Test: Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260

Sprzęt, Testy / 

No i stało się. Mam pompkę tubeless. Patrząc na ceny tych wynalazków, myślałem że nigdy to nie nastąpi. Ale Rose Druckmacher XXL 260*, kosztująca mniej niż remont kuchni, daje nadzieję, że pompki tego typu zaczną tanieć. Byłoby miło, bo jest to bardzo wygodne rozwiązanie tubelessowych problemów – do garażu i na wyjazdy.

* Niemcy najwyraźniej kochają długie i skomplikowane nazwy. Jak również olbrzymie pudła.

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test

Pompkę otrzymałem do testu od firmy Rose.


Pierwsze wrażenia

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test

Rose Druckmacher XXL 260 to podłogowa pompka tubeless, czyli wyposażona w dodatkowy „zbiornik strzałowy”. Jego nabicie do wysokiego ciśnienia, a następnie błyskawiczne rozładowanie, dosłownie wdmuchuje ścianki opony na rant obręczy, zanim powietrze zdąży uciec bokami. Dzięki temu uszczelnienie opon zbyt luźno (lub zbyt ciasno) dopasowanych do obręczy nie stanowi problemu.

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test

Wysokie ciśnienie (ok. 15 barów) wymaga solidnej konstrukcji i w tej kwestii Rose nie zawodzi. Elegancki, spójny korpus i gumowana podstawa są wykonane z aluminium, a prosty i wygodny uchwyt ze stali. Całość waży ponad 2 kg i powinna służyć latami, również jako narzędzie obronno-zaczepne.

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test

Ale to nie korpus, a głowica najczęściej bywa źródłem problemów. Również ona jest wykonana z aluminium, podobnie jak wygodna dźwignia zaciskająca końcówkę na wentylu. Do jej obsługi wystarczy jedna ręka.

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test

Końcówka jest pojedyncza, więc nie ma ryzyka, że mechanizm źle wykryje typ wentyla (posiadacze pompek z dwiema dziurkami wiedzą, o czym mówię…).

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test

Jeśli stale korzystasz z różnych typów wentyli (Druckmacher obsługuje „rowerowe” Presta, „samochodowe” Schrader i „średniowieczne” Dunlop), czeka Cię żonglerka wnętrznościami. Na szczęście wystarczy wykręcenie końcówki i obrócenie całości o 180 stopni. Sprytne!

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test

Na głowicy znajduje się też dźwigienka przełączająca tryb dmuchania (prosto do opony lub do czołgu do zbiornika). Na tle reszty, sprawia ona wrażenie delikatnej, a umieszczenie jej na głowicy zamiast na korpusie teoretycznie zwiększa ryzyko uszkodzenia. Dobrze, że przed uderzeniem/nadepnięciem osłania ją pancerna dźwignia blokady.

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test

Tubelessowa pompka niemieckiej marki kosztuje ok. 375 zł z wysyłką*, więc porównując do dobrych klasycznych pompek czy kompresora, nie jest najgorzej. Nawet biedne dzieci w Afryce powinny móc sobie pozwolić.

No to strzelamy!

Naładowanie zbiornika do ciśnienia 12-15 bar wymaga 10-15 ruchów tłoka. Działa on bardzo lekko i płynnie, choć po przekroczeniu 10 barów, trzeba użyć trochę mocy. Pojemność komory wystarcza do wstrzelenia opony na obręcz, choć do idealnego ułożenia stopki na rancie, potrzebne jest kilka dodatkowych ruchów.

(uwaga, w 0:21 słychać strzały!)

Używając „komory strzałowej”, przy pierwszym podejściu uszczelniłem między innymi plusowe opony WTB (27.5×3.0″), które do najłatwiejszych nie należą. Dla porównania, przy użyciu zwykłej pompki stacjonarnej, kosztowało mnie to sporo wylanego potu i mleczka uszczelniającego…

Jest to więc idealne rozwiązanie, jeśli przed przejściem na tubeless powstrzymuje Cię wizja mleka wylewającego się na buty i ciśnienia uciekającego bokami.

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test

Czyli działa? Tak, działa!

Choć prawdę mówiąc, to samo da się osiągnąć prawidłowo oklejając obręcz taśmą. Ale jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi, ani Hutu i chcesz mieć pewność, że zamleczanie zawsze będzie robotą na jedno piwo, Druckmacher ułatwi Ci życie.

A co ze zwykłym pompowaniem?

Rose Druckmacher XXL 260 może też oczywiście służyć jako zwykła pompka podłogowa, choć przy dużych oponach MTB, trzeba się trochę namachać. Ze względu na wysokociśnieniowy charakter, objętość komory głównej jest niewielka – w sam raz do szosówki.

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test

Próbowałeś kiedyś napompować oponę do 16 barów? Jeśli czytasz to własnymi oczami, to pewnie nie.

Na wyśrubowanym zakresie ucierpiał też manometr. Mimo, że jest duży i wysoko umieszczony, jego wskazania są bezużyteczne przy „ciśnieniach enduro”. Cały potrzebny zakres jest ściśnięty na dwóch milimetrach skali, więc precyzja i dokładność odpowiada pomiarowi grubości włosa za pomocą ekierki. Dodatkowy elektroniczny manometr (np. mój ulubiony Schwalbe Airmax) jest niezbędny, o czym pisałem już w artykule o prawidłowym ciśnieniu.

→ Więcej: Opony enduro #4: Jakie ciśnienie?

Tu jednak trzeba zaznaczyć, że są to nieuniknione kompromisy w pompce zdolnej do napełnienia dodatkowego zbiornika. Wymienione wady dotyczą wszystkich pompek stacjonarnych, w których producenci chwalą się wysokim ciśnieniem maksymalnym. Życia nie oszukasz.

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test

Swoją drogą, dlaczego nazwa „Druckmacher XXL 260” zamiast prostego, zgodnego z napisem na obudowie „Tank”? Tego nawet najstarsi niemieccy górale nie wiedzą.


Alternatywy…?

Jak już mamy z głowy porównanie do zwykłych pompek stacjonarnych, warto rzucić okiem na to, co jeszcze rynek oferuje w kwestii napełniania opon bezdętkowych.

  • Bontrager TLR Flash Charger (559 zł) – jedna z pierwszych pompek z dodatkową komorą wysokociśnieniową. Ma ona „dźwignię blokady” umieszczoną na korpusie, co będzie dużą zaletą, jeśli zajdzie potrzeba wymiany głowicy. Tylko czy dopłacisz za ten komfort 185 zł…?
  • Kellys Airtank Tubeless (399 zł) – ciekawostka: dokładnie ta sama pompka, co testowana. Rose wychodzi jednak taniej, nawet po doliczeniu kosztów wysyłki.
  • Airshot (279 zł) i inne zewnętrzne zbiorniki – robią dokładnie to samo, ale nie są tak wygodne, jak przełączenie wajchy w zintegrowanym rozwiązaniu. Jest to jednak tańsza opcja, jeśli masz już wysokociśnieniową pompkę podłogową.
  • „Ghetto inflator” (ok. 30 zł?) – brzmi jak nazwa zabawki erotycznej, ale bez obaw możesz wpisać to hasło w Google na służbowym komputerze. Zwłaszcza, jeśli jesteś fanem Adama Słodowego i chcesz wyprodukować sobie odpowiednik Airshota z butelki po coli lub starej gaśnicy. Na własną odpowiedzialność!
  • Kompresor warsztatowy (od 350 zł) – koniecznie taki ze zbiornikiem, bo mini-kompresorki do opon samochodowych się nie nadają. Jest to niezła alternatywa, jeśli brzydzisz się ruchem (hm?), a dysponujesz prądem (i miejscem) w garażu. Niestety kompresora nie zabierzesz ze sobą na wyjazd, a możliwość wrzucenia do bagażnika i łatwość napraw „w terenie” to kluczowe zalety pompek tubeless.
  • Pompka na naboje CO2 (od 50 zł) – najtańsze i prawdopodobnie najbardziej sensowne rozwiązanie dla osób rzadko zmieniających opony. Boli tylko wyrzucanie opróżnionego naboju po każdym strzale (7-8 zł za sztukę)…

Rose Druckmacher XXL 260 – werdykt

Bardzo długo wzbraniałem się przed zakupem pompki tubeless, ale po tym teście trochę żałuję czasu straconego na wycieczki do kompresora w warsztacie samochodowym i wyrzuconych do śmietnika nabojów CO2. To jeden z tych produktów, które wpadają w kategorię totalnie-nie-potrzebujesz-ale-jak-już-masz-to-nie-oddasz. Jeśli często zmieniasz opony i nie chcesz się zastanawiać, czy tym razem „da radę”, na pewno nie pożałujesz.

Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260 - test


Walety

  • brak stresu przy trudnych oponach;
  • szybkość i czystość uszczelniania;
  • mobilność;
  • jakość wykonania;
  • rozsądna cena.

Zady

  • nieprecyzyjny manometr;
  • dźwignia zmiany trybu umieszczona na głowicy.

Rose Druckmacher XXL 260

Cena: 79,95 € (ok. 375 zł z wysyłką*)
Strona i sklep producenta

*Pro-tip: przy pierwszych zakupach w sklepie Rose zapisz się do newslettera, żeby dostać kupon na 10 €. Cena z wysyłką spada wtedy do ok. 330 zł.


Zobacz też powiązane artykuły:

 

Dodaj komentarz

32 komentarzy do "Test: Pompka tubeless Rose Druckmacher XXL 260"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mateusz
Gość

Hmmm… To ja już wolę kompresor modelarski. Maly, cichy, a jeszcze aerograf podepne i klawiaturę wyczyszcze z zeszlotygodniowej kajzerki. Niestety cena nadal jest absurdalna.

Pawel
Gość

Jest jeszcze rozwiązanie za 30 zł. Spryskiwaczy ogrodowy 5 ł z castoramy.

Michał Smolana
Gość

Właśnie mam zamiar przetestować takie cudo na wyjazdy. Przetestowałem z 26″ i działa całkiem dobrze zobaczymy jak zadziała z 29″. Ale śpię spokojnie bo jak cos to kompresor; )

Paweł
Gość

Wole kompresor, pompeczki do plecka i tak nie włożę.Ale jak najbardziej dla kogos kto mieszka i nie posiada garażu

Marcin
Gość

„Nawet biedne dzieci w Afryce powinny móc sobie pozwolić.” -naprawdę..??

Bartłomiej Karkonosze
Gość

Eeee ja mam stary kompresor ze starej lodówki, ma taką moc że oponę roz…erdoli i nadal sobie niewzruszony pracuje. Tylko że na wyjazd się nie zabierze, jedyna wada. Ale polecam, nie wyrzucać starych lodówek tylko wyciągnąć kompresor i tyle.

Noir Desir
Gość

Michał zawsze z niecierpliwością czekam na Twoje nowe teksty. Bardzo mi odpowiada ta nieznośna lekkość pióra i specyficzne poczucie humoru jakie tutaj znajduje, nie mówiąc już o kopalni wiedzy jaką jest dla mnie Twój blog. Niestety żart o dzieciach z afryki jakiś nie z Twojej bajki, po prostu słaby :(. Granica bywa bardzo cienka.

Łukasz
Gość

Nie ma czegoś taniego w Chinach?

cultes93
Gość

Miło się robi na sercu jak są teksty z kultowego „chłopaki nie płaczą”
Test jak zwykle świetnie napisany.

Cyprian
Gość
Test bardzo dobry, jak większość Twoich tekstów, jednak wolę testy o czymś. Pompka tubeless nie jest potrzebna w czasach obręczy i opon tubeless. Gadżet – spoko. Ale testy gadżetów są niepotrzebne tak samo jak gadżety. NB nie rozumiem oburzenia o tekst o dzieciach z Afryki- jakoś o Hutu i Tutsi nikt się nie oburza bo to niby kultowy tekst. Nie wszystkie dzieci w Afryce umierają z głodu ale wiele z nich używa przedmiotów i sprzętu „nie pierwszej nowości” więc porównanie jak najbardziej na miejscu – niektórym brak dystansu a obrona głodujących dzieci na niszowym blogu jest śmieszniejsza niż obrona Europy… Czytaj więcej »
Ilia
Gość

Tym bardziej, że są kraje w Afryce gdzie czarnym żyje się lepiej niż białym, ale o tym mało kto wie.

Skalniak
Gość

Wymień jeden.

JackDahon
Gość

Cyprianie, może jednak czasem warto ustawić kwestię smaku przed poczuciem humoru, szczególnie w tak dobrych tekstach jak te Michała …

mountain line
Gość

Halo Chiny ! Halo Chiny ! Jest biznes do zrobienia , zróbcie pompkę tubeless za 150 zeta ! Czekamy…

rekin finansjery
Gość

Z góry przepraszam za off-topic, gadżet o tyle zbędny, że „naprawdziwniejszy” tubeless ze schwalbe procore napompujesz najzwyklejszą pompką. Dętka procore osadza oponę główną i oponę procore. Bez pośpiechu, bez strzelania, pewnie, powtarzalnie, przewidywalnie.
To dzięki procore ciśnienia poniżej 1 bar nie przyprawią cię o burping-phobię ;-)
Po rozdarciu opony wyhamujesz bezpiecznie, bo wewnętrzna opona procore trzyma oponę główną i nie pozwoli jej zejść z obręczy.
A za różnicę w cenie pompek masz już procore na jedno koło!

Darek
Gość

Nie wiem czy ktoś już pisał ale pod koniec jest literówka :) Walety i Zady :) no chyba ,że tak ma być -to przepraszam

JackDahon
Gość

Kupiłem Kellysa w mniej więcej podobnej cenie, mam! Co za ulga, dlaczego nie wcześniej! Dziękuję!!!

Czytaj kolejny artykuł

Rower na raty? Skąd wziąć pieniądze na nowy sprzęt

Opinie, Porady, Sprzęt / 

Staram się, żeby opinie publikowane na blogu były możliwie wyważone i przedstawiały zady i walety różnych rozwiązań. W dzisiejszym wpisie będzie jednak inaczej, bo temat jest poważniejszy – tym razem nie będziemy dyskutować o gustach, a jak prawdziwi dżentelmeni, porozmawiamy o pieniądzach.


Disclaimer: opinie zawarte w tym artykule mogą być dla niektórych osób trudne do zrozumienia lub wręcz obraźliwe. A przynajmniej taką mam nadzieję.


Czy rower może być za drogi?

Do tych przemyśleń skłonił mnie post na forum rowerowym, w którym świeżo upieczony posiadacz roweru MTB narzekał na obity lakier. W sumie zrozumiałe – kupił nowy rower, więc ma prawo oczekiwać ideału. Ale bez przesady – to był 2-milimetrowy odprysk w okolicy suportu, w miejscu, które będzie porysowane po pierwszej jeździe!

Zapaliła mi się lampka: „oho, ten zakup to musiało być dla tego gościa naprawdę poważne wydarzenie”. Zbyt poważne.

  • Jeśli wyciągasz nowy rower z pudełka i z każdą ryską na lakierze lecisz z reklamacją – wydałeś za dużo.
  • Jeśli boisz się założyć rower na bagażnik samochodowy, żeby nie uszkodzić ramy – wydałeś za dużo.
  • Jeśli nie masz pieniędzy na rowerowe wakacje – wydałeś za dużo.
  • Jeśli ze strachu przed kradzieżą nie wchodzisz do schroniska na naleśniki – wydałeś za dużo.
  • Jeśli Twój rower ma regulacje, których nie rozumiesz / nie potrzebujesz – wydałeś za dużo.
  • Jeśli nie masz pieniędzy na coroczny serwis zawieszenia – wydałeś za dużo.
  • Jeśli unikasz błota, bo nie stać Cię na wymianę kasety – wydałeś za dużo.

Skąd wziąć pieniądze na nowy rower - na raty?


Ile więc wydać na rower?

Konkretna kwota zależy oczywiście od osoby. A może nie jest to takie oczywiste? Dużo osób mówi, że rower za X zł to gówno, że enduro musi kosztować Y zł, bo inaczej to pieniądze wyrzucone w błoto. W pewnych granicach jest to prawda (nie da się np. kupić nowego roweru enduro za 2000 zł), ale zwykle takie opinie są grubo przesadzone. Jak więc ocenić, na ile możesz sobie pozwolić?

Moja pierwsza zasada: nie wydawaj całych oszczędności

Wydawanie całych pieniędzy, jakie masz, to nie jest poświęcanie się pasji – to jest głupota. Jeśli posypie Ci się samochód, albo nie daj borze zwolnią Cię z pracy – jesteś w dupie. Idealna sytuacja to zapas gotówki wystarczający na drugi rower – niekoniecznie taki sam, ale taki, który mógłby zastąpić ten pierwszy np. w razie kradzieży.

Moja druga zasada: bezpieczna cena roweru = 3 wypłaty

Średnia krajowa w 2017 to około 3300 zł „na rękę”. Jeśli tyle zarabiasz, 10 tys. zł na nowy rower raz na 2-3 lata (zakładając sprzedaż starego) prawdopodobnie nie doprowadzi Cię do bankructwa. Jeśli zarabiasz płacę minimalną (1500 zł), raczej rzuć okiem na hardtaile lub bogaty rynek rowerów używanych do 4500 zł. To bardzo duże uproszczenie, ale uważam to za dobry punkt wyjścia.

Oczywiście jeśli planujesz zakup na dłużej i masz ściśle upatrzony sprzęt, który idealnie spełnia Twoje wymagania i nie będzie wymagał ciągłych modyfikacji – możesz dorzucić 1-2 wypłaty. O ile je masz!

Michał, chłopie, gdzie ty żyjesz? Piszesz o trzymaniu na koncie pieniędzy na dwa rowery, a większość twoich czytelników nie ma nawet na pół! Lepiej powiedz, który kredyt jest najtańszy!

Skąd wziąć pieniądze na nowy rower - na raty?


Rower na raty, czyli jak spieprzyć sobie frajdę z jazdy

Oczywiście ta druga grupa (płaca poniżej średniej krajowej) szczególnie często decyduje się na zakup drogiego roweru na raty. Niby wszystko fajnie: można jeździć od razu, a stosunkowo niewielka wpłata miesięczna jest przyjemniejsza od jednorazowego przelewu na kilka(naście) tysięcy.

Tyle że niekoniecznie.

Po pierwsze, dla mnie zakup na raty lub kredyt oznacza myślenie o rowerze w kategoriach stałego kosztu – co miesiąc, latami. A przecież piękno rowerów polega na tym, że jazda jest „za darmo” – w przeciwieństwie do np. motocykli czy sportowych samochodów!

Gdybym pierwszego dnia każdego miesiąca musiał za tę przyjemność płacić np. 500 zł, żyłbym w ciągłym stresie. Zdecydowanie wolałbym jeździć na jakimś 10-letnim rowerze z Allegro za 2500 zł bez żadnych zobowiązań, niż brać kredyt na nówkę! Serio – mając te wszystkie doświadczenia z jazdy na najnowszych wynalazkach, pojechałem w góry na rowerze wartym jakieś 800 zł i bawiłem się przednio.

Po drugie:

Jeśli nie potrafiłeś odłożyć odpowiedniej kwoty z wyprzedzeniem – odkładanie jej na comiesięczną ratę nie będzie ani trochę prostsze.

Potrzebujesz bankowego bata nad głową, żeby zmusić się do myślenia, że jest inaczej? Problem leży w Twojej samodyscyplinie i edukacji finansowej, a nie w tym, że rowery są drogie, albo że za mało zarabiasz.

Bo niestety, kredyt to zabawa dla bogatych.

Skąd wziąć pieniądze na nowy rower - na raty?


Więc jeśli nie raty, to skąd wziąć pieniądze na nowy rower?

Oszczędzanie

Zacznij od optymalizacji – sprawdź, na co wydajesz najwięcej i na czym mógłbyś zaoszczędzić. Transport, telefon, internet, imprezy i jedzenie na mieście zwykle skrywają bardzo konkretne kwoty, które mógłbyś przeznaczyć na wyższe cele, jak np. działalność charytatywnąrozwijanie kwalifikacjiinwestowanie nowy rower.

Co zrobić z tymi pieniędzmi? Najlepiej założyć oddzielny rachunek, a jeszcze lepiej: konto w innym banku (bez karty!). Zaraz po otrzymaniu wynagrodzenia, zamiast zastanawiać się, na co je tym razem przepierdolić nieroztropnie wydać, przelewaj jego część na to „rowerowe konto” – mniej więcej tak, jakbyś płacił raty… Przelewaj tam też dodatkową kasę, jaka Ci wpadnie w międzyczasie.

Dodatkowe źródło dochodu

„Dodatkowa kasa” to najlepszy sposób oszczędzania. Kiedyś dodatkową fuchą mogło być roznoszenie ulotek lub 1/8 etatu na linii montażowej cheeseburgerów. Teraz internetowy freelancing daje dużo ciekawsze i lepiej płatne możliwości. Pisanie tekstów, projektowanie, programowanie, fotografia, montaż wideo… Do tego cała działka handlowa (np. w formie dropshippingu). Zastanów się: czy potrafisz robić coś, na czym mógłbyś zarobić dodatkowe pieniądze? Jeśli nie – chyba czas zastanowić się nad swoim życiem ;)

Dodatkowe środki możesz też zyskać, sprzedając niepotrzebne rzeczy: elektronikę, książki, płyty, gry, ubrania, części rowerowe, jedną z nerek, mniej kochane dziecko itd.

Zawsze warto też pójść na parę rozmów kwalifikacyjnych i/lub ponegocjować z szefem podwyżkę. Jeśli się uda, całą uzyskaną w ten sposób kwotę przelewaj na „rowerowe konto”.

„Work and travel”

OK, wszystko fajnie – wypłata, podwyżki… A co jeśli jesteś uczniem/studentem bez stałego dochodu? Nie bądź dupa – masz co najmniej 2 miesiące wakacji, w trakcie których za granicą zarobisz więcej pieniędzy, niż niejedna głowa rodziny daje radę odłożyć przez cały rok.

No i oczywiście wymienione wyżej prace dodatkowe. W przeciwieństwie do większości starych ludzi, zdaję sobie sprawę, że szkoła i studia to nie jest czas nieograniczonego czasu wolnego. Ale może uda Ci zarobić trochę pieniędzy na rzeczach, które i tak robisz dla przyjemności?

Pożyczka rodzinna

W zakupie może też pomóc jedyna forma pożyczki, jaką mogę zarekomendować: ta u rodziców. Sam skorzystałem z tej formy wielokrotnie, zwłaszcza kiedy zaczynałem jeździć. Teraz już jestem na to trochę za duży… Ale jeśli nie masz na razie swoich własnych, stałych dochodów, warto to przemyśleć.

Skąd wziąć pieniądze na nowy rower - na raty?


Jak przyspieszyć zakup?

Rower używany

Jak już wspomniałem, gdybym nie miał gotówki na nowy rower, kupiłbym jakiegoś taniego fulla czy nawet hardtaila z drugiej ręki. Kiedy już zaoszczędzisz sensowną kwotę (2500-3000 zł), zakup roweru używanego to najlepsze rozwiązanie. Zwłaszcza, że rowery na „staromodnych” kołach 26″ są teraz śmiesznie tanie.

W ten sposób dostaniesz >90% frajdy za <30% ceny. I zbierając pieniądze na docelowy sprzęt, będziesz miał na czym jeździć. W tym czasie wizja wymarzonego roweru zmieni się co najmniej 16-krotnie, więc ostatecznie dokonasz bardziej świadomego wyboru.

→ Więcej: Rower używany – poradnik

Wyprzedaże starych roczników

Jeśli jednak taki z Ciebie szlachcic, że rower musi być nówka sztuka – poszukaj wyprzedaży. Otwarty rynek europejski (i coraz większy polski) daje dostęp do rowerów sprzed 2-3 sezonów, czasem za połowę ceny katalogowej.

Pamiętaj jednak, że najlepszych okazji nie znajdziesz na pierwszej stronie wyników Google. Prawdziwe znaleziska zbierają kurz w sklepach stacjonarnych, więc zrób sobie wycieczkę po okolicy lub zadzwoń do wszystkich dealerów marek, które Cię interesują.

Stopniowe modyfikowanie roweru

Ostatni sposób to też swoisty zakup „na raty”, czyli: tańszy rower + rozłożone w czasie upgrade’y. Podobnie jak kredyt, jest to kosztowna zabawa – ostatecznie na pewno wydasz dużo więcej, niż kupując od razu docelową specyfikację. Takie podejście oferuje jednak spokój ducha w razie finansowego fakapu – jeśli Twoja firma zbankrutuje, najwyżej odłożysz o parę tygodni zakup tych carbonowych kół. Z ratą kredytu nie będzie tak łatwo. No i w bonusie dostajesz frajdę z budowania roweru dokładnie pod swoje potrzeby.

Skąd wziąć pieniądze na nowy rower - na raty?


Podsumowanie

Na blogu pokazuję rowery drogie. Nie oszukujmy się – nawet testowane przeze mnie „budżetowe” hardtaile są dobrem luksusowym dla przeciętnego zjadacza cebuli, u którego zestawienie w jednym zdaniu słowa „rower” i liczby „3000” wywołuje minę jak u jamochłona. A kwoty powyżej 10 tys. zł są już traktowane w kategoriach z pogranicza literatury science-fiction i książek dla studentów medycyny. Z zakresu psychiatrii.

No i ja sobie tak tutaj piszę, jakie te rowery są zajebiste, ile dają radości, jak wielkie możliwości otwierają, jak rewelacyjne są te wszystkie nowinki. Coś pięknego! I że najlepiej byłoby mieć co najmniej trzy rowery, oczywiście co roku nowe. Łatwo kupić ten obrazek i wpakować się w finansowe bagno.

Dlatego dziś mówię wprost: nie kupuj roweru za pożyczone pieniądze!

Sprzęt to tylko dodatek. Najlepszy rower to ten, który masz, i na którym możesz bezstresowo jeździć.

Skąd wziąć pieniądze na nowy rower - na raty?


W wolnej chwili polecam też lekturę powiązanych artykułów:

 

Dodaj komentarz

116 komentarzy do "Rower na raty? Skąd wziąć pieniądze na nowy sprzęt"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Speedy Bandito
Gość

Jak kto dostaje pincet+, to może odkładać na rower, tym bardziej jak dziecko jest malutkie, nie zauważy podjebki kasy, a w dorosłości ściemnisz, że to od pierwszego roku się dostawało. Jak wspomni, że Beatka mówiła, że od urodzenia, to powiesz, że jak zwykle ściemniała i żeby nie wierzył/a politykom (na potwierdzenie tych słów możesz mu/jej puścić kawałek Tiltu pt. „Nie wierzę politykom”).

Kuba
Gość

Wielu moich znajomych robi błędy opisane powyżej. Zastaw się a postaw się, chyba idealnie opisuje to co się u nich dzieje. Sam kupiłem rower na kredyt aczkolwiek wiem, że kwota raty na rower to ok 5% mojej wypłaty więc spię spokojnie :) Zanim jednak kupiłem nowy jeździałem na używce za niewiele więcej niż opisywane tu 3000 cebulionów. Myślę, że rowery 2-3 letnie na „staromodnych” 26 calach to świetna alternatywa. Artykuł na tą chwię chyba jeden z moich ulubionych :)

Radek
Gość

Nie obraź się, ale jakiego modelu społecznego tyczą się te przemyślenia, chciałbym przyjąć punkt wyjścia. Bo wszystko co opisałeś ma sens… Ale przy moim modelu społecznym, czytaj: kredyt hipo, dom, dzieci (z naciskiem na liczbę mnogą), żona, auto lub auta, Twoje podejście się nie sprawdzi, tak mi się przynajmniej wydaje. Przy moim modelu społ. według Twojego tekstu mogę tylko pomarzyć o fajnych bikach.
Ale nie marzę, planuję, mam i jeżdżę (na pewno nie tyle bym chciał) nie za tyle kasy ile bym mógł. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Radek
Gość

I nie rozchodzi się tylko o kasiorrę, ale i o czas

Bartek K
Gość
Ja swój rower o wartości 10k zakupiłem po rabacie, czyli 9k z czego 4k to wpłata, a 5k rozłożone w programie „pińcet-” na 10 rat 0%. Zarabiam powyżej średniej. Ogólnie w takich kwotach moim zdaniem warto brać kredyty, aby zaznajomić się z tą całą bankową filozofią i ich haczykami zawartymi w umowie. Po to aby w przyszłości biorąc konkretny kredyt tj, dom, auto, firma nie wpierrr się po uszy. Po drugie widniejemy już w jakiś statystykach jako „zaufany kredytobiorca”, czyli budujemy skilla. Dodatkowo zostawiając 5 kafli na koncie masz już na – bagażniki do auta, plecak, kask, buty i inny… Czytaj więcej »
Adam
Gość

Z kredytami trzeba uważać, ale wszystko jest dla ludzi. Ja tam wziąłem sobie nowy rower na raty 0% i bez stresu go zpłaciłem z ratą na 5-10% moich dochodów. Nie było to duże obciążenie, a jeździłem 2 lata na nowym dobrym rowerze i nadal na nim jeżdżę, a raty są spłacone. Nie lubię wydawać na raz dużej kwoty, a wybranie niskiej raty ze świadomością że nie jest to dla nas jakiś problem ze spłatą – jest wg mnie lepszym wyjściem niż pozbawianie się dużej części oszczędności.

KuBe
Gość

Nie ma kredytów (rat) 0% to ściema marketingowa. Kapitał rozłożony w czasie kosztuje i tego nie przeskoczymy. Jeśli nie ma nawet dodatkowych opłat prowizji bądź ubezpieczenia to koszt kredytu ukrywa się w cenie zakupu.

MichuP
Gość

Oczywista oczywistość , stąd prawdziwe raty 0 to inna forma rabatu, którą warto brać gdy jest taka możliwość .

Mirek
Gość

Dobrze prawi. Jak coś jest na raty 0%, to znaczy za gotówkę kupisz taniej.

Greg
Gość

Kupiłem rower o cenie katalogowej 5k z rabatem 10% i ratami 0%. Sprzedawcy nie obchodziło czy dostanie pieniążki ode mnie już teraz czy od banku za parę dni.

Robert Bul
Gość

Też jestem zdania co kolega Adam powyżej. Nawet gdybym miał tyle gotówkiczyli powiedzmy 12k to wolał bym wziąć rower na raty z małym oprocentowaniem niż pozbyć się całej dużej kwoty. W końcu w razie co mogę spłacić szybciej.

KuBe
Gość
Ja jestem odwrotnego zdania… Jeśli miałbym 12k gotóweczki to kupiłbym za gotóweczkę bo w razie problemów finansowych sprzedam rower za 8k i mam święty spokój poza wyrzutami sumienia, że się nie udało ;) W momencie kiedy kupuje na kredyt produkt gdzie do spłacenia jest 12 000 zł w razie problemów sprzedaję towar za 8000 zł, a do spłacenia nadal coś pozostanie. Owszem strata wyjdzie taka sama… ale jak nie będzie siana na pozostałą cześć kredytu? Komornik nie zrozumie… chciałbym zwrócić tylko uwagę, że nie bez powodu na umowach kredytowych drobnym druczkiem pisze się o ryzyku. Na (nie)szczęście nie znamy przyszłości… Czytaj więcej »
Piotr Li
Gość
Powiem tak to zona nauczyla mnie oszczedzac :p wiec moze dla niezorganizowanych to powinna byc pierwsza dobra rada – chcesz miec rower znajdz dobra zone :) U nas w domu sie nie przelew (dwa bobasy, kredyt, praca do pozna) ale jakos zyjemy, stosujemy metode na tzw”sajwing konto” po pierwszym zawsze wrzucamy kaske jak nie bedzie do kolejnego pierwszego to czycimy lodowke :p bo to co odlozone to swiete :) No i nie kupilem se full wypasa tylko w czelusciach internetu wyszukalem na wyprzedazy taki do podrasowania troche i tak tez robie Nowe oponki kupilem w tym miesiacu, w przyszlym uchwyt… Czytaj więcej »
foxiu
Gość

Raz kupiłem rower na kredyt i powiem – nigdy więcej. Przez dwa lata musiałem śmigać na sprzęcie który kupiłem i tylko oglądać rzeczy które bym mógł wymienić – bo zamiast wydać kasę na nowy widelec wydawałem na ratę. Mam teraz żelazną zasadę – nie biorę kredytów na zabawki. Szczęśliwie żadnych nie muszę brać póki co. Co do wysokości rat / odkładanych pieniędzy na rowerowe konto – 10% wypłaty to moim zdaniem maksymalna ilość kasy jaka można przeznaczyć na wszystkie cele hobbystyczne, żeby równocześnie moc odkładać inną kasę – zabezpieczenie na przyszłość, wakacje z rodziną itp.

Endurofina
Gość

Bardzo dobry tekst, duży plus ode mnie. Miałem spore obawy kiedy zobaczyłem tytuł bloga, (poważnie) bałem się, że będziesz promował nabywanie ponad stan .

Ugp
Gość

Ja pożyczyłem 6500 na rower od byłej juz dziewczyny (w sumie okazja bo giant reign advanced) i teraz spłacać ją muszę, aj historia porypana, ale rower jest i na wakacje rowerowe w Alpy juz kasa odłóżona :)

pablos D
Gość

Dobrze prawisz! Widzę, że Swag 10 w Go Sport na Alpejskiej obfociłeś z każdej strony :) Czekam aż dowiozą tam rocznik 2018.
A tak przy okazji, skoro jesteś z Kato, to może obsokoczymy jakiś najtrajd na hołdę na Kostuchnie? Mój ulubiony target nocą :)

billy
Gość

Wypada tez sie zastanowić, czy rzeczywiście potrzebujesz nowy super wypas (aż tyle jeździsz? Tylko sprzęt cię ogranicza?). Moze póki co wystarczy upgrade opon i unowocześnić nieco geometrię np. sterami, a resztę wydać na podróże i wreszcie zacząć jeździć ;)

Wieszcz
Gość

Bardzo fajny artykuł, jak zwykle zresztą:)

Czy w ostatnim akapicie nie powinno być: „mierz zamiar według sił”?.
„Mierz siły na zamiary” rozumiem jako zaprzeczenie całego artykułu:)

Marcin K.
Gość

Po pierwsze aby ZARABIAĆ i realizować pasje – zmieniłem pracę i po profesjach „ambitnych” i górnolotnych (dziennikarstwo, produkcja tv) zostałem fizolem…
Na rower odłożyłem po kilku miesiącach.
Na szpej (kask, ochraniacze, buty, plecaki) który jak wiadomo „robi” równie potężną kwotę odłożyłem równie szybko.
Zmiana profesji to moim zdaniem najszybszy sposób na spełnienie marzeń.

uzurpator
Gość

Zawsze wychodziłem z założenia, że kredyt bierze się na: inwestycje, dom lub naukę. Zabawki _zawsze_ kupuję za gotówkę.

Kamilek
Gość

Michale nie zgodzę się z tym, że raty to zło. Raz na uniwerku jeden prowadzący zapytał się, czym jest kredyt i czym odsetki.
Kredyt = dochód
Odsetki = cena za przesunięcie konsumpcji w czasie. Nawet jak 0% raty dają.
Ja uważam, że bardziej trzeba spojrzeć na podejście do kredytu, a nie sam kredyt. Jeżeli wiesz, że i tak ubierasz hajs bo masz wystarczająco dyscypliny w sobie, to kredyt jest dobry. Jeżeli ma być on takim przymusem do odłożenia, to jest wtedy problem.

Poza tym, kapitał obcy jest tańszy niż własny.

pablos D
Gość
Hej, rozpatrujesz kredyt z punktu widzenie przedsiębiorstwa, gdzie można liczyć coś takiego jak koszt kapitału własnego – podatki itd. a kredyt jest brany pod rozwój działalności, czyli inwestycje, ergo zwiększenie dochodu. W gospodarstwie domowym obowiązują jednak trochę inne zasady. Jeżeli kredyt jest pod konsupcję to niestety jest drogi (chyba że 0%) + trzeba doliczyć utratę wartości zakupionego dobra. Jeżeli coś jest niezbędne do prowadzenia gostpodarstwa domowego – dom, samochód, edukacja => kredyt. Konsupcja – wakacje, żywność, przyjemności, rekreacja (rower) => oszczędności. Wyjątkiem bym nazwał sytuację, kiedy kupujesz rower z zamiarem wygrywania nagród w zawodach, bo jesteś sportowcem, wtedy to jest… Czytaj więcej »
Kamilek
Gość

Nie wchodzę na tematy księgowości amortyzacji itp. Po prostu zaznaczam że są inne i racjonalne przesłanki aby wziąć kredyt na rower czy cokolwiek innego zależnie od podejścia. Dla mnie 10 000 na raz to jest spore obciążenie i praktycznie oszczędności moje znikają w tym wypadku wolę rozłożyć sobie na raty.
Żeby moje podejście było jasne to zarabiam tak sobie – 4000 na rękę

pablos D
Gość

Taka jeszcze jedna refleksja, odnośnie tego artukułu. Przedstawiłeś wg mnie świetnie podstawowe zasady inteligencji finansowej, których niestety nie uczą w szkołach… Świetnie znamy chemię, fizykę, matematykę, lektury a potem część z nas ląduje w pętli długów i niewypłacalności bo… nikt nie nauczył skutków życia ponad stan.

Mateusz Sobociński
Gość
Akurat w kwestii estetyki sprzętu nie do końca się zgodzę – niektórzy po prostu dbają i są tego nauczeni. I co ciekawe absolutnie, nie jest to związane ze stanem posiadania. Może drobna ryska to przesada, ale jestem tutaj w stanie niektórych zrozumieć, bo sam bardzo dbam o sprzęt i nie lubię jak jest złachany. Druga sprawa – jeżeli mamy do wyboru kupić coś za 10k za gotówkę lub kupić to samo w ratach 0% a takie promocje bywają to idiotyzmem jest kupowanie za gotówkę. Zatem raty tak, ale te 0%. Trzecia – zasadza 3 pensji jest… trzeba podchodzić do niej… Czytaj więcej »
KuBe
Gość

Komentarz do drugiej sprawy jeśli mogę… Nie ma kredytów (rat) 0% to kit marketingowy. Wartość pieniądza w czasie musi kosztować, a koszt kredytu ratalnego ukrywa się w cenie zakupu. Podsumowując zawsze kupimy dany produkt taniej za gotówkę niż na raty. Raty mogą być jednak rozsądnym wyborem w sytuacji kiedy odłożoną gotówkę zainwestujemy w celu osiągnięcia dodatkowych przychodów większych niż koszt zakupu na kredyt. Inwestycja wtedy będzie spłacała nam raty i jeszcze może coś zostanie na mleczko ;)

Mateusz
Gość

Mam nadzieję, że Michal się nie obrazi.
Proszę wskaż mi gdzie jest ukryty dodatkowy koszt w przypadku chęci kupna poniższego piekarnika na raty 0%?
https://www.euro.com.pl/piekarniki-do-zabudowy/amica-fusion-eb7551b.bhtml

Ziber
Gość

Kupiłem szosę na allegrowe raty 0%. Kosztowała mnie 20×170 zł, równiutkie 3400 pln. Był to najtańszy z tych modeli wystawionych na tym portalu, i jeden z najtańszych w polskim internecie, Gdzie jest ten ukryty kit marketingowy?

Filip
Gość

To poczytaj sobie o ludziach,ktorzy takie ratu wzieli. Czesto sa problemy pozniej z bankiem, bo np potrafia wpisac po wielu latach,ze czegos nie splaciles. Poza tum trzeba im mase kwitow pezedstawic etc. Ja sie ciesze z zakupu za gotowke, place i sprawa jest czysta.

Mateusz
Gość

Ja nie muszę czytać – na raty 0% brałem wielokrotnie elektronikę. Żadne przykre konsekwencje mnie nie spotkały.

Jarek
Gość

Skoro nie spłacili czegoś to bank pisze, normalna sprawa. AGD na zero procent w Euro to akurat całkiem dobry deal.

Mirek
Gość

Nie ma czegoś takiego jako 0%! Kradyt zawsze kosztuje. Jeżeli dają Ci raty 0%, to znaczy, że za gotówkę możesz dostać to taniej. :)

P.S. Ciekawa dyskusja, zaczęło się od rowerów, paru porad a teraz jesteśmy na pograniczu AGD i stopy dyskontowej.

Mateusz
Gość

Jeżeli kupisz przez internet w Euro jakieś AGD taniej poprzez negocjacje ceny to wyślę Ci bukiet kwiatów :) To Euro płaci bankowi za przygotowanie takiej oferty.

Jarek
Gość

Akurat gotówką musiałbym zapłacić więcej… gdyż w promce Euro, to Euro płaciło pierwszą z 20 rat kredytu o RRSO 0%. Po porównaniu cen z innymi sklepami, a uwierz mi, że wydając kupe kasy na AGD porównywałem, wyszło taniej. Nie chcę tu wyjść na pana z telemarketingu bo mi za to nie płacą ale takie są fakty :) Czy udałoby mi się wynegocjować jakieś zniżki za płatność gotówką…? Już się nie dowiemy ;)

Krystian
Gość

Nie ważne ile się zarabia ale ile się konsumuje i „przepija” pieniędzy. To że ktoś zarabia 8 tyś i wpada w pułapkę kredytów, leasingu, rozpieszczania dzieci zabawkami i nie potrafi oszczędzić znacznych pieniędzy z tej kwoty to już jego problem. Znam osobę (niestety tylko 1) która posiada rower za 15k, nie zarabia nawet połowy tych 8 tyś, nie ma kredytów i dobrze sobie radzi:)

Marcin Maj
Gość

Znam osobę która zarabia 4k i ma rower za 10k. Z wypłaty zostaje mu na koniec miesiąca przysłowiowy „cały ..uj” ;)

Pablo RS
Gość

Zgodze sie co do jednego. Absolutnie nie kupuj roweru jezeli nie stac cie na jego eksploatacje…. A czy raty czy gotówka to juz indywidualna decyzja kazdego. Raty to nic złego tylko trzeba przeliczyc budzet i przemyślec sprawe bardzo dokładnie. Niestety czesto okazuje sie po zakupie ze ludziom brakuje kasy na serwis , opony , klocki itd. A to juz totalna utopia.

Leszcz
Gość

Brawo! 100% zgody. Jak kogoś na coś nie stać to tym bardziej nie stać go na kredyt bo MUSI oddać więcej.

Marek Szynder
Gość

A to „albo nie daj borze zwolnią Cię z pracy” to chodzi o boga, biuro ochrony rządu czy rodzaj lasu :-)

Marek Szynder
Gość

Dobry tekst, prawilne przemyślenia- szczególnie podsumowanie. Dobrze, że masz świadomość, że dotykasz gruntu/platform stopami. Wniosek- wprowadzić rubrykę używane, choć zdaję sobie sprawę że to niełatwe. Może blogoczytacze pomogą?

Mirek
Gość

Mi to się teraz marzy:
– wymienić swoje XC na elektryka (oczywiście z dopłatą)
– kupić gravela

Kto tak ma?

Mirek
Gość

Na bank zaczekam, bo to spory wydatek. XC chce wymienić na gravela, aby na nim z przyjemnością zrzucać „zimowy dorobek”. A elektryk to fajna sprawa, aby na Rychleby wyskoczyć i szybko machnąć 2 razy flowtraila :)

Quilong
Gość

Ten artykuł powinien brzmiec tak: Sklepy rowerowe go nienawidzą, poznaj jeden trik przez który zaoszczedzisz kupe kasy…

LD
Gość

Jak jest marzenie o nowym rowerze to trzeba je spełnić, niezależnie czy za pomocą kredytu, pożyczki od rodziny czy systematycznego oszczędzania. Ale najważniejsze to nie rzucać się z motyką na Słońce. Jestem zdania żeby nie odmawiać sobie dotychczasowego życia, przyzwyczajeń ale szukać nowych źródeł finansowania i drobnymi krokami realizować założony cel.

Tenfilip
Gość

„Jeśli Twój rower ma regulacje, których nie rozumiesz – wydałeś za dużo.” Bez przesady, mysle ze spokojnie mozna sie nauczyc roznych regulacji w trakcie uzytkowania roweru, ja np. nie umiem wyregulowac tloczkow (zeby rownomiernie chodzily, nie mowie o zwyklej kalibracji roweru) i nie sadze,zebym wydal za duzo… Rower jest od jezdzenia, nie od naprawiania/regulacji, pewne rzeczy moze nam zrobic serwisant i styknie.

Borys Witkiewicz
Gość

Heh…panie. Ten artykuł w moim przypadku to jest o dwa rowery za stary. Pierwszy rower kupiłem na raty i skończyłem spłacać równocześnie z drugim, który kupiłem na raty sprzedając pierwszy. W tym momencie sprzedałem również drugi i kupuje trzeci ale gdzieś po drodze poszedłem po rozum do głowy jak również dokonałem paru życiowych zmian i uda się go kupić za gotówkę. W naszym kochanym kraju trzeba mieć dużo determinacji i umiejętności wyrzeczeń, żeby skutecznie odłożyć na wymarzony rower. Jednak jak pewien bloger kiedyś powiedział, po kupnie wymarzonego roweru w głowie pojawia się wzór N+1 :D Pozdro

KuBe
Gość
Dodam swoje 3 grosze, może komuś się przyda. W życiu stosuję zasadę TAK – dla kredytów inwestycyjnych, NIE – dla kredytów konsumpcyjnych. Pozwala to mniej stresująco przejść przez życie… Ciekawym rozwiązaniem dla firm i dla osób prowadzących indywidualną działalność gospodarczą (VATowców) jest kupno roweru na firmę (za gotówkę) lub leasing operacyjny. Sprawia to że oszczędzamy 23% vatu + 19% podatku liniowego (18% na progresywnym). Łącznie daje to nam ok. 40% tańszy rower! Kupno części osprzętu i innych gadżetów do roweru (ciuchy raczej nie przejdą) również możemy bez problemu kupować na firmę… oszczędność identyczna 42% do przodu. Inwestycja w firmowy rower… Czytaj więcej »
MarcinSz
Gość

I to jest rada!

Adam
Gość

nie ma problemu z usprawiedliwieniem takiego drogiego roweru przed Urzędem Skarbowym? Mam na myśli sytuację gdy Twoja działalność nie jest związana z rowerami ani sportem

Marcin Maj
Gość

A usprawiedliwienie samochodu osobowego za milion?

MarcinSz
Gość

No to skąd wziąć pieniądze na nowy rower, wujku dobra rado? Przepraszam, ale porady finansowe typu: „dorób po godzinach”, „sprzedaj niepotrzebną kanapę”, „odkładaj 10 lat grosz do grosza” czy „nie bierz kredytu bo to nierozsądne” mogą tylko zirytować dorosłego czytelnika. Michale – czekam na Twoje artykuły o rowerach!

Krystian
Gość

Hahaha po wykluczeniu tego co napisałeś pozostaje Ci zmiana pracy. Jeżeli nie potrafisz oszczędzić 20% co miesiąc tego co zarabiasz to wiedz że coś jest nie tak:)

MarcinSz
Gość

20% ??? To chyba jeszcze nie masz na utrzymaniu domu i rodziny i nie wiesz ile kosztuje życie.

Krystian
Gość
Oj wiem doskonale ile kosztuje życie – tyle na ile sobie pozwolisz;) Dlatego napisałem że wiedz że coś jest nie tak. Uważam że powinno się żyć na takiej stopie aby móc oszczędzać co miesiąc. Nie jest problemem żyć od 1 do 1. Są osoby dla których nie jest ważne to czy zarabiają 2tyś czy 6 tyś czy 16 tyś a zawsze będą tyle wydawać że życie od 1 do 1 to norma. Podstawą zmiany nawyków jest wykluczenie myślenia „należy mi się”. Kupno mieszkania – należy mi się, samochód? Należy mi się. Wakacje za granicą? Należą mi się. Piwko po pracy?… Czytaj więcej »
Marcin Maj
Gość

Sorry ale porządny rower po tylu latach jazdy tanimi i tylu latach pracy, to mi się do kurr.. nędzy należał!
Poza tym, to jest było nie było inwestycja w zdrowie, jakaś tam.

teraw
Gość
Mogę się zgodzić, że jeśli mamy w danym momencie pieniądze na rower tańszy (niższy model, albo używany), a alternatywą jest kredyt, to znacznie lepiej jest kupić taniej, jeździć i się nie zadłużać. Natomiast nie zgadzam się, żeby w sytuacji, gdy w danym momencie nie mamy to siedzieć i odkładać nie mając na czym jeździć. Absolutnie nie zgadzam się też z pożyczką rodzinną. Absolutnie nie pożyczam pieniędzy od rodziny, przyjaciół i znajomych. Nie pożyczam też swoich pieniędzy nikomu. Zgadzam się tu z reklamą któregoś z banków – „nam jesteś winny tylko pieniądze”. Jakiś wujek pożyczy ci 1000 zł czy ileś, oddałeś… Czytaj więcej »
krzychumalina
Gość

20 lat temu kupiłem swój pierwszy rower MTB na raty. Wisiał na ścianie w sklepie czarny Cannondale Beast of the East 1997r z żółtymi napisami i „przemówił” do mnie.. musiałem go mieć! RRSO było wtedy na poziomie 30-40% Przez 2 lata oddawałem co miesiąc 1/3 wypłaty ale nie żałuję ani jednej przepłaconej wtedy złotówki… Ten rower przeniósł mnie w inny Bike’owy Swiat , który do dziś mnie nakręca. Czasem rozsądek warto odstawić na bok :D choć zaznaczę,że potrzeba dużo samodyscypliny w spłacaniu kredytów generalnie.

JW
Gość

Myślę, że sporo samodyscypliny wymaga jednak odkładanie a nie spłacanie kredytu ;)

Robert
Gość

Jest jeszcze taka grupa ludzi „w gorącej wodzie kąpanych”, którzy mają możliwość odłożenia na wymarzony sprzęt w niedługim czasie ale chęć posiadania go „tu i teraz” jest tak silna że jedynym wyjściem jest właśnie pożyczka…

Grunt to wydać mądrze te pieniądze, czyli kupić taki sprzęt, który da Ci tyle frajdy i satysfakcji z jego posiadania że nie będziesz myślał o wydanych pieniądzach…

Bartłomiej Karkonosze
Gość

Ciekawe że miałem podobny rower co kolega KRZYCHUMALINA. Cannondale V700 z karbonowym wachaczem ful 100/100, kupiłem go w 2004-5 za 800 zł i tak samo przeniósł mnie w Bike’owy świat enduro. Używka! Chydrauliczne chamulce! Pierwszy na rynku Bomber! Za gotówkę! Byłem wtedy w niebie. Więc jestem za teorią Michała, lepiej kupić używkę na którą mnie stać, niż się później bać.

basergorkobal
Gość

Raty 0% to jest fantastyczny sposob na kupno drogiego roweru. Pod warunkiem ze i stac cie na to. A piszac stac cie, masz dosc oszczednosci zeby go kupic za gotowke albo mozeswz spokojnie oszczedzic z wymienionych 3 wyplat.
Jednak rozlozenie sobie splaty w czasie ma powazne zalety:
– poprawia plynnosc finansowa,
– jest tansze (inflacja),
– zona nie wie tak na prawde ile ten rower w sumie kosztowal

Jarek
Gość
Ostatnio wydałem około 12k na AGD a w sklepie zaoferowali mi kredyt 0% (przeczytałem dokładnie umowę z bankiem i rzeczywiście 0%). Czy długo się zastanawiałem nad tym kredytem? Nie, jeżeli dzięki temu zostanie mi na koncie oszczędnościowym sporo wolnej gotówki na nieprzwidziane wydatki (choroba, samochód), która jeszcze do tego generuje mi odsetki, to w takim razie dobry deal. Ale… to był sprzęt AGD na nowe mieszkanie, który musiałem kupić. Ja osobiście bym nie wziął za to kredytu (nawet tego 0%) na realizowanie hobby, bo to nie jest coś muszę tylko coś co chcę. Musiałem kupić lodówkę żeby mi się żarcie… Czytaj więcej »
Blake Slant
Gość
Ludzie których nie stać na rower w cenie 2-krotności średniej krajowe czy 4-krotnej minimalnej nie mają pieniędzy nie dlatego, że nie wpadli na to jak je zarobić. To bardziej skomplikowane. Trochę aroganckie jest tak zakładać i pisać porady w stylu „zostań freelancerem” czy „dorób za granicą”. Był taki prezydent co dawał takie rady ;) więc uważaj, bo Cię zdeblogeryzują :D Zgodzę się jednak co do sposobów na zakup tańszego roweru. W mojej ocenie najlepsza opcja przy małym budżecie to zakup używanego za gotówkę i po negocjacjach. Odłożenie kasy jest wyzwaniem. Ale mając kasę w ręku zawsze masz przewagę nad sprzedającym,… Czytaj więcej »
Mirek
Gość

Kiedyś ktoś mądry powiedział mi, że jeżdżenie na rowerze (tutaj chodziło o górski) to w 95% umiejętności rowerzysty, a tylko 5% reszta, w tym sprzęt i koła bezdętkowe :).

Sam jako 40 latek oddałbym wiele, aby jeździć jak dzieciaki 20 letnie, nawet za cenę mojego pięknego roweru. Czasami aż wstyd, że ktoś na „budżetówce” robi rzeczy, których jak nie zrobię, nawet jakbym zainwestował kolejne 10k.

Ale taki urok życia, jedni wstawiają silokony, a inni kupują rowery z ramą karbonową, aby dogonić świat :)

Blake Slant
Gość

Też nie mam 20 lat, w dodatku mam całe stado na utrzymaniu i mało czasu. Myślę jednak, że sporo podstawowych rzeczy można się nauczyć, po prostu tego nie robimy bo pracujemy dużo czasu żeby mieć te full carbony ;) też tak robiłem. Dalej robię. Ale ostatnio doszedłem do ściany. Nic więcej nie kupię dopóki nie opanuję tej maszyny w 100%.

rekin finansjery
Gość

… i ty się mylisz, jest na alledrogo sposób, żeby mieć ciastko i zjeść ciastko ;-), dosłownie raty 0%, sprawdzone

Blake Slant
Gość

Za raty 0% płaci sprzedawca a czasem Allegro. To się im zwraca albo w prowizjach albo w wyższej cenie oferty. Zobacz jakie są różnice w cenach tych samych produktów w sklepach na Allegro i poza nim.

Jeśli nie płaci sprzedawca to i tak masz na głowie temat comiesięcznej spłaty. Dodatkowo, tracisz możliwość negocjacji i przewagę posiadania gotówki.

Teoretycznie nawet mógłbyś ten hajs wrzucić na lokatę ale ten nikły procent który Ci w międzyczasie przyrośnie nie zrekompensuje strat z braku negocjacji.

W efekcie jedyne co zyskujesz to że masz rower szybciej. Ale nie zaoszczędzisz na tym ani grosza a wręcz przeciwnie.

Marek
Gość
Ja to widzę tak: Odkładanie na rower: Przelewanie miesięcznie na konto 300 zł (konto oszczędnościowe „wymarzony rower”) Czas dostawy: 3 lata Robimy miesięcznie opłatę za korzystanie z roweru, tylko ze nie możemy go jeszcze używać, bo dostawa za 3 lata. No i myślimy o rowerze w kategoriach stałego kosztu bez możliwości jeżdżenia. Raty: Przelewanie miesięcznie na konto 300 zł (konto banku) Czas dostawy: 24 godziny + opłata za dostawę szybszą o 3 lata (odsetki) Jeździmy od razu. Dlatego rower na raty nie jest spieprzeniem sobie frajdy. Wręcz przeciwnie, przyspieszeniem w spełnianiu marzeń. A teraz inny obraz: można kupić rower w… Czytaj więcej »
Michał
Gość

Jakby mi żona pozwoliła przeznaczyć 3-krotną wypłatę na rower przy o wiele większych oszczędnościach to … nieee don’t gonna f* happen :)

Quilong
Gość
W mojej ponad 23 letniej karierze miałem ok 40 rowerów i tylko 4 z nich były nowe. Mam dla was 3 rady: 1) Robiłem tak za czasów licealnych/stydenckich – miałem pule pieniędzy rowerowych – kupiłem coś, potem sprzedałem i do tych pieniędzy dokładam trochę i kupuje nową część (oczywiście używaną)- z czasem ta pula urosła mi do sprzętu o wartości ok 5500 zł, oczywiście rozciągnięte było to w czasie(przykład – kupiłem Nixona od autora blogu za 750zł po roku jazdy sprzedałem go za 700, dodaje 150zł i kupuje coś lepszego) 2) Gdy mamy spory przychód i dowolny budżet, oraz gdy… Czytaj więcej »
Andrzej
Gość

…twój 40 bajk o wartości 5,5K w ciągu 23 lat jazdy? *_* – w takim tempie to nie doczekasz się na porządny rowerek +10K

Quilong
Gość
1) Czytaj ze zrozumieniem, taki rower dorobiłem się w czasach studenckich/licealnych a wiec, gdy człowiek nie ma stałego przychodu, lub gdy ten przychód nie jest spory. 2) porządny rower nie musi kosztować 10 tyś. to mój obecny, na który wydałem ok 5300 + okazyjnie damper (zrobiłem mix najlepszych części i stary rower sprzedałem za 5000) Powiedz co lepszego maja rowery za 10k? Osprzęt xt, korba slx, damper CCDB, pike, reverb, kaseta 11-46. Wszystko działa idealnie! 3) Myślenie jest w cenie – czasem wystarczy tylko troszkę pomyśleć, jak nie to przepłacasz za wszystko (mieszkania, auta czy rowery) 4) jaką Ty masz… Czytaj więcej »
Wojtek E
Gość

Mnie nie stać więc wziąłem kredyt. Jestem stary, gruby i nie mam już czasu na odkładanie. Zjazdy to coś co mogę nazwać „cudownym momentem kiedy mogę umrzeć”. Wolę skończyć z kredytem na stoku niż z kasą na koncie i w wygodnym łóżku.

pablos D
Gość

Heh, raz się żyje :) Podejście dość dobre, jednak ja wolę po sobie zostawić coś innego niż kredyt dla dzieci.

Marcin Maj
Gość

Też prawda. Kumpela w pracy mawia: „Jutro pier..nie w ciebie tramwaj, dziś to zrób!”
Druga nogą oprzeć się pewnie na gruncie i mamy jing i jang ;)

Gitara
Gość

Mi żona złożyła propozycję.Zamiast brać kredytu pożyczyła mi kasę która była na kącie oszczędnościowym.Muszę jej tylko oddać tyle ile by zaoszczędziła przez rok na koncie.Reszta na części poszła ze sprzedanych części z poprzednich rowerów.Dodam że kupowałem dwa rowery(a raczej ramy i sam składałem rowery nie jeden a dwa)Suma sumarum dwa rowery wyniosły mię ponad 16tyś.Złożone tak jak ja chcę konkretne rzeczy.Fakt że szukałem okazji i jesiennych promocji,ale się opłacało.Wpadła tez dodatkowa kaska więc jest git.

Carl_Sco
Gość

Ze swojego doswiadczenia napisze, ze roznie to bywa :) Czasem warto cos kupic za gotowke, a czasem na raty. Natomiast jesli kupowalem cos na raty, to znaczylo, ze na koncie mialem conajmniej 5x tyle, ile dana zabawka kosztowala w gotowce.
Czyli, kupujac na raty rower o wartosci £4000, minimalne oszczednosci na koncie to £20000. Wowczas w ogole nie odczuwasz zadnego dyskomfortu zwiazanego z placeniem rat. Raty natomiast warto czasami wziac, by zbudowac dobra historie kredytowa.

Marcin Maj
Gość

Też zrobiłem sobie „historię kredytowa” z rozmysłem. Ale te kwoty to takie mało lokalne..

cannonbiker
Gość
Czytam te komentarze i oczom nie wierzę. 20 lat temu, mając 19 lat – byłem wtedy w liceum, z dodatkowej pracy po szkole i w wakacje, kupiłem sobie za odłożone pieniądze po 10 miesiącach rower za ponad 5000 zł. Był to full XC marki Wheeler. Napiszę jeszcze raz, była to końcówka zeszłego tysiąclecia. Prace znalazłem sam nikt mi nie pomagał. Ten rower mam do dziś, czeka jedynie na odrestaurowanie go używając do tego oryginalnych części, które ostatnio wszystkie już zebrałem. Oczywiście kredyty to fajna sprawa ale brane z głową. Nie piszę tu w tym miejscu do uczniów czy studentów bo… Czytaj więcej »
Jarek
Gość

Pantoflarze nie pantoflarze, mają takie nie inne wydatki co nam do tego. Jak masz stałą pracę, stałe dochody i nie chcesz nadwyrężyć budżetu jendorazowym strzałem za 15k to kredyt nie wydaje się złym pomysłem, jak jesteś studenciakiem bez żony i dzieci i masz mase czasu, który spędzasz na miasteczku waląc browary to więcej sensu ma dodatkowa praca niż kredyt. Ja bym kredytu na rower nie wziął ale nie mierzę każdego swoją miarą.

Monika
Gość
W 100% zgadzam się, że warto rozsądnie gospodarować pieniędzmi i nie wydawać ich „na styk”. Pozostaje kwestia, co robić z nadwyżkami finansowymi i ja polecam obligacje skarbu państwa. Nasz kraj, co by nie mówić o rządzących, nie powinien (na razie) upaść i choć obligacje nie są zbyt szałowo oprocentowane, to ich dużym plusem jest to, że jak chcemy wypłacić stamtąd kasę (przed zakończeniem okresu na jaki się wpłaciło), trzeba czekać tydzień, aż pieniądze do nas wrócą. A to dobry demotywator, aby ich stamtąd nie wypłacać (bo się nam zamarzył T-Shirt, którego i tak nie potrzebujemy). Ale z jednym się nie… Czytaj więcej »
Marcin Maj
Gość

..i nie bać się szefa i pytania go o podwyżkę. Większość branż już piszczy, że albo „Ukraińcy” albo „nikomu się w tym kraju nie chce robić”. Bo dobra praca kosztuje. Zanim twój szef to zrozumie (bo on już wie ale jeszcze nie przegryzł) ty już będziesz pracował w innej firmie. Popraw CV, załóż LinkedIn, doszkalaj się. Skup się na pracy, pieniądze cię same odnajdą.

Czytaj kolejny artykuł

Koła owalne – nowa rewolucja w MTB [Prima Aprillis ;)]

Prezentacje, Sprzęt, Trendy / 

„Jeśli chcesz zrobić ogromny progres, musisz popełniać ogromne błędy”. Wygląda na to, że takim błędem było tkwienie latami przy okrągłych kołach! Ale już na tegorocznych targach Eurobike jeden z czołowych producentów szykuje dla nas prawdziwe trzęsienie ziemi. Nadchodzą koła owalne!

Koła owalne rower MTB


Pierwsze wrażenia

Choć ta niecodzienna innowacja wygląda na pierwszy rzut oka… osobliwie, to jest genialna w swojej prostocie. W końcu nawet Ziemia nie jest idealnie okrągła!

Koło owalne ma dwie średnice, które dobrze znasz: 26″ i 29″

Dzięki temu, nowy standard pasuje do istniejących ram 29″. Co więcej, udało się uniknąć wprowadzania nowego standardu opon, bo zwykłe 27,5″ idealnie pasują – wśród inżynierów z branży można usłyszeć, że ten pośredni rozmiar był tylko przygotowaniem do wprowadzenia kół owalnych.

Koła owalne MTB

Widzę oczami wyobraźni, jak klaszczesz się otwartą dłonią w czoło, wykrzykując: „Dlaczego nikt nie wpadł na to wcześniej?!”. Odpowiedź jest prosta: koła okrągłe przeszły do rowerów z pojazdów silnikowych, w których okrąg spisuje się lepiej. Ale jak wiadomo, motocykle i samochody mają z rowerami tyle wspólnego, co rakiety międzykontynentalne z prodiżem.

Koła owalne rower MTB

Tak naprawdę, patent na koła owalne istniał już od dawna, ale jego wdrożenie blokowały ograniczenia technologiczne obręczy z aluminium. Rozwój produkcji komponentów carbonowych w końcu pozwolił wyzwolić możliwości drzemiące w naszych maszynach.

Na szlaku

Pierwsze co zauważysz, to… łatwiejsze wsiadanie. Na postoju koła samoczynnie ustawiają się w pozycji 26″, przez co cały rower jest o kilkanaście milimetrów niżej. Takie sytuacje odejdą w niepamięć:

Kiedy już ruszysz, docenisz największą zaletę kół owalnych, jaką jest płynne oddawanie mocy, które nie może się równać z niczym innym. Zasada działania jest taka, jak w zębatkach owalnych, ale bez „falowania” łańcucha wytrącającego zawieszenie z równowagi.

Napęd i zawieszenie działa niezależnie od kół.

Na zjazdach nowe koła łączą zwrotność i skoczność kół 26″ ze stabilnością 29″. Jak to działa? Efekt można porównać do hamowania pulsacyjnego. Na początku czujesz się trochę jak chomik w pralce, ale jak już się przyzwyczaisz, nie będziesz chciał wrócić do staromodnych okręgów. Owalne koła działają jak ABS, który sam odciąża i dociąża rower, pozwalając Tobie skupić się na pozycji i wyborze linii.

Koła owalne rower MTB

Pierwszy zamaskowany prototyp bazujący na „podwoziu” 29era, ale z kołami owalnymi.

I tu największa ciekawostka: koła owalne można pompować! Ale nie tak ja myślisz, powietrzem (to też), tylko tak jak na pumptracku. Przy przetaczaniu ze średnicy 29″ na 26″ rower nabiera tempa szybciej od 18. sezonu „Dynastii”, dzięki czemu w technicznym terenie można generować prędkość bez pedałowania. Czy (albo raczej: kiedy) pedałowanie odejdzie do lamusa…?


Koła owalne – wertykt

Na pierwszy rzut oka, koła owalne szokują, ale warto zachować otwarty umysł na jedną z największych rewolucji w branży rowerowej od czasu… wynalezienia koła. Po pierwszej przejażdżce, zwyczajne okręgi będą Ci się wydawały śmieszne i archaiczne.

Wszyscy sceptycy sprzedawania co roku takich samych rowerów w nowym malowaniu będą zadowoleni – tym razem to nie tylko marking! To naprawdę działa!

Koła owalne rower MTB

Fot. Race Face


PS. Pamiętaj, że dziś ostatni dzień na zamówienie koszulek! :)


 

Dodaj komentarz

12 komentarzy do "Koła owalne – nowa rewolucja w MTB [Prima Aprillis ;)]"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
voy2s
Gość

I znów robią ludzi w jajo ;)

Rowerowy John
Gość

Wolałbym koła 29′-24’jeszcze stabilniejsza byłaby jazda

loki
Gość

Zaczekam na kwadratowe.

Wojtek
Gość

Autor zasłużył na owulację na stojąco od wszystkich czytelników bloga! Z niecierpliwością czekamy na poradnik, jak zrobić to samemu, czyli koła ghetto owal ;)

pablos D
Gość

Ja kiedyś takiem miałem z przodu po uglebieniu i to za free!

Cody
Gość

lece do sķlepu po te cudenka

Kamil
Gość

No i kupione. Po prostu bajka :) tylko ciężko się rusza z pozycji 26″ ;)

Top