23 rzeczy, które zawsze powinieneś mieć w plecaku

Porady, Sprzęt / 

Choć ostatnio coraz więcej osób sięga po kołczany prawilności torby biodrowe, to i tak żadna rowerowa dyscyplina – z bikepackingiem włącznie! – nie kojarzy się tak bardzo z plecakiem, jak enduro. Co takiego w nim wozimy, że trzeba go mieć? O tym właśnie ten poradnik.

Wpis powstał we współpracy z firmą Kross i – nie dziwota – zawiera lokowanie produktów. Kolejne punkty listy zawierają też linki afiliacyjne do Ceneo, dzięki którym Ty łatwo sprawdzisz ceny, a ja zarobię parę złotych na utrzymanie bloga.

UWAGA! Już w poniedziałek odpalam konkurs, w którym będziesz mógł dość łatwo (i bez udostępniania czegokolwiek na Facebooku) zgarnąć plecak Kross Crafter, czyli większą wersję widocznego na zdjęciu Pickupa – śledź więc nowe wpisy, a najlepiej zapisz się do newslettera (który właśnie mocno zmienił swoją formę!), żeby go nie przegapić!

Ogólne zasady pakowania plecaka

  1. Pamiętaj o stosunku masy plecaka do masy Twojego ciała

    Jeśli przypominasz Pudziana, możesz wozić ze sobą np. apteczkę pożyczoną z karetki, ale jeśli jesteś drobną dziewczyną, warto z kilku rzeczy zrezygnować. Lub np. przykleić je do ramy, żeby nie obciążały niepotrzebnie kręgosłupa – plecak to najgorsze miejsce do przewożenia dodatkowego balastu!

  2. Nie bądź pasożytem

    Jeśli nie chcesz ryzykować strzału w pysk, nie zakładaj, że „dętkę na pewno ktoś będzie miał”. Spakuj się tak, żeby być samowystarczalnym. Poniżej przedstawiam Ci mój wariant wyposażenia – dość lekki, ale w większości przypadków pozwalający nie prosić się innych o pomoc.


plecak-enduro-jak-spakowac-11

1. Multitool

Najbardziej oczywista oczywistość w kategorii „narzędzia”. Upewnij się, że Twój „scyzoryk” jest w stanie obrócić wszystkie śrubki w Twoim rowerze. Problemem najczęściej jest klucz Torx 25 do tarcz hamulcowych i niektórych części SRAM-a (np. manetki Reverba).

Warto też, żeby multitool miał skuwacz do łańcucha. Raczej nie będziesz go potrzebował tak często, żeby wozić oddzielne narzędzie, ale jeśli całkiem olejesz temat, to na pewno będzie potrzebny gdzieś w dzikich górach, 20 km od najbliższej cywilizacji, w trakcie ulewy stulecia.

2. Dętka

30 lat ewolucji rowerów MTB, a ciągle najpowszechniejszą awarią jest deficyt powietrza w oponie… Opony bezdętkowe drastycznie minimalizują problem, ale i tak „kicha” jest najbardziej prawdopodobną awarią na szlaku. Rozszczelnionego tubelessa w terenie raczej nie uszczelnisz, więc miej w zanadrzu starą dobrą dętkę. Jeśli nie jeździsz jeszcze na mleku – minimum dwie.

Zwróć uwagę na wentyl – zawsze lepiej mieć Prestę. Nawet, jeśli masz obręcze rozwiercone na wentyl samochodowy, to w razie czego będziesz mógł poratować kolegę (lub koleżankę…) w potrzebie.

3. Łatki

Jeśli kiedykolwiek zdarzyło Ci się załatwić więcej, niż dwie dętki w ciągu jednej wycieczki, to wiesz, dlaczego warto na wszelki wypadek mieć też łatki i klej (nie zaschnięty!). Nieszczęścia chodzą parami!

Jeśli wyznajesz tubeless, możesz dodatkowo pomyśleć o zestawie naprawczym do opon bezdętkowych – załatasz nim większe dziury, z którym mleko nie dało sobie rady.

4. Łyżki

Czasem zbędne, ale siłowanie się z oponą zgrabiałymi paluchami nie należy do preferowanych zajęć na szlaku. Polecam jak najbardziej kolorowe – łatwiej je znaleźć!

5. Pompka

Sama w sobie raczej nie wymaga komentarza, rekomendacji, ani specjalnego kombinowania przy wybieraniu konkretnego modelu. Zamiast tego, pro tip: nawiń na pompkę kilka zwojów „taśmy MacGyvera”. Uwierz mi, prędzej czy później uratuje Ci ona dupę życie.

6. Mleczko do opon

Jeżdżąc na mleku, warto mieć małą buteleczkę w zapasie – na wypadek, gdybyś chciał powalczyć z bardziej opornymi dziurami, przez które zdążył już uciec (na Twoje buty) cały zapas, niegdyś wesoło chlupiący wewnątrz opony.

7. Pompka CO2

Dobra inwestycja, jeśli startujesz w zawodach i masz opony na mleku. Przy próbie „posadzenia” rozszczelnionej opony, w zasadzie niezbędna. Na odcinku specjalnym, zamiast sprowadzać rower, możesz spróbować „złotego strzału” z naboju CO2, który często ratuje sytuację i pomaga co najmniej dokulać się sprawnie do mety. Na zdjęciu: Kross Breeze.

8. Pompka do dampera

Trochę nieporęczna i ciężka, dlatego ja wożę ją tylko w początkowym okresie jazdy na danym rowerze, kiedy wiem, że ustawienia zawieszenia mogą jeszcze wymagać korekty.

9. Zipy

O mocnej taśmie klejącej już wspomniałem. W duecie z zipami, naprawi ona większość problemów dzisiejszego świata.

Plecak enduro - co spakować - części zapasowe

10. Zapasowe klocki

Zdarzyło Ci się kiedyś w ramach rutynowego przeglądu zauważyć zużyte klocki? Mi nigdy! Zawsze kończą się w górach, z zaskoczenia, zazwyczaj na zawodach. Trzymaj na dnie plecaka co najmniej jeden komplet do swojego modelu hamulców. Zwróć uwagę, żeby mieć też rozpychającą klocki sprężynkę (przy starciu okładzin do zera zazwyczaj ulega zniszczeniu).

11. Spinki do łańcucha

Mimo narzekania na coraz węższe i słabsze łańcuchy, ich pękanie raczej nie jest zbyt częstym problemem… Mimo to, warto mieć na czarną godzinę co najmniej jedną, nic nie ważącą spinkę. Zwróć uwagę, żeby była zgodna z ilością biegów w Twoim napędzie.

12. Hak przerzutki

To taki sprytny element, który zapobiega połamaniu przerzutki – zamiast wymieniać nowego XTR-a za sześć stów, wystarczy szybko i bezboleśnie wymienić na szlaku sam hak za kilkadziesiąt złotych. Oczywiście zakładając, że ma się go w plecaku…

Plecak enduro - co spakować - zestaw awaryjny

13. Apteczka

Zawartość apteczki to temat na oddzielny (długi!) wpis, ale moje niezbędne minimum to Octenisept (do odkażania ran i upierdliwych otarć), plastry (zazwyczaj schodzą na odciski…), bandaże (zajmują mało miejsca, a zawsze coś z nich ukręcisz – np. usztywnienie uszkodzonej kończyny lub wystrzałowy strój mumii), tabletki przeciwbólowe (najlepiej takie kompatybilne z alkoholem… bo enduro!).

14. Pokrowiec przeciwdeszczowy

Każdy dobry plecak ma go na wyposażeniu. Opisana wyżej zawartość raczej nie wymaga specjalnej ochrony przed wodą, ale warto oszczędzić sobie mycia plecaka po każdym błotnym tripie.

15. Kurtka przeciwdeszczowa

Narzędzia mogą sobie przemoknąć, ale Ty – lepiej nie. Muszę pisać, że pogoda w górach szybko się zmienia…? Warto mieć dodatkową, cienką warstwę, która przynajmniej pozwoli w miarę komfortowo przeczekać ulewę, czy chłodny wiatr na szczycie Pilska. Pakuneczek na zdjęciu to minimalistyczny Kross Brolly – szczerze polecam.

16. Gotówka

Portfel może „się zapomnieć” w aucie, a piwo w schronisku samo się nie kupi. Bilet na awaryjny kurs PKS-em po rozwaleniu roweru w burzy, 10 km od auta – też raczej nie.

17. Baton i/lub żel energetyczny

Suchy prowiant i mokre picie zawsze warto pakować na bieżąco, stawiając raczej na „normalne” jedzenie, ale awaryjny posiłek pozwalający przetrwać światowy kryzys energetyczny (lub noc spędzoną w lesie) zawsze warto mieć gdzieś na dnie plecaka.

Plecak enduro - co spakować - elektronika

18. Bukłak

Bidon na ramie ma swoje zalety, ale bukłak zawsze będzie najwygodniejszym i najpojemniejszym sposobem transportu paliwa. A odpowiednio zaniedbany, może też stanowić cenną ostoję rzadkich gatunków wodorostów.

19. Aparat

Jedyna rzecz na tej liście, która jest całkowicie zbędna i nieobowiązkowa, ale jednak warta rozważenia, jeśli chcesz pochwalić się swoją epicką wycieczką przed światem. Niektórzy wolą GoPro.

20. Smartfon

Przede wszystkim jako GPS z załadowaną (off-line!) dobrą mapą okolicy. Do tego jako rejestrator śladu (np. przez Stravę), alternatywny foto-pstrykacz, system rozrywki w oczekiwaniu na kumpli po srogim zjeździe i oczywiście… telefon (kto by pomyślał?).

21. Powerbank

Żeby spełnić te wszystkie funkcje, telefon musi mieć albo bardzo dobrą baterię, albo zapasowy prąd schowany w powerbanku. Jeśli nie planujesz kilkudniowej wyprawy, wystarczy jakiś podstawowy, mały i lekki model, o pojemności zbliżonej do pojemności akumulatora w smartfonie.

22. Mapa

Z powerbankiem bateria w telefonie z nawigacją raczej Ci nie padnie, ale smartfona można zabić na mnóstwo innych sposobów – zalanie w deszczu i upuszczenie na skały przy sprawdzaniu mapy podczas jazdy, są tymi najbardziej typowymi. Kiedyś mówiło się, że w górach ZAWSZE trzeba mieć papierową mapę.

Dziś coraz więcej osób to olewa, ale… w górach ZAWSZE trzeba mieć papierową mapę! Nawet jeśli polegnie ona na ulewie razem ze smartfonem. Przynajmniej jak już GOPR znajdzie Twoje wychłodzone i odwodnione ciało, nie napiszą Ci na nagrobku, że to przez to, że nie wziąłeś cholernej papierowej mapy.

23. Naklejki 1Enduro

W zasadzie nie wiem, po co miałbyś je ze sobą wozić, ale ja zawsze mam kilka przy sobie ;) Możesz zamówić je TUTAJ!


Tak mniej więcej wygląda zawartość mojego plecaka na jednodniowe wycieczki i zawody. Byłoby super, gdybyś krótko opisał w komentarzu swój „niezbędnik” – może ja, lub któryś z czytelników, zapomniałem w swoim zestawie o czymś ważnym…?


24. BONUS: Wasze propozycje!

Oto pomysły z Waszych komentarzy (WOW, dzięki za mega odzew!):

  1. Piwo ;)
  2. Scyzoryk Victorinox a.k.a. Nóż MacGyvera.
  3. Multitool „nierowerowy”, z małymi kombinerkami/szczypcami.
  4. Adapter do pompowania wentyli Presta za pomocą „przygodnych” pompek i kompresorów.
  5. Gaz pieprzowy na psy (niedźwiedzie…?) i dresy.
  6. Prezerwatywy ;)
  7. Gwizdek do wzywania pomocy (widoczny na zdjęciach plecak Krossa ma swój, wbudowany w klamrę pasa piersiowego).
  8. Zapasowa linka przerzutki (to zdecydowanie dobry pomysł!).
  9. Oliwka do łańcucha w małym opakowaniu (np. po kroplach do oczu).
  10. Lateksowe rękawiczki i zapalniczka, do naprawy rozciętej opony.
  11. Papier… „do twarzy” ;)
  12. Folia NRC, do ochrony przed wychłodzeniem, ale awaryjnie też przed deszczem.
  13. Małe lampki diodowe na wypadek nieplanowanego przedłużenia wycieczki.
  14. Zapasowy prąd do oświetlenia (na nightride’ach).
  15. Karta z danymi osobowymi, numerem ICE itp.
  16. Spinacz biurowy, ułatwiający naprawę łańcucha.
  17. Klucz do szprych, jeśli nie ma go w multitoolu.
  18. Kompas.
  19. Woreczek strunowy do schowania telefonu/aparatu w razie ulewy.

Plecak enduro - co spakować


Zobacz też powiązane wpisy:

 

  1. Jeśli chodzi o mapę to zdecydowanie preferuję laminowaną niż papierową- ta druga już na pierwszym tripie zaczyna się przedzierać.

    Reszta rzeczy się zgadza (poza akcesoriami związanymi z tublessami bo póki co jeżdżę na dętkach- zapasowa x2).

    Niedawno zdarzyło mi się robić dwa tripy bez pompki. Zapodziała mi się po wcześniejszym jak kumpel stwierdził, że weźmie swoją a ja moją rzuciłem gdzieś do auta. Koszmarne uczucie ale na szczęście nie trzeba było używać.

    Hak też wożę zapasowy, ale na początku kwietnia miałem przypadek, że pragnący towarzystwa patyk nawinął się na moją tylną przerzutkę i zrobił z jej wózka jesień średniowiecza- wózek rozerwany na dwie części. Po reanimacji kombinerkami dokończyłem tripa z jakimiś sześcioma przełożeniami dostępnymi z tyłu.

    Najgorsza rzecz, że zazwyczaj taszczę ze sobą lustrzankę i to z futerałem- zajmuje jedną trzecią plecaka 28 litrowego plecaka. Futerał jednak robi robotę bo mimo kilku gleb aparat jest wciąż w jednym kawałku. Teraz staram się ograniczać- kiedy wiem, że nie będzie zbyt spektakularnych widoków wystarczy kamerka.

    Ile waży Twój zapakowany plecak? Mój czasami dobija do 10 kg chociaż w trasie zrzuca czasami nawet 5 :)

    1. Z masą plecaka mam trochę jak z masą roweru – wkładam wszystko co potrzebuję, a masa jest tylko wynikowa. Z tą różnicą, że plecaka jeszcze nigdy nie zważyłem ;)

  2. Kiedyś w zimie musiałem przeprawiać się przez rzekę. Czołgając się po wąskiej i śliskiej belce, zacząłem się zastanawiać co by było, gdybym wpadł do wody. Zainspirowany tą myślą przeczesałem w domu internet. Okazało się, że bardzo polecany przy wzywaniu pomocy lub nakierowywaniu ratowników jest solidny GWIZDEK. Od tej pory wożę taki wynalazek ze sobą. Mało waży a skuteczniejszy od darcia japy w lesie :)

    1. Niektóre plecaki (jak np. ten Kross ze zdjęć) mają gwizdek zintegrowany w klamrze pasa piersiowego – fajne rozwiązanie, dużo lepsze od gwizdka na dnie plecaka, w momencie kiedy leżysz w jakimś wąwozie z połamanymi kończynami ;)

  3. – linka przerzutki, masa niewielka a jak może ułatwić powrót
    – klocki koniecznie ze sprężynka
    – zapasowe akumulatory do świateł
    – mini oliwa do łańcucha np w butelce po kroplach do oczu

    1. Bardzo dobre pomysły, zwłaszcza zapasowa linka przerzutki – jej brak faktycznie potrafi popsuć humor… ;)

      1. W wkraplaczu w takiej butelce trzeba zwykle powiększyć otwór bo olej jest za gesty. Co do smarowania są tez wersje „Race” ale jeszcze nie próbowałem takiego rozwiązania: tnij.org/swiry9v (skrót się tak sam wygenerował)

  4. Aż zerknąłem do plecaka i oprócz „wszystkiego” mam jeszcze nożyk
    Victorinoxa, przydaje się bardzo często więc myślę że warto dodać.

  5. Do naprawy opony bezdętkowej przydaje się zapalniczka i kawałek lateksu (rękawiczka, prezerwatywa). Wystarczy wetknąć w dziurę i podpalić. Jest duże prawdopodobieństwo uszczelnisz rozciętą oponę.

  6. Dodam jeszcze od siebie pożądny scyzoryk. Bo czasem w mooltitulu nie wystarcza („127 godzin”) :D
    tak na serio czasem czeba cos przeciąć grubego albo podważyć.

  7. Mały lethermann np skeletool. Lekki, a mini-kombinerki się czasem przydają.
    Jak już ktoś napisał, porcja oliwki w opakowaniu po kroplach do oczu.

  8. Super ZESTAW SURVIVALOWY …Nic ujać nic dodać – O sorry dodać warto malutkie szczypce najlepiej wygięte – Polecam bo wielokrotnie się przydały nie tylko mi ale kolegom.

  9. Warto też wozić ze sobą jakiś dokument tożsamości, żeby w razie wypadku ratownicy wiedzieli kim jesteś. Ja przygotowałem sobie wizytówkę z podstawowymi danymi o mnie, grupie krwi, lekach jakie zażywam oraz osobami z którymi należy się kontaktować w razie problemu. Na wypadek totalnej katastrofy dodałem też dopisek ze zgodą na pobranie organów :)

    1. Jest coś takiego jak ICE (In case of emergency). Można kupić taką kartę na której są wydrukowane nasze dane (np. tutaj: http://www.pck.pl/pages,181.html). W telefonie warto mieć dopisane ICE do nazwy kontaktu z którym służby mają się skontaktować w razie naszej „niedyspozycji”. Działa to w wielu krajach. I jeszcze jedna ważna rzecz, przed wyruszeniem na łubu-dubu, zlikwidować wszystkie piny i blokady ekranu w telefonie (zostawić tylko odblokowywanie przez przesunięcie)! Nikt nigdzie nie zadzwoni, jeśli nie będzie mógł odblokować Waszego telefonu, a założę się, że w szoku, to i sami zapomnicie o zabezpieczeniach, więc w najczarniejszym scenariuszu, z własnego telefonu nie będziecie mogli wezwać ratunku.

  10. – papier „do twarzy”? Serio nikt nie wozi?

    1. Papier zawsze!

    2. Papier albo chujzteczki warto mieć, ale jest to jedna z tych rzeczy, o których zawsze zapominam ;) A jak już mam, to zamaka… :(

      1. Liście łopianu :P tylko nie mylić z barszczem Sosnowskiego ;)

  11. Zawsze wrzucam 2 pary lateksowych rękawiczek. Po ewentualnych naprawach, nie muszę się zastanawiać, czy usmarowane łapy wkładać do moich wypasionych rękawiczek :) Rękawiczki zwinięte w rulonik i zabezpieczone gumką z dętki, nie zajmują miejsca i się nie plączą. A, i trzymam je w woreczku śniadaniowym, żeby upaprane spokojnie przewieźć do kosza. Poza tym, zawsze mam rulonik woreczków na psie kupy. Służą jako śmietnik na jakieś papierki po żelach i innych czekoladach. Nie martwię się, że mi resztki wypaprzą wnętrze plecaka.

  12. Zapomniałeś o innym, równie ważnym wyposażeniu ratującym życie: folia NRC. Wazy tyle co nic, ale pomoże ustrzec penitenta przed wychłodzeniem, a i przed deszczem awaryjnie ochroni.

    1. Ja mam porobione zestawy zapakowane w woreczek strunowy. Folia NRC, ogrzewacze chemiczne małe (do rąk) i duże (pod ubranie). Z całą rodziną (ja, żona i syn) mamy w sumie kilkanaście plecaków i w razie zmiany aktywności (góry, via ferraty, narty freeride, rowery) po prostu przerzucam zestawy do odpowiedniego plecaka nie martwiąc się, że czegoś zapomniałem. Każdy ma swój pakiet + dodatkowa folia NRC w apteczce. Mój zestaw jest zdecydowanie bardziej rozbudowany niż Wojtka. Linki, nóż, zapalniczka itp. To na rower, bo w góry wymagania rosną.

      1. Pakowanie wszystkiego grupami w woreczki to ogólnie dobry pomysł – zawsze wygodniej, jak dętkę ma się w woreczku od razu z łyżkami i łatkami. Zwłaszcza, jak się przekłada między dwoma plecakami.

    2. Dlatego napisałem, że apteczka to temat na oddzielny, solidny wpis ;) Mnie jakoś folia szczególnie nie przekonuje, chyba wolałbym przeznaczyć to miejsce na opatrunki elastyczne itp. Ale oczywiście warto mieć to i to.

  13. Ja zawsze mam też w plecaku mały scyzoryk z kilkoma funkcjami,np jak jakaś niewiasta na szlaku ma konserwę Tyrolską,albo paprykarz Szczeciński i nie ma otwieracza,a umiera z głodu..Oraz małą latarkę która waży tyle co nic,a zawsze może się przydać mimo to ze nie planuję powrotów z wycieczki bardzo późno..Pozdro..

  14. Dziękuję wszystkim komentującym za mega pozytywny odzew! Padło tyle dobrych propozycji, że postanowiłem dodać je do artykułu w punkcie 24 – aktualizowany na bieżąco! :)

  15. Oprócz wyżej wymienionych rzeczy, zawsze wożę ze sobą spinacz biurowy (pomaga przytrzymać dwa końce zerwanego łańcucha podczas jego naprawy) i przejściówkę zaworu Presta na Schradera.

    1. „trzecia ręka” to standard w skuwaczach i multitoolach np Topeaka. Pomocna bardzo .

  16. Kompas!Jak stracisz mape a powerbank do telefonu i sam telefon padnie, jakos sie gdzies dostaniesz. Pod warunkiem ze umiesz korzystać z kompasu. To oczywiscie opcja na jakies parodniowe tripy gdzies tam a’la Matt Hunter☺ Ja dodatkowo woże jeszcze tejpy medyczne. Pare razy sie przydały no i ten późniejszy fejm na singlu ☺☺☺

  17. Tak na marginesie. Piszesz „zestawie naprawczym do opon bezdętkowych” no właśnie jak wygląda taki zestaw? Próbuje załatać 4 mm rozcięcie na oponie tubeless ready i jakoś nie daje rady. Łatki do dętek nie trzymają i łatki do opon (samoprzylepne też nie). Co poradzisz?

    1. Może coś takiego: http://sahmurai.com/

      PS. Fajny (jak zwykle) art. I nawet wygląda na to, że mój plecak spełnia „wymogi” autora ;) :)

  18. Zawsze gorący klej, zapalniczka i zestaw do szycia podebrany z hotelu ;P. Zawsze coś porwę…

  19. Bukłak baristy rządzi. Widać, że Wooyek tripa bez 2-litrowego flat white nie objedzie :)

    Oprócz tych wszystkich rzeczy na myśl przychodzi mi jedynie klucz do szprych Park Toola (nigdy w sumie nie użyłem jeszcze w lesie, ale wciąż cieszy więc czemu nie?) i rękawiczki winylowe (do babrania się z zerwanym łańcuchem).

  20. Dodam od siebie 1 grosz.
    Ja dodatkowo wożę klucz do szprych, na kamienistych rąbankach zdarza się, że poluzuje się szprycha.

  21. Jak mapa to i kompas. Polecam kompasy SILVA ze względu na idiotoodpornosc. Warto mieć w razie W. Nie raz korzystałem.

  22. Ja papier do dupy mam zawsze w małym woreczku strunowym. Jeszcze nigdy nie zamókł :)

  23. a ja dodam w kwestii map coś od siebie:
    wiele moich wypadów jest w nieznane, czasami lubię opuścić szlak, sprawdzić jakąś ścieżkę itp. więc poza klasyczną składaną mapą turystyczną do plecaka (lub kieszeni) ląduje wydrukowana na A4 dokładniejsza mapa – czyli w skali 1:10000 – z reguły jest to print screen z geoportalu wraz z cieniowaniem. Bywało też, że robiłem ksero mapy turystycznej na a4, żeby oryginał dłużej przetrwał. Mogę ją złożyć i schować w kieszeń i mieć pod ręką bez ściągania plecaka w czasie błądzenia po lasach.
    Kompas też wożę – taki na karabinku ze znanej sieci sklepow sportowych.
    PS. nie korzystam z gpsow (jak na razie), jestem fanem map, a gps dla mnie to jedynie rejestracja trasy by potem na kompie odpalic ją w google earth.

  24. Genialny wpis. LUBIĘ TO!

    Ja często wożę ze sobą gumy do żucia (bo lubię) i jakoś raźniej mi się pedałuje, gdy szczęka pracuje.
    Ponadto w moim kołczanie prawilności (TAK, jestem jednym z tych co wolą torby biodrowe) mam ze sobą jedną małą tabletkę do uzdatniania wody (taką z wojskowej racji żywieniowej).

  25. Bardzo przydatny artykuł jak i komentarze. O gwizdku całkiem zapomniałem, że warto by wozić zwłaszcza jak się samemu po górach szlaja.
    No a jeśli chodzi o aparat to u mnie jest na pierwszym miejscu w plecaku – jeśli szykuje się gruby trip, warto mieć zapasowy akumulator! jeśli nie da się doładować z pałerbanka.
    Bez mapy też nie ruszam w teren, chyba że na dobrze znaną miejscówkę albo coś typu „single”.

  26. Jeszcze polecam woreczek foliowy, w który można schować smartfona/aparat w trakcie ulewy ;-)

  27. Niezły plejsment – plecak Krossa i worek Dakine tuż obok. To jakiś tajny sposób upgrade’owania plecaków Krossa? :D

    1. Niezbyt tajny – Kross nie ma w ofercie bukłaków.

  28. Zawsze mam ze sobą Durexy nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą :P

    1. Optymizm godny pochwały :D

  29. Może to dziwne w dobie smatrfonów ale zawsze mam w plecaku odtwarzacz mp3 z dodatkową baterią. Do tego błotnik ass saver, nie waży nic i nigdy nie użyłem,ale jest:)

Dodaj komentarz do tekstu 23 rzeczy, które zawsze powinieneś mieć w plecaku

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Test: Rose Uncle Jimbo

Sprzęt, Testy / 

Czy opłaca się składać fulla? Oczywiście, że chyba raczej nie! Mało który producent w ogóle oferuje ramy „luzem”,  a jeśli już, to w cenie nie odbiegającej zbytnio od kompletnych rowerów. Wyjątkiem jest sytuacja, w której jeździsz już od kilku sezonów i wiesz dokładnie, jakie części mają się znaleźć w Twoim nowym rowerze. Wtedy wyłożenie dodatkowych paru tysięcy złotych, za przyjemność złożenia idealnie dopasowanego sprzętu, może się na dłuższą metę opłacić. 

No tak – ale co, jeśli bynajmniej nie chcesz dokładać „paru tysięcy” za customowy setup? Z pomocą przychodzi konfigurator Rose, dzięki któremu złożysz rower marzeń w cenie sklepowego gotowca (lub niższej). Problem w tym, że ustaliliśmy już, że jesteś doświadczonym bikerem – więc przede wszystkim interesuje Cię dobra baza. Czy rowery Rose spełniają ten warunek? Do kogo są skierowane? Czy warto je kupić? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w teście customowego Uncle Jimbo – najbardziej endurowej pozycji w katalogu Rose.

Rose Uncle Jimbo test - prawa

Rower przetestowałem dzięki współpracy z Rose Bikes. Jeśli chcesz na własnej skórze przekonać się, czy udało mi się wychwycić wszystkie niuanse – ten sam egzemplarz czeka na Ciebie we flocie testowej we Wrocławiu. W skrócie: można wziąć rower na cały dzień za darmo i wyskoczyć np. na Suliwoods. Polecam!


Rama

Zeszłoroczne przejście z klockowatych ram na pięknie hydroformowane rury, pospawane pod dość nowoczesnymi kątami, było w Rose prawdziwą rewolucją. Z dawnych czasów została tylko zbyt długa rura podsiodłowa, która utrudnia wybór rozmiaru. Uncle Jimbo jest stosunkowo krótki, więc zdecydowanie warto wybrać większą ramę, jednak jeśli jesteś na granicy rozmiarów, możesz mieć z tym problem.

Rose Uncle Jimbo 2014 vs 2016

Spotkanie z przodkiem (model 2014, jeszcze na kołach 26″).

Najważniejsze cyferki:

  • skok: 165 mm
  • kąty: 66°/75°
  • reach: 402 mm (S) / 421 mm (M) / 440 mm (L) / 457 mm (XL)
  • chainstay: 431 mm
  • wysokość suportu: ok. 350 mm

Rose Uncle Jimbo test - review

Co w tym roku zmieniło się względem modelu 2015? Najistotniejszą poprawką jest zaprojektowane na nowo wewnętrzne prowadzenie przewodów, które nie doprowadza już do szału ciągłym telepaniem. Rower jest bardzo cichy – jedyne, co sporadycznie słychać w czasie jazdy, to łańcuch. Warto jak najszybciej okleić ramę czymś miękkim, bo seryjna neoprenowa osłona chroni tylko dolną część wahacza.

Ogólnie, rama Uncle Jimbo to dobrze przemyślany, dopracowany do perfekcji, dość konserwatywny projekt, pozbawiony wyszukanych ciekawostek. Elegancko i po niemiecku.

Rose Uncle Jimbo test - review

Rose Uncle Jimbo test - przód

Rose Uncle Jimbo test - zawieszenie


Wyposażenie

Wyposażenie jest największą przewagą Rose nad konkurencją. Otrzymujesz tu w pełni customowy setup w cenie direct-sale, więc nie masz wymówek, żeby płacić za części, które z jakiegoś powodu nie odpowiadają Twojej wizji idealnego roweru. Konfigurator Rose to praktycznie jedyna możliwość złożenia sobie wymarzonego sprzętu od podstaw, bez płacenia kilku tysiaków ekstra.

Wyposażenie „mojego” egzemplarza szczegółowo opisałem w bikepornie, więc polecam Ci lekturę:

Bikeporn: Rose Uncle Jimbo

Tutaj chciałem opisać pokrótce, które elementy wyróżniły się w trakcie testu, ale… nie mam o czym pisać, bo obyło się bez żadnych niespodzianek. Będę się więc streszczał, a jeśli masz mało czasu, możesz śmiało przejść do testu właściwego ;)

Amortyzator: Rock Shox Pike RCT3

Pierwszy raz miałem możliwość porównać droższą wersję RCT3 do tańszej RC. Szczerze? Nie poczułem różnicy w pracy, ale też się tego nie spodziewałem, bo tłumik Charger jest ten sam w obu modelach. Różnią się one dodatkową 3-pozycyjną regulacją tłumienia wolnej kompresji, z której skorzystałem… raz. Na chwilę obecną wersja RC jest w Rose niedostępna, więc musisz zaszaleć :)

Rose Uncle Jimbo test - Rock Shox Pike RCT3

Hamulce SRAM Guide RSC

Podobnie jak z Pikiem, moim zdaniem bardziej opłacalnym wyborem byłaby tańsza wersja RS, chyba że lubisz bardzo długi skok dźwigni. Ja ustawiłem najkrótszy możliwy, który jest bardzo zbliżony do standardowego (nieregulowanego) skoku w tańszym modelu. Guide RS ma zawitać do konfiguratora już niebawem.

Rose Uncle Jimbo test - hamulce SRAM Guide RSC

Koła DT Swiss E1700 Spline 2

Jak na bieżące trendy, trochę wąskie (25 mm), ale lekkie, bezproblemowe, fabrycznie oklejone taśmą tubeless (wentyle dostaniesz w komplecie z rowerem) i… super ciche. Myślę, że po latach zachwytów nad piastami zakłócającymi gody dzikich zwierząt w promieniu pięciu kilometrów, już czas na kulturalnie „tykające” piasty – jak te tutaj. Wynika to z zastosowania wizytówki DT Swissa, czyli systemu Ratchet.

Rose Uncle Jimbo DT swiss ratchet hub

Opony Schwalbe Magic Mary Bikepark Performance

Mają niezłą przyczepność i są pancerne, ale zdecydowanie za ciężkie – ok. 1,5 kg sztuka! Poznanie możliwości Magic Mary w tej wersji było… bardzo ciekawe i mocno wpłynęło na wynik testu, jednak na dłuższą metę i tak każdy wybierze opony w lżejszej wersji. Na próbę zamontowałem więc też o 600 g lżejsze Hans Dampfy.

rose-uncle-jimbo-test-40-2

Siodełko Rose

Jak na tak szeroki nochal, niezbyt wygodne… Osobiście wybrałbym inne, ale to bardzo osobista kwestia.

Rose Uncle Jimbo test - Light saddle

Korba SRAM GX

Korba jak korba, ale nieco zmartwił mnie suport pressfit. Większość testu przebiegła w deszczu i błocie, co po kilku dniach doprowadziło do lekkiego skrzypienia. Jeśli planujesz częste korzystanie z myjki ciśnieniowej, przygotuj się na równie częste rozbieranie i smarowanie okolic suportu.

Rose Uncle Jimbo błoto

Tzw. optymalne warunki do testowania rowerów.


Na szlaku

Żeby mieć dobry punkt odniesienia, odwiedziłem na Uncle Jimbo doskonale znane miejscówki: Rychlebskie Ścieżki, Srebrną Górę i Bikepark Stożek wraz okolicznymi szlakami (już niedługo opis na blogu!).

Podjazdy

Rower testowałem większość czasu na ultra-ciężkich, półtorakilogramowych oponach, więc nie będę się rozwodził nad szutrami i asfaltami, bo możesz sobie wyobrazić, że szału nie było… Charakterystyka zawieszenia pod wpływem pedałowania była projektowana z myślą o małej zębatce, więc z napędem 1×11 nieco buja, ale jest wystarczająco efektywnie, żeby do dźwigni kompresji sięgać tylko na stromych podjazdach (o czym za chwilę).

Rose Uncle Jimbo test - enduro podjazdy

W terenie ciężkie opony aż tak bardzo nie przeszkadzają, a w duecie z bardzo czułym zawieszeniem (wspomaganym puszką dampera DebonAir) zapewniają świetną trakcję. Dzięki temu udało mi się pokonać kilka technicznych sekcji, z którymi zawsze miałem problem. Pomogły też lekkie koła DT z bardzo szybkim zazębianiem bębenka.

Rose Uncle Jimbo test - enduro podjazdy

Jedynie na stromych, technicznych ściankach, trzeba się trochę napocić, żeby utrzymać przednie koło na ziemi, mimo pomagającej w tym stromej podsiodłówki (75 stopni). Jest to wynikiem lekkiego zapadania się zawieszenia, które powoduje odciążenie przodu. Przy ostrym ciśnięciu w korbę bardzo przydaje się włączenie platformy w damperze, lub… mniejsza zębatka umożliwiająca płynniejsze pedałowanie i dłuższe pozostawanie w siodle.

Na podjazdach Uncle Jimbo jest typowym enduro – umożliwia sprawne dotarcie na szczyt, ale bez żadnego „wow” po drodze

Zjazdy

Dopiero, kiedy przednia piasta jest niżej od tylnej, (W)UJ pokazuje swój charakter. Po masłowatej czułości w pierwszej fazie skoku zawieszenie się stabilizuje i jest downhillowo liniowe, przez co świetnie „klei” do podłoża. Z przeszkodami radzi sobie jednak bez wysysającej energię czy tłumiącej feedback kanapowatości. Na łagodniejszych sekcjach trasy sprawia wrażenie sztywnego, jak w sportowym samochodzie. Działa dopiero wtedy, kiedy jest to potrzebne.

Rose Uncle Jimbo test - enduro linia

Po 165 mm skoku i 66 stopniach spodziewałbyś się mega stabilności, zarówno w zakrętach, jak i w locie. I tak właśnie jest. Z tym lotem trzeba się jednak nieco wysilić, bo mimo niezbyt wyciągniętej bazy kół, nie jest to wybitnie skoczny rower. Żeby umieścić go w powietrzu, potrzeba wyraźnej mowy ciała. Takie zachowanie Rose wykazuje w fabrycznym ustawieniu dampera. Jeśli wolisz bardziej progresywną i skoczną charakterystykę, możesz pomyśleć o zmniejszeniu objętości komory powietrznej. Lub po prostu poszukać porządnej hopy, do atakowania których charakter UJ bardzo zachęca, wręcz prowokuje!

Rose Uncle Jimbo test - skok

Rose Uncle Jimbo - Srebrna Góra

Ten rower ma zamontowany dopalacz pewności siebie na zjazdach. Duża w tym zasługa bikeparkowych opon, na których jeździłem przez większość testu. Na założonych na próbę lżejszych Hans Dampfach, rower nieco zmienił swój charakter, zyskując na zabawowości i wszechstronności. Nadal jest to jednak sprzęt, który najlepiej sprawdzi się na najtrudniejszych szlakach i w racingu.

Jako alternatywa dla zjazdówki, jest to najlepszy rower, jaki do tej pory testowałem.

Rose Uncle Jimbo test - enduro skały

Rose Uncle Jimbo - Srebrna Góra 2

Rose Uncle Jimbo test - Kiczory


Werdykt

Najbardziej oczywistą zaletą Rose’a jest możliwość złożenia customowego setupu w mega opłacalnej cenie. Równie oczywistą wadą jest konieczność zakupu przez internet (choć opieka w razie problemów jest w języku polskim). Wadą jest też cień dawnych czasów w geometrii, w postaci długiej rury podsiodłowej – osoby będące na granicy rozmiarów, będą miały problem z wpasowaniem się w ramę o odpowiedniej długości. Cała reszta geometrii jest jednak nowoczesna i razem z zawieszeniem, tworzy specyficzny charakter tego roweru. Charakter ten opisałbym krótko: 

Najlepszy 29er na kołach 27,5″.

Podobnie jak większość rowerów na dużych kołach, nie jest to najlepszy wybór dla ludzi lubiących wybijać się z każdego kamyka i zmieniać co chwilę linię na jak najbardziej pokręconą. Jest za to idealny dla osób ceniących stabilność, trakcję i przewidywalne zachowanie inspirujące pewność siebie – pozwalające skupić się na własnej technice jazdy i prędkości, a nie na panowaniu nad sprzętem. Przy czym cały rower jest na tyle wyważony, że można ten charakter nieco nagiąć, zmniejszając objętość komory powietrznej dampera i klikając przy zamawianiu lżejsze (tzn. normalne) opony.

Rose Uncle Jimbo test - zakręt

Osoby jeżdżące po nieco łagodniejszych szlakach i szukające roweru oferującego lepszą równowagę między zjazdami a podjazdami, powinny jednak spojrzeć na bliźniaczy model Rose Granite Chief, który z „Wujkiem” tworzy duet podobny do SC Bronsona i Nomada.

Bo niezależnie od specyfikacji, Uncle Jimbo pozostanie rowerem przede wszystkim kochającym zjazdy. Jeśli Twoim żywiołem są najtrudniejsze szlaki, bikeparki i zawody enduro, zrób sobie dobrą kawę i odpalaj konfigurator!

Rose Uncle Jimbo test - tytułowe


Walety:

  • trakcja i stabilność na zjazdach;
  • bardzo szeroki margines bezpieczeństwa;
  • elegancka, dopracowana w niemieckim stylu rama;
  • w pełni customowy setup w „internetowej” cenie.

Zady:

  • długa rura podsiodłowa;
  • zawieszenie nie lubiące stromych podjazdów.
Ocena
90%

Cena testowanej konfiguracji (z kosztami dostawy): ok. 13 900 zł (model podstawowy: ok. 9 500 zł)
Dostępne rozmiary: S/M/L/XL
Masa: 15,3 kg (rozmiar M, z pedałami, opony Schalbe Magic Mary Bikepark Performance na dętkach)
Strona producenta: www.rosebikes.pl/produkty/rowery/mtb/enduro/uncle-jimbo


Koniecznie zobacz też:

 

  1. Michał, dobrze zapamiętałem (pewnie gdzieś z forum), że masz 170cm wzrostu? Jeśli tak, jaki masz przekrok, czy M dla Ciebie było idealne, i jaki skok ma Reverb (bo nigdzie tego nie mogłem znaleźć). Zastanawiam się nad Reign’em, Wujkiem i Caprą. Jak mam chwilę słabości to jeszcze Swag 50tka dochodzi do listy, ale to Rose prowadzi w chwili obecnej. Miałeś kiedyś Demo, dużo gorzej idzie jimbo w dół niż zjazdówka sprzed kilku lat?

    z góry dzięki za odpowiedzi

    1. Mam 170/77 cm i wolałbym, jakby podsiodłowa była o kilka mm krótsza (z SPD byłoby idealnie). Reverb ma 125 mm.

      Co do mojego Demo, to to był już bardzo stary model, ciężko porównać… Zwłaszcza, że to było ładnych parę sezonów temu. Rose szedł więc w dół o niebo lepiej – ale też mój skill dość mocno się zmienił w tym czasie.

  2. Nie za gorąco w goglach na podjeździe ;) ?

  3. Takie szybkie pytanie. Bo chyba jeździłem na tym samym rowerze i mocno zastanawiam się nad jego kupnem. Na zjazdach była bajka. Gorzej na podjazdach. Dość mocno podrywało mi przednie koło. Tyle, że mam 180 cm wzrostu a to jest M-ka. Pytanie czy jeżdżąc na nim zauważyłeś podobne zachowanie. Czy to po prostu kwestia złego rozmiaru ramy. Bo jak pierwszy raz się do niego przymierzyłem to trochę jakbym siadał na BMXa :)

    1. Tak jak napisałem w teście, na stromych podjazdach też miałem takie odczucia, ale przy moich 170 cm przesunięcie się na przód siodła i opuszczenie klaty pomagało – zwłaszcza w połączeniu z włączeniem platformy dampera.

      Ale przy 180 cm faktycznie może być to problem. Siodło jest wysunięte wyżej, a tym samym dalej nad tylne koło, a zbyt krótka górna rura tego nie równoważy.

      Przy Twoim wzroście przymierzyłbym się do L-ki, o ile długość rury podsiodłowej pozwoli – szczegóły w artykule o dobieraniu rozmiaru.

Dodaj komentarz do tekstu Test: Rose Uncle Jimbo

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Hasiok Zabrze – jak wyglądała akcja „Buduj z POMBA”?

Miejsca / 

W minioną sobotę zrobiłem coś strasznie głupiego. Wstałem o 7:30. Ale to nie koniec! Mimo idealnej pogody – pierwszy raz od dawna – nie poszedłem na rower. Zamiast tego, wziąłem się za coś, czego szczerze nienawidzę: pracę fizyczną. Gdybyś poprosił mnie o pomoc w przekopaniu ogródka, pewnie zasugerowałbym Ci uprawianie miłości z samym sobą.

Wprawdzie tym razem nie chodziło o bzdurne chwasty, tylko o pierwszy odcinek upragnionego singletracka na Górnym Śląsku, ale moje dotychczasowe statystyki budowania tras nie były imponujące:

  • wykopanych singli: 0 kilometrów
  • zmontowanych konstrukcji drewnianych: 0 metrów
  • przeniesionych głazów: 0 sztuk
  • ściętych drzew: 0 sztuk
  • wybudowanych band: 0 sztuk
  • usypanych hop: 2 sztuki (długość 4 m – w sumie)
  • ilość posiadanych narzędzi: 1 sztuka (szpadel prosty) zgubiony

Czy taki noob jak ja, ma czego szukać jako wolontariusz na akcjach budowania nowych singli?

Hałda Hasiok – Zabrze

Zawsze, jak mówię komuś, że jestem z Katowic i koło domu nie mam za bardzo terenów do jazdy, to słyszę: „no tak, ale przecież macie tam hałdy, a to takie małe góry, nie?”. Otóż nie. Hałdy (a właściwie hołdy) są cholernie nudne. To takie szarobure, ścięte ostrosłupy o sporym nachyleniu zboczy i płaskim jak stół szczycie. Fajne, jak chcesz wepchnąć rower, rzucić okiem na panoramę śląskich lasów, a potem zjechać 20-metrową ścianką na wprost.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA

Ostatecznie, hałdy są wysypiskami odpadów wydobywanych razem z węglem z kopalni – stąd pieszczotliwa nazwa nadana nowej miejscówce („hasiok” to po śląsku „śmietnik”). Na dłuższą metę chyba przydałoby się coś bardziej… medialnego?

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA hałda

„Popatrz synu, kiedyś tu wszędzie będziesz miał KOM-a”

Okazuje się jednak, że przy starannie dobranej mieszance samozaparcia, inicjatywy i współpracy, nawet z hasioka da się coś wyciągnąć – każdy menel Ci to powie. Okoliczne lasy kryją ciekawe ścieżki cross-country, ale koniec końców, hałdy oferują to, czego na Górnym Śląsku brakuje najbardziej: przewyższenia.

A brakujące single zawsze można zbudować!

Buduj z POMBA

Riderzy z lokalnego stowarzyszenia zwrócili się w tej kwestii do Fundacji POMBA, która po wstępnych oględzinach terenu wydała werdykt: „to da się zrobić!”. W ramach swojej działalności statutowej, POMBA zaprojektowała przebieg ścieżek i zorganizowała akcję dla wolontariuszy.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA - ekipa

Hejterzy byliby rozczarowani, gdyby nie pojawiło się logo Krossa ;) Here you go…

Tego typu akcje w ogromnym stopniu odpowiadają za kształt m.in. Rychlebskich Ścieżek, a w USA jest to w zasadzie jedyny sposób budowania nowych traili (bo w hameryce nie ma ścieżek, tylko traile). Dobrze, że i my mamy w końcu możliwość przyłożenia ręki do rozwoju polskich singli!

#PolskaSinglemStoi

W tym roku to już trzecia odsłona:

Jak to wygląda w praktyce? Przede wszystkim, POMBA zapewnia wszystkie potrzebne narzędzia oraz wiedzę. Dzień zaczyna się od luźnego przeszkolenia z BHP („staraj się nie odrąbać kończyn osobie pracującej obok”) i podstaw trailbuildingu. Dowiesz się między innymi, dlaczego ścieżka musi być wyplantowana, jaki kąt powinien mieć backslope i jak korzystać z McLeod-a.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA - narzędzia

Do wyboru, do koloru.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA - McLeod narzędzie

McLeod – narzędzie stworzone z myślą o rzeźbieniu ścieżek.

Jeśli przez ostatnie 10 lat nie miałeś w rękach łopaty (tak jak ja), nie martw się – po 15 minutach wszyscy dokładnie wiedzą, co, jak, czym i po co.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA szkolenie

Dzięki pomocy mini-koparki zorganizowanej przez lokalną ekipę, mieliśmy ułatwione zadanie – główna linia została wytyczona, pozostawiając nam prace wykończeniowe:

  • plantowanie, czyli otwieranie ścieżki, tzn. usuwanie ziemi z jej dolnej krawędzi – tak, żeby woda mogła swobodnie spływać, nie tworząc bagna, zgubnego dla nawierzchni i żarówiastych enduro-ciuszków.
  • kształtowanie backslope’a, czyli górnej krawędzi ścieżki, pod kątem ok. 45 stopni – tak, żeby ziemia nie osuwała się na singla i żeby można było śmiało składać się w zakrętach w obie strony.

A przynajmniej tak to wyglądało w Zabrzu – w innych miejscówkach może być zupełnie inaczej. Tak czy siak, jeśli planujesz wybudowanie własnej trasy, polecam wybrać się na takie darmowe szkolenie. Zwłaszcza, że mimo fizycznego wysiłku, jest to bardzo miło spędzony dzień, w gronie zajaranych bikerów i na świeżym powietrzu. Jeśli tworzysz własną miejscówkę, możesz też zwrócić się z prośbą o darmową pomoc bezpośrednio do fundacji POMBA.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA jedzenie

Napoje, kiełbaski z grilla i przekąski zapewnił organizator – warto było jechać! ;)

Co udało się zrobić?

W sobotę na „placu budowy” (o TUTAJ) stawiło się ok. 25 osób (w tym 5 dziewczyn – szacun dla nich, bo nie obijały się ani chwili!). W ciągu dwóch dni pracy udało nam się wykończyć niemal na gotowo ok. 150 metrów trasy niebieskiej. Czy to dużo? Jako że sam tą ziemię przerzucałem, powiem że… cholernie dużo. Po ukończeniu, ten pierwszy „pokazowy” odcinek będzie miał ok. 500 metrów – wartość rynkowa takiej ścieżki to 25 tys. zł.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA trasa

Przed…

Może to tylko kropla w morzu potrzeb, bo docelowo plan obejmuje 4,5-kilometrową sieć singli trawersujących hałdę ze wszystkich stron i zahaczających o otaczające lasy (lub nawet 8 km po dobudowaniu alternatywnych wariantów przejazdu). Ale gdyby nie ta akcja – tej kropli by nie było. Najtrudniej jest zacząć!

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA budowa

…w trakcie…

Single na Hasioku start mają bardzo dobry – powstają na prywatnym terenie Kompanii Węglowej, która w ramach programu rekultywacji hałdy, bez problemu poparła inicjatywę. Odpadła więc czasochłonna procedura zgłaszania budowy i uzyskiwania pozwolenia od lokalnych władz. Na akcję Buduj z POMBA stawił się zastęp ludzi z różnych środowisk rowerowych, którzy teraz mogą rozpropagować nową miejscówkę wśród znajomych. Do pierwszego górnośląskiego singla – który do niedawna istniał jedynie w sferze marzeń – brakuje nam zaledwie kilku dni pracy. Biorąc pod uwagę, że Górny Śląsk stanowi największe w Polsce skupisko endurowców i innych świadomych użytkowników MTB – gdzie ma się udać, jak nie u nas?

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA budowa

…i po przejściu wesołej ekipy.

Podsumowanie

Budowanie singli jest trochę jak szkolenie techniki jazdy – w jeden dzień nie nauczysz się nagle jeździć, ale te kilka godzin może być przełomem w rozwoju i zwiększyć Twoją świadomość. Świadomość, ile pracy wymaga wyrzeźbienie stu metrów ścieżki, pozwala w zupełnie innym świetle spojrzeć na takie projekty, jak np. Enduro Trails. Przy następnym przejeździe Twisterem na pewno zastanowisz się dwa razy przed zablokowaniem tylnego koła w zakręcie, czy ścięciem go przez starannie ułożoną kupkę kamieni.

No i zapewniam Cię, że śmiganie po trasie, którą samemu się wybudowało, to zupełnie inna galaktyka funu i satysfakcji z jazdy! Ja do dziś z sentymentem spoglądam na zgliszcza dwóch wykopanych przeze mnie dziesięć lat temu hopek. I od dziś nie mogę się doczekać, aż moje opony dotkną singli na zabrzańskim Hasioku. Warto było wstać w sobotę o 7:30!

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA - chorągiewka


Jak Ty możesz pomóc?

Po pierwsze – opisana tu akcja to nie koniec budowy, teraz pałeczkę organizatora przejmuje lokalna ekipa. POMBA zostawiła na miejscu swoje narzędzia, więc nawet jeśli tak jak ja, zgubiłeś swój jedyny szpadel, nie ma problemu. Po prostu śledź ich fanpage i dołącz do grupy budowniczych:

Bardzo przydałaby się też pomoc osób, które mogłyby np. zorganizować wypożyczenie na weekend minikoparki lub mające możliwość taniego wykonania oznakowania lub innych elementów infrastruktury.

Jak zawsze, bardzo przyda się też wsparcie finansowe. W tej sprawie skontaktuj się bezpośrednio z budującym trasy stowarzyszeniem.

Pamiętaj, że nawet jeśli nie możesz pomóc osobiście, zawsze możesz zareklamować akcję swoim znajomym, np. udostępniając ten artykuł!


Zobacz też powiązane wpisy:

 

  1. Gimela Zabrze brzmi lepiej :)

  2. Kolejny świetny wpis, a szczerze powiem, że na niego czekałem widząc zdjęcie z autorem na FB :). Ja od małego mam zamiłowanie do hałd, do tej pory właściwie to tylko na nich grzebałem (poza cyklozą moją pasją jest geologia / górnictwo / zbieranie minerałów i skamieniałości) a teraz będę mógł sobie po niej pośmigać :). Co prawda mieszkam na Dolnym Śląsku, ale widzę, że hałda jest tuż przy A4 a tędy zawsze jeżdżę do teściów, więc będzie okazja zaliczyć miejsce :).
    Pozdrawiam i do zobaczenia na singlu!

  3. Z ciekawości jak wygląda ta budowa od strony prawnej ? O ile w przypadku singli w górach właścicielem gruntów jest Skarb Państwa tudzież Gmina/Starostwo Powiatowe/itd. i raczej mało prawdopodobne jest sprzedanie częsci Koziej Góry pod budowę Tesco. Tak tutaj wchodzi się z butami (i kołami) na tereny Kompanii Węglowej, która w każdej chwili może sprzedać tą nieruchomość.
    Nie zrozumcie mnie źle, nie krytykuje ideii budowy trasy w tym miejscu, jestem jak najbardziej za !!!

    1. Nie mam niestety informacji z pierwszej ręki, ale hałda dzieli się na część „kopalnianą” (użytkowaną przemysłowo) i rekultywowaną, na której powstają single. Choć teoretycznie jest to pewnie możliwe, raczej wątpię, żeby mieli się pozbyć „ratowanej” części. A nawet jeśli, to nowy właściciel raczej nie dostanie zgody na jej rozbiórkę np. w celu odzyskania surowca. Takie to moje gdybanie…

  4. Też chwalę. Spytam się tylko czy jest jakiś słownik slangu rowerowego, który tłumaczy co to są komy, single, traile i tp. Jak szukałem czym jest kom to teraz wiem, że to miasto w iranie.

  5. Dobra, dobra, podałem taki przykład, banda też już wiem czym jest, a reszta słówek? Bo nie każde oznacza ,,fajna śćieżka przez las”.

    1. W zasadzie to właśnie to oznacza, tyle że niekoniecznie przez las ;)

      Kiedyś singletracki to były po prostu naturalne, wąskie ścieżki. Ostatnio często używa się tego terminu w kontekście sztucznych lub quasi-naturalnych tras wybudowanych specjalnie pod kątem jazdy na rowerze.

      Co w nich specjalnego? Szerokość (zazwyczaj <1m), nachylenie (zazwyczaj <7%), profile zakrętów, odwodnienia itp.

      Właśnie tak przygotowane trasy zwyczajowo nazywa się singlami, trailami, czy po prostu ścieżkami. Ale jak większość nazw w rowerowym światku, jest to mocno umowne.

  6. 10 lat temu zrobiłem z kolegą cały jeden odcinek tzw starej pucharówki na Chełmie w Myślenicach – powstało 7 skoczni wszystkie drewniane, 3 bandy. Fun trwał przez kilka lat – przyjemnośc własnej pracy odczuwana pod kołami niedoopisania, a potem wszystko szlak trafił i trasy na Chełmie zdechły. Góra z niesamowitym potecjałem, 2 wyciągami, kilkoma singlami. Jest co prawda ekstremalna trasa DH ale to nie dla nas:-(

  7. Szkoda tylko że z trasą się nic nie dzieje, skończyło się na sobocie i pozostał wiatr w polu. Szkoda też że na tym singlu nie można rozwinąć jakieś prędkości zakręt na zakręcie. Jedyny cel jaki temu przyświecał to zapunktowanie lokalnych urzędników w lokalnych gazetach. Natomiast na hołdzie już są krótkie single / DH ścieżki wybudowane własnymi staraniami chłopaków.

    1. Jakiś link do urzędników punktujących w gazetach? Bo o niczym takim nie słyszałem.

      Fakt, że budowa się przeciąga – ale ten, kto był choć raz na kopaniu, ten wie, że *porządne* zbudowanie singla zgodnie z regułami sztuki jest mega czasochłonne…

      No i dziś zaczyna się akcja wykańczania ścieżki – więc zamiast narzekać, można po pracy podjechać i przyłożyć rękę ;)
      https://www.facebook.com/events/1753994064840983/

Dodaj komentarz do tekstu Hasiok Zabrze – jak wyglądała akcja „Buduj z POMBA”?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top