Menu
Menu Szukaj

Miejsca: Canazei, Val di Fassa, Włochy

W tegoroczne wakacje odwiedziliśmy z żoną dwie miejscówki – prosto z Zermatt, które już znasz, ruszyliśmy do Canazei w dolinie Val di Fassa w Dolomitach. Tę nazwę też pewnie kojarzysz, z tegorocznej edycji Enduro World Series. Ma ona jednak do zaoferowania znacznie więcej, niż tylko OS-y z zawodów!

Canazei Val di Fassa enduro MTB
Zdjęcia: Malwina Lalik (@malveliva) i ja.

Gdzie to jest?

O tutaj:

Canazei (i cała dolina Val di Fassa) leży na północy regionu Trentino, u stóp Marmolady, najwyższego masywu Dolomitów (3343 m n.p.m.) – choć nie jest to jedyny efektowny szczyt w okolicy.

Dojazd z Polski jest do bólu typowy: trasa wiedzie przez Czechy (winieta 52 zł / 10 dni) i Austrię (40 zł / 10 dni). Po pokonaniu przełęczy Brennero zostaje jakieś 100 km we Włoszech (ok. 60 zł). W sumie dojazd z ziemi polskiej do włoskiej powinien zająć około 10 godzin.

Canazei Val di Fassa enduro MTB


Trasy

Jedno słowo opisujące trasy w Canazei: zróżnicowane. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie:

  • dość rozległy Fassa Bikepark;
  • wycieczki enduro / all-mountain wykorzystaniem wyciągów;
  • odcinki specjalne Enduro World Series;
  • dłuższe pętle XC.

Więc po kolei:


Fassa Bikepark

Fassa Bikepark - mapa tras
Źródło: oficjalna strona Fassa Bikeparku

Charakter tras jest dość typowy dla alpejskich bikeparków, ale ich układ już niekoniecznie – są one rozstrzelone na dość dużym obszarze i obsługują je co najmniej trzy wyciągi. Z jednej strony trochę to komplikuje planowanie, z drugiej – kolejki do wyciągu są tu rzadkością.

Lezuo Freeride + All Fever / The Col

Wyciąg: Fodom (Passo Pordoi)
Długość: 3,7 km / 1,2 km
Trudność: łatwe

Lezuo i All Fever to tak naprawdę jedna trasa zjeżdżająca z „głównego” szczytu pod wyciąg wywożący na przełęcz Passo Pordoi, a The Col prowadzi do nich z górnej stacji tegoż wyciągu. Są to typowe bikeparkowe trasy niebieskie – płynne, gładkie (z wyjątkiem paru zaskakująco naturalnych sekcji), niewymagające i… raczej nudne. Warto je zjechać ze względu na pocztówkowe widoki, ale najlepiej zrobić to przy okazji dłuższej wycieczki – raczej nie będziesz chciał dobrowolnie powtórzyć ich więcej, niż dwa razy.

Zacan

Wyciąg: (Canazei -) Pecol – Col dei Rossi / Alba – Col dei Rossi
Długość: 1,5 km
Trudność: łatwa

Mieszanka bikeparkowego flow-traila z jump-linem dla początkujących. Czyli w 100% utwardzona nawierzchnia, dużo band, rollerów, niewielkich hopek i… tarek. Podczas naszego pobytu trasa była mocno zniszczona, podobnie zresztą, jak większość flow traili w regionie – osoby, które narzekają na wyłażące na Twisterze kamienie, powinny wybrać się kiedyś do włoskiego bikeparku… Na końcu przechodzi w trasę Infinity.

Double-U

Wyciąg: (Canazei -) Pecol – Col dei Rossi / Alba – Col dei Rossi
Długość: 2,8 km
Trudność: łatwa / średnia

Trochę ciekawsza wersja Zacana, choć bardzo podobna – czyli flow-trail w bikeparkowym (czyt. rozjebanym lekko zaniedbanym) wydaniu, ze sporą ilością fajnych, malutkich hopek, na których można się trochę poodrywać od ziemi, nawet jak się nie umie ;) Końcówka Double-U nabiera charakteru enduro (prowadził tędy początek OS1 Enduro World Series) – pojawiają się korzenie i kamienie, które przygotowują na kolejny etap zjazdu, czyli przeskok na Infinity, 9.90 lub Electric Line.

Infinity

Wyciąg: Fodom (Passo Pordoi) / Pian Frataces / wjazd z Zacana
Długość: 5,3 km
Trudność: średnia / trudna

Trasa ta startuje z Passo Pordoi, ale najłatwiej wjechać na nią nieco poniżej startu, z Zacana. Infinity to dziwaczne połączenie DH/enduro i… nartostrad. Fajne, dość trudne (zwłaszcza na mokro) odcinki w najeżonym korzeniami lesie przeplatają się z niekończącym się (stąd nazwa…?) zjazdem kamienistą drogą po trasie narciarskiej. Te pierwsze zdecydowanie chciałoby się powtórzyć, te drugie trochę do tego zniechęcają. Ale i tak jest to moim zdaniem najfajniejsza trasa Fassa Bikeparku.

9.90 / Electric Line

Wyciąg: Canazei – Pecol
Długość: 2,4 km
Trudność: trudna

Trasy te idą równolegle, a w kilku momentach można przejechać z jednej na drugą – czasem nieświadomie. Również odcinek specjalny EWS stanowił wariację na temat obydwu linii. Dlatego opisuję je jako jedną, choć Electric ma delikatnie bardziej freeride’owy charakter i teoretycznie jest trudniejszy. Mi jednak trudno było to ocenić, bo dla mnie obie te linie okazały się bardzo trudne – zwłaszcza, że podobnie jak Infinity, jechałem je tuż po deszczu i w paru miejscach jazda przypominała zjazd bobslejem, zakładając że na torze bobslejowym występują dywany korzeni, kamienie, agrafki, dropy i drewniane mostki. Polecam dla zaawansowanych – osoby początkujące większość trasy będą musiały sprowadzić.


Odcinki specjalne Enduro World Series

OS1 opisałem już wyżej – składa się na niego końcówka Double-U i połączenie tras 9.90 i Electric Line. OS2 i OS3 to naturalne, wygrabione specjalnie na zawody linie po południowej stronie doliny. Na codzień są one niedostępne z wyciągu, więc je sobie odpuściłem. Pozostaje więc OS4 i OS5.

Gluhwein (OS4)

Wyciąg: Pian Frataces / wjazd z Infinity lub Zacana
Długość: 2,1 km
Trudność: średnia / trudna

Trasa nieoficjalna, nieco ukryta – najlepiej odbić na nią z Infinity lub Zacana. Prowadzi w całości przez las, więc motywem przewodnim są korzenie, ale jak na odcinek specjalny EWS, jest zaskakująco przyjemna. Nie jest szczególnie zniszczona, a nachylenie nie poraża, więc można cieszyć się jazdą i szukaniem linii, które parę miesięcy wcześniej wyjeździł sam Sam Hill. Zdecydowanie polecam.

Tutti i Frutti – Col Rodella (OS5)

Wyciąg: Col Rodella / Pradel + Des Alpes
Długość: 4,4 km
Trudność: średnia / trudna

Prosto z mety Gluhwein można wjechać dwoma wyciągami na start „królewskiego” (najdłuższego) odcinka EWS (jedna uwaga: wyciągi Pradel i Des Alpes są zamykane w czasie sjesty – serio…). A w zasadzie nie „można”, a „trzeba” – chociażby dla ultra-widokowej górnej części biegnącej po grani. Niestety fragment ten jest mocno zniszczony przez zawody i deszcz. Co innego w lesie – tu trasa trzyma się całkiem nieźle i ma parę ciekawych, wymagających sekcji, z którymi można się zmierzyć. Ale nie trzeba, bo w najtrudniejszych miejscach jest kilka linii do wyboru, więc osoby bez mistrzowskich umiejętności też będą miały frajdę. Punkt obowiązkowy wizyty w Canazei!


Wycieczki enduro / all-mountain

Fassa Bikepark wzbogacony OS-ami Enduro World Series jest świetnym punktem zaczepienia, ale ja w alpejskich miejscówkach szukam przede wszystkim całodniowych wycieczek z wykorzystaniem sieci wyciągów. A ta w Canazei i okolicznych miejscowościach jest wyjątkowo rozbudowana.

Sellaronda MTB Tour

Sztandarowa wycieczka w okolicy, zarówno latem, jak i zimą (na nartach). Nas oczywiście interesuje ta pierwsza wersja, a konkretnie Sellaronda MTB Tour CW, czyli pokonywana zgodnie z ruchem wskazówek zegara (clockwise). Jest też wariant CCW (przeciwnie do ruchu wskazówek zegara), nieco łatwiejszy i z większą ilością podjazdów:

  • Sellaronda MTB Tour CW (pomarańczowa) – 58 km, 330 m podjazdów;
  • Sellaronda MTB Tour CCW (zielona) – 55 km, 1020 m podjazdów.

Ambitni riderzy pewnie zrobią oba warianty (trasy pokrywają się w bardzo niewielkim stopniu), ale my wybraliśmy ten pierwszy, ciekawszy.

Dodatkowo za radą Tomka Pawłusiewicza z Transalp.pl zamieniliśmy końcówkę rundy na szlak Bindelweg (znany też jako Viel Del Pan), który okazał się jego największą perełką i najlepszym szlakiem całego wyjazdu… a może nawet całych wakacji? Wąska ścieżka trawersuje zbocze naprzeciw Marmolady, więc widoki o zachodzie słońca jednym słowem urywajądupę. Warto zostawić sobie ten szlak na koniec dnia również z innego powodu – w godzinach otwarcia wyciągów zamienia się on w autostradę pełną turystów…

Reszta Sellarondy też jest przyjemna, choć głównie składa się z flow-traili, łagodnych szlaków i szutrów. Należy ją więc traktować jako fajną, niezbyt wymagającą technicznie wycieczkę all-mountain. Wariant pomarańczowy (CW) nie wymaga też kondycji, choć po takiej liczbie kilometrów i tak gwarantuję Ci, że na drugi dzień będziesz chciał sobie zrobić #restday – nam cała runda zajęła 11 godzin (z robieniem setek zdjęć, przerwą obiadową i bonusowym zjazdem Trailem Porto Vescovo do Arabby – nie polecam), więc warto zacząć zaraz po otwarciu wyciągów, żeby potem się niepotrzebnie nie spieszyć.

NOS Tour

Dystans: 32 km
Przewyższenie: 350 m

Trasa ta stanowi przegląd najlepszych enduro-trawersów, poza opisanym wyżej Bindelwegiem (choć i tę ścieżkę można włączyć jako alternatywne zakończenie). Zaczyna się od bikeparkowego zjazdu w stronę Sasso Pordoi (trasami Lezuo Freeride / All Fever), skąd wyciągiem wraca się na przełęcz i zaczyna pierwszy długi trawers do Arabby, zakończony dość wymagającym rowerowym singlem. Wyciąg z Arabby pozwala zdobyć najwyższy punkt wycieczki, z najlepszym widokiem na Marmoladę (i opcją odbicia na Bindelweg). Ale oszczędzaj kliszę w aparacie, bo za chwilę czeka Cię trawers numer dwa, na którym zostało zrobione większość zdjęć reklamujących Canazei w rowerowych przewodnikach (również zdjęcie tytułowe tego artykułu). Warto ruszyć na niego jak najpóźniej, przy małym ruchu pieszych, zwłaszcza że na wjeździe stoi znak zakazu jazdy (zgaduję, że jest on sezonowy, bo NOS Tour jest jedną z „oficjalnych” wycieczek). W związku z tym oczywiście wcale nie wjechaliśmy na trzeci trawers/zjazd, który w pierwszej części okazał się bardzo techniczny, a pod koniec, od schroniska prowadził szutrem prosto do jeziora Lago di Fedaia. Ale to nie koniec wycieczki – powrót znad jeziora do Canazei wiedzie skalistym singlem przez las, który z czasem robi się coraz łatwiejszy, pod koniec zmieniając się w przyjemną ścieżkę nad rzeką.

Sessalungo Tour

Dystans: 30 km
Przewyższenie: 600 m

Jak już zrobiło się rundę dookoła grupy Selli, można też objechać drugi masyw górujący nad Canazei: Sessalungo, położony na zachód od Col Rodella. Tripa tego pojechaliśmy, żeby sprawdzić, czy tutejsze wycieczki opisane jako „XC” mogą być tak samo fajne, jak w Szwajcarii (gdzie wycieczki XC to prawdziwe, syte MTB). Cóż, okazało się że nie. Oficjalna pętla przypomina trasy maratonów, tzn. w większości składa się z szutrów i sporej ilości podjazdów. Poza epickimi widokami (jedzie się u stóp skały wybijającej się na około kilometr – nie wystarcza zakresu szyi, żeby podczas jazdy ogarnąć to wzrokiem) – nie warto.

Canazei Val di Fassa enduro MTB

My jednak całej pętli nie zrobiliśmy, bo znudzeni szutrami, w połowie przeskoczyliśmy na drugą stronę przełęczy Sasso Piatto (tzn. Malwina na elektryku przeskoczyła, a ja pół godziny pchałem rower) z planem powrotu na Col Rodella zajebistym trawersem Friedrich August Weg. Jest to singiel podobny do Bindelwegu, i niestety podobnie jak on – przejezdny jest wyłącznie późnym popołudniem, kiedy już spłynie z niego rzeka turystów… Zamiast czekać, spłynęliśmy równie fajnym zjazdem do schroniska Michelezzo i dolinką Val Duron wróciliśmy do Canazei.


Inne trasy w okolicy

Przygotowując się do wyjazdu do Canazei, czułem się jak osiołek z bajki Fredry – opcji jest tak dużo, że nie wiadomo, od czego zacząć. Region Val di Fassa jest jednym kilkunastu należących do Dolomiti Bike Galaxy (około 100 wyciągów i 250 km tras rowerowych w 12 dolinach), więc atrakcji w okolicy nie brakuje. My mieliśmy do dyspozycji „tylko” tydzień, więc w ramach degustacji zdecydowaliśmy się na jedną wycieczkę w sąsiedniej dolinie Val di Fiemme (pół godziny samochodem z Canazei).

Pampeago Enduro – Predazzo, Val di Fiemme

Start: Ski Center Latemar
Dystans: 25 km
Przewyższenie: 270 m

W zasadzie to od tej wycieczki zaczęliśmy nasz pobyt we Włoszech, zaraz po przyjeździe z Zermatt. Może to przez zestawienie ze szwajcarskimi trasami, a może przez jej niezbyt spektakularny charakter, Pampeago Enduro nie porwała naszych serc. Poza beznadziejnym początkiem (strata wysokości trasą narciarską), jest to klimatyczny, trawersujący singiel biegnący przez urokliwy las – gdyby znajdował się w Polsce, byłby top-klasykiem znanym przez każdego endurowca. Ale sęk w tym, że nie znajduje się w Polsce, a my z Malwiną często tak się właśnie czuliśmy – ta trasa to taki Beskid Żywiecki na sterydach. I niestety podobnie jak w Beskidach, poważnym problemem są wiatrołomy.

Ogółem jest to niezła trasa, ale mając pod ręką znacznie ciekawsze Canazei, trudno mi ją polecić – po jej przejechaniu nie wróciliśmy już do Predazzo, mimo że miałem tu przygotowane parę wycieczek. Wklejam je tutaj, gdybyś jednak chciał spędzić w Val di Fiemme trochę więcej czasu:

  • Latemar Tour – trasa często wymieniana jako klasyk regionu, choć głównie ze względu na widoki (nawierzchnia to w większości szutry).
  • Col Lusia – podobnie jak wyżej, choć chyba jednak ciut bardziej technicznie.
  • Croce Cornacci / Monte Agnello Tour – to z kolei wygląda na srogie, wysokogórskie enduro.

Dodatkowe atrakcje (nierowerowe)

Trudno mi ocenić Canazei pod kątem dłuższego pobytu bez roweru (np. z dziećmi), ale mogę zagwarantować, że krótki odpoczynek od roweru nie będzie nudny. My zrobiliśmy sobie dwie piesze wycieczki:

Marmolada

Teoretycznie w dolne partie Marmolady można się wybrać też z rowerem, ale jest to misja dla zaawansowanych miłośników wielkich skał i ekspozycji. My zrobiliśmy sobie spacer, zostawiając samochód koło jeziora Fedaia, na parkingu przy wyciągu, i wchodząc do jego górnej stacji trawersującymi szlakami 618 i 619. Wąskie chodniki na krawędzi gołych skał miejscami pompują adrenalinę lepiej od solidnego zjazdu, a możliwość podejścia pod sam lodowiec (lub dużo dalej, jeśli masz odpowiedni sprzęt i umiejętności) jest warta poświęcenia jednego dnia. Na dół polecam wrócić wyciągiem – dwuosobowe „koszykowe” gondole stanowią ciekawe dopełnienie ultra-widokowego dnia (i potencjalny zawał niezapomniane przeżycie dla osób z lękiem przestrzeni).

Sasso Pordoi

Szczyt ten (zdobywany wyciągiem) nazywany jest „Tarasem Dolomitów” – jeśli kiedyś będę chciał popełnić samobójstwo w przepięknych okolicznościach przyrody, specjalnie przyjadę właśnie tutaj. Pionowe skały o przewyższeniu sięgającym 1500 metrów (!) idealnie się do tego nadają. Poza genialnymi widokami na Dolomity, Sasso Pordoi to też dobry punkt startowy do trekkingu w marsjańskim krajobrazie do schroniska Piz Boè, leżącego na blisko 3200 m n.p.m.


Poziom trudności – dla kogo?

Nie jest to najlepsze miejsce dla początkujących, którzy chcą jeździć wyłącznie po bikeparkowych flowtrailach (da się, ale będzie nudno). Z drugiej strony, tutejsze trasy nie są tak wymagające, jak np. w Zermatt. Canazei jest więc świetną miejscówką dla średnio-zaawansowanych, którzy chcą spędzić 1-2 dni w bikeparku, ale przede wszystkim nastawiają się na dłuższe tripy z wykorzystaniem wyciągów, w które wplecione będą zarówno rowerowe single, jak i solidne naturalne szlaki.


Jaki rower?

  • Enduro – jak zwykle najlepszy wybór.
  • Ścieżkowiec – również bez kompleksów sprawdzi się na każdej trasie.
  • Hardtail (trail) – leśne odcinki po korzeniach, bikeparkowe tarki i trasy EWS będą sporym wyzwaniem, ale jeśli dajesz sobie radę na polskich szlakach, dasz sobie radę też tutaj – choć zmęczenie mięśni po każdym dniu będzie wymagało obfitej suplementacji piwem.
  • Rower XC – na najciekawszych opisanych przeze mnie trasach sprawdzi się kiepsko, ale w okolicy jest też sporo dłuższych wycieczek dla miłośników lżejszej, długodystansowej jazdy (np. oba warianty Sellarondy, Sessolungo, czy Tour of the Latemar z Predazzo).
  • Zjazdówka – odpadną Ci najlepsze tripy enduro/all-mountain, ale jeśli planujesz krótszy pobyt (2-3 dni) skupiający się na trasach bikeparkowych i EWS-owych, rower DH nie będzie najgłupszym pomysłem.
  • E-bike – zdecydowaną większość podjazdów robi się wyciągami, więc elektryk jest trochę bez sensu. Ale jeśli to Twój jedyny rower, atakuj Canazei bez żadnych kompleksów – choćby dla dodatkowej swobody przy planowaniu dłuższych wycieczek.

Co zabrać?

W Canazei przyda się kask z odpinaną szczęką lub dwa oddzielne – fullface do bikeparku i na odcinki EWS, a otwarty na wycieczki enduro. To samo tyczy się ochraniaczy – na tripach wystarczą na kolana, ale na ambitniejsze trasy można pomyśleć o zbroi.

Co do bagażu na trasie, ja jeździłem z plecakiem, ale dałoby się obejść bez niego – temperatury są w miarę stabilnie (wystarczy lekka wiatrówka/przeciwdeszczówka), a po drodze często mija się schroniska.


Kiedy (nie) jechać i na jak długo?

Różnorodność tras rowerowych i dodatkowych atrakcji bez problemu pozwoli na zagospodarowanie tygodniowego urlopu (5-6 dni jazdy). I całe szczęście, bo większość kwater naciska na pobyt od soboty do soboty.

Warto jednak uważać z wyborem terminu. To prawdopodobnie najważniejsza informacja tego artykułu: nigdy, przenigdy nie planuj wyjazdu do Włoch w sierpniu! 15.08 Włosi obchodzą święto Ferragosto i praktycznie wszystkie firmy planują wtedy okres urlopowy – dosłownie zamyka się fabryki i biura i wszyscy masowo walą na wakacje. Pomijając już ruch na szlakach, na drogach i w sklepach, możesz sobie wyobrazić, jak to wpływa na ceny – Malwinie cudem udało się znaleźć nocleg taniej niż w Zermatt (standardem były ceny powyżej 1000 euro za tygodniowy pobyt w 2-osobowym apartamencie!).


Wyciągi i karnety

Domyślny wybór to Dolomiti Supersummer Card, czyli karnet na wszystkie wyciągi w regionie… a w zasadzie to w 12 regionach zrzeszonych w Bike Galaxy. Ceny w sezonie 2019 wyglądały następująco:

  • 1 dzień: 47 euro
  • 3 z 4: 108 euro (3 dni jazdy z czterech – jeden dowolny dzień przerwy)
  • 5 z 7: 143 euro (my mieliśmy właśnie takie – dwa dni przerwy wykorzystaliśmy na piesze wycieczki)

Można też kupić karnet na sam Fassa Bikepark:

  • 1 dzień: 35 euro
  • 2 dni: 59 euro
  • popołudniowy: 28 euro (13:00-17:30)
Canazei Val di Fassa enduro MTB
Ciekawostka: na wyciągach z pojedynczą, dużą gondolą, drzwi dla pieszych otwierają się dopiero, kiedy rowerzyści już wejdą na pokład. Very najs!

Noclegi i wyżywienie

Wybierając nocleg, zwróć uwagę na: dostępność parkingu, miejsca na rowery i Wi-Fi. Wszystkie te „luksusy” wcale nie są oczywistością – my mieliśmy z nich tylko parking, więc rowery trzymaliśmy w samochodzie…

Jeśli chodzi o lokalizację, samo Canazei delikatnie mówiąc nie jest specjalnie urokliwe (zwłaszcza w sierpniowym tłoku), więc można zaoszczędzić trochę pieniędzy, decydując się na znacznie przyjemniejsze sąsiednie osiedla Alba i Penia. Między nimi znajduje się alternatywny wyciąg na Col dei Rossi („główny” szczyt – najwyższy punkt bikeparku i start wielu wycieczek), a w razie czego do centrum (i pozostałych wyciągów) można dojechać zamkniętą dla samochodów boczną drogą o niewielkim nachyleniu (więc da się też wrócić).

Na centrum będziesz jednak skazany, jeśli wybierzesz nocleg na Campingu Marmolada – podobno jest całkiem niezły.

My jednak ze względu na możliwość gotowania szukaliśmy apartamentu (no dobra, Malwina szukała, ja w tym jestem beznadziejny). Korzystaliśmy przy tym z Bookingu (szybko odpadł ze względu na dostępność/ceny), Map Google (niby większy wybór, ale w sierpniu i tak wszystko zajęte), jak i z lokalnej bazy na fassa.com. Ta ostatnia (jak zwykle) okazała się najlepszym źródłem, choć najbardziej czasochłonnym – odpowiedzi na maile spływają niespiesznie i oczywiście po włosku (odpisanie po angielsku jest poniżej poziomu godności przeciętnego Włocha pracującego w branży turystycznej).

Ochujalstwo włoskie dolce vita odczuliśmy też polując na pożywienie. Bo tak trzeba nazwać sytuację, w której nie daj borze jesteś głodny podczas sjesty (po polsku: w porze obiadowej). W okolicach południa zamykają tu nawet niektóre wyciągi – WTF?! W ciągu dnia jedyną szansę na coś ciepłego masz w schroniskach, ale i tak nie jest to regułą – znalezienie otwartej restauracji przed godziną 17-18 graniczy z cudem. Na szczęście kiedy już Ci się to uda, włoska kuchnia z dodatkiem najlepszych austriackich przysmaków wszystko wynagrodzi. Jest drogo, ale pysznie.

Canazei Val di Fassa enduro MTB
Sama rozkosz.

Podsumowanie

Jadąc do Canazei można popełnić dwa poważne błędy, które oczywiście koncertowo popełniliśmy: po pierwsze, pojechaliśmy w środku sierpnia, kiedy we Włoszech panuje dziki szał urlopowy. Po drugie, pojechaliśmy tam prosto z Zermatt, które zawiesza poprzeczkę tak wysoko, że później wszystko inne jest trochę meh. Nawet miejsca tak wyjątkowo piękne, jak Dolomity.

Ale obiektywnie rzecz biorąc, Canazei (i Val di Fassa ogółem) jest jedną z ciekawszych alpejskich miejscówek, łącząc bikepark, OS-y Enduro World Series i długie enduro tripy wykorzystujące olbrzymią sieć wyciągów, a to wszystko na niesamowitym tle Marmolady i spółki – zdjęcia mówią same za siebie. Jeśli więc szukasz zróżnicowanej miejscówki na tygodniowy urlop, koniecznie uwzględnij Canazei w swoich planach – upewnij się tylko, że plany te nie zahaczają o sierpień.


Zobacz też inne przewodniki po alpejskich miejscówkach:

 

8
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
SkalniakRaulMattDominikCyprian Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Cyprian
Gość
Cyprian

Jesienną porą taki materiał, takie zdjęcia, wspomnienie lata, wdzięczność za inspirację zmieszana z zazdrością, nie wiadomo co napisać… Jedyne co przychodzi do głowy to „pierwszy!”, ale za to można po ryju dostać:)

Dominik
Gość
Dominik

Ooo to wygląda na niezły pomysł na przyszłoroczne czerwcowe wakacje… :) :D

Matt
Gość
Matt

Właśnie wróciłem z Włoch (w tym Finale dwa dni) i zgadzam się z hejtem na sjestę. Faktycznie ta włoska „sjesta” (tak naprawdę we Włoszech to riposa/riposo, wielu Włochów nie ma pojęcia o czym mowa, kiedy słyszą „sjesta”) to jedna z najbardziej wkurzających rzeczy ever. Szczególnie dla ludzi uprawiających sport.

Mój błąd: po typowym lekkim włoskim śniadaniu (croissant i kawa, może jogurt) i jednej rundzie shuttlem i w dół z NATO base, stwierdziłem, że teraz pora na samodzielny podjazd na Rollercoastera. Miałem 1,5 litra wody i pół czekolady, które na tym super długim, asfaltowym, nudnym podjeździe zniknęły w godzinę (podjazd – ok. 2h). Później nie bylem w stanie nic kupić, wszystkie sklepy i knajpki po drodze (a były może ze dwie) zamknięte. Cukier mi tak spadł, że musiałem się zatrzymywać, nogi zaczęły łapać skurcze etc. i poważnie zaczynałem rozważać kradzież mandarynek zwisających zza płotu przy drodze ;)

Wniosek #1: ZAWSZE we Włoszech miej dużo jedzenia i wody w plecaku.
Wniosek #2: jedz „polskie” treściwe śniadania kiedy uprawiasz sport. Rogalika spalisz w godzinę i odetnie Ci prąd.
Wniosek #3: zaznaczony na TrailForks podjazd na wzgórze Melogno w Finale (skąd startują sławny Rollercoaster, Kill Bill) ssie, to dłuuuuuga i nudna asfaltowa droga, gdzie będziesz wdychać spaliny uwielbianych przez Włochów diesli i mijać nieliczne, zamknięte knajpki i sklepy.

Cyprian
Gość
Cyprian

Nie do końca rozumiem narzekanie na to jak sobie ktoś urządził życie w swoim kraju. To nie jest Namibia czy Korea Północna, tylko jeden z najpopularniejszych na świecie celów podróży o każdej porze roku od setek lat. Nie wiem czy napisano o którymś z krajów więcej niż o Włoszech. Informacje o atrakcjach, zwyczajach i specyfice kraju są bardziej dostępne niż ospa w przedszkolu, dlatego zaskoczenie tym że nie można płacić zbliżeniowo za gumę kulkę lub że Włosi robią sobie wolne o tej czy innej porze jest zaskakujące. To taka sama niedogodność jak konieczność dojazdu czy fakt że nie mówią po polsku.

Matt
Gość
Matt

To temat omawiany (i hejtowany :) w przez wielu i wielu miejscach i publikacjach, zarówno przez Polaków, Amerykanów i wszelkich innych. Niby każdy o tym wie jadąc do Włoch, ale przestawienie wszystkich swoich aktywności tak, żeby się przed riposo w pełni zabezpieczyć jest bardzo trudne, albo wręcz niemożliwe.

Tu nie chodzi o zaskoczenie, tu chodzi o to, że to wkurzające, utrudniające życie i nie ma się co dziwić, że ludzi to frustruje. Pasuje to może do rytmu życia Włocha (który żyje wokół domu, jedzenia i rodziny) ale nie do życia nowoczesnego, aktywnego człowieka, tym bardziej uprawiającego sport. Bez sensu jest pakować do plecaka na rower litry wody i kilogramy żarcia – każdy chce jeździć w miarę lekko i o ile nie jest właśnie w Korei Północnej zakłada, że cywilizowanym kraju Europy (i w miejscowości będącej mekką MTB) może nie zasiądzie w pięknej restauracji w czasie riposo, ale jednak batonika i wodę kupi. Jak nie w sklepie na rogu to na stacji benzynowej. A tu dupa – nawet miejsca z założenia przeznaczone dla ludzi będących w drodze czy przyciśniętych okolicznościami potrafią się zamknąć i co im zrobisz. Sklepy rowerowe/wypożyczalnie tak samo – teraz czekaj na takiego do 16.00 jak Ci strzeli opona czy łańcuch koło południa. Pół dnia jazdy zmarnowane.

Ponadto reguły riposo są niejasne, godziny zmienne i wiele zależy od fantazji samego właściciela.

Skalniak
Gość
Skalniak

Powinni tych nieprzewidywalnych włochów obudzić, wykorzenić i przebranżowić. Wyburzyłbym też starą zabudowę i zbudował przyzwoity market z dużym parkingiem strzeżonym i wygodną szeroką drogą dojazdową. Obok stację benzynową z wielkim logo na 50-metrowym pylonie. Powinni się uczyć od nas jak się robi wygodnie turystom.

Matt
Gość
Matt

Ironia zupełnie chybiona.

Wystarczyłoby, gdyby opanowali zasady podaży i popytu oraz tajemną sztukę pracy zmianowej jak reszta świata (i Rzym – da się) . Szczególnie na południu gdzie przemysłu nie ma i ogrom dochodu to turystyka – może by w końcu przestali narzekać na biedę gdyby pozwolili zostawiać turystom Euro u nich, zamiast zamykać przed nimi drzwi kiedy są głodni, spragnieni czy potrzebują naprawić rower.

Raul
Gość
Raul

Widoki tak zacne aż rozjaśniłem monitor na maxa :) Nic tylko czekać do wiosny ładując baterie oraz portfel… Dzięki za cenne porady ;)

Odwiedź mój profil na
Instagram Top