Jak e-bike uratuje świat MTB

Opinie, Sprzęt, Trendy / 

Dlaczego producenci zwykłych samochodów — jak Renault czy Volkswagen — finansują astronomicznie drogie teamy w F1, WRC i innych topowych seriach wyścigowych? Ze względu na rozwój technologii. Bo choć trudno uwierzyć, że rozwiązania rodem z bolidów trafią kiedyś pod maskę naszych clio, to z myślących na innym poziomie mózgów inżynierów, czasem „skapnie” jakiś pomysł usprawniający rozwiązania dla mas.

Choć nazywanie e-bike’ów Formułą 1 kolarstwa górskiego jest delikatnie mówiąc… odważnym posunięciem, to każdy, kto mniej więcej orientuje się w elektrycznym światku, przyzna że widoczne na pierwszy rzut oka innowacje pojawiają się w nim częściej i szybciej, niż w rowerach napędzanych wyłącznie batonami i mięsem.

Jakie nowinki ze świata e-MTB mogą niedługo „skapnąć” klasycznym rowerom?

Fot. Rotwild


Artykuł pierwotnie ukazał się w magazynie Bike 05/2017.


1. Wytrzymalsze napędy

To najbardziej oczywista zmiana, bo już się zaczęła. SRAM EX1 to napęd o zakresie przełożeń większym od grup 1×11, ale oferujący tylko…8 biegów. Dzięki temu potrafi zmieniać biegi pod dużym obciążeniem i wytrzymywać więcej, niż dotychczasowe rozwiązania. Przy tym wszystkim działa całkowicie „analogowo”. Pancerność jest okupiona większymi przeskokami między przełożeniami oraz wyższą masą i ceną, ale wiele osób chętnie pójdzie na taki kompromis.

→ Więcej: SRAM EX1 – jeden krok wstecz, dwa kroki do przodu?

SRAM EX1 derailleur

2. Skrzynie biegów

To pewnie tylko marzenia, ale… powiedz szczerze, czy schowany w ramie silnik elektryczny współpracujący ze zwisającą z wahacza klasyczną przerzutką nie wygląda kuriozalnie? A ponieważ za lepszą integrację elektrycznego napędu wzięło się Shimano, to nie uwierzę, że gdzieś w japońskiej piwnicy, ściśle tajny zespół projektantów nie myśli nad możliwością włączenia w ten system przekładni planetarnej, która dałaby wyraźną przewagę nad konkurencyjnymi napędami wymagającymi staromodnych (i zbyt delikatnych) kaset i przerzutek.

Noo, powiedzmy że nie do końca o to mi chodziło… / Fot. Pinion

3. Opony

Kenda pierwsza zapowiedziała trzy modele opon dedykowanych do e-MTB, następnie swoje propozycje dorzucił Maxxis i Schwalbe. Brzmi absurdalnie, ale faktem jest, że w e-MTB opony są poddawane większym (i nieco innym) obciążeniom. Szczegóły techniczne nie są znane, ale na rynku zawsze znajdzie się miejsce na innowacje zwiększające wytrzymałość opon bez drastycznego podnoszenia masy.

„Elektryczne” opony teoretycznie są przeznaczone do rowerów (?) homologowanych do prędkości powyżej 25 km/h. / Fot. Kenda

Zwłaszcza w rozmiarach „plus”, dla których konstrukcja i wytrzymałość opon ciągle są największym kagańcem. Jest niemal pewne, że elektryki przyczynią się do ich rozwoju, bo szerokie opony pozwalające lepiej okiełznać dodatkową moc, są w elektrykach oczywistym rozwiązaniem.

→ Więcej: Plusy, a może jednak minusy? Koła 27+, 29+ i… 26+

4. Zawieszenie

Kolejna niedorzeczna nowinka, która już istnieje to Magura Boltron, czyli widelec upside-down dedykowany e-bike’om. Od lat czekam na porządnego USD do enduro, a tu bach: bez żadnych zapowiedzi i budowania hype’u pojawia się gotowy produkt. Na razie waży 2,2 kg, ale nie wierzę, że Magura nie przygotuje nieco odchudzonej wersji dla zwykłych rowerów.

Chcę to! / Fot. Magura

Większa masa amortyzowana to też inne wyzwania stawiane przed tłumieniem. Powiedzmy sobie szczerze: to, co dzieje się w fabrycznie strojonych tłumikach, już od dłuższego czasu jest dla zwykłych użytkowników czarną magią. Udoskonalenia w tej kwestii są już jednak jak najbardziej odczuwalne na szlaku. Ciężkie e-bike’i zmuszą projektantów do pracy w nowym zakresie wymagań i możliwych ustawień — kto wie, na jakie nowe pomysły przy okazji wpadną?

A cóż to takiego? / Fot. Cane Creek

Mówi się też, że jazda e-MTB zupełnie inaczej męczy organizm — po całym dniu jazdy nogi są świeże, ale górne partie ciała zmęczone dużo bardziej, niż na zwykłym (lekkim i łatwym do ogarnięcia) rowerze. Lada moment, ze świata motocykli, zawita do nas tłumik skrętu zmniejszający obciążenie rąk w walce z ciężkim sprzętem. Ciekawe, w jakim stopniu będzie przydatny w coraz dłuższych i coraz szybszych rowerach enduro?

→ Więcej: Regulacja zawieszenia – poradnik

5. Elektronika

Rozwój rowerów elektrycznych przyczyni się do rozwoju elektroniki?! Bez jaj! Ale zostań ze mną — konkretnie chodzi mi o integrację elektronicznych gadżetów, które już teraz pojawiają się w klasycznych rowerach. Napęd, sztyca, zawieszenie, o banalnym oświetleniu nie wspominając. To wszystko wymaga dziś oddzielnych baterii i plątaniny kabli, co jest akceptowalne tylko dla największych fanów prądu. Jednak w przypadku e-bike’ów, potężny akumulator na pokładzie aż się prosi o wykorzystanie go do zasilania spójnego i eleganckiego systemu. Takiego, który mógłby walczyć z rozwiązaniami mechanicznymi ich najstarszą bronią: prostotą.

Pierwsze w kolejce będą elektryczne przerzutki. / Fot. Rotwild

6. Konstrukcja ram

Zauważyłeś, że od paru lat wszystkie rowery są takie same? Może nie identyczne, ale gdyby usunąć z ramy logo, czasem miałbyś problem z odgadnięciem producenta. Konieczność wpasowania silnika i baterii może być jednak impulsem do radykalnych zmian, które będą się przenikać z klasycznymi rowerami.

OK, może nie wygląda to pięknie, ale na pewno ciekawie! / Fot. Lapierre

Liderem w tej kwestii jest Specialized, szalejący ostatnio w kwestii niecodziennych ram. Widziałeś Demo z asymetrycznym przednim trójkątem? Lapierre właśnie wyprodukował Overvolta z baterią w tym miejscu. Stumpjumper ze „schowkiem na kiełbasę” w dolnej rurze? Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta ostatnia innowacja jest efektem ubocznym wpasowania w to miejsce baterii modelu Turbo Levo.

Gdzie moja bateryjka? / Fot. Specialized

Kolejną nowinką są sposoby łączenia materiałów rodem z motocykli. Często jedna rama łączy w nich elementy stalowe, aluminiowe i z tworzyw sztucznych. Już teraz tą drogą poszedł Rotwild, chowając baterię w carbonowej dolnej rurze, będącej częścią… aluminiowej ramy.

Carbon czy amelinium? / Fot. Rotwild

Jak już wspomniałem, do gry dołączyli wielcy gracze (czytaj: Shimano), więc jest szansa na pojawienie się w branży jakiegoś standardu mocowań silnika i baterii. A może od razu ujednolicony interfejs do montażu skrzyń biegów…? Marzenia…

7. Popularyzacja MTB

Wróćmy jednak na ziemię, do prawdopodobnie najważniejszego aspektu popularyzacji rowerów wspomaganych elektrycznie: przyciągnięcia do MTB rzeszy nowych riderów. Zniesienie bariery kondycyjnej spowoduje większe zainteresowanie jazdą po górach, a więc większe pieniądze obracające się w branży — również w lokalnych sklepach, centrach ścieżek czy hotelach. To z kolei może pociągnąć za sobą większą świadomość kolarstwa górskiego ogólnie — a więc chociażby przychylność władz do budowy nowych tras czy zainteresowanie sponsorów.

Oczywiście jestem świadomy, że dla wielu hardkorowo-elitarnych-enduro-riderów jest to nie do pomyślenia. – Jak to? Że jakiś junior account manager wypełznie z korpo i będzie mnie wyprzedzał na moim szlaku na tym pseudo-motorze? Jeszcze czego!

Nie, on wcale się dobrze nie bawi! / Fot. Lapierre

Ale to już temat na inny artykuł…


Zobacz też:

 

  1. http://www.unibike.pl/energygts.html
    Proszę bardzo elektryk z przekładnią planetarną operowany przez elektryczna manetkę :>

    1. Dobre! Choć do ogarnięcia tylko w hardtailu… Marzy mi się jednak zintegrowane w ramie rozwiązanie napęd+skrzynia :)

  2. A skończy się tak, że od elektrycznego motocykla krosowego takie rowery będą różniły się jedynie słabszym silnikiem i dokręconymi pedałami…

    1. Może tak, choć na razie tego nie widać ;)

    2. Motor elektryczny różni się od spalinowego silnikiem. Tutaj silnik elektryczny jest wspomagaczem w pedałowaniu więc trzeba pedałować jak się chce jechać. Choć w pewnym sensie można je porównać

  3. Skrzynie biegów, mocniejsze opony, elektronika ???

    To wszystko od dobrych kilku lat jest testowane i wprowadzane a napędy szły obok, a nawet teraz się taki pinion nie łączy (jeszcze ) z elektryką

    Schowek w Specu był zrobiony jako bajer chyba jeszcze przed ich elektykiem
    \Mocniejsze napędy hahaha nie oszukuj się napęd ma dobrze pracować, zapewnić dobry zakres przełożeń i się zużyć ….. żeby kupić kolejny, muszą firmy S&S zarabiać :P

    1. A jednak taki napęd powstał, i to właśnie ze względu na rozwój elektryków – więc akurat w tym przypadku nie jest to teoria, a praktyka :P

  4. Niektóre rowery nie są napędzane ani batonami, ani mięsem lecz sałatą, trawą i strąkami. Gorąco polecam.

    1. Fajne, tylko że z e-bike’ami nie ma już nic wspólnego ;) Choć też ciekawe, jakie rozwiązania można by z tego przejąć…

  5. Część z prezentowanych tutaj rozwiązań bardzo mi sie spodobała, choćby opony, napęd czy amortyzacja ale kurde skrzynie biegów, akumulatorki etc? Chyba nie bardzo. Pamiętam, jak brat miał motorower Puscha, który robi robotę na wsi ;-) … tylko niestety … zajechał na śmierc (tzn. nie zauwazyl ze olej wyciekł)

    Niemniej dobry temat, z przymrużeniem oka.

  6. A propos ostatniego punktu, to ta „popularyzacja” nie musi wcale dotknąć hardkor-pro-rajderów i ich ulubionych tras, które wcale nie muszą się zapełnić wypełzłymi w biurowców korpoludkami na ebajkach ;)
    Tyle tylko, że nie przyniesie to też żadnej „poprawy świadomości” odnośnie mtb.
    Po pierwsze w Polsce i tak jest niegasnący boom na posiadanie rowerów górskich lub „górskich”, nieważne czy jest to atrapa z marketu czy zawodniczy sprzęt za grubą kasę, to co najmniej 90% z nich nie ogląda nawet grama terenu tylko służy do jazdy po miastach, miasteczkach i wsiach jako sprzęt rzekomo „uniwersalny”. Wychodząc z tego punktu odniesienia, ludzie którzy będą chcieli spróbować „prawdziwej jazdy w górach” przy pomocy elektryka nadrabiającego ich brak kondycji nie mają tak naprawdę żadnego skilla, ani nie będą oczekiwać czerpania przyjemności z trudnych warunków i tym podobnych. Być może zaowocuje to budową specjalnych szlaków czy miejsc w rodzaju bajkparków przeznaczonych specjalnie dla nich. Wymiecione, gładkie trasy, bez błota i kamieni, z ostrzeżeniami o złej pogodzie, bardzo dobra infrastruktura noclegowo-posiłkowo-gadżetowa, itp. i może być hit na parę sezonów póki taka formuła się nie znudzi. A trudniejsze trasy i trudniejsze warunki nadal pozostają dla ludzi z zajawką. Coś jak wjazd bryczką na Morskie Oko kontra górska wspinaczka. I taki i taki turysta powie przecież, że był w górach ;) Nie piszę tego złośliwie, tylko bazując na własnych obserwacjach tego co dzieje się w dużym mieście, jak i w górach, w które regularnie jeżdżę ze znajomymi o różnym stopniu rowerowej zajawki. Dla niektórych najlepiej jakby to sprzęt wszystko załatwiał, zawsze świeciło słońce i można było wrzucić selfie na fejsbunia z odpowiednim podpisem o przebytym kilometrażu i zdobytym kolejnym szczycie z knajpką. A że nie wytkną nosa jak pada, a na ten szczyt wjadą z rowerem wyciągiem to już inna sprawa.

  7. Mała dygresja z mojej strony dotycząca wstępu. WRC to cykl rajdowych mistrzostw świata a nie seria wyścigowa. Nie jest to z mojej strony czepianie się, a jedynie bedąc zawodowo związany z tym sportem, czuje się zobowiązany wyjaśnić różnicę.

    1. Jestem za tym by dodać tam „i rajdowych” albo zmienić na „motorsportowych” ;)

  8. E-bike to genialne rozwiązanie dla kogoś kto nie ma nie tylko kondycji ale ma również inne problemy zdrowotno-wydonościowe i/lub nie ma czasu na dłuższe/dalsze kręcenie.
    Taki rower pomoże pokonać większy dystans mniejszym nakładem sił albo po prostu szybciej. Dobra rzecz do wypraw.

    1. E-bike to również rozwiązanie, kiedy nasza druga połówka za nami nie nadąża, nie lubi się męczyć a przejechanie 100km to wyczyn.

  9. Czekać tylko aż Romet wypuści reedycje klasyka gdzie pedała były potrzebne do uruchomienia silniczka. Coś a’la Komar Enduro Electric Special Edition.

    1. Co to są pedała?

  10. Nie ma niefajnych i niewłaściwych typów rowerów. Tylko w danym momencie możemy nie być w „tym targecie”!

  11. ..do wypraw..? Dobre, dobre hehehe. Może do wypraw po piwo, do biedry za rogiem :D

    1. A w czym problem? Ma być że do tripów? Bo prawdziwe określenie to trip. Żeby być cool i super trzeba mówić trip i jeździć na normalnym rowerze? Nie mówiąc że trzeba mieć brodę…. podobno wtedy jest się prawdziwym endurakiem. Nie kumam w czym problem, co złego jest w określeniu wyprawa.

    2. Na e-bike można robić dziennie setki kilometrów przez krzaki, to bardziej zwykły rower nadaje się tylko pod biedre :P

      1. Chyba z przyczepką pełną zapasowych aku ;)

        1. Spokojnie w taką np. Mete AM V3 wciśniesz 2000Wh :D A w co większe ramy odpowiednio więcej :)

  12. w Alpach e-MTB są już chyba częściej widoczne niż zwykłe MTB i taki trend podejrzewam będzie za parę lat też w polskich górach. Jeżdze po Beskidach na e-MTB od ponad 1,5 roku i jest to super sprawa i nie zgadzam się że taki rower to tylko dla emerytów, można sobie w nim regulować wspomaganie tak by „czuć” że się jedzie a przy okazji by nie było to „katowanie się”, zaś zjazd górskimi szlakami jest trudniejszy w porównaniu do zwykłego MTB z uwagi chociażby na większą masę. Dla mnie jest to lepsza i szybsza alternatywa turystyki pieszej w górach którą kiedyś namiętnie uprawiałem

  13. Michał, „Hopey steering damper” to nic nowego, po po raz pierwszy pojawił się w MTB około roku 2000 i jeździła z takim zarówno Missy Giove oraz Marla Streb. Były nawet artykuły w MBAction. Ale masz prawo nie pamiętać :)

    1. Pamiętam! :) Zdjęcie ma charakter przykładowy, w momencie publikowania nie mogłem znaleźć tego: https://www.pinkbike.com/news/cane-creek-viscoset-headset-eurobike-2016.html

  14. Michał, sorry za offtop, ale mam coś a propos ratowania świata ;) Czy planujesz/pomyślałbyś o przeglądzie, a najlepiej teście lekkich zbroi na rower? Chodzi o takie produkty jak 661 Evo Compression Jacket, Bluegrass Tuatara B&S, Alpinestars Evolution Jacket. Są na tyle dyskretne, że nadają się dla zwykłych riderów, którzy w razie upadku z roweru nie chcą np. wybić sobie stawu barkowego. Pytanie, czy są tak wygodne i przewiewne, jak przekonują ich producenci. Zakładanie takiego wdzianka pewnie jeszcze spotyka się z uśmieszkami politowania, ale pamiętam, jak zakładanie kasku (też na nartach) też było traktowane jako pozerstwo i robienie szopki. Swoją drogą, myślę, że niedługo lekkie kaski full-face (typu Fox Proframe) też nie będą szokować na zwykłych ścieżkach.

    1. Kiedyś robiłem nawet taki przegląd na forum Enduro Trophy :) Pomyślę.

      A póki co polecam https://www.1enduro.pl/test-ochraniacze-x-factor-flow-zbroja-duro/

      1. Czytałem, swoją drogą sam używam nakolanników X-factora (Mega). Zbroja Duro mnie nie przekonuje, bo nie jest zapinana na zamek błyskawiczny – zdejmowanie tego ustrojstwa po intensywnej jeździe (czyt. jak jesteś spocony jak ruski termos) musi być jak walka z kaftanem bezpieczeństwa :)

        1. Rzuć okiem na zdjęcia – jest na zamek :)

          1. Osz… faktycznie. Na swoją obronę napiszę tylko, że producent na swojej stronie dał takie foty, jakby chciał to starannie ukryć ;)

  15. A teraz coś całkiem na temat. Ból du*y przeciwników e-bajków kojarzy mi się z luddystami w XIX-wiecznej Anglii, którzy niszczyli maszyny parowe, próbując zatrzymać rewolucję przemysłową. Marny trud, panowie.
    Fantastyczne w e-bajkach jest to, że otwierają nowe możliwości przed zupełnie różnymi rodzajami jeźdźców, w różnych sytuacjach – od osób o mniejszej wydolności po zaawansowanych riderów, którzy mogą np. za jednym razem ogarnąć pętlę w górach, której bez wspomagania elektrycznego nie mieliby szansy zrobić. Innymi słowy, przy takim samym zmęczeniu, można zamiast 2 tys. m przewyższeń zrobić 4 tys. m czy nawet więcej.
    Oczywiście są sprawy, które trzeba dograć – np. kwestię mocniejszego niszczenia tras, etc.

    1. Może podejście się zmieni, kiedy faktycznie będzie można zrobić te 4 tys. przewyższeń… Bo przy obecnych bateriach, musiałbyś mieć dwie zapasowe w plecaku :(

      1. Michał, udało mi się tym zagadnieniem zainteresować chłopaków z GMBN – może nawet wideo o tym strzelą;) Ask GMBN z 29 czerwca – od 2:40

  16. co do masy roweru, Chris z Mojo robil testy i wyszlo ze ciezsze rowery uzyskuja lepsze czasy, nawet w Fort William ich rider mial doczepiony olow do ramy :)

    co do ‚delikatnych przerzutek’ itp. zobacz jak skrzynia poradzila sobie w Fort William (hint: dzialala pierwsze .2 sekundy :) ) w Nicolai Benoita Coulangesa

    1. Z tą masą to coś w tym jest. Oczywiście zakładając, że jest odpowiednio ulokowana i że mówimy o zjazdach ;)

      Jeśli chodzi o wpadkę ze skrzynią – wiem, widziałem na żywo. Ale przejazdów z urwaną przerzutką lub łańcuchem widziałem dużo więcej ;)

  17. Przestańcie z uporem maniaka MOTOROWER nazywać ROWEREM.
    Jeżeli coś ma silnik wspomagający jazdę to już nie jest rowerem. To są zupełnie dwie różne rzeczy wpychane do jednej kategorii przez marketingowców tylko dlatego że nasycił się rynek rowerowy i nie mają już czego wymyślić i sprzedawać.

  18. Ej.chłopcy,chłopcy.Szkoda że nie poczytam, co myślicie o e-bikach jak będziecie,jak ja,mieli 68+++ i z 90+ wagi.E-bike górski to super pomysł,też tym jeżdżę po Beskidach(tyle że od 5 lat).A na zakupy i asfalty mam szybki treking z bagażnikiem.No i najważniejsze-plecaczek mieszczący 2 akumulatorki.Bo szybkość wyczerpuje energię to wszyscy e-bajkowcy wiemy.Życzę owocnego zmniejszania wagi-to też oszczędza energię.

Dodaj komentarz do tekstu Jak e-bike uratuje świat MTB

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Hajlajtsy: Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka 2017

Hajlajtsy / 

Wiesz, co w największym stopniu stymuluje rozwój kolarstwa górskiego? Lenistwo. Serio – gdyby chciało nam się troszkę bardziej przyłożyć, nie byłoby Eagle’a, nie byłoby e-bike’ów i nie byłoby carbonowych ram. Ale nie chodzi tylko o sprzęt – jesteśmy tak leniwi, że czasem nie chce nam się nawet zaplanować wycieczki! No bo trzeba wymyślić miejsce, wybrać szlaki, wyłuskać w internetach najlepsze zjazdy, a na koniec jeszcze przekonać znajomych, że to wszystko jest dobre i muszą nas tam zawieźć. Kupa roboty!

Nic dziwnego, że wszyscy jeżdżą na sztuczne singletracki. Albo na zawody – bo wbrew pozorom, tam też 80% stawki pojawia się tylko dlatego, że ktoś za nich zaplanował fajną trasę. Oczywiście jest też trzecia opcja: zloty, które łączą zorganizowaną jazdę po prawdziwych szlakach z całkowicie nie-racingową atmosferą.

W miniony weekend odbył się Zlot Enduro MTB Series w Przesiece – pierwsza tego typu impreza organizatora znanego z zawodów enduro w formule on-sight. Czy była wystarczająco leniwa?

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka


Nie chce mi się wybierać miejsca…

Bazą zlotu była Przesieka – mała miejscowość, w której odbyły się już dwie edycje Enduro MTB Series (w tym pierwsza, jak i druga). O jej istnieniu słyszeli wyłącznie Ci, którzy już tam byli, więc służę informacją: Przesieka leży w połowie drogi między Szklarską Porębą a Karpaczem, w samym środku Karkonoszy. Tak bardzo w środku, że w czasie wycieczki trzeba w nawigacji co chwilę zmieniać mapę z „Karkonosze Wschód” na „Karkonosze Zachód”…

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się wydzwaniać za noclegiem…

Jak na wieś liczącą ok. 500 mieszkańców, Rezydencja Markus bardziej przypomina tunezyjski hotel, z lekką nutką PRL-u (tu chciałbym pozdrowić przemiłą panią z recepcji…). Baza była po prostu duuuża! Bez problemu pomieściła (i wyżywiła) ok. 150 uczestników.

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się robić śniadania ani szukać knajpy…

Trzy posiłki dziennie (w tym ognisko) chyba wystarczą? Nie były to może frykasy rodem ze zlotów Rowerowego Podhala, ale prawdziwy leniwiec nie będzie grymasił. Duży minus należy się jedynie za śniadania o 7:30 – kto to widział, żeby na tak leniwej imprezie wstawać w środku nocy?!

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się kupować jedzenia i picia na drogę…

Organizator razem z Oshee zadbali nawet o prowiant: batony energetyczne, żelki (nie paskudne żele, tylko takie prawdziwe żelki :)), izotoniki i wodę. We własnym zakresie trzeba było tylko zorganizować piwo. Oto pole do popisu dla sponsorów zlotu 2018! :)

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się zabierać swojego roweru…

Na zlot wpadli też dystrybutorzy – w ramach testów można było za darmo popsuć i pobrudzić cudzy rower. Do wyboru były: Cannondale (m.in. testowany przeze mnie ostatnio Jekyll), GT, Kellys, Trek, Whyte i Yeti. W większości przypadków można było wypożyczyć rower na całą wycieczkę, a jeśli nie udało się załapać na upatrzony model – wziąć go na szybką rundę po obiedzie.

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się ślęczeć nad mapą i wymyślać tras…

W końcu dochodzimy do sedna. Każdego dnia uczestnicy mieli do wyboru 3-4 trasy o różnym poziomie trudności. Można je było obejrzeć przed wyjazdem na mapkach, ale w sumie po co? Każdą grupę prowadził przewodnik, więc można było podążać za nim niczym stado baranów owieczek za psem przewodnikiem. Zero stresu – oczywiście o ile udawało Ci się utrzymać całkiem przyzwoite (choć oczywiście w kategoriach wycieczkowych) tempo.

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Wycieczki prowadziły zarówno po naturalnych, technicznych OS-ach zawodów, jak również mniej znanych (choć nie aż tak fajnych) okolicach. Najwięksi harpagani w sobotę wieczorem pojechali jeszcze na night ride. Dało się wyjeździć!

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się uczyć…

Listę atrakcji uzupełniły szkolenia – zarówno te praktyczne, z techniki jazdy, prowadzone przez zawodników teamu Kellys Oshee Racing (niestety nie skorzystałem, bo odbywały się one równolegle z wycieczkami), jak i teoretyczne, prowadzone wieczorem na sali wykładowej. Najlepiej wypadło szkolenie z pierwszej pomocy przygotowane przez Pokojowy Patrol – w sobotę można było przypomnieć sobie podstawy (np. co warto mieć w rowerowej apteczce), a w niedzielę – podmuchać Małą Anię.

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się myć roweru…

Po wykładach można było też skorzystać z automatycznej myjni rowerowej, a przy okazji wygrać kask i inne gadżety od sponsorów – mam tu na myśli udział w Water Challenge, czyli konkursie jazdy po długiej i wąskiej kładce…

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Osoby stroniące od zimnej wody mogły też oczywiście skorzystać z bardziej tradycyjnej myjki.

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka


Nie chce mi się pisać tej relacji, więc podsumowując…

O tak, Zlot Kellys Enduro MTB Series w Przesiece zdecydowanie rozleniwił! Po takim weekendzie, jeszcze trudniej niż zwykle wrócić do codziennych obowiązków…

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Debiut organizatora w nowej roli się udał. Wprawdzie nie było tak kameralnie, ciepło i „góralsko” jak na Rowerowym Podhalu – bardziej było widać chłodny profesjonalizm znany z zawodów – ale głód karkonoskiego enduro został zaspokojony. Jeśli jest ktoś, kto po powrocie z Przesieki nie był zadowolony, to chyba tylko dlatego, że mu się nie chciało!

Zlot Przesieka - Enduro MTB Series



Zobacz też relacje z podobnych imprez:

 

  1. Nie jestem enduro. W sumie to musiałbym jechać sam i to spory kawałek drogi. Nie mam (nadal) fulla. Skakanie na rowerze wychodzi mi za każdym razem inaczej…
    Chyba się przejadę na następny taki zlot, choć oczywiście „nie chce mi się” jak jasna chorela..

  2. lajk.

  3. nie chce mi się komentować..
    .
    .
    .
    świetna relacja

  4. Ha, jestem na pierwszej focie, tej „z drona” ;) Niebieski kask i kolorowa bluza, piję wodę z bukłaka, choć wcale mi się nie chciało…

    1. Ano jest godna reprezentacja WWTT :)

  5. Do uczestników Zlotu i autora, o ile nie był zbyt leniwy żeby trochę jednak pojeździć ;) – napiszcie 2 słowa o trasach pokazanych na załączonych do relacji mapkach. Pozdrowienia!

    1. Trasa w okolicach Jagniątkowa – bez szału. Parę fajnych, szybkich zjazdów (raczej z kategorii „dla każdego”), ale sporo podjeżdżania i asfaltu/szutru.

      Natomiast wszystkie trasy „po tej właściwej stronie” (czyli zahaczające o OS-y) to esencja enduro. Żona po powrocie stwierdziła, że „jak jeżdżenie po szlakach, to tylko w Karkonoszach”. Coś w tym jest.

  6. Faken, za ro(C)k musze tam być, nie ma bata!

  7. Enduro Freerider

    Heh, jak opowiadałem żart przy wodospadzie o burdel-mamie to nikt się nie śmiał.
    Sam z siebie śmieszkowałem :-p

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka 2017

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Test: Cannondale Jekyll 3 Carbon 2018

Sprzęt, Testy / 

Rowerowy Head&Shoulders, czyli dwa w jednym: oto Cannondale Jekyll 3 Carbon. Wyhodowany na OS-ach Enduro World Series endurak z asem w rękawie damperze. Jak nadaje się dla kogoś, kto profesjonalne ściganie zna tylko z fotorelacji na Pinkbike’u?


Rower przetestowałem w ramach współpracy z polskim dystrybutorem Cannondale.


Cannondale Jekyll 2018 – co to za rower?

Cannondale Jekyll to nowa generacja roweru enduro ujeżdżanego m.in. przez Jerome Clementza, Marka Weira i Marco Osborne’a. Oferuje nowoczesną geometrię i aż 165 mm skoku zawieszenia z tyłu i 170 mm z przodu. Razem z Jekyllem, Cannondale pokazał też nowego Triggera – model do nieco lżejszej jazdy, o skoku 145/115 mm – wspomnę o nim jeszcze pod koniec testu.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018

Wybaczcie ramę oklejoną czarną taśmą, ale jest tak ładna, że żal mi było porysować ;)

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018

Ale Jekyll to nie tylko enduro-czołg na najgorsze trasy! Wyróżnia go podwójna osobowość, za którą odpowiada damper z systemem Gemini. Po naciśnięciu przycisku manetki, zmniejsza skok do 130 i zwiększa progresję – przy czym oba tryby są zoptymalizowane pod kątem zjazdów. Krótszy, bardziej responsywny tryb, robi z tego roweru ścieżkowca, bez zamulania zawieszenia (tłumienie można regulować niezależnie).

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 - Fox DPS Evol Gemini

W gamie dostępne są 4 modele:

  • Jekyll Carbon 1 – 34 999 zł – w całości carbonowa rama i koła, Fox Factory, Eagle;
  • Jekyll Carbon 2 – 27 999 zł – carbonowy przedni trójkąt, Fox Performance Elite, Eagle;
  • Jekyll Carbon 3 – 18 499 zł – carbonowy przedni trójkąt, Fox Performance, XT/SLX;
  • Jekyll 4 13 999 zł – aluminowa rama, Fox Performance, SLX/Deore.

Testowany przeze mnie Jekyll Carbon 3 wydaje się być najrozsądniejszym modelem, chyba że satysfakcjonuje Cię rama z amelinium (pomalowana!).

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018

Najważniejsze fakty:

  • carbonowy przód, aluminiowy wahacz;
  • koła 27.5″ z Minionami 2.5″ WT (Wide Trail);
  • skok amortyzatora: 170 mm;
  • tryby zawieszenia zmieniane manetką: 165/130 mm;
  • asymetryczny tył zwiększający sztywność koła;
  • płaski kąt główki ramy: 65 stopni;
  • długi reach: 447 mm (rozm. M), mostek 35 mm;
  • krótki tył: 420 mm;
  • masa 14,6 kg z pedałami;
  • cena 18 499 zł.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 - geometria


Na szlaku

Rower testowałem podczas tygodniowego wyjazdu na skaliste szlaki w Chorwacji. Żeby jednak mieć punkt odniesienia, odwiedziłem też na nim swoje ulubione trasy w Srebrnej Górze i Bielsku-Białej (Enduro Trails).

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018

Podjazdy

Krótki chainstay, krótki mostek, płaski kat główki ramy – raczej nikogo nie zaskoczy, że to nie jest rower zaprojektowany do podjeżdżania. Prowadzenie „lekkiego” przedniego koła na technicznych podjazdach nie jest tak pewne, jak w rowerach z dłuższym tyłem – tutaj żeby utrzymać kierunek na wprost, trzeba się troszkę przyłożyć.

Pozycja jest nastawiona na na zdobywanie wysokości w komforcie – nie w sprincie.

Pomaga w tym stroma rura podsiodłowa (75 stopni), która przesuwa środek ciężkości do przodu. Przy okazji mocno skraca efektywnie górną rurę, co w połączeniu z dość wysoką główką ramy i podkładkami pod mostkiem, daje bardzo kompaktową, wyprostowaną pozycję, nastawioną na zdobywanie wysokości w komforcie, zamiast w sprincie. Minimalne przełożenie 30×46 jest do tego stworzone.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 podjazdy

Z pomocą przychodzą też oczywiście zmienne tryby pracy zawieszenia. Jedno kliknięcie umiarkowanie wygodnej manetki i tryb „Hustle” ogranicza skok do 130 mm. Odczuwalnie zwiększa też progresję, przez co damper skuteczniej opiera się zapadaniu na stromych podjazdach – tył roweru jest wyżej, co przy okazji zmniejsza ryzyko zahaczenia korbą o „podłogę”. Przez większą zrywność, zupełnie nie jest odczuwalna masa roweru przekraczająca 14,5 kg.

Pamiętaj jednak, że oba tryby zawieszenia zostały zoptymalizowane pod kątem zjazdów: zmieniają one charakterystykę sprężyny powietrznej, ale nie wpływają w żaden sposób na tłumienie. A ponieważ bardzo aktywne, jednozawiasowe zawieszenie Jekylla ma tendencje do lekkiego bujania, na długich asfaltowych podjazdach warto dodatkowo sięgnąć do dźwigni platformy (z opcją całkowitej blokady).

Zjazdy

No to zakładamy ochraniacze i heja! Wspomniane wyżej aktywne zawieszenie klei do podłoża bez wyraźnego wpływu ze strony napędu. Chętnie wykorzystuje to zawieszenie Foxa. Nie mam porównania, ale zasłyszane opinie jednoznacznie wskazują, że nowy damper działa dużo lepiej od skomplikowanego Dyada z poprzedniej generacji Jekylla, wyciskając ostatnie soki z prostego jednozawiasowca.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 zjazdy

Projektanci chwalą się, że zaprojektowali zawieszenie, które nie usztywnia się przy hamowaniu, ale jako starszy specjalista ds. (nadmiernego) heblowania, nie jestem do końca przekonany… Miękki i głęboki tryb „Flow” wprawdzie połyka najgorsze przeszkody, ale na stromych kamienistych zjazdach, tylne zawieszenie jest bardziej nerwowe od ujeżdżanych przeze mnie ostatnio czterozawiasowców. Naturalna pozycja za sterami i świetne opony powodują jednak, że paniczne, awaryjne dohamowania na trudnych sekcjach zdarzają się rzadko.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 zjazdy

Ta umiarkowana długość, a zwłaszcza krótki tył, powodują, że prowadzenie nie jest aż tak bezkompromisowe, jak w dłuższych rowerach. Dzięki temu, wczucie się w nowy sprzęt zajmuje dosłownie chwilę, ale za to wymaga nieco więcej zaangażowania na szlaku. Ten rower nie jedzie sam, Jekyll premiuje aktywną jazdę – wychodzi tu jego racingowy rodowód. Osoby jeżdżące szybko i w bardzo trudnym terenie, powinny pomyśleć o większym (dłuższym) rozmiarze – przy moich 170 cm, M-ka była w sam raz.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 zjazdy

Za to dla tych, którzy lubią wybijanie się z nierówności terenu, manuale i nagłe zmiany kierunku, ten lekko narowisty temperament będzie zaletą. Z pewnością docenią oni też możliwość łatwego przełączania trybów Gemini, również w czasie jazdy – nie wymaga ono np. odciążenia roweru, jak w Canyonie. Dzięki temu można korzystać z manetki zawieszenia równie często, jak ze sztycy regulowanej czy przerzutki.

W trybie „Hustle”, trasy takie jak Twister nie są tak dobijająco nudne, jak na wielu nowoczesnych rowerach enduro.

A jest to tym bardziej użyteczne, że w trybie „Hustle” rower robi się (jeszcze) bardziej żwawy, ale zawieszenie pozostaje w pełni aktywne – jakbyś podczas jazdy podmienił ramę na ścieżkowca. Jest idealny na szybkie podjazdy na trasie, ale też na gładsze singletracki, odcinki wymagające pompowania czy po prostu dłuższe, turystyczne tripy. Dzięki niemu, trasy takie jak Twister nie są tak dobijająco nudne, jak na wielu nowoczesnych rowerach enduro. Jedna uwaga: do odczucia różnicy między trybami, potrzebne jest poświęcenie chwili na staranne dobranie ciśnienia i hojne ustawienie sagu: 30-35%.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 zjazdy

Jekyll czy Trigger?

Razem z nowym Jekyllem, Cannondale zaprezentował Triggera – jego ścieżkowego bliźniaka. Oferuje on o 20 mm mniejszy skok (145/115 mm), o stopień bardziej stromą główkę ramy (66 stopni) i nieco krótszą geometrię dopasowaną do mostka o długości 45 mm (zamiast 35 mm).

Cannondale Trigger 3 Carbon – 18 499 zł (znajdź 5 szczegółów różniących te dwa obrazki)

Tyle że jeśli damper Gemini potrafi zmienić Jekylla w ścieżkowca, to po co w ofercie dodatkowy rower? Lej mnie laciem, ale nie wiem. Trigger na pewno byłby dużo ciekawszy, gdyby Cannondale zastosował w nim koła 29″, które wyraźnie odróżniłyby go „większego brata”. Przy panoszącym się trendzie na 29ery, obstawiam, że w prędzej czy później (raczej prędzej) to nastąpi.

 

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 zjazdy


Komponenty

Szczegółowy opis całego wyposażenia z moimi uwagami znajdziesz w bikepornie:

Bikeporn: Cannondale Jekyll Carbon 3 2018

 

Niektóre komponenty zasłużyły jednak na oddzielny komentarz.

Manetka i hamulce Shimano SLX M7000

SLX jest jedną z moich ulubionych grup – na szlaku nie pozostawia wiele do życzenia i oferuje najlepszy stosunek ceny do jakości. Problem w tym, że kupując Cannondale’a raczej nie interesują Cię takie bzdury! Przy przerzutce i kasecie XT, manetka z niższej grupy wydaje się być całkowicie nie na miejscu w rowerze za 18,5 tys. zł. Zwłaszcza z tym oldschoolowym „telewizorkiem”… Sugeruję zaraz przy zakupie podmienić ją na dużo lepiej działającą XT.

Po rowerze tej klasy przeznaczonym do ostrego enduro, spodziewałbym się też lepszych hamulców – nawet, jeśli do działania SLX-ów ciężko się przyczepić. Warto przynajmniej wymienić okładziny na metaliczne.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 - manetka i klamka Shimano SLX M7000

Sztyca regulowana TranzX

Nie znałem tego modelu wcześniej, ale podczas testu tak bardzo spodobała mi się ergonomia i lekkość działania, że zacząłem szukać tej sztycy w sklepach. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że niemieckie sklepy sprzedają ją za ok. 500 zł! Podczas 4 tygodni testu nie udało mi się oczywiście zweryfikować jej trwałości (w każdym razie żadne problemy w tym czasie nie wystąpiły), ale gdybym miał teraz wybrać taniego myk myka, w ciemno zamówiłbym ten model.

Warto poszukać wersji z manetką pod kierownicą (oczywiście zakładając, że nie masz przedniej przerzutki) – co prawda ma lekkie luzy i trzeba ją uważnie ustawić, żeby nie kolidowała z obejmą klamki hamulcowej, ale jej ergonomia i tak jest bardzo dobra.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 - sztyca regulowana TranzX

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 manetka Gemini sztyca TranzX

Amortyzator Fox Float 36 Performance

Przyznam szczerze, że to był mój pierwszy dłuższy kontakt z nowym lisem z budżetowej (ha ha…) serii Performance. O ile brak Kashimy bardzo mnie ucieszył (miałem 36 w takiej wersji i niewiele to wnosiło – poza niższą odpornością na zadrapania), to martwiły mnie prostsze tłumiki – podobno widelce z serii Performance pracują odczuwalnie gorzej od tych topowych, montowanych w seriach Factory i Performance Elite.

Okazuje się jednak, że w przypadku Foxa, „gorzej” dalej oznacza „świetnie”. Moim zdaniem jakość tłumienia w żaden sposób nie odstaje od Lyrika czy Pike’a. Szczególnie spodobało mi się tłumienie wolnej kompresji, które skutecznie zapobiega zapadaniu, a jednocześnie w żaden sposób nie ogranicza czułości na małe nierówności. Może nie jest to Lefty, ale swoją funkcję spełnia wzorowo.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 - Fox 35 Performance Float

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018 - Fox 36 Float Performance


Werdykt

We wrażeniach ze szlaku, dużo miejsca poświęciłem podwójnej, endurowo-ścieżkowej osobowości Jekylla. Nic dziwnego, w końcu damper z systemem Gemini to jego ukryta supermoc. Wypadałoby jednak zadać pytanie: czy jeden rower może być równie dobry w obu zastosowaniach? W wykonaniu Cannondale’a: owszem, ale z zastrzeżeniami.

W przypadku klasycznych zawieszeń, próba zestrojenia charakterystyki pod kątem zjazdów i podjazdów zawsze wiąże się z jakimś kompromisem. Wyraźne rozdzielenie dwóch osobowości podnosi poziom skomplikowania i koszty (Dyad, Gemini, TwinLoc, Shapeshifter…), ale znacznie poszerza pole manewru przy projektowaniu charakterystyki roweru. Projektanci Cannondale’a podeszli do tematu na swój sposób, konsekwentnie optymalizując wszystkie funkcje pod kątem zjazdów, a podjazdy traktując nieco po macoszemu.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018

I chwała im za to! Podjeżdżanie rowerem na komplecie Minionów nigdy nie będzie wielką przyjemnością, ale za to Jekyll oferuje maksymalnie szeroki zakres zastosowań zwykle kojarzonych ze słowem „fun”. Bo o ile ścigancki potencjał roweru w „pełnej wersji” (tryb Flow 165 mm) raczej nie szokuje, to miłą niespodzianką jest bardzo użyteczny tryb 130 mm, który zamienia rasowego enduraka w ścieżkowca. Idealny wybór, jeśli nie możesz się zdecydować między rowerem z kategorii enduro i trail.

Test Cannondale Jekyll Carbon 3 2018


Walety:

  • damper Gemini – enduro i ścieżkowiec w jednym;
  • dopracowana w detalach i bardzo sztywna rama z carbonu;
  • stabilna (choć dosyć krótka) geometria;
  • wyposażenie doinwestowane tam, gdzie to najważniejsze (zawieszenie, koła);
  • dobrze dobrany, szeroki zakres napędu.

Zady:

  • prosty system zawieszenia;
  • drobne, acz irytujące oszczędności w specyfikacji (manetka!);
  • brak Lefty’ego!

Cena: 18 499 zł
Dostępne rozmiary: S/M/L/XL
Masa: 14,6 kg (rozmiar M, z pedałami, na dętkach)
Strona producenta: http://www.cannondalebikes.pl/rowery/2017-gorskie/enduro/jekyll/jekyll-carbon-3


UWAGA! Testowany przeze mnie rower (i wiele innych) będziesz mógł sprawdzić własnoręcznie podczas zlotu Kellys Enduro MTB Series w Przesiece – już w ten weekend (9-11 czerwca)! Jeśli jeszcze się nie zapisałeś, polecam! :)

Zobacz też:

 

  1. Rower prawie za 20tyś na slx i jednym zawiasem który według producenta nie usztywnia się przy hamowaniu haha, Cannondale się chyba pogubił , bo wcześniej przynajmniej zapłaciło się za oryginalność i to miało sens. Zaczęli robić zwykłe rowery bo doszli do wniosku że ceny zostawią ,a będą tłuc Chińszczyzne ala Romet, Trzeba być Szajbajkiem ,żeby kupić ten rower. Przy Santa Cruz to bieda z nędzą. Wole Dartmoora, zostanie mi na auto hehe.

    1. Cięzko będzie znaleźć w ofercie Dartmoora carbonową ramę, he he.

      1. A to włókno węglowe sprawi, że pojedziemy, lepiej, szybciej, sprawniej?

        1. A lepiej, szybciej i sprawniej jeździ Ci się na lżejszym, czy na cięższym rowerze?

          1. A ten węglowy wahacz ile będzie lżejszy? Temat wagi roweru i jej wpływu na jazdę to temat rzeka. Bez sensu go poruszać bo „co lud bez dowodów przyjął jakże dowodami chcielibyście obalić”. To czy wahacz będzie z węgla czy stopu aluminium nie wpłynie na efektywność naszej jazdy. Możemy co najwyżej myśleć, że wpłynie; zaraz po tym jak wydaliśmy furmankę kasy.

  2. chyba jednak Santa Cruz Nomad 2018…

    1. Porównanie go z nowym Nomadem to błąd. Jeśli wierzyć wszelkim first-ride’om, Nomad to rower praktycznie mini-DH, na najtrudniejsze trasy. Jekyll przy nim to jak szwajcarski scyzoryk przy maczecie – ma dużo szerszy zakres zastosowań. Bardziej bym go do Bronsona porównał, jeśli już.

      1. Michał, a planujesz testy nowego Nomada? Bardzo mnie ciekawi. Z first ride niewiele wynika, Cedric Gracia zachwala podjazdy, ale za hajs też mogę powiedzieć, że świetnie się nim lata na księżyc.

        Obiektywny test byłby mile widziany bo jednak 20k+ za rower to jednak już odczuwalny wydatek.

        1. Na chwilę obecną nie mam Santy w planach.

  3. Niby taki zły…a ja go zamówiłem tzn jekyll 4

    1. Będzie pan zadowolony :)

    2. Podpisuję się pod Michałem obiema rękoma.
      Używam od dwóch lat model 2015, sprawdził się w całodniowych wyprawach i bike-parkach (Snowdonii,Szkocji, Walii i Kataloni).Stary model daje tyle frajdy, a ten który zamówiłeś ma jeszcze ciekawszą geometrię i poprawiony tylny tłumik, więc
      NA PEWNO „BĘDZIE PAN ZADOWOLONY”

  4. Prawdziwy Maciej P

    Myślę, że nie rozumiesz pojęcia progresywności.

    AD tryb 130: „Odczuwalnie zwiększa też progresję, przez co damper skuteczniej opiera się zapadaniu na stromych podjazdach – tył roweru jest wyżej, co przy okazji zmniejsza ryzyko zahaczenia korbą o „podłogę”.”

    oznacza to mniejszą progresję.

    1. Nie zgodzę się. Efekt jest jak przy włożeniu tokenów do Pike’a, co zwiększa to progresję, a jednocześnie powoduje, że przy takim samym ciśnieniu, amortyzator ma mniejszy sag i działa wyżej w skoku.

    2. Progresja oznacza zwiększenie efektywnej siły potrzebnej do ugięcia o delta skoku tłoka. Można ją osiągnąć poprzez zmianę charakterystyki sprężyny (zmniejszenie objętości) albo poprzez konstrukcję zawieszenia, w której przełożenie maleje wraz z wykorzystaniem skoku. Tak czy siak, efektem jest zwiększenie siły potrzebnej do ugięcia zawieszenia, tak więc o ile nie przytyjesz, to rower wykorzystuje mniej skoku.

  5. kilka lat temu Trigger byl 29erem ;)

    1. No właśnie – tym bardziej dziwi, że od tego odeszli, zwłaszcza w momencie, kiedy 29ery szturmują już nawet DH.

  6. Ludzie nie kupujta roweru za 18tysi z jednym zawiasem i hamulcami slx co na maraton się nadają. W takiej kasie to ma być bolid do ścigania, a nie części do wymiany.

  7. Jakiś czas temu wybierałem rower „do wszystkiego”, Michał zachwalał Canyona Strive-a, ja pytałem o Jekyll-a. Ostatecznie wybrałem Cannondale-a.
    Powody:
    1. Zawieszenie zmieniasz TYLKO manetką, bez żadnej zbędnej zabawy w dociążanie i odciążenie tyłu (gdy jeździsz szybko i dynamicznie, po prostu brakuje na to czasu, a tak, jedno zmartwienie z głowy)
    2.Drugi rok użytkowania i żadnych problemów z tylnym zawieszeniem (posiadacze Shape shifter-a znają cenę tego spokoju :’-( )
    3. Zawalił polski oddział Canyon-a. Zapłaciłem całą kwotę przelewem, i przez ponad pół roku, nie dostałem roweru. Po tym doświadczeniu,nie chciałem sprawdzać jak długo trwa ich zdaniem „prosty” serwis Shape shifter-a.
    Cannondale-a otrzymałem w dwa dni, od momentu zapłaty.

    Rower świetny na dłuższe wypady i oczywiście Enduro. Zawieszenie? Cóż, jedni lubią wielozwias inni jeżdżą na jednozawiasowcach. Co kto lubi, zawody EWS pokazują, że każdy coś dla siebie znajdzie ;-)
    Pozdrower

    1. Czyli poznałeś dokładnie zady i walety marek direct sales vs. premium ;) Ale jak widać po komentarzach, nie wszyscy są skłonni za to dopłacić. Dobrze, że są różne opcje na rynku.

  8. Zdaje się, że jednak Maciej rozumie najlepiej znaczenie pojęcia Progresja Zawieszenia, tylko nie chciało mu się za wiele wypowiadać ;) Mi też się nie chce walić wykładów, ale…

    „Nie zgodzę się. Efekt jest jak przy włożeniu tokenów do Pike’a, co zwiększa to progresję, a jednocześnie powoduje, że przy takim samym ciśnieniu, amortyzator ma mniejszy sag i działa wyżej w skoku.”

    – tak się to nieraz potocznie określa, jednak precyzyjnie to zwiększyłeś zarówno progresję jak i twardość sprężyny. Aby twardość (np średnia w obrębie całego skoku) pozostała taka sama to musiałbyś odpowiednio obniżyć ciśnienie. Wówczas większa progresja ukazałaby prawdziwe swoje oblicze – większy i sag i bujanie. Taka już jej natura, po prostu lekko „lata” pierwsza połowa (powiedzmy) skoku.

    1. @pHarry Zgadzam się. Myślę że stwierdzenie:
      „po prostu lekko „lata” pierwsza połowa (…) skoku.”
      jest najbardziej obrazowe. Dodatkowo zobaczcie wykres charakterystyki progresywnej dla sprężyny (uproszczony przykład) i myślę, że wszystko będzie jasne.

      Swoją drogą fajny ten jekyll 3. Miałem to samo odczucie z triggerem – powinien być na 29″

    2. Ja jednak zostanę przy potocznych określeniach, które lepiej oddają odczucia na szlaku – a to na nich skupia się ten test, nie na teorii krzywych ugięcia ;)

  9. Nie macie wrażenia, że drogie jednozawiasowce są rekompensowane sytemami blokującymi i amor i damper jednocześnie, czy zmieniającymi geometrię, jak np. robi Genius LT?

    Jak to się ma do wielozawiasowców bez tych bajerów czy to maestro, M-link itd.? Wydaje mi się, że w takich rozwiązaniach fajnie podjeżdżają wielozawiasowce, a z prztyknięciem przełącznika na damprzerze ala pro pedal już naprawdę jest ok i nawet blokada przedniego nie jest potrzebna.

    1. Spytaj kogokolwiek ogarniętego w temacie zawieszeń, „który system jest najlepszy?”, a zawsze usłyszysz to samo. Że nie liczy się system, tylko jakość jego konkretnego wdrożenia.

      Można zrobić jednozawias, który podjeżdża jak hardtail, a można zrobić pływającego w skoku virtuala – wszystko zależy od konkretnego projektu i w każdym przypadku wiąże się z kompromisami na innym polu. Idealnego systemu na razie nie ma.

      1. Wygląda na to, że trzeba zjeść zęby testując kilkanaście rowerów co najmniej kilka tygodni każdy. Aby móc sobie wyrobić zdanie jak pracuje każde zawieszenie, jakie ma plusy i minusy oraz dorzucić do tego trochę opinii o awaryjności bajerów jak shapeshifter i dodatkowych plnów na serwis.

        Nie ma szans by mądrze wybrać, bez spełnienia tych warunków. A opinii jest masa skrajnych. Ja np. uważam, że dual position w amorach RSa jak ktoś tokenami się nie chce bawić jest super. 30mm zmiany skoku na jednym pokrętle, a różnica kolosalna w podjeździe stromym, a przy bardzo stromym to kwestia tego czy koło ci się mimo usilnych starań przednie podniesie czy nie. Ale są osoby, które DPA nigdy nie kupiły, a i sam RS się z tego systemu raczej wycofuje.

        1. Z tym testowaniem zawieszeń masz sporo racji, choć bardzo pomaga staranne ustawienie. Ja Jekylla ustawiłem na początku byle jak (nie znałem skoku dampera, przez co wyszedł za mały sag, ok. 15%) i pierwsze wrażenia były baaardzo słabe. Dopiero po paru dniach jazdy się zreflektowałem i poświęciłem pół godziny, żeby zrobić to porządnie. Efekt: inny rower!

          Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której bierzesz rower z wypożyczalni albo centrum testowego i obsługa daje Ci rower ustawiony pod poprzedniego klienta, ew. pompuje na czuja. Jak dobrze pójdzie, to opierając się o tabelkę (każdy wie, ile mają wspólnego z rzeczywistością).

          No bo jak masz do wydania 10 rowerów, a w dodatku klient ma do dyspozycji godzinę darmowego testu, to nikt nie poświęci nawet 15 minut na ustawienia. A powinien!

          Bo potem taki klient wraca i w najlepszym wypadku nie za bardzo wie, co ma myśleć o danym zawieszeniu. Przyciśnięty do muru powtórzy wyczytane w internecie uogólnienia, że np. jednozawiasy bujają, albo że wirtuale kopią itd.

          Rowery są proste, ale nie aż tak proste ;)

        2. A co do DPA – jego podstawowy problem to obniżanie suportu. W nowych rowerach (np. w moim Whyte), niski suport sprawia czasem problemy już przy normalnym ustawieniu zawieszenia. Gdyby poszedł o dodatkowe 10 mm w dół (a tyle mniej więcej daje obniżenie amora o 30 mm), to na technicznych podjazdach, z wystającymi korzeniami i kamieniami, nie byłbym chyba w stanie w ogóle pedałować ;) Dlatego lepsze są systemy podnoszące tył, takie jak w Jekyllu.

        3. Sorry chłopaki za offtop ale jak już padł temat Dual Position w RS to muszę się pochwalić, że mam takiego Pajka 130/160 i już prawie 3ci tydzień czekam, żeby mi go zwrócili z serwisu ;)

          Sorry ale musiałem wylać gdzieś swoje żale ;)

          Żeby nie było tylko offtopu to Jekyll wygląda spoko ;)

  10. Michał, czy mógłbyś napisać chociaż kilka zdań o tych skalistych ścieżkach w Chorwacji? Gdzie dokładnie?

    1. Istria – Lovran – Ucka:
      https://www.trailforks.com/region/u-ka/map/

      Opisu raczej nie będę robił, bo okazało się, że tamtejsze szlaki to nielegale :(

      1. Nie dalej jak wczoraj przeglądałem ten region na mapach i trailforksie szukając inspiracji na wakacjie i zdziwiłem się, że szlaki prowadzą przez park narodowy. ;)

  11. Dzięki.Lepiej bez mandatu.

  12. Czy aby nie byłeś w Srebrnej w ostatni weekend? Otarł mi się o oczy czerwony Cannondale i zastanawiam się czy to ten.

    Co do rozważań czy warto i czemu aż tyle, nom cóż – czasy kiedy płaciło się za coś NAPRAWDĘ nowego raczej minęły. Od dawna dostajemy rowery zbudowane na znanych rozwiązaniach, które firmy tweakują pod różnymi kątami, czasem szumnie ogłaszając rewolucję (marketing), czasem słuszną ewolucję (też marketing), czasem nic nie ogłaszając i np. polegając na mocnej marce. Cannondale jest taką marką, tzn. ma w zestawie duży ładunek blingbling, na który inni muszą jeszcze popracować, za to się płaci i mówi się trudno. Najistotniejsze w rowerze nie jest przecież ile nosi w sobie patentów, ale jak jeździ. Jak wygląda w sumie też, ale o tym się głośno nie mówi ;) Jeżeli jeździ, wygląda i się podoba, to po cholerę rozkminiać, że Canyon jest tańszy – cza brać i się cieszyć.

    1. Zdrowe podejście – gatunek zagrożony ;)

      A w Srebrnej to nie ja – już się następni cieszą Jekyllem :)

  13. Serio kogo stać na takie rowry 18K … masakra

    1. Na szczęście coraz więcej osób ;)

    2. Kwestia priorytetów. Jeden zrobi remont kuchni, drugi kupi auto, jeszcze inny zapożyczy się, a kupi. Cykloza to hobby jak audio, ceny katalogowe za grosz nie odzwierciedlają realnej wartości, ale są jakie są bo ludzie są gotowi tyle zapłacić. Co ciekawe przeciwieństwem są tutaj samochody, gdzie dealerzy operują na dość niewielkich marżach.

      1. Dokładnie tak – jak ktoś wydaje 10 tys. zł rocznie na fajki i alkohol, to jakoś nikt się nie łapie za głowę.

  14. Ale ten rower ma rame 4 zawiasową ? Czy ja coś przeoczyłem ???

    1. Przyjmuje się, że czterozawiasowcem nazywa się rowery z ogniwem Horsta, czyli dodatkowym zawiasem położonym między główną osią obrotu a osią tylnego koła.

      Jekyll może i ma cztery „przeguby”, ale ich położenie powoduje, że z punktu widzenia kinematyki, rama jest jednozawiasowcem. Dodatkowe ogniwa służą tylko lepszej kontroli przełożenia i zwiększeniu sztywności.

      Tutaj porównanie:
      http://forums.mtbr.com/attachments/turner/109067d1129049124-hornst-link-vs-faux-bar-comparison.jpg

      1. Heh, to się człowiek całe życie uczy :)

  15. „Serio kogo stać na takie rowry 18K … masakra”
    „Na szczęście coraz więcej osób ;)”
    Ja też się ciesze razem z nimi.
    Tymczasem miazdzaca większość:
    Kross Level A2 26″. Dokupione mocne, używane koła, szeroka i gruba kiera, mostek wycinany z 1 kawałka alu + platformy z wkrętami. Do tego 2×180 M445/M447 i Epixon 120mm. Najlepsze dostępne na rynku opony.
    Dawca kosztował pewnie 1,7k jako nowka. Używane i nowe części pewnie drugie tyle.
    PS
    Czy będziemy uraczeni testem 1 zawiasu Dartmoora? :)

  16. „Co ciekawe przeciwieństwem są tutaj samochody, gdzie dealerzy operują na dość niewielkich marżach.”
    60% ceny nowego auta to jego koszt produkcji. Z promocją i marzą salonu 65%. Mowa o autach, które już zarobiły na swój projekt i maszyny i teraz przynoszą firmie finalny zysk.
    Podobnie jest z rowerami. Koszt 4k. Cena u producenta na www – 7k, cena nówki typu „nieudany prezent” 6k. Cena w sklepie stacjonarnym 8,3k. 0,3k jest na sezon zimowy do opuszczenia.

    1. Ale z tymi procentami to masz informację z pierwszej ręki, czy tak sobie strzelasz? Dla ciekawostki podam, że dealer Toyoty sprzedając auto, które katalogowo kosztuje ok 60k nie udzielając żadnego rabatu zarobi na nim 2k do 3k. Te 5%, które sobie założyłeś na promocję, obsługę jest śmiesznie niskie. Dodajmy, że to nie jest tak, że dealer dostaje auto prosto od producenta. Po drodze jest jeszcze polska dystrybucja, która też musi na siebie zarobić. Żaden z elementów tego łańcucha nie zarabia dużo na jednej sztuce. Zarabia się na obsłudze, olbrzymią rolę odgrywa kwestia skali sprzedaży.

  17. Ten rower ma najlepsze siodło na świecie, po 60 km (97% na siodle) mam ZERO buludópy!

Dodaj komentarz do tekstu Test: Cannondale Jekyll 3 Carbon 2018

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top