Myślałeś, że dylemat „szorty czy długie spodnie” ogranicza się po prostu do sprawdzenia temperatury na zewnątrz? Chyba czas nadgonić trendy! Wystarczy odwiedzić bikepark w upalny dzień, żeby zauważyć, że nie jest to takie oczywiste. W nową (i bardzo przeze mnie lubianą) modę na długie spodnie latem, idealnie wpisują się TYGU Arioso. A w bonusie: dwa nowe modele rękawiczek, które o 180 stopni zmieniły moją opinię o rękawiczkach tego polskiego producenta: TYGU Trail i Spider.

Długie spodnie TYGU Arioso
Mam nadzieję, że jeszcze ci się nie znudził ten artykuł, bo właśnie zamierzam podać kluczową informację (poza tym, że TAK, SĄ TEŻ CZARNE): Arioso to są długie spodnie na lato. To nie jest kolejna generacja spodni „przejściowych”, jak model Drifter (w którym z przyjemnością przejeździłem cały poprzedni sezon). To jest oddzielna propozycja dla osób, które lubią długie nogawki nawet wtedy, kiedy temperatura bez problemu pozwala założyć krótkie.

Długie spodnie w lecie? Gdzie tu sens, gdzie logika?
Już tłumaczę. Z letnimi długimi spodniami jest trochę tak, jak z długimi rękawiczkami. Kiedy MTB raczkowało, standardem były rękawiczki bez palców i nikt nie wyobrażał sobie gotowania dłoni w czymkolwiek innym, chyba że zimą. A teraz zastanów się, kiedy ostatnio widziałeś na szlaku kogoś w bezpalczastych? Okazało się, że z lekkim i przewiewnym materiałem, upały nie stanowią takiego problemu, żeby pominąć oczywiste zalety praktyczne.
TYGU Arioso też są wykonane z lekkich i przewiewnych materiałów, które zapewniają komfort termiczny w wyższym zakresie temperatur, niż typowe długie spodnie rowerowe.
A jakie są te zalety praktyczne? W skrócie: ochrona i izolacja od otoczenia. Długie nogawki, nawet tak cienkie:
- bardzo zwiększają komfort przedzierania się przez krzaki (zwłaszcza, jeśli ktoś ma alergie lub nie przepada za kleszczami tudzież ostrymi kolcami);
- stanowią dodatkową warstwę poślizgu dla pinów pedałów (bardziej na wypychach i innych sytuacjach „poza rowerem” – spieprzonego lądowania oczywiście nie uratują);
- chronią przed słońcem (wiem, to już trochę na siłę, ale kto nie miał spalonych czerwonych pasów między ochraniaczami a skarpetkami, niech pierwszy rzuci dętką);
- zbierają całe błoto – po powrocie do domu wystarczy zrzucić spodnie, a nogi, skarpetki i ochraniacze pod spodem są czyste (pro-tip: ochraniacze nie lubią częstego prania, a niektóre protektory w ogóle nie powinny lądować w pralce) – to jest moja ulubiona zaleta.
Do tego dochodzi po prostu kwestia… stylu. Może jestem dziadersem lekko staroświeckim millenialsem, ale kiedyś uczyli mnie, że jak facet przestaje być chłopcem, to w szortach przystoi mu się pokazywać tylko na plaży. Moim zdaniem to lekka przesada, twoim zdaniem może to być kompletna bzdura, ale hej – ja tylko próbuję przedstawić mój punkt widzenia.

Ale wróćmy do testu Arioso
Słowa „lekkość” i „przewiewność” będę tu odmieniał przez wszystkie przypadki, więc podejdźmy do tego konkretnie. Na pierwszy ogień, lekkość:
- Dynafit Ride (krótkie, ultralekkie): 190 g
- Leatt AllMtn 2.0 (krótkie, lekkie): 252 g
- TYGU Arioso (długie, letnie): 258 g
- Rocday Roclite (krótkie, średnie): 309 g
- TYGU Drifter (długie, przejściowe): 326 g
- Leatt MTB Enduro 3.0 (długie, przejściowo-ciepłe): 377 g
Arioso są więc o 20% lżejsze od bliźniaczych na pierwszy rzut oka Drifterów. Ciekawie też wypada porównanie z szortami, zwłaszcza bardzo lekkimi Leatt AllMtn 2.0 – ważą praktycznie tyle samo. Arioso to prawdziwe ultralighty wśród długich spodni.
Samo to oczywiście przekłada się na komfort termiczny w ciepłe dni, a dodatkowo wspomagają go wywietrzniki w formie laserowo dziurkowanych paneli na biodrach (nad kieszeniami) oraz pod kolanami. Do tego mamy duży panel z siateczki z tyłu dolnej części nogawek.

I teraz kolejna kluczowa informacja: jakie jest okno temperaturowe dla tych spodni? Moim zdaniem optimum to „naście” stopni, czyli tak powiedzmy 15-20°C. Jeździłem w nich też poniżej 15°C i było ok, choć bliżej 10°C przewiew zaczynał dawać się we znaki. Jeździłem też powyżej 20°C i jak na długie spodnie, było rewelacyjnie – choć tu z kolei bliżej 25°C zaczynałem tęsknić za wiatrem we włosach, jaki zapewnią tylko szorty. Myślę, że taki zakres dobrze odpowiada warunkom w polskich górach przez większość sezonu.
A jak ta lekkość przekłada się na trwałość? Cóż, test trwał ok. 2 miesiące, więc trudno mówić o długim dystansie, ale na razie nie widać żadnych uszkodzeń. Względem cięższych Drifterów, Arioso tracą wzmacniane panele na kolanach, więc przy glebie pewnie łatwiej będzie je w tym miejscu przetrzeć. Ja bardziej obawiałem się o wspomnianą wyżej siateczkę na dole nogawek, bo w tym miejscu czasem zdarza mi się przejechać pinami. Ma ona jednak zwartą i „śliską” strukturę. Przy celowych próbach uszkodzenia, bardziej zahaczały się szwy, niż sama siateczka. Ogólnie, Arioso nie sprawiają wrażenia ultra-lekkich wydmuszek, które rozpadną się po pierwszej glebie czy błotnej wyrypie, ale wiadomo, że produkt ultralekki zawsze warto traktować z większą uwagą.

Na koniec słowo o funkcjonalności: regulację obwodu zapewnia typowy dla TYGU pasek z ząbkami, do tego po bokach w pasie są dwa spore panele z elastycznej gumy, dzięki którym spodnie dopasowują się do pozycji i zapobiegają efektowi „dekoltu hydraulika”. Do tego napisy po wewnętrznej stronie pasa są silikonowe, dodatkowo zapobiegając zsuwaniu (tudzież wysuwaniu jerseya, jeśli na pełnej wjedzie styl bikeparkowy z koszulką w spodniach).



Jeśli chodzi o kieszenie, to są dwie i są one bardzo sprytne. Znajdują się nieco niżej na udach (bardziej w stylu „cargo”) i od wewnątrz nie są wszyte na sztywno. Nie wiem, na ile to było celowe, ale coś, co na pierwszy rzut oka wygląda na niedopracowany detal, okazuje się bardzo praktycznym ficzerem. „Skrzydełka” kieszeni naturalnie układają się do tyłu (pod udo), ale można je też przełożyć do przodu (na udo). Pierwsza konfiguracja (kieszenie do tyłu) świetnie sprawdza się w czasie jazdy – telefon wisi sobie pod nogą, nie gniecie i nie odstaje. Z kolei druga konfiguracja (kieszenie do przodu) przydaje się przy siedzeniu np. w samochodzie czy w barze, kiedy telefon pod udem by przeszkadzał.


TYGU Arioso vs Drifter – czym się różnią i które wybrać?
- Driftery mają na dole nogawek zamki ułatwiające zakładanie spodni i poprawianie ochraniaczy + dodatkowo elastyczne panele, Arioso są na dole po prostu szersze;
- W sumie cały krój Arioso jest luźniejszy, co myślę że dobrze widać na poniższym porównaniu (czarne – Drifter);
- Driftery mają cały tył pasa elastyczny, Arioso zamiast tego mają dwie krótsze gumy po bokach i jeden duży rozciągliwy panel na górze tyłka (moim zdaniem Arioso lepiej leżą);
- Arioso mają dodany rzep na rozporku (pod paskiem zębatym);
- Driftery mają pancerne, wzmocnione panele na kolanach, Arioso nie;
- Ariso mają niżej położone i dużo lepsze kieszenie pod/nad udami, Driftery mają klasyczne.
- Cieńszy materiał Arioso jest o 20% lżejszy i zapewnia okno temperaturowe przesunięte bardziej w stronę wysokich temperatur – Driftery są super na wiosnę/jesień, ale jeśli chcesz jeździć w długich spodniach powyżej 20C, wybierz Arioso.


Rękawiczki TYGU Trail
Do testu dostałem też rękawiczki. Różnią się one od dotychczasowych modeli TYGU, z którymi zawsze miałem problem – ich krój z dziwnie długimi palcami zupełnie mi nie pasował, więc ich testowanie mijało się z celem. Po nowych modelach Trail i Spider nie spodziewałem się więc zbyt wiele, ale już po pierwszej przymiarce odetchnąłem z ulgą – w końcu są normalne. Tylko tyle i aż tyle.
Choć na tym nowości się oczywiście nie kończą. TYGU Trail to podobna koncepcja, jak spodnie Arioso – czyli maksymalnie lekko i przewiewnie, ale z dobrą ochroną. Góra jest więc cienka, elastyczna i minimalistyczna. Jedynie na kciuku materiał jest nieco grubszy i bardziej chłonny – Anglicy nazywają to „snot wipe”, ale poza śpikami, można też tą wbudowaną ściereczką wytrzeć okulary czy pot z czoła (choć łącząc te zastosowania, lepiej uważać na kolejność).



Dużo więcej dzieje się po wewnętrznej stronie, która odpowiada za czucie roweru i nieczucie żwiru po glebie. Materiał jest mięciutki i przyjemny, a dodatkowo pomagają mu pady ERGOgrip. Początkowo byłem do nich bardzo sceptycznie nastawiony, po doświadczeniach z żelowymi wkładkami, które bardziej przeszkadzały, niż pomagały. Ale rozwiązanie TYGU to nie jest żel, tylko pianka (o dwóch różnych grubościach) i ta kluczowa różnica jest szybko wyczuwalna – pady nie gniotą, nie grzeją i ogólnie nie przeszkadzają. A czy pomagają? Cóż, zaczynam się do nich przekonywać. Na pewno dużą ich zaletą jest to, że „usztywniają” wewnętrzną stronę rękawiczek tam, gdzie modele bez padów lubią się zwijać po chwyceniu kierownicy (i jednocześnie tam, gdzie wszyscy rowerzyści mają odciski – wiesz, o którym miejscu mówię?). A czy odciski są przez to mniejsze? O tym pozwolę sobie dopisać nieco więcej po dłuższych, wakacyjnych jazdach bikeparkowych.
Aha, na palcach są też nitki poprawiające współpracę w ekranem dotykowym. Jest to rozwiązanie dość podstawowe („dotykowe” są tylko nitki, nie materiał), które wystarczająco dobrze sprawdza się przy sprawdzaniu mapy, ale spisując na szlaku notatki do czytanego przez ciebie właśnie testu, po dwóch zdaniach wolałem ściągnąć rękawiczki.




Rękawiczki TYGU Spider
Opisane wyżej Traile to solidne „normalne” rękawiczki, które będą domyślnym wyborem dla większości riderów. Ale prawdziwe sztosiwo zostawiłem sobie na koniec. TYGU Spider to bez dwóch zdań moje nowe ulubione rękawiczki i odkąd je mam, nie chcę jeździć w innych. Dlaczego?
Ich koncepcja jest skrajnie różna od lekkich i minimalistycznych Trail – dość powiedzieć, że są od nich prawie dwukrotnie cięższe. Wynika to z miłego w dotyku, tkanego wierzchniego materiału, który jest gruby, mięciutki, wybitnie elastyczny i wygodny jak stare jeansy.



Są też minusy: wentylacja zasługuje maksymalnie na ocenę „spoko”, tkanina jest też bardziej podatna na zaciąganie (ale za to bardzo odporna na rozciąganie!). Ale jeśli oczekujesz od rękawiczek komfortu i ochrony, to powinieneś zamówić je chociaż na przymiarkę – ja się zakochałem od pierwszego wejrzenia.
Ochronę dodatkowo poprawia sztywny ochraniacz knykci. Znacząco zwiększa on obrażenia w walce wręcz, ale daje też +5 do ochrony przed sterczącymi gałęziami i cienkimi drzewami. Ponieważ jeżdżę ostatnio głównie po Beskidzie Żywieckim, rozglądałem się za takimi rękawiczkami, bo przy eksplorowaniu naturalnych ścieżek to jest serio przydatny ficzurs. Większość producentów olała tę kategorię, więc fajnie, że pojawił się model nie-motocyklowy, który daje taką ochronę (swoją drogą, Tygu też pochodzi z Żywieckiego – przypadek?).
Od strony wewnętrznej mamy podobne pady ERGOgrip, jak w lżejszym modelu, więc czucie kierownicy jest w zasadzie identyczne. Trochę lepsze jest czucie hamulców, bo dwa pierwsze palce mają gumowe wstawki antypoślizgowe. Dla mnie dużym plusem jest też inne rozwiązanie problemu smartfonowego – tutaj na kciuku i palcu wskazującym są wszyte większe panele z dotykowego materiału, więc można bez problemu klikać precyzyjnie czubkiem palca. Jeśli jesteś endurzycą-intagramerką lub po prostu korzystasz ze smartfona do nawigacji – Spidery sprawdzą się lepiej, niż model Trail.



TYGU Arioso, Trail, Spider – werdykt
TYGU chyba ostatnio stara się powalczyć na rynku oryginalnością i tym razem wyszło to bardzo dobrze. Spodnie Arioso i rękawiczki Spider stały się moimi ulubionymi spodniami i rękawiczkami, i to z dużą przewagą, bo praktycznie nie mają one konkurencji.
No bo jakie inne długie spodnie są zaprojektowane typowo z myślą o wyższych temperaturach? Albo jakie inne rękawiczki mają ochraniacze knykci, a przy tym dają miękkość i elastyczność tkanego materiału? Jasne, to są bardzo specyficzne kryteria i być może dla ciebie wręcz bezsensowne. Ale u mnie wszystkie inne spodnie i spodenki stanowią aktualnie ładną zwartą kupkę na dnie szuflady, bo od początku sezonu jeżdżę tylko w Arioso.
O rękawiczkach chciałbym napisać to samo, ale akurat w tej szufladzie panuje chaos. Ale Spidery polecam nawet z większą przyjemnością, bo dotychczasowe rękawiczki TYGU były moim zdaniem kiepskie – teraz w końcu wskoczyły na poziom jakościowy, jaki spodnie i spodenki TYGU prezentowały od dawna.



Spodnie TYGU Arioso
Cena: 449 zł
Masa: 258 g (rozmiar S)
Sklep i strona producenta
Rękawiczki TYGU Spider
Cena: 179 zł
Masa: 59 g (para, rozmiar S)
Sklep i strona producenta
Rękawiczki TYGU Trail
Cena: 119 zł
Masa: 35 g (para, rozmiar S)
Sklep i strona producenta
Zobacz też:
