Menu
Menu Szukaj

Transalp

W 2003 połknąłem rowerowego bakcyla na 5-dniowej wycieczce rowerowej przez Austrię, Słowenię i Węgry – wspominałem o tym już przy okazji „historii kilku rowerów”. Był to co prawda wyjazd typowo trekkingowo-szosowy, ale kilka dni pełnego skupienia na jeździe do kolejnego punktu totalnie mnie zajarało. 15 lat później wracam do tej koncepcji – ale w dużo lepszej formie, dostosowanej do aktualnej, w pełni rozwiniętej górskiej cyklozy. Ta forma to transalp!

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

W wyprawie wziąłem udział w ramach współpracy z organizatorem: Transalp.pl


Wpis ten składa się z dwóch części: relacji właściwej i odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Relacja została nieco rozwinięta względem tej publikowanej „na gorąco” na Facebooku podczas wyprawy, ale jeśli śledziłeś fanpage na bieżąco, możesz od razu przejść do części praktycznej.

1. Transalp – relacja

Dzień 1: St. Anton am Arlberg - Ischgl

No to zaczynamy! Ale nie tak szybko – chmury zbierające się nad doliną nieco opóźniają wyjazd. Nie ma się co spieszyć, prognozy na drugą połowę dnia są lepsze. Kiedy przez chmury zaczyna przebijać się słońce, zostawiamy samochody na miejskim parkingu w St. Anton am Arlberg i ruszamy w góry!

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Pierwszy dłuuugi podjazd daje mi do myślenia… Jadę chyba jako czwarty od końca, a osoby, których nie podejrzewałbym o mocną łydę, widzę gdzieś 2 kilometry przed sobą i 500 metrów wyżej (podjeżdżanie powyżej linii drzew kiepsko działa na psychikę). Do tego zaczynam żałować, że nie zmieniłem zębatki w korbie na mniejszą. Chwilę później to już bez znaczenia, bo rower trafia na plecy. Nie cierpię nosić roweru… ale w Alpach czasem po prostu inaczej się nie da.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Nagrodą na pierwszej zdobytej przełęczy jest Apfelstrudel z sosem waniliowym w schronisku. Po jego opuszczeniu, zaczyna się szybki przegląd plecaków w poszukiwaniu ciepłych ubrań – to chyba najchłodniejszy moment w ciągu całej wyprawy. Na sobie mam… chyba wszystko. Przynajmniej plecak zrobił się lżejszy!

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Ochrona przed wiatrem przydaje się na długim zjeździe do Ischgl. Łagodny, w większości szutrowy charakter pozwala przyzwyczaić się do alpejskich widoków odwracających wzrok od trasy – łatwo przydzwonić w… krowę! Staramy się żyć z nimi w symbiozie, w końcu wieczorem planujemy wspólny wypad na burgery ;)

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne


Dzień 1: 49 km, 1450 m przewyższenia

↓ Kliknij poniżej, żeby rozwinąć dzień drugi

Dzień 2: Ischgl - Scuol

Po wczorajszej aklimatyzacji, czas na konkretne wysokogórskie enduro. Zaczynamy więc od… wyciągu w Ischgl i kierujemy się mega klimatyczną dolinką w stronę szwajcarskiej granicy, a następnie najwyższej przełęczy naszej wyprawy: Fimberpass (2608 m n.p.m.). Organizm chyba już wszedł w transalpejski rytm, bo ciężar plecaka zauważam tylko rano przy jego zakładaniu. Nawet noszenie roweru idzie jakoś znośnie, dzięki szkoleniu przeprowadzonemu przez Tomka, naszego przewodnika.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Zjazd z Fimberpass to kawał alpejskiego singla o trudności S2+, ze sporą ilością uciekających spod kół luźnych kamcorów i… świstaków. A na dokładkę: dwa wąskie mosty zawieszone kilkanaście metrów nad górskim potokiem i robiące błędnikowi critical error.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Końcówka zjazdu do szwajcarskiego Scuol jest lekko nerwowa, bo ocieramy się o najgorsze: spóźnienie na obiad! ;) Do schroniska młodzieżowego (którego standardu nie powstydziłby się niejeden hotel) dojeżdżamy w ostatniej chwili i raczymy się piwem, które kupione za grube franki, smakuje jakby od razu lepiej…

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy


Dzień 2: 39 km, 1350 m

Dzień 3: Scuol - Santa Maria

Trzeci dzień podobno zawsze jest najtrudniejszy, co potwierdza mój tyłek. Na pierwszym, długim i dość mocno nachylonym szutrowym podjeździe dziękuję sobie w duchu, że jeszcze rano w dniu wyjazdu z Katowic zmieniłem siodło na swoje ulubione WTB…

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Wszelkie bóle wynagradza jednak największa atrakcja tego dnia, a być może nawet całego wyjazdu: Val d’Uina, czyli wąska, wykuta w skale ścieżka prowadząca około 150 metrów nad dnem doliny. To prawdziwie endurowa trasa, bo obowiązuje na niej nakaz pchania roweru. Podobno kiedyś ktoś tędy zjeżdżał i skręcił trochę za bardzo w lewo…

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Niesamowite miejsce, w pełni wynagradzające niezbyt ciekawy, szutrowy zjazd, którym ostatkiem sił, tuż przed zmrokiem docieramy do starego, klimatycznego schroniska w Santa Maria.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy


Dzień 3: 56 km, 1800 m (przewyższenie szacunkowe – GPS wariuje w Val d’Uinie).

Dzień 4: Santa Maria - Livigno

Czwartego dnia transalpu, po wczorajszym chwilowym epizodzie, na dobre zawitaliśmy do Włoch. Oznacza to nie tylko możliwość włączenia danych w roamingu i dłuższe oczekiwanie na zamówione posiłki, ale też rewelacyjne single w okolicach Livigno, które było naszym celem tego dnia.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Choć posadzenie rano tyłka na siodełku było pewnym wyzwaniem, to 54 kilometry zleciały dużo szybciej, niż wczoraj. I to mimo zdobycia dwóch przełęczy – a tym samym dwóch sytych, singlowych zjazdów (Val Mora i Passo Trela). To prawdziwe klasyki Livigno. Szczególnie Trela jest jedną z najfajniejszych tras, jakie kiedykolwiek jechałem. Podczas naszej wizyty była nieco zaniedbana, co tylko nadało zjazdowi bardziej endurowego charakteru.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Na zakończenie dnia znajdujemy w sobie siły, żeby zejść do centrum Livigno na wspólną kolację – włoska kuchnia jest tego warta!

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy


Dzień 4: 54 km, 1750 m 

Dzień 5: Livigno - St Moritz

Plan na piąty dzień transalpu zakładał następujące punkty:

  1. Kultowy trawers „Panoramica di Livigno” wspomagany kolejką w bikeparku Mottolino.
  2. Dojazd na przełęcz Forcola w celu konsumpcji najlepszego w okolicy tiramisu (jak również powrotu do Szwajcarii).
  3. Pokonanie przepięknej, wysokogórskiej „świstakowej ścieżki” prowadzącej na przełęcz Bernina.
  4. Zjazd trasą „Bernina Express” do St. Moritz, z podziwianiem imponującego lodowca schodzącego po zboczach Piz Bernina, jedynego czterotysięcznika w tej części Alp.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Niestety ten ostatni, najbardziej widokowy punkt mocno utrudniła nam burza, która zgoniła nas z przełęczy w tempie niezbyt turystycznym. Ale to, co zobaczyliśmy wcześniej, i tak zapamiętam na długo! „Świstakowa ścieżka” to dla mnie jedno z piękniejszych miejsc wyprawy.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Długo też nie zapomnę niekończącego się podjazdu na przełęcz Forcola – okazało się na nim, że kryzys dnia trzeciego przyszedł do mnie dnia piątego… I chyba nie tylko do mnie – w schronisku młodzieżowym w St. Moritz znów stawiamy się tuż przed zamknięciem kuchni.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy


Dzień 5: 56 km, 1800 m 

Dzień 6: St. Moritz - Colico (Como)

Ostatniego dnia mieliśmy do pokonania ponad 100 km. Co prawda ostatnie 50 km to głównie zjazdy i płaskie szutry, ale jednak do pokonania pozostawały dwie przełęcze i blisko 1400 metrów przewyższenia. Biorąc pod uwagę tempo z poprzednich dni i postępujące zmęczenie materiału, zapada decyzja o podziale na dwie grupy, z których jedna zjedzie nad Como mniej wymagającą trasą prowadzącą dolinami. Grupę tę wybierają… prawie wszyscy. Ja jednak dzień wcześniej napisałem na Facebooku, że robimy 100 km, więc nawet się nie zastanawiam – nie wypada!

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Facebook jednak ma swoje zalety, bo była to świetna decyzja. O ile poprzednie etapy najczęściej fundowały nam widoki jak z reklamy Milki, to dzisiejszy zjazd starym rzymskim szlakiem z Septimer Pass bardziej przypominał mieszankę Władcy Pierścieni z Grą o Tron. Klimat podkręciła kręcąca się po okolicy burza, wszechobecna mgła, a do tego granitowe skały zwilżone deszczem… Epicki finał genialnej wyprawy!

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Nie licząc oczywiście tego właściwego finału, czyli kąpieli w jeziorze Como ;)

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy


Dzień 6: 103 km, 1400 m


Palcem po mapie wyglądało to mniej więcej tak:


2. Transalp w pigułce – najczęściej zadawane pytania

Co to właściwie jest transalp? Jak zorientowałeś się z relacji, jest to wyprawa przez alpejskie przełęcze najlepszymi szlakami, tradycyjnie z północy na południe, najczęściej nad jezioro Garda.

Ja wybrałem ciekawą technicznie i widokowo, ale średnio wymagającą kondycyjnie trasę Como Route Max. To 6 dni jazdy z St Anton am Arlberg w Austrii nad włoskie jezioro Como, z dziennymi przebiegami rzędu 40-60 km i przewyższeniami 1200-1800 m. W sumie około 350 km i 8600 m podjazdów. Przebieg całej trasy możesz zobaczyć na stronie organizatora.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Fot. Tomek Pawłusiewicz / Transalp.pl

Podczas transalpu spaliśmy w leżących na trasie głównych miejscowościach, oczywiście codziennie w innej. Zależnie od kraju wybieraliśmy małe hotele/pensjonaty (Austria, Włochy) lub schroniska młodzieżowe o dobrym standardzie (Szwajcaria).

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Co ważne, jechaliśmy z plecakiem, w którym znajdowały się wszystkie potrzebne bagaże na cały tydzień.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Ale jak to? Z plecakiem?!

Dla wielu to najbardziej zaskakujący punkt – jak w czasach wakacji all-inclusive można się męczyć przez tydzień z 8-kilogramowym plecakiem? Czy nie lepiej byłoby jechać na lekko, z transportem bagażu samochodem?

Może i lepiej – są i takie warianty transalpu, więc co kto lubi. Ale wożenie całego dobytku na plecach nadaje wyprawie klimatu przygody i samowystarczalności. Zresztą, przy sprytnym doborze ubrań, różnica względem niezbędnego minimum, które i tak trzeba mieć ze sobą (narzędzia, kurtka…), nie jest tak duża, jak mogłoby się wydawać.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Przy zastosowaniu wszystkich porad Tomka z Transalp.pl, spakowałem wszystko do 26-litrowego EVOC-a Explorer Pro, który gotowy do jazdy ważył 7,4 kg. Od drugiego dnia, masę tę czułem wyłącznie przy porannym zakładaniu plecaka, potem zwykle nawet nie chciało mi się go ściągać na postojach.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Fot. Tomek Pawłusiewicz / Transalp.pl

O tym sprytnym pakowaniu napisałem oddzielny artykuł-poradnik, ale w skrócie, rozchodzi się o minimalizm i wybór lekkich, wielofunkcyjnych rzeczy – np. softshell i trekkingowe spodnie na wieczór służą też do jazdy na wypadek załamania pogody, T-shirt na kolację jest też piżamą, i tak dalej.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

A dla osób obawiających się pakowania 6 par majtek i 6 koszulek mam słowo klucz: pranie. W zupełności wystarczają dwa komplety. Wypranie bielizny i koszulki w umywalce zajmuje 10 minut, a hotelowa pralnia (z suszeniem) to koszt 1-3 euro.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Pachnące ubrania co prawda trochę psują klimat (?) wysokogórskiej przygody, ale umówmy się – transalp to taka przygoda w wersji light.

→Więcej: Transalp – co zabrać i jak się spakować?

A co z piciem i jedzeniem?

Co mnie z początku zaskoczyło, jedną z żelaznych transalpejskich porad jest NIE zabieranie bukłaka. Chodzi oczywiście o odciążenie pleców. Trochę mnie przerażało pokonywanie tak długich odcinków wyłącznie z jednym bidonem, ale okazało się, że Alpy to nie Sahara i krystalicznie czyste źródełka mija się częściej, niż jest to potrzebne.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Podobnie z jedzeniem – nie było sensu wozić wielkiego prowiantu, bo na każdym etapie zaliczaliśmy schronisko, a w nim Apfelstrudel, spaghetti, zupę… W plecaku wystarczą 3-4 batony i ewentualnie jeden żel na czarną godzinę. Ich zapasy (prawie) codziennie rano uzupełnialiśmy w sklepie. W miasteczku chodziliśmy też na główny posiłek dnia: kolację (o cenach za chwilę).

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Fot. Tomek Pawłusiewicz / Transalp.pl

A co, jak popsuje mi się rower?

Zaletą spania w większych, turystycznych miejscowościach jest praktycznie codzienny dostęp do sklepu i serwisu rowerowego. A w najgorszym wypadku, również wypożyczalni. Na trasę zabrałem więc skromniejszy zestaw narzędzi, niż na zwykłą wycieczkę w polskich górach.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Koniecznie trzeba tylko zadbać o zapasowy hak przerzutki i komplet klocków hamulcowych, czyli rzeczy specyficzne dla danego roweru. No i tradycyjnie, zestaw naprawczy do opon – na skalistych zjazdach nietrudno o kapcia, nawet jeśli masz opony tubeless wspierane przez Hucka Norrisa (wiem, co mówię…). Plusem jazdy w większej grupie jest to, że rzadko używane narzędzia (jak pompka do dampera) można rozłożyć na kilka osób, a w drobnych szlakowych naprawach zawsze chętnie ktoś pomoże.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Fot. Tomek Pawłusiewicz / Transalp.pl

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

→ Więcej: Czym na transalp? 14 rowerów uczestników

A jak będzie brzydka pogoda?

Jeśli zaczyna lać, najlepszym rozwiązaniem jest przeczekanie. Wspinanie się na ponad 2000-metrowe przełęcze w burzy i ulewie nie należy do przyjemnych (ani bezpiecznych) zajęć, niezależnie od tego, jakim harpaganem jesteś.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Dlatego wyjazd czasem może się przesunąć lub wydłużyć – warto mieć w zanadrzu parę dni urlopu i przed wyjazdem uprzedzić pracodawcę. Doświadczenie przewodnika w podejmowaniu tego typu decyzji to jeden z głównych plusów zorganizowanego wyjazdu (do nich jeszcze za chwilę wrócę).

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Czy trzeba mieć kondycję?

To chyba najczęściej zadawane pytanie… Zawsze mi się wydawało, że transalp to wycieczka zalatująca cross-country – w końcu to też nazwa jednego z najtrudniejszych długodystansowych wyścigów XC. Ale na szczęście jego krosiarska trasa nie ma nic wspólnego z wyprawowo-turystyczną odmianą transalpu, na której byłem!

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Niemniej jednak, obawy kondycyjne pozostały. Nigdy wcześniej nie przejechałem 100 km po górach, a i 50-60 km przekraczam rzadko (i na drugi dzień zdycham). Co gorsze, w ramach przygotowań „postawiłem na świeżość”, czytaj: od początku roku totalnie nic nie robiłem, poza zwykłym jeżdżeniem na rowerze.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Czy to wystarczy…? / Fot. Tomek Pawłusiewicz / Transalp.pl

Najwyraźniej tak. Transalp okazał się mniej hardkorowym wyzwaniem, niż się obawiałem. Początek był dość trudny, ale organizm szybko wszedł we właściwy rytm i już drugiego-trzeciego dnia komfortowo pokonywałem podjazdy, które na zwykłej wycieczce doprowadziłyby mnie do kategorii „e-bike” na Allegro.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Kluczowe jest też to, że wysiłki na szutrowych podjazdach (i noszenie na tych skalistych) są sowicie nagradzane – czasem naprawdę epickimi widokami, czasem niezapomnianymi zjazdami, a zazwyczaj kombinacją obu. Odwraca to uwagę od rosnącego z dnia na dzień zmęczenia i bólu mięśni. /Fot. Tomek Pawłusiewicz / Transalp.pl

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Fot. Tomek Pawłusiewicz / Transalp.pl

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Fot. Tomek Pawłusiewicz / Transalp.pl

Bo żebyśmy się dobrze zrozumieli – to nie jest zabawa dla każdego. To jednak 6 dni jazdy pod rząd, z podjazdami czasem po 1000 metrów przewyższenia na raz… Więc jeśli masz słabą kondycję i gardzisz podjeżdżaniem, zdecydowanie nie jest to wyjazd dla Ciebie. Musisz realnie ocenić swoje możliwości*, bo nie jest to wypad stacjonarny, na którym można jeden dzień odpuścić, albo iść pojeździć na łatwiejsze trasy we własnym tempie.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

* Żeby jakoś się odnieść do polskich warunków: jeśli w ciągu dnia jesteś w stanie 4-krotnie zaliczyć podjazd/zjazd z Magurki Wilkowickiej i nazajutrz mieć ochotę na rower życie, to przejechanie transalpu nie powinno stanowić dla Ciebie problemu. Wybrałem ten podjazd jako punkt odniesienia nie bez powodu – męczy on nie tylko fizycznie, ale też psychicznie.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Podobno „transalp przejeżdża się głową” – coś w tym jest!

A jaki jest poziom trudności na zjazdach?

To jeszcze trudniejsze pytanie, bo wszystko zależy od wybranej trasy i konkretnego etapu. Na Como Route Max, określanej jako średnio trudna/trudna były zarówno zjazdy szutrem (uzasadnione ultra-widokową resztą), jak i długie i skaliste single o trudności S2, z elementami S3.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Nie jest to więc wycieczka dla miłośników flow-traili (choć w okolicy Livigno były i takie odcinki), ale też nie ma czego się specjalnie obawiać. Jeśli ogarniasz polskie szlaki, to po przestawieniu głowy na bardziej skaliste podłoże, poradzisz sobie na transalpie. Dość powiedzieć, że wśród nas były dwie osoby na hardtailach XC, które bynajmniej nie spowalniały grupy.

→ Więcej: Czym na transalp? 14 rowerów uczestników

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Fot. Tomek Pawłusiewicz / Transalp.pl

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Fot. Tomek Pawłusiewicz / Transalp.pl

Jacy ludzie jadą na transalpa?

Mimo otwartego umysłu i wglądu w statystyki bloga, co jakiś czas zaskakuje mnie wielkość i różnorodność grupy osób jeżdżących po górach. Jest ona kolosalnie większa od grupki endurowej adoracji, którą można spotkać na zawodach, zlotach, w kolejce do srebrnogórskiego tarpana, czy – najczęściej – na Facebooku.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Dość powiedzieć, że z grona 13 uczestników „mojej” wyprawy, tylko troje znało 1Enduro… #fail

Co więcej, tyle samo osób było na transalpie po raz pierwszy – większość przyjechała co najmniej drugi raz (a niektórzy nawet czwarty!). Wszyscy okazali się mega zapaleńcami, którzy może nie śledzą na bieżąco rowerowych internetów, ale jeżdżą lepiej, niż byś ich na pierwszy rzut oka podejrzewał.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Wszystkich ich łączy też… dobra praca.


Ile to kosztuje?

W skrócie: nie jest to tania zabawa. W dodatku trudno jednoznacznie określić koszt, bo dojazd, noclegi i wyżywienie opłaca się samemu.

Przewodnik

Tak, rozliczenie jest dość nietypowe, bo początkowo zachęcająca kwota 990 zł obejmuje ogarnięcie trasy, rezerwację noclegów i stałą opiekę przewodnika, a całą resztę płaci się na miejscu, na bieżąco.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Dojazd

Na miejsce dojeżdża się własnym samochodem. Z południa Polski do St. Anton jest ok. 1000 km. W dwie strony, przy spalaniu 8 litrów na 100 km, uwzględniając koszt czeskiej i austriackiej winiety, wychodzi więc 900-1000 zł. Przed wyjazdem organizator ułatwia umówienie się na wspólny transport, więc zazwyczaj rozkłada się to na 3 osoby.

Do tego dochodzi powrót busem z mety wyprawy do samochodów: w naszym przypadku 60 euro od osoby. Czyli sumarycznie na transport odłóżmy do wirtualnej skarbonki 600 zł.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Noclegi

Cena jest codziennie inna, ale można przyjąć, że łóżko ze śniadaniem średnio kosztuje 40 euro. Czyli przy 7 noclegach, około 1200 zł.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Wyżywienie

Ceny są oczywiście alpejskie, czyli:

  • piwo: 4-5 euro;
  • danie w restauracji (schabowy, burger itp.): 10-15 euro;
  • pizza, spaghetti: 8-10 euro;
  • deser: 3-4 euro.

Czyli warto zarezerwować sobie około 30 euro dziennie, bo po pokonaniu 2000 metrów przewyższenia, raczej nie będziesz sobie żałować kolacji… Czyli 800 zł na cały wyjazd.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy


Razem daje to kwotę rzędu 3500-4000 zł.


Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

A może pojechać samodzielnie?

Oczywiście wyjazd na transalp można sobie budżetowo ogarnąć samemu – znalezienie tracków GPS nie jest trudne, a hotele przecież są ogólnodostępne. Największą zaletą wyjazdu w gronie znajomych jest oczywiście mała i dobrze zgrana ekipa. Zyskuje też klimat przygody i satysfakcja z samodzielnego ogarnięcia całego przedsięwzięcia – dla wielu z nas, ślęczenie tygodniami nad mapą może być dodatkową zaletą.

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Są też jednak wady, jak ryzyko złego wyboru trasy wymuszające spoglądanie co chwilę na GPS-a, konieczność pakowania pełnego zestawu narzędzi i apteczki, czy codziennie organizowanie przez telefon noclegu (lub napinanie się sztywnym, przygotowanym z góry planem)… Bardzo cenne jest też doświadczenie przewodnika w doborze tempa jazdy do charakteru danego odcinka, możliwości grupy i pogody.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Tomek jest chodzącą encyklopedią włoskich, austriackich i szwajcarskich Alp. Za każdym razem, gdy zapytam go o drobną wakacyjną poradę, kończę z dymiącym mózgiem i 20 otwartymi zakładkami w przeglądarce. To jest po prostu gość, którego chcesz mieć ze sobą na takiej wyprawie, żeby całkowicie opróżnić głowę z przyziemnych spraw i w 100% skupić się na jeździe.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Choć ostateczny wybór należy oczywiście do Ciebie… Ja myślę, że na pierwszego transalpa zdecydowanie warto pojechać z przewodnikiem, żeby poczuć „z czym to się je”. Przy kolejnych, podjęcie decyzji o samodzielnej organizacji będzie dużo łatwiejsze.


Podsumowanie: po co pojechałem na transalp?

To niby najprostsze pytanie, które przy którejś kolacji zadał mi jeden ze współuczestników, zostawiłem sobie na koniec. No bo w końcu nie każdy tęskni za jazdą z ciężkim plecakiem, czasem po szutrach i przy kiepskiej pogodzie, z postępującym codziennie zmęczeniem. Przecież prościej jest pojechać do Livigno, Saalbach czy San Remo i w dwa dni naklepać z wyciągu tyle metrów deniwelacji, co przez cały transalp. Dla wielu… wróć… dla większości z Was będzie to lepsze (i tańsze) rozwiązanie.

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Ale jeśli dobrnąłeś aż do tego miejsca, to znaczy, że się do tej większości nie zaliczasz. Albo po prostu tak jak ja, wypady stacjonarne masz już obcykane i ciągnie cię do powrotu do korzeni: całego tygodnia jazdy do odległego celu, bez powtarzania znanych odcinków i bez zawracania do samochodu. 

Transalp - relacja, rower, pakowanie, porady praktyczne

Na transalpie każdy jeden dzień dostarcza tylu nowych wrażeń, że spokojnie wystarczyłoby ich na niezapomniany tygodniowy urlop.

Pewnie dlatego jeszcze wiele tygodni po powrocie będziesz męczył wszystkich dookoła historyjkami i porównaniami do transalpu (jeśli Twój partner zastanawia się nad wyjazdem i wolisz tego uniknąć – powstrzymaj go!)… I dlatego też nie dziwię się, że większość miejsc rozchodzi się wśród stałych klientów. 

Transalp - wyprawa rowerowa przez Alpy

Ja też zamierzam do nich dołączyć, bo jak pewnie zauważyłeś, transalp totalnie mnie oczarował! :)


Zobacz też:

 

34
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
24 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
szczyrkowianincannonbikerMikołaj KoniorKonradMaciek - od teraz Maciek Gólski dla odróżnienia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
SzczupakKrólWód
Gość
SzczupakKrólWód

Czy to jest artykuł sponsorowany?

Maciek
Gość
Maciek

IMO brak rzetelności dziennikarskiej… Sformułowanie „W ramach współpracy…” wcale nie jest jednoznaczne z określeniem „artykuł sponsorowany”. Współpracować można z kimś np. w ramach wolontariatu, a jeżeli otrzymuje się jakiekolwiek korzyści majątkowe to jest to „artykuł sponsorowany” i dobry dziennikarz/bloger zamieszcza taką informację z szacunku do swoich czytelników. No, ale widzę chłopak się wybił, sodówka uderzyła do głowy i można mieć swoich czytelników w czterech literach…. Powodzenia z takim podejściem do prowadzenia bloga (ale już beze mnie)

Maciek - od teraz Maciek Gólski dla odróżnienia
Gość
Maciek - od teraz Maciek Gólski dla odróżnienia

To nie ten Maciek co pisał o klockach! Mój komentarz był ironiczny (to chyba jasne). Pozdrawiam wszystkich, którzy uważają ze autor bloga powinien pisać obszerne artykuły, które wielu z nas czyta z zaciekawieniem (i rozbawieniem) jednocześnie nie czerpiąc z tego korzyści, finansując samemu wszystkie wyjazdy, kupując rowery do testów za własne pieniądze (zarobione chyba na nocnych zmianach, no bo w dzien jezdzi i pisze). A tak pewnie jedzie na taki Transalp, było na pewno do dupy (widać po zdjęciach) ale artykuł sponsorowany to napisał, ze spoko, kłamiąc jak z nut. Michał, może pisz zawsze na górze, ze sponsorowany, ze dzięki… Czytaj więcej »

mark adamsky
Gość
mark adamsky

No i pięknie

Kuba
Gość
Kuba

O którym podjeździe na Magurke pisałeś?;-)

Piotr Li
Gość
Piotr Li

Wow po prostu wow odchowam babasy to tez sie pewnie wybiore bo jestem jednym z tych co czytaja do konca (a pojade jak mnie zona pusci oczywiscie :p)
A na miejsce mozna dojechac tez pociagiem, z mojego miasta tam to jedynie 22h i 150euro :) i sie czlowiek wyspi

Tenfilip
Gość
Tenfilip

I obudzi bez roweru.

rob
Gość
rob

Super wpis, nie mogę się doczekać mojego transalpa za rok.

W jakim miesiącu najlepiej jechać?
Jaki miałeś zakres temperatur?
Czuć było w głowie i sercu na wyższych wysokościach zmęczenie?

Na jakich oponach jechałes i ile złapanych gum? Jak u reszty ekipy?
Brałes dętki na zmianę w razie gdyby mleko wyciekło?
Warto brać jakieś ochraniacze? Fullface bez sensu?
Miałbyś siłę zostać potem jeszcze by zaliczyć jakieś bikeparki w okolicy?

Czekam na wpis z listą zawartości plecaka

Dziękuję za pomoc,

Banka123
Gość
Banka123

Cześć
A co to za pudełeczko masz zamontowane w ramie spectrala? To seryjne wyposażenie?

Maciej
Gość
Maciej

Po przeczytaniu artykułu odechciało mi sie jechać na rychleby….

Dzeku
Gość
Dzeku

No tak, Rychleby to przy tym Myszka Miki ;)))

Konrad
Gość
Konrad

Bałbym się, szczerze mówiąc, jechać bez bukłaku. Jeden długi „bezwodny” podjazd przy upale potrafi rozłożyć na łopatki, kiedy woda się skończy…

Mikołaj Konior
Gość
Mikołaj Konior

Jadę aktualnie z Vietnamu do Polski – przekraczając Nepal, Pakistan, Chiny, Tadzykistan (Karakorum i Pamir Highway) robiłem po 2-3.5km przewyższenia na dzień na rowerze 45-55kg (dystanse w górach 70-120km dziennie czasem asfalt czasem szuter) a tu 8kg plecak i 1.5-2km przewyższenia. Chill-out time :D

cannonbiker
Gość
cannonbiker

Coś wspaniałego Michale taka wyprawa i te zdjęcia.
Poprostu muszę tam jechać w przyszłym roku. To już jest postanowione i wpisane do kalendarza.
Pozdrawiam.

Czytaj kolejny artykuł

Bikeporn: Canyon Torque AL 5.0 2018

Freeride nie umarł i ma się dobrze! Oto kolejny współczesny przedstawiciel tego uśpionego gatunku: Canyon Torque AL 5.0, który (spoiler alert) właśnie idealnie sprawdza się podczas mojego urlopu w alpejskich bikeparkach.


Rower testuję w ramach współpracy z marką Canyon.



Canyon Torque AL 5.0

Cena: 9999 zł (+ wysyłka 202 zł)
Dostępne rozmiary: XS/S/M/L/XL
Masa: 15,9 kg (rozmiar M, z pedałami, na mleku)
Strona i sklep producenta


A może jeszcze…?

 

43
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Wojtek E
Gość
Wojtek E

Te spawy :(

Maciek
Gość
Maciek

Moim zdaniem są piękne! Może to skrzywienie inżyniera spawalnika… Ale tak czy siak, na żywo wcale to źle nie wyglądają i możecie się zastanowić czy nie podejsc do tego tak jak ja, że to pięknie położone spoiny, a nie coś oszpecajacego!

ADRIAN
Gość
ADRIAN

czekam na wrażenia z jazdy , nie wiem czy brać spectrala czy torque :D

Seweryn
Gość
Seweryn

To raczej zależy od tego do czego chcesz ten rower wykorzystywać. Torque i Spectral prowadzą się podobnie, ale wrażenia z jazdy dostarczają zupełnie inne w zależności od tego po jakim terenie jedziesz. :)

krissto
Gość
krissto

Jak to Maxxgrip, jak na foci wyraźnie Maxterra?

Seweryn
Gość
Seweryn

MaxxGrip z tyłu to opona na jeden wyjazd do bikeparku. :p Swoją drogą niby spoko, że takie opony, ale w rowerze przede wszystkim do bikeparków wolałbym 2ply’e. :)

Paweł
Gość
Paweł

Jak zobaczyłem pierwsze zdjęcie i te spawy, to pomyślałem, że powinni go nazwać Canyon Frankenstein :D

Bartłomiej Karkonosze
Gość
Bartłomiej Karkonosze

Naprawdę ładny rower.

Marek
Gość
Marek

Czy wiesz może Canyon wprowadzi w 2019 coś nowego na 29″ oprócz Luxa?

Michał Z
Gość
Michał Z

Panowie z Canyon Polska bez problemu informują jaki przyszłoroczny model enduro wejdzie na 29″. Nie jest to jakaś wielka tajemnica, zresztą wystarczy spojrzeć, który z modeli nie był od dawna aktualizowany, nie trzeba nawet pytać ;) Swoją drogą myślę, że będzie to bardzo ciekawy model i warto na niego poczekać, myśląc o nowym rowerze enduro na dużych kołach.

Marek
Gość
Marek

Panowie powiedzcie cos wiecej na temat nowego Strive! Zamowilem YT Capra ale dostawa dopiero koniec wrzesnia wiec mam jeszcze czas na zmiane decyzji. Chcialbym Canyona ale nie maja nic w 29′ co by mnie interesowalo! Jezeli dostane gdzies potwierdzenie ze Strive wyjdzie w 29′ to jeszcze dzisiaj rezygnuje z Capry!

Michał Z
Gość
Michał Z

Pisz do Canyona, oni wiedzą na ten temat najwięcej. Chociaż poza potwierdzeniem, który model wyjdzie na 29″ nic więcej pewnie nie zdradzą i szczegółów nie podadzą. Ja nie czuje się upoważniony do tego, żeby na forum publicznym o tym się wypowiadać.

Marek
Gość
Marek

Napisalem.. Canyon UK odpisal mi ze ‚sory my nic nie wiemy bo my w UK a fabryka w DE. A Canyon Polska nie raczyl nawet odpisac. Az dziwi mnie ze w necie nie ma zadnej konkretnej strony z plotkami o branzy rowerowej.

Marcin
Gość
Marcin

to testówka? Polowałem strasznie na Mke w tym malowaniu, a jak już się zdecydowałem, to go wyprzedali :(

Marek
Gość
Marek

Tak jak Wojtek napisał pierwsze co się w tym rowerze „rzuca w oczy” to spawy. Czyli miłość od pierwszego wejrzenia odpada :-)

pablos D
Gość
pablos D

Oj tam spawy i tak na harataniu wszystko będzie w błocie… Mnie interesuje jak to jeździ, bo myśle nad nim dość mocno. To albo YT Capra AL.

Jakub Madej
Gość
Jakub Madej

Miałem kiedyś podobnego Canyona, bo Torque FRX. Nie do końca byłem z niego zadowolony: taki rower do wszystkiego, czyli do niczego. Podjeżdżać nie chciał, bo za ciężki i kąty nie te. A na zjazdach też nie szczególnie sobie radził. Na szczęście go sprzedałem:) Mam takie same siodełko w moim Djambo i wcale nie jest tak źle. Zrobiłem na nim kilka parogodzinnych wycieczek i było ok. Czyli da się jeździć. Michał muszę jeszcze zwrócić ci uwagę, że za bardzo się czepiasz długości rur podsiodłowych. Oglądałem w swoim życiu dużo rowerów, kilka kupiłem i nigdy nie zwracałem uwagi na tą wartość. Dla… Czytaj więcej »

Michał Bielsko
Gość
Michał Bielsko

Michał, jak wygląda sprawa ze sztywnością boczną tylnego zawieszenia? Będzie o tym w teście?

Mateusz Ptak
Gość
Mateusz Ptak

Jakim aparatem robisz te cudowne zdjęcia? „Przydaje się do zapanowania nad 170 mm skoku w bandach i na ostrych dohamowaniach.” nie powinno tam być 180mm?

Rafał
Gość
Rafał

Jako, że chyba jestem akurat pierwszym posiadaczem tego modelu w kraju to po 4 miesiącach coś tam mogę śmiało powiedzieć ;) Wypada zacząć od tego, że Torque jest w 5 kategorii u Canyona – czyli to samo co Sender. To już jasno pokazuje jakie docelowe przeznaczenie. Tutaj opcja podjazdów jest jedynie dodatkiem. Co do spawów – to chyba zależy od środowiska w którym się obracamy. U mnie dla wszystkich te spawy były super. Sprawiają wrażenie mocnych i solidnych. To jest rower do skakania i zjazdów, a nie jakaś anoreksja na wycieczki (jest 1kg cięższy od aluminiowej Capry). Do rzeczy sprzecznych… Czytaj więcej »

Brombosz
Gość
Brombosz

Aparat zmieniłeś czy mi się wzrok psuje? Chyba, że to ręka drżała po bikeparkowych lotach :)

Dominik
Gość
Dominik

Brak ogranicznika skrętu kierownicy bo to freeride, czyli x-upy i barspiny :)

Kajtek
Gość
Kajtek

Kupiłem w zeszłym roku nowego Tuesa (kolejna zjazdówka w 7 letniej karierze). Ogólnie trochę żałuję bo zaczynam łapać bakcyla na enduro ale jednak lubię ostre trasy DH oraz latanie wszystkiego co duże. Myślę, że ten rower mógłby spełnić moje wymagania i nie rozlatywać się w oczach przy całodziennym katowaniu. Jednak ciągle mam mętlik czy nie lepiej zostawić zjazdówkę do ,,ścigaczki” i kupić coś w stylu canyon spectral na wypady do Bielska?? Czekam na test z niecierpliwością :)

Łukasz
Gość
Łukasz

Michale, a co sądzisz o rowerach mondrakera? Albo cube stero? Szukam roweru AM ale żeby można to było zabrać nad Garde. Dzięki i pozdrawiam

pablos D
Gość
pablos D

Michał, czy znasz może jakies miejsce, gdzie można potestować jakieś endurówki 29″? Do dzisiaj śmigam na 26″ (Reign X 2011) i jak na razie całkiem mi z tym dobrze bo szlifuję skilla. Nie widzę sensu przesiadki na 27.5″ tylko dla samej przesiadki, za to chciałbym sprawdzić jak się „to robi” na dużym kole, bo zamierzam zmienić rower. Ale nie chce kupować tabelek z geometrią, tylko sprawdzić feeling. Dzięki from the mountain.

Rafał
Gość
Rafał

Miałem kiedyś Canyona Torque EX Alpinist na Foxie, to była maszyna i inne czasy :-)

Czytaj kolejny artykuł

Trailowa etykieta: 20 grzechów endurowców

Sezon rozpoczął się na dobre, a wraz z nim, wylew „niedzielnych rowerzystów” na szlakach. Nie zrozum mnie źle, nie mam nic przeciwko temu! Każdy kiedyś był początkującym nieogarem. Więc zamiast ganić i narzekać, proponuję to, do czego blog nadaje się całkiem nieźle: edukację (z odrobiną ganienia i narzekania). Oto grzechy główne popełniane przez rowerzystów górskich – zarówno tych preferujących naturalne szlaki, jak i haratających przygotowane traile.


SZLAKI

Na pierwszy ogień: co można spierdolić jeżdżąc po pieszych szlakach turystycznych? Na nich najczęściej spotykamy się z innymi użytkownikami gór, więc tutaj szczególne warto zachować pozory dobrego wychowania.


1. Blokowanie przejścia

Grupa zatrzymuje się – pierwsza osoba z lewej strony szlaku, druga z prawej, pozostałe – na środku. Pieszym turystom i innym rowerzystom pozostaje tylko przeciskanie się przez sportowo pachnący tłum.

San Remo - obóz rowerowy enduro DH Arek Bike Center

…o ile ktoś nie wyłożył roweru w poprzek szlaku i nie poszedł się wysikać.

2. Wymuszanie pierwszeństwa

Co prawda nie ma na to ustawy, ale dobra praktyka mówi, że pieszy na szlaku zawsze ma pierwszeństwo. Jeśli turyści schodzą Ci z drogi – super, podziękuj im! Ale nie zakładaj, że za każdym razem Ci się to należy.

Kolarstwo górskie MTB enduro - zasady savoir vivre na szlaku

Dla wszystkich starczy miejsca!

3. Niebezpiecznie szybkie mijanie pieszych

Z pierwszeństwem wiąże się chyba najczęstszy grzech szlakowy – mijanie turystów pełnym piecem. Nawet, jeśli perfekcyjnie panujesz nad rowerem, to dla nieobeznanego w temacie turysty zawsze będziesz chaotyczną lawiną rozpędzonej masy i strzelających na boki kamieni.

4. Brak kultury

Jeśli już wyhamowałeś do spacerowego tempa, uśmiechnij się, powiedz „dzień dobry” i podziękuj za przepuszczenie.

Kolarstwo górskie MTB enduro - zasady savoir vivre na szlaku

Jeśli jedziesz w większej grupie, możesz też powiedzieć, ile jeszcze osób jedzie za Tobą. To nie boli.

5. Śmiecenie

To najbardziej oczywista oczywistość, że własnych śmieci nie zostawia się w górach, tylko zabiera ze sobą (ideałem byłoby zabranie od czasu do czasu kilku cudzych „znalezisk”). Zdecydowana większość rowerzystów to rozumie.

Kolarstwo górskie MTB enduro - zasady savoir vivre na szlaku

Niestety „zdecydowana większość” to nadal nie „wszyscy” (patrz: maratony MTB)…

6. Hałasowanie

Choć w góry idzie się, żeby w ciszy nacieszyć się kontaktem z naturą, to czasem trudno sobie odmówić okrzyku radości na epickim zjeździe, czy incydentalnej „kurwy” skierowanej do kamienia, który właśnie wbił się w Twój piszczel.

Nie ma jednak wytłumaczenia dla jazdy z przypiętym do plecaka głośnikiem bluetooth, niczym gimnazjalista słuchający rapsów na ławce pod blokiem – to po prostu wiocha w najgorszym wydaniu. Podobnie jak niepotrzebnie głośne rozmowy przy piwie czy w kolejce do wyciągu – może Cię to zdziwić, ale np. w Czechach taki jest właśnie stereotyp polskiego bikera…

7. Nieczekanie na skrzyżowaniach

To może nie tyle przejaw kultury, co podstawowa zasada jazdy w grupie. Warto pilnować, żeby pozostała ona grupą – lepiej poczekać minutę na rozwidleniu, niż godzinę, aż mniej spostrzegawcza część ekipy wróci na właściwą stronę góry.

Trutnov Trails - oznakowanie

Wyjątek: jeśli ktoś spowalnia wycieczkę gadaniem przez telefon – wtedy zostawienie go na pewną śmierć jest całkowicie dopuszczalne.

8. Zatrzymywanie „na górce”

…czyli na samym szczycie podjazdu – tak, że Ty nie masz już szans dojechać do wypłaszczenia i musisz się gimnastykować ze schodzeniem z roweru na pionowej ścianie (o ile nie jeździsz w SPD i wcześniej nie wywinąłeś „żuczka”).

9. Jazda bez przygotowania

Czyli „na sępa” – bez jedzenia, odpowiedniej ilości wody, narzędzi, zapasowej dętki… O kurtce przeciwdeszczowej nie wspominając. To są podstawy, o które po prostu nie wypada pytać współuczestników wycieczki, czy tym bardziej przypadkowych rowerzystów napotkanych na szlaku.

→ Więcej: 23 rzeczy, które zawsze powinieneś mieć w plecaku

10. Jazda bez kasku

Hardkorowy wariant powyższego. Wątpię, żeby dotyczył któregoś z czytelników 1Enduro, ale nie wypada nie wspomnieć.

Chociaż nie do końca – często widuję kaski przyczepione na podjeździe do plecaka. Osobiście wolę mieć kask cały czas na głowie, ale powiedzmy, że to kwestia indywidualna. Gorzej, jeśli kask zostaje na plecach na krótkich odcinkach zjazdowych, wplecionych w podjazd – a na naturalnych szlakach takich miejsc nie brakuje. Zgodnie z prawem Murphy’ego, wyglebisz właśnie na nich.

→ Więcej: Kask enduro – co to w ogóle jest (i jaki wybrać)?

Bike Park Kasina


TRAILE

O ile grzechy na szlakach najbardziej psują wizerunek bikerów „w mainstreamie”, to na wydzielonych trasach przede wszystkim psują zabawę nam samym. Lub po prostu psują trasy…


1. Zatrzymywanie na ścieżce

Zaczynamy podobnie, jak w przypadku szlaków: blokowaniem przejazdu. Musisz odpocząć? Popsułeś rower? Myślisz nad swoim życiem po glebie? Rób to przynajmniej metr od ścieżki.

Kolarstwo górskie MTB enduro - zasady savoir vivre na szlaku

Nie bądź krowa, zejdź z trasy!

2. Wjeżdżanie na trasę bezpośrednio przed nadjeżdżającą osobą

Jak już odpocząłeś, przed restartem upewnij się, że nikt nie nadjeżdża. Nic (no, prawie nic…) tak nie wkurwia, jak hamowanie przed typem, który wygramolił się na szlak 10 metrów przed Tobą.

3. Nieprzepuszczanie szybszych

Szaleństwa w bikeparku to nie wycieczka kolonijna, żeby wolni jechali przodem. Zorientuj się w prawidłowej kolejności w grupie i nie blokuj szybszych od siebie. Również w czasie jazdy zerknij co jakiś czas, czy ktoś Cię nie dogania – pamiętaj, że ZAWSZE znajdzie się ktoś lepszy. Nie zmuszaj go do zatrzymywania się co 500 metrów, żeby zrobić Ci miejsce.

Bikepark Saalbach Hinterglemm Austria

Przy prawidłowej kolejności, zarówno wolniejszemu, jak i szybszemu jedzie się bardziej komfortowo.

4. Nie dobieranie trudności trasy do umiejętności

A jak dobrać trudność, jeśli nie zna się tras? Zaczynając od niebieskich, a następnie przechodząc na czerwone i czarne – to jedyny sposób, bo skala trudności tras jest inna dla każdej miejscówki (trasa czerwona w Srebrnej Górze nie jest tak samo trudna, jak czerwona w Whistler). A tymczasem w ankiecie przeprowadzonej przez POMBA, większość z nas wizytę w nowej miejscówce zaczyna od razu od tras czerwonych.

5. Jazda pod prąd

Zdecydowana większość rowerowych traili jest jednokierunkowa. Nie bez powodu. Nie chodzi tylko o komfort i bezpieczeństwo jazdy, ale też podatność ścieżki na niszczenie – więc nawet jeśli zjeżdżasz 10 metrów ścieżką podjazdową, żeby powtórzyć zdjęcie – rób to delikatnie!

Kolarstwo górskie MTB enduro - zasady savoir vivre na szlaku

…a najlepiej wcale.

6. Hamowanie z zablokowanym kołem

Trochę finezji przyda się też na trasach zjazdowych. Wiadomo, że każde dziecko mężczyzna lubi skidowanie, czyli zarzucanie tyłem roweru na zablokowanym hamulcu (nie, to nie jest drift, przykro mi). Niestety takie wygłupy niszczą trasę, pogłębiając tarki, wyrywając kamienie i przyspieszając erozję.

Kolarstwo górskie MTB enduro - zasady savoir vivre na szlaku

Dotyczy to w szczególności mocno obciążonych tras bikeparkowych.

7. Ścinanie zakrętów i rozjeżdżanie objazdów

W singlach rowerowych zazwyczaj chodzi o to, żeby były kręte. Jeśli je ścinasz (czy to ze względu na Stravę, czy brak umiejętności), zastanów się, czy na pewno chciałeś po nich jeździć…? Może lepiej wybrać się na wycieczkę szutrem (albo zawody, gdzie „kreatywny wybór linii” faktycznie może być pożądany)?

→ Więcej: Strava to zło!!! Czy nie…?

„Prostowanie” trasy działa też w drugą stronę – na trasie jest kałuża? Objeżdżanie jej szerokim łukiem (np. po trawie lub całkiem poza korytarzem ścieżki) w dłuższej perspektywie powoduje, że singletrack przestaje być singletrackiem.

San Remo - obóz rowerowy enduro DH Arek Bike Center

MTB to brudny sport – handluj z tym.

8. Jazda po zamkniętych trasach

Zamykanie tras – zwłaszcza flowtraili – zimą i po intensywnych opadach jest standardem w cywilizowanym świecie, ale u nas ciągle budzi oburzenie. Miękka, rozmoknięta nawierzchnia niszczy się dużo szybciej i wymaga gruntownych napraw. Może lepiej ten jeden raz sobie odpuścić, niż potem męczyć się na koleinach czekając na remont?

Kolarstwo górskie MTB enduro - zasady savoir vivre na szlaku

„Na mokro” naturalne trasy i tak są fajniejsze.

9. Modyfikowanie trasy pod siebie

I kolejny punkt dotyczący zachowywania oryginalnego charakteru trasy. Przyjeżdżając na czyjąś miejscówkę (czy to dziką, czy oficjalną), uszanuj jego pracę i nie przerabiaj jej pod kątem swoich oczekiwań i umiejętności. Jasne, usunięcie zalegających gałęzi czy luźnych kamieni jest spoko, ale np. powiększanie/pomniejszanie hopek zachowaj dla swoich własnych kreacji.

10. Niewspieranie budowniczych / organizacji…

…i narzekanie na ich pracę, jeśli samemu nic się nie zrobiło. Jak mawiają: „no dig, no ride”. A jeśli już „no dig”, to przynajmniej zorientuj się, czy możesz wesprzeć gospodarzy w inny sposób – kupując cegiełkę, korzystając z ich szkoleń czy po prostu robiąc rowerowe zakupy w ich sklepie.

Trutnov Trails - opaska podporuj

Wiele trail parków sprzedaje cegiełki np. w formie opasek na kierownicę lub naklejek.


Podsumowanie

Bałem się, czy nie za dużo w tym tekście zakazów i nakazów – mam uczulenie na osoby przywiązujące nadmierną uwagę do takich bzdur jak bezpieczeństwo. Nuda. Ale z drugiej strony – raz na jakiś czas warto sobie przypomnieć dobre praktyki, które w zasadzie nie odbierają frajdy z jazdy.

Te dobre praktyki można podsumować popularnym zwrotem „Leave no trace”, czyli brakiem ingerencji w:

  1. Środowisko (naturalne + trasę).
  2. Innych ludzi (turystów + bikerów).

Powodzenia i do zobaczenia na (czystym, miłym i kulturalnym) szlaku!

Kolarstwo górskie MTB enduro - zasady savoir vivre na szlaku


PS. Zostało mi kilkanaście sztuk blogowych koszulek (póki co, wszystkie rozmiary dostępne) – kto się jeszcze nie zaopatrzył? :)


Podobało się? Może spodoba Ci się też:

 

55
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
fitz
Gość
fitz

Gorszy hardkor, ale dłubanie tras w miejscach uczęszczanych. Lokalni downhillowcy zaczęli robić hopy praktycznie na ogólnodostępnym szlaku (szlak idzie nieco inaczej, ale osoba nieobeznana z terenem łatwo może to przeoczyć).

Efekt? Jedna ofiara śmiertelna, co najmniej 2-3 zdrowo poturbowane.

http://krakow.eska.pl/newsy/rowerzysta-lezal-nieprzytomny-w-dolinie-kobylanskiej-na-miejscu-ladowal-smiglowiec-lpr-zdjecia/728488

Da nn iello
Gość
Da nn iello

Na 99% robota jakiegoś dzieciaka lub kilku, małe chopki a raczej pryszcze których nie widać przy prędkości łorpowej (a taka można tam osiągnąć) Po najechaniu na coś takiego podbija tyłek i można przywalić w drzewo. Szkoda chłopaka zginął przez czyjąś głupotę :(

Da nn iello
Gość
Da nn iello

Proszę nie powielać stwierdzenia że to lokalni „downhilowcy” może to doprowadzić do niepotrzebnych spiec.

Zygi
Gość
Zygi

Przecież w tekście jest napisane „Po kolejnych kilkunastu minutach po wykonaniu medycznych czynności ratunkowych udało się przywrócić funkcje życiowe u nastolatka. „

mamba
Gość

Oooo to to. Pisałam już o tym, ale wyszło, że po co i na co pisac o takich oczywistościach ;)
https://mambaonbike.pl/5-zasad-ktore-warto-stosowac-by-jezdzilo-sie-lepiej/

Maciek
Gość
Maciek

Kurcze, chcialbym napisac komentarz, ale brakuje mi slowa. Jak nazywa sie damski odpowiednik buca?

tom
Gość
tom

Kulturalny nie musi tego czytać, bo takie zasady „z natury” są dla niego oczywiste. A buc, bucem zostanie i oleje temat sikiem prostym.

Szymon
Gość
Szymon

Michał, piszesz o kulturze, nazwijmy to umownie, zachowania. Lecz warto również zwrócić uwagę na kulturę słowną (która także u Ciebie na blogu trochę szwankuję. Owszem, masz swój styl, lecz jeśli piszesz takie a nie inne porady, warto o tym pomyśleć. Myślę, że minus 10% do bycia fajnym dzięki większej kulturze słownej, nie ujmie Ci na stylu i fachowości wpisów ;) ). Na szlakach (nie mówię o bajkparkach, które nie zawsze mi po drodze), niestety gro rowerzystów mocno chełpi się ze swojej zaje…ści, %$^%$* zjeździe, itp. Niejednokrotnie nad wyraz głośno dają o tym znać. I kuje to w ucho. Nawet nie… Czytaj więcej »

Maciej
Gość
Maciej

Lubię Cię Michał, ale ten Pan ma racje. To jest Twój blog i możesz pisać na nim co Ci się podoba ale inaczej brzmi bluzg sytuacyjny tak jak wspomniany glaz w piszczel a inaczej taki bluzg czytany wieczorem we wannie. Pewnie dla wzmocnienia przekazu można rzucić kurwą zeby nie jezdzic singlami pod prąd ale jak tekst traktuje o kulturze to trochę oslabia przekaz i ujmuje autorytetowi piszącego. Oczywiście dalej będziesz pisał tak jak chcesz a my ,a na pewno ja, dalej bedziemy to czytać ale eee nie ma żadnego ale. Pozdrawiam

maszaba
Gość
maszaba

Zauważyliście jak dyscypliny rowerowe uprawiają inni zachowaniem ludzie? Oczywiście buraki są wszędzie ale przeważnie: – XC (XCO, XCM) w części to golinogi z zadartymi nosami. Na szczęście większość to mili ludzie z zajawką z którymi zawsze się rozmowa klei. – DH, dirtowcy – też fajni zajawkowi ludzie, ale bardzo często to drący mordę troglodyci, których słychać z daleka po głośnych przekleństwach i k*** w każdym zdaniu. – Enduro – mix obu powyższych i często widać nawet na zawodach grupki znajomych, jedni się dobrze bawią, a drudzy też się dobrze bawią, ale drą mordę, dużo więcej wulgarnych słów używają i świńskiego… Czytaj więcej »

DM*
Gość
DM*

a mi to w ogóle nie przeszkadza, bycie ąę by dopasować się pod określoną grupę to już gubienie własnego stylu, a tak Michał pisze jak jest naprawdę bo przy kamieniu krzykniemy kurwa, a nie np „kurcze pióro” czy „motyla noga” ;)

maszaba
Gość
maszaba

Pisałam o ogólnym zachowaniu. Słyszałeś jak się wyrażają podpite sebixy na przystanku rozmawiając ze sobą?

Nie mam nic przeciwko krzyknięciu w emocjach co się komu podoba, ale jak uszy więdną słuchając zwykłej głośnej rozmowy bajkerów to nie jest to już miłe.

Mikołaj
Gość
Mikołaj

Absolutnie nie zgadzam się na zmianę stylu pisania :)
Poziom kultury jest na jak najbardziej akceptowalnym poziomie.

Andrzej
Gość
Andrzej

Jakoś nigdy nie ufałem ludziom, którzy od czasu do czasu nie przeklną. Nie zrozumcie mnie źle, ale wolę prawdomównego,uczciwego, zabawnego co klnie od bandyty w białym kołnierzyku z super etykietą słowną, takich to mamy na pęczki.Tekst Michała mnie nie razi, tam jest cudzysłów i nie zrobił tego w złej wierze, najwyżej zmieni literę na q. Poza tym blog traktuje mimo wszystko o rozrywce a nie dyplomacji, popatrzcie na kulturę ludzi zasiadających w sejmie, sami ich wybraliśmy, porównując, Michał powinien dolepić sobie białe skrzydła do tego zielonego sztormiaka :)

MarcinW
Gość
MarcinW

Moim zdaniem nie masz racji z tym komentarzem. Nie ma osoby która w ten bądź inny sposób nie używa wulgaryzmów, wulgaryzmy były, są i będą. Jeżeli Michał ma taki styl pisania to chwała mu za to i nikt komu to nie odpowiada nie musi tu zaglądać( jest cała masa innych blogów). Akurat taki styl jaki prezentuje autor tych tekstów mi odpowiada ( czyta się lekko i przyjemnie, i nie ma wrażenia że to jakaś encyklopedia z nudnymi punktami) i jak widać po komentarzach pod każdym kolejnym nie tylko mi. A Tobie Michale życzę kolejnych świetnych wpisów bo dzięki nim poznaję… Czytaj więcej »

fixie
Gość
fixie

Niestety zbyt często się słyszy na szlakach głośne rżenie i słownictwo jakbym słyszał patologiczną rodzinę z bloku, albo agresywnego upitego menela pod monopolowym. Uszy więdną, a np. w koutach Czesi i niektórzy Polacy patrzą na takich troglodytów z wielkim politowaniem.

Wiocha na całego.

BTW. nóż się otwiera jak się widzi, że maratończycy nie potrafią papierka po żeliku schować z powrotem do kieszeni. Wyrzucić można, ale tylko w strefie zrzutu, która znajduje się kilkadziesiąt metrów za bufetem!

maciek
Gość
maciek

Kolejny raz czytam jacy to Czesi fajni a my nie. Nie tak dawno na Rychlebach trzech naprutych czeskich bikerów darło mordę w moją stronę, wtedy to ja patrzyłem na nich z politowaniem :P Druga sytuacja ze Świeradowa: doganiam gościa jadącego z synem przed nim. Jadę za nim spokojnie i czekam aż mnie puści. Gość jednak tego nie robi mając kilka miejsc wcześniej więc w końcu proszę: „jak będziecie mieli miejsce to puśćcie mnie”, w końcu puścili ale gość sądząc po reakcji i tonie słów miał do mnie wyraźne pretensje. Jak zwykle Czesi są super, tacy kulturalni i wyluzowani a u… Czytaj więcej »

Kamil Nowakowski
Gość
Kamil Nowakowski

Niestety, ogólnie Czesi stoją wyżej cywilizacyjnie, nie chodzi o kulturę na szlakach ale też ogólne podejście do tematu „rower w górach”; na trail hanter znajdzie się wszystkie miejscówki w Czechach i państwach ościennych, u nas to – odnoszę takie wrażenie – dominuje postawa „my tu mamy taką miejscówkę i obcych nam tu nie trzeba”; geneza tego zjawiska spowodowana jest moim zdaniem chłopskimi korzeniami większości społeczeństwa, a chłop jak wiadomo, obcych nie lubi; odsyłam ciekawych do socjologii bo tu nie czas ani miejsce. Trzeba pracować nad poziomem a nie pokazywać palcem – bo tam dwaj Czesi to… Dobry tekst autora i… Czytaj więcej »

maciek
Gość
maciek

no z tymi chłopami to się chyba rozpędziłeś, że niby czescy bikerzy to z królewskiego rodu ? ;)

Kamil Nowakowski
Gość
Kamil Nowakowski

….chłop jak wiadomo obcych nie lubi…stąd taka postawa w Czechach a inna w Polsce; jako naród są bardziej otwarci i nie mają tylu kompleksów co rodacy – zachowania stadne, „obsikiwanie” przestrzeni wrzaskiem, qrwami i śmieciami…

Misio
Gość
Misio

A ja właśnie chcę kupić głośnik BT i jeździć z nim po lesie ustawionym jak najgłośniej. A dlaczego? A bo niedźwiedzie, które żyją zaraz obok. I tyle w temacie.

Leszek
Gość
Leszek

I co, będziesz dbał o podniesienie kultury niedźwiedzi poprzez nadawanie audycji radiowych? Żenada.

Wojtek
Gość
Wojtek

Napisałeś 20 grzechów a wymieniłeś 10 – domogam się 2giej dziesiątki :P

Michał
Gość
Michał

oj chyba przeczytałeś pół artykułu ;) 2×10 = 20

kuboll
Gość
kuboll

A co z kiepami rzucanymi gdzie popadnie, rozpalaniem ognisk na dziko, pozostawianiem puszek po piwie w pobliskich krzakach po zakończeniu ogniska, wycinaniu, wypisywaniu napisów na drzewach, jeżdżeniu w rezerwatach, w Parkach Narodowych itp

faldżip
Gość
faldżip

„leave no trace”

Renio
Gość
Renio

Ja bym do listy dodał szanowanie się nawzajem i podtrzymywanie atmosfery subkultury dzięki, której nasz sport jest taki zajebisty.

Zauważyłem w Bielsku, że połowa bikerów nie odpowiada na „cześć”, „siema” lub cokolwiek innego.

Dotyczy to również całych grup bikerów (teamów), którzy udają, że nie widzą i nie słyszą innych. Mają wyraz twarzy bardzo poważny, bo bardzo poważnie trenują i poważnie jeżdzą.

Jest to widok zabawny biorąc pod uwagę rangę przedsięwzięcia w którym biorą udział a każdy zawodnik Pucharu Świata jest bardziej kontaktowy niż oni.

Pozdrowienia dla turbo PROsów i więcej dystansu do siebie życzę!

Romek
Gość
Romek

A na drodze do Morskiego Oka też się chcesz z wszystkimi witać? Na Enduro Trails są takie tłumy że witanie się z każdym to jakiś absurd. W dodatku większość to ludzie z którymi nie napiłbym się w życiu piwa, dlaczego mam się z nimi bratać? Myślenie że jeśli ktoś ma podobne hobby to musi być fajny to jeden z podstawowych błędów młodości…

Renio
Gość
Renio

Nikt Ci sie nie każe z nikim bratać lub witać :D I rozumiem, że na ET są tłumy jednak ODPOWIEDZENIE komuś na „Cześć” widocznie jest dla niektórych wyczynem wiekszym niż sam sport, który uprawiają.

krzychumalina
Gość
krzychumalina

Dodałbym jeszcze punkt 21, mianowicie zakaz kurzenia fajek pod wyciągiem czy miejscu gromadzenia się innych biker’ów! Nic tak nie psuje „klimy” jak smród fajek dookoła…Zjeżdżasz zziajany, płuca przewentylowane i ciężko dysząc próbujesz wtłoczyć do płuc jak najwięcej tlenu, a tu syf i smród w powietrzu. Niby to na otwartej przestrzeni, ale jednak to miejsce publiczne. Musisz jarać – odejdź na odległość 100m i truj się sam w krzaczorach! Wszystkiego nikotynowego!

fixie
Gość
fixie

Popieram.
Michał wg mnie mocny 21 punkt, bo czasem widać brak wyczucia między kopceniem w tłumie, a siedzeniem parę ławeczek dalej i nie truciem nikogo.

bobiko
Gość

Całkiem sensowne porady, zwłaszcza bycia miłym dla otoczenia i mówienia prostego „ahooj / dzień dobry / guten morgen”. Może przesadzam ale pozdrowienie innych uczestników trasy nikomu jeszcze nie zaszkodziło.. A nie, kilku pro-sowcom podniesienie łap w górę urągaloby ich pro-stylowi ;-)

I jeszcze jeden aspekt to udzielenie pomocy przypadkowemu bikerowi. Czesto widze, jak bikerzy stoją na poboczach i cos tam robią przy rowerze. Przeważnie podjeżdżam i pytam, czy coś potrzebują. Najcześciej się uśmiechają i odmawiają, bo sobie radzą ;-).

Odwiedź mój profil na
Instagram Top