Hajlajtsy: Kellys Enduro MTB Series Baligród 2017

Hajlajtsy, Zawody / 

„A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?” – szczerze mówiąc, czasem miewam takie myśli podczas zawodów. Po co się ścigać gdzieś na drugim końcu Polski, skoro można w tym czasie pojechać na jakiegoś soczystego tripa? Tegoroczne zawody Enduro MTB Series w Baligrodzie przypomniały mi odpowiedź na to pytanie: pomimo dziewięciu godzin spędzonych w samochodzie, warto było przypiąć numerek na kierownicę!

Enduro MTB Series Baligród 2017


Oddajcie „endurance” endurowcom

Enduro MTB Series Baligród 2017

5 odcinków specjalnych, 47 kilometrów, 1800 metrów przewyższenia, 8 godzin w górach. Takich liczb dawno już nie było na zawodach enduro! Prawdziwy powrót do korzeni, kiedy ściganie sprawdzało nie tylko umiejętności zjazdowe i wytrzymałość nadgarstków, ale też kondycję.

Enduro MTB Series Baligród 2017

Przepraszam, ile OS-ów?

Enduro MTB Series Baligród 2017

Ano właśnie tyle.

Enduro MTB Series Baligród 2017

Dojazdówki dały w kość nawet najlepszym.

Enduro MTB Series Baligród 2017

Na mecie doskwierało zmęczenie…

Enduro MTB Series Baligród 2017

…a niektórym też głód.

Enduro MTB Series Baligród 2017

Na szczęście po drugim, trzecim i piątym odcinku można było się posilić na bogato zaopatrzonym bufecie ;)


Kilometry, podjazdy, bufety… czyli cross country?

Niektórzy ędurowcy są już tak zmanierowani, że każdy odcinek specjalny z podjazdem nazywają „cross country”. Proszę, nie róbcie tego. To głupie… Zwłaszcza w przypadku takich odcinków jak w Baligrodzie.

Krótko mówiąc: było co zjeżdżać! / Fot. Kellys Enduro MTB Series

Kellys Enduro MTB Series Baligród 2017 – trasa

  • OS1 i OS2 – rozdzielone tylko krótką wypycho-dojazdówką, można traktować jako całość. Zakręcone jak stylówa Garego Fishera, śliskie (przez suchą, ale sypką nawierzchnię) i z epicką ścianką na drugim OS-ie. Na pierwszym ścianka też była – tyle że pod górę… W pamięci zapadły też kamienne schody, sprawdzające ile tak naprawdę skoku ma Twój amortyzator.
  • OS3 – opis zasłyszany na starcie: „bez podjazdów i bez flow” okazał się być adekwatny. Stromy, techniczny teren na miarę ścigania on-sight. Czyli trudno, ale (w miarę) bezpiecznie. Mimo że dawał mnóstwo satysfakcji, pod koniec chyba każdy już marzył, żeby się skończył. Zastanawiam się, kiedy przestaną mnie boleć ramiona…?
  • OS4 – gwóźdź programu, czyli 4,5-kilometrowy zjazd klasycznym bieszczadzkim szlakiem. Sporo podjazdów i długie zjazdy, dwie strome sekcje. W dodatku po chyba najdłuższej dojazdówce w dziejach zawodów enduro (12 km). Większość wymęczonych zawodników na pokonanie odcinka potrzebowała ponad 10 minut!
  • OS5 – byłem już tak zmęczony, że w zasadzie go nie pamiętam ;)


Żadnych fakapów i gównoburz??? Nudy…

Wszystkie odcinki były w całości przejezdne i nawet najtrudniejsze sekcje dawały frajdę. Po survivalowej Szlarskiej Porębie i niesławnym trawersie ze Srebrnej Góry, nie było to takie oczywiste! W Baligrodzie było widać, że organizatorzy odrobili zadanie domowe i przejechali trasę przed imprezą. / Fot. Kellys Enduro MTB Series

MET Parachute HES zawody enduro

Wyeliminowali też „dzidowanie w dół”, krytykowane po zeszłorocznej edycji. Jedyny element trasy powtórzony z zeszłego roku to krótki kawałek dojazdówki. / Fot. Kellys Enduro MTB Series

Enduro MTB Series Baligród 2017

Organizacyjnie wszystko odbyło się zgodnie z planem, Biblią, Koranem i komiksami Kajko i Kokosz.

Enduro MTB Series Baligród 2017

Wszystkie OS-y były otwarte punktualnie, a niewielkie kolejki wynikały wyłącznie z powszechnego i dobrowolnego olania harmonogramu startów (skończyłem ponad godzinę później, niż przewidywał plan dla mojej grupy startowej – #endurobezspiny).

Enduro MTB Series Baligród 2017

Pomimo tego rozluźnienia, dekoracja odbyła się prawie o czasie – choć bramka na mecie była jeszcze ciepła od finiszujących zawodników.

Enduro MTB Series Baligród 2017

System pomiaru czasu zadziałał więc bezbłędnie.

Enduro MTB Series Baligród 2017

Ten czasowy freestyle był możliwy ze względu na dość niską (jak na Kellys Enduro MTB Series) frekwencję – wystartowało około 130 osób. Największa w tym „zasługa” lokalizacji, oraz – nie oszukujmy się – kontrowersji po Szklarskiej Porębie


Podsumowanie

Kto się zraził do Enduro MTB Series po ostatniej edycji, niech żałuje! Baligród wynagrodził cierpliwość pierwszorzędną organizacją i wyluzowaną atmosferą, ale przede wszystkim długą, różnorodną i wymagającą trasą. Pierwszy raz od dawna, w niedzielę po zawodach zebrałem resztki sił na powtórkę najlepszego OS-u (czwartego). Bez tykającego w głowie zegara wyglądał jednak zupełnie inaczej – jakoś tak… wycieczkowo. Przypomniało mi to, po jakie emocje jeżdżę na te wszystkie zawody. Dlatego w kolejnym sezonie może nie rzucę wszystkiego… ale w Bieszczady pojadę na pewno!

Enduro MTB Series Baligród 2017


Wyniki

Z bieszczadzkimi OS-ami najlepiej poradzili sobie: Mariusz Ochmański (elita samców), Joanna Światłoń (zgadnij kategorię), Romek Kwaśny (dziadki), Jakub Ratajczak (narybek) i Rafał Kruczkowski (tanie rowery bez zawieszenia). Ze wszystkich kategorii najwięcej punktów zebrał Team Trek Fabrykarowerów.


Zdjęcia

Jeśli czekasz na swoje zdjęcie, zaglądaj tu od czasu do czasu – linki do galerii będę dodawał na bieżąco:


Zobacz też relacje z poprzednich edycji:

…lub zaplanuj start z kalendarzem zawodów enduro.

 

  1. Michał tak troche z innej beczki, możesz podać link do swojej stravy?

    1. Przecież jest w relacji :)

      1. aa no jest, dzieks:)

        1. Tylko uprzedzam, że nie przyjmuję zaproszeń od nieznajomych, a zwłaszcza kont anonimowych.

  2. Rewelacyjne zawody pod każdym względem. Weekend pełen emocji. Dziękuję organizatorom za tak perfekcyjnie przygotowane zawody! Jestem pod wielkim wrażeniem i nie mogę się doczekać Mieroszowa. Pozdrawiam

  3. Tyle było hejtu na „hejt” z poprzednich edycji, a tu klops… wszystkim wszystko wyszło na dobre, a „hejt” umarł. :D

    1. Nie do końca rozumiem, co masz na myśli, ale spoko ;)

      1. Ja doskonale rozumiem. Krytykowane było krytykowanie wpadek organizatorów. Ci którzy wypowiadali się źle na temat zawodów w Szklarskiej byli określani mianem „płaczków”. Niestety niektórzy nie rozumieją, że konstruktywna krytyka potrafi zdziałać cuda (co widać po Baligrodzie). Nie rozumieją też tego, że w Polsce nie można zawodów „enduro” zorganizować tylko i wyłącznie dla „PROsów” czy osób jeżdżących w mniej lub bardziej sponsorowanych teamach, z prostego powodu – tych osób jest za mało. Może jest z 50 takich osób, reszta to amatorzy, zapaleńcy, którzy o dziwo wykładają swoją kasę na sprzęt i wpisowe i to oni robią frekwencję. Jeśli się ich nie słucha, to frekwencja robi się taka jak w Baligrodzie. Jeśli nie będą przyjeżdżać na zawody, zawody się nie odbędą, bo nie będzie się to opłacać organizatorowi. Proste, ale chyba niektórzy z TOP’u tego nie rozumieją :/

        1. OK, może za bardzo doszukiwałem się ironicznego podtekstu w wypowiedzi Vasyi ;)

          Po Szklarskiej faktycznie sporo osób nabijało się z narzekań na błoto – oczywiście osób, które nie startowały…
          Ale z drugiej strony: to właśnie top-prosi narzekali najgłośniej.

          1. Ja parę gorzkich słów jako kompletny noob/amator też powiedziałem, ale bardziej mając właśnie na uwadze to żeby ta seria nie zniknęła. A już takie głosy (mam nadzieję, że to tylko ploty), dało się w Baligrodzie słyszeć, co pewnie było efektem niskiej frekwencji. Jadąc na wcześniejsze edycje chciałem zawsze znaleźć się w punktach. W Baligrodzie było miejsce z dużą ilością punktów, ale po tych dwóch dniach od zawodów satysfakcja jest dużo mniejsza bo dochodzi do głowy fakt że było nas raptem około 130 osób, co po ponad 200 w poprzednich edycjach, trochę boli.

            Same trasy i zawody mega, najlepsze w tym sezonie, pomimo faktu że zdychałem na „podejściu” do OS5, zgubliśmy się z kilkoma osobami na podejściu do OS3 (chorągiewka zaczepiła się o gałąź i była słabo widoczna), a na mecie zarzekałem się że mogłem siedzieć na wyciągu w Koutach, albo w tarpanie w srebrnej :D Wspaniała robota organizatorów.

          2. Wszystko wyjaśnił pięknie @SZCZURASEK, dzięki. :)

            Ja tylko dodam, że dokładnie tak, w Polsce zawody powinno robić się dla amatorów. Prosi mają EWS i SuperEnduro we Włoszech – jest odpowiedni poziom organizacji, trudności i rywalizacji. Nawet Czeska seria już trzyma odpowiedni poziom, gdzie mogliby się wykazać.

            Jeśli Polscy orgowie będą próbować zrobić coś podobnego to splajtują… Natomiast taka edycja, tak zrobiona, jak w Baligrodzie ma prawo przyciągnąć rzesze amatorów. Dlatego dobrze, że co niektórzy mieli odwagę skrytykować wcześniej co nieco, jeszcze lepiej, że Org wziął krytykę na klatę i poprawił wpadki.

            A czemu tylko 130 osób? Po ostatnich wpadkach, jak i słabej trasie zeszłorocznego Baligrodu, nikt już nie chciał ryzykować 400km w jedną stronę… Teraz niestety trzeba zapracować na swoją markę od nowa… Może rzeczywiście publikacja przy uruchamianiu zapisów podstawowych parametrów trasy (ilosć oesów, dystans, wznios) będzie dodatkową i wystarczającą zachętą. Szczerze, sam bym rozważył przyjazd. :D

            Także, nie wszystko jeszcze stracone, jeśli ludzie uczą się na błędach i słuchają opinii klienta, nawet tego z końca kolejki, czy też stawki… ;)

            1. Sorry, @Żwirek nie @Szczurasek :)

            2. Tutaj w jednej sprawie nie mogę się zgodzić ;) Wg. mnie nie chodzi o to by zawody robione były dla amatorów, jak widać po mnie amator z płaskiego Mazowsza przejedzie zawody z których PROsi są bardzo zadowoleni, i też będzie miał radochę. Chodzi bardziej o to, żeby słuchać obu stron, nie tylko jednej. Jak widać po wpisach na twarzoksiążce, to się dzieje, ilość OS w Mieroszowie została opublikowana. Może pójdą dalej i odległość i przybliżone przewyższenia też zostaną opublikowane. Najważniejsze żeby ta seria nie zniknęła, tylko się rozwijała. Eksperymenty lepiej zostawić na czasy gdy na każdych zawodach pojawiać się będzie regularnie ~300 startujących. My będziemy spokojni, organizator będzie spokojny, wszyscy będą szczęśliwi :)

              1. Uwierz, nie chciałbyś się ścigać w zawodach robionych pod prosów. ;)
                Np takie EWS z Finale: 100km i 3800 w pionie przez 2 dni. W Irlandii trzeba 7x wjechać w jeden dzień na taką Kozią Górkę.
                Podobnie w alpejskich edycjach SuperEnduro, kumpel co zajmuje miejsca u nas w pierwszej 10tce tam zdychał ze zmęczenia… :D

                Nie mówię, że trasy mają być lekkie łatwe i przyjemne, techniczne trudności muszą być, ale takie parametry, jak w Baligrodzie to max do czego można zmusić amatora… :)
                Brałem udział w Mieroszwie, gdzie było 7 oesów po trasach, na których ciężko było o flow, skończyliśmy o 18:30 dopiero, wychodząc z domu o 8 rano… Jak na amatora dla mnie to było lekko za dużo… Więcej mnie Mieroszów nie zobaczył. :D

  4. Ja tylko chciałem pozdrowić wszystkich z którymi chlałem przy basenie

    1. Widziałem na zdjęciach, że było grubo! ;)

      1. Śmiało można to nazwać szóstym oesem :)

        1. Jak za dawnych czasów Enduro Trophy!

          1. Oj jak ja tęsknię za tym klimatem…ET w Szklarskiej czy Zawoji…takich imprez się nie zapomina :).

            1. Ja raczej stronię od takich orgii, ale skoro wracają, to znaczy że są nieodłącznie zakorzenione w filozofii enduro ;)

    2. Pozdro morda haha

  5. Nie tylko Szklarska pozostawiła niesmak, ale bardziej zeszłoroczny Baligród, jechać 1200km żeby jechać 3 krótkie i raczej nieciekawe OS i żałuję ale nie zaryzykowałem. Szkoda że org robi tajemnice też chociażby z przewyższeń czy ilości OS – bo jakbym zobaczył te liczby to bym pojechał. Org też na tym traci.

    1. Są zady i walety formuły on-sight… Zeszłoroczny Baligród był wyjątkowy ze względu na późny termin (krótki dzień).

      1. tak rozumiem, ale dlaczego org nie napisze wcześniej ilości OS, kilometrów czy przewyższeń? Tłumaczy się że to ma być „niespodzianka”. Trochę to niepoważne no ale trudno. Wyobrażasz sobie jechać na maraton i dowiedzieć się na miejscu ilości km? ahhhh zły jestem bo widzę że było świetnie

        1. Masz rację, orientacyjny dystans i przewyższenie chyba nie kłóciłyby się z ideą on-sight. Orgowie czytają? :)

  6. zastanawia mnie ile osób startowało na rowerach kellys? ;)

    1. Czemu?

      Jeśli masz na myśli team, to wszystko jest na liście w wyników.

      1. chodziło mi o to że rowery Kellys nie cieszą się zbyt dobrą reputacją, popularnością a i też mało widuje po lasach, górkach ludzi na endurakach od Kellysa. Moze słabo widzę ;)

        1. Hm, czy ja wiem… W popularnych miejscówkach sporo Swagów jeździ. Ale reputację faktycznie mają słabą. Powinno się to zmienić w 2018 – będzie całkiem nowa rama.

  7. Gdybym poznał te „cyfry” wcześniej zrobiłbym wszystko żeby pojechać.
    Widzę, że było wszystko to, czego brakowało od pewnego czasu: konkretnego kilometrażu (co najmniej 4-5 konkretnych oesów) i równie konkretnych przewyższeń. Zawody enduro zamykające się w 30km? Nie dzięki:)

    1. Mieroszów już za 3 tygodnie – te zawody nigdy nie należały do lekkich ;)

  8. Krzysztof Pachowicz

    Rzadko bywam na zawodach, ale jeśli inne będą takie jak w Baligrodzie to na pewno będę na wszystkich!!:) czas zacząć robić interwaly i jeszcze więcej szosy trningowo :)

  9. „W pamięci zapadły też kamienne schody, sprawdzające ile tak naprawdę skoku ma Twój amortyzator.”

    Co najmniej 120 + to co daje plusowa opona, dość mocno dobite :)

    Zawody rzeczywiście perfekcyjne – zdychałem pod koniec, skurcze nie dawały spokoju, pierwszy raz miałem obawy czy dam radę ukończyć.

    Wygląda na to że widzimy się w Mieroszowie.

  10. Na drugi dzień trzeba było wybrać się na Jasło czy Łopiennik- jak już tyle się najechałeś to warto odwiedzić to co w Bieszczadach najlepsze :) Zwłaszcza, że pogoda była rewelacyjna.

    1. Wybrałem się na Łopiennik :P

      1. I jak wrażenia? :P bo z Jasła są wg mnie ciekawsze widoczki, a sam szlak czerwony do Cisnej jest dość fajny do zjeżdżania.

      2. A zjazd Czarnym do Dołżycy? :)

        1. Rozumiem, że jak już byłem na miejscu, to w jeden dzień, na zakwasach po zawodach, miałem objechać całe Bieszczady? :P

  11. „Rafał Kruczkowski (tanie rowery bez zawieszenia)”
    Ale sarkazmem zajechało :P Faktycznie w cenie tego dopakowanego roweru + upgradów dałoby się kupić porządnego fulla do enduro.

    Było dobrze, to się liczy i czekam na legendarny Mieroszów. A że dla mnie enduro to nie flow traile objeżdżane też przez krosiarzy i niekoniecznie proste kamieniste drogi na 60kmh, gdzie najdroższy full ma największą przewagę tylko techniczne ścianki na których mam spore obawy czy zjadę przeczuwam dobre enduro.

    1. Porządnego może nie, ale na pewno full’a …
      Ale powiem szczerze, że sezon na ht dał mi duży progres jeżeli chodzi o technikę. Zobaczymy jaki przyniesie to rezultat jak na nowy siąde na „porządnego” full’a :)

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: Kellys Enduro MTB Series Baligród 2017

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Opony enduro #5: Jak założyć oponę (bez łamania palców)?

Porady, Sprzęt / 

Dzisiejszy poradnik będzie z gatunku „back to basics”. Pokażę w nim prawidłową metodę zakładania opon na obręcze. Proste? Niby tak, ale przy ciasno pasujących zestawach tubeless-ready*, zdarza się, że opona, mimo najszczerszych próśb, nie chce wejść na obręcz (albo z niej zejść). Uprzedzam, że nie będzie to nic odkrywczego, ale i tak coś czuję, że jeden prosty trik, który za chwilę pokażę, ma szansę poprawić komfort życia wielu rowerzystom ;)

*poradnik ten dotyczy zarówno opon bezdętkowych, jak i tych bardziej archaicznych rozwiązań ;)



Jak ściągnąć ciasną oponę z obręczy?

Owszem, zdarzają się wybitnie oporne zestawy opona-obręcz, ale to 1% wszystkich przypadków. Zazwyczaj wystarczy zastosować odpowiednią technikę. W skrócie, żeby nie trzymać Cię dłużej w napięciu, polega ona na zrzuceniu stopki opony z rantu do środkowego kanału obręczy na całym obwodzie koła (jeśli w tym momencie ziewnąłeś, możesz śmiało zakończyć lekturę i iść na rower).

Jak ściągnąć i założyć oponę rowerową tubeless

Ilustracja i mini-słowniczek – żebyśmy się dobrze zrozumieli.


Ściąganie opornej opony krok po kroku:

Jak założyć oponę rowerową - spuszczanie powietrza

1. Spuść całkowicie powietrze.

Jak założyć oponę rowerową - pierwsza łyżka przy wentylu

2. Włóż pierwszą łyżkę przy wentylu (żeby nie utrudniał zsunięcia stopki z rantu na pozostałym obwodzie) i zahacz o szprychę.

Jak założyć oponę rowerową - zrzucenie opony z rantu

3. Zsuń oponę z rantu do kanału na na środku obręczy – to jest najważniejszy moment!

Średnica koła jest w tym miejscu najmniejsza – opona robi się na tyle luźna, żeby pokonać rant obręczy (gdzie z kolei średnica jest największa). Dzięki temu, że wstępnie napiąłeś oponę łyżką, stopka nie powinna wskakiwać z powrotem na rant.

Jak założyć oponę rowerową - łyżki do opon

4. Włóż drugą łyżkę kilka centymetrów obok pierwszej i spróbuj przesunąć wzdłuż obwodu.

Jeśli nie da się przesunąć, wyjmij i spróbuj włożyć trochę dalej (upewniając się, że stopka nadal jest na całym obwodzie zsunięta z rantu!).

A co, jeśli opona się przyssała do rantu i po prostu ni-chuja-nie-ma-opcji, żeby ją oderwać i włożyć choćby pół łyżki? Jedno słowo: buty.

Jak ściągnąć z obręczy oponę rowerową - jak zdjąć z rantu

Metoda dość brutalna (przydają się włosy na nogach), ale skuteczna. Pamiętaj tylko o ułożeniu koła tarczą do góry i nie żałuj miękkich podkładek pod piastą i obręczą.


Opona nie chce wejść na obręcz

OK, pozbyłeś się starej opony, czas założyć nową. Procedura wygląda oczywiście tak samo… tylko że odwrotnie.

Jak założyć oponę rowerową - rotation

A propos „odwrotnie”… Przed akcją trzy razy upewnij się, że zakładasz oponę w dobrą stronę – nic tak nie wkur…psuje nastroju, jak opona założona „tył na przód” po półgodzinnej walce.

Jak założyć oponę rowerową - wentyl logo na oponie

Pro tip: pilnuj, żeby logo producenta opony pokrywało się z wentylem (i naklejkami na obręczy) – ułatwia to jego lokalizację i… dobrze wygląda ;)


Zakładanie opornej opony krok po kroku:

  1. Zacznij po przeciwnej stronie wentyla. Włóż tyle, ile się da. Stopka opony będzie naturalnie układać się na rancie obręczy. Żeby nie zjeżdżała na drugim końcu, najlepiej wkładać dwoma rękami symetrycznie.
  2. Kiedy robi się trudno (zazwyczaj ostatnie ~20 cm obwodu), zsuń stopkę z rantu na środek szerokości obręczy.
  3. Wykorzystaj luz do założenia pozostałego odcinka, pomagając sobie łyżką.

To samo zrób z drugą stroną opony. Jeśli musisz się bardzo siłować – na 99% opona znów wskoczyła gdzieś na rant. Pilnując tego, zdecydowaną większość opon da się założyć palcami.

Uwaga odnośnie tubeless-ready: niektóre obręcze mają płytki centralny kanał – ułatwia to uszczelnianie, ale opona ma przez to mniej luzu przy zakładaniu. W takich sytuacjach słuchaj Obi Wana Kenobi i „użyj Mocy”.

Bywa jednak, że powodem jest… taśma. Taśmy przeznaczone do systemów tubeless-ready często są zbyt sztywne, żeby dobrze „wkleić się” w środkowy kanał. Na takie przypadki polecam taśmę Gorilla Tape – grubą, mocną i śliską, ale bardziej elastyczną od taśm „rowerowych”.


Opona nie chce wskoczyć na rant

Udało Ci się już wsunąć obie stopki opony na obręcz, radości nie ma końca, odniosłeś ostateczny triumf człowieka nad maszyną, a szampan leje się strumieniami. Sięgasz więc po pompkę, żeby zwieńczyć dzieło i… nic. Stopki siedzą sobie w środkowym kanale, a powietrze ucieka bokami.

Pół biedy, jeśli masz dętki – przy wyższym ciśnieniu wszystko wskoczy na swoje miejsce.

Metody na opony tubeless są następujące:

  • przy pompowaniu ręczną pompką, dociskaj oponę do obręczy bezpośrednio nad wentylem – jest duża szansa, że jak „złapie” przy wentylu, to dalej już pójdzie z górki.
  • „smarowidła”, czyli preparaty wspomagające poślizg przy zakładaniu opony (np. Schwalbe Easy Fit). Wersja ghetto: piana z płynu do mycia naczyń.
  • wykręć rdzeń wentyla – nie będzie on ograniczał przepływu powietrza – jego szybkość (i objętość) jest kluczowa dla „wstrzelenia” opony na miejsce.
  • kompresor, przenośny zbiornik do zakładania opon bezdętkowych (Airshot, Schwalbe Tire Booster, SKS Rideair), ewentualnie nabój CO2 – dobry strzał ciśnienia praktycznie zawsze załatwia sprawę.
  • dętka – opony, które wcześniej były założone z dętką, uszczelniają się łatwiej. Możesz więc zostawić je tak na noc, lub przynajmniej wykorzystać dętkę do osadzenia jednej strony – zawsze to połowa sukcesu…
Jak założyć oponę rowerową - pompowanie i uszczelnianie opony

Dociśnięcie opony nad wentylem ułatwia uszczelnienie.

Uwaga dodatkowa: powyższe metody dotyczą opon, które nie chcą wskoczyć na rant obręczy, ponieważ są zbyt „ciasne”. Jeśli powietrze ucieka na wszystkie strony, bo opona jest zbyt luźna, strzał z kompresora pomoże, ale w takim przypadku, ze względu na trwałość uszczelnienia, sugeruję raczej zmienić taśmę na grubszą lub nawinąć dodatkową warstwę. Wyznaję zasadę, że:

Jeśli opona nie daje się uszczelnić ręczną pompką stacjonarną, to trzeba poprawić taśmę.


Jak założyć oponę rowerową - wywinięcie na lewo

Pro tip: żeby ułatwić oponie – zwłaszcza nowej – wskoczenie na obręcz, wywiń ją dzień wcześniej „na lewo”. Rozepchnie to ścianki na boki, dzięki czemu chętniej wskoczą na swoje miejsce na obręczy.


Opona bije – jak równo założyć oponę rowerową?

Czasem się zdarza, że po założeniu opona bije na boki. Pierwsze, co należy sprawdzić, to pasek gumy idący wzdłuż obręczy:

Jak prosto założyć oponę MTB?

Jeśli na jakimś odcinku pasek ten znika za obręczą, to znaczy że w tym miejscu opona nie wskoczyła prawidłowo na rant. Jak sobie z tym poradzić?


Metoda prosta

WIĘCEJ POWIETRZA! Większość opon bezdętkowych układa się (z hukiem) przy ok. 2-2,5 bara (i lepiej tej bezpiecznej wartości nie przekraczać). Pomocne może być zastosowanie opisanych wcześniej „smarowideł”.

Metoda bardziej skomplikowana

Napompuj oponę do najniższego ciśnienia pozwalającego na toczenie (ok. 0,5 bara) i przejedź się kawałek po płaskim. Opona popracuje i przy kolejnym pompowaniu powinna się idealnie ułożyć.


Jeśli opona wskoczyła na rant, a mimo to dalej bije na boki – handluj z tym. Krzywe opony czasem się po prostu zdarzają i w jeździe terenowej nie powinny przeszkadzać.


Podsumowanie

W zakładaniu i ściąganiu ciasno pasujących opon, cały sekret polega na technice. Pamiętaj o zsunięciu stopki opony z rantu i każda obręcz będzie Twoja! ;)


Zobacz poprzednie poprzednie części poradnika:

  1. Opony enduro #1: O co chodzi w tych mieszankach (i nie tylko)?
  2. Opony enduro #2: Pogromcy mitów
  3. Opony enduro #3: 25 modeli, które warto kupić
  4. Opony enduro #4: Jakie ciśnienie?

 

  1. Bardzo fajny artykuł. Jest pełno przemądrzalskich filmów, co to goście uszczelniają w 5 min. potem człowiek się za to zabiera 1-wszy raz w życiu i pół dnia znika. Od siebie dodałbym 2 rzeczy do kwestii uszczelniania z własnego doświadczenia. 1. Kluczowa jest szczelność wentyla na kontakcie z obręczą, dlatego otwór w taśmie lepiej wykonać okrągłym szpikulcem lub krzyżakowym śrubokrętem (nie nacinać taśmy nożykiem do tapet) i osadzić na wcisk a także dobrze dopasować uszczelkę gumową szczególnie gdy rant jest półokragły patrz np.mavic crossride. 2 Jak powiedziałeś można użyć dętki do osadzenia jednej strony, wtedy tą nie osadzoną można posmarować mydlinami i obrócić w kierunku podłoża. Grawitacja i mydło czynią cuda, nie potrzeba do tego pompki na B za 4 stówy ani kompresora wystarczy przeciętna podłogówka, zazwyczaj jednak dobrze uszczelniony wentyl i mydliny pomogą i bez dętki. Pozdro i dzięki.

    1. Dzięki za uzupełnienie!

      Do mydlin zwykle nie mam cierpliwości ;)

      A co do dziurki na wentyl – 100% racji. Ja przebijam czymś przypominającym gwóźdź, dzięki czemu dziurka jest okrągła i ciasna, jakkolwiek to brzmi ;)

      1. A czy ktoś tu oprócz mnie korzystał przy TR ze zwykłej Duct Tape? ;)

        1. Ja używam czarnego powertape’a Tesy do plusowych obręczy, bo trudno coś sensownego kupić o szerokości 50 mm ;)

  2. W kross soil opona noby nic i obręcz wtb -masakra ,odchodziłem od zmysłów by zdjąć oponę , plastikowa łyżka ni chu.. musiałem śrubokrętem zrobić szparkę , dosłownie przyklejona na amen , kumpel tak samo miał ale jemu nie poszło i rozwalił opone . za to nowa opona i uszczelnienie na tej obręczy to pikuś , ciach pach duża pompka , bez zadnej piany , uszczelniona w sekundę :) czy jest jakiś patent by zapobiec temu by tak sie nie wklejała, nie wyobrażam sobie w terenie męczyć się ponad godzinę by zdjąć

    1. Ten zestaw ( mobynic i wtb st i 23) doprowadził mnie do płaczu, nerwicy i menopauzy. Posty nad godzina zdejmowanie gumy z oobręcz i skończyło sie z śrubokrętem. Nie żeńcie ich razem.

    2. Z oponami od Continental’a nie miałem problemów.

    3. Jest w artykule metoda na przyklejone opony, które nie chcą w ogóle zeskoczyć z rowka (buty) ;)

    4. Miałem i mam ten sam przypadek z Kross Dust 2.0 z 2016r. Opony praktycznie nie idzie zdjąć w warunkach terenowych. Próbowałem wszystkiego przez prawie cały dzień oprócz skakania po oponie ;) Finalnie wpakowałem koło z oponą w imadło. Złapałem przez grube szmaty gumę i zacisnąłem. Następnie wystarczyło lekko przechylić koło i oponka zeszłą bez problemu. I weź tu teraz człowieku załataj flaka 50 km od domu w lesie… pozostaje więc wymienić opony na inne co nawet chyba warto zrobić biorąc pod uwagę, że w Duscie firmowo są drewniane gumy performance.

      Pozdro

    5. Qrva, myślałem, że tylko ja to przeżywałem… Mam nadzieję, że to tylko za pierwszym razem się dzieje.

      1. Niestety nie ;) Chyba lepiej zmienić opony zawczasu zanim złapiesz kapcia na bezludziu hehe.

  3. Łoo Panie, dwie łyżki będę w plecaku woził, ja to paluchami zdejmuję :) Opony i obręcze od Speca.

  4. U mnie przyklejona opona do obręczy, która nie chce puścić pod siła rąk,zawsze poddaje się w szczękach imadła. Oczywiście imadło wyłożone szmata, opona bez powietrza, delikatnie ściskamy oba boki opony, po czym ciągniemy pomalu i delikatnie całe koło w naszą strone. Pyszczka każda opona. W warunkach polowych warto chwytać oponę również przez jakąś szmatę, wtedy też łatwiej odkleić oponę od rantu. Jak to puścić, to resztą już z górki.

  5. Dobra metoda 1 pochodzi z samochodów i motocykli: Psikamy dezodorantem do opony i podpalamy. Chmurka pachnideł eksploduje w środku i obsadza oponkę. Następna metoda to dajemy bydliny na rant felgi i brzeg opony, nie patrzymy na maksymalne dopuszczalne ciśnienie i walimy tyle powietrza aż opona z hukiem wskoczy na obręcz. Więcej mydlin – wystarczą 3 atm. Mniej mydlin i oporna opona (miałem taka co trzeba ją było układać za każdym razem) 5 atm. Oczywiście nie zostawiamy takiego ciśnienia, bo na pierwszym zakręcie z opony i dętki zostaną nam same strzępy i przy okazji spłoszymy lokalne ptactwo i wszystkie turystki.

    1. Te 5 atmosfer to trzeba dodać, że przy dętkach. Przy tubeless jest to MOCNO ryzykowne… Podobnie, jak wybuchowa metoda, której wolałbym nie polecać publicznie ;)

  6. Ten artykuł powstał o 3 miesiące za późno. Do większości musiałem sam dojść przy nierównej walce ;) Dobrze Andrzej napisał, że fajnie to wygląda na tych wszystkich filmikach ;)
    A co do taśm: na jednym kole miałem gorilla tape, a na drugim taśmę izolacyjną elektryczną. Ostatnio musiałem ściągnąć taśmy. Różnice są takie, że izolacyjną się ściąga trudniej (miałem trzy warstwy obok siebie, a gorilla tape przecieka ;) Tzn. po ściągnięciu izolacyjnej obręcz idealnie czysta, po gorilla tape brudna od mleka.

    1. Hmm, ciekawe. Jesteś pewien, że to nie był klej z taśmy? Gorilla straszny syf zostawia po odklejeniu.

      1. Mleko miejscami płynne. Może jakaś taka taśma była. Ale się nie odkleiła.

    2. Ja zacząłem od taśmy TESA 4289 i już jej nie zmieniałem. Po sciągnięciu obręcz jest całkowicie czysta, nie było też przecieków, przy czym jest dość sztywna. Nie wspomnę o oszczędności.

      1. Dzięki za podanie konkretnego „modelu” taśmy! Wygląda identycznie, jak „specjalne” taśmy do tubeless. Inna sprawa, że prawie tyle samo też kosztuje ;)

        Jak oceniasz jej elastyczność? Dopasowuje się dobrze do przekroju obręczy, trzy trzeba się nagimnastykować?

        1. Za 30 zl. masz 66 metrów! tej taśmy (szerokość 25mm) starczy na parę kółek. Tesa 4289 jest szeroka na 19, 25, lub 50mm.

          1. Racja, mój błąd – nie spojrzałem na długość! Firmy rowerowe oferują w podobnej cenie zazwyczaj 10 m.

  7. Zawsze pompowałem sporo barów i opona ze strzałem sięfajnie układała, po przjeściu na TR tak samo napompowałem do 4barów i prawie ogłuchłem jak opona strzeliła i zlazła z obręczy.

    Jak muszę w moim gravelu albo crossie żony zmienić oponę to faktycznie palcami idzie to zrobić szybko. Z continentalami tak samo przeważnie, ale maxxisy u mnie ciasna leżą i trzeba się trochę napocić ZTR ArchEX + Ardent.

    Niestety conti mają wadę, że dużo gorzej przynajmniej na moim DT E1900 siedzą. Łatwo się zakładają ale przy 20psi porządny zakręt i pierdzą. przy 15psi kciukiem ręcznie można wepchać na chwilę rant opony i ucieknie trochę powietrza, z maxxisem nie da siętego zrobić bo dużo ciaśniej i mocniej jest zahaczona na rancie.

    1. Ja też mam najlepsze doświadczenia z Maxxisami w tubeless. Może i ciaśniej się montuje, ale za to potem nie sprawiają problemów.

      Co do ciśnienia – 4 bary przy tubeless to życie na krawędzi ;) Ja nie „osadzaniu” opony nie przekraczam 2,5 bara.

  8. hans dampf + obrecze gianta + przyklejone tak ze za 1 razem 1h i zdretwiałe ręce przy probie sciągania. za 2 razem poszlo szybciej ale wcale nie lepiej. dzis zmieniam opomny i juz „czekam” na to przyjemne zajęcie.

    1. Miękka podkładka, buty i po minucie opona ściągnięta ;)

  9. Świetny poradnik! Nie znałem metody z butem, ale się namęczyłem. Miałem już nawet zamiar ciąć starą oponę nożem. Pomogło ciągniecie prostopadle do obręczy kciukami i blisko 45 minut walki.

    Mam natomiast innym problem. Opona bije w górę. Cześć opony wchodzi głęboko (poniżej paska) a na części jest dobrze – pasek widać. Tak jak na Twoim zdjęciu. W wyniku czego opona jest na połowie obwodu niższa, a na połowie wyższa. Próbowałem różnych tricków (maxxis), ale nie mogę jej ułożyć.

    Jakieś pomysły? Z góry dziękuję.

    1. Pasek zdecydowanie MUSI być równo na całym obwodzie. Jeśli metody opisane w artykule nie pomagają, zdejmij oponę i obejrzyj rant obręczy i stopkę opony – może są jakieś uszkodzenia, brud lub wady w gumowym „odlewie”…? Może taśma jest krzywo naklejona, albo za gruba?

      Jeśli wszystko jest okej, nasmaruj obręcz/oponę pianą z płynu do mycia naczyń i napompuj, żeby nabrała kształtu, ale była dalej miękka. Ponaciągaj ją rękami na boki, żeby ułatwić jej wskoczenie na swoje miejsce (tak, jakbyś chciał ją „zrolować” z obręczy).

      Potem metody z artykułu: przejedź kawałek po gładkim asfalcie z niskim ciśnieniem (~0,5 bara) i napompuj do 2,5 bara (mleko) lub 4,0 bara (dętka).

  10. TO może i ja się podzielę jedną wskazówką.
    Przy naklejaniu taśmy TR warto to robić we dwójkę, jeden trzyma obręcz a drugi MOCNO naprężoną taśmę wkleja w środkowy kanał. Na razie nie przejmujesz się tym, że boki taśmy nie układają się na wewnętrznej części rantu. Po oklejeniu troszkę więcej niż pełnego obwodu obręczy (zaczynam ciut przed otworem na wentyl, kończę tuż za otworem na wentyl, ok. 8-10 cm) łyżką do opon dociskamy taśmę do rantu obręczy. Taśma powinna być mocno naprężona (gwarancja powodzenia całej operacji), więc bardzo łatwo wkleja się w rant. Polecam szerokość taśmy minimum taką jak szerokość stopki, wierzcie mi, mocno naprężona idealnie ułoży się na wewnętrznej ściance rantu.

    1. Niestety mocne naprężenie nie wystarcza w przypadku bardzo sztywnych, „plastikowych” taśm (jak np. szeroka WTB) :( Musi być jakaś elastyczność, żeby taśma dopasowała się do kształtu ścianki.

      Co do szerokości – najlepiej brać o 5 mm szerszą od szerokości wewnętrznej opony.

    2. Mozna też włożyć obręcz w widelec na odwróconym rowerze bądź w centrownicę.

  11. Nikt jeszcze nie wspomniał żeby najpierw napompować oponę bez dodawania mleka? Nic tak nie boli jak całe mleko na ścianie/podłodze/ubraniu. Dziura 0,5cm która nie sprawiała problemów przy dętce nie zawsze zostanie uszczelniona przez mleko :D

    I tak jak wspomniałeś: warto sprawdzić dwa razy kierunek opony. Start OS1 to nie jest dobry moment na stwierdzenie, że w nocy coś jednak poszło nie tak przy „szybkim” zamleczaniu.

  12. Ja do osadzania opon na obręczy używam pasty poślizgowej ( na bazie silikonu) do rur pcv (kupuję w sklepie dla hydraulików) opony natarta tym specyfikiem bardzo łatwo się zakłada, bezproblemowo osadza i bez kłopotu demontuje nawet po długim czasie.

    1. Dobry tip :) A nie powoduje to ślizgania się opony na obręczy w czasie jazdy, albo nie zwiększa ryzyka jej spadnięcia…? Bo te wymienione w artykule „smarowidła” mają to do siebie, że po zamontowaniu opony przestają działać – „przyklejenie” opony jest korzystne.

      1. Ślizgania opony nie zauważyłem, ale może mieć na to wpływ fakt,że ze -względu na swoją wagę (92-94 kg z wyposażeniem) zwykle jeżdżę na 1,9 i 1,6 bara.

  13. Pod tym względem obręcze Spanka są super upierdliwe. Ich środkowa część jest pofalowana co zajebiście utrudnia sprawę. Najgorzej działa połączenie Spank + Schwalbe. Do dziś na myśl o tym set’cie zaczynają boleć mnie palce.

  14. Gdyby zabrakło Ci weny Michale na kolejne artykuły to ja osobiście z miłą chęcią zanurzył bym sie w rozprawie „karbonowa czy aluminiowa rama” :)

  15. Ja uszczelniałem swoje koło za pomocą zwykłej taśmy biurowej za złotówkę, oklejenie wymagało trochę cierpliwości :) Przejeździłem cały sezon bez żadnego problemu.

  16. Bardzo pomocny artykuł.
    Z tyłu śmigam z obręczą oklejoną taśmą izolacyjną akurat pod ręką miałem 3M. Wentyl samochodowy z dętki Conti, z dorobioną nakrętką. I w zasadzie raz na tydzień muszę dopompować koło. Dolewam mleka co jakiś czas.
    A na przód robiłem ostatnio Ghetto. Ciężko założyć oponę, ale powietrze ucieka mi w znacznie mniejszym stopniu. Oponę osadzam na wodzie z płynem do mycia naczyń. No i zanim naleje mleka sprawdzam czy się uszczelni. Strzelam zawsze napompowaną do 3 bar 2L butelką po napoju gazowanym.

  17. Hej! A jak zakładać oponę na koło gdzie używamy dętki? Żona nie chce jeździć na tubeless bez podania powodu :/

    Próbowałem ostatnio zmienić oponę, ale przy zakładaniu uszkodziłem łyżką (schwalbe) dętkę :(

    1. Tak samo :) Jeśli będziesz pilnował, żeby opona była zrzucona z rantu, to nie będziesz musiał się siłować z łyżką.

      I druga rada: przed włożeniem dętki lekko ją napompuj, tak żeby złapała okrągły kształt. Nie będzie się wtedy plątać przy samej obręczy.

      1. Michał, dziękuję za pomoc!

        1. Dobrze jest też do wnętrza opony sypnąć odrobinę talku. Dętka dobrze się wtedy układa i nie przykleja do opony. Późniejszy demontaż też jest ułatwiony.

          1. Racja, tak stara technika, że już zapomniałem (choć nadal mam zasypkę dziecięcą w garażu – podobno lepsza od zwykłego talku) ;)

    2. Tutaj trzeba dowalić chwilowe ciśnienie ok 4,5-5 bar by opona siadła w miarę równo a później spuścić do docelowego (3-3,5 bar). Osobiście stosuję talk na dętkę oraz talkuję rant opony. UWAGA: odradzam stosowanie płynu do mycia naczyń ponieważ zawiera ocet który powoduje korozję obręczy aluminiowych (taki biały, chropowaty nalot w rowku obręczy).

  18. Szukam ekipy/towarzysza wypraw do wspólnej jazdy bardziej Trail/AM (nie jestem emerytem DH więc nie jeżdzę E……, w zpolszczonej wersji)Mieszkam w Szczyrku i dysponuje Pick upem. boking1@o2.pl Aktualne plany to przejazd z Skrzycznego na Kubińską hole, przez Rycerzową.

  19. z tym biciem opony bo nie wskoczyła w rant to bym uważał, jeździłem tak przez tydzień na 2PLY, nie wskoczyła i olałem, po powrocie z gór zmieniam opony, ściągam i widać było ze boczna ścianka wytarła się w miejscu gdzie nie wskoczył rant, trochę włókien wyszło na wierzch, nie wpłynęło to na późniejsze korzystanie z opony ale taka moja uwaga. Przy pianie z płynu do naczyń i strzale z kompresora nie było problemu. Od wtedy zawsze smaruje piana i zawsze elegancko wskakuje przy napompowaniu do max ciśnienia dla opony.

    1. Jazda z oponą, która nie wskoczyła na rant, jest niedopuszczalna! Miałem na myśli to, że niektóre opony są po prostu krzywe i biją na boki nawet siedząc równiutko na obręczy.

      Poprawiłem ten fragment, żeby uniknąć nieporozumień. Dzięki za zwrócenie na to uwagi!

  20. Wszystko ładnie, pięknie, supcio, ale mam tak wujowy zestaw opona-obręcz że przy punkcie drugim wymiękam. Jak kiedyś złapię flaka w górach to będę mógł się rzucić z przełęczy.
    Ostatnio się wk… do takiego stopnia że poszedłem do serwisu. Oni też się wk… ale przynajmniej nie byłem to ja.

    1. Jak nie da się wcisnąć łyżki, to najpierw zrzuć oponę z rantu (w razie potrzeby pomagając sobie butami), potem łyżka i jeszcze raz sprawdzenie, czy opona jest zsunięta.

      PS. Jeśli masz dętkę, to spuść całkowicie ciśnienie, wykręcając rdzeń wentyla (jeśli się da).

Dodaj komentarz do tekstu Opony enduro #5: Jak założyć oponę (bez łamania palców)?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Test: Spodenki i koszulka TYGU Rover + gogle Podium

Sprzęt, Testy / 

Polskie marki rosną w siłę! Do ich grona dołączył w tym roku pochodzący z Żywca TYGU – brand ubrań rowerowych dla riderów DH i enduro. Przez ostatnie kilka tygodni miałem okazję testować spodenki i koszulkę TYGU Rover, a także rękawiczki One i gogle Podium.

Test: koszulka TYGU Rover

Test powstał w ramach współpracy z marką TYGU.


TYGU?

Projekt TYGU powstawał od około roku. W tym czasie kiełkowała koncepcja produktów i trwały testy prototypów. Gotowe produkty powstają częściowo w Polsce, częściowo w Azji. Na kolekcję składa się seria Rover (trail/enduro), Prime (downhill) i Eve (dla pań). Rodzynkiem w katalogu są gogle Podium. W 2018 planowane jest rozszerzenie oferty o kolejne modele, w tym kolekcję dla dzieci.

Zobacz więcej: gotygu.com / facebook.com/TYGUapparel


Koszulka TYGU Rover

Test: koszulka TYGU Rover

O gustach się nie dyskutuje? E tam… Już na pierwszy rzut oka, design koszulki budzi skrajne reakcje. Dostępna jest też wersja żółta, biała i zielona. Dwie ostatnie wyglądają moim zdaniem najlepiej, choć nadal bardziej pasują do teamowych koszulek zawodników DH, niż do odzieży zakładanej na zwykłe górskie wycieczki.

Test: koszulka TYGU Rover

A właśnie w takim zastosowaniu TYGU Rover spisuje się najlepiej. Krój jest świetnie dobrany do codziennej jazdy – koszulka jest dopasowana, a jednocześnie nie ma nic wspólnego z obcisłymi trykotami rodem z XC.

Test: koszulka TYGU Rover

Chociaż nie do końca – z koszulek kolarskich zaczerpnięto ideę tylnych kieszonek. A w zasadzie: jednej, wielkiej kieszeni, z łatwym dostępem z obu stron. Jest to ficzer niespotykany u konkurencji, który przypadnie do gustu osobom, u których nawet torba biodrowa wywołuje klaustrofobię. Nie jest to może najlepszy sposób na przewożenie picia, ale lekka kurtka, dętka, czy nawet lekkie ochraniacze na kolana w drodze na odcinek specjalny, w przepastnej kieszeni zmieszczą się bez problemu. Jak wpływa to na (nie)pocenie się pleców, nie muszę chyba wspominać?

Test: koszulka TYGU Rover

Kwestia chłodzenia była też zresztą priorytetem przy doborze materiałów. Koszulka należy do lekkich modeli i dobrze sprawdza się przy upałach. Poza standardową siateczką pod pachami i na bokach, materiał z dziurkami nietypowo trafił też na ramiona, wpuszczając dodatkową porcję wiatru na plecy. Wszystkie materiały sprawiają bardzo dobre, jakościowe wrażenie i tak też spisują się w praktyce.

Test: koszulka TYGU Rover

Test: koszulka TYGU Rover

Werdykt

Szukasz lekkiej koszulki z najlepszych materiałów, ułatwiającej jazdę bez plecaka? „Racingowy” design przypadł Ci do gustu? Jersey TYGU Rover jest stworzony dla Ciebie.

Cena: 189 zł
Rozmiary: S, M, L
Strona i sklep producenta


Spodenki TYGU Rover Green

O ile koszulka ma parę niespotykanych rozwiązań, to szorty Rover nie silą się na oryginalność. (Na szczęście) również w kwestii designu. Tylko grube, gumowe naszywki z logo producenta przywodzą na myśl freeridową modę sprzed dekady – po co zwiększają masę i objętość, skoro nie pełnią żadnej funkcji?

Test: spodenki TYGU Rover Green

Swoją funkcję świetnie za to spełnia minimalistyczny, smukły krój. Może tylko nogawki mogłyby być o parę centymetrów dłuższe, żeby nie odsłaniać gołej nogi powyżej ochraniaczy przy zgięciu nogi. Warto jednak pamiętać, że to lekkie spodenki z kategorii trail – model dedykowany enduro będzie dłuższy. Rovery świetnie za to sprawdzają się przy pedałowaniu. Lekki i elastyczny materiał dobrze dopasowuje się do ciała, nic tutaj nie drażni i nie obciera. Rover Green są też przyjemnie miękkie w dotyku i nie szeleszczą.

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Prostota formy nie oznacza jednak, że zapomniano o praktycznych dodatkach – regulacji obwodu w pasie rzepami, czy odpinanych wywietrznikach z siateczką, które przydają się w gorące dni. Drobnym, ale przydatnym dodatkiem jest też gumowa przywieszka na zamku kieszeni, która ułatwia jej zapinanie w ubłoconych rękawiczkach.

Test: spodenki TYGU Rover Green

O zapinaniu lepiej zresztą pamiętać, bo kieszenie są największą wadą spodenek Rover. Są bardzo płytkie! Jeśli wozisz w kieszeni smartfona, lepiej żeby jego ekran miał przekątną maksymalnie 5″. Nawet zawartość o takim rozmiarze sięga tak wysoko, że przy pedałowaniu gniecie w okolicach pachwiny. Do tego stopnia, że zrobienie przysiadu jest prawie niemożliwe.

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Uwaga: w ofercie są dostępne spodenki Rover Green i Rover Black – wbrew pozorom, NIE różnią się tylko kolorem. Model Black wyróżnia nieco gorzej oddychający, ale za to mocniejszy materiał. Na 2018 szykuje się kolejny model, zaprojektowany z myślą o ciężkim enduro.

Test: spodenki TYGU Rover Green

W opisanych tu ubraniach jeździłem zbyt krótko, żeby dać sobie rękę uciąć za ich trwałość, ale po kilkunastu dniach w górach i tylu samu praniach (w pralce, bez ceregieli), nie było na nich żadnych śladów zużycia. Zazwyczaj po takim czasie widać już pierwsze zaciągnięcia od plecaka i rękawiczek na koszulce, czy wystające nitki na spodenkach. TYGU nadal wyglądają jak nowe, pierwsze wrażenia są więc obiecujące.

Test: spodenki TYGU Rover Green

Test: spodenki TYGU Rover Green

Werdykt

Lekki, „trailowy” model z potencjałem do zawojowania rynku spodenek w przystępnej cenie – świetny krój, przyjemny materiał i podstawowe, praktyczne dodatki. Szkoda, że płytkie kieszenie praktycznie wykluczają trzymanie „pod ręką” smartfona…

Cena: 235 zł
Rozmiary: S, M, L
Strona i sklep producenta


Rękawiczki TYGU One

Podstawowy model rękawiczek TYGU łączy minimalizm z materiałem o średniej grubości i solidną jakością wykonania. Nie znajdziesz tu rzepa na nadgarstku ani gumowych ochraniaczy na palcach, niestety nie ma też frotki do wycierania smarków potu.

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Jedyne rowerowe dodatki to silikonowe logo na palcach (mogłoby być większe) i wzmocniony materiał po wewnętrznej stronie dłoni. Podobnie jak spodenki, również rękawiczki nie najlepiej dogadują się ze smartfonem.

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Największą wadą jest jednak szew między palcem wskazującym a kciukiem, przebiegający dokładnie na styku z kierownicą. Może moje przyzwyczajone do pracy biurowej ręce są przewrażliwione, ale odczuwalnie wpływało to na komfort jazdy. Wygodny jest za to wierzchni materiał – miękki i wystarczająco gruby, żeby ochronić przed chłostą od wystających krzaków i drobnych gałęzi.

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Test: rękawiczki TYGU One Green / Black

Werdykt

Nie byłby to mój pierwszy wybór przy poszukiwaniu nowych rękawiczek. Ale jeśli zależy Ci na koordynacji kolorystycznej z resztą stroju – spełnią swoje zadanie.

Cena: 99 zł
Rozmiary: S, M, L
Strona i sklep producenta


Gogle TYGU Podium

O ile pozostałe produkty TYGU celują w ekonomiczną klasę średnią, to gogle mogą śmiało konkurować z topowymi markami klasy Oakleya (są zresztą produkowane w tej samej fabryce).

Test: gogle TYGU Podium

Podium to gogle o dużej, elastycznej ramce, z paskiem zamocowanym na wystających po bokach wspornikach. Taka konstrukcja poprawia komfort, powodując że miękka i przyjemna gąbka bardziej równomiernie przylega do twarzy.

Test: gogle TYGU Podium

Jest jednak haczyk: wystające wsporniki mogą kolidować ze skorupą kasku. O ile z szerokimi fullface’ami do DH nie będzie problemu, to w przypadku bardziej smukłych kasków enduro, wszystko zależy od konkretnego modelu i rozmiaru. Jak widać na zdjęciach, do Bella Super 2R (rozmiar S) ramka wpasowała się bardzo dobrze, ale już w MET Parachute (M) czy Troy Lee Designs D2 (S), wsporniki oparły się na skorupie, przez co gogle „zawisły” przed twarzą.

Test: gogle TYGU Podium

To jedyny problem z goglami Podium, reszta stoi na bardzo wysokim poziomie. W zestawie dostajesz dwie dobrej jakości szyby, jedną przezroczystą, a drugą lanserską lustrzaną. Co ważne, lustrzana przyciemnia na tyle delikatnie, że można jej śmiało używać np. w pochmurny dzień w lesie. Jest to poziom przepuszczalności światła, podobny do gogli marki 100% i nie ma nic wspólnego z bezużytecznymi na rowerze „lustrami” dla narciarzy.

Test: gogle TYGU Podium

Starałem się nie sprawdzać odporności na zarysowania, ale z doświadczenia wiem, że przy tego typu powłokach, należy się liczyć z koniecznością wymiany szyby co sezon. Tu wychodzi duża zaleta TYGU: zapasową szybkę dokupisz za 50 zł. Konkurencja za „lustro” liczy sobie co najmniej dwukrotnie więcej.

Warto też dopłacić dwie dyszki do spryskiwacza anti-fog i co jakiś czas uzupełniać powłokę hydrofobową. Działa ona bardzo skutecznie – pod warunkiem, że się przemieszczasz. Wentylacja jest dobra, ale podczas postoju, kiedy skóra jest spocona, parowanie jest nieuniknione – tak jak w innych goglach z pojedynczą szybą.

Test: gogle TYGU Podium

Test: gogle TYGU Podium

Werdykt

Bardzo porządne gogle o specyficznym kształcie. Warto zamówić i sprawdzić na własnym kasku (i głowie). Jeśli tylko będą pasować, nie ma się nad czym zastanawiać – w tej cenie, w zestawie z dwoma szybami, nie mają konkurencji. Zamierzam przetestować je dokładniej!

Cena: 179 zł
Strona i sklep producenta


Ubrania TYGU – podsumowanie

Jak to w nowej marce, poziom poszczególnych produktów jest dość nierówny. Świetne gogle i przemyślana, oryginalna koszulka to zdecydowanie mocne punkty oferty. Spodenki byłyby najlepszym elementem stroju, gdyby nie zbyt płytkie kieszenie. Jedynie rękawiczki nie przekonały mnie niczym szczególnym i wymagają dopracowania – co jest w planach na sezon 2018.

Dużo jednak można wybaczyć, patrząc na ofertę TYGU przez pryzmat polityki cenowej. Już ceny katalogowe są sensownie wyważone, a do tego dochodzi darmowa wysyłka i regularne, grube promocje (warto śledzić stronę marki na Facebooku). Swoje pierwsze uwagi, które wysłałem Wojtkowi z TYGU jeszcze przed zapoznaniem się z cenami, podsumowałem tak: „na moje oko cena nie powinna przekraczać 400-450 zł za komplet koszulka+spodenki, wtedy byłby to konkurencyjny produkt w swojej klasie”. W aktualnej promocji, spodenki i koszulkę (choć inne modele) możesz mieć za około połowę tej kwoty!

Oferta jest więc mocna, bo ceny są niższe nawet od testowanych niedawno ubrań Krossa, a jakość wyższa. Do tego drobne niedoróbki mają zostać poprawione w mocno rozbudowanej ofercie na sezon 2018. Zdecydowanie mamy nowego mocnego gracza!

Test: koszulka TYGU Rover


Więcej: gotygu.com / facebook.com/TYGUapparel


Zobacz też powiązane testy:

 

  1. Atrakcyjna strona internetowa i asortyment wzbudziły moją ciekawość szczególnie, że byłem właśnie na etapie zmian w rowerowej garderobie.
    Pewnego dnia nadarzyła się okazja bo wrzucili część swoich produktów w naprawdę fajnych cenach. Postanowiłem zaryzykować i już wkrótce wśród moich ciuchów wylądowały:
    – zielony jersey ¾ serii PRIME
    – czarne szorty ROVER.
    Najpierw przybyła koszulka którą przyszło mi testować przy tych wyższych temperaturach (ok. 30st.).
    Początkowo miałem wątpliwości czy jersey przeznaczony bardziej dla downhillowców będzie się odpowiednio sprawować podczas bardziej interwałowych jazd czyli innymi słowy czy będzie komfortowo czy też będę się pocił jak diabeł w kościele.
    Po kilku dniach rowerowania zaobserwowałem co następuje: nie mam porównania z koszulką serii ROVER ale osobiście uważam, że przy temp. 25-30st. PRIME zdał egzamin. Tzn. byłem spocony ale nie miałem wrażenia, że mam na sobie coś co obleśnie mnie oblepia (jak to bywało z niektórymi jerseyami innych firm np. TRUtutu czy Fox). Jedynie w przypadku materiałowej wstawki na karku miałem dość wilgotne uczucie. Szkoda że nie ma wszywki albo szmatki do czyszczenia okularów/gogli.

    W związku z tym bardzo duże nadzieje wiązałem z szortami z serii ROVER czyli przeznaczonej dla osób uprawiających bardziej „tripową” odmianę kolarstwa (enduro/AM).

    Najpierw to co robi dobre wrażenie:
    – Szorty wyglądają naprawdę solidnie i atrakcyjnie.
    – Materiał jest dość śliski przez co łatwo z niego zrzucić drobiny błota czy ziemi
    – Gumowe, naszywane loga sprawiają pozytywne wrażenie choć dodają wagi.
    – Przedni panel w którym znajduje się zamek jest zrobiony z siatki poprawiającej wentylację
    – Po bokach 2 paski na rzepa do regulacji obwodu w pasie

    Teraz to co zdecydowanie bym poprawił:
    – Podobieństwo np. do Fox Demo DH – materiał z którego są zrobione to korduro-podobna, mało przewiewna, nierozciągliwa i szeleszcząca tkanina (z jednej strony to dobrze bo są wytrzymałe na przetarcia ale z drugiej są nieprzewiewne i mało elastyczne). Osobiście spodziewałem się bardziej przyjemnego materiału szczególe przy przeznaczeniu do całodziennych wypadów w zróżnicowanym terenie a nie tylko do bike parków.
    – Tylko 2, malutkie kieszonki. Telefon (nie smartfon) wsadzisz ale o 5-calowcu zapomnij. Przeznaczeniem są chyba tylko banknoty i kilka monet.
    – Usytuowanie kieszeni (otwór z zamkiem znajduje się tuż nad, a pozostała część kieszeni pod zgięciem biodrowym). Kieszeń układa się na górze uda a nie z boku, przez co pedałowanie z czymś w środku co nie jest miękkie nie należy do przyjemnych rzeczy.
    – Materiał z którego zrobione są kieszenie to ortalion do tej z której robi się kieszenie w plecakach (po kilku minutach podjazdu, w miejscu usytuowania kieszeni jesteś spocony)
    – Logo ROVER wygląda jakby było z zupełnie innej parafii. Do całości nie pasuje kolorem i wygląda jak na szybko przyprasowane. Podejrzewam, że po pierwszym lub drugim praniu się złuszczy.
    – Długość szortów. Na stojąco sięgają na kolano ale po rozpoczęciu jazdy okazuje się, że kończą się tuż przed nim. Wiążą się z tym: wkurzający odgłos podszewki szarpanej przez rzepy ochraniaczy na kolana co w konsekwencji wkrótce doprowadzi do jej uszkodzenia oraz szansa na podwinięcie się szortów podczas gleby (gorsza ochrona).
    – Rozmiarówka. Zazwyczaj jeżdżę w rozmiarze M lub S a tu okazało się, że przy 178cm wzrostu i 73kg wagi (pas ok. 83-84cm) muszę wziąć L-kę. Większych rozmiarów niestety nie ma…

    1. Wow, dzięki Marek za obszerną „drugą opinię”! :)

      Z tym materiałem kieszeni zostałem zapewniony, że w egzemplarzach wysyłanych do klientów został zmieniony na siateczkę… Jeśli załapałeś się jeszcze na serię „zerową”, to faktycznie słabo.

      1. Heh podejrzewam ze to wlasnie ta pierwsza wersja spodenek trafila na promocje bo w moim przypadku jest dokladnie tak samo ale za niecale 100 plnow nie ma chyba obecnie lepszej opcji ;)

      2. Dorwałem jeszcze szorty ROVER zielone
        Pierwsza reakcja? Zaskoczenie. Wersja „zielona” (a może raczej trzeba by powiedzieć: model) to nie to samo co „czarna tylko, że zielona”…
        Co zaskakuje? W zasadzie wszystko (prawie). „Rover zielony” i „Rover czarny” poza nazwą i długością różnią się prawie wszystkim. Zielone szorty bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie przede wszystkim swoją lekkością oraz przyjemnym, miękkim materiałem.
        Podobnie jednak jak w przyp. modelu „czarnego” zdecydowanie wolałbym żeby nogawki były dłuższe tak z 8-10cm.
        Kieszenie są znacznie lepsze niż w „czarnych” (siatkowe) ale nadal ich umiejscowienie i wielkość nie są najlepsze.
        Nieco zmodyfikowałbym także rozpinane wywietrzniki. Powinny być dłuższe i w innym miejscu (wyżej albo po zewnętrznej stronie uda). Ich otwarcie/zamknięcie działa poprawnie i lekko ale zamek wydaje się być bardzo delikatny. Mam wrażenie, że bardzo łatwo można uszkodzić wodzik suwaka. Jest drobny i delikatny.

        Szortów ROVER używam teraz zamiennie: czarne na chłodniejsze dni lub błoto a zielone na ładną, suchą pogodę.
        Myślę, że ten zestaw sprawdzi się bardzo dobrze. Obawiałem się czy w zielonym jerseyu „Prime” i zielonych szortach „Rover” nie będę wyglądał zbyt zielono ale nie jest tak źle. :) Całość ładnie się komponuje zarówno w wersji zielono-zielonej jak i zielono-czarnej :P

        W tym całym czarno-zielonym zamieszaniu nie rozumiem tylko tego, dlaczego mając w ofercie dwa tak różne produkty, producent zdecydował się nazwać je jedną nazwą..?

        1. Dobre pytanie :) Też byłem zaskoczony, że to dwa różne modele…

  2. Czy producent zakłada przygotowanie ciuchów personalizowanych z własnym nadrukiem/kolorystyką klienta? Krój się nie zmienia.

    1. A czy pytałeś producenta? :)

      Oferta custom to raczej domena Foog Wear, Stigma Racing i TRU.

  3. Mam od nich koszulkę dh i jest za tą cenę spoko (ta co była za 100zł)- brakuje jednak nawet prostej kieszonki,jak w krossowym jekylu (czy hyde;), ale dwie uwagi:

    1/Strona WWW jest spieprzona jak projekt gimnazjalisty, który wie, że mu zlikwidują gimnazjum, na informatykę, gdzie nauczyciel wiecznie śpi, nic nie umie i wszystkim daje piątki. A wszyscy i tak prace kopiują z internetu (łącznie z regulaminem).

    2/ Rozmiarówka jest dla gimnazjalistów, względnie Azjatów, i kończy się na europejskim M, czyli dla Tygu – L.

    3/ Koszulka lekko waliła kupskiem, ale po praniu to znika.

    Pozdro!

    1. Punktów 1 i 3 nie komentuję :P

      Rozmiarówka koszulki i rękawiczek jest całkiem normalna, choć rozmiaru XL faktycznie może niektórym brakować. Spodenki trochę mniejsze, niż zazwyczaj (miałem M), ale moim zdaniem w normie.

  4. BTW byłoby miło, jakbyś podawał wzorcowe przykłady produkcji konkurencji, jeśli już piszesz coś takiego: „Nie byłby to mój pierwszy wybór przy poszukiwaniu nowych rękawiczek.”, bo od razu się zastanawiam, kto robi fajne rękawiczki za 100 zł. RF niestety ma tylko cieniutkie do XC (fajne, ale cieniutkie).

    1. Ja najchętniej z szafy wyciągam Rocday i Troy Lee Designs. W obu przypadkach cena wyższa, ale nie napisałem, że muszą być do 100 zł.

  5. BTW2: nie ma promocji na koszulkę rover, a i na spodenki zostały tylko małe rozmiary (S i M).

    1. Masz rację, poprawiłem fragment o promocjach.

    2. Kupiłem ostatnią L-kę. W domu mam jeszcze M-kę nieoddaną. Najpierw myślałem że M-ka wystarczy ale okazało się że na bieliznę wchodzi ale brakuje swobody. Ja dodatkowo jeżdżę w crashpantsach z pampkiem. ;)

  6. Rocday wydaje mi się dużo ciekawszy. Koszulka jest tańsza (wg cen katalogowych) i nie wygląda jakby projektował ją ktoś w 1995, podczas oglądania „cudownych lat” na dwójce. Spodenki może i droższe ale zmieściłyby pewnie i tablet, o telefonie nie wspominając.

    1. Zgadza się, używam spodenek i rękawiczek i są super. Ale trochę w innym klimacie i ceny też jednak nieco wyższe. Dla każdego coś miłego ;)

    2. Rocday jest zwyczajnie bardziej przemyślany :)

      1. No nie wiem. Mam T-shirt rockdaya w fajnym kolorze żółto zielonym i… materiał faktycznie fajnie odprowadza pot, za to od plecaka evoca zaciąga się jak chory i kulkuje. A najlepsze jest to, że nie da się jej nigdy doprać pomimo ani w zwykłym proszku, ani w specjałach do odziey funkcyjnej, ani po namaczaniu. Zawsze widać gdzie były kropki błota. Dla mnie rockday na nie

  7. Poleci ktoś fajne rękawiczki pełne na lato.
    Czyli lekkie, przewiewne, ale ze wstawkami silikonowymi.

    Obecnie jeżdżę w jakichś tanich krótkich ze wstawkami, ale za często mam porysowane palce od krzaków.

    1. Rocday…? Mają teraz promocję.

    2. Ja mam Kross Rocker i na lato są świetne. Mają na zgięciach i między palcami siateczkę, dzięki której nawet przy wysokich temperaturach łapa się nie grzeje. Do tego są dobrze wykonane i wygodne. Jedynym mankamentem jest to, że po kilku praniach popękały nadruki. Mi to nie przeszkadza, uczucie wiatru we włosach na rękach podczas jazdy w upał rekompensuje wszystko ;)

  8. Design (kolory, układ, napisy) do poprawy. Koszulka nie urzeka, a każdy chce nosić coś ładnego. Cena nie ma tu nic do rzeczy do nowoczesny układ literek jest darmowy jak geometria ramy.

  9. ten model to Downhilowiec pełną gębą! jeszcze opony 2.7 i robimy pełen obrut czasoprzestrzeni. Back in 2004?

  10. Zawsze mnie zastanawia do czego służą gogle z pojedynczą szybką. Może do spawania? Bo do jazdy na rowerze na pewno się nie nadają.

    1. Do jazdy nadają się świetnie – gorzej ze staniem w miejscu :P

      1. A już całkiem serio, może jako znany trendsetter byś w końcu się wypowiedział na ten temat publicznie? :) Bo liczba raiderów trących szybki wraz z nastaniem jesieni będzie tylko rosła, jeśli ktoś mądry im nie powie, że gogle z podwójną szybką rozwiązują całkowicie problem parowania…

        1. Że „całkowicie”, to bym nie powiedział… Znasz jakieś rowerowe/motocyklowe modele w sensownych cenach?

          1. Ja używam Scott Recoil, jest tego sporo na allegro. Z podwójną szybką kosztują od 160 zł, sama podwójna szybka na wymianę 65 zł. Do kasku pasują bez problemu. Może wzornictwo nie powali przygodnych rowerzystek na kolana, ale za to serce nie boli, jak sobie je czyścisz ubłoconą rękawiczką w czasie zjazdu.

            1. Dzięki, spoko wyglądają :) Może sprawdzę!

          2. Równie dobrze zdadzą egzamin te narciarskie, snowboardowe a najlepiej wojskowe ( teraz się mówi ” taktyczne”).

  11. Nie wypadło Ci nic z tych kieszeni na plecach? Jakoś mam wrażenie że wejście po boku mimo że wygodne to jednak nie utrzyma zawartości kieszeni w środku. Chyba że są zapinane?

    1. Nie są zapinane, ale w czasie jazdy, jak jesteś lekko pochylony, to materiał trzyma dobrze zawartość. Chociaż może telefonu bym tak nie przewoził… ;)

  12. Zaintrygowałeś mnie tym entuzjastycznym opisem gogli. Do końca roku jest -35% i cena gogli jest jeszcze bardziej zachęcająca do spróbowania.

    1. Jeśli tylko pasuje Ci kształt ramki, to warto :)

  13. Do autora – popełnił byś art o ubiorze na chlodne warunki/zime?

    1. Od dawna się do tego przymierzam, ale trochę mi wstyd pokazywać mój wyświechtany zestaw ;)

  14. Łukasz Wiśniewski

    Czekam na paczkę, jak przetestuje to napiszę swoje wrażenia.

  15. Witam, tak rozmawiacie o rozmiarach. W zasadzie co firma to ma swoją rozmiarówkę, jak na przykład jest z butami shimano +1 lub nawet +2 rozmiary względem rzeczywistego rozmiaru stopy. Ale do rzeczy… chciałem kupić SPODENKI ROVER BLACK i tu pytanie do użytkowników, 176cm wzrostu a w pasie aż całe 80-82cm. Patrząc na sugerowany rozmiar względem wzrostu -> M-ka a według opisu rozmiarów -> L-ka.
    Hilfe… nie chciałbym bawić się w odsyłanie itd

  16. Cześć Michale. Możesz mi powiedzieć jak ma się rozmiarówka rękawiczek, np. do Foxa czy Gianta? Zawsze pasuje się w M a wymiar całej dłoni podany w Tygu łatwo przestrzelić :P

    1. Ja testowałem rozmiar M i raczej pasowały jak normalne M.

Dodaj komentarz do tekstu Test: Spodenki i koszulka TYGU Rover + gogle Podium

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top