Czy da się dopasować zły rozmiar ramy?

Porady, Sprzęt / 

W artykule o dobieraniu prawidłowego rozmiaru wspomniałem o tym, że zły rozmiar ramy da się troszkę „naciągnąć” ustawieniami kokpitu. Nie jest to wprawdzie optymalne rozwiązanie, bo idealnie dobranego rozmiaru nic nie zastąpi, ale co zrobić, jeśli np. byłeś na granicy i nie do końca jesteś zadowolony ze swojego wyboru? Wbrew pozorom, opcji jest całkiem sporo i dają one duże pole manewru: na poziomie rozciągnięcia lub skurczenia roweru nawet o dwa rozmiary!

Długość mostka

Założenie krótszego lub dłuższego mostka to zwykle pierwsze, co przychodzi do głowy. Żeby jednak nie spieprzyć zbytnio prowadzenia roweru, trzymaj się zakresu 30-60 mm. To ponad rozmiar różnicy (ramy zwykle różnią się między rozmiarami o 20-25 mm)!

jak-dopasowac-rozmiar-ramy-3

Wysokość mostka

Podniesienie mostka efektywnie skraca rower i prostuje pozycję – bardziej, niż myślisz! Wynika to głównie z bardziej poziomej (a tym samym „dłuższej”) pozycji ramion. Jeśli zależy Ci na odwrotnym efekcie, możesz obrócić mostek do góry nogami. Zazwyczaj jednak wystarczy przełożenie podkładek nad/pod mostek – dlatego zawsze warto mieć mały zapas długości rury sterowej.

Dopasowanie rozmiaru - wysokość mostka 1

Dopasowanie rozmiaru - wysokość mostka 2

Wysokość kierownicy

Jeśli zakres regulacji mostka nie wystarcza, możesz też pomyśleć o wyższej/niższej kierownicy. Standardowy wznios większości kierownic to 20-25 mm, ale są też modele „flat” (0-10 mm) jak i „riser” (30-50 mm).

Dopasowanie rozmiaru - wznios kierownicy

Szerokość kierownicy

Szersza kierownica, poza poprawieniem kontroli nad rowerem, efektywnie wydłuża rower poprzez szersze rozstawienie ramion. Jeśli masz szerokie ramiona i długie ręce, możesz przywalić wiosło szerokie jak szczęka Julii Roberts, ale najbezpieczniej trzymać się sprawdzonego zakresu 740-780 mm. Poniżej niego warto schodzić tylko w ekstremalnych przypadkach (niski rider, duuuża rama).

jak-dopasowac-rozmiar-ramy-11

Kąt kierownicy

Kilka milimetrów zyskasz (lub stracisz) obracając kierownicę w mostku. Ma to znaczenie przede wszystkim dla pozycji na stojąco, bo obracając kierownicę „do przodu”, zwiększasz odległość od pedałów do gripów. Jednocześnie rośnie jednak wysokość gripów od ziemi, więc różnica na siedząco może być trudna do wyczucia.

Dopasowanie rozmiaru - kąt kierownicy 2

Dopasowanie rozmiaru - kąt kierownicy 3

Przesunięcie siodła

Zakres regulacji na prętach często przekracza 30 mm – jest więc bardzo duży. A do tego dochodzi możliwość wymiany sztycy na taką z mniejszym/większym offsetem. Uważaj jednak na kąt rury podsiodłowej i pozycję kolan względem pedałów. O ile przesunięcie siodła maksymalnie do przodu ma taki sam efekt, jak modne ostatnio strome rury podsiodłowe (lepsze rozłożenie masy na podjazdach), to z wysuwaniem go do mocno tyłu lepiej uważać.

Dopasowanie rozmiaru - przesunięcie siodła 2

Dopasowanie rozmiaru - przesunięcie siodła


Podsumowanie

Jeśli masz za małą ramę, możesz:

  1. Przełożyć podkładki nad mostek;
  2. Obrócić kierownicę w mostku „do przodu”;
  3. Przesunąć siodło do tyłu;
  4. Założyć szerszą kierownicę;
  5. Kupić dłuższy mostek.

Polecam tą kolejność – zacznij od opcji darmowych i jak najmniej wpływających na kontrolę nad rowerem, a do dłuższego mostka (zwłaszcza powyżej 60 mm) uciekaj się w ostateczności.

Jeśli masz za dużą ramę, możesz:

  1. Przełożyć podkładki pod mostek;
  2. Obrócić kierownicę „do tyłu”;
  3. Przesunąć siodło do przodu;
  4. Kupić krótszy mostek;
  5. Skrócić kierownicę.

Jesteś w bardziej komfortowej sytuacji, bo mając za długą ramę, możesz uzyskać coś w stylu geometrii progresywnej, z bardzo krótkim mostkiem i stromym kątem rury podsiodłowej („symulowanym” przez przesunięcie siodła do przodu). W tym przypadku jako ostateczność traktuj przycinanie kierownicy.

Pamiętaj jednak, że regulacje te wpływają na Twoją pozycję na rowerze, ale parametry takie jak baza kół czy reach/stack są niezmienne. Przy zbyt dużych zmianach prowadzenie roweru będzie słabe jak prąd w dynamo. Dlatego też nie traktuj ich jako wymówki dla rozmiaru wybranego na chybił-trafił, czy też świadomego kupowania złego rozmiaru, „bo okazja była”. Warto jednak pamiętać o tych możliwościach przy fine-tuningu swojej nowej fury!


PS. Nie wiem, czy widziałeś, ale od niedawna 1Enduro możesz znaleźć też na Instagramie! Jeśli interesują Cię hipsterskie zdjęcia zza kulisów powstawania bloga, zachęcam do obserwowania @1enduro :)

Rzuć też okiem na powiązane artykuły:

 

  1. Nie zgodzę się z obracaniem kierownicy. Ona zawsze powinna być piono jak jeździmy bardziej wyczynowo, pozwala to na uzyskanie odpowiedniej pozycji ataku, z resz o tej pozycji mozna u Ciebie poczytać ;) przekraczając kierownice np. w tył automatycznie nasze łokcie podczas jazdy wędrują blisko ciała.

    1. Co to znaczy, że kierownica ma być pionowo?

      Zdecydowanie nie ma jednego, jedynego słusznego kąta kierownicy. Po to jest ta regulacja, żeby dopasować gięcie to własnej anatomii. Jeśli ktoś ma optymalny setup i za mocno obróci kierownicę, to może będzie taki efekt jak piszesz. Ale zauważ, że cały ten artykuł dotyczy sytuacji, gdzie setup nie jest optymalny ;)

      1. Większość kierownic ma sugerowany poziom i jest to najczęściej najwygodniejsza dla rąk pozycja (na przodzie kierownicy linia pozioma ktora powinna byś na środku-poziomo). Jednak zauważyłem że wiele osób preferuje właśnie kierownice „pionowe” co moim zdaniem jest mega niewygodnie, ale wydłuża pozycje

        1. Właśnie o tym mówię dla mnie pionowa pozycja kierownicy to pozycja w której linia jest idealnie w poziomi :) Oczywiście małe przekręcanie kierownicy +/- nie wiem 5 stopni? jest okej ale większe przekręcanie kierownicy powoduje nieodpowiednią pozycję, a zwłaszcza nieodpowiednie ułożenie nadgarstków.

          1. OK, nie twierdzę, że końce kierownicy mają „wisieć” w dół, albo sterczeć pionowo do góry – dlatego w artykule są zdjęcia ;)

    2. Bzdura – po to masz krzyż (podziałkę) na kierownicy aby ustawić ją pod takim kątem jaki jest odpowiedni dla Ciebie, każdy ma inne preferencje, różną długość ramion, lubi inną pozycję itd. Dlatego masz możliwość regulacji i nie ma jednego optymalnego ustawienia jak to nazwałeś (pionowego).

    3. kierownica tylko ‚do siebie’
      no chyba ze masz dirt bike, bmx czy trialowke… :)

  2. Zauważyłem niestety mocno negatywny skutek „powiększania” ramy przy obniżaniu mostka. Zwróć uwagę na wysokość położenia kierownicy (konkretnie gripów – czyli punktu styku z tą częścią roweru) względem wysokości siodła. Z reguły siodło jest wyżej od gripów o kilka cm. Zmieniamy kierę na płaską, mostek 2 podkładki w dół oraz przekładamy na ujemny kąt. Nagle robi nam się 10 cm różnicy lub więcej. Wrażenie jest takie, że rower chce nam uciec pomiędzy nogami na każdej większej nierówności.
    Wniosek wyciągam taki, że niestety musimy wybrać mniejsze zło:
    A) niiisko kierownica pod siodłem i słabsza kontrola w terenie, za to bardziej wyciągnięta pozycja
    B) mniej wygodna pozycja, ale kiera wyżej
    C) płacimy za nową, większą ramę, pasujący amortyzator, koła w nowym standardzie, bo przecież piasty na QR nie pasują i cieszymy się z naszego starego, sprawdzonego siodełka, które jako jedyne pozostało po zmianie :P

    1. No niestety – wszystkie opisane tu metody sprawdzają się w ograniczonym zakresie i są kompromisem. Najlepiej – tak jak Ty – sprawdzić je samemu i ocenić, które kompromisy są akceptowalne, a które nie.

      Gdybym ja u siebie miał siodło o tyle wyżej od kierownicy i czułbym się z tego powodu niekomfortowo, szukałbym brakujących milimetrów gdzie indziej.

      PS. Ramę/rower w odpowiednim rozmiarze da się też kupić bez ładowania się w nowinki – a nawet jest to teraz stosunkowo proste i tanie (bo wszyscy pakują się w nowinki) ;)

  3. Coś zainspirowało do tego wpisu? ;)

    1. Tak, chaos informacyjny na forach rowerowych ;)

  4. kręcenie kierownicą nie pozostaje bez znaczenia dla nadgarstków, przy nieodpowiednim kącie i długich zjazdach nadgarstki mogą być narażone na mocne obciążenia pod niekorzystnym kątem … i mocno boleć

    1. Jasne, ale o to właśnie chodzi w dopasowywaniu rozmiaru do siebie, żeby nic nie bolało ;) To po prostu jedna z opcji, które warto sprawdzić, jeśli rower nie pasuje.

  5. Ustawienie/obracanie kierownicy przerabiałem to rok temu jak zacząłem ostrzej po górach jeździć. Początkowo myślałem że to przez amortyzacje której prawie nie miałem w moim starym HT. Ale coś powiedziało żeby się pokręcić kierownicą i to pomogło najbardziej.

  6. obrót kierownicy ‚do góry’ wydluza takze mostek i to bardzo wyczuwalne jest.
    siedzialem na 2 rowerach (DH i enduro) ktore tak mialy, bardzo dziwnie sie prowadzily (jakby dlugi mostek byl), po obroceniu kiery bardziej ‚do siebie’, nagle zaczely sie ladnie zachowywac.

  7. Artykuł dobry raczej dla początkujących ponieważ spora część osób posiadające jakieś tam doświadczenie ma już wypracowane schematy, które mogą być zupełnie przeciwne do metod opisanych tutaj. Mimo iż setup możewydawać się nielogiczny to z subiektywnymi odczuciami się nie wygra :)

  8. Pan Tomek napisał, że guide RS są gąbczaste i brakuje mu twardej pracy XT. To zaskakujące bo moim zdaniem XT są bardzo gumowate. Mam wrażenie, że mógłbym klamkę ścisnąć tak, że wpada do samej kierownicy niezależnie od ustawiń stroke’a i odległości od klamki od kiery. Heble nie są zapowietrzone, sprawdzałem na 4szt. XT mają zaskakująco dużą siłę hamowania i małą modulację być może to Pan Tomek rozumie przez twardą pracę. Jednak praca samej klamki jest bardzo gumowata (gąbczasta), macając na postoju ciężko uwierzyć, że to może działać. Mimo problemów z odpowietrzaniem, „pompowaniem” klami i jej gumowatą pracą ten hamulec podczas jazdy skutecznie zatrzymuje.
    Pisząc XT mam na myśli M8000. Tym, którzy chcą oddać heble na gwarę bądź sprzedać, bo klamka się pompuje mówię – „nie idźcie tą drogą” próbujcie odpowietrzyć!

    1. Ciekawe… Akurat to, że Guide’y mają dość „miękkie” klamki (zakres użytecznej siły hamowania jest rozłożony na większym skoku), a Shimano „twardsze” (wyraźny punkt styku klocków z tarczą i potem już mały użyteczny skok) jest dość powszechną wiedzą. Jak widać, subiektywne odczucia są najważniejsze przy wybieraniu idealnego sprzętu :)

  9. Porady Wujka Tomka jak zwykle bezcenne! Miałam wrażenie,że moja big-hitowa „M”-ka jest o wieleeee za duża. A teraz,he,he…pasuje! Cud?

    Ale nie o tym mili Panowie & Panie: dostałam w prezencie pedały shimano xt pd-m785. Korci testować ale…liczę na Wasze doświadczenie i ” dobrą zmianę”,stop,tfu!,dobrą radę” :)

    Jak mam ustawić blok w bucie by ZYSKAĆ max power i sterowność? Bardziej w kierunku palców czy pięty? Piszcie bo…za oknem super. Thx all!

    1. Najpierw tak, potem tak :) W sensie, że trzeba samemu sprawdzić, jakie ustawienie najbardziej Ci pasuje, najlepiej zaczynając od skrajnych ustawień, a potem szukając swojego ulubionego.

  10. Sorki za wujka Tomka,Michale…ale te kliki to od niego stąd zamiszanie w głowie :) Tiaaaa…skrajne. A Ty jak jeździłeś na klikach TO jakie preferowałeś ustawienie bloków? Noo,nie daj się prosić. Lubię wysoką kadencję.Czyli blok bliżej środka stopy?Dobrze kumam?

    1. Spoko, na trzecie mam Tomek ;) Większość riderów DH/enduro preferuje bliżej środka stopy, tak jak piszesz. Ja jakoś zawsze w SPD jeździłem blisko środka, ale to może dlatego że nie przywiązywałem do tego jakiejś wielkiej uwagi ;)

  11. Taka rzecz zauważyłem. Chodzi o zmiany przy za malej ramie. Podkładki przełożyć nad kierownice a mostek z np wiekszym wzniosem. W takim przypadku chyba lepiej nie przekładać podkładek? Po przełożeniu mostek się obniża a potem dodać większy jego wznios to można wrócić do pkt wyjścia. Dobrze to rozumiem? Czy to nie ma powiązania?

  12. Mam problem.Rodzina :) czeka „na telefonie”,więc proszę o szybkość w poradach,oki? Mogę dostać za free coś takiego :
    http://www.chainreactioncycles.com/nukeproof-sam-hill-series-riser-bar-shotpeen/rp-prod135204

    I pytanie: rise 10 czy 20mm brać? Hęęę? Michale,Panowie,co radzicie?

    Mój dotychczasowy kokpit to Octane One Chemical PRO 31,8 750mm, rise 15mm,
    backsweep 9st,upsweep 3,5st, mostek”0″ st, Truvativ Hussefelt 40mm. Rama Big-Hit 2011, widelec 180mm.

    1. A cóż my Ci mamy doradzić? :) Wznios kiery to indywidualna kwestia. Chcesz mieć niżej kokpit – bierz niższą. Chcesz mieć wyżej – wyższą. As simple as that ;)

  13. No masz babo placek! Jasne,że indywidualna kwestia,Dude :)) Ale Nuke ma upsweep = 6st i stąd mój „niepokój”. Wysoki kokpit przy 180 skoku widelca z wersją 20mm wzniosu tej kierownicy może pozbawić mnie „frajdy” z podjazdów na moim klocku.Dlatego szukam kompromisu.

Dodaj komentarz do tekstu Czy da się dopasować zły rozmiar ramy?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Bikeporn: Trek Stache 7

Prezentacje, Sprzęt, Testy / 

Staszek wpadł do mnie tylko na parę piwek, ale i tak narobił niezłego zamieszania. No bo jak ocenić rower z takim bagażem skrajności i innowacji? Trek Stache łączy w sobie największe na rynku koła z najkrótszym tylnym trójkątem, a przy tym będąc aluminiowym sztywniakiem, kosztuje tyle, co dobry full enduro. Ba, jedna opona do niego jest warta tyle, co cztery do normalnego roweru! Dlatego nie licz na pełny test – większość czasu zajęło mi ogarnięcie, do czego w ogóle ten rower jest i kto jest jest na tyle szalony, żeby zapłacić za niego ponad 10 tys. złotych. Chyba mi się udało!

Bikeporn to nowa forma wpisów na blogu, dzięki którym będziesz mógł zajrzeć w każdy zakamarek testowanych przeze mnie rowerów. Będą to fotograficzne prezentacje połączone z przeglądem najciekawszych cech i elementów. Nie próbuj na ich podstawie wyciągać daleko idących wniosków ani nie przedstawiaj ich rodzicom – to nie są prawdziwe testy. Po prostu ciesz oczy rowerową pornografią!

 

Rower podesłał mi krakowsko-internetowy sklep Dobrerowery.pl – dzięki! Udało mi się nic nie popsuć, więc jeśli chcesz sprawdzić Staszka na własnej skórze, testówka czeka :) A i rabat w razie czego jakiś się na pewno znajdzie…


Trek Stache 7 - prawa

Wielkie balony, agresywne umalowanie, odważne krągłości i sylwetka, jakiej nie znajdziesz w żadnym rowerze z sąsiedztwa. Czyż Trek Stache nie jest idealnym kandydatem na gwiazdę bikeporna?

Trek Stache 7 - prawa 3

Wiecie, że facet rozpoznaje tylko 3 kolory? „Fajny”, „chujowy” i „pedalski”. Do której kategorii zaliczyłbyś ten tutaj…? Na żywo jednak lakier jest zdecydowanie fajny – głęboki metalik pozwala przymknąć oko na kolor.

Trek Stache 7 - left

Ale Stache to nie rower dla ludzi przejmujących się konwenansami i tym, „co ludzie pomyślą„. Jak się za chwilę przekonasz, malowanie ramy pod względem oryginalności jest tu tylko mało znaczącym tłem.

Trek Stache 7 - prawa 4

Z daleka Trek Stache wygląda jak zwykły hardtail XC na kołach 27,5″. Trzeba przyznać, że całość jest proporcjonalna i dopiero na żywo okazuje się… jakie to bydlę. Rower dalej wygląda jak zwykły hardtail na kołach 27,5″ tylko w każdą stronę powiększony o 50%. Mimo to, przy wzroście 170 cm czułem się na nim całkiem komfortowo. Szczegóły geometrii i wyposażenia znajdziesz na stronie producenta.

Trek Stache 7 - napęd SRAM GX 1x11

Napęd to kompletny SRAM GX 1×11, czyli standard w rowerach z tej półki cenowej.

Trek Stache 7 - dropout 1

GX-a miałem okazję sprawdzić już w kilku rowerach i zawsze, niezależnie od warunków, działał bez zarzutu. Różnicę w stosunku do droższego X1 wyczują tylko osoby, które potrafią orzec, czy rama Treka ma kolor śliwkowy czy lawendowy.

Trek Stache 7 - korba SRAM GX-1000

Korba ma możliwość wywalenia pająka i montażu zębatki spiderless. I dobrze, bo 30T przy tak potężnych kołach to zdecydowanie za dużo! Pod kątem jazdy po górach, widziałbym tutaj 26T, masymalnie 28T.

Trek Stache 7 - chainstay and seatstay

Ale to nie napęd jest w tym rowerze istotny! Dużo ciekawszy jest sposób, w jaki projektanci upchnęli go w ramie razem z potężnym kołem 29+. Jak widać na zdjęciu, haki są regulowane i ustawiona jest maksymalna długość chainstaya. Wynosi ona… 420 mm! Whaaat?! Zaczęło się od eksperymentu nazwanego „Project Weird”, którego celem było sprawdzenie, czy chainstay może być zbyt krótki… Wygląda na to, że nie!

Trek Stache 7 - rear tyre clearance

Krótsze ustawienie jest przewidziane dla osób, które chcą zamontować do Staszka koła 27+ lub 29″ (bo jest i taka opcja). Ale jeśli nie zależy Ci zbytnio na prześwicie, możesz urwać kolejne 15 mm. Tylny trójkąt o długości 405 mm, przy kole o rozmiarze dojazdówki z Robura?!

Trek Stache 7 - elevated chainstay

Sekret tej sztuczki polega na podniesieniu chainstaya nad linię łańcucha i połączeniu go z ramą w znacznie mniej zatłoczonym miejscu, niż okolice suportu. O przedniej przerzutce możesz oczywiście zapomnieć, ale hej – mamy XXI wiek. Zamiast tego, chainstay omijający łańcuch i regulowane haki umożliwiają np. bezproblemowe zastosowanie napędu z paskiem zębatym.

Trek Stache 7 - Bontrager Chupacabra TLR 29x3,00

Kolejny kluczowy element układanki to opony. Poza tym, że są przeogromne, są też… lekkie. Masa poniżej 900 g przy tych gabarytach robi wrażenie. Konkurencyjna Surly Knard w najlżejszej wersji jest o ponad 100 gramów cięższa. Dzięki temu rower jest zaskakująco zwinny i żwawo przyspiesza. Również dzięki temu, trochę strach mocniej je przycisnąć w ostro-kamienistym terenie. Mi na szczęście udało się ich nie uszkodzić, ale na mieście mówią, że pancerność nie jest ich najmocniejszą stroną…

Trek Stache 7 - Bontrager Chupacabra 29+

…co jest o tyle istotne, że Chupacabra delikatnie mówiąc… nie jest najtańsza. Ile może kosztować opona do roweru? Swego czasu prawie się poplułem, jak zobaczyłem ceny Schwalbe przekraczające 250 zł za sztukę. Teraz to już jednak standard, a Bontrager podnosi poprzeczkę do poziomu… 429 zł Za-Jedną-Oponę. Przed każdym naciśnięciem hamulca zastanowisz się dwa razy.

Trek Stache 7 - Bontrager Sun Ringle MuleFut 50 SL

Chupacabry są gotowe do niemania dętki (tubeless ready), podobnie jak 50-milimetrowe obręcze (przy tej cenie, lepiej żeby były!). Przypominają one te z fatbike’ów – z niesymetrycznymi szprychami i odchudzającymi otworami. Wystająca opaska, przypominająca w dotyku goretex, to jeden z fajnych detali Stacha.

Trek Stache 7 - Manitou Magnum 29+

Dzięki swojej objętości, ciśnienia przy jakich Chupacabry czują się najlepiej to 0,7-0,9 bara (10-13 psi) – a bardziej doświadczeni ode mnie riderzy raportują nawet okolice 0,5 bara (7-8 psi). Przedniej oponie miejsce zapewnia stworzony specjalnie do tego celu amortyzator: Manitou Magnum Comp.

Trek Stache 7 - Manitou Magnum stanchions

Ciekawostka: na forach internetowych ciągle ktoś narzeka, że jego Manitou nie wykorzystuje całego skoku. Czy to dlatego, że wszystkie Maniciaki są do dupy? Otóż nie! Po prostu odsłonięta część górnych goleni jest w nich dłuższa od skoku widelca, więc o-ring przy dobiciu nie dochodzi do samej korony. Jest to konieczne ze względu na podkowę poprowadzoną z tyłu i zapewnia odpowiedni prześwit względem ramy przy maksymalnym ugięciu. Teraz już wiesz.

Trek Stache 7 - Manitou Magnum 29+ fork

Poza „odwrotną” podkową, o sztywność dba tapirowana sterówka, golenie o średnicy 34 mm i oś 15 mm, której zrozumienie jest jeszcze trudniejsze, niż w Suntourach (aczkolwiek obeszło się bez instrukcji – co innego, gdybym ją miał…). Zwiększony offset (51 mm) zapewnia lekkie prowadzenie mimo monster-truckowych opon. Trzeba przyznać, że ze Staszka porządny człowiek – prowadzi się dobrze.

Trek Stache 7 - prawa 5

Jak Magnum sprawuje się na szlaku? Całkiem nieźle – zapewnia odpowiednią sztywność i przyzwoicie radzi sobie z nierównościami, mimo że do dyspozycji ma tylko 110 mm skoku. Jednak ogromną część czarnej roboty odwalają tu opony.

Trek Stache 7 - Boost 148

Osie piast to oczywiście Boost – podobno Project Weird w znacznym stopniu przyczynił się do powstania tego powszechnie lubianego przez rowerzystów standardu.

Trek Stache 7 - Boost 110 hub

Biust znajdziesz również z przodu (w końcu to bikeporn!).

Trek Stache 7 - SRAM DB5 brake and dropout

Do piast przykręcone są tarcze 180 mm – dobry pomysł przy siłach generowanych przez duże i przyczepne koła. Tylny zacisk jest ładnie schowany w ramie i przy regulacji długości chainstaya przesuwa się razem z kołem.

Trek Stache 7 - SRAM DB5 brake lever

Hamulce to SRAM-y DB5. W przeciwieństwie do DB1 i DB3, klamki pochodzą tu z droższej serii Guide, tyle że do regulacji odległości będziesz musiał sięgnąć po imbusa. Największą różnicą w stosunku do Guide’ów jest dwutłoczkowy zacisk rodem z Elixirów.

Trek Stache 7 - Bontrager handlebar and cockpit

Klamki te przyczepione są do 750-milimetrowej kierownicy, zwieńczonej zwykłymi, gumowymi, nieprzykręcanymi gripami. Kiedy ostatnio widziałeś takie w rowerze za ponad 10 tysi? Na początku tłumaczyłem to sobie tak, że może chodziło o większy komfort – ale nie, gripy Bontragera są równie twarde jak dowolne lock-ony.

Trek Stache 7 - Bontrager 90 mm stem

W konsternację wprawia też 90-milimetrowy mostek. W tak awangardowym rowerze to wpadka i mezalians.Aż się prosi o 50-60 mm.

Trek Stache 7 - Bontrager 90 mm stem

Zaraz po sesji założyłem swój, krótszy. Przy okazji metr podkładek powędrował nad mostek. Koła 29+ wystarczająco dbają o wysoki kokpit, ale miło że pozostawiono szeroki zakres regulacji.

Trek Stache 7 - rear

Pokręcona rama, odważna geometria, kosmiczne opony, dedykowany widelec… A do tego wtopa z kokpitem. Jakie jeszcze niespodzianki skrywa Staszek?

Trek Stache 7 - Bontrager seatpost and saddle

Największa niespodzianka to zwyczajna sztyca. Brak sztycy regulowanej w tak nowoczesnym rowerze, w dodatku kosztującym prawie 11 klocków…?

Trek Stache 7 - front left

Pomyślisz pewnie: „no dobra, ale to w sumie rower do agresywnego XC, a w górach można sobie poradzić z szybkozamykaczem”. Też tak sobie myślałem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na szczycie Baraniej Góry odkryłem, że przez zakręcony kształt rury podsiodłowej, mogę obniżyć siodło o jakieś… 20 mm.

Trek Stache 7 - prawa 2

Mimo podniesionej sztycy, muszę jednak przyznać, że jak na sztywniaka, Stache zapewnia potężny margines bezpieczeństwa. W śniegu nie radzi sobie aż tak dobrze, jak pełnoprawny fatbike, ale na przetartych szlakach utrzymuje się na powierzchni. Do tego zapewnia monstrualną i przewidywalną trakcję, nawet na wyślizganych korzeniach i kamieniach. Największe wrażenie zrobiły na mnie techniczne sekcje, na których zwykły rower – nawet 29er – po prostu by się zatrzymał. Tak przynajmniej krzyczał mój mózg, przyzwyczajony do dawania dupy na takich pułapkach. W Treku wystarczy jednak strzelić w pedał i rower skacze do przodu, nie przejmując się nieprzejezdnym terenem. Zbliżone wrażenia miałem na facie, ale połączenie uczucia „jestem niezwyciężony!” ze zrywnością i responsywnością roweru XC to specjalność Staszka.

Trek Stache 7 - frame detail

Taki jest więc Staszek. Aluminiowy hardtail bez mykmyka kosztujący 10 799 zł, który wpada gdzieś pomiędzy rower XC a fatbike’a i umiejętnie łączy w sobie związane z tym skrajności. Ceną nawiązuje walkę z fullami na klasycznych kołach. Czy stanowi dla nich alternatywę?

Trek Stache 7 - frame colour

Nie. Stache to hardtail i żadne opony tego nie zmienią. Ale pomyśl: zdarzają się racingowe sztywniaki kosztujące dwa razy więcej. Czy to oznacza, że kupowanie hardtaila jest bez sensu? Oczywiście że nie. To po prostu rower skierowany do innego odbiorcy. Jakiego?

Trek Stache 7 - frame colour

Cześć, mam czterdziestkę na karku i wracam do rowerowania po dłuższej przerwie. Pieniądze nie są problemem, ale chciałbym rower, którym poszaleję po trójmiejskich lasach i górkach, a jednocześnie nie będzie mnie ograniczał na weekendowych wypadach na Rychleby i w prawdziwe góry. W wakacje planuję z kumplami bikepackerskiego tripa w Rumuńskich Karpatach. Chciałbym więc, żeby rower był prosty i niezawodny, ale jednocześnie dawał maksimum bezpieczeństwa w trudnym terenie, bo w domu czeka na mnie dwójka dzieciaków!” – napisał fikcyjny Piotrek na forum rowerowym.

Trek Stache 7 - left

Właśnie dla takiego Piotrka został stworzony Staszek… jakkolwiek homoseksualnie by to nie brzmiało. Ale dla Piotrka nie będzie miała znaczenia ani cena, ani drobne wpadki w wyposażeniu, ani nawet pedalski kolor ramy. Bo dla Piotrka jest to rower idealny i na tą chwilę bezkonkurencyjny. Treka nie da się po prostu porównać do niczego innego, bo w pojedynkę stworzył zupełnie nową klasę rowerów. Jak często się to zdarza?


Czy Trek Stache znajdzie w Polsce nabywców? Czy łączenie takich skrajności ma sens, czy za te same pieniądze lepiej iść w specjalizację? Rozważyłbyś taki zakup, czy w ciemno brałbyś fulla…? Daj proszę znać w komentarzu!


Polecam Ci też podobne artykuły:

 

  1. Mam 200mm z tyłu, 160mm z tyłu, hardtaila 80mm i sztywnego single-speed’a. Nie nie kupiłbym i nigdy nie kupię, bo moim zdaniem to rower jednocześnie dla wszystkich i dla nikogo. Wątpię żeby nawet poza Polską znalazł gros nabywców. Jak zostało słusznie zauważone – to raczej eksperyment, taki prototyp dostępny w sklepie, kolejna próba dokonania fuzji dwóch styli – z tym że tutaj – dwóch styli które same w sobie są już eksperymentalne. Także eksperymentom^2 mówię nie, przynajmniej dopóki nie będę na tyle bogaty by mieć dedykowany garaż na rowery z co najmniej 20 wieszakami. ;)

    1. Tak, to zdecydowanie rower niszowy, dla miłośników rowerów nietypowych i eksperymentów o dziwnie brzmiących nazwach ;) Ale takich osób też nie brakuje. Pytanie, czy skuszą się na tak mainstreamową markę jak Trek, czy wybiorą raczej „swoje” (typu Surly, Salsa i inne tak hipsterskie, że nawet ich nie znam ;)).

    2. 29″ może tak, ale juz 27,5+ to rower mega uniwersalny, oczywiście wiele zależy od tego gdzie mieszkasz i jak jeździsz.
      Ważne jest to, ze wiele amortyzuje a przyczepność opony 3.0 z niskim ciśnieniem jest poza zasięgiem innych opon.
      Taki rower jest dalej zwrotny jeśli jesteś zwinny :) i może wiele :)

      1. Ano, sztywniaków 27+ zdecydowanie nie traktuję niszowo – jak dla mnie mogłyby całkowicie zastąpić ścieżkowe 29ery i 27,5 ;)

  2. takie coś za prawie 11k to oczywiście przegięcie, chyba spokojnie można znaleźć w tej klasie coś za 6-7k co i tak jest niemałą kwotą.

    Tak czytam któryś już Twój wpis i zastanawiając się nad czymś z półki 27.5+ w alternatywnej konfiguracji z kołami 29 zatrzymałem się na Boost… Czy ja dobrze widzę że złożenie budżetowych kół 29” nie jest możliwe ze względu na Boost ? :|

    1. Niekoniecznie – nie wszystkie 27+ mają z tyłu Boosta (np. mój NS Djambo nie ma, choć z przodu już tak). No i raczej nie tyle „niemożliwe”, co „utrudnione” – budżetowe piasty powoli zaczną się pojawiać. Na tą chwilę Superstar wydaje się sensownym wyborem, nie wiem czy też Dartmoor nie ma czegoś w ofercie.

    2. Nie ma co płakać nad boostem. Wrzucasz po 3 milimetrowej tulejce na każdą stronę pomiędzy piastę, a ramę. „Przybliżasz” podkładkami zacisk hamulca lub podkładki wrzucasz pomiędzy tarczę, a piastę…i życie znów jest piękne. Dodatkowo „stara” korba zachowa prawidłową linię łańcucha. Kolesie od wyciągania kasy na kolejne antystandardy nie przewidzieli jak łatwo to ominąć :]

      http://www.bikerumor.com/2015/12/31/un-boost-your-bike-with-d-fenders-spacer-kit-for-142mm-rear-hubs/

      Jeden wielki minus: Tracisz tą jebitną, mityczną sztywność, którą dają te rozstawione szerzej o 6mm kołnierze piasty i która da Ci całe 0,87 sek. na 6 kilometrowym oesie. Pamiętaj więc, że patent ten jest tylko dla pozerów!

      1. Racja – to też dobra metoda. Tylko przy założeniu że to do drugiego kompletu kół, trochę by mnie wkurzały te luźne podkładki. Trzeba by dotoczyć jakieś ładnie pasujące, ew. skleić.

  3. klima drwal amator

    Ja się strasznie dobrze bawię jeżdżąc na STACHU !!

    Rower daje sporo frajdy z jazdy, takiej szczerej dziecięcej radości, niczym pierwsza jazda w lesie na mtb !

    W takim terenie jak Lasek Wolski w Krakowie w jesiennej aurze syfu był dla mnie petardą ….. wsadzoną w dupę z podpalonym lontem xD !!!
    Szybko w górę (szybciej niż na ęduro fulu), szybko w dół bo była trakcja i rower mega skręca !!!

    Oczywiście fulla do ęduro trzeba mieć bo na rąbanki beskidzkie Staszek to za mało, ściganta XC też można mieć ale jako trzeci rower (jak ktoś hejtuje szosę :P i zamiast Fata) Stachu jest petarda

    Jak ktoś chce poznać o co chodzi w tego typu rowerze zapraszamy po testówkę do Tomaru (niedługo będzie kolejny Staszek w rodzinie ale już prywatny :D )

  4. Uważam, ze Staszek moze znaleźć małe grono odbiorców, ze względu na unikatowość i „odmienność”. Napewno spotkany na trasie nie przejedzie niezauważony. Ja osobiście nigdy nie kupiłbym go w takiej cenie, bo to „lekka” przesada. Z drugiej strony, gdbyby nie eksperymenty, dzis nie mielibyśmy kół 27.5″. A wiec kto wie ? Moze ten Trek zrewolucjonizuje rynek rowerowy :)

    1. Racja – nawet jak jeździłem na facie, to nie budził on takiego zainteresowania przechodniów. Tzn. wywoływał dużo komentarzy, ale o Staszka ludzie faktycznie pytają, chcą wiedzieć do czego to, jakie ciśnienie, jaką daje przyczepność. Więc to po prostu taki rower, który może nie ma niczego hiper-specjalnego, ale jest po prostu fajny :)

  5. A ja bym kupił taki rower, oczywiście gdyby mnie było stać, po pierwsze primo po prostu mi się podoba, po drugie ultimo bo jest w miarę uniwersalny i posiadając jeszcze fulla o dużym skoku który ogarnie enduro/dh mamy ogarnięta prawie każdą odmianę kolarstwa górskiego. To wszystko jednak pod warunkiem, że dorzucą mykmyka wysokiej klasy i jakiś gadżeciarski kokpit bo to rzeczywiście spora wtopa.

  6. co do koloru: być może autor jest za młody żeby pamiętać, ale fiolet był swego czasu oznaką grubego wypasu, jak np tu
    http://www.pinkbike.com/news/now-that-was-a-bike-1993-klein-adroit.html

    żółte fluo też było obciachem z lat 90-tych jeszcze 4 lata temu a teraz co trzecia rama i co drugi kask na szlakach są fluo

    1. Taaa, jestem świadomy mody na fioletową anodę, różowy spandex, wielkie przyciemniane okulary i dziwne fryzury – załapałem się na końcówkę tych czasów. Ale to, że to wszystko teraz wraca, wcale nie znaczy że od razu jest superfajne :P

      O tyle dobrze, że lakier w Stachu jest naprawdę świetny, więc nawet facet jakoś jest w stanie wybrnąć ;)

  7. Dzięki za reckę. Bo jeszcze bardziej utwierdziła mnie w wyborze. Owszem, cena i brak myk-myka trochę odstraszają, ale to przecież Trek…więc i cena „odpowiednia”.
    Potrzebuję drugi rower, ponieważ mieszkając we wrocku, dosyć często uderzam w masyw Ślężo-Raduński, w góry Sowie i na Rychleby. I mam już po prostu dosyć targania tam roweru enduro. Żeby pojeździć trzeba kilkakrotnie „wbić” się na górę szutrami, a zjazdy to raczej mocne XC. Moim zdaniem, rower z pełną zawiechą o skoku 160 wzwyż, wygląda tam komicznie.
    Dlatego poszukiwałem mocnego HT-ka na kole 29″. Ponad to, po złożeniu drugiego kompletu, normalnych kół 29″ i zaaplikowaniu szybkich i lekkich gumek, otrzymamy rower, którym będzie można pojechać do pobliskiego lasu, zahaczając o pobliską górkę, gdzie zrobi się trening interwałowy.
    Moim zdaniem, rower bardzo wszechstronny. Oczywiście, aby takim był w praktyce, po jego zakupie, trzeba jeszcze trochę doinwestować, ale cóż…myślę że warto. Tak mi sie przynajmniej wydaje:) Dlatego aby się o tym przekonać i nie kupić kota w worku, udam się na testy Staszka:)

    1. Dobrze kombinujesz.

      Jedynie przy zakupie nie zakładałbym od razu drugiego kompletu 29″.

      Na szutrowo-asfaltowe maratony – tak. Ale w takich rzeczach jak piszesz, „plusy” też się zaskakująco dobrze spisują. Opory toczenia i odczuwalna masa są zdecydowanie niższe, niż wskazywałby na to wygląd i liczby :) Wiadomo, że nie jest to przełajówka, ale na pewno nie powiedziałbym o Stachu, że jest ociężały czy mułowaty.

      1. Jeżeli zakupię Stacha, to na pewno od razu kółek 29″ nie założę, bo priorytetem będzie jednak zakup sztycy regulowanej. Ale biorąc pod uwagę cenę gumek 3″ i fakt że będę rowerem poruszał się także po wrocku, po różnych nawierzchniach, będzie to wskazane.
        Kółka 29+ zarezerwuję raczej wyłącznie na wyjazdy w góry…

    2. Witam
      Jeśli mocny hardtail na Góry Sowie to zapraszam do nas:
      http://bit.ly/1oqVVFe
      do podstawowej wersji hardtaila wstawiamy myk-myka na życzenie i można sobie dowolnie praktycznie skonfigurować napęd, wstawić mocniejsze koła
      Sprzedaż wysyłkowa, ale jakby co możliwość przeserwisowania we Wrocławiu.

  8. Kola na plusie to przyszlosc w mtb a jak raz sprawdzisz to bedziezz chcial wiecej:) testowalem geniusy trakcja genialna:) jesli nie mysli sie o kole 29+ to brac Specialized Fuse smiga pieknie a wyglada super i za 7k ma mykmyka. Jak zawsze ciekawie!

    1. Spec Fuse fajna opcja w zdecydowanie lepszej cenie i wyposażeniu, ale niestety nie pod koło 29″ :(

  9. Z tym bikepackingiem na staszku to bym ostrożny był. 7h+ w siodle, rower waży dodatkowe 9-12kg, troche już zmęczony jesteś, a krótki tył wciąż skory do zabawy! jeden nieostrożny, spowodowany zmęczeniem ruch i rów ;) dla mnie to stricte funbike jest, ma byc trakcja, ma byc zwrotny, ma byc skoczny. A nie sądzisz, ze ten długi mostek to właśnie żeby stasia ucywilizowac trochę? przenieść trochę jeźdzca amatora do przodu, żeby rower spod niego nie wyjechał, jak w panice zacznie tyłek za siodełko przesuwać?

    1. Ej no bez przesady, to nie BMX ;) Tył jest krótki, ale nie zapominajmy o kołach, które skutecznie blokują takie nieprzewidziane zachowania jak opisujesz.

      1. To jeszcze pytanko: udało Ci się zerwać przyczepność tyłu? Chodzi mi głównie o zjazd śliskim trawersem. Czy faktycznie opony kompensują ‚ujeżdżanie’ tak krótkiego tyłka?

        1. Pewnie, że udało się zerwać przyczepność mnóstwo razy :) Zwłaszcza, że testowałem Stacha głównie w warunkach zimowych.

          Co do opon i krótkiego tyłu – tak :) Udało się stworzyć dobrze zbalansowane „podwozie”, które nie myszkuje, nie podrywa przodu na podjazdach, a jednocześnie dobrze pokonuje zakręty i pozwala na poderwanie przodu np. do manuala czy bunnyhopa.

          Oczywiście to samo można powiedzieć o większości współczesnych rowerów, ale tutaj ewidentnie cyferki nie oddają całego obrazu – warto wziąć Stacha samemu na testy i się przekonać!

  10. Dawaj test Djambo a nie jakieś tam popierdółki ;)

  11. Z wyglądu trochę jak kombajn.

  12. Ja naszego Stacha (mamy testówkę w Trek Bielsko) nazywam rowerem „jesiennym”. Taka moja osobista interpretacja rozmiaru 29+ :) I przyznam że mimo iż do dyspozycji mam slasha i remedy to jednak czasami po prostu mam większą ochotę pojeździć na Stachu. I za każdym razem jak na niego wsiadam mam wielkiego banana na twarzy. Podobnie jak Ty też od razu zakładam krótki mostek i wtedy jest fun. Myk myk jest w zestawie bo to wersja 9 i rower jest wypimpowany i chyba osobiście nie wyobrażam sobie tego roweru bez myk myka. Kupując wersje bez sztycy regulowanej zawsze możecie poprosić swojego dilera czy np nie podarowałby Wam w ramach rabatu jednej sztuki ;) Zapytać przecież nic nie kosztuje.
    Gdybym miał swojego Stacha to pewnie najpierw wyposażyłbym go w koła 27,5+. Rower na 29+ daje rade na bielskim Twisterze, a myślę że przy mniejszych kołach byłby jeszcze bardziej skłonny do zabawy. Co do klientów to rzeczywiście pierwszego Stacha sprzedaliśmy osobie bardzo podobnej do tej z Twojego opisu. Gość po 40, z kasą, dosyć wysoki, co też moim zdaniem miało znaczenie przy wyborze roweru. Lubiący po prostu jazdę po górach z kolegami w weekendy… Natomiast pamiętam że zabrał go na testy i jak Romeo w Julii najzwyczajniej się w nim zakochał.
    Pracując w sklepie rowerowym trafiam jednak ciągle jeszcze na osoby sceptycznie nastawione do fulli. Bo buja, bo ciężki, bo drogi w serwisowaniu itd. Pragnące jednak, mimo swojego sceptycyzmu, jak wszyscy czasami dobrze się zabawić na rowerze. I wydaje mi się że dla nich ten rower też będzie idealny. Zwłaszcza że do roweru można założyć aż trzy rodzaje kół i zrobić z niego kilka rożnych rowerów: 29 i mamy rower na maraton, 29+ i mamy rower na jesień (i zime) i wyprawy przez dżunglę i supermarkety, albo po prostu 27,5+ i mamy fajnego sztywniaka skłonnego do zabawy.
    To oczywiście wszystko moja prywatna i bardzo subiektywna opinia :)

  13. Co wy chcecie, a jak dla mnie ten rower jest całkiem fajny, mimo że nie jestem fanem wielkich kół. Podoba mi się rozwiązanie tyłu, super patent i na pewno krótki tył jakoś zneutralizuje uczucie ogromnych kół. Jakkolwiek takie giganty to dla mnie jednak przesada, no ale jest to po prostu pociągnięcie do granic możliwości nowej mody na wielkie i szerokie koła. (Jak ktoś ma 190cm wzrostu to w sumie czemu nie). Tak więc rower ma coś z fatbajka, coś z 29era i coś z 27,5+. A dla kogo? Jak już napisałeś i to jest chyba dobry trop, głównie widziałbym go na długich tripach z sakwami, na których nie stronimy od górskich szlaków. No i przy okazji na maraton czy xc też się pewnie nada po wymianie kół na 29cali. No i jako taki rower dodatkowy do enduro też spoko. NO i dla tych co lubią eksperymenty ;)

    Co do sztycy, jak kogoś stać na ten rower to i mykmyka dokupi, a wtedy niemożność schowania głębiej sztycy nie będzie już problemem. Choć po prawdzie wystarczyłoby przyciąć zwykłą sztycę i też by się bardziej schowała…

  14. Maksymilian Sleziak

    Testowałem Stache 9 w weekend i się zakochałem. Mimo że podchodziłem do niego bardzo sceptycznie, bardzo mnie zaskoczył pozytywnie. To nie jest rower do bicia KOMów, ale do produkcji bananów na japie! Mogę powiedzieć, że gdyby stache 9 można było kupić za 9k to już był by mój.

Dodaj komentarz do tekstu Bikeporn: Trek Stache 7

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

11 powodów, dlaczego warto jeździć zimą

Opinie, Porady / 

Choć zima w tym roku obchodzi się z nami łagodnie, to w górach mimo wszystko mamy plejstocen, a na ulubionych szlakach – pół metra jakiegoś białego gówna. Do tego czas zdatny do jazdy zaczyna się mniej więcej godzinę po przyjściu do pracy, a kończy godzinę przed wyjściem. Z braku jazdy, poziom dyskusji na forach internetowych sięga już granic absurdu. Zimo. Mokro. Do dupy.

Ale jest nadzieja! Oto najlepsze powody, dla których warto opuścić ciepłe objęcia kołdry, łóżka i seriali.

1. Trening kondycyjny

Jeśli chcesz od samego początku sezonu bez problemu ogarniać epickie tripy i KOM-y na Stravie, nie możesz sobie pozwolić na sen zimowy.  Zwłaszcza, jeśli należysz do ok. 40 mln Polaków wyznających świąteczne obżarstwo. Zimowa jazda to idealny sposób na noworoczny wytop – podobno na mrozie tłuszcz spala się szybciej. Zwłaszcza, jeśli właśnie walczysz o resztki prędkości i przyczepności na podjeździe po miękkim śniegu i błocie.

Jasne, to samo możesz osiągnąć na trenażerze, indoor cyclingu czy ocierając się na siłowni o spoconych krosfitowców. Wybór pozostawiam Tobie.

2. Trening techniki

Machając czajnikami czy innym żelastwem, na pewno nie nauczysz się jazdy w poślizgu czy płynności pedałowania. Zimą zrobisz to dużo łatwiej i szybciej niż latem, bo wymagające warunki do ćwiczeń znajdziesz nawet na najprostszych trasach z dala od gór. Na lokalnych hopkach (które często są odśnieżone) możesz też w końcu nauczyć się skakać.

3. Trening ducha

Duch walki – czymkolwiek jest – to jedna z podstawowych cech dobrego zawodnika (a każdy biker jest tak trochę zawodnikiem). Wytrenujesz go walcząc z brutalnymi przeciwnościami losu („o! nowy odcinek Homelanda!”), pokonując opór materii („moje powieki stają się ciężkie…”) i złośliwość rzeczy martwych („gdzie ta cholerna lampka?!”).

dlaczego-jezdzic-zima-na-rowerze-4

…a w razie gleby przynajmniej ciuchy się nie ubrudzą… / Fot. Jarosław Marcisz / Southbike.pl

4. Satysfakcja

Każdy mięczak i dziecko z komunii jeździ na rowerze przy 25 stopniach i słońcu. Wyjście z domu w warunkach, w których nawet pies zaczyna załatwiać się na kiblu, to już dużo bardziej elitarne zajęcie. A przecież trudno o bardziej snobistyczną grupę, niż endurowcy… Jeżdżąc zimą uzyskasz sprawność hardkora i bezcenną możliwość posługiwania się na forach internetowych sloganem „nie ma czegoś takiego jak koniec sezonu!„.

5. Nagroda po powrocie

Jeśli samo wyróżnienie z tłumu Ci nie wystarcza, to satysfakcji na pewno dostarczy gorąca kąpiel, ciacho i herbata z wkładką po powrocie do domu. Te drobne przyjemności nigdy nie cieszą bardziej, niż po kilku godzinach na skutych lodem szlakach.

6. Puste trasy

Jeśli jesteś takim introwertykiem i socjopatą jak ja, to brak korków na ulubionych ścieżkach bardzo Ci się spodoba. W przeciwnym wypadku na pewno docenisz element przygody, z jakim wiąże się jazda po pustych lasach, przy słońcu zachodzącym między drzewami. Albo chociaż to, że nikt nie patrzy na Twój tyłek, kiedy podskakujesz po parkingu zakładając spodenki w wkładką.

dlaczego-jezdzic-zima-na-rowerze-3

To właśnie nazywam „optymalną liczbą ludzi na szlaku” / Fot. Jarosław Marcisz / Southbike.pl

7. Odkrywanie nowych tras

Znam absolutnie wszystkie ścieżki w okolicy. A przynajmniej tak mi się zawsze wydaje, zanim spadnie śnieg. W przykrytym białą kołderką lesie dużo łatwiej zauważyć wydeptane/wyjeżdżone ścieżki, które na wiosnę okazują się być świetnymi singlami. Wypatrywanie nowych tras ułatwia też brak liści na drzewach i mróz poprawiający widoczność.

8. Odkrywanie tras na nowo

Jeśli jednak faktycznie znasz każdą ścieżkę, zimowe warunki są bardzo miłą odmianą: szutrowe alejki zmieniają się w techniczne single, a techniczne single zmieniają się w… zupełnie inne, bardziej techniczne single. Lub całkiem znikają, skłaniając do zmodyfikowania standardowych pętli. Do tego dochodzą piękne widoki (o ile oczywiście jest jeszcze w miarę jasno), dostarczające nowych wrażeń na starych trasach.

9. Night-riding

Jeśli nowe wrażenia Cię przekonują, to koniecznie kup dobrą lampkę! Ja zwlekałem z tym zdecydowanie za długo. Jazda nocą potrafi spowodować, że zgubisz się na doskonale znanych na trasach, 5 km od domu. Do tego dochodzi widzenie tunelowe (oczy przyzwyczajają się do mocnego światła przed rowerem, więc wszystko po bokach jest całkowicie niewidoczne) i słuch wyostrzony na każdy trzask gałązki i chrumkanie dzika. Adrenalina na wyciągnięcie ręki!

Night-ride na rowerze

Zakup dobrej lampki do jazdy po zmroku był jednym z moich największych rowerowych objawień (oświeceń?).

10. Świeża dawka endorfin

Jak już jesteśmy przy hormonach, nie zapominajmy o tym najbardziej rowerowym: hormonie szczęścia. Ciemno-zimowy okres bardziej sprzyja podcinaniu sobie żył, niż jego wydzielaniu. Oczywiście można go suplementować czekoladą, ale… patrz punkt 1. Jazda na rowerze jest zdecydowanie zdrowsza. A czekoladę można bezkarnie pożreć przy okazji (patrz punkt 5).

11. Zwiększona odporność organizmu

Odporność na grypę nie jest może pierwszą rzeczą, o jakiej facet myśli wychodząc na rower (lub kiedykolwiek), ale faktem jest, że regularne jeżdżenie o 45% zmniejsza ryzyko choróbska w porównaniu do osób, które wybrały leżenie na kanapie. Więc jeśli unikasz zimowej jazdy ze strachu przed przeziębieniem – idź do kąta i przemyśl swoją postawę.


Bonus – jak wyjść z domu?

Jaskra analna („nie widzę możliwości, żeby ruszyć dupę”) to największy problem depresyjnego okresu zimowego. Wykonanie tego najtrudniejszego, pierwszego kroku możesz sobie ułatwić, eliminując jak najwięcej drobnych przeszkadzajek:

  • Kup odpowiedni sprzęt (oświetlenie, dobre ubrania, nowe opony, błotnik…) żeby brak kurtki czy marznące ręce nie były wymówką do siedzenia przed telewizorem.
  • Przygotuj wszystko z wyprzedzeniem (skompletuj zestaw ciuchów, nasmaruj łańcuch…) żebyś nie musiał zaczynać od remanentu w szafie czy oskrobywania roweru z rdzy.
  • Namów kumpli (udostępnienie tego artykułu na Facebooku może pomóc!) żeby było fajniej i żeby trudniej było Ci się wycofać w ostatniej chwili.

Zawsze możesz też rozstawić w pokoju trenażer. Oczywiście nie po to, żeby na nim jeździć! Sama jego obecność będzie tak odrażająca, że wyjście w teren od razu zyska na atrakcyjności.


Podsumowanie

Pomyślisz sobie może, że cała ta motywacja zalatuje zmuszaniem się do jazdy. Trochę tak jest, ale zmusić się trzeba tylko do wyjścia z domu. Bo powiedz szczerze: czy kiedykolwiek po powrocie z roweru nie czułeś się milion razy lepiej, niz przed jazdą?

dlaczego-jezdzic-zima-na-rowerze-7

Fot. Jarosław Marcisz / Southbike.pl (również zdjęcie tytułowe)


Zobacz też powiązane wpisy:

 

  1. Jako osoba ciorająca rower cały rok powiem tak, nie ma złej pogody na rower są tylko źle ubrani ludzie :)

    1. …ja do tej pory mówiłam nie ma złej pogody na rower są tylko słabi psychicznie…ale Twoją wersja też ma sens….

  2. Piotr Kasprowicz

    Ja to mam dobrą sytuację – perspektywa marnowania sobie życia we wrocławskich korkach powoduje, że bez względu na pogodę jeżdżę do pracy na rowerze :)

  3. Jeden problem, wedle filmiku który ostatnio okrążył internet, nawet tu się pojawił problem był taki aby nie jeździć po trasach gdyż się niszczą, i tutaj mam dylemat, bo nie wiem jak to się tyczy innych tras, bo to raczej nie jest pojedyncze zjawisko, tylko pewnie ogólnie występuje na „uklepanych” ścieżkach. To jak z tym jest?

    1. Problem występuje przede wszystkim na sztucznych singlach. Ale jak ostatnio sprawdzałem, enduro nie polegało wyłącznie na jeździe po takich trasach ;) Naturalne szlaki stoją otworem!

      1. Pewnie że tak, ale w taką pogodę najbardziej pasowały by mi single :P Bo na stogu izerskim pełno narciaży, a w taką pogodę (i przy moim skillu/sprzęcie) wolę nie próbować zjazdu czerwonym :P Ale na pewno znajdę coś ciekawego w okolicy :D Gorzej namówić na to kolegów :P

        1. O singlach można ew. myśleć, jak ziemia jest dobrze zmrożona i są oficjalnie otwarte.

          Lepiej jednak poszukać innych miejsc do jazdy – śnieg kompletnie zmienia charakter szlaków, więc może się okazać że czerwony jest łatwiejszy (bo kamienie się schowały pod udeptanym śniegiem), a okoliczne szutry trudniejsze (bo są tylko wąskie oblodzone koleiny) ;)

          1. Zapraszamy na Podhale :) Jazda po prawie naturalnych singlach, cały rok, bez ograniczeń :D

  4. Źiiiimno :-) Ale artykuł przekonywujący :-)

    A couch surfing to też zajbisty portal dla ludzi, chcących tanio podróżować :-) Spanie na kanapach, na całym świecie. W sumie też niezły sport ;-)

  5. amen, świetny tekst

    P.S. nie zauważyłem zjawiska „ocierających się crossfitowców” ale początkujący jestem więc może to dopiero przede mną ;)

  6. Hmm a trasy na Koziej zamknięte – pół bańki w dupie, bo mokro jest. Smutne. Na szczęście Beskidy są bogate i się nie nudzę. Świetny artykuł gratuluje.

  7. Jeszcze jeden myk jest – przy główce 1.5 cala w ramie i sterówce 1 1/8 w amorze można wydłużyć minimalnie ramę sterami mimośrodowymi (np. Works robi) – używane np. w Pucharze Świata DH.

  8. …kobieta też nie myśli o odporności, gdy wychodzi przy minus 10 i mniej na rower, ale jak potem wszyscy kichają bla bla to ja mówię, że jestem zahartowana…wiem, że przez zimowe przejażdżki! btw…ostatnio pan w sklepie mi mówi, że coś zmienię dopiero „w sezonie” (w sensie, ze teraz przecież chyba nie jeżdżę)…kolejnego dnia wyszłam na przejażdżkę i ponad 3 stówki wyszły. bo przecież „nie ma czegoś takiego jak koniec sezonu”. niebawem idę okrzyczeć panów w innym sklepie, bo gdy kupowałam licznik i wahałam się nad przewodowym lub bez to oni nie powiedzieli mi, że bezprzewodowy nie działa na mrozie…powstrzymałoby mnie to przed zakupem…

  9. Problem z wyjściem z domu pojawia się zwykle tylko za pierwszym razem. Całą zimę przejeździłem na ardentach i z kiepską lampką, a i tak fun był wielki. Teraz mam już lepsze opony i światła pod dostatkiem i jazda jest taka, że micha sama się cieszy. A propos uciech, czytam Twój blog w pociągu i ludzie dziwnie na mnie patrzą, bo co chwilę wybuchem śmiechem. ;-)

  10. Jedyne co mnie zeszłej zimy odstraszyło od jeżdżenia, to czyszczenie sprzętu. W bloku nie ma jak tego zrobić, brak przyłącza pod blokiem (zimą i tak by zakręcili), a do mieszkania nie będę ładował ubłoconego roweru, bo rodzinka zabije ;) A żeby wyrwać się za miasto trzeba przejechać prze nie jakieś 3-5 km przez wyjeżdżone, wydeptane, osolone błoto. Słone błoto. niewyczyszczony rower po nocy w piwnicy robi się od razu rudy :( Macie jakieś patenty na zadbanie o niego w takich warunkach?

Dodaj komentarz do tekstu 11 powodów, dlaczego warto jeździć zimą

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top