Menu
Menu Szukaj

Test: Whyte E-150 S 2020

Rynek e-MTB cały czas się formuje – niektórzy producenci stawiają na innowacje, inni wychodzą z założenia, że górski elektryk powinien dawać wrażenia z jazdy jak najbardziej zbliżone do swojego analogowego odpowiednika. Jeśli bardziej przemawia do Ciebie to drugie podejście, Whyte E-150 S powinien Cię zainteresować.

Whyte E-150 S 2020 - test
Rower przetestowałem dzięki współpracy z Whyte Bikes Polska.

Whyte E-150 S – co to za rower?

To podstawowy model nowej kolekcji e-MTB brytyjskiej marki. Oprócz niego należą do niej E-150 RS (na lepszym osprzęcie) i E-180 RS (ze skokiem 180 mm). Wszystkie bazują na nowym systemie Bosch Performance CX Gen 4 z akumulatorem 625 Wh.

Najważniejsze cechy

  • przeznaczenie: enduro;
  • czterozawiasowe zawieszenie o skoku 150 mm;
  • rozmiar koła: 27.5″
  • materiał ramy: aluminium;
  • akumulator o pojemności 625 Wh;
  • progresywna geometria (reach 455 mm w rozmiarze M);
  • masa: ok. 24,2 kg (rozmiar S, z pedałami, na mleku);
  • cena: 24 999 zł.
Whyte E-150 S 2020 - test
Whyte E-150 S: 24,2 kg, 24 999 zł

Wszystkie szczegóły ramy i wyposażenia znajdziesz w bikepornie:

Bikeporn: Whyte E-150 S 2020

Geometria i wybór rozmiaru

Jak już wspomniałem w bikepornie, to co jeszcze niedawno było geometrią progresywną, dziś jest po prostu geometrią prawidłową. Mimo to, Whyte jak zwykle nie zawodzi w kwestii cyferek, które nie są może radykalne, ale na pewno nowoczesne. Uwagę zwraca np. długość tylnego trójkąta (440 mm – ze starym silnikiem Boscha było to nie do pomyślenia) i bardzo nisko zawieszony suport (330 mm, co akurat w elektryku może przeszkadzać).

Rzut oka na tabelkę zdradza też, że Whyte bardzo poważnie podszedł do swojego e-bike’owego debiutu – E-150 jest dostępny w aż pięciu rozmiarach. Ja przy 170 cm wybrałem S-kę, mimo że producent zaleca M. Nazwijmy to kwestią osobistych preferencji – uważam, że w ciężkim elektryku nie trzeba dodatkowo poprawiać stabilności długością, więc będąc na granicy, lepiej postawić na trochę łatwiejsze manewrowanie przy niskich prędkościach.


Na szlaku

To był jeden z najfajniejszych testów w tym roku, bo E-150 zabrałem na parę enduro-tripów, które już od dawna chodziły mi po głowie, ale jakoś nie mogłem się do nich zebrać – uroki elektryka! Poza szlakami (Śnieżnik, Rudawy Janowickie, Wielka Racza) zabrałem go też na łagodniejsze ścieżki (m.in. bardzo przyjemna wycieczka Tabakowy-Wełczoń na Babia Góra Trails) i sprawdzone trasy testowe w Bielsku-Białej i Srebrnej Górze. Poznaliśmy się naprawdę dobrze!


Podjazdy

W przypadku elektryka wrażenia z podjeżdżania dominuje oczywiście silnik. Początkowo byłem trochę rozczarowany, że Whyte postawił na Boscha, bo delikatnie mówiąc, nie jestem wielkim fanem jego poprzedniej generacji. Ale Gen 4 to ogromny skok naprzód – silnik jest nie tylko o 50% mniejszy i lżejszy, ale przede wszystkim nie stawia tak dużych oporów i działa w bardziej cywilizowany sposób. W słabszych trybach jest prawie tak cichy jak Brose, a w najmocniejszym nie jest już tak nerwowy, jak poprzednik.

Najlepiej jednak sprawdza się automatyczny tryb eMTB, który płynnie dobiera moc wspomagania w zakresie 120%-300% (te skrajne wartości odpowiadają „sztywnym” parametrom trybów Tour i Turbo). Niestety bardzo szybko rozprawia się on z akumulatorem… Mimo, że ma on pojemność aż 625 Wh (największa zaleta nowego Boscha!), w trybie eMTB pozwalał mi pokonać około 40 km i 1400 m przewyższenia – mniej więcej tyle, ile byłbym w stanie wycisnąć z baterii 500 Wh przy „ręcznym” korzystaniu z bardziej ekonomicznych ustawień.

Na całodniowych górskich eskapadach sytuację ratuje tryb Tour. Nie działa on tak idealnie płynnie, jak eMTB i zdarza mu się lekko szarpnąć, ale za to pozwala dorzucić do zasięgu co najmniej 10 km i 200-300 metrów w górę. Natomiast wyprawy ocierające się o 2000-metrowe przewyższenie wymagają już częstego korzystania z trybu Eco, który niestety jest bardzo słaby – sprawdzi się na wypadach z kumplami na zwykłych rowerach, ale przy normalnej jeździe, przeskok względem trybu Tour jest tak duży (ze 120% na 50%), że rower po prostu zamula.

Nie spodobał mi się też nieprecyzyjny, 5-kreskowy wskaźnik poziomu naładowania baterii. A w zasadzie 4-kreskowy, bo ostatnie 20% trzeba traktować jako rezerwę. Tak niedokładne wskazania utrudniają rozsądne „rozłożenie sił” i powodują, że zniknięcie każdej kreski jest nieprzyjemnym wydarzeniem. Początkowo myślałem, że sytuację uratuje wskaźnik zasięgu, ale w górach pokazuje on takie bzdury, że można o nim w zasadzie zapomnieć.

Whyte E-150 S 2020 - test
Ogółem, Bosch potrzebuje dwóch rzeczy: nowej manetki i nowego oprogramowania. Kompaktowy, cichy i płynnie działający silnik naprawdę na to zasługuje.

Ale zostawmy Boscha, bo przecież silnik nie podjeżdża sam. Równie istotna jest reszta roweru, do której znacznie trudniej się w E-150 przyczepić. Mógłbym się tu rozpisywać o zależnościach długości tyłu, kąta rury podsiodłowej i rozmiaru koła, ale wystarczy że napiszę, że na E-150 podjechałem kilka ścianek, które wydawały mi się totalnie niemożliwe – próbowałem tylko dlatego, że wnoszenie 24-kilogramowego roweru byłoby jeszcze trudniejsze.

Whyte E-150 S 2020 - test
Poza haczeniem pedałów, niski suport prowadzi do nieuchronnego walenia podwoziem o pokonywane progi i wiatrołomy. Nie byłoby to większym problemem, gdyby nie przewody wychodzące z ramy w najgorszym możliwym miejscu – tak wyglądały zaledwie po kilkunastu dniach jazdy… Whyte szybko jednak wyciągnął wnioski i zmienił prowadzenie linek – również w już wyprodukowanych rowerach. Dealerzy mają części potrzebne do upgrade’u, więc jeśli już kupiłeś E-150, warto się skontaktować ze sprzedawcą.

Zjazdy

Niski suport, który jest przekleństwem E-150 na podjazdach, odpowiada jednak za najważniejszą cechę tego roweru: skrętność na zjazdach. Każdy, kto na niego wsiada, od razu mówi, że ten rower skręca jak typowy Whyte. Czyli genialnie.

Druga charakterystyczna cecha tego roweru, którą zauważysz podczas pierwszej przejażdżki, jest lekkość. Już widzę oczami wyobraźni, jak właśnie pukasz się w czoło – w końcu ten rower waży ponad 24 kg. Ale chodzi o lekkość odczuwalną podczas jazdy – jak na elektryka, E-150 jest wyjątkowo zwinny i pod tym względem jest klasą samą dla siebie.

Whyte E-150 S 2020 - test
Zastanawiałeś się kiedyś, po co rowery Whyte mają tyle miejsca dookoła opon…? Nawet po oklejeniu błotem podnoszącym masę w okolice 30 kg, E-150 dalej sprawia wrażenie lekkiego i zwinnego. Oczywiście dopóki działa wspomaganie…

Lekkość ta jest jednak tym bardziej odczuwalna, im szybciej jedziesz. Przy niskich prędkościach Whyte trochę się gubi i na stromych, bardzo technicznych sekcjach czasem czułem się na nim niepewnie – kiedy na ściance musisz przeprowadzić rower między skałami z centymetrową precyzją, dodatkowe 10 kg względem zwykłego roweru nagle staje się odczuwalne…

Z czego to wynika? Chyba ze wspomnianej już sztywności ramy i kół 27.5″ – to dość oryginalny wybór, kiedy wszyscy dookoła decydują się na 29″, albo chociaż 27+. Wybór ten jednak okazał się strzałem w dziesiątkę. Co więcej, masę zaoszczędzoną na większych kołach zainwestowano w pancerne opony ze zjazdowym oplotem, ważące po ok. 1200 g – fakt, że product manager oparł się pokusie zaoferowania roweru o pół kilo lżejszego, dużo mówi o intencjach producenta.


Whyte E-150 S – werdykt

E-150 S to rower o dwóch obliczach – jego ocenę trzeba rozdzielić na to, co zrobił Whyte i na to, co zrobił Bosch. To drugie jest bardzo przeciętne – manetka jest nieergonomiczna, a oprogramowanie utrudnia wyciśnięcie z akumulatora maksimum zasięgu. Kiedy jednak opowiadałem o tych wadach osobom postronnym, część z nich nie rozumiała, czego się czepiam – jeśli dopiero zaczynasz przygodę z elektrykami, pewnie nawet nie zauważysz tych wad. Na pewno jednak zauważysz zalety udanej konstrukcji Whyte’a, dzięki której E-150, mimo wszystkich swoich drobnych niedoskonałości, daje najwięcej frajdy na zjazdach ze wszystkich elektryków, na jakim jeździłem.


Walety:

  • jeździ jak prawdziwy (analogowy) endurak;
  • skręca jak na Whyte przystało;
  • poczucie lekkości i zwinności;
  • specyfikacja bez słabych punktów (hamulce, opony);
  • akumulator 625 Wh;
  • cichy i kompaktowy silnik.

Zady

  • ergonomia manetki Boscha;
  • fabryczne tryby wspomagania utrudniają optymalne wykorzystanie zasięgu;
  • skomplikowany demontaż baterii.

Whyte E-150 S

Cena: 24 999 zł
Dostępne rozmiary: XS/S/M/L/XL
Masa: ok. 24,2 kg (rozmiar S, z pedałami, na mleku)
Strona producenta


Bonus: A może Whyte E-150 RS?

Wyposażenie testowanego E-150 S jest tak spójne, że podczas testu zastanawiałem się, po co w ofercie jest E-150 RS? Przeprowadziłem więc wnikliwą analizę tabelki i… stwierdziłem, że może nawet ma on sens.

Whyte E-150 RS: 27 699 zł

Różnice to:

  1. Rock Shox Lyrik Select+ z tłumikiem Charger 2, zamiast podstawowego Yari z tłumikiem Motion Control.
  2. 12-rzędowy napęd X01 Eagle połączony z tanią kasetą z grupy NX – myślę, że szerszy zakres miękkich biegów pozwoliłby nieco obejść słabo wyważone tryby Eco i Tour, a tym samym wydłużyć zasięg.
  3. Opony Maxxisa (tylna w jedynej słusznej wersji Double Down) – WTB z testowanego roweru są super pancerne, ale na ośnieżonych kamieniach trochę tęskniłem za Minionami.
  4. Hamulce SRAM Code R zamiast Guide RE – czyli nowsza generacja zacisku i nieco lepsza klamka.
  5. Sztyca Crank Brothers Highline zamiast TranzX-a – chyba pierwszy bezawaryjny komponent (poza pedałami), jaki udało się wypuścić tej firmie…

Czy warto więc dopłacić do droższego modelu? To zależy od tego, jak dobre masz… znajomości. Różnica w cenie to 2700 zł, czyli ok. 10% – może się okazać, że większość dopłaty pokryje wynegocjowany w sklepie rabat. Ja bym spróbował!

Whyte E-150 RS

Whyte E-150 RS

Whyte E-150 RS


Zobacz też:

 

85
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
73 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
29 Comment authors
BarteklokiEwaMichałTomek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ilia
Gość
Ilia

E-1Enduro

G A
Gość
G A

Przepraszam – trochę nie na temat. 25 tyś zł. Dziś Decoy kosztuje 17 tyś zł. Bardziej tradycyjna bateria, nie tak radykalnie długa geometria i brak tego absurdalnie niskiego suportu. Plus skok. Dziękuję, dobranoc.

loki
Gość
loki

Nie wiem skąd masz cennik, ale na stronie producenta decoy kosztuje 4,599.00€. To przy obecnym kursie „odrobinę” więcej niż 17tyś.

G A
Gość
G A

Tyle kosztował w momencie opublikowania artykułu o Whyte-cie. Zgrało się to z tygodniem wyprzedażowym – YT obniżyło wtedy cenę o 600 EURO. Była to najlepsza rowerowa obniżka jaką w tym czasie widziałem – dla porównania Canyon oferował darmową wysyłkę. Za Decoy-a wychodziło wtedy 17 200 zł plus przesyłka z kartonem 350 zł.

Marcin Maj
Gość
Marcin Maj

Troche zjechałes tego e-Whyte’a. Dobrze wiedziec że nie ma tak malinowo jesli pojawia sie konstrukcja ktora nieprzystaje i utrudnia zywot zamiast cieszyc.

Badyl
Gość
Badyl

Możecie podać przykłady „ścianek totalnie niemożliwych do podjechania” na zwykłym rowerze, natomiast do wyjechania na elektryku? Kilkukrotnie już słyszałem ten argument wśród ebike’owców.
ps Co to za niebieski szlak?

Wolli
Gość
Wolli

Tak z innej beczki, jak oceniasz kurtkę Foog?

Rafał
Gość
Rafał

Jest tam jakiś tryb walk assist? Jak to działa?

ErPiotta
Gość
ErPiotta

Jakoś nie mogę się przekonać do tego zwrotu w stronę elektryków na blogu.
Mam z e-MTB jeden fundamentalny problem: wpływ na środowisko. Generalizując, MTB jako sport/hobby i tak jest obciążające środowiskowo. Ciągła wymuszana „zbędność”: nowe geo, nowe standardy, brak wstecznej kompatybilności, nieserwisowalne cześci itd. A teraz do tego dokładamy jeszcze drogi w produkcji, skomplikowany silnik i elektronikę sterującą oraz baterię o ograniczonej żywotności, zbudowaną w oparciu o metale ziem rzadkich itd. O ile w pełni mechaniczny rower można (w uproszczeniu) rozłożyć samodzielnie w domu na materiały, z których został wyprodukowany, o tyle elektryka już nie. Kto będzie dbał o utylizację, jak po 3-5 latach komuś się znudzi albo zapragnie nowszego, mocniejszego, lżejszego?
Żeby nie było, nie jestem jaskiniowcem, który je surowe mięso i pierze pranie ręcznie, itd. Kluczowe jest dla mnie to, że e-MTB niczemu nie służy. To czysty hedonizm: pojadę dalej, szybciej, więcej. Może zamiast wykorzystywania tych zasobów do realizacji hedonistycznych potrzeb przeznaczymy te same zasoby np. na sprzęt medyczny, na coś, co realizuje jakiś pożytek społeczny?
Elektryki jako rowery do miasta: świetna rzecz! Mniej samochodów na ulicach, czystsze powietrze, mniej hałasu same zalety. Elektryki jako rowery sportowe? Czy to aby serio dalej jest sport?
Tyle mojego ramolenia.

Paweł
Gość
Paweł

Nawet jeżeli elektryki sztucznie ograniczymy do miasta to i tak z czasem zrodzą sie z nimi hedonistyczne rywalizacje sportowe bo tak poprostu jest. Po za tym emtb to wąski segment i naprawde ciężko mi uwierzyć, że wykorzystuje tyle zasobów, że stanowiłby istotny wkład np w przemysł medyczny. Równie dobrze zrezygnujmy z telefonów komórkowych w obecnej formie, bo służą przeważnie rozrywce. Pozdrawiam!

ErPiotta
Gość
ErPiotta

eMTB i rywalizacja sportowa w jednym zdaniu nie ma dla mnie sensu. Poza tym nie proponuję sztucznego ograniczania czegokolwiek, raczej zmianę nawyków użytkowników i bardziej świadome myślenie o skończonych zasobach. Natomiast argument o telefonach komórkowych jest słuszny, ponieważ piszesz o świadomej rezygnacji. Tak, w interesie naszym i przyszłych pokoleń jest pewien element samoograniczenia w konsumpcji. Gdzieś jest granica pomiędzy technologią użyteczną a tą, która jest tylko spełnianiem zachcianek. Dla mnie eMTB stoi poza granicą użyteczności.

Paweł
Gość
Paweł

A dlaczego nie ma sensu? Bo człowiek siedzi na wspomaganej maszynie? Dla przykładu sporty motorowe to też sporty. Samoograniczenie konsumpcji to niestety mit bo zawsze człowiek bedzie chciał wiecej, w różnych aspektach. Myślę, ze indywidualnie więcej zrobimy dla środowiska kiedy przestanie się palic śmieci albo je wywozić do lasu czego skutki niestety obserwuje jeżdżąc po okolicznych szlakach.

ErPiotta
Gość
ErPiotta

Istnieje już dyscyplina, gdzie sportowiec jedzie dwukołowym pojazdem z silnikiem w trudnym terenie, nazywa się motocross. Masz rację, to też jest sport, z tym, że nikt nie oszukuje się tam mówiąc o „wspomaganiu”. Czy podnoszenie ciężarów w egzoszkieletach też nazwiesz sportem? To będzie „wspomagane” podnoszenie ciężarów – eCiężary.
Mowisz o paleniu śmieci lub wywożeniu do lasu: to są po prostu wykroczenia i zwykłe chamstwo a nie nawyki użytkowników. Skoro nie palisz śmieci lub nie wywozisz ich do lasu, to równie dobrze możesz iść o krok dalej: nie używać samochodu bez wyraźnej potrzeby, zadowolić się smartfonem sprzed dwóch lat, lub, na przykład, nie ulegać modzie na eMTB.

Mike
Gość
Mike

Temat jest trudny bo gdy chce się uprawiać sport nawet trochę bardziej amatorsko to przestaje to być eko.

Przykład, kolega biega maratony. Fajny ekologiczny sport.
Ale tak się mu podoba, że teraz lata od maratonu do maratonu, Berlin, Londyn, Boston.

Ja zresztą podobnie. Lubię jeździć. Ale jak co weekend jadę samochodem bo Bielska to robi się mało ekologicznie. Albo jak jadę 1500 km w Alpy bo mam ochotę pojeździć w górach.

Wiem, że postępuje nieekologicznie, ale jako jednostka nie potrafię i nie chcę odmówić sobie tej przyjemności.

angelino
Gość
angelino

Masz w kilku kwestiach rację, zapewne pojawią się problemy z utylizacją lub zniszczeniem baterii. Czy jednak e-rowery niczemu nie służą? Oboje z żoną jesteśmy po sześćdziesiątce , mamy zoperowane kolana, kochamy góry i mtb. Elektryki dają nam nową szansę, no ale skąd miałbyś wiedzieć, ile to radości … . Hedonizm powiadasz. Myślę serio o tym co napisałeś i zauważam, bez kpin – uwierz proszę – że oglądanie gór w tv też generuje problemy.

ErPiotta
Gość
ErPiotta

Piszesz jednocześnie racjonalnie i emocjonalnie. Doskonale Cię rozumiem, eMTB otwiera lub ponownie otwiera drogę do tego sportu ludziom wcześniej tego pozbawionym i to JEST pożyteczne. Jednak uderz się w pierś i powiedz mi, ilu takich użytkowników eMTB spotykasz na szlaku? Czy jednak większości nie stanowią młodzi, zdrowi ludzie (jak autor bloga, na przykład), którzy z powodzeniem mogliby jeździć na zwykłych MTB? Piszesz o radości. Czy masz na myśli tę radość, którą będzie miał polski emeryt kupujący rower za 25 tys. PLN żeby jeździć nim Enduro? Ile jest sprzeczności w tym obrazku?

angelino
Gość
angelino

Zapewne, ani Ty, ani ja nie mamy ochoty prowadzić sporu. Może jednak, w ramach ćwiczenia logicznego „przeskanujesz” własne wypowiedzi w poszukiwaniu sprzeczności, nadużywania generalizacji, manipulacji etycznych czy argumentów ad personam. Do zobaczenia na szlaku.

Marek
Gość
Marek

Używam mojego ebajka enduro codziennie (dojazdy do biura) i w weekend enduro. Jest to wszechstronny pojazd. W zime też się świetnie sprawdza (można się cieplej ubrać i cisnąć).
W ten sposób ograniczam jazdę autem o jakieś 5k km rocznie – fajnie?

Ewa
Gość
Ewa

Myślę, że najważniejsze to zachować zdrowy rozsądek. Wiadomo, że większość ludzi nie zrezygnuje nagle z samochodu, latania samolotem czy używania komórki. Ale to nie znaczy, że nie można ograniczać swojego impaktu środowiskowego. Samochód – ok ale mało spalający i tylko jak muszę (przy czym dla każdego to muszę będzie czym innym). Komórka – ok ale przed wymianą na nową pomyśleć czy faktycznie wymiana jest konieczna. Ebike – ok jeśli to mój jedyny sposób na jazdę rowerem, bo inaczej nie mogę a jest to dla mnie ważne. Generalnie to jest dodanie kolejnego kryterium przy podejmowaniu wszystkich decyzji, a nie jakieś z góry narzucone zasady. Jest to jakieś tam lekkie utrudnienie życia, no ale niestety życie w świecie skończonych zasobów ma swoje konsekwencje.

Bartek
Gość
Bartek

Jak będziesz miał 42 latka i problem z kolanami przy wchodzeniu i schodzeniu w górach jak i jeździe tradycyjnym mtb to kupisz elektryka i problem zniknie. Przynajmniej dla mnie znikną a mieszkam w Makowie Podhalańskim ( Bedskid) i mogę się na elektryku udać gdzie chcę bez bólu ( pasmo Policy , Koskowa Góra , Gorce, itd) . Dla mnie wspaniały to wynalazek, a cała dysputa o tym czy to ma sens czy nie jest bezzasadna. Ja mam Krosa SB2 opny 3.0 , większe tarcze hamulcowe, jest jak czołg i nie zamienił bym go już na żaden inny rower . Tyle mam radochy.
P.S

Co do ekologii akumulatora to wiem, że 90 % tego aku wyląduje w ziemi bo nie podlega recyclinowi , a wyprodukowanie go ekologiczne też nie jest. Ten sam problem będzie dotyczył akumulatorów aut elektrycznych. Ale ekoterrorysci otrząsną z tym problemem się tak za 30 lat jak z torbami foliowymi ( pamiętam jak wycofano papierowe a plastikowe zrywki miał być zbawieniem dla lasów i środowiska )

Błażej
Gość
Błażej

Porównując napęd Boscha IV generacji do Shimano Steps e8000, którego testowałeś wcześniej, który napęd byś wybrał ? Dodam, że Shimano na 2020 wypuszcza już baterię 630 Wh, więc ten parametr jest w obu napędach taki sam.

Jacek
Gość
Jacek

Mój boże, dożyliśmy czasów, w których rowery mają podwozia

Maćko
Gość
Maćko

Ponadto miast czystej, nieskomplikowanej przyjemności z jazdy na rowerze mówimy o pojemności bateri. K..

Matt
Gość
Matt

Mnie bardziej drażni „kokpit” który często pada na tej stronie, mimo że było to słowo ujęte bodaj w osobnym artykule o złych/źle używanych słowach w kontekście MTB.

Ludzie, dwie rurki skręcone ze sobą (mostek i kiera) to nie żaden KOKPIT.

Kokpit pochodzi od angielskiego „pit” co oznacza „nora, jama” i musi to być coś, co Cię otacza, w co się zagłębiasz. Kokpit jest w samolocie, w samochodzie (szczególnie sportowym) również. Ale nie są na pewno kokpitem kierownica i mostek w rowerze, to jest jakiś absurd żeby używać tego słowa w tym kontekście.

Baton
Gość
Baton

jak Pit z angielskiego to i Cock, dalej nie będę już tłumaczył pełnej nazwy ;)

Matt
Gość
Matt

Cock czyli kogut, wiadomo :P Pierwotnie chodziło o dołek, zagłębienie, gdzie walczyły koguty, potem marynarze zaczęli tak nazywać miejsce na łodzi, gdzie znoszono rannych marynarzy (jak po walce kogutów), a że tam przy okazji znajdowało się sterowanie różnymi rzeczami w okręcie, nazwa przylgnęła.

… czy jakoś tak :P

Dartmoorowiec
Gość
Dartmoorowiec

Witam przybywam z pytaniem, czy dla osoby o wzroście 178cm lepiej wziąć rozmiar ramy dartmoor primal 27.5 M czy L. Pamiętam że testowałeś ten rower i stwierdziłem że mógłbyś mi pomóc w wyborze. Rower na tej ramię miałby służyć do jeżdżenia po trasach enduro ale także do skakania na hopkach więc dla tego nie wiem co wybrać :/?

Tomek
Gość
Tomek

L zdecydowanie,

Mam 172 i mam Mkę i jest super.

Mike
Gość
Mike

Trochę postów o hejcie na elektryki. Przyznam, że też mam z nimi problem.
Jeszcze nie w Polsce, ale w Alpach w niektórych miejscach już jest ciężko pojeździć.

Przykład z tych wakacji, gdzie na trasy enduro wjeżdżają ludzie z dużą nadwagą, całkowicie nieprzygotowani do uprawiania jakiegokolwiek sportu.

Następnie zjeżdżają na siedząco na hamulcu trasy i blokują przejazd dla wszystkich. Jazda w tempie poniżej 10 km/h. A spróbuj takiego poprosić by cię przepuścił to dostaniesz bluzgę, że głowa mała.

Często też stwarzają poważne zagrożenie. Typu postój na wyjściu z zakrętu na środku, za górką. Zatrzymywanie podczas zjazdu gwałtowne.

I jadę za takim gościem i krew mnie zalewa. Wydaje mi się, że w niektórych miejscach jest już przewaga takich ludzi i kompletnie nie można jeździć. A najlepsi to są artyści co mają zapasowe akumulatory przyczepione do ramy.

W Polsce ten problem również się pojawi. Kolega ma sklep rowerowy. Mówi, że sprzedaje więcej elektryków niż rowerów enduro zwykłych.

Wiem, że to biznes więc tylko wylewam swoje żale. Ludzie z natury są leniwi i e-mtb docelowo wyprze normalne rowery.

Bartek
Gość
Bartek

Człowieku nie obwiniaj e-rowerów . To ludzie są winni.

Michał
Gość
Michał

W tym roku startuje eEWS. Panowie zaczęło się na dobre ;)

Odwiedź mój profil na
Instagram Top