Oddzielnego podsumowania roku tym razem nie będzie, bo jaki był 2025 na blogu, każdy widział: niewątpliwymi hajlajtsami było wydanie przewodnika po Tour du Mont Blanc i odpalenie konsultacji indywidualnych, które już kilkudziesięciu osobom ułatwiły zakup roweru, a mi dały mnóstwo satysfakcji z bezpośrednich rozmów z czytelnikami. Gorzej natomiast było z regularnymi publikacjami.
Ale nawet gdybym miał w roku napisać tylko jeden artykuł, to byłby ten – tak lubię naszą współpracę z Wróżbitą Maciejem, której owocem jest subiektywna lista trendów, które w 2026 (być może*) wpłyną na to, czym jeździmy, jak jeździmy i – przede wszystkim – na co narzekamy w komentarzach.
*Uwaga: większość punktów to czyste gdybanie, wróżby i fantastyka naukowa – czasem oparte na faktach autentycznych, częściej na faktach zmyślonych. YMMV, czytasz na własną odpowiedzialność, etc.

1. Koła 32″
W zeszłym roku był to jeden z ostatnich wspomnianych przeze mnie trendów, w 2026 awansuje na miejsce pierwsze. 32ery (nauczyłeś się już to wymawiać?) to już nie tylko prototypowe XC i monstercrossy w rozmiarach 5XL – pojawiają się też ścieżkowce z większym skokiem i ramy w „normalnych” rozmiarach (M-L). W dodatku coraz częściej są to gotowe rowery, które można kupić.
Największa w tym zasługa dostępności porządnych opon Maxxisa, do pełni szczęścia brakuje już tylko „normalnych” widelców – dam sobie włosy uciąć do połowy, że FOX i RockShox jeszcze w 2026 pokażą pierwsze amortyzatory pod ten rozmiar koła. Albo chociaż prototypy dla zawodników Pucharu Świata XC, gdzie duże koła najwięcej namieszają. Z kolei w odłamie trail/enduro wieszczę sporą popularność maxi-mulleta z przednim kołem 32″ i tylnym 29″.
I to wszystko, prawdę mówiąc… średnio mnie interesuje. Nawet byłbym skłonny przysiąc, że nigdy na takim rowerze jeździć nie będę. I to nawet nie z jakichś głębokich ideologiczno-estetycznych pobudek. Powód jest, że tak powiem, bardziej przyziemny: mam 170 cm wzrostu w dobry dzień. Ale dla riderów, którzy dziecięciem będąc, zbyt dosłownie potraktowali slogan „pij mleko, będziesz wielki”, koła 32″ okażą się jeśli nie rewolucją, to chociaż nowinką, dzięki której drgnie im sprzętowy chcętomierz. A takich nowinek ostatnio w rowerach MTB jest jak na lekarstwo.

2. Długie chainstaye i wymienne haki koła
Długość tylnego trójkąta jest jak ostatnia wioska nieugiętych Galów, która od lat opiera się nowoczesnej geometrii progresywnej. Sytuacja jest patowa: producenci tak długo wbijali klientom do głowy, że krótki tył jest lepszy, że klienci całkowicie w to uwierzyli i teraz głupio to odkręcać. Co więc się zmieni? Patrz wyżej – przejażdżka na kołach 32″ otworzy oczy większej rzeszy riderów na to, jak dobrze może się prowadzić rower z tyłem 460-480 mm.
Oczywiście w rowerach na „normalnych” kołach, chainstaye nie urosną z dnia na dzień. Zamiast tego producenci zaczną oferować wymienne haki – zestaw krótszy i dłuższy, co pozwoli wprowadzić tę innowację „na miękko” i z poszanowaniem standardu UDH. Nowością będzie wymienny hak po drugiej stronie wahacza, który będzie jednocześnie zintegrowanym mocowaniem hamulca (bez adaptera, z tolerancjami opartymi o płaszczyznę styku z piastą, a nie obróbkę mocowania w ramie).

3. Wysokie kierownice
Obecnie standardem jest wznios kierownicy w okolicach 20-30 mm – zmieni się to w 40 mm, z coraz szerszą dostępnością opcji 50+ mm. Krótki post o zaletach takiego rozwiązania wrzuciłem ostatnio na Facebooka, ale w przygotowaniu mam też pełny artykuł.
Będzie to jednak rozwiązanie tymczasowe, które w kolejnych latach przerodzi się w trend na wyższy stack, który bardzo dobrze współgra z długim chainstayem. Tym samym reach, stack i chainstay będą w końcu rosły proporcjonalnie (ale tak naprawdę proporcjonalnie, a nie o 3 mm) w każdym rozmiarze ramy, na czym – ponownie – najbardziej skorzystają ci, którzy w podstawówce do gry w kosza raczej byli wybierani jako pierwsi.

4. Chwilowa stabilizacja branży
Branża rowerowa w końcu złapie oddech po boomie covidowym i pierdolnięciu post-covidowym (przepraszam, ale nie da się tego określić ładniej). Skończą się turbo-promocje, ceny zostaną na stałe skorygowane (obniżone), a z zaświatów w mniejszych lub większych bólach* powrócą „zbankrutowane” marki, jak NS Bikes, YT Industries, Deviate czy Nukeproof (jeśli mógłbym, prosiłbym też o GT). Może nawet delikatnie drgnie rynek rowerów używanych, który obecnie jest zamrożony przez wspomniane wyżej wyprzedaże.
* Takie zmartwychwstania zawsze wiążą się z restrukturyzacją – sporo osób będzie musiało poszukać pracy w innych brażnach, a czasy dla sponsorowanych zawodników (i influencerów/ambasadorów) nadal będą bardzo trudne, zwłaszcza w umierającym enduro (przynajmniej na poziomie Pucharu Świata – niestety).
Również katalogi zostaną uproszczone i wyczyszczone z mniej opłacalnych rowerów (patrz: punkt 8) – starsze modele będą dłużej podtrzymywane przy życiu poprzez odświeżanie specyfikacji lub po prostu znikną bez następców (więc nie, w tym roku wciąż nie zobaczymy nowego Speca Enduro).

5. Chińskie marki rowerów
W poprzednim nagłówku napisałem o chwilowej stabilizacji, bo będzie to cisza przed burzą – burzą, jaką branży rowerowej zafundują chińskie marki. I tu też celowo piszę „marki”, a nie „producenci”, bo produkcję i całe know-how Chińczycy (tudzież Tajwańczycy) mają w swoich rękach od dawna. W 2026 zaczną jednak w końcu wychodzić z cienia swoich zachodnich klientów i bez kompleksów sprzedawać pod własnymi brandami.
Efekt łatwo przewidzieć, patrząc na to, co dzieje się w motoryzacji – zwłaszcza w pokrewnej branży motocyklowej, gdzie chińskie marki konkurują już nie tylko tanimi imitacjami, a dobrymi jakościowo, odważnymi i innowacyjnymi (!) projektami, które szybciej i trafniej odpowiadają na potrzeby klientów, niż japońskie czy europejskie odpowiedniki.
Potencjał chińskiej myśli technicznej pokazał już napęd DJI/Avinox, który rozpalił branżę do czerwoności i zmusił zaspaną konkurencję do szybkich reakcji (głównie mam tu na myśli Boscha, bo Shimano i SRAM śpią dalej). Teraz czas na całe rowery (głównie elektryki na Avinoksie), które od strony funkcjonalnej będą oferować dokładnie to, co marki „zachodnie” , w cenie lepiej odpowiadającej temu, ile tak naprawdę powinny kosztować rowery – tyle że bez całej „marketingowej otoczki”.
Z jednej strony fajnie, tylko warto pamiętać, że ta „otoczka” to też długa historia popychania rozwoju sprzętu i sportu, chociażby poprzez wspomniany sponsoring i finansowanie nowych projektów i technologii (podawanych na tacy chińskim fabrykom). Wiem, że mnóstwo z was z największą chęcią za to NIE zapłaci, ale czy emocje przy wyborze roweru nie zbliżą się przez to do zakupu nowej zmywarki…?

6. Wojna e-bików dalej trwa
Wspomniany wyżej pojedynek „Avinox vs. reszta świata” trwa w najlepsze. Ale walka na waty i niuty musi się kiedyś skończyć, bo już nawet branżowi insiderzy zaczynają zadawać trudne pytania związane z prawnymi ograniczeniami definicji „roweru” i wynikającymi z niej kwestiami dostępu do tras i szlaków.
Kiedy już osiągniemy konsensus (czyli pewnie granicę 1000W), walka przeniesie się na pole elektronicznych gadżetów, takich jak aktywne zawieszenie, regulowana kontrola trakcji, ABS i inne wspomagacze dla początkujących/młodych riderów, dla których elektronika jest równie istotna, co hardware. Co ważne, wszystko będzie ze sobą zintegrowane i zasilane z centralnego akumulatora (kierunek wyznacza pokazana niedawno sztyca regulowana Orbei).
Drugim frontem walki elektryków niespodziewanie będzie kategoria „SL”. Zapowiadało się, że szybko zleje się ona z odchudzonymi systemami pełnotłustymi, ale prześciganie się w zwiększaniu mocy pociągnęło za sobą większe i cięższe akumulatory – póki co, kategoria „full power” wciąż niechętnie schodzi poniżej granicy 24 kg. A kategoria „SL” niechętnie schodzi ze sceny. Nowe wypusty, takie jak TQ HPR60, pokazują że lekkie elektryki wciąż mogą stanowić ciekawą alternatywę dla bardziej świadomych riderów.

7. Siódmego punktu nie ma
8. Jedna rama – kilka kategorii
O ile w elektrykach coś się jeszcze dzieje, to analogów sprzedaje się tak mało, że nie opłaca się rozwijać kilku oddzielnych ram ze spektrum trail/all-mountain/enduro/FR/DH. Zamiast tego pojawią się konstrukcje modułowe, które pozwolą na zmianę skoku i charakteru roweru poprzez wbudowane regulacje geometrii i wymianę elementów zawieszenia. Pierwsze przykłady pojawiły się już dawno, ale w tym roku Orbea Rallon i Trek Fuel pokazały, że można to zrobić naprawdę dobrze. Lada moment dołączą kolejni producenci mainstreamowi (hmm, może jednak zobaczymy nowego Speca Enduro?).

9. Retro MTB
Wzrost cen gruzów zabytkowych rowerów MTB widać już od lat, ale ostatnio moda ta zaczyna panoszyć się wśród „youngtimerów” z kategorii enduro i DH, takich jak np. mój Heckler czy gravelo-dirtówka. Powód jest prosty: ludzie w moim wieku, którzy zaczynali jeździć w okolicach 2000-2005, wchodzą właśnie w wiek, w którym włącza się sentymentalizm i kiedyśtobyłoczasizm. Czytaj: mają kryzys wieku średniego.
Ale stare rowery to nie tylko nostalgia, to też antidotum na kolejne wypluwane przez branżę „next big thingi”, których poziom absurdu ociera się już o terytorium złotych kabli dla audiofili i zaczyna irytować nawet takich sprzętowych nerdów jak ja. Dlatego przewiduję, że nowe-stare nabytki nie będą tylko ozdobą garażu, a ich sparciałe opony faktycznie zobaczą błoto na zlotach i zawodach w klimacie retro MTB. Czas wygrzebać stare ciuchy z tyłu szafy!

10. Neo-retro
Ta wizja jest czystą spekulacją, raczej na sezon 2027, ale umówmy się – ci źli marketingowcy nie będą siedzieć z założonymi rękami i patrzeć, jak jeździsz na rowerze z 2005 kupionym na OLX za 2 tys. zł, zamiast wydać 20 tys. zł na ich najnowszy wypust. Zamiast tego będą puszczać oko do boomerów osób tęskniących za starymi dobrymi czasami… a jednocześnie zbyt starych, żeby nie zabić się na kołach 26″ i koślawej ramie w rozmiarze XXS z cieknącym damperem.
Rowery neo-retro będą, podobnie jak kiedyś, po prostu uniwersalnymi rowerami MTB – odpowiedzą na kryzys decyzyjny osób, które wracają do jazdy po latach i zamiast wyłuskiwać różnice pomiędzy downcountry, trail i all-mountain, po prostu chcą czegoś „do jeżdżenia”. Zostanie im przypięta znana z graveli łatka „adventure”, brak silnika i przerzutek w prądzie będzie reklamowany jako zaleta, a do tego zobaczymy wysyp srebrnych szprych i obręczy, fioletowej anody i limitowanych malowań, nawiązujących do czasów świetności danej marki.

11. Rowery XC
Opisany wyżej uniwersalny rower MTB to tak naprawdę doprawiony marketingowo rower cross-country, który w nowoczesnym wydaniu (ze skokiem 110-120 mm, sztycą regulowaną i stabilną geometrią) jest prawdopodobnie jedynym rowerem, jakiego większość z nas potrzebuje…
…poza elektrykiem. Bądźmy szczerzy, kupując sprzęt do jazdy po górach w budżecie >15k, większość z nas wybierze „enduro w prądzie”. Szybkość na podjazdach i lekkość nawijania kilometrów są uzależniające. Ale są sytuacje, kiedy e-bike z dużym skokiem to przegięcie (np. proste wycieczki dookoła komina), albo kiedy człowiek jednak chciałby zgubić trochę e-brzucha. Szybko i lekko nawijający kilometry rower XC sprawdza się wtedy idealnie, dając przy tym znacznie więcej frajdy, niż gravel. Myślę, że w 2026 zauważy to lawinowo więcej osób, niż w latach ubiegłych (a hype na koła 32″ tylko w tym pomoże).

12. Zjazdówki i widelce dwupółkowe ze skokiem 220 mm
Opisane wyżej nowoczesne rowery XC to tylko jeden z przykładów tego, że dzięki coraz lepszym komorom powietrznym i tłumikom, skok w większości kategorii urósł, bez efektów ubocznych. A tymczasem w downhillu, dyscyplinie w której wydawałoby się to najbardziej istotne, skok od kilkunastu lat stoi w miejscu. Spowodowało to, że rowery enduro tak mocno wgryzły się w terytorium FR/DH, że zjazdówki zostały zepchnięte do niszy. I to pomimo faktu, że analogi coraz częściej są używane wyłącznie w bikeparkach.
Przewiduję, że w sezonie 2026 FOX i RockShox pokażą widelce o skoku 220 mm. Podążą też za tym nowe ramy (między innymi nowy Spec Enduro Demo), a rowery DH odzyskają sens, również w kontekście sprzedażowym. Być może nowe projekty już czekają na premierę nowej, z dawna wyglądanej grupy Shimano Saint?

Trendy 2026 – lista rezerwowa
…czyli trendy równie istotne, ale trochę zbyt oczywiste, żeby rozwodzić się o nich w artykule z czarodziejem na ilustracji tytułowej.
- Jibbing (i freeride, który stał się jibbingiem na dużych hopach, wypierając termin „slopeduro”) – młodzież wraca do korzeni. Definicja jibbingu z przeglądu trendów 2024 trochę ewoluowała, zamiast stuntowych sztuczek, idąc w styl – ale taki pozytywny, dobry styl na rowerze (a nie ciuszki, szlugi i lans na TikToku). Kiedyś śmiałem się z „grzyberów”, dziś sam jestem grzybem. Przyszłość rowerowej grawitacji jest w dobrych rękach.
- Widelce upside-down – ich powrót wieszczyłem od lat, w 2025 w końcu zmaterializował się w postaci FOX-a Podium. Przyjął się średnio (za sprawą kosmicznej ceny, problemów jakościowych i przegapionej szansy na nazwanie go „FOX 69″), ale liczę na to, że dostanie drugą szansę w postaci tańszej, dopracowanej wersji OEM bez Kashimy – bo rychłej odpowiedzi RockShoksa raczej nie przewiduję. Swoje pięć minut mają też bardziej niszowe widelce USD, takie jak Intend, które dużo łatwiej zmusić do współpracy z kołem 32”.
- Opony radialne – Schwalbe dobitnie udowodniło, że to działa – aż dziw, że Maxxis i Continental wciąż nie zdołały odpowiedzieć na ten cios.
- Mocne hamulce – działające z finezją kotwicy okrętowej Maveny pokazały, że w jest w narodzie zapotrzebowanie na dużo mocniejsze hamulce MTB. Ciekawe, co pokażą nowe Sainty.
- Krótkie korby – standard 175 mm w analogu i 165 mm w elektryku to już prehistoria. Teraz, w rowerach mających cokolwiek wspólnego z grawitacją, obracamy się w rejonie 155 mm.
- Elektryczne kompresorki – trend mały, ale bardzo widoczny. Coraz częściej pompkę zastępuje mini kompresor. Znacznie łatwiej go spakować (kto dziś jeszcze jeździ z plecakiem?), a kontrolowanie ciśnienia w tubelessach jest przyjemniejsze, bardziej precyzyjne i powtarzalne. Coś dla tych, którym wciąż mało bateryjek do ładowania przed jazdą.
- Kamizelki z bukłakiem – no dobra, okazuje się że ktoś jednak jeździ z plecakiem. Ale coraz częściej w formie lekkiej, minimalistycznej kamizelki, jakich do tej pory używali górscy biegacze ultra. Wyróżnia się dużymi przednimi kieszeniami na szelkach, które lepiej rozkładają ciężar i ułatwiają dostęp do batonów.
- Okulary AR (augmented reality) – na rynku są już pierwsze modele z systemem Meta AI, a wśród nich interesujące nas sportowe Oakleye. Myślę, że najbardziej będą nimi zachwyceni szosowcy, który bez ekranika na kierownicy żyć nie mogą (teraz będą mieli go dosłownie przed nosem). Ale wbudowana kamera z głosowym sterowaniem może być niezłym sposobem na urozmaicenie pamiętnika z rowerowych wakacji o nieuchwytne do tej pory ujęcia. No i zawsze fajnie przed wyjściem na rower (zapomnieć) naładować kolejny gadżet.
- Skrzynie biegów – mój artykuł o trendach nie byłby kompletny bez tego punktu, tradycja to tradycja. Z napędzaniem rozwoju przez DH coś nie pykło, więc 2026 będzie kolejnym rokiem, w którym pomylę się co do ich popularyzacji. Ale wciąż tli się we mnie iskra nadziei podsycana świeżymi patentami na MGU Shimano i SRAM-a (MGU = skrzynia zintegrowana z silnikiem e-bike, czyli najbardziej sensowne zastosowanie). Z jednej strony ci dwaj giganci mogliby w ten sposób odzyskać stracone pole w wojnie elektryków, z drugiej – patenty mogą służyć tylko zablokowaniu konkurencji i dalszemu klepaniu klasycznych przerzutek. Zobaczymy, czas pokaże.
Bonus: Rowerowy feminizm
Sporo z opisanych wyżej trendów może budzić niesmak, wszak rowerzyści MTB uwielbiają sobie wmawiać, że są zawsze na przekór modzie – ba, wyśmiewanie trendów można uznać za trend sam w sobie. Zakończę więc czymś niewątpliwie pozytywnym: dziewczynami na rowerach.
Otóż miło mi poinformować, że w tej kwestii nastąpiło pełne równouprawnienie. Dziewczyny w bikeparkach to kiedyś były pojedyncze rodzynki, i to raczej przyjeżdżające w roli „osoby towarzyszącej”. Teraz mam wrażenie, że co najmniej 1/4 riderów to… riderki, w dodatku wymiatające i jeżdżące dla własnej frajdy, a nie dla przyjemności swojego chłopaka. A o tym, co się działo na Red Bull Rampage kobiet, to dajcie spokój – świetnie się to oglądało, pod pewnymi względami nawet lepiej, niż facetów. I nie mam na myśli nic seksistowskiego – po prostu ich styl jazdy dla mnie był czymś, do czego trochę bardziej byłem w stanie się odnieść i aspirować (choć bardziej odpowiednim słowem byłoby „pomarzyć”).

Mao? Polecam lekturę moich przewidywań z 2025 i 2024 i weryfikację, ile z nich już się ziściło, a ile wciąż czeka na lepsze jutro… lub po prostu okazało się bzdurą (a jeśli serio chcesz się pośmiać, na blogu są też starsze wróżby… dużo starsze). Polecam!
A jeśli jednak należysz do tego 0,1% populacji, która lubi czytać podsumowania roku, to polecam podsumowanie dekady prowadzenia bloga, wszak w 2025 1Enduro obchodziło swoje 10. urodziny!

W sumie nawiązując jeszcze do geometrii choćby długości tylnego trójkąta. Zastanawiam się czemu nikt kiedyś nie wpadł na to że można wydłużyć tył dzięki czemu rower super podjeżdża i równocześnie zachować płaski kąt główki żeby fajnie się zjeżdżało, tylko zawsze był ten podział że rower albo dobrze podjeżdżał i kiepsko zjeżdżał albo na odwrót. I sam pamiętam te dyskusje na forach że tylny trójkąt musi być jak najkrótszy i to jedyna droga.
A dzisiaj się nagle okazuje że rower może mieć bardzo długi tył ogólnie długą bazę kół płaskie kąty i w dalszym ciągu ludzie chwalą że taki rower jest zwinny w zakrętach.
Zależy w jakich zakrętach. Mam NSa Snabba 29 z 2018 roku. Przesiadłem się na niego ze Speca Enduro 29, obydwa w tym samym rozmiarze. Rama Snabba była o kilka centymetrów dłuższa. W przypadku zjazdów na trasach takich jak w np. Srebrnej Górze Snabb przy Enduro był jak Porshe przy Polonezie, ale podczas turystycznego szwędania się po górach i ścieżkach jeszcze nadających się na rower na Snabbie miałem wrażenie jakbym kierował autobusem, podczas gdy Enduro był skoczną sarenką.
Długi tył to podstawa jak jesteś słusznego wzrostu. Tu macie moje enduro z chainstayem 490mm. Arafki na Myszołowie robi z bomby
A tu macie foto
Się czepnę – Oakley Meta Vanguard nie okularami AR sensu stricte – bo nie mają żadnego ekranu.
A poza tym super art. Idę się zapisać na kolonoskopię.
Jak jeździłem Enduro, choćby mój rower miał rok, to ciągle się dowiadywałem z którejś strony, że mój rower to przestarzały złom. To było męczące. Jakieś pięć lat temu przesiadłem się z Enduro na rower XC i maratony MTB. Tam się chyba nic nie zmienia, mój rower chyba od 2019 produkują w niezmienionej wersji. Nawet jak te koła 32 wejdą to raczej i tak nadal będę jeździł na 29, bo 32 wydają mi się zbyt duże. Ten brak zmian jest taki przyjemny.
Mam wrażenie że to właśnie w xc się najwięcej zmienia, trasy na zawodach coraz trudniejsze geometria w tych rowerach zrobiła się dużo bardziej zjazdowa, co nie znaczy właśnie że te rowery zaczęły gorzej podjeżdżać jakoś szczególnie.
Ale w Polskim XC nadal jest tyle betonu. Popatrz jak pojawiają się trudniejsze trasy to od razu jest że ich się pozabijać chce że to nie jakieś Ęduro czy DH. no i ilu nadal uważą żę myk myk to zbędna zabawka.
Też uważam, że w rowerach XC ostatnio dzieje się więcej, niż w mocno ustabilizowanym i trochę zapomnianym enduro.
Myślę, że tak jak Wojciech zauważył, to kwestia społeczności – endurowcy są bardzo podatni na wszelkie nowinki i mocno zwracają uwagę na sprzęt (bo też na zjazdach te nowinki sprzętowe ogromnie pomagają). Z kolei krosiarzy bardziej interesuje wynik sportowy, a świadomość sprzętowa jest zwykle mocno ograniczona (bo łydę i podjazdy można robić na czymkolwiek).
Startowałem kiedyś w kilku maratonach i faktycznie można tam było odnieść wrażenie, jakby rozwój sprzętu się zatrzymał. Ale nie traktowałbym polskich amatorskich zawodów jako wyznacznik.
Z takiej drobnicy, wieszczę że handguardy (Konker-guardy) mogą stać się popularne w tym roku.
Chyba potrzebuję jakiegoś backgroundu ;)
No wiesz, sendhity na przykład. To z czym na EDR np Jessie Mellamed śmiga, co chroni jego łapki i heble.
Sendhity sam testowałem i opisywałem w 2022: https://www.1enduro.pl/ethirteen-stfu-sendhit-occam/
Ale o co chodzi z „Konker-guardami” i dlaczego w tym roku miałyby zyskać na popularności?
Widać, że powoli coraz więcej riderów zagranicznych używa tego typu ochrnoaczy. Mam wrażenie, że w tym sezonie przybędzie tego. U nas lokalnie Konker (Damian Konstanty) ma je w obu swoich rowerach, jest poniekąd prekursorem posiadania tych guardów w kokpicie, stąd taka „skrótowo-skojarzeniowa” nazwa. Sorry, może źle to nazwałem. Chodzi generalnie o ochraniacze typu Sendhit i im podobne.
Punkt 11 zaliczony w grudniu 2025 od ponad roku na. Kenevo sl2 (przez twój artykuł kupione) a szkoda mi jeździć po płaskim więc kupiłem Specialized Chodel Comp ht na wyprzedaży
Jak chodzi o chińskie marki. To tak jak z samochodami wbiją śmiało, bo młodzi mają w d… żę Mustang to była jakś tradycja, dla nich elektryczny dostawczak jest fajniejszy, bo wysoko się siedzi i widoczność napewnolepsza. No kuwa jak? WIęc coś takiego jak mój sentyment do Dartmoora czy innych marek poprostu umrze.
Ja nie poszedłem w XC na lekkie jazdy mam Hardtaila Primal na 29″ i oponach bardziej XC niż Trail, ale pozwala mi to wbić w ścieżki prawie na pełnej. a zamiat baraniego rowerka mam: Ahtung! FLATBARHGRAVEL jakżesz niemiecko to brzmi…
Dobre tematy do przemyślenia. Pozdro!
Też mam „flat bar gravela”, choć nie wiem, dlaczego miałoby to brzmieć niemiecko ;) Natomiast z perspektywy czasu, rower XC byłby sensowniejszym wyborem.
A spróbuj to wypowiedziec na głos z niemieckim akcentem.
Dla mnie ten marin dsx to jak powrót do moich korzeni xc. Tylko połowę lżejszy. Mozliwe że sensowny xc full był by lepszy. Mialem okazję pojeździc na fajnym Szkocie Sparku poprzedniej generacji i byłem zachwycony. Może kiedyś zmienie. Na chwile obecną chyba jednak e-endurak bo pozwoli sie poszwędać więcej po górkach i narobić też lapsów na miejscówkach
Potwierdzam. Jazda po pracy koło domu i z rodziną XC jest idealny. Kocham za to mojego Epic’a
Kolonoskopia umówiona. Dzieki!
Senderki w parkach są mega dodatkiem! Uwielbiam za nimi jeździć ;)
Dobry artykuł, czytałem z przyjemnością i z większością punktów się zgadzam, aczkolwiek mam swojej uwagi.
Trudno też nie oprzeć mi się wrażeniu, że już to wszytko gdzieś czytałem wczesniej i wydaje mi się, że większość twoich predykcji pokrywa się z predykcjami osób ze strony Pinkbike, które prezentowali troszkę wcześniej przed Tobą. Nie twierdze jednak, że się nimi inspirowałeś 1:1, bo większość trendów o których wspominasz widać w branży wyraźnie już od jakiegoś czasu gdy się troszkę dłużej i dokładniej temu przyjrzymy.
Pozwolę dodać swoje 3 gorsze.
Kola 32 to faktycznie nowość obok której żadna szanująca się firma rowerowa posiadająca jakiekolwiek aspiracje w XC nie przejdzie obojętnie. Osobiście myśle jednak, że w tym roku rowery 32” zobaczymy wyłącznie u zawodników i niszowych firm pokroju Actofive, niż dużych graczy. Myślę, ze firmy, ze względu na sytuacje ekonomiczna branży, będą w jeszcze tym roku sceptyczne przed wypuszczeniem takich modeli na rynek.
Co do geometrii rowerów, czyli rosnący Stack i dłuższe Chainstay’e, to moim zdaniem prekursorem tego trendu w dziennikarstwie rowerowym może być Henry z Pinkbike (teraz QuaterHP, polecam serdecznie kanał na yt) i jego film z bodajże 2024 o przyszłości geometrii gdzie już wtedy roztaczał takie wizje dobrze je argumentując, oraz Brian Cahal ze swoim kanałem na YT. Obaj panowie powtarzali ze wraz z rosnącym CS musi także rosnąć Stack. I widać, że ktoś się z nimi zgadza po nowo aktualizowanych modelach (Stack zawsze rośnie, reach już niekoniecznie) , nie mówiąc już w ogóle o markach pokroju Forbidden, Frameworks czy RAAW.
Kierownice o dużym wzniosie to praktycznie odpowiedź dla tego trendu (wyższy Stack) dla ram które są jeszcze do tego nie dostosowane. Dopatrywałbym się jeszcze trochę kwestii rozpropagowania tego trendu przez popularnych za granica riderów jak Dakotah Norton (ponoć 75mm!) czy Josh Bryceland (współpraca z Burgtec i 55mm).
Wymienne haki to element który debiutował już 2022 w rowerach Banshee, bodajże modelu Titan, ale słusznie zauważyłeś że takie rozwiązane pozwoli na płynne zwiększane CS po latach zatwardziałej narracji o zaletach jak najkrótszego CS. To tez świetny sposób na sprawdzenie co klientom bardziej przypadnie do gustu kiedy będą mieć własny wybór.
Nie zgodzę się jednak co do stabilizacji w branży i powrotu do żywych marek rowerowych które teraz maja kłopoty. Właśnie przez wkraczające do branży marki chińskie. Na Tajwanie w niektórych fabrykach produkujących ramy dla zagranicznych marek stery zaczynaja przejmować młodsze pokolenia które maja apetyt nie tylko na bycie podwykonawcą, ale na pominięcie „pośredników”, a sukces marek pokroju DJI/Avinox/Amflow, a także firm motoryzacyjnych tylko utwierdza ich w tej wizji. Katalogi zostaną uproszczone, stare modele nie doczekają się update’ów, ale dlatego ze firmy będą zmuszone szukać oszczędności, a w dobie kiedy sprzedaż rowerów „analogowych” leci na łeb na szyje, nikt nie odważy się inwestować dużych pieniędzy. Polecam serie artykułów o problemach branży na stronie Enduro Mountainbike Magazine naszych zachodnich sąsiadów.
Woja na cyferki w ebikach doprowadzi do konfliktu między właścicielami i budowniczymi trialsow (legalnych i tych mniej) , do konfliktu z innymi pieszymi użytkownikami szlaków (ebike=quad) i w efekcie do wprowadzenia większych ograniczeń na rowery elektryczne (i słusznie) , które użytkownicy i tak będą obchodzić.
Do modularności ram ciężko się na razie od odnieść. Do tej pory widzieliśmy 2 takie konstrukcje od znanych producentów. Orbea i Trek. Na pewno ma to sens także ze względu na koszty producenta, magazynowania, transportu itp. Czy jednak trend ten przyjmie się w dobie kurczącej sprzedaży rowerów analogowych? Wiele rowerów wymagało by gruntownych zmian i developmnetu praktycznie od zera. Czy warto inwestować duża gotówkę w kurczący się rynek zbytu gdy obok w kategorii elektryków trwa wielki boom?
Co do retro to na pewno modne są ostatnio powrotu do malowania i kolorystyki z poprzednich lat, być może właśnie w celu podkreślenia tradycji marki i upozycjonowaniu się wyżej niż nowa, chińska (lub ogólnie azjatycka) konkurencja. Nie liczę jadnak na popularyzacje odrestaurowania starych rowerów.
XC zyska na popularności, i słusznie, bo w krajach takich jak Polska, gdzie z 80% kraju ma krajobraz płaskopolski to jedyny rozsądny wybór, a obecne rowery XC są naprawdę sprawne nawet w kwestii typowo zjazdowej. Dodatkowo popularność E-bikow spowoduje ze w tereny górskie nikt na analogowym enduro się nie wybierze, ale na XC juz jak najbardziej.
Jedyny amortyzator który obecnie można zmodyfikować powyżej 200mm skoku to dwupółkowy Manitou. W wersji 210mm testowali go zawodnicy AON w DH. Zarówno ten trend jak i widelce Up side down, zostaną raczej w obrębie developmentu mniejszych i niszowych firm. Fox podium mimo, że zachwalany przez recenzentów nie sprzedaje się najlepiej, a o braku jego sukcesu niech świadczy fakt ze zarówno Sławek Łukasik jak i Rude wrócili pod koniec sezonu do „klasycznego” 38.
No i na koniec, wydaje mi się ze boom na skrzynie biegów i pasek zamiast łańcucha wygaśnie zanim na dobre się rozkręci. Obstawiam ze i w tym roku nikt na rowerze z napędem na pasek nie wygra żadnych zawodów DH. Czasami taka długotrwała promocja rozwiązania poprzez nagrodę może wywołać skutek odwrotny do zamierzonego.
To tyle z mojej strony, bo komentarz wyjdzie dłuższy od artykułu.
Pozdro Michał, liczę na więcej artykułów w tym roku.
Doceniam bardzo czas włożony w ten komentarz, ale też mam parę uwag ;)
No jeszcze trend z motocykli polegający na „obowiązkowym” posiadaniu interkomu np: Cardin itp.Przecież w czasie zjazdu ekipa musi omawiać najlepszy sposób wjechania na hopę, no i gdzie coś zaraz zjemy
Jakbyś miał kupować dzisiaj XC, to jakie modele byś rozważał i dlaczego?
Robiłbym pewnie doktorat z całego rynku, ale punktem odniesienia byłyby dla mnie:
Czyli celowałbym bardziej w klimaty downcountry: skok 110-120 mm, sensowny widelec (golenie 34-35 mm) i myk-myk w standardzie, kąt główki w okolicach 66 stopni.
Ale kupować nie zamierzam, bo do swojego staruszka Spectrala założyłem lekkie i szybkie opony i też się w tej roli odnajduje przyzwoicie ;)
Ja po latach z rowerami około enduro dorosłem w końcu do takiego typu roweru i stanęło ostatecznie na Rocky Mountain Element i dosłownie się w nim zakochałem ❤️
O, to to. Rocky Mountain (Element) i Norco (Revolver) to byłyby jeszcze dwie marki, jakie chętnie bym wziął pod uwagę, choć słabo z ich dystrybucją w Polsce.
Ja ubolewam, że nie ma na horyzoncie trendu na sztywne trailowe ramy, do skoku widelca nawet 150mm, z geo pomiędzy dajmy na to :) nowej i poprzedniej generacji Darta Primala —- HTA 65—-Reach 460—– itp itd :) Pytam się dlaczego, DLACZEGOOO :) nie ma takich ram karbonowych? Taki lekki hardtail ze skokiem 150mm byłby petardą :)
Poczekaj poczekaj, niedługo gravele będą miały 150 mm skoku ;)
Hej, co do dużych wzniosów kierownicy to bardzo je lubię, jesteśmy w podobnym wieku i dawniej im większe gięcie tym było bardziej ekstremalnie…
Lubie je ze względów estetycznych, zamiast krótkiej główki ramy i 20 mm podkładek wolę duży wnios i 0 mm podkładek.
Miałem Dartmoora Nitro X Hi ale profil gięcia ma specyficzny… Długość prostego odcinka gdzie można zamontować klamki i manetki jest zbyt krótki dla standardu Shimano.
Bawiłem się trochę i zaryzykowałem zakup z Chin. Wziąłem 2 wersje: 70 i 55 mm. 70 to gruba przesada ale 55 siadło idealnie, do tego gięcie do tyłu mam 10 stopni i mi to odpowiada. Kierownica jest jest ciężka, jakieś 60g więcej od Dartmoora. Zrobiłem wymianę po sezonie więc zobaczymy czy będę miał zęby pod koniec przyszłego sezonu.
Zaintrygowałeś :) Masz gdzieś może link pod ręką?
Ciekawe kiedy pojawi się rower Enduro z barankiem i jaka to będzie kategoria ?
Uchowaj nas Panie ;)