Menu
Menu Szukaj

5 elektryków z festiwalu JoyRide w Kluszkowcach

Z zeszłorocznego festiwalu JoyRide wróciłem – delikatnie mówiąc – z mieszanymi uczuciami, więc tym razem wizyta w Kluszkowcach wymagała zmiany taktyki. Zamiast tracić sobotę na zawody, skupiłem się w 100% na testowaniu rowerów. I to jakich…


Ależejakto? Nie będzie hajlajtsów z zawodów enduro???

Po edycji 2018 – totalnie popsutej przez złą pogodę i jeszcze gorszą organizacjęobiecałem sobie, że w 2019 w Kluszkowcach nie wystartuję. I o dziwo, udało mi się tej obietnicy dotrzymać.

JoyRide Enduro Kluszkowce 2019

Dzięki temu, wszyscy uczestnicy (ponad 200!) mogli się cieszyć przepiękną pogodą. Bo ostatnie kilka lat doświadczeń z JoyRide pokazały, że zawsze kiedy startuję – leje. A kiedy sobie odpuszczam, nad Kluszkowcami świeci słońce. Można więc powiedzieć, że poświęciłem się dla dobra ogółu – podziękowania przyjmuję pod numerem konta podanym na stronie sklepu ;) / Fot. Malwina Lalik

JoyRide Enduro Kluszkowce 2019

A jak wyglądał drugi element, który zawiódł rok temu: organizacja? W tym sezonie do pomiaru czasu organizatorzy zatrudnili nową firmę (a w zasadzie nie taką nową, bo z doświadczeniem z zawodów Enduro Trails), za co duży plus – do tej pory nauka na błędach szła opornie. To, że wyników nie zjadł pies, ani inny potop, również zasługuje na uznanie (sarkazm). Reszty nie oceniam, bo w końcu nie startowałem. / Fot. Malwina Lalik

JoyRide Enduro Kluszkowce 2019

Od siebie mogę jedynie dodać, że trasy – choć niemal identyczne, jak w 2018 – były zajebiste! Co jak co, ale OS-y zbudowane niegdyś przez ekipę Enduro Trails i modyfikowane/utrzymywane przez Szymona Tasza, zawsze były najmocniejszym punktem enduro w Kluszkowcach. Nacieszyłem się nimi jak nigdy, w ciągu dwóch dni przejeżdżając je kilkukrotnie na elektrykach. / Fot. Malwina Lalik


Bo właśnie z nastawieniem na testowanie e-bike’ów przyjechałem w tym roku do Kluszkowców…


Dlaczego akurat (te okropne) elektryki?

Testy w Kluszkowcach wyglądają tak, że parę dni przed imprezą wybierasz pięć modeli, które czekają na Ciebie o określonej godzinie – super, bo nie musisz biegać między namiotami, stać w kolejce i walczyć na zasadzie „kto pierwszy ten lepszy”. Wadą jest to, że to jednak tylko 5 rowerów, po godzinie na każdym (wliczając w to czas na ustawienia i mycie). Wystarczająco na rundę na Wdżar; ewentualnie dwie-trzy rundy, jeśli kupiłeś karnet na wyciąg. E-bike w tym samym czasie pozwala odwiedzić znacznie ciekawsze OS-y zawodów (OS1 spod Lubania lub podwójny OS2+OS3 z Jaworzyn), bez stania w kolejce do „windy”. Skupiłem się więc na elektrykach.

A w zasadzie skupiliśmy, bo podczas testu wymienialiśmy się wrażeniami z Tomkiem Pawłusiewiczem (organizatorem transalpów i mojego ostatniego wyjazdu na La Palmę). Do swoich wrażeń (pod zdjęciami) dodałem jego „drugą opinię” (w niebieskich ramkach).

1. Giant Trance E+ Pro 2 – 19 599 zł

Giant Trance E+ Pro 2

Pierwszy rower, na jaki wskoczyłem, znasz już z zestawienia e-bike’ów do 20 tys. zł. Jest on szczególnie ciekawy, bo korzysta z silnika Yamahy, choć uzbrojonego we własny osprzęt i sterowanie Gianta. Dzięki zintegrowanemu akumulatorowi (500 Wh) prezentuje się całkiem nieźle.

Giant Trance E+ Pro 2

Manetka już taka piękna nie jest, ale przynajmniej nie razi wielkim ekranem – poziom paliwa i aktualny stopień wspomagania sygnalizują diody. Szkoda, że w słońcu słabo je widać. Pomaga ustawienie manetki pod odpowiednim kątem, ale wtedy z kolei utrudniony jest dostęp do przycisku „walk assist”…

Giant Trance E+ Pro 2

Giant oferuje aż 5 poziomów wspomagania, więc ma w zasadzie płynną regulację, w odróżnieniu od typowego podziału na tryby eco/standard/rakieta. Jeśli chodzi o działanie, napęd Yamahy jest zbliżony do Shimano, ale… ma trochę większe ADHD – wspomaganie jest silniejsze przy niższej kadencji. Bardziej doświadczeni testerzy porównują różnicę między Yamahą i Shimano do różnicy między silnikiem diesla a benzynowym.

Giant Trance E+ Pro 2

I coś w tym jest, również pod względem dźwięku – ten w Giancie jest niższy, ale chyba nawet głośniejszy. Raczej nie uda się przemknąć obok pieszych turystów udając, że jedziesz na zwykłym rowerze.

Giant Trance E+ Pro 2

Na elektrycznym Trance jeździło mi się bardzo przyjemnie… choć krótko. Po kilku kilometrach silnik zaczął się wyłączać. Przyczyną prawdopodobnie była woda – kilka wizyt na myjce ciśnieniowej w ciągu dnia robi swoje, choć i tak nie najlepiej świadczy to o uszczelnieniu konstrukcji. Nie udało mi się więc dotrzeć do OS-u, żeby solidnie ocenić możliwości zjazdowe. Zdecydowanie jednak chciałbym dać Trance’owi drugą szansę, bo pierwsze wrażenia – kiedy jeszcze działał – były bardzo pozytywne.

Druga opinia

(dotyczy modelu Trance E+ SX Pro)

Zawiecha i prowadzenie rewelacja – na zjeździe potęga.

Silnik niestety chyba najgłośniejszy ze wszystkich, przeszkadzają też „nerwowe ticki” – lekkie szarpanie, gdy stoisz w miejscu trzymając tylko nogę na pedale. Natomiast poza tym, zestrojenie charakterystyki silnika bardzo OK. Odłączenie napędu po przekroczeniu 25 km/h praktycznie niewyczuwalne – to na pewno na plus.

Tomasz Pawłusiewicz (Transalp.pl)

2. Specialized Turbo Levo Comp – 25 299 zł

Specialized Turbo Levo Comp

Drugim rowerem był jeden z najciekawszych elektryków na rynku – Levo Prawo w chyba najsensowniejszej wersji: co prawda z aluminiową ramą i akumulatorem 500 Wh (rewelacyjny 700 Wh jest dostępny dopiero w modelu Expert za 35 tys. zł…), ale przynajmniej z kompletnym wyposażeniem, w przeciwieństwie do najtańszego Turbo Biedo z mojego Top 10 (sztyca regulowana, porządne hamulce i amortyzator).

Specialized Turbo Levo Comp

Specialized wykorzystuje silniki Brose, ale podobnie jak Giant – całą resztę robi sam. I robi to cholernie dobrze, o czym świadczą wyniki testów.

Specialized Turbo Levo Comp

Diabeł tkwi w szczegółach – manetka jest minimalistyczna, ale najlepiej przemyślana ze wszystkich systemów. Towarzyszy jej równie skromny panel sterowania na górnej rurze, z przyciskiem włancznika i diodami pokazującymi tryb pracy (jeden z trzech) i poziom naładowania baterii (Jeden z Dziesięciu). Tryby są trzy, a w aplikacji można je dowolnie dostosować do swoich potrzeb. Dzięki temu można np. „zdławić” tryb Eco do 10-15% mocy, co idealnie sprawdza się na tripach z osobami na zwykłych rowerach lub… na transalpie. Shimano daje podobne możliwości, choć zakres personalizacji jest mniejszy.

Specialized Turbo Levo Comp

Wygląd Turbo Levo to, jak mawia młodzież, sztosik. Kiedy na jednym stojaku Levo wisiał obok analogowego Stumpjumpera w tym samym kolorze, na pierwszy rzut oka łatwo było się pomylić!

Specialized Turbo Levo Comp

Pomylić mogą się też turyści na szlaku, bo silnik Speca pracuje zdecydowanie ciszej od Yamahy, Shimano i Boscha. W najmocniejszym trybie generuje podobny hałas, jak konkurenci w trybie Eco. A jeśli na Specu jedziesz spokojnie, napęd jest praktycznie niesłyszalny.

Specialized Turbo Levo Comp

Być może zauważyłeś już, że jaram się tym rowerem – wszystkie jego elementy to niekończące się pasmo sukcesów i już po pierwszych kilometrach bardzo poważnie zacząłem w głowie kalkulować, jak go kupić. Kalkulacje nasiliły się na zjeździe, gdzie manewrowanie niespecjalnie odbiega od rowerów bez wspomagania – nawet wybijanie się z niewielkich naturalnych „hopek” wychodzi całkiem naturalnie. Chcę to!

Druga opinia

Może nie jestem do końca obiektywny, ale dla mnie, nawet z silnikiem poprzedniej generacji (czyli drugiej, MY2018 – Brose Drive S, nie Mag S – tym, który aktualnie jest montowany w Kenevo), Spec jest o klasę ponad wszystkimi innymi. Pod każdym względem.

Poziom głośności to raz, choć w trybie „Turbo” silnik słychać – ciszej, niż na najmocniejszym trybie u innych, ale jednak wyraźnie słychać. Natomiast w Eco potrafi być wręcz niesłyszalny! I co ciekawe, silnik drugiej generacji (Drive S) jest pod tym względem nawet lepszy od nowego, trzeciej generacji (Drive Mag S).

Druga rzecz to charakterystyka i zestrojenie silnika – ta jego „naturalność” przy pedałowaniu i niewyczuwalne załączanie i odłączanie napędu.

Trzecia – moc w całym zakresie obrotów, również przy niskiej kadencji.

A do tego jeszcze apka, dzięki której można tuningować charakterystykę silnika i poziomy wspomagania… No i piękna integracja silnika i baterii w ramie, oraz jakość wykończenia – chociażby taka rzecz, jak jakość uszczelnień gniazda baterii. W Specu nie mam obaw, że mi coś zamoknie przy myciu, natomiast np. w Shimano mam wrażenie, że zatyczki za chwilę same wypadną…

Tomasz Pawłusiewicz (Transalp.pl)

3. Canyon Spectral:ON

Canyon Spectral:ON

Powyżej nie podałem dokładnego modelu i ceny, ponieważ testowałem rower z rocznika 2018 – konfiguracja ta nie jest już dostępna, ale poza doborem części, różnice w modelu 2019 są kosmetyczne.

Canyon Spectral:ON

Jedną z nowości jest zastąpienie wygodnej, ale kolidującej ze sztycą manetki E8000, znacznie prostszym (=lepszym) kontrolerem z grupy E7000. Dodano też port USB na górnej rurze (dobra opcja na night-ride’y!).

Canyon Spectral:ON

W porównaniu do Speca, Canyon wygląda na „starą szkołę” projektowania elektryków, z dość paskudną ramą z zewnętrznym akumulatorem. Ale ma to swoje zalety – za ok. 1500-2000 zł możesz dokupić drugą baterię i cieszyć się zapasem 1000 Wh, wystarczającym na srogą wyrypę bez oszczędzania prądu. Na tle Turbo Levo, do którego akumulator 700 Wh to wydatek 5500 zł, wygląda to niemal jak okazja…

Canyon Spectral:ON

Reszta wyposażenia to też dwie półki wyżej od Specializeda – dobre zawieszenie Foxa czy „elektrykowy” (nie mylić z elektrycznym) napęd SRAM EX1 to solidny przeskok, odczuwalny na szlaku. Choć akurat duże przeskoki między 8 biegami EX1 trochę utrudniają optymalne wykorzystanie silnika Shimano, który bardzo lubi wysoką kadencję.

Canyon Spectral:ON

Jest też sporo przemyślanych gadżetów, jak mocowanie bidonu (niespotykane przy zewnętrznym akumulatorze!) czy specjalne siodło ze spojlerem poprawiającym docisk tylnego koła podczas jazdy na stojąco. A tak naprawdę: całkiem fajnie podpierającym tyłek na stromych podjazdach (choć niewygodnym po opuszczeniu).

Canyon Spectral:ON

Bardzo spodobał mi się mix przedniego koła 29″ z węższą oponą (precyzja), z tylnym 27+ (trakcja). Klejący tylny Minion 2.8″ częściowo niweluje negatywny wpływ bardzo (BARDZO!) krótkiego tyłu (430 mm kontra 455 mm w Specu i 470 mm w Giancie). Nawet podjeżdżając strome, kamieniste ścianki w najmocniejszym trybie wspomagania, nie miałem problemu z utrzymaniem się na wybranej linii. A tego najbardziej się obawiałem, patrząc na parametry „Spectralona”.

Canyon Spectral:ON

Przemyślana geometria sprawdziła się też na zjazdach – zaliczyłem wszystkie OS-y zawodów i bawiłem się na nich doskonale. Do elektrycznego Spectrala udało się przeszczepić sporo genów modelu analogowego (który jak wiesz, uwielbiam). Dzięki temu naprawdę wyróżnia się pod względem dynamiki jazdy i prowokuje do robienia głupich rzeczy.

Canyon Spectral:ON

Podsumowując: Turbo Levo jest lepszym rowerem. Ale Spectral jest zdecydowanie ciekawszym! Różnica względem „króla e-bike’ów” jest mniejsza, niż się spodziewałem.

Druga opinia

Z tych 5 rowerów, na których jeździliśmy, postawiłbym go na 2. miejscu. Bardzo fajnie, pewnie się prowadzi, jest stabilny, a jednocześnie zwrotny – zjeżdżałem na nim kilka razy po trasie OS4 i czułem się bardzo pewnie.

Z minusów: siodło, napęd EX1 (za duże przeskoki pomiędzy biegami, o czym za chwilę) no i jednak kultura pracy silnika Shimano, która w porównaniu z tym, do czego przyzwyczaiło mnie Brose w Specu, jest jednak wyraźnie gorsza. Mam na myśli nie tylko poziom głośności, ale też szarpnięcia przy odłączaniu napędu na wyższym poziomie wspomagania.

A przez te bardzo duże (zdecydowanie za duże!) przeskoki pomiędzy kolejnymi biegami napędu EX1, zauważyłem jeszcze jedną rzecz – silnik Shimano ma sporą „turbodziurę” przy niskich obrotach. Przy wyższej kadencji ładnie ciągnie, natomiast przy niższych obrotach zamula. Wyraźnie można to poczuć przy zmianie przełożenia w EX1 – zmieniasz bieg na wyższy i czujesz, że silnik dużo słabiej ciągnie. Redukcja – i znowu idzie jak burza.

Tomasz Pawłusiewicz (Transalp.pl)

4. Merida eONE-SIXTY 800 – 19 990 zł

Merida eONE-SIXTY 800

Po „najciekawszym” i „najlepszym” czas wrócić na ziemię – do producenta, który rozsądnie złożonymi modelami szturmem wziął tegoroczne zestawienia Top 10.

Merida eONE-SIXTY 800

Podobnie jak Canyon, Merida wykorzystuje popularny system Shimano STEPS E8000 z klasycznym, zewnętrznym akumulatorem. Trudno tu mówić nawet o pseudo-integracji. Kształt ramy w żaden sposób nie współgra z napędem, a szczelina między dolną rurą a baterią zdradza „budżetowy” charakter…

Merida eONE-SIXTY 800

Zdecydowano się też na manetkę E8000, więc żeby obniżyć sztycę regulowaną, musisz mieć baaardzo długi kciuk.

Merida eONE-SIXTY 800

Jest też oczywiście kolorowy wyświetlacz, który szybko pozwala zorientować się w wybranym trybie, ale też monitorować zasięg, kadencję i całą resztę bezużytecznych cyferek. Ogólnie nie jestem fanem wyświetlaczy w e-bike’ach, ale ten od Shimano – minimalistyczny i dobrze zabezpieczony przed zniszczeniem – jest wyjątkiem (bo tak naprawdę, niektóre z tych cyferek są całkiem przydatne).

Merida eONE-SIXTY 800

Merida postawiła na koła 27+, więc nieco gorzej ukrywa swoją masę od Speca (29″) i Canyona (29″ z przodu), ale za to trakcji jest zawsze pod dostatkiem.

Merida eONE-SIXTY 800

Ogółem, eONE-SIXTY nie zapadła mi w pamięć niczym szczególnym. Ma solidny napęd, wyposażenie i geometrię, więc jeździ naprawdę dobrze, ale w nieco siermiężnie wykonanej ramie trudno się zakochać od pierwszego wejrzenia… Jeśli jednak oceniać ją zdroworozsądkowo, trudno się do czegokolwiek przyczepić.

Druga opinia

Uwagi do silnika Shimano, jak w Canyonie – chociaż w Meridzie, z normalną kasetą 11-rzędową, problem z brakiem mocy przy niskiej kadencji nie był aż tak zauważalny. Zawiecha i prowadzenie bez zarzutu, pewnie mogłoby być nawet lepiej, gdyby nie to, że pod mostkiem była wysoka chyba na centymetr pokrywa sterów, a nad nią jeszcze ze 2 cm podkładek… Więc kiera o wieeele za wysoko.

Na minus na pewno jakość wykończenia – np. szczelina pomiędzy silnikiem a ramą na jakieś pół centymetra (jak nie więcej).

Tomasz Pawłusiewicz (Transalp.pl)

5. Specialized Turbo Levo Comp Carbon – 29 899 zł

Specialized Turbo Levo Comp Carbon

Wiem, wiem – przynudzam. Ale o Levo myślę na tyle poważnie, że postanowiłem sprawdzić też wariant z karbonową ramą (i dla odmiany, w rozmiarze S – wszak najwięcej jeździłaby na nim moja żona).

Specialized Turbo Levo Comp Carbon

Jak to zwykle bywa z węglem, rower w tej wersji jest lżejszy, sztywniejszy i ładniejszy. Ale czy dopłaciłbym za to 4,5 tys. zł?

Specialized Turbo Levo Comp Carbon

Po tej krótkiej przejażdżce, raczej nie – moje wrażenia z jazdy zdominował świetny napęd, który w obu modelach jest taki sam; materiał ramy i nieco inne wyposażenie (zawieszenie Foxa) zeszły na drugi plan. Więc jeśli miałbym już te 30 kafli na koncie, postawiłbym na ostre negocjacje celem zakupu Experta z akumulatorem 700 Wh.

Bonus: Haibike XDURO NDURO 10.0 – 38 999 zł

Haibike XDURO NDURO 10.0

W swoich testach skupiłem się na modelach, które brałbym pod uwagę przy zakupie. Ale były też inne, jak np. potężny Haibike z silnikiem Flyon. Jeśli tak naprawdę od dziecka marzysz o motocyklu, ale chciałbyś stwarzać pozory jazdy na rowerze, jest to niewątpliwie najlepsza opcja.

Haibike XDURO NDURO 10.0

Ma nawet zintegrowane oświetlenie – równie przegięte, jak cała reszta roweru. Jest w tym jakiś urok – taki w stylu Hummera H1. Uwielbiam Hummera H1, ale za żadne skarby nie chciałbym nim jeździć – trochę jak z tym Haibike.

Haibike XDURO NDURO 10.0

Ciekawe, czy na podjeździe dałoby się odpalić na tym Netflixa…?


Luźne wnioski

  • Wszystkie elektryki trzeszczą jak łóżka w agroturystyce – jeśli kochasz ciche rowery, nie kupuj (albo przygotuj się na regularne rozbieranie/czyszczenie/smarowanie).
  • Silnik Brose pracuje najciszej, a w najmocniejszym trybie najłatwiej zagonić go do szybkiej jazdy – podjazd na start OS2 w 20 minut robi wrażenie.
  • Brose jest też super płynny w odłączaniu/włączaniu wspomagania, zwłaszcza w najmocniejszym trybie, w którym Shimano dostaje czkawki przy niskich prędkościach…
  • …ale to na STEPS-ie najłatwiej jest ruszyć na stromym podjeździe.
  • Yamaha fajnie „ciągnie z dołu”, ale czasem wyrywa się, jeśli stoisz z nogą opartą na pedale (np. sprawdzając mapę).
  • Giant ma za to najlepiej działający walk assist.
  • W zasadzie to walk assist w Shimano i Brose moim zdaniem działa trochę jak Lotto – daje nadzieję (i nic więcej).
  • Mówią, że e-bike to nie tylko silnik, ale to właśnie w napędzie i jego integracji są największe różnice – temat geometrii i zawieszenia wszyscy producenci ogarnęli już na tyle, że nie jest to decydujące.
  • Jeśli miałbym teraz kupić elektryka, byłby to któryś Specialized, choć Spectral:ON deptałby mu po piętach.

Podsumowanie

Zmiana mojego podejścia do festiwalu była strzałem w dziesiątkę – w dwa dni zrobiłem 80 km i 3700 metrów przewyższenia i wracając do domu, nie miałem żadnych „mieszanych uczuć” (czy nazywając rzeczy po imieniu: uczucia wkurwienia). Zamiast tego, czułem się jak po wizycie w Disneylandzie. Jedyną wadą tego wszystkiego jest to, że teraz w przeglądarce mam otwarte obok siebie zakładki ze stroną Speca i kontem w banku…

Ale pomijając moje niebezpieczne rozterki, JoyRide w Kluszkowcach okazał się festiwalem z prawdziwego zdarzenia – ze świetną frekwencją zarówno wśród uczestników, jak i wystawców. A jeśli chodzi o zawody enduro, zdaję się na Was – napiszcie proszę w komentarzu, jak było!

Festiwal JoyRide Kluszkowce 2019


A może coś na deser?

 

55
Dodaj komentarz

avatar
19 Comment threads
36 Thread replies
4 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
33 Comment authors
meteosGuncarTenfilipAdrianLukasz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tomasz N
Gość
Tomasz N

Szkoda że nie było tam Decoy’a, jestem bardzo ciekawy jakby wypadł w bezpośrednim porównaniu z Turbo Levo

Dryb1as
Gość
Dryb1as

To fakt. W sobotę oglądałem Decoy’a z bliska i jeśli chodzi o wygląd to jedynie Levo może mu dorównać. Niestety nie chciało mi się czekać w długiej kolejce żeby się przejechać. Co do pozostałych to Canton i Merida odpadają jak dla mnie od razu ze względu na wygląd (zewnętrzna bateria) a Haibike ze względu na cenę z kosmosu. Może jest jej wart ale ja nie jestem milionerem

Piotr Li
Gość
Piotr Li

Teraz juz wiemy skad sie wzial twoj 2 czas na podjezdzie :)

mkk
Gość
mkk

A dlaczego nie Kenevo ? :) Byłem , testowałem podobnie w sumie , Kenevo , Trance SX , Levo i Fantic . Nie patrząc na cenę chyba jednak Kenevo . Oczywiście po wywaleniu tych plusowych semi slicków , bo w połączeniu z H2O w jakiejkolwiek postaci powodowało straszne problemy.

Marek
Gość
Marek

Wreszcie więcej o e-mtb⚡ Michał kupuj i ciesz się innym wymiarem jazdy

Mario
Gość
Mario

Giant rowniez ma fajną aplikację , można rowniez ustawiać stopnie wspomagania , rejestruje tez trasę którą po zapisaniu można zsynchronizowac ze stravą
A tak odnosnie elektrykow – banan na ustach i muchy w zębach caly czas
Frajda na podjazdach – szok
Ciekawe czy ceny będą malaly?

Rafał
Gość
Rafał

Jeśli e-bike to tylko z wypożyczalni i od święta. Po co rower za +20k na którym nawet nie można się zmęczyć porządnie. To już lepiej kupić auto i podjechać z rowerem do Zawoji lub Bielska :-)

Basia
Gość
Basia

„na którym nie można się zmęczyć porządnie ”
To chyba nie jeździłeś na e-bike :p

Rafał
Gość
Rafał

Porządnie można się oczywiście zmęczyć na ebike ale tylko wtedy, gdy bateria na wycieczce skończy swój żywot i trzeba będzie pchać te ponad 20 kg „żelastwa” do domu :-)

Piotr
Gość
Piotr

Niniejszym raczej potwierdziłeś że nie jezdziłeś na ebike, a przynajmniej nie w konkretnym terenie :P Sprawdziłem z ciekawości zapis mojej pażdziernikowej wycieczki elektrykiem granią Gór Sowich (czerwony szlak), ze Srebrnej na Wielką Sowę, i abarot: średni puls 130 przez 5h, całość z działającym wspomaganiem, Dodam że prawie wszystko w siodle, oprócz jakis 200m wypychu pod jedną ścianę, który stanowił też niezły workout w stylu Pudziana. Polecam spróbowanie przed komentowaniem :)

Marcin
Gość
Marcin

„średni puls 130 przez 5h”
Właśnie potwierdziłeś, że na tym się nie da zmęczyć – a już na pewno nie da się pracować nad wydolnością. Albo się da, ale nie umiesz/nie chcesz.

Guncar
Gość
Guncar

Oj da się zmęczyć, da się. I to prawie tak samo jak na zwykłym. Tylko nie należy używać boost/turbo itp a średniego trybu niewiele. Do tego stromy kamienisty i usiany korzeniami podjazd. Lało się ze mnie okrutnie i nawet się musiałem zatrzymać żeby dać sobie trochę oddechu. Tak się powinno używać ebike

Tomek Pawłusiewicz
Gość

Myślę że trzeszczenie „jak łóżka w agroturystyce” (ach, te Twoje porównania! :) to raczej przypadłość testówek – wszelkich, nie tylko tych na prąd.

Kamil
Gość
Kamil

A może jakiś teścik Bulls’a, np.: E-stream Evo AM 4? Ma silnik Brose smag, zawias foxa i bateria 750! Może po negocjacjach zmieścił by się w teście 10-ciu do 20 tysi. Pozwolę sobie jeszcze zwrócić uwagę co do speca, ma dosyć istotną wadę, poza ceną of course, brak dostępności. No i to koło 29 cali, po 5 latach jazdy na 26” czułem się jak na ogierze rasy arabskiej.

Maciek T.
Gość
Maciek T.

Nie jestem zwolennikiem elektryków (ale też rozumiem potrzebę) ale jedno co trzeba powiedzieć to że są coraz ładniejsze i coraz to bardziej przypominają rowery :)

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Jestem na etapie wyboru i zamówienia na jesień. Zostały na tapecie 2 rowery kenevo i commencal meta power 27 pierwszy jest świetny ale niestety w polskich realiach ma podobno problem z serwisem brosa , jednak shimano ma większą bazę serwisowa. Bardzo jestem ciekaw twojego zdania i fajnie by było jak byś mógł przetestować przynajmniej kenevo pozdrawiam

Ania
Gość
Ania

z innej beczki- napisałeś w w rocznym zestawieniu imprez enduro, że z Twojego doświadczenia wynika, że jeśli startujesz leje, jeśli nie startujesz jest lampa więc możemy się śmiało zgłaszać bo nie startujesz. wierzyłam w Twoje rokowanie i chociaż we wtorek w Kluszkowcach padał jeszcze śnieg to w piątek zabłysła lampa. Dzięki, że nie startowałeś ;)

Dawid
Gość

Byłem, widziałem, pojeździłem. Objechałem 3 z tych rowerów, o których pisze Michał i moje wrażenia są następujące.
Gianta miałem akturat wersję e+ SX 1 pro, na zawieszeniu FOX. Silnik Yamahy burcy jak wykastrowany kot w marcu ;) Ale można przywyknąć, manetka działa ok, jednak w takim słońcu jak w sobotę trzeba było przykładać rękę i robić trochę cienia by zobaczyć w jakim jest aktualnie trybie wspomagania. Niestety miałem pecha i przy drugim podjeździe zmieliło zapadki w bębenku. Trance świetnie podjeżdża – nie trzeba się gimnastykować na siodle by zgwałcić najbardziej strome podjazdy. Na zjeździe był taki sobie, ale chcę dać mu drugą szansę. Miałem napompowane chyba po 4 bary do każdego z kół, więc trakcji było mało. Panowie tak dokręcili wentylki, że nie było szans rękami odkręcić żeby upuścić. Pechowo też damper puścił olej więc podskakiwał jak piłka. Ogólne wrażenia z jazdy kiepskie, ale było to spowodowane złym stanem roweru. Dlatego przy najbliższej okazji wypożyczę go sobie na Armii Krajowej i wtedy będę miał pełną opinię.

Następny był SPECTRAL:ON 7.0, jak dla mnie rower wart uwagi zwłaszcza wersja 6.0 za ok 17tys. na super osprzęcie i to jest jego główna zaleta. Nie podjeżdżał tak super jak Trance, ale do przeżycia – kwestia krótkiego tylnego trójkąta. Pomimo skoku 150mm uważam go za typ bardziej trailowy. Rzuca się również w oczy kąt główki prawie 67st(66,8) jak w moim Trance z 2015r. Co ciekawe, w rozmiarze S, Canion ma kąt 66st. Pomimo brzydkiej baterii niezintegrowanej z ramą, uważam to za rozwiązanie DIT! (dobre i tanie). Manetkę Shimano Steps uważam za najbardziej intuicyjną i ergonomiczną ze wszystkich rozwiązań. Gdybym nie miał patrzeć na cenę to wolałbym inne rower, ale dobra cena, dobry osprzęt i przyzwoita geo z przeznaczeniam ALMNT jest niezwykle kusząca. Bardzo rozsądnie przemyślany rower… jest jak Skoda Octavia.

Po drodze testowałem Treka Powerfly, na którym jeździło mi się świetnie. Rower jest świetnie wyważony, dobrze podjeżdża i super zjeżdża, czułem się pewnie na hopach. Silnik Bosch wydaje się starą konstrukcją ale wspomaga lepiej niż Yamaha i Shimano. Może też miłe odczucie miękkości i pluszowej przyjemności z jazdy dawały plusowe koła z oponami 2,8cala. Było miło ale nagle jeb…. kapeć z tyłu. Co za upokorzenie…. sprowadzać elektryka w dół… gorzej już tylko można sprowadzać elektryka w górę.

Merida eOne Twenty – to była pomyłka, chciałem Sixty…. ale sam popełniłem błąd przy rezerwacji. Natomiast ku zdziwieniu rower okazał się naprawdę fajny. Troszkę porównałbym go do wykastrowanego Canyona. Dostałem słabo naładowaną baterię i będąc w Mizernej skończył się prund. O dziwo wydymałem pod stok bez większej zadyszki bez prądu. Fajny rower ale to typowa trailówka – na las Wolski sie nada lub wycieczki z rodzinką.

W niedzielę miałem SPECA LEVO FSR MEN COMP 29. Niestety rower sprawił, że wszystkie pozostałe, na których jeździłem przestały istnieć. Silnik brose jest cichy, wspomaganie bardzo naturalne i niezwykle mocne. Podjeżdżał jak Trance a może nawet lepiej, a w dół bawiłem się jak małe dziecko. Wskaźnik zintegrowany w ramie i cała reszta zaprojektowana tak, żeby nie rzucało się w oczy że masz Ebika. Zawieszenie RS Revelation z tłumikiem Charger robi dobrą robotę. Również hamulce pomimo że zwykłe Guidy to jakby podtuningowane. Świetnie sobie radziły z zatrzymywaniem. Może dlatego że klamki CODE R ?
Żadnych wyświetlaczy ciekło krystalicznych. Tylko ja i rower. Genialny, przemyślany, zabawowy i drogi ;) ale Już odkładam kasę bo to jest mój typ po weekendowych testach.

Jedyny rower, którego żałowałem, że nie było to YT DECOY. Na ten moment to jedyny konkurent Speca.

Maciej
Gość
Maciej

Niestety to, że masz ebajka rzuca sie w oczy i to boleśnie.

krzychumalina
Gość
krzychumalina

Wszedzie slyszy sie pytania ile na takim ebajku mozna pojezdzic? Odpowiedzi sa zazwyczaj wymijajace, poniewaz wiele czynnikow ma na to wplyw. Moje doswiadczenia sa nastepujace. Na Turbo Levo z bateria 700ah jezdze od stycznia (przejechalem okolo 2tys km), waze 68kg, srednia zazwyczaj wypada mi w okolicach 60-70km / 1200-1400m w pionie / okolo 5h ciaglej jazdy. Tryby mam ustawione: (20% eco / 35%trail / 70% turbo). Eco uzywam na dojazdowkach i lagodnych podjazdach, wiekszosc czasu jezdze w trybie trail i sporadycznie uzywam Turbo. Opinie wyrażone w artykule potwierdzam w 100% Rower zaskoczyl mnie pozytywnie pod kazdym wzgledem i przerosl moje najsmielsze oczekiwania, szczegolnie zgodze sie ze stwierdzeniem Michała: „na zjeździe manewrowanie niespecjalnie odbiega od rowerów bez wspomagania” Polecam :D

Łukasz
Gość
Łukasz

Hej Michał, trochę nie na temat ale zrobiłbyś jakiś wpis o hamulcach rowerowych? Czym się różnią dwutłoczkowe od czterotłoczkowych, jakich hamulców lepiej unikać, jak kupuję rower za X kwoty to jakich modeli powinienem wymagać od producenta, etc.

Marek
Gość
Marek

Pytanie do Tomka.
Jaka jest żywotność akumulatora w Specu?
Ile cykli zakłada producent?

Czy może w inny sposób to się liczy? W km a może w godzinach?

Jak wygląda sprawa gwarancji na silnik i Aku?
Są potem jakieś zniżki dla klientów przy wymianie?

Jestem ciekawy Twoich doświadczeń.

Tomek Pawłusiewicz
Gość

Żywotność baterii producent określa na 700 pełnych cykli ładowania – rozumiana w taki sposób, że po tylu cyklach akumulator powinien zachować co najmniej pierwotnej 70% pojemności. Kluczowe jest słowo „pełnych” cykli – czyli od pełnego rozładowania do pełnego naładowania (czyli jeśli wykorzystasz połowę akumulatora i doładujesz, to zliczane jest to jako połowa cyklu).
U mnie, po dokładnie 2 latach użytkowania (bo kupiłem go 2 czerwca 2017) aplikacja pokazuje, że wykorzystałem 118 cykli ładowania. Też jestem zaskoczony, że tylko tyle ;)
Czyli wychodzi na to, że przy tym tempie, starczy jeszcze na niecałe 10 lat.
Aplikacja pokazuje też „stan zużycia baterii” (w wersji angielskiej jest „battery health”) – u mnie obecnie wynosi on 91%. Interpretuję to w taki sposób, że w tej chwili akumulator przy pełnym naładowaniu zachował 91% pierwotnej pojemności.

Okres gwarancji na silnik i aku (jak i na całą resztę) wynosi 2 lata. I miałem nawet okazję z tej gwarancji skorzystać – po 2 sezonach jazdy (w moim przypadku dość intensywnej, jak się zapewne domyślasz) zatarło się łożysko wolnobiegu w silniku. Sam silnik działał bez jakiegokolwiek zarzutu, natomiast był wyczuwalny opór przy kręceniu pedałami do tyłu (w elektryku korby powinny się swobodnie kręcić do tyłu, podczas gdy łańcuch w takiej sytuacji pozostaje nieruchomy – jest to potrzebne do tego, żebyś nie czuł „kopnięcia” w pedały kiedy przestajesz pedałować, a silnik przez maleńki ułamek sekundy jeszcze pracuje). Po zgłoszeniu tego, w ramach gwarancji, bez dyskusji czy jakiegokolwiek użerania się został wymieniony cały silnik. Co więcej, dostałem silnik nowszej (drugiej) generacji (Brose Drive S w miejsce Drive T), który pracuje jeszcze ciszej i efektywniej. Mało tego, dowiedziałem się, że po tej wymianie, okres gwarancji na silnik zaczął biec od nowa i na silnik cały czas mam jeszcze 2 lata gwarancji (no, teraz to już 1,5 roku). Jedynym mankamentem tej sytuacji było to, że trwało to wszystko bodajże 2 czy 3 tygodnie, bo trzeba było poczekać aż serwis ściągnie silnik na wymianę. Ale po sezonie, w październiku nie robiło mi to różnicy.

Reasumując, jak dla mnie obsługa gwarancyjna Speca jest wzorowa, naprawdę nie mam powodów do narzekania.

Zbyszek_zbn
Gość
Zbyszek_zbn

Cześć Michale, witam i gratuluje bloga na początek, często korzystam z niego jak z encyklopedii :) Ale do sedna i odnośnie Speca. Byłem na testach w Chorzowie(wiadomo ZOO i płasko) i Krakowie (tutaj ZOO jest już lepiej położone :) Wrażenia: Turbo Levo jeździ się jak trochę cięższym XC-kiem ale o dużo większym skoku. Podjechać można wszystko na co pozwala grawitacja i zdrowy rozsądek; w miejscach gdzie każdy prawilny analog oderwie przednie koło lub zgubi przyczepność tyłem, Levo nie zabuksuje, po prostu pójdzie liniowo momentem silnika. Genialna rama alu, wygląd roweru, nisko osadzona bateria obniżająca środek ciężkości, minimalizm obsługi, miejsce na bidon, brak hałasu, niewyczuwalny próg 25kmph, i brak oporu silnika w trybie OFF. Trudno znaleźć jakiś minus. Np. niestety jest taki, że po Specu wszystkie inne konstrukcje przestają być brane pod uwagę… W Krakowie włączyłem tryb Turbo i jeździłem tylko góra-dół do bólu. Efekt, to 20km w 1 h i ok. 650m przewyższeń oraz 70% zużycia baterii 500Wh. Dostępna na testach Turbo levo comp różni się od najtańszego Levo amorem(Sector/Revelation), siodłem, sztycą reg., hamulcami i przerzutką(11GX/NX). Osobiście nie bardzo widzę sens dopłacania tych 5 tys. Za tą kwotę można go dużo lepiej doposażyć samemu, na początek w samego myk-myka. Wersja Comp carbon jeździ wg mnie tak samo jak aluminiak, nawet bym powiedział, ze była odczuwalnie nieprzyjemnie sztywniejsza. Z informacji, które uzyskałem bateria ma wytrzymać „500 cykli ładowania x 100km” , gwarancja na silnik 2 lata. Postęp pędzi do przodu, E-biki z „garbem” to łza czasów minionych, teraz kierunek to pełna integracja. I ptaszki ćwierkają chyba już o baterii Shimano, następny rok to będzie wysyp e-rowerów. Pozdrawiam

Juras
Gość
Juras

Hej. Michał w którym rozmiarze ramy czułeś sie lepiej? M czy S ?

Tomasz B
Gość
Tomasz B

Przemyślenia szczęśliwego posiadacza (już ponad 2 lata) elektrycznego rumaka do osób zastanawiających się nad kupnem własnego ogiera: :)

Po lekturze powyższego artykułu po raz kolejny nasuwają mi się myśli które krążyły w mojej głowie od dłuższego czasu, od kiedy śledzę rozwój branży rowerów elektrycznych. Oprócz oczywistego wpływu „cyklozy” na którą wszyscy razem szczęśliwie cierpimy :) widać wpływ marketingu koncernów rowerowych, który od jakiegoś czasu jest szczególnie aktywny w przypadku ebików. Nie piszę tego prześmiewczo, ale w charakterze rady i przestrogi dla przyszłych posiadaczy elektrycznych dwóch kółek i nie tylko. Sam byłem też pod wpływem tej ciemnej strony mocy, kiedy zastanawiałem się nad swoim elektrykiem, więc wiem to też z autopsji :)

Zacznijmy od tego że rowery elektryczne mtb są wspaniałe :) kropka. Osobiście polecam każdemu, a najlepiej całym rodzinom. O własnym elektryku mtb/enduro myślałem od dawna, jednak dopiero 2 lata temu udało mi się dopiąć swego. Na początku oczywiście wszyscy którzy dowiedzieli się o moich planach pukali się w czoło i wspominali że to lenistwo. Obecnie osoby które tak twierdziły i testowały mój sprzęt albo są w trakcie przymiarki do zakupu własnego albo już go mają :) Twierdzenia o mniejszym wysiłku na takim są rowerze są błędne, ogólnie rzecz biorąc na rowerze jeżdżę o wiele więcej, na dłuższe i bardziej wymagające trasy. Z racji większej masy roweru w większej części ćwiczy się górne partie mięśni, dodatkowo, dla chętnych, możliwości mocnego treningu są nawet na płaskiej drodze (np. przy wyłączonym wspomaganiu).

Co do samego wyboru roweru polecałbym daleko idącą powściągliwość, kalkulację na chłodno i próbę spojrzenia na to z dystansu. Obecnie branża rowerów elektrycznych w UE rozwija się w oszałamiającym tempie (kilkadziesiąt procent rocznie), można nawet powiedzieć że ciągnie ona całą branżę rowerową jako tako taką. Nie bez powodu UE w zeszłym roku nałożyła spore cła na rowery Chińskie. W 2018 roku w samych tylko Niemczech sprzedano 245 tysięcy rowerów elektrycznych (informacja z kwartalnika niemieckiego EMTB 2019). Między innymi, jako że rynek jest jeszcze mało nasycony, a potencjalnych nabywców jest bardzo dużo (co najmniej wszyscy posiadacze zwykłych rowerów) w oczy rzuca się marketing jakim jesteśmy bombardowani z każdej strony. Specialized jak to na Amerykanów przystało moim zdaniem jest pod tym względem najlepszy. Widać to też w cenie ich rowerów gdzie za bajka z osprzętem niskiej klasy płaci się ogromne pieniądze. Wiadomo że skoro możliwości produkcyjnych nie mają jeszcze wystarczających a klienci którzy zawsze chcą mieć wszystko naj naj zawsze się znajdą – można wywindować cenę w stratosferę. To bardzo ciekawe zjawisko a można się o nim przekonać posiadając jakikolwiek rower elektryczny z poprzedniego roku. Nowinki techniczne powstają bardzo szybko dlatego też ceny po sezonie spadają na łeb na szyję. Wystarczy wejść na ebay-kleinanzeigen.de (jakby Polski OLX) i sprawdzić jakie są ceny praktycznie nowych ebików z poprzedniego roku (są niższe czasami nawet o połowę). Dlaczego tak jest? Czytałem niedawno w jednym z portali o ebikach (ebike-mtb.com) wyniki ankiety którą u siebie zorganizowali. Wzięło w niej udział kilkadziesiąt tysięcy osób (za wzięcie udziału były nagrody) że średnio ludzie zmieniają ebiki co 14 miesięcy!! (+/- 2 miesiące nie pamiętam dokładnie). Mówimy tu oczywiście o sprzęcie za kilkanaście tysięcy złotych. Potwierdza to tylko w jak dziwnych czasach żyjemy, bombardowani papką marketingową. Jak dla mnie najbardziej jaskrawym przykładem jest właśnie ten Specialized Turbo Levo. Piszecie o nim jako o rowerze najlepszym pod każdym względem, tymczasem polecam wejść na jakiekolwiek forum obcojęzyczne dla osób które posiadają rowery elektryczne. (np. emtb-news.com lub emtbforums.com/community/ ). Poczytacie tam np. o problemach Turbo Leva np. wdzierającym się błotem przez obudowę silnika (nieprzemyślana konstrukcja) czy wysoką temperaturą silnika itp.

Co robić, jak żyć? :)
Branża rowerów elektrycznych z racji swej specyfiki rozwija się bardzo szybko co skutkuje licznymi problemami w nowych modelach, dlatego też polecam przede wszystkim sprawdzone w boju konstrukcje i rozwiązania. Części eksploatacyjne też są o wiele droższe (każda rzecz z dopiskiem ebike kosztuje ok. 50% więcej) i zużywają się szybciej. Kupujcie rowery na podstawie stosunku ceny do jakości z naciskiem jeszcze na sprawdzone rozwiązania. Osobiście polecam rowery z wybitnym właśnie tym wskaźnikiem np. Vitus E Sommet, Commencial Meta Power czy rowery Cube. Osobiście kupiłem w 2017 roku Cube Stereo Hybrid 140 SL 27,5+ i jestem zadowolony. Baterie „delfinki” mają tą zaletę że są lżejsze i tańsze od zintegrowanych. Wspomnę jeszcze że nie każdy silnik da nam tylko samo „pracy” czyli np. przebytego dystansu albo wysokości z tej samej pojemności baterii (wynika to z konstrukcji wewnętrznej silnika) Najlepiej pod tym względem wypada Bosch, drugi jest Shimano, najgorzej Brose (potwierdzają wielokrotne testy laboratoryjne w kwaratalniku niemieckim EMTB) wyniki silników mogą się różnić nawet o kilkanaście procent. Nie patrzcie specjalnie na odgłosy silników (zwracacie na to uwagę tylko podczas testów), po krótkim czasie człowiek przyzwyczaja się jak do delikatnie za ciasnej gumki w majtkach :) – kompletnie nie zwraca się na to uwagi, umysł to filtruje. Nie wspominając że dźwięk nasila się tylko jak jedziemy pod mocną górę. Bierzcie pod uwagę czy da się kupić do silników części zamienne, bo jeśli jest gwarancja na 2 lata to pewnie będziecie mieli problemy niedługo po tym czasie :). Mi wymienili cały silnik na nowy (prawdopodobnie były to problemy z łożyskami), kilka dni przed końcem gwarancji. Zaoszczędzone pieniądze na niekupowaniu „przemarketingowanych” rowerów zainwestujcie np. w drugi rower dla kogoś z rodziny (nikt nie będzie chciał z wami jeździć na normalnym rowerze), jakąś wycieczkę (na 2 bateriach można robić naprawdę epickie wyprawy), bagażnik samochodowy na rowery elektryczne (ebiki z powodu wagi muszą mieć specjalnie wzmocnione), GPS do roweru (złodzieje kradną ebiki na potęgę, nawet z zamkniętych garaży, często najpierw śledzą cię do domu). Wydatków może być sporo, więcej niż przy normalnym rowerze, ale kupując rower najlepiej minimalnie używany z poprzedniego sezonu można dużo zaoszczędzić. Osobiście kupiłem dla mojego Taty nowego fulla Cuba z bazowym osprzętem na OLX za 7 tysięcy PLN (dzięki temu też mogę pożyczać od niego drugą baterię :) ). Jeśli chcecie jakichś rzetelnych informacji polecam kwartalnik niemiecki EMTB (np. w appstorze jest, można łatwo tłumaczyć). Ogłoszenia o sprzedaży rowerów, często też praktycznie nowych znajdziecie na ebay-kleinanziegen.de.

W celu wyleczenia się z marketingu rowerowego zalecam sesję z pisenką:
https://www.youtube.com/watch?v=7uMGH3kHhzM dwa razy dziennie :D, myśląc o własnym posiadanym już egzemplarzu :)

Uff, wybaczcie tak długi wpis, ale nigdy praktycznie nie piszę żadnych komentarzy :)
Pozdrawiam,
Tomek.

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Potwierdzam tą wypowiedź jest bardzo rzetelna i prawdziwa do bulu podstawa przy wyborze roweru powinien być serwis, koszt silnika i baterii chyba że ktoś kupuje e-enduro aby dojeżdżać do pracy

Tomasz B
Gość
Tomasz B

Zapomniałem dodać: Oczywiście co rzetelności informacji itp. miałem na myśli konkretnie testy laboratoryjne bardzo szczegółowe samych tylko elektryków, które akurat mieli w tym czasopiśmie. Ogólnie moim zdaniem Twój blog jest świetny i bardzo lubię go czytać, mimo że moja wypowiedź mogła sugerować inaczej. Pozdrawiam i tak trzymaj Michale :)

Adam
Gość
Adam

Co do jednego zgodzić się nie mogę – pod względem głośności między Shimano a Brose speca jest przepaść, a piszę to jako posiadacz Shimano, od roku czasu. I owszem pewnie można się przyzwyczaić ale mnie nadal wkur…a jak sobie delikatnie pomykam gdzieś w lesie i słyszę bzyczenie, niestety nie wziąłem tego pod uwagę przed zakupem, nie sprawdziłem dokładnie, mea culpa :( kumpel ma Turbo Levo z 2017 i tam silnika po prostu nie słychać, a jeździłem z nim też na zwykłym rowerze. Tak więc nie wszyscy się przyzwyczajają. A już na pewno słyszą to osoby postronne, co niektórym rowerzystom może przeszkadzać :) Inna sprawa że w specu już został wymieniony silnik, a ostatnio akumulator. Na razie wszystko na gwarancji…
No i niemiecki EMTB w którym Bosch okazuje się najlepszy…jakoś narzuca mi się analogia do niemieckich czasopism motoryzacyjnych z testami niemieckich samochodów…więc faktycznie nie dajmy się marketingowi :) Na szczęście jest coraz więcej okazji kiedy można osobiście przetestować daną konstrukcję i łatwiej wyrobić sobie zdanie.
Co do baterii…sam mam tego delfinka Shimano, i mimo że to rozwiązanie ma zalety to myślę że za 2-3 lata zupełnie zniknie z rynku. Ludzie nie chcą rowerów z „garbem”. Wystarczy popatrzeć na wyrażane tu opinie. Praktyczność tego rozwiązania schodzi na drugi plan.

Matt
Gość
Matt

Nazwijcie mnie snobem, ale boję się, że elektryki popsują MTB. Obecnie jest to sport „elitarny” w dobrym tego słowa znaczeniu; żeby jeździć w górach nie musisz mieć dużo kasy, ale musisz mieć na tyle kondycji, żeby wyjechać pod górę, bo jednak nie wszędzie jest wyciąg. Musisz coś sobą reprezentować i włożyć w to jakiś wysiłek. Takich ludzi nie jest dużo. W konsekwencji praktycznie nie spotkałem w swoim życiu sytuacji, kiedy przeszkadzałby mi tłok. Nawet na popularnych Enduro Trails nie stanowi to problemu, nawet w weekendy. Za to kocham MTB – tu jeżdżą tylko ci, którzy naprawdę chcą i są gotowi włożyć w to pracę. Dzięki temu nie jest to sport masowy, bo sam „odsiewa” za słabe jednostki. Nie ma lanserów, dzieci, starych bab które ledwo ogarniają – tego, co najbardziej mnie wkurza zimą na stokach narciarskich.

Elektryki otwierają MTB dla całej rzeszy ludzi, którzy inaczej nie daliby rady – dzieci, dziewczyny ciągnięte w góry przez ich chłopaków – riderów, słabsi, starsi. Na razie ograniczeniem jest cena, ale może się z tego zrobić popularny, „rodzinny” sport. I będzie jak z narciarstwem – tłumy na stokach, skupienie w jednym miejscu wymiataczy jak i totalnych amatorów, zawalidróg. Do tego cała masa ludzi, którzy „jeżdżą” tylko po to, aby napić się piwka przy stoku i walnąć sweet focię w nowej kurtce Spydera za 2 tysiące…

Oczywiście nawet na elektryku trzeba mieć jakieś umiejętności, żeby zjechać w dół i się nie zabić. Ale można zjeżdżać powoli, na hamulcu będąc zawalidrogą i psując zabawę innym. Tego się obawiam – źle pojętej masowości tego sportu będącej wynikiem tego, że na elektryku może jeździć każdy.

meteos
Gość
meteos

Puki nie masz traski na własnym terenie zawsze należy uważać na inne osoby na ścieżce/trasie.
Podnoś skila i próbuj wymagających tras to nie będziesz się musiał martwić o zawalidrogi.

@ Michał Lalik Musisz chyba zrobić art. o typach rowerzystów.

Odwiedź mój profil na
Instagram Top