Test: MET Parachute HES

Sprzęt, Testy / 

MET Parachute HES to następca pierwszego-ever kasku enduro, który wyprzedził swoją epokę o dobrą dekadę. Pierwsza generacja Parachute oferowała odpinaną, dobrze wentylowaną szczękę w czasach, kiedy „enduro” oznaczało wyłącznie upalanie po krzakach na motocyklu. Nowy Parachute kontynuuje ideę lekkiego, przewiewnego fullface’a, choć tym razem szczęka jest zamocowana na stałe. Czy mimo to, może być alternatywą dla Bella Super 3R?

Kask enduro MET Parachute HES test

Kask otrzymałem do testu od polskiego dystrybutora, firmy Velo.


Budowa i pierwsze wrażenia

Kask enduro MET Parachute HES test

Tak, na wstępie trzeba to jasno zaznaczyć: aktualny Parachute (po polsku „Spadochłon”, bo przed spadnięciem z roweru raczej nie uchroni, ale uderzenie pochłonie) nie ma odpinanej szczęki, mimo że na pierwszy rzut oka może się tak wydawać.

Kask enduro MET Parachute HES test

Dlaczego namówiłem dystrybutora na test MET-a, skoro w garażu mam bardziej uniwersalnego Bella? Po pierwsze, to co najważniejsze w enduro ;) Czyli wygląd! Konkurencyjne modele wyglądają przy nim, jakby ktoś na nich usiadł.

Kask enduro MET Parachute HES test

A tak bardziej serio? Dzięki temu, że szczęka nie jest tu zdejmowana, jest dużo sztywniejsza, niż w Bellu (o starym, „papierowym” Parachute nie wspominając). Kask spełnia wszystkie wymagania certyfikacyjne stawiane kaskom DH, przy dużo niższej masie (735 g w rozmiarze M). O niebo lepsza od kasków zjazdowych jest też wentylacja.

Kask enduro MET Parachute HES test

Trik na długie podjazdy: wyciągnięcie gąbek policzkowych dodatkowo poprawia przewiew, imitując ściąganą szczękę. Oczywiście na zjazd gąbki obowiązkowo wracają na swoje miejsce! Warto pilnować dokładnego wpięcia – zaczepy lubią się odpinać.

Kask enduro MET Parachute HES test

W zestawie są dwie grubości gąbek, umożliwiające dopasowanie rozmiaru do głowy, oczywiście obok wygodnego, precyzyjnego pokrętła.

Kask enduro MET Parachute HES test

System nośny otula głowę w przyjemnie równomierny sposób i zapewnia bardzo dobrą stabilność.

Kask enduro MET Parachute HES test

MET zdecydował się na zapięcie typu double-D. Nieco zagadkowe dla rowerzystów, ale uwielbiane przez motocyklistów. Zalety? Niezniszczalność, bezpieczeństwo i idealnie dopasowane długości paska po każdym założeniu kasku, z możliwością płynnej regulacji jedną ręką podczas jazdy.

Kask enduro MET Parachute HES test

Na pierwszy rzut oka jest bardziej skomplikowane od zatrzasku, ale wystarczy odrobina wprawy. Kluczem jest nie wyciąganie paska do końca – jest na tyle długi, że wystarczy go poluzować i przy ściąganiu kasku przełożyć przed twarzą.

Kask enduro MET Parachute HES test

W Polsce niestety dostępne są tylko dwa rozmiary (brak S), co dla 80% osób nie będzie problemem. Mam bardzo małą głowę (zazwyczaj dolna granica S-ki) i M-kę udało się dopasować, choć nie ukrywam, że wolałbym mniejszą skorupę. Jak z każdym kaskiem – przed zakupem warto zmierzyć.

Kask enduro MET Parachute HES test

Ciut za duży rozmiar spowodował problem z dopasowaniem gogli z dużą ramką – otwór jest węższy, niż w Bellu. Widoczne na zdjęciu 100% Accuri pasują jednak idealnie.

Kask enduro MET Parachute HES test

Gogle niestety nie zmieszczą się też pod daszkiem o niewielkim zakresie regulacji.

Kask enduro MET Parachute HES test

W kombinacjach z przekładaniem gogli nad daszek pomaga klips na pasek z tyłu kasku.

MET Parachute - mocowanie kamery GoPro

Miłym detalem jest dołączone w zestawie mocowanie kamery. A w zasadzie bardzo stabilna, wkręcana w otwór wentylacyjny płytka do naklejenia dowolnego mocowania.

Kask enduro MET Parachute HES test

Czego nie ma? Przede wszystkim MIPS, lub podobnego systemu łągodzącego wpływ rotacji na mózg podczas gleby. Większość producentów zdążyła już wyposażyć swoje kaski w tego typu rozwiązania. Zamiast tego mamy system HES, czyli zatopiony w skorupie szkielet równomiernie rozkładający siłę uderzenia.

Kask enduro MET Parachute HES test

MET chroni również… Twój portfel. Dzięki programowi crash replacement, w razie uszkodzenia kasku w wypadku, możesz kupić nowy „po kosztach”.

Kask enduro MET Parachute HES test

MET Parachute HES kosztuje 749 zł, ale ponieważ jest już od paru lat na rynku, bez trudu znajdziesz go w niższej cenie. Bell Super 3R po ostatniej podwyżce całkowicie już stracił kontakt z rzeczywistością i kosztuje prawie 300 zł więcej. O Foxie Proframe nawet nie wspominam… Najbliższym konkurentem jest Uvex Jakkyl HDE, droższy mniej więcej o stówę. Ostatecznie o wyborze powinno jednak zadecydować dopasowanie.


Na szlaku

To, że Parachute oferuje lepszą ochronę od większości kasków z odpinaną szczęką, raczej nie ulega wątpliwości. Trzeba jednak pamiętać, że nawet najlepszy kask nic nie da, jeśli nie znajduje się na głowie.

Kask enduro MET Parachute HES test

W teście interesowało mnie jedno: czy w Spadochłonie można jeździć cały dzień po górach? Czy też na podjazdach będzie dyndał na plecaku i obijał się o krzaki, jak downhillowy fullface?

Kask enduro MET Parachute HES test

Kask enduro MET Parachute HES test

MET Parachute HES zawody enduro

Idealnym poligonem doświadczalnym były zawody w Baligrodzie. Prawie 50 km i 8 godzin w górach, z regulaminowym obowiązkiem jazdy w zapiętym kasku – również na podjazdach. / Fot. Kellys Enduro MTB Series

Żeby nie trzymać Cię w napięciu: da się! Wentylacja podczas jazdy jest zaskakująco dobra, lepsza niż w Bellu. Szczególnie polubiłem otwartą, przewiewną przestrzeń wokół uszu, ale również górne i tylne otwory zapewniają przyjemny przeciąg. Oczywiście jest odczuwalnie cieplej, niż w kasku otwartym, ale kolosalnie lepiej, niż w klasycznym, zjazdowym fullfejsie.

Kask enduro MET Parachute HES test

Kiedy przygrzeje słoneczko, silikonowa „uszczelka” na czole bardzo dobrze radzi sobie ze spływającym potem – ciekawe rozwiązanie, które powinno się znaleźć w każdym kasku.

Najbardziej jednak obawiałem się nie spoconej głowy, a… uduszenia. W moim zjazdowym Troy Lee Designs D2, każdy nawet krótki podjazd jest katorgą. Spodziewałem się, że Parachute będzie kompromisem między kaskiem otwartym, a wdychaniem własnych oparów w obiegu zamkniętym. Okazało się jednak, że wystarczająco odsunięta od twarzy i dobrze wentylowana szczęka prawie nie ogranicza oddychania. Jest naprawdę dobrze!

Kask enduro MET Parachute HES test

Przewiewna szczęka nie utrudnia oddychania na podjazdach.


MET Parachute HES a.k.a. Spadochłon – werdykt

Czy w takim razie MET Parachute jest kaskiem na całodniowe wycieczki? Jeśli przez „wycieczkę” rozumiesz „zawody” lub wypad na quasi-zjazdową miejscówkę typu Wilcze Ścieżki czy Srebrna Góra – tak, sprawdzi się świetnie.

Kask enduro MET Parachute HES test

Jeśli jednak nastawiasz się na górską turystykę, sam musisz ocenić, czy nieco cieplejszy i agresywnie wyglądający fullface jest dla Ciebie. Tu kaski z odpinaną szczęką mają zdecydowaną przewagę – w końcu w Parachute nie pojedziesz na czwartkową pętlę XC po okolicznych lasach.

Brak odpinanej szczęki powoduje, że MET Parachute nie jest „jednym kaskiem na każdą okazję”. W tym, do czego został zaprojektowany, spisuje się jednak wzorowo. Stanowi najlepszą alternatywę dla klasycznego fullface’a – o zbliżonym poziomie ochrony, sensownej cenie, ale z rewelacyjną wentylacją.

Kask enduro MET Parachute HES test


Walety

  • ochrona jak w pełnoprawnym fullface;
  • wentylacja;
  • szeroki zakres regulacji;
  • niska masa;
  • design;
  • sensowna cena.

Zady

  • tylko dwa rozmiary w polskiej dystrybucji;
  • brak MIPS;
  • brak miejsca na gogle pod daszkiem.

Dostępne rozmiary: M (54-58 cm), L (59-62 cm)
Masa: 735 g (masa realna, rozmiar M)
Cena: 749 zł (szukaj taniej na Ceneo)
Strona i sklep dystrybutora

Test MET Parachute HES

Test MET Parachute HES

Test MET Parachute HES

Test MET Parachute HES

Test MET Parachute HES

Test MET Parachute HES

Test MET Parachute HES


Zobacz też inne wpisy o kaskach:

 

  1. Muszę spróbować podjazdów w moim full’u i z wyjętymi gąbkami. Mam Speca Devianta i jest super wentylowany. Może nie aż tak jak ten MET ale może być podobny poziom. Dodatkowo używam okularów zamiast gogli żeby więcej powietrza wpadało do kasku i lepiej wentylowało głowę niż w goglach. Polecam takie rozwiązanie ;)
    Nie bardzo jednak kumam czemu kaski tego typu są tak projektowane, że po założeniu gogli zasłania się otwory np z tyłu kasku.
    Ps. Chyba wkradł się błąd przy opisie zapięcia kasku. Chyba powinno być Met zamiast Bell? ;)

    1. Z tymi otworami to też mnie zawsze zastanawia, no ale z tyłu zawsze się coś zasłoni… A jak ktoś jeździ w okularach, to skorzysta ;) Choć ja nie przepadam za Euro-stylem, czyli fullface+okulary ;)

      PS. Dzięki, poprawione! :)

      1. Euro-styl? Ciekawe, nie znałem ;)
        W sumie ostatnio zacząłem używać/testować gogle ale takie robocze (dość podobne do rowerowych/narciarskich) i co ciekawe mniej mi parują niż okulary. Ale jeszcze za mało pojeździłem w nich

  2. Nie testowałem Parachute, ale mam Fox Proframe i sprawdza się doskonale! Wcześniej miałem Bell 2r i Fox wypada dużo lepiej, faktycznie czuć przepływ powietrza!

    1. Cena zabija, ale napisz coś więcej :) Na zdjęciach wygląda na umiarkowanie wentylowany – faktycznie aż taki dobry przewiew ma?

      1. Fox jest tak przewiewny, że w chłodniejsze dni zakładam czapkę pod kask ;)

  3. Warto zauważyć, że po zmianie dystrybutora kaski Bella nie mają już Crash Replacement. Trochę dupa, bo rozłupałem swojego 3R. Fajnie że u METa działa!

  4. Test dobry – to raz. Po dwa – miałem pierwszego „paraszuta”, który był jeszcze bardziej filigranowy. Choć przejechałem w nim z Bieszczad w „Śląski” (w jednym kawałku ;) ) strasznie drażniła mnie szczęka w polu widzenia. JAk jest tutaj? Zaznaczę, że gogle w moim przypadku też odpadają, nic nie widzę…

    1. Szczęki nie widzę. Widzę za to boczne krawędzie otworu na gogle.

      Choć pewnie zależy to od punktu widzenia ;)

  5. Od zawsze się zastanawiam, jak ten kask jest powiązany z modelem Bluegrass GoldenEyes, przecież góra jest identyczna. A że sam takiego mam, może by się dało jakoś szczękę dołożyć? :)

    P.S. To nie jest tak, że w Parachucie szczękę da się zdjąć, ale zajmuje to kilka minut, wymaga imbusa i oficjalnie nie wolno?

    1. Bluegrass i MET to marki tego samego producenta – tak jak Bell i Giro. Ale dokładanie szczęki to raczej marny pomysł… ;)

  6. Mam, używam i polecam w porównaniu do Urge archi enduro (chyba że pomyliłem nazwę, chodzi o fulla do nduro) przepaść jeśli chodzi o wygodę i wentylację. Świetnie dopasowany nie grzeje dyńki, bardzo dobrze współgra z goglami. Nie wiem jak z wytrzymałością bo nie przyziemiłem jeszcze jakoś specjalnie mocno. Bdb kask za rozsądną kasę.

    1. Też kiedyś miałem Archi :) https://www.pinkbike.com/photo/9875407/
      Fajny kask, ale w porównaniu do MET-a, to w zasadzie zwyczajny fullface… Tak jak piszesz, przepaść.

  7. Ja wysłałem glebę na srebrnej na ć trasie twarzą w ziemię dość ostro że krew się polała (dostałem golami po nosie) w kasku pękł tylko kawałek daszki reszta kasku cała. Aż kumple się zdziwili. Nie rozumiem tej opinii że pękają po upadku z kierownicy i ściąganiu z głowy.

    1. Myślę, że po prostu to, jak kask zadziała przy glebie, zależy od tego jak się go traktuje przed glebą…
      https://www.1enduro.pl/dbac-o-kask-rowerowy/

      Dzięki za raport z crash-testu, cieszę się że kask zadziałał i mam nadzieję, że nie będę musiał robić podobnej próby ;)

  8. Czy jesteś pewny, że polski dystry honoruje crash replacement? Żeby nie było jak w Bellu, że niby jest, ale w Polsce nie ma.

    1. Podlinkowana informacja pochodzi ze strony polskiego dystrybutora, a nie producenta. Jeden z czytelników wspominał też na FB, że korzystał.

    2. Crash replacement -działa – ja korzystałem, tyle, że cena „wymiany” to 60% ceny ze strony Velo, więc jak się kupi w dobrej cenie to Crash replacement nie jest zbytnio atrakcyjny cenowo bo będzie raptem ok 150 zł taniej (biorąc pod uwagę koszty wysyłek)

  9. Kask godny polecenia mam używam wszystko jest tak jak w artykule głowę uratował Polecam ten garnek za te kaske 100% satysfakcji ja kupił za 650 cebulionow nowy a na giełdzie na fb są nowe po 500 z plusem

  10. Przemek "mikolai" Wielicki

    Bardzo dobry, obiektywny opis. Oprócz „zadań specjalnych” bardzo lubię jeździć w tym kasku zimą – jest trochę cieplej niż w otwartym i jakoś tak lepiej wpisuje się w zimowe opancerzenie całego ubioru :D

  11. W teorii na zawodach trzeba mieć nawet na dojazdówkach na głowie, a w praktyce część ludzi w full faceach ma na przepisy wyrąbane i nikt za to kar nie dowala (przynajmniej na enduro series, gdzie to widuję).

    Trochę szkoda mi w takim wypadku osób, które dodatkowo się dociążają wożąc drugi kask.

  12. Zrobiłem wczoraj test i w moim FF bez policzkowych gąbek wykręciłem na 3/4 Magurki. Może gdybym jechał wolniej to bym do samej góry wykręcił. Na dole nie było czuć że mam ff ale już po 1/4 podjazdu tak. Wątpie by bym tak wyjechał jeszcze 3-4razy kiedy na zawodach trzeba a było 11-13stopni. Może jakbym miał lepszą kondycję ;) A na pewno w moim kasku w szczęce brakuje ze dwóch otworów ;)

  13. Możesz polecić jakieś gogle antifog które będą komfortowo pasowały do tego METa? Kask swoją drogą bardzo fajny.

    1. Zarówno 100% Accuri, jak Oakley O-Frame pasują idealnie. Do obu trzeba oddzielnie dokupić podwójną szybkę, jeśli nie chcesz żeby parowały (może da się kupić od razu z taką szybą). Trochę taniej Scott Recoil XI, te na pewno można od raku kupić z podwójną.

      1. Kupiłem 100% Accuri MX Gogle. Ale niestety nie pasowały.
        Wchodzą co prawda w kask na styk, ale są za nisko na głowie i uciskają nos. Nie da rady oddychać.

        Można oczywiście przesunąć kask do góry, ale wtedy nie będzie chronił brody :(

        Czytałem w necie trochę opinii i bardzo ciężko coś wpasować w parachuta. Ponoć te Oakley O-Frame będą pasować, ale boję się, że kolejne będę musiał odsyłać.

        1. Dużo niestety zależy nie tylko od kasku, ale też kształtu twarzy… Nie masz w okolicy jakiegoś sklepu motocyklowego z odzieżą MX? Zazwyczaj mają lepszą ofertę od sklepów rowerowych.

    2. Dużo zależy od kształtu głowy i twarzy. Miałem jakiś 100% (nie pamiętam już modelu) i niestety uciskały nos gdzie koleżance dobrze pasowały, teraz już drugi raz Dragony (wcześniej MDX, teraz MDX2) i leżą praktycznie idealnie.

  14. Co sądzisz o Giro cipher mips? To chyba najtańszy fullface z systemem MIPS. Aktualnie można kupić model 2017 za 600 zł.

    1. Cipher to fajny, ale całkiem klasyczny fullface – całego dnia jazdy na pewno w nim nie wytrzymasz. Więc zależy, do czego potrzebujesz. Jak na bikeparki, to super, jak do enduro to nie bardzo…

  15. Masz może w planach test porównawczy 3 kasków z odpinaną szczęką dostępnych na polskim rynku, czyli Bella Super R3, Uvexa Jakkyl i Giro Switchblade?

  16. Część Michał,

    Jest szansa na poradnik o zbrojach? Bo rozumiem ze Ty sam jeździsz?

    Wybór jest przeogromny. Od koszulek z pianką, po kamizelki, grubsze zbroje i ciężkie plastikowe buzery.

    Obiłem się już tyle razy że chciałbym coś w końcu kupić dla siebie. Ciężko mi tylko zadecydować co będzie rzeczywiście chroniło a jednocześnie da się w tym cały dzień jeździć wraz z podjazdami.

    P.s. kupiłem tego METa za Twoją zachętą. Rewelacyjny, jaki lekki i wygodny.

    Czy ten kask ma w ogóle jakaś tańszą konkurencję? Namawiam innych ale nie każdy ma taki budżet niestety.

    1. Skoro mają budżet na nowe ząbki, to na FF nie będą mieli?

    2. Niestety jedyną tańszą alternatywą są zwykłe, słabo wentylowane fullface’y…

    3. Dirt IT More wrzucił dziś odcinek o ochronie torsu. Sprawdź sobie :]

      1. Dzięki że śledzisz ;)

  17. 3 lata jeżdżę w Parachute i najlepszą rekomendacją jest fakt że po zgubieniu pierwszego i przeszukaniu aktualnej oferty, znowu kupiłem Parachute.
    Wady:
    – brak regulacji daszka (to co jest ciężko nazwać regulacją)
    – za mało miejsca na gogle pod daszkiem
    – niczym nieosłonięta plastikowa regulacja obwodu na potylicy – potrafi uwierać i przydała by się jakaś miękka wyściułka
    – czasami przy szybkim zakładaniu kasku „zawijają” się paski w okolicach uszu

    Zalety:
    – atesty które dają większe szanse na przetrwanie porządnej gleby (jak dotąd testowane kilkukrotnie z pełnym sukcesem)
    – wentylacja i wygoda
    – waga
    – wygląd ;)

    1. Dzięki wielkie za dodatkową opinię doświadczonego użytkownika! :)

Dodaj komentarz do tekstu Test: MET Parachute HES

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Gravel bike – rower, na którym wypada

Opinie, Sprzęt, Trendy / 

„Gravel nie jest enduro (chyba że w goglach)” – tak głosi Ministerstwo Enduro Narodowego. No więc założyłem gogle i kupiłem sobie gravela. Jak to, po co, dlaczego i do czego to służy?

Gravel bike - rower szutrowy

Audycja zawiera lokowanie produktu ;)


Rower typu gravel – co to jest?

W skrócie: gravel to szosówka na drogi szutrowe.

Gravel bike - rower szutrowy

…stąd też pieszczotliwe polskie nazwy: szutrowiec czy żwirówka.

Gravel bike - rower szutrowy

Możemy się umówić na żwirek…?

– Ale hej, ty mi tu nie żwirkuj! Przecież ja już chyba gdzieś widziałem rowery z barankiem przeznaczone do jazdy poza asfaltem. Czy do tego przypadkiem nie służą przełaje…?

Cóż, owszem – gravel to prawie to samo, co przełajówka. Nowy pod-gatunek wypełnia lukę w rynku w podobny sposób, jak rowery ścieżkowe i enduro – niby to samo, a jednak trochę inaczej.

Rower typu gravel

Jeśli coś jest na wykresie, to jest prawdziwe.

Gravel czy przełaj / szosówka? Czym się różnią?

Co takiego mają żwirki, czego nie mają szosówki i przełajówki?

  • grubsze opony (zazwyczaj 35-40 mm) z bieżnikiem semi-slick;
  • geometria – dłuższa, bardziej stabilna i komfortowa;
  • hamulce tarczowe w standardzie;
  • większy zakres miękkich przełożeń, często w wariancie 1×11.
Gravel bike - rower szutrowy

Po szosie też można…

Gravel bike - rower szutrowy

…ale po co?

Zdarzają się też modele na kołach 650b (27,5″) i oponami do 50 mm, ze stalową ramą, sztycą regulowaną, czy nawet amortyzowanym widelcem. Wolna amerykanka! Z kolei szosówki i przełaje są rowerami z założenia przeznaczonymi do ścigania, często ograniczonymi wymaganiami UCI, np. co do geometrii czy szerokości opon. Gravele z zawodami i przepisami nie mają nic wspólnego.

Gravel bike - rower szutrowy

Swoją drogą, jeśli „prace leśne” na górskich szlakach będą przebiegały w obecnym tempie, niedługo wszyscy endurowcy przesiądą się na żwirki

Gravelom bliżej jest do wyluzowanych szosówek typu „endurance”, ale w odróżnieniu od nich, na gravelu nie musisz przejmować się jakością asfaltu.

Jeśli droga jest zaznaczona na mapie – dowolnym kolorem – to nadaje się do jazdy.

Nieważne, czy to droga asfaltowa, szutrowa, polna, czy leśna. Nie musisz się obawiać, że wycieczkę skróci język odgryziony na studzience kanalizacyjnej.

Gravel bike - rower szutrowy

Biała droga na mapie…

Gravel bike - rower szutrowy

…czarna droga na mapie.

I to w zasadzie najlepiej podsumowuje uniwersalne przeznaczenie tych rowerów. Bo…

Gravel to rower, na którym wypada

Wypada jeździć w luźnych szortach (ale też w spandeksie).
Wypada jeździć w butach i pedałach MTB (ale też w szosowych).
Wypada mieć owłosione nogi (ale też ogolone).
Wypada założyć skarpetki o dowolnej długości (ale też dopasowane według zasad).
Wypada jeździć w błocie (ale też po suchym asfalcie).
Wypada pić piwo (ale też ssać żele energetyczne).
Wypada jeździć z plecakiem (ale też z dętką w tylnej kieszonce).
Wypada przykręcić błotniki (ale też wywalić wszystko, co zbędne).
Wypada jeździć na wyprawy z sakwami (ale też codziennie rano do pracy).

Gravel bike - rower szutrowy


Podsumowanie

Przez to, że gravele nie są (jeszcze) „przypisane” do żadnej napalonej na ściganie grupy (czy to szosowców, czy endurowców), nie obowiązują w nich żadne zasady i konwenanse. To po prostu rowery, na których jeździsz gdzie chcesz i w czym chcesz, nie przejmując się dorobioną na siłę ideologią. A może to jest właśnie ta ideologia…? Niezależnie od tego, warto przegryźć się przez marketingową otoczkę i spojrzeć na te rowery po prostu jak na… rowery. I chłodnym okiem ocenić ich przydatność do swojej jazdy.

Gravel bike - rower szutrowy

Gravel bike - rower szutrowy

Dla mnie gravel jest odskocznią od MTB, a przy tym jedynym akceptowalnym typem szosówki – nie zniósłbym spędzenia całego dnia na drogach pełnych sfrustrowanych kierowców. Zamiast tego, wolę pełną swobodę w planowaniu wycieczek i możliwość skręcenia, gdzie oczy poniosą – bez sprawdzania, czy za zakrętem asfalt nie zmieni się w drogę gruntową ósmej kategorii, czy nawet leśnego singla.

Krótko mówiąc:

In diversity we trust!

Gravel bike - rower szutrowy


A na koniec, filmik dla inspiracji :)


Bonus: Przykładowe rowery typu gravel

Uwaga! Nie traktuj tej listy jako zestawienia najlepszych żwirków. Bardziej zależało mi na pokazaniu różnorodności tego segmentu i podsunięciu kilku popularnych modeli na dobry początek poszukiwań.


Zobacz też:

 

  1. Rama alu a widelec karbon? Jak to wygląda? Twój spoko, fajny ten Rondo i Spec ale najładniejszy chyba NS – brawo. Na resztę ciężko patrzeć:) P.S. Jeździłeś na Hans Dampf? Warto na jesień na tył?

    1. Tak, carbonowy widelec w aluminiowej ramie to taki standard w niższej-średniej klasie szosówek, niezależnie od typu. Wygląda to tak, że jest lżej i teoretycznie coś tam tłumi wibracje ;) Ale w Whyte rama też bardzo ładnie pracuje.

      A o oponach masz tutaj: https://www.1enduro.pl/opony-enduro-najlepsze-modele/
      O Hans Dampfach pisałem też w teście Moona.

  2. Co ja pacze?

  3. uwielbiam szufladki

    1. Gravel to w sumie przeciwieństwo szufladek ;)

  4. Witam,
    a jak Twoim zdaniem, wypada na tle modeli, które przedstawiłeś, rower ROSE PRO DX CROSS-3000?

    1. Nie znam się jeszcze wystarczająco dobrze na tej kategorii, ale na tle pozostałych, to jest typowa przełajówka.

  5. I nawet mojego włóczęgi nie wstawił. Wstyd i hańba :P

    1. Nie wiedziałbym, w jakiej kategorii ;)

  6. Taki gravel to chyba nawet bardziej pasuje do Twisterów niż endurak?

    1. Hmm, dla mnie pozycja w dolnym chwycie (hamowanie) byłaby nieco przerażająca ;) ale z całą pewnością dałoby się szybko pojechać :)

    2. Hahaha, to dawno na Twisterze nie byłeś… Jest tak rozp…ony że nie długo zamieni się w true enduro :))

  7. Rondo jest zajebisty, a RAG+ też zajebisty w nowym malowaniu na 2018 rok. Whyte ma geometrie trochę podobną do MTB , koło przednie jest bardziej do przodu , dużo miejsca na stope, gdy skręcisz nie zawadzisz o nią, tak jak ma to miejsce w przełajach często.W Rondo też jest miejsce na buta wystarczająco tak na oko. Nie wiem czy tylko ja na to zwracam uwagę?

    1. W małych rozmiarach to faktycznie może być istotne, choć w sumie nie myślałem o tym – we Fristonie jak sam zauważyłeś, problem nie występuje (a mam właśnie najmniejszą ramę) ;)

  8. b’twin triban nie ma tarczówek i to raczej chyba mieszczuch/szosówka
    dla ludu niż gravel

    1. Możesz mi wytłumaczyć po jaka cholerę w takim rowerze są tarczówki?? Nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia, napieprzają je taśmowo bo są na topie, a zwykłe szczękowe są przecież tylko dla lamerów… Ogólny trend jest taki, że jak podjeżdżasz na biku bez tarczówek (nawet jeśli to szosa), to jesteś jak ubogi krewny z Syberii

      1. W takim Tribanie, który z założenia jest do rekreacji i na miasto, faktycznie nie ma co narzekać. Choć szkoda, że nie dali jakichś V-brake’ów (pewnie nie było do tego dźwigni).

        Natomiast w pełnoprawnym gravelu odpowiedź jest dość oczywista… Duże prędkości + teren + błoto. Klasyczne szczęki, zwłaszcza obsługiwane z górnego chwytu, to jest słaby pomysł w takich warunkach.

        1. Dźwignie są, po prostu dajesz mini vki i używasz klasycznych klamek. Natomiast sam wolę canti. Nawet zimą, w Sowich jeździłem na canti (przełaj) i zarypane błotem pośniegowym itp. atrakcjami, potrafiły działać lepiej niż vki…
          Problemem jedynie może być to, że stosunkowo nie wiele osób umie ustawić canti by dobrze działały.

      2. Jak to po co? Wiesz jak w takim rowerze przy śmiganiu po górach ważny jest mocny hebel bez względu na warunki?! Przecież ten rower z założenia jest w teren, w błoto, polne drogi. Jak to wszystko jest jeszcze w górach to mocny hydrauliczny hebel jest właściwie koniecznością. Przetestowałem kilka tych rowerów i hamowanie zawsze było dosyć kluczowe. Prawdę mówiąc to hamulca zawsze trochę mi brakowało. Teraz kupuję żwirówkę z hydraulicznymi 105. Mam nadzieję, że te w końcu będą dawać radę. Nawet nie wyobrażam sobie normalnego hamulca szczękowego. Po prostu nie wsiadł bym tu na ten rower bo bym się pewnie szybko uszkodził. A dodać trzeba, że te rowery używane są jako wyprawówki i często poza kolażem dźwigają bagaże!

        1. Serio? O ja biedy, tyle lat po górach jeździłem z v-brake’ami nie wiedząc że bez hydraulików sie nie da…

  9. Jeździłem gravelem zanim to było modne.

  10. Giant Anyroad wygląda jakby go ktoś dla żartu złożył.
    GT Grade ma pedały z koszykiem…
    Filmik nie zmotywował mnie, jedynie nasunęło się pytanie „Ale po co?”, i Martyn Ashton mi się przypomniał.

    1. Anyroad to rower, który wzbudza bardzo skrajne emocje :)

      1. Heh, trzeba przyznać, że przez tą długaśną główkę i ekstremalny sloping nadali mu dość… wyrazisty charakter :P

        Ale jeśli komuś taki wygląd pasuje, to bardzo ciekawy rower.

    2. to są stockowe pedały, koszyczek można odpiąć.. inni producenci nei dają żadnych, więc lepsze niż nic

  11. Jak to jest chwycić wąskiego baranka po przesiadce z 780mm kiery? :) Sam myślałem o uzupełnieniu endurówki szosą endurance, a od jakiegoś czasu rozważałem gravela właśnie. Nadal się zastanawiam co by było optymalnie. Przeznaczeniem roweru byłby przede wszystkim asfalt, ale niekoniecznie dobrej jakości.

    1. W porządnym gravelu nie ma wąskiego baranka :)

      1. Hehe, no właśnie :) Whyte ma 500 mm. O dziwo po przesiadce 780 nie jest to jakiś wielki szok. Bardziej hamowanie na zjazdach w dolnym chwycie ;)

        PS. Mamba, w kontekście baranka, mogłabyś się pochwalić swoim porównaniem :) http://www.mambaonbike.pl/enduro-szosa-pojedynek/

    2. Sugerowałbym jednak endurance’owa szose. Z doświadczenia wiem ze to wciaga, a przelaje i gravele na ogol maja lekka nadwage.
      Na oponach 28c komfort jest calkiem ok. Tylko do takich opon potrzebujesz albo tarczowki albo najnowsza ultegre.

      1. „Komfort jest całkiem ok”, ale chyba dopóki jedziesz po asfalcie ;)

      2. Bzdura niestety. 700x28c mieści się niemal w dowolne hamulce – Sorę, 105 oraz przedpotopowego, 10-biegowego Recorda :)

        1. Bo tu w komentarzach, panie, to głównie teoretycy się udzielają :)))

  12. Sam jakiś czas temu porzuciłem rower XC właśnie na rzecz gravela. I póki co do szlajania się po Śląsku to idealny rower :)

    1. No właśnie – Śląsk…
      – niedobór fajnych singli;
      – niedobór fajnych szos;
      – nadmiar leśnych szutrówek;
      Idealne miejsce na taki rower :)

  13. Lada moment powinny wyjść albo już wyszły kolejne gravele:
    – Kelly Soot
    – Accent Feral
    – Merida Silex
    – Marin Gestalt
    – Raleigh Mustang Comp
    – Fuji Tread
    – Ridley X-Trail

    1. Na razie wrzuciłem to co jest – jak pojawią się już wszystkie ceny 2018, na pewno zaktualizuję listę :)

  14. Fajny wpis i na czasie mimo, że trochę w uproszczeniu :) Ogólnie ciężko zakwalifikować rower Gravelowy bo są modele bardziej sportowe jak i typowo wyprawowe. Nawet niektóre tańsze przełajówki przypominają gravele dzięki łagodnej geometrii jak i możliwości montażu bagażnika, błotników i opon powyżej 35C w ramie i 40C w widelcu. Ciekawy jest Twój Whyte ponieważ ma konkretnie długą górną rurę wobec innych modeli. Pewnie przez to ma krótszą kierownicę (reach) niż reszta rowerów. Ah… ta geometria progresywna ;)

    Co do zdania, że Gravele nie mają nic wspólnego z zawodami to poniekąd prawda, ale trzeba pamiętać że, raczej tylko u nas w EU? W końcu moda na te rowery przywędrowała z USA, gdzie organizowane jest wiele wyścigów gravelowych na bardzo długi dystans. Aby było łatwiej powstały wygodniejsze jak i stabilniejsze ramy przystosowane do szerszych kapci jak i pojawiły się na rynku nowe opony. Taki szybki przykład: https://www.youtube.com/watch?v=048pw3bG754 Ludzie cisną tam na szosach i nawet monstercrossach ;) A np. wchodząc na stronę Panaracer (który słynie z lepszych opon Gravelowych) w zakładkę Gravel nie znajdziemy fotek bikepackingowego hipstera tylko gości co biegną z rowerami przez rzekę i błoto niczym przełajowy wyścig ;)
    Kolejny przykład: Co do Rondo Rutt to właśnie na nim śmiga jeden z naszych lepszych ścigantów Michał Bogdziewicz i wygrywa właśnie tym rowerem zawody przełajowe ;)

    Ogólnie Gravele/ uniwersalne przełajówki są wypas! Do sportu i do rekreacji. Polecam każdemu spróbować, nie ma tej nudy na szutrach i szosie, która czuć siedząc na MTB :)

    1. Masz rację, nawet w ten weekend były pierwsze (?) zawody w Polsce:
      https://www.facebook.com/events/316355695439048/

      Ale to jeszcze chyba nie jest taka napinka, żeby narzucać jakieś konkretne rozwiązania sprzętowe, ubiór itp…? Choć może w USA już jest. Trzeba szybko korzystać, zanim do nas przyjdzie ;)

    2. O, i to ma sens, to jest gravel, w stosunku do filmu MONGOOSE.
      Gravel – Szybki rower terenowy, to będzie chyba najcelniejsze stwierdzenie.

  15. Po pierwsze ile rowerów może mieć zwykły pracujący człowiek. Hardtail z oponami 1,8 cala waży prawie tyle co gravel. Można założyć mostek odwrotnie i jest super na żwirach a i na leśną ścieżkę można wyskoczyć. Po zmianie opon na grube można jechać wszędzie. Wiem o czym piszę bo mam rower szosowy od 2 lat więc wiem czym to się różni od MTB. Dla mnie kategoria rowerów sztucznie wymyślona.
    Po drugie: może gdzieś w Polsce są żwiry. W Małopolsce są tylko odcinki po kilka kilometrów a i one znikaja. Gminy z roku na rok asfaltują co się da. Niestety.To gdzie na tym gravelu można jeździć.

    1. No widziesz, a „na Śląsku” (równie szerokie pojęcie, co Małopolska) z kolei leśnych szutrów w nadmiarze :P

      PS. Polecam chociażby Jurę, coś tam słyszałem o Puszczy Niepołomickiej. O terenach pod-górskich nie wspominając.

    2. Nie wiem skąd zarzut o sztuczności kategorii.
      Ja sobie na przykład kupiłem gravela jako rower głównie na szosę , ale tez do jazdy łatwiejszymi scieżkami oraz szutrami gdzie na mtb umarłbym z nudów. Poznałem tak parę fajnych tras na które szosą bym nie wjechał, bo koła by tego nie przeżyły, a góralem też nie bo za łatwo:) (Btw mieszkam w Małopolsce)

  16. @Marek Wójcik Małopolska to szerokie pojęcie. To również sprzęt na górskie szutry i drogi, których jest od groma. Więc pytanie o zasadność jazdy jest tak jakby bez sensu.

  17. Widziałem ten film już kiedyś, muszę nie znać, bo dla mnie trasa którą koleś pokonuje jest co najmniej XC i robi to na rowerze „szosowym”, dumnie nazywanym gravel’em (kolejna nisza rowerowa). Dla mnie koleś z filmu ewidentnie się momentami męczył, a jak zaczął hopsać a’la Danny Macaskill, to wybuchłem gromkim śmiechem. Z drugiej strony, żal mi było tego jęczącego tylnego koła na tych głazach.
    Mówisz Gravel – mniej „kolarska” geo i szersze opony, a jak do XC założę wąskie 1.5 to nie będzie to samo? Taniej, prościej.
    Marek ma racje, klasa sztucznie wymyślona, do kalejdoskopu dziwadeł brakuje na rynku 29+
    P.S. Ogólnie szacun dla kolesia z filmu, żeby nie było.

    1. Jak do XC założysz opony 1.5″, to dalej nie będzie on miał baranka (aerodynamika na szybkich przelotach + różne pozycje rąk w turystyce), sztywnego widelca (dla niektórych to lepiej, ale ja od gravela oczekuję prostoty, niskiej masy i bezpośredniości przyspieszania) i paru innych rzeczy.

      Krótko mówiąc, będzie zupełnie innym rowerem ;) Nie lepszym, nie gorszym, ale innym. Warto pamiętać, że różni ludzie mają różne gusta, potrzeby i oczekiwania.

      Bo nie jest to „klasa sztucznie wymyślona”, tylko po prostu ewolucja przełajówek i szosówek, które ludzie zaczęli używać nie tylko do wyścigów, ale też turystyki i jazdy dla funu.

      1. Ja dla funu używam przełajówki i szosówki…

  18. Chociaż kto wie, może 29+ już jest :)

    1. Z jednej strony to masz rację, z MtB można sobie szosę zrobić, ale po co się spinać. Ja mam krossa full suspension. Może wymienię kierownicę i będę się chwalił, że mam pierwszego Gravela full suspension :)

  19. W sumie trzeba się cieszyć, że powstają kolejne piękne rowery a my mamy szerszy wybór. Nie ma co się złościć, że producenci chcą zarobić a blogerzy chcą mieć więcej wejść na stronę. Od przybytku głowa nie boli. Szkoda tylko, że gdy coś nowego powstaje to czasem znika coś stargo. I chyba to nas boli i niepokoji w tych nowościach.

    1. Dobrze napisane.

      Tylko zastanawiam się, komu/czemu zagrażają gravele? Bo klasyczne szosówki, przełaje i MTB XC nigdzie się nie wybierają. Zakładając, że w ogóle ktoś z wypowiadających się tutaj faktycznie na nich jeździ ;)

  20. Jak wygląda wygoda dłuższej jazy – wiele godzin dziennie, przez tydzień, dwa? Chodzi mi o nadgarstki i brak amortyzatora.

    Wiadomo, drogi są różne. Korzenie, kamienie. Żeby odwiedzić fajnie miejsca czasem zjeżdża się z trasy.

    1. Na razie maksymalnie zrobiłem ~135 km w ciągu dnia i pod koniec nie czułem się specjalnie wymęczony. Jak by było przy kilkudniowej jeździe to nie wiem, ale z założenia są to rowery do takich właśnie długodystansowo-turystycznych zastosowań.

      Choć oczywiście wszystko zależy od:
      – konkretnego roweru (wysokość i kształt kierownicy);
      – osobistych predyspozycji (wytrenowanie, rozciągnięcie);
      – oczekiwań (są osoby, które przeznaczenie amortyzacji rozumieją jako poprawiacz komfortu…).

  21. Michał, a jak oceniasz dobór przełożeń w Twoim gravel’u? 40x11T nie pozwala osiągnąć zbyt wielu warp-ów, a przy stromym podjeździe pewnie chciałoby się więcej niż 40x42T ;) Nie brakuje Ci czasem tej dodatkowej tarczy z przodu?

    1. Zakres jest większy, niż w szosowym napędzie 2×11, więc nie brakuje ;)

  22. Hej! Właśnie zastanawia mnie jak by się jechało po szosie na tym gravelu w drugą osobą na szosówce- jak duże są straty mocy i jakie prędkości się osiąga.

    Pytanie trochę z kapelusza- czy ktoś na tym rowerze przewoziłby dzieci w foteliku z tyłu? :D

    1. Siema! Na Gravelu nie śmigałem, ale sporo na przełajówce, ale to dość podobne bestie więc tak:

      Prędkość na szosie zależy głównie od opon oraz od aerodynamicznej pozycji. W chycie dolnym od razu masz kilka km/h więcej przy tym samym wysiłku. Jak wstawisz sobie cienkie oponki 28C oraz ustawisz kierownicę niżej niż siodełko to spokojnie utrzymasz tempo szosowców na poziomie wytrenowania co Twój, tylko że po dłuższym dystansie będziesz bardziej zmęczeni niż oni. Dlaczego? Pewnie dlatego, że typowa szosa będzie po prostu lżejsza (łatwiejsze podjazdy) oraz umożliwi szybsze przyśpieszanie i dynamiczniejszą jazdę co na setnym kilometrze będzie czuć w nogach ;)

      Co do fotelika to uda się zamontować chociaż ja bym się bał używać ponieważ mocno popierdzieli to środek ciężkości, który w rowerach szosowych/gravelowych jest dość nisko umieszony. Do tego strach się rozpędzić na co pozwala taki rower. Dla mnie foteliki to ogólnie nienajlepszy pomysł… od biedy dobry na krótki przejazd po gładkim mieście. Na wypady w lżejszy teren polecam amortyzowaną przyczepkę rowerową, która jest bezpieczna, odporna na warunki atmosferyczne oraz pozwala maluchowi odpocząć i nawet spać bez latającej na boki głowy. Raz widziałem jak tatuś zapierdzielał z takim śpiochem… aż dziw bierze, że dziecku się głowa nie urwała :( Tata pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, że przewoził bezwładnego szkraba ;)

    2. Do swojego Jamisa Renegade zakładałem fotelik i da się jeździć, ale:
      – opony 700×35 poza asfaltem jednak są mało komfortowe i dziedziczka narzekała, na większe niż na mtb drgania
      – szeroka kiera w mtb daje większą stabilność i pewność niż baran (460 mm w górnym chwycie w moim przypadku)
      Jak masz wybór to lepiej wozić dzieciaka na mtb, a jak nie masz to na szutrówie też da radę.
      Co do przyczepek, które ktoś tam wspominał to wiadomo, że fajnie ale:
      – kilka razy drożej od fotelika
      – trzeba mieć gdzie to trzymać
      – trzeba mieć czym to zabrać na wakacje
      – ciężko pogadać z dzieckiem w czasie jazdy
      Tani i lekki hamax wygrywa, też amortyzuje, a jak dziecko zaśnie to jest okazja zrobić postój. Moje nie sypia w czasie jazdy, więc jak widać da się zrobić takie, które nie ma tego problemu:)
      Sorki za offtop:)

      1. Gravel daje radę spokojnie. Fakt nie jest tak komfortowo jak z kierownicą MTB, aczkolwiek jadąc na wycieczkę z dziećmi wybieram spokojne trasy. Uważam więc, że kwestie bezpieczeństwa czy komfortu (wynikające z wybranej trasy) w dużej mierze bardziej zależą od wyobraźni, a mniej od samego rodzaju roweru.

        Od siebie dodam tylko, że jadać z dzieckiem w foteliku ma kilka zasad: nie jeżdżę w butach z blokami, staram się unikać dróg asfaltowych o średnim i wyższym natężeniu ruchu, nie spieszę się, unikam stromych pojazdów i zjazdów, staram się wybierać drogi polne/leśne bez kamieni i korzeni, jadę przed żoną żeby mogła mieć oko na córkę w foteliku i najważniejsze – kto nie ma kasku ten nie jedzie !

  23. Jeszcze pozwolę sobie dorzucić pytanie o model, którego zabrakło w poniższym zestawieniu, czyli Vitus Energie.
    Czy masz jakieś przemyślenia?

    1. Nie :P

      Nie mam w gravelach doświadczenia pozwalającego oceniać rowery na podstawie danych katalogowych.

  24. Jezdze na stalowej konie rove od 2014 i od tego czasu troche mi odwalilo, najpierw zaczelo sie od tras w stylu wroclaw- walbrzych glownie polnymi drogami, potem zaczalem jezdzic w gory… i kupilem stalowego gorala (stanton sherpa). Przelomowym momentem byl dobor odpowiednich opon (surly knard 700×41) i niskie cisnienie. To naprawde uwolnilo go na zroznicowany teren i dodalo komfortu i przyczepnosci. Co do baranka to niski chwyt obniza srodek ciezkosci i rower jest bardziej stabilny na zjazdach. Gorny chwyt na klamkach (sram apex) jest bardzo ergonomiczny i bez napiec w nadgarstku pozwala pompowac nierownosci. Geometria tego roweru sprzyja cisnieciu w pedaly, rower dzieki kierownicy daje mozliwosc przesuniecia ciezaru mocno na przod i swietnie przyspiesza. A krotki tyl daje mu zwrotnosc i zywotnosc (to chyba nie najlepsza cecha jezeli chodzi o krzeselko dla dziecka). Generalnie jezeli chodzi o plaski off-road, np jakies petle wokol miasta walami przeciwpowodziowymi, wzdluz walow kolejowych, czy polami, to preferuje ten rower a nie mtb, bo jest szybciej i jest wiecej zabawy. Ostatnio gdy moj goral mial przerwe serwisowa a trafila sie mozliwosc wyjazdu w rudawy janowickie, zabralem kone – i coz ograniczenia potrafia dac fun, jedzie sie wolniej ale zabawy jest co nie miara.

  25. Da się bez hydraulików. Tylko w gravelach najczęściej są tarczówk mechaniczne a linki w pełnych pancerzach prowadzone po ramie nie wewnątrz, opony wkładka antyprzebiciową itd itp ponieważ to musi działać zawsze a jak się s…li to musi być łatwe i proste w naprawie daleko od serwisu. Tym się nie ścigasz na Xc czy szosie z zapleczem i kibicami. Tym się szwendasz gdzie chcesz, kiedy chcesz i zawsze dojedziesz :) Ja na vbrakach dwa razy w roku musiałem felgi wymieniać ponieważ używam roweru codziennie przez cały rok. Policz co tańsze. Tarczówka TRP( standard w tej klasie) czy dwa komplety felg co roku?

Dodaj komentarz do tekstu Gravel bike – rower, na którym wypada

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Test: Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Sprzęt, Testy / 

Kolejna sztyca regulowana na rynku? Pięć lat temu to byłby news, ale teraz…? Co drugi producent ma swojego myk-myka, z których większość różni się detalami. Są jednak wyjątki. Jednym z nich jest sztyca BikeYoke Revive, którą od niedawna można kupić w Polsce.

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Sztycę otrzymałem do testu od dystrybutora: sklepu EMTB.pl


Czym BikeYoke Revive różni się od Reverba i innych sztyc?

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Na pierwszy rzut oka: niczym szczególnym (może poza opakowaniem). Ot, kolejna hydrauliczno-pneumatyczna sztyca umożliwiająca ustawienie siodła na dowolnej wysokości za pomocą manetki sterowanej zwykłą linką. Dwie dostępne średnice (30,9 / 31,6 mm), trzy warianty skoku (125 / 160 / 185 mm). Dzień jak codzień.

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Instalacja również przebiega monotonnie. Linka jest doprowadzona wewnątrz ramy, od dołu sztycy („stealth”). Wystarczy ją dociąć (prawidłowy „naddatek” długości jest nadrukowany na samej sztycy, więc nie musisz nawet wyciągać instrukcji ani linijki), przeciagnąć przez ramę, nakręcić końcówkę i zahaczyć o szczelinę w sztycy.

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Manetka ma baryłkę regulacyjną, więc naciąg linki ustawisz już w trakcie jazdy. Nie musi być idealny, sztyca ma sporą tolerancję.

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Nawet jarzmo zostało przemyślane pod kątem nudnego zakładania siodła – śruby są na tyle długie, że nie musisz ich całkowicie wykręcać (a potem szukać po całym pokoju…).

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Jedyne, co może Cię zaskoczyć podczas montażu, to dłuższy niż zwykle odsłonięty odcinek dolnej rury… A to przez pierwszą z bardzo istotnych różnic…

Dużo mniejsza wysokość = większy skok

Revive jest najniższą na rynku sztycą, jeśli chodzi o odległość od dolnej obejmy do prętów siodła. Ma to ogromne znaczenie w momencie, kiedy jesteś na granicy rozmiarów i ogranicza Cię zbyt długa rura podsiodłowa.

BikeYoke Revive wymiary

Wymiary dla 160 mm skoku / Źródło: BikeYoke

Przy skoku 125 mm, BikeYoke ma tylko 166 mm – to prawie 3 cm mniej, niż Rock Shox Reverb! Oznacza to, że Reverba 125 mm prawdopodobnie będziesz mógł zastąpić Revive o skoku 160 mm – wystaje tylko o 6 mm wyżej. A jeśli masz w ramie trochę więcej luzu – może nawet 185 mm. Jak to możliwe?

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Poza obniżeniem jarzma

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

…BikeYoke zrezygnował z nakręcanego pierścienia trzymającego ślizg i uszczelkę. Zamiast tego, dolna rurka jest jednoczęściowa.

Zintegrowany kołnierz jest nie tylko dużo niższy – podobno pozwala też na lepsze osadzenie ślizgu. Nakręcany pierścień nie jest zresztą jedynym elementem uproszczonym przez BikeYoke.

Brak IFP = płynność!

Do kosza poleciał też zawór IFP, odpowiedzialny za największą bolączkę sztyc regulowanych: tzw. „łapanie sagu”, czyli zapadanie się sztycy w wyniku zapowietrzenia tłumika. Usunięcie tego elementu uprościło też proces produkcji – a to oznacza niższy koszt i większą tolerancję na błędy.

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Ale co najważniejsze z punktu widzenia użytkownika – o połowę mniej uszczelek oznacza mniejsze tarcie i lżejsze działanie sztycy. O ile dobrze ustawionego Reverba trzeba stanowczo wcisnąć tyłkiem, to do obniżenia Revive wystarczy lekki nacisk na siodło udami. Można to zrobić nawet na stromym zjeździe, bez mocnego zmieniania pozycji. Różnica jest kolosalna!

Ergonomia = częściej używana sztyca

Nie tylko tłumik działa wyjątkowo lekko, ale też manetka „Triggy”, która jest zawsze pod ręką. Po przesiadce ze starego guziczka Reverba (aktualnie można już dokupić wersję z dźwignią pod kierownicą), komfort szokuje jak pierwsze wysłanie PIT-a przez internet.

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Dźwignia działa precyzyjnie i bez wstępnego oporu – nie ma problemu, żeby błyskawicznie podnieść siodło (co potwierdza dobrze słyszalne puknięcie), ale też powoli zmienić wysokość o kilka milimetrów.

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Manetkę można opcjonalnie zamontować na obejmie klamki hamulcowej (SRAM/Shimano). Kokpit wygląda dzięki temu dużo lepiej.

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Poza manetką do napędów 1x („Triggy 1-by”), jest też dostępna pionowa dźwignia montowana przy gripie – do rowerów z przednią przerzutką („2-by”).

Zawór Revive = błyskawiczne odpowietrzanie

Skoro nie ma IFP, to nie da się zapowietrzyć tłumika, prawda? Nie do końca – rozwiązanie BikeYoke nie jest w 100% odporne na „łapanie sagu” (choć trzeba się bardzo postarać). Prowadzi nas to do bezdyskusyjnie najlepszego ficzeru tej sztycy: procedury odpowietrzania.

Sztyca regulowana BikeYoke Revive

To magiczne gniazdo na imbusa jest najważniejszym wyróżnikiem Revive.

W przypadku każdej innej sztycy, procedura ta zazwyczaj polega na wymontowaniu jej z roweru, zapakowaniu w kartonik i wysłaniu kurierem do serwisu na pełny przegląd z wymianą uszczelek IFP. Ewentualnie na wymianie kompletnego tłumika na nowy, w przypadku tańszych, nierozbieralnych modeli.

W przypadku Revive (co po angielsku znaczy „wskrzeszać, ożywiać), procedura odpowietrzania wygląda tak:

Do ożywienia mocno zapowietrzonego tłumika (celowo, poprzez uginanie do góry nogami – nie róbcie tego w domu) wystarczy imbus 4 mm i jedno ugięcie sztycy ręką. Skoro żadnemu producentowi nie udało się jeszcze skonstruować w 100% niezawodnej sztycy (czy to w ogóle możliwe?), rozwiązanie Niemców okazuje się bardzo… życiowe.

Tak to wygląda od wewnątrz:


BikeYoke Revive – werdykt

BikeYoke Revive to szyca stworzona typowo po inżyniersku – co dało się uprościć, zostało uproszczone, a najbardziej prawdopodobny scenariusz awarii został zabezpieczony przez możliwość błyskawicznej naprawy przez użytkownika. Dzięki temu, choć na pierwszy rzut oka nie różni się od konkurencji, BikeYoke oferuje realne – a nie tylko marketingowe – korzyści względem najlepszych modeli.

Do tego dochodzi cena, o 400-500 zł niższa od bezpośrednich konkurentów. Jeśli tylko Twój budżet na sztycę regulowaną przekracza 1000 zł, jest to zdecydowanie najbardziej opłacalny wybór.


Walety

  • mała wysokość do prętów siodła;
  • duży skok;
  • błyskawiczne odpowietrzanie;
  • lekkość działania;
  • ergonomia manetki;
  • prosty montaż;
  • cena.

Zady

  • dla posiadaczy starszych ram: brak wersji z zewnętrznym prowadzeniem linki.

Średnica: 30,9 / 31,6 mm
Cena/skok: 1449 zł (125 mm) / 1549 zł (160 mm) / 1749 zł (185 mm)
Strona i sklep dystrybutora


Bonus: co jeszcze ciekawego w ofercie BikeYoke?

BikeYoke - standardowe mocowanie dampera Specialized Stumpjumper Enduro

Elementy zawieszenia

BikeYoke zawdzięcza swoją nazwę specjalnym elementom łączącym wahacz z damperem (czyli yoke właśnie). Pierwszym produktem firmy był łącznik pozwalający zastąpić dedykowane mocowanie dampera w ramach Specialized. Aktualnie są dostępne elementy do Cambera, Stumpjumpera, Enduro, SX Traila i Turbo Levo.

BikeYoke Modefixxer - zamiennik Shapeshifter Canyon Strive

BikeYoke Modefixxer

Dużo ciekawszy jest jednak Modefixxer, czyli sztywny łącznik zastępujący niesławnego Shapeshiftera w Canyonie Strive. Co prawda awaryjność tego elementu została już wyeliminowana, ale jeśli chcesz uprościć i odchudzić swojego Strive’a, możesz to zrobić za 289 zł. Jest też droższa wersja, umożliwiająca zmianę geometrii śrubą.

BikeYoke Triggy manetka sztycy regulowanej

BikeYoke Triggy

Wracając jednak do sztyc, ciekawym produktem jest manetka Triggy – identyczna jak w Revive. Można ją kupić osobno (249 zł) i połączyć z dowolną sztycą, dzięki dostępności w dwóch wersjach (z baryłką linki przy manetce lub przy sztycy).

BikeYoke Rock Shox Reverb DeHy - manetka na linkę

BikeYoke Reverb DeHy

Co ciekawe, przez „dowolną sztycę”, mam też na myśli Reverba! System BikeYoke DeHy pozwala zastąpić hydrauliczną manetkę Rock Shoxa klasyczną linką. Nie jest to tania zabawa (449 zł za cały zestaw), ale jeśli uszkodziłeś oryginalną dźwignię, jest to ciekawa alternatywa w podobnej cenie.

BikeYoke Shifty

BikeYoke Shifty

Ostatni gadżet niemieckiego producenta to Shifty. Pamiętasz kółeczko Avid Rollamjig, które poprawiało działanie tylnej przerzutki w błocie? Nowe przerzutki SRAM-a mają je już w standardzie, ale jest ono wykonane z plastiku i wrażliwe na brud. Shifty to aluminiowa alternatywa na uszczelnionym łożysku, dla maniaków idealnie działającego napędu.


Zobacz też:

 

  1. Chciałbym, może i kupiłbym, ale takie małe „G”ie, a taki szmalec. Ceny sztyc regulowanych są jak cena nowego iPhona, w chooooooy przegięte. I to jest fakt. Taki „bajer” powinien średnio kosztować 500zika najlepsze modele 700zika i tyle. Sztyca w cenie ramy HT? W cenie średniego amora? P.R.Z.E.G.I.Ę.C.I.E.
    Może i marudzę i potrzeba mi maści na ból dupy, ale ceny regulowanych sztyc są chore.

    1. Są też modele za 500-600 zł, ale jak chcesz mieć top, to niestety… Porównaj sobie z cenami damperów – najbardziej podobna technologia.

    2. Niestety, produkty kosztują tyle ile jest w stanie zapłacić za nie klient. Myślisz, że rowery Yeti czy Intense są warte tych 40-50tys? Nie, ale znajdą się ludzie, którzy będą chcieli za nie tyle zapłacić więc tyle kosztują. Mnie też się to nie podoba, ale tak już jest i trzeba się z tym pogodzić, takie płacze to tylko strata energii. Jeśli tak bardzo Ci nie pasuje obecna sytuacja, to zamiast płakać bierz się i konstruuj sztycę swojego pomysłu, która będzie kosztować 500zł :)

      A co do sztyc, bardzo mnie się podobają. Reverby problemowe, nie kupiłbym. Póki co mój Specowski Command Post działa 4 sezon i jestem mega zadowolony! Ale gdybym musiał zmieniać to BikeYoke byłby pierwszym wyborem :)

  2. Warto może jeszcze wspomnieć w jakich sytuacjach się „zapowietrza”. Wiedząc to można większości z nich uniknąć :)

    Aczkolwiek odpowietrzanie jest dziecinnie proste – a i od marca do teraz robiłem to może z 5 – 6 razy

    1. No to napisz, w jakich sutuacjach się zapowietrza :)

      Bo ja ją musiałem mocno przymusić, tzn. uginać do góry nogami. Niedawno wprowadzili do niej jakiś nowy mikro zawór, który eliminuje częste zapowietrzenie, o którym pisali w niektórych testach.

  3. Właśnie super fajnie pięknie ale te 1.5k złociszonów to z 3x za dużo. Stąd ja mam plana na sztyce Giantowską. Cena sensowna można linkę w ramę wsadzić a i można puścić obok i działa przynajmniej u kumpla pół roku bez żadnych problemów. Moja ręczno-mechaniczna działa bardzo wolno chodź coraz szybciej i na 99% bo jedynie syf z koła utrudnia pracę :P

    1. Giant jest super w swojej cenie, o ile poprawili już rysujący się tłok. Tyle że jak się zapowietrzy – a wiadomo, że prędzej czy później to nastąpi – to trzeba wymienić cały tłumik (219 zł po gwarancji) :(

      1. A proszę link do filmu – wszystko na nim jest :)

        https://videos.mtb-news.de/47590/test_bikeyoke_revive_sattelstutze

        p.s.
        Osoba prezentująca co i jak to współtwórca min. Alutech ICB 2.0 :)

    2. Posiadam Giantowską sztyce (tą 2 generacji) od roku. Parę przemśleń:
      – U mnie w sklepie Gianta tłumik kosztuje 160zł (pytałem ze 3 miesiące temuz ciekawości). Gwarancji u nich nie mam.
      – Podczas sezonu tylko raz sztyca się „zatarła” i opornie pracowała nie odbijając do końca,ale jeździłem 3 dni w błocku po górach. Przeczyszczone i działała jak nowa. To jedyna „awaria” jaką miałem.
      – Manetka jest okropna ;)
      – Na goleni sztycy jest już małe przetarcie (pionowa kreska). Zapewne od górnego ślizgu.
      – I teraz największa wada: Prawie od samego początku ma luz osiowy. Można lekko siodełkiem obracać. Każdy dropper tak ma jednak tylko w tym modelu jest przy tym na tyle luzu, że górna część sztycy obraca się sama i na zjazdach z opuszczonym siodłem słychać dzwonienie i obijanie się… Jeśli ktoś lubi ciszę na rowerze – będzie się strasznie wku%@@$!ć. Jeśli komuś nie przeszkadzają takie dźwięki – tania, w pełni sprawna i póki co niezawodna sztyca.

  4. Pytanie laika. po co mi dłuższa sztyca? (Teraz mam 125). I tak dłuższej przecież nie wysunę na max bo nie dosięgnę do pedałów. Źle myślę?

    1. To czy wysuniesz, zależy już od długości rury podsiodłowej ramy. Jeśli jest na styk, czyli pierścień sztycy opiera się o zacisk w ramie, to rzeczywiście nie da rady zwiększyć skoku.

      Ale jeśli sztyca jest trochę wysunięta, tzn. widać odsłonięty kawałek dolnej rurki między pierścieniem a zaciskiem, to wtedy warto te centymetry wykorzystać na dodatkowy skok. Zawsze to więcej miejsca do manewrowania ciałem na stromych sekcjach.

  5. Odnośnie „Zadów” – to nie jest tak że tylko posiadacze „starszych ram” nie mogę użyć takiej sztycy. Ja np mam Kellys SWAG 2017 – i konstrukcja ramy nie pozwala na użycie sztycy z wewnętrznym prowadzeniem kabla (od dołu). Więc nawet gdybym chciał poszaleć i wydać 1,5kPLN na tą rurkę – to i tak nie ma to sensu.

    1. Swag nie jest najnowszą konstrukcją – na rynku bez większych zmian od 2013, 2014? Rock Shox pokazał pierwszego Reverba Stealth chyba w 2012.

      PS. Rama wygląda, jakby rura była otwarta nad damperem – nie ma tam żadnego prześwitu?

      1. No cóż – nie patrzyłem na tą ramę jako na „starą” – skoro rower kupiłem jako nówkę w maju 2017 :-) Anyway – oglądałem to 3 razy- nie ma opcji. Zresztą widać to po sztycach jakie Kellys montuje w wyższych modelach SWAG – to takie z zewnętrznym prowadzeniem, ale zaczepem linki przy nieruchomej części sztycy – tak że linka ma zaledwie kilka cm i wchodzi do górnej poziomej części ramy.

    2. Zawsze można dziurkę przewiercić podsiodłówce to nie zrobi różnicy

      1. Strukturalnie nie zrobi, ale o gwarancji możesz zapomnieć. A akurat w przypadku Swaga lepiej ją mieć ;)

  6. Fajna manetka, szukałem czegoś do Kind shocka, ale chyba pozostanę przy wyborze Wolf tooth Components Remote, cenowo na I spec 2 korzystniej.

  7. Mam dwa reverby, z chęcią bym je sprzedał i kupił jednego niemca :)

  8. Dla mnie najlepszą sztycą jest gravity dropper, z tradycyjnym mocowaniem linki, serwis banalny, luz naturalny, mam ją od nowości w 3 już ramie, nic z tamtego okresu nie przetrwało.
    BikeYoke to pierwsza realna alternatywa.
    Sprytne są 9.8 ale nie wiele ram wspiera ich patent mocowania

    1. Hm, jaki system mocowania jest w 9.8?

  9. Dla posiadaczy starych ram, ja u siebie wywaliłem dolne mocowanie bidonu w rurze pod siodłowej i tam wpuściłem linkę do sztycy. Nic nie trzeba wiercić, wystarczyło wykorzystać już istniejący otwór :)
    A bidon siedzi na dolnej rurze bo tam też są mocowania do niego, i tak nigdy nie jeździłem z dwoma.

    1. Chytre! Choć dziury na bidon w podsiodłówce to raczej rzadkość :(

  10. jak luzy w BikeYoke?
    Mówie o luzach fabrycznych jak np w KS lev integra. Sag już wiemy że to nie problem.

    P.S. W nowym Lev integra kardidż jest teraz tak zaciśnięty, że nie masz możliwości serwisowania. Jeśli masz SAG, musisz kupić nową rurkę/tłok. Całe szczęści koszt nie jest wysoki, bo ok 200 zł.

    1. W Levie też zrobili zaprasowany tłumik? :( Trochę lipa, myślałem że tej klasy sztycę można serwisować… To by tłumaczyło, czemu tak dobrze cenowo wypada przy Reverbie czy Foksie…

      A co do luzów – na razie niewyczuwalne, ale jeszcze trochę muszę pojeździć, żeby to ocenić (tak z rok) ;)

  11. Właśnie…. Luzy… to jest pytanie meritum. Super Artykuł, jestem do niej przekonany w 100%. Tak samo byłem Podniecony a pro po nowego Bontragera, no ale ogrom „Pracy Roboczej” Mega mnie zniechęcił

    1. Postaram się zrobić dodatkowy filmik z luzami :)

  12. Fabrycznie w Lev DX kartridż był rozbieralny, ale co z tego, skoro wymiana wszystkich uszczelek i oleju pomagała na jakieś 2 miesiące. Potem spowrotem łapała sag. Kupiłem w 7anna nowy kartridż i ten jest już zaprasowany tak, że nie da się go rozkręcić.
    Co ciekawe dystrybutor daje na niego tylko 6 miesięcy gwarancji.
    Więc pewnie są świadomi słabości tego elementu.
    9.8 fallline nie mają żadnego dziwnego mocowania.

  13. Czy element uszczelniający zakończenie rury podsiodłowej widoczny na zdjęciach to fabryczne wyposażenie ramy, czy after market?

  14. nowa sztyca ma taka przypadlosc ze po wysunieciu na top da rade ja jeszcze unieac ze 2 cm. odpowietrzalem ale zastanawialem sie nad dopompowaniem probowal ktos tego bikeyoke? troche jest z tym roboty wg instrukcji

    1. A nie masz za mocno dokręconego zacisku…?

      1. wlasnie nie…

Dodaj komentarz do tekstu Test: Sztyca regulowana BikeYoke Revive

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top