Hajlajtsy: EMTB Enduro Ślęża

Hajlajtsy, Zawody / 

Zapewne nie umknęło Twojej uwadze, że 29 marca otwarliśmy na Ślęży sezon na ściganie. Pierwsza edycja EMTB Enduro, na starej trasie, ale z nowym pomiarem czasu, wywołała masowy spęd miłośników zawodniczej presji przy porannej toalecie, tykających stoperów, hostess Red Bulla i śliskich kamieni.

Co było ciekawego?

Frekwencja

Nie wiem, czy były już kiedyś zawody z niemal 180 uczestnikami, ale ja na pewno na takich nie byłem. Jeszcze rano przed startem w kolejce ustawiali się ludzie, którzy przyjechali „na żywca” licząc na to, że zwolni się miejsce na liście dając im możliwość wymiany 140 zł na upragniony numerek. Ciekawe, ile kolorowych rowerzystów stawiłoby się na starcie, gdyby nie narzucony limit?

Widoki (prawie) jak na maratonie / fot. JoyRide

Widoki (prawie) jak na maratonie / fot. JoyRide

Organizacja

Jak organizatorzy poradzili sobie z takim wyzwaniem? Sprawnie!

Duża w tym zasługa odcinka zerowego przy bazie zawodów, który wszyscy zawodnicy przejeżdżali w około 30-sekundowych odstępach. Skutecznie rozciągnęło to stawkę. Wprawdzie ostatni zawodnicy na opuszczenie startu musieli czekać ok. 1,5 godziny, ale to lepsze, niż czekanie 1,5 godziny w kolejce do startu pierwszego OS-u: wstępnie zmęczeni, spoceni, na szczycie góry, na wietrze i w deszczu. Tu było ciepł(aw)o, miło i z ToiToi-ami w pogotowiu.

Kolejka do OS0 była długa, ale rozciągnęła stawkę w komfortowych okolicznościach przyrody / fot. JoyRide

Kolejka do OS-u zerowego była długa, ale rozciągnęła stawkę w komfortowych okolicznościach przyrody / fot. JoyRide

Wszystkie OS-y były otwarte już w momencie przyjazdu pierwszego zawodnika (3 odcinki działały od samego rana – da się?). Odstępy między startami zostały sztywno i bez gadania ustalone na 30 sekund (w drugiej setce zawodników 15 sekund). Dzięki temu nawet na starcie pierwszego OS-u czekałem może z 10 minut, a później było już tylko lepiej.

Pomiar czasu

Największa zmiana w stosunku do zeszłego roku to pomiar czasu chipem przymocowanym do ramy. Nic nie trzeba już przekładać do czytnika, nie ma zderzających się na mecie zawodników, nie ma kontrowersji związanych z szybkością działania systemu. Jest za to motywacja, żeby jeszcze tro-sze-czkę dokręcić przed metą!

Jedyny minus to zaproponowane przez organizatora miejsce montażu na górnej rurze, nieco kolidujące z… no sami wiecie z czym.

Lokalizacja chipa jest dość ryzykowna, ale ważne że system działa i nie zasłania naklejki.

Lokalizacja chipa jest dość ryzykowna z puntu widzenia prokreacji, ale ważne że system działa i nie zasłania naklejki.

W czasie zawodów były też testowane wyniki na żywo w Internecie. Test zaliczony. Dla zawodników-prosów może to być cenna informacja taktyczna, dla pozostałych – fajny gadżet. I nie trzeba wyrywać sobie kartki z wynikami na zakończeniu imprezy.

Trasa

Podobno (prawie) taka sama, jak w zeszłym roku. Nie byłem, ale brak zmian mnie nie dziwi, bo trasa jest rewelacyjna i w przyszłym roku chętnie bym na nią wrócił. A w międzyczasie na pewno wrócę pojeździć na Ślęży i Raduni dla czystego funu. Mega klimatyczne lasy i genialne naturalne szlaki to dobre zestawienie.

W tym zdjęciu co najmniej kilka spraw jest OK! / fot. Krzysztof Stanik

C’mon, w tym zdjęciu co najmniej kilka rzeczy jest OK! / fot. Krzysztof Stanik

Ponadto, odcinki fajnie dawkowały emocje – start z grubej rury po kamcorach OS-u pierwszego, ale za to bez podjazdów i praktycznie w całości przejezdnie. Potem zdecydowanie najtrudniejszy OS2 ze słynną ścianką, która wcale nie była najtrudniejszym jego elementem. Ostatnie dwa odcinki to już dużo większy flow i krajobrazy rodem z Shire (podobnie jak rozmiar domków na miejscowym campingu). Przy czym na OS3 trzeba było sporo popedałować, a OS4 już prosto z górki zwiózł nas prosto do bazy zawodów.

O takich podstawach, jak perfekcyjne oznakowanie OS-ów wspominać chyba już nie trzeba?

Imprezy towarzyszące

Będąc na Ślęży skupiłem się na zawodach, ale Ci, co nie startowali, mieli chyba jeszcze więcej atrakcji. Przede wszystkim demo-day kilku ważnych producentów (Rose, Canyon, Yeti, Kellys i nie tylko). Oby więcej takich imprez w Polsce, to najbardziej zorientowany na klienta i bardzo skuteczny sposób promocji i sprzedaży nowych rowerów. Zwłaszcza dla producentów sprzedających przez Internet.

Możliwość przetestowania w jednym dniu, w jednym miejscu, rowerów kilku producentów to (długo wyczekiwana i bardzo potrzebna) nowość na polskim rynku / fot. EMTB.pl

Fajnym pomysłem były też przejażdżki ze Szwedem po jego lokalnych trasach – dzięki temu wokół zawodów wytworzył się mini-zlot, gdzie nie-zawodnicy też mogli solidnie pojeździć.

Były też zawody dla dzieci oraz imprezy dla szosowców. Ciekawe połączenie. Scena szosowa rozwija się ostatnio chyba z większym kopem, niż enduro, mimo że nasza nazwa jest dużo modniejsza ;) Coraz więcej jest szosowców myślących podobnie do nas – czyli nastawionych na fun, eksplorację i frajdę z jazdy (patrz popularność bloga Szymonbike, z którego nota bene zapożyczyłem określenie „Hajlajtsy”). Biorąc pod uwagę, że coraz więcej endurowców przykręca do rowerów koszyki na bidon, to połączenie uważam za udane :)

Atmosfera

Objeżdżając w sobotę trasę z kumplem, mówiliśmy wszystkim zjeżdżającym po odcinkach bikerom „cześć”. Odpowiadał 1 na 10. Pełne skupienie, skanowanie trasy, strefa. Z jednej strony to dobrze – w końcu to zawody. Z drugiej jednak nie da się ukryć, że dawna sielankowo-piwna atmosfera gdzieś uciekła, a pojawiła się napinka i nastawienie na wynik.

Sytuację ratował doping kibiców, w dużej części „starej gwardii” zawodów enduro, który dodawał +10 do odwagi i skilla na najtrudniejszych fragmentach trasy ;)

Nierówna walka z OS-ami toczyła się już od soboty, a zawodnicy uważnie przyglądali się każdemu kamieniowi.

Nierówna walka z OS-ami toczyła się już od soboty, a zawodnicy uważnie przyglądali się każdemu kamieniowi.

Podsumowanie

Udało się chyba osiągnąć kres możliwości obecnych standardów organizacji. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik i organizatorom należą się wielkie brawa. Jednak jeśli liczba startujących miałaby być w przyszłości podniesiona, wymagałoby to zmiany podejścia do limitów czasowych odcinków dojazdowych. Na Enduro World Series udaje się obsłużyć ponad dwukrotnie większą liczbę chętnych, między innymi narzucając sztywno godzinę startu każdego OS-u (nie zdążysz – Twoja strata, czas leci).

Problem w tym, że to tylko dodatkowo podniosło by presję „profesjonalnego” ścigania i postawiło nowe wyzwania nie tylko przed łydkami, ale i zwieraczami zawodników.

Więc z punktu widzenia ściganta-amatora, mam nadzieję, że nasi orgowie nadal będą stawiać na jakość, a nie na ilość.


Wyniki znajdziecie tutaj, ale w skrócie: wygrał Marcin Motyka na swoim żółtym Romecie. Ja byłem 61. gdyby ktoś był ciekaw ;)

Zdjęcia znajdziecie tu:

https://www.1enduro.pl/sleza-1enduro (moje zdjęcia, głównie z soboty)
https://www.1enduro.pl/sleza-emtb (zdjęcia od organizatora)
https://www.1enduro.pl/sleza-joyride (propsy dla JoyRide za eleganckie zdjęcia z „konkurencyjnej” imprezy!)
https://www.1enduro.pl/sleza-wienczyslaw
https://www.1enduro.pl/sleza-mateusz
https://www.1enduro.pl/sleza-boguslaw
https://www.1enduro.pl/sleza-emila
https://www.1enduro.pl/sleza-vasco
https://www.1enduro.pl/sleza-wojtek

  1. Dodam tylko Szacowni Czytelnicy płci jakiejkolwiek-weźcie sobie do serc,czy cokolwiek innego,wypełnionego pasją remixu górskich przestrzeni,magii linii i bliskości natury,z którą łączycie się poprzez bieżnikowaną gumę z aramidem w wszelakim rozmiarze: statystyka,o której wspomina szanowny Wujek Redaktor,a nad jej obliczeniem straciłem mnóstwo elektrolitów i,tym samym,energii w trakcie objazdu tych kuszących oesów(a czułem się prawie jak główny bohater z „Pi”
    Ar)onofsky’ego

  2. (echh te dumbfony)…reasumując : wynik statystyki owej mimo,iż ironiczny,trochę mnie zasmucił-to nie lustro na siłowni-nie ma co się napinać-Więcej przyjemności i zabawy=więcej enduro

  3. W kwestii atmosfery przejazdów dnia sobotniego pozwolę się nie zgodzić ;-) Byliśmy z ekipą niestety jedynie na próbne obśmiganie (wyszło tego zaledwie OS1+OS4 ale za to na totalnym lajcie, z pogaduchami, itp.) ale pogadać można było zarówno na podjeździe (podejściu?) na OS1, jak i w innych dojazdowych miejscach. Może jednak miałeś pecha :-/
    Nasz lajt częściowo wyglądał tak: https://vimeo.com/123605112

  4. z tym brakiem „cześć” to chyba przesada. nie objeżdżałem trasy w sobotę, ale w niedzielę wszyscy raczej odpowiadali. generalnie w końcówce stawki atmosfera bardzo luźna

  5. Może zbyt blisko czołówki byłeś. U nas, w środku / na końcu, było miło i sympatycznie. I w sobotę i w niedzielę.

  6. O i na piątej focie jestem :)

  7. Zawsze tak było, że ze sportem który dopiero zaczyna być popularny idzie fajna i luźna atmosfera. Później się to zmienia, pojawiają się zawodnicy tylko nastawieni na wynik, a nie dobrą zabawę. Na szczęście nie wszystkim palma odbija :)
    Świetna relacja, świetnych zawodów.

  8. Nie zrozumcie mnie źle, jeśli chodzi o interakcje międzyludzkie, dalej jesteśmy lata świetlne przed DH czy maratonami. Ale zmierzamy w tym kierunku…

  9. było turbo mega pod każdym względem wielka piona dla organizatorów dozobaczyska na następnej edycji joooooo! pozdro z nad morza !!!!

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: EMTB Enduro Ślęża

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

5 warunków zajebistości roweru

Opinie, Sprzęt / 

Zajebistość (z ang. Performance) – eteryczny parametr decydujący o przydatności roweru do enduro.

Bo jak wiadomo, enduro = zajebistość i nawet kompletna, oryginalnie zapakowana kolekcja pokemonów tego nie zmieni.

Zgodnie z obiegową opinią, zależy ona od egzotyczności marki, rozmiaru koła, użytego materiału, masy, ceny, ilości tytanowych śrubek, ilości biegów i innych cech wyznaczających granicę: czy można na danym rowerze wyjechać w góry, czy też jest to arbitralnie niedopuszczalne.

Ale tak naprawdę, i całkiem serio, decyduje o tym pięć czynników:

1. Skill ridera

Mówią, że taki np. Jared Graves byłby od Ciebie szybszy nawet, jeśli dałby Ci swój rower, a sam pojechał na składaku (lub drzwiach od stodoły). I najgorsze, że to sama prawda. Przynajmniej dopóki składak by się nie poskładał. Więc sprzęt też się liczy, ale dopóki setnie się bawisz, eksplorując szlaki na retro-sztywniaku za sześć stówek – dobrze dla Ciebie.

2. Rozmiar i geometria

Dobrze jednak, żeby ten sztywniak był przynajmniej w Twoim rozmiarze. A jak już byśmy rozmawiali o rowerach z nieco wyższej półki, najważniejsza byłaby geometria. Nudne parametry takie jak kąt główki ramy, wysokość suportu czy baza kół wpływają na zajebistość nieporównywalnie bardziej, niż klasa napędu czy ilość skoku.

3. Opony

Trudno jest lepiej zainwestować pieniądze w rower, niż kupując dobre opony. Będą kosztować co najmniej 250 zł i prawdopodobnie nie dożyją do końca sezonu, ale jadąc szybciej, pewniej i agresywniej, nie będziesz żałować ani złotówki. Przy okazji warto olać łatanie dętek i założyć je na mleku.

4. Kokpit

Każdy facet lubi kontrolować sytuację, a szeroka kierownica i krótki mostek to ułatwiają i pompują ego właściciela (spójrz tylko na harleyowców). To mus, żeby było zajebiście.

5. Jakość pracy zawieszenia

Pomyślałbyś, że na tej liście powinien wylądować skok zawieszenia, ale nie. Mnogość milimetrów na nic się nie zda, jeśli nie są efektywnie wykorzystane. Wysokiej klasy, regularnie serwisowane i prawidłowo ustawione zawieszenie o skoku 120-130 mm potrafi zdziałać więcej, niż kiepskie 180 mm i przy spełnieniu pierwszych czterech warunków zajebistości, w zupełności wystarcza do górskich szaleństw.

To tyle. Dodałbym jeszcze prawidłowe ustawienie wszystkiego pod siebie, ale to już wiesz, poza tym miało być 5 czynników i zabrakło miejsca. Macie za to dobry filmik:

PS. Gdyby to wszystko nie pomogło, zawsze możecie przyczepić do roweru Lambo, jak z zdjęciu tytułowym ;)

Bierzcie i komentujcie z tego wszyscy – dajcie znać, jakie jest Wasze TOP5 zajebistości.

  1. Hehe, jak dawno tego filmiku nie widziałem.. ,,Get dirty” też dobre.

  2. bez bosa lub pajka nie podchodź, ch**j że większość „amatorów” między tym a niższą półką różnicy nie poczuje… ale jes performance…

  3. Zapomniałes o jednym ! Rowerek musi być w żarówiastych kolorkach :D Inaczej nie ma prawa być zajebisty :D

    1. E, wbrew pozorom artykuł jest całkiem poważny ;) No i teraz w modzie jest „black on black” ;)

  4. Poruszę może delikatną kwestię… i choć nie jestem maniakiem odchudzania to uważam ze na zajebistość roweru wpływa również jego waga! Mówiąc o rowerze enduro: 12kg do 13kg jest super wynikiem 13-13,5 akceptowalne ale powyżej zaczyna być po prostu męczące, szczególnie jak nie jest się Jaredem Graves… :)

    1. Hm, no jakaś górna granica na pewno jest – czy akurat 13,5 kg, to już chyba zależy od zamiłowania jednostki do podjazdów ;) (i ogólnego wytrenowania)

      Ja bym jednak dodał, że jest też dolna granica – poniżej 13 kg, nawet przy dużym budżecie, zaczynają się kompromisy mocno psujące zajebistość ;) Miałem kiedyś Propheta ~13 kg i źle się na tym jeździło… Najbardziej cierpi wytrzymałość i bezawaryjność (co oczywiste), ale też stabilność prowadzenia.

      1. Masz racje! To była tylko prowokacja z mojej strony :) i nie ma co wyznaczać granic. W istocie miałem na myśli że zajebisty rower powinien być przy okazji w miarę lekki a nie „kloc” …, ale czy dobrze rozumiem twierdzenie, że zbyt lekki rower – poniżej 13kg – traci na stabilności?

        1. To oczywiste, im większa masa tym większa stabilność, szczególnie odczujesz to w terenie. Podobnie jak z rozmiarami kół, także jeśli chodzi o minusy. Lekki rower łatwiej położyć, co może być zaletą jak i wadą, bo liczy się to jak to wykorzystasz :)

  5. Ja w górach i enduro zacząłem jeździć dopiero w tym roku, wcześniej przez 10 lat po lasach trójmiejskich, i zawsze w SPD. Trochę próbowałem platform, w zwykłych butach niestety (inwestycja 200zł w buty żeby spróbować to trochę sporo). Jednak w SPD, co zauważyłem na zawodach brakuje mi tylko jednej rzeczy – gdy wyjdzie że się trzeba podeprzeć na trasie gdzieś, to powrót do wpięcia nie zawsze jest taki prosty, a na niektórych sekcjach jest to duży problem.

    1. Mirek, chyba skomentowałeś nie ten artykuł, co chciałeś ;)

Dodaj komentarz do tekstu 5 warunków zajebistości roweru

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Trendy: rower enduro A.D. 2015

Sprzęt, Trendy / 

Rower MTB ma już za sobą ponad 35 lat ciągłej ewolucji, która pod względem zastosowania i stylu jazdy zatoczyła pełne koło. Nic jednak nie stymuluje rozwoju sprzętu bardziej, niż racing na wysokim poziomie (Enduro World Series), dlatego też w sezonach 2014-2015 ewolucja nabrała dużo większego tempa, niż np. w ciągu wcześniejszych 5 lat.

Co ma rower enduro A.D. 2015?

Przede wszystkim ma być szybki. A na zjazdach bardzo szybki. Zwrotność, lekkość i skoczność ustąpiły miejsca stabilności przy prędkości warp 3 i tolerancji na błędy użytkownika jak po wpisaniu kodu na god-mode. Czego poza tym oczekiwać od nowego roweru do wygrywania zawodów i zaliczania epickich wypraw?

1. Koła 650b a.k.a. 27,5″

Po latach usilnego pompowania popytu na 29″, można odnieść wrażenie, że ta bańka pękła, a „średnia kicha” z dnia na dzień zdominowała rynek. Wśród nowych konstrukcji enduro próżno szukać kół 26″, a twentyninery przeszły do odwrotu i usadowiły się w bezpiecznym zakątku skoku nieprzekraczającego 120-140 mm.

large_Schwalbe_Reifen_2013_IBC_TS_16

„Średnia kicha”w 2 lata zdominowała rynek rowerów enduro

2. 160 mm skoku

Póki co, ta wartość się ustabilizowała i eksperymenty zdarzają się rzadko. Wręcz zrobiło się to nudne, dlatego sporo w tej kwestii zmieni się w 2016 i kolejnych sezonach – o tym w tekście o trendach 2016!

Okres eksperymentów z wielkością skoku chyba (chwilowo) się zakończył

Okres eksperymentów z wielkością skoku (chwilowo) się zakończył

3. Progresywna geometria

Wspomnianej stabilności i szybkości sprzyja zadomowienie się na dobre geometrii progresywnych, których pionierem był Mondraker ze swoją Forward Geometry. Temat ten opisałem we wcześniejszym artykule, ale krótko mówiąc, musi być długo (górna rura/reach), płasko (główka ramy) i nisko (suport).

Geometria progresywna zwiększa bazę kół i tym samym stabilność roweru, bez dużego wpływu na pozycję na rowerze

Geometria progresywna zwiększa bazę kół i tym samym stabilność roweru, bez dużego wpływu na pozycję na rowerze

4. Napęd 1×10 / 1×11

Obserwując rowery zawodników, nietrudno zauważyć że przednie przerzutki wymarły niemal całkowicie. Dla szarego użytkownika w dalszym ciągu ma to swoje zady i walety, przy czym największym blokerem popularności ciągle jest cena 11-rzędowych napędów.

Z pomocą przychodzą producenci tacy jak OneUp czy HCC,  których zestawy do konwersji na 1×10 oferują zbliżony zakres przełożeń za ułamek ceny systemu SRAM-a. Również kompletne rowery coraz częściej są fabrycznie wyposażane w takie rozwiązania (Commencal, NS Bikes).

Napęd 1x11 to nie tylko kaseta o szerokim zakresie, ale cały system: przerzutka potrafiąca ten zakres obsłużyć, czy przednia zębatka z zębami o naprzemiennej szerokości

Napęd 1×11 to nie tylko kaseta o szerokim zakresie, ale cały system: przerzutka potrafiąca ten zakres obsłużyć, czy przednia zębatka z zębami o naprzemiennej szerokości (narrow-wide)

5. Regulowana sztyca

Nie jest to żadna nowinka, ale w tym roku sztyce regulowane tak mocno zadomowiły się w naszych rowerach, że można je już spokojnie uznać za standard. Coraz lepsze sztyce „budżetowe” (KS, X-Fusion), czy modele OEM (Specialized, Giant, Nukeproof) pozwalają producentom zaoferować sztycę „myk-myk” również w tańszych rowerach, tzn. kosztujących mniej niż 10 tys. zł (jak bardzo jesteśmy spaczeni, że rowery za ~8-9 tysięcy nazywamy tanimi?).

Reverb ciągle dominuje, ale zaczynają się pojawiać tańsze opcje oferujące przyzwoitą niezawodność

Reverb ciągle dominuje, ale zaczynają się pojawiać tańsze opcje oferujące przyzwoitą użyteczność i niezawodność

6. Pike

Wybór amortyzatora nigdy nie był tak prosty. Pike jest lekki i wystarczająco sztywny, ale przede wszystkim świetnie działa. W seryjnych specyfikacjach trudno o inny widelec. Pomógł w tym zastój Fox-a, który dopiero z modelem 36 2015 nadgonił stratę do Rock Shoxa.

Rzadko się zdarza, żeby jakiś produkt można było polecić każdemu, bezwarunkowo. Tak jest w przypadku Pike'a.

Rzadko się zdarza, żeby jakiś produkt można było polecić każdemu, bezwarunkowo. Tak jest w przypadku Pike’a.

7. Szerokie obręcze + tubeless

Kto pojeździł trochę na 29erze, wie że przyczepność wynikająca z większej powierzchni styku opony z matką Ziemią jest uzależniająca. Jak najłatwiej osiągnąć ten sam efekt przy mniejszych kołach? Zwiększyć szerokość opony. A jak zwiększyć szerokość opony bez zwiększania masy? Poszerzyć obręcze.

Poza zwiększoną powierzchnią styku przy jeździe na wprost, szerokie osadzenie opony zwiększa jej stabilność i przyczepność w zakrętach – opona nie „podwija się”, więc boczne klocki są dociskane w bardziej stały i przewidywalny sposób. Przy okazji zmniejsza się ryzyko rozszczelnienia systemu bezdętkowego, więc można eksperymentować z absurdalnie niskimi ciśnieniami.

23 mm szerokości wewnętrznej to już absolutne minimum, a „standard 2015” to 25-27 mm. Ale *faktycznie* szerokie obręcze to dopiero te w okolicach 35 mm. W fabrycznych rowerach ciągle są one jednak egzotyką, ale to się lada moment zmieni.

Oczywiście obręcze w 2015 są „tubeless ready”, bo używanie dętek jest już passé!

Szerokie obręcze zapewniają oponom lepsze podparcie przy niskich ciśnieniach

Szerokie obręcze zapewniają oponom lepsze podparcie przy niskich ciśnieniach

8. Zawieszenie o zmiennych trybach pracy

Wszystkie te zmiany zbliżyły rowery enduro do pełnokrwistych zjazdówek. Problem w tym, że enduro to też podjazdy, w dodatku często wchodzące w skład odcinków specjalnych (lub będące dojazdówkami z wyśrubowanym limitem czasowym). Zresztą nawet jeśli się nie ścigasz, to na całodniowym epickim tripie, oszczędność energii jest na liście Twoich priorytetów.

Z pomocą przychodzą systemy zmieniające charakterystykę tylnego zawieszenia. Przy czym platforma zapobiegająca bujaniu, sterowana dźwigienką na damperze, trąci już myszką – nowoczesne systemy zawieszenia same z siebie nie pompują już tak bardzo, żeby miało to sens.

Teraz na czasie jest bardziej radykalna zmiana charakterystyki, najlepiej wpływająca na skok i geometrię. Taki system od dłuższego czasu oferuje Cannondale, Scott, a od niedawna Canyon. Jeśli wyniki EWS są jakimś wyznacznikiem, trzeba przyznać, że patenty te z pewnością nie przeszkadzają w szybkiej jeździe.

Zawieszenie Cannondale'a oferuje dwie całkiem oddzielne charakterystyki, włącznie z oddzielnym tłumieniem powrotu

Zawieszenie Cannondale’a oferuje dwie oddzielne charakterystyki, włącznie z oddzielnym tłumieniem powrotu

Co dalej?

Nachodzące sezony z pewnością przyniosą kolejne nowinki, mające na celu wyciągnięcie od nas ciężko zarobionej kasy, ale na szczęście przy okazji dostarczające coraz więcej frajdy z jazdy. Fat bike’i i agresywne 29-ery zdają się być na szczycie listy nowych trendów, ale o tym już w kolejnym artykule!


PS. Jeśli spodobał Ci się ten artykuł (lub inny), pomyśl nad zapisaniem się do NEWSLETTERA, dzięki któremu nie przeoczysz kolejnych.

  1. Bionicon od dawna stosuje zmienną geometrię

    1. Sporo firm już dawno stosowało takie rozwiązania, ale moim zdaniem dopiero w tym roku zrobiło się to dość popularne. Spora w tym zasługa Canyona, który w końcu wymyślił w miarę prosty patent wykorzystujący zwykły damper. Oczywiście z tym też nie byli pierwsi (Kona Magic Link), ale oceniając całokształt, myślę że to właśnie jest jedna z cech roweru enduro A.D 2015 :)

  2. moim zdaniem napędy 1xXX dobre są na zawody i dla bike-parkowcow.
    W czystym turystycznym endziuro jednak 2xXX ma większy sens (sam kupuje Canyona Strive’a świadomie w tej opcji)

    1. Zgadza się, napędy 1x zdecydowanie nie są dla każdego, ale nie znam chyba nikogo, kto spróbowałby i wrócił do przedniej przerzutki. Sam używam w turystycznym enduro a nawet w XC i mi wystarcza w zupełności. Moim zdaniem wybór zależy bardziej od oczekiwań danej osoby, niż ogólnego zastosowania – będzie o tym niedługo artykuł :)

      1. Ludzie nie wracają do przerzutki bo z tego co obserwuję to na napęd 1x przesiadają się dwie grupy ludzi:
        – ci którym nie zależy specjalnie na podjazdach i mogą je sobie odpuścić i podejść
        – ci którzy idą z trendem i z rowerem lubią się najbardziej fotografować, napęd 1x jest taki cool ;) Wrócą do przerzutki jak 1x przestanie być trendy :)

        Sam zastanawiałem się nad przesiadką, póki co wstrzymałem się po zapoznaniu się z kalkulatorem przełożeń (jeśli takiemu wierzyć). Może napiszesz coś ciekawego w artykule to chętnie przeczytam :)

        1. Z tym pierwszym to tak, na pewno. Jak ktoś jest ambitny i lubi podjeżdżać *wszystko*, nawet jadąc wolniej niż pchając i dwa razy bardziej się męcząc, to zakres napędu 1x nie jest dla niego.

          Z tym drugim to nie wiem – może są i tacy :)

          Są jeszcze trzeci, którzy przywiązują wagę do estetyki i prostoty, tudzież potrzebują pod lewym kciukiem miejsce na manetkę Reverba ;)

        2. Maciek, jest naukowo udowodnione ze człowiek ma zakodowany w fizjologii mózgu lek przed zmianami i zanim zdecyduje się na radykalny krok podejmie dziesiątki prób pozostania w stanie do którego się przyzwyczaił i w którym czuje się komfortowo. Tymczasem fakty są zaskakujące: zakładając że optymalnie wykorzystujemy napęd 2×10, bez dublowania przełożeń, mamy ich realnie 14. Jednak po konwersji na 1x traci się jedynie po jednym skrajnym przełożeniu i choć teraz jest ich do dyspozycji tylko 10, to zmienia się po prostu stopniowanie miedzy tymi biegami.

  3. Jeżeli chodzi o zmienna geometrię roweru to pierwsza firma ,która zaczęła to stosować to Bionicon i ich rowery z większym tylnym damperem pozwalającym w znacznym stopniu zmienić geometrie za pomocą 1 przycisku na kierownicy.

    1. Hm, czy Bionicon był na pewno pierwszy…? To nie wiem, ale na pewno ich system jest w dalszym ciągu najbardziej zintegrowany i najbardziej radykalny. Szkoda, że większość testerów/użytkowników narzeka na jakość pracy systemowej amortyzacji…

Dodaj komentarz do tekstu Trendy: rower enduro A.D. 2015

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top