Test: zębatki Banless – pierwsze wrażenia

Sprzęt, Testy / 

Jakiś czas temu pokazałem Wam na Facebooku zębatki nowej polskiej firmy Banless. Reakcje były do przewidzenia: kolejna firma zębatkowa?! Czym produkty Banless różnią się od konkurencji w postaci HCC czy Race Face? Czemu miałbyś je kupić, zamiast wybrać sprawdzonych producentów?

Co to jest?

W ramach współpracy z Banless, do testów otrzymałem:

  • Przednią zębatkę narrow/wide do napędów 1×9 i 1×10. Ma standardowy rozstaw śrub BCD104 i standardową liczbę zębów równą trzydzieści i dwa. Niestandardowy jest za to materiał: stal nierdzewna AISI 304, obrabiana CNC. Waży 102 g.
  • Tylną zębatkę 42T do kast 10-rzędowych Shimano (do kaset SRAM-a potrzeba jest dodatkowa podkładka, która będzie niedługo dostępna). Miejsce narodzin to oczywiście również obrabiarka CNC, ale materiał to klasyczne aluminium. Masa? 68 g.
banless-zebatki-13

Na potrzeby sesji odwiedziła mnie też najtańsza na rynku zębatka narrow/wide z mocowaniem SRAM spiderless.

Kto za tym stoi?

Twórcą i właścicielem Banless jest Adrian Banaś, którego lepiej możesz znać z ksywki Thor. Adrian był stałym bywalcem zawodów Enduro Trophy i regularnie trzepie tripy enduro po polskich górkach, nie stroniąc od rekreacyjnego wypadu do Saalbach.

banless-adrian-banas-thor


Co autor mówi o swoich zębatkach?

Skąd wziął się pomysł na firmę Banless?

Firma powstała z połączenia dwóch pasji:

  1. CNC, którym od pięciu lat zajmuję się zawodowo. Praca codziennie stawia przede mną nowe wyzwania i daje dużą satysfakcję z samodzielnego wykonywania wszystkich operacji, począwszy od stworzenia programu, a kończąc na finalnej obróbce skomplikowanych elementów.
  2. ROWER – co tu dużo mówić… ;) Od dzieciństwa jeżdżę na rowerze, ale dopiero jako nastolatek na dobre zaraziłem się cyklozą. Zacząłem zgłębiać tematykę rowerową, a około rok temu skupiłem się na konstrukcji oraz projektowaniu części – głównie zębatek.
Na rynku jest już kilku podobnych producentów, czym Banless różni się np. od HCC czy Absolute Black?

Zdaję sobie z tego sprawę, ale uważam, że na rynku zawsze znajdzie się miejsce dla firmy wyróżniającej się indywidualnym podejściem do każdego klienta. W Banless żaden mail nie pozostaje bez odpowiedzi, staram się spełnić każde zębatkowe życzenie, włącznie z zupełnie customowymi projektami. Co ważne, wszystkie produkty ze standardowej gamy są dostępne od ręki.

Banless jest też jedną z nielicznych firm produkujących zębatki narrow-wide ze stali nierdzewnej.

Jakie są zalety zębatek ze stali nierdzewnej?

Główną zaletą zębatek ze stali nierdzewnej jest trwałość, kilkukrotnie wyższa od zębatek aluminiowych. Skierowane są one przede wszystkim do specyficznej grupy „miłośników stali”, którzy przekładają wysoką wytrzymałość nad niską wagę.

Są dużo cięższe od aluminiowych?

Około 2,5-3 razy. Dla rozmiaru 32T różnica wynosi około 64 g.

Twoje zębatki to autorski projekt?

Wszystkie projekty są w 100% moim dziełem. Zanim założyłem Banless, miesiącami zastanawiałem się, jak to ugryźć. Wiele godzin spędziłem na projektowaniu, mierzeniu i analizowaniu wyników, tak aby uzyskać efekt zadowalający mnie i przyszłych klientów.

Gdzie odbywa się produkcja?

Zębatki powstają we współpracy ze sprawdzonymi polskimi firmami. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda się jak najwięcej operacji przenieść do własnego warsztatu.

Banless to marka bardziej nastawiona na rowerową biżuterię, czy raczej przystępny sprzęt dla każdego?

Szczególną uwagę zwracam na to, jak przedstawiają się zarobki w naszym kraju i oferuję produkty wysokiej jakości, w stosunkowo niskiej cenie w porównaniu do konkurencji. Nie ukrywam, że bardziej liczy się dla mnie prostota i funkcjonalność produktu, niż jego dizajnerski wygląd. Ale kto wie, może w przyszłości znajdzie się miejsce również na takie projekty… ;)

Co sądzisz o zębatka owalnych?

Przede wszystkim, na zębatce owalnej jeździ się inaczej, niż na okrągłej. Podczas pierwszego kilometra na owalu kręci się dziwnie, jednak później w ogóle się tego nie czuje i pedałuje się dużo bardziej naturalnie, płynnie.

Planujesz wprowadzenie ich do oferty?

W przyszłym sezonie planuję wypuścić na rynek szeroki asortyment zębatek owalnych, począwszy od fatbike’ów (w których używa się relatywnie małych koronek) po rowery przełajowe i szosowe. Oczywiście rdzeń oferty będą stanowić rozmiary typowe dla MTB!

A co z niestandardowymi mocowaniami, jak 94/96 BCD czy różne odmiany spiderless-ów?

Jestem na rynku dopiero od dwóch miesięcy ;) ale cały czas staram się poszerzać asortyment. W planach mam wykonanie zębatek pod jak największą ilość mocowań, wliczając te mniej popularne, jak w korbach e*thirteen czy Cannondale. Chciałbym też, aby zębatki były dostępne w różnych wariantach kolorystycznych.

Pozostając przy planach na przyszłość: czy możemy się spodziewać jakiegoś rozwiązania poprawiającego współpracę kaset 11-42T z przerzutkami Shimano?

Pracuję również nad tym ;)

Gdzie można kupić Twoje produkty?

Najłatwiej je znaleźć na Allegro. Można kontaktować się również drogą mailową oraz przez stronę na Facebooku. W planach mam założenie strony internetowej zintegrowanej ze sklepem. Najważniejsza dla mnie jest sprzedaż bezpośrednia, dzięki której mogę zaoferować najniższą cenę oraz poświęcić odpowiednią ilość czasu na każdego, kto ma jakiekolwiek wątpliwości co do odpowiedniej zębatki, nie pozostawiając nikogo bez odpowiedzi.


A co ja o nich mówię?

Montaż

Montażu przedniej zębatki nie ma co opisywać – 4 śrubki i gotowe, jeśli nie masz do odkręcenia babcinego biegu (22T), nie musisz nawet ściągać korby.

Zębatka Banless narrow-wide stal nierdzewna 32T

Tył również poszedł gładko. W zestawie otrzymujesz podkładkę dystansową pozwalającą na zastosowanie z kasetami Shimano. Nie dostajesz natomiast zębatki 16T do załatania „dziury” po 15T i 17T.

Zębatka Banless w kasecie 1x10 Shimano 11-42T

Przednia zębatka ze stali nierdzewnej

Zacznę od największej wady: zębatka jest okrągła!

Nie śmiej się, przesiadłem się na nią po kilku miesiącach na zębatkach owalnych i powiem Ci, że dopiero powrót do „kółka” pozwala w pełni odczuć i docenić zalety „jajka”. Na szczęście stalowe owale są już w zaawansowanej fazie przygotowania produkcji.

Okrągłość zębatki w sumie trudno nazwać wadą, bardziej cechą. Podobnie jak dość… industrialny wygląd. Jeśli przekładasz treść nad formę, będziesz zadowolony, ale jeśli lubisz drogą rowerową biżuterię, lepiej poszukaj jej gdzie indziej.

Zębatka Banless narrow-wide stainless steel 32T

Tu kończą się cechy ujemne, a zaczynają cechy dodatnie. Podstawową zaletą jest oczywiście trwałość. Zębatka jest wycięta CNC ze stali nierdzewnej, co zdaniem konkurencyjnego Wolf Tooth Components przekłada się na na 5-10 razy większe przebiegi, niż w przypadku aluminium.

Różnica jest tym większa, im mniejszy jest rozmiar zębatki. Niestety póki co najmniejsza ma standardowe 32 zęby. Stalówki 28T (i mniejsze) idealnie sprawdziłyby się np. w 29er-ach i fatbike’ach. Standardowe rozmiary będą dobrym wyborem do tradycyjnej zimówki – ze względu na trudne warunki eksploatacji, które aluminiowe zęby potrafią pożreć szybciej, niż kobieta w ciąży słoik nutelli.

Zębatka Banless stalowa 32T narrow-wide 1x10

Warto przy tym pamiętać, że w przypadku zębatek narrow-wide odporność na ścieranie to też większa trwałość kształtu zęba odpowiedzialnego za trzymanie łańcucha. Osobiście uważam, że odporność zębatek aluminiowych na typowe dla enduro przebiegi jest wystarczająca, ale odporność na spadanie łańcucha może być decydująca.

Zębatka 42T do kasety

Tylna zębatka wykonana jest bardziej tradycyjnie: tzn. wycięta CNC z aluminium 7075-T6. Jej masa i trwałość jest więc na poziomie konkurencji, ale wyróżnia ją inna, dużo ciekawsza cecha: niespadanie łańcucha przy kręceniu korbą do tyłu.

Może się to wydawać idiotycznie oczywiste, ale nie każdy producent potrafi sobie z tym poradzić. Wliczając w to projektantów SRAM-a… W fabrycznym, kompletnym X1, łańcuch spada mi z 42T o 2-3 biegi już po ok. połowie „wstecznego” obrotu korby.

Zębatka Banless do kasety 42T 1x10

Może nie wydawać Ci się to mocno upierdliwym problemem, ale w praktyce nim jest: jeśli zatrzymasz się na podjeździe i wsiadając z powrotem na rower ustawisz sobie pedały kręcąc korbą do tyłu, po ruszeniu czeka Cię strzał łańcucha wracającego na swoje miejsce. Co w napędzie z kasetą za ponad 1000 zł jest dźwiękiem równie przyjemnym, jak dźwięk młotka walącego Cię w potylicę.

Z Banlessem można sobie kręcić do woli, a łańcuch jest tam, gdzie ma być. BARDZO miła odmiana i jak dla mnie, wystarczający powód, żeby przerzucić się na tą zębatkę.

Zębatka Banless kaseta Shimano 11-42T

Ile to kosztuje?

Jeśli to mało, może przekonają Cię ceny:

  • zębatka korby ze stali nierdzewnej: 149 zł (dla porównania: Wolf Tooth Components liczy sobie ok. 400 zł!);
  • zębatka korby z aluminium: od 119 zł (lub 95 zł w trwającej właśnie wyprzedaży);
  • zębatka korby spiderless (SRAM): 179 zł (najtańsza alternatywa, jaką znalazłem: 229 zł);
  • zębatka kasety 42T: 119 zł (tylko Hell’o MTB możesz mieć taniej – o 10 zł).

Napęd 1x10 zębatki Banless

Podsumowanie

Jak widać, ceny są poważnym atutem zębatek Banless, ale do mnie dużo bardziej trafiają ich walory użytkowe: zakochałem się w tej marce, jak tylko zobaczyłem, że łańcuch nie wędruje mi po kasecie przy kręceniu korbą do tyłu. Przednie zębatki ze stali nierdzewnej w zasadzie nie mają konkurencji dla osób szukających przede wszystkim trwałości (również w kwestii ochrony przed spadaniem łańcucha).

Do ideału brakuje mi w ofercie zębatek owalnych (które już się robią) i obowiązkowo zębatek stalowych w małych rozmiarach, w których większa trwałość będzie jeszcze bardziej odczuwalna. Na ile jest ona istotna w normalnym użytkowaniu? O tym napiszę w teście długodystansowym!

Więcej informacji: strona WWW / Facebook / Allegro


Polecane lektury w temacie napędów 1×10:

 

  1. niespadanie łańcucha juz mnie przekonało do zakupu:D

  2. Używam od lata, to wszystko prawda, napęd chodzi miodnie. Czekam z niecierpliwością na owale.

  3. Nie spadanie łańcucha z 42T przy cofaniu korby to mocny argument.
    Jak się zużyje moja dotychczasowa zębatka robię zamówienie w Banless :)

  4. Super, owala kupuję od ręki. Nareszcie ktoś zauważył, że nie każdemu 50g w okolicy korby robi jakąś różnicę.

  5. Piękne jest to że „zwykły polski rider” rozwiązał problem spadania łańcucha, gdzie sztab inżynierów srama poległo. Jak to mówią… mistrz jest tylko jeden

  6. Mam 32z Alu na przodzie w HT enduro i robi robotę. Na razie mam napęd 1×9 ale jak na przyszły sezon założę 10 to na pewno z tyłem 42 banless i przód owalny. Czekam na premierę

  7. Hmmm przy 42T z tyłu faktycznie tak często spada łańcuch podczas kręcenia do tyłu? Mi przy 40T z tyłu jeszcze się to nie zdarzyło, zębatka to typowe A2Z :)

  8. Witam :) co kupić jeśli chodzi o jakość/cena Banless czy HCC ? :)

    1. Myślę, że w tej kategorii bardziej musiałbyś wybierać między Banless a Hell’o MTB. Jeśli chodzi o zębatki aluminiowe, to bierz ładniejszą :)

  9. Grzegorz Radziwonowski

    stalowe tarcze Srama X-Sync Steel do przodu – spiderless i zwykle (29, 30, 32) kosztuja po 20 euro/USD sztuka.

  10. Coś nie mogę znaleźć, tego testu długodystansowego…

    1. Niestety ze względu na niekompatybilność z moimi rowerami na ten sezon, test długodystansowy został przerwany :(

Dodaj komentarz do tekstu Test: zębatki Banless – pierwsze wrażenia

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Diabeł Marketing – kto rządzi branżą?

Opinie, Trendy / 

Olej na chwilę marketing i przenieś się myślami do sklepu rowerowego z roku 2001. W zasadzie każdy rower MTB był wtedy taki sam: każdy miał tak samo kiepską geometrię, kiepski amortyzator o skoku 80 mm, koła 26″, napęd 3×8, fałbrejki, długaśny mostek i prostą kierownicę z rogami.

A teraz przewiń o 15 lat do przodu. Kilkanaście kategorii rowerów do różnych zastosowań, 6 różnych rozmiarów kół, napędy 1×11, elektronika, e-bike’i, fatbike’i, plusy, Boosty, geometria progresywna, tubeless, sztyce regulowane, carbon… Niby dalej rowery są takie same, ale jednak oferta jest dużo bardziej zakręcona.

Przyczyniło się to do rozwoju jeszcze jednego trendu w rowerom światku, dużo większego od przelotnych nowinek sprzętowych. Ten trend to ich hejtowanie. Problem w tym, że nawet małpa potrafi nasrać na wszystko dookoła. Ruszenie głową i zrozumienie pewnych zależności to już wyższa szkoła jazdy.

Poniżej znajdziesz moje przemyślenia na ten temat. Możesz je traktować jak swego rodzaju manifest tego bloga, który w dużym stopniu skupia się na nowinkach sprzętowych i przyjmuje je z dużo większą tolerancją, niż przeciętny użytkownik forum internetowego.

Czy producenci chcą na nas zarobić?

Wszystkiemu jest winien Diabeł Marketing. Jakaś zła masa, siedząca w biurze zadymionym od siarki i cygar, knująca w jaki sposób zmusić każdego bikera w Polsce do oddania swojego starego roweru na złom i kupienia nowego. A najlepiej kilku: carbonowego enduro, fatbike’a, gravelbike’a i e-MTB. Oczywiście wszystkie muszą być dużo gorsze od starego, bo stworzone tylko po to, żeby napchać kieszenie Diabła Marketinga grubymi dolarami.

Czy to brzmi sensownie? Na pewno brzmi znajomo…

Miejmy to więc za sobą: TAK, producenci chcą na nas zarobić. Po to pozakładali swoje firmy. Po to firmy pozakładali również wszyscy inni przedsiębiorcy. Pisałem o tym już przy okazji antystandardów.

Jeśli się nad tym chwilę zastanowić, to trzeba być wyjątkowym rodzajem idioty, żeby to kwestionować i piętnować…

Więc chodzi wyłącznie o kasę?

Żeby zarabiać, producenci muszą sprzedawać. Najlepiej coś nowego. Mogą np. co roku podpicować nieco swoje logo i okrasić je zestawem kolorów zgodnych z panującą modą. To dopiero byłby czysty zysk! Zamiast utrzymywać sztab inżynierów, raz zrobili by ramę i gotowe. Zamówiliby od razu tysiące egzemplarzy (koszty spadają!), a potem inwestowali tylko w grafików i marketingowców, którzy latami sprzedawaliby to samo. Resztę kasy mogliby przeznaczyć np. na budowę nowej Gwiazdy Śmierci.

Ale nie, producenci poszli inną drogą – zamiast powielać sprawdzone rozwiązania, bez przerwy kombinują, co by tu zmienić. I w dodatku zmienić na lepsze (lżejsze, sztywniejsze, płynniejsze…). Starają się przyciągać nowych ludzi do sportu. Ryzykują, wprowadzając nowatorskie produkty i wypełniając nowe nisze. Co więcej, nieźle im to wychodzi – ile potrafisz wymienić innowacji z ostatnich lat, które się nie przyjęły?

Patrząc na to z tej perspektywy: nadal twierdzisz, że o wszystkim decyduje tylko marketing?

projekt ramy MTB a marketing

Ja osobiście chętniej oddam swoje pieniądze firmie, która częściowo przeznacza je na ciągłe doskonalenie swojej oferty, niż co roku przyklejającej nowe naklejki na stary produkt. Fot. Butch Gaudy (CC BY-SA 2.0)

Czy chcesz, żeby więcej ludzi jeździło na rowerach?

Wspomniałem, że producenci starają się przyciągać nowicjuszy. Taki amator to czysty zysk. Nie tylko dla producenta roweru, ale dla całego rowerowego światka. Więcej ludzi na rowerach to większa świadomość społeczna, łatwiejsza walka o budowę tras, większy wybór w sklepach, więcej kumpli do wspólnej jazdy i więcej pieniędzy obracających się w branży.

Ale czy Ty, entuzjasto enduro, tego właśnie pragniesz?

Moim zdaniem: nie. Odnoszę wrażenie, że wielu z nas koniecznie chce bronić elitarności MTB. No bo kiedyś to było coś wyjątkowego! Tylko asy mogły sobie pozwolić na rower zdatny do jazdy po górach. I tylko asy były go w stanie w górach opanować. Bo zjechanie z Baraniej Góry na sztywnym rowerze z geometrią szosówki i niedziałającymi hamulcami to nie rozrywka dla piździpączków.

2000 Santa Cruz Heckler

Jeśli 15 lat temu byłeś wymiataczem, być może mogłeś sobie pozwolić na takie cudo. Ale pewnie tak jak większość, jeździłeś na jakimś sztywnym Authorze. / Fot. Bikepedia

Dziś da się to zrobić nawet na najtańszym markowym rowerze MTB. Stabilna geometria, hamulce tarczowe, amortyzacja, koła 29″ – to wszystko znacznie obniżyło próg wejścia w nasz sport. Ostatnie nowinki – zwłaszcza opony 27,5+ i elektryczne wspomagacze – jeszcze szerzej otwierają drzwi. Zamiast z nich korzystać, zatwardziali oldschoolowcy wolą je bezmyślnie krytykować.

Oldschoolowcy i ich wspaniałe maszyny

Doprowadziło to do zabawnej sytuacji: zwolennicy starych rozwiązań krzyczą w Internecie głośniej od „early adopterów”, czyli osób, które wszystkie nowinki łykają jak młody pelikan.

Pamiętasz, jak w artykule o oponach bezdętkowych napisałem, że „nikt już nie jeździ na dętkach„? Była to ewidentna, nie mająca nic wspólnego z prawdą zaczepka. Mimo to od razu wypełzły tłumy zatwardzialców chełpiących się tym, że wcale że nie, że to nieprawda, bo właśnie że oni jeżdżą na dętkach, nie zamierzają tego zmieniać i są z tego dumni bardziej, niż weterani Love Parade.

To samo – tylko bardziej – dotyczy gorąco umiłowanych przez oldschoolowców kół 26″. Fatbike? Fanaberia hipsterów. Cokolwiek związanego z prądem? Łomatkoicórko, lepiej trzymać się z dala od tego tematu…

Czy ten marketing w ogóle Cię dotyczy?

Najgorsze, że zazwyczaj są to osoby, które nawet nie próbowały jazdy na oponach bezdętkowych czy większych kołach, a z rowerami elektrycznymi czy fatbike’ami mają kontakt głównie w reklamach. W dodatku są równie odporni na argumenty, co Nokia 3310 na upadki.

Narzekają z samego strachu przed zmianą.

Nawet, jeśli zmiana w ogóle ich nie dotyczy.

Faty i e-bajki nigdy nie wyprą klasycznych rowerów, tak jak elektryczne przerzutki nigdy całkowicie nie zastąpią linek. Większość innowacji, które przyciągają do rowerów nowych ludzi, to nowe kategorie produktów. Funkcjonujące równolegle do tego, co lubimy najbardziej.

To tak, jakbyś narzekał, że Santa Cruz, poza rowerami enduro, ma też w ofercie zjazdówkę i przełaja, i w związku z tym, lada dzień wszyscy będziemy musieli jeździć na rowerach z 210 mm skoku i hamulcami cantilever.

Santa Cruz V10 cyclocross CX10

Tak by to mniej więcej wyglądało…

Kto w takim razie kreuje potrzeby?

To nas prowadzi do najciekawszego zagadnienia: skoro nie ma parcia na innowacje, to kto decyduje, jakie rowery pojawiają się w sklepach?

Wydawałoby się, że to klienci dyktują producentom, co chcą kupować. Tyle że wprowadzenie nowego produktu na rynek trwa jakieś 2-3 lata. A ja nie przypominam sobie, żebym w lipcu 2012 zadzownił do Treka zgłosić konieczność poszerzenia piast w związku z tym, że za 3 lata będę chciał przesiąść się na koła 27,5+.

Mam swoją teorię, że sporo do powiedzenia mają… małe marki. Szybko reagujące na sygnały z rynku i wykorzystujące nisze zbyt małe i niepewne dla Gianta, Treka czy SRAM-a. I jak na ironię, pozbawione całej tej marketingowej machiny, na którą wszystko zwalamy. Skoro bez jej pomocy Surly od kilku lat sprzedaje rowery „plus”, to może warto pociągnąć ten pomysł? Zgaduję, że tak właśnie pomyślał product manager Treka, Rocky Mountain czy Scotta.

Do tego dochodzą starocie. Tzn. zapomniane rozwiązania, które teraz są wskrzeszane i udoskonalane, niczym kolejne generacje Terminatora. Ostatnio jest tego całkiem sporo. No bo przecież 3-calowe opony i owalne zębatki to żadne rewolucyjne odkrycie! Po prostu zostały dostosowane do dzisiejszych możliwości technologicznych.

Inżynierowie biorą więc taki tygiel pomysłów i próbują wydestylować z niego nowe koncepcje rozwoju na kolejne lata. Rzadko więc są to koncepcje „z dupy” – raczej są ewolucją obecnych rozwiązań (jak „plusy”, mieszające 650b z 29erem i fatbikiem) lub czerpią z innych branż (zamiłowanie do elektroniki rodem z motocykli).

A co z tym nieszczęsnym Boostem? Cóż, to już efekt uboczny wprowadzania tych koncepcji w życie…

Czy jesteś gotów zapłacić za postęp?

W tekście o trendach 2017 napisałem, że rury podsiodłowe ram muszą urosnąć, żeby popchnąć niezawodność sztyc regulowanych. Pojawił się komentarz: poprawa niezawodności – jak najbardziej! Ale tak, żeby nie trzeba było nic zmieniać.

Z Boostem jest tak samo: każdy chce krótki wahacz przy dużych kołach, ale jak pojawia się nowy standard, który to umożliwia, to jest wielkie rozczarowanie.

Jazda na niskim ciśnieniu bez ryzyka przebicia dętki jest spoko, ale pobrudzić sobie rączki mlekiem? Co to, to nie!

Nie da się udoskonalić roweru, jednocześnie… niczego nie zmieniając.

Zmierzam do tego, że nowoczesne rowery są naprawdę nieźle zoptymalizowane. Nie da się wprowadzić znaczącego udoskonalenia, jednocześnie… niczego nie zmieniając.

Kiedyś, żeby opony trzymały się podłoża, wystarczyło dać im sensowny bieżnik. Potem zaczęto kombinować z mieszankami. Potem z oponami bezdętkowymi (tu już zaczęły się schody z kompatybilnością). Wskoczenie na kolejny level trakcji znów wymaga nieco zachodu i wejścia w standard 29″/27,5+, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

To jest naturalna kolej rzeczy. Co więcej, nie wynika ona z tego, że marketingowcy to wredni ludzie. Wynika z tego, że wszyscy chcemy mieć przyczepne opony. Bezawaryjne sztyce. Krótkie wahacze i napędy o szerokim zakresie.

sklep-rowerowy-marketing-wybor

Czy większy wybór na rynku to aż taki problem? Czy faktycznie musisz to wszystko kupować? Nie – możesz dobrowolnie zrezygnować z tych wszystkich fajnych rzeczy i jeździć dalej na kołach 26″ z dętkami, jeśli czujesz taką potrzebę. I to bez trąbienia o tym na każdym kroku. Żaden rowerowy gigant Ci tego nie zabroni. / Fot. nikki (CC BY-NC 2.0)

Podsumowanie

Jasne, to działy R&D, z pomocą speców od marketingu, ostatecznie decydują o tym, co będziemy chcieli kupić za kilka lat. My tu marudzimy na Boosta, a oni już układają swoje stoisko na Eurobike 2019. Ale te ich pomysły nie biorą się z próżni i mniej lub bardziej (a w ostatnich latach: bardziej) wpasowują się w realne oczekiwania klientów.

Może nie zawsze są to konkretnie Twoje oczekiwania, ale to jeszcze nie powód, żeby jojczyć jak stara baba na te wszystkie nowinki, które tak naprawdę Cię nie interesują i nie są do Ciebie skierowane. A zwłaszcza te, które stopniowo sprawiają, że rowery są coraz lepsze i przyciągają do jazdy coraz więcej nowych osób. A jeśli dalej Cię to nie przekonuje, jeszcze raz przenieś się myślami do sklepu rowerowego z roku 2001…


Jeśli zgadzasz się z tym punktem widzenia, to udostępnij go proszę na Facebooku – może dzięki temu liczba narzekaczy spadnie chociaż o 1? A jak już jesteś taki fajny, to może chcesz też zapisać się do newslettera? ;)

Rzuć też okiem na powiązane artykuły – zwłaszcza ten pierwszy:

 

  1. „Nie – możesz dobrowolnie zrezygnować z tych wszystkich fajnych rzeczy i jeździć dalej na kołach 26″ z dętkami, jeśli czujesz taką potrzebę”.
    I tu jest pies pogrzebany, bo dziś tak, a jutro może nie. Cena za postęp jest taka, że Twoje koła, które kupiłeś dziś jutro oddasz za free, to samo z ramą, bo nie wspiera boosta. A im szybszy postęp tym bardziej Twój rower kupiony dziś za 15 koła jest warty bliżej 5ciu. Czy to sprawia, że gorzej jeździ ? Nie, ale sprawia, że tracisz kasę, a to ludzi denerwuje.
    No i inwestując sporo kasy nie masz pewności, że za 5 lat jakiejś części zamiennej nie będzie robił chińczyk z gównolitu, albo Chris King za worek diamentów.

    1. Dokładne. Ludzie nie narzekają na postęp, tylko na koszt jaki muszą ponieść żeby za nim nadążyć.

    2. muszę się zgodzić, to właśnie powoduje marketing. Ludzie co się g znają, dają sobie wmówić ze nie da się jeździć na 26″, na rowerze bez boosta itp bo to lansują firmy żeby nakłonić do kupna nowego sprzętu. Mimo tego niektóre sprawdzone sprzęty które można by już oznaczyć jako oldschool/retro trzymają cenę.

      Największą rewolucją ostatnich lat jest bez wątpienia sztyca regulowana, reszta zmian jest kwestią dyskusyjną, jedni zauważą różnicę, inni nie bo oprócz autosugestii, że tak jest lepiej ciężko im znaleźć różnicę. Dobrym przykładem są np amortyzatory – miliard ustawień, gadanie o rewolucji, innowacyjności a po weryfikacji rynkowej szał opada bo różnica nie jest tak dużą żeby dany uginacz był wart 5x więcej niż inne, a stary CCDB wciąż trzyma cenę :)

  2. Rzeczywiście największą rewolucją ostatnich lat w kategorii całkowicie nowych elementów jest sztyca regulowana.
    Wydaje mi się, że dużo ludzi nie docenia zmian w geometrii roweru jaka miała miejsce w ostatnich latach. Gdyby 5 lat temu ktoś powiedział mi, że przesiądę się na 27,5, to bym powiedział, ze zwariował – przez długi czas uważałem, że nowy wymiar kół to właśnie próba wciśnięcia mi jako klientowi nowego produktu, którego tak naprawdę nie potrzebuję. Dla wyjaśnienia – prawie 15 lat jeździłem na fullu 26″, 100 skoku z tyłu, 130 z przodu. Po przesiadce na fulla 27,5 mogę z całą pewnością powiedzieć, że największym osiągnięciem branży jest po prostu geometria. Okazało się nagle, że rower z większym skokiem jest w stanie o niebo lepiej podjeżdżać. Celowo nie wspominam tu o zjeżdżaniu, ale właśnie o jeździe w górę, bo to jest moje największe pozytywne zaskoczenie przy 27,5. Tym samym jak najbardziej podpisuję się pod treścią artykułu.
    Tak na marginesie: ta strona to kawał dobrej roboty, od pewnego czasu mój „daily reading” obok Pinkbike

  3. Jak śpiewa Znana Artystka

    „Kupiliśmy prawie wszystko,
    Ale wciąż nie mamy nic.”

    ;)

  4. Bardzo fajny blog. Jest tu dużo unikalnych treści i ciekawych przemyśleń, a do tego ciekawe dyskusje w komentarzach. Tak trzymać!!

  5. Jak zwykle prawda leży gdzieś po środku, artykuł trafny, postęp jest widoczny i odnoszę wrażenie, że na dzisiejszych rowerach można więcej. Ale jak wyżej trafnie parę osób zauważyło, że niekiedy koncerny robią nowości na siłę i niby rewolucję chcą sprzedać za przegięte pieniądze. Każdy chce zarobić wiadomo, ale robią też z ludzi frajerów, albo oni sami się dają zfrajerzyć. Jak biker jest doświadczony zna swoje preferencje i ma jakies tam zapatrywania indywidualne na rowerowanie to też nie da sobie wcisnąć byle czego. Ja jako biker czuję się trochę osaczony ze swoimi kołami, mocnymi i lekkimi 26, sztywną ramą ns eccentric z rurek tange i niezniszczalnym amortyzatorem rs domain. Mało to nowoczesne, ale bardzo przyzwoitej jakości, ten zestaw jest piękny w swojej prostocie, (magia smukłych zgrabnie połączonych stalowych rurek) i równie pięknie jeździ, amor ma regulacje skoku i z geo mogę kombinowac do woli, a wybiera tak, że nowe zajebiste powietrzne pajki kolegów mogą się schować i ratował mi dupę wielokrotnie.Do swojego rodzynka dokupuje rzeczy które są praktyczne i na bieżąco go ulepszam, ( nowy trend z szerokimi kierownicami jest bardzo dobry) Jak ma się solidną podstawę to mozna ją tak ulepszać ze staję się coraz lepsza, bez konieczności wymieniania sprzętu co dwa sezony i sprzedawania nerki w tym celu. Postęp jest bardzo dobry, ale ślepa pogoń za nowościami i zapominanie o sprawdzonych rozwiązaniach tez trochę bez sensu. Trzeba wiele rzeczy brać na chłopski rozum, że tak powiem i nie dać się zwariować ;)

  6. Ciekawy artykuł, zresztą jak pozostałe na tym blogu.
    Jednak moim zdaniem pominięto jedną ważną rzecz. Standardy odchodzące nieco do lamusa przestają być wspierane i oferowane (zwłaszcza w przypadku wyższych grup osprzętu). Poszukajcie kasety wyższej grupy na 8 biegów, to samo z manetkami i pewnie wieloma innymi elementami. Jestem świadom, że chcąc przejść np. na napęd paskiem muszę ograniczyć się do ram z rozkręcanym tylnym trójkątem ale myślę, że użytkowników szczególnie denerwuje „zmuszanie” do przejścia na nowe rozwiązania (ilość biegów, standardy piast a zwłaszcza osi). Jedna zmiana pociąga za sobą 3 inne i dochodzimy do momentu gdy „taniej” zmienić ukochany, latami składany i dopieszczany sprzęt,

  7. Takie trochę pitolenie o szopenie a prawda jest jedna:
    Niech każdy z Was pomnoży swoją pensję przynajmniej CZTEROKROTNIE i odpowie sobie na pytanie jakim rowerem by jeździł i czy przejmowałby się faktem konieczności wymiany/apgrejdu jakiejś części…

    A tak właśnie wygląda życie „na zachodzie”…

  8. Budyniu, ja lubię grzebać przy rowerze, jak czegoś nie zmienię po swojemu to się źle z tym czuję i jak coś zrobię samemu i po swojemu to dopiero wtedy sprawia mi satysfakcję jazda na moim własnym składaku ;) i robię wszystko sam od serwisu amora po składanie kół itp. Mam aktualnie kilka samodzielnie złożonych rowerów, tzw. górski, holender, i tydzień temu zaliczyłem testowe jazdki kolejnym wynalazkiem, ni to szosa ni to ostre ni to mieszczuch :) Majsterkowanie to dla niektórych jeden z nieodłącznych i bardzo ważnych elementów tego hobby ;)z dowalonego zardzewiałego złomu potrafię zrobić całkiem zacny przyrząd do jeżdżenia, to satysfakcja jak znajomi wybałuszają oczy i się dziwią ze to ten sam rower co niedawno wyglądał jak złom. wyrzucić kupę siana w bezmyślny sposób to nie sztuka. Jakbym zarabiał więcej to bym składał dalej, tylko zakupiłbym sobie oddzielny garaż na same rowery ;)trochę odbiegliśmy od tematu to strona enduro, a tu wszystko musi być nowoczesne :P ;) ja enduro jeżdze już jakieś 10 lat tylko o tym nie wiedziałem, dopiero branża rowerowa mnie w tym uświadomiła ;) mam nadzieje że szydera nie będzie odebrana na poważnie ;)

    1. Renowacja „gratów” to super zabawa, ale najlepiej sprawdza się właśnie w przypadku starych szosówek czy rowerów miejskich (sam mam takiego 26-letniego Rometa). Czasem mnie kusi, żeby złożyć sobie jakiś dawny rower marzeń (Orange Ms Isle, Santa Cruz Heckler, Appalache Real…), ale ostatecznie fun w garażu przegrywa z funem na szlaku ;) A ten jest zdecydowanie większy na nowoczesnym sprzęcie.

  9. Szymon Łukasiewicz

    „wszystko lykasz jak młody pelikan ” już to chyba gdzieś słyszałem :D

  10. Osiągnęliśmy taki punkt ewolucji roweru górskiego, że nie ma już co liczyć na przeskok w stylu stal/alu, HT, 26″, 40-60 mm, 3x 5-6, cantilivery, stroma geometria –> kompozyt, full, 27,5-29″, 100-200 mm, 1-2x 11, hydrauliczne tarcze, elektryczne przerzutki, automatycznie regulowane/blokowane zawieszenie.

    Rowery będą się starzeć co raz wolniej, bo zbliżamy się do ściany. Koła już od dawna nie rosną (nawet 29″@200 mm to wciąż pieśń przyszłości). Osi nie można pogrubiać i poszerzać w nieskończoność. Przekosy łańcucha ograniczają maksymalną możliwą ilość koronek w kasecie (stawiam, że do 13-15). Geometrii tez nie można w nieskończoność uprogresywniać.

    W zasadzie dużo można zrobić jeszcze tylko w kwestii wagi rowerów ścieżkowych. Przykładowo, przy tym samym zawieszeniu i osprzęcie (Pike, Monarch Plus, pełne XT) aluminiowy(!) WFO 9 waży tyle co Reign Advanced 1 (sic!). Z kolei w wypadku ścigaczy XC chyba nie ma na razie co liczyć na mniej niż ok. 9-10 kg.

  11. Diabeł mieszka w lustrze w Twojej łazience, przyjrzyj się dokładnie. Rower górski to maszyna poddana niezliczonej ilości zmiennych, wynikających z doboru komponentów, ich ustawieniami, potem warunkami na trasie, przeciętnym prędkosciom, wreszcie budowie psychicznej i fizycznej rowerzysty, jego umiejętnościom, wytrenowaniem a także predyscpozycjami genetycznymi. Badania naukowe nad wpływem konkretnych rozwiązań na czasy przejazdów nie istnieją, bo istnieć nie mogą (nawet SPD kontra Platfusy nie zostały jeszcze naukowo rozstrzygnięte), stąd przytłaczająca większość podawanych w broszurach właściwości danego komponentu, czy geometrii ramy jest niczym więcej tylko założeniami producenta jak coś ma się zachowywać, podmalowane marketingowym slangiem. Są jednak przedstawiane i bronione przez anty hejterów jako prawa fizyki, tyle że selektywnie. Niektóre wynalazki jak dropper, najnowsze opony czy hamulce tarczowe robią wielką różnice, natomiast zmiany rozmiarów… tu już bywa różnie. Każdy kto ma odrobinę pojęcia o geometrii i statyce, wie, że Boost nie wnosi praktycznie niczego do rowerów, które nie są „PLUS” – wystarczy wrysować to w CADzie by zobaczyć, żę kąty szprych pozostają praktycznie bez zmian. Intencja dobra, większość piast przednich 20mm marnuje dostępną szerokości rozstawu kołnierzy. Tylko dlaczego nie poszli na całość i nie walneli 157mm? W skrócie mówiąc wszystko idzie do przodu i cel uświęca środki, ale nie można wymagać, żeby każde pierdnięcie zasługiwało na głebokie zaciągnięcie się i opiewanie jako zapachu fiołków. Jeśli lubi się migdałki to trzeba czasem przegryźć gorzkiego. Połkniesz go czy wyplujesz, decyzja należy do Ciebie

  12. Moze jakies konkrety!

    Duzo pierdolenia o przewadze WIelkiej Noxcy nad Bozym Narodzeniem.

    Jesli uwazasz ze w 2001 rowery niczym sie nie rozni9ly to znaczy ze nie masz pojecia o rowerach.

    Gowniany artykol ktory nic nie wnosi, taki esej o pedalowaniu przed siebie.

    1. Macieju, albo nie przeczytałeś całego tekstu, albo go nie zrozumiałeś :P Bo opiera się własnie na tym, JAK BARDZO różnią się dzisiejsze rowery od tych z 2001. Na pewno mamy dziś nieporównywalnie większy wybór, niż wtedy.

  13. Michale, Maćkowi chodziło o to, że w 2001 roku poszczególne rowery różniły się od siebie, a Ty stwierdziłeś, że nie. Czytanie ze zrozumieniem nie boli…

    Podobnie jak kilku przedmówców uważam, że ludzi nie tyle wkurzają nowości, co szybkość w jakim starzeje się sprzęt kupinny za dość konkretną kasę sezon czy dwa temu.
    Inna sprawa, że niektóre nowości są wprowadzane na siłę, żeby właśnie zarobić kasę, a nie faktycznie coś poprawić… ale co ja tam wiem.

    1. Wiem że o to chodziło – dlatego piszę, że dziś mamy nieporównywalnie większy wybór. Jak zestawisz dzisiejszą zjazdówkę, fatbike’a i jakiegoś elektryka, to jednak okazuje się, że na tym tle rowery z 2001 były „takie same”.

      A co do szybkości starzenia się sprzętu, to chyba niefortunne sformułowanie… Sprzęt starzeje się dokładnie tak samo jak kiedyś. Po prostu szybciej pojawiają się inne nowinki, które też chciałoby się mieć.

      To jest ciekawy paradoks – z jednej strony na nowości narzekają ludzie, którzy chcieliby żeby zmiany w nowych rowerach postępowały jak najwolniej.
      Z drugiej strony: byle nowinka wytrąca ich z równowagi i powoduje, że uważają swój sprzęt za „stary”…

Dodaj komentarz do tekstu Diabeł Marketing – kto rządzi branżą?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Ile skoku powinien mieć rower enduro?

Porady, Sprzęt / 

Jaki ma być rower do enduro? Jakie powinien mieć cechy? Jaki wybrać? O kilku dylematach już napisałem: wiesz już, jakie znaczenie ma rozmiar kół i dlaczego nowoczesne rowery mają geometrię progresywną (i o co w ogóle w geometrii chodzi). Pisałem też o wyposażeniu: jakie wybrać pedały, czy warto pchać się w opony bezdętkowe i dlaczego sztyce regulowane są największą rewolucją ostatniej dekady. Ale wielu z nas ma dylemat na dużo bardziej elementarnym etapie: ile skoku powinien mieć rower do enduro?

Po pierwsze, rower do enduro nic nie powinien, ale o tym za chwilę ;)

Po drugie, praktycznie wszystkie rowery enduro mają 160 mm skoku. No i bach. Po artykule. Dziękuję za uwagę. Jeśli Ci się podobało, udostępnij na fejsbuku!

Ile skoku w rowerze enduro? 160 mm

Ciekawostka behind the scenes: na etapie powstawania 1Enduro, długo się zastanawiałem, czy nie nazwać strony 160mm.pl. Miałem już nawet szkice logo!


No dobra, ponieważ przyzwyczaiłem Cię do większej wylewności, zadam pytanie z tytułu nieco inaczej:

Dlaczego rowery enduro mają 160 mm skoku?

A dlaczego nie?

Zady i walety większego skoku

  • Lepsze połykanie dużych przeszkód (Captain Obvious do usług!);
  • Większy komfort i czułość na małe nierówności – przez większy SAG i większą komorę negatywną;
  • Szerszy margines bezpieczeństwa, rower wybacza więcej wtop, jak niedoloty czy niezbyt trafiony wybór linii;
  • Lepsza przyczepność i kontrola nad rowerem.
  • Zjawisko pływania w skoku, czyli niestabilność geometrii w wyniku odciążania/dociążania/hamowania;
  • Wrażliwość na jakość tłumienia – zawieszenie musi być wysokiej klasy, żeby zachowało uniwersalność;
  • Trudności dla projektanta (i potencjalne kompromisy) z zachowaniem miejsca na koło przy pełnym ugięciu;
  • Zazwyczaj większa masa wymuszona większą sztywnością i zazwyczaj nieco innym przeznaczeniem.

Oczywiście odwrotne zady i walety mają rowery o skoku mniejszym od nominału. Największą zaletą małego skoku jest więc bardziej stabilna geometria, bez konieczności stosowania wyrafinowanych systemów tłumienia, a więc lepiej jeżdżące rowery z niższej półki.

Skok a geometria

No właśnie, geometria. Jeśli pamiętasz warunki zajebistości roweru, to wiesz, że geometria jest najważniejszym czynnikiem związanym ze sprzętem, a wielkość skoku nawet nie załapała się do Top5.

Geometria jest też powodem, dla którego w ostatniej dekadzie panował pęd za coraz większym skokiem. Dużo osób do jazdy po górach kupowało bikeparkowe rowery ze skokiem 170-180, a nawet 200 mm. Z kolei na fulle ze skokiem 130 mm nikt nawet nie patrzył, traktując je jako przerośnięte rowery XC. Bo takie właśnie były!

Ile skoku do enduro?

GT Distortion: 115 mm skoku z tyłu i kąt główki ramy 66,5 stopnia. Rower tak zakręcony, że mógłby występować w japońskich teleturniejach. / Fot. GT

Jednak z czasem pojawiły się rowery o stosunkowo niewielkim skoku, ale z geometrią parę lat wcześniej kojarzoną z DH. Okazało się, że „przerośnięte rowery XC” wcale nie jeździły dupiato z powodu marnych 130 milimetrów skoku, ale przez krótkie i wysokie ramy, 70-stopniowy kąt główki i mostki sprzedawane na metry.

Producenci sprawnie to podchwycili i tak oto… BUM! Narodziły się rowery enduro.

Troszkę oczywiście podkoloryzowałem, ale chcę Ci powiedzieć, że dziś nie musisz już kupować roweru z dużym skokiem, żeby jeździć szybko, bezpiecznie i fajnie. Raczej powinieneś zastanowić się, gdzie i jak zamierzasz jeździć.

Skok a teren i styl jazdy

Pytanie z tytułu wpisu zadam więc jeszcze inaczej:

Ile skoku musi mieć MÓJ rower do MOJEGO enduro?

Żeby ułatwić Ci odpowiedź na to pytanie, opiszę Ci idealnych użytkowników rowerów o danym skoku.

Pro Tip: kup rower z kategorii, w której najwięcej razy powiedziałeś sobie „to ja!„.

XC/Trail: 100-120 mm

  • mieszkasz daleko od gór;
  • lubisz jeździć szybko i efektywnie, masz licznik i pulsometr;
  • na Stravę co chwilę wrzucasz tripy 100 km+, z kilkoma KOM-ami na podjazdach;
  • jak już wpadasz w góry, jazdę traktujesz turystycznie/treningowo;
  • chętnie odwiedzasz Singltreka pod Smrkem, a Twoją ulubioną „górską” trasą jest Twister;
  • zupełnie nie zależy Ci na zawodach enduro, ale planujesz kilka startów w maratonach.

All-mountain: 130-140 mm

  • szukasz jednego roweru do wszystkiego;
  • w górach bywasz często, ale najbardziej lubisz RychlebySrebrną Górę;
  • czerpiesz przyjemność z podjazdów, ale priorytetem jest dla Ciebie efektywność w górach, a nie szybkość na szutrach;
  • lubisz dłuższe, całodniowe wyrypy (>50 km) po najciekawszych szlakach w okolicy;
  • startujesz w zawodach enduro i maratonach, ale nie spinasz się na wynik.

Enduro: 150-160 mm

  • w górach jesteś praktycznie co weekend, a na Rychlebach witają Cię po imieniu;
  • interesuje Cię przede wszystkim szybkość i stabilność na zjazdach;
  • podjazdy prawie zawsze robisz o własnych siłach, ale na luzie;
  • Twoje wycieczki rzadko przekraczają 40 km, ale zaliczasz wszystkie ścianki w okolicy;
  • często odrywasz się od ziemi;
  • startujesz w zawodach enduro, a „maratony są dla frajerów i golinogów”;
  • kilka razy w roku dla zabawy i treningu zaglądasz do bikeparków.

FR/superenduro: 170-180 mm

  • masz kumpli zarówno na rowerach enduro, jak i DH;
  • startujesz w zawodach enduro i masz siłę, żeby nieco cięższy rower dowieźć na start OS-ów;
  • podjazdy/wypychy to dla Ciebie tylko konieczny etap przejściowy pomiędzy zjazdami;
  • regularnie odwiedzasz bikeparki i okazjonalnie startujesz w zawodach DH;
  • sporo skaczesz i rozróżniasz whipa od tailwhipa.

DH: 200 mm i więcej

  • słowa „podjazd” i „wyciąg” traktujesz jak synonimy. Z angielskich wolisz „uplift” od „uphillu”;
  • Strava kojarzy Ci się z jedzeniem;
  • w zasadzie mieszkasz w bikeparku;
  • liczysz punkty w generalce sezonu DH;
  • 3-metrowy stolik to dla Ciebie „nierówność terenu„, a nie „hopa„;
  • masz konto na Snapchacie.

 

nicolai-super-monster

…a może 300 mm? / Fot. Pinkbike

A co z hardtailami?

O nich rozpiszę się w innym artykule, a tu chciałbym tylko zaznaczyć, że w sztywnej ramie nie ma co przesadzać ze skokiem. W hardtailu i tak „jeździ się” przede wszystkim geometrią i oponami, a widelec ze 180 mm skoku nie zamaskuje faktu, że „wahacz” jest sztywny jak pal Azji.

Wręcz przeciwnie: w sztywnej ramie zjawisko pływania w skoku jest nieporównywalnie bardziej odczuwalne, bo rower nie ugina się równomiernie – zawsze nurkuje tylko przód. Geometria przy dużym skoku jest więc skrajnie niestabilna – w przybliżeniu, ugięcie o każde 20 mm zmienia kąty o 1 stopień.

Nietrudno więc wyliczyć, że w hardtailu z widelcem 180 mm, z raczej łagodnego 66-stopniowego kąta główki ramy przy dobiciu nagle robią się… 72 stopnie! Jak w racingowej szosówce!

Stromo…? Biorąc pod uwagę, że właśnie lądujesz arcyciężkiego dropa, albo wklejasz się w bandę z prędkością warp3… / Fot. Dartmoor

Dlatego w hardtailach nie polecam przekraczać 140-150 mm – tyle wystarczy do efektywnej kontroli nad rowerem, a przynajmniej geometria będzie bardziej przewidywalna.

Skok a podjazdy

Choć powyższe zestawienie sugeruje, że rowery z małym skokiem lepiej podjeżdżają, to jednak chciałbym zmierzyć się z tym… mitem.

Wziął on się z tego samego źródła, co kupowanie rowerów z za dużym skokiem: geometrii. Po prostu rowery z większym skokiem zawsze miały geometrię bardziej nastawioną na zjazdy, w dodatku obarczoną ograniczeniami wynikającymi z projektowania zawieszenia o dużym skoku, o których wspomniałem wcześniej. Głównie rozchodzi się tu o kąt rury podsiodłowej i długość ramy.

Obecnie parametry te sprzyjają podjeżdżaniu również w rowerach o skoku 180 mm. Prawdopodobnie dlatego wymyślono nową, modną nazwę „superenduro”, w miejsce antycznej „FR” (gimby nie znajo).

scott-genius-lt

Ten sam producent, podobny skok…

scott-voltage-fr

…a jednak przeznaczenie całkiem inne. / Fot. Scott

Nowoczesne rowery od dawnych freeride’ówek dramatycznie różnią się tez jakością pracy zawieszenia.

Skok a jakość pracy zawieszenia

Zarówno sama kinematyka poszczególnych systemów, jak i jakość pracy amortyzatorów/damperów, w ostatnich latach poszły ostro do przodu. Coraz częściej teamowi zawodnicy Foxa czy Rock Shoxa jeżdżą na całkiem seryjnym sprzęcie – bo jest tak dobry. W czasach stopniowych, ewolucyjnych zmian, łatwo o tym zapomnieć – w takim wypadku warto przejechać się na dowolnym fullu sprzed (zaledwie!) 10 lat.

Skok i jakość pracy zawieszenia łączą zależności, które podsumowałbym tak:

  1. Przeciętne zawieszenie łatwiej poradzi sobie z mniejszym skokiem.
  2. Z drugiej strony: wybitne zawieszenie jest tak dobre, że nie potrzebuje dużego skoku.
  3. Ale: wybitne zawieszenie potrafi tak zapanować nad dużym skokiem, że nie przeszkadza on ani na zjazdach, ani na podjazdach.

Innymi słowy: jeśli myślisz nad rowerem z dopracowanym zawieszeniem i wypasionym damperem/amortyzatorem, nie musisz się zbytnio martwić skokiem i spokojnie możesz skupić się na geometrii/przeznaczeniu danego modelu.

Yeti SB6C - ile skoku do enduro?

„Zaledwie” 152 mm skoku nie przeszkadzają Yeti SB6c być jednym z najszybszych rowerów enduro. Ceny zaczynające się od 32 tys. zł mogą mieć z tym jakiś związek. / Fot. Yeti

Jeśli jednak szukasz czegoś taniego, to wbrew pozorom, na rowerze o skoku 140 mm możesz czuć się pewniej, niż mając do dyspozycji słabo zaprojektowane i kiepsko tłumione 180 mm. Zwłaszcza, jeśli dodatkowo postawisz na duże koła.

Skok a wielkość koła

W artykule o rozmiarach kół do enduro wspomniałem, że koła 29″ dają efekt porównywalny do zwiększenia skoku zawieszenia o 20 mm. Wynika to z łagodniejszego przetaczania się po przeszkodach, lepszej przyczepności i większej stabilności dużej kichy. Jest to jeden z powodów, dla których 29er-y mają zwykle ciut mniejszy skok od swoich odpowiedników na kołach 26″ czy 27,5″.

Koła 29″ dają efekt porównywalny do zwiększenia skoku zawieszenia o 20 mm

Drugi powód to wspomniane już ograniczenia przy projektowaniu – miejsce na większe koło przy pełnym ugięciu samo się nie zrobi.

Niemniej jednak, możesz przyjąć, że 29er o skoku 140-150 mm to odpowiednik typowego enduraka o skoku 160 mm. Weź to pod uwagę przy robieniu testu „Skok a teren i styl jazdy”. To samo dotyczy nowej fali rowerów na kołach 27+, o których mam nadzieję napisać już niebawem.

kona-process-111-skok-enduro

Rower ze zdjęcia jest uważany za jeden z najfajniejszych rowerów enduro. To Kona Process 111, która braki w milimetrach skoku perfekcyjnie nadrabia milimetrami w geometrii i średnicy kół. / Fot. Kona

Skok z przodu a skok z tyłu

Na koniec słowo o mieszaniu skoku. Czyli w praktyce: z przodu więcej, niż z tyłu. Odwrotna różnica jest bez sensu, zdarza się bardzo rzadko i raczej nigdy nie przekracza 10 mm – co nie ma większego znaczenia.

Stosowanie widelca ze skokiem większym od skoku tylnego zawieszenia ma sens w paru sytuacjach:

  • tuning roweru pod kątem ostrzejszych zastosowań – patrz rower EVO;
  • rowery ze skrajnie progresywną geometrią, wymagających agresywnego dociążania przodu – dodatkowy skok pozwala zmniejszyć związane z tym zmęczenie rąk;

Jednak w obu przypadkach nie polecam przekraczać skoku tylnego zawieszenia o więcej, niż 20 mm!

  • większość ram nie jest do tego przystosowana – bardzo ucierpi geometria (zwłaszcza kąt rury podsiodłowej i wysokość suportu);
  • trudno będzie dobrze (zrównoważenie) zestroić przednie i tylne zawieszenie.

Podsumowanie

Jak widać, wybór roweru pod kątem wielkości skoku jest nieco bardziej zakręconym zagadnieniem, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Pierwsza wersja artykułu skończyłaby się po ok. 110 znakach, a rozwinięcie pochłonęło kolejne 1200 (sorry!), więc można powiedzieć, że nawet 12 razy bardziej zakręconym.

Jeśli wiesz, że chcesz typowy rower enduro, to sprawa jest w zasadzie prosta. Ale jeśli mieszkasz na nizinach, startujesz czasem w maratonach, odwiedzasz bikeparki albo myślisz o kołach 29″, opcje zaczynają się mnożyć. Staraj się jednak unikać uproszczeń i kategoryzowania rowerów tylko na podstawie milimetrów skoku, bo takie cechy, jak geometria czy jakość zawieszenia, mają dużo większy wpływ na odczucia na szlaku! Bo z ilością skoku jest trochę jak z długością penisa – niby o niczym nie przesądza, a jednak to właśnie o niej wszyscy mówią.

Ile skoku w rowerze enduro?

Fot. Santa Cruz

PS. Tym razem serio: jeśli dowiedziałeś się czegoś ciekawego, udostępnij proszę artykuł na fejsbuku! :)


Powiązane wpisy:

 

  1. – To ile pan ma?
    – A pan?
    – Czte…
    – Sze…
    – Piętnaście!

    :)

  2. A mówią że nie pędzel się liczy, ale jak kto nim maluje :P

  3. Ponieważ ostatnio mam mało czasu i góry to dla mnie luksus na jaki mogę sobie pozwolić max. 5 razy w sezonie, ideałem okazał się Primal 29er + wideł ze skokiem 130mm :)

  4. Lubię dłuższe wyrypy, kilkanaście razy >60km w górach pękło, >100km asfaltu szybkim tempem na sztywnym MTB to nie problem
    Jeżdżę z pulsometrem i „licznikiem”
    Korzystam ze Stravy
    Lubię techniczne ścianki
    Bywam w bikeparkach
    Nie ścigam się w zawodach
    Mam rower o skoku 170mm
    Uważam, że maratony są dla golinogów
    Lubię polatać
    Lubię podjazdy

    Jakiś dizwny jestem, bo nie wpasowuję się w żadną z kategorii ;)

    1. mam podobnie ;>

  5. Ja na swoim Geniusie 740 pojechałem w tym roku wszystkie edycje GogolMTB i powiem szczerze, że fantastycznie spisywał się na podjazdach, a na zjazdach miałem mega przewagę nad golinogami właśnie dzięki geometrii enduro i pełnemu zawieszeniu (kiedy oni zwalniali – ja przyspieszałem). Także ogólnie można powiedzieć, że rower endjuro do wszystkiego się nada :)

  6. Zanim wogole zagłębiłem sie w ten artykul, pomyslalem ze ilosc skoku zalezy przede wszystkim od terenu w ktorym dany rower ma byc uzytkowany, czyli „Ile skoku musi mieć MÓJ rower do MOJEGO enduro?” Z twojego zestawienia „genotypow” :) wyszlo mi ze JA to enduro, tymczasem lokalnie jezdze na sciezkowcu, a na gory mam rower o wiekszym skoku. Nie rozumiem tylko dlaczego wedlug Ciebie kazdy startuje w jakichś zawodach? Ne mozna po prostu bajkowac z pasji?

    1. Oczywiście, że nie każdy startuje w zawodach – ale jak już startujesz, to możesz znaleźć swoje „tak” w każdej z kategorii, zależnie od swoich preferencji. Jeśli ściganie nie sprawia Ci przyjemności, po prostu pomijasz tą wskazówkę.

      Myślę, że mało jest osób, które w 100% idealnie pasują do którejkolwiek z tej kategorii (spełniają każde kryterium) – chodzi o pokazanie typowych wzorców, do których możesz się odnieść.

      1. Witam
        Trafiłem na niniejszy artykuł w związku z nurtującym mnie pytaniem czy ma sens kupowanie amortyzatora przedniego ze skokiem o 20 mm większym aniżeli skok dampera (w moim przypadku tył to max 140 mm, chciałbym kupić widelec 160 mm). Czy zwiększenie skoku widelca ma sens skoro w trakcie jazdy będzie ograniczał mnie damper o mniejszym skoku ? Czy jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest kupno nowej ramy (roweru ) z większym tylnym skokiem ?

        1. Cześć Mariusz,
          Rzuć okiem na ten artykuł, w którym nieco szerzej opisałem tą kwestię:
          http://www.1enduro.pl/rower-evo-jak-dostosowac-rower-do-enduro/

  7. A ja jeżdzę dłuższe trasy 80+
    nie cierpie asfaltu
    Jeżdżę z licznikiem”
    Strava to jedzenie
    Lubię techniczne ścianki i dropy
    Bywam w bikeparkach
    Nie przepadam za dirtowymi hopami, ale lubie polatać
    Nie ścigam się w zawodach
    Mam hardtaila z skoku 160mm
    Uważam, że maratony są dla golinogów i odżywkożerców
    Daje rady na podjazdach

    IMHO na fullach w większości jeżdzą ludzie którzy nie umieją jeździć – kupują drogie zabawki i … i trzeba ich na Rychlabach non stop wyprzedzać. EOT.

  8. Trek Slash to najlepszy endurak na świecie! Jego zawias to dzieło sztuki

  9. A ja ściągając się na snabbie w Bielsku prawie doganialem na zjazdach gościa na sztywniaku z amorem 80mm ale na podjazdach słyszałem tylko szum jego oddalajacych sie opon. Co innego ze na ostanim odcinku (na nowym zielonym) gościu mial czas ze środka stawki dla tego ze jechał bez przedniej opony :D Wniosek – wszystko kwestią skilla

Dodaj komentarz do tekstu Ile skoku powinien mieć rower enduro?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top