Miejsca: Finale Ligure, Włochy

Miejsca, Przygoda / 

„Ędurnio na wakacjach”, czyli przewodnik po Lago di Garda, który przygotowaliśmy razem z Markiem z PM Bike Experts (Trasy Enduro Srebrna Góra) bardzo Wam się spodobał! Oto druga część, również ze słonecznej Italii. A konkretnie miejsca, które ostatnio stało się endurowym odpowiednikiem Szarm el-Szejk, czyli do którego w lutym i marcu jadą WSZYSCY, a przynajmniej takie można odnieść wrażenie, zazdrośnie przewijając facebookową ścianę. Mowa oczywiście o Finale Ligure.

Finale Ligure - enduro

Fot. Marek Janikowski, PM Bike Experts

Mały disclaimer: ja w Finale niestety jeszcze nie byłem, więc w dzisiejszym wpisie wyjątkowo oddaję głos fachowcom! ;)

Wyprawa

Święta minęły już jakiś czas temu, a nadmiar słoniny zaczął się odkładać w nadmiarze na boczkach. Zima jednak nie odpuszczała. Fatbike był wprawdzie jakąś alternatywą dla siedzenia w domu i nadmiernego objadania, ale po pierwszej próbie stwierdziłem, że jestem jednak ciepłolubny i poczekam na prawdziwą wiosnę. Dni dłużyły się i zdawało się, że nie ma dla mnie ratunku.

Aż tu nagle kumpel Mateo pisze w twarzoksiążce, że jedzie do Finale Ligure i że zaprasza na wyprawę. Dla mnie bomba, nie jestem fanem zorganizowanych wczasów, ani wycieczek z przewodnikiem typu „7 stolic w 3 dni”. Termin: marzec. Idealnie, tam powinna być już prawdziwa wiosna!

Finale Ligure

Fot. Marek Janikowski, PM Bike Experts

Transport i kimanko

Nocleg zarezerwowaliśmy przez internet: na 6 nocy dla 8 osób kosztował 2800 zł (czyli ok. 60 zł za noc na osobę). Spaliśmy w Noli – to miejscowość oddalona o ok. 10 km od Finale, ale i nad nią nie brakuje tras do śmigania.

Dojazd ze Srebrnej Góry to około 1340 km. Jak ktoś czuje moc, można to wziąć „na strzała”, ale spokojnie można się przespać pod Monachium za niewielkie pieniądze. Część ekipy wybrała pierwszą opcję, my drugą – obie skutecznie doprowadziły nas do celu.

Pogoda na miejscu? Ideał! 16 stopni, trochę chmur – do jeżdżenia, bajka.

Haratanie

Pierwszego dnia, razem z ekipą dwóch Tomków i Mateo, objechaliśmy trasę z zawodów cross-country 24H of Finale, a do miasteczka zjechaliśmy (z duszą na ramieniu) znanym z Enduro World Series DH Menem… i poczuliśmy przedsmak tego, co miało nas czekać.

Dzień następny: bike shuttle. Wynajęliśmy busa z opcją „guide” za 55 euro od głowy. Trochę drogo, ale była nas tylko czwórka – przy pięciu osobach to już „tylko” 45 euro.

Zaczęliśmy od Bazy NATO. Pierwsze dwa zjazdy przypominały trochę moje traski w Srebrnej Górze, aczkolwiek były… bardziej zaskakujące. Włosi najwyraźniej mają inną filozofię tworzenia śladu: częste zwroty, nagłe uskoki i lądowania na płaskie są tu standardem.

Jeśli nie starczy Ci prędkości, skończysz na plecach – jak żuczek

Potem przyszedł czas na Rollercoastera. Po 8-minutowym podjeździe, zaczęła się jazda – całkiem szybka, z dużymi kamiennymi uskokami. Zupełnie nie pasowało to do nazwy, ale po jakimś czasie sytuacja się zmieniła: zaczęła się seria wąwozów, która woziła nas góra-dół, prawo-lewo, jak prawdziwa kolejka górska. Mega fun i kawał dobrej jazdy! Uwaga, niektóre wąwoziki mają tak strome podjazdy, że gdy nie starczy Ci prędkości, na pewno skończysz na plecach jak żuczek :-)

Finale Ligure - trasa enduro MTB

Fot. Marek Janikowski, PM Bike Experts

Po tym zjeździe nasz przewodnik chyba uznał, że już jesteśmy rozgrzani i czas nam pokazać prawdziwe oblicze Finale. On to nazywał „litel floł, litel roki”. W dowolnym tłumaczeniu, ten „floł” to mega ciasne zakręty o 180 stopni, poprzedzone często dropami i skalne ścianki tak strome, że tylna opona często szurała mnie po tyłku. Generalnie było fajnie, choć statystyka była pół na pół: dwóch z ekipy czasem leżało, dwóch nie. Za to straty w sprzęcie mieli wszyscy…


Res(e)t

Nie samym jeżdżeniem człowiek żyje, więc kolejnego dnia zrobiliśmy przerwę na odpoczynek. Możliwości jest w pobliżu kilka: San Remo, Genua, ale tym razem wybór padł na Monako.

Jeżeli chcecie zobaczyć maksimum przepychu upchnięte na niecałych 3 km kwadratowych skalistego wybrzeża, to tylko tam! Poza pięcioma salonami super bryk przy alei Princesse Grace (najdroższej ulicy świata), można też trafić na uroczy ogród japoński czy ciekawe muzeum oceanograficzne, z którego dachu roztacza się piękna panorama na całe księstwo. W porcie cała masa jachtów, choć mi niektóre bardziej przypominały wielkością Titanica, niż typowy jacht.

Dla tych, którzy mają dość jeżdżenia autem (do Monako jest 1,5 godz. jazdy), zostaje spacerek po Finale – a tam promenada, lodziarnie, knajpki i pizzerie. Co kto woli, do wyboru do koloru.


Haratania ciąg dalszy!

Kolejny dzień znowu zadzwoniliśmy do chłopaków z Finale Bikers i poprosiliśmy o 7 godzin rąbanki wraz z lokalnym „gajdem”. Tego dnia zaliczyliśmy 10 linii, klasycznie: „litel floł, litel roki”.

Tym razem kupiliśmy jednak mapę, żeby choć trochę zakumać, co już jechaliśmy, a czego jeszcze nie. Mapa – typowo włoska profeska. Na okładce info super hiper 71 tras. Otwieramy, a w środku tras… 97 :-) W sumie przez 20 lat chłopaki wydłubali około 140 kilometrów ścieżek. Szacun wielki! Jakkolwiek by się człowiek nie sprężał, w tydzień wszystkich nie objedzie.

To chyba największa zaleta Finale: można tu wracać wiele razy, co z pewnością uczynimy!

Finale Ligure - trasa enduro MTB

Fot. Marek Janikowski, PM Bike Experts


Podsumowanie

Radzisz sobie na trasach w Srebrnej Górze, a chciałbyś doszkolić skilla? Kupuj dobre ochraniacze, fullfejsa, platformy, i jedź koniecznie! Jeżeli jednak półmetrowe dropiki to przeszkody, które wolisz objeżdżać, lepiej odwiedź single w Saksonii lub Słowenii – o których napiszę innym razem :)

Marek Janikowski
pmbike-experts.pl

Finale Ligure - trasa enduro MTB

Fot. Marek Janikowski, PM Bike Experts


Najlepsze trasy enduro w Finale Ligure

Marek przesłał mi też nazwy tras, które jego zdaniem trzeba obowiązkowo zobaczyć (pierwsze pięć pozycji z poniższej listy). Żeby dodatkowo uzupełnić przewodnik, o pomoc w ich opisaniu poprosiłem ekipę SINGLETRACK TRIPS, która organizuje obozy rowerowe m.in. w Finale. Kto lepiej od nich zna tamtejsze ścieżki?


Rollercoster

Rollercoaster czyli „all in one”! Trasa-marzenie. Na początku szybka i agresywnie zjazdowa, następnie bardzo płynna i zabawowa. Przeskakiwanie i składanie się w bandy między drzewami daje nie lada frajdę! Po dojeździe na szuter, mamy ostatni segment trasy: lekko luźna nawierzchnia, piaszczysta z różnego rodzaju skałkami do pokonania. W suche dni jest wręcz ślisko i kurzy się niemiłosiernie. Trasa dla każdego!

Kill Bill i Kill Bill 2

Trasy podobne do siebie, charakteryzują się dużymi tzw. wilczymi dołami (strome wąwozy i strome podjazdy pokonywane z rozpędu… o ile dobrze pójdzie). Dosyć wąsko, z ciasnymi zakrętami – niejedno drzewko posiada ślady po kierownicach! Twarda ziemista nawierzchnia. Trasa dla średniozaawansowanych!

Base NATO

Raczej jest to trasa prosta, dla wszystkich. Trochę zjazdowa, trochę bikeparkowa. Jest na niej wszystko: kamienie, korzenie, piach, glina, skałki, uskoki, dropy, ścianki. Trasa jest tak długa, że nawet jak zjeżdżamy ją kilka razy w ciągu obozu i kilkadziesiąt w ciągu roku, to i tak nie potrafimy jej spamiętać. Mnóstwo odnóg, co chwilę coś się zmienia.

Sentiero H

Alternatywna wersja zjazdu z bazy NATO, o bardzo podobnym charakterze. Jedna z klasycznych linii odpowiedzialnych za freeride’owy boom w Finale.

Toboga di Canova

Na jednym z naszych obozów dostała miano trasy z rodzaju „miód, malina”. Początek odbijająca od Rollercoastera, szybka i zjazdowa. Po odbiciu w prawo mamy rąbankę po 30-calowych telewizorach, ale zaraz przjeździe przez asfalt, zaczyna się kolejny segment Tobogi: jedna z najlepszych tras, po których przyszło nam jeździć! Płynna, szybka, miejscami techniczna, duże bandy, uskoki, ale wszystko w granicach rozsądku, czysty FUN! Trasa dla każdego.

Cacciatore

Trasa należy do trudnych. Duże nachylenie terenu, ostre zakręty, kamieniste ścianki, duże dropy i uskoki. Bardzo szybka! Zdecydowanie nie dla osób początkujących. Po zjeździe każdy jednak ma banana na twarzy :)

Madonna Della Guardia

Trasa, której nie można ominąć! Budowana przez zawodników, dla zawodników. W dni deszczowe zjeżdżalność maleje do 10%.
Stroma, szybka, ostra, sypka nawierzchnia, duże uskoki, rockgardeny, a na końcu do pokonania ścianka wielkości 3 pięter! Trasa dla zawodowców, ale polecamy ją każdemu, aby zobaczyć po czym kilka lat temu ścigali się zawodnicy EWS!

DH Men

Trasa dla zaawansowanych riderów, co roku zamyka ona sezon Enduro World Series. Pierwszy segment bardzo płynny, bandy, hopy, dropy. Kolejny to już bardzo wymagający teren, luźna nawierzchnia z kamieni oraz litych skał najeżonych w naszą stronę. Ogromna ekspozycja i widok na zatokę liguryjską potęguje doznania !

Bonus: trasy Enduro World Series 2016

(Trasy EWS Finale Ligure – otwórz w nowym oknie)


Dodatkowe opisy i tracki większości tras znajdziesz w serwisie trails.de oraz na Trailforks.

Aha, jeśli byłeś w Finale, byłoby super, gdybyś podzielił się swoimi wrażeniami w komentarzu! :)


Zobacz też:

 

  1. Spox wpis – Finale to takie Ęduro Paradise w Europie.Wydaje mi się że porządny ęduro haratacz musi sobie to miejsce zapisać w notesie jako miejsce do odfajkowania.
    Lepszą opcją jest jednak znaleźć lokum w Finale skąd po prostu jest lepiej logistycznie zaplanować sobie wyjazdy.Na rejonie Noly polecam trasę San Michel , widokową Dh Women oraz w miarę krótką i hardcorową trasę Dh Men ( to są najlepsze kąski moim zdaniem )
    Co do wypadów w mc letnich – upał jest taki że wyrywa Cię z butów i o ile jeszcze opcja shutel może być Ok to korbienie na dojazdówkach do lini po prostu wyciśnie z Ciebie całą energię i super Moc potrzebną na zjazdy.
    W każdym razie Finale zaraża i jeśli raz tu przyjechałaś wrócisz Bankowo kolejny raz i ….kolejny i kolejny.

    Polecam Stosuję

    vasco

    Ride for Fun

  2. Finale dopiero w planach, ale San Remo zaliczone. Podobno trochę trudniej, niż Finale, ale zdecydowanie trzeba tego spróbować.
    Rozpisałam się też na ten temat: http://www.mambaonbike.pl/san-remo-krotki-przewodnik/

  3. Od siebie polecam Little Champery i Tobogę! Pojechać napewno warto, zdecydowanie więcej niż raz.

  4. Zgodzę się z Vasco.Generalnie enduro traktuję jako odskocznie od DH i w tym samym czasie powinienem siedzieć w San Remo,ale kumple namówili mię na wyjazd w marcu do Finale i nie żałuję…Niezłe tereny,super widoki,dobre lody i odpowiednia temperatura.Obowiązkowe do odchaczenia

  5. Najpewniejsza i najlepsza pogoda na przełomie września/października. Woda w morzu 24 stopnie wtedy. :D
    Najtańsze paliwo i najlepsze lody w Pietra Ligure (ok 10km od Finale)

    Polecam poeksplorować nie tylko te utarte ścieżki, bo są tam równie niezłe smaczki tuż obok. Również wycieczki na sąsiednie pasma gór mogą zaskoczyć.
    W dobrym hotelu mapy są za free, nie trzeba kupować. I warto spytać właścicieli kwater, która pizzeria lub knajpa jest dobra, bo większość sprzedaje paszę, a za euro lub dwa więcej można zjeść porządna pizzę, chociaż kurczaki z rożna robią jeszcze lepsze. :P

    I warto pojechać nie raz, nie dwa, bo takiego ogromu ścieżek to ciężko ogarnąć w parę dni. :)

    A i tak na koniec to DH Men wygląda słabo, przy niektórych ukrytych smaczkach… tzn mam na myśli faktor: flow/trudność. :D

    1. Dzięki za cenne rady! :) Jeśli chodzi o „ukryte smaczki”, to to są jakieś oznakowane szlaki i ścieżki widoczne na mapie, czy raczej 100% eksploracja w terenie?

      1. Dwie, odchodzące od Rollercoastera: Poste i Rebel Yell (obie jakby lekko ukryte na początku, ale później miażdżą system) trudności sensowne = P3, ale nie jedziesz na klamkach, jak na DH Men.

        Za Pietra Ligure ścieżka zwana: San Pietro – jest jak tatrzański szlak, P4 na niej to norma. Polecam tylko maniakom vertów i wysokogórksiego Flow. :)

        Natomiast okolice góry Monte Carmo super naturalne szlaki na przepiękne wycieczki widokowe. Tzw trasa Napoleon.

        Są one oznaczone jako szlaki piesze, ale można częściowo je znaleźć też na Trailforksie.

        I rzeczywiście porównywać wykonanie ścieżek na Srebrnej do Finale, to tak jakby porównywać tapicerkę Octavii z Mercem „S”-Classe ;D
        Ekipa z Finale dopieszcza szlaki od 25 lat, jednak mają trochę więcej doświadczenia. Nie spotkałem tam jeszcze, źle przystosowanego pod rower naturalnego ficzera. :D

  6. Ja od siebie polece Rocche Gianche i dojazd do tego przez Crestino i Super Groppo Climb. Super traski a widoki na Rocche powalaja. Dobra opcja aby wystartowac z Nato i na kolach dostac sie na traski kolo Noli. Fajna opcja na tripa

  7. @Michał jaki rower wziąłeś na te trasy?

    1. Rower-widmo :P

      Tak jak pisałem w artykule, nie byłem w Finale, ja tylko zredagowałem opis :)

  8. „Pierwsze dwa zjazdy przypominały trochę moje traski w Srebrnej Górze, aczkolwiek były… bardziej zaskakujące. Włosi najwyraźniej mają inną filozofię tworzenia śladu: częste zwroty, nagłe uskoki i lądowania na płaskie są tu standardem”, haha sory ale padłem ze śmiechu. Pomijając oczywiste nadużycie przy porównywaniu Srebrnej z Finale najbardziej rozśmieszyło mnie wytykanie „lądowań na płaskie”, które są standardem ale w… Srebrnej, gdzie wybudowaliście hopki zapominając o lądowaniach :). Trochę samokrytyki nie zaszkodzi :)

  9. troche sie dziwie ze zabralko traski Little Champery
    https://www.youtube.com/watch?v=r8pY4oHJruw

  10. a traska Nato Base (left) moze byc bardzo fajna jak sie ja poleci szybko
    https://www.youtube.com/watch?v=e2twcL0IAO8

  11. Finale Ligure piękne. Wszystkie wymienione trasy rzeczywiście podnoszą skila a momentami śmierć w oczy zagląda. Mi pozostał jednak duży niesmak. Ostatniego dnia na z dachu auta zaje….. mi rower
    Gdyby komuś się o oczy obiło
    https://m.pinkbike.com/buysell/2202192/

  12. Michał, czy może Ty, a może ktoś z Czytelników podjąłby się stworzenia listy tras wraz z opisem trudności miejscówek w EU?

    Coś typu, zaczynamy od Świeradowa, jak śmigasz to zaliczasz Enduro Trails, potem Srebrna Góra …. Radzisz sobie z tymi to możesz myśleć Finale Ligure itd.

    Wraz z dosłownie jedno zdaniowym opisem. Typu 40 km tras. Trudność Średnio zaawansowany / Zaawansowany. Zalecany kask full face i full suspension.

    A może jest jakieś takie zestawienie już gotowe?

    1. To jest bardzo dobry pomysł, który od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie. Może nie zaraz całe EU, bo nie mam takiego rozeznania, ale powiedzmy kilka miejscówek w Polsce i okolicy. Pomyślimy… ;)

  13. Mateusz Ostapowski

    Dawajcie Słowenię! :)

Dodaj komentarz do tekstu Miejsca: Finale Ligure, Włochy

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Jak e-bike uratuje świat MTB

Opinie, Sprzęt, Trendy / 

Dlaczego producenci zwykłych samochodów — jak Renault czy Volkswagen — finansują astronomicznie drogie teamy w F1, WRC i innych topowych seriach wyścigowych? Ze względu na rozwój technologii. Bo choć trudno uwierzyć, że rozwiązania rodem z bolidów trafią kiedyś pod maskę naszych clio, to z myślących na innym poziomie mózgów inżynierów, czasem „skapnie” jakiś pomysł usprawniający rozwiązania dla mas.

Choć nazywanie e-bike’ów Formułą 1 kolarstwa górskiego jest delikatnie mówiąc… odważnym posunięciem, to każdy, kto mniej więcej orientuje się w elektrycznym światku, przyzna że widoczne na pierwszy rzut oka innowacje pojawiają się w nim częściej i szybciej, niż w rowerach napędzanych wyłącznie batonami i mięsem.

Jakie nowinki ze świata e-MTB mogą niedługo „skapnąć” klasycznym rowerom?

Fot. Rotwild


Artykuł pierwotnie ukazał się w magazynie Bike 05/2017.


1. Wytrzymalsze napędy

To najbardziej oczywista zmiana, bo już się zaczęła. SRAM EX1 to napęd o zakresie przełożeń większym od grup 1×11, ale oferujący tylko…8 biegów. Dzięki temu potrafi zmieniać biegi pod dużym obciążeniem i wytrzymywać więcej, niż dotychczasowe rozwiązania. Przy tym wszystkim działa całkowicie „analogowo”. Pancerność jest okupiona większymi przeskokami między przełożeniami oraz wyższą masą i ceną, ale wiele osób chętnie pójdzie na taki kompromis.

→ Więcej: SRAM EX1 – jeden krok wstecz, dwa kroki do przodu?

SRAM EX1 derailleur

2. Skrzynie biegów

To pewnie tylko marzenia, ale… powiedz szczerze, czy schowany w ramie silnik elektryczny współpracujący ze zwisającą z wahacza klasyczną przerzutką nie wygląda kuriozalnie? A ponieważ za lepszą integrację elektrycznego napędu wzięło się Shimano, to nie uwierzę, że gdzieś w japońskiej piwnicy, ściśle tajny zespół projektantów nie myśli nad możliwością włączenia w ten system przekładni planetarnej, która dałaby wyraźną przewagę nad konkurencyjnymi napędami wymagającymi staromodnych (i zbyt delikatnych) kaset i przerzutek.

Noo, powiedzmy że nie do końca o to mi chodziło… / Fot. Pinion

3. Opony

Kenda pierwsza zapowiedziała trzy modele opon dedykowanych do e-MTB, następnie swoje propozycje dorzucił Maxxis i Schwalbe. Brzmi absurdalnie, ale faktem jest, że w e-MTB opony są poddawane większym (i nieco innym) obciążeniom. Szczegóły techniczne nie są znane, ale na rynku zawsze znajdzie się miejsce na innowacje zwiększające wytrzymałość opon bez drastycznego podnoszenia masy.

„Elektryczne” opony teoretycznie są przeznaczone do rowerów (?) homologowanych do prędkości powyżej 25 km/h. / Fot. Kenda

Zwłaszcza w rozmiarach „plus”, dla których konstrukcja i wytrzymałość opon ciągle są największym kagańcem. Jest niemal pewne, że elektryki przyczynią się do ich rozwoju, bo szerokie opony pozwalające lepiej okiełznać dodatkową moc, są w elektrykach oczywistym rozwiązaniem.

→ Więcej: Plusy, a może jednak minusy? Koła 27+, 29+ i… 26+

4. Zawieszenie

Kolejna niedorzeczna nowinka, która już istnieje to Magura Boltron, czyli widelec upside-down dedykowany e-bike’om. Od lat czekam na porządnego USD do enduro, a tu bach: bez żadnych zapowiedzi i budowania hype’u pojawia się gotowy produkt. Na razie waży 2,2 kg, ale nie wierzę, że Magura nie przygotuje nieco odchudzonej wersji dla zwykłych rowerów.

Chcę to! / Fot. Magura

Większa masa amortyzowana to też inne wyzwania stawiane przed tłumieniem. Powiedzmy sobie szczerze: to, co dzieje się w fabrycznie strojonych tłumikach, już od dłuższego czasu jest dla zwykłych użytkowników czarną magią. Udoskonalenia w tej kwestii są już jednak jak najbardziej odczuwalne na szlaku. Ciężkie e-bike’i zmuszą projektantów do pracy w nowym zakresie wymagań i możliwych ustawień — kto wie, na jakie nowe pomysły przy okazji wpadną?

A cóż to takiego? / Fot. Cane Creek

Mówi się też, że jazda e-MTB zupełnie inaczej męczy organizm — po całym dniu jazdy nogi są świeże, ale górne partie ciała zmęczone dużo bardziej, niż na zwykłym (lekkim i łatwym do ogarnięcia) rowerze. Lada moment, ze świata motocykli, zawita do nas tłumik skrętu zmniejszający obciążenie rąk w walce z ciężkim sprzętem. Ciekawe, w jakim stopniu będzie przydatny w coraz dłuższych i coraz szybszych rowerach enduro?

→ Więcej: Regulacja zawieszenia – poradnik

5. Elektronika

Rozwój rowerów elektrycznych przyczyni się do rozwoju elektroniki?! Bez jaj! Ale zostań ze mną — konkretnie chodzi mi o integrację elektronicznych gadżetów, które już teraz pojawiają się w klasycznych rowerach. Napęd, sztyca, zawieszenie, o banalnym oświetleniu nie wspominając. To wszystko wymaga dziś oddzielnych baterii i plątaniny kabli, co jest akceptowalne tylko dla największych fanów prądu. Jednak w przypadku e-bike’ów, potężny akumulator na pokładzie aż się prosi o wykorzystanie go do zasilania spójnego i eleganckiego systemu. Takiego, który mógłby walczyć z rozwiązaniami mechanicznymi ich najstarszą bronią: prostotą.

Pierwsze w kolejce będą elektryczne przerzutki. / Fot. Rotwild

6. Konstrukcja ram

Zauważyłeś, że od paru lat wszystkie rowery są takie same? Może nie identyczne, ale gdyby usunąć z ramy logo, czasem miałbyś problem z odgadnięciem producenta. Konieczność wpasowania silnika i baterii może być jednak impulsem do radykalnych zmian, które będą się przenikać z klasycznymi rowerami.

OK, może nie wygląda to pięknie, ale na pewno ciekawie! / Fot. Lapierre

Liderem w tej kwestii jest Specialized, szalejący ostatnio w kwestii niecodziennych ram. Widziałeś Demo z asymetrycznym przednim trójkątem? Lapierre właśnie wyprodukował Overvolta z baterią w tym miejscu. Stumpjumper ze „schowkiem na kiełbasę” w dolnej rurze? Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta ostatnia innowacja jest efektem ubocznym wpasowania w to miejsce baterii modelu Turbo Levo.

Gdzie moja bateryjka? / Fot. Specialized

Kolejną nowinką są sposoby łączenia materiałów rodem z motocykli. Często jedna rama łączy w nich elementy stalowe, aluminiowe i z tworzyw sztucznych. Już teraz tą drogą poszedł Rotwild, chowając baterię w carbonowej dolnej rurze, będącej częścią… aluminiowej ramy.

Carbon czy amelinium? / Fot. Rotwild

Jak już wspomniałem, do gry dołączyli wielcy gracze (czytaj: Shimano), więc jest szansa na pojawienie się w branży jakiegoś standardu mocowań silnika i baterii. A może od razu ujednolicony interfejs do montażu skrzyń biegów…? Marzenia…

7. Popularyzacja MTB

Wróćmy jednak na ziemię, do prawdopodobnie najważniejszego aspektu popularyzacji rowerów wspomaganych elektrycznie: przyciągnięcia do MTB rzeszy nowych riderów. Zniesienie bariery kondycyjnej spowoduje większe zainteresowanie jazdą po górach, a więc większe pieniądze obracające się w branży — również w lokalnych sklepach, centrach ścieżek czy hotelach. To z kolei może pociągnąć za sobą większą świadomość kolarstwa górskiego ogólnie — a więc chociażby przychylność władz do budowy nowych tras czy zainteresowanie sponsorów.

Oczywiście jestem świadomy, że dla wielu hardkorowo-elitarnych-enduro-riderów jest to nie do pomyślenia. – Jak to? Że jakiś junior account manager wypełznie z korpo i będzie mnie wyprzedzał na moim szlaku na tym pseudo-motorze? Jeszcze czego!

Nie, on wcale się dobrze nie bawi! / Fot. Lapierre

Ale to już temat na inny artykuł…


Zobacz też:

 

  1. http://www.unibike.pl/energygts.html
    Proszę bardzo elektryk z przekładnią planetarną operowany przez elektryczna manetkę :>

    1. Dobre! Choć do ogarnięcia tylko w hardtailu… Marzy mi się jednak zintegrowane w ramie rozwiązanie napęd+skrzynia :)

  2. A skończy się tak, że od elektrycznego motocykla krosowego takie rowery będą różniły się jedynie słabszym silnikiem i dokręconymi pedałami…

    1. Może tak, choć na razie tego nie widać ;)

    2. Motor elektryczny różni się od spalinowego silnikiem. Tutaj silnik elektryczny jest wspomagaczem w pedałowaniu więc trzeba pedałować jak się chce jechać. Choć w pewnym sensie można je porównać

  3. Skrzynie biegów, mocniejsze opony, elektronika ???

    To wszystko od dobrych kilku lat jest testowane i wprowadzane a napędy szły obok, a nawet teraz się taki pinion nie łączy (jeszcze ) z elektryką

    Schowek w Specu był zrobiony jako bajer chyba jeszcze przed ich elektykiem
    \Mocniejsze napędy hahaha nie oszukuj się napęd ma dobrze pracować, zapewnić dobry zakres przełożeń i się zużyć ….. żeby kupić kolejny, muszą firmy S&S zarabiać :P

    1. A jednak taki napęd powstał, i to właśnie ze względu na rozwój elektryków – więc akurat w tym przypadku nie jest to teoria, a praktyka :P

  4. Niektóre rowery nie są napędzane ani batonami, ani mięsem lecz sałatą, trawą i strąkami. Gorąco polecam.

    1. Fajne, tylko że z e-bike’ami nie ma już nic wspólnego ;) Choć też ciekawe, jakie rozwiązania można by z tego przejąć…

  5. Część z prezentowanych tutaj rozwiązań bardzo mi sie spodobała, choćby opony, napęd czy amortyzacja ale kurde skrzynie biegów, akumulatorki etc? Chyba nie bardzo. Pamiętam, jak brat miał motorower Puscha, który robi robotę na wsi ;-) … tylko niestety … zajechał na śmierc (tzn. nie zauwazyl ze olej wyciekł)

    Niemniej dobry temat, z przymrużeniem oka.

  6. A propos ostatniego punktu, to ta „popularyzacja” nie musi wcale dotknąć hardkor-pro-rajderów i ich ulubionych tras, które wcale nie muszą się zapełnić wypełzłymi w biurowców korpoludkami na ebajkach ;)
    Tyle tylko, że nie przyniesie to też żadnej „poprawy świadomości” odnośnie mtb.
    Po pierwsze w Polsce i tak jest niegasnący boom na posiadanie rowerów górskich lub „górskich”, nieważne czy jest to atrapa z marketu czy zawodniczy sprzęt za grubą kasę, to co najmniej 90% z nich nie ogląda nawet grama terenu tylko służy do jazdy po miastach, miasteczkach i wsiach jako sprzęt rzekomo „uniwersalny”. Wychodząc z tego punktu odniesienia, ludzie którzy będą chcieli spróbować „prawdziwej jazdy w górach” przy pomocy elektryka nadrabiającego ich brak kondycji nie mają tak naprawdę żadnego skilla, ani nie będą oczekiwać czerpania przyjemności z trudnych warunków i tym podobnych. Być może zaowocuje to budową specjalnych szlaków czy miejsc w rodzaju bajkparków przeznaczonych specjalnie dla nich. Wymiecione, gładkie trasy, bez błota i kamieni, z ostrzeżeniami o złej pogodzie, bardzo dobra infrastruktura noclegowo-posiłkowo-gadżetowa, itp. i może być hit na parę sezonów póki taka formuła się nie znudzi. A trudniejsze trasy i trudniejsze warunki nadal pozostają dla ludzi z zajawką. Coś jak wjazd bryczką na Morskie Oko kontra górska wspinaczka. I taki i taki turysta powie przecież, że był w górach ;) Nie piszę tego złośliwie, tylko bazując na własnych obserwacjach tego co dzieje się w dużym mieście, jak i w górach, w które regularnie jeżdżę ze znajomymi o różnym stopniu rowerowej zajawki. Dla niektórych najlepiej jakby to sprzęt wszystko załatwiał, zawsze świeciło słońce i można było wrzucić selfie na fejsbunia z odpowiednim podpisem o przebytym kilometrażu i zdobytym kolejnym szczycie z knajpką. A że nie wytkną nosa jak pada, a na ten szczyt wjadą z rowerem wyciągiem to już inna sprawa.

  7. Mała dygresja z mojej strony dotycząca wstępu. WRC to cykl rajdowych mistrzostw świata a nie seria wyścigowa. Nie jest to z mojej strony czepianie się, a jedynie bedąc zawodowo związany z tym sportem, czuje się zobowiązany wyjaśnić różnicę.

    1. Jestem za tym by dodać tam „i rajdowych” albo zmienić na „motorsportowych” ;)

  8. E-bike to genialne rozwiązanie dla kogoś kto nie ma nie tylko kondycji ale ma również inne problemy zdrowotno-wydonościowe i/lub nie ma czasu na dłuższe/dalsze kręcenie.
    Taki rower pomoże pokonać większy dystans mniejszym nakładem sił albo po prostu szybciej. Dobra rzecz do wypraw.

    1. E-bike to również rozwiązanie, kiedy nasza druga połówka za nami nie nadąża, nie lubi się męczyć a przejechanie 100km to wyczyn.

  9. Czekać tylko aż Romet wypuści reedycje klasyka gdzie pedała były potrzebne do uruchomienia silniczka. Coś a’la Komar Enduro Electric Special Edition.

    1. Co to są pedała?

  10. Nie ma niefajnych i niewłaściwych typów rowerów. Tylko w danym momencie możemy nie być w „tym targecie”!

  11. ..do wypraw..? Dobre, dobre hehehe. Może do wypraw po piwo, do biedry za rogiem :D

    1. A w czym problem? Ma być że do tripów? Bo prawdziwe określenie to trip. Żeby być cool i super trzeba mówić trip i jeździć na normalnym rowerze? Nie mówiąc że trzeba mieć brodę…. podobno wtedy jest się prawdziwym endurakiem. Nie kumam w czym problem, co złego jest w określeniu wyprawa.

    2. Na e-bike można robić dziennie setki kilometrów przez krzaki, to bardziej zwykły rower nadaje się tylko pod biedre :P

      1. Chyba z przyczepką pełną zapasowych aku ;)

        1. Spokojnie w taką np. Mete AM V3 wciśniesz 2000Wh :D A w co większe ramy odpowiednio więcej :)

  12. w Alpach e-MTB są już chyba częściej widoczne niż zwykłe MTB i taki trend podejrzewam będzie za parę lat też w polskich górach. Jeżdze po Beskidach na e-MTB od ponad 1,5 roku i jest to super sprawa i nie zgadzam się że taki rower to tylko dla emerytów, można sobie w nim regulować wspomaganie tak by „czuć” że się jedzie a przy okazji by nie było to „katowanie się”, zaś zjazd górskimi szlakami jest trudniejszy w porównaniu do zwykłego MTB z uwagi chociażby na większą masę. Dla mnie jest to lepsza i szybsza alternatywa turystyki pieszej w górach którą kiedyś namiętnie uprawiałem

  13. Michał, „Hopey steering damper” to nic nowego, po po raz pierwszy pojawił się w MTB około roku 2000 i jeździła z takim zarówno Missy Giove oraz Marla Streb. Były nawet artykuły w MBAction. Ale masz prawo nie pamiętać :)

    1. Pamiętam! :) Zdjęcie ma charakter przykładowy, w momencie publikowania nie mogłem znaleźć tego: https://www.pinkbike.com/news/cane-creek-viscoset-headset-eurobike-2016.html

  14. Michał, sorry za offtop, ale mam coś a propos ratowania świata ;) Czy planujesz/pomyślałbyś o przeglądzie, a najlepiej teście lekkich zbroi na rower? Chodzi o takie produkty jak 661 Evo Compression Jacket, Bluegrass Tuatara B&S, Alpinestars Evolution Jacket. Są na tyle dyskretne, że nadają się dla zwykłych riderów, którzy w razie upadku z roweru nie chcą np. wybić sobie stawu barkowego. Pytanie, czy są tak wygodne i przewiewne, jak przekonują ich producenci. Zakładanie takiego wdzianka pewnie jeszcze spotyka się z uśmieszkami politowania, ale pamiętam, jak zakładanie kasku (też na nartach) też było traktowane jako pozerstwo i robienie szopki. Swoją drogą, myślę, że niedługo lekkie kaski full-face (typu Fox Proframe) też nie będą szokować na zwykłych ścieżkach.

    1. Kiedyś robiłem nawet taki przegląd na forum Enduro Trophy :) Pomyślę.

      A póki co polecam https://www.1enduro.pl/test-ochraniacze-x-factor-flow-zbroja-duro/

      1. Czytałem, swoją drogą sam używam nakolanników X-factora (Mega). Zbroja Duro mnie nie przekonuje, bo nie jest zapinana na zamek błyskawiczny – zdejmowanie tego ustrojstwa po intensywnej jeździe (czyt. jak jesteś spocony jak ruski termos) musi być jak walka z kaftanem bezpieczeństwa :)

        1. Rzuć okiem na zdjęcia – jest na zamek :)

          1. Osz… faktycznie. Na swoją obronę napiszę tylko, że producent na swojej stronie dał takie foty, jakby chciał to starannie ukryć ;)

  15. A teraz coś całkiem na temat. Ból du*y przeciwników e-bajków kojarzy mi się z luddystami w XIX-wiecznej Anglii, którzy niszczyli maszyny parowe, próbując zatrzymać rewolucję przemysłową. Marny trud, panowie.
    Fantastyczne w e-bajkach jest to, że otwierają nowe możliwości przed zupełnie różnymi rodzajami jeźdźców, w różnych sytuacjach – od osób o mniejszej wydolności po zaawansowanych riderów, którzy mogą np. za jednym razem ogarnąć pętlę w górach, której bez wspomagania elektrycznego nie mieliby szansy zrobić. Innymi słowy, przy takim samym zmęczeniu, można zamiast 2 tys. m przewyższeń zrobić 4 tys. m czy nawet więcej.
    Oczywiście są sprawy, które trzeba dograć – np. kwestię mocniejszego niszczenia tras, etc.

    1. Może podejście się zmieni, kiedy faktycznie będzie można zrobić te 4 tys. przewyższeń… Bo przy obecnych bateriach, musiałbyś mieć dwie zapasowe w plecaku :(

      1. Michał, udało mi się tym zagadnieniem zainteresować chłopaków z GMBN – może nawet wideo o tym strzelą;) Ask GMBN z 29 czerwca – od 2:40

  16. co do masy roweru, Chris z Mojo robil testy i wyszlo ze ciezsze rowery uzyskuja lepsze czasy, nawet w Fort William ich rider mial doczepiony olow do ramy :)

    co do ‚delikatnych przerzutek’ itp. zobacz jak skrzynia poradzila sobie w Fort William (hint: dzialala pierwsze .2 sekundy :) ) w Nicolai Benoita Coulangesa

    1. Z tą masą to coś w tym jest. Oczywiście zakładając, że jest odpowiednio ulokowana i że mówimy o zjazdach ;)

      Jeśli chodzi o wpadkę ze skrzynią – wiem, widziałem na żywo. Ale przejazdów z urwaną przerzutką lub łańcuchem widziałem dużo więcej ;)

  17. Przestańcie z uporem maniaka MOTOROWER nazywać ROWEREM.
    Jeżeli coś ma silnik wspomagający jazdę to już nie jest rowerem. To są zupełnie dwie różne rzeczy wpychane do jednej kategorii przez marketingowców tylko dlatego że nasycił się rynek rowerowy i nie mają już czego wymyślić i sprzedawać.

Dodaj komentarz do tekstu Jak e-bike uratuje świat MTB

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Hajlajtsy: Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka 2017

Hajlajtsy / 

Wiesz, co w największym stopniu stymuluje rozwój kolarstwa górskiego? Lenistwo. Serio – gdyby chciało nam się troszkę bardziej przyłożyć, nie byłoby Eagle’a, nie byłoby e-bike’ów i nie byłoby carbonowych ram. Ale nie chodzi tylko o sprzęt – jesteśmy tak leniwi, że czasem nie chce nam się nawet zaplanować wycieczki! No bo trzeba wymyślić miejsce, wybrać szlaki, wyłuskać w internetach najlepsze zjazdy, a na koniec jeszcze przekonać znajomych, że to wszystko jest dobre i muszą nas tam zawieźć. Kupa roboty!

Nic dziwnego, że wszyscy jeżdżą na sztuczne singletracki. Albo na zawody – bo wbrew pozorom, tam też 80% stawki pojawia się tylko dlatego, że ktoś za nich zaplanował fajną trasę. Oczywiście jest też trzecia opcja: zloty, które łączą zorganizowaną jazdę po prawdziwych szlakach z całkowicie nie-racingową atmosferą.

W miniony weekend odbył się Zlot Enduro MTB Series w Przesiece – pierwsza tego typu impreza organizatora znanego z zawodów enduro w formule on-sight. Czy była wystarczająco leniwa?

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka


Nie chce mi się wybierać miejsca…

Bazą zlotu była Przesieka – mała miejscowość, w której odbyły się już dwie edycje Enduro MTB Series (w tym pierwsza, jak i druga). O jej istnieniu słyszeli wyłącznie Ci, którzy już tam byli, więc służę informacją: Przesieka leży w połowie drogi między Szklarską Porębą a Karpaczem, w samym środku Karkonoszy. Tak bardzo w środku, że w czasie wycieczki trzeba w nawigacji co chwilę zmieniać mapę z „Karkonosze Wschód” na „Karkonosze Zachód”…

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się wydzwaniać za noclegiem…

Jak na wieś liczącą ok. 500 mieszkańców, Rezydencja Markus bardziej przypomina tunezyjski hotel, z lekką nutką PRL-u (tu chciałbym pozdrowić przemiłą panią z recepcji…). Baza była po prostu duuuża! Bez problemu pomieściła (i wyżywiła) ok. 150 uczestników.

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się robić śniadania ani szukać knajpy…

Trzy posiłki dziennie (w tym ognisko) chyba wystarczą? Nie były to może frykasy rodem ze zlotów Rowerowego Podhala, ale prawdziwy leniwiec nie będzie grymasił. Duży minus należy się jedynie za śniadania o 7:30 – kto to widział, żeby na tak leniwej imprezie wstawać w środku nocy?!

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się kupować jedzenia i picia na drogę…

Organizator razem z Oshee zadbali nawet o prowiant: batony energetyczne, żelki (nie paskudne żele, tylko takie prawdziwe żelki :)), izotoniki i wodę. We własnym zakresie trzeba było tylko zorganizować piwo. Oto pole do popisu dla sponsorów zlotu 2018! :)

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się zabierać swojego roweru…

Na zlot wpadli też dystrybutorzy – w ramach testów można było za darmo popsuć i pobrudzić cudzy rower. Do wyboru były: Cannondale (m.in. testowany przeze mnie ostatnio Jekyll), GT, Kellys, Trek, Whyte i Yeti. W większości przypadków można było wypożyczyć rower na całą wycieczkę, a jeśli nie udało się załapać na upatrzony model – wziąć go na szybką rundę po obiedzie.

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się ślęczeć nad mapą i wymyślać tras…

W końcu dochodzimy do sedna. Każdego dnia uczestnicy mieli do wyboru 3-4 trasy o różnym poziomie trudności. Można je było obejrzeć przed wyjazdem na mapkach, ale w sumie po co? Każdą grupę prowadził przewodnik, więc można było podążać za nim niczym stado baranów owieczek za psem przewodnikiem. Zero stresu – oczywiście o ile udawało Ci się utrzymać całkiem przyzwoite (choć oczywiście w kategoriach wycieczkowych) tempo.

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Wycieczki prowadziły zarówno po naturalnych, technicznych OS-ach zawodów, jak również mniej znanych (choć nie aż tak fajnych) okolicach. Najwięksi harpagani w sobotę wieczorem pojechali jeszcze na night ride. Dało się wyjeździć!

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się uczyć…

Listę atrakcji uzupełniły szkolenia – zarówno te praktyczne, z techniki jazdy, prowadzone przez zawodników teamu Kellys Oshee Racing (niestety nie skorzystałem, bo odbywały się one równolegle z wycieczkami), jak i teoretyczne, prowadzone wieczorem na sali wykładowej. Najlepiej wypadło szkolenie z pierwszej pomocy przygotowane przez Pokojowy Patrol – w sobotę można było przypomnieć sobie podstawy (np. co warto mieć w rowerowej apteczce), a w niedzielę – podmuchać Małą Anię.

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Nie chce mi się myć roweru…

Po wykładach można było też skorzystać z automatycznej myjni rowerowej, a przy okazji wygrać kask i inne gadżety od sponsorów – mam tu na myśli udział w Water Challenge, czyli konkursie jazdy po długiej i wąskiej kładce…

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Osoby stroniące od zimnej wody mogły też oczywiście skorzystać z bardziej tradycyjnej myjki.

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka


Nie chce mi się pisać tej relacji, więc podsumowując…

O tak, Zlot Kellys Enduro MTB Series w Przesiece zdecydowanie rozleniwił! Po takim weekendzie, jeszcze trudniej niż zwykle wrócić do codziennych obowiązków…

Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka

Debiut organizatora w nowej roli się udał. Wprawdzie nie było tak kameralnie, ciepło i „góralsko” jak na Rowerowym Podhalu – bardziej było widać chłodny profesjonalizm znany z zawodów – ale głód karkonoskiego enduro został zaspokojony. Jeśli jest ktoś, kto po powrocie z Przesieki nie był zadowolony, to chyba tylko dlatego, że mu się nie chciało!

Zlot Przesieka - Enduro MTB Series



Zobacz też relacje z podobnych imprez:

 

  1. Nie jestem enduro. W sumie to musiałbym jechać sam i to spory kawałek drogi. Nie mam (nadal) fulla. Skakanie na rowerze wychodzi mi za każdym razem inaczej…
    Chyba się przejadę na następny taki zlot, choć oczywiście „nie chce mi się” jak jasna chorela..

  2. lajk.

  3. nie chce mi się komentować..
    .
    .
    .
    świetna relacja

  4. Ha, jestem na pierwszej focie, tej „z drona” ;) Niebieski kask i kolorowa bluza, piję wodę z bukłaka, choć wcale mi się nie chciało…

    1. Ano jest godna reprezentacja WWTT :)

  5. Do uczestników Zlotu i autora, o ile nie był zbyt leniwy żeby trochę jednak pojeździć ;) – napiszcie 2 słowa o trasach pokazanych na załączonych do relacji mapkach. Pozdrowienia!

    1. Trasa w okolicach Jagniątkowa – bez szału. Parę fajnych, szybkich zjazdów (raczej z kategorii „dla każdego”), ale sporo podjeżdżania i asfaltu/szutru.

      Natomiast wszystkie trasy „po tej właściwej stronie” (czyli zahaczające o OS-y) to esencja enduro. Żona po powrocie stwierdziła, że „jak jeżdżenie po szlakach, to tylko w Karkonoszach”. Coś w tym jest.

  6. Faken, za ro(C)k musze tam być, nie ma bata!

  7. Enduro Freerider

    Heh, jak opowiadałem żart przy wodospadzie o burdel-mamie to nikt się nie śmiał.
    Sam z siebie śmieszkowałem :-p

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: Zlot Kellys Enduro MTB Series Przesieka 2017

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top