Miejsca: Lipowskie Ścieżki

Miejsca / 

Jadąc po raz pierwszy bielskim Twisterem, pomyślałem sobie: „Czesi mają sporo do nadrobienia!„. Miło mi poinformować, iż nad zaległościami ciężko pracują :) Niedawno została otwarta całkiem nowa miejscówka: Lipowskie Ścieżki (Lipovské stezky). Czy jest ona wartą odwiedzenia alternatywą dla Rychleb, Singla pod Smrekiem czy bielskich Traili? Tak, ale pod warunkiem, że chcesz pojeździć z całą rodziną.

Gdzie to jest?

Wpisz w nawigację adres Lipová-lázně 25 i po 30 minutach od przekroczenia polsko-czeskiej granicy w Głuchołazach, będziesz na miejscu. To niecałe 20 km od Rychlebskich Ścieżek.

Na miejscu znajdziesz dwa darmowe parkingi: jeden po prawej stronie drogi, przy stacji benzynowej. Drugi – oficjalny i oznaczony dużym bannerem – trochę dalej, po lewej, za Hotelem Helios (który to stanowi główny punkt orientacyjny).

Skąd to się wzięło?

Wspomniany Hotel Helios jest siłą sprawczą całego zamieszania. Kasę na projekt wzięli z Unii, a realizację zlecili najlepszej możliwej ekipie: tej odpowiedzialnej za Rychleby. Lipowskie Ścieżki zostały przez nią nie tylko zaprojektowane, wybudowane i wypromowane, ale też będą na bieżąco utrzymywane. Na przyszły sezon w planach jest też infocentrum z wypożyczalnią rowerów i szkoleniami.

Lipowskie Ścieżki enduro Toc niebieski bandy

Jakość wykonania tras wyprzedza nawet Rychleby.

Trasy

Na razie infocentrum brak, ale powstało to, co najważniejsze: trasy! Są to w 100% sztucznie wybudowane single, bez naturalnych elementów typu korzenie/kamienie. Nawierzchnia to typowy dla Czechów biały żwirek zmieszany z gliną. Póki co trochę miękki – czuć, że ścieżki są „jeszcze ciepłe” (widać to również po oznaczeniach).

Lipowskie Ścieżki enduro Toc czerwony drogowskaz

I wszystko jasne…

Trasy dzielą się na dwie części: Toč i Helios. Leżą one tuż obok siebie, ale różnią się charakterem.

Lipowskie Ścieżki enduro mapa tras Toc Helios

To póki co najlepsza mapa całego kompleksu. Widać też parkingi (oficjalny to ten po prawej).

Helios

Ścieżki wybudowane na łące (stoku) za hotelem, liczące w sumie 4,7 km. Składają się na to:

  • podjazd (na mapie zielony) – w całości prowadzi krętym singlem o bardzo małym nachyleniu, dostosowanym do dzieciaków. Można sobie pokręcić ze Stravą, a jak się znudzi – przyciąć na wprost stokiem.
  • dwie trasy niebieskie – pięknie zbudowane bandy połączone długimi prostymi z równie pięknie wyrzeźbionymi muldami. Aż miło popatrzeć. Pojeździć – już nie aż tak bardzo, bo dość szybko zaczyna się ziewanie… Muld przydałoby się zdecydowanie więcej, bo czasem trzeba mocno dokręcić. Trasy cudnie zbudowane, ale zdecydowanie dla początkujących.
  • trasa czarna – schowana między drzewami, składa się z wielkich band i muld oraz paru stolików do skakania. W założeniu ma być wersją mini Superflowa, więc kolor czarny jest nieco na wyrost. Jest ona jednak dużo ciekawsza od tras niebieskich. W przeciwieństwie do nich, rzadko jedzie się tu prosto. Jest flow!
  • pumptrack – również wybudowany przez artystów-rzeźbiarzy, idealny żeby dobić się przed obiadem.

Lipowskie Ścieżki enduro mapa tras Helios

Toč

Ścieżki w lasach sąsiedniej górki. Tu opcje zjazdu są dwie, ale za to o wyższym poziomie trudności. Razem z podjazdem mają 3,3 km:

  • podjazd – zaczyna się na drodze przy wylocie czarnej trasy, a dalej prowadzi sztucznym singlem, podobnym trochę do Singletracka pod Smrekiem. Jest więc kręto, łagodnie i ciekawie. Nachylenie nadal jest przystępne dla dzieciaków, ale nie aż tak małe, żeby trzeba było się z nudów ratować szutrami.
  • trasa niebieska – trochę podobna do Twistera i dużo ciekawsza od niebieskich linii na łące. Również trudniejsza – przy „rozsądnych” prędkościach nie sprawia trudności, ale przy szybkiej jeździe jest kilka ślepych muld i zakrętów, które potrafią zaskoczyć. Czasem trzeba też powalczyć o utrzymanie prędkości. Szybki, płynny przejazd wymaga znajomości trasy. Ze względu na jej długość, nie jest to wielkim wyzwaniem.
  • trasa czerwona – zdecydowanie najciekawsza ze wszystkich. Bardzo podobna do Vidnavskiego Okruhu na Rychlebskich Ścieżkach. Oferuje piękne, długie bandy oraz kilka stolików i muld do pompowania lub skakania. Tutaj nie ma nudy – tylko banan na twarzy już przy pierwszym przejeździe! Który niestety bardzo szybko się kończy.

Lipowskie Ścieżki enduro mapa tras Toc

Jeśli jeszcze nie wywnioskowałeś tego z opisu i mapek, powiem to wprost: Lipowskie Ścieżki są malutkie. Objechanie całości, razem z podjazdami, to 14 km. Dzięki łagodnemu nachyleniu, trasy dobrze wykorzystują teren, ale nie oszukujmy się: przewyższenie Toča to 90 m (słownie: dziewięćdziesiąt metrów), a Heliosa… 60 m.

Lipowskie Ścieżki enduro mapa Helios roller muldy

Elementy tras są pięknie wyrzeźbione i (jeszcze) nierozjeżdżone.

Lipowskie Ścieżki enduro Toc niebieski

Wrażenie robi nie tylko jakość, ale też wielkość wykonanej pracy.

Wszystkie trasy można więc bardzo spokojnym tempem zaliczyć w 2 godzinki. Czy to źle? Zależy dla kogo…

Dla kogo?

Twórcy tras nie ukrywają, że nie stworzyli alternatywy dla Rychlebskich Ścieżek, a raczej ich uzupełnienie, skierowane do rodzin z dziećmi. W takim kontekście, krótkie i łagodne podjazdy są ogromną zaletą – dużo łatwiej namówisz syna/córkę na kolejną rundkę tutaj, niż na mozolny podjazd pod Superflow czy Twistera.

Lipowskie Ścieżki enduro Toc podjazd single

Lipowskie Ścieżki enduro podjazd

Krótkie zjazdy też są mniej męczące i łatwo je zapamiętać. A dzięki temu, za każdym przejazdem coś poprawiać i budować skilla na trudniejsze trasy. Lipowskie Ścieżki są wręcz idealne do nauki.

Lipowskie Ścieżki enduro Toc niebieski widok

Początek trasy niebieskiej (Toč) – las nie jest zbyt klimatyczny, ale widoczki są lepsze, niż na Rychlebach.

Gładka, sztuczna nawierzchnia i niewielkie nachylenie powodują też, że nie ma większego znaczenia wybór roweru – jazda na holendrze to może przesada, ale jakikolwiek rower MTB, crossowy lub dziecięcy, będą odpowiednie.

Oczywiście, do krojenia idealnych łuków po bandach i sklejania muld w double, najlepiej nada się rower z agresywną geometrią. Ale przy tak ambitnym podejściu, Lipowskie Ścieżki szybko się znudzą. W jeden dzień objedziesz wszystko 2-3 razy i raczej zapomnisz o tej miejscówce na rzecz sąsiednich Rychleb czy Koutów.

Dodatkowe atrakcje

Zwykle piszę tu o miejscach, gdzie można zostawić rodzinę, żeby w spokoju pójść pojeździć. W Heliosie znajduje się basen ze SPA i boisko. Dużo więcej atrakcji raczej w okolicy nie znajdziesz… ale w przypadku Lipowskich Ścieżek nie są one potrzebne. Założenie tego miejsca jest takie, że wszyscy razem śmigają na rowerach i głównie w takim celu warto się tu wybrać.

Lipowskie Ścieżki enduro pumptrack Helios

Pumptrack na dole tras Helios.

Tak czy siak, zjeść jednak trzeba. Żeby całą gromadkę „zatankować”, polecam hotelową restaurację. Nie jest to jedyna knajpa w okolicy, ale skoro Helios wspiera budowę ścieżek (korzystanie z tras jest darmowe), to czemu by nie wesprzeć ich, zjadając dobrego kotleta lub smażony ser? Mi ta forma wsparcia bardzo odpowiada :)

W okolicy nie powinieneś mieć problemu ze znalezieniem noclegu, bo poza Heliosem jest też sporo innych kwater, do tej pory nastawionych na narciarzy (gdybyś się zastanawiał: nie, żaden wyciąg nie działa latem). Gdybyś chciał zostać na dłużej, zajrzyj na Booking.com.

Cienko za to jest ze sklepami. Wodę i wafelka możesz awaryjnie kupić na stacji benzynowej koło pierwszego parkingu, ale to by było na tyle. Prawdopodobnie zmieni się to wraz z otwarciem infocentrum w przyszłym roku.

Lipowskie Ścieżki enduro Toc czerwony

Podsumowanie

Lipowskie Ścieżki są więc idealnym miejscem do zaszczepiania rowerowego bakcyla dzieciakom i osobom stawiającym pierwsze kroki w MTB. Dla tych, dla których Superflow jest jeszcze zbyt wymagający, a podjazd pod Twistera zbyt męczący. Oczywiście w Bielsku czeka Stefanka, ale Lipowskie Ścieżki są od niej 10 razy dłuższe. W takim kontekście, 8 km tras wydaje się całkiem dużą liczbą.

Całe te 8 km świetnie nadaje się do nauki jazdy po singlach, i to nie tylko w dół. Mimo, że jazda tutaj to typowa sekwencja podjazd-zjazd (inaczej, niż na płasko-interwałowym Singlu pod Smrekiem czy Czarnym Potoku na Rychlebach), to cały czas spędza się na singlach. Ścieżkowe podjazdy czynią jazdę dużo przyjemniejszą, bo zabawa trwa cały czas.

Lipowskie Ścieżki enduro oznakowanie

Jeśli więc chcesz pojeździć z całą rodziną, po przystępnych i skupionych w jednym miejscu flow-trailach, nie ma obecnie lepszego miejsca, niż Lipowskie Ścieżki. Jeśli jednak chcesz poszaleć w stylu enduro – raczej traktuj je jako fajny trening i rozgrzewkę przed większymi i trudniejszymi „kurortami”. Sobota na Lipowskich, niedziela na Rychlebskich, a w poniedziałek deser na Koutach? Tak, poproszę!


Zobacz też opisy innych „enduroburgerów”:

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, udostępnij go proszę na Facebooku, żeby znajomi wiedzieli, że już mają się szykować na wyjazd! :)

  1. Na samym starcie zostala zawarta najwazniejsza informacja ze wszystkich, czyli konkretny namiar do wbicia w GPS, niech Ci Bóg blogoslawi ten ruch w ogoromnej ilosci „czego tam chcesz” ! mam wrazenie ze dojazd do czeskich miejscowek, a wrecz bladzenie to jedna z pierwszych atrakcji ktora czeka nas przed sama jazda na rowerze. opis jak zwykle pierwszoligowy, mimo ze miejscowka w porownaniu do srebrnej czy rychleb wydaje sie wyjatkowo „dostepna” to i tak korci zeby sie tam przy okazji pojawic i pobawic na tak idealnie ulozonej nawierzchni :)

  2. Planuję tam niedługo podjechać z rodzinką aby młoda poćwiczyła na pumptrack’u na swoim biegowym enduraku :)

  3. Generalnie czeska mapa to jest jeszcze bardziej absurdalne określenie niż czeski film. W czechach poprostu nie sposób nie zabładzić…

  4. Właśnie wróciłem z Rychlebskich i Lipowskich – potwierdzam – Lipowiskie tylko z początkującą rodzinką. Poza tym problemem jest umieszczenie połowy ścieżek na otwartym polu co w upalny dzień szybko zniechęca, no i podjazd staje się jeszcze bardziej mozolny i nudny niż na zalesiony Superflow :-) Oczywiście przesadzam, ale single na łące to jednak nie dla mnie.
    Moim zdaniem lepszą alternatywą dla dzieci jest Vidnawski Okruch (50°21’32.2″N 17°11’12.2″E), czyli pętelka w ramach kompleksu Rychlebskich. Gdy patrzymy na mapę – to jest na północny wschód – na końcu szlaku wzdłuż Czarnej Wody skręt w prawo w stronę miasteczka Vidnawa – szlak jest naniesiony na nowej mapce Rychlebskich. Pętelka jest dość łatwa i cały czas w drzewach! No ale z dziećmi i tak trzeba dojechać tu autem.

    Za to dzieciaki świetnie bawią się same w bazie Rychlebskich na pumptraku i innych fragmentach treningowych – widziałem 5-latki (obu płci) jeżdżące tam niemal cały dzień. Oczywiście z przerwami, ale te dzieciaki nawzajem się nakręcają więc wystarczy nie przeszkadzać :-)

Dodaj komentarz do tekstu Miejsca: Lipowskie Ścieżki

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Jak dbać o amortyzator? Podstawowy serwis

Porady, Sprzęt / 

Twój widelec mógłby działać lepiej. W dodatku bez konieczności wydawania majątku. I bez wymieniania go na lepszy model! Jeśli jeszcze nie wiesz, jak dbać o amortyzator, wystarczy że przeczytasz ten poradnik i poświęcisz pół godziny na podstawowy serwis.

Dlaczego warto dbać o amortyzator?

Żeby działał lepiej i dłużej. To tak w skrócie.

Rozchodzi się przede wszystkim o smarowanie – każdy mały wybój na szlaku generuje tarcie w amortyzatorze. Jeśli nie jest on dobrze nasmarowany, działa dupiato. A do tego, dużo szybciej się zużywa. Brak smaru na uszczelkach to też łatwiejsze wnikanie brudu, a to już prowadzi do lawinowego niszczenia elementów ślizgowych.

Podstawowego serwisu wymaga większość fabrycznie nowych amortyzatorów

Co ważne, opisanego poniżej przeglądu wymagają nie tylko 15-letnie pleśniaki, ale większość fabrycznie nowych amortyzatorów! Po ich rozebraniu zazwyczaj okazuje się, że oleju smarującego jest tyle, co kot napłakał. A jak pewnie wiesz, koty nie płaczą olejem smarującym.

Widok wytartych goleni czy zajechanych ślizgów powinien być wystarczającą zachętą do zajrzenia raz na jakiś czas do Twojego widelca (zdjęcia z archiwów Spider Suspensions).

1506734_573073472827426_7650543226753892954_n

10897079_573074496160657_5740339054563756711_n

10530685_499476130187161_2943477039750166979_n

10443419_499476113520496_2615743930302745249_n

Ten poradnik skupia się na podstawowym serwisie, który skutecznie zapobiega takim widokom.

Co składa się na podstawowy serwis?

Przede wszystkim czyszczenie i smarowanie elementów ruchomych, czyli:

  1. Ściągnięcie dolnych goleni.
  2. Dokładne ich wyczyszczenie.
  3. Wizualna kontrola ślizgów, goleni i uszczelek.
  4. Smarowanie uszczelek.
  5. Nasączenie olejem gąbeczek smarujących.
  6. Zalanie dolnych goleni świeżym olejem smarującym.

Większość producentów dopuszcza własnoręczne wykonywanie takiego serwisu, bo też nie wymaga on ani szczególnych umiejętności, ani nietypowych narzędzi.

Przy odrobinie wprawy powinieneś wyrobić się ze wszystkim w pół godziny. Bogato ilustrowany poradnik znajdziesz na końcu artykułu.






Zalecenia producenta (…a szara rzeczywistość)

Wiesz już, co się robi i jak długo, ale jak często? Czy warto stosować się do zalecanych przez producenta interwałów serwisowych? Jasne, że warto. O ile jesteś prezesem dobrze prosperującej firmy lub wygrałeś w lotto.

Przynajmniej takie panuje przekonanie. A tak naprawdę, po ilu godzinach jazdy producenci zalecają podstawowy przegląd dolnych goleni?

  • Fox: 25 h
  • X-Fusion: 25 h
  • Marzocchi: 25 h
  • Rock Shox: 50 h
  • Suntour: 50 h
  • BOS: raz w roku

Przejrzałem swoją Stravę i wyszło mi, że przeciętny dzień w górach to 3 godziny samej jazdy, co daje serwis co 8-16 dni. Czy to aż tak dużo? Biorąc pod uwagę efekty i wymagany wkład pracy – naprawdę da się przeżyć.

Kiedy zrobić pełny serwis?

Olej smarujący w dolnych goleniach to jedno. Dla jakości pracy widelca równie duże znaczenie ma olej odpowiadający za tłumienie. Olej ulega zużyciu – z czasem traci swoje właściwości, nawet jeśli niewiele jeździsz (m.in. w wyniku wilgoci, którą olej pochłania jak alfons kokainę).

Większość producentów zaleca jego wymianę po 100 h lub raz w roku.

Warto więc wymienić go po przed sezonem, żeby mieć pewność, że Twój wideł za pińcet milionów działa na 100% swoich możliwości, a nie kuleje z powodu oleju za 40 zł.

Pełnego serwisu nie będę tu opisywał, bo po pierwsze w każdym widelcu wygląda on trochę inaczej, a po drugie, sam zawsze zlecam go fachowcom.

Dlaczego? Pełny przegląd to nie tylko wylanie z tłumika starego oleju i wlanie pachnącego świeżością, ale też szczegółowa kontrola wszystkich elementów. Czy byłbyś w stanie zauważyć, gdyby w Twoim tłumiku brakowało jednej cieniutkiej podkładki? Albo że o-ring o średnicy 5 mm ma zadzior? Albo że całkiem już pękł i w kawałeczkach wędruje gdzieś po tłumiku? Ja na pewno nie, a takie detale – wzięte z własnego doświadczenia – decydują o tym, czy Twój widelec działa zajebiście, czy ledwo-co.

dampershaftassy01

Pełny serwis tłumika to już grubsza sprawa, często wymagająca odpowiednich narzędzi i co ważniejsze: wiedzy. / fot. Fox

Hola hola, a Brunox?

Brunox Deo (nie mylić ze zwykłym Brunoxem, który jest odpowiednikiem WD40) to dezodorant każdego prawdziwego bikera. A tak naprawdę, to preparat do czyszczenia goleni i uszczelek widelca. Większość mikro-poradników mówiących, jak dbać o amortyzator, opiera się głównie na używaniu go po każdej jeździe.

Jak działa? Wystarczy psiknąć troszkę na uszczelki (można delikatnie podważyć je paznokciem, żeby głębiej wpłynął) i po paru minutach ugiąć amortyzator, żeby syf spod uszczelek wylazł na wierzch. Kilkukrotnie powtórzenie potrafi ożywić zaniedbany sprzęt. Magia.

Jest jednak jeden poważny problem – razem z brudem, Brunox bardzo skutecznie usuwa też smar z uszczelek

Niestety razem z brudem, Brunox Deo bardzo skutecznie wypłukuje też smar stały, nakładany na uszczelki przy podstawowym przeglądzie. A smar, oprócz swojej zdefiniowanej nazwą funkcji, świetnie zabezpiecza też przed przed przenikaniem brudu.

Więc z jednej strony usuwasz brud, ale jednocześnie otwierasz mu drogę na przyszłość.

serwis-amortyzatora-brunox-deo

Morał z tej historii jest taki:

  • nigdy nie stosuj Brunoxa Deo na nowy widelec, ani krótko po przeglądzie. Jeśli przestrzegasz interwałów serwisowych, możesz Brunoxa całkiem olać. W ramach dbania o widelec „po każdej jeździe” wystarczy wtedy wytrzeć golenie i uszczelki czystą szmatą;
  • stosuj Brunoxa Deo tylko doraźnie, jeśli np. chcesz o parę dni przeciągnąć okres między przeglądami, albo zrobić dobrze koledze, którego amor i tak nie widział serwisu od 2003 i nieprędko zobaczy;
  • jak już zaczniesz psikać, psikaj regularnie;
  • pamiętaj, że Brunox i Brunox Deo to dwa różne produkty, z których tylko jeden nadaje się do amortyzatorów.

„Burpowanie”, czyli wyrównywanie ciśnienia w dolnych goleniach

Inną czynnością doraźną, wykonywaną między podstawowymi przeglądami, jest „burpowanie”. Po polsku nazwałbym to ładnie „odpierdnięciem„. Gdyby termin przeniknął do literatury fachowej – tutaj słyszeliście to pierwsi.

Amortyzator podczas pracy działa trochę jak pompka i powoduje gromadzenie się powietrza pod uszczelkami – czyli tam, gdzie powinno panować normalne ciśnienie, tzn. takie, jak w piękny słoneczny dzień.

Podwyższone ciśnienie upośledza pracę widelca. Robi się twardszy, wykorzystanie całego skoku nagle staje się niemożliwe, a uszczelki stawiają większy opór, psując czułość i płynność ugięcia.

Dlatego raz na kilka dni jazdy warto odpierdnąć bonusowe ciśnienie, ostrożnie wsuwając końcówkę zipa (AKA trytytki AKA opaski zaciskowej do kabli) pod uszczelkę. Plastik nie porysuje goleni, ale i tak warto robić to z wyczuciem i zwracając szczególną uwagę na czystość. Pełna procedura obejmuje spuszczenie z amortyzatora powietrza i „dobicie go” z włożonym zipem.

Kiedy usłyszysz „pssst”, amortryzator będzie odpierdnięty.

Disclaimer: odpierdywanie wzbudziło nieco kontrowersji, a przez niektórych zostało nawet nazwane herezją, hegemonią i homeopatią. Jeśli też nie jesteś przekonany do jego sensowności, obejrzyj filmik szanowanego serwisu BikeCo i poczytaj wrażenia osób, które tą metodę sprawdziły.

Jeśli z jakiegokolwiek powodu nadal uważasz to za niewłaściwe/niepotrzebne – nie rób tego.

 

serwis-amortyzatora-burping

Podsumowanie

Właściwe dbanie o amortyzator sprowadza się więc do jednej prostej czynności: wykonania przeglądu dolnych goleni co kilka-kilkanaście dni jazdy. Jak przekonasz się poniżej, nie jest to szczególnie trudne, a bezdyskusyjnie daje najlepsze efekty. Dorzuć do tego pełny serwis raz w roku i na szlaku nie będziesz się musiał zastanawiać, czemu bolą Cię łapy, skoro kiedyś nie bolały.

Jeśli jednak jesteś leniwy/uparty/skąpy/nietechniczny/cebulakiem, możesz się posiłkować erzacami, jak czyszczenie uszczelek Brunoxem Deo czy odpierdywanie dolnych goleni. Pamiętaj jednak, że na dłuższą metę to tylko „produkt serwisopodobny”.


Przegląd podstawowy amortyzatora – bogato ilustrowany poradnik „krok po kroku”

serwis-amortyzatora-8

Co będzie potrzebne: olej o odpowiedniej lepkości*, dobry smar stały, imbusy w standardowych rozmiarach (zależnie od producenta/modelu), młotek plastikowy/gumowy, delikatny rozpuszczalnik, czyste szmaty, kawałek rurki/pręta, strzykawka. *komentarz olejowy: w przypadku oleju smarującego, prawidłowa lepkość ma dużo mniejsze znaczenie, niż w przypadku oleju w tłumiku, dobrze jednak, żeby nie był on za rzadki (producenci zalecają zwykle 15W). Najłatwiej i najtaniej kupić go w sklepie motocyklowym. Niektórzy z powodzeniem stosują też syntetyczny olej silnikowy.

serwis-amortyzatora-2

Na upartego podstawowy serwis amortyzatora można zrobić bez demontowania go z roweru, ale wygodniej jest go zdjąć. Zacznij od dokładnego mycia. Należy mu się. Przy okazji zmniejszysz ryzyko przedostania się brudu do wnętrza.

serwis-amortyzatora-9

Spuść całkowicie powietrze. W zasadzie w przypadku serwisu dolnych goleni nie wiadomo po co, ale jak ma Ci coś wybić ok(n)o przez to, że nie napisałem… To piszę. Safety first.

serwis-amortyzatora-10

Zamontuj widelec na stojaku lub połóż go na czymś miękkim, pod kątem, lekko do góry nogami (ulubiony fotel babci raczej się nie nada).

serwis-amortyzatora-11

Poluzuj śrubkę trzymającą pokrętło tłumienia powrotu (lub jakiekolwiek inne, zależnie od producenta/modelu) i wyjmij je. Śrubki nie musisz całkiem wykręcać, dzięki czemu może się nie zgubi.

serwis-amortyzatora-14

Poluzuj dolne śruby tak, żeby wyszły na 3-4 mm z goleni, ale gwinty dalej trzymały. Uwaga: niektóre widelce (np. Manitou) mają w tym miejscu lewy gwint – na wszelki wypadek sprawdź w instrukcji.

serwis-amortyzatora-15

„Wbij” je z wyczuciem za pomocą plastikowego lub gumowego młotka – to uwolni dolne golenie. Wykręć śruby do końca. Nie zgub!

serwis-amortyzatora-17

Podstaw zbiornik na olej i obróć amortyzator do pionowej pozycji. Poczekaj, aż cały olej ścieknie. Miej na uwadze, że utylizacja starego oleju nie polega na wylaniu go do umywalki. Ale biorąc pod uwagę, że mówimy tu o ilości rzędu 10 ml, chyba możesz sobie pozwolić na wyrzucenie nasączonego ręcznika papierowego do kosza i być spokojnym o przyszłość naszej planety.

serwis-amortyzatora-18

Zsuń dolne golenie i…

serwis-amortyzatora-20

…dokładnie skontroluj stan górnych. Jakiekolwiek nierówności, „schodki”, rysy i wytarcia kwalifikują się do paniki.

serwis-amortyzatora-21

Z uszczelek delikatnie ściągnij sprężynki – i tak spadną przy czyszczeniu, a tak przynajmniej (raczej) się nie zgubią i (raczej) nie pokrzywią.

serwis-amortyzatora-23

Dokładnie wyczyść dolne golenie z resztek starego oleju i smaru.

serwis-amortyzatora-30

Użyj do tego łagodnego rozpuszczalnika, czystej (!) szmaty i czegoś długiego do jej wepchnięcia wgłąb goleni. Przeprowadź test białej rękawiczki.

serwis-amortyzatora-27

Chwyć latarkę i sprawdź dokładnie stan uszczelek i ślizgów. Kryteria oceny są proste: wszystko ma wyglądać jak nowe. Jakiekolwiek podejrzane ślady są powodem do paniki (większej w przypadku ślizgów, mniejszej w przypadku łatwych do wymiany uszczelek). Jeśli uszczelki nie wymagają wymiany, nie wyciągaj ich – nie założysz ich z powrotem równie dobrze, jak tajwański robot.

serwis-amortyzatora-32

Ostrożnie wyjmij spod uszczelek kurzowych gąbeczki odpowiedzialne na smarowanie.

serwis-amortyzatora-33

Spryskaj rozpuszczalnikiem i starannie wyciśnij w szmatę stary olej.

serwis-amortyzatora-34

Suche i czyste gąbeczki włóż na swoje miejsce. Przed tą operacją uzbrój się w dużo cierpliwości (i może piwa), bo gąbeczki muszą wejść idealnie prosto (a za bardzo nie chcą).

serwis-amortyzatora-35

Jak już się uda, nasącz je nowym olejem za pomocą strzykawki. Możesz też namoczyć je w oleju przed założeniem, ale wtedy bardziej się ubrudzisz przy zakładaniu.

serwis-amortyzatora-37

Nałóż cienką warstwę dobrego smaru stałego (np. Slick Honey, SRAM Butter) na uszczelki kurzowe i olejowe. Pro Tip: jeśli nie chcesz się ubrudzić, nakładaj smar czystym pędzelkiem. Załóż sprężynki na uszczelki. Jeśli teraz o nich zapomnisz, będzie kaplica.

serwis-amortyzatora-40

Starannie włóż dolne golenie na górne, uważając, żeby uszczelki się nie podwinęły. I wkurwiając się, że jednak się podwijają (zostało Ci trochę piwa z układania gąbeczek?). Spokojnie, w końcu się uda. Jesteś zwycięzcą.

serwis-amortyzatora-41

Nie dosuwaj goleni do końca – tylko na tyle, żeby „złapały” uszczelki i górne ślizgi. Znów ustaw widelec pod kątem, dolnymi otworami do góry.

serwis-amortyzatora-42

Wlej zalecaną przez producenta ilość oleju (Pro Tip: jak przesadzisz o kilka mililitrów, nic się nie stanie).

serwis-amortyzatora-46

Dosuń golenie do końca (najlepiej całkiem do końca, tzn. tak żeby amortyzator był całkowicie ugięty) i wkręć śruby. W wycentrowaniu gwintów względem otworów pomóż sobie cienkim imbusem. Dokręć z zalecanym momentem (ew. „raczej mocno”).

serwis-amortyzatora-47

Załóż i przykręć pokrętło regulacyjne (moment: „lekko”).

serwis-amortyzatora-50

Napompuj amortyzator do swojego ulubionego ciśnienia. Jeśli czytałeś poradnik regulacji zawieszenia, masz je gdzieś zapisane. Jeśli nie, to masz idealną okazję, żeby w końcu zrobić to porządnie.

serwis-amortyzatora-54

Dokładnie odtłuść i wytrzyj cały amortyzator – zwłaszcza okolice mocowania hamulca. Wyrzuć wszystkie części jakie Ci zostały, zamontuj amortyzator i ciesz się jazdą przez kolejne 25 godzin ;)

Instrukcje serwisowe

Szczegółów takich jak wymagana objętość/lepkość oleju czy momenty dokręcania śrub szukaj w instrukcjach serwisowych właściwych dla Twojego modelu i rocznika widelca:


mbike-logoPoradnik powstał dzięki pomocy sklepu i serwisu mBike w Katowicach. Jeśli tak się składa, że jesteś ze Śląska (lub z Krakowa, gdzie też są) i potrzebujesz pomocy ludzi jeżdżących enduro i rozumiejących jego specyfikę – nie znajdziesz lepszego miejsca. Jeśli nie czujesz się wystarczająco pewnie, żeby wykonać opisane czynności samemu (lub zwyczajnie Ci się nie chce), wal do nich śmiało.


Może zainteresuje Cię też:

Nieś kaganek oświaty – udostępnij na Facebooku!

  1. Dobry poradnik. Mam pytanie o smar, czy Motorex White Grease który jest na bazie litu się nada? Gdzieś czytałem, że lit rozpuszcza uszczelki, prawda to?

    1. Trudne pytanie… Faktycznie smary litowe nigdy nie były polecane do uszczelek. Kiedyś panowało przekonanie, że zżera gumę, potem bardziej sensowne, że po dłuższym czasie zostawia syfiate, suche, nie-śliskie pozostałości. Trudno jednak powiedzieć, czy uwagi te dotyczą wszystkich smarów litowych, czy tylko reliktów w stylu ŁT-43…

      Jeśli będziesz robił serwis zgodnie z poradnikiem (czyli regularnie), to moim zdaniem nie ma czym się przejmować. Ale z drugiej strony: jak już porządnie i regularnie dbać o amortyzator, to czemu nie zainwestować w pewny smar…?

      Mi Slick Honey schodzi w takim tempie, że puszeczka wielkości małego kremu starczy chyba na całe życie ;) (naprawdę nie ma sensu dawać go dużo)

      1. Wersja BARDZO budżetowa to wazelina techniczna, ale tak jak napisał Michał warto zainwestować w lepszy smar.

    2. Racja, więc zainwestuje kilkadziesiąt cebulionów w odpowiedni smar. ;) Będzie serwis dampera do kompletu?

      Dzięki i pozdrawiam :)

  2. Dwia małe uzupełnienia:

    1. Procedura tyczy się widelców z zamkniętym systemem tłumienia. Jeśli masz np. Marzocchi sprzed 2007, w którym chlupie pół litra oleju trzeba pamiętać, żeby wypłukać tłumiki ze starego oleju. To samo tyczy się starszych Foxów z pół otwartym systemem tłumienia.

    2. Co do gwintu w Manitou, popychacz (shaft) tłumika na końcu posiada gwint prawy i jest wkręcony bezpośrenio w dolną goleń. W związku z tym podczas serwisu w celu demontażu należy wkręcić śrubę do wnętrza goleni.

    1. To prawda, w przypadku amortyzatorów z kąpielą olejową, jakakolwiek rozbiórka wiąże się w zasadzie z pełnym serwisem. Ale też raczej nie ma potrzeby opisanego tu regularnego serwisu „smarującego”.

  3. Przy zalecanym interwale 100 czy 125 godz. generalny serwis raz do roku to zdecydowanie za rzadko. Tyle można zrobić w mniej niż 2 mies.

    Kupując jakiegokolwiek fulla trzeba się liczyć z rocznymi kosztami eksploatacji na poziomie 1-3 tys. zł i więcej, jeśli chcemy dbać o amortyzatory zgodnie z zaleceniami producenta. Tutaj najlepiej wypada RS, który pozwala na całkowicie samodzielny serwis wszystkich swoich produktów bez utraty gwarancji, a najgorzej chyba Fox.

  4. W imieniu całych intetnetów dziękuję za poradnik – bardzo przejrzysty i przydatny i do rzeczy i ładnie i składnie napisany. 10/10 would read again.

  5. Cześć, świetny poradnik dobrze opisany i zilustrowany.

    Powiedz mi tylko, czy Rock Shox dopuszcza samodzielne wykonanie takiego serwisu w nowym amortyzatorze?

    Pozdro Koper.

    1. Rock Shox udostępnia szarym użytkownikom manuale serwisowe, więc raczej nie ma nic przeciwko ;) We wspomnianych manualach takoż piszą:

      We recommend that you have your RockShox suspension serviced by a qualified bicycle mechanic.

      Słowo klucz: recommend :)

  6. Zasadniczo umiejętności manualne mam, ale cykor przed samodzielnym rozłożeniem amorka jest silniejszy. Poczekam aż kupię nowy amor RAIDON/EPIXON i wtedy poznęcam się nad starym :)

    1. Przyznaję, że rozbiórka całego amora na części pierwsze może być na początku odstraszająca (jak pisałem, sam tego nie robię), ale odkręcenie 2 śrubek i ściągnięcie dolnych goleni da się przeżyć ;)

  7. Uważam że czas podany przez producentów po jakim należy przeprowadzić serwis jest mocno zaniżony ( wyjątek BOS :) ) W moim przypadku wymagało by to około 10 serwisów rocznie. Na rok jeden pełny serwis i 1-3 serwisy małe wystarczą. Oczywiście im częściej tym lepiej ale to już przesadne dbanie o sprzęt. Wpływ na to mają też warunki atmosferyczne i styl jazdy. Dobrze będzie jak ludzie w ogóle zaczną serwisować amortyzatory, bo duża większość tego nie robi. Przynajmniej raz w roku oddać go na pełny serwis lub zrobić to samemu. Ludzie boją się że sobie nie poradzą, a to nie jest bardzo skomplikowane. Fajny patent na „odpierdnięciem„ za pomocą zipa:) Czekam na kolejne artykuły sprzętowe, może hamulce?

  8. Witam. A wziąłeś pod uwagę kolego fakt, że ktoś boi się rozkręcać amora bo jeśli źle go skręci to na trasie zrobi sobie bubu? Ja znam osoby które generalne serwisy robią co tydzień ale jak wyjadą w nocy na trasę to.. oświetlenie przednie to tylko czołówka, tylne wyładowane itd.. Kurcze – jeśli kogoś stać na rower za kilka tysi i serwisuje go co tydzień to niech też taki rower będzie w zgodzie z zasadami ruchu bo was też przepisy obowiązują.

    1. Eee… Jaki jest związek między prawidłowym przykręceniem dwóch śrubek a jazdą bez oświetlenia??? :|

  9. Nie trzeba wygrać w lotka, żeby móc sobie pozwolić na dobre dbanie o sprzęt. Komplet uszczelek do Pike’a/Monarcha to ok. 180 zł, do Reverba – 230 zł. W wypadku Pike’a i Reverba nie ma żadnego interwału, po którym trzeba wymienić uszczelki, ale przyjmijmy, że dla bezpieczeństwa robimy to co 200 godz.

    W ciągu 200 godz. wydajemy ok. 350-400 zł na serwis Monarcha i drugie tyle na Pike’a i sztycę, co daje 750-800 zł/200 godz, albo 3,75-4 zł/godz.

    W Polsce właściwy sezon trwa maks. ok. 180-200 dni. Jeżdżąc średnio 2-3 godziny dziennie wydamy na materiały eksploatacyjne 1350-2400 zł, co nie jest małą sumą, ale też nie kosmiczną.

  10. Czy ktos na prawde sciaga sprezynki z uszczelek? Mi jeszcze nigdy takowe nie spadly podczas czyszczenia. Czy podczas sciagania i pozniejszym ich zakladaniu nie ulegna one uszkodzeniu?

    1. Ja prawdę mówiąc też nigdy ich nie ściągałem, ale ufam doświadczeniu Jacka z mBike :)

    2. Agnieszka Piątyszek

      Przy ściąganiu nie ma opcji, żeby sprężynki uszkodzić, za to można porządnie wyczyścić uszczelki bo właśnie tam lubi gromadzić się piasek. :)

  11. Czy powyższy instruktaż dotyczy również widłów ze sprężyną stalową? Mam takiego RockShoxa na którym bym sobie poćwiczył nim zepsuję Foxa za dupsztylion dolarów. Trawi mnie jednakowoż wątpliwości dot. owej sprezyny. Nie uczyni mi ona dziury w elewacji podczas odkrecania owych srubek?

    1. Spokojna głowa, sprężyny siedzą w górnych goleniach, których przy podstawowym serwisie nie ruszasz.

      Pytanie tylko, czy nie masz tam otwartej kąpieli (zobacz komentarz Kapitana Snuji z 19.10 21:23). W takim wypadku będziesz musiał wymienić cały olej, a wtedy warto już pomyśleć o rozebraniu i dokładnym wyczyszczeniu wszystkiego.

    2. Wywołany do tablicy zgłasza się. Z tego co mi wiadomo Rock Shoxy zawsze miały zamknięty kartusz olejowy, zatem opisaną w artykule metodę można śmiało stosować względem wszystkich modeli, niezależnie jaką mają sprężynę.

      1. Hm, po głowie chodził mi taki vintage jak Psylo… Ale kilka lat minęło, odkąd do takiego zaglądałem, więc zapewne jest tak jak piszesz :)

        1. Fakt, pierwsza wersja HydraCoil była otwartą kąpielą, ale ten tłumik dość szybko zastąpił HydraCoil2, który tradycyjnie dla RSa miał kartusz.

  12. Ooo… matko, jakie bzdury z tym odpierdzianiem za pomocą zipa :P Jak żyję i serwisuję amortyzatory pierwsze słyszę o tym, że amortyzator to pompka pompująca powietrze pod uszczelki :D Ogranicz pisanie poradników… Pozdro

    1. https://www.youtube.com/watch?v=blHaC1mMiWM

      PS. „Odpierdywaniem”, nie „odpierdzianiem” – fachowymi terminami posługujmy się prawidłowo :P

  13. Odpowiadajac w stylu kolegi „Ooo… matko”, filmik z YT jako potwierdzenie informacji Wiesz, ze na YT sa filmiki z kosmitami? Dla mnie tez do odpierdywanie amortyzatora jest bez sensu i może tylko zaszkodzić uszczelką.

    A zdanie z pompowaniem powietrza pod uszczelki przez amortyzator to juz totalny wymysl autora teksu

    1. Wystarczy zwrócić uwagę na autora tego filmiku, którym nie jest Pan Zenek z zieleniaka, ani anonimowy Jacek z blogowego komentarza. Jeśli to nie jest dla Ciebie rzetelne źródło informacji, to mój blog tym bardziej się nie nada ;) Niestety nie mam pod ręką cytatu z Biblii na potwierdzenie swojej tezy ;)

      Tekst o „pompce” to owszem, duże uproszczenie, mające na celu zobrazowanie żródła ciśnienia narastającego pod uszczelkami w wyniku pracy amortyzatora. Takich uproszczeń znajdziesz na blogu więcej, więc rada na przyszłość: nie bierz wszystkiego dosłownie. To nie Gazeta Wyborcza ;)

      Odpierdywanie jest podane w tym poradniku jako dodatkowa operacja doraźna, nie narzucam obowiązku jej stosowania, ani nawet wierzenia w jej skuteczność. Zwłaszcza, jeśli ktoś się boi, że może to zaszkodzić uszczelkOM (co zależy wyłącznie od staranności wykonania tej operacji, o czym wspomniałem w poradniku).

      U mnie jednak ten sposób działa i nie jestem jedyny:
      http://forums.mtbr.com/shocks-suspension/air-pike-lowers-psa-929695.html

      PS. Swoją drogą, witam gości z forumrowerowe.org ;)

      1. Krowa to samolot – to też uproszczenie nie bierz tego dosłownie :D

      2. A jeśli amortyzator ma dodatkowo uszczelki olejowe ? To taki zabieg da się wykonać ?

  14. Jestem jak najbardziej za odpiardywaniem. Kto ujeżdżał FOX’a 40 ten wie do czego przydają się w nim zawory spustowe (chyba taka nazwa „air bleed valves”). Bąkiem bym tego nie nazwał, ale z trochę tego ulatuje. Podejrzewam że przy ostrym trzepaniu przez jakiegoś prorajdera, raz na zjazd trzeba upuścić…

    http://ep1.pinkbike.org/p4pb8449370/p4pb8449370.jpg

  15. Ja mam pytanie dotyczące środka do mycia amorka. Na zdjęciu woda jest spieniona, czyli jakiś detergent został użyty, jaki mianowicie ? :P

    1. Mr. Muscle cytrynowy o ile dobrze pamiętam :P

      Płyn do mycia naczyń sprawdza się bardzo dobrze, podobnie jak wszystkie rowerowe specyfiki typu Muc-Off.

  16. No chyba będę zmuszony wyjątkowo użyć tego nieprofesjojalnego płynu do naczyń xD. Jutro wyjeżdżam na poważna wyprawę i dzisiaj muszę doprowadzić amor do trzeźwości.

  17. Spoko. Zawsze się człowiek może czegoś nauczyć.
    Tylko jak pryknąć z Coil’a? ;P

  18. Agnieszka Piątyszek

    Poradnik fajny ale mam trzy uwagi:
    1. Gąbeczek lepiej nie czyścić rozpuszczalnikiem a zamiast tego wypłukać je kilka razy w oleju (nasączasz, wyciskacz z 3-4 razy). Niestety niektóre rozpuszczalniki powodują ich puchnięcie i potem można mieć niespodziankę bo nie zmieszczą się w swoje miejsce.
    2. Gąbeczki lepiej wyciągnąć PRZED czyszczeniem dolnych lag bo one najczęściej magazynują brud
    3. W niektórych amoryzatorach otwieranie dolnych lag bez wybijaków może się źle skończyć (u nas na serwisie co najmniej kilka wygiętych końcówek tłumika oraz uszkodzonych gwintów np. w tłumikach rc2 w foxie bo nakrętka łapie ledwie kilka zwojów gwintu).

  19. Agnieszka Piątyszek

    A z tym odpierdywaniem to jest trochę inaczej ;). Jak wciskasz przy tym amora do zera to nie ucieka nadmiar powietrza tylko robisz po prostu podciśnienie w amorze. Niestety amortyzator będzie dążył do tego żeby ciśnienie się wyrównało więc po pewnym czasie znowu się uzupełni. To że amor robi się bardziej miękki to właśnie jest podciśnienie – robisz jakby dodatkową sprężyne negatywną dlatego wydaje się, że amor chodzi płynniej. Tak samo robiło się 10 lat temu z marcokami – jak była dla kogoś za twarda sprężyna robiło się podciśnienie i pasowało ;).
    Amory robię trochę lat i niestety nie zdarzyło mi się żeby po odkręceniu śrub od dołu nagle wyleciało powietrze, więc to zbieranie się nadciśnienia uważam za mit.

  20. Jestem zielony w temacie, ale intensywnie się uczę czytając powyższe teksty.
    Mam bardzo stary (zabytkowy rower Grisley Mega3 chyba z 1995 roku) z amorem Marzocchhi Zokes2, który upadł do parteru. Prawdopodobnie wyciekł olej, bo zaworka powietrza nie widać. Doradzcie co z ‚dziadem’ zrobić, bo rower alu fajny.
    Z góry wielkie dzięki.

    1. Obawiam się, że najlepszym wyjściem będzie po prostu oddanie go do dobrego serwisu.

  21. Cześć,

    mam problem ze zrozumieniem instrukcji na stronie producenta. Jakiego oleju powinienem użyć dla amortyzatora RS Revelation Solo Air ( amorek jak w Soilu z 2016r) ?

    1. Rzuć link do tej instrukcji, to zobaczymy co tam zakodowali ;)

        1. Tylko, jeśli robisz pełny serwis – to jest olej do tłumika.

          Jeśli robisz tylko podstawowy przegląd jak w tym artykule (czyli czyszczenie i smarowanie dolnych goleni), to musisz patrzeć w pole „Lower Leg”.

          Wychodzi więc po 5ml oleju 15wt na stronę.

          Jeśli jednak wlejesz ciut więcej (ale bez przesady ~10 ml), albo innej lepkości, to też nic się nie stanie – to tylko smarowanie.

          1. Wielkie dzięki :)

  22. Karol Chytrzyński

    Jako początkujący rider mam kilka pytań:
    http://www.xfusionshox.com/images/service_center/torque_chart.xlsx
    Jak rozumieć „Oil heights” (arkusz forks)?? To jest poziom oleju w milimetrach, czy ilość mililitrach? Czy może w jakichś innych jednostkach?
    I jeszcze jedno pytanie gdzie wlewa się olej do komory powietrznej? Trzeba wykręcić zawór AV od góry czy jakoś inaczej?

    1. Wartości, z tego co widzę, są podane w ml.

      Olej do komory wlewa się wykręcając górny korek (najczęściej potrzebny jest klucz nasadkowy 24 mm). Niemniej jednak nie wchodzi to już w zakres tego poradnika ;)

  23. Cześć, mam pytanie przed pierwszym serwisowaniem Sektora z mojego Soila, czy do czyszczenia wnętrza można użyć benzyny ekstrakcyjnej albo degreasera Shimano?

    1. Można, ale tak jak przy wszystkim, trzeba potem bardzo dokładnie wytrzeć/wysuszyć.

  24. Hej a powiedzcie mi jak często wymieniacie gąbeczki i uszczelki na nowe? Po każdym serwisie,raz na rok czy jak już widać ślady ubytków. Pozdrawiam

Dodaj komentarz do tekstu Jak dbać o amortyzator? Podstawowy serwis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Mind-hacks: 10 podstaw techniki jazdy

Skill / 

Wyobraź sobie, że atakujesz trudny trawers. Czujesz się jakoś nietego, rower Ci pyskuje i znosi na boki. Wtedy coś sobie przypominasz i od razu ciśniesz jak Barel. No, może nie aż tak, ale prawie. To coś to mind-hacks, czyli malutkie pigułki wiedzy, które warto mieć w głowie, bo przy minimalnym wkładzie kombinowania dają maksymalny efekt na szlaku. Ja takie porady lubię najbardziej, bo nie wymagają całodziennego, mozolnego wdrażania w życie i łatwo je zapamiętać.


Pozycja

1. Ciężkie stopy, lekkie ręce

Nogi służą do utrzymywania Twojej masy. Ręce do kierowania. Choćbyś brał na klatę tyle, co Pudzian w dobry dzień (czyli miljon), Twoje nogi i tak będą dużo silniejsze od rąk, więc trzymaj się tego. Pozwól nogom pracować z terenem – na spadkach i w zakrętach „pompuj” rower przez pedały, nie przez kierownicę. W ten sposób rower będzie stabilny, bo Twoja masa będzie pewnie podparta w najniższym możliwym punkcie.

Z kolei jak najlżejszy chwyt kierownicy zmniejszy napięcie mięśni rąk, które i tak mają już… pełne ręce roboty. Większość początkujących ma „napompowane” przedramiona już w połowie zjazdu, co ogranicza możliwość swobodnego sterowania rowerem i efektywnego hamowania. Stojąc na rowerze, znacznie ograniczysz ten problem.

2. Pięty nisko

Opuszczenie pięt bardzo pomaga w utrzymywaniu „ciężkich nóg”, ogromnie poprawia przyczepność na pedałach platformowych, pomaga w hamowaniu i pośrednio zmusza do lepszej pracy nogami na nierównościach terenu. Kostki zapewniają Ci jakieś 3 cm skoku „zawieszenia”, kolana i biodra – co najmniej 20 cm. Olej więc amortyzowanie kostkami. Zdarza Ci się przytrzeć piętami o ziemię? Jest dobrze.

3. Łokcie szeroko

Powiecie: „no dobra, ale co z dociążaniem przedniego koła w zakrętach?”. Nie ma co z nim przesadzać, bo przy dociążaniu pedałów, dociążasz równomiernie obydwa koła. Pomagają w tym też rozstawione na boki łokcie. Jest to tzw. „silna pozycja” lub „pozycja ataku” lub „tygrys”. Zasada jest jak przy robieniu pompek – spróbuj zrobić dziesięć trzymając łokcie przy ciele (za ew. kontuzje autor nie ponosi odpowiedzialności).

Jak już pozbierasz się z podłogi i pójdziesz na rower, pamiętaj o trzymaniu kierownicy tak, jakbyś (prawidłowo) robił pompki. Pompowanie (nomen omen) roweru będzie dużo bardziej naturalne i mniej męczące. A przy okazji Twoja klatka piersiowa automatycznie wyląduje nad mostkiem, czyli tam, gdzie powinna być, żeby przednie koło było dobrze dociążone.

Techika jazdy - pozycja


Wzrok

4. Patrz jak najdalej

Odległość, w jakiej obserwujesz szlak jest odpowiednikiem pedału gazu w samochodzie. Patrzysz daleko – jedziesz szybko. Patrzysz blisko – zwalniasz. A do tego szansa, że jakiś głaz nagle wyrośnie na środku Twojej linii jest większa.

5. Skanuj teren

Patrząc daleko, nie skupiaj wzroku na detalach, wszystkich i tak nie przeanalizujesz – skanuj szlak całościowo. Patrz gdzie chcesz jechać, a na przeszkody ciało zareaguje automatycznie dzięki widzeniu peryferyjnemu, które dużo szybciej karmi mózg informacjami, niż kiedy starannie oceniasz każdy kamień.

Zaufaj swojemu doświadczeniu lub po prostu pozwól swojemu zajebistemu rowerowi robić swoją robotę.

6. „Nie widzę przeszkód”

Skanowanie terenu zmniejsza też ryzyko fiksacji wzroku, czyli zapatrzenia się w przeszkodę, w którą za żadne skarby nie chcesz wjechać. Pamiętaj, że rower zawsze pojedzie tam, gdzie patrzysz – ciało reaguje automatycznie i bardzo trudno zmusić je, żeby działało inaczej. Jak upatrzysz sobie na szlaku wielki, upierdliwie ułożony korzeń, który na bank przybliży Cię do Matki Ziemi, to bądź pewien, że w niego wjedziesz, pod najgorszym możliwym kątem.

Skanując teren, ucz się filtrować przeszkody, których na pewno chcesz uniknąć – pomijaj je i zamiast tego wypatruj „linii najmniejszego oporu”. Złota zasada to:

Patrz tam, gdzie chcesz jechać, nie na to, czego chcesz uniknąć


Zakręty

mind-hacks-technika-jazdy-pozycja-zakret1

7. Skręcaj laserowym pępkiem

W zakrętach powinno się skierować ciało w kierunku, w którym chce się jechać. Możesz kombinować z każdą częścią ciała po kolei, albo możesz wyobrazić sobie, że masz laserowy pępek, którego wiązka wskazuje kierunek jazdy. Skieruj go w ostry łuk w prawo, a reszta ciała za nim podąży. Tak samo działa sterowanie biodrami, ale c’mon, nic nie przebije laserowego pępka! :)

8. Pochylaj rower, nie ciało

W zakrętach musisz mocno pochylić rower, bo zasada działania roweru tego wymaga. W końcu rower NIE skręca przez zwrócenie kierownicy w kierunku zakrętu. Chyba, że ma boczne kółka. Nie jest jednak potrzebne składanie w zakręty ciała, niczym w Moto GP.

Trzymaj tułów jak najbardziej w pionie, dzięki czemu szybciej zareagujesz na kolejny zakręt, zmiany w przyczepności i inne przeciwności losu.

9. Łokieć prosto

Żeby mocniej pochylić rower, wyprostuj wewnętrzny łokieć (zakręt w prawo – prawy łokieć). W ten sposób popchniesz koniec kierownicy do przodu i zapoczątkujesz/pogłębisz zakręt metodą przeciwskrętu. Tyle że zwyczajnie pamiętając o wyprostowaniu łokcia, nie musisz nawet wiedzieć, co to jest przeciwskręt.

10. Głowa kurczaka

Jak już kładziesz się razem z rowerem (np. w szybkich bandach), trzymaj pionowo samą głowę. Na początku jest to trochę nienaturalne, ale jest to bardzo fajny motocyklowy hack na błędnik odmawiający współpracy przy przechyłach przekraczających „normalne” kąty, tzn. takie które osiąga się idąc pieszo na zakupy do Biedronki. Dzięki temu mózg pomyśli, że wcale tak mocno się nie pochyliłeś i umożliwi Ci głębsze złożenie. Głowa ustawiona pionowo to też bardziej naturalne „czytanie” terenu i kontrola innych reakcji.

Druga sprawa to takie „wypełnianie” nierówności terenu ciałem, żeby głowa jechała jak po gładkim asfalcie. Bez nagłych zmian wysokości i bez wstrząsów. Cała reszta ciała pracuje, a głowa płynie przed siebie, spokojnie skanując teren, jak u kurczaka*:

* wyjątek możesz zrobić przy backflipie i 360.


Dość czytania, teraz śmigaj na rower i sprawdź, czy to przypadkiem nie jakieś bzdury ;) Daj znać w komentarzu, czy zasada minimum wiedzy – maksimum efektu się sprawdziła.


Czytałeś już wcześniejsze artykuły z serii Skill?

Jeśli nie chcesz przegapić kolejnych, polub 1Enduro na Facebooku albo zapisz się do newslettera!

  1. Ekhm… z tego co mi wiadomo, to poprawna pompka to właśnie łokcie przy ciele ;)

    1. …padłeś ofiarą spisku , albo chodziłes na karate ;) a tam jak wiemy kochają sobie utrudniać hehe..

    2. … obie wersje są poprawne :) Pompki z dłońmi na szerokość barków i łokciami przy ciele są ćwiczeniem na tricepsy, zaś przy dłoniach nieco szerzej i z łokciach na zewnątrz — na klatkę.

  2. Na kursie moto lata temu ujęli to jeszcze lepiej: „Patrz gdzie jedziesz, bo jedziesz tam gdzie patrzysz”.

  3. Co jest trudnego w pompkach z rękoma przy ciele? ;)

  4. Czyli na następnych zawodach dodatkowy OeS – pięćdziesiąt pompek z rękami przy ciele.

  5. zkąd zaczerpneliście rozdział o głowie kurczaka??? bo dla mnie to totalny absórd. Bez urazy oczywiscie ale uważam aby zrobić dobry zakręt głowa powinna być pierwszą częścią ciała która pokonuje zakręt tak samo przy pokonywaniu innych przeszkód na trasie. Najpierw głowa potem reszta ciała
    czyli jezeli pochylasz głowe automatycznie pochyla sie twoje ciało. nie umiesz sie pochylić w bandzie skręcająć w lewo??? przybliż lewe ucho do lewego ramienia. a caiło samo złoży sie do zakrętu. przybliż lewe ucho do lewego ramienia siedząc teraz przed komputerem. za głową niznacznie w lewo wychili się twój kręgosłóp a razem z nim przemiesci się w lewo środek ciężkości. banalnie proste a jakże przydatne. podobnie jezt przy pompowaniu. pompouj głową a reszta ciała zrobi dokładnie to samo.
    (czytająć rozdział nie życze nikomu z takimi wskazówkami jechać wallride’a)

    1. Odpalając moją wróżebną szklankę z fusami, wydaje mi się, że autor pomylił dwa rodzaje zakrętów. Co innego pochylanie samego roweru mocno w PŁASKICH zakrętach ( jak tutaj u Barela https://youtu.be/gF5K9V2w6W8?t=2m34s) – tam rzeczywiście głowa zostaje bardziej prostopadle.
      Przy trasach takich bardziej DH z zakrętami „jak wallride”, gdzie wchodzi się w zakręt z równoległymi pedałami, pochylanie głowy mi osobiście pomaga.

    2. Tak jak napisałem, ten trick jest zaczerpnięty ze światka motocyklowego.

      Na mnie działa bardzo dobrze :) Wcześniej przez wiele lat mi się wydawało, że trzeba głową „ciągnąć w zakręt” i poza tym, że śmiesznie wyglądałem na zdjęciach, nie przekładało się to na kąt złożenia. Jasne, to działa przy inicjacji zakrętu, ale jeśli faktycznie chce się bardziej pochylić, to na mnie zupełnie to nie działa. Głowa zgięta jak u upośledzonego, ciało coś tam podąża, ale rower dalej pionowo – przyczepność i równowaga do dupy.

      Zresztą, kim ja jestem, żeby się wymądrzać, zapytajmy Gwina ;)
      http://p.vitalmtb.com/photos/users/825/photos/33653/s1200_mdelorme_PA_Grand_Prix_7488.jpg

      PS. Wallride’y w enduro zdarzają się stosunkowo rzadko ;)

  6. kurczak miszcz !

  7. po testowałem dziś „Patrz gdzie jedziesz, bo jedziesz tam gdzie patrzysz” – potwierdzam działa dobrze ;)

    nawiązując do filmiku z kurą „cziken lajn” nabiera nowego znaczenia ;D

  8. z podstawowych info endurowych: jak by co to przy 360 tez zaczynasz wszystko glowa i od połowy patrzysz juz na lądowanie :)

  9. Kurczaki górą :-)

  10. Zasada jest banalnie prosta „jak się nie wyp….lisz to się nie nauczysz”

    1. Taa… Bez przekleństw nawet się rymuje :P
      „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”

  11. Super poradnik, naprawdę wszystko prosto na chłopski rozum napisane. Od jakiegoś czasu czytam forum i za każdym razem znajduję coś ciekawego i przydatnego! Mega strona, bardzo dziękuję i pozdrawiam!

  12. Dzisiaj testowałem głowę na kurczaka i laserowy pępek. Powiem tyle naprawdę ma to sens!!! Bardzo fajny poradnik. Pozdrawiam

  13. Ten laserowy pępek zaimponował mi. Faktycznie jak skieruje go na jakąś dupeczke, to pod wieczór ruchanko jest ,hehe.

Dodaj komentarz do tekstu Mind-hacks: 10 podstaw techniki jazdy

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top