Ile skoku powinien mieć rower enduro?

Porady, Sprzęt / 

Jaki ma być rower do enduro? Jakie powinien mieć cechy? Jaki wybrać? O kilku dylematach już napisałem: wiesz już, jakie znaczenie ma rozmiar kół i dlaczego nowoczesne rowery mają geometrię progresywną (i o co w ogóle w geometrii chodzi). Pisałem też o wyposażeniu: jakie wybrać pedały, czy warto pchać się w opony bezdętkowe i dlaczego sztyce regulowane są największą rewolucją ostatniej dekady. Ale wielu z nas ma dylemat na dużo bardziej elementarnym etapie: ile skoku powinien mieć rower do enduro?

Po pierwsze, rower do enduro nic nie powinien, ale o tym za chwilę ;)

Po drugie, praktycznie wszystkie rowery enduro mają 160 mm skoku. No i bach. Po artykule. Dziękuję za uwagę. Jeśli Ci się podobało, udostępnij na fejsbuku!

Ile skoku w rowerze enduro? 160 mm

Ciekawostka behind the scenes: na etapie powstawania 1Enduro, długo się zastanawiałem, czy nie nazwać strony 160mm.pl. Miałem już nawet szkice logo!


No dobra, ponieważ przyzwyczaiłem Cię do większej wylewności, zadam pytanie z tytułu nieco inaczej:

Dlaczego rowery enduro mają 160 mm skoku?

A dlaczego nie?

Zady i walety większego skoku

  • Lepsze połykanie dużych przeszkód (Captain Obvious do usług!);
  • Większy komfort i czułość na małe nierówności – przez większy SAG i większą komorę negatywną;
  • Szerszy margines bezpieczeństwa, rower wybacza więcej wtop, jak niedoloty czy niezbyt trafiony wybór linii;
  • Lepsza przyczepność i kontrola nad rowerem.
  • Zjawisko pływania w skoku, czyli niestabilność geometrii w wyniku odciążania/dociążania/hamowania;
  • Wrażliwość na jakość tłumienia – zawieszenie musi być wysokiej klasy, żeby zachowało uniwersalność;
  • Trudności dla projektanta (i potencjalne kompromisy) z zachowaniem miejsca na koło przy pełnym ugięciu;
  • Zazwyczaj większa masa wymuszona większą sztywnością i zazwyczaj nieco innym przeznaczeniem.

Oczywiście odwrotne zady i walety mają rowery o skoku mniejszym od nominału. Największą zaletą małego skoku jest więc bardziej stabilna geometria, bez konieczności stosowania wyrafinowanych systemów tłumienia, a więc lepiej jeżdżące rowery z niższej półki.

Skok a geometria

No właśnie, geometria. Jeśli pamiętasz warunki zajebistości roweru, to wiesz, że geometria jest najważniejszym czynnikiem związanym ze sprzętem, a wielkość skoku nawet nie załapała się do Top5.

Geometria jest też powodem, dla którego w ostatniej dekadzie panował pęd za coraz większym skokiem. Dużo osób do jazdy po górach kupowało bikeparkowe rowery ze skokiem 170-180, a nawet 200 mm. Z kolei na fulle ze skokiem 130 mm nikt nawet nie patrzył, traktując je jako przerośnięte rowery XC. Bo takie właśnie były!

Ile skoku do enduro?

GT Distortion: 115 mm skoku z tyłu i kąt główki ramy 66,5 stopnia. Rower tak zakręcony, że mógłby występować w japońskich teleturniejach. / Fot. GT

Jednak z czasem pojawiły się rowery o stosunkowo niewielkim skoku, ale z geometrią parę lat wcześniej kojarzoną z DH. Okazało się, że „przerośnięte rowery XC” wcale nie jeździły dupiato z powodu marnych 130 milimetrów skoku, ale przez krótkie i wysokie ramy, 70-stopniowy kąt główki i mostki sprzedawane na metry.

Producenci sprawnie to podchwycili i tak oto… BUM! Narodziły się rowery enduro.

Troszkę oczywiście podkoloryzowałem, ale chcę Ci powiedzieć, że dziś nie musisz już kupować roweru z dużym skokiem, żeby jeździć szybko, bezpiecznie i fajnie. Raczej powinieneś zastanowić się, gdzie i jak zamierzasz jeździć.

Skok a teren i styl jazdy

Pytanie z tytułu wpisu zadam więc jeszcze inaczej:

Ile skoku musi mieć MÓJ rower do MOJEGO enduro?

Żeby ułatwić Ci odpowiedź na to pytanie, opiszę Ci idealnych użytkowników rowerów o danym skoku.

Pro Tip: kup rower z kategorii, w której najwięcej razy powiedziałeś sobie „to ja!„.

XC/Trail: 100-120 mm

  • mieszkasz daleko od gór;
  • lubisz jeździć szybko i efektywnie, masz licznik i pulsometr;
  • na Stravę co chwilę wrzucasz tripy 100 km+, z kilkoma KOM-ami na podjazdach;
  • jak już wpadasz w góry, jazdę traktujesz turystycznie/treningowo;
  • chętnie odwiedzasz Singltreka pod Smrkem, a Twoją ulubioną „górską” trasą jest Twister;
  • zupełnie nie zależy Ci na zawodach enduro, ale planujesz kilka startów w maratonach.

All-mountain: 130-140 mm

  • szukasz jednego roweru do wszystkiego;
  • w górach bywasz często, ale najbardziej lubisz RychlebySrebrną Górę;
  • czerpiesz przyjemność z podjazdów, ale priorytetem jest dla Ciebie efektywność w górach, a nie szybkość na szutrach;
  • lubisz dłuższe, całodniowe wyrypy (>50 km) po najciekawszych szlakach w okolicy;
  • startujesz w zawodach enduro i maratonach, ale nie spinasz się na wynik.

Enduro: 150-160 mm

  • w górach jesteś praktycznie co weekend, a na Rychlebach witają Cię po imieniu;
  • interesuje Cię przede wszystkim szybkość i stabilność na zjazdach;
  • podjazdy prawie zawsze robisz o własnych siłach, ale na luzie;
  • Twoje wycieczki rzadko przekraczają 40 km, ale zaliczasz wszystkie ścianki w okolicy;
  • często odrywasz się od ziemi;
  • startujesz w zawodach enduro, a „maratony są dla frajerów i golinogów”;
  • kilka razy w roku dla zabawy i treningu zaglądasz do bikeparków.

FR/superenduro: 170-180 mm

  • masz kumpli zarówno na rowerach enduro, jak i DH;
  • startujesz w zawodach enduro i masz siłę, żeby nieco cięższy rower dowieźć na start OS-ów;
  • podjazdy/wypychy to dla Ciebie tylko konieczny etap przejściowy pomiędzy zjazdami;
  • regularnie odwiedzasz bikeparki i okazjonalnie startujesz w zawodach DH;
  • sporo skaczesz i rozróżniasz whipa od tailwhipa.

DH: 200 mm i więcej

  • słowa „podjazd” i „wyciąg” traktujesz jak synonimy. Z angielskich wolisz „uplift” od „uphillu”;
  • Strava kojarzy Ci się z jedzeniem;
  • w zasadzie mieszkasz w bikeparku;
  • liczysz punkty w generalce sezonu DH;
  • 3-metrowy stolik to dla Ciebie „nierówność terenu„, a nie „hopa„;
  • masz konto na Snapchacie.

 

nicolai-super-monster

…a może 300 mm? / Fot. Pinkbike

A co z hardtailami?

O nich rozpiszę się w innym artykule, a tu chciałbym tylko zaznaczyć, że w sztywnej ramie nie ma co przesadzać ze skokiem. W hardtailu i tak „jeździ się” przede wszystkim geometrią i oponami, a widelec ze 180 mm skoku nie zamaskuje faktu, że „wahacz” jest sztywny jak pal Azji.

Wręcz przeciwnie: w sztywnej ramie zjawisko pływania w skoku jest nieporównywalnie bardziej odczuwalne, bo rower nie ugina się równomiernie – zawsze nurkuje tylko przód. Geometria przy dużym skoku jest więc skrajnie niestabilna – w przybliżeniu, ugięcie o każde 20 mm zmienia kąty o 1 stopień.

Nietrudno więc wyliczyć, że w hardtailu z widelcem 180 mm, z raczej łagodnego 66-stopniowego kąta główki ramy przy dobiciu nagle robią się… 72 stopnie! Jak w racingowej szosówce!

Stromo…? Biorąc pod uwagę, że właśnie lądujesz arcyciężkiego dropa, albo wklejasz się w bandę z prędkością warp3… / Fot. Dartmoor

Dlatego w hardtailach nie polecam przekraczać 140-150 mm – tyle wystarczy do efektywnej kontroli nad rowerem, a przynajmniej geometria będzie bardziej przewidywalna.

Skok a podjazdy

Choć powyższe zestawienie sugeruje, że rowery z małym skokiem lepiej podjeżdżają, to jednak chciałbym zmierzyć się z tym… mitem.

Wziął on się z tego samego źródła, co kupowanie rowerów z za dużym skokiem: geometrii. Po prostu rowery z większym skokiem zawsze miały geometrię bardziej nastawioną na zjazdy, w dodatku obarczoną ograniczeniami wynikającymi z projektowania zawieszenia o dużym skoku, o których wspomniałem wcześniej. Głównie rozchodzi się tu o kąt rury podsiodłowej i długość ramy.

Obecnie parametry te sprzyjają podjeżdżaniu również w rowerach o skoku 180 mm. Prawdopodobnie dlatego wymyślono nową, modną nazwę „superenduro”, w miejsce antycznej „FR” (gimby nie znajo).

scott-genius-lt

Ten sam producent, podobny skok…

scott-voltage-fr

…a jednak przeznaczenie całkiem inne. / Fot. Scott

Nowoczesne rowery od dawnych freeride’ówek dramatycznie różnią się tez jakością pracy zawieszenia.

Skok a jakość pracy zawieszenia

Zarówno sama kinematyka poszczególnych systemów, jak i jakość pracy amortyzatorów/damperów, w ostatnich latach poszły ostro do przodu. Coraz częściej teamowi zawodnicy Foxa czy Rock Shoxa jeżdżą na całkiem seryjnym sprzęcie – bo jest tak dobry. W czasach stopniowych, ewolucyjnych zmian, łatwo o tym zapomnieć – w takim wypadku warto przejechać się na dowolnym fullu sprzed (zaledwie!) 10 lat.

Skok i jakość pracy zawieszenia łączą zależności, które podsumowałbym tak:

  1. Przeciętne zawieszenie łatwiej poradzi sobie z mniejszym skokiem.
  2. Z drugiej strony: wybitne zawieszenie jest tak dobre, że nie potrzebuje dużego skoku.
  3. Ale: wybitne zawieszenie potrafi tak zapanować nad dużym skokiem, że nie przeszkadza on ani na zjazdach, ani na podjazdach.

Innymi słowy: jeśli myślisz nad rowerem z dopracowanym zawieszeniem i wypasionym damperem/amortyzatorem, nie musisz się zbytnio martwić skokiem i spokojnie możesz skupić się na geometrii/przeznaczeniu danego modelu.

Yeti SB6C - ile skoku do enduro?

„Zaledwie” 152 mm skoku nie przeszkadzają Yeti SB6c być jednym z najszybszych rowerów enduro. Ceny zaczynające się od 32 tys. zł mogą mieć z tym jakiś związek. / Fot. Yeti

Jeśli jednak szukasz czegoś taniego, to wbrew pozorom, na rowerze o skoku 140 mm możesz czuć się pewniej, niż mając do dyspozycji słabo zaprojektowane i kiepsko tłumione 180 mm. Zwłaszcza, jeśli dodatkowo postawisz na duże koła.

Skok a wielkość koła

W artykule o rozmiarach kół do enduro wspomniałem, że koła 29″ dają efekt porównywalny do zwiększenia skoku zawieszenia o 20 mm. Wynika to z łagodniejszego przetaczania się po przeszkodach, lepszej przyczepności i większej stabilności dużej kichy. Jest to jeden z powodów, dla których 29er-y mają zwykle ciut mniejszy skok od swoich odpowiedników na kołach 26″ czy 27,5″.

Koła 29″ dają efekt porównywalny do zwiększenia skoku zawieszenia o 20 mm

Drugi powód to wspomniane już ograniczenia przy projektowaniu – miejsce na większe koło przy pełnym ugięciu samo się nie zrobi.

Niemniej jednak, możesz przyjąć, że 29er o skoku 140-150 mm to odpowiednik typowego enduraka o skoku 160 mm. Weź to pod uwagę przy robieniu testu „Skok a teren i styl jazdy”. To samo dotyczy nowej fali rowerów na kołach 27+, o których mam nadzieję napisać już niebawem.

kona-process-111-skok-enduro

Rower ze zdjęcia jest uważany za jeden z najfajniejszych rowerów enduro. To Kona Process 111, która braki w milimetrach skoku perfekcyjnie nadrabia milimetrami w geometrii i średnicy kół. / Fot. Kona

Skok z przodu a skok z tyłu

Na koniec słowo o mieszaniu skoku. Czyli w praktyce: z przodu więcej, niż z tyłu. Odwrotna różnica jest bez sensu, zdarza się bardzo rzadko i raczej nigdy nie przekracza 10 mm – co nie ma większego znaczenia.

Stosowanie widelca ze skokiem większym od skoku tylnego zawieszenia ma sens w paru sytuacjach:

  • tuning roweru pod kątem ostrzejszych zastosowań – patrz rower EVO;
  • rowery ze skrajnie progresywną geometrią, wymagających agresywnego dociążania przodu – dodatkowy skok pozwala zmniejszyć związane z tym zmęczenie rąk;

Jednak w obu przypadkach nie polecam przekraczać skoku tylnego zawieszenia o więcej, niż 20 mm!

  • większość ram nie jest do tego przystosowana – bardzo ucierpi geometria (zwłaszcza kąt rury podsiodłowej i wysokość suportu);
  • trudno będzie dobrze (zrównoważenie) zestroić przednie i tylne zawieszenie.

Podsumowanie

Jak widać, wybór roweru pod kątem wielkości skoku jest nieco bardziej zakręconym zagadnieniem, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Pierwsza wersja artykułu skończyłaby się po ok. 110 znakach, a rozwinięcie pochłonęło kolejne 1200 (sorry!), więc można powiedzieć, że nawet 12 razy bardziej zakręconym.

Jeśli wiesz, że chcesz typowy rower enduro, to sprawa jest w zasadzie prosta. Ale jeśli mieszkasz na nizinach, startujesz czasem w maratonach, odwiedzasz bikeparki albo myślisz o kołach 29″, opcje zaczynają się mnożyć. Staraj się jednak unikać uproszczeń i kategoryzowania rowerów tylko na podstawie milimetrów skoku, bo takie cechy, jak geometria czy jakość zawieszenia, mają dużo większy wpływ na odczucia na szlaku! Bo z ilością skoku jest trochę jak z długością penisa – niby o niczym nie przesądza, a jednak to właśnie o niej wszyscy mówią.

Ile skoku w rowerze enduro?

Fot. Santa Cruz

PS. Tym razem serio: jeśli dowiedziałeś się czegoś ciekawego, udostępnij proszę artykuł na fejsbuku! :)


Powiązane wpisy:

 

  1. – To ile pan ma?
    – A pan?
    – Czte…
    – Sze…
    – Piętnaście!

    :)

  2. A mówią że nie pędzel się liczy, ale jak kto nim maluje :P

  3. Ponieważ ostatnio mam mało czasu i góry to dla mnie luksus na jaki mogę sobie pozwolić max. 5 razy w sezonie, ideałem okazał się Primal 29er + wideł ze skokiem 130mm :)

  4. Lubię dłuższe wyrypy, kilkanaście razy >60km w górach pękło, >100km asfaltu szybkim tempem na sztywnym MTB to nie problem
    Jeżdżę z pulsometrem i „licznikiem”
    Korzystam ze Stravy
    Lubię techniczne ścianki
    Bywam w bikeparkach
    Nie ścigam się w zawodach
    Mam rower o skoku 170mm
    Uważam, że maratony są dla golinogów
    Lubię polatać
    Lubię podjazdy

    Jakiś dizwny jestem, bo nie wpasowuję się w żadną z kategorii ;)

    1. mam podobnie ;>

  5. Ja na swoim Geniusie 740 pojechałem w tym roku wszystkie edycje GogolMTB i powiem szczerze, że fantastycznie spisywał się na podjazdach, a na zjazdach miałem mega przewagę nad golinogami właśnie dzięki geometrii enduro i pełnemu zawieszeniu (kiedy oni zwalniali – ja przyspieszałem). Także ogólnie można powiedzieć, że rower endjuro do wszystkiego się nada :)

  6. Zanim wogole zagłębiłem sie w ten artykul, pomyslalem ze ilosc skoku zalezy przede wszystkim od terenu w ktorym dany rower ma byc uzytkowany, czyli „Ile skoku musi mieć MÓJ rower do MOJEGO enduro?” Z twojego zestawienia „genotypow” :) wyszlo mi ze JA to enduro, tymczasem lokalnie jezdze na sciezkowcu, a na gory mam rower o wiekszym skoku. Nie rozumiem tylko dlaczego wedlug Ciebie kazdy startuje w jakichś zawodach? Ne mozna po prostu bajkowac z pasji?

    1. Oczywiście, że nie każdy startuje w zawodach – ale jak już startujesz, to możesz znaleźć swoje „tak” w każdej z kategorii, zależnie od swoich preferencji. Jeśli ściganie nie sprawia Ci przyjemności, po prostu pomijasz tą wskazówkę.

      Myślę, że mało jest osób, które w 100% idealnie pasują do którejkolwiek z tej kategorii (spełniają każde kryterium) – chodzi o pokazanie typowych wzorców, do których możesz się odnieść.

      1. Witam
        Trafiłem na niniejszy artykuł w związku z nurtującym mnie pytaniem czy ma sens kupowanie amortyzatora przedniego ze skokiem o 20 mm większym aniżeli skok dampera (w moim przypadku tył to max 140 mm, chciałbym kupić widelec 160 mm). Czy zwiększenie skoku widelca ma sens skoro w trakcie jazdy będzie ograniczał mnie damper o mniejszym skoku ? Czy jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest kupno nowej ramy (roweru ) z większym tylnym skokiem ?

        1. Cześć Mariusz,
          Rzuć okiem na ten artykuł, w którym nieco szerzej opisałem tą kwestię:
          http://www.1enduro.pl/rower-evo-jak-dostosowac-rower-do-enduro/

  7. A ja jeżdzę dłuższe trasy 80+
    nie cierpie asfaltu
    Jeżdżę z licznikiem”
    Strava to jedzenie
    Lubię techniczne ścianki i dropy
    Bywam w bikeparkach
    Nie przepadam za dirtowymi hopami, ale lubie polatać
    Nie ścigam się w zawodach
    Mam hardtaila z skoku 160mm
    Uważam, że maratony są dla golinogów i odżywkożerców
    Daje rady na podjazdach

    IMHO na fullach w większości jeżdzą ludzie którzy nie umieją jeździć – kupują drogie zabawki i … i trzeba ich na Rychlabach non stop wyprzedzać. EOT.

  8. Trek Slash to najlepszy endurak na świecie! Jego zawias to dzieło sztuki

  9. A ja ściągając się na snabbie w Bielsku prawie doganialem na zjazdach gościa na sztywniaku z amorem 80mm ale na podjazdach słyszałem tylko szum jego oddalajacych sie opon. Co innego ze na ostanim odcinku (na nowym zielonym) gościu mial czas ze środka stawki dla tego ze jechał bez przedniej opony :D Wniosek – wszystko kwestią skilla

  10. Świetny poradnik!
    Wyszedł mi all mountain i nawet sobie takiego upatrzyłem, a konkretnie Romet Key 2, ale czy patrząc na cyferki ten rower ma sens? Koło 29″, kąt główki ramy 69,5°, kąt rury podsiodłowej 74,5°,skok przód/tył 130/125, baza kół dla rozmiaru M 1149 mm.

    1. Kąt główki zdecydowanie mógłby być bardziej płaski… Aktualnie 29ery do all mountain mają już standardowe ~67 stopni i widelce z większym offsetem, co jest dużo lepszym rozwiązaniem. Ale poza tym, Key jest dość ciekawą propozycją.

      1. A może, skoro Key jest dość ciekawą propozycją, to miałbyś ochotę zrobić jego test? Właśnie pod kątem „nadawania się” do AM i lekkiego enduro. Dla kogoś mieszkającego nad morzem rasowe enduro to przerost formy, a takie AM jest już gdzie wykorzystać. Może nawet jakieś porównanie do np. Treka Fuel EX lub Krossa Soila?

        1. Rzuć okiem na ten test – dość mocno skupiłem się w nim na sensowności tego typu (ścieżkowych) rowerów:
          http://www.1enduro.pl/test-whyte-t-130-rs-2016/

  11. Generalnie rower zbiera dobre recenzje, a minusy dotyczyły wersji przedprodukcyjnych. Rozmawiałem też z kolesiem z Bike’a, który przeprowadzał test długodystansowy i bardzo miło wspomina przejechane na nim kilometry. Startował nawet w kilku zawodach enduro i określił Key’a jako pancerną maszynę o sporym potencjale (dobre zawieszenie i mocna rama).

  12. Proszę o poradę jeśli to możliwe. Chodzi o odpowiedź na pytanie czy do Canyon Spectral Al 6.0 2015 włożyć widelec Fox 34 Factory Fit4 140 2016 r. czy RS Pike RCT 3 160 2016 r.? Jeżdżę w górach raczej w stylu AM.

Dodaj komentarz do tekstu Ile skoku powinien mieć rower enduro?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Sprzedaż bezpośrednia czy zakup roweru w sklepie?

Opinie, Trendy / 

Niedawne uruchomienie programu direct-sales przez Treka wywołało powrót dyskusji o dominującym trendzie na rynku rowerowym, jakim jest sprzedaż bezpośrednia. O co chodzi? Marki takie jak Canyon, YT Industries czy Rose wysyłają swoje rowery bezpośrednio do klientów, pomijając pośredników (dystrybutorów i sklepy), oferując dużo lepsze wyposażenie i niższe ceny.

Jakie są zady i walety takiego rozwiązania? Czy warto jeszcze kupować rower w tradycyjnym sklepie?

Sprzedaż bezpośrednia w wykonaniu Treka

Trek jest pierwszym producentem tak dużego kalibru, który uruchomił sprzedaż bezpośrednią. Nawet jeśli program jest ograniczony do terenu USA, to i tak wzbudził duże poruszenie w całym rowerowym światku. Chciałbym jednak na wstępie zaznaczyć, że ich oferta bardzo się różni od polityki Canyona czy YT.

Przede wszystkim, pudło z rowerem nie trafi bezpośrednio do Ciebie, a do autoryzowanego sklepu, który optymalnie go przygotuje i pomoże w ewentualnych problemach – obowiązkowo. Czyżbyśmy więc dostawali „najlepsze z obu światów”? Niestety nie, bo nie przekłada się to na cenę roweru.

trek-logo

Dla klienta końcowego oznacza to więc konieczność zamówienia roweru przez internet (i mniejszy wybór lokalnie) – pozostaje więc podstawowy problem z wyborem rozmiaru. Do tego rower dalej kosztuje tyle samo, a w dodatku odpada możliwość negocjowania zniżki. Dla sklepu również oznacza to mniejszy zysk (o 20%), a kasa zaoszczędzona na pominięciu pośredników trafi do kieszeni producenta. Brawo Trek!

To oczywiście tylko jedno spojrzenie na nową ofertę. Można się sprzeczać, że dzięki temu sklepy nie będą musiały zamawiać rowerów na zapas, negocjować cen i tak dalej… Ale jako że system i tak działa tylko w stanach, to dalsza część artykułu skupia się na klasycznym modelu sprzedaży (w pełni) bezpośredniej.


Cena Czyni Cuda

Oczywistą zaletą sprzedaży wysyłkowej jest niższa cena. Powiedzmy sobie szczerze, współczesne rowery są cholernie drogie. Dla przeciętnego obywatela trzy średnie krajowe za najtańszy rower enduro z kompletem ciuchów i ochraniaczy to zaporowa kwota. Zwłaszcza, że producenci coraz wyraźniej skłaniają nas do kupowania co kilka lat nowego, kompletnego roweru, zamiast stopniowego ulepszania starego (pisałem o tym w tekście o standardach i antystandardach).

Producenci coraz wyraźniej skłaniają nas do kupowania co kilka lat kompletnego nowego roweru

Sprzedaż bezpośrednia oznacza więc łatwiejszy start dla początkujących. Również, jeśli zaszczepiasz bakcyla swojej drugiej połówce czy potomkowi, nie mając pewności czy w ogóle im się to spodoba.

Dla bardziej doświadczonych niższa cena przekłada się na mniej bolesny dostęp do nowinek osprzętowych (jak napęd 1×11) i aktualnych standardów (jak koła 27,5″).

YT Capra

Carbonowa rama, zawieszenie Rockshoxa, napęd 1×11 i biżuteria od Race Face – wszystko za mniej, niż 15 tys. zł. Najtańszy, aluminiowy Specialized Enduro jest o ponad 500 zł droższy. Daje do myślenia…

Tu jednak bezsprzeczne zalety sprzedaży bezpośredniej się kończą, a zaczynają się dylematy…

„Drodzy forumowicze, jaki rozmiar wybrać?”

Podstawowy problem z kupowaniem roweru przez Internet, to brak możliwości przymiarki i odbycia jazdy testowej. Kiedyś wystarczyło rzucić okiem na długość górnej rury i wszystko było jasne. Ale przy zmieniających się trendach w geometrii, coraz trudniej wybrać prawidłowy rozmiar roweru bez przejechania na nim choćby kilku metrów.

Coraz trudniej wybrać prawidłowy rozmiar bez przymiarki

Niektóre firmy starają się ratować sytuację oferując jazdy próbne przy okazji festiwali czy zawodów, ale trudno oczekiwać, żeby mieli we flocie testowej każdy model w każdym rozmiarze.

W teorii pomocne są też tabele i kalkulatory na stronach producentów. Niestety doświadczenie pokazuje, że trudno na nich polegać: nie wiedzieć czemu, zazwyczaj sugerują zbyt mały rozmiar, bardziej dezorientując, niż pomagając.

Ostatnią deską ratunku jest wymiana lub zwrot niepasującego roweru. Żadna marka „direct sales” nie robi z tym problemów, ale ponowne pakowanie i wysyłka roweru już sama w sobie jest problemem. Nie wspominając o czasie oczekiwania na prawidłowy rozmiar, który w najgorszym scenariuszu może się ciągnąć miesiącami.

Rower z IKEI – „zrób to sam”

Drugi zgrzyt to brak wsparcia ze strony sklepu/serwisu. Rower przychodzi w pudle, częściowo rozłożony i z grubsza wyregulowany. Kto kiedykolwiek kupował meble w IKEI, ten wie, ile może się z tym wiązać wkur… stresów. Pojawia się ryzyko nieprawidłowego montażu i ustawienia. Przede wszystkim dotyczy to dostosowania zawieszenia czy kokpitu do konkretnego ridera, ale dla osób początkujących problemem może być chociażby regulacja hamulców czy prawidłowe dokręcenie sterów.

Kupując rower online, zapomnij o priorytetowej pomocy serwisanta na dzień przed überważnymi zawodami

Jednak dobry sklep to nie tylko pomoc przy zakupie, ale też obsługa w trakcie użytkowania. Kupując rower online, nie licz na darmowy pierwszy serwis, czy priorytetową pomoc serwisanta na dzień przed überważnymi zawodami.

Kupując rower na miejscu, zyskujesz też możliwość zwrócenia się do sprzedawcy z drobnymi wątpliwościami i problemami („Czy to pęknięcie ma tu być…?„). W przypadku sprzedaży bezpośredniej, ewentualne problemy techniczne zawsze wiążą się z koniecznością pakowania i wysyłki roweru, a to nie tylko jest upierdliwe i czasochłonne, ale też skutecznie zjada część kasy zaoszczędzonej przy zakupie.

Sprzedaż bezpośrednia: karton Canyon

Odpakowywanie nowiutkiego roweru to sama przyjemność. Pakowanie zepsutego – już nie tak bardzo.

Co na to tradycyjne sklepy?

Jest też druga strona medalu: brak Twojego wsparcia DLA sklepu. Wszyscy oczekujemy, że w lokalnym sklepie zastaniemy bogaty zapas części do naszego roweru, akcesoria kilku marek, wybór ciuchów we wszystkich rozmiarach, swoje ulubione opony itd. Kupując rower online, nie dajesz jednak nic w zamian. Mówiąc wprost: nie dajesz sklepowi zarobić na zapełnienie półek rzeczami, których kiedyś będziesz potrzebował „na wczoraj”.

Nie dajesz sklepowi zarobić na zapełnienie półek rzeczami, których kiedyś będziesz potrzebował „na wczoraj”

Oczywiście pojawia się pytanie: kto dziś jeździ na seryjnym rowerze? Prędzej czy później pojawia się potrzeba upgrade’u czy skorzystania z serwisu. Wtedy lokalny sklep i tak okazuje się niezastąpiony i przecież zarabia na tym pieniądze, prawda? Trudno jednak oczekiwać, żeby utrzymywał się ze sprzedaży klocków hamulcowych, łatania dętek i regulacji przerzutek. Największe pieniądze zawsze są ze sprzedaży rowerów.

sprzedaz-bezposrednia-13

Jeśli w pierwszej chwili pomyślałeś, że to zdjęcie z Twojego garażu, to nie masz się czym martwić. W przeciwnym wypadku – prędzej czy później odwiedzisz serwis.

Co dalej ze sklepami stacjonarnymi?

Czy oznacza to śmierć sklepów stacjonarnych? Takich jakie znamy – tak. Lokalna fachowa pomoc zawsze jednak będzie potrzebna. Nowe trendy w sprzedaży wymuszą jednak na sklepach adaptację i uruchomienie marginalnych do tej pory sposobów zarabiania.

Przestaną one bazować na masowej dystrybucji sprzętu z katalogu, a bardziej skupią się na usługach skupionych na budowaniu relacji z klientami i indywidualizacji sprzętu i dodatków. Więcej o „sklepach jutra” napiszę już niedługo.

Podsumowanie

Jeśli jesteś początkujący, nie do końca znasz swoje oczekiwania i masz problem z samodzielnym doborem rozmiaru roweru, raczej pozostań przy lokalnym zakupie. Rzetelna pomoc sprzedawcy i serwisanta przełoży się na lepszy „experience” z późniejszej jazdy, a to jest warte jednorazowego dołożenia kilku stówek.

Jeśli nie wchodzi to w grę, to w wersji minimum, przymierz się do „swojego” modelu w dwóch sąsiadujących rozmiarach (sprawdź, czy producent pojawia się na demo-dayach), a po zakupie skorzystaj z pomocy dobrego serwisu w prawidłowym ustawieniu roweru pod siebie.

Sprzedaż bezpośrednia - Canyon po wyjęciu z pudełka

Jeśli masz jednak duże doświadczenie i dokładnie wiesz, czego Ci potrzeba, zakup bezpośredni jest bardzo kuszący. Pod warunkiem, że trafisz na model idealnie trafiający w Twoje oczekiwania (o swoich pisałem w teście Canyon-a Strive). Ze wszystkich firm sprzedających wysyłkowo tylko Rose umożliwia zmiany w konfiguracji rowerów.

Jak banalnie by to nie brzmiało, wybór między sprzedażą bezpośrednią a zakupem w sklepie tradycyjnym pozostaje więc indywidualną kwestią. Choć moim zdaniem dużo bardziej uzależnioną od posiadanego doświadczenia, niż budżetu. Niezależnie od wyboru, okaż czasem nieco czułości swojemu USR*, bo nie wszystko da się zastąpić zakupami online!

*USR – Ulubiony Sklep Rowerowy. Kto czytał pl.rec.rowery, ten wie ;)


Polecam też powiązane artykuły:


 

  1. Skąd wniosek że sklep Treka zarobi w przypadku takiej sprzedaży 20 procent mniej? To jakieś sprawdzone dane?
    Z tego co się orientuję to w cywilizowanym świecie pośrednie ogniwa (dystrybutor) nie jest pomijany w łańcuchu zarobkowym, nawet jeśli w preorderze sklep złoży zamówienie na kontener rowerów bezpośrednio z fabryki. Zwyczajnie nie przechodzą one przez magazyny i biura dystrybutorskie, to wszystko.

    1. Co do dystrybutorów, to masz chyba na myśli „normalną” sprzedaż rowerów przez sklepy internetowe? Ja w tym wpisie bardziej się skupiłem na typowej sprzedaży bezpośredniej, czyli prosto od producenta, który nie ma dystrybutorów. Tak, jak w markach wymienionych w artykule.

      Jeśli chodzi o zarobki sklepów w przypadku Treka, to mają one otrzymywać 80% standardowej marży. Źródło: http://www.pinkbike.com/news/behind-treks-click-and-collect-sales-2015.html

  2. A jak to wygląda sprawa z gwarancją?Co jeśli kupimy rower np. Canyon’a i nie robimy pierwszego przeglądu? Czy gwarancja dalej obowiązuje?

    1. Canyon nie wymaga „pierwszego przeglądu”.

      1. Dokładnie, po zakupie swojego pytałem o to przedstawiciela i powiedział, że są na tyle pewni jakości montażu swoich rowerów, że nie trzeba wracać z nimi do serwisu po miesiącu.

        No i inna sprawa, że rowery Canyona – z racji cen – trafiają głównie do świadomych i doświadczonych użytkowników, którzy sami wiedzą, co w ich rowerze trzeba zrobić po początkowym „dotarciu”.

  3. Miałem okazję korzystać z dwóch sklepów wysyłkowych. Pierwsze doświadczenie tego typu to sklep Commencal’a. Rowery dostępne nawet 30% od rowerów na lokalnym rynku. Kolejne doświadczenie to sklep Rose i możliwość własnej konfiguracji. Bardzo miła opcja, zwłaszcza dla doświadczonych rider’ów :)

  4. W branży motoryzacyjnej już od dawna działa model, w którym dealer (praktycznie) nie zarabia na sprzedaży samochodu. Marże są tak niskie, że trudno to nazwać zarobkiem. Zarabia za to na serwisie, sprzedaży części i doposażenia (akcesoria) oraz sprzedaży finansowania i ubezpieczeń.
    Tyle, że w branży rowerowej nie ma aż tylu elementów eksploatacyjnych na których serwis mógłby zarobić.

    Chciałem zauważyć, że w sklepach stacjonarnych już od pewnego czasu coraz trudniej jest kupić COKOLWIEK co wymaga przymiarki. Kaski, buty, ochraniacze czy nawet rękawiczki wymagają nierzadko celowania na chybił-trafił, bo w sklepie jest tylko 1szt/kpl na wystawie, który akurat jest powyżej/poniżej naszego rozmiaru.

    Sprzedaż internetowa już od kilku lat skutecznie spycha na margines sklepy stacjonarne. Hasło CCC jest faktem a sklepy off-line coraz częściej służą głównie za przymierzalnie wg. zasady „sprawdź off-line, kup on-line” (ROPO).
    Mam tylko wrażenie, że za jakiś czas spowoduje to pikującą tendencję upadku wielu sklepów. Nie tylko rowerowych.

  5. USR – jest ważne, ba mega ważne. Mam u siebie na dzielnicy otwarty stosunkowo niedawno sklep/serwis. Największym ich plusem jest to, że jest prowadzony przez ludzi, którzy od 15-20 lat jeżdżą, a rower to dla nich pasja oraz od pewnego czasu sposób zarabiania na życie. Nie ma problemu, którego by nie rozwiązali, robią wszystko z głową i wkładają w to serce. Dlatego co jakiś czas wyłączam swojego ekonomicznego demona i pozwalam im zarobić tylko po to, żeby istniejli jak najdłużej :)

    Drugi rower jaki kupiłem – Mongoose tyax expert 29er (kupiony w ciemno przez internet po przeanazlizowaniu jego geo), miałem z nim przykre doświadczenie – pęknięcie ramy na łączeniu górnej rury z podiosdłówką. A ponieważ Mongoose nie ma swojego oficjalnego dystrybutora w Polsce, a sprzedawca u którego kupowałem zwinął biznes wyglądało, że jestem w ciemnej doopie. Z ciekawości podszedłem z ramą do USR i chłopaki mimo tego, że u nich rower nie był kupiony załatwili mi wszystkie formalności z czeskim dystrybutorem marki. Efekt wymiana ramy (pomimo pęknięcia, które wielu producentów z góry odrzuca).

  6. Podzielam zdanie Marka Koresa. Jednak wydaje mi się, że jeżeli sprzedaż rowerów przesunie się w stronę online to głównie będą to tylko rowery specjalistyczne, AM, DH, Enduro czy szosowe wyższe modele. Myślę, że sklepy będą sprzedawać mniej takich rowerów. Za to uważam, że zupełnie w drugą stronę przesunie się sprzedaż podstawowych modeli dla zwyczajnych użytkowników rowerów – myślę, że sklepy będą dużo zarabiać na rowerach miejskich, elektrycznych, rowerach turystycznych i podstawowych modeli ht – xc/am :)

  7. „Czy oznacza to śmierć sklepów stacjonarnych? Takich jakie znamy – tak.” – Jeden z pierwszych artykułów z którym się zdecydowanie nie zgodzę. Najpierw piszesz o zdecydowanych plusach stacjonarnych czas, możliwość przymiarki, pomarudzenie a później, że ten model wymiera. Co do przeglądów zerowych to nie chodzi o pewność swoich produktów ale błache dociągnięcie linki, sprawdzenie śrub.
    Nie wielkie miasto 74tyś mieszkańców a ścigam klientów z całej Polski. Czym? A tym, że przykładowo Trance jest we wszystkich modelach i praktycznie pełnej rozmiarówce, Reign podobnie, masa kolejnych modeli Gianta dostępna na strzał palcami. Tym, że mamy w ekipie ludzi którzy ścigali się zawodowo na szosie i latają na poważnie w enduro. Sklep stacjonarny w tej chwili to już nie tylko biznes ale jak to ktoś pisał powyżej zajęcie dla ludzi z pasją. Moim zdaniem do obecnej sytuacji na rynku czyli internetowe vs. stacjonarne idealnie będzie pasowało „dostosuj się albo zgiń” co dobitnie pokazał obecny sezon.

    1. Marcin, w zasadzie to się zgadzasz, tylko może zbyt ogólnie się wyraziłem i nie do końca zrozumiałeś ;)

      Już niebawem opublikuję tekst, w którym dokładnie opiszę „sklep rowerowy przyszłości”, czyli taki, który nie umrze (wręcz przeciwnie!). Ale generalnie chodzi mi o to, co napisałeś: „Sklep stacjonarny w tej chwili to już nie tylko biznes ale jak to ktoś pisał powyżej zajęcie dla ludzi z pasją”.

      Z kolei „sklepy jakie znamy” to dla mnie właśnie typowe „biznesy” nastawione na opchnięcie jak największej liczby rowerów przypadkowym klientom, bazujące na dystrybucji mocnej marki, a olewające temat fittingu, tuningu, akcesoriów, ubrań i szeroko pojętego budowania relacji nie przekładających się bezpośrednio na zawartość kasy fiskalnej.

      Dla Ciebie nowoczesny sklep to codzienność, bo sam go tworzysz. Ale w moim 300-tysięcznym mieście i 2-milionowej okolicy takie miejsca można policzyć na palcach jednej ręki pracownika tartaku…

      1. Właściwie sklepów, które nie działają jednocześnie off- i on-line jest coraz mniej. Kłopot zaczyna się jednak tam, gdzie stock sklepu on-line jest czysto wirtualny, tzn. de facto jest stockiem dystrybutora (i to z nie do końca on-line’ową aktualizacją u tegoż dystrybutora). Pomijam już fakt, że niektóre sklepy tego dystrybutora mają… za granicą… Wtedy może to przypominać direct-sales gdzie na rower czasem czeka się kilka tygodni :)

      2. I tu jest jeszcze jeden „pies pogrzebany” który nas nieco hamuje przed otwarciem kolejnego wielkopowierzchniowego sklepu.
        Gdzie jest granica przy której sklep jest widziany jako pro, wiarygodny, przyjazny, do którego można przyjść i umówić się z serwisantem na kolejny wekendowy trip a drugą stroną przy której jesteśmy odbierani już jako typowy market w której osoby nas obsługujące odpowiedzialne są za rozłożenie towaru.
        Po swoim przykładzie widzę, że niby jesteśmy krajem na dorobku ale to co się stało w 2014/2015 z półką rowerów od 5tyś w górę to kosmos. Śmiem twierdzić, że takiej dynamiki nie osiągnął żaden rynek w Europie. Ale z tego tortu nie zyskały sportowe sieciówki tylko właśnie sklepy ludzi z pasją.

  8. Zgadzam się z Marcinem, sklep rowerowy to zajęcie dla ludzi z pasją. Na co dzień jeżdżę (i naprawiam) rower we Francji, mam więc okazję trochę podpatrzeć jak to funcjonuje. I powiem, że mój USR nie ma najmniejszego problemu z utrzymaniem się na rynku. Ba, w lecie umówienie roweru na przegląd graniczy z cudem. Poza tym ceny rowerów (począwszy od września, kiedy zaczynają się wyprzedaże starego modelu) spadają o 30, 40 procent. Nie mam wielkiej nakrętki na nowości, a w ten sposób płacę taniej niż w dystrybucji bezpośredniej, mam mechanika za przyjaciela i daję zarobić lokalnemu biznesowi.

  9. Klika moich rowerów z rzędu kupiłem w tzw sklepie lokalnym prowadzonym przez ludzi z pasją. Kiedy przyszedł czas na zmiany względy finansowe przeważyły – wybór padł na Canyona Stive. Nie od wczoraj jeżdżę na rowerze, więc sprawy związane z wyborem rozmiaru, składaniem i regulacją to sama przyjemność (i kilka browarów w garażu..). Sprawy się komplikują gdy dochodzi do reklamacji, do tej pory pomocni sprzedawcy milkną, a odpowiedź na maila trwa tygodniami. Na naprawę czekam już 2 miesiące…. Podobne reklamacje w zaprzyjaźnionym sklepie załatwione miałbym od ręki. Ja wyleczyłem się z kupowania przez internet i wracam do wspierania lokalnego biznesu, który jest kiedy potrzeba.

  10. Niestety nie zdażyło mi się jeszcze, żebym przed kupnem przejechał się testowo, czy przymierzył rower, którym byłem zainteresowany ( jeżdżę od 15 lat fr/am). Dobrze, że to co kupiłem okazywało się trafione, ale od lat słyszę w sklepach, że nie mają akurat tego modelu, albo takiego rozmiaru. „Trzeba zamówić dopiero się pan przekona, innej opcji nie ma ” – taką odpowiedź najczęściej słyszę. A sklepy znajdują się w dwu milionowym mieście i do tego sprzedają rowery znanych marek. Niestety, jak człowiek szuka wyspecjalizowanej maszyny to trzeba mieć szczęście, żeby trafić akurat na ten model i w konkretnym rozmiarze. Nie mówiąc już o przymierzeniu konkretnego modelu w 2-ch rozmiarach w celach porównawczych. Dlatego sprzedaż on-line i do tego test center w każdym państwie, w którym rowery konkretnej marki są dostępne, mają moim zdaniem przyszłość i sens. A USR dalej będą, tylko już raczej jako serwis i miejsce spotkań miłośników.

  11. Doigrałeś się Wooyek!
    Wooyek, napisz co to za ściema z tym całym Canyon-em, zasponsorowali Ci rower, czy co?
    Widzę, że nie jestem jedynym, który kupił ich sprzęt i ma z nimi kłopoty. Chociaż „kupił”, to za dużo napisane. Zapłaciłem za rower 3 sierpnia, a w piątek (20 listopada) mija trzeci termin dostawy, i nie zanosi się, że go dotrzymają. Wszystkie terminy sami wyznaczali. Jak rower dojdzie (jeśli w ogóle), zakleję wszystkie logo, nie będę robił im żadnej reklamy. TOTALNE OLEWACTWO. NASTĘPNY NAPEWNO KUPIĘ W SKLEPIE!!!

    1. Chciałbym tak było, niestety zapłaciłem cenę katalogową… :(

      Trzeba przyznać, że przez te całe przenosiny, z terminami ostatnio jest u nich dupa.

      1. A mogłeś dostać dobrą cenę na Gianta :P.
        Zapraszam :)

        1. Dokładnie. Ja też przymierzałem się do Canyon-a, ale po podwyżce cen troszeczkę mi szczęka opadła. Więc poszukałem w internecie i znalazłem sklep w Bielsku i udało mi się wynegocjować super cenę za Gianta.

  12. Michał, rower zakupiłem na dwa miesiące przed przeprowadzką Canyon-a do nowej fabryki, więc to ich nie tłumaczy.
    Na dzień dzisiejszy, mogę wymienić więcej powodów za tym, żeby NIE KUPOWAĆ ON-LINE, niż Canyon wymienia tych „za”.
    Mogłem kupić na miejscu Jekkyl-a, to dałem się skusić ładniejszej ramie Canyon-a…
    Nawet jeśli w końcu dostanę ten rower, to i tak firma jest dla mnie spalona.
    Kolejny rower wybiorę, przymierzę, zapłacę na miejscu i od razu zabiorę do domu, prosto ze sklepu stacjonarnego.
    POZDROWER

  13. Nie popadajmy w skrajnosci! Nie mozna generalizowac, jest gro ludzi zadowolonych ktorzy kupili swoje rowery zarowno w sklepie stacjonarnym jak i w systemie dystrybucji bezposredniej. Osobiscie mam jeden rower ktory kupilem pare lata temu na jesiennej wyprzedazy z 30% znizka(to wedlug mnie najlepszy czas na zakup upatrzonego roweru). Lokalny sklep i tak zarobil, a ja bylem zadowolony bo cena byla sensowna. Mam tez drugi rower ktory kupilem od YT. Jadac np do Austrii mozna zajechac do Forchheim do siedziby YT i osobiscie przymierzyc sie do dowolnego modelu w dowolnym rozmiarze (bylem, sprawdzilem, na miejscu sa zyczliwi kolezkowie, mozna pogadac o wspolnej pasji i sprzecie, polecam). Wszelkie naprawy, przeglady robie w lokalnym serwisie u kolegi pasjonata. Czesci eksploatacyjne kupuje albo w lokalnym sklepie stacjonarnym lub w sklepach internetowych. Jak na razie kazdy z nich zarabia i kazdy funkcjonuje z powodzeniem.

    1. I z reklamacją też polecisz do Forchheim?
      Polecam historię reklamacji YT opisaną na endurotrophy.pl.

      1. Czytalem sporo na temat problemow z reklamacjami etc i faktycznie jest to spory klopot kiedy pojawia sie problem, ale ja jestem niepoprawnym optymista i zakladam ze nie bede mial zlych przygod :-) W istocie nie namawiam do zakopow on-line, sam wolalbym w USR dotknac i przymierzyc sie do wybranego roweru oraz wspierac lokalny biznes, lecz to nie zawsze jest mozliwe…

        1. Ja też byłem optymistą, a potem kupiłem Canyona. .. W zasadzie, podczas reklamacji, przy sprzedaży bezpośredniej producent bike musi ogarnąć tylko temat ramy i elementów z nią związanych. Resztę można załatwić samemu bezpośrednio u producenta elementu. Niby proste, ale nie mijają dwa miesiące a ja nie mam nawet przybliżonej daty dostawy części- masakra… Canyona odradzam. Odstępuje od umowy i żądam zwrotu kasy. Do przemyślenia.

  14. Gdybym wcześniej trafił na te komentarze to być może nie sięgnąłbym po Canyona dlatego postanowiłem podzielić się swoimi doświadczeniami w tej kwestii. Na przestrzeni ostatniego roku kupiłem dwa. Pierwszy przyszedł 2 dni przed terminem drugi był na miejscu tydzień przed wyznaczonym terminem. Nie ma problemu ze sprawdzeniem na jakim etapie jest realizacja zamówienia. Nr klienta wystarczy żeby uzyskać taką informację. Nie było też problemu z dorzuceniem w międzyczasie, jeszcze przed wysyłką roweru, dodatkowych rzeczy zamówionych później.

Dodaj komentarz do tekstu Sprzedaż bezpośrednia czy zakup roweru w sklepie?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

20 pytań do: Mariusz Bryja „Brian”

Wywiady, Zawody / 

Nie jest przesadą nazwanie Briana legendą polskiego enduro. Swego czasu wygrał wszystko, co było do wygrania i nadal – jeśli tylko kontuzje pozwalają mu na start – jest uważany za faworyta dowolnych zawodów. Ale Brian to nie tylko teamowy zawodnik Krossa, to też współautor najlepszych filmów enduro. Celowo nie napisałem „polskich filmów enduro”, bo Pathfinder czy Enduro Me to poziom światowy. Do tego dochodzą klimatyczne „edity”, które Brian kręci na swoich „domowych” szlakach i sam montuje.

Ale starczy tych zachwytów – ostatecznie Mariusz to taki sam rider jak Ty i ja, dlatego postanowiłem zapytać go o przemyślenia na temat polskiej sceny enduro.

1. Od czego zaczęła się Twoja zajawka na MTB? Jakie inne dyscypliny uprawiałeś wcześniej? Co spowodowało, że skupiłeś się na enduro?

Zawsze lubiłem jeździć na rowerze, jako mały chłopiec nie potrafiłem jeździć po drogach, tylko ciągle szukałem, gdzie by tu poskakać :) Stąd mogła wziąć się pasja do rowerów górskich. Równolegle do jeżdżenia na rowerze, uprawiałem szeroko pojęte narciarstwo i jazdę na snowboardzie, zresztą do dziś jeżdżę na nartach freetourowych, które dają dużo wolności, jaką możemy spotkać w enduro i chyba to jest jedna z najważniejszych cech tej dyscypliny. Lubię również jeździć na motocyklu trialowym, który jest bardzo dobrym uzupełnieniem treningu na rowerze enduro.

2. Jak postrzegasz ewolucję polskiej sceny enduro – większy potencjał jest w zawodach, zlotach, czy w samotnej eksploracji? W którym kierunku zamierzasz się rozwijać?

Myślę, że podobny potencjał jest w zawodach, jak i w zlotach. Jedni wolą współzawodnictwo, inni nie, ale większość chce się spotkać na rowerach, żeby podzielić się swoimi doświadczeniami związanymi ze wspólną pasją. Jak na razie skupiam się na zawodach i filmowaniu, czas pokaże co będzie dalej.

3. Jazda i trening jest dla Ciebie w pewnym sensie pracą. Czy „zawód marzeń” też bywa męczący? Skąd czerpiesz motywację?

Czasami bycie tzw. pro riderem bywa męczące. Zwłaszcza wyjazdy, kiedy trzeba się do nich przygotować, oraz kiedy po powrocie trzeba nadrobić zaległości w drugiej pracy :) Inspiracji do jazdy szukam w przeglądaniu treści enduro w necie.

Mariusz Bryja Brian Kross 3

Fot. Bartek Woliński, Kross

4. Dużo mówi się o „zawodowcach” na polskiej scenie. Czy jazda na rowerze to faktycznie Twój zawód, czy od 8 do 16 zajmujesz się czymś całkiem innym?

Myślę, że jak na razie w Polsce nie ma stu procentowych zawodowców. Jest kilku zawodników, którzy mają wsparcie sprzętowe i dodatkowo jakieś małe wynagrodzenie, ale każdy wykonuje jakiś dodatkowy zawód.

5. Co sądzisz o obiegowej opinii, że „enduro to emerytura dla zawodników DH”?

Myślę, że to nieprawda, bo jest coraz więcej młodych i dobrych zawodników, jak i riderów, którzy tak jak ja wywodzą się z XC.

6. Jak spędzasz okres poza startami? Trenując, ile czasu spędzasz na rowerze enduro, a ile w inny sposób?

Na rowerze jeżdżę przez cały rok. W zimie czasami uzupełniam to nartami freetourowymi, kiedy jest duży opad śniegu i jazda na rowerze nie ma sensu. Wtedy podchodzenie na fokach utrzymuje dobrą kondycję fizyczną, a trudne zjazdy wyrabiają refleks i sprawność motoryczną. W wolnych chwilach jeżdżę również na motocyklu trialowym, który wzmacnia dłonie i wbrew pozorom przyzwyczaja do większych prędkości.

Mariusz Bryja Brian Kross 6

Fot. Bartek Woliński, Kross

7. Zdradzisz nam, jak wygląda Twoje przygotowanie do zawodów na 3 dni przed startem?

Przede wszystkim zapoznaję się dobrze z oesami. Sprawdzam dokładnie rower, czy nie ma jakichś usterek, zawsze staram się zabierać podstawowe części zapasowe i opony na różne warunki.

8. Pochodzisz z Bukowiny Tatrzańskiej. Również inni zawodnicy z czuba polskiego enduro to „górale” – czy myślisz, że mieszkanie blisko gór jest kluczowe dla wyników?

Myślę, że enduro trzeba trenować w górach. A żeby to robić często, trzeba w nich po prostu mieszkać :)

9. Jakie masz rady dla początkujących riderów? Co robić, żeby progres był jak największy?

Trzeba jeździć za riderami trochę lepiej jeżdżącymi od siebie – ale na tyle, żeby można było utrzymać się im na kole. Bardzo pomagają szkolenia techniki jazdy, no i oczywiście dużo jazdy w różnorodnym terenie.

10. Jakie cechy są najbardziej cenione przez polskich sponsorów? Czy polscy zawodnicy są gotowi do podejmowania współpracy z dużymi firmami, takimi jak Kross?

Przede wszystkim trzeba robić dobre wyniki na zawodach, ale to nie wystarczy. Należy również być medialnym i mieć dużo znajomych na Facebook’u ;)

Mariusz Bryja Brian Kross 5

Fot. Bartek Woliński, Kross

Porozmawiajmy o sprzęcie:

11. Jakieś magiczne sztuczki w setupie, czy fabryczne wyposażenie?

Staram się dobierać komponenty wygodne dla mnie, ale nie uważam, żeby to były jakieś magiczne sztuczki  :)

12. Czy wprowadzasz jakieś specjalne modyfikacje sprzętu na zawody?

W zasadzie oprócz doboru opon i przedniej zębatki, nic nie zmieniam w rowerze na zawody.

13. Jak ustawiasz zawieszenie? Twarde i szybkie, czy miękkie i stłumione?

Z reguły w miarę miękkie i niestłumione za bardzo.

14. Na jakim ciśnieniu w oponach jeździsz?

Z przodu 1,4 bar, z tyłu 1,6 bar.

15. Koła 29″ – nadają się do enduro?

Myślę że tak, to zależy od preferencji.

Mariusz Bryja Brian Kross 1

Fot. Bartek Woliński, Kross

16. Kogo uważasz za swojego największego rywala w ściganiu?

Swoją słabość :)

17. Która lokalizacja zawodów oferuje najlepsze Twoim zdaniem trasy? Wolisz przygotowane, kręte single (jak na Enduro Trails), czy bardziej naturalne szlaki (jak na EMTB Enduro)?

Powiem krótko: lubię jedne i drugie :)

Mariusz Bryja Brian Kross 2

Fot. Bartek Woliński, Kross

18. Jak porównałbyś poziom polskich imprez do zawodów zagranicznych?

Nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nie startowałem jeszcze za granicą, ale uważam, że w Polsce zawody organizowane są na wysokim poziomie.

19. Dlaczego ciągle nie widać polskich zawodników w Enduro World Series? Czy planujesz w przyszłym roku starty za granicą?

W Polsce jest mało zawodników wspieranych/sponsorowanych, których byłoby stać na regularne starty za granicą. Miałem startować w tym roku w zagranicznych zawodach, ale wyeliminowała mnie kontuzja obojczyka. Mam nadzieję, że zdrowie pozwoli na starty w przyszłym sezonie.

20. Izotonik, woda czy piwo? ;)

W trakcie jazdy woda, a po rowerze piwo :)

Dzięki za wywiad!

 

Mariusz Bryja Brian Kross 4

Fot. Bartek Woliński, Kross


PS. Nie bez powodu to właśnie Brian rozpoczął ten cykl, ale chciałbym, aby na „20 pytań do” odpowiedziała też reszta czołówki polskiego enduro. Kto Twoim zdaniem powinien się w niej znaleźć? Napisz też proszę, czy podoba Ci się taka nowa forma wpisu. A jeśli się podoba – udostępnij na twarzoksiążce! :)

Może zainteresują Cię też inne teksty z kategorii „zawodowej”?

  1. Spoko, wywiady z gwiazdami zawsze są ciekawe. Możesz też zrobić wywiad z członkami jakiegoś topowego teamu enduro, np. WWTT.

  2. Oprócz Briana, drugą legendą jak dla mnie na krajowym podwórku jest Marcin Motyka i do niego poproszę skierowac następne 20 pytań ;)

  3. Wywiad super :)
    Moje typy to: Arek Perin i Marcin Motyka

    1. Jeszcze Patryk Kalinowski, Młody chłopak z Grudziądza który łapie dużo kontuzji, ale jest szybki mimo że mieszka na północy kraju.

      1. Z calym szacunkiem dla Patryka ale on naparza caly rok eFeRke, wiec czemu by mial dawac wywiad jako „czolowy zawodnik enduro” ?

  4. Młody talent robiący z roku na rok coraz lepsze wyniki. Stanisław Rusnak.

  5. Świetny tekst :)
    Jak dla mnie do przepytania:
    Krystian Białka
    Wt rider
    Marcin Motyka
    Tomasz Dębiec
    Oraz jakąś dziewczyne z czołówki aby zobaczyć jak wygląda to z jej punktu widzenia

  6. Speedy ma rację:)
    A skoro padł już Marcin to następnym powinien być Szwedu mimo, że nie startuje to jednak jest dobry skurczybyk.
    Zasadniczo nie czepiam się literówek chyba, że to poważny periodyk typu „Nasz Dziennik”, ale dwie literówki tutaj bardzo mi się spodobały.
    Czy w „zawód marzeń” też bywa męczący? – przeczytałem Czy wzwód marzeń….
    Zdadzisz nam, jak wygląda Twoje przygotowanie do zawodów – przeczytałem Zdziadziasz nam…
    Se myślę, o co on się pyta, na prochach czy co:D

    1. Dzięki, literówek należy się czepiać. Ja się zawsze czepiam ;)
      Przeor, wywiad z Tobą to byłoby coś, ale to *musiałoby* być wideo ;)

      1. Wieńczysław Nieszczególny

        Czyli, że można się czepiać? To z góry przepraszam.
        Ja bym się przyczepił do szyku ostatniego zdania w lidzie, bo brzmi trochę jakby Brian montował filmy na szlaku.
        No i w tytule imię i nazwisko bohatera napisałbym w dopełniaczu.

        A w temacie – oprócz standardowych, Marcina Motyki i Arka Perina, dodałbym na przykład kogoś z ekipy EMTB albo ETrails. Wiem, że to nie zawodnicy, ale fajnie byłoby przeczytać o organizacji zawodów, budowie ścieżek czy prowadzeniu szkoleń.

        1. Staram się pisać po polsku, więc ewidentne błędy trzeba wytykać :) „Lida” poprawiłem zgodnie z Twoją słuszną sugestią, ale tytuł zostawiam ze względu na wyszukiwarki.

          Sugestie dotyczące ETrails/EMTB itp. popieram, dzięki!

          1. Wieńczysław Nieszczególny

            Też uważam, że poprawianie błędów to nie czepianie się, a tylko sposobność do dyskusji i poszerzania wiedzy językowej.

            To, że piszesz po polsku, już zauważyłem – tu i na forach :)

  7. Polska czołówka enduro to dokładnie tak samo jak w XC tylko, że bez Marka Konwy. Czyli sto lat za murzynami, bo w XC tylko Marek wchodził na topowy poziom. Brian, Arek, Marcin, Wojtek dużo lepsi od reszty nas, a i tak z czołówką światową walki nie nawiążą ani przez moment. Żeby pojechać na zawody do Czechów nie potrzeba więcej kasy. Obawiam się, że nie ma szans na wygraną nawet w Pepikowym cyklu przez Polaka. Ja bym te kolejne pytania skierował właśnie do Marka Konwy, może odpowie dlaczego wygrał na Beaverach 2.0 i hardtailu xc w Bielsku i jaki to wielki poziom enduro mamy. Zawodników na palcach jednej ręki, a reszta się bawi. Mi z tym dobrze, im większa napinka na wyniki tym gorsza atmosfera wśród ludzi, ale to już nieodwracalny proces.

    1. Na Rychlebskim Enduro trochę Polaków się pojawiło i całkiem przyzwoicie im poszło – mimo że nie była to tylko ścisła czołówka.

      Marcin Motyka też w tym roku zaliczył całkiem niezłe wyniki w swoich debiutach w Niemczech (Austrii?). Więc aż tak źle chyba nie jest…?

      A jeśli chodzi o Marka Konwę – cóż, to po prostu zajebisty zawodnik :)

      1. Tak, Marek to zawodnik XC, który na rowerze XC klepie ludzi na fullach. W enduro nie mamy nikogo dobrego w skali globalnej, nie mówiąc o wybitnych.

    2. Gekon dobrze rzecze, polać mu.

  8. Chciałbym zobaczyć tutaj Arka Peri na, Marcina Motykę, Elżbietę Figurę oraz Remigiusza Cioka :)

    1. Zdecydowanie bardziej wolałbym z Katarzyną Figurą…

  9. W zeszłym roku społeczność jednoznacznie dała znać, że chce więcej wywiadów z Przeorem :P

    A rozmowa fajna, szkoda tylko, że Bryan udzielał co prawda konkretnych ale dość lakonicznych wypowiedzi. Cóż, nie można mieć wszystkiego ;]

  10. Ciekawy pomysł z tymi wywiadami.
    Ja osobiście spytałbym jeszcze o to:
    … jaki masz pomysł na to, aby powstawały nowe trasy do jazdy enduro?
    Czy masz jakiś pomysł aby uchronić istniejącą przyrodę przed erozją i zniszczeniem na przykład przez tzw. zwózki drewna?

    Niech chłopaki i dziewczyny wypowiedzą się na temat naturalnych miejscówek, bo bez nich enduro zamknie się w bikeparkach.
    Niech przyczynią się do powstawania nowych „(szlaków)””rowerowych”. Warto ich o to zapytać.
    Spytałbym jeszcze jakie kierunek w rozwoju „ogólnie pojętego enduro” Ci się nie podoba i co należałoby zmienić?
    … Z drugiej strony, pytanie – co Twoim zdaniem przyczynia się do tego, że „enduro” zmierza w dobrym kierunku?

    Dodam jeszcze że enduro to nie tylko zawody, to przede wszystkim aktywny wypoczynek na rowerze w górach. Przynajmniej dla mnie. Chciałbym przeczytać co na ten temat mogą powiedzieć inne osoby nie startujące w zawodach, ale eksplorujące wszelkie możliwe górki te wysokie, niskie, dalekie i bliskie. Myślę tu o Zadymku, kolegach z Southbike i Enduroriderz, Ojciec77, o Tobie Michał oraz o MambaOnbike. W mojej opinii to są osoby godne do naśladowania, bo zawodnicy mają inne cele niż my pospolici enduracy pijący piwo i jedzący zwykły chleb.

  11. Nominuję sibika do wywiadu z legendami polskiego enduro!

Dodaj komentarz do tekstu 20 pytań do: Mariusz Bryja „Brian”

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top