Menu
Menu Szukaj

Hajlajtsy: JoyRide Enduro Kluszkowce

Nie macie dość. Patrząc na listę startową przed Ślężą myślałem, że to taka zajawka na początek sezonu, oznaka zimowego niewyżycia. W zeszłym roku tak było – miljon osób na pierwszych zawodach, a potem na niektórych imprezach frekwencja gorsza, niż na wyborach. Ale nie, nie macie dość. Na drugie w sezonie zawody zwaliły się jeszcze większe tłumy, a 16 maja 2015 Kluszkowce gościły prawie 180 osób, które uznały, że downhill jest zbyt hipsterski, a maraton zbyt męczący.

Festiwal

W zeszłym roku przegapiłem zawody w Kluszkowcach, więc tym bardziej zaskoczył mnie rozmach organizacyjny JoyRide Bike Festiwalu. W ramach imprezy można było wystartować w siedmiu różnych dyscyplinach (i nie wiem ilu konkursach), a do tego jeszcze obślinić nowinki z targów rowerowych i oblatać rowery testowe sześciu producentów (więcej takich durnych pomysłów i nic nie zarobię na sponsorowanych testach…).

JoyRide Kluszkowce - targi rowerowe

Widok prawie jak na Sea Otter Classic / fot. Malwina Szymanek

A na deser wyścigi dla dzieci, festiwal filmów sportowych i chillout przy muzyce DJ-ów Red Bulla. Nawet, jeśli ktoś przy pakowaniu na wyjazd zapomniał o rowerze, to i tak miał co robić!

Dla festiwalowego widza, enduro jest równie porywające, jak pralka automatyczna o klasie głośności A+++

Na takich imprezach zawsze jednak nie podobało mi się, jak enduro ginie w tłumie. Jak by na to nie patrzeć, dla przeciętnego festiwalowego widza, nasza dyscyplina jest równie porywająca, jak pralka automatyczna o klasie głośności A+++. Z samego rana, kiedy zjazdowcy leczą jeszcze kaca, a maratończycy kończą poranny rozjazd szosą, spokojnie i bez strzału z pistoletu startowego wyruszamy w góry i wracamy po południu, jak wszyscy i tak są już nawaleni zmęczeni jazdą. W poprzednich latach miałem wrażenie, że enduro jest na siłę doklejane do festiwali, bo jest modne i na czasie. Widać to było np. przy nagminnie opóźnianym ogłaszaniu wyników, którym mało kto się w ogóle interesował (a już na pewno nie oficjalny „wodzirej” imprezy). Jakoś wolałem bardziej kameralny charakter „niezależnych” zawodów.

JoyRide Enduro Kluszkowce miasteczko zawodów

Oni wszyscy nie są tu dla enduro / fot. Malwina Szymanek

W tym roku jednak coś się zmieniło, chyba więcej osób zaczęło nas poważniej traktować. Może to przez ilość i rosnący profesjonalizm zawodników, może to dzięki coraz lepszej organizacji? Dalej panuje dominacja spowitych papierosowym dymem 15-letnich zjazdowców i dalej ci mniej ekstrawertyczni endurowcy czują głęboką ulgę po opuszczeniu miasteczka zawodów, ale da się odczuć, że enduro ma swoje miejsce na festiwalu. Ego podbudowane, można rączo ruszać na trasę.

Organizacja

Hola hola, nie tak szybko! Zawodnicy nie odpuszczają i uparcie, tłumnie przyjeżdżają na zawody – organizatorzy nie mają lekko! Zanim więc opony dotkną uświęconej ziemi OS-u, konieczna jest segregacja stawki. Warto zaznaczyć, że zawody enduro dla JoyRide organizuje ekipa odpowiedzialna za Enduro Trails, więc byłem ciekaw, czy procedura startu zostanie udoskonalona względem bielskich zawodów. Procedura się uprościła: wyjazd z bazy „na hurra” i start OS1 w dowolnej kolejności, czyli tak, jak za dawnych czasów. W praktyce też wyszło jak za dawnych czasów, bo wielu zawodników spędziło na starcie ponad 1,5 godziny. Cóż, chyba nie za bardzo da się tego uniknąć…

JoyRide Enduro Kluszkowce kolejka do startu OS1

Na starcie OS1 było dosyć ciasno…

JoyRide Kluszkowce kolejka do wyciągu

…ale jeśli Cię to pocieszy, zjazdowcy korzystający z wyciągu wcale nie mieli lepiej. / fot. Malwina Szymanek

Po raz kolejny świetnie sprawdził się jednak pomiar czasu fotokomórką. To już standard i pisząc to za każdym razem, pewnie nieźle przynudzam. Ale mając w pamięci kombinowanie z przykładaniem karty magnetycznej do czytnika, po prostu nie mogę się nacieszyć. Obiecuję, że następnym razem nie wspomnę o tym ani słowem!

JoyRide Kluszkowce pomiar czasu enduro

Dobra robota! / fot. Malwina Szymanek

Trasa

Wszelkie wypychy, oczekiwania i śmieszne uczucie w jelicie grubym wynagrodził już pierwszy OS, a później było już tylko lepiej. Charakter odcinków odbiegał nieco od zawodów Enduro Trails. Przede wszystkim: FLOW! Jednak kocioł krętych, płynnych i arcyciekawych singli, budowniczowie trasy przyprawili szczyptą trudności technicznych. Parę dropów, hopek, kamieni, stromizn i ciasnych zakrętów na OS1 i pod koniec OS4 nadało trasie pikanterii i niestety odbiło się na liczbie odwiedzających ekipę ratowników. Z kolei single na OS2, 3 i 4 umożliwiały regularne rozwijanie prędkości przypominających wejście w nadświetlną Sokołem Millenium i powodowały banana na twarzy większego, niż na widok fabryki żelków Haribo.

JoyRide Enduro Kluszkowce

Było szybko, fotografowie nie mieli łatwego zadania / fot. Malwina Szymanek

Mimo to trasa była bezpieczniejsza, niż w zeszłym roku – zrezygnowano z OS-u po trasie bikeparkowej, która rok temu zebrała krwawe żniwo wśród zawodników, którzy zbyt optymistycznie ocenili swoje umiejętności. Tego typu odcinki są stworzone do ścigania, ale wymagają choć jednego-dwóch przejazdów treningowych, żeby poznać przeszkody i zaplanować przejazd. Przeniesienie pierwszego odcinka na górskie single było więc ze strony organizatora świetną decyzją dla zębów i kości zawodników praktykujących jazdę on-sight. OS1 trudno nazwać łatwym (generalnie nie wywracam się na rowerze, tu leżałem 4 razy), ale przeszkody windujące poziom jego trudności były przynajmniej w miarę naturalne, podobnie jak charakter całej trasy.

JoyRide Enduro Kluszkowce

Małe kontrowersje budziła natomiast 2-godzinna przerwa po OS2 i sztucznie wydłużona dojazdówka na OS3. Moim zdaniem była całkiem spoko, bo dzięki niej można było nabić więcej kilometrów i nie narobić sobie obciachu na Stravie 15-kilometrowymi zawodami. A tak serio, było to wymuszone planowaną przerwą techniczną na półmetku zawodów (przegrupowanie pomiaru czasu), a organizatorzy w ten sposób zadbali, żebyśmy czas ten spędzili w górach na rowerze, a nie niosąc go pionową ścianką po to, żeby potem godzinę czekać na otwarcie odcinka. Jak dla mnie ok. A na Stravie i tak wyszło niecałe 24 km.

Zostając przy dojazdówkach – tym razem organizatorzy oznaczyli je na mapie, co jest już dużym ułatwieniem. Strzałki pojawiły się też na samej trasie, co jest ułatwieniem jeszcze większym. Nadal nie było ich na tracku GPS, więc drobny element eksploracji pozostał, umożliwiło to jednak taki wybór szlaków, żeby podejścia nie kolidowały z OS-ami (a tym samym z regulaminem). Zgubić się nie dało.

JoyRide Enduro Kluszkowce mapa trasy

Trasa w Kluszkowcach była dużo bardziej „górska”, niż w Bielsku, a dojazdówki były dobrze oznaczone zarówno na mapie, jak i „w realu”.

Dla mnie (i prawdopodobnie tylko dla mnie) problemem była tylko jedna rzecz, w dodatku taka, po której nie spodziewałbym się wtopy: oznakowanie trasy. Oczywiście ogólnie było zrobione rewelacyjnie i nie było momentu, żeby zastanawiać się, „gdzie dalej”. Jednak na OS3 ktoś z obserwatorów postanowił zmienić przebieg taśmy bezpośrednio przed startem odcinka, lub nawet w jego trakcie – pchając na start wypatrzyłem fajne, bezpieczne, szerokie wejście w zakręt. Obserwator uznał, że na tej linii można zyskać za dużo czasu. Słyszałem co mówił, bo akurat zbierałem się w bólach po twardym przyziemieniu w wyniku zmiany decyzji na ostatnią chwilę – jadąc odcinek pół godziny później, linia ta była już otaśmowana. Widząc efekt, jegomość uznał, że jednak lepiej będzie tą taśmę zwinąć („a, to jeździjcie sobie tak jak jeździliście”)… Nie zmienia się reguł w trakcie gry! Choćby ze względu na bezpieczeństwo, o czym sam się boleśnie przekonałem.

JoyRide Enduro Kluszkowce oznakowanie trasy

Podsumowanie

Fajnie było, czy niefajnie? Fest fajnie! Do tej pory nie lubiłem zawodów enduro doklejanych do festiwali, ale tym razem jakoś to zagrało i zamiast użerać się z tłumami nastoletnich slopestylowców, można było cieszyć się atmosferą rowerowego święta. Same zawody to przede wszystkim fenomenalna trasa, która sama w sobie jest jedynym argumentem za startem w Kluszkowcach, jakiego potrzebujesz.

Trzeba przyznać, że tegoroczne zawody trzymają poziom – nie trzeba szczególnie kombinować, żeby trafić na dobrą imprezę. Chyba dlatego nie macie dość?

 

PS. Jeśli już nie możesz doczekać się kolejnego stresującego poranka przed startem, zajrzyj do kalendarza zawodów enduro 2015 i odświeżonego porównania wszystkich serii.


Tradycyjnie na koniec wyniki: open i z podziałem na kategorie. Najbardziej na obiad spieszył się Remik Ciok, a wśród kobiet drugi raz z rzędu zwyciężyła Elżbieta Figura (w silnej stawce 14 pań!). Ja tym razem wynikiem się nie pochwalę, bo był moim najgorszym, ever – jak chcesz się pośmiać, sam se poszukaj ;)

Zdjęcia:

https://www.1enduro.pl/joyride1-1enduro
https://www.1enduro.pl/joyride1-piotrstaron1 (zdjęcia oficjalne, część 1)
https://www.1enduro.pl/joyride1-piotrstaron2 (część 2)
https://www.1enduro.pl/joyride1-rowerowepodhale
https://www.1enduro.pl/joyride1-rowerowatelewizja

Linki do zdjęć będę dodawał na bieżąco, więc zachęcam do zaglądania :)

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Michał LalikBukolTorek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Torek
Gość
Torek

Chyba najbardziej najeżony nietypowym humorem (kojarzy m się z np. theoatmeal.com ) blog o enduro, jak nie o rowerach w Polsce :) Jeszcze trochę wpisów i Twoje porównania wejdą do kanonu gatunku niczym zdolności oratorskie w goprowych filmikach pana o ksywie na literkę V :)

Bukol
Gość
Bukol

Mnie się wydaje, że dojazdówka na os 3 była źle zaznaczona na mapie. Strzałki w terenie prowadziły w sąsiedztwie Rezerwatu Modrzewie – o jeden grzbiet za daleko :P

Odwiedź mój profil na
Instagram Top