Menu
Menu Szukaj

Opony bezdętkowe, ghetto tubeless

Dętki to przeżytek. Nikt już na tym nie jeździ. Ty jeszcze jeździsz? Ups, sorry… Przeczytaj ten poradnik, zacznij jeździć szybciej i zapomnij w końcu o łataniu snejków.


Jak to działa?

Wersja krótka:

Wywalasz przez balkon dętkę i zastępujesz ją mleczkiem uszczelniającym, które chlupocze sobie wesoło w oponie, na bieżąco uszczelniając wszystkie dziury.

Wersja długa: zacznijmy od tego, jakie w ogóle istnieją systemy zatrzymywania powietrza w oponie:

  • dętka – to prawdopodobnie znasz aż za dobrze;
  • UST tubeless – działa jak w samochodach. Dedykowane obręcze (bez otworów na szprychy i ze specjalnym rantem) i opony (z dopasowaną stopką i nieprzepuszczające powietrza) trzymają ciśnienie bez pomocy mleczka uszczelniającego, całkowicie „na sucho”. Brzmi super, ale rozwiązanie to praktycznie wymarło przez ograniczoną dostępność kół i opon, ich wyższą masę i brak cechy „automatycznego uszczelniania” przebić, które występuje w kolejnych systemach, czyli…
  • tubeless ready – również wymaga specjalnych obręczy i opon, ale są one powszechnie dostępne – wszystkie nowoczesne modele do enduro są kompatybilne. W przeciwieństwie do UST, tu stosuje się mleczko uszczelniające, dzięki któremu oplot opony nie musi być całkowicie szczelny (czyt. ciężki), a ewentualne przebicia łatają się samoczynnie w czasie jazdy (przeciskane przez dziurę mleczko „ścina się”, tworząc w niej trwały gumowy „korek”). Niektóre obręcze mają otwory na szprychy, które trzeba zakleić specjalną taśmą. Szczegółowy opis tego rozwiązanie znajdziesz w poradniku Opony enduro #6: Tubeless – wszystko, co chciałbyś wiedzieć

Mleczko uszczelniające, przeciskane przez dziurę przez uciekające powietrze „ścina się”, tworząc trwały gumowy „korek”

  • ghetto tubeless – jazda na patencie, czyli rozwiązanie bardzo podobne do powyższego, ale wykorzystujące dodatkowo opaskę z rozciętej wzdłuż dętki, między oponą a obręczą. Umożliwia to uszczelnienie praktycznie każdej normalnej opony i obręczy. Co ciekawe, niektórzy (np. Jared Graves) stosują opaskę z dętki nawet w zestawach „tubeless ready”, ze względu na dodatkową ochronę opony przed dobiciem i łatwiejsze uszczelnianie. Głównie o tym wariancie jest ten poradnik.
  • gotowe zestawy do konwersji tubeless – np. kompletne zestawy Stansa. Działają trochę jak ghetto, tylko opaski nie wycina się z dętki, tylko kupuje za gruby hajs, razem z całą resztą potrzebnych fantów. Opaska siedzi na obręczy, nie wchodząc między jej rant a oponę, co ułatwia wymianę opon (patrz: zady i walety opon bezdętkowych).
tubeless-ready

Tak od środka wygląda tubeless ready… / grafika: WTB

Są też rozwiązania ciekawostkowe:

  • szytki – bardzo popularne na szosie, dosyć często spotykane w profesjonalnym XC, w enduro całkowicie nieistniejące. Opona i dętka stanowią jedną całość, przyklejaną do obręczy. Niezbyt to wygodne, ale podobno warte zachodu ze względu na bezkonkurencyjną kombinację masy, oporów toczenia, amortyzacji i odporności na przebicia.
  • Schwalbe Procore – innowacyjny system dwukomorowy, który do wnętrza normalnego zestawu „tubeless ready” dokłada coś przypominającego mocno nabitą oponę szosową. Dociska ona rant opony właściwej zapobiegając rozszczelnieniu i chroni obręcz przed dobiciem, nawet podczas jazdy na kapciu. Patent zajebisty, ale kosztuje 670 zł (bez opon). Whaaat?!
Opony bezdętkowe Schwalbe Procore

…a tak Schwalbe Procore / grafika: Schwalbe


Czy potrzebuję specjalnych opon i obręczy?

Podsumowując powyższe:

  • w przypadku UST: tak.
  • w przypadku tubeless ready: tak.
  • w przypadku ghetto tubeless i gotowych zestawów do konwersji: NIE. Patent z opaską uszczelniającą pozwala na uszczelnienie całkiem zwyczajnych opon na całkiem zwyczajnych kołach.

O co takie halo? Zady i walety opon bezdętkowych

Zalety:

  • odporność na przebicia – nie da się dobić dętki do obręczy, jak się nie ma… dętki. Więc nie da się złapać snejka. Mniejsze dziury (do kilku milimetrów, czyli wszelkie kolce, gwoździe, szkiełka) są łatane samoczynnie przez mleczko;
  • przyczepność – wyeliminowanie snejków pozwala na obniżenie ciśnienia, co przekłada się na lepszą trakcję.
  • niższe opory toczenia – w terenie, opory toczenia maleją wraz z niższym ciśnieniem. Poza tym odpada tarcie i stałe odkształcanie dętki, które też wysysa Twoją energię;
  • masa – oszczędność jest dużo mniejsza, niż mogłoby się wydawać. Niby wylatuje dętka (ok. 200 g), ale dochodzi mleko (ok. 100 g), a w przypadku ghetto tubeless, opaska uszczelniająca. Ale coś tam jednak można urwać…

Wady:

  • w przypadku tubeless ready: upierdliwa wymiana opon ze względu na mleko rozlewające się na buty;
  • w przypadku ghetto tubeless: wybitnie upierdliwa wymiana opon ze względu na jednorazowe opaski z dętki (i mleko rozlewające się na buty);
  • przy zbyt niskim ciśnieniu, ryzyko rozszczelnienia bez możliwości ponownego uszczelnienia na szlaku (o tym za chwilę);
  • konieczność częstszej kontroli ciśnienia i dolewania mleka co 3-4 miesiące (w przeciwnym wypadku mleko zasycha, przestaje działać i trudno je później usunąć).

A co w razie awarii na szlaku?

Jeśli przegiąłeś z obniżaniem ciśnienia, może się zdarzyć, że opona rozszczelni się np. przy silnym uderzeniu lub w szybkim zakręcie. Co wtedy?

Możesz spróbować ponownie ją uszczelnić, ale zapomnij, że uda Ci się to zrobić ręczną pompką, którą wozisz w plecaku. Jedyny ratunek to strzał z naboju CO2, który powinien „posadzić” oponę na swoim miejscu.

Problemem może też być rozcięcie w oponie tak duże, że swobodnie wypływające mleko nie jest w stanie go uszczelnić. W takim wypadku przydaje się zestaw naprawczy do opon bezdętkowych, pozwalający ręcznie zatkać wredną dziurę.

Jeśli jednak te metody zawiodą, pozostaje ostateczny, niezawodny ratunek: wywalenie wszystkich patentów i założenie starej, (nie)dobrej dętki. Tak, niestety nie unikniesz wożenia zapasowej dętki w plecaku.


Co jest potrzebne do konwersji?

ghetto-tubeless-2

  • mleczko uszczelniające – to zdecydowanie największy i najważniejszy wydatek. Stan’s to sprawdzony wybór, aktualnie jednak testuję polskie Trezado, które poza tym że polskie, jest też nieco tańsze i zdaniem użytkowników nawet lepsze;
  • taśma:
    • zwykła izolacyjna lub powertape (taśma MacGyvera) w przypadku ghetto tubeless.
    • specjalna uszczelniająca w przypadku tubeless ready (Stan’s lub tańsza alternatywa WTB). Ewentualnie możesz też użyć powertape’a lub jego lepszej odmiany: Gorilla Tape;
  • dętki:
    • o 2 rozmiary za małe (czyli np. 20″ dla kół 26″/650b lub 24″ dla kół 29″);
    • koniecznie z wykręcanym wentylem (nie wszystkie wentyle typu Presta mają taką możliwość, więc najprościej wybrać AV – „samochodowe”);
    • z gwintem na całej długości (nakrętka umożliwia stabilne zamocowanie w obręczy). Wszystkie te warunki spełniają dętki Continental;
  • wentyle do opon bezdętkowych – tylko w przypadku tubeless ready (możesz ew. wyciąć wentyle ze starych dętek);
  • dobra pompka stacjonarna lub kompresor – będziesz potrzebował szybkiego strzału ciśnienia, żeby opona wskoczyła na rant i się uszczelniła;
  • kluczyk do wykręcania wentyli;
  • nożyczki – do rozcięcia dętki, która posłuży na opaskę uszczelniającą;
  • ostry nóż – do podcięcia sobie żył po dziesiątej nieudanej próbie uszczelnienia chujową pompką (oraz odcięcia nadmiaru dętki w przypadku sukcesu);
  • piwo – bo grzebanie przy rowerze bez piwa to niepotrzebne ryzyko.

Ghetto tubeless – bogato ilustrowany poradnik „krok po kroku”

asdf

Ściągnij starą opaskę z obręczy, dokładnie umyj i odtłuść powierzchnię. Oklej obręcz taśmą, delikatnie ją napinając i pilnując, żeby elegancko przylegała.

ghetto-tubeless-1

Zacznij ok. 10 cm przed otworem na wentyl. Najlepiej dla pewności zrób dwie rundy (będziesz więc potrzebował ok. 4-5 m taśmy na każde koło). Skończ ok. 10 cm za otworem na wentyl.

ghetto-tubeless-3

Szpikulcem lub ew. nożykiem przebij w taśmie dziurkę na wentyl. W tym miejscu najczęściej powstają nieszczelności, więc nie przesadzaj z rozmiarem otworu.

ghetto-tubeless-4

Napompuj Twoją nową dętkę, żeby nabrała kształtów. Dzięki temu łatwiej będzie Ci ją naciągnąć na obręcz i równo ułożyć (to właśnie musisz zrobić). Zacznij od wentyla – przykręć nakrętkę, żeby się nie przekrzywiał, ale nie przeginaj z siłą dokręcenia, żeby w razie czego odkręcić ją na szlaku.

ghetto-tubeless-23

Pro Tip: dla ułatwienia możesz gąbką nałożyć pianę z płynu do mycia naczyń, która poprawi poślizg (będzie też przydatna później). Wrzuć na fejsa fotkę „roweru na slickach”.

ghetto-tubeless-25

Mimo bólu serca i lajków pod fotką, rozetnij zewnętrzną ściankę dętki, wzdłuż środka. Będzie Ci łatwiej celować, jeśli kupiłeś dętkę z podłużnymi „szwami”. Jeśli nie, w czasie cięcia pilnuj, żeby dętka nie uciekła na bok. Uważaj też, żeby nie przedziurawić wewnętrznej ścianki (tej, która przylega do obręczy i odpowiada za szczelność)!

ghetto-tubeless-26

Wywiń dętkę – a w zasadzie teraz już „opaskę uszczelniającą” – na boki.

ghetto-tubeless-27

Oczyść dętkę z talku. Czy czego tam do nich sypią. Możesz to zrobić wspomnianą wcześniej gąbką z pianą. Wytrzyj do sucha.

ghetto-tubeless-33

Załóż delikatnie oponę. Nie używaj łyżek, żeby nie uszkodzić opaski. Pilnuj też, żeby opaska nie uciekła do wnętrza opony. Na koniec delikatnie ją ponaciągaj, żeby równo wystawała na boki. Na razie nie nalewaj mleczka.

ghetto-tubeless-28

Napompuj próbnie oponę. Jeśli przy zakładaniu użyłeś piany, opona łatwiej wśliźnie się na swoje miejsce, a bąbelki ewentualnie pokażą Ci, gdzie powietrze ucieka. To próbne pompowanie służy sprawdzeniu, czy Twój zestaw opona-obręcz na pewno „pyknie”, zanim w ruch pójdzie cenne (i brudzące okolicę w dużym promieniu) mleczko. Pro Tip: żeby ułatwić uszczelnienie, dociśnij oponę nad wentylem, jak na zdjęciu.

ghetto-tubeless-29

Czasem po prostu ma się pecha. Czasem po prostu ma się chujową pompkę. Czasem można dodać parę warstw taśmy. Zazwyczaj jednak na tym etapie opona się uszczelnia.

ghetto-tubeless-11

Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, pora wlać mleczko. Możesz ściągnąć kawałek opony i nalać bezpośrednio, ale najwygodniej zrobić to przez wentyl – dlatego kupiłeś dętki z możliwością jego wykręcenia (oraz po to, żeby dało się dolewać mleczko w trakcie sezonu). Ile lać? Jeśli masz dobre mleczko, to zależnie od rozmiaru koła/opony 80-100 ml. Jeśli przyoszczędziłeś i nie jesteś pewien, jebnij 150. A co.

ghetto-tubeless-12

Wlewaj powolutku. Zbyt duże ciśnienie (np. przedwczeny wytrysk strzykawką) może spowodować „ścięcie” mleka, przez co jego późniejsza skuteczność w łataniu dziur będzie mizerna. Mleczko na wpłynąć, a nie wtrysnąć do opony.

ghetto-tubeless-8

Nadmuchaj ponownie oponę. Jeśli byłeś ostrożny i po próbnym uszczelnianiu dalej siedzi na rancie, pójdzie gładko.

ghetto-tubeless-13

Potrząsaj kołem tak, żeby mleko rozprowadziło się po ściankach opony, na całym obwodzie.

ghetto-tubeless-14

Zakręć kołem, żeby ułatwić rozprowadzanie mleczka. Możesz też położyć koło poziomo (np. na misce z pianą), żeby uszczelniacz rozpłynął się po rancie. Po kilku minutach zmień stronę.

ghetto-tubeless-15

Jeśli koło trzyma ciśnienie i ogólnie szafa gra, przystąp do najbardziej upierdliwej czynności – obcinania nadmiaru dętki. Bądź ostrożny jak klient tajskiego domu publicznego – jeden fałszywy ruch i nowa opona rozcięta. Dlatego też czubek ostrza zawsze kieruj w stronę obręczy, a nie opony! Naciągaj luźny koniec gumy i jeśli masz w miarę ostry nóż, wystarczy lekkie cięcie, żeby równiutko i zaraz przy obręczy dociąć opaskę (wystająca guma w niczym nie przeszkadza, ale rzadnie wygląda). Pro-tip od czytelnika: dobrze w tej roli spisują się… nożyczki do paznokci, które dzięki zakrzywionej końcówce, trudniej wbić w oponę.

ghetto-tubeless-16

Gotowe, sprawdź jeszcze raz ciśnienie i ruszaj na szlak!


mbike-logoPoradnik powstał dzięki pomocy sklepu i serwisu mBike w Katowicach. Jeśli tak się składa, że jesteś ze Śląska (lub z Krakowa, gdzie też są) i potrzebujesz pomocy ludzi jeżdżących enduro i rozumiejących jego specyfikę – nie znajdziesz lepszego miejsca. Jeśli nie czujesz się wystarczająco pewnie, żeby wykonać opisane czynności samemu (lub zwyczajnie Ci się nie chce), wal do nich śmiało.


Może zainteresuje Cię też:

86
Dodaj komentarz

avatar
38 Comment threads
48 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
39 Comment authors
JurekHubertPiotrŁukaszDarek Jeleń Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Leo
Gość
Leo

Warto dodać, że najważniejsza dla kół jest nie masa ale moment bezwładności.
Mleczko, przy niskich prędkościach w ruchu obrotowym nie uczestniczy, pozostaje na dole opony uszczelniając dziury.
Dlatego moment bezwładności koła jest znacznie mniejszy z mleczkiem niż z dętkami.

Waldemarek
Gość
Waldemarek

Hahahahah to mnie kolega Leo rozbawił. Przy jeździe mleczko jest na dole? Przecież to jest gęste i rozkłada się po kole podejrzewam że już przy 5 km/h.

Jerzy Krzemiński
Gość
Jerzy Krzemiński

Niby nie ma snejków… jednak jeżdżąc agresywnie w trudnym terenie wcale nie tak trudno złapać snejka na zamleczonej oponie ;)

Leśny
Gość
Leśny

Na pewno trudniej o snejka na mleku niż z dętką. Dużo trudniej – na tyle trudniej że cała zabawa się opłaca. A teraz może jeszcze wyjaśnisz co miał twój koment zdziałać? Co chciałeś nim osiągnąć? Krytykę wprowadzić? Hejt, jakiś błąd w tekście artykułu wskazać? Czy tak se tylko pogadać, a może jakiś lans w internetach?

Piotr
Gość
Piotr

Na pewno powiedział coś bardzo ważnego, co nie zostało wspomniane w artykule. Spotykałem już ludzi na tubeless jeżdżących na 1,2 bar. Teraz już wiem że to totalna amatorka. Przy 2,5 bar z tyłu i 75kg masy złapałem snake’a oponą na górze Żar lądując na jakimś ostrym kamieniu (dodam że nie jestem największym hardcorowcem ale jakiś tam poziom reprezentuje). Zdarzyło się to na oponach 26 Minion dhf 2,35 EXO czyli nie byle czym. Od tego czasu jeżdżę 2,5 przód i 3,0 tył chyba że warunki są błotniste, ale poniżej 2,0 już na pewno nie zejdę, chyba że trasa nie ma skoczni,… Czytaj więcej »

bionikonik
Gość
bionikonik

Czy opaski stan można przełożyć potem do innego koła?

bionikonik
Gość
bionikonik

Ok dzięki :)

Tomek
Gość
Tomek

Jakie ciśnienie jest bezpieczne, żeby zminimalizować ryzyko rozszczelnienia?
Mam coś 2,3 bara z tyłu i 2 z przodu.

MAT
Gość
MAT

Tak z czystej ciekawości. Dlaczego szytki znajduja zastosowanie w XC a nie w enduro patrzac na plusy jakie daja?

Tomek Stachlewski
Gość
Tomek Stachlewski

To proste – szytki są lepsze od wszystkiego… ale!
W razie uszkodzenia na szlaku, jedyne co pozostaje użytkownikowi, to znieść rower na dół. Szytki praktycznie nie da się naprawić na szlaku. Z tego samego powodu nikt przy zdrowych zmysłach nie używa ich nawet na szosie, o ile nie ma pod ręką serwisanta z zapasowym kołem.
Pozdrawiam

Styku
Gość
Styku

Mam pytanie apropo szytek. Jak ten system działa, jak pompuje się główną oponę i wlewa do niej mleko?
W pro core jest specjalny wentyl, a w tym przypadku?

Hanzo
Gość
Hanzo

A mnie zastanawia jak mocno przy ghetto opona trzyma się w obręczy. Przy oponie TR stopka całkiem ciasno siedzi w rancie i „klinuje się”.

Hanzo
Gość
Hanzo

U mnie DHF przy taśmie WTB wcale nie blokuje się na rancie. Po spuszczeniu powietrza po prostu zsuwa się z obręczy.

zajcmar
Gość
zajcmar

Po co ściągać opaskę z obręczy? Zamiast oklejać obręcz taśmą wykorzystuję orygimalną opaskę i wszystko hula.

Leo
Gość
Leo

Na zdrowy rozum wyrzucanie opaski i owijanie taśmą felgi w tym systemie jest kompletnie bez sensu. Rozumiem w Rubeless Ready, tam musi być uszczelniona obręcz, bo żadnej uszczelki nie ma. W przypadku sytemu „na rozciętą dętkę” ta dętka pełni rolę uszczelki pomiędzy oponą, a felgą. Opona uszczelnia nie tylko rant, ale również całą felgę i stosowanie dodatkowego uszczelnienia taśmą jest kwiatkiem do kożucha. Oczywiście w przypadku uszkodzenia dętki może (i pewno pojawi się) pojawić się nieszczelność, ale uszkodzenie dętki od strony felgi jest praktycznie niemożliwe.

Konstruktor3D
Gość
Konstruktor3D

A jak się ma szczelność/bezpieczeństwo w przypadku mocno skatowanej obręczy?
Pytam bo sam naprawiam wgnioty w obręczy po snejkach za pomocą młotka i klucza do pedałów:) Efekt jest taki, że obręcz jest nadal okrągła ale przekrój już nie jest jak fabryczny:P

Maciej B.
Gość
Maciej B.

Łoooooo!!!! Ale żem się umordował. Najgorsze jest zakładanie opony na obręcz, trzeba użyć trzeciej ręki, czyli zębów :) Opona bezproblemowo napompowała się pompką podłogową. Zobaczymy jak system będzie sprawował się terenie. Dzięki za artykuł. Do tej pory byłem zwolennikiem tradycjonalnej dętki, zobaczymy czy zmienię zdanie.

baxxx
Gość
baxxx

a jak to jest z tym dolewaniem mleczka do opony , dlaczego dolewamy i ile ml co jaki czas, czy ilość przejechanych km ma tu znaczenie ?? i jeszcze druga sprawa, czy mleczko zmienia swoje właściwości w ujemnym temperaturach ??

Radek
Gość
Radek

Jak tylko odzyskam rower zabieram się do TR :). Jedno mnie tylko zaciekawiło – dlaczego w terenie opory toczenia na niższym ciśnieniu miałyby być mniejsze?

Dawid Balonek
Gość
Dawid Balonek

Zestaw ghetto na obręczach Giant s-xc2 „pyknął” ale mała uwaga. Warto sprawdzić czy dana obręcz może przyjąć wentyl schrader czy tylko presta. Prest jest węższy. Ja musialem wymienić dętke na taką z zaworem presta. Jest zawsze opcja z rozwierceniem obręczy tylko po co ją niszczyć.

Michał Gańczarczyk
Gość
Michał Gańczarczyk

To ghetto to taki pół-dętkowy system ;)
Każda opona do niego się nadaje?
Z ciśnieniem to zauważyłem ze owszem niższe jest również dobre do podjazdu ale za niskie już zaczyna dawać większe opory i już tak fajnie się nie jedzie do góry. Ja np mam na podjazd 2.5 bara a na zjazd 1.5 i jest bardzo ok. Niestety zabawy z pompowaniem i upuszczaniem jest trochę.

Sebastian Tuliszka
Gość
Sebastian Tuliszka

Mam pytanie czy zwykła opona zwijana np. Nobby nic performance da rade? Czy trzeba kupować lepiej jakaś lepsza?

FIRE
Gość
FIRE

Zwykłe opony się pocą :) przenika przez nie rozpuszczalnik zawarty w mleku – opona się nada, ale mleko trzeba często uzupełniać.
Nie wiem jak jest z tubeless ready, ale wersji Evo w szfalbach efekt jest ten sam.

Piotr
Gość
Piotr

Mi się pociła opona Tubeless ready maxxiss minion dhf. Osobiście ciężko mi zauważyć jakiekolwiek różnice miedzy TR a nie TR.

FIRE
Gość
FIRE

Zalewałem coffelatexem nobby nic evo jak oponka postała, to na ściankach bocznych pojawiała się przeźroczysta ciecz, oczywiście wszystkie małe uszkodzenia fajnie uszczelniło, ale mimo to cały czas pojawiał się ten rozpuszczalnik na boku opony.
Z tego, co poczytałem, to Leo ma bardzo dobre mleko, niestety nie miałem okazji przetestować.

Teraz też się zastanawiam nad przerobieniem hans dampf performance, ale jak ma to wglądać tak jak z nobby nic to chyba poczekam aż zedrę i kupie coś z tubeless ready.

Guncar
Gość
Guncar

Słyszałem lub miałeś do czynienia z uszczelniaczem „Slime” ?
Słyszałem od kilku osób, że warto go używać.

Adam
Gość
Adam

Rozwiercenie lekko obręczy, żeby zmieścić gwint samochodowy nie wpłynie znacząco na jej wytrzymałość ? Da radę uszczelnić ją zwykłą pompką teleskopową ? Z góry dzięki !

trackback

[…] http://www.1enduro.pl/ghetto-tubeless-opony-bezdetkowe/ – Fajny artykuł choć mi osobiście nie odpowiada konieczność cięcia wystającej dętki tuż przy oponie i w zasadzie na obręczy. […]

Kamil Byrtek
Gość
Kamil Byrtek

Super poradnik! Mam pytanko. Dla koła 27,5″ jaką dobrać dętkę? 24?

Maciek Chewbacca
Gość
Maciek Chewbacca

Hej!

Jak to Trezado się sprawuje? Ostatnio jest bardzo popularne na aukcjach a dostępność/ceny innych (często bardziej uznanych producentów) wątpliwe.
Tak dla zainteresowanych: Po jednym sezonie wysechł mi w butli płyn Bontrager TLR – gdy działał był naprawdę ok. Opony ładnie się uszczelniały. Nie miałem przygód z przebiciem (poza naprawdę dużym rozcięciem na kamieniu – nimożliwe do uszczelnienia) więc co do jakości działania w terenie się nie wypowiem.

Pzdr.

M

No Tubeless
Gość
No Tubeless

UST, GT, czy TR ma być lepszy rozwiązaniem od opony i dętki, pod jakim względem? System z dętką: opona 500g + dętka 100g + opaska 3g = 603g Ghetto tubeless: opona 500g + opaska z dętki około 50g + mle. 100g = 650g Tubeless Ready: opona 500g + opaska 20 i więcej g + mle. 100g = 620g UST: felga (zakładam: ten sam model tylko z UST, na pewno będzie cięższa) + opona 700g + „tak” lub „nie” mleczko = teoretycznie 700g W przypadku GT i TR trzeba było by dodać jeszcze specjalny wentyl – znowu parę gram :-). Poza… Czytaj więcej »

rower rower
Gość
rower rower

A co jeśli, mam wgniecioną obręcz. Możliwy jest montaż, na taką obręcz, opony tublees ?

Alkrol
Gość
Alkrol

Jak sie usczelniają maxxisy nie TR na pdowojnym oplocie? Ktos ma doświadczenia?

m0d
Gość
m0d

Tubles jest fajny jeśli chodzi o samo-łatanie niewielkich przebić, ale reszta zalet jest mocno iluzoryczna i przy spełnieniu pewnych warunków na dętce możemy używać tak samo niskich ciśnień i nie łapać co chwila snejków. Te warunki to szerokie obręcze i opony z mięsistymi bokami. Sprawdzone empirycznie na kilku zestawach przy wadze jeźdźca w okolicach 100kg ;) Największy mankament tublesa jak dla mnie wychodzi gdy posiadasz jeden rower, jeden komplet kół do niego i lubisz żonglować oponami zależnie od warunków – kurwicy można dostać. Do tego praktycznie marnujesz większość mleczka.

Mariusz Wieczorek
Gość
Mariusz Wieczorek

Hej, podjalem sie opisanej konwersji. Oto moje spostrzezenia moze sie przydadza jesli kiedys ktos by chcial zrobic rewizje wspisu :) Mam felgi Giant P-XC2, double wal. Szerokosc 19mm. Cinka felga. Co zrobic… Uzylem detek Continental z wentylem samochodwym, mleczko stans, opona schwable hans dampf evo, zaje..y kompresor (9atm, 80L) Problem nr 1: Konieczne bylo rozwiercenie felgi Problem nr 2: Na takiej waskiej feldze wentyl i jego osadzenie w detce nie osiada w lozu felgi. Guma wentyla nie pozwala oponie ulozyc sie na feldze. Niespodzianka nr 2 praktycynie uniemozliwia uszczelnienie w tym zestawie. Dodatkowo wydaje mi sie tez ze jak opona… Czytaj więcej »

Marcin Zieliński
Gość
Marcin Zieliński

A propo UST i pompowania na trasie uszkodzonej opony. Ręczną pompką też się da, ale wymaga to obecności jakiejś kałuży z wodą by zanurzyć w niej koło. Wiele lat temu zdarzyła mi się tak przygoda, gdy po zaklejeniu dziury zdałem sobie sprawę, że nie mogę „zablokować” na obręczy opony. Mogłem albo pchać rower ileś kilometrów albo ruszyć makówką. Traf chciał, a był chyba listopad, że w akcie desperacji postanowiłem pompować koło w kałuży (wiadomo chodzi o usunięcie powietrza jak z maski do nurkowania, a tu o uszczelnie). I eureka! Dałem radę malutką pompką, CO2 nie było wtedy zbyt dostępne (drogie… Czytaj więcej »

m.nogi
Gość
m.nogi

Nie próbowałeś wersji EXO, u mnie zero problemów.

Konrad
Gość
Konrad

Jaką taśmę zastosować w zestawie obręcze WTB 40mm + opony 2,8 ? Wszystko TR. Dostępność taśm 40mm w sklepach prawie żadna. Gorilla tape zrobi robotę ? Opona strasznie ciężko wchodzi na obręcz, boję się, że z taśmą będzie totalna masakra.

Konrad
Gość
Konrad

To jaką taśmę ostatecznie stosowałeś ? Ja spróbuję z mcgyverową, może się uda ;)

Konrad
Gość
Konrad

Przepraszam za komentarz nie pod odpowiedzią, ale chyba nie ma opcji usunięcia i poprawy.

Alo
Gość
Alo

A ja założyłem dętke z mlekiem i oponę. Montaż bez konieczności zużycia browarka a dziurki lepi :-)

Darek Jeleń
Gość
Darek Jeleń

Sezon za pasem, powoli składam nowe koła na tubeless. Pozostaje kwestia wyboru mleka – nie ukrywam, że mocno interesuje mnie Caffelatex (brak toksycznego amoniaku) ale nie chcę zbyt łatwo ulegać marketingowi. Masz jakieś doświadczenia z tym produktem? Czy może lepiej nie zawracać sobie „gitary” i ładować w oponę Stans’a?

Łukasz
Gość
Łukasz

Zna ktoś 20′ dętki spełniające podane wymogi. Link do continentala wygasł. :(. W sklepach internetowych nie mogę znaleźć informacji o wykręcanym rdzeniu czy gwincie.

Łukasz
Gość
Łukasz

Udało się! Opona nie chciała się napompować (bez mleczka). Zalałem obficie mydlinami i przy wentylu ścisnąłem oponą w kształt odwróconego serduszka i palcami wskazującymi pociągnąłem boki na zewnątrz. Kolega dmuchnął wtedy kompresorem (4b)i się udało. Po 1 dniu jazdy wszystko w porządku. Miałem non-tr obręcz kands maxx i non-tr kenda k898.

Hubert
Gość
Hubert

Siema! Mam Maxxisy DHF i DHR na mleku. Dziś najechałem na coś tylnym DHRem i mam z 3mm rozcięcia, mleko na błotniku, ramie, nogach, wszędzie, tylko nie w kole. Zdjąłem oponę, mleka zostało w środku może z 10ml (tak, zakładałem to 7mcy temu), założyłem dętkę i pojechałem dalej. Pytanie, czy tak rozciętą oponę załatam łatką do dętek, pytanie, czy może wulkanizator mi to zrobi lepiej, pytanie, czy po 7mcach mleko mogło stracić swoje właściwości i nie uszczelnić 3mm rozcięcia.

Góry pokonałem, doliny przejechałem, na wielkie kamienie spadałem, pokonało mnie jakieś małe gónwo na ścieżce rowerowej… :/

Jurek
Gość
Jurek

Bardzo pomocny tutorial, tylko tak mnie zakreciles z wentylami (w sumie argument z dupy, zawsze wlewam do opony bezposrednio :) ) ze zapomnialem i jedna obrecz ma dziurke tak jak powinna czyli tylko na preste i musze dzis po kolejna detke jechac :)

Czytaj kolejny artykuł

Szkolenia techniki jazdy - warto?

Czy warto wydać pieniądze na szkolenia techniki jazdy? Ja nie wydałem. Mimo że moje umiejętności od paru sezonów stały w miejscu. Zawsze było coś ważniejszego: nowy kask, nowe opony, w najlepszym wypadku paliwo na Rychleby. Oczywiście wszystko, żeby jeździć szybciej, pewniej i bezpieczniej.

Ale ekipa POMBA zaprosiła mnie do sprawdzenia swoich szkoleń i nie mogłem odmówić. 3 dni w Świeradowie nauczyły mnie, że jeśli chcesz popchnąć swoją jazdę na nowy poziom, to… kasa wpakowana w nowe opony jest o dupę rozbić.

Co dla kogo?

Byłem na wariancie podstawowym+ (podstawowe-bez-plusa są organizowane w miastach, a z-plusem – w górach) i średnio zaawansowanym „flow”. Ich zakres wyglądał tak:

  • Podstawowe+ (4 godziny): prawidłowa pozycja, hamowanie, zakręty, pompowanie, bandy;
  • Średnio zaawansowane (2×6 godzin): to samo, ale w bardziej naturalnych warunkach + pumptrack, skoki w terenie i na hopach, dropy, trochę korzeni, kamieni, podstawy wyboru linii.

Są to pierwsze dwa szczeble, nastawione ma budowanie „kręgosłupa” umiejętności. Niezbędne dla każdego i wystarczające dla osób ścigających się w maratonach, czy zaczynających/wracających do enduro. To taka podstawówka + liceum.

Szkolenia techniki jazdy - drop

Trochę wyzwań pojawia się już na szkoleniu średnio zaawansowanym.

Jeśli jednak chcesz poćwiczyć prawdziwe kung-fu, po zaliczeniu tych dwóch etapów czekają na Ciebie studia i doktorat w postaci szkoleń enduro: średnio zaawansowanego i zaawansowanego. Nie ma jednak sensu porywanie się na nie bez wcześniejszego opanowania „nauczania początkowego”.

Ciekawą opcją jest też prowadzone przez Agnieszkę Jurewicz szkolenie tylko dla kobiet. Z pewnych przyczyn trudno mi napisać o nim coś więcej ;)

Więcej o wszystkich wariantach możesz poczytać na stronie organizatora: Które szkolenie wybrać?

Szkolenia techniki jazdy - zakręty

Jak wygląda takie szkolenie?

Oba szkolenia na których byłem, składały się z dwóch głównych elementów: sekcji i przejazdów.

Sekcje to typowe elementy wprowadzane po raz pierwszy – np. zakręt, slalom, banda czy mulda do pompowania. Najpierw słuchasz i paczysz, jak je prawidłowo pokonać, potem kilka razy pokonujesz sam, pod okiem trenerów.
Przejazdy to fragmenty „normalnej” jazdy między sekcjami. Dwie wybrane osoby jadą przed trenerami (1 osoba = 1 trener), zbierając okrzyki z komentarzem live – więc jak tylko zaczynasz dawać dupy, od razu dostajesz informację, co poprawić.
Szkolenia techniki jazdy - pumptrack

Dodatkowym elementem w programie średnio zaawansowanym jest centrum szkoleniowe POMBA Kross, służące do ogarniania pumptracka i skakania na hopach i dropach w komfortowych warunkach.

Czego *JA* mogę się nauczyć?

Zdecydowanie najcenniejszą cechą szkoleń jest bardzo indywidualne podejście do każdego uczestnika.

Jak to NIE wygląda: „patrzcie, to się robi tak i tak, zwróćcie uwagę na to i na to – dobra, to teraz sobie popróbujcie, jedziemy dalej”.
Jak to wygląda: instruktaż ogólny, kierowany do wszystkich (wprowadzenie do nowej sekcji) to może 5% czasu szkolenia. Potem na sekcjach już każdy oddzielnie po każdej próbie dostaje komentarz od trenera, czasem poparty zdjęciami. Przy przejazdach osoby stale się zmieniają, w ciągu dnia każdy zalicza 4-5 konkretnych sesji.

Przy maksymalnej ilości 10 uczestników i 2 trenerach, nawet najbardziej nieśmiali nie zginą w tłumie. Trenerzy dokładnie pamiętają wszystkie przejazdy każdej osoby i stopniowo podsuwają kolejne kroki do prawidłowego wykonania ćwiczenia.

Szkolenia techniki jazdy - zakręty

Dzięki indywidualnemu podejściu, nie ma znaczenia poziom grupy, na jaki trafisz. Zawsze wyciągasz maksimum wiedzy dopasowanej do swoich potrzeb i oczekiwań.

YouTube nie krzyknie Ci na szlaku: „Lewa stopa lekko do tyłu! Zewnętrzny łokieć wyżej!”

To najważniejsza różnica między szkoleniem pod okiem fachowców, a samodzielną nauką na podstawie poradników w gazetach i filmików w internetach. YouTube nie krzyknie Ci na szlaku: „Lewa stopa lekko do tyłu! Zewnętrzny łokieć wyżej!„. Poda tylko ogólniki trafiające w uśredniony poziom umiejętności widza/czytelnika – odpowiednik wspomnianych 5% szkolenia.

Szkolenia techniki jazdy - pozycja

Jeden z pierwszych i jednocześnie najważniejszych elementów szkolenia podstawowego: ustalenie prawidłowej pozycji.

Jakie są konkretne efekty?

  • Zakochani w podjazdach maratończycy, wesoło skaczący na stolikach i dropach;
  • szok i niedowierzanie, jak niewiele potrzeba do szybkiego i przyjemnego przejechania odcinka, na którym wcześniej wypruwało się flaki;
  • opony, które nagle dostają +5 do przyczepności;
  • 2-metrowy drop, który w 10 minut z abstrakcyjnego robi się całkiem prosty;
  • ja robiący zakręt.
Szkolenia techniki jazdy - enduro korzenie

Na szkoleniu średnio zaawansowanym zaczynają pojawiać się elementy jazdy w typowo górskim terenie. Jeśli jednak chcesz nauczyć się wyboru linii w rockgardenach, wybierz szkolenie z wyższego poziomu.

Ale największa korzyść to świadomość

Raczej nie zostaniesz w 3 dni nowym lepszym Barelem, ale na pewno zdobędziesz bardzo precyzyjną wiedzę, co robisz dobrze, a co słabo. W dodatku nauczysz się, jak dalej ćwiczyć, żeby to poprawić. Cholernie ułatwia to samodzielną naukę.

Raczej nie zostaniesz w 3 dni nowym lepszym Barelem, ale zdobędziesz bardzo precyzyjną wiedzę, co robisz słabo i jak to poprawić.

Pozwala to też wyrwać się z martwego punktu, na który natrafia każdy samouk. Ja w górach jeżdżę od około 10 lat, a i tak największego kopa dało mi szkolenie… podstawowe.

Szkolenia techniki jazdy - banda

Ile to kosztuje?

  • Szkolenie podstawowe+: 80 zł
  • Szkolenie średnio zaawansowane: 300 zł

Oba szkolenia warto traktować jako całość. Wychodzi więc 380 zł za to, żeby w końcu nie dawać dupy na rowerze.

Szkolenia techniki jazdy - pozycja

Ile to pieniędzy?

  • nowy komplet dobrych opon;
  • nowa kierownica i mostek;
  • nowy kask;
  • komplet ochraniaczy;
  • 4-dniowy wypad w góry;
  • 5 wpisowych na zawody.

To całkiem sporo rzeczy, które niewątpliwie pchną Twoją jazdę do przodu. Oczywiście nie namawiam Cię do jazdy bez kasku na rzecz treningu, ale zaufaj mi – po szkoleniu będziesz pukał się w kask, jak mogłeś wywalić trzy stówy na bardziej przyczepne opony, podczas gdy lekka zmiana pozycji w zakręcie daje 2 razy lepszy efekt. A jeśli mnie znasz, to wiesz że w rowerze bez przerwy coś zmieniam, więc wiem co mówię…

Szkolenia techniki jazdy - zakręt w bandzie

Pierwszego dnia szkolenia pojawiały się standardowe dyskusje o sprzęcie: czy ten bieżnik jest wystarczająco agresywny, czy na 29erze da się zrobić slalom, czy lepiej pompuje się na fullu czy na hardtailu…?

Rady 1Enduro są fajne, ale nijak się mają do efektów szkolenia

Trzeciego dnia wszelkie wymówki sprzętowe budziły już tylko uśmiech politowania. Jeden z uczestników nawet wspomniał, że czyta 1Enduro i zmienił w rowerze parę rzeczy kierując się moimi radami. I że fajnie, ale nijak się to ma do efektów szkolenia. #jakżyć

Szkolenia techniki jazdy - bunnyhop manual

Podsumowanie

Do Świeradowa pojechałem w ramach współpracy z POMBA, więc trzy dni kombinowałem, co by tu jeszcze dało się poprawić, co jeszcze jest nie tak, do czego można by się przyczepić – żeby nie wyglądało, że odwalam tu zwykłą reklamę.

Ale się kurka wodna nie dało. Wszystko było punktualnie, trenerzy non-stop przekazywali wiedzę, każdemu poświęcając mnóstwo uwagi. Dawali w 100% spersonalizowane wskazówki, które małymi kroczkami łatwo było zastosować. Grupy nie były za duże, trasy idealnie dobrane. Jeszcze cholera koszulkę każdy dostał… Nie wiem… może że stretchigu nie było na koniec?

Naprawdę, szkolenia są przygotowane profesjonalnie i z zarażającym entuzjazmem. Nic nie jest robione na odpieprz i ani przez chwilę nie masz wrażenia, że może jednak te pieniądze można było wydać lepiej.

Jeśli więc chcesz spędzić fajne 3 dni na rowerze, wskoczyć na wyższy poziom umiejętności i zacząć jeździć świadomie, to nie da się lepiej wydać pieniędzy. Szarpnij się chociaż na wariant podstawowy, a przekonasz się, że szkolenia techniki jazdy będą długim klockiem w tetrisie dla Twojego skilla.

Szkolenia techniki jazdy - grupa

Zdjęcia: Michał Lalik (1Enduro), Michał Kuczyński, Michał Jurewicz

17
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sebastian Gajewski "Zadlo"
Gość
Sebastian Gajewski "Zadlo"

Fajny artykuł i potwierdzam w 100% co w nim jest zawarte(byłem i nie jedno widziałem) najlepiej wydane 380 zł choć sam pumptrack to nie moja bajka to pierwszy maraton tydzień po szkoleniu na zjazdach poszedł rewelacyjnie.

Adam Trela
Gość
Adam Trela

U mnie skokowy wzrost skilla w terenie dało… obniżeie ciśnienia w oponach.

Bartosz Kaczmarski "Sol"
Gość
Bartosz Kaczmarski "Sol"

Byłem kilka razy i zawsze wyniosłem kupę wartościowych doświadczeń. Najważniejsze jest to, że po każdym szkoleniu wiesz co jest słabym punktem, wiesz ile daje jego wzmocnienie i wiesz co robić żeby było lepiej.

Cel na przyszłość – żeby Pajonk powiedział po przejeździe, że było dobrze :)

BTW, ten z czerwonym plecakiem na filmie to ja ;)

Uki
Gość
Uki

Nie byłem, ale może kiedyś będę, a ze szkoleniami to jest tak, jak ich nie masz, wydaje Ci się że są zbędne, a jak liźniesz nawet podstawę, nagle przychodzi olśnienie! Bingo! To ja potrafię aż taaakkk…;0)
380zł, w sporcie gdzie gumy na sezon potrafią tyle kosztować, no bez jaj, to nie są straszne piniundze!… chyba, że ktoś woli przepić ( taki dżołk:D)

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Tylko jak to jest możliwe, że 90% w tym zestawieniu jest zwyczajnie paskudna?
A może ja mam jakiś spolszczony gust, bo podoba mi się tylko ns snabb i nowy primal… no i może jeszcze ten nukeproof :(

wonzky
Gość
wonzky

Byłem na tym szkoleniu w pierwszy dzień na podstawowym+. Każda wydana złotówka, każda spędzona tam minuta była tego warta. Świetna atmosfera, świetne podejście do każdego ucznia. Niby tylko 4 godziny, ale był to w zupełności wystarczający czas, by każdy był wzięty w obroty. Fajnie było zobaczyć co człowiek robi źle – jakich niedobrych nawyków nabrał jako samouk. Jak kontuzję wyleczę całkiem, to na szkolenie zaawansowane zawitam z pewnością.

Polecam każdemu, kto czuje, że ma coś do poprawienia w swojej technice jazdy.

Dżul zasadniczo
Gość
Dżul zasadniczo

EVIL INSURGENT plus BELL plus buty na ściankę i mikołaj może zostać w domu..

Fajny tekst i święta prawda z cebulakami..

Kulo
Gość
Kulo

Zbyt mądrze mówisz kurde :P Same dobre porady, szkoda tylko że jest ich aż tyle że musiałbym wydać na nie z 6 tysięcy żeby większość spełnić :D Ale blog serio kozacki i nie ma praktycznie nic co by się nie przydało w prawdziwym życiu :D

trackback

[…] Jeżeli zaglądaliście do nas wcześniej, to powinniście wiedzieć, że nie jesteśmy żadnymi wyjadaczami a z prosami mamy tyle wspólnego, że kilku znamy osobiście, a obok kilku innych kiedyś staliśmy. Wręcz przeciwnie – jesteśmy parą trzydziestolatków, którzy zajawkę na rower złapali stosunkowo późno. Doświadczenie mamy niewielkie, a umiejętności jeszcze mniejsze. Dlatego szkolenie opisywać i oceniać będziemy z perspektywy osoby „zielonej” i głównie do takich laików jak my ta opinia jest skierowana. A jeżeli jeździsz pierdylion lat i wydaje Ci się, że nie potrzebujesz żadnych szkoleń – zajrzyj tutaj. […]

trackback

[…] Jeżeli zaglądaliście do nas wcześniej, to powinniście wiedzieć, że nie jesteśmy żadnymi wyjadaczami a z prosami mamy tyle wspólnego, że kilku znamy osobiście, a obok kilku innych kiedyś staliśmy. Wręcz przeciwnie – jesteśmy parą trzydziestolatków, którzy zajawkę na rower złapali stosunkowo późno. Doświadczenie mamy niewielkie, a umiejętności jeszcze mniejsze. Dlatego szkolenie opisywać i oceniać będziemy z perspektywy osoby „zielonej” i głównie do takich laików jak my ta opinia jest skierowana. A jeżeli jeździsz pierdylion lat i wydaje Ci się, że nie potrzebujesz żadnych szkoleń – zajrzyj tutaj. […]

Marcin Maj
Gość
Marcin Maj

Sorry ale wszystkie sensowne szkolenia Pomby odbywają się w roku 2018 w Świeradowie Zdroju. Gdzie to jest? To na pewno bardzo daleko od miejsca w którym mieszkasz. W rogu mapy Polski. Coś jak Suwałki albo Świnoujście, tylko bez drogi dojazdowej występującej w tych 2 przypadkach.

Leszek
Gość
Leszek

220 km od mojego miejsca zamieszkania, dojazd całkiem przyzwoity, góra 3,5h jazdy. W czym problem? Nawet z dojazdem ze Świnoujścia, skąd jeszcze trochę i S3 będzie prowadzić prawie pod same miejsce docelowe. No chyba, że ktoś mieszka w Suwałkach, to wtedy faktycznie problem jest.

Łukasz
Gość
Łukasz

Zna ktoś 20′ dętki spełniające podane wymogi. Link do continentala wygasł. :(. W sklepach internetowych nie mogę znaleźć informacji o wykręcanym rdzeniu czy gwincie.

Łukasz
Gość
Łukasz

Jestem Kolejnym który pomylił artykuły. Sory.

Czytaj kolejny artykuł

Czy enduro jest niebezpieczne?

W zeszłą sobotę, podczas zawodów Enduro World Series w Crested Butte doszło do tragicznego wypadku. Na trzecim OS-ie, prawdopodobnie w wyniku wewnętrznego urazu klatki piersiowej, zmarł Will Olsen, 40-letni lokalny rider. Zawody zostały odwołane.

To już drugi taki wypadek w MTB w przeciągu ostatnich dwóch tygodni, po śmierci Marka Kingstona na ścieżkach Swinley Forest. Tak tragiczna passa nasuwa pytanie: czy enduro jest niebezpieczne?

Crested Butte Will Olson wypadek

Źródło: profil FB Enduro World Series

Zazwyczaj rolę sztandarowego kolarskiego sportu ekstremalnego pełni downhill. A tymczasem w DH – odpukać – nie było wypadku śmiertelnego od roku, a wcześniej nie-wiadomo-kiedy.

Trasy zawodów enduro nie odbiegają poziomem trudności od tras DH i są pokonywane z podobną prędkością, a mimo to zazwyczaj:

  • nawierzchnia nie jest przygotowana, wygrabiona i poukładana – i dobrze, w końcu ścigamy się w naturalnym terenie;
  • na drzewach nie ma materacy, a nad stromymi spadkami siatek;
  • OS-y są pokonywane on-sight, bez wcześniejszego treningu na trasie;
  • wielu zawodników jest uzbrojonych tylko w otwarte kaski i ochraniacze na kolana, ew. łokcie;
  • trasy są długie i położone na odludziu, bez obstawy technicznej i kibiców, którzy mogą błyskawicznie zareagować.

Motocykliści, wychodząc z domu, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że każda przejażdżka może skończyć się tragicznie, w dodatku zazwyczaj nie z ich winy. My czujemy się dużo bezpieczniej – zwłaszcza w górach, gdzie większość zagrożeń zależy od nas samych. Warto mieć świadomość, że wypadki z najczarniejszym zakończeniem się zdarzają. Warto też inwestować w naukę techniki jazdy, a do tego jak najlepszy kask i ochraniacze. Ale czy od razu świadczy to o tym, że nasz sport jest niebezpieczny dla życia…?

Czy enduro jest bezpieczne

Każdy „normalny” człowiek pewnie stwierdziłby, że z bezpieczeństwem nie ma to wiele wspólnego, ale… / fot. EMTB.pl, Łukasz Szrubkowski, Krystian Maciejczyk

Każdy z nas ma te zagrożenia gdzieś z tyłu głowy, robiąc wszystko, żeby siedziały tam cicho i zbytnio nie przeszkadzały. Jazda na granicy, ryzyko i adrenalina są nieodłącznymi elementami układanki, które decydują o tym, że chce nam się ruszyć tyłek z kanapy. Wiemy, że możemy się wywrócić. Dociera do nas, że stosunkowo łatwo możemy złamać rękę, obojczyk, obić sobie tyłek czy nawet stracić zęba i doznać wstrząśnienia mózgu. Nikt nie bierze pod uwagę, że może nie wrócić do domu.


I słusznie.

Każda jedna śmierć na szlaku to wielka tragedia. Ale to tylko ułamek promila wszystkich bikerów czerpiących codziennie radochę z jazdy na granicy bezpieczeństwa. I przekraczających ją. Glebiących, obijających się, łamiących. A potem wracających.

Taki jest nasz sport: ryzykowny, ale w gruncie rzeczy… bezpieczny. Najwięcej zależy od tego, jak jesteś przygotowany fizycznie i sprzętowo. Jakiego masz skilla i ile hajsu wyłożyłeś na ochraniacze. Jak mocno ciśniesz i jak daleko wykraczasz poza swoją strefę komfortu.

Przez 99% czasu, Twoje bezpieczeństwo jest w Twoich rękach. Wolę to, niż stoczenie się autokarem z górskiej skarpy czy zgarnięcie z pobocza przez pijanego tirowca.

A głupie, niepotrzebne i tragiczne wypadki niestety się zdarzają.


Zdjęcie tytułowe pochodzi z profilu FB Enduro World Series.

14
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Roland Rick
Gość
Roland Rick

Of course William Olson’s fatal accident is a tragedy. But it is definitely false making a hype of it and condemn Enduro riding. Many more accidents happen in street traffic and elsewhere. I am doing professional mountain bike guiding: Always at the end of single track riding and back to the street with car traffic, I warn my guests that – back to street – bike riding becomes now really dangerous, because within car traffic you ride no longer self-determinated. http://www.pipobike.com

magicor
Gość
magicor

Zasadniczo nie stratuję w zawodach i nie wiem jak to jest kiedy na starcie oesa puls rośnie, a na mecie adrenalina wylewa się uszami, ale wiem ze można porządnie zabawić się na rowerze i co najważniejsze bezpiecznie! Zeszły tydzień spędziłem w górach, nadymany jak balon, pałający żądzą wyżycia się i pojeżdżenia na maksa już po kilku km zaliczyłem bolesna glebę. Nie dało mi to jednak nic do myślenia, a dopiero po drugim przyziemieniu, które skutecznie wykluczyło mnie z jazdy następnego dnia, odebrałem sygnał ostrzegawczy, odrobiłem lekcje i zastanowiłem się co jest nie tak… Oto kilka subiektywnych wniosków: Przede wszystkim sugeruję… Czytaj więcej »

Adrian
Gość
Adrian

MĄDRZE PRAWISZ. Mam identyczne odczucia i doświadczenie. Spiną i nerwami w ramach ich wyładowania człowiek zrobi sobie tylko krzywdę :)

harry
Gość
harry

Sport niebezpieczny jak każdy inny, ale podczas rywalizacji ryzyko drastycznie rośnie… Osobiście, podczas 25 lat mojego tułania po górach miałem dwie sytuacje gdzie Śmierć był blisko… Raz, znany i lubiany zadymiarz zalicza glebę, lądowanie brzuchem na pieńku, poważne obrażenia wewnętrzne, na szczęscie GOPR sprawnie zadziałał. W szpitalu powiedzieli, że za 5 minut było by za późno… Dwa, mniej znany ale równie lubiany fan jazzu. Gleba na PODJEŹDZIE (sic!) przy bardzo małej prędkości, dostaje strzał kierownicą w udo. Po nieudanej próbie rozmasowania cierpnącej nogi zawożę go do domu. Wieczorem dzwoni, ze jest po operacji przeszczepu zmiażdżonego fragmentu tętnicy! Gdyby pękła w… Czytaj więcej »

Hubert
Gość
Hubert

zwTo ja dorzucę swoje: wywrotka pod wyciągiem w Kasinie Wielkiej, na płaskim i technicznym żwirku, przy tempie emeryta – rozcięcie ręki pod łokciem 15 cm. Pierwszego dnia dwu tygodniowego urlopu :)

TatoMCSE
Gość
TatoMCSE

Czy ja wiem czy taki niebezpieczny. Dużo bardziej kontuzjogenna (jest taki wyraz?) jest piłka nożna ;-)

Uki
Gość
Uki

Czy Rower w górach jest kontuzjogenny? Owszem, może być, zwłaszcza jak ktoś rywalizuje w zawodach, albo jedzie z ekipą która lubi podkręcać( tu potrzeba dojrzałości i asertywności, by nie ulegać czasami głupim namowom w stylu „dasz radę, to tylko 1m drop! Nie bądź D…a”)no i same GÓRY to już dostateczna nauka pokory. Mnie obecny kształt Enduro MTB nie spasował, po prawdzie odłączyłem się lata temu ze względu na napinkę, na postępujące zmiany w kierunku uczynienia z tego drogich wyścigów w bardzo trudnym terenie, głównie nastawionym na zjazd( nie żebym nie lubił takowego! Często i gęsto sam podkręcam tempo, ale ja… Czytaj więcej »

Maryn
Gość
Maryn

Dobrze prawi, polać mu!

M
Gość
M

Rower, góry i brak kontuzji … Owszem, ale tylko jeśli jest się rozsądnym. Spędziłem ostatnio 4 dni w żywieckim, plany były ambitne, jak zawsze ;) Spałem na Boraczej, jeździłem tu i tam. Tak się trafiło, że pojechałem w największe upały. Nie dość, że ciepło, to jeszcze mało znane tereny, bo większość czasu w górach, spędzałem w okolicach Wisły, czy Bielska. Pogoda i ilość spotykanych ludzi na szlakach, szybko zweryfikowała moje plany. Przez 10 godzin, spotykałem po 6 osób idących pieszo. Tym samym moje zapędy na ambitną jazdę odeszły w dal, a rozsądek wygrał ; poważna gleba i znajdzie mnie ktoś… Czytaj więcej »

K
Gość
K

Ja wychodzę z założenia że samemu to można na szosę czy okoliczne pola, ale w góry jeździ się zawsze w towarzystwie. Nigdy nie wiesz czy nie trafi się jakiś pech, głupie potknięcie/dziura/kamień przysypany liśćmi i złamana noga – a ty jesteś na odludnym dzikim szlaku gdzie nikt nie chodzi a zasięg telefonu jest na szczycie tego 300-metrowego wzniesienia z którego właśnie zjeżdżałeś.

No i towarzystwo to nie tylko bezpieczeństwo, ale także okazja do pogadania, poznania nowych ludzi, dodatkowa motywacja do poprawy kondycji/techniki, czy nawet oszczędność na paliwie (podział kosztów dojazdu). Ogólnie jazda po górach w towarzystwie to sama przyjemność.

Leszek
Gość
Leszek

Aha, czyli jak się nie ma towarzystwa, to siedzi się w domu i TV ogląda? Bez sensu!

drobniak
Gość
drobniak

Niebezpieczne czy nie to zależy tylko od nas. Osobiście najwięcej gleb zaliczyłem na podwórku, a większość miejsc w których jeżdżę, jestem pierwszy raz. Najważniejsza zasada to znać swoje możliwości, umieć oszacować siły na zamiary czy to przed tripem czy w trakcie.
Ochrona czy jej brak to już inna sprawa, każdy jeździ tak żeby czuł się bezpiecznie, tak jak lubi. Trzeba się nauczyć luzować gumę w majtach, podchodzić do tego bez spiny, wiedzieć kiedy odpuścić, jak to w życiu.
Pozdrawiam z południa.

Tomo BB
Gość
Tomo BB

A ja powiem tak. Pawda jest taka, że jazda enduro i w ogóle „prawdziwa” jazda MTB jest bardzo niebezpieczna sama w sobie, tu nie ma dwóch zdań. Jasne że mozna zginąć w domu czy na ulicy ale to nie to samo, ponieważ w przypadku MTB sami, z własnej woli, nieprzymuszeni przez nikogo wbijamy w las i narażamy się na spore niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia. Praktycznie przy każdym zjeździe o kolejne milimetry przekraczamy swoje granice, jedziemy ciut powyżej swojego faktycznego skila. Każdy dobrze wie że tak jest i nie mówcie, że „trzeba jeżdzić 100% bezpiecznie na miarę swoich umiejetności” bo… Czytaj więcej »

Leszek
Gość
Leszek

„Praktycznie przy każdym zjeździe o kolejne milimetry przekraczamy swoje granice, jedziemy ciut powyżej swojego faktycznego skila.” I to jest właśnie głupota mogąca skutkować tym co wyżej napisałeś. Jazda tuż poniżej granicy, ewentualnie na 100% (choć z tym może być problem), bo powyżej to tak jak jazda powyżej przyczepności opony – kończy się źle. Jeśli nawet oceniło się, że jazda była powyżej granicy umiejętności, a przejazd był w pełni opanowany, to znaczy, że granica została źle oceniona i była zaniżona. Może to i dobrze, bo przynajmniej poprzeczka jest na tyle wysoko ustawiona, że zapewnia spore bezpieczeństwo, gorzej jak ktoś jedzie na… Czytaj więcej »

Odwiedź mój profil na
Instagram Top