więc pytanie o zmianę ekspozycji, ISO czy włączenie samowyzwalacza pozostają aktualne. W dowolnym aparacie zrobisz to paroma kliknięciami bez ściągania rękawiczek.

          To samo dotyczy Wi-Fi – sam pisałeś o „zarządzaniu kamerką z poziomu smartfona”, a teraz sprowadzasz tą funkcję tylko do zrzucania materiału.

          1. ad. 2 nie każda kamerka jest taka super jak GP5B ale też nie kosztuje tyle.. to kwestia nawyku i przyzwyczajeń. Startowałem od SJCAM SJ4000 wifi, na poczatku kupiłem YI4k (które mnie totalnie zawiodło) i zainwestowałem w GP5B, które spełnia moje oczekiwania w 99,9999%. Ale oczywiście – masz rację co do większości kamerek.

            ad. 3 zaskoczyłbym Cię: GoPro ma Protune(r) i działa relewacyjnie, także spokojnie możesz strzelać automatyczną konfiguracją i tak naprawdę nie bawisz się ekspozycją, czasem naświetlania etc w czasie jazdy. Po prostu prysk i tyle.

            ad. 4 doprecyzowałem, bo źle zrozumiałeś mnie. Wifi w przypadku większości kamerek nie jest potrzebne w terenie. Oczywiście wymaga to zabawy z optymalną konfigracją na początku użytkowania.

            W końcu … kamerka sportowa w żaden sposób nie zastąpi Olympusa i reszty małpek. Mnei zależało na dobrym sprzecie, bdb jakości zdjęć i odporności na wszelkie pogodowe anomalie :) Co Kto Lubi, Mamba miała GP5B na ostatniej wyjezdzie i na dobre jej wyszło.

            1. …ale chyba jednak miała też dodatkowo Canona G7 X Mark II? :P

              Absolutnie nie neguję dużej przydatności kamerek do zdjęć – w końcu sam je w tym poradniku umieściłem ;) (i kupiłem na potrzeby bloga)

              Ale Ty próbujesz udowodnić, że obsługa ustawień jest w nich wygodna, podczas gdy udowodniłeś, że korzystanie z tych ustawień jest niepotrzebne :P (dla Ciebie i w jednym – najdroższym – modelu kamery)

              1. Nie, uświadamiam – ze jest możliwość wyboru ustawiania z poziomu aplikacji albo z poziomu kamerki. albo tak albo tak. nic więcej :)

                ps.: tak, Canona też miała ;-)

  11. Byłoby super gdyby pojawił się na blogu poradnik jak robić przyzwoite zdjęcia sportowe – Enduro, oczywiście :)

    1. Żebym to ja umiał… ;) Ale jest coś takiego w planach.

  12. Cześć. Czy obiektyw 18-200 sony do sony a 6000 sprawdzi się w cykaniu rowerowym?
    Pozdrawiam

    1. Nie miałem z nim do czynienia, ale to dość spore i ciężkie szkło…

  13. Jako były promotor pewnej marki na „O” po kilku latach doświadczeń i kontaktu z różnymi modelami uważam, że dla kogoś kto się nie pasjonuje fotografią, nie chce się bawić w obróbkę zdjęć idealnym rozwiązaniem są kompakty z calową matrycą. Największym ich atutem jest uniwersalny, jasny obiektyw przez odchodzi podstawowy problem związany z wymianą kita na coś bardzie jasnego – swego czasu mieliśmy średnio 5 miesięcznie, którzy oddawali aparaty na naprawy gwarancyjne „bo wieczorem robią fatalne zdjęcia :D”

    Wyżej była też poruszana kwestia kiepskiej sprzedaży bezlusterkowców. Jeżeli chcecie wiedzieć, to główną przyczyną ich małej popularności jest brak świadomości wśród kupujących. Wolą kupić lustro bo wygląda bardziej PRO od takiej małej popierdółki (dlatego sprzedaż produktów marki „0” jest cholernie trudna w stosunku do produktów marki „C” i „N”, które w zasadzie sprzedają się same). Ludzie nie są w stanie pojąć, że małe aparaty mogę więcej i czasem wolą nawet kupić megazooma …

    Ja sam natomiast od pewnego czasu schodzę sukcesywnie w dół z gabarytami (kiedyś woziłem ze sobą body sony z 3 obiektywami w tym słynną metalową flintą), dziś mam a5100 wraz z sigmą 30mm i od jakiegoś czasu chodzi mi głowie G7X MK2.

    PS. Do smartfonów dopisz bliźniacze modele P9/p10 czyli Honor 8/9

    1. Z tymi bezlusterkowcami pewnie masz rację, choć wydawało mi się, że po lustrzankę nie wchodzą do sklepu przypadkowi ludzie z ulicy, którzy chcą mieć „dobry aparat”. Raczej osoby, które coś tam już wiedzą o fotografii i np. odróżniają ilość megapikseli od wielkości matrycy. Ale może to tylko moje idealistyczne wyobrażenia? ;)

      Dzięki za uwagę o Honorach – dodałem.

      1. To tylko twoje wyobrażenie, w praktyce wygląda to tak, że lustro w zasadzie bierze każdy kto ma na nie kasę. Zwykle przychodzi delikwent, mówi że chce zobaczyć tą i tą „luszczankę”, następnie bierze w łapy i spogląda w wizjer, pobawi się zoomem i idzie do kasy.

  14. Jaki statyw do iPhone SE, gorillapod czy manfrotto pixi?

    1. Nie mam pojęcia, ja korzystam z jakiejś budżetowej podróby Gorillapod ;)

      1. Dominik Kiepuszewski

        A co konkretnie używasz zamiast oryginalnego Gorrillapod? Zainteresowany jestem pozyskaniem czegoś takiego ;)

        1. Nie wiem, jakiś tani bylejaki noname, dostałem kiedyś gratis do aparatu ;)

  15. Do wad lustrzanek dodałbym jeszcze trudność robienia zdjęć w kasku z wykorzystaniem wizjera. Zwłaszcza jak się jest w full-face.

  16. Ja z całego serca polecam Sony RX100. Rewelacyjny aparat niezależnie od generacji. Od MK3 posiada kilka istotnych udogodnień (wizjer i filtr ND) i szerszy obiektyw. Ze mną od ok. 4 lat stale jeździ MK2, najczęściej w sztywnym pokrowcu Lowpro przy pasku. Jeździ tak i jeździ, niejedną glebe zaliczył, nawet gdzieś tam obudowa pękła. Użytkowany w temperaturach od -20st do +30st i… jest niemal jak nowy. Nowsze wersje to przede wszystkim szybkość zdjęć seryjnych i rozszerzone możliwości video i TL.
    Chyba do dzisiaj można kupić nawet MK1, która już jest świetna.

  17. Najlepszy zaawansowany kompakt, z jasnym i jak najszerszym obiektywem, fajnie jak ma tryb manual i możliwość całkowitego wyłączenia lampy.
    Żadne ciężkie lustrzanki i kilogramy obiektywów, chyba że na krótkie wypady w celu pofocenia. Raz, że to od cholery waży, dwa i tak nie będzie Ci się chciało za każdym razem zmieniać szkieł, trzy słono kosztuje.
    Kolejna sprawa jest taka, że jak nawet robicie w RAW/NEF to i tak obrabiacie to na nieskalibrowanych i zwykłych monitorach, które za cholerę nie pokażą wam prawdziwych kolorów. A później na odbitkach fotoloudek i tak dosra wam swoją wizję zdjęcia ( wprowadzi zmiany – kolor, kontrast, balans, nasycenie ) według swojego „widzi mi się”.

  18. Z powodzeniem używam starego już kompaktu Samsung ex-1. Dlaczego? Był dość tani, obiektyw to odpowiednik klasycznego 24-70 dla małego obrazka, f/1.8-2.4, możliwość zapisu w raw, wszystkie potrzebne ustawienia wyciągnięte na korpus i to w większym stopniu niż w lustrzankach entry-level (2 rolki, itp.), matryca nieco większa niż te do tej pory stosowane w typowych kompaktach, stosunkowo małe gabaryty ale nie tak małe by przeszkadzać mocno w użytkowaniu.
    Sowiego czasu było jeszcze kilka podobnych modeli różnych producentów. Zawsze to lepsze niż typowa małpka, a nie tak absurdalnie droga jak kompakty z większymi matrycami.

    1. Bardzo ciekawy model, jeden z lepszych używanych.

Dodaj komentarz do tekstu Foto-enduro: Jaki aparat na rower?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Historia kilku rowerów… +KONKURS: Wygraj podróż z pasją za 10 tys. zł!

Konkurs, Opinie, Sprzęt / 

Za każdą pasją stoi jakaś historia. Dziś opowiem Ci swoją i mam nadzieję, że zainspiruje Cię ona do rozwinięcia własnej!


Wpis powstał we współpracy z marką Siemens, organizującą konkurs, w którym możesz wygrać wymarzoną podróż z pasją o wartości 10000 zł – szczegóły na końcu artykułu!


Jak się rozwijała moja pasja do rowerów?

Początki mojej jazdy na rowerze były raczej typowe – składak „Pawik”, boczne kółka i pierwsze jazdy z tatą po terenach, gdzie dziś stoi supermarket… Potem kolejny składak (Romet Pelikan) i osiedlowe wypady z kolegami z podstawówki. Z kawałkiem plastiku włożonym ramę, tak żeby imitował warczenie silnika zahaczając o szprychy (oczywiście z kolorowymi koralikami robiącymi dodatkowy hałas). Standard.

Pasja rowery enduro

Nie mój, ale identyczny! / Fot. Mima.pl

Mam jednak to szczęście, że choć mieszkam w dużym mieście, zaraz pod moim domem zaczyna się park, więc na rodzinne wypady zawsze jeździliśmy leśnymi drogami i ścieżkami. Na bagażnik zazwyczaj montowaliśmy piłkę lub rakietki do badmintona, ale już wtedy było dla mnie oczywiste, która część wycieczki sprawia mi większą frajdę. Kto by czytał bloga o badmintonie?!

Kiedy przyszedł czas na pierwszy „poważniejszy” rower, panował już boom na MTB. Każdy marzył o stojącym w osiedlowym sklepie, czarno-fioletowym „góralu” ze stalową ramą, której przekroje rur zawstydziłyby Gazociąg Bałtycki. Na szczęście rodzice wzięli sprawy w swoje ręce i moim pierwszym góralem został lekki Author Michigan na kołach 24″.

Pasja rowery enduro

Na tym rowerze po raz pierwszy poczułem dreszczyk emocji związany ze zgubieniem się w terenie – wybraliśmy z tatą dwie różne ścieżki i mieliśmy się spotkać w znanym punkcie… Problem w tym, że im bardziej jechałem, tym bardziej ten punkt nie następował ;) Objeżdżone wtedy – w panice wymieszanej z adrenaliną – ścieżki, do dziś są jednymi z moich ulubionych.

Kolejny sprzęt to też miał być Author. „Dorosłe” koła 26″, bordowa rama Cr-Mo ze sztywnym widelcem, osprzęt Deore. Ale tuż obok, w sklepie stał ON: newschoolowy Mongoose DX 3.5 na aluminiowej ramie i… z amortyzatorem! Takie rowery były wtedy (2001?) rzadkością, a aluminium otaczało mnóstwo mitów – m.in. że jest tak sztywne, że jazda bez amortyzatora powoduje pękanie ramy. Kto wie, może to była prawda…? Ale już wtedy ciągnęło mnie do sprzętowych nowinek (powtarzam: a-mor-ty-za-tor!!!).

Pasja rowery enduro

Roweru nie widać, ale stylówa jest!

Byłem już wtedy w takim wieku, że zazwyczaj jeździłem sam. Nadal po lasach i parkach w okolicy domu, ale coraz częściej zapuszczając się w nowe, nieznane rejony, w oparciu o… papierowy atlas drogowy (!). O Mapach Google nikt wtedy nie marzył, a zamiast GPS-u w telefonie, szczytem marzeń były dzwonki polifoniczne. Ta eksploracja skończyła się boleśnie – napadem i utratą roweru

Ale nie ma tego złego…. Zdarzenie to przyczyniło się do pierwszego „świadomego” zakupu roweru, to znaczy z ograniczonym udziałem porad starszego brata. Był to Giant Rincon (2003), na którym z bratem i bratową po raz pierwszy jeździłem za granicą, na zorganizowanej wycieczce po Austrii, Słowenii i Węgrzech. Wyjazd był wprawdzie asfaltowo-trekkigowy, ale kilka dni z rzędu całkowicie wypełnionych rowerem, w gronie zapalonych bikerów, zaszczepiło bakcyla na amen.

Pasja rowery enduro

Rower stał się tematem rozmów w szkole, dzięki czemu trafiłem na gościa, który pożyczył mi płytę z filmem New World Disorder 2. To było to! Zaczęło się poszukiwanie lokalnych hopek i modyfikowanie sprzętu pod „freeride”. Na pierwszy ogień poszły platformy kiełkującej wtedy firmy Northshore Extreme – dzisiejszego NS Bikes. A po dozbieraniu pieniędzy – mostek (ultra-krótki, 55 mm) i kierownica (mega-szeroka, 660 mm).

Pasja rowery enduro

A potem… cała reszta, włącznie z ramą. Ze względu na te wszystkie upgrade’y, poprzedzone odkładaniem pieniędzy i codziennym śledzeniem Allegro, ten prosty Giant był rowerem, na którym najwięcej się nauczyłem i z którym bardzo się zżyłem. Do dzisiaj mam pamiątkowy kapsel sterów, który był jedynym elementem, który przechodził do każdego kolejnego roweru.

Pasja rowery enduro

Kolejne wspomnienia, to czarny Author A-Gang P.M. (2004) – pierwszy rower poskładany od zera.

Pasja rowery enduro

To na nim zaliczyłem debiut w górach – zarówno „enduro” (zwanym wtedy jako „wycieczka rowerowa”), jak i w „downhillu” (który też był „wycieczką rowerową”, ale z wyciągiem). Cykliczne majówkowo-wakacyjne wizyty w Szczyrku popchnęły rowerową pasję w kierunku gór i bardzo wpłynęły na wybór kolejnych rowerów…

Pierwsze w życiu „DH”!

Kamieniste zjazdy szybko skłoniły mnie do zakupu pierwszego fulla. Był to Giant AC (2005) – do dzisiaj ostatni rower, który kupiłem jako nowy, w sklepie. Przeszedł mnóstwo zmian i upgrade’ów, z których najciekawszym był sprężynowy damper zapomnianej dziś marki Romic. No i mój ukochany Manitou Sherman Flick (pisałem o nim ostatnio w teście Mattoca), zamieniony później na kultowego Marzocchi Super T a.k.a. „Super-Tadzio”.

Pasja rowery enduro

Pasja rowery enduro

Pasja rowery enduro

Apetyt na downhill rósł coraz bardziej, czego efektem była pierwsza zjazdówka z prawdziwego zdarzenia i mój najukochańszy rower ever: Balfa BB7 (2004), wyszperana po długich miesiącach poszukiwań na eBayu. Aluminiowo-stalowa rama, BMX-owa korba z tytanową osią, customowe (obniżające) półki amortyzatora, kompletna grupa Saint… Pierwszy rower „na bogato”.

Pasja rowery enduro

Dziś kojarzę go z pierwszym wypadem do zagranicznego bikeparku (Maribor) i… pierwszymi krokami w prowadzeniu rowerowej strony internetowej: balfa.wooyek.pl (ciekawostka: do dziś dostaję pytania o sponsoring, mimo że jest to nieoficjalna strona marki, która nie istnieje od 13 lat…).

Pasja rowery enduro

Pasja rowery enduro

Zakup zjazdówki wymusił złożenie drugiego roweru do jazdy „po okolicy”: był to krosiarski Mongoose Rockadile LTD, na którym pierwszy raz w życiu wystartowałem w maratonie MTB (Kraków 2007, dystans mega). I to od razu w teamie! Sponsorowanym przez firmę taty kumpla z klasy – nota bene, autora oprawy 1Enduro. #pro ;)

Pasja rowery enduro

Pasja rowery enduro

Mongoose’a zastąpił później Cannondale Prophet, czyli mój pierwszy rower podchodzący pod definicję „enduro”. Eksploracja rąbanek Beskidu Śląskiego była na nim zdecydowanie przyjemniejsza, niż na hardtailu XC, ale prosty jednozawias w połączeniu z kiepskim damperem i wylajtowaną specyfikacją powodował, że tęskniłem do czegoś bardziej „mięsistego”.

Pasja rowery enduro

Propheta zastąpił więc Specialized Pitch. Składany na okazyjnie kupionej ramie (ależ długo się zastanawiałem nad tym kolorem…) i konsekwentnie modyfikowany (po raz pierwszy pojawia się sztyca regulowana!), był jednym z najlepszych rowerów, jakie miałem.

Pasja rowery enduro

To na nim pierwszy raz odwiedziłem świeżo otwarte Rychlebskie Ścieżki i Singltrek pod Smrkem, a także zaliczyłem debiut w zawodach enduro. Była to EMTB Lawina, czyli kilkunastominutowy zjazd ze Śnieżnika ze startu grupowego, wzorem Megavalanche. W praktyce z lawiną miało to niewiele wspólnego, bo ze względu na wysokie wpisowe, na udział zdecydowało się zaledwie kilkunastu śmiałków… Ciekawe, jak taka formuła sprawdziłaby się dzisiaj?

Pasja rowery enduro

Pasja rowery enduro

Polecam porównać z aktualną mapą ścieżek :)

Zawody te były moim pożegnaniem z Pitchem, którego w kolejnym sezonie miał zastąpić Intense Uzzi VP. Zastąpił on zresztą dwa Spece – również coraz rzadziej używaną zjazdówkę (w ostatniej fazie był to Specialized Demo). Łącząc dwa rowery w jednym, mogłem sobie pozwolić na dużo większy wypas, np. wymarzone koła Shimano XT, pierwszego Reverba i eksperymenty z napędem 1×10.

Pasja rowery enduro

Uzzi to niezliczone wypady na Stożek i Palenicę, a także pierwsze „normalne” zawody enduro: Enduro Trophy w Krynicy Zdroju (2011). I wiele kolejnych.

Pasja rowery enduro

Pasja rowery enduro

Po paru sezonach, Intense’a zastąpił Ibis Mojo HD, czyli kolejny krok w zmniejszaniu skoku i zarazem mój epizod w walce z uzależnieniem od rowerowej kokainy („carbon jest droższy, ale za to zdrowszy”).

Pasja rowery enduro

Co ciekawe, był to mój pierwszy „za duży” rower – mimo długiego zarzekania się, że „lubię krótkie ramy”, po przejażdżce na pożyczonym Ibisie, szybko zapadła decyzja o poszukiwaniu rozmiaru M (przy 170 cm wzrostu). Taka geometria progresywna na miarę 2012 ;)

Fot. Przemek Kita

Prawdziwą geometrię progresywną miał dopiero Canyon Strive. Ale o nim nie będę się rozpisywał, bo zakup nowego roweru zszedł się z kolejnym rozdziałem mojej pasji, który dobrze znasz: odpaleniem 1Enduro!

Pasja rowery enduro


Skąd pomysł na bloga?

Zaczęło się od odkrycia grupy dyskusyjnej (usenet – gimby nie znajo) pl.rec.rowery, czyli tzw. „precla”. To pierwsza społeczność, do której dołączyłem, od czasu do czasu pisząc coś wartościowego. Bliżej było mi jednak do forów internetowych, bardziej skupiających się na MTB (Bike Action, DH Zone, EMTB, później Enduro Trophy i Forumrowerowe.org).

Z grupami i forami zawsze jednak miałem jeden podstawowy problem: wartościowa wiedza była w nich nieuporządkowana i szybko znikała w odmętach Internetu. To, czego nauczyłem się, składając te wszystkie opisane wyżej rowery, musiało znaleźć swoje trwałe i łatwo dostępne miejsce w sieci.

Pierwszą iskrą była wspomniana już strona Balfa.wooyek.pl, ale dopiero 1Enduro naprawdę „ożyło” i pozwoliło rozwinąć skrzydła mojej pasji – zarówno tej do jazdy, jak i do smakowania nowego sprzętu oraz dzielenia się doświadczeniami. To dzięki blogowi mam możliwość „oblatywania” kilku nowych rowerów rocznie, bez wydawania na to ani grosza, a nawet finansując w ten sposób swoje „testowe” wyjazdy.

Moonshine - Kross Moon Custom

Co prowadzi nas do delikatnej kwestii…


Skąd wziąć pieniądze na rozwijanie swojej pasji?

Jak widać, dojście do obecnego stanu zajęło mi „trochę” czasu… Zacząłem 15 lat temu od roweru za ok. 1500 zł, stopniowo go modyfikując w oparciu o używane części i co jakiś czas wymieniając cały rower, kiedy dalsze upgrade’y nie miały już sensu (lub częściej: kiedy na Allegro trafiała się kolejna „oferta nie do odrzucenia” ;)).

Warto o tym pamiętać: choć śledząc 1Enduro możesz odnieść inne wrażenie, to nowy, drogi rower nie jest niezbędny do czerpania frajdy z jazdy po górach i odwiedzania nowych miejscówek.

Zwłaszcza na początku! Dlatego też, jeśli mogę coś doradzić:

  • zacznij skromnie – kupując używany rower, będziesz musiał do niego dołożyć kilkaset złotych, ale to i tak mniej, niż nowy straci na wartości w dniu zakupu… Nie nakręcaj się też zbytnio na nowinki – tak, progresywne 29ery są genialne, ale wypasione rowery na kołach 26″ można teraz kupić tak śmiesznie tanio, że warto dać im szansę w kalkulacjach.
  • „handluj z tym” – przez jakiś czas dorabiałem sobie, okazyjnie kupując kompletne rowery na Allegro i sprzedając je na części. Zajęcie pracochłonne i niechlubne (oficjalnie zostajesz Januszem Biznesu, w dodatku musisz bardzo uważać na kradziony sprzęt), ale zdobyłem w ten sposób dużo dobrych, tanich części (z całego roweru zostawiąc sobie np. amortyzator i koła, a resztę sprzedając). Pamiętaj też o sprzedawaniu swoich starych części zaraz po zastąpieniu ich lepszymi – leżąc na półce, na wartości nie zyskają.
  • oszczędzaj – może to oczywiste, ale kiedy ostatnio sprawdzałeś, ile wydajesz na telefon, internet czy prąd? Ile miesięcznie kosztują Cię wyjścia na imprezy? Ile kasy zostawiasz w supermarkecie? Ile pochłaniają nałogi? Nie ma chyba osoby, która nie byłaby w stanie ograniczyć swoich wydatków (oczywiście uwaga ta nie dotyczy tych rowerowych! ;)).
  • znajdź sobie dodatkowe zajęcie – z którego cały dochód przeznaczysz na swoją pasję. Jeśli nie jesteś w stanie odłożyć nic ze swojego głównego wynagrodzenia (lub go nie masz, bo jeszcze się uczysz), znalezienie sobie dodatkowej „fuchy” stanowi najlepszy sposób na pokrycie rowerowych wydatków. U mnie taką rolę pełniło w liceum i na studiach projektowanie stron internetowych, które też było moją pasją (najlepszy układ!), teraz jest to prowadzenie bloga. Ale jest też mnóstwo innych zajęć, na których można sobie dorobić jako freelancer.

Jest też droga na skróty: wygraj podróż z pasją o wartości 10 000 zł!

Bikeparkowe wakacje w Whistler?
Przejazd całych Alp wzdłuż i w poprzek?
Start w Enduro World Series w Ameryce Południowej?
A może odpalenie firmy rowerowej na Tajwanie?

Czemu nie? :)

Opisz, w jakim zakątku świata chcesz rozwijać swoją pasję, przekonaj do swojej wizji ambasadora konkursu, Mateusza Kusznierewicza i ruszaj do akcji.

Co możesz wygrać?

  • 1x nagroda I stopnia: podróż z pasją o wartości 10 000 zł i ekspres do kawy Siemens EQ.9.
  • 2x nagroda II stopnia: ekspres EQ.6.

Dodaj swoje zgłoszenie na stronie kocham-to.pl (możesz je urozmaicić zdjęciem lub filmem):

Chcę wygrać podróż z pasją!

 

  1. Czyli jednak enduro to emerytura dla downhillowców… :p Dość pokaźna kolekcja rowerów – przyznam, że nigdy bym nie pomyślał, że jeździłeś na takich rowerach jak Balfa BB7, Spec Demo czy Ibis Mojo. :o

    1. A to jeszcze nie wszystkie :P

    2. Myślałem, czy nie dodać paru jeszcze bardziej zaskakujących rowerów (trekking, szosówka, pełnoletni mieszczuch…), ale uznałem że w tym artykule poprzestanę na wybraniu perełek z kategorii MTB ;)

  2. i tak picza najlepsza:D (wiem bo sam też mam taką), też nie przypuszczałem, że taka kolekcja aż sie uzbiera i, że jeździłeś DH, tego bym nie podejrzewał

    1. Piczka to jeden z najbardziej udanych rowerów Speca, dalej się broni, mimo wieku :)

  3. Cholera! Myślałem, że masz po prostu ‚lekkie pióro’, a przy okazji kulasz się rowerem po górach i masz temat na bloga. Myliłem sie – przepraszam :-) Najprawdziwsza pasja rowerowa, a mimochodem okazało się, że Twoje doświadczenia świetnie się czyta :-) Powodzenia Michał. Pozdrawiam z 3miasta.

  4. Hej, pamiętam fotki Twoich rowerów jeszcze z forum Bike Action, szczególnie Balfa z tymi złotymi półkami chyba na zawsze zostanie w moim tajnym albumie pornbike :D

  5. Więc jak koraliki grały na szprychach,jechałeś jak baba. Za wolno.:)

    1. Oczywiście – stąd dodatkowy plastik ;)

  6. W skrócie: Smyk >Pelikan (czerwony)>Pelikan (zielony) > Wigry 3 >BMX Action Team (tata z rfnu przywiózł) > Raven na Sisie (pierwszy górski rower 3×7) > jakiś holender > Rayleigh (szosa złożona z 4 rowerów) > Specialized Rockhopper (trzeba było kupić rower na I Podhalańskie Cyklo Warsztaty – co to za prelegent co na rowerze nie jeździ) > Kross Moon 2.0.

    Zobaczymy co będzie dalej :)

  7. Jak to się stało że ominął cię szał bmx’ów? Ja takiego dostałem na komunię zaraz po czerwonym pelikanie. Miał białe opony i te śmieszne gąbkowe owijki na rurkach. Z piastą w przednim kole coś było nie halo i jak się puściło kierownicę to ściągał.

    1. BMX-y to była zabawa dla zamożnych ;)

      1. wiem coś o tym :…(

        nie zapomniałeś o GT Karakoram’ie…? ;)

        1. Chciałem go dodać, bo zajmuje specjalne miejsce w moim sercu :) Ale jakoś nie miałem pomysłu, gdzie go wcisnąć :(

  8. Michał tak z innej beczki. Dał byś info co do lokalnych tras na śląsku? Mówię tu o chorzowskim parku Dorotce czy lasku milowickim??

    1. Raczej nie, blog nie ma charakteru regionalnego, a te trasy to nie jest nic, co warto byłoby polecić przyjezdnym endurowcom… Sam bardzo rzadko po nich jeżdżę. Wolę się skupić na górach.

  9. Muszę przyznać, że dopiero po tym wpisie Twoje wymądrzanie się w niektórych rowerowych kwestiach zyskało na wiarygodności.

    1. …z naciskiem na „wymądrzanie się ” – cosik w stylu : wszystkie rowery 26 cali są do dupy ,napęd mniej niż 11rzędów nie jest kompatybilny z ęnduro

      1. Mógłbyś wskazać, gdzie coś podobnego napisałem?

  10. Ten Intense jest wspaniały, 36 idealnie tam pasuje. Chętnie bym się na takim potłukł. Wiadomo jak potoczyły się jego losy ?

    1. Nie bardzo… To już dawne dzieje ;)

  11. Hehe, jestem ciekaw czy masz te rowery u siebie? bo gdybyś miał to obok bloga, mógłbyś zarabiać na muzeum Ęduro! ;-) // w sumie to nie jest głupia myśl :D

    1. Hehe, no niestety tak dobrze to nie ma, żeby przy zakupie nowego roweru, stary sobie zostawiać na pamiątkę ;) Tylko Author Michigan się uchował w garażu rodziców.

  12. A mój pierwszy film rowerowy jaki obejrzałem, to Ride To The Hills jeszcze na VHS!

    1. Wow, ale jesteś stary ;P Na VHS to Matrixa, Kilera i Pulp Fiction wałkowałem, ale filmy rowerowe to już era DivX ;)

  13. Ja nawet w pelikanie miałem sama ramę + koła + opony z BMX-a :D

  14. Zaraz zaraz. Składak – był. Pierwszy „Góral” – był. A czy przed nim a po składaku, nie powinien być BMX? Nie wierzę że nie miałeś :)

    1. Nie miałem. Tylko jedna koleżanka ze szkoły miała i to był lans na pół osiedla :P

Dodaj komentarz do tekstu Historia kilku rowerów… +KONKURS: Wygraj podróż z pasją za 10 tys. zł!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top