Menu
Menu Szukaj

Pierwszy start w zawodach enduro

Po co w ogóle startować?

Enduro to nieskalana napinką eksploracja górskich szlaków, więc wydawałoby się, że pomiar czasu jest w nim potrzebny jak gwóźdź w oponie. A jednak coraz więcej ludzi chce za własne pieniądze męczyć się i gonić cały dzień z innymi wariatami na rowerach. Przesłanki ku temu są różne:

  • Żyłka rywalizacji – nawet jeśli nie walczysz o zwycięstwo, w stawce zawsze znajdzie się ktoś na Twoim poziomie. Jeszcze lepiej, jeśli jest to Twój kumpel, z którym jeździsz na co dzień. Bez obaw, jeśli nie masz takich kumpli, to po zawodach prawdopodobnie będziesz już miał.
  • Ludzie – no właśnie, nigdzie indziej nie uświadczysz takiego zgrupowania podobnych sobie zajawkowiczów. Pole do zawierania nowych znajomości, pogaduszek i plotek jest nieograniczone. I nie ma najmniejszego znaczenia, że 99% ludzi widzisz po raz pierwszy w życiu.
  • Trasy – jeśli ściganie totalnie Cię nie interesuje, możesz potraktować zawody jako świetnego, całodniowego tripa po trasie, nad którą całymi tygodniami głowił się i przygotowywał ktoś inny. Zazwyczaj duża część odcinków specjalnych poprowadzona jest ścieżkami znanymi tylko lokalsom lub starannie wydestylowanymi lokalnymi klasykami. Idealne rozwiązanie dla planistyczno-eksploracyjnych leni.

Czy zawody enduro są tylko dla prosów?

Nie. Polskie zawody enduro są imprezami skierowanymi do amatorów i tzw. „prosi” (którzy zazwyczaj też są amatorami, tylko bardziej przykładającymi się do treningu) zazwyczaj ledwo wypełniają podium. Gros uczestników to zwykli riderzy traktujący zawody, jako okazję do spotkania ze znajomymi i dobrej zabawy na rowerach.

Tym samym atmosfera drastycznie różni się od większości zawodów XC, DH czy maratonów, gdzie można odnieść wrażenie, że każdy Jan Kowalski jest zawodowym Miszczem Świata wagi ciężkiej. W enduro nie ma izolacji poszczególnych zawodników, z każdym, również ze ścisłą czołówką, możesz spokojnie pogadać o trasie, czy o rowerach. Nie ma spiny.

Czy mogę wystartować na kiepskim rowerze?

„Nie sprzęt, a technika czyni z Ciebie zawodnika”. Nie ma zależności między wartością roweru a funem z jazdy. Naukowo udowodnione. Na zawody przyjeżdżają ludzie na hardtailach, a Enduro Trophy ma dla nich nawet oddzielną kategorię, więc możesz powalczyć o nowy wazon czy inny puchar. Również na rowerze tanim, czy też pochodzącym z czasów, kiedy termin „enduro” kojarzony był wyłącznie z motocyklami. Ci ludzie nie tylko kończą zawody, ale też bawią się przy tym dokładnie tak samo dobrze, jak goście na wypasionych carbonowych fullach za miljon piniendzy.

Jasne, dobrej klasy rower enduro pomaga zarówno w bezpiecznej, jak i szybkiej jeździe, ale jeśli dobrze czujesz się na swoim wiernym hardtailu z minionego wieku, i wiesz że nie zawiedzie Cię na szlaku, przyjeżdżaj. W razie słabego wyniku, będziesz przynajmniej miał dobrą wymówkę ;)

Co muszę mieć ze sobą?

Bezwzględnie potrzebujesz kask (lub dwa, jeśli OS-y chcesz atakować w fullface). Standardem (choć jeszcze nie wymaganym) są też ochraniacze na kolana. Pozostałe ochraniacze, ubiór itd. wedle własnego gustu modowego.

Poza tym weź wszystko, co potrzebne do spędzenia całego dnia w górach (niekoniecznie à la Bear Grylls). Czyli plecak, a w nim:

  • bukłak (lub bidon) z wodą/izotonikiem: przed startem sprawdź, czy na trasie jest sklep lub schronisko, żeby nie zabierać od razu 3 litrów. Pro Tip: piwo nie nadaje się do bukłaka.
  • żarełko: parę batonów czy żeli energetycznych na pewno się przyda, ale cały dzień na nich nie pociągniesz, więc pamiętaj o kanapkach, schabowym, jajkach w termosie, czy co tam lubisz ;)
  • podstawowe narzędzia: imbusy, śrubokręty, pompka, łyżki do opon. Do tego zipy (vel tyrytytki vel opaski zaciskowe) i taśma izolacyjna (lub tzw. taśma MacGyvera czy mercedes wśród taśm klejących, Gorilla Tape).
  • podstawowe części zapasowe: 1-2 dętki (z prawidłowym wentylem!), łatki, klocki hamulcowe, ew. linka i zapasowy hak przerzutki.

Przyda Ci się też jakiś system nawigacyjny. Klasyczna mapa tradycyjnie da radę, ale polecam GPS. Po wczytaniu udostępnionych przez organizatora tracków, szybko zorientujesz się, jak trafić na kolejne odcinki specjalne. Smartfon z aplikacją typu Locus, TrekBuddy czy Orux sprawdzi się bardzo dobrze. Pamiętaj o zasilaniu – jeśli bateria w Twoim telefonie pada szybciej, niż grono wyborców Palikota, przyda się zapasowy akumulator lub powerbank.

Które zawody wybrać?

Wszystkie serie są do siebie bardzo podobne, jeśli chodzi o formułę zawodów, jak i panującą atmosferę. Różnice i podobieństwa szczegółowo opisałem w artykule o polskich seriach zawodów enduro w 2014.

Które są najlepsze na pierwszy start? Zarówno Enduro Trails, Joy Ride Enduro, jak i Enduro Trophy nadają się do tego bardzo dobrze, przy czym niektóre edycje tych ostatnich bywają bardziej wymagające kondycyjnie (>50 km). Trasy EMTB Enduro są z kolei nastawione na jak najwyższy poziom trudności, więc raczej nie sugerowałbym ich akurat na pierwszy start. Ale jeśli masz przyzwoitą technikę jazdy, to już na drugi – czemu nie?

Co muszę zrobić?

Do startu warto przygotować się wcześniej:

  • Regulamin – regulaminy zawodów enduro nie przypominają na szczęście instrukcji obsługi starego magnetowidu i przebrniesz przez nie bezboleśnie w kilka minut, dowiadując się wielu przydatnych rzeczy. Bezpośrednie linki do regulaminów znajdziesz w porównaniu serii.
  • Rejestracja przed zawodami – warto zarejestrować się przez internet, żeby w dniu zawodów oszczędzić sobie nerwowego wypełniania formularza na kolanie. Ze względu na liczbę chętnych, coraz częściej jest to warunek konieczny do załapania się na listę.
  • Wpisowe – większość organizatorów oferuje niższą cenę wpisowego w zamian za wcześniejszą wpłatę. Jeśli jesteś pewien, że pojedziesz, warto z tego skorzystać. Jak wyżej, w przypadku mocno obleganych zawodów, wcześniejsza wpłata jest warunkiem potwierdzenia rejestracji.
  • Informacje na stronie organizatora – śledź stronę organizatora (również na Facebooku) w oczekiwaniu na informacje, takie jak harmonogram (godzina startu i limity czasowe na OS-ach) czy mapa i opis trasy.
  • Zapoznanie z trasą – organizatorzy publikują trasę ok. 3-5 dni przed zawodami. Warto się z nią zapoznać, żeby wiedzieć czego się spodziewać – jaki jest dystans, przewyższenie, ile na trasie jest schronisk/sklepów, jaki jest charakter odcinków dojazdowych, czy zawody zaczynają się i kończą w tym samym miejscu itp.
  • Trening na trasie – druga sprawa to zapoznanie z OS-ami. Idealnie, jeśli możesz pojechać na miejsce 1-2 dni przed zawodami i pojeździć po OS-ach. Sama możliwość optymalnego rozłożenia sił i zapamiętanie kilku krytycznych zakrętów daje dużą przewagę w momencie, kiedy stoper już tyka (co często budzi niemałe kontrowersje i gorące dyskusje – pisałem o tym tutaj). Jeśli nie możesz sobie pozwolić na taki trening, sprawdź czy przebieg OS-ów nie pokrywa się z poprzednimi edycjami zawodów. Jeśli tak, prawdopodobnie bez trudu znajdziesz nagrania z przejazdów na YouTube, dzięki którym z grubsza zapoznasz się z charakterem odcinków.
  • Rejestracja w dniu zawodów – sprawdź i zapamiętaj, o której godzinie musisz się pojawić na starcie. Podpiszesz tam oświadczenie, zgodę na pobranie narządów i raty na telewizor. W zamian dostaniesz numer startowy, chipa do pomiaru czasu i inne fanty. W niektórych seriach będziesz musiał nakleić plomby na wybrane elementy roweru i pokazać je sędziemu technicznemu. Potem pozostaje już tylko „odpikanie” numerka/chipa i start na trasę!

O czym pamiętać w czasie zawodów?

O najważniejszych zasadach, takich jak system pomiaru czasu (pokrótce opisany w porównaniu), dowiesz się na odprawie przed startem. Możesz też śmiało zapytać innych zawodników – czasem ktoś coś wie ;)

  • nawigacja na odcinkach dojazdowych – zazwyczaj pierwszy ważki problem po dumnym opuszczeniu strefy startu to: „w lewo czy w prawo?”. Odcinki dojazdowe często nie są oznaczone, więc żeby zapewnić sobie płynne opuszczenie cywilizacji, warto wcześniej rzucić okiem na mapę. W razie czego trzymaj się tłumu :)
  • oznakowanie OS-ów – nawigacja na odcinkach specjalnych jest już dużo prostsza, bo z roku na rok organizatorzy dokładają coraz większych starań, żeby nie dało się zgubić trasy. Co kilkadziesiąt metrów na drzewach są wyraźne strzałki (i ostrzeżenia o niebezpiecznych sekcjach), a kluczowe miejsca są otaśmowane i/lub obstawione przez krzyczących i pomocnie wymachujących rękami sędziów (nie rozjeżdżaj ich – robią to za darmo).
  • limity czasowe – przed startem przepisz sobie limity czasowe na kartkę lub do telefonu i miej oko na zegarek. Zazwyczaj są one dość luźne i jadąc bez przestojów, zdążysz bez problemu. Mimo to, warto mieć je na uwadze, żeby np. nie przyjechać za wcześnie, przez pośpiech rezygnując po drodze z piwa w schronisku.
  • wyprzedzanie – jeśli na OS-ie chcesz kogoś wyprzedzić, krzyknij kulturalnie „proszę prawą”  albo coś w tym stylu, a prawdopodobnie za chwilę prawa strona szlaku będzie Twoja (ostrożnie z kobietami – bez obrazy ;)). Tak samo reaguj na prośby innych – zwolnienie, czy nawet zatrzymanie się na chwilę na boku, raczej nie zrujnuje Twojego dnia, a osoba za Tobą być może akurat walczy o podium (albo o możliwość przechwalania się przed kumplem).
  • awarie – jeśli Twój sprzęt powie „dość”, pamiętaj o pozostawieniu przejezdnego odcinka. Nie łataj dętki 10 cm od krawędzi trasy. Nie sprowadzaj roweru trasą. Choć jesteś wkurzony, nie wkurzaj innych.
  • wypadki – stoper w Twojej głowie tyka, ale jeśli widzisz, że ktoś uległ wypadkowi, sprawdź czy jest w jednym kawałku. Trzeba o tym pisać? Dodatkowo większość organizatorów uwzględnia takie sytuacje w regulaminach i odejmie Ci czas spędzony na udzielaniu pomocy od czasu przejazdu, lub umożliwi ponowne zaliczenie odcinka.

Czy dam radę?

Dasz radę!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Odwiedź mój profil na
Instagram Top