Menu
Menu Szukaj

Hajlajtsy: Enduro MTB Series Srebrna Góra 2019

Przy okazji ostatniej relacji z Przesieki „chwaliłem się” swoim rozpoczęciem sezonu zawodów, a dzisiejsze hajlajtsy z CAT Phones Enduro MTB Series w Srebrnej Górze będą relacją z… jego zakończenia. Choć to się jeszcze okaże, bo start w Srebrnej przypomniał mi, po co w ogóle jeżdżę na te zawody.

Fot. Enduro Lens

Po co w ogóle jeżdżę na te zawody?

Odpowiedź jest podobna, jak w przypadku dyskusji, jaką mieliśmy z Malwiną na wakacjach w Alpach: po co jeździć na najtrudniejsze trasy, skoro można się świetnie bawić na tych nieco łatwiejszych, przygotowanych pod rower, ze znacznie niższym ryzykiem uszkodzenia ciała i sprzętu?

Fot. Malwina Lalik

Dla mnie odpowiedzią paradoksalnie jest… flow. Tyle że nie taki jak na Twisterze – osiągalny na wyciągnięcie ręki, jak cheeseburger z Maka – a taki wymagający zaangażowania wszystkich umiejętności i odrobiny szczęścia. Taki, kiedy przestajesz się na każdej ściance czy innej przeszkodzie zatrzymywać i myśleć czy dasz radę, a po prostu lecisz na 100%, reagując automatycznie na to, co trafia pod przednie koło.

Enduro MTB Series Srebrna Góra 2019

Trudno wejść w ten stan, kiedy wyrwałeś się na popołudniową przejażdżkę w środku tygodnia, trudno też to zrobić na rowerowych wakacjach, kiedy jakakolwiek kontuzja może przekreślić długo wyczekiwany urlop. Ale zawody? Zawody to co innego. Kiedy zaczyna tykać zegar i zostajesz sam na sam z trasą, perspektywa dziwnie się zmienia. Już sam zjazd całego odcinka, bez czekania na kumpli, przenosi płynność jazdy i zaangażowanie na wyższy poziom. Ale akurat kumpli można olać bez płacenia wpisowego. Dodaj jednak do tego kibiców, fotografów i 140 wzajemnie nakręcających się osób i nagle mina zmienia się z takiej:

Enduro MTB Series Srebrna Góra 2019

…w taką ;)

Enduro MTB Series Srebrna Góra 2019

Dzięki temu, dla mnie zawody w Srebrnej Górze były jednym z najlepszych startów, jeśli chodzi o frajdę z jazdy. I to w momencie, kiedy chciałem całkowicie zrezygnować ze ścigania przez brak frajdy właśnie… Poza genialnymi trasami w Srebrnej Górze, duża w tym zasługa wyboru roweru.


Czy ściganie się na e-bike’u ma sens?

W Srebrnej już po raz drugi startowałem na Levo, którego przedstawiałem Ci chwilę temu. W sumie na „prądach” startowało 11 osób, czyli… więcej, niż na hardtailach (7). Pytania o sensowność „elektrycznych” zawodów były więc popularnym tematem rozmów. Moja odpowiedź to stanowcze „nie wiem, to zależy”.

Fot. Krzysztof Stanik Fotografia

W takiej formie, jak na zawodach FIM, gdzie e-bike’i wpuszczono na trasę zawodów motocrossowych, chyba żeby rozbawić publiczność, z pewnością sensu nie mają. W takiej, jak na Mistrzostwach Świata UCI, bardzo zbliżonej do XC, ale z bardziej technicznymi podjazdami – już bardziej. Jeśli jednak mówimy o amatorach startujących w lokalnych zawodach enduro, trudno znaleźć argumenty przeciwko, inne niż popularne „nie, ponieważ nie, a także nie”.

Fot. Malwina Lalik

Zwłaszcza na imprezie, pod adresem których najczęściej padającym zarzutem jest nadmiar korbienia na OS-ach. Pomijając już słuszność tych zarzutów (żelazna łyda faktycznie była potrzebna, ale w dalszym ciągu na leśnych, częściowo technicznych singlach typowych dla enduro), trochę kłócą się one z zaciekłym hejtowaniem elektryków. Podobnie, jak stanie w kolejce do „tarpana” w niedzielę po zawodach…

Ale co kto lubi. Nie zamierzam nikogo przekonywać, że to jedyna słuszna droga (choć jak zwykle polecam spróbować). Dla mnie jednak zawody na Levo okazały się strzałem w dziesiątkę – w Przesiece, dzięki formule time-hunt, zaliczyłem 8 przejazdów, a w Srebrnej na OS-y dojeżdżałem świeży, dzięki czemu zjeżdżałem pewniej i z większą przyjemnością. Nawet jeśli coś spieprzyłem, napęd pozwalał szybko wrócić do właściwego tempa bez rozpamiętywania błędów. A w niedzielę rano zamiast czekać na tarpana (albo wymęczony rezygnować z jazdy), zrobiłem między innymi dwukrotnie trasę E, która na elektryku nagle nabiera sensu (kiedy ostatnio na podjeździe myślałeś o punktach hamowania?).


Enduro MTB Series – podsumowanie sezonu

Liczba e-bike’ów nie jest jednak jedyną rzeczą, która zmienia się na zawodach. Enduro MTB Series, kojarzone przede wszystkim z formułą on-sight, przeszło w tym roku prawdziwą rewolucję w poszukiwaniu nowych uczestników. Już pierwsze w Polsce zawody dwudniowe w Rabce połączyły odcinki on-sight z wcześniej znanymi trasami. W Przesiece formuła time-hunt również dawała szansę wielokrotnego pokonania OS-ów, wywracając do góry nogami utarte w Polsce schematy organizacji zawodów enduro. Z tej trójki, Srebrna Góra była najbardziej klasyczna – jeden dzień, 4 OS-y, ale za to z trasą udostępnioną do treningów z bardzo dużym wyprzedzeniem.

Enduro MTB Series Srebrna Góra 2019

Jaki był efekt tych eksperymentów? Cóż, mieszany. Z jednej strony, takie elementy jak pomiar czasu, bufety, oznakowanie czy płynność otwierania OS-ów zostały dopracowane niemal do perfekcji. Świetnie została też odebrana dwudniowa edycja z Rabce-Zdroju, na trasach przygotowanych przez zawodników Eskimoo Racing. A Srebrna Góra, jak już wspomniałem, dla mnie była jednym z lepszych startów ever.

Enduro MTB Series Srebrna Góra 2019

Ale z drugiej strony – na zawody w dalszym ciągu przyjeżdżają te same twarze, w dodatku w coraz mniejszej liczbie. 140 osób w Srebrnej Górze może nie wygląda tragicznie, ale w porównaniu do zeszłego roku, wynik ten raczej wskazuje na „zwój”, niż rozwój polskiego enduro i wystawia na ciężką próbę opłacalność organizacji zawodów. Odwołanie tegorocznego Pucharu Bimbru tylko to potwierdza…

Enduro MTB Series Srebrna Góra 2019


Co dalej?

Czy to oznacza, że CAT Phones Enduro MTB Series w Srebrnej Górze były ostatnimi zawodami tego organizatora? Grzegorz Miedziński sugerował taką możliwość podczas dekoracji, ale kiedy na drugi dzień zapytałem go o to, jak się czuje po zakończeniu sezonu, odpowiedział tylko: „Jakim zakończeniu?”. Innymi słowy: rozmowy dotyczące imprez w sezonie 2020 już trwają, ale co z nich wyniknie, przekonamy się dopiero za kilka miesięcy. Oby wynikło coś równie ciekawego, jak w 2019 – wtedy może moje relacje nie będą się ograniczały do otwarcia i zakończenia sezonu.

Enduro MTB Series Srebrna Góra 2019


Zobacz też:

 

152
Dodaj komentarz

avatar
36 Comment threads
116 Thread replies
4 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
58 Comment authors
AdamGuncarMirekŁukaszSławek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kacper
Gość
Kacper

Rowerów enduro, trail coraz więcej jeździ po wioskach i miastach, a na zawody z roku na rok mniej coraz chętnych. Dziwne to wszystko…

solar
Gość

Dlaczego? Posiadanie fula nie obliguje do startów w zawodach. Ja spróbowałem raz i dałem sobie spokój. Podobnie myśli większość ekipy, z którą jestem prawie co 2 tygodnie w górach. Po prostu większa zabawa dla nas to jazda bez superspiny.

Jurek
Gość
Jurek

Solar, ale chodzi o czystą statystkę – dziwne to że enduro tak sie rozrasta, a poziom sportowy w PL się obniżą :(

Jacek
Gość
Jacek

Kiedyś popularność maratonów XC wynikała w dużej części z tego, że dla wielu startujących była to okazja do integrowania się i spotkania z innymi bikerami. Wiele osób zaczyna od maratonów (bo to popularne i jedna z pierwszych rzeczy jakie się zna kiedy zaczyna się przygodę z MTB). Ale jak wiele osób tak na prawdę chce napinać łydę? Potem odkrywa się enduro, gdzie spotyka się ze znajomymi nie po to by się ścigać, a wyczilować, pojeździć, napić piwka. Tym na początku było enduro – jazda po górach. Potem pojawiły się zawody i przygotowane traski, które dla „młodszego pokolenia” są tożsame właśnie z jazdą enduro.
Podsumowując, enduraki są bardziej wyluzowani niż łydziarze, mniej chce im się ścigać. Znowu „zawodowców” jest u nas za mało, bo piniendzy z tego żadnych nie ma w PL.

Roman
Gość

Solar widzę cię w necie od 20 lat. Stare Enduro to jazda z kumplami po szczytach. Szczyrk lubisz itd. Teraz są zawody kumple się zjeżdżają i jest zabawa. Inaczej zdeko.

Wiktor
Gość
Wiktor

Sam przymierzam sie do zawodów ale mam strasznie daleka ok 600 km :(

Piotr
Gość
Piotr

Srebrna Góra, to były moje pierwsze zawody rowerowego enduro. Przyjechałem na nie z Gdańska. Było rewelacyjnie, choć trochę rozczarowała mnie frekwencja na ognisku.

Krzysztof
Gość
Krzysztof

Wiadomo może czy odbędą się jeszcze zawody Enduro Trails w Bielsku? Bo na ich stronie znikome informacje na ten temat. A artykuł jak zresztą zawsze super do poczytania przed spaniem c:

Adam Miał
Gość
Adam Miał

Przecież Puchar Bimbru był w tym roku?

Marcin
Gość

Ale miał być drugi we wrześniu. A odwołali…

faldżip
Gość
faldżip

Z tymi zawodami, to jest taki problem, że zawsze ktoś jest niezadowolony. A to dla tego, że dla przeciętnego zjadacza chleba, z rowerem trail, rzadziej enduro, sprzed kilku lat, to te trasy plus spina, bo zawody, to samobójstwo. Z drugiej – jakby dać łatwiejsze, to zaraz połowa aktualnych zawodników nie przyjedzie, bo co to ma być za ściganie po twisterze, czy innym zajeczniku. Ja, po obejrzeniu na YT relacji z zeszłorocznych MP w Srebrnej, uznałem, że może jednak wybiorę się do srebrnej kiedy indziej i pojeżdżę spokojnie coś łatwiejszego, bo nie chce zginąć :P

Jurek
Gość
Jurek

Wiesz że często się z Tobą nie zgadzam..
ale tym razem sie zgadzam niemalże w 100%, niemalże bo coś dodam:)
1. E-bike mogą spowodować zwiększenie ilości uczestników- bo przekona leniwców do startów.
2. nie mogę sie zgodzić niestety z tym że to był mój najlepszy start- był to MJ niemalże najgorszy, jestem masakrycznie niezadowolony z tego startu – tym bardziej chce wystartować w 2020!!!

ps. genialna ta fota, takich mi brakuje z tych zawodówcomment image

Marcin
Gość

Michał, Srebrna Góra to ostatnie zawody w Twoim osobistym sezonie, czy w polskim sezonie enduro w ogóle?
Rehabilituję się po kontuzji barku, a swój pierwszy i ostatni start w tym roku planuję na Enduro Trails w Bielsku w ostatni weekend września. Te zawody w ogóle się odbędą?

Piotrek
Gość
Piotrek

Zaraz, zaraz, czy przypadkiem Kocioł Bimbru, nie odbył się zamiast Pucharu Bimbru?

Szczyrkowianin
Gość
Szczyrkowianin

Tylko , że to już nie jest enduro. ENDURO-żródłosłów to endurance, a więc świeżość na zjazdach ma być wynikiem tejże. End of the story. A że elektryki dają dużo frajdy i są fajne szczególnie do odkrywania nowych tras i explorowania to dyscyplina powinna nazywać się explorfino;) Ale nigdy enduro! Tak jak salceson nie jest wędliną.

wujekeman
Gość
wujekeman

Co do małej frekwencji to jest to moim zdaniem objaw poziomu trudności zawodów. Wielu rajderów ma już „efekt kredytu hipotecznego” i po prostu nie mogą sobie pozwolić na latanie piecem na zawodach. Zresztą , to całe Enduro lewituje powoli w kierunku DH , a to przecież nie o to chodzi, moim zdaniem Enduro jest bliżej górskich maratonów MTB . Mnie by interesowały odcinki specjalne co najmniej półgodzinne gdzie jest też powiedzmy jedna trzecia z tego pod górę. Coś ala RockNRolla+Twister na pełnym sprincie, bo to jest namiastka Enduro….. już odcinku specjalnego pod Szyndzielnię nie wymagam ;) …..
Generalnie ze znajomymi często rozmawiamy na ten temat , temat poziomu tras w ogóle. Są zwolennicy hardkoru , WINCY ścian!!! , ale ja jestem zdania, że żeby spopularyzować trasy, taka aktywność w rowerzystach , nie powinno sie przeginać w strone DH.
AAAA jeszcze jedno narzekanie w górach na zawodach , że trzeba korbić jest po prostu żałosno-śmieszne….. opanujta się, albo jeździmy na rowerach , albo tylko na nich zjeżdżamy :)

Dominik
Gość
Dominik

Ok tak samo było z 4crossem i DH w Polsce, zobaczcie że ścigało, ściga się się w sumie wąskie grono.
Przyczyn jest kilka widząc listę startowa często można obstawić wynik na pudle ( no chyba ze będzie awaria), kiedyś istnialo pojecie weekend warriors, pracowałeś w tygodniu i w weekend miałeś czas to czasami się pościgałeś.
Ale w pewnym momencie żeby mieć jakiekolwiek szanse to zaczynają się treningi wiele godzin w terenie normalny człowiek nie ma na to czasu ( no chyba że masz wolny zawód to może?).
Kolejna sprawa żeby być niezłym to trzeba tez pojeździć w górach tu przygotowanie motoryczne nic nie pomoże bez gór. I proszę nie podawajcie mi tu wyjątków.
Wiec po co się męczyć w zawodach lepiej pojechać za niewiele większe pieniądze ze znajomymi można do Włoch lub Austrii. I pewnie w parę innych miejscówek….

Szczepan
Gość
Szczepan

Moim zdaniem kwestia zabijającą zawody może być właśnie brak formuły on-sight. Dla wielu riderów z lokalizacji znacznie oddalonych od zawodów uczestnictwo w nich nie ma sensu sportowego, ponieważ nie są w stanie poświęcić wystarczającej ilośći czasu na zapoznanie się z trasą, a co za tym idzie rywalizować na równych zasadach z osobami, które mają bliżej do miejsca zawodów. Oczywiście imprezy ze znanymi trasami też są fajne i mają swoich zwolenników, ale tą funkcję do tej pory świetnie spełniało Bielsko, ze znanym i lubianym Dziabarosem, czy Dębowcem
W zeszłym sezonie zarówno obie edycje w Bielsku, jak i Szklarska, czy Mieroszów wyznaczyły bardzo wysoki poziom, dając bardzo dużo frajdy z jazdy przy jednoczesnym zachowaniu ducha sportowej rywalizacji, mam nadzieje, że w przyszłym sezonie powróci chociaż jedna z tych kultowych lokalizacji.
Pozdrawiam

adixx
Gość
adixx

Tegoroczne zawody w Przesiece i SG to moje pierwsze starty – obie formuły bardzo mi pasują. Klimat i trasy w SG to rewelacja, ale dobrze, ze moglem je przejechać dzień wczesniej. Przesieka to zupełnie inna jazda, dzikie single w lesie bardzo mi się spodobały, Czekam na kolejna edycje w 2020!

Porter
Gość
Porter

W przesiece nie było singli !!!

Adrian
Gość
Adrian

Z mojej perspektywy było super. Przyznam, w Srebrnej Górze większość ścianek schodziłem, jechałem bez zapoznania, a i moje umiejętności są nikłe. Nie zrobiłem sobie krzywdy, nie uważam że była spina, w Enduro spiny być nie powinno. Tak jak w prawdziwej przejażdżce po nieznanej trasie, nie wszystko się dało zjechać. To też gdzie, nie czułem się na siłach nie ryzykowałem bez powodu. A i tak zabawę miałem przednią. Dla mnie sens zawodów jest choćby taki by pokonać wszystkie te km i ukończyć. Na luźnej wycieczce pewnie więcej bym odpoczywał niż jeździł. :) Mam nadzieję, że przyszły rok zaowocuje fajnymi zawodami, nie koniecznie z łatwymi trasami

Dawid
Gość
Dawid

Ile ludzi tyle zastrzeżeń. Ja nie startowałem w SG nigdy w zawodach. Ale myślę, że do kwestii ilości ludzi startujących w zawodach trzeba podchodzić marketingowo. Teraz ludzie chcą dostawać ciągle coś nowego, a monotonią się nudzą jeśli nie mają perspektywy pojawienia się na pudle. Pytanie gdzie jest granica wymyślania nowych formuł czy nowych tras w naszych Polskich miejscówkach. Obawiam się, że organizatorzy są już blisko tych granic.
Być może popularyzacja jazdy na ebiku i startu nim w zawodach spowoduje większe zainteresowanie.
Zgadzam się również z przedmówcami. Żeby być na pudle, albo blisko elity to trzeba trenować często. Pytanie, który człowiek da radę to zrobić, pracując, zajmując się rodziną i ogarniając dom/mieszkanie. To pasowałoby na rzecz super wyniku w zawodach porzucić jedno z powyższych, albo rodzinę, albo wygrać w totka, żeby nie pracować.

Większość z nas jeździ dla rozrywki, oderwania od stresu, żeby się wyluzować i zmęczyć. Społeczeństwo robi się coraz bardziej wygodne, stąd ebajki – jak głosi slogan reklamowy elektryków UNIBIKE – „przyjemność bez wysiłku”.
Nie zgadzam się, bo akurat z jakiegoś powodu bardziej męczy mnie jazda na elektryku niż na rowerze starego typu.

Jeśli chodzi o nowe formuły to czekam kiedy pojawi się sztafeta i przekazywanie pałeczki. A może wydzielone odcinki OSu zawodnik będzie musiał przejechać z prawą ręką uniesioną w górze i pedałować tylko lewą nogą ? Koniec zawodów będzie wieńczył OS przejeżdżany z zawiązanymi oczami ku uciesze kibiców ;) …tylko gdzie tu flow zawodnika..

Ale przymuliłem… może przez tą pogodę za oknem :(

Jarek Nightrider
Gość
Jarek Nightrider

Odniosę się jedynie do tego, że, streszczając, „ludzie potrzebują nowości i chcą być na pudle”. Z mojego punktu widzenia (czyli gościa po 40 który jeździ regularnie od dwóch lat w maratonach, kupił niedawno trailowego fulla i myśli teoretycznie o zawodach enduro) twoje domniemania są błędne. W maratonach startuje masa ludzi a na podium zawsze ci sami, a jazda po szutrach wszędzie jest taka sama – o nowości trudno. Nikomu to nie przeszkadza. Wydaje mi się, że problemy są dwa – słaby marketing i znacznie wyższy „poziom wejścia”. (Jeśli celem miałoby być zwiększenie liczby uczestników to) Organizatorzy musieliby pomyśleć o trasach mini enduro dla dzieci i przygotować wersje tras pro i hobby, zareklamować te hobby jako fajna, bezpieczna przygoda dla każdego. I potraktować to jako inwestycję, to nie zadziała od zaraz ale zaprocentuje po czasie. Wtedy imprezy by się rozrosły, pro rajderzy musieliby się pogodzić z piknikiem na zawodach i ludzmi z przypadku ale za to mieliby widoki na kolejne zawody. Ja we wrześniu „wjeżdżam w teren” z Pombą, na wiosnę chcę z nimi „podjeżdżać enduro” i może w przyszłym roku zobaczymy się na zawodach. Ale to nie na takich jak ja czekacie, ja co najwyżej zaliczę zjazdy i uciekam do rodziny bo żona już narzeka „myślisz tylko o sobie i rowerze”. Nie wiem czemu młodzi nie chcą startować, może po prostu wybierają łatwą rozrywkę – telefony. A starsi, jak ja, po prostu się boją… Poza tym spostrzeżenie – piszecie, że więcej ludzi ma dobre rowery i jeździ – być może, ale czy nie jest tak, że większość z nich zjeżdża niebieskie flow traile? Na moich pierwszych razach na czerwonych trasach w Bielsku praktycznie nikogo nie spotykałem…

Baq
Gość
Baq

Popieram, właśnie o to chodzi, zróbmy trasę łatwą i trudną ( hobby, mega, giga ). W maratonach to się sprawdza. Sam chętnie pojechałbym na zawody enduro, ale nie mam aż takiego doświadczenia i skilla. Znając poziom tras, dla początkującego ridera jest to zbyt trudna trasa. Może dla czołówki jest to ściganie, dla mnie ma to byc zabawa a nie walka o życie.
Jeżeli ludzie zobaczą, że każdy może pojeździć to przyjadą.
Co do podjazdów, mamy jeździć po górach.

Bartosz
Gość

Witam. Zróbmy eksperyment. Zorganizować zawody Enduro w wersji „Light” i tak je promować.
Spróbuj się i zobacz. Może kosztem 20% rasowych wyjadaczy walczących o najwyższą stawkę którzy zapewne się nie pojawią (lub pojawią), do pozostałych 80% dojedzie kolejne XXX% osób które będą chciały się spróbować i będą miały z tyłu głowy że ta próba nie skończy się małą tragedią, lub urazem psychicznym. Może to zatrybi. Szkoda że nie ma statystyki ile osób pojawia się na zawodach tylko 1 raz. Ładnie by to zobrazowało obecny stan. Ciekawy jestem czy nie dochodzi do sytuacji że 70 osób jeździ regularnie, natomiast pozostała 70 wymienia się z zawodów na zawody – są to osoby które chcą spróbować i odpadają po takim wypadzie. Ile takich osób to zmotywuje do podciągania umiejętności a ile zrazi na wieki wieków. Nie wiem. Sam startowałem, zraziłem się, chwila przerwy, a potem walka o podniesienie umiejętności. Znowu start i dalej za mało.
Jest problem i obecny poziom i układ ewidentnie nie wpływa na poprawę statystyk. Czyli coś jest nie tak. Może faktyczny poziom zawodów wykrusza nowych bikerów?
A dodam że na zawody w wersji LIGHT sam chętnie bym się wybrał. Nie do końca łatwe zawody, ale pozbawione krytycznych elementów.
Ja już widzę serię zawodów LIGHT ENDURO :) wiele dyscyplin jest rozsądnie podzielone na „szczeble” w stosunku do umiejętności – u nas mamy tylko NIC ( ewentualni mnie poprawcie) albo hardcore na którym bawią się bardzo dobrze rasowi wyjadacze, ale zaczynający już nie do końca.
Dodam z innej beczki że byłem na szkoleniach u POMBY kilka razy i padło ciekawe pytanie od Michała J, ” gdzie wy się teraz ścigacie” Nie wiem czy Michał jest jakimś mocnym autorytetem, ale nie miał większego pojęcia o obecnych edycjach zawodów – co? gdzie? kiedy i jak. Jeżdżą grupami na swoje miejscówki i tam łapią 100% z jazdy na rowerkach.
PS a organizacja zawodów z zapleczem dla pozostałych członków rodziny, animację dla dzieciaków, spa dla Żony:) dmuchańce i paralotnie na pewno też pomogło by w organizacji osobistego czasu :))
THE END

Piotr
Gość
Piotr

Tylko wtedy nie 150, a 800 zł wpisowego.

Bartosz
Gość

Oczywiście tu się trochę śmieję :) ale jakby popatrzeć trochę biznesowo, to nie bez powodu w kawiarniach są kąciki dla dzieci, a w sklepach (np IKEA ) kompletne place zabaw. Mama robi spokooojne – dłuuugie zakupki jeżeli wie że pociecha ma się dobrze :) Co do wpisowego zawsze będzie ktoś narzekał. Ale to temat rzeka.

Robert
Gość
Robert

Jeśli Grzesiek i S-ka chcą utrzymać lub podnieść frekwencję, warto pochylić się nie nad formułą (on-sight, time-hunt, itd.), a nad kategoriami. Trudno robić zawsze on-sight (kasa misiu, kasa), a i tak lokalesi lub prosi będą mieć czas na objazd tras. Zawsze ktoś będzie niezadowolny.
Są różne motywacje startu w zawodach i fakt, że SG 2018 była pełna ludzi, potwierdza, że lubimy się ścigać. Jednak przepaść pomiędzy rasowymi ścigantami, a amatorami jest ogromna. Szybki rzut oka na czasy i wszystko jasne. Zamiast trochę sztucznego podziału na „elita” (w której większość stanowią amatorzy) oraz małolicznej kat. masters (w której połowa to szybcy wariaci, lepsi niż więkoszość elity), warto byłoby wziąć pod uwagę podział zawodnicy / amatorzy, z lekką kontrolą wyników z poprzednich edycji, tak, żeby ściganci nie startowali w amatorach (prawo organizatora). Plus dla szybkich i wściekłych – brak kolizji czasowych z zawalidrogami. Dla zawalidróg – możesz coś wygrać, więc startujesz.
Alternatywnie:
-40 elita
-40 hobby
+40 elita
+40 hobby
… ale to już byłaby przesada, chyba, że s=wystartuje pincet luda.

PS. Rozumiem, że kobiet startuje mało, ale dlaczego nie mają kat. elita i masters?

PPS. Czemu służy ta – sorry – poroniona klasyfikacja AZS dla 2-4 osób?

Zawalidroga Masters
Gość

Szczerze powiedziawszy, dreszcz przeszedł mi po plecach, gdy przebrzmiały słowa Grzegorza, z których wynikało, że z tym przyszłym rokiem to nie wiadomo jak będzie…
21% mojego życia to mniej lub bardziej intensywna ( w skali własnej ) zabawa w enduro.
Dwanaście lat to może nie rekord, ale swoje widziałem, wjechałem, zjechałem i spadłem.
Jak również nasłuchałem narzekań, krytyk, rad cudownych , naoglądałem rozwodów, odejść w niebyt historii.
Dlatego ten dreszcz. Głupio byłoby gdyby renoma, marka, standard, klimat, którą ma ten cykl rozmieniła się na drobne i spłynęła gdzieś z gór z topniejącym śniegiem…
Co jest mocną stroną EMTB na przestrzeni lat kilku:
– fajne miejscówki,
– wymagające, podrasowane, zróżnicowane trasy
– dobra logistyka, organizacja
– zawody w sobotę (głównie)
– wyważone luz i dyscyplina
– zloty (jeden co prawda, ale pokazał, że można i że możliwości)
– oryginalna formuła startowa
– implementacja atrakcji – timeHunt ( osobiście mi nie przypadło, ale), dwudniówka (super), opcje treningowe.
– smalec i ogórki na bufecie
– bufety w ogóle.
– „namioty” producenckie
– fajne teamy , i te formalne i te nieformalne
– fotorelacje
– atmosfera dnia

Mnie to wystarczy.

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Michał Lalik. Poczytałam komentarze pod Twoją relacją i szczerze… ręce mi opadły.
W innych krajach (o czym wiem z doświadczenia oraz opinii innych uczestników…. i co widać po frekwencji) jakoś ludzie na mają problemu ścigać się z najlepszymi (co wiąże się z tym, że nie będą stać na pudle), jeździć często po tych samych trasach albo lekko zmodernizowanych, próbować zjazdów po naprawdę stromych i trudnych technicznie odcinkach oraz mierzyć się z naprawdę dającymi wycisk dojazdami na osy.
I jeszcze to czepianie się, że zawody to nie Enduro … no tak. Bo zawody enduro to nie rajd ani wycieczka enduro ‍♀️ Inne z zasady panują na zawodach. Zawody to ZAWODY. Powinny swoją formułą być jak najbardziej zbliżone do światowego pierwowzoru zawodów Enduro jakim jest teraz EWS. Takie jest moje zdanie :D

I gratuję Michał odkrycia sensu uczestnictwa w zawodach :) W punkt.

faldżip
Gość
faldżip

Tylko, że wtedy na te zawody przyjedzie nie 140 osób, tylko 40.

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Nie wszystkie trasy na EWS są trudne, tak jak te z ostatnich zawodów w Californii. Trasy na Maderze były powiedziałabym łatwe. Zero ścianek, no może jedna, która porównaniu do tego co było w Srebrnej Górze nie zostałaby nazwana ścianką…
Największą trudnością w EWS jest długość OS i ich krętość ! …Oraz to, że trasa zmienia się z dnia na dzień bo jak przejedzie po niej 500 zawodników na treningu to na zawodach nigdy do końca nie wiesz co cię spotka na OS-ach, a z doświadczenia wiem że trasa potrafi baardzo się zmienić :D

Loki
Gość
Loki

Wtedy to nikt nie przyjedzie, bo nie wiem czy znajdą się chętni organizować zawody dla tak małej grupy ludzi. Skoro już teraz zaczyna być z organizacją problem przy znacznie większej frekwencji. I mnie to nie dziwi, ekipy stojące za przygotowaniem zawodów to nie organizacje charytatywne, a domyślam się że wpisowe zawodników pokrywa większość wydatków.

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Bez wparcia finansowego gminy, w której organizowane są zawody, nie ma opcji organizacji zawodów. Polskie wpisowe to kropla w morzu. Apropo kosztów … wpisowe na EWS oscyluje w okolicy 800 zł ( zależne od przelicznika waluty). Na pakiet startowy składa się numer, 2 czipy i ulotka. W naszym kraju( wpisowe to koszt 100-150zł) za brak bogatego pakietu startowego, na wstępie idą same negatywne opinie.
Czyli nie dość, że „nam” się nie podoba, że nie można dobić się na pudło bo czołówka za szybko jeździ i panuje spina, to najlepiej byłoby nie płacić za start. No bo po co mam się ścigać skoro nic nie dostanę :D (ironia)
#polskiemyślenie

„Jak się chce to szuka się sposobu, jak się nie chce to szuka się powodu”

Loki
Gość
Loki

#polskiemyslenie tylko pokazuje, że nadal jesteśmy krajem na dorobku, który wszystko kalkuluje. No i EWS jakoś trudno mi porównać do naszego podwórka, choćby pod względem samego prestiżu przyciąga masę ludzi.

Robert
Gość
Robert

@Katarzyna
Prowadzisz dykusję ze sobą, zamiast z argumentami innych uczestników.
1/ „„nam” się nie podoba, że nie można dobić się na pudło bo czołówka za szybko jeździ i panuje spina…” – nikt nie pisał o spinie i ciśnieniu na pudło, tylko o rozbiciu wrażenia, że to zawody tylko i wyłącznie dla prosów-wymiataczy; wyobraź to sobie pod hasłem „enduro dla mas”; większość dyskusji odnosi się do artykułu i obaw o kontynuację serii, a problemem wydaje się być niska frekwencja; jej podniesienie jest również w Twoim interesie, jeśli chcesz się ścigać na polskiej scenie;
2/ „… to najlepiej byłoby nie płacić za start” – jesteś jedyną osobą, która poruszyła wątek kosztu startu;
3/ „za brak bogatego pakietu startowego, na wstępie idą same negatywne opinie” – nie słyszałem takich; ktoś, coś?

Zgadzam się z jednym stwierdzeniem: „W innych krajach jakoś ludzie na mają problemu ścigać się z najlepszymi”. Problem w tym, że siła przyciągania np. EWS, czy różnych zawodów ze startem wspólnym jest zupełnie inna, niż lokalne zawody u nas. Przykład czeskiego Dropdown – ponad 200 osób, choć naród ponad 3 razy mniej liczny.

Zatem: pomysł/format, promocja, wsparcie finansowe i zasięg.
Jak się chce ORGANIZOWAĆ, to szuka się sposobu, jak się nie chce INNYM, to szuka się powodu :)

Pozdrawiam!

Skalniak
Gość
Skalniak

W innych krajach… zobaczmy jaki jest tam dostęp do gór, ile jest tras w skali obszaru górzystego, jaka jest relacja ceny sprzętu do jakiejś średniej czy minimalnej płacy i wyjdzie nam gdzie duzo ludzi jeździ na luzie. W PL Dartmoor robi co może ale póki sensowny nowy rower to przynamniej dwie średnie krajowe + posiadanie samochodu + posiadanie czasu na wyjazdy treningowe + posiadanie czasu na wyjazdy na zawody + posiadanie kasku, ochraniaczy i choćby jednego zestawu ubrań to okaże się że jest to sport dla ci najmniej dobrze sytuowanych osób (albo singli lub osób bez dzieci albo z baaardzo wyrozumiałym partnerkami).

Generalnie enduro jest bardzo drogie a przy posiadaniu dzieci koszty są w zasadzie zaporowe jeśli mowa o zwykłym człowieku z klasy średnie (stołek w korpo i praca 9-17). Mowie za siebie oczywiście, ale myśle ze to scenariusz dla wielu osób.

Zestaw opon potrafi kosztować tyle co wyżywienie przez miesiąc w żłobku.

Jeden wyjazd to koszt zestawu szczepionek na rok. Itp itd ;) tu nie U.K. czy Niemcy.

Bartosz
Gość

SPOKO, ale dajmy alternatywę dla początkujących i nie do końca wybitnych rowerzystów. Jeżeli nie będą mieć wyboru to nigdy nie będzie lepiej, popatrzmy na szkolenie piłkarzy (prawilne), szkółki, pierwsze starty w trzecich, drugich drużynach, później parę minut w pierwszym składzie itd. Gdyby wpuścić młodzika z szkółki na oficjalny pełny mecz bez stopniowania w pierwszym składzie to zostałby „zgnieciony” przez innych na AMEN. A podobnie się dzieje w grupie ENDURO lub chętnych na ENDURO. Na zawodach byłem z 3 znajomymi, którzy jeżdżą przypuszczam lepiej niż średnia ogólnych rowerzystów, a po pierwszych zawodach odpadli i już nie chcieli wrócić. Nie mówię że obecny poziom jest słaby, dobry, zły, za ciężki itp. Ale potrzeba alternatywy żeby ktoś mógł zakochiwać się powoli w tym jakże pięknym sporcie :) Obecny schemat nie sprzyja rozwojowi, kto ma to zmienić jak nie my?

Bartosz
Gość

Jeszcze jedno co nasunęło mi się na myśl i w zasadzie Michał o tym pisał powyżej. Ile czasu, przy samodzielnym i ambitnym wchodzeniu w temat Enduro potrzebował Michał aby poczuć FLOW na trasach Enduro? Ile lat ciężkich treningów, objeżdżania tak wielkiej ilości miejscówek, szkoleń itp ( na które często nie stać przeciętnego Kowalskiego ) potrzeba aby swobodnie odnaleźć się na obecnie organizowanych zawodach. Domyślam się że nie jest to rok, dwa czy trzy. I o to chodzi, dać komuś pocieszyć się trochę wcześniej z namiastki ENDURO:) Nie każdy ma tyle samozaparcia, lub bodźców motywacyjnych :)

Zawalidroga Masters
Gość

Jeszcze się tu uzewnętrznię trochę :
Grzegorz zapowiedział ankietę – i chwałą mu za ten pomysł, bo świadczy to o świadomości bycia na rozdrożu, z chęcią wybrania drogi właściwej. Oby tylko zwrotka przekroczyła statystyczny 1%, bo będzie mu wtedy łatwiej :)
Drugim kierunkiem słusznym, który jest trop, który podsunęła Kasia – popatrzmy jak to robią inni. Tacy wyspiarze, oprócz szkockiej ( nie w płynie ), która, chyba jest zaliczana do EWS, mają Enduro Series Walii ( byłoby moim ulubionym, bo nie dość że w kategoriach mają Masters, to jeszcze Veteran Men i !!! – Grand Vet Men !!! – i działa. W obecnej naszej rzeczywistości może miałbym szansę na pudło :) a lista nagrodzonych byłaby niewykorzystana bardziej niż w AZS.
Co takiego jest na tej wyspie, że tam tak jest? I wpisowe +/- 50 BP, co w kursie waluty MCDonald’s daje podobny przelicznik.
To pewnie temat na socjologiczną rozprawę doktorską, …jednak z kasą w tle.
Nomen omen (oby nie zły) Grzegorz :, na pewno pamiętacie innego Grzegorza o nazwisku na G.
Moim zdaniem, niedościgniony dotąd poziom maratonów MTB – co zrobił? przebranżowił się na Triatlon, gdzie impreza zajmuje tyle samo czasu, a startuje dwa razy więcej ludzi, za trzy razy większą kasę.
I połowa ma sprzęt o kosztach porównywalnych lub wyższych od kosztu roweru enduro. (oczywiście to uproszczenie – czas życia roweru enduro i jego podzespołów jest troszkę inny…)
… i jednak, IM zrobiłem na rowerze za 1k, a rowerem za taką kasę w góry z uwagi na bezpieczeństwo bym się zastanawiał.
I jeszcze jak wygląda kalendarz tri. Prawie co tydzień coś.
… my jednak nie jesteśmy normalni
( .. a Ci Walijczycy i Szkoci to same czuby :),
..do emerytury)
I jednak nie wpisowe jest tu chyba kluczowe a sponsoring. Osobiście nie przepadam za atmosferą pikniku, ale kibice, tacy co im szczeki opadają na widok zeskakującego po schodach bikera to docelowy adresat niejednego przekazu marketingowego.
UrbanEnduro? Na iberyjskim słyszałem o co najmniej trzech, a w jednym mam zaliczony rodzinny start. Może więc nie entuzjastycznie, ale ta ścieżka jako akcent też jest do dalszej eksploracji? (po udanych przymiarkach z Mieroszowa i Rabki :) ) – nie dla nas, ale dla sponsorów.

piszczcie piszczcie :) GM, to poczyta, na pewno coś mądrego z tego wywnioskuje.

(piszczcie to nie to samo co skaczcie sobie do oczu :), to na innej arenie :)

Zawalidroga Masters
Gość

A i jeszcze o frekwencji – w niedzielę po SG, na dobicie wybrałem się objechać Czarną i Śnieżnik, bo chodził mi po głowie zielony do przełęczy Płoszyna. Na Czarnej, zawody. No myślę kicha, bo nie pojeżdżę.
I co ? 35 osobozawodników.
wpisowe 50 pln
Ja wiem, że to lokalna rozrywka tubylcza, ale też jakiś wskaźnik. nie jestem pewny czego, ale do przemyślenia.
Swoją drogą ciekawe spostrzeżenie w kontekście trudności – zawody na DH Luxie – każdy OS ze srebrnej był bardziej wymagający…

Tomek
Gość
Tomek

Trochę mi głupio po tak poważnej dyskusji wtrącać się z tak przyziemną sprawą jak ochraniacze kolan, ale mam pytanie do Michała – jak oceniasz te X-Factory Flow, w których wystąpiłeś – czy nie za długie i czy nada się to to Twoim zdaniem jako lightowy model do calodziennych tripów po górach? Dzięki

Tomek
Gość
Tomek

Poruszając wątek samych rowerów na zawody. Czy rower o skoku 120/120 ma rację bytu na takich zawodach.
Jeździłem kilkukrotnie w Srebrnej, ale zawsze standardowe trasy. Nigdy OSy. Człowiek chciałby poniuchać atmosfery zawodów, ale z drugiej strony głowy głos podpowiada: gdzie się pchasz chlopie, z czym do ludzi.
Jak to wygląda?

Robert
Gość
Robert

Bez problemu da się! Koniec tematu ;)

adixx
Gość
adixx

Jechalem na HT 120mm, da sie ;)

Jaro
Gość
Jaro

Szacunek! :D

Kuba
Gość
Kuba

Po przeczytaniu tej dyskusji… ciężko. Dla mnie zawody to rywalizacja. Nie ważne czy na wysokim czy amatorskim poziomie. To właśnie emocje, pokonywanie granic, satysfakcja czy rozczarowanie moim zdaniem utrzymują ludzi przy sporcie. I nie widzę enduro jako lekkiej wycieczki po górach. Widzę je jako ciężkie zjazdy, adrenalinę, banan na twarzy na dole. Trudne trasy nie oznaczają z automatu niebezpiecznych tras. I enduro za granicą przyciąga ludzi, którzy chcą wyzwania. Objechałem w tym roku całą serię i szczerze, nigdzie się jakoś super nie bawiłem. Nawet na SG mimo paru stromych fragmentów, większość osów to pedałowanie. Tylko na Joyride jeździło mi się super, gdzie osy były szybkie, z dużym flow ale jednocześnie z polem do pokazania umiejętności. Mocno rozważam odpuszczenie paru edycji ścigania w enduro na rzecz DH w przyszłym roku, bo zwyczajnie sprawia mi to więcej frajdy.

Zbigniew
Gość
Zbigniew

Ale takich kozaków ze sponsorami jak ty można zliczyć na palcach. A ból doopy o pedałowanie to spowodowany tym, że pokonał Cię krosiarz? Widocznie bardziej się nadaje do enduro, skup się na DH.

Kuba
Gość
Kuba

Nie jestem sponsorowany, jeszcze bardzo długa droga do tego chociaż nie ukrywam, że to moje ogromne marzenie. I nie powiedziałbym, że mam ból dupy bo jestem świadom, że dla mnie jeszcze nie czas żeby wygrywać, dopiero zacząłem swoją przygodę. Po prostu zapisując się na enduro chciałbym ścigać się w enduro a nie maratonie ze ściankami.

Zbyszek
Gość
Zbyszek

To sory, myślałem że napisał to inny Kuba, z czołówki. Bo ciężko mi uwierzyć, że dla kogoś kto nie jest wyjadaczem te trasy były za łatwe na enduro.

Kuba
Gość
Kuba

Nie mówię, że trzeba jeszcze trudniej i dalej. Ścianki w SG były jak dla mnie wystarczające, tylko co pomiędzy? Ciągłe pedałowanie, podjazd, jakieś szykany które kradną flow. Mam wrażenie, że trasy są robione po to, żeby były trudne a nie żeby dostarczały funu. Brakuje luźnych sekcji po środku. Jeżdżąc we Włoszech objeżdżałem trasy, które ludzie nazywali jednymi z najtrudniejszych w Europie, a mimo to świetnie się bawiłem i nie miałem żadnej poważnej gleby. Jednak żeby wykręcić tam dobry czas trzeba super dobrze ogarniać, i tego właśnie mi brakuje.

Ciastek
Gość
Ciastek

Maratony swoją popularność mogą zawdzięczać mniejszemu progowi wejścia, jeśli chodzi o sprzęt i umiejętności. Rowery do xc są z reguły tańsze w kupnie i utrzymaniu plus w enduro należy jeszcze pamiętać o ochraniaczach itd. Jeśli chodzi o umiejętności: wybierzcie się kiedyś na maraton organizowany w górach i popatrzcie jakimi umiejętnościami dysponują zawodnicy na zjazdach. Czołówka pędzi, ale środek stawki poza pojedyńczymi osobami będzie jechał wolno i niepewnie. Dla takich osób zawody enduro to będzie bieg z przeszkodami z elementami jazdy rowerem, dlatego stworzenie paru wariantów tras na wzór maratonów jest dobrym pomysłem, ktoś kto zaczyna jazdę w enduro nie zniechęci się trudnością ścieżek.

Bartosz
Gość

Ciastek – dokładnie. Popatrzmy tak jak mówisz, porównajmy odłam enduro do wyścigów szosowych lub XC, ile – poza najbardziej elitarnymi wyścigami jest mniejszych, zorganizowanych z mniejszym rozmachem wyścigów o niższej randze – gdzie można wystartować i dobrać dany wyścig do swojego poziomu od małych lokalnych – po wyższe, wyższe i jeszcze raz wyższe, wystarczy spojrzeć na jakiś kalendarz imprez,gdy zaczniesz wskakiwać na czołowe miejsca możesz wskoczyć na wyścigi wyższe rangą. I jest jakaś rozsądna droga, po której w zależnie od swoich umiejętności na każdym szczeblu czujesz się OK.
A w gronie elitarnym Enduro wiemy jak jest. Każdy ćwiczy po lasach, górach, miejscówkach i szkoleniach a później start w zawodach ENDURO – to tak jakby wpuszczać samouka szosowego na wyścig Tour de Pologne. Po przyjeździe 3 godziny po czołówce nie wiem czy chciałby powtórzyć start.
Taka sytuacja z zeszłego roku podczas zawodów Joy Ride… podczas podejścia na OS ( już nie pamiętam który ) trasa biegła i przecinała drogę gdzie prowadził podjazd na start. Nagle przed moimi oczami (był to dzień objazdu ) przeleciała ekipa KROSS-a i jeden z zawodników tak wskoczył w ten wąwóz że przy mnie ściągnął spodenki i sprawdzał czy jego „sakwa” nie stała się odrębnie żyjącym organizmem. A później lecą po trasie osoby które chcą spróbować Enduro. Może to OK, może nie.
Michał – zrób sondę – masz sporo czytelników – zapytaj czy startowali – i dlaczego nie startują. Można powiedzieć że na tym forum siedzi nadzieja tego sportu – niech się określą co jest powodem.

Zbychu
Gość
Zbychu

Myślę że nie ma za bardzo co szukać drugiego i trzeciego dna powodów dla których frekwencja spada. Ludzie chyba odkryli po kilku sezonach startowania
, że jednak wolą po prostu jazdę po górach bez pomiaru czasu.
Ja mogę powiedzieć na swoim przykładzie że w tym roku nigdzie nie wystartowałem bo już przyszło znudzenie tymi samymi miejscówkami i ogólnie ściganie się z czasem.
Miałem tak samo kiedyś z maratonami MTB.
Dodatkowo dochodzi obawa o dzwona, jednak podczas jazdy po górach, tak bez ciśnięcia, trudniej o konkretną glebę.
No i zamiast zawodów można jechać na weekend w góry i nie jeździć po strzałkach tylko gdzie oczy poniosą.
Ale w przyszłym roku po zimie pewnie przyjdzie chęć na jakiś ścig.
Pozdro!
A i elektryki jak stanieją to zaleją trasy ludźmi nie do końca przygotowanymi technicznie. Próg dostania się w wyższe partie i potem zjazd będzie dużo łatwiej dostępny dla niedzielnych rowerzystów.

Filip
Gość
Filip

Kilka osobistych uwag kogoś kto nigdy na zawody enduro nie pojechał bo wydaje mu się że mu brakuje skilla do tej zabawy. Jeżdżę za to regularnie na co trudniejsze maratony w ramach Cyklokarpat – nie ścigam się tam z nikim jezdze swoim tempem na rowerze trail/enduro i co najważniejsze poznaję nowe góry, ścieżki i trasy na których wiele zjazdów spokojnie mogłoby być oesami enduro. Spędzam czas z rowerowymi zapaleńcami i jest fajnie (ci ze spiną są daleko z przodu).
Formuła zawodów enduro jest genialna i mogłaby się spodobać naprawdę szerokiemu gronu ludzi bo podjazd bez spiny ale z jakimś lajtowym time limitem i lekka spinka na zjeździe to piękna idea ale trasy maja być do przejechania a nie złażenia z rowerem bo wtedy przestaje to być fan. Druga sprawa zawody nie powinny się odbywać ciagle w tych samych miejscach i na tych samach trasach. Eksploracja gór przede wszystkim a rozgrywanie kolejnych zawodów na tych samych trasach zbliża enduro do DH a wtedy już chyba bardziej podoba mi się DH :)
Polecam wszystkim endurowcom ściągniecie tracków dystansów mega z maratonów w Szczawnicy (edycje 2016 i 2017), Kluszkowcach, Wierchomli, Cisnej i Rzyk. Zróbcie sobie z tego całodniową wycieczkę i wyobraźcie sobie jaki to byłby fun gdybyście te zjazdy jechali na czas :) Może to kogoś zainspiruje do zrobienia zawodów w formule łączącej maraton z enduro :)

Kuba Fronczak
Gość
Kuba Fronczak

Filip, jest już coś takiego: nazywa się MTB Trilogy – 3 dni jazdy w formule mega długa wyrypa po górach po najlepszych trasach w okolicy. Tuż za granicami kraju.

Filip
Gość
Filip

Super! Muszę obczaić! Dzięki

Ciastek
Gość
Ciastek

Cyklokarpaty potrafią być dość wymagające kondycyjnie i technicznie, Cyklo w Cisnej to było puszczenie maratonu szlakiem granicznym, gdzie idealnie było widać poziom ludzi na zjazdach. I pomimo, że były to zjazdy szlakami, to te trasy ciągle były w mojej opinii znacznie łatwiejsze niż zjazdy z zawodów w Baligrodzie, dlatego ciężko przetransferować się z jednej dyscypliny w drugą zachowując odpowiedni fun.

Kuba Fronczak
Gość
Kuba Fronczak

Hej, fajna dyskusja naprawdę rzeczowa jednak uważam, że:
1. Przebieg tras na zawodach był super – były miejsca trudne ale bezpieczne (bezpieczniej niz w ub roku), były objazdy, były odcinki latwe i pedałowanie. Było sie gdzie zmęczyć. Fajnie jakby był 5ty nowy oes :D
2. Fajny pomysł z podziałem na kategorie Hobby – jest tak w czechach i roznica jest tylko taka, że hobby jedzie o jeden OS mniej ale obawiam się, że może zabraknąć ludzi na obsadzenie 2 kategorii. ;)
3. Jeśli komuś trasy na srebrnej wydają sie za trudne – to panie i panowie bierzemy się do pracy. Od pisania komentarzy w necie formy sie nie zrobi. To nie są jakieś mega hardcory. Zapraszam w Alpy :P
4. Zawody na srebrnej to gwarancja dobrej jazdy – dziwie się, że była taka frekwencja. Myśle, że konieczne jest odświeżenie miejsc w których odbywaja się zawody.

Piotr
Gość
Piotr

A ja się odniosę jedynie do komentarzy o trudności tras. I piszę to jako ktoś, kto startował w takich zawodach po raz pierwszy.
Otóż trasy na zawodach MAJĄ być trudnę! Przecież o to właśnie w konkursach rowerowych chodzi, żeby wyłonić delikwenta, który najszybciej pokona owe trudne odcinki.
A dla kogoś, kto ma mniejsze umiejętności lub nieco mniej psychy, żeby atakować może być to świetny element motywacyjny. W tych zawodach 3 z 4 ścianek zbiegł, a na następnych pokona 3 z 4 na kołach. Na kolejnych pociśnie już wszystkie.
Przykład z życia wzięty: Kluczową, środkową ściankę na polisz łisler objechałem chicken linem, bo wiedziałem, że jeszcze mi głowa nie pozwoli, żeby ten fragment trasy pokonać (gdyby nie było objazdu, miałem w planach zbiegać). Resztę przejechałem z wielką satysfakcją, ale przy tej reszcie musiałem się przemóc będąc w SG dwa tygodnie wcześniej. I już zacieram ręce na następny wyjazd do Srebrnej, żeby pprzełamać się na tej pominiętej ściance.
Podsumowując, nic tak nie przyspieszy przyrostu skilla i pewności, jak jazda po trudnych trasach i przekraczanie jakiejś tam strefy komfortu. Jazda po łatwych, lub znanych nam trasach nie generuję postępu. Tak to przynajmniej widzę opierając się na swoim doświadczeniu. A mieszkam w Trójmieście, więc różnica między terenami, gdzie jeżdżę na codzień, a Srebrną jest kolosalna niemal pod każdym względem.

Bartosz
Gość

Piotrze. Tylko to dalej nie rozwiązuje spadającej frekwencji uczestników. Za chwilę okaże się że obecny schemat doprowadzi do corocznego wykruszania się edycji za edycją. Można powiedzieć że w powyższej dyskusji szukamy lekarstwa na ten problem. A mam wrażenie że parę postów ma charakter w stylu – dobrze jest, tak ma być, a jak jest wam za ciężko to się nauczcie albo nie przyjeżdżajcie. I nie przyjeżdżają… Sam objechałem kilka zawodów – było Spoko, może nie był to szczyt płynności ale praktycznie roweru nigdzie nie sprowadziłem, ale rozumie moich 3 kumpli dla których było za trudno i dostali ” blokady”.
Co by szkodziło gdyby istniały zawody w 3 poziomach trudności? EASY, MEDIUM i HARD ( przykładowo )
Przyjeżdżasz na EASY – mówisz słabo, jedziesz na MEDIUM – mówisz fajnie ale czuje że stać mnie na więcej – jedziesz na HARD i czujesz że jednak to za dużo – szlifuje MEDIUM i wracam na HARD się sprawdzić. Pozwoliłoby to wyłaniać kolejnych rajderów bez obawy o ich odejście – i każdy miałby to co lubi z możliwością rozwoju i regularnego próbowania się w dreszczyku wyścigów.
Jeżeli zawody EASY ENDURO to już nie ENDURO to nazwijmy Jenduro :)

Bartosz
Gość

PS, a może zawody w delikatnym stopniu łatwiejsze dawałyby tyle radochy że nawet Michał aby nie robić sobie obciachy zakładał by sztuczną brodę i wąsa aby wystartować incognito ;)

Bartosz
Gość

sorki za literówki, najpierw piszę – potem czytam…

Piotr
Gość
Piotr

Pełna zgoda, ale mój komentarz odnosił się jedynie do kwestii skali trudności tras, co zaznaczyłem w pierwszym zdaniu:)
Co do frekwencji zależnej od poziomu trudności… No nie ma bata, zawody to zawody. Jak jednym się będzie podobało, to drudzy i trzeci będą narzekać, że za łatwo, bądź za trudno i tak w koło Macieju.
Inną sprawą jest, że jak sam organizator enduromtbseries powiedział po zawodach w SG, już same rozmowy z gminami i nadleśnictwami są ciężkie, więc dołożenie do tego jeszcze opcji takiej, śmakiej i owakiej może po prostu uniemożliwić organizację.
I ostatnia sprawa- w komentarzach jest dużo dobreych pomysłów. Nic nie stoi na przeszkodzie, by ich autorzy zabrali się za organizację zawodów. Może być z tego ciekawa impreza i piszę to całkowicie poważnie i bez ironii.

Zinson
Gość
Zinson

Dzień dobry, pozwolę sobie zabrać głos w kwestii zawodów. Ostatnio startowałem w 2013 na zawodach emtb.pl więc nie wiem jak to teraz wygląda. Dodam, że później rozstałem sie z rowerem do zeszłego roku, a na zawody wybiorę się w 2020. Czytam komentarze i łapię sie za głowę. Enduro to nie xc. Maratony są popularne bo w głównej mierze potrzeba łydy, a w enduro trzeba mieć skila. Skila nie da się kupić albo zrobić na asfaltowym deptaku, trzeba go zrobić w górach i na loklanych miejscówkach. A to wymaga czasu i kasy. Jak ktoś mieszka w górach to ma łatwiej. W kwesti popularyzacji zawodów dla starszych panów jak ja: może warto udostępnić trasę w necie dla wszystkich np. w piątek wieczorem, jeśli zawody są w sobote. Dla wszystkich jest on-sight czy jakoś tam. Kto ma czas na przyjazd na miejsce i trening przed zawodami to pisze do organizatorów wcześniej o trasę i dzięki temu trafia do kategorii pro. Lokalsi i tak zawsze są na lepszej pozycji, ale dzięki opisanmu zabigowi rozróżniasz tych co są tylko na jeden dzień i tych co mają czas przed zawodami potrenować na trasie. Osobna sprawa to rozwój dyscypliny który można uzyskać nakłaniając dzieci. I tu jest główny cel popularyzacji. Ale jak to zrobić to pisali inni.
Ps. Najlepsze pomysły na popularyzację dla statszych zawodników nic nie dadzą bez ducha rywalizacji w narodzie. A jak czytam wypowiedzi o braku szans na pudło bo prosi czy coś tam to słabo to widzę…

Jacek
Gość
Jacek

Takie moje 3gorsze zielonego, sam zacząłem w zeszłym roku jazdę na rowerze i podoba mi się pomysł łatwiejszych tras dla początkujących.
Ja zacząłem od maratonów a pod koniec zeszłego roku spróbowałem enduro adventure, w tym roku maratony + Kluszkowce i Heat Games.
Jak dla mnie, nowicjusza , trasy kompletnie nie zjeżdżalne i gdyby nie indywidualna moja sytuacja, zamiana jednej dyscypliny na inną, potrzeba rywalizacji itd., nie wiem czy chciałbym więcej razy próbować.
Chodzi o to, co było już zauważone, że wiele osób zostanie zniecheconych wysokim stopniem trudności trasy a opcja pojechania czegoś łatwiejszego, na początek, spowoduje oswojenie się z tematem i dłuższą przygodę.

Yacor
Gość
Yacor

Masters 50 years old… :-) zaczynał przygodę z trudnym terenem (enduro) od razu na zawodach w Szklarskiej na rowerze HT, na wielkich jak telewizory kamolach i było git!
Dorobiłem się ścieżkowca i dopiero jest GIT!
I dla mnie największym problemem jest nie tyle docierka na dojazdówkach, bo wiadomo, żeby zjechać trzeba wjechać, ale podjazdy na samych os to mnie totalnie zabijały. To jest dla mnie bariera i po każdych zawodach mówiłem sobie dość, więcej nie pojadę.
Ale mijał czas i tyłek swędział żeby ponownie pojechać.
A dlaczego? Dlatego że udział w zawodach dawał takiego powera i FLOW, przez duże F jak żadne wygłaskane twistery czy rychleby – dokładnie tak jak to opisał Michał w artykule. Dodatkowo po każdych zawodach widziałem potężny progres w przełamywaniu barier i zawsze było tylko lepiej, nawet jak było wleczone zamiast jeżdżone.
To jest moja odpowiedź za zadane kiedyś na szlaku pytanie przez innego ridera- zawody? a po co?
Niestety w tym roku nie dane mi było pojechać w żadnej edycji…

Ilia
Gość
Ilia

W tym roku nie startowałem w Srebrnej bo zdecydowałem, że to jeszcze nie mój poziom i potem trochę żałowałem, widząc jak jadą inni zawodnicy. Myślę, że miałbym lepsze miejsce niż w Przesiece. Ciekaw jestem co za rok wymyślą.

Formuła Time Hunt trochę do mnie nie przemawia. Najlepiej wspominam zawody z Mieroszowa, które były w 2017 roku, pomimo, że dojechałem w ostatniej dziesiątce. To była prawdziwa górska wyrypa z podniesioną ilością adrenaliny dzięki ściganiu. Zawody trwały prawie cały dzień. Było dużo podjeżdżania i dużo zjeżdżania, a trasy mocno się różniły. Ktoś na os 5 gadał już wtedy, że organizatorom kończą się pomysły i że były wykorzystane odcinki z dawnych lat. Planuję pojechać do Mieroszowa i przejechać się jeszcze raz po tamtych oesach, o ile je znajdę.

G D
Gość
G D

Hej,
W mojej opinii enduro mtb series jest świetne. Podobały mi się wszystkie 3 tegoroczne koncepcje, najbardziej Time Hunt. Trasy są wymagające ale do zjechania przy odrobinie umiejętności. Zdolności techniczne czołówki są kosmiczne, ale co najważniejsze chłopaki i dziewczyny mają mega łydę. Podam przykład z Rabki: Lekki podjazd, prosta droga, Marek Konwa odchodzi mi pod górę – ja na E-biku. Także nie ma co labidzić tylko trzeba robić formę lub po prostu nie przejmować się wynikiem, cieszyć jazdą i dojeżdżać trochę niżej w tabeli. To tylko czas, to tylko cyfry, ważna jest radość z jazdy. Z elektrycznym pozdrowieniem.

Michał
Gość
Michał

Pozwolę sobie dorzucić swoje trzy grosze do dyskusji. Na zawody zacząłem jeździć w ubiegłym roku, więc jestem dość świeży w temacie. Co mnie urzekło ? Przede wszystkim niepowtarzalny klimat – wiadomo do elity startu nie ma, ale to dla mnie żaden argument, bo w ten sposób nie ma sensu jeździć też z ludźmi, którzy jeżdżą lepiej od nas … Większość zawodów odbywa się na ścieżkach, które na co dzień są niedostępne, więc de facto za cenę wpisowego dostajesz cały dzień doskonale zorganizowanej jazdy po górach i miejscach, w które byś normalnie nie trafił. Pomijam fakt tego, że sporo ludzi utożsamia enduro z trasami typu flow oraz to, że coraz więcej nowych miejscówek ma wyciąg bądź inną formę transportu na górę – a jak ktoś chce tylko zjeżdżać to chyba mówimy tutaj o DH; więc naprawdę w zawodach jest dużo ducha enduro, którego zaczyna brakować w przygotowanych miejscówkach…
Naturalnie mam też świadomość, że są to koszty (zawsze lepiej kupić nowego Foxa żeby lepiej jechało się Twistera) – weekend z zawodami to przeważnie ok 500/600 pln (nocleg, jedzenie, paliwo, wpisowe etc) po co ? Jest tu tylko jedna odpowiedź, żeby zmierzyć się z samym sobą, zobaczyć czy jestem w stanie przejechać trasę ciągiem, czy umiem jechać onsight, gdzie plasuje się w stawce, czy mam motywację na skrajnym zmęczeniu nadal dokręcać bo przecież to ostatni OS i można cisnąć do odcięcia :). Oczywiście – każdy szuka czego innego i znam gro ludzi, którzy wolą jechać na weekend dobrze się bawić, a przy okazji zjechać na rowerze.
Jednak najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że poza Enduro MTB Series nie ma alternatywy – jest Joy Ride na którym czuć, że enduro jest „dodatkiem”, była próba organizacji Heat Games – jedyne co się tam obroniło to trasy – reszta była przykładem jak nie robić zawodów. Ponadto zawsze można znaleźć coś co będzie przeszkadzało – w Rabce wiele osób odstraszyła pogoda – zapowiadali deszcz – a Enduro ma sens tylko jak jest sprzyjająca pogoda, w Przesiece – po co tyle jechać na 2 os, do tego znowu DESZCZ, SG – i tak wygrają Ci co mają czas katować trasy nie ma sensu jechać… A prawda jest taka – w Rabce można było przejechać najlepsze zawody w historii Polskiej sceny enduro, wszystko zagrało ponadto mega wymagające zawody kondycyjnie i technicznie, deszcz – był i co z tego ?! Przesieka – coś kompletnie nowego i świeżego trasy stosunkowo proste – możliwość sprawdzenia samego siebie jaki progres robisz objeżdżając trasę kilka razy, a jednocześnie gdzie jest Twój próg zmęczenia. SG – dużo smaczków technicznych które można było pojeździć wcześniej – trasy z mistrzostw polski które każdy „amator” mógł zjechać (zwłaszcza, że były objazdy!).

Ostatecznie trzymam mocno kciuki za ekipę Enduro MTB Series – bo dzięki nim znalazłem sens w tej dyscyplinie i to właśnie ich zawody zmotywowały mnie do jeżdżenia więcej, żeby podnosić umiejętności i jeździć coraz szybciej. Ponadto pozwoliły poznać swój organizm – zweryfikować swoje limity ale też często przesunąć „barierę” swoich umiejętności.

Rafał
Gość
Rafał

Może zacznijmy od tego, że ogólnie w polskim kolarstwie nie ma młodych. Wystarczy zobaczyć ilu juniorów startuje. Kilkunastu. Nie ma dopływu nowych zawodników, to jak zwiększyć frekwencję? Przecież nie facetami po 40, którzy w ramach kryzysu swojego wieku zakupili rower enduro do jazdy po Twisterze. Pewnie za 8, może 10 lat te wszystkie dzieciaki z bielskich błoń zaczną się ścigać, a teraz jest jak jest.
Druga sprawa to coś czego nie umiem wytłumaczyć: na zawodach w Polsce obcokrajowców jest jak na lekarstwo, a wizyty pro riderów to się nie zdarzają (ok, raz w BB był Prokop). Może to kwestia nagród, pewnie jak by było 10 tys. euro za wygraną to i Sam Hill by przyjechał.
Trzecia to potencjał marketingowy. Skoro mądre głowy w Krossie uznały, że enduro go nie ma to chyba taka jest prawda. Dla porównania, w Polsce skacze na nartach ze 100 osób, oglądają to miliony. Na rowerach górskich jeżdżą miliony, a kto z własnej woli ogląda zawody XC, maratony czy enduro które przecież nie są biletowane.
Rozwiązania widzę dwa: w Polsce zwykle dana dyscyplina sportu zyskuje, gdy pojawia się samorodny talent, który nakręca koniunkturę (najlepiej jeszcze jak przy tym jest lepszy niż jakiś Niemiec lub Rosjanin). Pojawiają się wielcy sponsorzy, ludzie chcą go oglądać, a inni z nim rywalizować. W szosowych zawodach pod patronatem Kwiatkowskiego czy Majki bierze udział 2 tysięcy ludzi. Szału nie ma, ale już coś ;). Choć w XC to się nie sprawdziło bo na zawody firmowane przez Włoszczowską jakieś dzikie tłumy się nie pchają. Rozwiązanie obecnie mało realne. Drugie rozwiązanie: pojawia się bogata firma, która generuje koniunkturę i przez kilka lat konsekwentnie wykłada duże pieniądze. To rozwiązanie jest równie realne jak życie dostawców pizzy w pornolach. Czyli realnie będzie tak, że przez 10 lat nic się nie zmieni, aż dzieci obecnych zawodników zaczną startować.
Tako rzecz jasnowidz (albo raczej czarnowidz) Jackowski ;)

Portet
Gość
Portet

Nigdy tak nie będzie z Enduro. Na Enduro nawet uci ma wyrąbane

Piotr
Gość
Piotr

Nic bardziej błędnego. Wszak UCI dorwała się w końcu do talerzyka EWS.

Sławek
Gość
Sławek

Witam
A ja uważam, że rozwiązanie niższej frekwencji w takiej SG jest dużo prostsze, niż mogłoby się wydawać. Otóż jest koniec wakacji, sporo osób „wypłukało” się z kasy na urlopie, do tego rozpoczyna się rok szkolny i trzeba zbierać kasę na kolejne miesiące drenażu portfela. Zbliża się kryzys, co widać po wymuszonych przestojach wielu firm z powodu braku zamówień zagranicznych.
Dobry rower łatwo kupić, a ciężko utrzymać w pełnej sprawności. Jak sam Autor zauważył, na zawodach jeździ się ostrzej, niż na weekendowym wypadzie, to i sprzęt trzeba będzie częściej serwisować, a to też swoje kosztuje.
Jeśli średnia wieku endurowców wzrasta, to i prawdopodobieństwo, że uszczupla im się zakres czasowy na weekendy z powodu nowych obowiązków rodzinnych też staje się większe.
Jednak najbardziej wiarygodne opinie wydadzą osoby, które jeździły i z sobie znanych powodów zaprzestał wyjazdów na zawody, niech się tutaj wypowiedzą.

Łukasz
Gość
Łukasz

Sądzę, że jednym z powodów spadającej frekwencji są niestety powtarzające się miejscówki. Przykład Bielska czy Srebrnej gdzie z roku na rok frekwencja jest coraz niższa to idealne przykłady. Pamiętam pierwsze zawody w BB gdzie było coś ok 240 osób ? Każdy był ciekawy nowych tras, niestety powtarzanie tych samych oesów w kolejnych lata sprawiła w moim przypadku, że do Bielska wolałem przyjechać od tak by pojeździć, a nie typowo pod same zawody. Staram się jeździć na większość imprez ale odwiedzenie 3-4 raz tej samej miejscówki może po prostu się przejeść po jakimś czasie.

Mirek
Gość
Mirek

Tak sobie czytam i się zastanawiam, część osób pisze że zawody za trudne i dlatego mało ludzi. Że najlepiej zrobić różne trasy zależnie od poziomu umiejętności. Tak, każdy by chciał się ścigać w bardzo zbliżonym do siebie gronie, walczyć o wygraną….. Ale zawody nie są po to, żeby każdy był zwycięzcą. Pokonywanie własnych granic i cały dzień spędzony na rowerze, wśród ludzi którzy dzielą Twoje pasje – po to tam jedź.
Na swoich pierwszych zawodach cieszyłem się jak dziecko w fabryce LEGO, a swoją strefę komfortu zostawiłem dosłownie metr po starcie. Czego nie dałem rady zjechać to zszedłem. Trasa była moim przeciwnikiem – celem było przejechanie. Tak bywa, nie jestem pępkiem świata i organizatorzy nie muszą pod każdego robić oddzielnej trasy idealnie pod ich umiejętności. I tak te jedne zawody, podczas których po raz pierwszy byłem na rowerze w górach, wystarczyły żebym złapał zajawkę do teraz. Przestańmy szukać wymówek, a zacznijmy patrzeć na powody czemu zrobić. Zacznijmy bawić się wyzwaniami na zawodach, a nie tłumaczyć że jak nie wygram to nie ma po co jechać

Guncar
Gość
Guncar

To mnie właśnie zastanawia od dłuższego czasu że jak są zawody xc i maratony to tam tyle ludzi startuje ale ściga się o wygraną niewielu czyli reszta jedzie dla siebie i pokonania swoich słabości. Czemu tak nie ma w zawodach enduro?
Pomijam różnice w ilości jeżdżących enduro ogólnie, do ilości ludzi jeżdżących xc czy na szosie i startujących

Marcin
Gość

Jeśli chodzi o analizę czasu poświęcanego na rower, to warto obserwować naszą czołówkę na Stravie. W większości nie są to ludzie którzy jeżdżą 6 godzin dziennie dokładne wtedy kiedy inni pracują. Najczęściej jest to „szybki strzał” po pracy, lub przy wschodzie słońca 35 min podjazdu, 5 min zjazdu i powrót do obowiązków. Liczy się systematyczność. Jeśli nie masz na co podjechać w okolicy rozwiązaniem może być jakaś forma dojeżdżania do pracy albo przejażdżka przed nią, czy też krótki night ride. Na brak czasu dobrym lekiem są interwały. Dziesięć 1,5 minutowych sprintów w serii pozwoli szybko poczuć, że „na dziś roweru wystarczy”. Nawet pół godziny wskakiwania na krawężnik przed blokiem, sprintów, stójek, schodków i endo potrafi podtrzymywać formę i kontrolę na rowerze. A jeśli nie jesteś w stanie znaleźć kompletnie żadnego czasu na rower pytanie, czy jest to prawdziwa zajawka, czy tylko jeden z kozłów ofiarnych frustracji wieku średniego.

Mnie zawody na tych samych trasach pasują, bo nigdy nie udało mi się objechać OSów przed startem. Pamiętając kluczowe momenty sprzed roku czuję się pewniej.
Formuła Time Hunt mnie w tym roku ominęła za sprawą kontuzji, ale totalnie szedłbym w tym kierunku. Daje to szansę nie tylko pobicia czasów pozostałych 150 zawodników, ale również swojego. Jeśli ktoś odnajduje frajdę z powtarzania w kółko segmentu na Stravie, Time Hunt jest marzeniem. Dla mnie jest
W zawodach trzeba dbać o foto/wideo/tekstowe relacje. To wywołuje emocje podobnie jak samo jeżdżenie, a przy tym eksponuje enduro w social mediach. Nowi followersi na instagramie to potencjalnie nowi zawodnicy. Dotyczy to przede wszystkim organizatorów. ale nie tylko. Każdy zawodnik może promować enduro wrzucając zdjęcia, filmy, insta stories albo teksty. Gdyby takich Michałów Lalików było w Polsce 10, to częstotliwość używania słowa „enduro” w internecie być może dogoniłaby hasła takie jak „Rozenek”, „Gessler” czy „przeceny Zalando”.
Co do stworzenia wersji LIGHT zawodów to może to mieć sens taki, że komuś nieprzekonanemu co do swoich umiejętności, a takie pytania często padają -czy dam sobie radę- może pozwoli się przełamać. Organizator niejako przybijałby pieczątkę z „L”ką albo zielonym listkiem na 2 oesach potwierdzając, że początkujący da radę. A pozostali riderzy jadą te 2 oesy oraz 3 kolejne. Pytanie tylko, czy takich deklarowanych początkujących osób pojawi się na starcie 2 czy 4? Mając jednak na uwadze popularyzację imprez typu Runmageddon, zawody enduro light nie mogłyby się nazywać Łatwe Zawody dla Nie Umiejących jeździć, bo to nie przyciągnie żądnych przygód operatorów Excela. Bardziej pasowałaby tu nazwa Terminator Armageddon Extreme Plus dla grupy łatwiejszej i Terminator Armageddon Extreme Pro dla „prosów”.

Jeśli chodzi o program rządowy PODIUM+, który oferuje podium i 600zł dla każdego mężczyzny po trzydziestym roku życia który ma dzieci i nie ma kiedy oraz gdzie jeździć to myślę, że warto postawić w perspektywie inne sporty. Bieganie maratonów jest tak popularne, że rzucenie pracy i profesjonalne trenowanie 2 razy dziennie nie daje żadnej gwarancji, że w ciągu kilku lat znajdziemy się w krajowym top 500. Sprinter, który poświęcił 10 lat swojej pasji i wykręca na 100m 10,49s w światowym rankingu jest pewnie na miejscu poza dziesiątym tysiącem. Tymczasem w enduro jeżdżąc na rowerze łącznie tysiąc kilometrów rocznie, jestem w stanie na zawodach czuć, że rywalizuję, wyprzedzać prawdziwych ludzi na prawdziwych rowerach i mieć z tego masę frajdy. Dzięki temu już wiele razy dostałem bidon za wynik top100. A nie, czekaj. W sumie każdy dostał.

Adam
Gość
Adam

W czasie gdy my zastanawiamy się co jest bardziej ęduro, Czesi się bawią https://www.facebook.com/events/439190963470980/

Odwiedź mój profil na
Instagram Top