Menu
Menu Szukaj

Test: Kombinezon Dirtlej Dirtsuit Classic Edition

Masz już wszystko… poza czasem na jazdę? Mam coś dla Ciebie – pajacyka kombinezon przeciwdeszczowy Dirtlej Dirtsuit Classic Edition, którego cel jest prosty: wykluczenie kwestii pogody z procesu decyzyjnego o wyjściu na rower.


Dirtlej Dirtsuit Classic – pierwsze wrażenia

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Co to jest? To kurtka przeciwdeszczowa i wodoodporne szorty połączone w całość, dzięki czemu woda i błoto nie mogą dostać się do Twojego organizmu przez szczelinę w okolicach… pasa (możesz to rozumieć, jak chcesz ;)). Dzięki temu, po deszczowo-błotnej jeździe wystarczy ściągnąć z siebie jedną rzecz i można wskakiwać do auta/wanny.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Krój jest bardzo wygodny i nie przeszkadza w czasie jazdy. Dzięki ściągaczom na pasie, nawet nie rzuca się też w oczy, że to kombinezon (choć kolorystyka raczej nie pomaga w „nie rzucaniu się w oczy”).

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Ciekawostka: Dirtsuit to niemiecki wynalazek. Aż dziw, że nie brytyjski, bo na tamtejsze warunki jest to produkt wręcz idealny. A w Polsce? Jego przydatność jest ograniczona do wiosny i jesieni. Choć jak się chwilę zastanowić, to jednak jest pół roku…

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Na ten okres musisz jeszcze nałożyć filtr temperatur, bo poniżej zera nie każdy zaakceptuje krótkie spodenki, a powyżej 15 stopni robi się w DirtSuicie zbyt gorąco.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

A to i tak tylko dzięki siateczkowej podszewce (na całej powierzchni) i bardzo dużym zapinanym otworom wentylacyjnym.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Sam materiał nie należy do najlepiej oddychających. Producent deklaruje 10000 mm, podobnie jak w przypadku wodoodporności.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

W regulacji temperatury pomagają tutaj… nogi, co prowadzi nas do niewygodnego pytania, które zadaje sobie chyba każdy, kto widzi Dirtsuita po raz pierwszy: po co Ci krótkie spodenki, jeśli jest zimno i pada?

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Wytłumaczenie jest takie, że nikt nie lubi mokrych butów, a w długich spodniach woda ścieka na nie po nogawkach, dodatkowo je nasączając. Hm, brzmi logicznie.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Jeśli jednak tak jak ja uważasz, że woda na buty leci głównie spod przedniego koła, ucieszy Cię wiadomość, że są też wersje z długimi nogawkami (Dirtsuit SFD i Core). W dodatku odpinanymi, więc będziesz mógł zweryfikować powyższą argumentację na własnej skórze (dosłownie).

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Woda nie wleje się też do wodoodpornych kieszeni. A konkretnie jednej kieszeni (na piersi), do której można schować telefon lub aparat. Pozostałe pełnią funkcje ozdobne. Bo jest na przykład wewnętrzna kieszonka na piersi, ale po tej samej stronie, co zewnętrzna, więc w zasadzie nie da się ich używać jednocześnie. Hej, niemieccy konstruktorzy – serio?  O pozostałych wspominam z kronikarskiego obowiązku, bo zmieszczą co najwyżej karnet, kartę kredytową i składany kluczyk do auta.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Obszerny jest za to kaptur – w najgorszą pogodę można go nałożyć na kask. A w ciut lepszą, zwinąć w kołnierzu, żeby nie przeszkadzał w czasie jazdy.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Podobają mi się też przedłużone z góry mankiety, zachodzące na rękawiczkę. Ich szerokość można regulować rzepem.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Szerokość nogawek nie jest regulowana i… dość spora. Przyzwyczaiłem się do bardziej smukłych krojów. Nie uznaję tego za wadę, ale jest to rzecz, którą można by poprawić – węższe nogawki dodatkowo ograniczyłyby dostęp wody i błota do ciała. Trochę dłuższy mógłby być też zamek – sikanie jest, delikatnie mówiąc, utrudnione. Trzeba uważać, żeby… się nie pobrudzić ;)

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Choć biorąc pod uwagę zastosowanie, kombinezon i tak będzie uwalony po każdym użyciu. Można go prać w pralce, choć najlepiej chyba po prostu spłukać go wężem/prysznicem i zostawić do wyschnięcia przed kolejną jazdą. Tak, zostaną plamy, ale to nie jest część ubioru, która kiedykolwiek będzie idealnie czysta.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Dirtsuit Classic kosztuje 759 zł, co wydaje się wysoką ceną, dopóki nie porówna się jej do oddzielnej wodoodpornej kurtki i szortów. W tym miejscu pojawia się słuszny kontrargument, że normalną kurtkę lub szorty można wymienić oddzielnie w razie uszkodzenia. A w mokrych warunkach o glebę przecież nietrudno.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Na szczęście wytrzymałość Dirtsuita jest naprawdę dobra – zaliczyłem w nim parę ślizgów, które nie zostawiły żadnych śladów. Materiał jest bardzo solidny, a wykonanie typowo niemieckie.

Aktualizacja 22.07.2018 (pół sezonu jazdy)

Po kilku praniach ujawniła się jedna wada związana z jakością materiału – zielony kolor z czasem… zostaje w wannie. Po pół roku nie jest już tak soczyście zielony, co nie najlepiej wróży kilkuletniemu użytkowaniu…


A komu to potrzebne?

Biorąc pod uwagę zakres zastosowań Dirtsuita, wydaje się, że użyjesz go 5 razy w roku i… trochę tak jest ;) Ale prawdopodobnie będzie to kluczowe 5 dni sezonu – na przykład podczas zaplanowanych pół roku wcześniej wakacji w Alpach, które okazały się tygodniową deszczowo-błotną masakrą.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

O zawodach nie wspominając!

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Możliwość założenia „skorupy” odcinającej od warunków atmosferycznych docenią też ojcowie i matki (tudzież pracownicy korpo…), którzy nie mogą (czyt. nie chcą) pozwolić sobie na przepuszczenie bezcennej okazji do jazdy z powodu deszczu. Jak wiesz, lubię wynalazki zwiększające ilość czasu dostępnego na jazdę (fatbike, dobre lampki…), a Dirtsuit się do tej kategorii zalicza.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Niepewne prognozy? Wrzucasz kombizenon do torby i załatwione.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower


Dirtlej Dirtsuit Classic – werdykt

Dirtsuit to nie jest produkt pierwszej potrzeby, dla osoby liczącej każdą złotówkę. Raczej jest on skierowany do tych, którzy mają już wszystko i szukają czegoś nowego, żeby było jeszcze troszkę lepiej, niekoniecznie niskim kosztem. I takie oczekiwania Dirtsuit świetnie spełnia. To Bardzo specyficzna odzież o ograniczonym zastosowaniu, ale w tym wąskim zastosowaniu absolutnie bezkonkurencyjna. Wybrałby jednak wersję SFD/Core, która dzięki długim, odpinanym nogawkom będzie zdecydowanie praktyczniejsza.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition - kombinezon przeciwdeszczowy na rower


Walety:

  • genialnie proste rozwiązanie na deszcz i błoto;
  • zwiększa ilość czasu na jazdę;
  • sporo praktycznych detali;
  • obszerny kaptur zachodzący na kask;
  • jakość wykonania.

Zady:

  • ograniczony zakres zastosowań;
  • mało funkcjonalne kieszenie;
  • kolor blaknie w praniu.

Dirtlej Dirtsuit Classic Edition

Cena: 759 zł
Dostępne rozmiary: S/M/L/XL/XXL
Wodoodporność: 10 000 mm
Oddychalność: 10 000 mvp

Strona producenta


Bonus: Pozostałe warianty Dirtsuita

Dirtsuit Classic – opisywany tutaj „wariant domyślny”, optymalny kompromis parametrów, trwałości i ceny – 759 zł

Dirtsuit Pro (dostępny również w wersji damskiej) – to samo, tylko z lepszą membraną – 899 zł

Dirtsuit SFD (dawniej Core) – bardziej pancerny wariant, z odpinanymi nogawkami i rękawami – ok. 1200 zł?

Dirtsuit Light – cienki i lekki (kosztem wytrzymałości), bez problemu zmieścisz go dnie plecaka – 489 zł


Zobacz też:

 

18
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
BorysBartek HBartłomiej KarkonoszeMichał LalikMaćko Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Andrzej
Gość
Andrzej

I nie wygląda też na najlepiej oddychający. Komibnezon miałby szansę zdetronizować ulubioną przez mojego psa część garderoby, czyli skarpetki. Oddychalność jest kluczowa, żadne nawiewy nie pomogą. Niektórzy spocą się w najlepszym gore a co dopiero w czymś takim. BTW, mam kurtkę już dość starą GORE by bike i tam jest cienki wodoodporny kaptur który mieści się pod kaskiem. Wg mnie to lepsza opcja.

Mirek
Gość
Mirek

Gdzie robiłeś fotki? Fajny teren. A kombinezon raczej dla tych z UK&I.
U nas to raczej sie nie przyda.

Mirek
Gość
Mirek

No i cena z długimi nogawkami to jest z kosmosu.

Johnny Stag
Gość
Johnny Stag

Trzeba będzie zakupić. Za 2 lata jak popatrza temat na Ali/polskie firmy:)

Adrian
Gość
Adrian

Jak poszukasz to spokojnie znajdziesz kurtkę i spodenki osobno w tej cenie jak nie lepszej, Endury choćby .

Krzych
Gość
Krzych

Co to za buty ? Kolorystycznie pasują do Marina idealnie ;)

Łukasz
Gość
Łukasz

…ale na bal przebierańców jako „ufok” jak znalazł :D

Mateusz
Gość
Mateusz

Jak dla mnie to jest idealna wdzianko dla Likwidatora w Czarnobylu. Nawet kolor perfekt.

Maćko
Gość
Maćko

Cześć !
A tak z innej beczki, szukam wytrzymałego i wygodnego siodełka do mtb. Polećcie coś proszę tak do dwóch stów.

Bartłomiej Karkonosze
Gość
Bartłomiej Karkonosze

Pogotowie wodno kanalizacyjne WUKO takie ma!

Bartek H
Gość
Bartek H

Mam Dirtuit Core z długimi, choć przykrótkimi nogawkami. Recenzja rzeczowa, trafna, dowcipna jak zwykle, tak trzymać. Dyskusja o Dirtsuit polaryzuje jak temat Ebike. Mam oba. Nie oddam żadnego. Ktokolwiek SPRÓBOWAŁ niech pierwszy rzuci kamień. W marcu na Otwarciu Sezonu na Ślęży w moim Dirtsuit Core ze stuptutami na moim Ebiku o mocy zakazanej przez Biblię darłem puch z suchym tyłkiem i nogami. OK, nie byłem najszybszy w dół ani skillem ani stylem nie dorównuję nikomu tam obecnemu, ale co tam, bawiłem się MEGA. Nie mam testowanego tu kombizenonu, jednak mój Dirtsuit Core spokojnie sprawdza się podczas jazdy od minus 10… Czytaj więcej »

Borys
Gość
Borys

Już wiem z czym mi się to kojarzy:
Daft Punk
:-)

Czytaj kolejny artykuł

Hajlajtsy: 6 wniosków z Festiwalu Joy Ride Kluszkowce 2018

W 2016 na zawodach enduro w Kluszkowcach tak zmarzłem i przemokłem, że na myśl o tym dalej mam gęsią skórkę. Oczywiście, kiedy rok później zrezygnowałem z udziału, cały weekend świeciło słońce i żałowałem zmiany planów… Tym razem postanowiłem więc olać prognozy i jechać, choćby miało walić gradem i piorunami. Jak się domyślasz, dokładnie tak się skończyło… Oto 6 lekcji, których nauczył mnie Małopolska Joy Ride Festiwal 2018.


1. Pogoda to dziwka

Pierwszego dnia budzi nas błękitne niebo i widok na Tatry. Postanawiam więc jechać OS1 „na lekko”, ale przebiegle zostawiam w aucie kombinezon przeciwdeszczowy, żeby przebrać się przed zapowiadaną na popołudnie burzą. Ale jak na złość, kiedy wracam do miasteczka festiwalu, po niebie dalej przesuwają się tylko pojedyncze chmurki. Ruszam więc na OS2 w zwykłych ciuchach. Burza z ulewą przychodzi w „najlepszym” momencie – dokładnie, kiedy ustawiam się w kolejce do startu na otwartej polanie… W sam raz, żeby przemoknąć i zmarznąć tuż przed zjazdem spływem dwóch kolejnych OS-ów…

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

Drugiego dnia, myślę sobie: „HAHA, tym razem nie dam się tak zaskoczyć!”. Choć pogoda znów kwalifikuje się na szorty i japonki, ja z samego rana wskakuję w kombinezon. Jestem gotowy na wszystko! Może tylko za wyjątkiem skwaru lejącego się z nieba aż do późnego popołudnia… Znów z jazdy wracam mokry – choć tym razem od potu.

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

[Przerywnik fotograficzny – żeby nie było, że wszystko takie mokre i brudne]

O tym, że w Kluszkowcach zawsze świeci słońce, kiedy mnie tam nie ma, już nawet nie wspominam… Obiecuję przed kolejnym Joy Ride opublikować oficjalny komunikat, że jadę. Wtedy każdy z Was będzie mógł sobie przygotować odpowiedni zapas wodoodpornych ubrań i wozić je ze sobą na wypadek nagłego oberwania chmury.

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

Spectral w specjalnym, limitowanym malowaniu „kameleon”.

2. „Nie startować w enduro”

↑ To mój apel do siebie samego wysłany w przyszłość, do roku 2019.

Wspomniałem już o kolejce do startu – po kilkadziesiąt minut trzeba było czekać na każdym odcinku, bo harmonogram posypał się już na OS1. Całkowicie rozumiem, że obsuwa może się zdarzyć przy przenoszeniu pomiaru czasu pomiędzy OS-ami, ale jeśli problem jest już od samego rana, to jest to zwykła amatorszczyzna.

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

O ile rekordowe oczekiwanie na start OS-ów można jeszcze podciągnąć pod sentymentalną podróż do czasów „koleżeńskich” zawodów sprzed kilku lat, to skasowanie wszystkich wyników z jednego OS-u chyba się jeszcze nie zdarzyło. Przyczyna: zamoknięcie laptopa z wynikami. Halo, czy ktoś słyszał o czymś takim jak „backup”…?

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

Co gorsza, żywioł pochłonął OS1 – najdłuższy (a więc z największymi różnicami czasowymi) i jedyny przejechany przez wszystkich w takich samych warunkach…

Organizacyjnej porażki żałuję podwójnie, bo trasa była naprawdę super – nie za łatwa, nie za trudna, taka „w sam raz”. Włącznie z OS4, który zaskoczył każdego, kto spodziewał się nudnej bikeparkowej linii. Chwalił ją niejeden zjazdowiec, znudzony krótkim i stosunkowo łatwym ściganiem w DH. Nawet usypane na zawody bandy wytrzymały skrajnie trudne warunki, dzięki czemu ślizgi w błocie były względnie bezpieczne i dawały sporo frajdy.

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

Co jak co, ale za OS-y i ich przygotowanie należy się wysoka piątka!

Nie zmienia to jednak faktu, że lepiej byłoby pojeździć po nich bez kolejek, chociażby ze Stravą (i dużo osób tak zrobiło, sądząc po słabej frekwencji). Dlatego też w przyszłym roku polecam start w enduro wyłącznie pod warunkiem zmiany firmy odpowiedzialnej za pomiar czasu. Błąd podwykonawcy może się zdarzyć, ale kolejna wtopa z rzędu przenosi już odpowiedzialność na organizatora, który znowu zdecydował się go zatrudnić.

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

3. Testowanie rowerów jest zajebiste

Żałuję, że zamiast startować w zawodach, nie skupiłem się na testowaniu rowerów – możliwość przejechania się na kilku(nastu) różnych sprzętach z tej samej kategorii to chyba najlepsza rzecz festiwalu. A testówek było mnóstwo! Od nowego Speca Stumpjumpera, przez kontrowersyjnego Marina Wolf Ridge (mój wybór – opis niedługo!), aż po całe stado elektryków, z powszechnie wychwalanym Pivotem Shuttle na czele. Było też sporo marek, które zwykle trudno jest obejrzeć na żywo – jak moje ulubione Whyte i Canyon.

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

…choć akurat Canyony rzadko można było spotkać na stoisku ;)

Wyjazd na Joy Ride to punkt obowiązkowy dla każdego, kto myśli o nowym rowerze. W jeden weekend można tu zdobyć więcej praktycznej wiedzy, niż przez 100 lat ślęczenia nad tabelkami.

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

PS. Niedługo opublikuję poradnik, jak najlepiej się do takich testów przygotować, żeby z krótkiej przejażdżki (w większości przypadków było to zaledwie 30 minut) wycisnąć maksimum doświadczeń.

4. Testowanie rowerów jest niebezpieczne

Z drugiej strony, może lepiej, że ograniczyłem się do wypożyczenia tylko jednego roweru? To chyba jakiś omen, bo każde takie demo kończy się dla mnie epickim lotem na pysk. Tak było rok temu na zlocie w Przesiece i tak też było w Kluszkowcach. A do ostatniej chwili zastanawiałem się nad kaskiem fullface, który uratował integralność mojej twarzy… Chociaż jedna dobra decyzja „ubraniowa” tego weekendu!

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

5. Wszyscy kochają elektryki

Wracając do testowania – z dostępnością rowerów nie było problemu. Chyba że chodzi o e-bike’i! Jak pisałem ostatnio, elektryki zazwyczaj hejtują osoby, które nigdy nie jeździły na nich po górach. Podczas Joy Ride, ta grupa znów mocno się skurczyła!

→ Więcej: Test: Napęd e-bike Shimano STEPS E8000

Popularność testowych e-bike’ów nie wynikała tylko z tego, że w krótkim czasie testu, ze wspomaganiem można było więcej przejechać – w końcu obok na okrągło kursował wyciąg. To po prostu kupa frajdy bez żadnych uprzedzeń – motyw przewodni Joy Ride Festiwalu.

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

6. W rowerówce to jednak fajni ludzie pracują

Uczestnicy festiwalu byli otwarci nie tylko na elektryki. Regularnie można było zobaczyć osoby z branży szalejące na rowerach konkurencji, a stoiska były pełne największych pasjonatów, dzielących się wiedzą o nowych produktach. Każdy mógł tu pogadać o rowerach, przybić piątkę z Mattem Jonesem, pomacać nowinki i czasem nawet coś fajnego sobie kupić (szkoda, że dalej nie na każdym stoisku). Możliwość spotkania się ze znajomymi (i rowerowo zajaranymi nieznajomymi) to zdecydowany hajlajt tego wyjazdu, który ratuje wiele niedociągnięć.

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja


Podsumowanie

Z Kluszków wyjeżdżałem wymęczony, poobijany i w sumie… niezadowolony. A jednak po drodze podjechałem jeszcze na kolację do parkowej knajpki, żeby jeszcze przez chwilę poczuć tę wakacyjną atmosferę przed powrotem do domu. Taki wyjazd to całkowite odcięcie od szarej rzeczywistości i choć dużo można narzekać, to siedząc dzień później w pracy, i tak trochę się tęskni za tymi „problemami”.

Czy w związku z tym pojadę na Joya za rok? Nie wiem… Ale jeśli tak, to na pewno z nastawieniem na pełne dwa dni testowania rowerów. I z trzema kompletami wodoodpornych ciuchów!

Festiwal Joy Ride Kluszkowce 2018 - zawody Enduro relacja


Wyniki zawodów enduro znajdziesz tutaj.

Aktualizowane na bieżąco linki do zdjęć tutaj:


Zobacz też:

 

23
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Radek
Gość
Radek

wstęp do artykułu mega rotfl :)))))))))))))))))

Mateusz
Gość
Mateusz

może teraz będę narzekał jak typowy Polak ale wpisowe jest doś duże w zawodach Enduro w porównani z innymi to naddatek w pakiecie startowym jest oprócz trytytek guma kulka dlatego ten pomysł z testowaniem i jazdą na Strava jest ok sam miałem tak zrobić w tym roku tylko coś nie wyszło

Loki
Gość
Loki

Guma kulka xD

Kamil
Gość
Kamil

Czyżby niedługo test widelca Cane Creeka ?

Mateusz Ptak
Gość
Mateusz Ptak

Czego używasz do przyczepiania dętki do ramy?

Blake Slant
Gość
Blake Slant

Poczytaj, bo są też trochę bardziej budżetowe opcje :)

http://endurotrophy.pl/forum/showthread.php?tid=28&pid=328914#pid328914

mazswojejzony
Gość
mazswojejzony

Ja używam zwykłej taśmy dwustronnej z rzepem. Można kupić w lepszej pasmanterii za kilka złotych. Coś takiego: http://allegro.pl/tasma-rzep-do-kabli-dwustronna-czarna-30mm-1m-i6842894634.html

pablos D
Gość
pablos D

Pogoda jest jak życie :)
W punkcie 4: „Tak było rok temu na zlocie w Przesiece (link)” – brak linku

Tom
Gość
Tom

A ja czwarty raz z rzędu wybieram się właśnie na początek festiwalu na testy w piątek i po raz czwarty widzę porażkę organizacyjną. Nauczony doświadczeniem poprzednich edycji przyjeżdżam przed południem, odbieram umowy na wypożyczenie rowerów (sprawnie) i idę na stoisko marina po rower, który ktoś już pewnie od godziny testuje (testy się zaczęły o 10 rano) i zaraz wpadnie w moje ręce. Na moje pytanie gdzie jest rower i kto mi przykręci pedały kolesie patrzą jeden po drugim… Jaki rower? Taki? Takiego w ogóle tutaj nie mamy…M-ka? Mamy jakąś m-kę? Gdzie my w ogóle mamy rowery testowe? Gdzie jest xsiński?… Czytaj więcej »

Marek
Gość
Marek

>> harmonogram <<

Bartek
Gość
Bartek

Dotykales nowego sztywniaka od Marina :D. Fajnie by bylo, zobaczyc jego recenzje na blogu :)

Marcotrial
Gość
Marcotrial

najlepsza dla mnie była niedziela kiedy miałem umówione kilka rowerów od 10 do 15 godziny a do wyciągu nie było kolejek bo jeździł osobny mniejszy. Dzięki czemu z przerwami na obiad i inne zjechałem 15 razy :) różnymi trasami (poza Dh) także elektryki nie były niezbędne. pozdrawiam

Josef
Gość
Josef

Niestety dla organizatora zawódow enduro w ramach Joy Ride podjąłęm tą samą decyzję: jadę za rok na festiwal ale wyłącznie turystycznie z nastawieniem na testy rowrów a wierzę że oferta e-bajków będzię obszerna do potęgi „E”.

Maćko
Gość
Maćko

Organizator Joy Ride pobił chytrą babę z Radomia. Startujący w Garmin Enduro nie dostali nawet kropli wody (nie licząc tych deszczu) :)

Mar1ecki
Gość
Mar1ecki

To może w końcu doczekamy się testu Twojego nowego Canyon-a ???? :) :) :) Akurat się do niego przymierzam i fajnie by było coś o nim przeczytać przed zakupem :)
Pozdrower :)

Czytaj kolejny artykuł

Test: Napęd e-bike Shimano STEPS E8000

Biednemu zawsze wiatr w oczy… Ale jeśli masz kilkanaście tysięcy złotych na rower, możesz sobie kupić wiatr zawsze w plecy. I to huraganowy! Tyle, że nie nazywa się Katrina ani Ksawery, a Shimano STEPS. Oto napęd e-bike japońskiego giganta w szybkim teście.


Napęd przetestowałem we współpracy z Shimano Polska.


Shimano STEPS E8000 – pierwsze wrażenia

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Napęd Shimano objeżdżałem w rowerze Romet ERE 501 – modelu tak świeżym, że nie ma go jeszcze nawet na stronie producenta. Trzeba przyznać, że w nowym malowaniu wygląda całkiem nieźle.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Duża w tym zasługa silnika. Jest on zgrabniejszy (i lżejszy) od innych systemów, z wyglądającym jak hamulec od karuzeli Boschem na czele.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Niewielkie gabaryty napędu dają też większe pole manewru projektantowi ramy – zarówno w kwestii geometrii, jak i umiejscowienia elementów zawieszenia.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Zaletą Shimano na tle innych silników jest też wąski Q-factor, czyli rozstaw pedałów. A szosowcy na mieście mówio, że wąski Q-factor ⇒ lepiej. W STEPS jest on taki sam, jak w zwykłej korbie XT.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Normalny jest też rozmiar zębatki, co powinno się dobrze odbić na jej trwałości. Osoby pierwszy raz jeżdżące na elektryku mogą być tylko zorientowane tym, że kręci się ona niezależnie od ramion korby. Ich krótkie ramiona (165 mm) ułatwiają utrzymywanie wysokiej kadencji w technicznym terenie.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Silnik chroni solidna osłona. Co ciekawe, jest to też element systemu Shimano. Dzięki temu łatwo ją dokupić w razie uszkodzenia. Również inne problemy powinny być stosunkowo łatwe do rozwiązania, bo producent mocno stawia na szkolenie mechaników sieci Shimano Service Center.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Kolejnym elementem jest akumulator litowo-jonowy, który delikatnie mówiąc, już taki smukły nie jest. Póki co, przy standardowej pojemności 500 Wh, trudno to przeskoczyć…

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Co prawda Shimano ma też w ofercie dużo lepiej wyglądającą baterię zintegrowaną, ale zaletą standardowego „delfinka” jest łatwość dokupienia zapasu i gabaryty kompatybilne z plecakiem (niewielka długość i masa około 2.6 kg).

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Akumulator można ładować zarówno w rowerze, jak i oddzielnie. Napełnienie od 0 do 100% trwa 5 godzin, ale po 2,5 będziesz już miał do dyspozycji 80%. Szybkie „obiadowe” doładowanie powinno zwiększyć zasięg o 30-50% (zależnie od liczby dań).

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Na grzbiecie „delfinka” znajdziesz tzw. „włancznik”, czyli przycisk do „włanczania” całego systemu. Jak również 5-kreskowy wskaźnik poziomu naładowania.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Jest on zdublowany na wyświetlaczu. To bardzo kontrastowy, kolorowy OLED – przynajmniej widzisz, za co płacisz, a nie jak w niektórych systemach z wyświetlaczem z kalkulatora… Idealnie przemyślany jest jego kształt – smukły, schowany przy mostku, prawie niemożliwy do uszkodzenia przy glebie. Można na nim sprawdzić wszystko, z kadencją włącznie, choć nie jednocześnie (np. prędkość i pozostały zasięg). Potrafi też wyświetlać aktualne przełożenie, jeśli podłączysz do niego przerzutkę elektryczną Shimano Di2.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Co ciekawe, zasięgu nie da się też wyświetlić na stałe – po około minucie wyświetlacz wraca do pokazywania prędkości. Chyba celowo, żeby nie stresować użytkownika?

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Do zmiany trybów służy manetka, co do której mam mieszane odczucia. Z jednej strony jest ideałem ergonomii – przyciski same wpadają pod palec, mają odpowiedni skok, opór i kliknięcie (plus pipnięcie).

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Ale z drugiej strony, zajmuje miejsce manetki sztycy regulowanej, z której korzysta się częściej. Dwa mniejsze guziczki tuż przy gripie (takie jak w miejskim STEPS E6000) byłyby lepszym rozwiązaniem.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Działanie systemu jest bardzo proste i intuicyjne – bez wcześniejszego doświadczenia i bez zaglądania do instrukcji szybko rozkminiliśmy wszystkie funkcje i ruszyliśmy na szlak. Jedynie włączenie Walk Assist wymagało 10 sekund zastanowienia (wystarczy w dowolnym trybie przytrzymać dolny przycisk).


Tryby pracy

Shimano STEPS oferuje 3 tryby pracy:

  • Eco – idealny na długie, szutrowe podjazdy i wycieczki ze znajomymi na zwykłych rowerach. Bardzo łagodnie obchodzi się z baterią, ale pozwala bez problemu podjeżdżać to samo, co podjechałbyś na nie-elektryku.
  • Trail – tryb automatyczny, który precyzyjnie dozuje moc w bardzo szerokim zakresie, zależnie od nacisku na pedały i kadencji. Działa na tyle skutecznie, że spokojnie mógłby być jedynym trybem.
  • Boost – jeśli masz przed sobą niemożliwą ściankę, na której normalnie zarzucałbyś rower na plecy (lub w krzaki), Boost prawdopodobnie sobie z nią poradzi. Normalne podjazdy ten tryb zamienia w zjazdy – wymagające planowania linii, składania roweru w zakręty, a czasem nawet… hamowania. W łagodniejszym terenie jest jednak trochę bez sensu, bo działa prawie jak motocykl – w zasadzie musisz tylko ruszać nogami, żeby po chwili osiągnąć dość gwałtowne odcięcie przy 25 km/h.
Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Co ważne, stopień wspomagania wszystkich trybów można spersonalizować w aplikacji E-TUBE na smartfona. Ze względu na ograniczony czas testu, wolałem skupić się na jeździe, zwłaszcza że „seryjne” tryby podeszły mi idealnie. Ale fajnie, że jest taka możliwość – może to być istotne np. dla osób bardzo lekkich/ciężkich.


Na szlaku

Na przetestowanie STEPS-a mieliśmy z żoną dwa dni. To mało, zwłaszcza że nasze doświadczenie w temacie e-bike’ów jest mizerne. Postanowiliśmy więc upchnąć w tym czasie maksimum jazdy – tyle, na ile pozwoli akumulator… i jeszcze trochę.

Bo to właśnie zasięg zawsze uważałem za największą wadę elektryków. Shimano obiecuje 100 km w trybie Eco, 75 km w Trail i 50 km przy ciągłej jeździe na Boost. Ale wiesz, jak to jest z tymi obiecankami… dotyczą one raczej jazdy po płaskim.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

W górach, określenie realnego zasięgu jest równie trudne niemożliwe, jak podanie idealnego ciśnienia w oponach – zależy od zbyt wielu czynników (teren, siła wspomagania, masa ridera, prędkość i styl jazdy, kadencja…). Ale podobnie jak z ciśnieniem, jak dobrze poszukasz, znajdziesz przybliżony zakres: zazwyczaj podawany jako 1200-1500 m przewyższenia.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

…a ponieważ nie chciało mi się liczyć przewyższeń srebrnogórskiego trail-parku, po prostu wymyśliłem pierwsze wyzwanie: wszystkie linie Tras Enduro Srebrna Góra by Kellys na jednym ładowaniu.

Dzień 1: Wszystkie Trasy Enduro w Srebrnej Górze

Jazdę zaczynamy w Centrum Testowym Romet przy Willi Hubertus od… podjazdu. Żeby nie tracić wysokości asfaltem, włączamy tryb Eco i ekspresowo podjeżdżamy pod twierdzę, skąd zaczyna się ostatni odcinek trasy C1.

Jak na zjazd rozgrzewkowy – dość ambitnie. Masa roweru początkowo przytłacza, a ustawione „na czuja” zawieszenie wybija z hopek w niezbyt kontrolowany sposób. Po kilku postojach regulacyjnych jest zdecydowanie lepiej, ale odrywanie prawie 22-kilogramowego Rometa od ziemi nadal wymaga sporo siły i prędkości.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Skakanie zdecydowanie nie jest mocną stroną e-bike’ów! Co nie znaczy, że się nie da ;)

Na dole nawet nie zatrzymujemy się przy kolejce do „tarpana” – od razu ruszamy na trasę podjazdową.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

To długi, kręty singiel, wprost stworzony do jazdy na e-bike’u!

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Dopiero teraz zrozumiałem jego oznakowanie jako „E” ;)

Żeby się nie nudzić, włączamy tryb Trail. Na ciasnych nawrotach bardzo doceniam jego precyzję – dozowanie siły wspomagania jest bardzo subtelne i na „agrafkach” pokonywanych na granicy podpórki silnik działa bez nagłych, wytrącających z równowagi szarpnięć.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Z kolei po wyjściu na prostą, pozwala błyskawicznie przyspieszyć do „przelotowych” 15-20 km/h.

Zastanawiam się przy tym, jaki jest sens „chipowania” elektryków, tzn. zdejmowania blokady odcinającej wspomaganie przy 25 km/h. Na podjazdach jest to naprawdę spora prędkość, której utrzymanie wymaga ciągłej jazdy w trybie Boost. Jego połączenie z brakiem odcięcia to moim zdaniem rozwiązanie dla zakompleksionych niedoszłych motocyklistów, z którego biorą się wszystkie kontrowersje dotyczące e-bike’ów…

Zwłaszcza, że po przekroczeniu 25 km/h, opory stawiane przez silnik nie są odczuwalne. Bardziej doświadczeni testerzy uważają to za bardzo dużą zaletę Shimano STEPS.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

„Legalny” poziom wspomagania jest w sam raz, żeby dalej czuć się jak na rowerze.

Co innego przy podjeżdżaniu z wyłączonym silnikiem… Kiedy skończy się prąd, lepiej żebyś miał do domu z górki! Opór stawiany przez silnik może i jest niewielki, ale przy masie roweru ocierającej się o 22 kg, będziesz płakał za każdym utraconym watem.

Ale hej, to w końcu udało się przejechać wszystkie trasy, czy nie?

Oczywiście, że tak, i nie!

Zanim zacząłem pchać rower, zjechałem trasy A, A1, A2, B i dół C1. W drodze na ostatni „nieodhaczony” górny odcinek C1 ujrzałem to, co każdemu właścicielowi e-bike’a śni się po nocach:

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Co się stało chwilę później, już się domyślasz…

Połowę C1 musiałem więc odpuścić. Ale gdybym w ciągu dnia częściej korzystał z trybu Eco i nie powtarzał sekcji do zdjęć, zrealizowałbym plan w całości.

Jak bardzo ambitne było to wyzwanie, zdałem sobie sprawę dopiero po rzuceniu okiem na Stravę – blisko 2000 m przewyższenia na jednym ładowaniu! W dużym stopniu wynika to z mojej masy (ok. 65 kg), ale takiego wyniku nie spodziewałem się nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu.

Dzień 2: Wielka Sowa Superenduro

Zachęceni sukcesem z dnia pierwszego, na niedzielę zaplanowaliśmy bardziej ambitne wyzwanie: tzw. trasę Superenduro, czyli około 25-kilometrowy czerwony szlak pieszy z Wielkiej Sowy do Srebrnej Góry. Jeśli dobrze zagadasz z chłopakami z Tras Enduro, zawiozą Cię na nią busem. Ale od czego są e-bike’i?

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Żeby nie jechać tego samego w dwie strony i zaoszczędzić prąd na trasę właściwą, „dojazdówkę” częściowo poprowadziliśmy łagodnymi szlakami Strefy MTB Sudety.

Trasę od Srebrnej Góry do schroniska pod Wielką Sową (czyli tę właśnie „dojazdówkę”) postanowiłem pokonać wyłącznie w trybie Eco. Okazał się on idealnym wyborem na taką długodystansową wycieczkę, „pchając za siodełko” na podjazdach przy minimalnym zużyciu prądu.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Na Trail przełączyłem się dopiero na stromym i technicznym podjeździe ze schroniska na szczyt Wielkiej Sowy. Na tym gęsto zaludnionym przez turystów odcinku obserwowaliśmy zaciekawione reakcje na atakującą ich od tyłu sokowirówkę – dość głośny i wysoki dźwięk zdecydowanie zwraca uwagę (i po całym dniu jazdy, niestety trochę męczy).

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Na szczycie rzucamy okiem na statystyki. Pierwsza połowa trasy pochłonęła dwie z pięciu kresek baterii – wygląda to nieźle, zwłaszcza że przed nami przede wszystkim zjazd.

Ruszamy więc w dół – co nie znaczy, że odpoczywamy! Naturalny, surowy szlak po kamieniach i korzeniach daje niezły wycisk naszym plecom.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Choć zawieszenie dociążone balastem silnika działa lepiej, niż w zwykłym rowerze, to jednak opanowanie 22-kilogramowego potworka potrafi solidnie zmęczyć.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Techniczne zjazdy były jedynym miejscem, gdzie czekałem na żonę. Na podjazdach, pierwszy raz jechaliśmy razem, albo nawet musiałem ją gonić – na czym bardzo zyskały walory widokowe wycieczki :> Rewelacja!

Dość niesamowite było też oglądanie Malwiny w akcji na pionowych, technicznych podjazdach, nad którymi na normalnym rowerze nie zastanawiałbym się ani sekundy – pomyślałbym ewentualnie nad tym, czy rower wrzucić na plecy, czy jeszcze próbować pchać.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

W e-bike pchanie nie wchodzi w grę! Masa skutecznie do tego zniechęca. Jest co prawda tryb Walk Assist, w którym rower jedzie sam po przytrzymaniu manetki, ale działa on… głównie na płaskim, i to raczej na miękkich przełożeniach. Kiedy robi się stromo, nie licz na jego pomoc!

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

W takich sytuacjach z odsieczą przychodzi tryb Boost, który nagle robi się sensowny – to prywatny wyciąg, dla którego żadne nachylenie nie jest wyzwaniem. Jedynym ograniczeniem jest geometria i trakcja (plusowe opony to w elektryku mus!).

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Wiatrołomowe bierki – tutaj żaden tryb nie pomoże! Trzeba robić biceps i klatę.

Do Srebrnej Góry wracamy z bezpiecznym zapasem kilku kilometrów zasięgu. Przez chwilę zastanawiamy się, czy nie podjechać jeszcze na „brakującą” górną część C1, ale… choć baterie w naszych rowerach mają jeszcze siłę, to my już niekoniecznie!


Wnioski

Tylko dla starców?

Uczestnicy e-bikowej dyskusji dzielą się na tych, którzy już jeździli i na tych, którzy jeszcze nie. Jeśli ktoś twierdzi, że są one dla tych, którzy nie chcą się spocić, prawdopodobnie nigdy nie spędził na elektryku takiego weekendu jak opisany powyżej.

Powiedziałbym, że zmęczyliśmy się tak bardzo, jak na normalnych rowerach, ale po pierwsze przejechaliśmy więcej, a po drugie – zmęczyliśmy się inaczej. Nogi faktycznie bolały mniej, za to płuca i serce szalały na każdym podjeździe. Masa roweru bardziej obciążyła też plecy i ramiona.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Bolały nas też stopy, ale… nie wiem, dlaczego.

Myślę, że…

Z e-bike jest trochę jak z fullem enduro

Niektórzy kupują, żeby wygodnie się jeździło po dziurawym asfalcie w drodze na działkę. Ale nie do tego służy pełne zawieszenie – tak samo, jak celem wspomagania nie jest wyręczenie Cię z podjazdów. Wręcz przeciwnie! Zamiast pchać rower lub szukać wyciągów, będziesz podjeżdżał wszystko jak leci.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Tutaj stromy podjazd nie jest wymówką do spaceru – jest motywacją do ostrego ciśnięcia! I po całym dniu jazdy, to ciśnięcie jest bardzo, ale to bardzo odczuwalne.

Z tego powodu nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, że e-bike otwiera drogę do niebezpiecznych szlaków niepotrafiącym jeździć amatorom. Po pierwszej próbie pewnie wrócą oni na szutrowe i leśne drogi, bo jazda elektrykiem po prawdziwym szlaku wymaga większych umiejętności, niż na „analogu”. Zarówno na zjazdach (masa i ogólna słoniowatość), jak i na podjazdach (technika, nie tylko kondycja!).

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

…choć akurat zakręty, ze względu na nisko i centralnie położony środek ciężkości, pokonuje się znakomicie.

Tylko na podjazdy?

No właśnie, jak to jest z tymi zjazdami? Domyślasz się już, że gorzej, niż na zwykłym ścieżkowcu czy enduraku. Ale o ile gorzej?

Co do tego nie do końca się z Malwiną zgadzamy. Opanowanie 22-kilogramowego roweru na technicznych, krętych zjazdach wymaga więcej techniki i/lub siły (bo „prawdziwa siła techniki się nie boi”) i może dlatego Malwina nie czuła się pewnie na srebrnogórskich singlach (czy też na Magurce Wilkowickiej tydzień wcześniej).

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Ja bawiłem się świetnie, choć nie aż tak, jak na lekkim, zwinnym i skocznym rowerze bez wspomagania.

Uznaliśmy więc, że w trail-parkach takich jak Rychleby czy Enduro Trails, chyba jednak warto przeboleć te podjazdy, żeby mieć 100% – a nie 80% – frajdy na zjazdach.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Za to obydwoje mieliśmy 100% frajdy na wycieczce drugiego dnia. Elektryk jest idealny na takie tripy – ze zjazdami bez ciasnych nawrotów i hopek, gdzie bardziej liczy się stabilność i praca zawieszenia. W obu tych kwestiach e-bike wymiata.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Malwina podsumowała to tak:

E-bike spłaszcza wycieczkę

Nie tylko pomagając na podjazdach – spłaszcza też frajdę z jazdy. Zazwyczaj na podjazdach jest jej minimum, a na zjazdach maksimum. Tutaj zjazdy są bardziej męczące i nie aż tak fajne, ale za to przy zdobywaniu wysokości uśmiech nie schodzi z twarzy. Coś za coś.

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Ogólny bilans jest jednak dodatni!

Tylko dla bogatych?

Jak jesteśmy przy spłaszczaniu, chciałbym zaznaczyć jedną ważną kwestię: e-bike nie nadaje się dla jednej osoby w grupie. Wspomniany wyjazd na Magurkę, Malwina jechała na elektryku, ja na Hornecie – idea była taka, że będziemy jechać razem. Niestety, w praktyce role się odwróciły i to Malwina musiała czekać na mnie na podjazdach, dzwoniąc nerwowo telefonem „czy coś mi się stało” (nie, nie stało się – po prostu sobie pchałem…).

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

I to jest spory problem: bo jeśli kupować elektryka z myślą o wspólnej jeździe z partnerem/partnerką (co dla mnie było najlepszą rzeczą tego testu!), to trzeba kupić dwa. A już przed mnożeniem x2, ceny e-bike’ów przyprawiają o zawroty głowy… Jak żyć?

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501


Podsumowanie

Miało być o Shimano STEPS, a wyszła nowela na temat e-bike’ów ogólnie. Ale że system Shimano jest aktualnie jednym z najlepszych (lub wprost najlepszym), przeczytasz w każdym teście przeprowadzonym przez bardziej doświadczonych „fachowców od elektryki”. Kompaktowe wymiary, mocne ale precyzyjnie wspomaganie, świetny tryb automatyczny, duży zasięg, przeszkolona sieć Shimano Service Center – jeśli miałbym kupić e-bike’a, na pewno szukałbym roweru na STEPS (stale rosnącą listę producentów znajdziesz tutaj).

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

Ale czy kupiłbym w ogóle? Z tym jeszcze się łamię – choć już nie ze względu na zasięg czy masę, a ze względu na cenę. Bo e-bike w moim przypadku byłby idealny jako drugi rower… a jak kupować, to od razu też dla żony. Cóż, wygląda na to, że na razie pozostaje mi wiatr w oczy!

Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501


Walety

  • kompaktowe wymiary – zgrabny wygląd i brak ograniczeń dla geometrii i zawieszenia;
  • stosunkowo niska masa;
  • niewielkie opory powyżej 25 km/h;
  • idealnie dobrane tryby wspomagania + możliwość personalizacji;
  • precyzyjne dozowanie mocy w automatycznym trybie Trail;
  • czytelny i bezpiecznie położony wyświetlacz;
  • bardzo intuicyjna obsługa;

Zady

  • manetka niekompatybilna z większością sztyc regulowanych;
  • opory po wyczerpaniu baterii;
  • słabiutki Walk Assist;
  • dość głośna praca przy dużym obciążeniu.

Shimano STEPS E8000

Moc: 250 W
Moment obrotowy: 70 Nm
Pojemność akumulatora: 504 Wh
Masa silnika: 2,8 kg
Masa akumulatora: 2,6 kg
Więcej informacji na oficjalnej stronie Shimano STEPS


Test Shimano STEPS E8000 - e-bike Romet ERE 501

PS. Rowery wypożyczyliśmy w Centrum Testowym Romet przy Willi Hubertus w Srebrnej Górze – polecamy to miejsce i dziękujemy za supermiłą obsługę! :)


Zobacz też:

 

86
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maciej
Gość
Maciej

„Ale jeśli masz kilkanaście tysięcy złotych na rower, możesz sobie kupić wiatr zawsze w plecy” LOL, prawda, bogaty to nawet wiatr w plecy może sobie kupić :-)

A co gdyby tak partnerce zmniejszyć asystę, żeby mogła bardziej pracować i być zależna od własnej siły, a w miarę mijających km podwyższać poziom asysty wraz z ulatującym z partnerki duchem?

Tez Michal
Gość
Tez Michal

Szkoda że masa ciągle jest tak duża. No i cena. Byłoby to idealne rozwiązanie dla dzieci. Dla nich zrobienia 1000 m przewyższenia to górna granica. A tak byśmy mogli jeździć bez oporów.

P.s. 1 jak widziałem ludzi w górach na elektrykach to jak jechała para to oboje mieli. Więc to zgadza się z Twoimi spostrzeżeniami.

P.s. 2 świetny, wyważony artykuł

Kuba
Gość
Kuba

rdza w główce śrubki od kapsla tak razi… :P

Lukasz M
Gość
Lukasz M

Dzieki Ci dobry czlowieku…za ubranie w zgrabne slowa tego, co od jakiegos czasu probuje przekazac wszystkim tym, ktorzy napedzaja kolejne’gownoburze’ w internetach, na temat tego jakie to e-biki sa zle. Albo ze to nie rower dla pacjentow geriatrii, albo ludzi tylko dysfuncyjnych. Brawo.

Romek
Gość
Romek

Michał też zapomniał o sporej grupie ludzi dla których podjazdy są źródłem satysfakcji. Aaa, racja, to jest „ęduro”, tu o podjazdach bez silnika lepiej nie mówić bo czasem wychodzi niezły obciach – ktoś ma rower za -naście tysięcy, ciuchy za połowę tego a pcha na Kozią Górę…

Andrzej
Gość
Andrzej

W niedzielę będę miał okazję pojeździć na e-geniusie 920 :) Postaram się odnieść do w/w artykułu :D Wcześniej miałem jedynie namiastkę jazdy e-rowerem Marin w Enduro Tarails do bankomytu i z powrotem (z pod Ondraszka i z powrotem + gdzieniegdzie zboczyłem ;) gdzie podjazd summa sumarum jest dość męczący a szczególnie po całym dniu zjazdów) dzięki uprzejmości Grzegorza (którego gorąco pozdrawiam!) Ciekawe jak to będzie po „czasie” wsiąść na elektryka. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać!

Budyń
Gość
Budyń

W srebrnej jakiś koleś miał speca i pytałem go jako jest zasięg. Powiedział mi że trzy razy zrobi podjazd E i koniec baterii. Na oko ważył cirka 80kg. Kolega nie rower☺️

Łukasz M
Gość
Łukasz M

No to chyba latał tylko w trybie turbo. Ja bez oszczędzania obrocilem 5x czyli 37 km i 1800 m przewyzszenia.

Bartek H
Gość
Bartek H

Tak było, wyprzedzałem tarpany i chwilami darłem 30 km/h pod górę, chyba nic dziwnego, że baterii starczyło na 3 podjazdy?
Mogłem jak Łukasz wspomagać się mało i szlachetnie, starczyłoby na 5 może 6 podjazdów.
Paradoksalnie, podjazd na dużej mocy męczy nie mniej niż klasyczny – męczy korpus i ręce bardziej, a nogi mniej. Napęd wyręcza nogi, ale moc napędu wysysa siły z ridera na opanowanie ciężkiej maszyny przy dużej prędkości.
Polecam spróbować bez uprzedzeń – plantacja bananów do utraty tchu ;-)))

Maciej
Gość
Maciej

Wiela piniondza cza zeby wypożyczyć takie cudo na kilka godzinek? Wogole jest to tam srebnej mozliwe?

Krzysiek
Gość
Krzysiek

130 cały dzień, bodajże 50 czy 70 na pół dnia.. Oczywiście, że jest :)

Leszek
Gość
Leszek

Właściwie te 7 dych to za 4 godziny, pół dnia to może i jest, ale wtedy, gdy dzień ma 8h ;). Za to za cały dzień opłata to 120 złociszy, z uwagą, że jest to doba pod warunkiem zwrotu do godziny 9:00 następnego dnia.
Ale 30 minut jest za zupełną darmochę, jednak cytując regulamin: Opłata za wypożyczenie roweru jest pobierana z góry. W przypadku, gdy bezpłatny czas testowy nie zostanie przekroczony, opłata jest zwracana. ;)

Marek Kores
Gość
Marek Kores

Kilka groszy ode mnie. :) I. MANETKA Co do manetki w Shimano mam kilka uwag: 1. Pod względem ergonomii wypada dużo fajniej niż mało fajne i niezbyt dokładne przyciski na kalkulatorze Boscha. 2. Istnieje możliwość (podobno) spięcia tego całego ustrojstwa z systemem przerzutek Di2 na jednym wyświetlaczu. 3. Manetki trybu jazdy zacinały się podczas jazdy w dużym gnoju (testy Scotta 2018) SILNIK 1. Na rynku jest kilku producentów/konfekcjonerów silników do e-bików. Głównie to Bosch, Shimano, Yamaha, Brose i Panasonic. 2. Silniki występują w kilku wersjach w zależności od tego do jakiej ramy są wsadzane. Są silniki takie jak w Twoim… Czytaj więcej »

Grzegorz
Gość
Grzegorz

ad 2 – tak istnieje taka możliwość – opisuje ją shimano doc manual
http://si.shimano.com/pdfs/dm/DM-E8000-02-ENG.pdf
jest nawet możliwość podłączenia świateł i sterowania ich także z poziomu wyświetlacza :-)
o systemie e tube nie czytałem za dokładnie bo nie zamierzam korzystać ale coś tam wspominają o możliwości wykorzystania wewnętrznych czujników nacisku na pedały, jakie są w silniku, jako miernika mocy – z jakimś zewnętrznym wyświetlaczem wtedy – lub smartfonem
http://e-tubeproject.shimano.com/

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Ja działaniem napędu jestem zachwycony. Także i manetkę uważam za ergonomiczną, w rowerze z którym miałem do czynienia akurat z manetką siodełka się fajnie mijają i sobie nie szkodzą. Mam do konstrukcji dwa zastrzeżenia: gówniana zaślepka portu ładowania na baterii i takoż gówniana wtyczka/gniazdo tego ładowania. Jestem pewien że szybciutko się popsują i ciekawe co wtedy. Kompletnie nie rozumiem tego konceptu, zwykłe dwubiegunowe gniazdo, można było zrobić cokolwiek, nawet kontakt jak w domu, a tu same styki są maleńkie a wtyczka ma superskomplikowany kształt kompletnie nie wiadomo po co… Ale generalnie koncepcja słuszna. Ja jeździłem na plusowym hardtailu i uważam… Czytaj więcej »

Andre
Gość
Andre

Bardzo fajny teścik jak zawsze świetnie napisany, co prawda „aryjscy emeryci na rowery” był lepszy ;-) w 100% potwierdzam wszystko co napisałeś, od roku katuje elektryka nduro, i ciągle jestem zachwycony. Hejterzy tak jak napisałeś nie spróbowali więc ebike to oszustwo hehehhe. A tak już słyszałem jak ojciec do syna mówi „ten pan to oszust”. Nic to, że tam gdzie właśnie podjeżdżałem to on miał by problem ze swoim brzuchem wypchać rower. Szybko można się przekonać, że ebike nie oznacza nie musisz mieć kondycji. Po po prostu jedziesz albo dużo szybciej pod górę, albo wyjeżdżasz coś co byś spacerkiem obok… Czytaj więcej »

Romek
Gość
Romek

Rozwala mnie kiedy gość parskający hejtem wokoło oskarża jednocześnie innych o „hejterstwo”.

Andre
Gość
Andre

a tak konkretniej, o co chodzi ? :-)

Gitara
Gość
Gitara

Ja w zeszłym roku maiłem przyjemność na specu elektrycznym pojeździć w plusie i 29.W plusie pożyczyłem od kumpla i zrobiłem wtedy 62km.To bardzo dużo jak na tryb mieszany. najpierw eco.Raz użyłem wersji turbo i tutaj krótko.Normalnie rower bym pchał. Kąt nachylenia to pewnie 20%. Nawet w tym trybie umarłem przy szczycie.Ale podczas wypłaszczenia gdzie normalnie szukał bym jeszcze płuc tutaj wystarczyło ze nogami tylko mieliłem a rower jechał i w tym samym czasie odpoczywałem.To bardzo na plus.A 29 dostałem po testach w Srebrnej.Tutaj dostałem z zapasową baterią to nawet bez zastanowienia jeździłem w trybie turbo.Na pewno KIEDYŚ kupię elektryka jako… Czytaj więcej »

Jakub
Gość
Jakub

Co do etyki. To wystarczy się umówić, że elektryk jedzie zawsze jako drugi i po sprawie. Oczywiście nie dotyczy pchanych podejść. Pozdrawiam

Tenfilip
Gość
Tenfilip

To dobre dla starców!!! Serio:) Ale nie tylko. Mieliśmy testy giant demo days w Lesie Wolskim (byłeś tu Michał?) i jechalismy w 5 osób, 2 co najwyzej sredniodoswiadczone (w tym ja), jeden szosowiec i dwóch lokalnych KOMowców. Szosowiec tak nam zalegał, że po 30 minutach sam wrócił. I się zaczęło! Non stop napieprzanie, pod góre wysiłek, żeby jechać 25 kmph (tak – nie zawsze sie udawalo),a z gory – bajka. Poza agrafkami i ciasnymi bandami to szlo jak burza. Ok, bylo 160 skoku, ale jednak mozliwosc dokrecenia w trybie boost na zjazdach (o czym nie wspomniales chyba) robila niesamowite czasy… Czytaj więcej »

mattta
Gość
mattta

Każdy niech jeździ po górach jak kto lubi i kto z jakiego napędu jest bardziej dumny przy pokonywaniu swoich ograniczeń porządnymi tripami. Zastanawia mnie tylko sens zawodów Enduro na e-bikeach, co jak wiemy zawitało też do enduro series, mimo że wcześniej organizatorzy mocno kręcili nosem na ten temat, no ale jak sponsor sobie życzy to się realizuje. Enduro to wysiłek umiarkowany na podjazdach, bo się nie ścigamy i na OSie piec w większości w dół. Elektryki tutaj wyglądają jakby na siłę się pchać chciały osoby, które normalnie tylko jeżdżą w bike parkach z wyciągami i dla nich głównym zajęciem spełniającym… Czytaj więcej »

Bartłomiej Karkonosze
Gość
Bartłomiej Karkonosze

e-bike to nie rower to jest zupełnie inny wynalazek. Nigdy i w żadnym wypadku nie można tych maszyn ze sobą porównywać. Rower to rower i nie ma żadnego wspomagania. A e-bike to nic innego jak motorower z pedałami tylko że ma silnik elektryczny (robili kiedyś takie). E- bike to nie jest przyszłość rowerów. Jeśli ktoś się podnieca ” mocą ” e-bika to niech sobie pojeździ lekkim motocyklem enduro lub crossem, jeżdżę klasycznym rowerem, e-bikem i crossem i e-bike jest bezsensu.

loki
Gość
loki

Trafne określenie. Miałem kiedyś motorower, tzn petro-bike’a ;)

Paweł
Gość
Paweł

Na ten moment jedyny „mały” problem to cena. To fajny wynalazek do szeroko rozumianego XC/AM czyli dobry jako drugi/trzeci ;-) rower. Tylko nieliczni pozwolą sobie na takie szaleństwo. Trzeba kilka lat poczekać na spadek cen albo zmienić sposób zarabiania kasy ;-))

Marcin
Gość

Prawie dwa razy większy moment obrotowy niż miał Fiat 126 p wzbudza respekt..

wujekeman
Gość
wujekeman

Zrobiliśmy w warsztacie Marina Hawk Hill z momentem ok 120 Nm…. silnik Bafang 750W , ten to rwie :) 50 km/h na manetce , bez kręcenia ;)

Leon Ebik
Gość
Leon Ebik

Parę uwag od 70-letniego praktykującego(jeszcze)jazdę e-bikiem po górkach starca: 1.Baterię na e-biku łatwo uszkodzić przy wywrotce- pali się wtedy(zwarcie) ostro i długo, praktycznie aż do całkowitego wypalenia. Zatem uwaga e-endurowcy – nie gasić, bo to nic nie da a poparzyć się można-są prezentacje w necie.W zasadzie zabezpieczamy przed rozszerzeniem ognia na las(a co z drogim rowerem?). 2.Wiemy już o ograniczeniach finansowych-drogo!To dotyczy zatem też (głównie) uzdrawiania uszkodzonych części napędów. Wniosek. Jak Cię stać na uszczęśliwianie żony(kochanki)i(podwójnie)własnej osoby, to wybij sobie ostre enduro na e-biku z głowy, bo nieszczęście czai się za zakrętem a i portfel ucierpi(to i małżonka się pewnie… Czytaj więcej »

Teraw
Gość
Teraw

Masz w kieszeni kilkaset tyś. zł na leczenie osoby, którą doprowadzisz do kalectwa potrącając ją z prędkością 50 i więcej na zachipowanym ebiku? Jak nie to morda w kubeł i nie bulgocz dziadu, boś życie przeżył a dalej głupi jak but. Jadąc autem czy motorem masz oc, a tu „mi się nic nie stanie, potrzymaj mi piwo”

Leon Ebik
Gość
Leon Ebik

Teraw-chamówa nie dodaje Ci uroku-jak przekroczysz przepisy to i tak odpowiesz mimo OC i czego tam jeszcze – ale nie rezygnuj i głośno mów o tym jadącym po chodnikach na zwykłych rowerkach młodym i odważnym możesz być misjonarzem.

Karol
Gość
Karol

Nie rozumiem po co tyle agresji? Tyś pewnie młody i teś głupi:) jak wykupisz sobie ocwżp to też będziesz miał ubezpieczenie, co prawda średnio firmy dają 500 tyś, ale możesz rozszerzyć indywidualnie np do miliona. Ja nie posiadam e-bike, a po płaskim pojadę 50km/h więc rozumiem że ja mogę potrącić? Nie kumam Twojego toku rozumowania. Polecam więcej czytać, śledzić zmiany prawne i NA PRAWDĘ coś wiedzieć, bo dużo mówić opierając się na „mnie się wydaje” to trochę żal w czasach bibliotek, gazet ubezpieczeniowych i książek ;)

andrzejachodn
Gość
andrzejachodn

Be!

Jasio
Gość
Jasio

Słońce za mocno przygrzewa? Więcej szacunku dla fachowców z doświadczeniem.

Michał Smolana
Gość
Michał Smolana

Michał jak zwykle miło jest czytać twoje przemyślenia, a nie tylko suche fakty. Mnie osobiście we wszystkich e-rzaczach odstrasza technologia XVIII wieku czyli ogniwa galwaniczne. Zarówno w e-bikeach jak i e-samochodach to one wyznaczają limity. Póki co, wątpię w rychłe wprowadzenie ogniw paliwowych lub innych rewolucyjnych technologii w świat MTB. Dlatego moim skromnym zdaniem e-bikei jeszcze przez dobry czas zostaną w sferze entuzjastów, bogaczy i hipsterów chcących sie wyróżnić, a lud bedzie jeździć TDI, znaczy pedałować;)

Marcin Maj
Gość
Marcin Maj

Także ten, no.. 8FUN za 1550zł od Chińczyka. Śrubokręt, izolacja i wio!

Romek
Gość
Romek

„Zazwyczaj na podjazdach jest jej minimum, a na zjazdach maksimum. Tutaj zjazdy są bardziej męczące i nie aż tak fajne, ale za to przy zdobywaniu wysokości uśmiech nie schodzi z twarzy.” – ja mam wrażenie że w całym tym artykule zabrakło zupełnie zrozumienia faktu że pokonanie trudnego podjazdu o własnych siłach może niektórym dawać równą lub nawet większą satysfakcję niż zjazd. Zwyczajnie człowiek się cieszy że się rozwija, że trening przyniósł efekty – użytkownik e-bike’a nie będzie tego mógł uczciwie przyznać nawet przed samym sobą (chyba że jest mocno zakompleksiony i lubi się oszukiwać) Dwa – jestem ciekaw ilu z… Czytaj więcej »

Andre
Gość
Andre

Primo. Będzie mógł, bo tam gdzie lekkim rowerze enduro nigdy ale to nigdy nie podjechał. Po prostu odcięcie i koniec. Na ebiku podjechał, będąc na granicy odcięcia. Też trzeba cisnąć na pedały, na stromym dokładnie tak samo ciężko, ale jesteś w stanie podjechać coś co zawsze podchodziłeś/wynosiłeś. Secondo. Cóż, są jeszcze tacy którzy nie mają Stravy, bo po co tak naprawdę ? Jeżdżą dla siebie, nie ma znaczenia czy na wspomaganiu czy nie. Tak jak napisałeś, podjechałeś trudny podjazd o własnych siłach bo pracujesz nad kondycją. Super, warto się cieszyć. Nie ma znaczenia, że ktoś na ebiku podjechał szybciej. Jak… Czytaj więcej »

Krzysiek
Gość
Krzysiek

Niedługo taki bajk będzie motorowerem, czyli kask, tablice, ubezpieczenie.

Jarek
Gość
Jarek

Ciekawy ten silnik. Faktycznie najbardziej standardowa zębatka Planuję za jakiś czas zakup e-bike, coś podobnego do Scott E-Genius 700 Tuned. Do tej pory żaden elektryk nie przemawiał do mnie wyglądem (baterie niczym narośl na ramie), a i działanie silników bez prądu też pozostawiało wiele do życzenia. Jako rower trial/enduro, e-bike uważam za świetne rozwiązanie, tym bardziej, gdy jeździsz w totalnej dziczy, a na górę jest daleko i stromo, to taka ‚sokowirówka’ jest bardzo pomocna i zbawienna. Jest i inny aspekt, gdy doznasz kontuzji na trasie, łatwiej wrócić. Ostatnio skręciłem kolano i powrót był bardzo trudny i długi. I chociaż nadal… Czytaj więcej »

Piotr
Gość
Piotr

Świetny artykuł i rzetelne przedstawienie. Pomijając kwestie cen świetnie wygląda gama Focusa z silnikiem Shimano E-8000. Hardtail Bold, i dwa fulle Jam2 (140mm i 150mm skoku) i Sam2 (170mm skoku). W ramie masz zintegrowaną baterie 378kWh mało tego jeśli pieniądze nie grają roli możesz dokupić ekstra baterię o takiej samej pojemności którą podłączasz na ramie. Idea jest taka że na mały wyjazd po pracy wystarczy Ci ten który masz w ramię i przy okazji oszczędzasz 2-3kg a na weekend wypożyczasz lub kupujesz dodatkowy. Jest nawet rama carbonowa (tylny wachacz aluminiowy). Jestem ciekaw Twojego zdania na temat tego roweru.

link:
https://www.focus-bikes.com/int/bikes/e-mountainbike-full-suspension.html

R2r
Gość
R2r

ogólnie Michale polecasz owe romety?

Leszek
Gość
Leszek

W Rychlebach akurat nie chcą e-bajków. Szczegóły: http://www.rychlebskiesciezki.pl/pl/sciezki/dlaczego-e-bike i faktycznie to co napisali ma sens.
Wyjątek: E-bajky budeme tolerovat u starších ročníků nad 55 let a u lidí v rekonvalescenci po úrazu (w polskiej wersji tego nie napisali), tak więc jeszcze mam 5 lat do przesiadki, chociaż obiecałem sobie, że do 7 dych będę raczej używać tylko własnych mięśni, no ale to się jeszcze zobaczy…

Wojtek
Gość
Wojtek

Czytając niektóre z powyższych komentarzy można odnieść wrażenie iż ebike’i wywołują skrajne emocje. Naprawdę nie rozumiem dlaczego. Dla mnie rozwiązanie „tego typu” to możliwość powrotu na górskie ścieżki. Mam stwardnienie rozsiane, które to w znaczącym stopniu utrudniało mi jazdę na rowerze – przymusowy odpoczynek co 10, maksymalnie 15 minut odbierał większość przyjemności z jazdy. Na szczęście miałem możliwość spróbować czym właśnie jest taki rower, bo tak to w dalszym ciągu rower. I odnosząc się do komentarzy dotyczących satysfakcji z pokonania wzniesienia bądź góry zgadzam się z nimi w 100%. Sam startowałem w wielu maratonach MTB i wiem co znaczy ukończenie… Czytaj więcej »

Marek
Gość
Marek

Jaka jest cena baterii.

Leszek
Gość
Leszek

Wymyślili już sposób na równą jazdę parami w MTB wspomaganą elektrycznie:comment image – tylko ciekawe jak tandemem jeździć po ścieżkach?!

U-Reck
Gość
U-Reck

„Zastanawiam się przy tym, jaki jest sens „chipowania” elektryków, tzn. zdejmowania blokady odcinającej wspomaganie przy 25 km/h.” Taki, że masz dzięki temu elektryczny motocykl bez zwracania uwagi na takie „niuanse” jak prawo jazdy, rejestracja, OC i przeglądy. A w razie czego powiesz, że to rower i po sprawie. O ile w ogóle ktoś będzie chciał to skontrolować o ile nie został wywołany poważniejszy wypadek. Przecież taki pojazd nie zdziwi nikogo nawet na chodniku (bo mało to pożal się rowerzystów jeździ tam gdzie nie powinno?). Twierdzenie, że elektryki w obecnych realiach to przede wszystkim przepustka do aktywności dla osób o słabszej… Czytaj więcej »

Janusz
Gość
Janusz

Sprobuj kolego pojezdzic z napedem yamaha to dopiero zobaczysz co to ebike cichy elastyczny ze swietnym wyswietlaczem.Mam haibika z rym napedem i jest super.

Odwiedź mój profil na
Instagram Top