Hasiok Zabrze – jak wyglądała akcja „Buduj z POMBA”?

Miejsca / 

W minioną sobotę zrobiłem coś strasznie głupiego. Wstałem o 7:30. Ale to nie koniec! Mimo idealnej pogody – pierwszy raz od dawna – nie poszedłem na rower. Zamiast tego, wziąłem się za coś, czego szczerze nienawidzę: pracę fizyczną. Gdybyś poprosił mnie o pomoc w przekopaniu ogródka, pewnie zasugerowałbym Ci uprawianie miłości z samym sobą.

Wprawdzie tym razem nie chodziło o bzdurne chwasty, tylko o pierwszy odcinek upragnionego singletracka na Górnym Śląsku, ale moje dotychczasowe statystyki budowania tras nie były imponujące:

  • wykopanych singli: 0 kilometrów
  • zmontowanych konstrukcji drewnianych: 0 metrów
  • przeniesionych głazów: 0 sztuk
  • ściętych drzew: 0 sztuk
  • wybudowanych band: 0 sztuk
  • usypanych hop: 2 sztuki (długość 4 m – w sumie)
  • ilość posiadanych narzędzi: 1 sztuka (szpadel prosty) zgubiony

Czy taki noob jak ja, ma czego szukać jako wolontariusz na akcjach budowania nowych singli?

Hałda Hasiok – Zabrze

Zawsze, jak mówię komuś, że jestem z Katowic i koło domu nie mam za bardzo terenów do jazdy, to słyszę: „no tak, ale przecież macie tam hałdy, a to takie małe góry, nie?”. Otóż nie. Hałdy (a właściwie hołdy) są cholernie nudne. To takie szarobure, ścięte ostrosłupy o sporym nachyleniu zboczy i płaskim jak stół szczycie. Fajne, jak chcesz wepchnąć rower, rzucić okiem na panoramę śląskich lasów, a potem zjechać 20-metrową ścianką na wprost.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA

Ostatecznie, hałdy są wysypiskami odpadów wydobywanych razem z węglem z kopalni – stąd pieszczotliwa nazwa nadana nowej miejscówce („hasiok” to po śląsku „śmietnik”). Na dłuższą metę chyba przydałoby się coś bardziej… medialnego?

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA hałda

„Popatrz synu, kiedyś tu wszędzie będziesz miał KOM-a”

Okazuje się jednak, że przy starannie dobranej mieszance samozaparcia, inicjatywy i współpracy, nawet z hasioka da się coś wyciągnąć – każdy menel Ci to powie. Okoliczne lasy kryją ciekawe ścieżki cross-country, ale koniec końców, hałdy oferują to, czego na Górnym Śląsku brakuje najbardziej: przewyższenia.

A brakujące single zawsze można zbudować!

Buduj z POMBA

Riderzy z lokalnego stowarzyszenia zwrócili się w tej kwestii do Fundacji POMBA, która po wstępnych oględzinach terenu wydała werdykt: „to da się zrobić!”. W ramach swojej działalności statutowej, POMBA zaprojektowała przebieg ścieżek i zorganizowała akcję dla wolontariuszy.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA - ekipa

Hejterzy byliby rozczarowani, gdyby nie pojawiło się logo Krossa ;) Here you go…

Tego typu akcje w ogromnym stopniu odpowiadają za kształt m.in. Rychlebskich Ścieżek, a w USA jest to w zasadzie jedyny sposób budowania nowych traili (bo w hameryce nie ma ścieżek, tylko traile). Dobrze, że i my mamy w końcu możliwość przyłożenia ręki do rozwoju polskich singli!

#PolskaSinglemStoi

W tym roku to już trzecia odsłona:

Jak to wygląda w praktyce? Przede wszystkim, POMBA zapewnia wszystkie potrzebne narzędzia oraz wiedzę. Dzień zaczyna się od luźnego przeszkolenia z BHP („staraj się nie odrąbać kończyn osobie pracującej obok”) i podstaw trailbuildingu. Dowiesz się między innymi, dlaczego ścieżka musi być wyplantowana, jaki kąt powinien mieć backslope i jak korzystać z McLeod-a.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA - narzędzia

Do wyboru, do koloru.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA - McLeod narzędzie

McLeod – narzędzie stworzone z myślą o rzeźbieniu ścieżek.

Jeśli przez ostatnie 10 lat nie miałeś w rękach łopaty (tak jak ja), nie martw się – po 15 minutach wszyscy dokładnie wiedzą, co, jak, czym i po co.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA szkolenie

Dzięki pomocy mini-koparki zorganizowanej przez lokalną ekipę, mieliśmy ułatwione zadanie – główna linia została wytyczona, pozostawiając nam prace wykończeniowe:

  • plantowanie, czyli otwieranie ścieżki, tzn. usuwanie ziemi z jej dolnej krawędzi – tak, żeby woda mogła swobodnie spływać, nie tworząc bagna, zgubnego dla nawierzchni i żarówiastych enduro-ciuszków.
  • kształtowanie backslope’a, czyli górnej krawędzi ścieżki, pod kątem ok. 45 stopni – tak, żeby ziemia nie osuwała się na singla i żeby można było śmiało składać się w zakrętach w obie strony.

A przynajmniej tak to wyglądało w Zabrzu – w innych miejscówkach może być zupełnie inaczej. Tak czy siak, jeśli planujesz wybudowanie własnej trasy, polecam wybrać się na takie darmowe szkolenie. Zwłaszcza, że mimo fizycznego wysiłku, jest to bardzo miło spędzony dzień, w gronie zajaranych bikerów i na świeżym powietrzu. Jeśli tworzysz własną miejscówkę, możesz też zwrócić się z prośbą o darmową pomoc bezpośrednio do fundacji POMBA.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA jedzenie

Napoje, kiełbaski z grilla i przekąski zapewnił organizator – warto było jechać! ;)

Co udało się zrobić?

W sobotę na „placu budowy” (o TUTAJ) stawiło się ok. 25 osób (w tym 5 dziewczyn – szacun dla nich, bo nie obijały się ani chwili!). W ciągu dwóch dni pracy udało nam się wykończyć niemal na gotowo ok. 150 metrów trasy niebieskiej. Czy to dużo? Jako że sam tą ziemię przerzucałem, powiem że… cholernie dużo. Po ukończeniu, ten pierwszy „pokazowy” odcinek będzie miał ok. 500 metrów – wartość rynkowa takiej ścieżki to 25 tys. zł.

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA trasa

Przed…

Może to tylko kropla w morzu potrzeb, bo docelowo plan obejmuje 4,5-kilometrową sieć singli trawersujących hałdę ze wszystkich stron i zahaczających o otaczające lasy (lub nawet 8 km po dobudowaniu alternatywnych wariantów przejazdu). Ale gdyby nie ta akcja – tej kropli by nie było. Najtrudniej jest zacząć!

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA budowa

…w trakcie…

Single na Hasioku start mają bardzo dobry – powstają na prywatnym terenie Kompanii Węglowej, która w ramach programu rekultywacji hałdy, bez problemu poparła inicjatywę. Odpadła więc czasochłonna procedura zgłaszania budowy i uzyskiwania pozwolenia od lokalnych władz. Na akcję Buduj z POMBA stawił się zastęp ludzi z różnych środowisk rowerowych, którzy teraz mogą rozpropagować nową miejscówkę wśród znajomych. Do pierwszego górnośląskiego singla – który do niedawna istniał jedynie w sferze marzeń – brakuje nam zaledwie kilku dni pracy. Biorąc pod uwagę, że Górny Śląsk stanowi największe w Polsce skupisko endurowców i innych świadomych użytkowników MTB – gdzie ma się udać, jak nie u nas?

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA budowa

…i po przejściu wesołej ekipy.

Podsumowanie

Budowanie singli jest trochę jak szkolenie techniki jazdy – w jeden dzień nie nauczysz się nagle jeździć, ale te kilka godzin może być przełomem w rozwoju i zwiększyć Twoją świadomość. Świadomość, ile pracy wymaga wyrzeźbienie stu metrów ścieżki, pozwala w zupełnie innym świetle spojrzeć na takie projekty, jak np. Enduro Trails. Przy następnym przejeździe Twisterem na pewno zastanowisz się dwa razy przed zablokowaniem tylnego koła w zakręcie, czy ścięciem go przez starannie ułożoną kupkę kamieni.

No i zapewniam Cię, że śmiganie po trasie, którą samemu się wybudowało, to zupełnie inna galaktyka funu i satysfakcji z jazdy! Ja do dziś z sentymentem spoglądam na zgliszcza dwóch wykopanych przeze mnie dziesięć lat temu hopek. I od dziś nie mogę się doczekać, aż moje opony dotkną singli na zabrzańskim Hasioku. Warto było wstać w sobotę o 7:30!

Hasiok Zabrze single - Buduj z POMBA - chorągiewka


Jak Ty możesz pomóc?

Po pierwsze – opisana tu akcja to nie koniec budowy, teraz pałeczkę organizatora przejmuje lokalna ekipa. POMBA zostawiła na miejscu swoje narzędzia, więc nawet jeśli tak jak ja, zgubiłeś swój jedyny szpadel, nie ma problemu. Po prostu śledź ich fanpage i dołącz do grupy budowniczych:

Bardzo przydałaby się też pomoc osób, które mogłyby np. zorganizować wypożyczenie na weekend minikoparki lub mające możliwość taniego wykonania oznakowania lub innych elementów infrastruktury.

Jak zawsze, bardzo przyda się też wsparcie finansowe. W tej sprawie skontaktuj się bezpośrednio z budującym trasy stowarzyszeniem.

Pamiętaj, że nawet jeśli nie możesz pomóc osobiście, zawsze możesz zareklamować akcję swoim znajomym, np. udostępniając ten artykuł!


Zobacz też powiązane wpisy:

 

  1. Gimela Zabrze brzmi lepiej :)

  2. Kolejny świetny wpis, a szczerze powiem, że na niego czekałem widząc zdjęcie z autorem na FB :). Ja od małego mam zamiłowanie do hałd, do tej pory właściwie to tylko na nich grzebałem (poza cyklozą moją pasją jest geologia / górnictwo / zbieranie minerałów i skamieniałości) a teraz będę mógł sobie po niej pośmigać :). Co prawda mieszkam na Dolnym Śląsku, ale widzę, że hałda jest tuż przy A4 a tędy zawsze jeżdżę do teściów, więc będzie okazja zaliczyć miejsce :).
    Pozdrawiam i do zobaczenia na singlu!

  3. Z ciekawości jak wygląda ta budowa od strony prawnej ? O ile w przypadku singli w górach właścicielem gruntów jest Skarb Państwa tudzież Gmina/Starostwo Powiatowe/itd. i raczej mało prawdopodobne jest sprzedanie częsci Koziej Góry pod budowę Tesco. Tak tutaj wchodzi się z butami (i kołami) na tereny Kompanii Węglowej, która w każdej chwili może sprzedać tą nieruchomość.
    Nie zrozumcie mnie źle, nie krytykuje ideii budowy trasy w tym miejscu, jestem jak najbardziej za !!!

    1. Nie mam niestety informacji z pierwszej ręki, ale hałda dzieli się na część „kopalnianą” (użytkowaną przemysłowo) i rekultywowaną, na której powstają single. Choć teoretycznie jest to pewnie możliwe, raczej wątpię, żeby mieli się pozbyć „ratowanej” części. A nawet jeśli, to nowy właściciel raczej nie dostanie zgody na jej rozbiórkę np. w celu odzyskania surowca. Takie to moje gdybanie…

  4. Też chwalę. Spytam się tylko czy jest jakiś słownik slangu rowerowego, który tłumaczy co to są komy, single, traile i tp. Jak szukałem czym jest kom to teraz wiem, że to miasto w iranie.

  5. Dobra, dobra, podałem taki przykład, banda też już wiem czym jest, a reszta słówek? Bo nie każde oznacza ,,fajna śćieżka przez las”.

    1. W zasadzie to właśnie to oznacza, tyle że niekoniecznie przez las ;)

      Kiedyś singletracki to były po prostu naturalne, wąskie ścieżki. Ostatnio często używa się tego terminu w kontekście sztucznych lub quasi-naturalnych tras wybudowanych specjalnie pod kątem jazdy na rowerze.

      Co w nich specjalnego? Szerokość (zazwyczaj <1m), nachylenie (zazwyczaj <7%), profile zakrętów, odwodnienia itp.

      Właśnie tak przygotowane trasy zwyczajowo nazywa się singlami, trailami, czy po prostu ścieżkami. Ale jak większość nazw w rowerowym światku, jest to mocno umowne.

  6. 10 lat temu zrobiłem z kolegą cały jeden odcinek tzw starej pucharówki na Chełmie w Myślenicach – powstało 7 skoczni wszystkie drewniane, 3 bandy. Fun trwał przez kilka lat – przyjemnośc własnej pracy odczuwana pod kołami niedoopisania, a potem wszystko szlak trafił i trasy na Chełmie zdechły. Góra z niesamowitym potecjałem, 2 wyciągami, kilkoma singlami. Jest co prawda ekstremalna trasa DH ale to nie dla nas:-(

  7. Szkoda tylko że z trasą się nic nie dzieje, skończyło się na sobocie i pozostał wiatr w polu. Szkoda też że na tym singlu nie można rozwinąć jakieś prędkości zakręt na zakręcie. Jedyny cel jaki temu przyświecał to zapunktowanie lokalnych urzędników w lokalnych gazetach. Natomiast na hołdzie już są krótkie single / DH ścieżki wybudowane własnymi staraniami chłopaków.

    1. Jakiś link do urzędników punktujących w gazetach? Bo o niczym takim nie słyszałem.

      Fakt, że budowa się przeciąga – ale ten, kto był choć raz na kopaniu, ten wie, że *porządne* zbudowanie singla zgodnie z regułami sztuki jest mega czasochłonne…

      No i dziś zaczyna się akcja wykańczania ścieżki – więc zamiast narzekać, można po pracy podjechać i przyłożyć rękę ;)
      https://www.facebook.com/events/1753994064840983/

Dodaj komentarz do tekstu Hasiok Zabrze – jak wyglądała akcja „Buduj z POMBA”?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

SRAM EX1 – jeden krok wstecz, dwa kroki do przodu?

Prezentacje, Sprzęt, Trendy / 

Jak wiesz, nie publikuję na blogu komunikatów prasowych. Pojawiła się jednak w tym tygodniu nowość, której nie mogę nie skomentować. Zwłaszcza, że (teoretycznie) dotyczy ona rowerów e-MTB – więc mogłeś ją przeoczyć. Dużo byś stracił!

SRAM zaprezentował nową grupę EX1 – „e” jak „electric”, czyli zoptymalizowaną pod kątem rowerów MTB wspomaganych elektrycznie. To samo niedawno zrobiło Shimano z grupą XT E8000, jednak SRAM podszedł do tematu nieco inaczej i postarał się rozwiązać problemy trapiące mechaniczną (a nie silnikową) część napędu e-bike’ów.

A przy tym… strzelił sobie w stopę, niechcący rozwiązując bolączki wszystkich napędów 1x.


Disclaimer: wpis NIE powstał w ramach jakiejkolwiek komercyjnej współpracy.


Po co ta nowa grupa?

EX1 jest całkiem normalnym napędem – nie rozładowuje się w nim żadna bateria, nie trzeba być niepełnosprawnym żeby na nim jeździć, nie trzeba też rezygnować z posiadania kolegów. Jedynym elementem zalatującym prądem jest korba, w standardzie mocowania zgodnym z silnikami Boscha i Brose. Zapominamy więc o korbie.

Zwiększona wytrzymałość, odporność na zmiany biegów pod dużym obciążeniem i zmniejszenie przekosów

Takie właśnie mają być zalety całej reszty. Tak… To są zdecydowanie cechy, które docenią wyłącznie użytkownicy e-bike’ów!

SRAM EX1 casette

Osiem biegów w 2016?

Bezdyskusyjną gwiazdą programu jest kaseta XG-899 E-Block, której konstrukcja odpowiada za wymienione zalety:

  • Oferuje dość pokaźny zakres 11-48T (436%), czyli większy od dominujących obecnie 11-rzędowych kaset SRAM-a 10-42T (420%)…
  • …i w przeciwieństwie do nich, montuje się ją na zwykłym bębenku (nie-XD).
  • Odwrotnie do panującego trendu zwiększania liczby zębatek, ma ona ich zaledwie 8. A przy tym są one…
  • …odsunięte od szprych 7-miletrową podkładką, dzięki czemu linia łańcucha jest o niebo lepsza. Oznacza to koniec problemu łańcucha spadającego z największej zębatki przy kręceniu do tyłu. A w przyszłości, potencjał do szerszego rozstawienia kołnierzy piasty – bardziej, niż umożliwił to Boost.
  • SRAM nie chwali się jej masą, prawdopodobnie dlatego, że…
  • …jest wykonana z „utwardzonej stali narzędziowej” – cokolwiek to znaczy, raczej powinno dobrze wpłynąć na trwałość. I dobrze, bo…
  • …kosztuje solidne 450 euro – mniej więcej tyle, co nowa, topowa XX1 Eagle!

SRAM EX1 - kaseta 11-48

Poza astronomiczną ceną, oczywistą wadą są przeskoki między kolejnymi biegami – nawet ponad dwukrotnie większe, niż w normalnej kasecie. Do tej pory wmawiano nam, że w miarę płynna zmiana biegów jest w takim przypadku nieosiągalna i jeśli chcemy szerokiego zakresu, trzeba po prostu dodać kolejną koronkę.

Teraz okazuje się, że zakres udało się zwiększyć… cofając się do 1992, kiedy to premierę miał pierwszy 8-rzędowy XTR.

Kompatybilność

Oczywiście EX1 przy starym XTR-ze to zupełnie inna bajka i nie spodziewaj się jakiejkolwiek kompatybilności ze starymi „ósemkami”. SRAM nie wspomina też nic o możliwości mieszania z elementami grup 11-rzędowych. Dlatego wypadałoby się przyjrzeć pozostałym elementom napędu (uprzedzam, że nie są aż tak ciekawe)…

SRAM EX1 shifter

Pozostałe komponenty

Przerzutka EX1 X-Horizon

Wygląda podobnie do wszystkich modeli 11-biegowych. Jeśli miałbym zgadywać, to obstawiałbym, że różnice ograniczają się do dłuższej śrubki ograniczającej wychylenie w stronę miękkich przełożeń, ale na drugi rzut oka widać też inne położenie blokady wózka i najnowszą wersję sprzęgła (Type 3). Producent twierdzi, że przerzutka „została zaprojektowana pod kątem zmian biegów przy niskiej kadencji i pod wpływem dużego momentu obrotowego” – nie mam w rowerze silnika, ale chcę to!

Cena: 165 € / Masa: 289 g (ok. 30 g więcej od tańszego od 30 € GX-a)

SRAM EX1 - przerzutka

Manetka EX1 X-Actuation

Najważniejsza zmiana – da się zmieniać tylko o jeden bieg na raz, co ma dodatkowo zmniejszyć ryzyko uszkodzenia napędu pod obciążeniem. Na niespodziewanych podjazdach będzie więc sporo klikania, ale przy tak dużych przeskokach między biegami, powinno być OK.

Cena: 55 € / Masa: 122 g

SRAM EX1 - manetka

Łańcuch EX1

Szerszy i sztywniejszy, a przez to mocniejszy, dzięki „zwężeniu” kasety o 7 mm i zmniejszeniu przekosów, z jakimi musi sobie radzić. Choć oficjalnie, nie różni się znacznie od modeli 11-rzędowych.

Cena: 30 € / Masa: nie podano

SRAM EX1 - łańcuch

Hamulce Guide RE

To po prostu klamki Guide’ów R sparowane z czterotłoczkowymi zaciskami zjazdowych Code’ów. Wielu riderów samodzielnie montowało sobie takie zestawy, podobne można też znaleźć w seryjnej specyfikacji Speców Demo. Kolejna odpowiedź na realne zapotrzebowanie rynku?

Cena: 145 € / Masa: 415 g

SRAM EX1 - Guide RE


Więcej informacji znajdziesz na stronie producenta.

Podsumowanie: EX1 do enduro?

Mam wrażenie, że to, co oferują tzw. branża zaczęło się w ostatnich miesiącach rozmijać z oczekiwaniami rynku. Chyba fala nienawiści po wprowadzeniu Boosta dała producentom czytelny sygnał: „ej, teraz kurwa przegięliście!”. Nowy napęd SRAM-a jest więc krokiem wstecz.

Hejt po wprowadzeniu Boosta dał czytelny sygnał: „ej, teraz kurwa przegięliście!”

Z marketingowego punktu widzenia jest bezużyteczny, ale potencjalnie może rozwiązywać dużo realnych problemów. Coś podobnego dzieje się teraz z kołami 26″ – okazało się, że ten rozmiar był jednak spoko, tylko potrzebował szerszych obręczy i większych opon. EX1 to taki napęd 8-rzędowy w wersji „plus” – niby taki sam, ale wykorzystujący nowinki wymyślone przez 24 lata od jego wprowadzenia.

Tylko czy EX1 nadaje się do roweru napędzanego nie prądem, a piwem i drożdżówkami? Jeśli jeździsz XC i przywiązujesz dużą wagę do stopniowania kasety, kadencji i owłosienia nóg – pewnie nie. Ja jednak od dawna łapię się na tym, że dużo częściej niż nie, zmieniam po 2 biegi na raz. Więc potężne, 30-procentowe przeskoki między przełożeniami tylko ułatwiłyby mi życie. A ile osób chętnie poświęciłoby kilkadziesiąt gramów na rzecz wytrzymałości i trwałości?

SRAM EX1

Coś czuję, że SRAM po prostu bada rynek dla kolejnej, uproszczonej linii napędów. E-MTB to tylko przykrywka, pozwalająca uniknąć trudnych pytań na temat sensowności niedawno wprowadzonego, 12-rzędowego Eagle’a. Przyklejone do EX1 hasła marketingowe wprost zmuszają do refleksji: „hej, przecież to wszystko jest spoko nawet bez żadnego silnika!”.

Więc nawet jeśli nienawidzisz e-MTB*, to EX1 może być najlepszą rzeczą, jaką elektryki wniosły do rowerów nie-e-MTB.

SRAM EX1 derailleur


* nie chciałbym tu kolejny raz wnikać w dyskusję na temat sensu e-bike’ów – szerzej pisałem o tym tutaj. Chętnie jednak przeczytam Twoją opinię na temat sensowności zastosowania EX1 w zupełnie normalnym rowerze.


Zobacz też podobne posty (a jeśli ten Ci się spodobał, udostępnij proszę na twarzoksiążce!):

 

  1. chętnie bym sprawdził, kto mi kupi :-D

  2. Razem z plusami zapakuje to do starego Focusa 26″. Oczywiście jak tylko cena zrobi się bardziej przyjazna. Czyli za rok ;)

  3. SRAM zawstydził SHIMANO i ich „MEGARANGE”… :) 48 zębów na dużej koronie z tyłu…?! To już niemalże track-stand, tylko z pedałowaniem. Pewnie można tym uskuteczniać fajne wspinaczki…

  4. Obawiam się, że „utwardzana stal narzędziowa” to powód, dla którego większość takich riderów jak my, jednak tej grupy nie kupi. Prawdopodobnie waga tej kasety będzie 2x większa niż aktualnego X01.

  5. CZyli z moją aktualną kasetą 11-50 na 10biegów całkiem dobrze wpisałem się w nowy trend ;)Może nie poszedłem, aż tak radykalnie z redukcją ilości przełożeń ale ze stopniowaniem ok.30% się zapoznałem – da sie to przeżyć ;) Tylko moja kaseta to przyzwoite 405g :)

  6. Mogli iść na całość i dać 10-48 :) Jak dla mnie idealnym zestawieniem na ten moment jest 10sp z 11-42.

    1. ale to nie jest ‚dla Ciebie’, tylko dla e-bike’ów
      gdzie zupelnie inne sily wystepuja (10z by nie przezyla) i zupelnie inaczej wyglada jazda

  7. ja stawiam ze to glownie dla wytrzymalosci, a oczywiscie malo zebatek z duzym przeskokiem, to dlatego ze na ebike’u przyspieszasz o niebo lepiej, stad nie chcesz co chwila zmieniac po 2-3 biegi

Dodaj komentarz do tekstu SRAM EX1 – jeden krok wstecz, dwa kroki do przodu?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Hajlajtsy: Joy Ride Festiwal Kluszkowce 2016

Hajlajtsy, Zawody / 

Z zeszłorocznego festiwalu w Kluszkowcach najbardziej zapamiętałem to, że enduro dołączyło w końcu do grona liczących się dyscyplin. W tym roku postanowiłem odwrócić nieco tendencję, samemu dołączyć do większości i wystartować… w maratonie!


Maraton Cyklokarpaty

Nie no, serio wystartowałem! Co prawda na dystansie hobby, więc dla prosów, z prawdziwym maratonem niewiele miało to wspólnego, ale trudno. Nazywało się „maraton”, zmęczyłem się, wiec liczy się! Start był częścią testu Krossa Dust 3.0, który będziesz mógł przeczytać już niedługo.

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - maraton 1

Obcisłym gatkom mówimy nie!

Jak było? Trochę inaczej. Trochę bardziej kondycyjnie. Trochę… nudniej. Trasa była typowa dla maratonów, zwłaszcza tych na krótkim dystansie. Czyli łatwa. Pewnych rzeczy żaden szanujący się endurowiec nie jest w stanie wybaczyć (zjazdy asfaltem!!!), ale sytuację znacznie poprawiło błoto po sobotnich opadach, które nadało pazura zazwyczaj prostym szlakom.

Tutaj mały apel do czytających to maratończyków: jadąc na zawody MTB, wrócisz do domu brudny! Zwalnianie do zera przed kałużami błota nie ma większego sensu…

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - maraton Cyklokarpaty

Większość z 30 km było stopniowym, mocno interwałowym zdobywaniem szczytu Lubania (w sumie ponad 1000 m przewyższenia), spod którego zjazd był główną okazją do wyszalenia się, choć i po drodze znalazło się parę szybkich sekcji. Takie trochę enduro w starym stylu. Jeśli jesteś ciekaw trasy, możesz zobaczyć ją tutaj.

Maraton był tylko sposobem na odreagowanie po enduro

Do startu w maratonie podszedłem na dużym luzie i bardzo mnie ucieszyło, że większość jadących ze mną osób również. Nie czułem aż takiej spiny, jak zapamiętałem z paru moich dawniejszych startów. Można było pogadać i nikt nie ryczał „LEWA!!!”. Było nawet dużo wypychów – nie odpuściłem żadnego! Może po prostu jechałem w tak wolnej grupie…? Nieważne. W końcu niedzielny maraton był tylko sposobem na „dojechanie się” i odreagowanie po sobotnim enduro.

Kellys Enduro

Ha! Chyba nie myślałeś, że pojechałbym na festiwal tylko po to, żeby ścigać się z golinogami? ;) Głównym punktem programu były oczywiście sobotnie zawody Kellys Enduro, organizowane we współpracy z ekipą Enduro Trails. Ze względu na dupiaty termin, odpuściłem ich pierwszą w sezonie imprezę w Bielsku-Białej, więc tym bardziej cieszyłem się na rywalizację na płynnych singlach masywu Lubania. Zwłaszcza, że mój zeszłoroczny start był jednym z najmniej udanych – więc miałem tu rachunki do wyrównania. Czy się udało? Ani trochę!

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - enduro

Fot. Joy Ride (Piotr Staroń / Przemek Kita)

Zawody jechałem w 100% on-sight, bo postanowiłem w tym roku wyluzować ze startami i nie poświęcać na nie urlopu. Niektórzy zawodnicy wrzucali na fejsa fotki z treningów już we wtorek, więc było to pewną przeszkodą… W niewielkim stopniu pomógł fakt, że trasa była niemal identyczna jak w zeszłym roku.

Rozmowy skupiały się na dwóch tematach: pogodzie i organizacji

Czy niezmieniona trasa to wada? Z turystyczno-poznawczego punktu widzenia tak. Z punktu widzenia zawodniczego – też. Sytuację diametralnie zmienił jednak deszcz, przez który nikt w zasadzie o trasie nie wspominał. Rozmowy skupiały się na dwóch tematach: pogodzie (i to bynajmniej nie z braku lepszego tematu konwersacji) i organizacji…

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - błoto

Fot. Joy Ride (Piotr Staroń / Przemek Kita)

Pogoda

W sobotę o 3-ciej w nocy zaczęło lać i przestało dopiero wieczorem. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się startować przy deszczu padającym cały dzień bez przerwy – zawsze trochę popada, a zaraz potem poświeci słoneczko, dzięki czemu można wyschnąć i poprawić sobie humor przed kolejnym opadem. W Kluszkowcach przemoczony byłem już w drodze do miasteczka zawodów, a potem było już tylko gorzej…

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - rzeka

Przynajmniej na zawodach nie trzeba było się martwić przemoczeniem butów i poplamieniem koszulki.

Jednak sam fakt przemoczenia i wyziębienia nie był aż takim problemem – w końcu taka właśnie jest tradycyjna „pogoda enduro”! Problem w tym, że kiepskie nastroje w połączeniu z ekstremalnymi warunkami na trasie bezwzględnie obnażyły wszelkie braki organizacyjne. A tych było sporo…

Organizacja

Fatalna pogoda, spora liczba zawodników do ogarnięcia, konieczność wpasowania formuły zawodów w festiwal – organizator nie miał łatwego zadania i niestety nie udało mu się z niego wywiązać… Wśród najpoważniejszych wtop, rozczarowani zawodnicy wymieniali:

  • Odwołanie OS3 – wbrew obiegowej opinii, nie było spowodowane problemami z dowiezieniem sprzętu do pomiaru czasu na start odcinka, tylko obawami związanymi z dwoma trudnymi ściankami na trasie. Dbałość o bezpieczeństwo zawodników zaliczam na plus, ale już w zeszłym roku ratownicy mieli tam co robić, więc sensownie było nieco zmodyfikować trasę, lub chociaż mieć w zanadrzu objazdy, na wypadek trudnych warunków.
  • 4-godzinna przerwa przed ostatnimi dwoma OS-ami – przerwa logistyczna w połowie zawodów była planowana, ale odwołanie OS3 wydłużyło ją niemiłosiernie. Zwłaszcza, że większość osób tłoczyła się w przemoczonych ubraniach w przeładowanej knajpie. Według organizatora, przyspieszenie reszty zawodów wprowadziłoby dodatkową dezinformację wśród zawodników. Podpowiadam rozwiązanie na przyszłość: jeden SMS wysłany na numery telefonów podawane przy rejestracji i już dezinformacji nie ma.
  • Zmieniona numeracja odcinków – w opisie trasy i na mapce widniały 4 odcinki. Jakież było zdziwienie wszystkich, kiedy okazało się, że jednak jest ich pięć! OS1 polegał tylko na zameldowaniu się na starcie, a pierwszym odcinkiem w górach był OS2. Wprowadziło to duże zamieszanie – po odwołaniu OS3 (dawniej OS2), większość osób była przekonana, że chodzi o… OS4 (dawniej OS3). Nadążasz? Wujek dobra rada część trzecia: zgodnie z regulaminem, odcinek specjalny to część trasy z pomiarem czasu. Pokazanie się na starcie NIE jest odcinkiem specjalnym. Ja jak już musi nim być, niech się nazywa „OS0”.
  • Zakręcona lista startowa – sytuację dodatkowo skomplikował fakt, że na liście startowej były podane czasy startu na… OS2. Więc o której trzeba się zameldować na starcie („OS1”), trzeba było sobie policzyć samemu. Osoby z końca listy musiały czekać na wyczytanie ponad 2 godziny – możecie sobie wyobrazić mój nastrój po pobudce o 6:45 (żeby zdążyć do biura zawodów), oczekującego na start, na zimnie i w deszczu, do 11:10.
  • Kolejność startu – była dość nietypowa, bo czołówka – jak sama nazwa wskazuje – startowała na samym końcu. Co więcej, w piątkowym nieobowiązkowym prologu, teoretycznie można było sobie wywalczyć lepsze miejsce na liście. „Teoretycznie”, bo ostatecznie wyniki prologu nie były brane pod uwagę.
  • Nierespektowanie własnych reguł – w zeszłym roku w Kluszkowcach zaliczyłem bolesną glebę przez zmianę otaśmowania trasy tuż przed moim przejazdem. Napisałem wtedy: „nie zmienia się reguł w trakcie gry!”. Niestety w tym roku było jeszcze gorzej – kolejność z listy startowej posypała się już na starcie, bo kiedy okazało się, że „OS1” polega tylko na przeczytaniu nazwiska (a nie np. podpisaniu listy, jak oficjalnie zapowiadano), sporo osób ruszyło na trasę bez czekania na swoją kolej. Dalej było klasycznie: kto pierwszy, ten lepszy.
Joy Ride Festiwal Kluszkowce - enduro

Fot. Joy Ride (Piotr Staroń / Przemek Kita)

Czy to poważne uchybienia, oceń sam. Moim zdaniem, przy pięknej, słonecznej pogodzie, spokojnie można by przymknąć na to wszystko oko i cieszyć się dniem spędzonym na rowerze w górach. Ale w sytuacji, kiedy cały dzień leje, a startują tylko największe pojeby zapaleńcy, oczekiwania co do sprawnego przebiegu zawodów rosną.

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - enduro

Fot. Joy Ride (Piotr Staroń / Przemek Kita)

Festiwal

No dobra, koniec narzekania – co ciekawego działo się poza enduro? Na miejsce przyjechało około 2 tysięcy uczestników. Do wyboru mieli oni 9 dyscyplin:

  • enduro;
  • maraton;
  • downhill;
  • dual-slalom (ostatecznie solo-slalom przez trudne warunki);
  • pumptrack;
  • slopestyle (odwołany);
  • flybag (odwołany);
  • whip-contest.

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - downhill

Dziewiąta dyscyplina to wspomniany już Bike Sprint, czyli coś nowego, a skierowanego między innymi do endurowców – był to bowiem nieobowiązkowy, rozgrywany w piątkowe południe prolog do zawodów enduro. Sprint to 1,3-kilometrowy wyścig składający się z krótkiego uphillu szutrową drogą na Wdżar i zjazdu trasą typu flow (nowa Green Line). Niestety i tutaj pogoda pokrzyżowała plany i wystartowało całe… 11 osób.

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - miasteczko zawodów

Poza zawodami było też sporo konkursów, w których można było zgarnąć gratisy m.in. od Foxa, Shimano czy Bike On Wax. Prawie jak na Sea Otter! Zwłaszcza, że wystawców nie brakowało – w sumie można było zajrzeć do 57 namiotów, w tym dużo interesujących dla endurowców (kolorowe ciuszki! ;)).

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - targi 2

Jeśli startować Ci się nie chciało, a mierzenie koszulek już Ci się znudziło, mogłeś też wybrać się z przewodnikiem na jedną z wycieczek po okolicy. Oczywiście nie zabrakło też możliwości testowania rowerów, których w tym roku do wyboru było aż… 151! Niestety nie można było „przygarnąć” roweru na cały dzień, ale kilka godzinnych przejażdżek na różnych sprzętach to i tak nieoceniona dawka wiedzy, jeśli przymierzasz się do zakupu nowego roweru lub masz problem z doborem rozmiaru.

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - testy


Podsumowanie

236 zarejestrowanych, na mecie: 118. Te liczby najlepiej podsumowują, jakim wyzwaniem były zawody Kellys Enduro. Czy połowa, która została w domu, ma czego żałować? Cóż, powiedzmy że te zawody zdecydowanie były questem, za którego można było zgarnąć dużo punktów doświadczenia. Było też sporo fajnych aspektów, jak latanie bokiem na co drugim zakręcie i kibice, którzy mimo ulewy pojawili się na trasie (szacun!). Ale jak mam być szczery, lepiej bawiłem się na niedzielnym maratonie… A jak już wspomniałem, słowa „zabawa” i „maraton” rzadko występują w jednym zdaniu.

Zawody enduro były questem, za którego można było zgarnąć dużo punktów doświadczenia

Czy cały Festiwal był więc nieudaną imprezą? Absolutnie nie. Festiwal to nie tylko enduro. Nazywanie JoyRide Festiwalu „rowerowym świętem” jest już niepotrzebnym, oklepanym sloganem, bo jak w jedno miejsce zjeżdżają się 2 tysiące bikerów, od maratończyków przez endurowców, aż po slopestylowców – musi być grubo. I tak też było! Dzięki takim imprezom raz na jakiś czas można zapomnieć o debatach na temat nazw dyscyplin, standardów i marketingu – i po prostu wspólnie do upadłego jeździć.

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - błoto

A propos jeżdżenia do upadłego – jak się spisała moja formuła 2-dniowego ścigania? Przy zapisywaniu się, wyglądało to na dobry pomysł. W końcu dwa dni emocji to lepiej, niż jeden, prawda? I choć w niedzielę, na pierwszym podjeździe, moja odpowiedź zdecydowanie brzmiała „nieprawda!”, to jednak polecam Ci przy najbliższej okazji spróbować :) Na wyniku maratonu wprawdzie totalnie mi nie zależało, ale atmosfera „peletonu” robi swoje i ostatecznie zaliczyłem lepszy wynik, niż w enduro…

Joy Ride Festiwal Kluszkowce - myjka

Fot. Joy Ride (Piotr Staroń / Przemek Kita)

O tym, czy warto w ogóle wpaść na maraton, jeszcze napiszę. A póki co, marzą mi się dwudniowe zawody enduro, jak na EWS. Ciekawe, który organizator pierwszy podejmie to wyzwanie? Może JoyRide 2017…? Żeby zatrzeć złe wrażenia po tegorocznym Kellys Enduro, zdecydowanie przydałaby się coś nowego!


Dodano 18.05.2016

Organizator odpowiedział na stawiane mu przez zawodników zarzuty i… zaprosił ich wszystkich na zawody w Zakopanem z wpisowym za free! Brawo za przyznanie się do wtopy i poważne podejście do tematu. Widzimy się więc 25-26 czerwca na Joy’u w Zako!


Joy Ride Festiwal Kluszkowce 2016


Wyniki znajdziesz tutaj:


Zdjęcia (wszystkie, jakie udało mi się znaleźć – lista aktualizowana na bieżąco!):


 

  1. Fajnie, że tegoroczne enduro wygrał „człowiek znikąd” :)

    1. Ej ej, Piekara cisnął mocno w DH na długo zanim enduro zaczęło być modne w Polsce. To bynajmniej nie jest człowiek z znikąd.

  2. Robert Piekara to w całe nie jest człowiek znikąd a chłopak z Podhala z mega skillem i szybkością co udowadniał juz podczas zeszłorocznego Joy Ride w Zakopanem.

    Fajnie napisany artykuł. Brak OS spod Lubania zostawia niedosyt. Przejechanie całości dawałaby jeszcze większe poczucie szaleństwa.

    1. Otóż to, skoro zapłaciłem za produkt i to nie mały piniądz, poświęciłem swój czas, energię i znów nie mały piniądz na trening, a tu nagle mi ktoś rano mówi, że sorry, ale nie ma tego co kupiłeś, to albo mi się zwraca kasę (noclegi, paliwo, czas za treningi, zamiast w pracy), albo oferuje produkt niezależnie od pogody, bo deszcz to nie klęska pokroju trzęsienia ziemi…

      Tym sposobem, kolejna już seria zawodów enduro na mnie nigdy nie zarobi… cóż, o klienta trzeba dbać…
      I jak tak patrzę na kolejne już zawody enduro w naszym kraju to myślę sobie, że chyba osiągnięto apogeum i nastąpi powolny regres w startujących… niestety, ale za podwyżkami startowego nie idzie podnoszenie jakości oferty. Chyba nawet jest odwrotnie. A szkoda :/

  3. Trzeba było pojechać maraton na dystansie mega – kilka zjazdów mogło swobodnie rywalizować z oesami enduro – piękny błotny hardcore włącznie ze zjazdem dnem płynącego potoku. mniam :)

    1. No wiem, wiem… Zawsze najciekawsze fragmenty są zarezerwowane dla mega/giga, tylko jeszcze trzeba mieć siłę, żeby do nich dojechać ;) Ale jest to w planach na ten sezon.

  4. Michau, twoje wyznania jednoznacznie dowodzą, że jesteś krypto-golinogą, a nie jakieś tam enduro. Przestań udawać, wyjdż w końcu z szafy, załóż obcisłe, lajkrowe gacie, które tak wspaniale podkreaślają twoje ciało i zacznij żyć w prawdzie a nie zakłamaniu.

  5. Oczywiście było grubo i wypych na OS3/OS4 w strugach deszczu czy końcówka OS4 na długo pozostaną w mojej pamięci. Pozostanie w niej również ten „genialny” pomysł odwołania OS2 i brak przesunięcia czasowego. Zaprawdę powiadam Wam, nie ma to jak posiedzieć 4 godziny w przemoczonych ciuchach kiedy to mięśnie stygną. A wystarczyło dac znać każdemu na starcie OS1.

  6. Na zdjęciu testówek dartmoora widać ich nowego fulla (ten z numerem 49). Przyjrzałeś sie mu dokładniej?

  7. Wiemy, że było sporo niedociągnięć, które nie powinny mieć miejsca, dlatego w ramach przeprosić zapraszamy startujących riderów za darmo na kolejną edycje do Zakopanego:
    http://joyride.pl/2016/05/oswiadczenie-joya-w-sprawie-kellys-enduro-w-kluszkowcach/

  8. Pieprzyć zawody, tylko chcą zarabiać na tym co kochamy. Lepiej z kumplami ustawke w górach zrobić. Jeżdziłem Cyklokarpaty, ale stwierdziłem ,że cena do jakości i oznaczenia tras to kicha. Myślałem o enduro, ale jak takie zawody i dają dupy to za takie wpisowe to wole sam po lesie pojezdzić i kase przechlać. Yo.

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: Joy Ride Festiwal Kluszkowce 2016

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top