Menu
Menu Szukaj

Hajlajtsy: Mistrzostwa Polski Enduro Świeradów Zdrój

14 czerwca miały miejsce najważniejsze zawody w tym sezonie: pierwsze w historii Mistrzostwa Polski enduro. Wypadałoby się cieszyć, że doczekaliśmy się imprezy takiej rangi i że Polski Związek Kolarski wspiera nas bardziej, niż UCI wspiera Enduro World Series (bo Mistrzostw Świata enduro wciąż nie ma). Wypadałoby, ale jednak wydarzenie delikatnie mówiąc, nie spotkało się z gorącym przyjęciem ze strony zawodników… Ale nie uprzedzajmy faktów.

13 minut jazdy i już jestem Mistrzem Polski…?

Na początek trzeba niektórym wyjaśnić, czym są Mistrzostwa w MTB. Wielu oburza się pisząc, że Mistrzem powinien zostać zawodnik, który najlepiej poradzi sobie z całym sezonem ciężkich bojów, na różnych zawodach, na różnych trasach, w różnych warunkach i w ogóle. Wiadomo, czasem ma się gorsze dni, czasem komuś jakaś trasa nie leży, czasem zdarzy się awaria sprzętu albo organizator nawali – rozumiesz, o co mi chodzi. No więc to nie to.

W każdej dyscyplinie kolarskiej, Mistrzostwa (kraju, Europy, Świata, Drogi Mlecznej…) są pojedynczą imprezą. To co opisałem powyżej, to puchar (kraju, Europy…), a zwycięzca klasyfikacji generalnej całego cyklu jest mianowany np. Mistrzem Pucharu Świata. Jak dla mnie, brzmi całkiem spoko, ale jednak na Mistrza Świata poleci więcej lasek, więc każdy chce zgarnąć właśnie ten tytuł. Zwłaszcza, że przy okazji dają gratisową koszulkę w barwach narodowych, a Mistrzowi Świata koszulkę z tęczą UCI, która jest jedyną tęczą jaką facet może z dumą nosić bez całowania się z innym facetem.

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój
Fot. Organizator

Czy to uczciwe i miarodajne? Niby nie. Ale z drugiej strony, wybaczcie frazes, ale trasa jest taka sama dla każdego, a prawdziwy Mistrz powinien sobie poradzić niezależnie od narzuconych mu warunków. A jak już wybitnie komuś charakter miejscówki nie siądzie (bo np. jest bardzo kondycyjny, a on jest mistrzem pionowych rockgardenów), to zawsze może poczekać do następnego roku – nie zdarza się, żeby Mistrzostwa były organizowane dwa razy z rzędu w tym samym miejscu.

Więc podsumowując: Mistrzostwa w MTB to szybki szpil, jeden strzał i sława na wieki. W przypadku zawodów w Świeradowie ten szpil trwał dokładnie 13 minut i 20 sekund. Co sprowadza nas do kwestii areny zmagań zawodników…

Trasa, czyli lekko kuriozalne kontrowersje

13 minut to niewiele – powie Ci to każda dziewczyna. W regulaminie innego cyklu zawodów widnieje nawet zapis, że czas najszybszych zawodników powinien przekraczać 15 minut (regulamin MP mówił o 10 minutach, więc w papierach wszystko gra). Trzeba przyznać, że od zawodów tej rangi można by oczekiwać więcej ścigania, zwłaszcza porównując do odbywających się tydzień wcześniej hardkorów w Mieroszowie.

Chodzi między innymi o to, żeby uniknąć zbyt małych różnic czasów. Tego problemu jednak nie było, bo zawodnik, który dojechał jako drugi, stracił do zwycięzcy aż 47 sekund.

Druga sprawa to jednak nazwa „enduro”, czyli całe to nieszczęsne „endurance”. Można dyskutować, czy 13-14 minut to wystarczająco długo, żeby wykazać się nie tylko siłą i szybkością, ale też wytrzymałością. Nie zapominaj jednak, że trasa to nie tylko OS-y, a dojazdówki też potrafią zmęczyć. Cała pętla miała około 33 km i 1500 m przewyższenia, więc podobnie, jak u „konkurencji”. Szkoda tylko, że limity czasowe były baaardzo luźne. Więcej wysiłku między odcinkami zamknęłoby usta jęczybułom. Wiem wiem, spina na dojazdówkach nie jest w enduro pożądana, ale cholera, mówimy tu o Mistrzostwach Polski!

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój
Fot. Marcin Hajdecki

Najbardziej kuriozalne kontrowersje dotyczą jednak nie długości, a charakteru trasy. Rzekomo była ona ustawiona pod zawodników i rowery DH, bo była „dzida w dół” po kamcorach, bez zakrętów i sekcji kondycyjnych. To nic, że:

  • wszystkie odcinki były naturalnymi górskimi szlakami, wręcz klasykami enduro;
  • na wszystkich odcinkach odbywały się już wcześniej zawody innych serii (nikt nie narzekał);
  • wszyscy zwycięzcy jechali na rowerach enduro;
  • trasy DH wyglądają zupełnie inaczej – są pokręcone jak świński ogon, techniczne, z dużą ilością sztucznych przeszkód, wygrabione z luźnych kamieni itp.;
  • patrząc na nagrania przejazdów (OS2, OS3+4) odnoszę jednak wrażenie, że było gdzie popedałować, a i kierownica nieraz się przydała do innych celów niż przyczepienie hamulców;
  • brak większej liczby zakrętów w dużym stopniu rekompensował bogaty wybór linii przejazdu;
  • na innych zawodach jakoś nie słychać narzekania, kiedy na odcinkach nie ma podjazdów (skąd nagle wszyscy są takimi fanami uphillu?).

Po prostu kolejny raz środowisko enduro cierpi na ból dupy z powodu tego, że wszystkie fanty zgarnęli zjazdowcy… Przy okazji dostarczając kolejny dowód na to, że chcemy, aby trasy zawodów enduro bardziej przypominały trasy DH, o czym wspominałem ostatnio, nawet jeśli mówimy coś dokładnie odwrotnego.

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój
Fot. Mariola Szleger Happy Photo Sunday

Co jeszcze można było usłyszeć ciekawego o trasie?

  • Że była totalnie nieprzygotowana: jakby została perfekcyjnie przygotowana, byłoby jojczenie na „grabienie szlaków” i „układanie kamieni”, bo w końcu enduro to jazda w terenie zastanym, prawda? Trzeba jednak przyznać, że na MP warunki powinny być jak najbardziej zbliżone dla wszystkich zawodników, więc latające po trasie kamcory i gałęzie wypadałoby uprzątnąć…
  • Że była niebezpieczna: to fakt, żeby wygrać, trzeba było jechać cholernie szybko po zupełnie nieprzewidywalnej nawierzchni i mi też się nie podoba przedkładanie odwagi/głupoty nad technikę czy kondycję. Wytyczenie kilku szykan odchodzących od głównego szlaku w najszybszych miejscach znacząco podniosłoby poziom bezpieczeństwa. Ale z drugiej strony – jak tylko wspomnisz o niebezpieczeństwie w enduro, Ci sami hejterzy bankowo zaproponują Ci przerzucenie się na bierki.
  • Że była tak sobie oznaczona: zgubić się raczej nie dało, ale w obliczu ostatnich kontrowersji… MP zasługują na pełne otaśmowanie odcinków, żeby nie było znowu płaczu, że ktoś ominął jakiś kamień.
  • Że najlepsze fragmenty zostały skasowane przez tzw. „leśników” (a tak naprawdę RDOŚ, która z leśnikami niewiele ma wspólnego) i w ostatniej chwili wymuszony został dwukrotny przejazd ostatniego odcinka. Podobne akcje miały miejsce już wcześniej, również u innych organizatorów, więc cóż – w naszych realiach shit happens… Choć przyznaję, że dla zawodników to jednak niezła lipa. Zawody tej rangi powinny być z dużym wyprzedzeniem dopięte na ostatni guzik, a w razie czego zorganizowane w innej, „bezpieczniejszej” lokalizacji. Zwłaszcza że okres lęgowy cietrzewia (który mocno okroił OS2 – serio!) jest eventem raczej dość przewidywalnym. Chyba, że z tych cietrzewi takie jebaki, że nigdy nie wiadomo, kiedy je najdzie ochota. Kto je tam wie…
sad
Zamiast narzekać, warto sprawdzić trasę samemu – organizator udostępnia track GPX.

Hejt: geneza i skutki

Jak widać, trasa trochę kontrowersji wzbudziła, ale nie powiedziałbym, że była jakąś totalną wtopą. Skąd więc tyle jojczenia? Mistrzostwa Polski zostały zorganizowane w ramach Enduro Trophy i to niestety jest moim zdaniem odpowiedzią na wszystkie pytania. Organizator ET niestety nagrabił sobie w przeszłości kilkoma dziwnymi akcjami i wiele osób dożywotnio odpuściło sobie jego imprezy, nie wnikając zbytnio w szczegóły. Inne serie w ostatnich sezonach wskoczyły na wyższy poziom organizacji, ale większość osób bojkotuje ET jeszcze za grzechy sprzed 3-4 lat i ze względu na osobiste animozje.

Efektem tego była kiepska frekwencja. Albo nawet tragiczna. No dobra, tak naprawdę była katastrofalna. W każdych kolejnych hajlajtsach nie mogłem się nadziwić, ilu ludziom chce się tego roku startować, a tymczasem na teoretycznie najważniejsze zawody przyjechało niecałe 90 osób… Praktycznie wszystkie inne imprezy w tym sezonie przyciągnęły 2 razy więcej zawodników i zawodniczek!

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój
Fot. Vasco

Nie tylko o ilość jednak chodzi, ale o jakość. W Mistrzostwach Polski nie liczy się udział, liczy się zwycięstwo – sorry, ale tak jest. Zwraca się uwagę głównie na czoło stawki, na ludzi którzy walczą o koszulkę z orzełkiem na cycu. Zrobiłem więc małe podsumowanie tegorocznych zawodów i zebrałem nazwiska zawodników finiszujących do tej pory w Top 5 (kolejność przypadkowa): Motyka, Zasada, Jędrzejewski, Baliński, Rusnak, Perin, Ciok, Kwaśny, Dębiec, Jonkisz, Brzózka. Z tych jedenastu asów w Świeradowie pojawiło się zaledwie czterech. Było też 5 szybkich pań, ale w tym sezonie bywało już (o wiele) lepiej.

Plusy dodatnie

Jak widać, narzekania było całkiem sporo, ale były też pozytywy. Przede wszystkim pierwszy raz na Enduro Trophy zagościł precyzyjny pomiar czasu fotokomórką, dzięki czemu odpadły związane z tym kontrowersje z dawnych czasów. Ogólnie organizacja była dość sprawna – w większości przypadków czasy otwarcia OS-ów pokrywały się z planem, co nie jest oczywistością u żadnego z organizatorów.

Kolejna sprawa to dwukrotny przejazd ostatniego odcinka. Może się do wydawać wielką wadą, jednak zdecydowanej większości uczestników zupełnie to nie przeszkadzało. Możliwość poprawienia własnego czasu to fajna atrakcja, upraszcza to też znacznie logistykę (pomiar czasu), więc w przyszłości nie obrażałbym się na takie rozwiązanie.

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój
Fot. Mariola Szleger Happy Photo Sunday

Wszyscy chwalili też klimat zawodów. Tradycją jest już, że w enduro można liczyć na luźną atmosferę i świetnych ludzi i ranga imprezy nic tu nie zmieniła.

W zasadzie to ranga imprezy ogólnie nic nie zmieniła. Bo choć przetarcie szlaku we współpracy z PZKol trzeba uznać za wielki wyczyn (patrz sytuacja z UCI), to jednak oceniając wkład Związku nasuwa się pytanie…

Czy enduro potrzebuje Mistrzostw Polski?

Czytając moje argumenty możesz odnieść wrażenie, że bronię tych zawodów. Niestety faktem jest, że zdaniem części wypytanych przeze mnie uczestników zawody jako całość były kiepskie. I piszę „kiepskie”, bo staram się unikać wulgaryzmów. Można odnieść wrażenie, że zostały zorganizowane tak jak każde inne Enduro Trophy – czyli nieźle, jak na standard sprzed 2-3 lat. Inni organizatorzy poszli jednak ostro do przodu i właśnie na Mistrzostwach Polski tego skoku jakościowego zabrakło najbardziej.

To, co mnie jednak bardziej męczy, to wszechobecny bezmyślny hejt – i to z nim głównie dyskutuję w tej relacji. Mam wrażenie, że zawodów tego organizatora wręcz nie wypada popierać i żeby być trędi-ęduro, w dobrym tonie jest je zbojkotować, a potem opisać na Facebooku, jakie były chujowe. I oczywiście jak to Arek Perin oszukiwał ;) Nie ma nic złego w nielubieniu ET, każdy ma jakieś powody, ale zaczyna brakować w tym dystansu i sensu.

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój
Fot. Marcin Hajdecki

Próbując więc ocenić cały obrazek: czy Mistrzostwa to krok w dobrą stronę dla naszej sceny? Co dobrego przynosi nam wyższa ranga imprezy, super tytuł do zdobycia i wsparcie PZKol?

W niedzielę okazało się, że ten hype jest sztucznie napompowany i totalnie nie przekłada się na zainteresowanie zawodników, mediów czy sponsorów. Nawet lokalni „środowiskowi” w dupie mieli rangę zawodów i w ostatniej chwili ową część ciała wypięli na ustalony wcześniej przebieg trasy. Witaj w Polsce.

Ale czy na pewno? Jak z tym jest za granicą? UCI w kluczowym momencie zbagatelizowała enduro, pozwalając na niezależny i niekontrolowany rozkwit Enduro World Series, które urosło do imprezy rangi Pucharu Świata. Dopiero jak już do tego doszło, oficjele zainteresowali się tematem i teraz głowią się, co by tu od siebie dodać, żeby móc przypiąć swój znaczek.

Brzmi znajomo? Kiedy przewodniczący komisji odpowiedzialnej m.in. za enduro, na starcie zawodów w Kluszkowcach obwieścił zawodnikom, że PZKol zastanawia się, co może zrobić, żeby w enduro żyło się lepiej, tłum cicho odpowiedział: „trzymać się z dala” (i znów cudem uniknąłem wulgaryzmu). Po klapie pierwszych Mistrzostw Polski w rowerowym enduro, odnoszę wrażenie, że tłum dobrze wie, czego mu potrzeba, a duch swobody i niezależności w enduro wciąż przeważa.


Żeby tradycji stało się zadość: historyczne tytuły powędrowały w ręce Arka Perina, Michała Śliwy i Eli Figury (która w tym roku totalnie zdominowała ładniejszą część stawki). Pełne wyniki znajdziesz tutaj.

Zdjęcia (dodawane na bieżąco):

https://www.1enduro.pl/mp-rowerowatelewizja
https://www.1enduro.pl/mp-vasco

https://www.1enduro.pl/mp-happyphoto
https://www.1enduro.pl/mp-hobbit
https://www.1enduro.pl/mp-kinga
https://www.1enduro.pl/mp-born2bike

Filmy:

https://www.1enduro.pl/mp-gekon
https://www.1enduro.pl/mp-sonicsoul

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
KULOretroracer Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
retroracer
Gość
retroracer

trudno cokolwiek dodać, świetne podsumowanie
gratulacje dla zwycięzców MP

KULO
Gość
KULO

Na co oni narzekali na tych trasach :P Ja tam z kolegami na sztywniakach 120mm z przodu spokojnie jeździmy, nie są to oczywiście wielkie prędkości bo zjazd z sępiej zajmuje nam ~6minut a to dosyć sporo, ale nie narzekamy i cieszymy się z tych tras, nie ma co oczekiwać cudów na tych trasach. A najbardziej mnie dobiło to że trasy nie były przygotowane, może trasy ogarniać z tydzień wcześniej ogarniać, kamienie odrzucać i kładki układać? :P

Odwiedź mój profil na
Instagram Top