Menu
Menu Szukaj

E-bike do enduro - poradnik zakupowy

Wybór roweru trail/enduro sam w sobie nie jest łatwy – skok, rozmiar koła, geometria… Dodanie do tego wszystkiego elektrycznego wspomagania powoduje critical error mojej skrzynki mailowej. Zebrałem więc wszystkie najważniejsze kwestie, które warto wziąć pod uwagę wybierając rower elektryczny.


Poradnik powstał dzięki współpracy ze sklepem Bikester, sprzedającym rowery elektryczne (m.in. Cube, Haibike, Focus i Ghost) z takim rabatem, że aż się nie opłaca bloga prowadzić (do 40%) – jeśli przymierzasz się do zakupu, warto zajrzeć!


Silnik

Zanim przejdę do opisu najpopularniejszych systemów, dwie uwagi ogólne:

  • standardem w elektrycznych rowerach trail/enduro jest napęd centralny, tzn. silnik zabudowany w przednim trójkącie ramy. Zapewnia to optymalne położenie środka ciężkości i nie podnosi masy nieresorowanej. Owszem, silnik w tylnej piaście też ma swoje zalety (np. nie zżera łańcucha i kasety), ale zostawmy to rozwiązanie e-bike’om pełniącym rolę codziennego środka transportu;
  • moc znamionowa wszystkich systemów to narzucone przepisami 250 W, ale nie oznacza to, że każdy silnik ma identyczne osiągi. Różnice w chwilowej mocy maksymalnej sięgają 15%, a w momencie obrotowym – nawet 30%.

Specialized Turbo Levo Comp 2019

Shimano STEPS E8000 / E7000

Testowany przeze mnie system Shimano STEPS E8000 szybko stał się punktem odniesienia dla innych producentów i jedynym, który pod względem popularności może konkurować z Boschem – a to oznacza łatwy dostęp do serwisu i części.

Ale największe zalety systemu Shimano to niewielkie gabaryty i masa (pozwalające producentom rowerów zaprojektować dobrą geometrię), niskie opory wewnętrzne oraz naturalne, intuicyjne wspomaganie z dobrze działającym trybem automatycznym (Trail).

Poszczególne tryby pracy można też spersonalizować (wzmocnić/osłabić) za pomocą aplikacji, choć w ograniczonym zakresie. Ich wybór umożliwiają dobrze przemyślane elementy sterujące, zwłaszcza przy połączeniu minimalistycznej manetki E7000 z czytelnym, kolorowym wyświetlaczem E8000 – domyślna manetka E8000 jest wygodna, ale zajmuje miejsce sztycy regulowanej.

Wady to dość głośna praca i nieco już niedzisiejsza pojemność baterii – maksymalnie 504 Wh. Shimano nie grzeszy też mocą i momentem obrotowym (70 Nm w E8000 lub 60 Nm w tańszym E7000), więc miłośnicy pałowania na najmocniejszym wspomaganiu mogą być nieco rozczarowani.

Bosch Performance Line CX Gen 4 (2020)

Bosch tak mocno dostał w dupę od Japończyków, że swój nowy system musiał zaprojektować praktycznie od zera. Efektem widocznym na pierwszy rzut oka są wymiary porównywalne z Shimano, normalna zębatka korby i drastycznie obniżone względem starego modelu opory wewnętrzne. Poprawiono też działanie trybu Turbo, który miał tendencje do szarpania przy precyzyjnych manewrach – teraz załącza się i moduluje moc znacznie płynniej. Ale najlepszy jest nowy akumulator zintegrowany o pojemności 625 Wh, który powinien bez problemu wystarczyć na pokonanie ponad 2000 metrów przewyższenia. Szybko stał się on standardem w nowych elektrykach na sezon 2020, co na pewno dobrze wpłynie na konkurencję.

Po poprzedniku nowy silnik odziedziczył wysoką moc maksymalną, przyzwoity moment (75 Nm) i naturalne wspomaganie, zwłaszcza w trybie automatycznym (eMTB). Niestety odziedziczył też elementy sterujące – manetek/wyświetlaczy jest kilka do wyboru, ale najprostszy, domyślny wariant (Purion) to dokładnie ten sam wielki ekran z nieergonomicznymi przyciskami, co w starym systemie. Przy tak totalnej przebudowie całej reszty, brak kontrolera na miarę 2020 jest dla mnie niezrozumiały – podejrzewam, że lada moment pojawi się on jako akcesorium.

Pierwsi testerzy narzekali też na głośną pracę – dźwięk przy pedałowaniu jest podobny, jak w starym modelu (trochę niższy, niż w Shimano, ale dalej irytująco głośny), ale problemem jest grzechotanie wnętrzności na zjazdach. Wszystko jednak wskazuje na to, że jest to problem pierwszych egzemplarzy przedprodukcyjnych, które trafiły do mediów – miałem możliwość na takim pojeździć i faktycznie stukał okrutnie, natomiast silnik w rowerze sklepowym był już cichy.

Bosch Performance Line CX – poprzednia generacja

Czy warto jeszcze kupić rower z systemem Bosch poprzedniej generacji (poznasz go po malutkiej zębatce korby, zwłaszcza przy gargantuicznych rozmiarach reszty)? Ja bym nie kupił, bo na tle nowszych konstrukcji wypada on blado: jest wielki, ciężki i praktycznie uniemożliwia jazdę bez wspomagania (wysokie opory plus wewnętrzne przełożenie usztywniające biegi). Ale z drugiej strony, jego praca zawsze była w porządku, zwłaszcza po wprowadzeniu nowego oprogramowania z trybem automatycznym.

Wszystko więc zależy od tego, jak bardzo sklepy przecenią rowery z tym silnikiem (można to sprawdzić np. w Bikesterze, który jest partnerem tego wpisu) – może się okazać, że będą one ciekawą opcja dla osób szukających e-bike’a za jak najmniejsze pieniądze.

Brose Drive S Mag

Brose rzadko występuje jako kompletny system – najłatwiej spotkać go w rowerach Specialized, gdzie silnik tego producenta połączono z akumulatorem i sterowaniem własnego projektu. Otwartość systemu jest ogromną zaletą, biorąc pod uwagę jak zostało to wykorzystane – manetka Speca jest najlepsza na rynku, w aplikacji można personalizować wszystkie tryby w nieograniczonym zakresie, a akumulator 700 Wh pozwala zapomnieć o range-anxiety (aczkolwiek wywołuje inne lęki, związane ze stanem konta).

Sam silnik charakteryzuje się przede wszystkim cichą pracą, dzięki wykorzystaniu paska zębatego w wewnętrznej przekładni. Oferuje też najwyższy z opisanych tu systemów moment obrotowy (90 Nm), co przekłada się na poczucie wyższej „mocy”. Tę jednak łatwo kontrolować, bo wspomaganie Brose jest bardzo płynne i naturalne.

Moim zdaniem jest to najlepszy system na rynku, ale oceniam go z punktu widzenia Specializeda, który po pierwsze świetnie go zaimplementował, a po drugie, dobrze ogarnia gwarancję. W przypadku roweru innej marki, warto przed zakupem sprawdzić dostępność serwisu, która w przypadku „niszowych” napędów może być argumentem przechylającym szalę na korzyść Shimano lub Boscha.

Yamaha PW-X

Podobnie jak w przypadku Brose, system Yamahy jest kojarzony głównie z jedną marką: Giantem (choć zdarza się też m.in. w Haibike). I również Giant sam opracował swoje manetki (niestety nie tak udane, jak w przypadku Specializeda) i baterie (o standardowej pojemności 500 Wh, ale od 2020 z opcją dokupienia zewnętrznego range-extendera).

Sam silnik na tle konkurencji wyróżnia się charakterystyką – gdyby Shimano (lub nowego Boscha) porównać do wysokoobrotowego silnika benzynowego, Yamaha byłaby turbodieslem. Nie dlatego, że dymi na czarno, ale przez wysoki moment obrotowy (80 Nm), w dodatku dostępny przy niższej kadencji. Wydaje też inny, niższy dźwięk, choć z pewnością nie jest cicha.

Najczęściej wymienianą wadą są „tiki nerwowe”, czyli delikatne wyrywanie się napędu, kiedy stoisz w miejscu z nogą opartą na pedale. Ogólnie jednak, będąca w cieniu rywali Yamaha jest dla nich godnym konkurentem (zakładając że Giant/Haibike stanie na wysokości zadania, jeśli chodzi o serwis).

Fazua Evation

Ostatni system najbardziej różni się od pozostałych. Mimo rozsądnego na papierze momentu obrotowego (60 Nm), oferuje wyraźne słabsze wspomaganie – najsłabszy tryb w zasadzie tylko równoważy dodatkową masę systemu, a najmocniejszy pcha nieco lepiej od Eco w innych silnikach. Dzięki temu, mały i lekki akumulator o pojemności zaledwie 250 Wh wystarcza na dłużej, niż wynikałoby to z prostych obliczeń metodą matematyczną.

Nagrodą za te kompromisy jest ultra-smukła konstrukcja pozbawiona wewnętrznych oporów, którą w dodatku można niemal całkowicie zdemontować z roweru, pozostawiając tylko lekką przekładnię połączoną z suportem – silnik z baterią można zastąpić plastikowym deklem i bez żadnych kompromisów używać roweru „analogowo”. Największa wada? Paskudna, wyglądająca jak prototyp manetka.

Póki co, Fazua lepiej przyjęła się w elektrycznych gravelach i szosówkach – jedyny rower enduro to Lapierre e-Zesty – ale mam nadzieję, że producenci odważniej podejdą do tego systemu i rozszerzą swoje portfolio o „miękkie” e-bike’i. Dla kogoś, kto nie potrzebuje srogiej mocy, a od czasu do czasu chciałby pojeździć bez silnika np. w bikeparku, jest to świetne rozwiązanie.


Bateria

W przypadku akumulatora, potocznie zwanego baterią, warto zwrócić uwagę na cztery kwestie:

Pojemność

Wartość wyrażana w watogodzinach (Wh) decyduje o zasięgu, ale też masie akumulatora. Do niedawna standardem była pojemność 500 Wh, wystarczająca na pokonanie 1000-1500 metrów przewyższenia. Nowa zintegrowana bateria Boscha podniosła jednak poprzeczkę do 625 Wh, a Specialized Turbo Levo jest dostępny z ogniwem 700 Wh. To już wystarczająco dużo, żeby (przy rozsądnym korzystaniu z trybów) jeździć cały dzień bez nerwowego spoglądania na wskaźnik poziomu naładowania. Kolejnym trendem są range-extendery, czyli dodatkowe zewnętrzne akumulatory montowane na dolnej rurze – takie rozwiązanie oferuje np. nowy Giant Reign E.

Bateria zewnętrzna czy zintegrowana?

Na ukryciu baterii w dolnej rurze wybitnie zyskała estetyka elektryków, pojawiła się też możliwość montażu bidonu, czy wspomnianych range-extenderów. Wciąż są jednak na rynku modele z klasycznym, zewnętrznym akumulatorem 500 Wh. Ma on wiele zalet: jest mniejszy, lżejszy i tańszy, więc można stosunkowo łatwo dokupić zapasowy i zabrać do plecaka na długiego tripa.

Canyon Spectral:ON
Standardowa bateria pozwoli też zabrać e-bike’a na wakacje samolotem – przepisy zabraniają przewożenia tak dużego ogniwa w bagażu, więc jedyną opcją jest wypożyczenie go na miejscu.

Możliwość demontażu

W przypadku baterii zintegrowanej warto sprawdzić, czy można ją łatwo wyjąć z ramy np. w celu ładowania (nie zawsze jest możliwość postawienia roweru przy gniazdku). Na chwilę obecną takiej możliwości nie daje chyba tylko Norco i Rocky Mountain, ale w innych markach demontaż może być kłopotliwy (np. wymagać odkręcenia kilku śrub).

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Położenie w ramie

Baterie do e-bike’ów ważą między 2,5 a 4 kg – to bardzo duża masa, której położenie w ramie zmienia środek ciężkości całego roweru. Dla stabilnego, neutralnego prowadzenia, akumulator powinien znajdować się najniżej, jak to możliwe. Mistrzami pod tym względem są Specialized i Whyte, z baterią zamontowaną pod silnikiem.

Targi Kielce Bike Expo 2019
Najsłabiej wypadają ramy z zewnętrznym akumulatorem i pionowo ułożonym damperem, który wymaga odsunięcia ogniwa w stronę główki ramy.

Manetka/ekran

Nie licząc akumulatorów, jest to moim zdaniem najbardziej niedopracowany element dzisiejszych rowerów elektrycznych. Dobrze robi to Specialized (mały, prosty kontroler przy gripie, diodowy wskaźnik na górnej rurze), nieźle Shimano, zwłaszcza z minimalistyczną manetką E7000 (i wyświetlaczem bezpiecznie schowanym przy mostku), natomiast całkiem źle wypada pod tym względem Bosch, którego podstawowy kontroler wyklucza postawienie roweru do góry kołami.

Integracja

Manetka to niejedyny element pokazujący klasę producenta (zarówno systemu napędowego, jak i całego roweru). To, jak bardzo projektant przyłożył się do swojej pracy, zdradzają też:

  • czujnik prędkości – oldschoolowy, przesuwający się magnes na szprychach coraz częściej trafia na tarczę hamulcową;
  • kable – w najlepszych elektrykach jedyny widoczny kabelek to ten prowadzący do manetki;
  • gniazdo ładowania – solidna klapka powinna skutecznie chronić przed wilgocią, więc kluczowe jest jej szybkie i pewne zamykanie;
  • zabudowanie silnika – połączenie silnika z ramą i ewentualnymi osłonami wpływa nie tylko na estetykę, ale też chłodzenie i łatwość czyszczenia;
  • miejsce na bidon – przy zintegrowanej baterii to żaden problem, ale Canyon udowadnia, że zewnętrzny akumulator też nie jest przeszkodą.

Materiał ramy

Czy warto dopłacić do karbonu? Tak, jeśli zależy Ci na wyglądzie. Przy masie roweru na poziomie 21-24 kg, różnica kilkuset gramów będzie jeszcze mniej odczuwalna, niż w analogu.

Specialized Turbo Levo Comp Carbon
Cięższe i agresywnie jeżdżące osoby mogą jednak docenić wyższą sztywność.

Geometria

Podstawowe kwestie związane z kątem główki ramy, reachem, czy doborem rozmiaru nie różnią się od nie-elektryków. Większe znaczenie zyskują jednak parametry decydujące o podjeżdżaniu:

Długość tylnego trójkąta

Przyjęło się, że im krótszy, tym lepszy, bo dzięki temu rower jest bardziej zwrotny. Niby tak, ale nie do końca. Krótki wahacz powoduje, że utrzymanie przedniego koła na ziemi na pionowych podjazdach jest znacznie trudniejsze, więc trzeba tu szukać kompromisu.

Rowery elektryczne - Bosch Gen4 2020 w Whyte
Moim zdaniem, złoty środek wypada w okolicach 450 mm.

Wysokość suportu

Podobna sytuacja jak z chainstayem: niski suport powoduje, że rower tnie zakręty jak po szynach, ale na technicznych podjazdach, zahaczenie korbą może szybko zakończyć zabawę i rozpocząć pchanie – większy prześwit bardzo pomaga utrzymać się w siodle.

Kąt rury podsiodłowej

Stroma podsiodłówka ułatwia dociążanie przodu i utrzymywanie neutralnej pozycji przy dużym nachyleniu terenu.

Specialized Turbo Levo Comp 2019
Wartości na poziomie 75-76 stopni traktowałbym jako rozsądne minimum.

Skok zawieszenia

W „analogach”, skok długo dzielił rowery na klasy – skoczne i sprawne na podjazdach ścieżkowce miały go mniej, a stabilne, zjazdowe enduraki więcej. Podział ten jest mocno wypaczony w elektrykach, które z natury są ciężkie i stabilne, a do tego podjeżdżają równie dobrze – a może nawet lepiej – z dużym skokiem. Czyli „więcej = lepiej”? W zasadzie tak… Mniejszy skok pozwala wprawdzie uratować trochę skoczności, ale osobiście nie schodziłbym poniżej 140 mm. Ze względu na trakcję na technicznych podjazdach, nie kupiłbym też do górskiej jazdy elektrycznego hardtaila.

Specialized Turbo Levo Comp 2019
A jak już jesteśmy przy zawieszeniu, zwróć uwagę na amortyzator – ciężki elektryk wystawia jego sztywność na ciężką próbę, więc szukaj modeli na goleniach o średnicy co najmniej 35 mm. Budżetowe modele na goleniach 32 mm nie mają tu racji bytu.

Koła

Jeszcze chwilę temu sytuacja wydawała się jasna: producenci elektryków postawili na rozmiar 27+. Mniejsze koła ratowały sztywność, masę i zwrotność, a opony o szerokości 2.8″ zapewniały niezbędną trakcję przy hamowaniu i na podjazdach.

Ostatnio jednak w nowych rowerach – również elektrycznych – niepodzielnie rządzi rozmiar 29″, zwykle połączony z oponami o szerokości 2.6″. Dzięki temu trakcja jest zachowana, a prowadzenie w zakrętach bardziej precyzyjne i lepiej „zdefiniowane”.

Ja jednak za najciekawszy wybór uważam połączenie obu opcji, czyli inspirowany motocyklami mullet bike (z przodu 29″, z tyłu 27+). W swoim Levo zauważyłem, że na luźnych, stromych zjazdach trakcja tylnego koła 29″ jest znacznie bardziej nieprzewidywalna, niż w analogicznym analogu. Masa roweru „ciągnie” w dół, a największa zaleta kół 29″ – lepsze utrzymywanie prędkości na nierównościach – przy hamowaniu staje się ich wadą. Tylne koło 27+ rozwiązuje ten problem, a przy okazji umożliwia zaprojektowanie krótszego, sztywniejszego tyłu.

Canyon Spectral:ON

Opony

O szerokości wspomniałem już wyżej. Pozostałe kwestie to:

  • bieżnik – nie kombinuj z szybkim bieżnikiem, w e-bike’u trakcja tylnego koła jest równie istotna, jak przedniego;
  • masa – ciężki rower wymaga mocnych opon, takich jak Maxxis Double Down, Schwalbe Super Gravity czy Onza EDC;
  • mieszanka – tylna opona w elektryku mocniej dostaje po dupie, więc nie szalałbym z miękką gumą, chyba że naprawdę planujesz epickie podjazdy w mokrych warunkach;
  • tubeless – czy to wymaga komentarza?
  • wkładki antydobiciowe – można bez nich żyć, ale znacznie łatwiej jest połączyć trakcję ze stabilnością, jeśli jakaś pianka chroni opony i obręcze przed dobiciem/skrzywieniem (o czym przekonałem się już na pierwszej jeździe na nowym rowerze…).

Canyon Spectral:ON

Hamulce

Ciężki rower trudniej zatrzymać – thank you, Captain Obvious. Na szczęście jest to oczywiste również dla producentów rowerów, którzy do górskich elektryków zazwyczaj montują 4-tłoczkowe hamulce z dużymi tarczami (203 mm również z tyłu, z przodu zaczyna się pojawiać 220-230 mm). Popularne, sprawdzone modele to SRAM Guide RE/Code, Magura MT5/MT7 i cokolwiek od Shimano.

Specialized Turbo Levo Comp 2019
Jedyne, co warto zrobić po zakupie, to wymienić okładziny na metaliczne – klocki grzeją się w elektryku jak jajko w mikrofalówce, więc żywiczne znikają w oczach.

Napęd

Zacząłem od napędu, skończę na napędzie – ale tym nie-elektrycznym. Dlaczego zostawiłem go na koniec?

<dygresja> Ogólnie to uważam, że producenci silników już dawno powinni zintegrować w nich wewnętrzną skrzynię biegów, ale póki co, mamy co mamy, czyli archaiczną przerzutkę dyndającą na końcu wahacza i czekającą na urwanie przez pierwszy lepszy patyk (znacznie łatwiej o to w elektryku, który po przerwaniu pedałowania chwilę jeszcze „ciągnie” silnikiem). A do tego łańcuch i kasetę torturowane przez czterokrotnie większe obciążenie od tego, do którego były pierwotnie projektowane. </dygresja>

Z tego powodu napęd w elektryku należy traktować jako chwilowy element eksploatacyjny, więc dla mnie kryterium przy wyborze jest odwrotne, niż w zwykłych rowerach, gdzie droższy = lepszy. Jasne, warto zachować minimum godności człowieczej i zakresu, jakie oferuje napęd 11-rzędowy. Niezłą opcją jest też SRAM NX Eagle (miękkie biegi pozwolą nieco wydłużyć zasięg). Ale wszystko powyżej to już zabawa dla bogatych – lekka, wycięta z jednego kawałka aluminium kaseta i tak po sezonie wyląduje na śmietniku.

Rowery elektryczne - Bosch Gen4 2020 w Whyte
Jedno, na co warto zwrócić uwagę to długość korby – wspomniałem już o kompromisie między szybkością w zakrętach a podjeżdżaniem, a krótka korba (165 mm) pozwala ten kompromis mocno nagiąć.


Zobacz też inne /elektryzujące/ artykuły na blogu:

72
Dodaj komentarz

avatar
22 Comment threads
50 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
35 Comment authors
TomekSławekMatCyberniokmira Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Piotrek
Gość
Piotrek

Największym minusem Shimano Steps, o którym tutaj ani słowa to sterownik silnika działający tak, że jak masz tylko 30% baterii to jedyny dostępny poziom wspomagania to Eco. Stąd w wypożyczalniach w górach tak powszechne są napędy Yamaha i Bosch, bo jak klientowi zostanie te 30% baterii, a punkt oddania roweru jest pod dużą górkę 300m w pionie to ludzie klną w niebogłosy na obsługę.

Adam
Gość
Adam

Nie ma ani słowa bo nic takiego nie występuje. Dopiero kiedy ostatnia kreska zaczyna migać a ekran świeci na czerwono zostają zablokowane tryby mocniejsze niż ECO. Tyle że wtedy prądu jest na kilka km. Mam, zrobiłem koło 5kkm więc nie wiem skąd te informacje.

Jan
Gość
Jan

Bzdury,jeżdżę na shimano od marca i nic takiego nie ma dopiero sam koniec bateri odłącza 2 stopnie poza tym eco jeśli jest stromo ale nie kamienisto pozwala spokojnie dojechać do celu bez zbytniego wysiłku

Bart
Gość
Bart

EEEEE. Coś kręcisz. Możesz jeździć do czerwonej kreski na BOOST ( 3 najsilniejszy tryb ) , aż się bateria wyłaczy i zostanie tylko włączony licznik ( tak to jest skonstruowane żeby nie rozładować do 0 baterii) . Mam to wiem . potem zostaje już tylko siła nóg .

Piotruś
Gość
Piotruś

Moje doświadczenia są nieco inne, testowałem wszystkie poza nowym Boshem, i jak dla mnie Specialized zdecydowanie przegrywa z resztą- ma sporą moc, ale jest ona podawana zbyt agresywnie, tryb eco/trail jest używalny, ale na nim mocy z drugiej trony brakuje, tryb boost po ruszeniu korbą wyrywa z maksymalną mocą nie ważne jak szybko ruszę czy jak mocno nacisnę na pedał, do tego ze sporym opóźnieniem reaguje na zmianę siły nacisku na pedał, przy czym robi to skokowo. Shimano jest pod względem precyzji znacznie przyjemniejszy- płynnie się załącza, płynnie podaje moc, jedynie imo zbyt agresywnie się wyłącza- na ułamek sekundy zaprzestanie pedałowania oznacza ponowną sekwencję płynnego dodawania mocy, co zabija płynność na korzeniach, nie jest tak mocny, ale mi to nie przeszkadza osobiście, e-bike ma ze mną współpracować, nie jechać za mnie. Imo najlepszy jest Yamaha, tryb trail akurat mocny, ale przede wszystkim supeł płynnie podaje moc- nawet w trybie najmocniejszym, nie wyskakuje z pełnym momentem od początku, tylko idealnie się załącza do siły jaką podaję na korbę, na technicznych podjazdach to wogóle cud miód malina- płynna moc wraz z chwilowym opóźnieniem odłączenia napędu, akurat aby ustawić korbę by ominąć przeszkodę, na temat oporów się nie wypowiem bo każdy z silników stawiał na tyle nieduże aby mi nie przeszkadzały (30km/h po płaskim, kondycja średnia)
Jedynie tyle że Spec zdecydowanie z tych które testowałem miał najlepiej zgraną kinematykę ramy z napędem, Giant był jeszcze ok, ale Kross (Shimano) to już tragedia- brak bujania bez silnika jest super, bo podjeżdża się jak na ht, ale z silnikiem, przy większej prędkości na podjeździe owocuje to odbijaniem się koła od podłoża, zamiast dawać trakcję.

Piotrek
Gość
Piotrek

Zabrakło charakterystyki dwóch silników: flyon (autorski projekt Haibike) oraz Bafanga, który lada moment wedrze się na rynek OEMu, bo otworzył już fabrykę na Bielanach Wrocławskich ;) teraz już stosuje to niszowa marka American Eagle w swoich fulach elektrycznych.

Mimo to świetny wpis jak zawsze

Andrzej
Gość
Andrzej

Oj tak ciekawy jestem bardzo Flyona, zajawił mnie Haibike nduro 10.0, ostudziła i cena i waga prawie 28 kilo hehhehe.

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Świetny artykuł, wiedza w pigułce idealnie trafiony dla ludzi którzy szukają kierunkowskazu co kupić z elektryków za bardzo dużo pieniądza.

Piotrek
Gość
Piotrek

Odnośnie baterii. Ostrożnie z kupowaniem rowerów ze starych roczników – nawet nowych. Bateria przez długi czas trzymana w rowerze nowym robi się stara. Ogniwa w niej włożone mają przewidywalną żywotność na 500cykli ładowania albo 5 lat. Później bateria będzie dawała mniejsze zasięgi. Dodatkowo jeśli bateria była przechowywana przez zimę w nieogrzewanym magazynie to mogła wpaść w hibernację. A po „wybudzeniu” nie będzie już dawać znamionowej pojemności, bo jakieś ogniwa mogły zwyczajnie paść.

Ps. Baterie można zabrać do samolotu. Trzeba mieć do tego odpowiednią walizkę i dokument CE. Warto dopytać w liniach lotniczych czy coś jeszcze. A jak stać Cię na ebike na 30k to i walizkę za 1k sobie dokupisz ;)

Gaylord
Gość
Gaylord

Mój kolega kiedyś kupił ebike i jak jeździł to ściągał pioruny, bardzo nie polecał

Bart
Gość
Bart

mnie złapała w górach przy zjeździe z Okrąglicy koło Hali Krupowej potężna burza i nie ściągałem piorunów. Ale wyłączyłem telefon. Może warto pomyśleć

JERZY
Gość
JERZY

A TQ montowany w haibike ?

Gary Fisher
Gość
Gary Fisher

Miło posłuchać mądrego.

Piotr
Gość
Piotr

Mam jedną uwagę odnośnie informacji, którą podałeś w artykule. Chodzi o gwarancję na silniki Brose w rowerach Speca. Nie jest wcale dożywotnia jak napisałeś. Spec na silniki udziela 2-letniej gwarancji dla pierwotnego nabywcy. Tu cytat z ich polityki gwarancyjnej: „Specialized-branded components, equipment, shoes, helmets, and paint and graphics on Specialized-branded frames and framesets: 2-year Warranty from the date of original retail purchase. This includes, for example, co-branded suspension parts such as BRAIN equipped forks and shocks, and motors and other drive system components on electric bicycles.”

Tenfilip
Gość
Tenfilip

https://www.boxcomponents.com/Box-Two-E-9-Speed <– to jest dowód na to, że nie trzeba 11s dla zachowania godności:) Sam bym to chętnie założył to analoga, cholery można dostać przerzucając się przez 11 rzędów od najniższego do najwyższego i z powrotem:)

Tenfilip
Gość
Tenfilip

https://www.bikester.pl/haibike-xduro-dwnhll-80-rower-elektryczny-full-mczyni-czarny-oliwkowy-862210.html

To jest definitywnie, do samego końca mojego lub jej, najlepszy rower tej promocji. I to, gdzie najbardziej widzę ebike.
Połączenie tarpana z narzędziem do szybkiej jazdy w dół!

Matt
Gość
Matt

Dobrze napisane. Mam tylko jedną uwagę – ciężar e-bike’ów wydaje się powszechnie demonizowany i łatwo się zapędzić w myślenie typu „jak e-bike to koniecznie pancerne opony, pancerne hamulce, pancerny amortyzator”. Tymczasem:

– masa elektryka to około +10 kg w stosunku normalnego roweru. Jeżeli sam nie jesteś z tych większych gości, to nie jest wcale dużo i nie wymaga żadnych specjalnych rozwiązań w rowerze. Ilu masz nieco większych albo „mniej fit” kolegów, którzy ważą te 10 kg więcej i śmigają na normalnym sprzęcie bez najmniejszych problemów?

Mój przykład: ważę 75 i nawet jakbym ważył 85, to ciągle z powodzeniem mogę jeździć na obecnym rowerze, z 2-tłoczkowymi hamulcami, normalnymi oponami i Foxem 34, bez najmniejszych obaw i z dużym zapasem bezpieczeństwa. A więc gdybym przesiadł się na e-bike sytuacja będzie podobna. Drugi przykład: ze względu na swoje kompaktowe wymiary autor bloga + elektryk waży pewnie tyle samo, co wielu z nas na zwykłych rowerach.
Ponadto elektryk ma masę w dużo korzystniejszym miejscu – nisko przy supporcie, a nie wysoko na cielsku ridera.

Wniosek: masa elektryka zaczyna się robić problematyczna w kontekście wytrzymałości sprzętu dopiero jak sam jesteś z tych cięższych.

Drugi wniosek: całe to gadanie w Internecie (piszę teraz o ogóle, nie o tym konkretnym wpisie czy blogu) jaki to elektryk ciężki, jak to się nie da nim (bez silnika) podjeżdżać, skakać, jak to potrzebuje 4-tłoczkowych hampli i co najmniej Foxa 36 jest w świetle wyżej wskazanych faktów trochę naciągane i wynika bardziej z przyzwyczajenia do liczenia każdego grama w mtb, niż z realnej ogromnej ciężkości zestawu jeździec+elektryk. Bo taki zestaw często waży tyle, co inny jeździec+zwykły rower, przy dużo lepszym rozkładzie masy :)

I mówię to jako osoba raczej negatywnie nastawiona do elektryków.

PabloRS
Gość
PabloRS

Swietny poradnik! Bedzie fajnym odnosnikiem do tego co nastapi za rok dwa. A co do baterii to 700 w Twoim Specu wystarczy na około 3000 w pionie i 60-80 km zasięgu ? Oczywiście rozsądne tryby eco , trail… i pytanie drugie – czy testowałeś juz „lotność” Speca? Bo podejrzewam , ze o ile typowe dropy , uskoki i przelotowe ,płaskie gapy nie stanowią problemu – to bardziej wybijane w góre hopy mogą być już powodem do zmartwień :-) Masa koło 24 kg to jednak nie 14-16….

Adam
Gość
Adam

No właśnie, mam nadzieję że Michał dokładnie to sprawdzi. Osobiście uważam że takie przewyższenie jest nierealne, ale…Swoją opinię opieram na bardzo dokładnym sprawdzeniu Stepsa8000 i Turbo Levo 2017, bateria o praktycznie tej samej pojemności (504 vs 500 Wh). W górach, używając przez 99% trasy trybu ECO (ustawienie fabryczne, nie zdławiony), jedna i druga maszyna odmawia współpracy praktycznie równocześnie, mimo że kumpel waży z 10kg mniej. No i jeżdżąc w ten sposób 1500m jest właśnie tą granicą. Boosta praktycznie nie używam, na Eco można znacznie więcej niż na analogu a Trail to już na wybitne podjazdy. Ja bym liczył na jakieś 2200-2400m przy baterii 700Wh. Z drugiej strony Michałowi wyszło 2400m na Stepsie i 504Wh…

mamba
Gość

No nie wiem.
Rower Liv Intrigue bateria 504.
1400 metrów przewyższenia, wszystko na booście właśnie w celu sprawdzenia możliwości.
https://www.strava.com/activities/1998514401
Ile byłoby w trybie eco?
Mozna gdybać.

Adam
Gość
Adam

Fajnie. Jest taka strona, duuużo testów e-bike, mają też procedurę „Real-world range”. Można przejrzeć, testują zawsze na najmocniejszym trybie, Tak na szybko Canyon neuron 504 Wh, 713m przewyższenia, BH Atom, 720Wh, 1060m przewyższenia…
https://www.emtb-news.de/news/en/canyon-neuron-on-test/
https://www.emtb-news.de/news/en/bh-bikes-atom-x-carbon-review-the-future-is-now-exclusive-test-of-a-brand-new-e-bike/
Jest i nowy bosch z aku 625Wh – 1230m przewyższenia:
https://www.emtb-news.de/news/en/bosch-performance-cx-test/

Sporo tego mają, można poczytać i wziąść pod uwagę, aby się w „real world mocno nie zdziwić. Wiadomo, tego typu procedury nie są znormalizowane itp itd tym niemniej nie jestem przekonany. No i zasadnicza kwestia – skąd dane o przewyższeniu? Bo jak z GPS to sobie można je delikatnie mówiąc wsadzić…

Adam
Gość
Adam

Napisałem rano dość obszerny komentarz, ale nie przeszedł. Drugi raz nie chce mi się tego tworzyć, więc napiszę w skrócie. Jest pewien portal zajmujący się tematami ebike, dużo testów, i jednym z nich jest właśnie „real world range” gdzie na trasie testowej jedzie się na najmocniejszym trybie do wyczerpania baterii, testy są na Stravie. Rano wrzucałem linki ale przypuszczam że to był powód nieopublikowania komentu, tak więc powiem tylko że wyniki wahają się od 800-1200m przewyższenia, z tym że ta górna granica to dla aku 700Wh…oczywiście w grę wchodzi wiele zmiennych…jak ktoś będzie jeździł po asfalcie to wynik będzie różny od kamienistego podjazdu itp. Ja mogę być tylko pewien dwóch maszyn które znam z wielokrotnych wyjazdów w góry i tak jak pisałem, 1500m max przy baterii 500Wh i praktycznie tylko eco. Jak przetestuję w górach coś innego to może zweryfikuję poglądy.

walak
Gość
walak

Potwierdzam podobne wyniki. Szczyrk, bateria 500, 41km, cały czas tryb eko, 1600 przewyższenie, 2 osoby amatorzy, Giant E+i Levo FSR2019. Następnie Beskid Makowski, Giant E+, 56km, 1390 przewyższenia.

Murray
Gość
Murray

Ja wczoraj w Beskidzie Makowskim na specu 504 Wh zrobiłem 49km ,1350hm i zostało jeszcze 28% akumulatora. Jeżdżę w większości w trybie eko zmniejszonym do 25% . Oczywiście używam też większego wspomagania jeśli jest taka potrzeba ale głównie eko.
Najwięcej przejechałem z tego co pamiętam 56km i ponad 1900hm.

mira
Gość
mira

jak ktoś przykładowo waży 50 kg to chyba oczywiste ,że pokona dłuższy dystans niż mięśniak o wadze 90kg

GDD
Gość
GDD

Levo cudownie lata, dużo łatwiej niż analog.

Ilia
Gość
Ilia

Takie szybkie pytanie z innej beczki mam. Kto jest teraz dystrybutorem RockShoxa, bo mi potrzeba i zapomniałem. Pamiętam, że ktoś ze Słowacji i handluje GT.

Marjan
Gość
Marjan

Aspire.eu

analog
Gość
analog

Skoro coraz więcej wpisów o jebajkach to może należałoby zmienić nazwę na 1e-enduro?

Ilia
Gość
Ilia

Też mi to przyszło do głowy :)

Pietrek
Gość
Pietrek

Michał, nie obrażaj się na rzeczywistość. Złapałeś zajawkę na e-bike, to jasne. Po ostrości Twojej odpowiedzi wnoszę, że zajawkę dodatkowo obarczoną wypieranym poczuciem winy ;-)
Wyluzuj, można jeździć na motocyklach bez wyrzutów sumienia :-)

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Ja dlugo dumałem jaki ebike kupić za mało cebulionów i wpadła mi w ręce demówka Giant stance e+. Jeździ się bajecznie mimo wyposażenia które z początku odrzucałem jako biedne :)

Bart
Gość
Bart

Jestem szczęśliwym właścicielem Krosa Soil Boost 2.0 od roku. Użytkuje go raczej w ciężkich warunkach – skaliste i błotniste szlaki turystyczne i zwózki drewna w Pasmie Policy i Koskowej góry Silnik shimano e8000 , jak każdy mechanizm gdy pracuje trochę mruczy ( kwestia przyzwyczajenia bo w końcu to rower elektryczny ) . Trzeba pamiętać o czyszczeniu silnika i dbaniu o styki ( pasta przewodząca a antyutleniająca np elektrix) , inaczej może się czasem włączać błąd W013 ( spowodowany mikro przerwami w dostawie prądu do kompa ). Bateria 504 wh wystarcza po „nauczeniu się ” z korzystania ze wspomagania na 50 -70 km ciężkich górskich wypadów. Zewnętrzna bateria „delfinek ” na rowerze jest ok , bo jest mała ( krótka) i druga taka zapasowa mieści się w 15L plecaku ( kupiłem po prostu drugą baterię ) , tak więc jak potrzebuje mam do dyspozycji 1008 Wh. Co do mocy silnika -70 Nm . Jest absolutnie wystarczająca dla osoby z ekwipunkiem warzącej 86 kg plus rower 23km. Na ostrych podjazdach trzeba ją nawet zredukować ( ja zredukowałem tryb BOOST do 50 Nm i 300% wsparcia pedałowania ) bo jak trzeba wjeżdżać technicznie na ostry podjazd , stać pedałując dodatkowo dociskając przednie koło, to tylne koło się nie ” zrywa „, a przy 70 Nm tylne koło ” kopało ” w miejscu na mokrych kamieniach lub luźnej nawierzchni, poza tym jest mniejsze zużycie baterii. Bardziej się umorduję ale jest większa gwarancja pokonania góry. Co do kasety i łańcucha to przewiduje ich żywot w ebikach na jeden sezon. Proponuję na ciężkie szlaki opony z okrągłym profilem i 3.0 ( jeździłem też na 27,5×2.8 ale na luźne kamory przy zjazdach lepsze są większe ” blazy ” czyli 3.0 ) . Naprawdę fajna sprawa dla 40 latka taki e bike. POLECAM .

Endurofina
Gość

Ad baterii – dodałbym jeszcze, że schowanie baterii w dolnej rurze to zabieg mający na celu obniżenie środka ciężkości, wyprowadzenie jej masy już poniżej suportu :D .

Bart
Gość
Bart

P.S . PRZECZYTAJCIE !!!!! Dziś miałem pecha i uszkodziłem gniazdo zasilania w silniku Shimano e8000 ( takie na 4 piny ), kołnierz gniazda wykonany z plastiku kruchego jak skorupka jajka , pękł na kilka części . . Zadzwoniłem do serwisu Shimano Polska , żeby kupić uszkodzoną część, bo jest możliwość wykręcania jej z silnika ( jest montowana na cztery śruby pod demontowalna pokrywą silnika gdzie są wszystkie złącza ) i dowiedziałem się ,że muszę kupić sobie nowy silnik za 3000 zł , bo Shimano uważa to za nierozbieralne i części nie dostarczy, oraz mimo mojej prośby nie wykręci z uszkodzonego silnika który na bank mają na serwisie. Ekstra podejście / GRATULACJE SHIMANO !!!! . Ale pewnie się to zmieni za 3 lata jak rynek naciśnie lub Chiny podrobią . PARANOJA. Dobrze ze znam elektronika powiedział że ” prawdopodobnie coś dopasuje. Na marginesie – gwarancja na silnik 2 lata , żywotność określona na 5 lat.

Piotrek
Gość
Piotrek

Silniki Fazua stosuje również Focus – https://www.bikester.pl/788740.html

Cyberniok
Gość

Stałem się szczęśliwym posiadaczem Scotta Geniusa 910 29″z napędem E8000 (pierwszy elektryk w rodzinie). Jakie wrażenia ? A takie, że obecnie chodzę z nieustannym skurczem twarzy i szyi od nieustannego cieszenia ryja podczas jazdy zarówno w górę jak i na dół. Na wspomnianego Scotta przesiadłem się z nie elektrycznego Gianta Reigna na kołach 27,5″. Jeśli Reign był czołgiem, to elektryczny Genius jest mega-jebo-czołgo-taranem. W górę (przy mojej łydzie) już na ECO ciągnie równo i wystarczająco, na TRAIL ciągnie jak pojebany nawet pod nasze ostre beskidzkie wyrypy pokryte luźnymi kamieniami, a BOOSTA jaka na razie boję się włączać bo wydaje mi się że albo urwę łańcuch, albo połamię kasetę albo jedno i drugie. Jedno na co trzeba uważać, a o czym nikt nie mówi, to nauczenie się na nowo zmiany przełożeń pod obciążeniem, żeby nie zarżnąć kasety i łańcucha (wydaje się że nie naciskam na pedały, ale silnik naciska za mnie, wystarczy chwila zapomnienia że jest wspomaganie i chruuuup trzas aż własne zęby bolą). W dół na ciasnych lokalnych traskach DH nie czuć dodatkowego ciężaru na tyle na ile się spodziewałem (może za wyjątkiem konieczności przykładania się bardziej i mocniej żeby kłaść rower na ciasnych winklach oraz na nieustannym zmuszaniu e-konia żeby chciał w ogóle skakać zamiast spadać). Ma się za to poczucie bardzo niskiego środka ciężkości, co daje stabilność, komfort i +10 do pewności siebie na zjazdach. No i koło 29″. Nikt mi już nie powie że 27,5×2.5 jest lepsze niż 29×2.6. Większe odczuwalnie lepiej przelatuje przez korzenie, duże luźne kamienie, dziury, daje kolejne +10 do pewnosci siebie. Nie dziwię się dlaczego niektórzy producenci wypuszczają nowe modele na 29″. Ogólnie taki endurak elektryk to prawdopodobnie najlepsza rzecz jaką udało się wymyślić, zaprojektować i wykonać jeśli chodzi o rowery MTB.

Mat
Gość
Mat

Ciekawie, ciekawie..też unikam boost bo strach się bać a trail , jedynie sporadycznie . Tak kombinowałem , że padło na rower z ramą węglową i baterią , zaledwie 375 wh. Waga (roweru 20 kg z groszami) ,ma znaczenie , ostatnio trafiłem na Słowacji podjazd przez las a właściwie to wiatrołom i musiałem przez 4 km przerzucać rower i siebie przez powalone drzewa .
Mam prośbę i pytanie , rower jest na kolach 27,5 plus ,obręcze, szerokość 40 a opony 2,8 . Myślę o zmianie przodu na 29 ,szerokość obręczy 35 a opona 2,6 . Ma to sens?

Sławek
Gość
Sławek

Obawiam się, że to co tak cię teraz cieszy już niedługo będzie powodem do frustracji. Ta łatwość podjazdów i zjazdów szybko może się znudzić. Dlaczego tak piszę, ano wczoraj zjechałem się na Ślęży z gościem na elektryku(ja na analogu, oczywiście ;) i zjechaliśmy dwie trasy. Na każdej sekcji byłem szybszy, ale co mnie jeszcze bardziej zniechęciło do elektryków, to absolutny brak skilla na zjazdach i to idealnie wpasowuje się w to, co tutaj napisałeś. Taki elektryk na kołach niemalże fatbajkowych to jest czołg! On poprostu przejeżdża wszystko, gdzie słowo klucz to: przejeżdża. Dla mnie byle jaki kamień był powodem do oderwania roweru od podłoża, każdy drop był zeskakiwany. Elektryk nadal „tylko” przejeżdża. Na technicznych, krętych i stromych sekcjach, gdzie potrzebny jest balans ciałem i „układanie” roweru, elektryki ze względu na wagę zostają daleko w tyle.
Konkluzja moja jest taka, że elektryki są dla osób, które chcą bezpiecznie, komfortowo, bez szaleństw pokonywać nieco wymagające zjazdy, przy minimalnym wysiłku na podjazdach. A na endurowych analogach jeżdżą hardcorowe chłopaki ze skillem i chęcią do zabawy na ścieżkach.
To są moje obserwacje, każdy może mieć inne.

Tomek
Gość
Tomek

Jeszcze jakiś czas temu była masa „hardkorów” którzy na endurakach udowadniała sobie jakimi geniuszami techniki i mocy w nogach są gdy włóczą się po górach.
Jeszcze niedawno wielu innych szarpało się z takim wyzwaniem.
Bo nie było alternatywy.
Znam kilka osób które bawią się w zaawansowaną turystykę rowerową, mają jajca i technikę. Tylko motywacji do męczenia nóg już nie, od kiedy pojawiły się ebajki.
Niektóre z nich pracują w rowerówce, inne nie.
Argument mają jeden: „Jeśli mogę pojechać w miejsce X i zrobić wszystkie trasy 3 razy, potem wrócić jeszcze do domu , być ze swoją kobietą, dziećmi a w poniedziałek pójść do pracy nie będąc skatowanym- nie widzę powodu by znęcać się nad sobą na zwykłym enduraku”.
Ebajki pozwalają im też dość bezkarnie zwiększyć rozmiar opon czy skok posiadanego roweru , bez upośledzenia operowania nim.
Wg mnie trafiłeś na kogoś kto jest zwyczajnie słabszy technicznie niż Ty.
Czy to co teraz jest przyjemnością stanie się frustracją? Wątpię.
W segmencie rowerów enduro wg mnie tendencja będzie zwyżkowa i być może niedługo w tym segmencie sprzętu elektryki będą dominować w ofercie firm.
Tym bardziej że enduraki tak czy inaczej są drogimi rowerami a opcji tanich, jak w innych segmentach rynku, praktycznie brak.

Sławek
Gość
Sławek

No widzisz, niektórym brakuje motywacji do męczenia się na rowerze, a np. mnie brakowałoby motywacji do przejeżdżania „wszystkich tras 3 razy”.
Ja właśnie wróciłem z całodziennego włóczenia się po górach i ani razu nie jechałem tą samą ścieżką dwa razy(nie przepadam za takimi praktykami) więc tymbardziej nie wyobrażam sobie takiego deja vu na rowerze. Właśnie to miałem na myśli pisząc wcześniejszy komentarz, takie jeżdżenie tras „na ilość” szybko może się znudzić.
Dziś przysiadłem sobie na pieńku i przez chwilę kontemplowałem nt. rowerów na baterie i ew. możliwości zastosowania ich w „moim klimacie”. Jedyne co przyszło mi do głowy, to off road. Tak tak, mam czasem taką jazdę, że zjeżdżam ze szlaku i jadę totalnym dzikusem, byle przed siebie i bez żadnego planu. I tutaj taki czołg mógłby w pełni wykazać swoje możliwości. Napewno nadawałby się do tego o wiele lepiej, niż moje obecne Remedy.
Jazda takim potworem na naturalnych ścieżkach, to jak jazda Wranglerem z wyciągarką i oponami mud terrain tylko po mieście, bezsens. Ale co kto lubi.
O tym, że na niektóre ścieżki ebajki mają zakaz wjazdu i że są mega nieekologiczne i poprostu trują środowisko pisać chyba nie trzeba…

Tomek
Gość
Tomek

Pamiętam że pracując w „rowerowym” jedyne określenie na temat Boscha to był „szit”.
Kolega pojechał na szkolenie (Ja wtedy nie mogłem) i niestety został „nadwornym” od ebajków.
Żywotność komponentów systemu była tragiczna i elektryki z Boschem ciągle były w serwisie, przynajmniej jeden dziennie. Była to pochodna bardzo trudnych warunków eksploatacyjnych i ludzkiej ignorancji ale… w tych samych warunkach nie trafiały do serwisu rowery z systemem Yamahy. Ani z problemami mechanicznymi ani elektrycznymi.
Nie wiem jak teraz ale wtedy suport był nienaprawialny w serwisie poza Boschem co niesamowicie utrudniało obsługę serwisową, producent nie chciał udostępniać np silników na zamianę na czas naprawy więc rower klienta stał aż zwalony komponent wracał z serwisu Boscha.
My byliśmy i tak w dość komfortowej sytuacji ale drugi większy sklep sprzedawał ebajków kilkaset , chyba wszystkie były na Boschach. Rekordzista przeżył do rozsypania się silnika 6000 km.
Gdybym miał kupić ebajka Boscha omijalbym szerokim łukiem.

Odwiedź mój profil na
Instagram Top