Menu
Menu Szukaj

Carbon czy aluminium?

Carbon staje się coraz bardziej popularnym materiałem – jak pokazuje mój Canyon Spectral, już w rowerach poniżej 14 tys. zł można liczyć na ramę z włókna węglowego. Tylko czy faktycznie warto się napalać na ten materiał? Czy nie bezpieczniej postawić na proste, sprawdzone aluminium? Żeby ułatwić wybór, przedstawię Ci krótko proces produkcji ram z carbonu, a następnie rozprawię się z kilkoma popularnymi mitami, które go dotyczą. Spoiler: po lekturze, wybór w dalszym ciągu nie będzie łatwy ;)


Jak powstaje rama carbonowa?

Ostrzeżenie o nudzie: poniższa sekcja zainteresuje raczej fanów Adama Słodowego. Jeśli chcesz oszczędzić sobie technicznych szczegółów, przeskocz od razu do pytania „W czym carbon jest lepszy od aluminium?”

Carbon (nie mylić z karbonem, który to był piątym okresem ery paleozoicznej) to tak naprawdę skrót od carbon fiber reinforced polymer (CFRP – polimer zbrojony włóknem węglowym). Materiały są więc tak naprawdę dwa:

  • włókno węglowe: ciągłe (tzw. UD – unidirectional) lub w postaci tkaniny o różnym splocie (tzw. woven fabric);
  • żywica (zawyczaj epoksydowa), którą włókna są wstępnie nasączane. Powstają w ten sposób tzw. prepregi, z których producent ramy wycina niewielkie „skrawki”, które trafią w ściśle określone miejsca.
Unno carbon rama
Gdyby Ikea sprzedawała carbonowe ramy. / Fot. Unno
Piankowy rdzeń ramy carbonowej
Kawałki te, po usunięciu warstwy zabezpieczającej (jak w dwustronnej taśmie klejącej) układane są na piankowym „kopycie”. / Fot. Scott
Carbon layup - układanie włókien
Odzwierciedla ono z grubsza wewnętrzny kształt ramy i umożliwia ułożenie wszystkich kawałków we właściwym miejscu (tzw. lay-up), co zadecyduje o przyszłych właściwościach ramy. / Fot. Ibis Cycles
Rama carbonowa - foliowy bladder
Aha, ważne! Pomiędzy piankowy rdzeń a materiał właściwy, trafia jeszcze… foliowy worek (tzw. bladder). / Fot. Ibis Cycles
Rama carbonowa przed włożeniem do formy
Tak „ulepiona” rama, jeszcze miękka i trochę bezkształtna, trafia do metalowej (najczęściej wyciętej CNC z aluminium) formy, której połówki odzwierciedlają zewnętrzny kształt wykonywanego elementu (skomplikowane kształty mogą wymagać kilku części, które później zostaną połączone w całość)./ Fot. Unno
Forma ramy carbonowej Ibis
Koszt wykonania formy dla jednego rozmiaru ramy jest liczony w dziesiątkach tysięcy dolarów – dlatego pierwsze prototypy zwykle są spawane z aluminium. / Fot. Ibis Cycles
Rama carbonowa w formie
Do ukrytego wewnątrz foliowego worka (bladdera) pompowane jest powietrze. Folia tworzy w ten sposób balon, który dociska włókna do formy. / Fot. Unno
Rama z włókna węglowego po piecu
Całość trafia do pieca – temperatura przyspiesza twardnienie żywicy. Po wyciągnięciu ramy z formy, pozostaje ją tylko wyszlifować i polakierować – powierzchnia zazwyczaj nie wygląda zbyt spektakularnie, chyba że producent odżałował kilkadziesiąt gramów na dodatkową warstwę estetyczną (te eleganckie, równe kwadraciki nie pełnią żadnej funkcji, dlatego widujesz je coraz rzadziej). / Fot. Unno

Wersja filmowa:


W czym carbon jest lepszy od aluminium?

Przejdźmy do konkretów: po co to wszystko?

  • Wygląd – nie bez powodu na pierwszym miejscu ;)
  • Masa – różnica zwykle ok. 200-500 g względem aluminiowego odpowiednika;
  • Wytrzymałość – tak! Jeśli producent nie przesadzi z odchudzaniem, rama z węgla może być bardziej pancerna od metalowej (o tym za chwilę);
  • Możliwość wykonania skomplikowanych kształtów – czyli wygląd ;) Ale też większe możliwości np. przy projektowaniu zawieszenia;
  • Optymalizacja właściwości – metal ma takie same właściwości w każdą stronę. Włókno węglowe przenosi obciążenia tylko w jednym kierunku, więc układając je w odpowiednim miejscu pod odpowiednim kątem, można wykonać ramę np. elastyczną w pionie, a sztywną na boki.
Carbon czy aluminium - ramy rowerowe enduro
Fot. Santa Cruz (również zdjęcie tytułowe)

Czy większa sztywność jest zaletą?

No właśnie, jak to jest z tą sztywnością? To jeden z tych parametrów, przy których…

Stwierdzenie, że „więcej = lepiej” jest równie oczywiste, co… błędne

Jeśli jeździsz na nartach, nie muszę Ci tego tłumaczyć. A jeśli nie wiesz, czym się różnią komórkowe gigantki od allroundów, czytaj dalej.

Owszem, większa sztywność oznacza efektywniejsze przekazywanie energii pedałowania oraz lepszą pracę i trwałość zawieszenia (bo damper i łożyska nie pracują pod kątem). Sztywna rama lepiej też utrzymuje obraną linię w rockgardenach i na trawersach.

Z drugiej strony – nie bez powodu panuje moda na stal, która jest bardziej sprężysta od aluminium (a tym bardziej carbonu). Odpowiedni poziom elastyczności pozwala pracować ramie poprzecznie na nierównościach, a to przekłada się na mniejsze zmęczenie ridera i lepszą trakcję tylnego koła, które zamiast odbijać się od każdej przeszkody, może się nieco „ułożyć” do terenu.

Może się okazać, że carbonowa rama będzie zbyt sztywna i jazda na bardziej elastycznym aluminiowym odpowiedniku będzie łatwiejsza i przyjemniejsza.

Santa Cruz carbon przekrój
Wszystko więc zależy od tego, jakie założenia przyjął projektant danej ramy i jak dobrze zostały one zrealizowane – carbon daje pod tym względem ogromne możliwości i coraz częściej producenci chwalą się zoptymalizowaną (czyt. celowo obniżoną) sztywnością. / Fot. Pinkbike

Czy carbon jest mocniejszy od aluminium?

Przejdźmy do tego, co budzi największe obawy: wytrzymałości.

Jak już wspomniałem, projektując ułożenie włókien, technolog może kształtować jej właściwości, np. dodając warstwy tkaniny w krytycznych miejscach, jak główka ramy, okolice suportu, czy węzeł rury górnej i podsiodłowej. Dzięki temu wytrzymałość może istotne przewyższać aluminium.

Santa Cruz carbon przekrój
Zwróć uwagę na grubość materiału na styku dolnej rury z główką – w aluminium, wymagałoby to wspawania dodatkowego wzmocnienia. / Fot. Pinkbike

To precyzyjne kształtowanie właściwości ma jednak dwie wady. Po pierwsze, technolog może dać ciała i źle ocenić obciążenia. Efektem są „choroby wieku dziecięcego”, czyli pękające ramy z pierwszej serii (tak było np. z pierwszą carbonową Caprą od YT). Zazwyczaj wystarczy drobna zmiana w „lay-upie”, żeby pozbyć się problemu.

A po drugie…

Czy ramę z włókna węglowego można łatwo uszkodzić?

Druga wada wiąże się z miejscami, które podczas jazdy są mniej obciążone – np. rury w środku długości są cieńsze, niż na końcach i przez to bardziej wrażliwe na uszkodzenia przy wypadku.

Dotyczy to głównie skrajnie wylajtowanych ram szosowych, które można uszkodzić nawet zbyt mocno zaciskając bagażnik dachowy… Ale jak pokazał niesławny przykład Grega Minnaara, nawet jedna z najbardziej pancernych zjazdówek może się poddać przy mocnym strzale w (nie)odpowiednie miejsce.

Inna sprawa, że w cieniowanych ramach aluminiowych sytuacja jest podobna.

Znów wszystko więc zależy od intencji projektanta – jeśli masa nie jest kryterium decydującym (patrz: rowery zawodników XC), bez problemu można „ulepić” ramę bardziej toporną od aluminiowej, i w dalszym ciągu lżejszą. I w przypadku ram trail/enduro, tak się właśnie robi.

Czy carbon nadaje się dla ciężkich riderów?

Po powyższym akapicie pewnie domyślasz się już odpowiedzi. Limit wagi użytkownika nie jest zależny od materiału, a od założeń projektanta. Większość rowerów trail/enduro (niezależnie od materiału ramy) nie ma określonego limitu wagowego, lub jest on bardzo tolerancyjny na burgery i chipsy zapijane piwem.

Czy carbon się starzeje?

Skoro więc carbonowa rama jest w stanie tyle wytrzymać na szlaku, to ile będziesz mógł na niej pojeździć, zanim się rozleci sama z siebie? Czy włókna z czasem stracą właściwości? Czy pracujący laminat w końcu się rozklei?

Odpowiedź jest prosta: nie.

Dobrze zaprojektowana i dobrze wykonana (!) rama carbonowa jest w zasadzie wieczna.

Z pewnością wytrzyma dłużej, niż będziesz chciał na niej jeździć. Choć prawdę mówiąc, to samo można powiedzieć o współczesnych ramach aluminiowych, które teoretycznie starzeją się dużo szybciej.

GT STS Carbon
Jeździłbyś…? / Fot. Classic Cycle US

Jak ocenić stan używanej ramy carbonowej?

Wszystko więc spoko, jeśli kupujesz nową ramę. A co, jeśli rozglądasz się za rowerami używanymi? Na co zwrócić uwagę i jak wychwycić ewentualne uszkodzenia?

Niestety, jest to bardzo trudne. W przeciwieństwie do widocznych gołym okiem wgniotów i pęknięć na aluminium, uszkodzenia laminatu mogą być niewidoczne i ujawniać się dopiero podczas jazdy, m.in. utratą sztywności lub trzeszczeniem.

Uszkodzona rama carbonowa - naprawa
Niemniej jednak, poza jazdą próbną, warto bardzo dokładnie przyjrzeć się powierzchni ramy – wszelkie nierówności, przebarwienia i powierzchowne pęknięcia na lakierze powinny zapalić czerwoną lampkę. / Fot. Singletracks

Czy ramę z włókna węglowego można naprawiać?

No dobra, nic nie jest wieczne – co w sytuacji, jak coś popsujesz? Ciekawostka! Większość osób kojarzy metal z łatwością naprawy (ze śwagrem się pospawie!), podczas gdy pęknięcie carbonu oznacza śmietnik.

Tak naprawdę, jest odwrotnie.

Pękniętą ramę carbonową stosunkowo łatwo można naprawić, nawet samodzielnie, szlifując uszkodzone miejsce i „oklejając” je nowym materiałem. Przy amatorskiej naprawie będzie to wyglądało paskudnie, sztywność nie będzie już taka sama, ale będzie to działało.

Naprawa ramy carbonowej
Profesjonaliści potrafią „załatać” carbon tak, że będziesz miał problem z zauważeniem miejsca naprawy. / Fot. Appleman Bicycles

Tymczasem „łatwe” aluminium wymaga bardzo dobrego spawacza i odpowiedniego sprzętu. Ale to najmniejszy problem. Sęk w tym, że stopy aluminium zawdzięczają twardość i wytrzymałość obróbce cieplnej. Więc po spawaniu niezbędne jest wygrzanie ramy w piecu, przy parametrach ściśle dobranych do zastosowanego stopu (którym producenci coraz rzadziej się chwalą). Bez obróbki cieplnej, masz pewność, że rama pęknie tuż obok miejsca naprawy. A nawet jeśli znajdziesz fachowca, który obróbkę przeprowadzi – może ona negatywnie wpłynąć na miejsca nienaprawiane. No i „po piecu” będziesz musiał oczywiście cały naprawiany element pomalować…


Czy warto dopłacić do carbonowej ramy?

Czyli so far so good. Załóżmy więc, że rozwiałem Twoje obawy i zaczynasz rozważać zakup roweru „w karbonie”. Czas więc zastanowić się… czy ma to sens? W tym celu porównałem dwie pary rowerów na ramie carbonowej i aluminiowej, przy dwóch różnych założeniach.

Podobne wyposażenie, różna cena: Canyon Spectral AL 6.0 kontra CF 8.0

Carbon czy aluminium: Canyon Spectral AL 6.0
Canyon Spectral AL 6.0 – 11 499 zł
Carbon czy aluminium: Canyon Spectral CF 8.0
Canyon Spectral CF 8.0 – 13 699 zł

Są to niewątpliwie dwa najbardziej opłacalne modele w gamie Spectrala, które różnią się głównie masą i ceną. Wyposażenie jest niemal identyczne. Co ciekawe, model carbonowy jest zaledwie o 200 g lżejszy (jeśli wierzyć danym katalogowym), a przy tym droższy o 2200 zł, więc dopłata wydaje się mało opłacalna. Dopóki nie zobaczysz tej paskudnej blachy wspawanej przy kominie ramy aluminiowej ;) Wygląd jest tu zdecydowanie istotnym czynnikiem! Mój (nierozsądny) wybór: carbon.

Ta sama cena, różne wyposażenie: Trek Remedy 8 kontra 9.7

Carbon czy aluminium: Trek Remedy 8
Trek Remedy 8 – 13 399 zł
Carbon czy aluminium: Trek Remedy 9.7
Trek Remedy 9.7 – 13 399 zł

Te dwa rowery kosztują dokładnie tyle samo. W związku z tym, model na ramie carbonowej jest dużo biedniej wyposażony: Rock Shox Yari zamiast Lyrika i napęd SRAM NX zamiast GX Eagle to różnice, które będą wyraźnie odczuwalne na szlaku. Co ciekawe, mimo lepszych części, Remedy 8 w dalszym ciągu jest cięższy o 450 g. Nie jest to jednak tak istotne, jak lepszy amortyzator i napęd. Mój wybór: aluminium.

Jaki z tego morał?

  • Jeśli zależy Ci na masie i wyglądzie – dopłać do carbonu, ale nie spodziewaj się zgoła odmiennych właściwości jezdnych.
  • Jeśli masz sztywny budżet i liczy się przede wszystkim jakość działania i zachowanie roweru na szlaku – wybierz aluminium z lepszym osprzętem.

Czym się różnią różne wersje ram carbonowych?

Zdecydowałeś się na carbon? Gratuluję! Ale decyzje się na tym nie kończą! Kiedyś rama była po prostu carbonowa i już. Aktualnie materiał ten jest oferowany w różnych cenach. Producenci podchodzą do tego na dwa sposoby:

  • Mieszanie materiałów – najczęściej stosowanie w tańszych modelach aluminiowego wahacza, który w droższych jest już carbonowy (np. Canyon, Cannondale). Jest to dość sensowny kompromis, bo oszczędności wagowe na rurkach wahacza są stosunkowo niewielkie, a wykonanie złożonych elementów jest trudne/kosztowne. Rurki wahacza są też najbardziej narażone na uszkodzenie przy glebie.
  • Dwa rodzaje włókien – na rynku są różne klasy włókien węglowych, technolodzy trochę mogą też pokombinować z żywicą. Przy czym jak zwykle te najlepsze (o najwyższej wytrzymałości) są droższe. Niektórzy producenci oferują więc dwa modele carbonowe, które wyglądają i działają identycznie, ale różnią się masą (np. Santa Cruz, Yeti).
Canyon Spectral CF 8.0 2018 - recenzja
Aluminiowy wahacz w carbonowej ramie to sensowny kompromis.

To może chociaż carbonowe części?

Cały artykuł skupia się na carbonowych ramach, a co jeśli chcesz doświadczyć odrobiny splendoru, kupując np. węglową kierownicę lub korbę?

Zasady są takie same: płacisz za niższą masę, a pozostałe zalety częściowo są wyimaginowane, a częściowo są… wadami. Np. nadmierna sztywność wielu carbonowych kierownic zwiększa zmęczenie rąk na zjazdach.

Carbonowa klamka hamulcowa
Prawdę mówiąc, najbardziej sensowny carbonowy komponent, jaki przychodzi mi do głowy, to… dźwignie klamek hamulcowych – w zimie nie marzną tak na nich palce! ;) / Fot. NSMB

Na oddzielny akapit zasługują koła (a konkretnie obręcze). Tutaj carbon jest szczególnie kuszący, ze względu na masę rotującą (zależnie od wyznawanej religii) i nieamortyzowaną. A do tego dochodzi potencjalnie wysoka wytrzymałość i odporność na wgnioty. Niestety, na razie wiele obręczy ma problem z trwałością, a nadmierna sztywność nie jest w tym miejscu korzystna (koło pełni bardzo istotną rolę w amortyzacji). Ewentualne wątpliwości ostatecznie rozwiewają astronomiczne ceny…


Ej, a co ze stalą?

W tekście o materiałach ram rowerowych żal byłoby pominąć ten najbardziej klasyczny: stal. Ale w przypadku fulli jest to tak egzotyczny wybór, że jeśli się nad nim zastanawiasz, to nie muszę Ci niczego tłumaczyć.

Stalowy full enduro - Starling Murmur
Starling Cycles Murmur to jeden z najlepszych rowerów enduro, o których nigdy nie słyszałeś. / Fot. Starling Cycles

Jeśli natomiast zastanawiasz się nad hardtailem, rzuć okiem na test Krossa Smooth Trail, w którym znajdziesz fragment o zadach i waletach porządnej stali:

Kross Smooth Trail 2017 - logo Reynolds 853
→ Więcej: Test: Kross Smooth Trail 2017

Podsumowanie

Carbon pojawił się w rowerach ze średniej półki, często kupowanych przez osoby, które do tej pory nie miały z nim do czynienia, a tylko „kiedyś coś” o nim słyszały. Stąd wiele mitów i uprzedzeń, głównie pochodzących z czasów, kiedy:

  1. Carbon był stosowany głównie w zawodniczych ramach XC/szosowych, w których priorytetem była wyśrubowana masa, a nie wytrzymałość;
  2. Carbon dopiero raczkował i producenci jeszcze się uczyli, jak go wykorzystać.

A tymczasem współczesny carbon nie jest taki straszny, jak się go (po)maluje i nie trzeba się go obawiać.

Inna sprawa, że wiele „carbonowych mitów” dotyczy jego… zalet. Poza masą i wyglądem, nie są one tak oczywiste, ani tak istotne, jak niektórzy wierzą. W większości przypadków, aluminium w połączeniu z lepszym osprzętem jest rozsądniejszym wyborem z punktu widzenia działania kompletnego roweru na szlaku.

Ale rower nie pralka, żeby musiał być rozsądny! Jeśli Twoja wymarzona rama podoba Ci się w wersji węglowej, a do tego zależy Ci na niskiej masie i masz kilka dodatkowych banknotów na zbyciu, kupuj śmiało! Pamiętaj tylko, że:

Carbon – choć zdrowszy – jest uzależniający jak kokaina, a do tego droższy.

Canyon Spectral CF 8.0 2018 - recenzja


Zobacz też:

 

87
Dodaj komentarz

avatar
26 Comment threads
61 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
39 Comment authors
dziadek mrózTomaszblablablaeeMgargamel Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maciej Koleda
Gość
Maciej Koleda

„co z tego, jeśli napędzający je prąd jest generowany w archaicznych elektrowniach węglowych…?” Może nie tematyka rowerowa, ale na wszelki wypadek nadmienię: spalanie paliwa w centralnej elektrowni i rozsyłanie energii po sieci jest tańsze, lepsze dla środowiska i bardziej wydajne niż spalanie go w każdym pojedynczym samochodzie. Elektrownie już nie są takie archaiczne i mają świetne filtry wychwytujące i utylizujące prawie całkowicie niebezpieczne związki z gazów oddawanych do atmosfery. Pozdrawiam :)

Pirx
Gość
Pirx

Wiedzę czerpałeś z Wikipedii? Filtry wychwytują i utylizują… ta, zapewne, to nie papierowy „filtr” jak w samochodzie. Plusy energetyki zawodowej to łatwiejsza kontrola nad emisją zanieczyszczeń i niższe koszty stałe, ale sama technologia jest typowa i pod tym względem przestarzała, nawet nowoczesne bloki pracujące na tzw. parametrach nadkrytycznych są „stare”. Niestety w wielu przypadkach taniej, prościej, bardziej efektywnie i wygodnie jest zużywać energię wytwarzaną na miejscu (energetyka rozproszona).

vandall
Gość
vandall

„najbardziej sensowny carbonowy komponent, jaki przychodzi mi do głowy, to… dźwignie klamek hamulcowych – w zimie nie marzną tak na nich palce! ”
a po glebie i ułamaniu takiej klameczki 200pln + lekko leci na naprawe a czasem taniej wyjdzie kupic nowy hamulec :P

Pirx
Gość
Pirx

Rozumiem, że pogiętą alu dźwignię klepiesz ładnie w garażu na kowadełku, mając nadzieję, że będzie jak nowa? Próbowałem tak zrobić ze swoją i w zasadzie działało, ale kiedy nadarzyła się okazja kupienia całej klamki za 50zł, bez wahania to zrobiłem :)

Vandall
Gość
Vandall

Naprawa u mnie to wymiana na nową
Rozumiem ze widzisz różnice w cenie klamki Alu cs Carbon

Tato
Gość
Tato

A gdzie autosugestia że carbonium lata na singlach dużo bardziej lepiej i wogóle? A na serio to ponoć każdy rower jeździ ale tylko carbonowe wyglądają ;)

Krosiarz chory na cyklozę
Gość
Krosiarz chory na cyklozę

Jeżdżę na carbonie zarowno na szosie jak i w XC. W obu rowerach mam carbonowe obręcze kół i nie uważam żeby były mało wytrzymałe. Widziałem kiedyś film, na którym testowano carbonową obręcz zjeżdżając po schodach bez opony. Obręcz uległa uszkodzeniu dopiero po kilkunastu zjazdach. Za największą wadę carbonu uważam, jak sam zauważyłeś jego uzależniający wpływ, co przekłada się na majątek jaki zaczynasz wydawać na kolejne komponenty.

Tato
Gość
Tato

Wiem o czym mówisz, bo mam karbonowe DH i Enduro z karbonowymi kołami, korbą i kierą. Następny krok to czarne karbonowe obrączki (kocham karbon i moją kobietę) http://www.geselle.pl/produkt/6990-ultranowoczesne-i-niepowtarzalne-obraczki-slubne-wykonane-z-czarnego-karbonu

Krosiarz chory na cyklozę
Gość
Krosiarz chory na cyklozę

To się dopiero nazywa świr :)

paweł
Gość
paweł

a ja myślałem, że to na częściach rowerowych robi się biznes :-) 1k zł za kilka gram węgla i żywicy – wtf???

Marcin Maj
Gość
Marcin Maj

Na 1 karbonowej obręczy ustawionej na rantach w pionie, można spokojnie usiąść. Na dwóch aluminiowych nie ma szans, bo się pogną.

Q
Gość
Q

Też tak kiedyś myślałem, że jest nisza na artykuły enduro po polsku i że po prostu będę tłumaczył artykuły z pinkbike, być może kompilował po dwa i przeklejał wraz z tymi samymi zdjęciami. Ale doszedłem do wniosku, że to bezczelne.

Krosiarz chory na cyklozę
Gość
Krosiarz chory na cyklozę

Patrz. W takich kategoriach to i na Wikipedię można się obrazić. Nie przyszło mi to do głowy wcześniej.

Jarek Barcz
Gość
Jarek Barcz

To niestety nie jest prawda, że ramy i inne produkty z włókna węglowego nie nadają się do recyklingu. Co prawda technologia odzyskiwania kompletnych nieuszkodzonych długich włókien jest bardzo droga i mało efektywna (mimo to już jest) to ścinki włókien są używane do produkcji na przykład wzmocnień w podeszwach butów, koszyków na bidon itp. Inna sprawa, że od wydobycia z ziemi do finalnego produktu tak naprawdę produkcja aluminium (mimo, że odbywa się to już kilkukrotnie dłużej niż produkcja karbonu) bardziej niszczy środowisko i zużywa ogromne zasoby energii. Od wydobycia boksytu, który jest głównym źródłem aluminium na ziemi do finalnego produktu logistyka i energia (ciężkie maszyny w kopalniach, kratery widoczne z satelit, kontenerowce i wielkie huty) generuje takie efekty dla otoczenia, że karbon jak produkt powstały w doskonale kontrolowanych warunkach jako pochodna ropy naftowej jest bardziej eko, bio i tak dalej niż aluminium.
Inna sprawa, nie zgodzę się z mitem, że aluminiowe ramy są bardziej wiotkie. Natomiast karbon pozwala na uzyskanie sztywności na wysokim poziomie w istotnych częściach ramy, a elastyczności w określonej płaszczyźnie w innych elementach. Przykładem są chociażby ramy MTB XC marek Scott czy Focus. Najważniejszym argumentem dla amatora, nie posiadającego dużego doświadczenia z rowerami nie jest mniejsza masa ram karbonowych tylko inna jakość jazdy! Często związane jest to z tą właśnie dodatkową elastycznością ram w pionie, która jest implementowana w projekt ram celowo. Po co? Tłumienie drgań. W rowerach, które tutaj nas interesują czyli Trail/Enduro przy karbonie otrzymujemy rzeczywiście troszeczkę niższą masę, przy dobrej egzekucji projektu ramy (czyli po prostu bez baboli przy produkcji – historia marki Evil to dobry przykład) dostajemy też większą precyzję prowadzenia poprzez mniejszą wiotkość skrętną ramy. Moje osobiste wrażenia z porównań tych bliźniaczych modeli rowerów z glinu i węgla to potwierdzają. Dodatkowo karbon w rowerach Trail/Enduro często oferuje inny ,,feel” eliminując część tak zwanych tral buzz’ów czyli małych drgań. Przecież rama roweru mimo cudownych właściwości ciągle minimalnie pracuje i tutaj jazda na węglu z reguły jest przyjemniejsza. Jednak prawdą jest to, że z karbonu można zbudować znacznie sztywniejszą ramę niż z aluminium, nie wspominając nawet o stali. Tylko nikt nie robi takich betonowych rowerów bo to zwyczajnie jest nieprzyjemne do jazdy. Przykładem są poprzednie generacje kół Enve…
Gratulacje Michał, oby nowy rower jeździł jak najdłużej jak.. Nowy! :)

Łukasz Czech
Gość
Łukasz Czech

z tą ekologicznością metali to hoho niezła ściema, cały proces wytworzenia amelinium po drodze zostawia strasznie dużo syfu i strat energii. Amelinium eko nie jest wcale. Kilka( naście- nie pamiętam dokładnie ) lat temu na Węgrzech była katastrofa ekologiczna związana z amelinium, a chiny i chińczycy są od niego tak zasyfione że strach, są przypuszczenia i póki co pojedyncze badania, że powoduje chorobę demencyjną – no tą o niemieckiej nazwie ;) a WHO zaczęło przebąkiwać że jest rakotwórcze, mimo tego ue dopuściła środki ochrony roślin na bazie amelinium na kolejych kilka lat. Fajny użyteczny i modny metal, ale koszty jego użytkowania są potworne. My tylko widzimy tylko ładne gotowe i fajne produkty , ale po drodze działo się z nimi bardzo wiele. Warto zdawać sobie sprawę z czym ma się do czynienia. Bo Rzymianie też kiedyś ołowiane rury wodociągowe uważali za super zdobycz cywilizacji ;)Bardziej eko i mniej toksyczna jest stal, miałem nosa i w swojej stajni mam tylko stalowe rumaki ;)

blablabla
Gość
blablabla

Ktoś kto używa słowa „Amelinium” jest dla mnie prostakiem, jakich mało hahaha.

Konrad
Gość
Konrad

Ale zaraz. Skoro carbon taki twardy , to dlaczego w amelinowych szosach i gravelach stosuje się karbonowe widelce, żeby lepiej tłumiły ?

Jarek Barcz
Gość
Jarek Barcz

Przy odpowiednim projekcie, włóknie, sposobie laminowania możesz uzyskać lepsze tłumienie drgań bez efektu zmęczenia materiałowego jak w alu czy stali z dużą przewagą na wadze. Widelce karbonowe są nieskomplikowane i modne, więc koszt dla producenta wstawienia takiego widelca z węgla nie jest duży, klient dopłaci ciut ciut i ma lekki i tłumiący drgania widelec, który nie pęknie przez to, że pracuje przez cały czas. Często są dwukrotnie lżejsze. Kwestia jeszcze czy mają rurę sterową aluminiową czy karbonową, ale to już mniej istotne.

blablabla
Gość
blablabla

Następny amelinowy prostak.

Dejw
Gość
Dejw

Carbon droższy niż kokaina? Spróbuj kupić dwa i pół kilo koksu za 10 tysięcy złotych ;)

Lukas
Gość
Lukas

Batalia, który materiał Alu vs. Carbon jest bardziej eko jest bezcelowa. Rowery czy Alu czy Carbon obecnie są dopracowane i trwałe. To co jest nie ekologiczne to ciśnienie marketerów, którzy wmawiają klientom, że najlepiej wymieniać rower co rok by sprostać wymaganiom klientów. Właśnie ta chciwość za 5% lżejszym, sztywniejszym, szybszym rowerem powoduje te góry śmieci, z którymi nie możemy sobie poradzić. Myślę ze każdy powinien sobie odpowiedzieć czy mój obecny zdjebisty rower wymaga wymiany na nowy lepszy model. :)

Marcin Maj
Gość
Marcin Maj

Dobrze powiedziane, aczkolwiek na karbonowej nówce, ze wszystkimi najnowszymi standardami jeździ się tak psychodelicznie lepieeeejjj…
Wkręcam trochę. Lepiej/przyjemniej się niestety jeździ na droższych rowerach. Karbon jest najlepszym materiałem na rower.. ale nie do końca na „katowane do żywego” fulle.
Aktualnie przy rozroście rynku i przemysłu (manufakturyzacji) włókien, mogłyby już zacząć te główne trójkąty ramy tanieć trochę, bo to jest na chwilę obecna jedyny mi przydatny rejon dla włókien.
Martwi mnie niska popularność stali. Wina gównoliny Hi-Ten z której robiono kiedyś 90% z nich. Wina tego, jak tanio robi się ramy z aluminium i jak bardzo są nienaprawialne (ideał producencki).

Seweryn
Gość
Seweryn

„W większości przypadków, aluminium w połączeniu z lepszym osprzętem jest rozsądniejszym wyborem z punktu widzenia działania kompletnego roweru na szlaku.”

Jeśli jednak kupuje się rowery OEMowe (a nie składa samemu) to niestety w wersjach aluminiowych w ogóle „lepszy osprzęt” nie jest dostępny. Lepsze komponenty z reguły są sprzedawane tylko z droższymi, carbonowymi ramami.

Tomasz
Gość
Tomasz

Chyba wprost odwrotnie kolego. Rowery do 16 tys. fulle mają przynajmniej dwie klasy wyższy osprzęt w Allu niż te w tej cenie na ramie Carbo. Mówię o różnych markach. Np Giant vs Scott

Mietek
Gość
Mietek

Naprawiałem pęknięta carbonowa część ramy roweru u specjalisty, wyszło idealnie i taniej niż wymiana. Smiagam już parę miechow i zero problemów.

Piotrek Bartkowski
Gość
Piotrek Bartkowski

Chyba najlepszy artykuł o carbonie jaki dotąd przydarzyło mi się przeczytać. A myślałem, że „Czarne złoto” z Bike ujęło wszystko.

Zastanawia mnie jedna rzecz: jak piankowe kopyto jest usuwane? W piecu się wypala?

Jarek Barcz
Gość
Jarek Barcz

… albo jest rozpuszczane chemią :)

Kubol
Gość
Kubol

Moim zdaniem nie poruszyłeś dość ważnej rzeczy – ramy z carbonu są zawsze proste, ramy z amelinum są zazwyczaj trochę krzywe, wystarczy rozebrać dowolnego fulla na kawałki, wymienić łożyska i poskładać. Dlatego też aluminiowy chainstay to moim zdaniem jest słaby kompromis, widziałem naocznie carbonową caprę z krzywym alu chainstajem i zajechanymi w kilka miesięcy łożyskami …

BTW – „Dwie rodzaje włókien” ;)

gargamel
Gość
gargamel

Podejrzewam, że główną przyczyną jest to, że YT industries spawa Capry z puszek po piwie :D

Paweł W.
Gość
Paweł W.

A ja mam pytanie do praktyków. Jak przewozić carbon autem? Teraz używam bagażnika dachowego (rowery mam aluminiowe), ktoś mi kiedyś nakładł do głowy, że carbonu tak wozić nie należy, ze względu na boczną ‚wiotkość’ ram. Prawda to czy mit?

Pablo RS
Gość
Pablo RS

Pozostaje jeszcze sprawa klasy karbonu i procesu produkcji ramy. Na logike wydaje sie ze łatwiej i taniej zrobic dobrą solidną alu rame i co za tym idzie ciezej o wtopę i oszustwo. Jak rozróznic który producent oszczędzał w chinach a który trzyma poziom….. Moze kwestia gwarancji na rame cos tu wyjaśnia…?

Teraw
Gość
Teraw

A ja odpowiem na pytanie czy jeździłbym pod zdjęciem GT z damperem nad kołem – jeździłbym jak pojebany :)
Na każdej masie rowerowej, zlocie, czy innej pokazówce bym się z nim lansował.
Nawet bym go na maraton zabrał poszpanować

piter614
Gość
piter614

a karbonowa kierownica z aliexpres była by opłacalna? czy raczej wyszło by tak że trzeba by było zrobić wizytę u dentysty by wstawić jedynki?

Maciej B.
Gość
Maciej B.

Nad takimi karbonowymi komponentami z aliexpress trzeba się jednak hamować, tam często pojawiają się marki które istnieją przez dwa miesiące. Choć pomału pojawiają się produkty na stałe związane z producentem i są dobrej jakości (i nie tanie).

paweł
Gość
paweł

sprawdź masę kierownicy, porównaj do tych firmowych lub tych z gwarancją, oczywiście jest szansa na to, że kiera ważąca 1/3 tego co firmowa jest tak samo wytrzymała ale raczej jest to dość mała szansa ;-)

mark adamsky
Gość
mark adamsky

Mocno sensowny artykuł:)

Juras
Gość
Juras

Ktos ma prakfyczna wiedze i doświadczenie jak sie wymienia np lożyska w ramach carbonowych ? Czy nie dochodzi do obracania łożysk w ramie? Bo np gniazdo sie wybilo/odkształciło. Zwlaszcza w elem tylnego trojkata gdzie elem sa cienkie a lożysko po bokach ma po 5 mm ścianki. Jak sie wyciska lożyska z takich miejsc?

eM
Gość
eM

Co do technologii… Piankę można zapewne czymś rozpuścić, bo folia nie pozwoli chemii na kontakt z węglem. A jako, że folia nie przywiera do żywicy to można ją łatwiej bądź trudniej usunąć (zależy jak jest gruba i jaki mamy do niej dostęp).
Sama forma to wyfrezowany kształt na CNC + ręczna obróbka papierami ściernymi (koniec na wodnym 2500 wystarcza) i zapolerowanie na lustro (bo CNC tego nie ogarnie). Później warstwa rozdzielcza i w zasadzie można laminować.
Samo laminowanie to banalny proces. Cała sztuka polega na tym by włókno węglowe/szklane było przesycone żywicą, ale żeby nie „pływało” (chociaż w razie czego żywica się wyleje z formy… i nie ma problemu poza czyszczeniem foremnika). Jeśli kupujemy gotowe prepregi to wszystko jest już nasycone żywicą – wystarczy wyciąć kształty i od razu układać w formie.
Trudnością może być takie ułożenie pierwszej warstwy węgla żeby ładnie było widać owe „kwadraciki” (czyli niteczki węgla, które są poukładane na zakładkę). To tylko efekt wizualny – jeśli rama ma być malowana to zero różnicy jeśli coś się naciągnie, przesunie lekko itp. Pod farbą się ukryje ;-)
Pierwsze zdjęcie („Gdyby Ikea sprzedawała carbonowe ramy”) jest bardzo trafne – bo tak to faktycznie wygląda ;-) Gotowy, kupny prepreg jest bardzo ciężko pociąć (na ploterze frez czy nożyk się zaklei). Stąd najpierw się wrzuca dużą szmatę węgla na podciśnienie i ploter wycina kształty, a przesyca się wszystko przy układaniu w formie. A przynajmniej u mnie w pracy tak to wygląda ;-)

Co do naprawy – da się sporo naprawić. ALE. Jest duża szansa, że naprawiony element nie będzie już taki ładny (chyba, że będzie malowany) i wielce możliwe, że siły działające na miejsce naprawy będą inaczej działać (a przez to rama czy inny element już nie ma tych właściwości, które powinien mieć). Inna sprawa to waga – przy naprawie trzeba czasami coś dociąć, doszlifować itp. Dokleimy łatki, wzmocnimy… i gwarantuję, że waga będzie większa. Co innego naprawiać jakiś banalny, prosty kształt do którego jest dostęp, a co innego ramę. Pustą w środku. Do której nie ma dostępu od wewnątrz. Jedyne co mi przychodzi na myśl to rozciąć ramę w miejscu gdzie jest uszkodzenie, wsunąć węglową rurkę i to ze sobą złapać łatkami. Tylko po co skoro waga skoczy w górę, a w karbonie chodzi właśnie o wagę?
Jest na YT sporo filmów, na których ludzie naprawiają węglowe ramy itp. Problem w tym, że pęknięte miejsca to kilka warstw węgla ułożonego pod kilkoma różnymi kątami. Owijanie tego jedną warstwą zrobi tylko efekt naprawy, bo faktycznie odporność ramy nie wróci do stanu fabrycznego. To raczej maskowanie problemu niż faktyczna naprawa.
I nie oszukujmy się – osoba, która się zna na tym… nie naprawi takiej ramy za piwo ;-)

Węglowe rzeczy są drogie z 2 powodów – dokładność i czas. Ustawianie szmatek pod kilkoma kątami i w odpowiednich miejscach wymaga dokładności. Jest to proces powolny i ciężko go przyspieszyć (ale premie czynią czasami cuda :) ), bo lepiej być dokładnym niż później poprawiać/wyrzucać elementy. Same formy potrzebują xx czasu w piecu, drugie tyle na stygnięcie, później przygotówka (czyszczenie, pastowanie itp.). A wiadomo – do produkcji potrzeba więcej form, a to z kolei są koszta. Trzeba to wszystko gdzieś przechowywać itd. Musi być hala, odpowiednia temperatura i wilgotność powietrza. I ludzie. A z ludźmi jest tak, że… nie każdy się do takiej pracy nadaje. Nie każdy jest dokładny, nie każdy ogarnia i się stara. Ale jak już ktoś taki się zjawi i się go wyszkoli (w miejscu pracy oczywiście, bo nie ma szkół o takim profilu u nas w Polsce…) to się go zatrzymuje za wszelką cenę – podwyżkami, premiami itp. Dlaczego? Bo pan Czesiek z ulicy będzie potrzebował kilku miesięcy żeby ogarnąć podstawy laminowania, a samodzielnym pracownikiem będzie zapewne po minimum roku. I to jest największy koszt – pracownicy.
Jeśli takie ramy nie pochodzą z Chin to w ich koszt wlicza się kupa hajsu zainwestowana w ludzi. Formy się zwrócą, sam węgiel i żywica to są małe koszta w porównaniu do reszty. I nikt przy takiej pracy nie zarabia minimalnej krajowej ;-) Zbierzemy to wszystko do kupy i taka rama kosztuje ile kosztuje.

Włókno węglowe to przyszłość. Przyszłość dla bogaczy, bo cena spadnie dopiero przy masowej produkcji. A masowej produkcji nie będzie… bo jest to wszystko nadal bardzo drogie. I koło się zamyka – w świecie rowerowym na pewno. Karbon ma sens dla zawodników u których liczy się każdy gram (i jeśli mają sponsora). Dla zwykłego zjadacza chleba nie ma sensu pakować tysięcy w sprzęt, który będzie o 200-300 gram lżejszy. Pieniądze wyrzucone w błoto. Lepiej kupić odpowiednik z „amelinium” i jak się zniszczy… kupić kolejny niż płakać nad pękniętym węglem ;-)

Konrad CNC
Gość
Konrad CNC

Co do rozpuszczania pianki to sam się właśnie nad tym zastanawiałem co z tym robią. Ale co do szlifowania takiej formy papierem ściernym i do tego wodnym to chyba żartujesz sobie. Dzisiaj frezarki i narzędzia do nich są na takim poziomie, że przy dobrym technologu i programiście można uzyskać powierzchnie jak po polerowaniu, a nawet lepszą. Poza tym forma do ram z włókna raczej nie musi być na połysk ;)

eM
Gość
eM

Sam wyprowadzałem foremniki na lustro (papierem ściernym na mokro! oczywiście wstępnie obrobione na cnc), więc gwarantuję ci, że tak się robi. Nasza maszyna cnc nie ogarnia, a ręczna robota jest tańsza niż zlecanie tego na lepszą maszynę komuś na zewnątrz :) Może przy xxx foremnikach i dużej produkcji byłby sens zainwestować w maszynę, ale na nasze realia (tj. tam gdzie pracuję) jest to nieopłacalne. Stąd rękodzieło :)
Musi byc gładko – lepiej element odchodzi i ma piękną powłokę, zero faktury itp. Jak malujesz później element to faktura będzie widoczna. Chropowata rama? Ble :)

fixie
Gość
fixie

Carbon jest naprawdę wytrzymały i wytrzyma niektóre gleby dużo lepiej niż aluminium np. niedoloty czy waleniem młotem po ramie. Ale też w niektórych przypadkach jest zdecydowanie gorszy np. tzw. test przecinaka czyli przecinak (bądź jego bok) pod dużym kątem i walimy młotem – test ten odzwierciedla trochę piętę achillesową carbonowych ram które ulegają zderzeniu i szlifowaniu po ostrych kamieniach/skałach.

Niemniej jednak przy zakupie gdybym był pewien jakości ramy brałbym pod uwagę tylko czy większa cena jest warta wyglądu i wagi. Jest sporo niuansów względem alu, ale zbyt mało istotne w porównaniu do parametrów cena-waga-wygląd

Banka123
Gość
Banka123

Często niestety jest tak, że topowe modele producentów są tylko „w carbonie”, nie maja odpowiedników w amelinium. Tylko środkowa część palety danego modelu „się zachodzi” i można wybrać lepszy osprzęt a ramę AL. Chyba znów ten „zły” marketing :)

Konrad CNC
Gość
Konrad CNC

Tekst spoko ale co do tego, że włókna węglowe są lepsze i bezpieczniejsze dla środowiska i tańsze w produkcji to bym się zastanawiał. Sama produkcja chemii do produkcji włókien wcale taka prosta nie jest i ma wiele etapów, a produkty końcowe na każdym z nich są według danych wysoce wybuchowe lub niebezpieczne dla środowiska i człowieka. Do tego jest to polimer więc potrzeba ropy do jego wytworzenia. A samo wydobycie ropy i jej przetworzenie już takie eko i tanie nie jest. Do tego dochodzi duże jej zapotrzebowanie w przemyśle i do produkcji paliwa. A jak wiadomo odzyskać się jej nie da. A złoża wieczne też nie są, a nowe odwierty coraz bardziej ingerują w środowisko.
A produkcja aluminium aktualnie głównie oparta jest na jego odzysku. Bo jak wszyscy zauważyli wydobycie surowca jest drogie.

dziadek mróz
Gość
dziadek mróz

karbon jest niestety bardzo kłopotliwy w recyklingu i pod tym względem alu jest znacznie lepsze

Krzempa
Gość
Krzempa

PISZ PO POLSKU! – Powinno być „karbon”, a nie „carbon”. „Carbonowa rama” to już jest językowe przegięcie na całego… Szkoda, że nie masz na tyle wyczucia w pisaniu tekstów i sam tego nie czujesz, że powinno być „rama z włókna karbonowego” lub „karbonowa rama”. Jak masz jakieś wątpliwości i brak wspomnianego wcześniej wyczucia to może warto dopytać się jakiegoś językoznawcy przed publikacją, a nie robić kilkadziesiąt błędów w tytułowym słowie całego wpisu?
BTW w skrócie lub slangu angielskim okres ery paleozoicznej jest również nazywany „Carbon” (pełna nazwa „Carboniferous”).

Inkwizytor
Gość
Inkwizytor

Jesteś pewien ? Ja widuję określenie karbon na forach ale pierwsze słysze aby to było słowo polskie. Jest albo po polsku włókno węglowe albo po angielsku carbon. Karbon to tak jak napisałeś okres geologiczny.

Z wikipedii: „Laminaty i materiały kompozytowe oparte na włóknach węglowych bywają nazywane żargonowo karbonami” – czyli żargon a nie poprawna polszczyzna.

Jak by napisał rama karbonowa to by znaczyło, że pochodzi z daaaawnych czasów ;)

Krzempa
Gość
Krzempa

Zgodnie z opinią językoznawców powinno się używać określeń „włókna węglowe” lub „karbon”, słowo „carbon” w języku polskim nie występuje, nie ma żadnego uzasadnienia, żeby go używać skoro posiada swoje polskie odpowiedniki. Nie wierzysz to zapytaj się językoznawcy…

Nie piszesz o tym, że kupiłeś fajną rowerową „frame”, bo rama kojarzy czy się z oprawą obrazu…

Po angielsku „carbon” to również okres geologiczny (w języku specjalistycznym). Jak piszesz, że masz w drzwiach zamek to nie myślisz o dużym budynku xD – argument nietrafiony.

Krzempa
Gość
Krzempa

Jakby autor teksu był konsekwetny to powinien pisać „carbon frame”, bo „karbonowa rama” może komuś pomylić się z oprawą obrazu wykonaną w erze karbonu xD

blablabla
Gość
blablabla

To jeszcze można przeżyć. Ja bym wiyperdloił tych wszystkich od amelinowych ram i amelinowych części.

radizzle
Gość
radizzle

Co w przypadku takiej sytuacji – szybki zjazd i kamień strzela spod przedniego koła w dolna rurę, jakie jest ryzyko uszkodzenia materiału w stosunku do Alu? Wiadomo, ze siła uderzenia trochę się rozejdzie, ale czy jest ryzyko uszkodzenia w postaci dziury i naruszenia konstrukcji ramy? Nie mówię tu o skrajnych przypadkach, bo wszystko jest możliwe, chodzi raczej o zwyczajne uderzenie normalnego kamienia.

eeM
Gość
eeM

Dziury nie zrobisz. Chyba, że kamieniem wielkości pięści Hulk’a i prędkością Flash’a ;-)
Zwyczajne kamole ramy nie uszkodzą – co najwyżej lakier będzie porysowany albo zewnętrzna warstwa żywicy.

Odwiedź mój profil na
Instagram Top