Test: Spodenki i koszulka TYGU Rover + gogle Podium

Sprzęt, Testy / 

Polskie marki rosną w siłę! Do ich grona dołączył w tym roku pochodzący z Żywca TYGU – brand ubrań rowerowych dla riderów DH i enduro. Przez ostatnie kilka tygodni miałem okazję testować spodenki i koszulkę TYGU Rover, a także rękawiczki One i gogle Podium.

Test: koszulka TYGU Rover

Test powstał w ramach współpracy z marką TYGU.


TYGU?

Projekt TYGU powstawał od około roku. W tym czasie kiełkowała koncepcja produktów i trwały testy prototypów. Gotowe produkty powstają częściowo w Polsce, częściowo w Azji. Na kolekcję składa się seria Rover (trail/enduro), Prime (downhill) i Eve (dla pań). Rodzynkiem w katalogu są gogle Podium. W 2018 planowane jest rozszerzenie oferty o kolejne modele, w tym kolekcję dla dzieci.

Zobacz więcej: gotygu.com / facebook.com/TYGUapparel


Koszulka TYGU Rover

Test: koszulka TYGU Rover

O gustach się nie dyskutuje? E tam… Już na pierwszy rzut oka, design koszulki budzi skrajne reakcje. Dostępna jest też wersja żółta, biała i zielona. Dwie ostatnie wyglądają moim zdaniem najlepiej, choć nadal bardziej pasują do teamowych koszulek zawodników DH, niż do odzieży zakładanej na zwykłe górskie wycieczki.

Test: koszulka TYGU Rover

A właśnie w takim zastosowaniu TYGU Rover spisuje się najlepiej. Krój jest świetnie dobrany do codziennej jazdy – koszulka jest dopasowana, a jednocześnie nie ma nic wspólnego z obcisłymi trykotami rodem z XC.

Test: koszulka TYGU Rover

Chociaż nie do końca – z koszulek kolarskich zaczerpnięto ideę tylnych kieszonek. A w zasadzie: jednej, wielkiej kieszeni, z łatwym dostępem z obu stron. Jest to ficzer niespotykany u konkurencji, który przypadnie do gustu osobom, u których nawet torba biodrowa wywołuje klaustrofobię. Nie jest to może najlepszy sposób na przewożenie picia, ale lekka kurtka, dętka, czy nawet lekkie ochraniacze na kolana w drodze na odcinek specjalny, w przepastnej kieszeni zmieszczą się bez problemu. Jak wpływa to na (nie)pocenie się pleców, nie muszę chyba wspominać?

Test: koszulka TYGU Rover

Kwestia chłodzenia była też zresztą priorytetem przy doborze materiałów. Koszulka należy do lekkich modeli i dobrze sprawdza się przy upałach. Poza standardową siateczką pod pachami i na bokach, materiał z dziurkami nietypowo trafił też na ramiona, wpuszczając dodatkową porcję wiatru na plecy. Wszystkie materiały sprawiają bardzo dobre, jakościowe wrażenie i tak też spisują się w praktyce.

Test: koszulka TYGU Rover

Test: koszulka TYGU Rover

Werdykt

Szukasz lekkiej koszulki z najlepszych materiałów, ułatwiającej jazdę bez plecaka? „Racingowy” design przypadł Ci do gustu? Jersey TYGU Rover jest stworzony dla Ciebie.

Cena: 189 zł
Rozmiary: S, M, L
Strona i sklep producenta


Spodenki TYGU Rover Green

O ile koszulka ma parę niespotykanych rozwiązań, to szorty Rover nie silą się na oryginalność. (Na szczęście) również w kwestii designu. Tylko grube, gumowe naszywki z logo producenta przywodzą na myśl freeridową modę sprzed dekady – po co zwiększają masę i objętość, skoro nie pełnią żadnej funkcji?

Test: spodenki TYGU Rover Green

Swoją funkcję świetnie za to spełnia minimalistyczny, smukły krój. Może tylko nogawki mogłyby być o parę centymetrów dłuższe, żeby nie odsłaniać gołej nogi powyżej ochraniaczy przy zgięciu nogi. Warto jednak pamiętać, że to lekkie spodenki z kategorii trail – model dedykowany enduro będzie dłuższy. Rovery świetnie za to sprawdzają się przy pedałowaniu. Lekki i elastyczny materiał dobrze dopasowuje się do ciała, nic tutaj nie drażni i nie obciera. Rover Green są też przyjemnie miękkie w dotyku i nie szeleszczą.

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Prostota formy nie oznacza jednak, że zapomniano o praktycznych dodatkach – regulacji obwodu w pasie rzepami, czy odpinanych wywietrznikach z siateczką, które przydają się w gorące dni. Drobnym, ale przydatnym dodatkiem jest też gumowa przywieszka na zamku kieszeni, która ułatwia jej zapinanie w ubłoconych rękawiczkach.

Test: spodenki TYGU Rover Green

O zapinaniu lepiej zresztą pamiętać, bo kieszenie są największą wadą spodenek Rover. Są bardzo płytkie! Jeśli wozisz w kieszeni smartfona, lepiej żeby jego ekran miał przekątną maksymalnie 5″. Nawet zawartość o takim rozmiarze sięga tak wysoko, że przy pedałowaniu gniecie w okolicach pachwiny. Do tego stopnia, że zrobienie przysiadu jest prawie niemożliwe.

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Uwaga: w ofercie są dostępne spodenki Rover Green i Rover Black – wbrew pozorom, NIE różnią się tylko kolorem. Model Black wyróżnia nieco gorzej oddychający, ale za to mocniejszy materiał. Na 2018 szykuje się kolejny model, zaprojektowany z myślą o ciężkim enduro.

Test: spodenki TYGU Rover Green

W opisanych tu ubraniach jeździłem zbyt krótko, żeby dać sobie rękę uciąć za ich trwałość, ale po kilkunastu dniach w górach i tylu samu praniach (w pralce, bez ceregieli), nie było na nich żadnych śladów zużycia. Zazwyczaj po takim czasie widać już pierwsze zaciągnięcia od plecaka i rękawiczek na koszulce, czy wystające nitki na spodenkach. TYGU nadal wyglądają jak nowe, pierwsze wrażenia są więc obiecujące.

Test: spodenki TYGU Rover Green

Test: spodenki TYGU Rover Green

Werdykt

Lekki, „trailowy” model z potencjałem do zawojowania rynku spodenek w przystępnej cenie – świetny krój, przyjemny materiał i podstawowe, praktyczne dodatki. Szkoda, że płytkie kieszenie praktycznie wykluczają trzymanie „pod ręką” smartfona…

Cena: 235 zł
Rozmiary: S, M, L
Strona i sklep producenta


Rękawiczki TYGU One

Podstawowy model rękawiczek TYGU łączy minimalizm z materiałem o średniej grubości i solidną jakością wykonania. Nie znajdziesz tu rzepa na nadgarstku ani gumowych ochraniaczy na palcach, niestety nie ma też frotki do wycierania smarków potu.

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Jedyne rowerowe dodatki to silikonowe logo na palcach (mogłoby być większe) i wzmocniony materiał po wewnętrznej stronie dłoni. Podobnie jak spodenki, również rękawiczki nie najlepiej dogadują się ze smartfonem.

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Największą wadą jest jednak szew między palcem wskazującym a kciukiem, przebiegający dokładnie na styku z kierownicą. Może moje przyzwyczajone do pracy biurowej ręce są przewrażliwione, ale odczuwalnie wpływało to na komfort jazdy. Wygodny jest za to wierzchni materiał – miękki i wystarczająco gruby, żeby ochronić przed chłostą od wystających krzaków i drobnych gałęzi.

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Werdykt

Nie byłby to mój pierwszy wybór przy poszukiwaniu nowych rękawiczek. Ale jeśli zależy Ci na koordynacji kolorystycznej z resztą stroju – spełnią swoje zadanie.

Cena: 99 zł
Rozmiary: S, M, L
Strona i sklep producenta


Gogle TYGU Podium

O ile pozostałe produkty TYGU celują w ekonomiczną klasę średnią, to gogle mogą śmiało konkurować z topowymi markami klasy Oakleya (są zresztą produkowane w tej samej fabryce).

Test: gogle TYGU Podium

Podium to gogle o dużej, elastycznej ramce, z paskiem zamocowanym na wystających po bokach wspornikach. Taka konstrukcja poprawia komfort, powodując że miękka i przyjemna gąbka bardziej równomiernie przylega do twarzy.

Test: gogle TYGU Podium

Jest jednak haczyk: wystające wsporniki mogą kolidować ze skorupą kasku. O ile z szerokimi fullface’ami do DH nie będzie problemu, to w przypadku bardziej smukłych kasków enduro, wszystko zależy od konkretnego modelu i rozmiaru. Jak widać na zdjęciach, do Bella Super 2R (rozmiar S) ramka wpasowała się bardzo dobrze, ale już w MET Parachute (M) czy Troy Lee Designs D2 (S), wsporniki oparły się na skorupie, przez co gogle „zawisły” przed twarzą.

Test: gogle TYGU Podium

To jedyny problem z goglami Podium, reszta stoi na bardzo wysokim poziomie. W zestawie dostajesz dwie dobrej jakości szyby, jedną przezroczystą, a drugą lanserską lustrzaną. Co ważne, lustrzana przyciemnia na tyle delikatnie, że można jej śmiało używać np. w pochmurny dzień w lesie. Jest to poziom przepuszczalności światła, podobny do gogli marki 100% i nie ma nic wspólnego z bezużytecznymi na rowerze „lustrami” dla narciarzy.

Test: gogle TYGU Podium

Starałem się nie sprawdzać odporności na zarysowania, ale z doświadczenia wiem, że przy tego typu powłokach, należy się liczyć z koniecznością wymiany szyby co sezon. Tu wychodzi duża zaleta TYGU: zapasową szybkę dokupisz za 50 zł. Konkurencja za „lustro” liczy sobie co najmniej dwukrotnie więcej.

Warto też dopłacić dwie dyszki do spryskiwacza anti-fog i co jakiś czas uzupełniać powłokę hydrofobową. Działa ona bardzo skutecznie – pod warunkiem, że się przemieszczasz. Wentylacja jest dobra, ale podczas postoju, kiedy skóra jest spocona, parowanie jest nieuniknione – tak jak w innych goglach z pojedynczą szybą.

Test: gogle TYGU Podium

Test: gogle TYGU Podium

Werdykt

Bardzo porządne gogle o specyficznym kształcie. Warto zamówić i sprawdzić na własnym kasku (i głowie). Jeśli tylko będą pasować, nie ma się nad czym zastanawiać – w tej cenie, w zestawie z dwoma szybami, nie mają konkurencji. Zamierzam przetestować je dokładniej!

Cena: 179 zł
Strona i sklep producenta


Ubrania TYGU – podsumowanie

Jak to w nowej marce, poziom poszczególnych produktów jest dość nierówny. Świetne gogle i przemyślana, oryginalna koszulka to zdecydowanie mocne punkty oferty. Spodenki byłyby najlepszym elementem stroju, gdyby nie zbyt płytkie kieszenie. Jedynie rękawiczki nie przekonały mnie niczym szczególnym i wymagają dopracowania – co jest w planach na sezon 2018.

Dużo jednak można wybaczyć, patrząc na ofertę TYGU przez pryzmat polityki cenowej. Już ceny katalogowe są sensownie wyważone, a do tego dochodzi darmowa wysyłka i regularne, grube promocje (warto śledzić stronę marki na Facebooku). Swoje pierwsze uwagi, które wysłałem Wojtkowi z TYGU jeszcze przed zapoznaniem się z cenami, podsumowałem tak: „na moje oko cena nie powinna przekraczać 400-450 zł za komplet koszulka+spodenki, wtedy byłby to konkurencyjny produkt w swojej klasie”. W aktualnej promocji, spodenki i koszulkę (choć inne modele) możesz mieć za około połowę tej kwoty!

Oferta jest więc mocna, bo ceny są niższe nawet od testowanych niedawno ubrań Krossa, a jakość wyższa. Do tego drobne niedoróbki mają zostać poprawione w mocno rozbudowanej ofercie na sezon 2018. Zdecydowanie mamy nowego mocnego gracza!

Test: koszulka TYGU Rover


Więcej: gotygu.com / facebook.com/TYGUapparel


Zobacz też powiązane testy:

 

  1. Atrakcyjna strona internetowa i asortyment wzbudziły moją ciekawość szczególnie, że byłem właśnie na etapie zmian w rowerowej garderobie.
    Pewnego dnia nadarzyła się okazja bo wrzucili część swoich produktów w naprawdę fajnych cenach. Postanowiłem zaryzykować i już wkrótce wśród moich ciuchów wylądowały:
    – zielony jersey ¾ serii PRIME
    – czarne szorty ROVER.
    Najpierw przybyła koszulka którą przyszło mi testować przy tych wyższych temperaturach (ok. 30st.).
    Początkowo miałem wątpliwości czy jersey przeznaczony bardziej dla downhillowców będzie się odpowiednio sprawować podczas bardziej interwałowych jazd czyli innymi słowy czy będzie komfortowo czy też będę się pocił jak diabeł w kościele.
    Po kilku dniach rowerowania zaobserwowałem co następuje: nie mam porównania z koszulką serii ROVER ale osobiście uważam, że przy temp. 25-30st. PRIME zdał egzamin. Tzn. byłem spocony ale nie miałem wrażenia, że mam na sobie coś co obleśnie mnie oblepia (jak to bywało z niektórymi jerseyami innych firm np. TRUtutu czy Fox). Jedynie w przypadku materiałowej wstawki na karku miałem dość wilgotne uczucie. Szkoda że nie ma wszywki albo szmatki do czyszczenia okularów/gogli.

    W związku z tym bardzo duże nadzieje wiązałem z szortami z serii ROVER czyli przeznaczonej dla osób uprawiających bardziej „tripową” odmianę kolarstwa (enduro/AM).

    Najpierw to co robi dobre wrażenie:
    – Szorty wyglądają naprawdę solidnie i atrakcyjnie.
    – Materiał jest dość śliski przez co łatwo z niego zrzucić drobiny błota czy ziemi
    – Gumowe, naszywane loga sprawiają pozytywne wrażenie choć dodają wagi.
    – Przedni panel w którym znajduje się zamek jest zrobiony z siatki poprawiającej wentylację
    – Po bokach 2 paski na rzepa do regulacji obwodu w pasie

    Teraz to co zdecydowanie bym poprawił:
    – Podobieństwo np. do Fox Demo DH – materiał z którego są zrobione to korduro-podobna, mało przewiewna, nierozciągliwa i szeleszcząca tkanina (z jednej strony to dobrze bo są wytrzymałe na przetarcia ale z drugiej są nieprzewiewne i mało elastyczne). Osobiście spodziewałem się bardziej przyjemnego materiału szczególe przy przeznaczeniu do całodziennych wypadów w zróżnicowanym terenie a nie tylko do bike parków.
    – Tylko 2, malutkie kieszonki. Telefon (nie smartfon) wsadzisz ale o 5-calowcu zapomnij. Przeznaczeniem są chyba tylko banknoty i kilka monet.
    – Usytuowanie kieszeni (otwór z zamkiem znajduje się tuż nad, a pozostała część kieszeni pod zgięciem biodrowym). Kieszeń układa się na górze uda a nie z boku, przez co pedałowanie z czymś w środku co nie jest miękkie nie należy do przyjemnych rzeczy.
    – Materiał z którego zrobione są kieszenie to ortalion do tej z której robi się kieszenie w plecakach (po kilku minutach podjazdu, w miejscu usytuowania kieszeni jesteś spocony)
    – Logo ROVER wygląda jakby było z zupełnie innej parafii. Do całości nie pasuje kolorem i wygląda jak na szybko przyprasowane. Podejrzewam, że po pierwszym lub drugim praniu się złuszczy.
    – Długość szortów. Na stojąco sięgają na kolano ale po rozpoczęciu jazdy okazuje się, że kończą się tuż przed nim. Wiążą się z tym: wkurzający odgłos podszewki szarpanej przez rzepy ochraniaczy na kolana co w konsekwencji wkrótce doprowadzi do jej uszkodzenia oraz szansa na podwinięcie się szortów podczas gleby (gorsza ochrona).
    – Rozmiarówka. Zazwyczaj jeżdżę w rozmiarze M lub S a tu okazało się, że przy 178cm wzrostu i 73kg wagi (pas ok. 83-84cm) muszę wziąć L-kę. Większych rozmiarów niestety nie ma…

    1. Wow, dzięki Marek za obszerną „drugą opinię”! :)

      Z tym materiałem kieszeni zostałem zapewniony, że w egzemplarzach wysyłanych do klientów został zmieniony na siateczkę… Jeśli załapałeś się jeszcze na serię „zerową”, to faktycznie słabo.

      1. Heh podejrzewam ze to wlasnie ta pierwsza wersja spodenek trafila na promocje bo w moim przypadku jest dokladnie tak samo ale za niecale 100 plnow nie ma chyba obecnie lepszej opcji ;)

      2. Dorwałem jeszcze szorty ROVER zielone
        Pierwsza reakcja? Zaskoczenie. Wersja „zielona” (a może raczej trzeba by powiedzieć: model) to nie to samo co „czarna tylko, że zielona”…
        Co zaskakuje? W zasadzie wszystko (prawie). „Rover zielony” i „Rover czarny” poza nazwą i długością różnią się prawie wszystkim. Zielone szorty bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie przede wszystkim swoją lekkością oraz przyjemnym, miękkim materiałem.
        Podobnie jednak jak w przyp. modelu „czarnego” zdecydowanie wolałbym żeby nogawki były dłuższe tak z 8-10cm.
        Kieszenie są znacznie lepsze niż w „czarnych” (siatkowe) ale nadal ich umiejscowienie i wielkość nie są najlepsze.
        Nieco zmodyfikowałbym także rozpinane wywietrzniki. Powinny być dłuższe i w innym miejscu (wyżej albo po zewnętrznej stronie uda). Ich otwarcie/zamknięcie działa poprawnie i lekko ale zamek wydaje się być bardzo delikatny. Mam wrażenie, że bardzo łatwo można uszkodzić wodzik suwaka. Jest drobny i delikatny.

        Szortów ROVER używam teraz zamiennie: czarne na chłodniejsze dni lub błoto a zielone na ładną, suchą pogodę.
        Myślę, że ten zestaw sprawdzi się bardzo dobrze. Obawiałem się czy w zielonym jerseyu „Prime” i zielonych szortach „Rover” nie będę wyglądał zbyt zielono ale nie jest tak źle. :) Całość ładnie się komponuje zarówno w wersji zielono-zielonej jak i zielono-czarnej :P

        W tym całym czarno-zielonym zamieszaniu nie rozumiem tylko tego, dlaczego mając w ofercie dwa tak różne produkty, producent zdecydował się nazwać je jedną nazwą..?

        1. Dobre pytanie :) Też byłem zaskoczony, że to dwa różne modele…

  2. Czy producent zakłada przygotowanie ciuchów personalizowanych z własnym nadrukiem/kolorystyką klienta? Krój się nie zmienia.

    1. A czy pytałeś producenta? :)

      Oferta custom to raczej domena Foog Wear, Stigma Racing i TRU.

  3. Mam od nich koszulkę dh i jest za tą cenę spoko (ta co była za 100zł)- brakuje jednak nawet prostej kieszonki,jak w krossowym jekylu (czy hyde;), ale dwie uwagi:

    1/Strona WWW jest spieprzona jak projekt gimnazjalisty, który wie, że mu zlikwidują gimnazjum, na informatykę, gdzie nauczyciel wiecznie śpi, nic nie umie i wszystkim daje piątki. A wszyscy i tak prace kopiują z internetu (łącznie z regulaminem).

    2/ Rozmiarówka jest dla gimnazjalistów, względnie Azjatów, i kończy się na europejskim M, czyli dla Tygu – L.

    3/ Koszulka lekko waliła kupskiem, ale po praniu to znika.

    Pozdro!

    1. Punktów 1 i 3 nie komentuję :P

      Rozmiarówka koszulki i rękawiczek jest całkiem normalna, choć rozmiaru XL faktycznie może niektórym brakować. Spodenki trochę mniejsze, niż zazwyczaj (miałem M), ale moim zdaniem w normie.

  4. BTW byłoby miło, jakbyś podawał wzorcowe przykłady produkcji konkurencji, jeśli już piszesz coś takiego: „Nie byłby to mój pierwszy wybór przy poszukiwaniu nowych rękawiczek.”, bo od razu się zastanawiam, kto robi fajne rękawiczki za 100 zł. RF niestety ma tylko cieniutkie do XC (fajne, ale cieniutkie).

    1. Ja najchętniej z szafy wyciągam Rocday i Troy Lee Designs. W obu przypadkach cena wyższa, ale nie napisałem, że muszą być do 100 zł.

  5. BTW2: nie ma promocji na koszulkę rover, a i na spodenki zostały tylko małe rozmiary (S i M).

    1. Masz rację, poprawiłem fragment o promocjach.

    2. Kupiłem ostatnią L-kę. W domu mam jeszcze M-kę nieoddaną. Najpierw myślałem że M-ka wystarczy ale okazało się że na bieliznę wchodzi ale brakuje swobody. Ja dodatkowo jeżdżę w crashpantsach z pampkiem. ;)

  6. Rocday wydaje mi się dużo ciekawszy. Koszulka jest tańsza (wg cen katalogowych) i nie wygląda jakby projektował ją ktoś w 1995, podczas oglądania „cudownych lat” na dwójce. Spodenki może i droższe ale zmieściłyby pewnie i tablet, o telefonie nie wspominając.

    1. Zgadza się, używam spodenek i rękawiczek i są super. Ale trochę w innym klimacie i ceny też jednak nieco wyższe. Dla każdego coś miłego ;)

    2. Rocday jest zwyczajnie bardziej przemyślany :)

      1. No nie wiem. Mam T-shirt rockdaya w fajnym kolorze żółto zielonym i… materiał faktycznie fajnie odprowadza pot, za to od plecaka evoca zaciąga się jak chory i kulkuje. A najlepsze jest to, że nie da się jej nigdy doprać pomimo ani w zwykłym proszku, ani w specjałach do odziey funkcyjnej, ani po namaczaniu. Zawsze widać gdzie były kropki błota. Dla mnie rockday na nie

  7. Poleci ktoś fajne rękawiczki pełne na lato.
    Czyli lekkie, przewiewne, ale ze wstawkami silikonowymi.

    Obecnie jeżdżę w jakichś tanich krótkich ze wstawkami, ale za często mam porysowane palce od krzaków.

    1. Rocday…? Mają teraz promocję.

    2. Ja mam Kross Rocker i na lato są świetne. Mają na zgięciach i między palcami siateczkę, dzięki której nawet przy wysokich temperaturach łapa się nie grzeje. Do tego są dobrze wykonane i wygodne. Jedynym mankamentem jest to, że po kilku praniach popękały nadruki. Mi to nie przeszkadza, uczucie wiatru we włosach na rękach podczas jazdy w upał rekompensuje wszystko ;)

  8. Design (kolory, układ, napisy) do poprawy. Koszulka nie urzeka, a każdy chce nosić coś ładnego. Cena nie ma tu nic do rzeczy do nowoczesny układ literek jest darmowy jak geometria ramy.

  9. ten model to Downhilowiec pełną gębą! jeszcze opony 2.7 i robimy pełen obrut czasoprzestrzeni. Back in 2004?

  10. Zawsze mnie zastanawia do czego służą gogle z pojedynczą szybką. Może do spawania? Bo do jazdy na rowerze na pewno się nie nadają.

    1. Do jazdy nadają się świetnie – gorzej ze staniem w miejscu :P

      1. A już całkiem serio, może jako znany trendsetter byś w końcu się wypowiedział na ten temat publicznie? :) Bo liczba raiderów trących szybki wraz z nastaniem jesieni będzie tylko rosła, jeśli ktoś mądry im nie powie, że gogle z podwójną szybką rozwiązują całkowicie problem parowania…

        1. Że „całkowicie”, to bym nie powiedział… Znasz jakieś rowerowe/motocyklowe modele w sensownych cenach?

          1. Ja używam Scott Recoil, jest tego sporo na allegro. Z podwójną szybką kosztują od 160 zł, sama podwójna szybka na wymianę 65 zł. Do kasku pasują bez problemu. Może wzornictwo nie powali przygodnych rowerzystek na kolana, ale za to serce nie boli, jak sobie je czyścisz ubłoconą rękawiczką w czasie zjazdu.

            1. Dzięki, spoko wyglądają :) Może sprawdzę!

          2. Równie dobrze zdadzą egzamin te narciarskie, snowboardowe a najlepiej wojskowe ( teraz się mówi ” taktyczne”).

  11. Nie wypadło Ci nic z tych kieszeni na plecach? Jakoś mam wrażenie że wejście po boku mimo że wygodne to jednak nie utrzyma zawartości kieszeni w środku. Chyba że są zapinane?

    1. Nie są zapinane, ale w czasie jazdy, jak jesteś lekko pochylony, to materiał trzyma dobrze zawartość. Chociaż może telefonu bym tak nie przewoził… ;)

  12. Zaintrygowałeś mnie tym entuzjastycznym opisem gogli. Do końca roku jest -35% i cena gogli jest jeszcze bardziej zachęcająca do spróbowania.

    1. Jeśli tylko pasuje Ci kształt ramki, to warto :)

  13. Do autora – popełnił byś art o ubiorze na chlodne warunki/zime?

    1. Od dawna się do tego przymierzam, ale trochę mi wstyd pokazywać mój wyświechtany zestaw ;)

  14. Łukasz Wiśniewski

    Czekam na paczkę, jak przetestuje to napiszę swoje wrażenia.

  15. Witam, tak rozmawiacie o rozmiarach. W zasadzie co firma to ma swoją rozmiarówkę, jak na przykład jest z butami shimano +1 lub nawet +2 rozmiary względem rzeczywistego rozmiaru stopy. Ale do rzeczy… chciałem kupić SPODENKI ROVER BLACK i tu pytanie do użytkowników, 176cm wzrostu a w pasie aż całe 80-82cm. Patrząc na sugerowany rozmiar względem wzrostu -> M-ka a według opisu rozmiarów -> L-ka.
    Hilfe… nie chciałbym bawić się w odsyłanie itd

  16. Cześć Michale. Możesz mi powiedzieć jak ma się rozmiarówka rękawiczek, np. do Foxa czy Gianta? Zawsze pasuje się w M a wymiar całej dłoni podany w Tygu łatwo przestrzelić :P

    1. Ja testowałem rozmiar M i raczej pasowały jak normalne M.

Dodaj komentarz do tekstu Test: Spodenki i koszulka TYGU Rover + gogle Podium

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Test: Whyte G-160 RS 2017

Sprzęt, Testy / 

Pewnie zauważyłeś, że zrobił się ze mnie straszny fanboj marki Whyte… Duża w tym zasługa solidnego przetestowania modelu T-130. Poważnie zastanawiałem się nad jego zakupem, ale ostatecznie padło na model enduro w środkowej specyfikacji: Whyte G-160 RS. Na pierwszy rzut oka: to samo, tylko z większym skokiem. Okazało się jednak, że dzielenie oferty na trail i enduro ma sens – mimo ogólnych podobieństw, na szlaku to dwa całkiem różne rowery!

Test Whyte G-160 RS 2017


Dlaczego Whyte?

Jak wspomniałem we wstępie, Whyte G-160 RS to rower, który wygrał moje zakupowe dylematy na ten sezon. Jakie kryteria zadecydowały o takim wyborze?

  • Geometria progresywna – Whyte należy do grona marek, które najodważniej interpretują ten modny termin. Nie jest to jeszcze poziom Pole czy Geometrona, ale Mondrakera już owszem. Zależało mi też na niskim suporcie.
  • skok 160 mm – zastanawiałem się poważnie, czy przy dobrej geometrii nie wystarczy mi lżejszy trailbike o 130-140 mm skoku, ale ostatecznie pociąg do bikeparków i startów w zawodach zaważyły na korzyść klasycznego enduro.
  • koła 27,5″, klasyczne opony – po upchnięciu opon 2.8″ do Moona i T-130, ciągle nie jestem przekonany co do „plusów” w fullach o dużym skoku, przeznaczonych do szybkiej jazdy. A ponieważ na 29″ jestem nieco za mały (170 cm), zostałem przy najbardziej klasycznym rozmiarze.
  • rock Shox Lyrik lub Fox 36 – po kilku sezonach na Pike’u, chciałem spróbować czegoś nowego, unikając jednocześnie wstecznej przesiadki na RS-a Yari, który pojawił się w wielu rozsądnych cenowo rowerach na sezon 2017.
  • napęd 1X – jeśli czytasz bloga regularnie, wiesz że na pewno nie kupiłbym roweru z przednią przerzutką. Whyte bardzo wtóruje tej filozofii. Przy okazji, bardzo kusił mnie SRAM Eagle (mimo absurdalnych kosztów)…
  • bezproblemowość – testując w ciągu sezonu kilka rowerów, łatwo jest zaniedbać własny. Brytyjska filozofia odporności na błoto i niewłaściwe traktowanie, minimalizuje czas potrzebny na utrzymanie roweru w stanie zdatnym do użycia.
  • subiektywne wrażenia z jazdy – tak naprawdę, to one zadecydowały i życzę Ci, żebyś też mógł dokonywać wyborów na tej podstawie. Warto popierać producentów, dystrybutorów i sklepy udostępniające rowery testowe.
Test Whyte G-160 RS 2017

Świetna rama z progresywną geometrią i rozwiązaniami odpornymi na niewłaściwe traktowanie…

Test Whyte G-160 RS 2017 - wahacz i SRAM Eagle

…połączona z solidnym wyposażeniem. Co może pójść nie tak?

Konkurenci

Jakie alternatywy warto wziąć pod uwagę, kierując się podobnymi kryteriami jak moje?

Canyon Strive Al 6.0 Race

Canyon Strive Al 6.0 Race 2017

Canyon Strive Al 6.0 Race 2017: 17500 zł, 14,1 kg (wszystkie podane tu masy są wartościami katalogowymi, bez pedałów!), reach 448 mm (M)

Najważniejszym konkurentem Whyte’a jest Canyon Strive w specyfikacji na sezon 2017 (zobacz test Canyona Strive 2015). Przede wszystkim, kosztuje dokładnie tyle samo i jest podobnie wyposażony: najważniejsze pozycje w tabelce to SRAM X01 Eagle i Rock Shox Lyrik.

Co jednak najważniejsze, Canyon już w zeszłym roku trochę zmienił rozmiarówkę geometrii Race, dzięki czemu osoby o moim wzroście (170 cm) na upartego mogą wskoczyć na M-kę – tylko o 7 mm krótszą od G-160 w rozmiarze S. Reszta wymiarów też jest bliźniaczo podobna. Przewagą Canyona jest zmienna geometria (Shapeshifter) i lepsze detale wyposażenia (np. kokpit Renthal), dzięki którym masa jest o ok. 200 g niższa.

Mondraker Dune XR

Mondraker Dune XR 2017

Mondraker Dune XR 2017: 17600 zł, 13,6 kg, reach 469 mm (M)

Pionier geometrii progresywnej w wersji o symboliczną stówkę droższej od G-160 RS, oferuje zawieszenie Foxa i koła DT Swiss, jednak kosztem SRAM-a Eagle – za rozpędzanie odpowiada GX 1×11 z korbą Race Face. Jeśli wierzyć producentowi, masa jest o 700 g niższa od G-160 RS.

Ale najważniejsza jest tu geometria. Większość wymiarów nie odbiega zbytnio od Whyte, ale dla śmiałków Mondraker oferuje dodatkowo rozmiar XL. Mnie zniechęciła zła sława trwałości łożysk „Mondków” (choć nie wykluczam, że powielam tylko stereotyp). No i jednak bardziej zależało mi na Eagle, niż na Kashimie, z którą mam mieszane doświadczenia. Choć trzeba przyznać, że na rynku jest niewiele seksowniejszych rowerów od nowego Dune…

Giant Reign SX

Giant Reign SX 2017

Giant Reign SX 2017: 16000 zł, 15,3 kg, reach 444 mm (M)

Widelec o 170 mm skoku, sprężynowy damper, kierownica 800 mm, opony w wersji Super Gravity i masa o kilogram wyższa od Whyte’a – już po przejrzeniu specyfikacji, intencje tego roweru są jasne. Tym bardziej zaskakuje tabelka z geometrią – reach rozmiaru M jest sporo krótszy od S-ki w Whyte czy Mondrakerze. Wyposażenie jest spójne, choć zawiera dużo komponentów własnych Gianta (koła, kokpit, sztyca). Napęd to SRAM GX 1×11.

Biorąc to pod uwagę, cena niższa od Whyte’a o 1,5 tys. zł nie wydaje się aż tak atrakcyjna, jak można by oczekiwać od Gianta. Jeśli jednak planujesz częste wypady do bikeparków, ciężko się tutaj do czegoś przyczepić. Aktualnie jest już dostępny całkiem nowy Reign SX 2018.

Commencal Meta AM V4.2 Race Eagle

Commencal Meta AM V4.2 2017

Commencal Meta AM V4.2 2017: 17700 zł, 14.0 kg, reach 425 mm (M)

Druga od góry specyfikacja Mety na zmodyfikowanej w 2017 ramie jest wyposażona bliźniaczo do G-160 RS: Lyrik + Eagle i oszczędności na własnych komponentach w kokpicie i w kołach. Rama jest uzbrojona w damper w metrycznym rozmiarze, ale zastosowanie jednozawiasowego zawieszenia może niektórych odstraszyć (czy słusznie, to już inna kwestia).

Mnie odstraszył dość konserwatywny reach. Ciekawa opcja dla osób nieprzekonanych do geometrii progresywnej.

Whyte G-160 S

Whyte G-160 S 2017

Whyte G-160 S 2017: 13500 zł, 14,8 kg, reach 479 mm (M)

Jak na ironię, groźnym rywalem G-160 RS jest jego… tańsza o 4 tysiaki wersja S. Ramy w obu modelach są identyczne, różnią się tylko wyposażeniem: przede wszystkim, zamiast 12-rzędowego SRAM-a Eagle znajdziesz tu sprawdzoną grupę GX 1×11.

O ile ten downgrade dla niektórych może być nawet zaletą (ze względu na niższy koszt eksploatacji), to niewątpliwą wadą jest Rock Shox Yari zamiast Lyrika – co ostatecznie popchnęło mnie do zakupu droższej wersji. Nieco mniej ewidentną różnicą jest tylna piasta z mniejszą liczbą punktów zazębienia, reszta to kosmetyczne różnice.


Rama i wyposażenie

Najciekawsze ficzery i pełną specyfikację tego roweru opisałem już w Bikepornie – jeśli jeszcze nie czytałeś/oglądałeś, gorąco polecam! Jest on uzupełnieniem poniższego testu, który skupia się na wrażeniach z jazdy.

Bikeporn: Whyte G-160 RS 2017

 

Geometria

Whyte G-160 RS 2017 - test, geometria

Krótko mówiąc: G-160 jest najdłuższym rowerem, na jakim jeździłem – mimo, że jest to rozmiar S, a zazwyczaj jeżdżę na M-kach!

Ustawienia

Test Whyte G-160 RS 2017 - damper Rock Shox Monarch RT3

Zawieszenie Quad Link ma w G-160 bardzo liniową charakterystykę. Po polsku: bardzo łatwo je dobić. Zwłaszcza przy typowych dla tego roweru prędkościach… Podobną sytuację miałem w Canyonie. Wymusza to tuning progresji poprzez zmniejszenie objętości komory powietrznej, co też uczyniłem (4 „Bottomless Ringi”). Zawieszenie G-160 jest przy tym bardzo czułe, więc można śmiało ograniczyć się do niezbyt dużego (25%) sagu.

Test Whyte G-160 RS 2017 - Rock Shox Lyrik RC

Lyrik nie pozostawia złudzeń – to widelec do ostrego enduro. W przeciwieństwie do tyłu, jest bardzo progresywny. Bez zmniejszających objętość Tokenów i przy standardowym sagu (25%), nie jestem w stanie go dobić. Jego progresję porównałbym do Pike’a z co najmniej dwoma Tokenami – lekkim riderom może to przeszkadzać. Tak agresywna charakterystyka pasuje jednak do charakteru G-160.


Na szlaku

Testowanie G-160 zacząłem od trzęsienia ziemi – na pierwszą przejażdżkę w górach, zabrałem go na zawody Enduro MTB Series. Potem skupiłem się na dobrze znanych miejscówkach, żeby jak najszybciej się w niego wjeździć i „na gorąco” porównać do innych rowerów: Enduro Trails, Wilcze Ścieżki, single Rowerowego Podhala, Srebrna Góra… Kiedy byliśmy już dotarci, jak w małżeństwie, przyszedł czas na podróż poślubną do Livigno. W międzyczasie było też kilka „klasycznych” wycieczek enduro w polskich górach. Na mój rower wskoczyło też paru znajomych, których opinie uwzględniłem w teście. Teście, który z całą stanowczością mogę nazwać „długodystansowym”.

Podjazdy

Z punktu widzenia mechaniki kwantowej, Whyte G-160 podjeżdża jednocześnie dobrze i źle.

Dobra wiadomość jest taka, że stosunkowo wysoka masa (14,7 kg z pedałami) jest skutecznie tuszowana przez ultraszeroki zakres SRAM-a Eagle i świetną geometrię.

Test Whyte G-160 RS 2017 - podjazdy

Tyłek do przodu, klata nisko – technika dobra do zdjęć. Na większości podjazdów taka gimnastyka nie jest wymagana.

Test Whyte G-160 RS 2017 - SRAM X01 Eagle

Długi wózek przerzutki dzielnie zniósł trudy testu. Jest on niezbędny do obsłużenia potężnego zakresu kasety.

Test Whyte G-160 RS 2017 - SRAM X01 Eagle

Zębatka 50T robi wrażenie nawet na przypadkowych turystach spotkanych na szlaku.

Długa górna rura w połączeniu ze stromym kątem podsiodłówki, pozwalają na zajęcie wygodnej i efektywnej pozycji. Rower jest dzięki temu przyklejony do ziemi, a przednie koło zaczyna myszkować dopiero na naprawdę stromych podjazdach. Warto wtedy sięgnąć po dźwignię platformy, która już w środkowym położeniu skutecznie filtruje bujanie i nieco hamuje zapadanie się dampera. Jest to szczególnie istotne ze względu na ultra-niski suport – co prowadzi nas do złej wiadomości…

Nie licz na czerpanie frajdy z podjazdów

G-160 na podjazdach nie porywa. Owszem, podjedziesz wszędzie, gdzie chcesz i zrobisz to nawet dosyć szybko i bez zbędnego zmęczenia. Ale nie licz na czerpanie frajdy z dynamicznego pokonywania technicznych sekcji, czy pedałowania na stojąco. Szybka tylna opona i błyskawicznie zazębiająca piasta robią co mogą, żeby tchnąć w podjazdy trochę życia, ale kiedy już złapiesz swój rytm, szybko wybije Cię z niego strzał korbą w korzeń – suport jest tu naprawdę nisko!

Test Whyte G-160 RS 2017 - podjazdy

Zalecana taktyka na podjazdy: siedź, kręć i czekaj, aż nad Tobą nie będzie już drzew.

Zjazdy

Kiedy już znajdziesz się na szczycie, starannie wybierz trasę. Powiedzmy to sobie wprost: G-160 to nie jest rower na Twistera czy Single pod Smrkem. Na flow-trailach zupełnie nie inspiruje do szybkiej, aktywnej jazdy, dokręcania i pompowania każdej muldy. Gdyby umiał mówić, powiedziałby z walijskim akcentem:

Obudź mnie, jak już dorośniesz do prawdziwego enduro, dziewczynko!

Kiedy go posłuchasz, możliwości na zjazdach okazują się… niedorzeczne! W każdym pozytywnym znaczeniu tego słowa. Posłużę się tu przykładem ścianki na końcu „Długiego” (singla Rowerowego Podhala). Po brązowym alarmie na fatbike’u, nabrałem do niej respektu i od tego czasu zawsze siedziała mi gdzieś z tyłu głowy przez cały zjazd. Ale „czy uda się zjechać?” nie jest lampką, która często zapala się w głowie właściciela G-160. Po prostu wiesz, że się uda i zupełnie o tym nie myślisz.

Test Whyte G-160 RS 2017 - zjazd

Stabilność tego roweru nie tylko powoduje, że zjeżdżasz sekcje, na których normalnie poszukałbyś chicken-line’a. Powoduje, że robisz to bez namysłu, jako pierwszy z grupy. Co prowadzi do tego, że… ten rower jest niebezpieczny!

Choć zjeżdżanie hardkorów bez żadnych ceregieli brzmi jak idealna pochwała, w praktyce czasem może się skończyć nieco zbyt szybkim wyczerpaniem własnych umiejętności. „Szybkim” jest tu dobrym słowem, bo również dobrze znane trasy przejedziesz na G-160 z większą prędkością. Lepiej zainwestuj w gogle, bo bez nich jazda na tym rowerze wyciska łzy! W porównaniu do rowerów z klasyczną geometrią, to inna liga. Kumpel, który też go objeżdżał, określił to nawet mianem „rewolucji”.

Test Whyte G-160 RS 2017 - zjazdy

Tego typu nawierzchnie szbko robią się nudne…

Test Whyte G-160 RS 2017 - zjazdy

…trzeba sobie poszukać nowych atrakcji!

„Rewolucja” to oczywiście przesada, ale na tym rowerze faktycznie jeździ się inaczej. Po przesiadce z lżejszych modeli z mniejszym skokiem, G-160 sprawia wrażenie trochę „drewnianego” i w porównaniu np. do Moona, mniej zabawowego. Ale przy dużych prędkościach i w trudnym terenie daje tyle pewności siebie, że zaczynasz czerpać frajdę z rzeczy, na które normalnie byś nie wpadł. Jeśli przesiadasz się ze zjazdówki – zdecydowanie określisz go jako zabawowy.

Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność

Przypomnisz sobie o tym próbując wytracić tę nowo nabytą prędkość. Połączenie podstawowych SRAMów Guide R z przednią tarczą 180 mm uszłoby w każdym zwykłym rowerze, ale tutaj jest stanowczo za słabe – a ważę 65 kg! W swoim rowerze założyłem klamki z modelu RS i tarczę 203 mm. Problem rozwiązany, ale przy tej klasie roweru, nie powinno to być konieczne.

Test Whyte G-160 RS 2017 - zjazdy

Długie alpejskie zjazdy szybko pokazują granice możliwości seryjnych hamulców – do wymiany!

Turbo, jakie ten rower daje na zjazdach, najmocniej przejawia się na prostych i umiarkowanie pokręconych odcinkach. A jak ten „autobus” skręca? Wbrew pozorom, to właśnie sposób pokonywania zakrętów przez testowanego przeze mnie T-130 „zakochał mnie” w tej marce. Zamawiając dłuższego i nieco wyższego G-160 trochę się bałem, że będzie pod tym względem gorszy, ale na szczęście geny Whyte’a są ewidentne od pierwszego łuku, o czym pisałem już w bikepornie.

Test Whyte G-160 RS 2017 - zjazdy

Po przyjęciu odpowiedniej pozycji, rower błyskawicznie składa się w zakręt i jak cyrkiel wycina płynny łuk – niezależnie od tego, co znajdzie się pod kołami.

Test Whyte G-160 RS 2017 - zwrotność

Jeśli jednak przyczepność nie nadąża za prędkością, tył roweru wpada w poślizg jako pierwszy, co dzięki długiej bazie kół, wywołuje bardziej uśmiech, niż zawał serca.

Test Whyte G-160 RS 2017 - Maxxis Minion SS

Taką charakterystykę podkreśla wybór Miniona SS do roli tylnej opony. W umiarkowanie mokrych warunkach, pozwala na dużo więcej, niż mógłbyś oczekiwać po jego skromnym środkowym bieżniku.

W powyższym opisie kluczowa jest jednak fraza „po przyjęciu odpowiedniej pozycji”. Jeśli za bardzo przypomnisz sobie stare, wyrobione na krótkich rowerach nawyki, G-160 będzie sprawiał wrażenie… opornego.

Test Whyte G-160 RS 2017 - podjazdy

Do głowy przychodzi powtarzany w wielu testach banał: „ten rower zrobi z Ciebie lepszego ridera”. Ale ten zrobi to, czy tego chcesz, czy nie!


Whyte G-160 RS – werdykt

Charakter Whyte G-160 RS idealnie opisuje kultowe motto Enduro Trophy: „Im gorzej, tym lepiej”. Jeśli mieszkasz na nizinach, w weekendy jeździsz na wyprawy po trudnych szlakach, uwielbiasz Twistera i Superflowa, a zawody odwiedzasz od święta – bez zastanowienia wybierz T-130.

Jeśli jednak jesteś doświadczonym riderem, jeździsz agresywnie, przez „enduro” rozumiesz trasy budzące zazdrość u zjazdowców, a „prędkość” i „fun” to w Twoim słowniku synonimy, koniecznie przetestuj G-160. Przygotuj się jednak na to, że po teście będziesz chciał go kupić – wiem coś o tym!

Test Whyte G-160 RS 2017


Walety:

  • progresywna geometria = „mogę wszystko”;
  • szybkość na trudnych, stromych trasach;
  • brytyjska filozofia w wykonaniu ramy;
  • zakres i działanie 12-rzędowego napędu;
  • szerokie obręcze i dobre opony.

Zady:

  • ospałość na łatwych trasach;
  • słabe hamulce;
  • dla niektórych: bardzo niski suport.

Cena: 17 499 zł
Dostępne rozmiary: S/M/L
Masa: 14,7 kg (rozmiar M, z pedałami, na mleku)
Strona producenta: whyte.bike/g160rs
Strona polskiego dystrybutora: whyte.pl/g160rs


Bonus: Whyte G-170 RS 2018

Mój test długodystansowy okazał się na tyle długodystansowy, że Whyte w międzyczasie zdążył wprowadzić do sprzedaży nowy model ;)

Co się zmieniło?

  • skok wydłużony do 170 mm;
  • carbonowa rama w środkowej (RS) i topowej (S) konfiguracji;
  • bardziej płaski kąt główki ramy (65 stopni);
  • nieco krótszy reach i dłuższy chainstay (sic!);
  • miejsce na oponę aż do 3.0″;
  • damper w metrycznym rozmiarze;
  • bardziej progresywna charakterystyka zawieszenia.
Whyte G-170 C RS

Whyte G-170 C RS – ok. 3800 funtów

Dłuższy tył i krótszy przód wprawdzie idą pod prąd trendom, ale przekładają się na lepsze dociążenie przedniego koła w mniej wymagającym terenie. Cieszy też zwiększenie progresji zawieszenia, które jest teraz kompatybilne z nową falą damperów sprężynowych.

Zmiany te powinny znacznie poprawić najsłabszą stronę G-160, czyli ospałe zachowanie na łatwych trasach. Jeśli wierzyć pierwszym wrażeniom z jazdy, mimo zwiększenia skoku, nowy G-170 jest zdecydowanie bardziej zwinny i skoczny od poprzednika. Ideał…?


Zobacz też:

 

 

  1. super zdjecia az sie chce wsiasc na rower, obojetnie jaki ;) Chociaz takim whytem tez bym sie chetnie przejechal

  2. Przesiadłem się z Pike na Yari i bałem się tego „wynalazku” ale okazał się jednym z mocniejszych punktów roweru. Choć nie wiem czy jest sens porównywać te dwa amory, Pike wygładzi wiele a Yari dużo lepszy do szybkiej i agresywnej jazdy. Oczywiście moim zdaniem.

  3. Od miesiąca mam ciągle odpaloną zakładkę ze sklepem Whyte’a i czekam na przycisk kupuj pod G-170, niestety nadal go nie ma :(.
    Ten rower wydaje mi się idealnym wyborem na najbliższe 2-3 lata. Jeśli będziesz testował to wrzucaj prędko :).

  4. Cześć Michał,

    Zastanawiam się nad zakupem pierwszego fulla. Często jednak ostrzegałeś przed sporymi kosztami utrzymania takiego roweru w porównaniu do HT.

    Wiem, że to zależy od tego ile się jeździ, jak się jeździ. Ale jakie mogą być orientacyjne roczne koszty utrzymania takiego G160/G170?

    Obecnie przy swoim HT właściwie wszystko mogę zrobić sam. Ustawienie, wymiana linek, pancerzy, smarowania itd. Więc roczny koszt zazwyczaj mieści się w granicach kilkuset złotych. (Zależy czy wymieniam jakieś części jak np. kasetę).

    Jak to będzie wyglądać w przypadku takiego fulla? Zdaje sobie sprawę, że tutaj jest droższy osprzęt. I taka kaseta GX kosztuje normalnie koło 450 zł, ale już GX Eagle 800 zł, czyli prawie dwa razy tyle.

    A jak inne rzeczy?

    Przede wszystkim chodzi mi o zawieszenie? Bo jak rozumiem tego sam nie konserwujesz? Rozmawiałem z mechanikami i zdania są podzielone, niektórzy mówią by wysyłać do serwisu co rok/dwa. Znowu specyfikacje amortyzatorów podają czasy w godzinach jazdy po których trzeba serwisować.

    Stąd moje pytanie, ile taki full rocznie kosztuje? :)

    1. Bardzo dobre pytanie :)

      Największy koszt to tak jak piszesz serwis zawieszenia. Pełny serwis warto robić co roku, żeby zawieszenie działało na 100% i żeby uniknąć przyspieszonego zużycia. Koszt jest zależny od wybranego serwisu i modelu amortyzatora/dampera, ale mówimy tu o okolicach 300-600 zł. Tutaj szczegółowy cennik dobrego serwisu:
      http://www.wichuworkshop.pl/cennik-serwis-amortyzatorow/

      Do tego warto w połowie sezonu zrobić serwis podstawowy, opisany na blogu:
      https://www.1enduro.pl/jak-dbac-o-amortyzator-podstawowy-serwis/
      Wymaga to bardzo podstawowych umiejętności i zakupu dobrego smaru i oleju (50-100 zł). Ale można to śmiało wykonać samodzielnie, więc koszt materiałów rozkłada się na długie lata.

      Prędzej czy później będzie też konieczna wymiana uszczelek – ale to na pewno nie po roku, raczej 2-3, czasem nawet dłużej. Nie trzeba tego robić okresowo – po prostu wtedy, jak zaczną cieknąć.

      Z tematów „fullowych” zostają jeszcze łożyska zawieszenia i ew. tuleje montażowe dampera, ale to dość trudno zajechać (Whyte daje dożywotnią gwarancję na pierwszego właściciela), zwłaszcza jeśli unikasz myjki ciśnieniowej. W przypadku innych marek, koszt wymiany też nie jest bardzo wysoki – z robocizną powinien zamknąć się w 100-200 zł, zależnie od ilości i typu łożysk.

      Po 2-3 sezonach wymiany raczej będzie też wymagać napęd, tzn. kaseta, łańcuch i przednia zębatka. Jak zauważyłeś, koszt w przypadku Eagle jest dość potężny… Żywotność kasety jest zazwyczaj 2-3 razy większa, niż łańcucha, ale jazda na wyciągniętym łańcuchu przyspiesza jej zużycie. Więc żeby wydłużyć życie drogiej kasety, warto zainwestować w drugi (lub nawet trzeci) łańcuch i wymieniać je cyklicznie przy każdym smarowaniu. Czyli w pierwszym roku inwestycja w 1-2 dodatkowe łańcuchy.

      Reszta eksploatacji nie różni się od hardtaila, czyli: opony (~400 zł), klocki (~100 zł), linka/pancerz (~10 zł), przelanie hamulców (~50 zł), podciągnięcie kół (~50 zł)… Raczej co roku, choć oczywiście zależy ile się jeździ.

  5. Michał, Dziękuję za szczegółową odpowiedź!

    BTW, będziesz jeszcze wracał do HT? ;)

    1. Pewnie, dopiero co przedstawiałem mój nowy nabytek na ten sezon ;)
      https://www.1enduro.pl/bikeporn-kross-smooth-trail-2017/

    2. Do rocznego przeglądu Serwis rewerba 120zl, co dwa trzy lata wymiana ślizgów i uszczelki 200zl

      Mleko 0.5 L 45 zł to takie miniumum na rok
      Blaty w korbie co dwa lata
      Klocki co rok xt 80 zł kpl

      Średnio na rower i przygotowanie do sezonu w zależności od klasy sprzętu (za foxy serwis i uszczelki jest większy ) trzeba sie liczyć z kosztem 1500 zł rocznie +
      Lekko licząc przy założeniu ze niczego nie urwiesz ( przezutka ) nie pęknie lub sie wygnie ( obręcze kół ), lub sam bie zepsujesz ( serwis amora, Ale warto obcowanie z natura zawsze jest lepsze niż pierdzenie w stołek a na co nie wydać jak na ukochany rower?, No chyba ze na kobiety ale to krew w piach

      1. Dzięki za uzupełnienie! :) Faktycznie zapomniałem o Reverbie i mleku.

  6. Pod koniec tekstu piszesz „Zmiany te powinny znacznie poprawić najsłabszą stronę G-160, czyli ospałe zachowanie na łatwych trasach”. Powiedzmy masz na myśli choćby takiego Twistera? Możemy chyba się spokojnie umówić, że zaliczamy go do łatwych tras? Jak wiesz od niecałego roku ujeżdżam Geometrona i ogólnie mam bardzo podobne odczucia co do wyższości długich rowerów nad tymi konwencjonalnymi. Pierwszy zjazd Twisterem też mi dał odczucie nudy. Jednak wystarczy przyspieszyć tak aby nad większością muld przelatywać. Wszelkiego rodzaju stoliki, hopy czy ścianki na długim rowerze stały się banalne. Prędkość oraz długość lotów wzrosła diametralnie względem poprzedniego roweru, jakim był też nie krótki Mondek. Mnie nawet podjeżdżanie rajcuje. Wystarczy położyć się w rowerze i kręcić ile fabryka daje. Na krótkim rozstawie osi to wszystko wydawało się o niebo trudniejsze. Pozdrawiam

    1. Całkowicie się zgadzam, do czego z kolei odnosi się ten fragment:

      „Ale przy dużych prędkościach i w trudnym terenie daje tyle pewności siebie, że zaczynasz czerpać frajdę z rzeczy, na które normalnie byś nie wpadł.”

      Tyle że nie każda łatwa trasa to Twister, gdzie można sobie prędkością mocno podnieść poziom trudności. Na takim np. Singlu pod Smrekiem, Lipowskich Ścieżkach, czy większości normalnych szlaków, brakuje takich „ficzerów”.

  7. „klasyczne opony – po upchnięciu opon 2.8″ do Moona i T-130, ciągle nie jestem przekonany co do „plusów” w fullach o dużym skoku, przeznaczonych do szybkiej jazdy. A ponieważ na 29″ jestem nieco za mały (170 cm), zostałem przy najbardziej klasycznym rozmiarze.”

    w sensie że nie jesteś przekonany do opon >2.8 w fullach? Swojego Whyte przez ten cały czas testowałeś na fabrycznych 2,4?

    YT Capra nie załapał się ze względu na mało progresywną geo jak rozumie?

    1. Tak, test był na oponach 2.3/2.4.
      Capra – zgadza się, przy 170 cm musiałbym zamówić (bardzo krótką) S-kę :(

  8. Michał, a co powiesz o S-150? :)

    1. Pocę się na samą myśl o nim :) Gdybym tylko był wyższy… :(

      1. Przydałby się wpis na blogu o nowych 29er w Enduro. Rok 2018 wygląda na pod egidą dużego koła: Evil Wreckoning, Enduro, Slash, Whyte S-150, Santa HT (LT), YT Jeffsey, Orbea Rallon, Ghost, Scott Genius

        1. Masz rację, dobry pomysł na artykuł :) Pomyślimy!

  9. Rower rowerem ale skąd te foty? O_O

    1. Livigno i okolice :) Przewodnik w przygotowaniu ;)

  10. A czemu rozwazajac zakup wykluczales takie marki jak SC, Spec, Rose, NS etc?

    1. Geometria, ceny i względy czysto subiektywne (lista alternatyw nie jest listą *wszystkich* ciekawych rowerów w tej cenie).

  11. Kurczę wszystko fajnie pięknie mi się wydaje ale jak widzę tak krótką podsiodłówkę to już mam obawy. Tak te minimum 30mm więcej by się dla mnie przydało

    1. Ale po co? Skok sztycy jest coraz większy, więc podsiodłówka musi być odpowiednio krótsza. A jak sztyca ma standardowy skok, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją trochę wysunąć…

      1. Zmierzyłem i mimo podsiodłowej o długości 533mm mam do poziomu siodła kolejne 32cm. Stąd moje obawy czy sztyca nie zacznie łapać luzów lub zacznie się wyginać przy ramie z rura o 5cm krótszą

        1. Hmmm… Siodło na wysokości ponad 850 mm? Mogę zapytać, ile masz wzrostu, ew. długość nogi, jeśli pamiętasz?

          1. Wzrostu mam 186 ale noga wewnątrz niestety 92/3 dokładnie nie pamiętam. A ręce 192 zasiegu

            1. To dla takiej nogi* powinieneś mieć siodło na – uśredniając – 815 mm. Z czego jakieś 290 mm na Reverba 170 i siodło. Wychodzi więc, że w G-160 rozm. L musiałbyś sztycę wyciągnąć o niecałe 70 mm. Czyli: będzie brzydko wyglądać, ale nic się jej nie stanie.

              * powiem Ci, że jeszcze nie spotkałem się z tak długą nogą (0,50 wzrostu, gdzie zazwyczaj jest to 0,42-0,44).

              1. Niestety mam dłuuugie kopyta. Tak pamiętam bo kilka razy mierzyłem ale jeszcze raz zmierzę. Czasem mam sztycę wsuniętą bardziej np 1.5cm bardziej i jeszcze to jakoś znoszę ale jak mocniej wsunę to uda tracą wydolność, gorzej mi się podjeżdża i szybciej zaczynają boleć i „puchnąć”. Szczególnie na długich podjazdach. Może jak się bardziej nogi wyrobią to będzie lepiej choć wydaje mi sie że to nie ma znaczenia

              2. Jakoś dziwnie liczysz, albo czegoś nie łapię.
                Ja też mam długie nogi (krok 865 mm przy 188 cm wzrostu). Potrzebuję 785 mm od suportu do jarzma – tak mam obecnie w Mojo HD. W rozmiarze L Whyte ma 457 mm podsiodłówki, czyli potrzebowałbym ~330 mm sztycy. Odliczając skok 150 mm, sztyca byłaby wysunięta 180 mm. A u Guncara wyszło ci 70 mm?

              3. Dwa zastrzeżenia:

                1. W L-ce jest sztyca 170 mm.
                2. Poza skokiem sztycy musisz jeszcze odjąć wysokość pierścienia i jarzma – wymiar A:
                https://www.1enduro.pl/wp-content/uploads/2015/08/dropper-post-dimensions-height-length.png

                Przez to zamiast 150 mm robi się 240 mm (taka jest wysokość od pierścienia do jarzma dla Reverba 170 mm). Czyli w tym przypadku wychodzi wysunięcie o ~9 cm względem najniższego położenia.

                I trzecia kwestia: ja w swoich obliczeniach uwzględniam jeszcze wysokość siodła (45-55 mm), bo wysokość liczę do jego górnej powierzchni (przekrok * 0,883).

                785 mm od suportu do jarzma to ~835 mm do górnej powierzchni siodła. Przy Twoim doświadczeniu, nie zamierzam kwestionować Twoich ustawień. Ale wedle wszelkich standardów, to bardzo wysoko jak na Twój przekrok…

  12. Mam dodatkowe pytanie o wspominanym rozmiarze 29″ i modelu S-150. Czy naprawdę wybrałbyś go przy wyższym wzroście? Mam 189cm i owszem, jeżdżę teraz na dużym kole, ale mam spory dylemat jeśli chodzi o kolejny rower, który ma mieć w założeniu więcej skoku niż moje obecne 130mm..

    Testowałem kilka rowerów 27,5″ na Joyride – w tym G-160 RS – i wszystkie były dużo zwinniejsze, skoczniejsze, wręcz same leciały w powietrze przy najmniejszej nawet hopce. I to było coś co bardzo mi się podobało, pomimo nieopanowania Whyte’a przy jednym ze skoków i niegroźnym spotkaniu z glebą ;)

    Wiem że duże koło będzie może trochę stabilniejsze przy uber-prędkościach, może trochę łatwiej łyka przeszkody, ale czy rower nie staje się właśnie mniej „zabawowy”, czy jak to mówią, „playful” ? Oczywiście generalizuję, bo w różnych testach wychodzi że rowery 29″ są bardzo zabawowe (ot, S-150 czy Snabb Plus)….

    Pytanie zatem do Ciebie – gdybyś był wyższy, dlaczego wybrałbyś 29″?

    1. Zakładam, że ten artykuł czytałeś?
      https://www.1enduro.pl/rozmiar-kol-do-enduro-26-27-5-29/

      Jeśli chodzi o wybijanie się z terenu, hopki i ogólnie skakanie, to 27,5″ ogólnie jest lepsze, choć bardzo dużo zależy od konkretnego roweru, a jeszcze więcej – od przyzwyczajeń. Jeśli na codzień jeździ się na małym kole, trudno jest się podczas krótkich testów przestawić na trochę inny „timing” wymagany na dużym kole.

      Dla mnie w 29″ fajne jest, że trakcja i płynność jazdy rosną, jak przy większym skoku, ale *bez* zwiększania skoku. Podejrzewam, że możliwości zjazdowe S-150 będą dorównywać lub przewyższać nawet G-170. A na pewno dla ridera-amatora, który przy umiarkowanych prędkościach nie potrzebuje aż tyle skoku.

      1. Dzięki, tak, artykuł czytałem kiedyś, teraz sobie go odświeżyłem.

        Dylemat pozostaje u mnie ten sam, choć na razie odkładam zakup do przyszłego roku. Napewno wypożyczę G-160 na cały dzień w Bielsku i trochę dokładniej się przyjrzę jak to się zachowuje na różnych trasach.

        Szeroki margines bezpieczeństwa zapewniam sobie obecnie ujeżdżając dość konserwatywnie zaprojektowanego 29-era z 2014 roku, na którym uczyłem się pokonywać teren różnego rodzaju.. więc skoro umiejętności wzrosły to może czas na ewolucję i koło 27,5″ ? :)

        1. Aktualnie modny kierunek jest raczej w drugą stronę ;)

          1. Jasne, ale moda to nie wszystko, ja się chcę przed emeryturą porządnie wyskakać ;)

  13. Ciekawi mnie dlaczego „wszyscy” producenci nie idą w progresję skoro ona ma być taka rewolucyjna. Napewno nowy standard boost bardzo mocno poprawił stabilność roweru, to naprawdę czuć. Ale trendy cały czas sie zmieniają i wszyscy móżdżą. Norco jak wspomniałeś wydłuża tylny widelec żeby „jeździć w środku” za to transition nieźle namieszał, podnosi kąt podsiodłowki do 77 i splaszcza przód do 64 stopni przy mostku 44mm i mniejszym offsecie widelca, wprowadzając magiczną SBG technologies. Ciekawe jak to bedzie śmigać. Generalnie wszystko idzie w kierunku szybciej ale potwierdzam że to staje sie ryzykowne i wymaga większych umiejętności i szybszego timingu. W przeciwnym razie : pęknięte żebra, wybity nadgarstek, odbita pięta,
    szlify lewe bądź prawe bo zaczynasz latać jak
    Nigdy dotąd a max speed przekracza 60km/h z radziejowej

    1. „Ciekawi mnie dlaczego „wszyscy” producenci nie idą w progresję skoro ona ma być taka rewolucyjna.”

      Oczywiście, że idą! Tylko powoli. Wolą co roku wydłużyć rower o 10-15 mm i stopniowo przyzwyczajać klientów, bo dużo osób ciągle boi się kupić rower o kilka centymetrów dłuższy, niż mieli do tej pory…

  14. Michal,G-160, przy wzroscie 172cm bardziej celowac w S-ke czy M-ke?

    1. A liczyłeś, czy w M będziesz w stanie ustawić siodło na odpowiedniej wysokości?

  15. Nie mogę znaleźć jaka sztyca idzie w rozmiarze M, ale podejrzewam że 150mm. Jeśli tak, to zostanie mi 3cm luzu

    1. Tak, w M jest 150 mm. Masz bardzo długie nogi w takim razie ;) Biorąc pod uwagę niestandardowe proporcje, najlepiej byłoby się przymierzyć… Ale bardziej bym się ku M-ce skłaniał.

  16. Niesamowite jak przesuwa się granica w cenach rowerów. Kiedyś rower za 5k to była górna półka. Teraz pewnie dla wielu amatorów to jest w okolicach 10, ale widzę lecimy już do 20 :) Na szlakach widzę też coraz więcej ludzi na rowerach 30+. Nadal rodzynki, ale się pojawiają.

    Zastanawiam się jaka jest krańcowa stopa substytucji. Z ilu posiłków warto zrezygnować by kupić jeszcze lepszą maszynę :)

    Nigdy nie jeździłem na tak drogim rowerze. Jestem ciekawe czy na takim G-160RS jeździ się 2 razy lepiej niż na przykład Kross Soil 2, który jest dwa razy tańszy?

    Michał, jeździłeś na obu, jakbyś je porównał? Ewentualnie jakieś inne porównanie. Ile frajdy można kupić z każdą kolejną złotówką.

    1. A czy 2x droższy posiłek w restauracji jest 2x lepszy…?
      Czy 2x droższe auto jest 2x lepsze…?
      Czy 2x droższe wakacje są 2x lepsze…?

      Jak byś to przeliczył, porównał…?

      „Kupowanie frajdy” i rezygnowanie z posiłków, żeby mieć lepszy sprzęt, to fatalne podejście, bez najmniejszego sensu. Masz taki rower, na jaki możesz sobie pozwolić, a „kupić frajdę” można wydając kasę na wyjazd w góry.

    2. I drugi temat: 5k to była górna półka? Chyba nie bardzo :) Zajrzyj do starych katalogów – rowery za >20k zawsze były, tylko dawniej była to sfera abstrakcji, a dziś coraz więcej osób może je kupić.

      Nikt też w swoich narzekaniach nie uwzględnia inflacji (rower z 2000 za 5k w przeliczeniu na „dzisiejsze pieniądze” kosztowałby prawie 8k) czy wzrostu zarobków (średnia krajowa z 2k na 4,5k).

      Wzrost cen rowerów to nie jest tak prosty temat, jak porównanie tego, co wydawało Ci się drogie ileś-lat-temu, a dzisiaj ;)

  17. Hej Michał, to nie był hejt. Tylko taki żart z teorii ekonomii, ale widzę wyszedł suchar z tego. Więc o posiłkach nie bierz tego dosłownie.

    Ja zmieniając rower na droższy za każdym razem odczuwałem ogromny przeskok w jakości jazdy. Tego co mogę na nim zrobić, ile daje mi radości.

    Zastanawiałem się tylko głośno czy można tak w nieskończoność.

    Co do 5k to nie chodziło o to że nigdy nie było droższych rowerów. Tylko trafiały one do bardzo wąskiej grupy. Teraz trafiają do mainstreamu.

    Autentycznie interesują mnie Twoje doświadczenia z rowerami z wyższych półek. Sam rozważam przeskok o w cenie x2 i rady się przydadzą.

    A co do restauracji to bywa różnie :)

    1. Nie biorę tego za hejt, ani dosłownie, ale jednak przemycasz myśli, do których trzeba się odnieść :) Więc kontynuując…

      To chyba dobrze, że drogie rowery trafiają do mainstreamu? Świadczy to o tym, że coraz więcej ludzi chce (i może) je kupować.

      Co do przeskoków jakościowych – jeśli miałeś już kilka rowerów, to sam wiesz, że wraz ze wzrostem cen, różnice maleją. Przykładowo: ile kosztuje odchudzenie o kilogram roweru za 2 tys. zł, a ile takiego za 20 tys. zł?

  18. Pytanie z innej beczki Michał. Jak byś ocenił
    Pod względem pracy, progresji, sztywności i „pompowania”, dwa różne typy tylnego zawieszenia na których jeździłeś White vs Canyon

    1. System zawieszenia w Whyte i Canyonie jest taki sam (klasyczny czterozawias), więc działa podobnie. Progresja również podobna – w Strive też dokładałem opaski zmniejszające objętość komory. Natomiast sztywności nie porównam, bo Canyona nie mam już od 2 lat ;)

  19. U mnie mierzona odległość do powierzchni siodła to 820 mm. Ustawienie wedle starej szkoły – pięta na pedale w dolnym położeniu i noga wyprostowana. Przy pedałowaniu się nie prostuje. Dochodzi w sumie jeszcze grubość podeszwy buta.
    Pierścień wliczałem do wystającego nieruchomego elementu sztycy. Bo i tak wystaje. :)
    Jakby nie było, teraz i tak sporo wystaje, a w Whyte L byłoby jeszcze 6 cm więcej…
    http://www.solar.blurp.org/pict_rower/rower4b.jpg

  20. Masz u mnie piwo!

  21. W G-170 jeżeli wierzyć tabelką, to jeszcze obniżyli suport. Ciekawe jak się to sprawdzi.

  22. jeżeli to jest niski support to czy ja mam w specu fsr 29 extremalnie niski? 338mm? I jeśli wpakuję sobie koła 27,5 na opnach 2.8 to będzie 325mm – czy na tym da się w ogóle jeszcze jeździć?

      1. 150 przód, 135 tył. Seryjnie przewidziany do 29/27,5+. Ale mam obawy odnośnie tej wysokości supportu. Na oponach 3.0 nieco lepiej, ale te są 2fat dla mnie ;)

        1. Żeby porównać wysokość suportu między rowerami o różnym skoku, trzeba brać pod uwagę wartość dynamiczną, czyli dla uproszczenia, np. przy 30% ugięcia.

          Czyli Twój Spec „siada” o ok. 40 mm (wysokość suportu 298), a Whyte o ok. 48 mm (suport na 292 mm). Myślę, że w ten sposób łatwo zrozumieć, dlaczego G-160 wali korbami ;)

          A co do zmiany kół – nie myślałeś, żeby zostać przy 29″ z szerokimi obręczami (30 mm) i nieco większymi oponami (2.6″ jeśli wejdą)…?

          1. pewnie, że myślałem. Mam obręcze 29mm wew. już teraz, ale na oponach 2.3. Opony 2.6 na luzie wejdą.

            Wiesz jak jest – zawsze coś się kombinuje. Na jazdach testowych miałem okazję sprawdzić rower na takiej samej ramie, jak moja, ale na kołach 27,5 3.0 i było to niezłe uczucie – po korzeniach szedł jak czołg. Ale uczucie braku kontaktu z podłożem było nieco dziwne. rower też byłby minimalnie krótszy na mniejszych kołach, może inaczej by skręcał.

Dodaj komentarz do tekstu Test: Whyte G-160 RS 2017

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Retro-enduro – powrót na Wielką Raczę

Miejsca, Opinie / 

To było w liceum, jakieś 14 lat temu. Miałem za sobą pierwsze rowerowe wypady do Szczyrku, ale na tych paru dniach na Skrzycznem moje górskie doświadczenie się kończyło. Ale kiedy kumple z klasy namawiają Cię na wyjazd, długo się nie zastanawiasz: „Pakuj się, jedziemy na Wielką Raczę. Mój brat pożyczył auto od rodziców i nas zawiezie”.


Wpis ten jest kontynuacją sentymentalnego wątku z opublikowanej tydzień temu Historii kilku rowerów… – polecam! :) 


Sentymentalno-eksperymentalny powrót do korzeni

Pamiętam ten moment, kiedy pierwszy raz złapałem flow na krętym, pokrytym korzeniami odcinku gdzieś na trawersie szlaku granicznego. Raz zaskoczyło i tak już zostało – dokładnie w tamtej sekundzie złapałem bakcyla „enduro”. Choć wtedy oczywiście nikt tak jeszcze nie mówił…

No właśnie: „wtedy”. Wtedy było inaczej: nie było flow-traili, nie było Stravy, nie było carbonu (to znaczy był, ale nie dla licealistów). Wielu twierdzi, że było lepiej. Czy aby na pewno…?

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Postanowiłem to sprawdzić, wybierając się w sentymentalną podróż do miejsca, w którym wszystko się zaczęło.


Wehikuł czasu

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Specialized Rockhopper A1 FS. Pojawił się w sklepach w 1999, kiedy świat zachwycał się Nokią 3210, w kinach królował Matrix, a Polska została podzielona na 16 województw. Oznacza to, że kiedy zaczynałem swoją przygodę z prawdziwym MTB, ten rower miał już 5 lat na karku!

Retro MTB Enduro Wielka Racza

To mój pierwszy raz w górach na tak klasycznym sprzęcie – swoje pierwsze kroki stawiałem na nieco nowocześniejszym Authorze A-Gangu z Suntourem Duro o skoku 130 mm (pisałem o nim niedawno).

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Tutaj skoku jest… 70 mm. Answer Manitou Spyder ma w środku dwie sprężyny stalowe i tłumienie elastomerowe, które jak na swój wiek, działa szokująco dobrze (czyli: jakkolwiek). Widelec jest bardzo czuły, „pluszowy” i… dobija na każdym korzeniu.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Poza działającym amortyzatorem, pełnoletni już (!) Rockhopper ma jeszcze kilka innych nowoczesnych (jak na tamte czasy) rozwiązań: 9-rzędowy napęd, stery A-head z łożyskami maszynowymi, czy rurę podsiodłową o średnicy 30,9 mm (można bez problemu założyć myk-myka!).

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Mostek 100 mm w połączeniu z kierownicą 540 mm, pod względem nowoczesności bardziej przypominają Poloneza Kombi, którego produkcja ruszyła w tym samym roku… Żeby było full-retro, wygrzebałem w skrzynce dla powodzian piękne, gięte rogi i mój pierwszy porządny licznik. #Strava1999

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Mój Rockhopper jest w rozmiarze 15″. Co prawda na moje 170 cm powinien być większy, ale w tamtych czasach uparcie twierdziłem, że „lubię mniejsze ramy” (skądś to znasz?). Czy dzięki temu, pomarańczowy Spec jest bardziej zwrotny? Oj tak! Sam skręca! Nawet wtedy, kiedy wcale tego nie chcę ;)

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Geometria, a zwłaszcza stromy kąt główki (71 stopni) i krótki reach w połączeniu z kilometrowym mostkiem, jest zdecydowanie największym ograniczeniem na szlaku. Masz wrażenie, że przednie koło jest schowane gdzieś w okolicach suportu i każda większa przeszkoda jest w stanie wystrzelić Cię przez kierownicę.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Ciekawostka: oba rowery są w rozmiarze S, a różnica w długości bazy kół to ponad 15 cm!

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Musiałem sobie przypomnieć styl jazdy znany jako „wąchaj siodło”.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Również hamulce wymagały powrotu do starych przyzwyczajeń i duszenia klamek dwoma palcami. Choć to rewelacyjne Avidy SD 1.9, na stromych sekcjach pozostawiają sporo do życzenia. Zwłaszcza zaraz po przejechaniu przez błotną kałużę…

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Palce mogą jednak odpocząć po każdym zjeździe, podczas obowiązkowego postoju serwisowego na założenie łańcucha i podniesienie siodła. Sztyce regulowane i hamulce tarczowe zdecydowanie SĄ największymi rewolucjami w MTB!

Retro MTB Enduro Wielka Racza

A poza tym? Szczerze mówiąc, niewiele się zmieniło. Owszem, w 18-letnim Rockhopperze wszystko działa gorzej, niż w nowych sprzętach (szok i niedowierzanie), ale w gruncie rzeczy… działa dokładnie tak samo. Pokazuje to jednak, że te wszystkie pozornie bzdurne i nieznaczące nowinki, w szerszej perspektywie prowadzą do kolosalnie lepszego roweru.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Czy na takim zabytku też da się jeszcze jeździć po górach? Oczywiście! Zawsze się dało i od tego czasu góry jakoś specjalnie nie urosły.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

A czy taki rower daje tyle samo frajdy? Tak! Ale jest to inna frajda… Taka z większą domieszką strachu i spoconych dłoni na technicznych zjazdach. Przesiadając się z uber-stabilnego Whyte’a, poczułem się, jakbym zamienił okręt bojowy na kajak. Ale co jest złego w pływaniu kajakiem? No właśnie.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Jeśli zamiast szybkości i bezpieczeństwa oczekujesz ryzykownych wyzwań i potoku adrenaliny – może nawet taki kapryśny retro-góral jest lepszy…?

Retro MTB Enduro Wielka Racza

To trochę jak ze starymi samochodami sportowymi. Według stopera, są wolniejsze od współczesnego Golfa. Ale doznania z jazdy są 3x bardziej intensywne.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Niektórzy twierdzą, że takie stare maszyny mają duszę. To oczywiście dorabianie filozofii do prostego faktu: one po prostu odbijają jak lustro Twój charakter i Twoje umiejętności. Jeśli masz skilla i potrafisz taki sprzęt opanować, satysfakcja jest ogromna. Jak zjebiesz – będzie bolało, bo nie uratują Cię opony, zawieszenie i geometria.

Retro MTB Enduro Wielka Racza

Czy zamieniłbym więc swojego enduraka? Nigdy w życiu! :) Dzięki przypomnieniu sobie, jak daleko zaszły rowery MTB, jeszcze bardziej pokochałem swojego Whyte’a. Jednak po tym doświadczeniu, Speca na pewno będę częściej wyciągał z garażu!


Trasa: [Beskid Żywiecki, Rycerka] Wielka Racza – Przegibek

Chciałbyś przeżyć to samo na swoim rowerze? Oto trasa, na której złapałem bakcyla enduro.!

  • Dystans: 20 km
  • Przewyższenie: 850 m

Nie sposób się zgubić, jazda w 100% oznaczonymi szlakami. Pętla składa się z trzech etapów:

  1. Podjazd z Rycerki Górnej na Wielką Raczę (szlak żółty) – przystawka. 5-kilometrowy, żmudny podjazd szutrowo-kamienistą drogą. Technicznie nudny, ale przyjemny widokowo i w całości do podjechania w siodle.
  2. Szlak graniczny z Wielkiej Raczy do Przegibka (czerwony) – danie główne. Ponad 10 km świetnego trawersu, a następnie jazdy grzbietem, z widokami na polskie, czeskie i słowackie góry. W zdecydowanej większości udało się zachować naturalny charakter szlaku, więc jest dużo singli i korzeni, a bardzo mało rąbanek po luźnych kamieniach. Jazda jest bardzo płynna, z niewielkimi różnicami wysokości (na całym odcinku dwa niezbyt długie wypychy). Jeden z klasycznych szlaków Beskidu Żywieckiego!
  3. Zjazd z Przegibka do Rycerki Górnej (szlak zielony) – deser. 3 kilometry singlowego trawersu o idealnym nachyleniu i naturalnej nawierzchni. Końcówka – niestety – szeroką drogą szutrową.
Retro MTB Enduro Wielka Racza

Tej wycieczki nie znajdziesz na Stravie!

 

 

Żartowałem ;)


Informacje trochę praktyczne

Trudność

2/5

Zarówno czerwony szlak graniczny, jak zielony zjazd z Przegibka to prawdziwe, soczyste górskie single, ale w bardzo przyjaznej formie – nawierzchnia nie jest zniszczona pracami leśnymi, a nachylenia są umiarkowane.

Opisany wariant podstawowy również kondycyjnie nie jest wymagający (po zdobyciu Wielkiej Raczy jest już „z górki”). Trasę polecam każdemu, kto jako tako umie w rowery.

Jaki rower?

Jak widać po powyższej relacji, trasę można pokonać w zasadzie na dowolnym sprawnym rowerze MTB. Choć najlepiej sprawdzi się ścieżkowy full lub plusowy hardtail.

Schroniska

Dojazd

Dodatkowe warianty

Trasę można wydłużyć zarówno na początku (czerwony szlak ze Zwardonia) jak i na końcu (z Przegibka dalej czerwonym na Rycerzową – szczególnie polecam). W obu przypadkach trzeba rozważyć skorzystanie z pociągu, bo taka trasa przestaje być pętlą.

Przy planowaniu polecam mapę Beskid Żywiecki wydawnictwa Compass, którą możesz za darmo podejrzeć on-line.

Retro MTB Enduro Wielka Racza


Zobacz też:

 

  1. Nasze tereny jak zawsze piękne :) Wielka Racza – w lecie kilka razy na rowerze, w zimie na skiturach. Co dodam od siebie ? ano mam trzy rowery z tego dwa MTB: jeden full AM/enduro Santa Cruza, drugi sztywny 29 Focusa. Na beskidzkie kilkudziesięcio-km wyrypy gdzie trzeba wpierw podjechać zanim się zjedzie, biorę ZAWSZE sztywniaka bo enduro full to gówno jakich mało na takich szlakach. No może że ktoś lubi męczyć się 5 km/h lub prowadzić rower przez połowę trasy. Przy odpowiedniej technice na sztywnym zjedzie się wszędzie i wyjedzie też wszędzie. Nowe rowery enduro mają tylko w nazwie, bo to tak naprawdę rowery do zjazdu niż enduro. Enduro w swoim założeniu polega na niczym nieskrepowanym pokonywaniu gór. A jak pokonać górę na gównie co ma przednie koło pół metra wysunięte do przodu i na podjeździe buja jak kanapa. Na naprawdę trudnym podjeździe nawet leżąc na kierownicy przód idzie do góry i ląduje się na plecach (oczywiście przy odpowiednio mocnej łydzie której współczesnym endurakom brak, oni wolą papierosy i browary). A szlak graniczny to mój ukochany szlak w Beskidach, jeden z niewielu który można przemierzyć w całkowitej samotności. Pozdrawiam !!!

    1. Zacznijmy od tego, że „enduro” to nie „pokonywanie gór”, chyba mylisz pojęcia z All Mountain. ;) „Enduro” to forma jazdy, w której w sporej mierze liczy się endurance, czyli wytrzymałość – a sama nazwa wzięła się od enduro racingu. :p

      Z tego co piszesz wnioskuję też, że masz Nomada albo przynajmniej Bronsona na zawieszeniu w stylu Fox RC2 + sprężyna z tyłu. :p Rowery do „enduro” potrafią powiem kategorycznie się od siebie różnić mimo niewielkich różnic w detalach (nomen-omen co Michał napisał w artykule) – te bardziej nastawione na zjazdy będą bujać i będą zbyt miękkie do podjazdu a’la „żółtym na Magurkę Wilkowicką”, ale są też takie, które poradzą sobie na nim nie gorzej niż hardtail (Strive? Jekyll? Remedy?).

      Sam zjeździłem cały Beskid Śląski (olaboga! rąbanki!) na hardtailu z 70deg główki i 80mm twardego skoku – wtedy jeździło się „all mountain”, którego nie sposób było zatrzymać. Ale było to już ile? 10 lat temu? Byliśmy młodsi to i pewnie krzepa była większa. ;)

    2. Kwestia oczekiwań.

      Jeśli miałbym zrobić kilkadziesiąt kilometrów po górach, i nie mieć większej frajdy ze zjazdów, raczej miałbym problem z motywacją to takiej wyrypy ;) To, że da się zjechać, to jest tylko połowa sukcesu. Ważne jest też, JAK się zjeżdża.

      Jeśli jednak priorytetem jest szybkość pokonania całej trasy (patrz: maratony), to zgodzę się, że lekki sztywniak lub full XC to lepszy wybór.

      Do tego oczywiście dochodzą wszelkie odmiany ścieżkowców, które wpadają pomiędzy. Dla każdego coś miłego, nie ma powodu nazywać „gównem” rozwiązań, które nie pasują do Twoich priorytetów i stylu jazdy.

    3. Tja…”kiedyś to były czasy…teraz to nie ma czasów”.

      Serio młodzi w enduro to według Ciebie tylko pety i browary?

      A co do roweru, to tak napisał Michał, każdy ma własną motywację i preferencje i nie ma sensu hejtować „innego”. Ja bym tam chętnie zrobił rundę na Geometronie lub innym Pole’u.

      1. Czy pety to nie iem, nie widuję. Ale piwo i robienie z tego napoju jakiegoś obiekt kultu to norma.

  2. lajk

  3. Dominik Gruszczyński

    Czytając ten artykuł odniosłem wrażenie,że wehikuł czasu cofnął mnie o ładnych parę lat wstecz.To było piękne doznanie jak z resztą w poprzednim artykule.Dzięki temu sam mogłem powspominać swoje rowerowe przygody i rozterki.Dzięki wielkie i graty za mega sprzęt.

  4. nie zauwazyłem żeby mój endurak bujał na podjazdach ,podjeżdza lepiej niż maratonowy niespełna 11kilogramowy full cannona, który też nie buja :)

    1. jakie dokładnie to są modele?

      1. „enduraki” potrafią calkiem dobrze podjeżdzać tam gdzie na cannonie(rush carbon z leftym 130) wymiekalem ,yeti sb6 turq mowi mi nie pekaj podjedziemy..damy radę

    2. „cofnął mnie o ładnych parę lat wstecz” – a gdzie cię miał cofnąć, w bok? :)))

  5. Jak coś strzeli Ci do łba (wybacz zwrot) i przestanie Ci się chcieć ‚umieć w rowery’, zawsze możesz zająć się pisaniem w pełnym wymiarze. Doskonały tekst, świetnie się czyta. Pozdrawiam z 3miasta.

    1. Brzmi jak oferta pracy? ;)

  6. Przed tarczówkami bym chyba postawił widelec amortyzowany. Tak mam w pełni sztywnego MTB sprzed 25 lat. Nie, nie mieszczą się w nim opony 2,35″ które choć trochę zmniejszyłyby moje lęki przed każdym szybszym zjazdem, nadzianym korzeniami i kamulami. W ogóle zawieszenie umieściłbym najwyżej. Bo można mieć miast tarcz hydrauliczne V-ki ale stabilnego powrotu koła na tor jazdy nic nie zastąpi.
    Myk-myki nie były aż tak potrzebne, bo nikt nie był na tyle szalony by zjeżdżać z czegokolwiek 40km/h+ bez wcześniejszych przygotowań. Tych psychicznych też..
    Bardzo ładny Spec. Ogladałem się za Scottem z 1988 roku ale odpuściłem. Zostało mi na podłodze miejsce już tylko na fulla i ściana na karbonową szosę (kiedyś)

    1. Masz rację, przednia i tylna amortyzacja w pełni zasługuje na pierwsze miejsce wśród sprzętowych rewolucji :)

  7. Miło było przeczytać o pierwszej trasie jaką pokonałem na rowerze w górach. Był to wakacje spędzane w Rycerce z kolegą ze szkoły średniej. Nasze rowery w tamtych czasach to wypasione „górale”. Mój Romet Mustang (pierwszy rower górski wyprodukowany przez Rometa – zainteresowanym proponuje pogooglać takich rowerów obecnie nie spotkasz na szlakach) i Noname z bazaru kolegi. Rower autora to wypasiona bryka o której w tamtych czasach nawet jeszcze nie marzono. Do dnia dzisiejszego wspominam tą trasę i ten wypad jako jedno z najlepszych przeżyć w życiu. Było to roku Pańskiego 1994 :)

    1. Mustang był turystykiem na bazie którego „wymyślono” w Romecie „pierwszy na świecie” rower do jazdy w górach o wdzięcznej nazwie Viking. No joke. XD W Świecie Młodych tak właśnie opisano Mustanga a potem Vikinga i Canyona. Ja wybrałem wtedy włoską masówke od producenta szosowych. Żałuje trochę miałbym dziś Rometa :( Było tez chyba coś takiego jak Viking Pro albo Viking 2 na Altusie. Kojarzy ktoś? Było to w chorelę drogie i różniło się tylko osprzętem od Shimano.

      1. Teraz mi się przypomniało, że na Vikingu sporo pojeździłem, bo cała flota była na wyposażeniu ośrodka kolonijnego, który co roku odwiedzałem :) Zawsze na początku pierwszego turnusu najstarsza grupa chłopaków wyciągała wszystkie rowery i próbowała poskładać z nich jak największą liczbę sprawnych egzemplarzy :P Sentymenty sentymentami, ale straszny shit to był…

  8. ps. Czy będzie coś o BP Kasina?

    1. Jeśli zdążę tam pojechać przed zimą ;)

  9. I tu właśnie przydaje sie moja strona.
    Od 10 lat eksploruje Beskid Żywiecki od Pilska po Ochodzitą. znam wiele miejsc gdzie można ominąć wypychy, trafić na fajne single niejednokrotnie niezaznaczone na mapie a nawet wykaszane przez miejscowych jako „ich ścieżki”.
    Opisana wyżej trasa to klasyka sama w sobie, fajny trip w obydwie strony.
    W wariancie z Raczej na Przegibek można ominąć 50 % żmudnego podjazdu na Racze żółtym. Jest inna opcja również przyjemna ( wydłuży trip o jakieś 20/30 min ), dla mocnej łydy nawet bez wypychu a za to z miłym singlem- czyli to co lubimy.
    Niebanalne MTB

    1. Łuki, bo w tym całe clou, żeby poszwędać się po singielkach i przecinkach, ok, czasami dojechać jakimś szutrem, a niestety również zjechać i zwózką ale…w „surowym terenie”.
      Michał chyba zapomniał dodać, że tych kilka/naście lat temu nikt z nas nie śmigał po bikeparkowych autostradach bo…u nas ich nie było :-)

      1. Tak wiem, jednak nie wszyscy lubią wypychy a jadąc w nieznanym terenie można się na nie natknąć, a jak jest alternatywa to czemu nie skorzystać, albo po co zjeżdżać szutrem jak za rogiem jest nieoznaczony na mapie miejscowy singiel. Wybór pozostaje dla każdego taki sam. Nikogo nie namawiam choć po ilości pisanych do mnie wiadomości w tym temacie temat jest warty kontynuowania. Ot przykład Pilsko – od strony polskiej wnoszenie roweru na plecach bo zwykły wypych nie da rady a można od strony słowackiej wjechać 90 %/95%.

    2. Stronę śledzę, jest super! Szkoda, że nie publikujesz tego pod własną domeną, bo wyszukanie konkretnych informacji na Facebooku jest praktycznie niemożliwe :(

      PS. Dla zainteresowanych: https://www.facebook.com/niebanalnemtb/

    3. Podpowiesz też, jak biegnie ten alternatywny wariant zdobywania Raczy? :)

  10. Jak nie sprzętem to talentem! :)

    1. Ja zdecydowanie częściej sprzętem ;)

  11. Michale, może tym wpisem zmobilizowałeś mnie do spisania historii z moimi rowerami. Nie sięga ona 10, a nawet nie 20-tu lat lecz trochę dalej ;-) ale rowerów bynajmniej nie było aż tak wiele.
    Tekst i refleksje bardzo mi bliskie. Bez „dorabiania gęby” tak naprawdę mówimy (piszemy) przecież o jeździe w górach. W tym sensie dla mnie śmieszne i dalekie mi są rozkminy w stylu „enduro/AM”, „full/DH”, „fat/JEDYNIE SŁUSZNY”, „26/27.5/29…” itp. Liczy się jazda w górach i radość z niej osiągana. Doznania jednak jakże inne.
    Dodam tylko, że w moim przypadku nie mogę nawet używać słowa retro bo moim sztywniakiem ’93 czy fulem ’03 nadal śmigam WSZYSTKO i to nawet w trudniejszych, bardziej dla sprzętu wymagających układach niż niegdyś ale o tym może istotnie więcej jakieś innej historii.
    Dzięki za tekst i…trochę szkoda, że nie czytają Cię w innych językach. Miałbyś tu teraz niezłą litanię komentarzy bo na szlakach mtb dla ludzi zachodu zaczęło się znacznie wcześniej z racji dostępności sprzętu.

  12. Cud, że przeżyłeś po przesiadce na retro-bikeu ;)

  13. Można tą traske poszerzyć o pętelkę niebieskim na rycerzową i czerwonym z powrotem
    Dla mnie bomba

Dodaj komentarz do tekstu Retro-enduro – powrót na Wielką Raczę

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top