Bikeporn: Rose The Tusker

Prezentacje, Sprzęt, Testy / 

Poprzednia zima upłynęła mi pod znakiem zakochania w fatach. Choć w tym roku kulam się na „plusach”, ciągle tęsknię za tłuszczakiem, który dał mi najwięcej śnieżno-błotnej frajdy: Rose The Tusker. Wygrzebałem więc z czeluści dysku kilka zdjęć tej nietypowej porno-modelki.


Rower został mi wypożyczony przez Rose Bikes Polska


Rose The Tusker - fatbike

Nie jeździłem na wielu fatach. Nie znam się na standardach ich piast i suportów, nie wiem, które opony są najlepsze. Nawet nie jestem w stanie ocenić, jaka geometria najlepiej współgra z potężnymi kołami.

Rose The Tusker - fatbike

I szczerze mówiąc, jest to jedna z rzeczy, które przyciągają mnie do grubasów. Im mniej o nich wiem, tym więcej frajdy czerpię z jazdy.

Rose The Tusker - fatbike

Te rowery są tak zdominowane przez wielkość opon, że inne kwestie schodzą na dalszy plan i są po prostu dostosowane do przeznaczenia danego roweru.

Rose The Tusker - fatbike

Na przykład „mój” Tusker reprezentuje wielozadaniowe tłuszcze lekkostrawne. Od seryjnego Tuskera 1 różnią go dwa dodatki w wyposażeniu.

Rose The Tusker - fatbike - Rock Shox Bluto

Kluczowym elementem jego wszechstronnego wyposażenia jest amortyzator: Rock Shox Bluto to stosunkowo nowy wynalazek w świecie fatów, który znacząco zwiększa całoroczne możliwości na górskich szlakach. Oferuje zawrotne 80 mm skoku i dość proste tłumiki, jednak więcej nie potrzeba – i tak większość nierówności pochłaniają opony. Ważniejsza jest tutaj prostota i odporność na niskie temperatury – po 4 godzinach jazdy na dachu auta przy -15ºC, amortyzator dalej działał.

Rose The Tusker - fatbike - manetki

Gdybyś był tym rozczarowany, zawsze możesz zablokować go ręcznie. Blokada w widelcu o skoku 80 mm? Z manetką? W facie? #najbardziejniepotrzebnygadżetroku

Rose The Tusker - fatbike - Rock Shox Bluto

Trochę tylko dziwnie wyglądają w facie cienkie golenie 32 mm – Bluto jest rozciągniętą wersją Revelationa.

Rose The Tusker - fatbike - Ergon SRX30, Rock Shox Reverb

Drugim elementem znacznie poprawiającym uniwersalność Tuskera, a dodanym w testowanej przeze mnie konfiguracji, jest sztyca regulowana Rock Shox Reverb Stealth o skoku 125 mm. Niestety, mimo schowania przewodu w ramie, niskie temperatury znosi trochę gorzej od Bluto.

Rose The Tusker - fatbike - siodło Ergon SRX30

Reszta kokpitu to elementy dobierane „do smaku” przy zamawianiu roweru – o konfiguratorze Rose Bikes pisałem już przy okazji bikeporna i testu Uncle Jimbo. W przypadku siodła, domyślny wybór to bardzo wygodny Ergon SRX-30.

Rose The Tusker - fatbike - manetka SRAM GX

Od Ergona pochodzą też chwyty GA30, które bardzo polubiłem w Canyonie Strive. Spisują się nieźle, nawet przy grubych zimowych rękawiczkach.

Rose The Tusker - fatbike - Race Face Ride

Żadnych zastrzeżeń nie można mieć do mostka i kierownicy – konfigurując swój rower, masz do wyboru m.in. kilka modeli Race Face. Tutaj padło na podstawowy: Ride. Standard mocowania 35 mm, przy ramie i kołach Tuskera wygląda… adekwatnie.

Rose The Tusker - fatbike - Shimano Deore klamka

Kierownica ma 780 mm szerokości i mały wznios, co idealnie sprawdza się w kontrolowaniu potężnego koła.

Rose The Tusker - fatbike - SRAM GX 1x11

Z kolei napędzanie tylnego, umożliwia napęd 1×11 SRAM GX. Klasyka, choć w grubasach rzadko spotykana.

Rose The Tusker - fatbike - SRAM GX crankset 30T

Niektórzy producenci starają się upychać do fatów przednią przerzutkę, ale moim zdaniem, jednorzędowa korba z jak najmniejszą zębatką, to jedyne słuszne rozwiązanie. Sugeruję dopłacić za model spiderless, umożliwiający zejście poniżej 30 zębów.

Rose The Tusker - fatbike - Shimano Deore brake

Za spowalnianie odpowiadają tu głównie… opory toczenia w połączeniu z miękką (zazwyczaj) nawierzchnią, ale gdybyś potrzebował czegoś więcej, do dyspozycji masz niezawodne Shimano Deore.

Rose The Tusker - fatbike - tarcza 180 mm

Dzięki tarczom 180 mm i genialnej trakcji opon, działają bez zarzutu. Choć nie wiem, czy coś od SRAM-a nie byłoby bezpieczniejszym wyborem, ze względu na wyższą odporność płynu hamulcowego DOT na mróz?

Rose The Tusker - fatbike - Schwalbe Jumbo Jim 26x4.0

A propos genialnej trakcji, przejdźmy w końcu do tego, co w facie najważniejsze: do opon! Schwalbe Jumbo Jim to wśród fatów klasa ultra-lekka, zwłaszcza w zastosowanym tu „wąskim” rozmiarze 26×4.0″.

Rose The Tusker - fatbike - Schwalbe Jumbo Jim 4.0

Okolice 1100 g robią wrażenie. Niestety sporo dodają dętki – fachowa konwersja tubeless to najlepszy tuning dla każdego grubasa (uwaga: nie dotyczy ludzi!).

Rose The Tusker - fatbike - Schwalbe Jumbo Jim 4.0

Pewnym utrudnieniem są dziurawe obręcze o „skromnej” szerokości 80 mm, ale jest to do przeskoczenia.

Rose The Tusker - fatbike - piasta

Koła kręcą się na piastach w rozmiarze 150×15 mm z przodu i 170×12 mm z tyłu – to tak w ramach ciekawostki („cmoknij mnie, Boost!”). Najważniejsze, że obie mają sztywne osie – w fatbike’ach nie jest to takie oczywiste.

Rose The Tusker - fatbike - adjustable dropout

To nie jedyny nowoczesny element w tylnej części Tuskera. Nietypowym rozwiązaniem są regulowane haki, pozwalające wydłużyć chainstay’a o 15 mm, zależnie od planowanego zastosowania. W drodze na biegun, stabilne trzymanie kierunku i przewidywalność poślizgów, na liście priorytetów lądują wyżej od epickich manuali.

Rose The Tusker - fatbike - rama

Moim ulubionym elementem jest jednak genialny węzeł (tak, to dobre słowo) tylnego trójkąta z rurą górną i podsiodłową. Trochę przywodzi na myśl „triple triangle” od GT, tylko… bardziej!

Rose The Tusker - fatbike - górna rura

Dzięki niemu, rower bardzo wygodnie przenosi się przez zaspy ;)

Rose The Tusker - fatbike - spawy

Świetne jest też subtelne srebrno-surowe malowanie, które podkreśla jakość ramy. Faty często są kojarzone z dość bylejakim wykonaniem. Nadrzędnym celem jest funkcjonalność, a połączenie szerokich piast, suportu i zmieszczenie w tej plątaninie potężnych kół, łatwe nie jest.

Rose The Tusker - fatbike - headtube badge

Po Tuskerze widać, że kiedy projektanci zrealizowali już te podstawowe założenia, poświęcili jeszcze dwa razy tyle czasu na dopracowanie detali – stąd hydroformowane rury, eleganckie spawy, wewnętrzne (uszczelnione) prowadzenie wszystkich przewodów, czy wspomniane już regulowane haki ze sztywną osią.

Rose The Tusker - fatbike - chainstay

Rose The Tusker to nie tylko wielkie koła z doczepioną resztą roweru. Dominujące wrażenie to spójność.

Rose The Tusker - fatbike - on sand

A jak mawiają, „jeśli coś dobrze wygląda, będzie też dobrze działać”. Tak też jest na szlaku – jazda na Tuskerze ostatecznie przekonała mnie, że faty jednak mają sens.

Rose The Tusker - fatbike

Dzięki połączeniu amortyzatora, sztycy regulowanej i umiarkowanie gigantycznych opon, jest to rower, który jeździ jak prawdziwy fat, ale nie odcina się grubą kreską od normalnych, „codziennych” rowerów. Powiedzmy, że odcina się… cienką, przerywaną linią.

Rose The Tusker - fatbike

Nie jest to na pewno rower na Twistera i nie kupiłbym go jako jedyny rower w garażu. Ale ze względu na lekkość i amortyzację, świetnie sprawdzi się jako drugi rower, a nie – jak większość fatów – jako trzeci lub czwarty. Zwłaszcza, jeśli mieszkasz w górach i jeździsz całą zimę.

Rose The Tusker - fatbike

Ta uniwersalność ma oczywiście swoją cenę, w tym przypadku wyrażoną w euro. Prezentowany rower to tańszy model The Tusker 1, ale „dopasiony” Reverbem i Bluto, co podnosi cenę do ok. 8 tys. zł. Jeśli ma to być tylko zabawka na kilka zimowych wypadów, znajdziesz na rynku bardziej pospolite modele. Ale jeśli oczekujesz spójnego, po niemiecku dopracowanego i kompletnie wyposażonego roweru, to moim zdaniem jest to bardzo przyzwoita cena.

Rose The Tusker - fatbike

Cenę zresztą – jak zawsze w przypadku Rose – można sobie „regulować”. Polecam pobawić się konfiguratorem i zobaczyć, jakie są możliwości. Z powodu wymienionego na początku, nigdy nie zdecydowałbym się na składanie fata od zera, ale możliwość dopasowania specyfikacji do własnego smaku na pewno nie zaszkodzi.

Rose The Tusker - fatbike - główka ramy

Na zakończenie, w ramach uzupełnienia, zapraszam do najpopularniejszego artykułu 2016: Fatbike – po co to komu?


Podobał Ci się wpis? Zapisz się do NEWSLETTERA – będzie mi bardzo miło :) A Ty będziesz dostawał informacje o nowościach na blogu jako pierwszy.


Powiązane wpisy:

 

  1. A jak byś odniósł się do różnic w trakcji (wybitnie śniegowo-śnieżnej) między omawianym fatem, a np. primalem 27.5+? Pokusił byś się o ocenę czy przesiadka ze standardu 2.25 na 3.0 daje większą, odczuwalną różnice w głębszym śniegu, czy to dopiero zmiana z 3.0 na 4.0 daje się najmocniej odczuć… ?

    1. W skrócie: między zwykłymi a plusowymi rozmiarami jest zdecydowanie mniejszy przeskok, niż między plusem a fatem.

      Więcej w tym artykule: http://www.1enduro.pl/opony-27-29-26-plus/

  2. BBW świata rowerów po prostu :D

  3. Bardzo mi się podoba kształt górnej rury- jak w rowerach trialowych:D
    Trzeba będzie się zastanowić poważnie czy na przyszły sezon sobie takiego fata nie sprawić:)

  4. Pracowity początek miesiąca, 17sty stycznia i już 4ty wpis :), idziesz na rekord?

    1. Nie, po prostu dużo tematów jest do opisania :)

  5. Opona 4.8 w tylne widełki się nie zmieści?
    Jaki q-factor?

    1. Cytując artykuł: „Nie jeździłem na wielu fatach. Nie znam się na standardach ich piast i suportów, nie wiem, które opony są najlepsze. Nawet nie jestem w stanie ocenić, jaka geometria najlepiej współgra z potężnymi kołami.” :P

      Starając się jednak wyjść na przeciw ciekawości:

      Opony 4.8″ – wątpię, choć trzeba by zapytać u źródła. Przy zamówieniu można wybrać 4,25″.

      Q-Factor – suport to BSA 100 mm, więc *prawdopodobnie* coś koło tego:
      https://www.bike24.com/i/p/5/5/77755_01_d.jpg

  6. http://www.trekbikes.com/pl/pl_PL/rowery/rowery-g%C3%B3rskie/fat-bikes/farley/farley-9-8/p/1066000-2017/
    W ostatnią niedzielę miałem okazję jeździć /cały dzień/ na tym TREKU.
    Wcześniej jeździłem na podstawowym modelu Speca i na grubym Sworksie.
    TREK bije te Spece na łeb! Przede wszystkim rozmiarem kół / Trek 27.5 , Spece 26 / jak i wagą. 11.8 kg w grubym Treku, to wynik imponujący , który w połączeniu z 27.5 daje niesamowite wrażenia jazdy po śniegu w górach.
    Tak, takiego FATA bym chciał mieć, bo taki fat to nie mordercza walka z masą w górach, lecz normalna jazda.

Dodaj komentarz do tekstu Bikeporn: Rose The Tusker

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Convoy S2+ czyli kupujemy latarkę na rower

Porady, Sprzęt / 

Przeglądając wątki oświetleniowe na forach rowerowych, masz wrażenie, że latarka Convoy S2+ to odpowiedź na każde pytanie. Zgrabna, o mocy wystarczającej na leśne night-ride’y, kosztująca kilkadziesiąt złotych – ideał? Podejmujesz więc decyzję o zakupie i… okazuje się, że pytań jest znacznie więcej, niż odpowiedzi. Którą wersję wybrać? Jaki dokupić akumulator? Który kolor diody? I jak przymocować to ustrojstwo do kierownicy, albo co gorsza, do kasku?

Convoy S2+ - latarka EDC na rower

Poradnik ten odpowiada na te wszystkie pytania, z perspektywy kogoś, kto jeszcze rok temu sam był totalnie zielony.

Zawiera też linki (afiliacyjne) do sklepów, dzięki którym szybko zamówisz dokładnie to, co trzeba – jeśli dobrze Ci doradziłem, nie krępuj się z nich skorzystać ;) Listę zakupów zebrałem w podsumowaniu artykułu.


Dlaczego akurat Convoy S2+?

Cena

Wypasione lampki rowerowe z zewnętrznym pakietem akumulatorów są super, ale nie każdy może sobie pozwolić na wysupłanie co najmniej 350 zł. Convoy S2+ za około 70 zł to alternatywa dla osób planujących night-ride’y po lasach i górach, ale ze skromnym budżetem.

Niska cena ma też dodatkową poważną zaletę: możliwość zakupu 2 sztuk.

Na kasku czy na kierownicy?

Każdy, kto jeździł w terenie z lampką na kierownicy zgodzi się, że to za mało – drugie źródło światła na kasku pozwala na doświetlanie zakrętów i lepszą orientację w terenie. Dwie lampki umożliwiają też zróżnicowanie rozkładu światła – ta na kierownicy może świecić szeroko, ale bliżej, a ta na kasku pełnić funkcję „długich” (bo i tak zawsze świeci tam, gdzie patrzysz).

Jeśli jednak chcesz zacząć od jednej lampki, polecam zamontować ją na kasku. Do mocowań dojdziemy za chwilę.

Convoy S2+ - mocowanie latarki GoPro na kask

Kompaktowy rozmiar i brak kabli

Ogniwo mieści się wewnątrz latarki, więc nie musisz kombinować z kablem do zewnętrznego akumulatora (zwisającego gdzieś na ramie). W połączeniu z niską masą (125 g z ogniwem), bardzo ułatwia to montaż, zwłaszcza na kasku.

Jasność

Convoy S2+ generuje realnie ok. 800 lumenów – można przyjąć, że to rozsądna granica przydatności do jazdy w terenie. Z dwoma latarkami można już bardzo komfortowo jeździć po górach.

Convoy S2+ - jasność diody lumeny

Rozkład światła

Lumeny to nie wszystko, równie ważny jest rozkład światła. Idealnie, jeśli jasność jest równomierna, a kształt wiązki wyważony między zasięgiem a szerokością. Żadna sztuka zbudować „laser” oświetlający 100-metrowy tunel, ale nie dający najmniejszej informacji o tym, co się dzieje po bokach.

Rozkład światła S2+ jest niezłym kompromisem. Przede wszystkim jest szerszy, niż w innych latarkach Convoya, dzięki czemu najlepiej nadaje się na rower. Warto jednak mieć świadomość, że do lampek typowo rowerowych jeszcze sporo mu brakuje – np. w ruchu ulicznym spisuje się słabo (oślepianie kierowców niekoniecznie służy bezpieczeństwu…).

Convoy S2+ - rozkład światła

Tanie, wymienne akumulatory

Dokupienie dodatkowego pakietu do „specjalnych” lampek jest czasem trudne, a w najlepszym wypadku drogie. Convoy S2+ jest zasilany jednym standardowym ogniwem Li-Ion typu 18650. Bardzo dobry akumulator o dużej pojemności (o nich za chwilę) to koszt 30 zł, więc bez problemu dokupisz zapasowy i nie będziesz się martwić o wyczerpanie światła gdzieś w środku lasu.

Czas świecenia

Na dobrym akumulatorze, Convoy S2+ świeci trochę ponad 1 godzinę w trybie 100%, lub ok. 2,5 godziny w trybie 50% (który w łatwiejszym terenie zazwyczaj wystarcza). Na długich podjazdach można ograniczyć się do ekonomicznego trybu 5%, który jasnością odpowiada tanim lampkom „miejskim”.

Odnosząc to do bardziej życiowego przykładu: mieszając wszystkimi trybami, bez problemu wjedziesz na Skrzyczne i zjedziesz czerwonym szlakiem do Buczkowic na jednym akumulatorze.

Deszczoodporność

Mimo niskiej ceny, jakość wykonania obudowy Convoya S2+ jest naprawdę dobra. Jest w całości aluminiowa i odporna na deszcz i krótkotrwałe zanurzenie.

Latarka Convoy S2+


Podsumowując: nie zrozum mnie źle – Convoy S2+ nie jest Świętym Graalem rowerowego oświetlenia. Ale kombinacja jego cech jest moim zdaniem najlepszym kompromisem dla kogoś, kto chce zacząć przygodę z nigh-ridingiem w terenie, bez wydawania majątku.


OK, Convoy S2+ i… co dalej? Jaki model wybrać?

Convoy S2+ / S2 / S3

Nie chciałbym wnikać w techniczne szczegóły (bo się na nich nie znam), więc w skrócie:

  • Convoy S2+ – jego zalety opisałem wyżej;
  • Convoy S2 (bez plusa) – daje bardziej skupione (węższe) światło od S2+ – na rower nie polecam, chyba że po wymianie reflektora;
  • Convoy S3 – niemal identyczna jak S2+, ale nieco mniej popularna – na rower nadaje się równie dobrze, jak S2+.

Wniosek: bierz S2+, ewentualnie S3.

Typ diody

Do wyboru są dwie:

  • XM-L – starsza;
  • XM-L2 – nowsza, wydajniejsza.

Wniosek: upewnij się, że kupujesz XM-L2.

Kolory diody

Dioda może mnieć barwę zimną (jaśniejszą) lub ciepłą (przyjemniejszą dla oka i lepiej oddającą kształt terenu). Na rower najczęściej wybierany jest neutralny kolor 4C („ciepły biały”).

Wniosek: polecam Ci diodę o pełnym oznaczeniu XM-L2 T6-4C

Convoy S2+ - mocowanie na kasku GoPro

Sterownik

To chyba najnudniejsza część, ale bardzo ważna – łatwo to przeoczyć i kupić złą wersję!

  • 2.1A (7135×6) – słabszy, ale mniej się nagrzewa. Dobry, jeśli chcesz używać latarki poza rowerem. Podczas jazdy latarka ma jednak tak dobre chłodzenie, że nagrzewanie jest pomijalne;
  • 2.8A (7135×8) – mocniejszy, polecany na rower. Teoretycznie szybciej rozładowuje baterię, ale w praktyce świeci tyle samo lub dłużej, ze względu na bardziej użyteczny tryb 50%.

Sterownik decyduje też o trybach świecenia. Wspomniane wcześniej 3 tryby (5-50-100 lub 5-40-100) są w zupełności wystarczające. Bardziej zaawansowane modele umożliwiają programowanie własnych konfiguracji, ale to raczej zabawa dla osób lubiących komplikować sobie życie w imię nauki.

Wniosek: wybierz sterownik 2.8A (7135×8) z trzema trybami świecenia.

Convoy S2+ tryby świecenia 5 - 50 -100%

Optyka (kolimator) – opcjonalnie

Standardowy reflektor Convoya S2+ daje bardzo użyteczny rozkład światła. Ale jeśli masz dwie latarki, warto w jednej z nich zastosować kolimator 60×20 – rozprasza on wiązkę, nadając jej owalny kształt. Dzięki temu latarka (najlepiej ta na kierownicy) lepiej oświetli boki trasy, kosztem zasięgu.

Wniosek: pierwszą latarkę zamów standardową (reflektor OP), przy drugiej możesz pomyśleć o kolimatorze 60×20.

Convoy S2+ reflektor OP

Dioda XM-L2 T6-4C ze standardowym reflektorem OP


Co jeszcze musisz kupić?

Akumulator

Convoy S2+ (podobnie jak S2 i S3) działa na popularnych ogniwach 18650, czyli „takich grubszych paluszkach” (choć są też inne wersje, których lepiej unikać). Latarka mieści jedno ogniwo, ale sugeruję od razu kupić drugie, zapasowe na dłuższe wycieczki.

Ze względu na bezpieczeństwo, pojemność i niewielką różnicę w cenie, kupuj wyłącznie dobre, markowe ogniwa. Te najlepsze mają 3400-3500 mAh pojemności – jeśli sprzedawca deklaruje więcej, zwyczajnie kłamie, a realna pojemność będzie kilkukrotnie niższa.

Moim zdaniem warto też zainwestować w nowe – używane zazwyczaj mają niższą pojemność. Można dyskutować, czy dwa tanie, używane ogniwa będą sumarycznie świecić dłużej od jednego „drogiego”. Ja jednak nie przepadam za grzebaniem po ciemku w plecaku w poszukiwaniu zapasu. Zwłaszcza, że mówimy o potencjalnych oszczędnościach rzędu 10-20 zł.

Z zabezpieczeniem czy bez? Convoy S2+ ma zabezpieczenie przez zbyt mocnym rozładowaniem i przegrzaniem w sterowniku (ładowarki również). Dlatego śmiało kupuj zwykłe ogniwa bez zabezpieczenia (zresztą te z zabezpieczeniem i tak nie pasują do S2+).

Polecane modele:

Ładowarka

Jeśli masz uniwersalną ładowarkę do „paluszków”, sprawdź czy jest kompatybilna z ogniwami 18650. Jeśli nie, polecam modele z dwoma slotami, ew. z czterema, jeśli masz dwie latarki – przed wyjazdem „zatankujesz” wszystkie ogniwa (główne i zapasowe) za jednym zamachem.

Polecane modele:
  • Liitokala Lii-100 (21 zł) – dobra i tania, niestety tylko na 1 ogniwo;
  • Liitokala Lii-202 (30 zł) – optymalny wybór, prosta ale dobra, ładuje 2 ogniwa;
  • Heseny HXY-18650-2A (32 zł) – podstawowy „plastik”, ale ładuje szybko i nie spali Ci domu (wiem, bo sam mam taką);
  • Liitokala Lii-300 / Li-500 (96 / 111 zł) – dwukanałowa, możliwość wyboru prądu ładowania i sprawdzenia pojemności ogniwa – coś dla tych, którzy lubią sobie poklikać;
  • Nitecore D2 / D4 (81 / 126 zł) – polecana alternatywa dla Liitokala w kategorii „na bogato”.

Mocowanie

Na kierownicy

W sprzedaży dostępne są mocowania do latarek w paru wariantach. Żaden z nich nie radzi sobie z kierownicą o średnicy 35 mm, a i z 31,8 mm bywa ciężko, więc najlepiej kupić model obrotowy i zamontować go bliżej gripa.

Convoy S2+ - mocowanie obrotowe na kierownicę

Convoy S2+ - mocowanie na kierownicę roweru

Obracanie umożliwi skierowanie wiązki światła na wprost (mimo gięcia kierownicy). Największą zaletą tych mocowań jest błyskawiczny montaż latarki, a największą wadą – ryzyko jej wypadnięcia, zwłaszcza kiedy guma stwardnieje na mrozie.

Pro tip: Przed włożeniem latarki w jakiekolwiek mocowanie, zawsze przewlecz ją przez „smycz”, która jest w zestawie! Chwilowe disco-oszołomienie dyndającą z kierownicy latarką jest lepsze od jej szukania po ciemku w krzakach.

Lepsze – ale brzydkie – są mocowania zaciskające się na latarce śrubką. Nigdy ich jednak nie testowałem.

Convoy mocowanie dokręcane

Ze względu na niedoskonałość dedykowanych mocowań, najczęściej używam uniwersalnej opaski silikonowej. Są jeszcze tańsze, trzymają bardzo stabilnie, a jednocześnie umożliwiają płynną regulację we wszystich kierunkach. Wadą jest upierdliwy montaż – szybkie naciągnięcie opaski na latarkę wymaga nieco wprawy.

Opaska silikonowa do mocowania latarki na kierownicy

Convoy S2+ - opaska silikonowa

Na kasku

To już większy problem, wymagający kreatywnego patentu. Ja wykorzystałem fabryczne mocowanie GoPro, do którego przykręciłem latarkę w plastikowym uchwycie po odblasku (lekko dopasowując średnicę kawałkiem mastic tape’a). Jeśli Twój kask nie ma mocowania kamery, możesz je nakleić.

Convoy S2+ - mocowanie latarki GoPro na kasku

Convoy S2+ - mocowanie na kasku

Latarka Convoy S2+ - mocowanie na kask

Alternatywne rozwiązania:

  • kawałek gąbki i długi o-ring – tak jeździłem na początku. Rozwiązanie całkiem niezłe, ale trochę niepewne i praktycznie bez regulacji (regulacja = rzeźba w gąbce);
  • podstawka z rzepem (nie testowałem).

Tylna lampka

To zupełnie z Convoyem nie związane, ale zbrojąc się na night-ride’a, warto o niej pamiętać. Jeśli dojeżdżasz do lasu drogą publiczną, może Ci uratować życie (tudzież przed mandatem).


Gdzie (i jak) kupować?

Banggood

Sprawdzone i pewne źródło oryginalnych latarek i ogniw prosto z Chin. Oferuje największy wybór wersji, a przy tym „chińskie” ceny z darmową wysyłką do Polski. Wadą jest czas dostawy – nawet powyżej miesiąca. Jako że sezon w pełni, warto dopłacić do przesyłki lotniczej rejestrowanej (z możliwością śledzenia).

Płatność

Polecam jedną z metod:

  • PayPal – najbezpieczniejszy wybór ze względu na ochronę danych i możliwość odzyskania pieniędzy niezależnie od reklamacji w sklepie. Przy zakupie wybierz płatność w PLN – unikniesz przewalutowania.
  • przedpłacona karta walutowa – większość banków oferuje wirtualną kartę kredytową w obcej walucie (najczęściej USD/EUR). Rozwiązanie bardzo bezpieczne: przed zakupem doładowujesz kartę odpowiednią kwotą, a nadwyżkę rozładowujesz po transakcji. Wydanie karty wiąże się jednak z opłatą (np. w przypadku mBanku: 25 zł rocznie).

Cło i VAT

Dotyczy tylko przesyłek o wartości powyżej 45 euro. Przy większych zakupach, jeśli korzystasz z darmowej wysyłki, warto więc rozdzielić zamówienia. Nie ma jednak powodu do paniki – tylko niektóre przesyłki są sprawdzane przez celników, zwłaszcza że sprzedający często wpisują na etykiecie zaniżoną wartość.



Forum Swiatelka.pl

Kupując swojego pierwszego Convoya zdecydowałem się na opcję full wypas, czyli latarkę zmodyfikowaną przez elektro-pasjonata (konkretnie Dariusz70 z forum swiatelka.pl). Kupując u niego można wybierać ze wszystkich opisanych wariantów, ale płacisz przede wszystkim za mocno poprawione wnętrzności:

  • termika – lepsze chłodzenie diody;
  • optyka – szybka o większej przepuszczalności, opcjonalnie kolimator;
  • dioda – barwa do wyboru;
  • sterownik – czarna magia, dzięki której latarka działa najjaśniej (i najdłużej) jak to możliwe ;)

Tak zmodyfikowany Convoy S2+ kosztuje ok. 130 zł, czyli dwa razy więcej, niż „surowy”. I szczerze mówiąc – nie świeci jakoś powalająco lepiej…

Convoy S2+ modowana czy seryjna

Podstawowa zaleta modowanych latarek wychodzi jednak po czasie – poprawione chłodzenie i przelutowane styki zapewniają wyższą trwałość i odporność na użytkowanie w trudnych rowerowych warunkach.

Więc jeśli swojego Convoya chcesz używać regularnie, latami, wtedy taka inwestycja ma sens. Osobiście jednak nie namawiam – przy zwykłym użytkowaniu, wydanie tych samych pieniędzy na dwa „chińczyki” w odpowiedniej wersji, wydaje się optymalnym wyborem.

Allegro

Kupując na Allegro, w zdecydowanej większości przypadków kupujesz dokładnie to co w Chinach – tylko drożej…

…ale za to szybciej. Choć trzeba wystrzegać się ogłoszeń, w których sprzedający zamawia dla Ciebie latarkę… w Chinach (zwróć uwagę na lokalizację oferty i termin realizacji). Jeśli nie masz noża na gardle – zdecydowanie polecam zakup u źródła (i ew. dopłacenie do szybszej wysyłki).

Convoy S2+ - latarka EDC na rower


Podsumowanie

Jak widać, zamówienie głupiej latarki może być dużo bardziej skomplikowane, niż powinno… Dlatego jeśli po lekturze tego artykułu dalej masz mętlik w głowie, pozwól że podsumuję dla Ciebie idealną konfigurację:

No to widzimy się na najtrajdzie! :)

Convoy S2+ - rozkład wiązki światła


Jeśli uważasz ten wpis za przydatny, udostępnij go proszę na Facebooku, dzięki czemu skorzysta z niego więcej osób. Dzięki! :)


Zobacz też powiązane wpisy:

 

  1. Może demonizuję, ale po tym co się stało Misiowi Shumacherowi na nartach, jestem baaaaardzo sceptyczny jeśli chodzi o montaż wszelkich sprzętów na/do kasku…

    1. Masz rację – trzeba uważać. Zaproponowane przeze mnie mocowanie jest jednak dość delikatne. Przy glebie na latarkę, na pewno by się odłamało.

    2. To jest też plus fabrycznych mocowań do GoPro (tzn. dodawanych/sprzedawanych przed producenta kasku) – większosć jest teraz tak zaprojektowana, żeby odpadały przy glebie.

    3. ciekawe co maja powiedziec uzytkownicy Exposure…. :)

  2. Ja bym S2 tak kategorycznie nie odrzucał – fakt, świeci ciut węziej od S2+, ale ma od niej większy zasięg i jest lżejsza, dzięki czemu dobrze sprawdza się na kasku.

    Odnośnie cła i VAT-u przy zakupach spoza UE – od 45 euro może być nałożone cło, natomiast dolna granica dla VAT-u to 22 euro.

    1. Dzięki za info odnośnie VAT-u.

      Convoy S2 jako „szperacz” rzeczywiście może być lepszy, ale ja jednak wolę mieć trochę szerszy rozkład, nawet na kasku – nawet w S2+ „kątem oka” jest ciemno. Co do masy, to według sprzedawców różnica to… 3 g ;)

  3. Dzięki za kompendium, ułatwiło i zmotywowało do zakupu.

  4. Ja używam Romisen RC-29 Q5, na paluszka AA, Trzy tryby świecenia plus regulacja snopu światła soczewką.
    https://neolux.pl/pl/p/Latarka-Romisen-RC-29-Cree-Q5-180-lm-1-x-AA/58
    Soczewka daje niezły efekt, ogólnie Romisen raczej mniej wydajna od Convoy’a, którego prezentujesz, ale nie jeżdżę tyle po ciemku no i nie po lesie.

    1. Ano, połączenie AA i 180 lm sugeruje, że to jednak lampeczka na miasto ;)

  5. Tutaj uchwyt na kierownice 31,8. Sprawdza się jakby ktoś pytał:)
    http://www.mhunt.pl/bc-1-uchwyt-rowerowy-do-latarek

  6. Świetny wpis! Dzięki Michał.
    Co do montowania latarki na kierownicy za pomocą „opaski” silikonowej, to dodam od siebie, że DA SIĘ coś takiego wykombinować z kawałka starej dętki (life-hack taki).

  7. Siema!

    Kolejny wpis na blogu, który pojawia się w tym samym czasie i na ten sam temat co moje własne rozmyślania i dochodzenia. Czyżbyś inspirował się ostatnimi wpisami na forumrowerowe.org? ;) Ostatnio była spora debata o światełku na kierownicę jak i na kask. Artykuł blogowy zatem spada z nieba dla czytelników i rozświetla ciekawy temat o Twoje własne doświadczenia. Chyba muszę się pośpieszyć z zamówieniem u Pana Dariusz70’a, kolejnej upragnionej zmodowanej latarki (światła długie/czołówka), ponieważ Twój wpis pewnie ściągnie mu sporo klientów i nie daj nóż nie będzie towaru.. hehe.

    Co do samej latarki to nie ma co tam skreślać od razu modelu S2 (no chyba, że jako jedyne). Ponieważ S2 ma nieco większy zasięg, jest polecana jako światła długie (na kierownicę) dodane do S2+ z kolimatorem 60×20, której używam do normalnej jazdy w mieście. Oświetla wspaniale boki i nie oślepia jak latarka z reflektorem. Polecam każdemu taka wersje.

    Najciekawsze, że znaleźć można opinie wiele osób dla których S2+ a nawet S2 to za mało jako światła długie i montują modele M1 lub nawet „lasery” kroju C8. Ty natomiast polecasz S2+. O co chodzi, o prędkość czy strach przed misiami w oddali? ;)

    Sam ostatnio zastanawiam się co najlepiej zamontować na kask. Nigdy nie śmigałem z czołówką. Próbowałeś może używać modelu z kolimatorem na głowie? Od siebie dodam, że jest zajebisty do odkurzania mieszkania po zmroku ;)

    Jeśli chodzi o montaż Convoya na kasku to kupiłem specjalny uchwyt czołowy na allegro i trzyma się całkiem dobrze. Wygląda to tak po montażu (fot. nie moje, a kolegi z forum): http://i.imgur.com/CFJvdn6.jpg

    Pozdro!

    1. Hm, moim zdaniem:

      – „długie” lepiej nadają się na kask. I tak zawsze świecą tam, gdzie patrzysz, więc po co kolimatorem oświetlać obszar, którego nie jesteś w stanie zobaczyć? S2+ z reflektorem OP ma dla mnie optymalny kąt, tylko trochę węższy od pola widzenia. Węższy powodowałby konieczność „celowania” głową, żeby oświetlić konkretny punkt.

      – na kierownicy powinny być „szerokie”, bo świecą zawsze na wprost. Jak jeździłem tylko z lampką na kierownicy, zdarzało mi się zgubić w dobrze znanych lasach, bo przegapiłem zakręt. Mocne światło na wprost powoduje, że boki stają się zupełnie czarne (oczy się przyzwyczajają) i powstaje efekt „klapek na oczach”.

      Z tego samego powodu nie jestem zwolennikiem bardzo jasnych, daleko świecących lamp – wolę łagodniejsze światło, które wystarcza do bezpiecznej orientacji w terenie, bez wypalania trawy. To jest bardziej naturalne dla oczu, jeśli nie masz tak dużego kontrastu między obszarem jasnym a ciemnym.

      1. Dzięki! Masz sporo racji. Pytam ponieważ nie próbowałem jeszcze poważnej i szubszej jazdy nocnej w lesie. Dopiero kompletuję zestaw latarek i też mnie to zastanawia po komuś aż taki szperacz potrzebny, ponieważ z samym S2+ z kolimatorem można spokojnie jeździć (bez przesady z prędkościami). Pewnie ludzie co polecają dodatkowo mega mocne długie światła (M1/C8) nie śmigają po pokręconych leśnych trasach, a latają/trenują szybkie XC lub po prostu na przełaju/szosie. Jak przyjdzie do mnie latarka z ref OP to zobaczymy czy wystarczy wraz z S2+(60×20).

        Wielkim plusem Convoy’ów jest to, że wyciągasz ją z uchwytu i masz normalną latarkę EDC. Można nawet kupić dyfuzor co zamienia ją w lampkę campingową z mocą laski Gandalfa :D

        Pozdro!

        1. Hehe, dyfuzor a.k.a. „świecący czopek” :D

      2. OIDP poważnym minusem S2 jest znacznie utrudniona „modowalność” reflektora, jako że ma niestandardowe rozmiary, i łatwe do zdobycia, niedrogie kolimatory do 2+ lub 3 – bez kombinacji nie pasują. Dodam że dla mnie aktualnie optymalnym zestawem jest S2+ z kolimatorem 20×60 plus C8 z reflektorem SMO, plus czołówka na kasku. „Zwykła” czołówka, nie jakiś szperacz, a to z uwagi na niebezpieczeństwo olśnienia gdy sobie poświecić na licznik czy ogólnie rzecz biorąc pod nogi. Dobrą alternatywą jest coś klasy zmodowanego Solarstorma X2 czy x3 pod warunkiem że się trafi na oryginał :) – tyle że Convoy’e są bardziej uniwersalne… Aha, na niektórych forach (w tym oczywiście na światełkach – choć ostatnio lekka posucha jest) bez większych problemów można nabyć dobre 18650 o pojemności 3,3-3,4Ah w cenie 10-15zł; nie dalej jak 1,5 m-ca temu nabyłem dla siebie i kolegi 12 szt. 3350mAh (zmierzone) po dysze. I jeszcze jedna uwaga – można trafić świadomie lub przypadkiem na akumulatory ładowane do 4,35V zamiast standardowych 4,2V – niewiele ładowarek potrafi naładować je do pełna, a naładowane do 4,2 sporo tracą na pojemności. Posiadany przeze mnie Opus ma specjalny przełącznik, ale dostęp do niego wymaga rozkręcenia ładowarki :)
        Pozdrawiam nocnych Marków.

  8. Co do kart przedpłaconych – chyba banki się z tego wycofały.

    1. Wycofały się z kart oderwanych od rachunku (w praktyce: anonimowych). Jeśli ma się konto, dalej można taką kartę wyrobić. W każdym razie moja (mBank) działa ;)

  9. Z kart do zakupów w obcych walutach polecam Alior Kantor: USD, Euro, Funt etc. Jeśli w ciągu pół roku dokona się 1 transakcji jest za darmo. Karta jest podpięta pod darmowe konto w danej walucie. Wystarczy przed zakupem kupić w kantorze online walutę i dokonać transakcji kartą. Oszczędności przy zakupach w stosunku do przewalutowań na złotówki potrafią być znaczne.

  10. modyfikowane convoy-e mają ten plus że w tych lepszych sterownikach można samemu sobie ustawić przykładowo od 2 do 5 trybów świecenia, ja zazwyczaj na rowerze korzystam z 50%, 70%, 100%. w następnym banku na co dzień mam 2%, 10%, 25%, 50%, 100% baterie można też kupić u pana dariusza z nowych pakietów zasilających po 10zł

  11. Jeśli ktoś szuka montowania na kask przy użyciu podstawki gopro i ma dostęp do drukarki 3d to to jest również opcja: http://www.thingiverse.com/thing:142038/#files

  12. Używam S2+ modyfikowaną od p.Darka że światełka.pl od ponad roku i jestem bardzo zadowolony! Jak najbardziej polecam! ;)

  13. Ja moze tylko dodam, że sam uparłem sie na 4C, ale jak kupię drugą to będzie odrobinkę chłodniejsza. Ta 4C jest jakby za ciepła.

  14. Witam – widzę że na 1Enduro dotarł temat oświetlenia :) chciałbym tylko polecić tego Pana – Pana BocianaXX, który to zajmuje się oświetleniem i przerabia te chińskie pseudo dobre światełka i nie tylko, pamiętam jego projekt ” bociolarka” do dziś pod tym hasłem znajdziecie na ale i gro jego profesjonalne przeróbki światełek rowerowych i nie tylko :) naprawdę polecam gościa wie co robi. Sam mam od niego jedną z pierwszych i działa do dziś. Pozdro

  15. Convoy to jest latarka taktyczna i zakładanie do tego kolimatorów mija sie z celem a tym bardziej do roweru,do lasu ‚ kupujemy zestaw z akumlatorem o odpowiedniej pojemności i mocy i jedziemy a na droge zakładamy OSWIETLENIE ROWEROWE spotykam czasem takich raiderów z „halogenami” na kierownicy zasięg 200 m wiązka wąska i po oczach kiedyś na topie był S2 teraz S2+ podobne można kupić w markecie przykleić taśmą i też poświeci pozdro

  16. Ja napisze coś o uchwytach na kiere.
    Poczałkowo używałem tych na śrubki, są one bardzo niewygodne jeśli często przekładasz na inny rower lub demontujesz latarkę w szczególności w ciemności i jak się spieszysz (np załatwienia na miesicie). Gubiłem te nakrętki i śrubki. Najbardziej funkcjonalnymi są uchwyty na szybkozamykacz np. podwójny jak ten
    http://img.dxcdn.com/productimages/sku_15342_2.jpg
    nisko-profilowy dobrze trzyma się kiery i dobrze trzyma latarkę (nie wspominając że nie wypadnie ci latarka jak w tych półotwartych), łatwo dostosować średnice. Intensywnie używany wytrzymuje 2-3 lata, niestety chińczyk przestał produkować i nie mogę znaleźć następcy, a aktualnego mam poskładanego już z dwóch starych. Znalazłem dwuzaciskowe ale już nie tak nisko-profilowe.

    1. Faktycznie bardzo fajnie wygląda, szkoda że nie jest dostępny.

      Co do częstego przekładania i gubienia elementów, to coś w tym jest. Ale z drugiej strony, jeśli mocowanie kosztuje kilka złotych, to można pomyśleć nad uzbrojeniem wszystkich rowerów – przynajmniej na zimę.

  17. Świetny artykuł.
    Czy możemy pójść za ciosem i opracować temat zabezpieczeń GPS do naszych rowerów oraz zestawy ćwiczeń dla rowerzystów. Myślę, że to są tematy bardzo na czasie i niezwykle istotne dla każdego z nas.

  18. Bardzo fajne opracowanie jednak zabrakło mi choćby porównania do lampek z zewnętrznym pakietem, ale to szczegół.

    Z ciekawostek dodam że niektóre modele ładowarek mają możliwość obsługi wielu innych modeli akumulatorków, m.in. AA, często także wyjście USB (np. do ładowania telefonu) i adapter do gniazdka zapalniczki. Czyli bardzo uniwersalny sprzęt.

    Natomiast jeśli ktoś lubi dłubać nie tylko przy rowerach, za grosze są dostępne gotowe moduły do ładowania takich ogniw.

  19. Siemanko,
    kupiłem S2+ od Darka70, sprawuje się idealnie. Czy warto było zapłacić 135 zł miast 60-80 (ceny z Chin) nie wiem, nie używałem wersji oryginalnaj (bez modyfikacji).
    Zakupiłem światło z kolimatorem 60×20. Ładnie doświetla boki, ale moim zdaniem troche za krótko świeci (na odległość krótko, nie na czas).
    Podsumowując:
    S2+ z rozproszeniem 60×20, gdy zamierzamy dokupić dodatkowe światło długie, S2+ z oryginalnym rozproszeniem światła gdy S2+ bedzie naszym jedynym oświetleniem.

    PS. Gdybym przeczytał ten artykuł wcześniej, nie spedziłbym godzin studiując forum swiatelka.pl (kolimator, piguła, spil, spot, ogniwa z protekcja i bez…)

  20. Kupiłem tak jak doradzaliście Convoy s2+ Cree XM-L2 T6-4C 7135*8. Kupiłem za pomocą strony banggood i tu uwaga dla przyszłych kupujących. Ten model latarki jest niemal cały czas niedostępny! Ciągle pisze „under restock” lub piszą, że latarka będzie dostępna np. 15 dnia danego miesiąca. A wcale nieprawda, bo po upływie tego terminu i tak latarek nie było, i tak w kółko!!! Zamówienie tych latarek tam po cenie 65 zł/sztuka zajęło mi 2,5 miesiąca! Nie mogłem się wstrzelić by były na stanie.

    Spróbujcie kupić poprzez stronę Fasttech. Tam czarny convoy o tych parametrach jest w cenie 58 zł z wysyłką. I jest na stanie!!! A na banggood nie ma.

    Co ciekawe zamówiłem dwie identyczne latarki, a jedna świeci trochę cieplej od drugiej. Być może są wahania w kolorze diody t6-4c

    1. Dzięki za info! Chyba takie duże zainteresowanie artykułem ;) Postaram się podmienić linki na takie, żeby latarka była dostępna.

  21. Dwa razy po REALNE 800lm? To w sumie grubo ponad 2000 takich lumenów odczytanych z opakowania! Przypominam że niezły reflektor samochodowy ma mniej więcej 2000 lm, a motocyklowy to ze 1500! Mam kilka latarek w okolicach 1000lm (prawdziwych lm) o różnym spocie, spillu i rozłożeniu światła po rowach, choć generalnie są dalekozasięgowe i zakładam jedną na ten obrotowy uchwyt (też z mhunt.pl). Na drodze kieruje od razu ostro 1000lm na asfalt na koło niemal, żeby nikogo nie oślepić, a w mieście zakładam latarkę mającą 200lumenów.
    Pamiętajcie proszę że latarka ma małe zwierciadło i szkło + czasem soczewkę. To oznacza że na dużym dystansie oślepia bardziej niż reflektory samochodowe. Nawet jeśli ma mniej światła. Odbłyśnik jest w latarkach głębszy względem średnicy szkiełka zatem oślepiając oślepiamy na całego.
    Prócz Conwoya jest jeszcze kilka lampek prawie całkowicie rodzimej produkcji, w podobnych cenach i równie dowolnym customizingu trybów chłodzenia, leda etc. też ze światełka.pl lub torch.pl.
    ps. Kiedyś kierowca TIRa, spierał się że ma wieksze(go) zasięga niż grono moich znajomych z którymi akurat spotkaliśmy się nad wodą. Po czym zaświecił czym tylko miał na drugi brzeg jeziora łuną potężną.
    Mój kolega poszedł w las i po pół godzinie zaświecił jedną latarką równie potężnie na drugi brzeg ..ale wzdłuż jeziora. Lampkę zrobił sam i jak wrócił to opowiadał że musiał polewać ją wodą bo parzyła go w łapy…

    1. Tak, 800 lumenów to jest realna wartość. Katalog deklaruje 960 (choć oczywiście można znaleźć sprzedawców, u których ta sama latarka magicznie świeci jaśniej ;))

      I tak jak piszesz, jest mniej więcej poziom motocykla (w mojej CB500 było mniej światła). Do auta bym nie porónywał ze względu na dużo większe reflektory i znaczne rozproszenie – Convoy nawet z kolimatorem świeci bardziej punktowo.

      Co do oślepiania, to oczywiście masz rację – to nie jest światło jakkolwiek nadające się na miasto. Ale też blog w żadnym stopniu o miejskiej jeździe nie traktuje.

  22. Z większością się zgadzam, poza tymi kategorycznymi stwierdzeniami w stylu „kupujesz na allegro kupujesz to samo co w chinach tylko dwa razy drożej”. Otóż na allegro kupiłem s2+ po modyfikacjach, znacznie lepszych niż wykonywane przez jakiegoś tam pana darka w garażu, zapłaciłem za to 125zł. Wystarczy wpisać w allegro „latarka EDC Convoy S2+” i dobrze się wczytać w opisy.

    1. Zdaje się, że te modowane na Allegro sprzedaje Bocian ze swiatelka.pl – czyli taka konkurencja „pana Darka z garażu” ;) I nie ma w tym nic złego – o modowanych latarkach jest oddzielny akapit, sęk w tym że 90% latarek na Allegro to „to samo co w Chinach, tylko dwa razy drożej”.

Dodaj komentarz do tekstu Convoy S2+ czyli kupujemy latarkę na rower

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Parcul National Retezat – Rumunia

backcountrymtb.org, Przygoda / 

Majestatyczne mgły, podnosząc się z dolin powoli ujawniają, co dzieje się dookoła nas: morze gór, pasma za pasmami ciągnące się nieskończenie po horyzont. Jest jeszcze zbyt ciemno, aby rozpoznać gdzie kończą się szczyty, a zaczyna się bezkształtna masa chmur. Z każdym kilometrem trwającej już kilkanaście godzin podróży, przeżywamy emocjonujący rollercoster, od skrajnej euforii, do czarnej dupy. I tak na zmianę, nie wiedząc jeszcze, że będzie tak do końca!

1000 kilometrów z kawałkiem do Rumunii, to zupełnie inne 1000 od tego, które znasz…

backcountrymtb.org & 1Enduro

Relacja z Rumunii otwiera stałą współpracę 1Enduro i backcountrymtb.org!

Pamiętacie, jak w marcowej ankiecie stwierdziliście, że chcecie czytać na blogu relacje z wycieczek enduro…? Jakoś nie mogłem się przemóc, do publikowania naciąganych opowiastek z kręcenia po Beskidzie Śląskim, więc jak tylko Michał Góźdź zaproponował użyczenie swoich materiałów, oczy mi się zaświeciły. Jego fotorelacje z wycieczek śledzę od 5 lat, a w międzyczasie pojawiły się też publikacje na własnym blogu i w magazynie Bike.

Mam nadzieję, że dzięki 1Enduro, Michał z ekipą backcountrymtb.org zainspirują jeszcze większą grupę osób do prawdziwego enduro spod znaku #exploremore. Oddaję głos autorowi relacji :)

BackcountryMTB logo


Wiosną 2016 roku, kiedy to wszyscy z którymi pielęgnujemy znajomości w najlepszy ze znanych sposobów – skrollując ich fajsbukowe profile – wyjechali do San Remo/Finale (niepotrzebne skreślić), my pojechaliśmy do Rumunii!

Ma być jazda tam, gdzie jeszcze nikt nie jeździł

Nie może być tak, że jest jazda tam gdzie wszyscy jadą turnusami jak za czasów PRL do Bułgarii, ma być jazda tam gdzie jeszcze nikt nie jeździł.


Przygoda przez duże P., backcountry przez grube B.

Pomijając szczegóły organizacyjne, z kręcenia globusem wypada na Rumunię – wydaje się wystarczająco dzika, żeby zaznać przygody. Podnosimy poprzeczkę, odrzucając wszystkie przewijające się przez głowę znane pasma – Bihor, Rodniańskie, Maramuresz. Retezat… nie słyszeliśmy nigdy, aby ktoś tam jeździł. To jest to!

Mimo dziczy prezentujemy zachodnią szkołę noszenia

Autostrady mają kiepskie, ale ścieżki rowerowe w pełni to rekompensują…

Trudno dostępne, słabo skomunikowane, jedno z najwyższych pasm w całych Karpatach, potężne zgrupowanie ponad 20 szczytów powyżej 2000 m n.p.m., a są i takie przekraczające 2500! Wszystko to poprzecinane głębokimi dolinami, wschodnie i południowo-zachodnie części na styku z Górami Godeanu zupełnie dzikie i niezamieszkane, dzięki czemu zachowały swój pierwotny charakter. Cały praktycznie Retzat, jest tak fajny, że zmyślni Rumuni objęli go parkiem narodowym, chroniąc przed nie wiadomo czym. Dla nas to miejsce staje się lekcją, jakiej udzielają nam góry przez kilka dni z rzędu. Głównie pokory!

Lekcja pierwsza: Kalibracja

Trochę już po górach się szwendamy i w miarę ogarniamy te tematy, ale tutaj, to jak uczenie się chodzenia od nowa – samo dotarcie na miejsce startu jest wyzwaniem. Kolejny już kilometr tłuczemy się krętą górską drogą pamiętającą czasy imperium rzymskiego. Może i świetnie nadawały się one do maszerowania legionistów w sandałach, nasz T5 z przyczepą jęczy na kocich łbach, a o zawracaniu nie ma mowy, urwiska po obu stronach skutecznie nam wybijają z głowy takie manewry. Wszystko to wedle mapy/gps odbywa się po jezdnej drodze całkiem niezłej kategorii – mamy trochę inne zdanie w tym temacie.

Tutaj rządzą góry, są wszędzie – i nie ma najmniejszych szans, aby człowiek je sobie podporządkował. Człowiek jest gościem i to mocno zepchniętym do defensywy.

Zostawiając za sobą ostatek cywilizacji – osadę Nucsoara, pierwszego dnia ambitnie celujemy, aby dostać się na główną grań parku, powyżej 2000 metrów, pętlą połączyć przełęcze Saua Ciurila i Saua Lolaia, zamykając ją w okolicach wodospadu Stanisonarei – palcem po mapie, czad!

Jedziemy. Sama już jazda w głąb doliny, pierwsze mijane schronisko – opuszczona na zimę chata w  okolicach  1000 m, cab. Carnic-Cascada utwierdza nas w przekonaniu, że słusznie było zabrać do plecaczka trochu gorzałki, bo na wydawanie rumuńskich plastikowych pieniążków na schroniskowe uciechy raczej szans nie będzie. Schroniskowe uciechy zabite są na zimę dechami po sam komin.

Tu rozumisz zielonym do rozwidlenia, potem przeskakujemy na niebieski i do samej góry już żółtym. Rozumisz…

To nie jest kraj dla ludzi bez vibrama!

Połykamy kolejne 500 m w pionie, przeskakując podjazdem z lewej na prawą stronę strumienia, który wali kaskadami na spiętrzeniach i szeroko rozlewa się w miejscach na które pozwala dolina. Wszystko to, co mijamy przypomina Tatry Zachodnie, tylko skala jest inna – to co tu widzimy, jest większe, bardziej dzikie i niedostępne. Opuszczona po zimie, osada wciśniętych w las chat, będących częścią schroniskowego kompleksu cab. Pietrele, wygląda depresyjnie, pogrążona w wilgoci z zatykającym zimnem bijącym z piętrzących się prawie 1000 metrów powyżej śnieżnych gigantów! Jesteśmy malutcy.

Bajka tylko dla dorosłych

Temperatura rośnie na podejściu, kontemplujemy formacje powykręcanych korzeni pnących się prawie po pionowych ścianach zbocza, którym się wspinamy żółtym szlakiem – bajeczne agrafki najwyższej klasy, aż proszące się aby pokonywać je w drugą stronę. Co to jest za miejsce cudowne!

Miny szybko rzedną powyżej granicy lasu, rumosz skalny którym poprowadzony jest szlak, jest rozrzucony niczym podczas igraszki gigantów, głazy wielkości furgonetki bez ładu i składu giną po kilkudziesięciu metrach pod warstwą śniegu. Każdy krok to kilka prób utrzymania się na nogach, brnąc czasami po pas w śniegu.


Na przełęcz Saua Ciurila docieramy totalnie wypompowani, przemoczeni i poobijani, ze sporym niedoczasem. Ale widok zacny. Majestatyczne szczyty pokryte ogromnymi zwałami śniegów, które sprawiają wrażenie, że nie topią się nigdy, są teraz na wyciągnięcie ręki –  wiosna i lato jeszcze długo nie zawitają w to miejsce, choć słychać ogromny huk przemiany tej masy śniegu w wodę. Zaczyna zacinać deszcz, który zaraz potem zamienia się w śnieg. Uroczo!

Nic nie robiąc sobie z przytyków pogody, śmiało trawersujemy ten zupełnie niejezdny odcinek do skrzyżowania z niebieskim szlakiem, który ma nas sprowadzić do górnego piętra doliny z której tu przyciągnęliśmy. Pokonanie 2 km zajmuje nam ponad 2 h, najgorsze z możliwych tyranie do porzygu, dla części z nas w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Jak to było? „Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny…”

Ktoś to rozumie? O co chodzi z tymi banerami reklamującymi misie?

Jazda w dół w takich miejscach, cały niebieski szlak wzdłuż kipiących kaskad Stanisoarei, w miejscu tak pierwotnym w swojej naturze, to zupełnie inne doznania.

Wszystko jest przeciwko tobie!

Taki test na wytrzymałość nerwów, koncentrację i umiejętności techniczne jeźdźca. Zmurszałe, pokryte wilgocią i jeszcze wczoraj lodem skały są tak śliskie, że po zetknięciu z oponą natychmiast zmieniają kierunek jazdy, najczęściej na zupełnie przeciwny do zamierzonego. Poukładane kamienie – zawsze na sztorc – tylko czekają, aby katapultować cię w otwierającą się przed Tobą przepaść. Wystrzegaj się tylko drzew i korzeni na szlaku. One kładą nas jednego za drugim, bez litości.

Gdzie kończy się śnieg, zaczyna się zabawa!

Głowa pełna linii… gacie też pełne!

W sumie nie do końca wiemy jak to możliwe, ale jeszcze przy akceptowalnym do jazdy świetle, zostajemy wypluci przez dolinę bez większych uszkodzeń, nie licząc powierzchownych obtarć, obić i złamanej psychy. Kompletnego przemrożenia i przemoczenia od kilku godzin nie ma co nawet liczyć. Solidny dzień wypełniony przygodą za nami. O to chodzi!

Niezbędnik wycieczkowy

Cały plan tu mamy opracowany… po rumuńsku!

Lekcja druga: wnioski, a logika formalna

Skąpane w słońcu połoniny, rozległe grzbiety ciągnące się nieskończenie w swej miękkości… tego nam było trzeba dzisiaj! Pruliśmy przez miasteczko Rau de Mori, nie mogąc oderwać oczu od karykaturalnych form dachów, jakie przybierają rumuńskie domy – dach to wyznacznik majętności rodziny, więc odpimpuj swój na wzór buddyjskiej świątyni, mimo że mieszkasz w klocku z pustaków – nieważne. Masz dach jak budda, masz szacun na dzielni!

W tych górach nie spotkaliśmy nigdy nikogo… ale nie czuliśmy, że są nasze

Epic!

My szacun zdobyliśmy wczoraj, wyciągnęliśmy też wnioski – jazdy powyżej 1800 m n.p.m. nie ma, wystrzegać się również należy odkrytych fragmentów powyżej lasu, gdzie szlak kluczy między skałami, no i na północ skierowanych dolin. Cywilizacji może być więcej, bo rumuńskie pieniążki gotowi rozpuszczać jesteśmy natychmiast – wszystkie nasze wymagania spełnia Complex Alpin Rausor… no może poza ostatnim, kasy nadal przepić gdzie nie ma.

Jazda jak z bajki, singlami i ścieżkami przemytników wspinamy się do góry, raz tylko niebezpiecznie zbliżając się do granicy śniegów – 1827 m. Vf. Pacuiu, to kulminacja dzisiejszej wyrypy – potem spływamy przez kolejne szczyty w dół, przez Vf. Caruntu, Chiciura, gubiąc niezliczoną ilość razy szlak na szerokich polanach, odnajdując go często zupełnie przypadkiem, kiedy wchodzi do lasu.

Definicje? Czy potrzebne są definicje tego co się dzieje!

Mimo chwilowych trudności, jest i czas na zdjęcia do niemieckiego katalogu

Wielokrotnie napotykamy ślady działalności człowieka, szałasy, poidła i zagrody – na polanach w sezonie wypasane są owce i inna baranina, ale jeszcze nie teraz, teraz nie spotykamy nikogo.

Dzień zupełnie inny od poprzedniego, esencja jazdy enduro – turystyki rowerowej w najlepszym wydaniu, przemierzania gór w poszukiwaniu przygody w gronie przyjaciół, czerpania z natury tego, po co sięgnęła wczoraj. To przywraca stan równowagi.

Przed wyruszeniem w drogę musisz zebrać drużynę

Syndrom dnia trzeciego – czymkolwiek on jest – dopada nas na całego. Od rana rzygam jak kot, przeżywając okrutne męki – to efekt rumuńskiego melanżu jaki nas porwał minionej nocy. Winą można śmiało obarczyć gwiazdę wczorajszego wieczoru, rumuński bimber śliwkowy pity z naczyń laboratoryjnych. Wina leży po jego stronie – bezdyskusyjnie!

Bimber z retorty – będzie kiepsko rano!

Słonina smakuje jak rafaello! Serio!

Kiedy już odzyskujemy wzrok, kierujemy go na potężną rzekę Temesz – to dopływ Dunaju oddzielający góry Retezat od pasma Ţarcu. Na granicy parku, rumuńscy inżynierowie dokonali cudów betonowania wody w poprzek i spiętrzyli masy wody ogromną tamą. Koncept przygody jest zacny, chcemy w miejscu gdzie Temesz, łączy się z dopływem Zlata, rozpocząć wspinaczkę na górę o tej samej nazwie, przed wierzchołkiem przetrawersować w kierunku Vf. Lapusticul, bo na samej Zletej czujemy kopne śniegi, a na sam koniec zaliczyć ponad 1000 metrów zjazdu niebieskim szlakiem do górnej części spiętrzenia.

Miej lokalesa za przewodnika!

Granica 1800 m n.p.m. wyznacza granice ówczesnego śniegu – to wiemy z lekcji dnia 1

Mimo, że w głowie huczy niemiłosiernie, na sam widok powykręcanych zygzaków na mapie, raźno wspinamy się metr po metrze do góry. Pierwotna puszcza, zmurszałe pnie i niewidoczna linia szlaku.

Przez spory kawałek dołącza do nas 6. uczestnik wyrypy, pies. Żaden tam wsiowy obszczymurek, tylko  prawdziwy rumuński owczarek, prowadzi nas singlem po rumuńskiej dziczy – czad! Niestety podczas jednej z przepraw przez rwący potok, musimy pozostawić go na drugim brzegu – samodzielnie nie jest w stanie przedostać się z nami, a pomaganie mu w przeprawie może być nierozsądne – nie będzie miał jak wrócić. Szkoda, czuliśmy się raźniej, mając za przewodnika lokalesa, tym bardziej, że co chwila mijamy ostrzeżenia przed niedźwiedziami. Trudno, będzie musiał wystarczyć gwizdek.

Cytryn i gumiak

To jest reperacja na miarę naszych możliwości… na miarę możliwości powrotu do Polski, jak się okazało potem :)

Lekcja trzecia: TVN meteo

Po dotarciu powyżej granicy lasu, która po tej stronie gór niebezpiecznie zbliża się do 1800 m, czyli naszej umownej granicy śniegu, zarządzamy biwak w jednym z szałasów. Rozległe polany pokryte roślinnością, krzyżówką jarmużu ze szczawiem, któremu najwyraźniej zimowanie pod śniegiem nie zaszkodziło, w ciągu miesiąca pewnie zapełnią się baraniną. Na razie pusto.

Braki w poszyciu w szałasie nadrabiamy resztkami bimbru z winem, na ognisku wesoło skwierczą baranie kiełbasy i słonina.

Boże jacy byliśmy głodni!

Jest już grubo popołudniu –  poza problemami z życiem o poranku części z nas, dostaliśmy też za swoje na podejściu – na ostatnich 300 metrach ponownie walczyliśmy o każdy metr w pionie z głazowiskiem, którym fantazyjnie poprowadzono szlak. No i trzeba jeszcze doliczyć kilka godzin pod maską samochodu, kiedy to w rumuńskiej dolinie wybucha nam kawałek silnika. Na szczęście reperujemy za pomocą puszki po piwie, linki przerzutkowej i kilku śrub z mostka Syntace. Pestka!

Czego potrzeba?!

Kiełbasa z barana – jest! Słonina – jest! Bimber – jest! Wszystko jest!

Faktem z którym mierzymy się w tempie przyspieszonym, jest zmiana planów i zjazd tą samą drogą, którą tu przybyliśmy – nie popełniamy tego samego błędu co pierwszego dnia, cały podjazd/podejście to bajkowa droga w dół, którą postanawiamy wykorzystać do ewakuacji. Kiedy my zajadaliśmy się przysmakami, zapijając gorzałą, pogoda zmienia się diametralnie – naciągają czarne, kłębiące się chmury, temperatura spada do 2 stopni i prący ku nam front wysypuje z siebie ze wściekłością grad, a zaraz potem śnieg.

Na koniec tej gorączkowej ewakuacji, kiedy w popłochu opuszczamy biwak, nagrywam telefonem krótki film – oglądany z kanapy, pokazuje mizerny widok: 5 chłopa, w dziurawym szałasie na 1800 m, w krótkich gaciach walczy o utrzymanie ognia  przy nadciągającym sztormie. To wszystko gdzieś w rumuńskich, zapomnianych przez wszystkich górach!

Tymczasem w San Remo :)

Powraca czucie

Czucie mózgu powraca ostatnie

W ramach relaksujących części zjazdu…

A  zjazd… Zjazd to już zupełnie inna bajka! Zanim dotrzemy do granicy lasu, dopada nas armagedon. Wali tak strasznie, wszystkim, ze wszystkich sił, że nie bardzo wiemy, w którym kierunku należy iść, już wcześniej nie wiedząc, który to był ten dobry kierunek. Na pewno nie ten. Sporą część w dół i to już w siodle, pokonuję bez czucia w palcach, początkowo myśląc, że to wina hamulców – hamulce hamują, to ja nie czuję jak naciskam na klamki.

Z każdym metrem jest nam coraz cieplej, trwa tu walka o każdy metr, amortyzatory chlupoczą olejami, tarcze popiskują, przez las co rusz niosą się przekleństwa, trzaski i zgrzyty konfrontacji sprzętu z naturą, ale nikt się nie zatrzymuje – jedziemy jak w transie. Pokonując najtrudniejsze formacje, zakręty i sekcje skalne, do wypłaszczenia doliny docieramy cali mokrzy, tym razem od potu. Dymi się z nas, głowa kipi z euforii, a łapki same się składają do przybijania piątek. Tylko trochę się trzęsą.  Z nadmiaru adrenaliny.

Czas do domu!

Żegnaj Retezat, za rok jedziemy do San Remo!

Rodzina w komplecie

Dobre czasy

Good things come those who ride!


Jako że to debiut Michała na 1Enduro, nie pozwólcie mu długo czekać na komentarze! :)

Podobało Wam się?


Zobacz też:

 

  1. To jest to czego brakowało na 1enduro. Opisy wypraw to jest to szczególnie tak extremalnych, oby wiecej takich jak ta.

  2. Te hipsterskie kratki i flanele musza byc? Bo jak kumam nie da sie jechac w ubraniu w jednym kolorze?

    1. @jawid. Wow, ale komentarz. Ty tak serio? :)

    2. Tak, muszą. Przeczytaj tekst a nie tylko patrzaj na fotki. Warto!

    3. Blogi modowe czekają na Twoje komentarze, kolego. Tutaj tylko robisz niepotrzebny wiatr (nieświeży zresztą).

  3. hipsterska wyprawa to i ubrania hipsterskie muszą być :) jest to wszystko spójne choć mało strawne.

  4. aha, z całej relacji najważniejsze że się ubrali w kratkę a nie jednokolorowo :D a kogo to obchodzi? i mówi to dziewczyna! poza tym super wpis, oby więcej

  5. Przepraszam, Ale muszę…”zazdraszczam”. Rewelacja!!! Opis też przyjemny.

  6. Jezu!! Czytam opis wyprawy. Chwytam klimat i łapię zajawę na Rumunię. Kończę przechodzę do komentarzy żeby skrobnąć podziękowania i poprosić o więcej. I co widzę? Dywagację na temat QRWA KOSZULI!?

    Jeździj na czym chcesz, w czym chcesz i jak chcesz.

    TYLKO JEŹDZIJ :)

    1. Dzięki za dobre słowa! Cała przyjemność po naszej stronie… a dywagacje o koszulach… no po coś się je w końcu nosi :)

    2. Słuszna uwaga.

  7. Tak zdefiniowałbym enduro!

  8. Z tymi koszulami to zupełnie tak jak z rowerami.
    „Nieważne (w)czym, pedałuj albo giń” – NSR PAG

    Co do terenu, to przyznać musza, że ciekawy region.

  9. Świetna fotorelacja! Motywująca. Pomysł na trip, grupa przyjaciół, rowery …. no i ciuchy w kratę :-) – chcę się żyć.
    P.s. Michał, brawo za świetny pomysł na współpracę.

    1. Ciuchy w kratę najłatwiej… trudniej o dobrego tripa w gronie przyjaciół, ale staramy się. Dzięki za pozytywny feedback!

  10. podobało się. następnym razem mnie weźcie, mówię po rumuńsku:)

    1. O tak… możliwość komunikowania się z lokalesami byłaby nieoceniona :)

  11. Oby więcej takich relacji :) Super sprawa! Również planuje Rumunie latem 2017 :)

  12. Super motywator!
    Szacun za wyprawę :)

  13. Robilem takie wyprawy juz ponad 15 lat temu, w bradzo podobne gory od Ukrainy, przez polskie Tatry Zachodnie, Slowackie po tamte rejony. Roznica taka, ze inne to byly rowery, inne ubrania, troche inne czasy. Fakty sa takie, ze znacznie wiecej tam noszenia i pchania niz jezdzenia. Wiem doskonale jak wyglada to od kuchni, bo po prostu jezdze, a nie siedze przed kompem, jak ktos zarzucil…Slusznie zauwazono, ze brak cyferek z trasy, brak przewyzszen, km, sredniej itd. Po co? Chocby po to, ze nagle sie okazuje, ze srednia w trasy w danym dniu to 9kmh…Tak przy okazji, jak juz tam czlowiek byl, to zawsze z powodu ograniczonego czasu i pieniedzy robil trase od switu do zmroku, wiec trudno powiedziec czy nazwac to przygoda czy zarznieciem w trasie.
    Uwaga o koszulach? Hm, jak widze kogos z broda w koszuli w krate w rurkach to mnie trzepie.Co nie moge?

    1. Może Ci się to prywatnie nie podobać, ale dziwi mnie, że publikujesz to w komentarzu – takie zwracanie uwagi na to, co ktoś ubiera lub czy ma brodę, jednak dużo więcej mówi o Tobie ;)

  14. No do lewa mi daleko….Przynajmniej mam na tyle odwagi, ze pisze co mysle i wali mnie co ktos o tym mysli.
    Tak przy okazji, w Twoich artykulach jest tak wiele porownan, ktore moga kogos urazic, ze sam moglbys zmilknac ;] Tak przy okazji, mnie nie przeszkadzaja…

    1. „takie zwracanie uwagi na to, co ktoś ubiera lub czy ma brodę, jednak dużo więcej mówi o Tobie”

      Oj dużo mówi… Ewidentnie „jawid” sieczką pasiony nie jest:)
      Jest pewna różnica w brodzie, którą ktoś nosi od zawsze i koszuli z warsztatu. Wszystko inne to pozerka wg obowiązującego tryndu. No i relacja też wypindrzona jak wueska na przegląd. Z tego co pamiętam na oryginalnej stronie takiego zadęcia w formę nie było. Pierwsze koty za płoty i czekamy na następne. Będzie lepiej.

  15. Bardzo fajny opis wyprawy, okraszony fajnymi fotami. Podoba mi się, tak trzymać!

    Generalnie trasy w całości do wyczajenia, choć opis czasem wprowadza mocno w błąd.. być może spowodowane pisaniem relacji na żywca albo po prostu pomyłka, ale dość masakryczna.. np. w tej okolicy nie ma rzeki Temesz więc autorom zapewne chodziło o rzekę Rau Mare (do której dopływa rzeczka Zlata gdzie rozpoczęli ostatni dzień), ale z kolei ona nie jest wcale dopływem Dunaju który płynie jakieś 80km na południe!

    Wyguglujcie sobie skan mapy Retezat i wspomagajcie się turisticką warstwą na http://www.mapy.cz, i można sobie łatwo odtworzyć trasę na podstawie punktów orientacyjnych.

  16. Super wyprawa, fajne kraciaste ubrania ale brody za mało!;D Kiedy przegląd modeli na 2017? Chyba już ze 30 razy oglądałem bikeporna Primala+ ale teraz zastanawiam się czy do turystycznego ęduro nie lepiej zamówić AUTHORa VERSUS(myk myka nie ma ale za to miejsce na bidony jest).

    1. Primalowi+ chyba daleko do Authora Versus.
      Ja wybrałbym Authora. Jeżdzę teraz na Pariocie AM 1.0 Ale Versus kusi.
      Główka 65 stopni, RST First w Versusie to włąsciwie Rogue bo oba mają golenie 34mm (First jest ciut cięższy tylko).
      Fajna maszynka zdecudowanie i co najważniejsze dla mnie, rama jest dostępna w prawdziwym rozmiarze XL

  17. Brawo Chłopaki. A kolorowe ciuszki? Wiadomo, na niedźwiedzie ;)

  18. Przeraża mnie ta ilość hejtów. Czy to coś złego, ze ktoś ubiera się modnie ? ;) zajebista przygoda, tylko pozazdrościć. Mam nadzieje że więcej będzie takich relacji :)

  19. Pobudzająca wyobraźnię i wywołująca mrowienie w łydkach(rowerowy „RLS”? :D). Na myśl od razu przychodzi: rzuć wszystko(pakuj rower) i wyjedź…do Rumunii ;)

  20. „masakryczna” pomyłka bo ktoś pomylił nazwę rzeki?? Panie moja druga żona to była „masakryczna” pomyłka.

    1. Kurde… zupełnie jak moja pierwsza!

  21. Czy naprawdę dla niektórych liczy się tylko wynik końcowy, przewyższenia, średnia prędkość itp.? Odkrywanie, poznawanie, cała ta eksploracja nowych miejsc, sama w sobie dostarcza dużo, dużo więcej, niż przejazd wyznaczoną trasą po beskidach, czy innych górkach. To, że czasami trzeba prowadzić rower przebijając się przez formację skalne, czy inne nie przejezdne szlaki, to już znaczy, że wyprawa była zła? Jestem człowiekiem z gór i takie obcowanie z naturą jak najbardziej mnie cieszy, gdzie jadę z nieznane i nie wiem do końca co mnie czeka i na dokładnie mam się przygotować. Rowerowy survival, bo chyba o to w tym wszystkim chodzi. Pozdrawiam :)

  22. Mamy przyjemność razem z żoną od paru lat znać Michała i udało nam się spędzić kilka dni razem rowerowo i to co spotkało nas najlepszego podczas tych wycieczek , to jest Michał !!! Dlatego zrozumieć tą relacje mogą tak naprawdę osoby które go znają , a w co sie chłopina ubiera ? My go kochamy nawet gdyby jechał w czymkolwiek ! Pozdrowerek dla wszystkich

  23. Coś pięknego COŚ PIĘKNEGOOOO…pzdr całą ekipę w „szkocką kratę” – Jak dla mnie krew , pot i łzy to jest to co Tygrysy lubią najbardziej !!!Fajnie i lekko się czytało…

    pzdr ekipę & Ride for Fun

  24. Wszystko fajnie ,ale po co brać takie rowery na wyprawe? Nie lepiej coś lżejszego? Więcej noszenia i pedałowania pod góre ,jak tych zjazdów na których i tak nie wykorzysta się możliwości roweru enduro , bo kto będzie ryzykował poważną kontuzje w dziczy? Oczywiście nie odbieram nikomu prawa do jazdy na takim czy innym , ale mnie to dziwi.

    1. Ale że 13kg 601 ciężka? :)
      Rower enduro jest na tyle uniwersalny, że całkiem nieźle ogarniamy jazdę w górę i noszenie, a z drugiej strony nie ogranicza nas w dół sprzętowo – tylko umiejętnościami.

    2. Odpowiedź jest prosta – bo można :). Sami z ekipą robimy podobne tripy w Polsce i na Słowacji, gdzie nieraz jest to 5 godzin noszenia i 20 minut zjazdu. Efekt? Banan na ryju przez cały dzień.
      Dla mnie rower to coś więcej niż jazda – to bardziej przygoda, zakończona zjazdem :).
      Jednym się to spodoba, innym nie.

Dodaj komentarz do tekstu Parcul National Retezat – Rumunia

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top