Menu
Menu Szukaj

Test: Whyte S-150 S 2018

Whyte S-150 S jest wcieleniem trendów panujących obecnie w rowerach enduro: długa, płaska i niska geometria, koła 29″ z opcją 27+, wszystkie bieżące standardy, a do tego wisienka na torcie i ostatni krzyk mody wśród konstruktorów: widelec o zmniejszonym offsecie. Jak to wszystko spisuje się na szlaku?

Whyte S-150 S 2018 test

Rower przetestowałem dzięki współpracy z dystrybutorem, Whyte Bikes Polska.


Whyte S-150 S 2018 – co to za rower?

S-150 to najważniejsza nowinka w kolekcji Whyte’a na sezon 2018 i rower, który z miejsca stał się hitem sprzedaży. Liczba 150 w nazwie mówi oczywiście o skoku zawieszenia, a literka „S” – już nie tak oczywiście – oznacza możliwość podmiany (z ang. „switch”) kół 29″ na 27+.

Najważniejsze cechy

  • przeznaczenie: enduro, trail;
  • skok zawieszenia: 150 mm;
  • koła 29″, z opcją 27+;
  • geometria progresywna z widelcem o zmniejszonym offsecie;
  • kąt główki ramy: 65,6 stopnia, reach 458 (M);
  • czterozawiasowe zawieszenie;
  • 12-rzędowy napęd SRAM Eagle;
  • zawieszenie Rock Shox Revelation / Deluxe RT;
  • masa: 15,0 kg (rozmiar S, na mleku, z pedałami);
  • najtańszy model w gamie: 14 899 zł.
Whyte S-150 S 2018 test

Whyte S-150 S 2018: masa 15,0 kg, cena 14 899 zł

Szczegóły ramy i wyposażenia jak zwykle opisałem w bikepornie, którego lekturę gorąco polecam:

Bikeporn: Whyte S-150 S 2018

Dodam jeszcze, że ten test jest trochę spóźniony, bo w sprzedaży jest już model 2019 – opis zmian znajdziesz pod koniec artykułu.


Geometria i wybór rozmiaru

Geometria to oczywiście główny powód, dla którego kupuje się Whyte’a. Pod tym względem S-150 nie rozczarowuje, wpisując się w panującą modę na długie, płaskie i niskie 29-ery. Kąt główki ramy 65,6 stopnia w połączeniu z dużym kołem jeszcze niedawno wydawał się nie do pomyślenia.

Zejście do tak niskiej wartości bez wywoływania nerwowości w sterowaniu umożliwiło skrócenie offsetu widelca, wydłużające wartość trail. Powoduje to, że kierownica wydaje się bardziej stabilna, a rower jest mniej podatny na wytrącanie z równowagi przy najeżdżaniu na nierówności.

Jak to działa? Mi najbardziej spodobało się porównanie do… kółka wózka sklepowego. Dzięki temu, że punkt styku opony z podłożem jest „ciągnięty” za osią obrotu, kółko samoczynnie koryguje swoje położenie względem kierunku ruchu. Wbrew pozorom, w rowerze jest podobnie, tyle że po ugięciu widelca czy najechaniu na przeszkodę, punkt styku opony z podłożem może się przesunąć do przodu, „wyprzedzając” oś obrotu. Przy większej wartości trail dzieje się to później.

Jeśli chodzi o wybór rozmiaru, to myślę, że sugestie producenta są trafne. Co ciekawe, przy swoich 170 cm testowałem… teoretycznie nieistniejący rozmiar S. Od 2019 będzie on normalnie dostępny w sprzedaży.


Na szlaku

Whyte S-150 S spędził ze mną miesiąc, odwiedzając zarówno trasy łatwe (Singletrail Moravsky Kras – niedługo opis!), jak i trudne (Bikepark Saalbach-Hinterglemm oraz Mistrzostwa Polski Enduro w Srebrnej Górze).

Podjazdy

Już podczas pierwszego, cross-countrowego dojazdu na sesję zdjęciową, odczułem, jak dobrze S-150 utrzymuje prędkość. Potwierdziły to późniejsze jazdy w grupie – kiedy inni zwalniają na początku podjazdu, Ty… wjeżdżasz in w tylne koło i lądujesz w zaroślach ;)

To oczywiście zasługa kół 29″ na w miarę szybkich oponach, które bardzo skutecznie maskują wysoką masę bazowego modelu – byłem zaskoczony widząc na wadze równe 15 kg (na mleku, z pedałami). Przed zważeniem zrobiłem sporo kilometrów, również po szutrach i asfaltach, i gdybym miał strzelać, odjąłbym od tego wyniku co najmniej pół kilograma.

Na szczęście, w przeciwieństwie do testowanego przeze mnie G-170 S, na listę wyposażenia trafił napęd SRAM GX Eagle, którego zakres bardzo przydaje się do napędzenia dużych kół.

Whyte S-150 S 2018 test

Początkowo obawiałem się tylko zębatki 32T, ale w trakcie testu okazała się ona wystarczająco „miękka” na długie podjazdy.

Świetnie sprawdza się też geometria: dość stromy kąt podsiodłówki zapewnia wygodną pozycję i ułatwia dociążanie przodu. Mimo bardzo płaskiego kąta główki ramy, myszkowanie kierownicy praktycznie nie istnieje, co prawdopodobnie jest zasługą nietypowego offsetu widelca. Zamiast walczyć z utrzymywaniem kierunku, całą moc obliczeniową możesz wykorzystać do unikania strzałów korbą w podłoże – suport 335 mm od ziemi robi swoje!

Na szczęście sytuacji nie pogarsza zawieszenie, które nie zapada się na podjazdach i praktycznie nie buja. Po dźwignię blokady sięgnąłem tylko po to, żeby sprawdzić czy działa. Działa, o czym oczywiście przekonałem się, zapominając odblokować ją przed pierwszym zjazdem…

Zjazdy

Który rower najlepiej skręca? Na tak zadane pytanie rzadko da się jednoznacznie odpowiedzieć, ale w tym przypadku nie miałem do tej pory problemu: żaden z testowanych przeze mnie rowerów nie składał się w łuki tak chętnie, jak Whyte T-130. „Do tej pory”, bo S-150 jest jeszcze lepszy.

Ten wyjątkowo harmonijny charakter w zakrętach (i nie tylko) Whyte S-150 w teorii zawdzięcza offsetowi amortyzatora. Dzięki niemu trafiające na kierownicę siły wywołane nierównościami wydają się jakby stłumione, a rower prowadzi się pewnie i stabilnie nie tylko przy dużych prędkościach (kiedy kluczowy jest płaski kąt główki ramy i długa baza kół), ale też przy wolnych manewrach w technicznym terenie (kiedy te same cechy powinny przeszkadzać).

Czy to siła autosugestii i ze zwykłym widelcem byłoby podobnie…? Bardzo możliwe. Ale na pewno jest to jeden z elementów układanki, na którą składają się odpowiednia sztywność ramy, kapitalna geometria, stabilne podparcie zawieszenia i koła 29″ z szerokimi obręczami i dobrymi oponami.

Składniki te – zwłaszcza koła 29″ i geometria – wspomagają też zawieszenie, które akurat nie jest najmocniejszą stroną S-150 S.

Nie licząc amortyzatora, wyważone i spokojne zachowanie na nierównościach psują trochę… przewody. W okolicy suportu są one wyprowadzone przez duży otwór – bardzo ułatwia on serwisowanie, ale jednocześnie powoduje, że kable latają jak kryka w kiblu (dla nie-Ślązaków: bardzo latają).

Wrodzona chęć S-150 do szybkiej jazdy obnaża też najsłabszy punkt wyposażenia: hamulce. SRAM Level TL z tarczami 180/170 mm to znośny model do roweru XC/trail, ale rower o możliwościach S-150 zdecydowanie zasługuje na więcej!

Switch, czyli zakładamy koła 27+

Na ostatnie dni testu (zawody w Srebrnej Górze) założyłem do S-150 carbonowe koła 27+, które pokazywałem Ci już w bikepornie. Do tej pory nie byłem fanem plusów w fullu do szybkiej jazdy, ale na ściankach i technicznych OS-ach Mistrzostw Polski trochę zmieniłem zdanie.

Whyte S-150 S 2018 test

Zwłaszcza, jeśli chodzi o rewelacyjnego High Rollera 2 2.8″, który przy ciśnieniu ok. 1 bara „przytulał” się do wyślizganych korzeni i zapewniał pełną kontrolę, również przy wyższych prędkościach. Tylny Rekon też nie był najgorszy (1,2 bar), dopóki na piątym zjeździe nie rozciąłem w nim bocznej ścianki… Masa poniżej 800 g to przy tym rozmiarze zdecydowanie za mało! / Fot. Siwek Fotografia

Ogólnie plusowa konfiguracja przypadła mi do gustu – prawdopodobnie gdyby nie ona, nie udałoby mi się pokonać trasy srebrnogórskich zawodów bez żadnych siniaków… Mimo to, na dłuższą metę zostałbym przy 29″. Zysk na trakcji i „miękkości” jest okupiony nieco bardziej ospałym składaniem w zakręty i utrzymywaniem prędkości na podjazdach, czyli dwóch cechach, które skłoniłyby mnie do zakupu S-150.


Whyte S-150 S 2018 – werdykt

Whyte S-150 to przede wszystkim:

  • perfekcyjna geometria zapewniające pewne i spokojne prowadzenie w każdym terenie (do dziś nie wiem, jakim cudem przejechałem zawody w Srebrnej Górze bez gleby), oraz…
  • wywołujący banana na twarzy sposób pokonywania zakrętów (dzięki któremu nawet tak łatwa miejscówka jak Singletrail Moravsky Kras zmienia się w najlepszy plac zabaw).

Swoją drogą, w ciekawy sposób przeczy to stereotypom o niechętnie skręcających 29-erach…. Nowe podejście do ich geometrii, z offsetem widelca jako jednym z kluczowych parametrów, najwyraźniej jednak działa.

Whyte S-150 S 2018 test

Widać to porównując S-150 do ciut „normalniejszego” G-170. „Stopięćdziesiątka” jest od niego bardziej interaktywna i zabawowa na łatwych singlach, nie tracąc wiele na tych najbardziej technicznych – duże koła skutecznie nadrabiają braki w skoku. Stają się one zauważalne dopiero przy twardych lądowaniach. Prawdę mówiąc, skakanie w bikeparkach wydaje się jedyną przewagą G-170.

Więc jeśli przymierzasz się do zakupu nowego roweru i wiesz, że będzie to Whyte – przynajmniej wiesz, który wybrać!

Whyte S-150 S 2018 test


Walety

  • świetna, nowoczesna geometria;
  • wybitna zwrotność;
  • spokój i stabilność przy szybkiej jeździe;
  • utrzymywanie prędkości na podjazdach;
  • wszechstronność;
  • przemyślane detale ramy.

Zady

  • wysoka masa;
  • słabe hamulce;
  • przetłumiony amortyzator;
  • hałaśliwe przewody.

Whyte S-150 S 2018

Cena: 14 899 zł
Dostępne rozmiary: M/L/XL (S od 2019)
Masa: 15,0 kg (rozmiar S, z pedałami, na mleku)
Strona i sklep producenta


Bonus: Whyte S-150 S 2019

Jak zobaczyłem specyfikację S-150 S 2019, to uznałem, że chyba dobrze przetestowałem tegoroczny model. A to dlatego, że wszystkie słabe strony zostały poprawione. I nie mam tu na myśli tylko koloru, który w nowym modelu może się podobać również osobom posiadającym penisa.

Whyte S-150 S 2018 test

Przede wszystkim:

  • w amortyzatorze pojawił się tłumik Charger;
  • hamulce zostały zmienione na 4-tłoczkowe Guide;
  • tylna opona to już nie krosiarski Crossmark, tylko (trochę) lepszy Rekon.

Poza tym pojawiło się parę innych drobnych zmian, jak np. szersza kierownica. Można też normalnie kupić rozmiar S. Super! A jeszcze suprzej, że na 2019 ceny Whyte w końcu trochę spadną (13 999 zł). Rowery z nowej kolekcji są już dostępne.

Whyte S-150 S 2019 test

Whyte S-150 S 2019: cena 13999 zł

Whyte S-150 C RS 2019 test

Whyte S-150 C RS 2019: cena 18 999 zł

Whyte S-150 C Works 2019 test

Whyte S-150 C Works 2019: cena 25 999 zł


Zobacz też inne rowery Whyte na blogu:

 

37
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
22 Thread replies
4 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
MarcinpiotrPiotrPrecikSzosa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adam M.
Gość
Adam M.

Faktycznie model na 2019 wydaje się sensowniejszy zarówno pod względem ceny jak i podzespołów. uwaga pewnie wynika też po części z większych kół. Mimo wszystko dużo osób kupuje rower ze względu na same podzespoły traktując ramę jako element mniej istotny.

Maciek
Gość
Maciek

…a później płacz przy odsprzedaży że chcą dawać grosze. Choć wielu producentów już ogarnęło geometrię (poza płaską podsiodłówką, która wciąż się pojawia), to wciąż można się można naciąć np. na zupełny brak anti-squatu czy brake-squat w okolicach 150%.

Patryk
Gość
Patryk

Penis na swoim miejscu a kolor mi się bardzo podoba 2018. Ale w sumie damskie wersje np Canyonów często leżą mi bardziej niż męskie.

Patryk
Gość
Patryk

A ja miałem okazję testować S-150 przez jeden dzień i powiem tak. Na co dzień śmigam starym big hitem na kole 26″ i owszem s-150 zapiernicza jak poje***y ale na krętych trasach i tak wydawał mi się strasznie ospały i kompletnie niezwrotny jak wszystkie 29″.

Mat
Gość
Mat

OK ale nie porównuj dwóch rowerów o innym przeznaczeniu i charakterystyce. To trochę tak jakbyś powiedział „noo testowałem ajfon X ale normalnie mam nokie 3310 i bateria w ajfonie jest kompletnie nietrwała jak wszystkie ajfony”

raa
Gość
raa

o co chodzi z ta nerwowoscia i myszkowaniem?? plaski HTA tylko uspokaja prowadzenie ! (w swoim enduro mam ~64*).
z krotszym offsetem = jeszcz wiekszy trail = jeszcze wiecej stabilnosci, ale krotsza baza kol.

Mikołaj
Gość
Mikołaj

Ja to rozumem tak: Tutaj działają 2 rzeczy. Płaski kąt główki faktycznie tak jak piszesz powoduje że każdy kamień czy nierówność odchyla rower od kursu o mniejszy stopień (czyli stabilność). Jednak jednocześnie każdemu kamieniowi czy nierówności jest łatwiej w ogóle wytrącić przednie koło z równowagi (łatwiej jest unieść cały rower do góry za koło gdyż działa dłuższa dźwignia na nie – dźwignia ze środkiem w tylnym kole – a moment siły to długość dźwigni razy siła – wiec siła może być mniejsza). W efekcie mamy rower który częściej jest wytrącany z równowagi ale za każdym razem w mniejszym stopniu wpływa… Czytaj więcej »

Arek
Gość
Arek

Macie złe offsety w widelcach, sprzedawać czym prędzej

Romek
Gość
Romek

Bingo.

Tomek
Gość
Tomek

Coś czuję, że dożyję czasów w których większość rowerów (poza dziecięcymi) będzie na kołach 29”. A ja tak lubię rowery z kołami 27.5, bo przy moich 173 cm wzrostu nie wyglądam na nich jak mrówka na słoniu.

Kuba
Gość
Kuba

Pogadaj z Beastie Bikes, żeby Ci udostępnili do testów Ripmo lub Mojo HD4.

Rafał
Gość
Rafał

Dokładnie, bardzo jestem ciekawy twojej opinii Michał.

Romek
Gość
Romek

„Jeszcze nigdy tak mnie nie kusiło, żeby pobawić się w Matta Huntera i spróbować w bandzie dotknąć kierownicą ziemi. Oczywiście przy moich umiejętnościach w dalszym ciągu można by między gripem a podłożem zaparkować ciężarówkę […] ” – właśnie, daleko ci do niego i dlatego opis wpływu na jazdę niuansów o jakich wspominasz jest w twoim przypadku kompletnie niewiarygodny. Ot, kolejny artykuł promocyjny Whyte’a.

Jarek
Gość
Jarek

Nie jesteś prosem więc się nie wypowiadaj? No nic, musismy chyba w takim razie poczekać na Matta Huntera aż zacznie pisać na 1Enduro. Tymczasem nie ma co czytać.

Mmm
Gość
Mmm

To mam pytanie do Romka: mam zamiar założyć bloga o DH. Jeżdżę na średnim poziomie. Czy naukowe wytłumaczenia niuansów geometrii lub działania zawiasów byłyby bardziej wiarygodne? Odrobinę się z Tobą zgadzam, ale z formą przekazywania treści to przegiąłeś.

Marcin
Gość
Marcin

Dobry treściwy i konkretny test. Brawo Ty
P.S. Wciąż czekam na opinie/test jakiegoś Mondrakera, najlepiej Foxy albo Dune

shusty
Gość
shusty

Na testach miałem 170 i było spoko, a później te same ścianki zjeżdżałem na 150 i dwa razy się prawie wyglebiłem, bo dajesz tyłek za siodło na mega stromiźnie i nagle szybko dotykasz opony odbijając się od niej, gdzie w 27,5 wydaje się że można zejść zdecydowanie niżej.

Kamil
Gość
Kamil

Wytłumaczy mi ktoś jak skrócenie offsetu miałoby niby wydłużyć trail???

Artur
Gość
Artur

Jak będziecie w Kielcach na targach to od razu uderzajcie do Whyte. Najlepsze stoisko i ludzie. Sprzęt od nich na 2019 wygląda konkretnie. Przymierzałem się do nowej 150 i 130. Zastanawiam się na tymi modelami. Michał dobrze, że testujesz ten sprzęt to łatwiej na coś się zdecydować.

pablos D
Gość
pablos D

Ciekawe z tym offsetem. Giant w Reign-ie promuje wydłużony offset 46mm (wybrany przez testerów), żeby skrócić trail, a tutaj tymczasem podejście odwrotne. No i kto ma rację?

Szosa
Gość
Szosa

Nie wiem, ale na reignie jeździ mi się zajebiście.

piotr
Gość
piotr

jakoś trzeba było opchnąć te korony widłów z Pikeów i Lyrików 27,5 , które uzbierały się na stocku przez 3 lata i trafiły do 29″ ze skróconym offsetem

pablos D
Gość
pablos D

Albo raczej – zróbmy coś inaczej, zróbmy do tego marketing i niech rynek przetestuje bo nie wiemy czy to lepiej czy gorzej, po prostu inaczej. A jak jeszcze jakieś jeżdżące nazwisko powie, że bez tego nie da się żyć, to wygraliśmy. Ale w sumie dobrze, że producenci cały czas szukają i kombinują, inaczej jeździlibyśmy na kwadratowych drewnianych kołach do dzisiaj.

Piotr
Gość
Piotr

Czy jest szansa na przeglad/test/top10 hardtaili trail/enduro do 5,5k tak przed grudniowymi świętami?

Marcin
Gość
Marcin

Michał, Panie, Panowie! Co powiedzielibyście na takie dwa scenariusze: I.) dwa rowery: zwrotny ścieżkowiec (Kross Soil 2.0) na trasy pokroju Twister + dzielne enduro (Whyte G-160S) na trasy Finale/Saalbach, II.) jeden rower: opisywany tu Whyte S-150S za to z dwoma zestawami kół 27,5’/2,8′ i 29’/2,3′ jako narzędzie frajdy na obu rodzajach tras? Kross już jest, Whyte ten czy inny może być. Z góry dzięki za wszelkie mądrości!

Czytaj kolejny artykuł

Hajlajtsy: Enduro Trails Adventure 2018, Bielsko-Biała

Świeżość. W ostatnich latach brakowało mi jej w polskim enduro, a w szczególności na bielskich zawodach Enduro Trails. Najwyraźniej do podobnych wniosków doszli organizatorzy, w drugiej edycji tego sezonu stawiając na zupełnie nową formułę Adventure. Jazda z przewodnikiem, totalna nieznajomość trasy i nastawienie na wycieczkowy fun, z pomiarem czasu w tle. Tylko czy w dzisiejszym enduro jest miejsce na taki powrót do korzeni…?


Pogoda to straszna…

Co myślę o pogodzie, wiesz już z relacji z Kluszkowiec. Udowodniła to po raz kolejny – poranne prognozy wskazywały albo na zero opadów. Ewentualnie burzę z intensywnymi opadami. Czyli po góralsku: abo bydzie padać, abo nie bydzie…

Pogoda to jednak taka suka szczwana sztuka, ze oszukała oba warianty. Bo choć burzy nie było, to całą drugą połowę zawodów dość upierdliwie padało.

Enduro Trails Adventure Bielsko-Biała 2018

Trasa obfitowała w liczne punkty widokowe, które zachwyciłyby niejednego miłośnika koloru białego.

Zagadka nr 1: kiedy przestało padać? Tak, oczywiście na mecie ostatniego OS-u.
Zagadka nr 2: gdzie w tym czasie był mój kombinezon przeciwdeszczowy? Podpowiedź: w domu.

Enduro Trails Adventure Bielsko-Biała 2018

Po co tyle o tym piszę? Bo doświadczenie pokazuje, że jeśli na zawodach pada, to na bank wszyscy ze wszystkiego będą niezadowoleni…

Ale tak nie było!

Bardzo jestem ciekaw Waszych opinii o Enduro Trails Adventure, bo coś czuję, że mogą one być skrajnie różne. Choć te zasłyszane przy burgerze w Bike Barze (oczywiście przy słonecznej pogodzie), były zdecydowanie pozytywne. Jak również moja własna.

Enduro Trails Adventure Bielsko-Biała 2018

To były bardzo fajne zawody!

I bardzo nietypowe…

Formuła wcale-nie-on-sight

Organizator przed zawodami zarzekał się, że rywalizacja nie będzie w formule on-sight, „bo nie ma fajnych ścieżek, których nikt nie zna”. Może coś w tym jest. Trasa okazała się ciekawą pętlą łączącą dziki OS1 znany chyba nawet niewielu lokalsom (zjazd z Magurki Wilkowickiej w rejonie Czarownicy) i OS2 poprowadzony oficjalnymi trasami (Dziabar i Dębowiec) wzbogaconymi odcinkami, które część z Was może pamiętać z wiosennej edycji (single ze szczytów Szyndzielni i Cybernioka).

I tu pewnie co bardziej wnikliwi czytelnicy drapią się w głowę…

OS1, OS2… Czegoś tu chyba brakuje?

Ano tak – były tylko dwa odcinki! W pierwotnym planie był też trzeci, z Koziej Góry, z fajowym pomysłem losowania wariantu zjazdu na szczycie (w ten sposób trasa połączyłaby wszystkie trzy rowerowe szczyty Bielska-Białej: Magurkę Wilkowicką, Szyndzielnię i Kozią Górę). Plany pokrzyżowała jednak wspomniana bohaterka drugoplanowa – pogoda – która opóźniła przejazd o ponad godzinę…

Enduro Trails Adventure Bielsko-Biała 2018

Enduro Trails Adventure Bielsko-Biała 2018

Ale po ukończeniu OS2 chyba nikt specjalnie nie żałował odwołania trójki – decyzja została podjęta po głosowaniu zawodników. Do tego miejsca mieliśmy w nogach już ponad 40 kilometrów i 1500 metrów przewyższenia, co w połączeniu z deszczem, większości z nas dało nieźle w kość.

Enduro Trails Adventure Bielsko-Biała 2018

Stosunek ilości odcinków specjalnych do długości całej trasy może się wydawać taki sobie i pewnie większość krytyki skupi się na tej kwestii. Ale taka już była idea tej imprezy – miała być wycieczka adventure i była!

Enduro Trails Adventure Bielsko-Biała 2018

Zwłaszcza, że aż do mety ostatniego odcinka, trasa była tajemnicą. Nie było żadnych mapek ani przecieków co do przebiegu OS-ów (czy nawet ich liczby) – ani przed startem, ani w trakcie zawodów! Dodatkowo pomogła w tym wszechobecna mgła i 20-metrowa widoczność utrudniająca orientację w terenie. Takie podejście sprawiło, że grupy, prowadzone przez przewodników, cały czas trzymały się razem, pokonując dziarskim tempem (że posłużę się eufemizmem…) długaśne dojazdówki.

Enduro Trails Adventure Bielsko-Biała 2018

A nawet… rozjazdówki! Przed OS1 można się było rozgrzać, bo na pierwszej sekcji zjazdu (początek Czarownicy ze słynną ścianką) czas nie był mierzony. Jako że zawsze pierwszy OS idzie mi najgorzej, bo muszę się najpierw wczuć w jazdę po całym tygodniu siedzenia w biurze, „rozjazdówkę” uznaję za bardzo fajny pomysł!

Powrót do korzeni

Wszystko to spowodowało, że w dużym stopniu zawody Enduro Trails Adventure były powrotem do korzeni z czasów Enduro Trophy (pamiętamy [*] wpisujcie miasta). Nie do końca, bo jednak wywołane presją grupy mocne tempo na dojazdówkach trochę nie przystawało do dawnego jedzenia od schroniska do schroniska, ale jednak atmosfera i organizacja były dużo bardziej amatorskie, niż zwykle. Trochę się tego obawiałem, bo jednak nie bez powodu organizatorzy odeszli od standardów niesprzyjających profesjonalnej rywalizacji.

Enduro Trails Adventure Bielsko-Biała 2018

Tylko ile jest na naszych zawodach profesjonalistów…? Widać to było po uczestnikach – tylu nowych twarzy (ale też tych starych!) nie widziałem na zawodach już dawno! Do nich był też skierowany stosunkowo niski (jak na dzisiejsze standardy) poziom trudności tras. Mam tylko nadzieję, że nie zniechęcą się oni do startów z powodu jednej kwestii, do której można się przyczepić…

Oznakowanie trasy

Organizator od początku uprzedzał, że będzie ono bardzo „luźne”: ze strzałkami na drzewach i bez korytarza taśmy à la DH. I tak też było, dzięki czemu na bardzo słabo ostrzałkowanym OS1 zafundowałem sobie bonusowe 12-minut wypychu po przegapieniu zakrętu. Zresztą jak większość (tak się pocieszam)…

Enduro Trails Adventure Bielsko-Biała 2018

No ale znów: jak Adventure, to Adventure! Kiedyś tak wyglądały wszystkie zawody enduro – to, czy umiejętność czytania terenu i oznakowania jest częścią tej dyscypliny, pozostaje otwartą kwestią do ciekawej dyskusji.


Podsumowanie

Formuła Adventure to dla mnie cholernie ciekawy eksperyment, który na pewno wywoła więcej takich dyskusji dotyczących przyszłości polskiego enduro. Nie spodziewałem się, że Enduro Trails zdecyduje się na tak odważny krok, który na pewno odbił się na frekwencji (około 150 osób). Ilość „zawodów w zawodach” była tu zdecydowanie niższa niż zwykle i… mi się taka odmiana bardzo spodobała! A Tobie…?

Enduro Trails Adventure Bielsko-Biała 2018


Wyniki

Mimo tylko dwóch OS-ów, najszybszy Roman Kwaśny z Trek Bielsko Racing spędził na trasie ponad 20 minut. Choć ściga się w mastersach, udało mu się wykręcić czas o ponad minutę lepszy od najszybszego w elicie Michała Martyki (Kellys Family Bikes). Do niego z kolei zaledwie 1,5 minuty stracił najlepszy junior: Maciek Pindel (też Trek Bielsko Racing), wbijając się na 5-te miejsce Open. Nieco większe różnice czasowe były w kategorii kobiet, którą niepodzielnie rządziła w Bielsku Joanna Światłoń z Eskimoo Racing Team.

Pełne wyniki znajdziesz na Pomiaryczasu.pl.


Zdjęcia

Linki do galerii zdjęć będę dodawał na bieżąco.


Zobacz też relacje z wcześniejszych imprez z tego sezonu:

…lub zaplanuj start w Mieroszowie za 2 tygodnie!

 

20
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tomasz
Gość
Tomasz

Jak zwykle dobry artykuł, miałem przyjemność (lub nieprzyjemność) zgubić się z tobą na 1 oesie, górka dała popalić

Pozdrawiam

Robert
Gość
Robert

Dla mnie to były pierwsze zawody Enduro. Chciałem sprawdzić czym to się je, ale teraz nie wiem czy nazwać je maratonem, wypychem w błocie (1km przed Szyndzielnią) czy wycieczką familijną, bo a propos pierwszej i ostatniej uwagi, to na maratonach trasa (poza oesami) jest znacznie ciekawsza. Tutaj mieliśmy tylko asfalt i szerokie stokówki wysypane kamieniem. Spodziewałem się fajnych ścieżek podjazdowych, a było ich słownie zero, jeśli nie liczyć krótkiego, kilkudziesięciometrowego fragmentu podjazdu do schroniska na Magurce. Pomijam pogodę, bo na to nikt nie ma wpływu, ale nawet w słońcu trasy dojazdowe nie mogły by być chyba nudniejsze. Plus jeszcze asfaltem… Czytaj więcej »

Maciek
Gość
Maciek

Mijałem całą waszą pielgrzymkę jadąc po Rock’n’Rolli pod Kołowrotem. Akurat zaczynało padać, więc zrobiłem sobie godzinną przerwę w schronisku pod Kozią (później było już słonecznie do końca dnia). Bardzo się cieszę, że nie startowałem w tych zawodach: moknąć i spieszyć się i jeszcze za to płacić. Zamiast opłaty wpisowej zakupiłem 3 wjazdy kolejką i porządny obiad. Ano i czas zmierzyła mi Strava, może nie idealnie ale lepsze to niż nic. Morał z tego taki (żeby było coś poza narzekaniem): zawody powinny mieć luźniejszą formę. Kupić tyle pomiarów czasu, żeby były na wszystkich odcinkach. Umożliwić luźną jazdę między OSami. To pozwoli… Czytaj więcej »

szczyrkowianin
Gość
szczyrkowianin

w beskidzie śląskim nie ma już „fajnych ścieżek podjazdowych” albo w miarę podjężdzalna stokówka albo wypierdol parowem do zwózki drewna z lawinami małego AGD/średniego RTV. oczywiście są jakieś tam pierwiosnki (a raczej patrząc na to co było a jest to bardziej Chryzantemy) nie czyniące wiosny ja choćby czerwony pod beskidem…

Koleżka
Gość
Koleżka

This comment is a spam – co to znaczy? zostałem zbanowany? :D

Koper
Gość
Koper

Byłem wtedy na ścieżkach z kumplami. Widziałem przejeżdżające grupki z zawodów. Aż żałowałem, że nie wystartowałem :) pogoda była super, deszczowo, później słonecznie. Cudowna mgła dodawała klimatu. Osobiście bardzo lubię jazdę w deszczu. Taka enduro pogoda. Włóczyłem się 6 godzin po ścieżkach i gdyby nie fakt, że musiałem wracać do stolicy chętnie pojeździł bym następnego dnia. Za tydzień kolejny atak na ET, nie ukrywam, że mam nadzieję, że chociaż lekko zniczy Dziabarka :)

Andrzej
Gość
Andrzej

Ja jestem przykładem „nowej twarzy” na zawodach. Od kilku lat kibicowałem synom na zawodach enduro, nigdy nie startując. Po ogłoszeniu zawodów w nowej formule nie wahałem się ani chwili przed zapisaniem na listę startową. Wiem, że my amatorzy jesteśmy tylko tłem dla „prosów”, ale gdyby nie my to pewnie lista startowa zawierałaby góra kilkadziesiąt nazwisk. Moim celem było spotkanie się z ludźmi o podobnej pasji, przeżycie pięknej przygody i podołanie trudom zawodów co się udało. Na 1 OS nasz ostatnia grupa wystartowała podczas oberwania chmury. Wszyscy byliśmy przemoczeni do suchej nitki. Kurtki (niektórzy mieli) na niewiele się zdały bo woda… Czytaj więcej »

Ta czer
Gość
Ta czer

Witam, Niezwykłe jest to jak różnie odebraliśmy te same wydarzenia. Chyba nawet zupełnie te same, bo byliśmy w jednej grupie. Możliwe że różnica w percepcji wynika z tego że były to moje pierwsze zawody Enduro, choć nie pierwsze zawody w ogóle (i nawet nie pierwsze rowerowe). Dla czytelności pozwolę sobie zachować te samą kolejność co w artykule. Pogoda: Dla ludzi koło których jechałem, i dla mnie też, ulewa była w jakimś sensie dodatkową przygodą. Pojawiały się nawet głosy w rodzaju „im gorzej tym lepiej”. Formuła: Dla mnie super – właściwie dla tego zapisałem się na te zawody. Co do „fajnych… Czytaj więcej »

Qdlaty123
Gość

Gliwice OQS AllMointain [*] pamiętamy. Na Enduro Trophy zawiązało się wiele przyjaźni. To se ne vrati…nie na co się oszukiwać.

Matt
Gość
Matt

Fajny tekst, ale zwrócę uwagę na kwestie językowe (bo wiem Autorze, że nie masz tego w d***):

„Niemniej jednak, jedząc już burgera w Bike Barze (oczywiście przy słonecznej pogodzie), zasłyszane opinie (jak również moja własna) były zdecydowanie pozytywne.”

– w tym zdaniu wszystko jest źle. Zaczynając od „niemniej jednak”, na koślawej konstrukcji z imiesłowem w stylu „idąc do szkoły, padał deszcz” kończąc. Inaczej – opinie, nawet te pozytywne, nie mogły jeść burgera w Bike Barze ;)

szczyrkowianin
Gość
szczyrkowianin

jak najbardziej poprawnie, chyba że jesteś Warszawy. Tam mówi się w pinglisz a kiedyś mówiono ponoć cyrylicą z czego do dziś zostało „chodzić piechotą na dwór” SIC!!

Czytaj kolejny artykuł

Miejsca: Bikepark Serfaus-Fiss-Ladis, Austria

Bikeparki mają to do siebie, że ścierają się w nich różne kasty: nakręceni energetykami freeriderzy-downhillowcy i często niezbyt zorientowani w temacie endurowcy. W bikeparku Serfaus-Fiss-Ladis rozwiązano to w nietypowy sposób: obie grupy mają swoje trasy, na które obowiązują oddzielne karnety. Oczywiście sprawdziłem wszystkie!

Bikepark Serfaus Fiss Ladis


1. Trasy bikeparkowe

Bikepark właściwy wygląda dość typowo: 1 wyciąg (Waldbahn), 8 tras o różnym poziomie trudności (tak naprawdę to 1 niebieska, 2 czerwone i 2 czarne + warianty alternatywne), do tego plac treningowy z pumptrackiem, strefą slopestyle i poduchą do skakania. Jak zwykle jednak rozchodzi się o jakość wykonania poszczególnych elementów.

Milky Way

Długość: 3000 m
Trudność: niska


Główna linia niebieska, która mogłaby być wzorcem idealnego flow-traila. Płynne, wysokie bandy, dobre nachylenie i coś, co najbardziej mnie urzekło – narastający poziom trudności. Góra jest gładka i wymuskana, a im niżej, tym więcej atrakcji. Najpierw są to małe ziemne hopki, potem pojawiają się drewniane mini-wybicia, a pod sam koniec są to już pełnoprawne (choć dalej malutkie) stoliki, a nawet jeden double (niemożliwy do niedolecenia). Dzięki temu, początkujący już podczas pierwszego zjazdu czują progres. To najlepsza niebieska trasa bikeparkowa, jaką jechałem, idealna dla kogoś, kto chce się pożegnać z łatką „nielota”.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Vuelta + Morning Glory

Długość: 170 m + 750 m
Trudność: niska


Są to dwa alternatywne warianty w górnej (Vuelta) i środkowej (Morning Glory) części Milky Waya, o delikatnie wyższym (ale dalej zdecydowanie niskim) poziomie trudności. Idealne na rozgrzewkę, niezależnie od poziomu skilla.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Strada del Sole

Długość: 2800 m
Trudność: średnia


Jedna z dwóch głównych linii czerwonych. Jest to typowa trasa typu a-line, z przyjemnymi, średniej wielkości stolikami, płynnymi, wysokimi bandami i paroma drewnianymi wallride’ami. Brzmi groźnie? Niekoniecznie – jak na trasę do latania, Strada del Sole jest bardzo przyjazna początkującym i bardzo zachęca do nauki – wszystkie hopy mają wielkość idealnie dopasowaną do prędkości w danym miejscu oraz profil tolerujący niedoloty. Pewnie dlatego trasa ta przyjmuje większość ruchu – co niestety widać po tarkach… Mimo to, dla mnie jest ona jedną z najlepszych – gdyby coś takiego było gdzieś w Polsce, potrafiłbym naprawdę dobrze skakać, bo już po paru przejazdach umiejętności odczuwalnie rosną.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Freeride Trail

Długość: 370 m
Trudność: średnia / wysoka


Alternatywny wariant końcówki Strada del Sole, z paroma większymi hopami i drewnianymi konstrukcjami. Frajdę będą miały raczej osoby dobrze latające, ale turystycznie można się przewieźć, omijając największe przeszkody.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Supernatural + Supernatural 2.0

Długość: 610 m + 1850 m
Trudność: średnia


Druga, obok Strada del Sole, główna trasa czerwona. Na mapie wije się wzdłuż Milky Waya, ale niech Cię to nie zmyli! Jej totalnie odmienny charakter idealnie oddaje nazwa. To tak naprawdę trasa enduro z lekką nutką DH/FR, dobrze udająca naturalną linię, choć oczywiście dużo bardziej pokręconą i urozmaiconą od jakiegokolwiek szlaku. Kolor czerwony oznacza, że bez problemu pobawią się na niej osoby średnio-zaawansowane.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Hill Bill

Długość: 2450 m
Trudność: wysoka


Trasa dość trafnie określana jako enduro-freeride, choć osobiście na pierwszym miejscu dodałbym jeszcze „downhill”. Nawierzchnia jest w zdecydowanej większości naturalna, z dywanami grubaśnych i pokręconych korzeni. Do tego kilka stromych sekcji i hopek dla prosów. Zdecydowanie trafne jest więc jej oznaczenie kolorem czarnym, choć spokojnym tempem poradzi sobie z nią umiarkowanie zaawansowany endurowiec. Dopiero płynny przejazd na pełnej prędkości i z zaliczeniem wszystkich „ficzerów” wymaga zaawansowanych umiejętności.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Downhillstrecke

Długość: 1480 m
Trudność: wysoka


„Pucharówka”, której nie może zabraknąć w żadnym szanującym się bikeparku. Niestety w czasie naszej wizyty była ona zamknięta z powodu trwających prac przed zawodami Rookies Cup.


2. Trasy Single Trail

Serfaus-Fiss-Ladis to nie tylko bikepark, to też trasy „Single Trail”, rozrzucone po górach i teoretycznie obsługiwane przez aż 8 wyciągów (!), na które trzeba wykupić oddzielny karnet. To, i pierwsze spojrzenie na mapę powoduje opad szczęki i mimowolne wyszukiwanie noclegów.

…niestety czar pryska, kiedy zorientujesz się, że wszystkie zielone linie to drogi leśne i szutrowe, a rowerowe single (oznaczone kolorem pomarańczowym) są tylko trzy… Przez co mapa wyglądająca na co najmniej tydzień jeżdżenia, tak naprawdę do „obskoczenia” wymaga jednego dnia.

Co nie zmienia faktu, że będzie to rewelacyjny dzień! Wystarczyłaby jedna trasa – Frommestrail – żeby było warto go poświęcić. A zresztą, wystarczyłyby nawet same widoki, które wyprzedzają nawet Livigno (co niestety przyciąga też sporo turystów nierowerowych).

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Frommestrail

Wyciąg: Schnonjochbahn I + II
Długość: 7 km
Trudność: średnia


Wizytówka Serfaus-Fiss-Ladis. Trasa, która jest dla tej miejscówki tym, czym Hackelberg dla Saalbach-Hinterglemm. To długi (7 km), quasi-naturalny singiel z najlepszymi widokami i najlepszym flow (o ile uda Ci się powstrzymać przed zatrzymywaniem się bez przerwy na fotkę). Łączy sekcje flowtrailowe, alpejsko-szlakowe i typowo leśno-endurowe – jest tu po prostu wszystko! Jadąc, masz wrażenie, jakby ktoś wziął wszystkie trasy Enduro Trails i ułożył je jedna po drugiej – poczynając od Twistera, przez Stary Zielony, a na Dziabarze kończąc.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Frommestrail zdecydowanie trzeba zobaczyć, najlepiej minimum dwa razy – choć i po dziesięciu nie powinien się znudzić!

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Flustertrail + Zirbentrail

Wyciąg: Schnonjochbahn I + II / Almbahn
Długość: 2,1 + 2,2 km
Trudność: łatwa


Teoretycznie dwie trasy, ale nie da się ich przejechać osobno. Zaczynają się na szczycie Fisser Joch, czyli tam gdzie Frommestrail, ale zjeżdżają na drugą stronę góry. Początek to równie szybki, co kiepski trawers poprzecinany co kilka metrów kanałami odwadniającymi (chyba, że to miały być rollery/hopki, to przepraszam, ale nie wyszło). Potem jednak wpada się na kawałek naturalnej ścieżki z najlepszymi widokami ever, i o wszystkim się zapomina.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Druga część zjazdu (Zirbentrail) jest już dużo ciekawsza, głównie dlatego, że zaczyna się mniej więcej na linii lasu – tracą na tym widoki, ale zyskuje klimat. To porządny flowtrail, kończący się przy wyciągu Almbahn, którym można wrócić na szczyt (i start Frommestrail).

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bonus: Almbahn backcountry

Jeśli masz ochotę na odrobinę prawdziwego wysokogórskiego enduro, polecam szlak zaczynający się przy górnej stacji wyciągu Almbahm i okrążający szczyt zachodnią, a następnie północną stroną. To przepiękny singlowo-skalisty trawers, jakiego nie spodziewałbyś się po żadnym bikeparku (bo też nie jest on jego częścią). Po wypadnięciu na szuter, można wrócić na Flustertrail przecinając stok narciarski.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

A jak już eksplorujesz szlakowe „backcountry”, możesz też z szutru powyżej dolnej stacji Almbahn zrobić sobie wycieczkę tam-i-z-powrotem nad jeziorko Urgsee.

Scheidtrail

Wyciag: Komperdellbahn + Lazidbahn (Serfaus)
Długość: 2.3 km
Trudność: łatwa


Trasa, której nie zdążyliśmy przejechać przez czasy otwarcia wyciągów pokręcone jak ramówka Polsatu – każdy działa w innych godzinach, więc warto wstać wcześniej, żeby uniknąć nerwowego analizowania, co/gdzie/do której… My na przykład wypruwaliśmy sobie flaki, żeby zdążyć na wyciąg Komperdell (udało się 5 minut przed zamknięciem), po czym okazało się, że jego górny odcinek (Lazid) jest już od pół godziny zamknięty…

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Pozostaje więc analiza materiału na YouTube, z której wynika, że jest to trasa podobna do powyższych, czyli bardzo widokowy, ale niezbyt techniczny flow-trail, rozkręcający się w dolnej połowie. Jego zasadniczą wadą jest konieczność dojechania asfaltem do Serfaus oraz to, że po przejechaniu Scheidtrail, na dół musisz zjechać szutrem… Zmieni się to w 2019, kiedy ma zostać ukończony dolny odcinek wzdłuż wyciągu Komperdell.

A tymczasem, żeby uniknąć szutrowania, polecam zostawić sobie tę trasę na koniec dnia i po zamknięciu wyciągów, ze środkowej stacji wyciągu Komperdell/Lazid odbić na spacerowy trawers Panorama Genussweg (do 17:00 obowiązuje na nim zakaz jazdy na rowerze!), prowadzący do górnej stacji bikeparku. Dzięki temu do Fiss wrócisz przynajmniej porządną trasą.


Wyciągi

SFL zrobiło na mnie ogromne wrażenie już w samochodzie – wjeżdżając, czujesz się jak w Alpach zimą, bo gdzie się nie obejrzysz, kursuje gondola. Oczywiście część z nich jest skierowana głównie do turystów pieszych, ale i tak 9 wyciągów robi wrażenie!

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Jak już wspomniałem, obowiązują dwa karnety:

  • Bikepark Ticket – tylko wyciąg Waldbahn (cennik);
  • Trail Ticket – wszystkie pozostałe (cennik).

Ceny są podobne (37,50 € za 1 dzień), ale cennik bikeparkowy daje więcej opcji dla osób przyjeżdżających na dłużej. Dodatkowo, jeśli nocujesz w Serfaus-Fiss-Ladis, dostaniesz zniżkę z kartą Super Summer Card.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis


Poziom trudności

Bardzo zróżnicowany, co jest ogromną zaletą Serfaus-Fiss-Ladis – jest to idealne miejsce zarówno dla początkujących, jak i prosów. A w szczególności dla osób średnio-zaawansowanych, którym nawet najłatwiejsze trasy dadzą sporo frajdy, a te najtrudniejsze będą przystępnym wyzwaniem i motywacją do podnoszenia skilla.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Na jak długo?

Trudne pytanie… Jeśli nie spóźnisz się na wyciąg tak jak my, wszystkie Single Traile objedziesz w jeden dzień. Również bikeparkiem powinieneś się nasycić w ciągu jednego dnia (a z pewnością zdążysz zaliczyć wszystkie linie).

Wszystko więc zależy od tego, czy chcesz doszlifować swojego skilla kilkudniową jazdą w bikeparku – w takim wypadku warto te dni rozdzielić „regeneracyjną” jazdą po Single Trailach. Moim zdaniem, 3-4 dni to tutaj optymalny pobyt. Po pięciu będziesz już wystarczającym specjalistą od SFL, żeby udzielać o nim wywiadów w „Dzień dobry TVN”.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Jaki rower?

Tradycyjnie najlepszym wyborem będzie rower enduro/trail o skoku 140-170 mm (ze wskazaniem na na tę drugą liczbę), ale na trasach Single Trail oraz bikeparkowych trasach niebieskich i czerwonych, przy odrobinie skilla, bardzo dobrze sprawdzi się też hardtail. Z kolei zjazdówka przyda się raczej tylko na dwóch trasach czarnych. Nie ma też sensu zabierać tutaj e-bike’a – w 95% trasy prowadzą w dół.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Co zabrać?

Na Single Trailach wystarczy podstawowe uzbrojenie: otwarty kask i ochraniacze na kolana. Zabieranie zapasu jedzenia i dużej ilości picia nie jest konieczne, chyba że gardzisz Apfelstrudlem i Radlerem w restauracjach położonych przy wyciągach. Również bez mapy można się obejść, ale warto jednak mieć coś w telefonie.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

W bikeparku oczywiście warto mieć kask typu fullface i ochraniacze kolan, łokci i pleców (choćby w formie plecaka) – trasy bardzo prowokują do wychodzenia ze strefy komfortu, więc warto w miarę możliwości zadbać o to, żeby urlop nie skończył się przedwcześnie.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Jeśli chodzi o serwis, to na pewno przydadzą się zapasowe klocki hamulcowe. Resztę w razie potrzeby bez problemu załatwisz w bardzo dobrze zaopatrzonym bikeparkowym sklepie/serwisie. W najgorszym wypadku możesz też skorzystać z wypożyczalni (różne modele Kony).

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Na miejscu jest też oczywiście myjka dla rowerów – a w centrum Fiss, nawet… myjnia automatyczna!

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Lokalizacja i dojazd

Jak sama nazwa wskazuje, Serfauss-Fiss-Ladis składa się z trzech miejscowości, z których kluczową jest ta środkowa – Fiss. To w niej mieści się zarówno bikepark (z dużym darmowym parkingiem), jak i wyciąg wywożący na Frommestrail.

A tak bardziej ogólnie, mówimy tu o austriackiej części Tyrolu i sąsiedztwie takich miejscówek jak Ischgl, 3-Länder Enduro Trails, Bike Republic Sölden, czy (nieco dalej) szwajcarskie Sankt Moritz. Z południa polski to około 1000 km przez Czechy (winieta ok. 51 zł / 10 dni), Niemcy i oczywiście Austrię (ok. 38 zł / 10 dni).

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Dodatkowe atrakcje w okolicy

Wypad do Serfaus-Fiss-Ladis sam w sobie był dla mnie dodatkową atrakcją (przy okazji urlopu w Nauders), więc nie polecę Ci żadnych czasoumilaczy, nie licząc okolicznych miejscówek, jakie odwiedziliśmy – czyli 3-Länder Enduro Trails oraz Ischgl.

Z nich wszystkich, mam wrażenie że SFL jest najbardziej przyjazne rodzinom z dziećmi – atrakcje typu ścieżki spacerowe, tyrolki, jeziorka z placami zabaw itp. rzucają się tu w oczy na każdym kroku.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Bikepark Serfaus Fiss Ladis


Serfauss-Fiss-Ladis – werdykt

Jadąc do Serfaus-Fiss-Ladis miałem bardzo duże oczekiwania, napompowane przede wszystkim przez powodujące oczopląs mapy tras. Pod tym względem wizyta była rozczarowaniem, bo w praktyce ich ilość wystarczyła na dwa dni jazdy.

Bikepark Serfaus Fiss Ladis

Ale jak już pewnie się domyślasz, nie o ilość tu chodzi, a o jakość. Pod tym względem, SFL jest najlepszym bikeparkiem, w jakim byłem – zwłaszcza trasy niebieskie urzekły mnie swoim przemyślanym charakterem, a na czerwonych porządnie odświeżyłem umiejętność skakania. O wybitnym, hiper-widokowym Frommestrail nawet nie wspominam… Jeśli będziesz w okolicy, wpadaj koniecznie!

Bikepark Serfaus Fiss Ladis


Zobacz też inne miejscówki w Austrii:

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Odwiedź mój profil na
Instagram Top