Nowy sezon, nowy ja nowy Lazer! Marka ta rozpieszcza moją głowę, regularnie wypuszczając nowe modele – tym razem do testu trafił Lazer Impala KinetiCore, czyli nowy flagowy model trail/enduro, pozycjonowany powyżej Jackala, w którym jeździłem do tej pory. Czym się różni i dlaczego miałbyś dać za niego drugie tyle?

Lazer i kaski MTB – jak się połapać w ofercie?
Kaski Lazer to stały bywalec testów na 1Enduro, a mimo to, nawet ja nie do końca ogarniam ciągle zmieniającą się ofertę. Spróbujmy więc razem, skupiając się na modelach trail/enduro i zaczynając od najtańszych:

Lupo i Finch – modele budżetowe, bez regulowanego daszka czy magnetycznego zapięcia i dostępne w jednym rozmiarze skorupy, a tak naprawdę w dwóch – Lupo jest większy, Finch mniejszy, poza tym są identyczne. Jeden z lepszych wyborów dla osób początkujących, które chcą wydać jak najmniej, ale bez kompromisów w bezpieczeństwie (nawet te tanie modele mają skorupę KinetiCore!). Napisałem na ich przykładzie poradnik, czym tanie kaski różnią się od drogich.

Coyote – model ze średniej półki, dostępny już w trzech rozmiarach skorupy (więc dopasowanie i wygląd będą lepsze) i z bajerami, jak magnetyczna klamra Fidlock. Jednocześnie katalogowo jest on sporo tańszy od kolejnego Jackala, różniąc się jedynie detalami – nieco mniej smukły kształt skorupy, trzy rozmiary zamiast czterech, trochę mniej akcesoriów, nudne kolorki. Coyote jest punktem odniesienia w kategorii cena/jakość. Tu masz test.

Jackal – do niedawna topowy model Lazera i wciąż jeden z najlepszych kasków na rynku pod względem komfortu, bezpieczeństwa i ficzursów. Od dołu mocno podgryza go tańszy Coyote, a zaawansowani riderzy potrzebujący „latest and greatest” wybiorą nową Impalę, ale w jednym Jackal pozostaje najlepszy: ze względu na rzadko spotykany rozmiar XL 61-64 cm, jest to domyślna propozycja dla osób z wielkim łbem. Po premierze Impali broni się też w wyprzedażach – od premiery staniał o ponad połowę! Przy okazji jego testu, tłumaczyłem koncepcję KinetiCore.

Impala – testowany tu model wskakuje na szczyt łańcucha pokarmowego, z nowymi bajerami takimi jak skorupa DualCore, transponder RECCO czy kanały na okulary – o tym wszystkim za chwilę. Ale nawet pomijając nowe rozwiązania konstrukcyjne, zaraz po wyciągnięciu z pudełka czuć, że Impala to produkt z najwyższej półki. Lazer w końcu wypuścił model premium, w pełni wart dopłaty do średniopółkowego Coyote.
Bezpieczeństwo, czyli KinetiCore, DualCore i RECCO
Wszystkie opisane wyżej kaski Lazera są wyposażone w skorupę KinetiCore i wszystkie zostały bardzo dobrze ocenione w niezależnych testach bezpieczeństwa Virginia Tech – choć po ostatniej zmianie systemu punktacji, wypadły z grona 5-gwiazdkowego. Impala niestety jeszcze się nie załapał na ocenę, a jestem jej bardzo ciekaw, ze względu na nową skorupę DualCore.
DualCore jest rozwinięciem koncepcji KinetiCore, która dodaje piankę EPS o podwójnej gęstości: twardszą na zewnątrz i bardziej miękką bliżej głowy, co w założeniu ma wspomagać odkształcanie i wyłamywanie wypustek KinetiCore przy glebie.



Same wypustki działają tak samo, jak w dotychczasowych modelach Lazera, to znaczy robią z grubsza to samo, co MIPS: przy glebie umożliwiają ruch kasku względem głowy, co zmniejsza ryzyko wstrząśnienia mózgu.
Ale KinetiCore sporo rzeczy robi lepiej od MIPS:
- nie rusza się, nie trzeszczy i nie wciąga włosów podczas normalnego użytkowania;
- nie wymaga stosowania dodatkowych plastikowych elementów (wyściółka właściwa + mocowania) i nie podnosi masy kasku;
- nie ogranicza wentylacji, a kanały między wypustkami wręcz ją wspomagają;
- może stanowić dodatkową „strefę zgniotu” również przy uderzeniach na wprost (zwłaszcza w „zmiękczonym” wariancie DualCore);
- nie podnosi znacząco kosztu produkcji, co najbardziej widać po tanich modelach Lupo i Finch.
Poza skorupą DualCore, Impala dokłada też wbudowany system RECCO, czyli dobrze znany narciarzom pasywny transponder, odbijający sygnał detektorów używanych przez ratowników.

Pozostałe ficzursy i bajery
Patrząc na powyższe zdjęcie, pewnie rzuciło ci się już w oczy mocowanie kamery, więc od niego zacznę. Przede wszystkim – fajnie że jest, bo rozwiązuje nie tylko problem montażu GoPro, ale przede wszystkim latarki na night ride. Mimo odsunięcia do tyłu, a może właśnie dzięki niemu, wyważenie jest bardzo dobre. Montaż/demontaż jest banalnie prosty, uchwyt wsuwa się od tyłu w szyny i już. Przy zahaczeniu o gałąź jest ryzyko, że kamerę wyrwie do tyłu, ale „it’s not a bug, it’s a feature” – mimo wszystko lepiej zgubić kamerę/latarkę, niż skręcić sobie kark. Mocowanie jest też zaprojektowane tak, żeby wyłamać się przy glebie.

Opcję bezpiecznego wyłamywania ma też daszek. Co ważne, regulowany. W niektórych modelach Lazer zapewnia, że brak regulacji to element zwiększający bezpieczeństwo, ale bardzo cierpi na tym funkcjonalność. Tu do dyspozycji są trzy ustawienia, z czego jedno – najniższe – wygląda dobrze. Daszek spełnia w nim swoją funkcję, tzn. przysłania górną część pola widzenia, chroniąc oczy przed niskim słońcem. W środkowym położeniu daszek znika z pola widzenia, co może się przydać np. na gravelu czy innym rowerze z bardziej pochyloną pozycją. Można w nim też próbować upchnąć pod daszkiem okulary. Najwyższe ustawienie to już po prostu zrobienie miejsca na zsunięcie gogli.



Tył skorupy jest zresztą ładnie dopasowany do gogli, ale w goglach i kasku otwartym już się nie jeździ, więc przejdźmy płynnie do okularów. Impala to mój pierwszy kask z działającym uchwytem na okulary. Dwa wloty powietrza nad uszami są przy okazji kanałami na zauszniki – i faktycznie, wszystko pasuje jak należy, a zgubienie włożonych tam okularów jest prawie niemożliwe (zdarzało mi się zapomnieć o włożonych tam okularach i pokonać tak całkiem sporo kilometrów).


Jeśli zaś chodzi o kompatybilność z okularami skorupy i systemu nośnego, to ja tradycyjnie miałem z tym problem (ciasny rozmiar S jest bardziej podatny na kolizje z zausznikami), ale udało się jakoś wybrnąć z użyciem regulacji samych zauszników, jak i położenia systemu nośnego – wysokość, na jakiej ląduje tylna opaska z pokrętłem można regulować w szerokim zakresie.

Samo pokrętło też zasługuje na pochwałę. Jest bardzo precyzyjne, jeden klik to ok. 1 mm na obwodzie kasku, więc nie ma ryzyka, że jedno ustawienie będzie ciut za luźne, a kolejne ciut za ciasne.
Jedyne, do czego możnaby się przyczepić, to brak regulacji pasków pod uszami – widziałem w innych testach, że było to wymieniane jako wada, to nie mogę być gorszy. U mnie akurat paski lądują dokładnie tam, gdzie trzeba i nawet cieszę się, że nie mam tam dodatkowych plastikowych sprzączek, ale u ciebie może być inaczej. Warto zwrócić na to uwagę podczas przymiarki.
Aha, klamra to oczywiście magnetyczny Fidlock – w kasku tej klasy nie zaakceptowałbym nic innego!



Komfort i wentylacja
W kwestii komfortu nie mam uwag – można jeździć cały dzień, totalnie zapominając o kasku na głowie. Choć właśnie, typowo dla Lazera, dopasowanie jest raczej typu „kask na głowie”, niż „głowa w kasku”, z braku lepszego określenia. Po prostu niektóre inne garnki enduro sprawiają wrażenie, że siedzą na głowie głębiej, co subiektywnie daje większe poczucie bezpieczeństwa, nawet jeśli bardziej wynika to bardziej z układu systemu nośnego, niż z kształtu skorupy.


Sprzyja to jednak wentylacji. Nie chcę próbować jej obiektywnie oceniać, bo sam widzisz, jak skutecznie moje włosy zapychają otwory. Trzeba jednak przyznać, że zostały one mądrze rozplanowane (otwory, nie włosy) – wloty są duże i wewnątrz kasku płynnie przechodzą w kanały między wypustkami KinetiCore i faktycznie czuje się to w czasie jazdy. Choć gdyby wyloty z tyłu kasku były trochę większe, przeciąg pewnie byłby jeszcze lepszy.


Na oddzielną pochwałę zasługuje mocno powycinana skorupa nad brwiami – poziome wloty chłodzą i suszą opaskę na czole, która rozciąga się na całej szerokości, blokując spływanie potu na oczy. Wycięcia po wewnętrznej stronie skorupy wspomagają też wentylację okularów czy gogli, ograniczając parowanie.

Wspomniana opaska jest częścią prostej, dwuczęściowej wyściółki. Materiał Polygiene na ograniczać rozwój bakterii (i w efekcie: smrodu), ale umówmy się, lepiej po prostu co jakiś czas wyprać gąbki – są mocowane na rzepach, więc nie jest to trudne. Niestety tak jak w poprzednich modelach, rzepy te lubią się odklejać i w najgorszym wypadku trzeba sięgnąć po Kropelkę – drogi Lazerze, chyba już czas na mocniejszy klej?


Lazer Impala KinetiCore – werdykt
Słaby ten test, poza tą jedną pierdołą nie ma się do czego dowalić. Więc żeby nie było, że sponsorowany, uznałem że może chociaż dowalę się do ceny. Kiedy to piszę, Impala w polskich sklepach startuje w promkach od ok. 700 zł, więc nie jest to wybór dla oszczędnych – przeskok względem Coyote czy Jackala jest około dwukrotny. Ale trzeba przyznać, że przynajmniej tym razem ilość ficzerów i subiektywny „premium feeling” faktycznie odróżnia Impalę od bardziej opłacalnych modeli, a i design jakiś taki przyjemniejszy. Gdybym miał wydać własne, ciężko zarobione pieniądze – brałbym Impalę!





Lazer Impala KinetiCore
Cena katalogowa: 799 zł
Masa: 380 g (realna, rozmiar S z mocowaniem kamery)
Dostępne rozmiary: S (52-56 cm), M (55-59 cm), L (58-61 cm)
Strona producenta
Zobacz też:
