Test: Giro Montaro

Sprzęt, Testy / 

Jeśli jeździsz w otwartym kasku enduro, na pewno znasz markę Giro. Ta firma pokazała pierwszy tego typu model z prawdziwego zdarzenia: kultowy Xen. Później pojawili się następcy: Xar i Hex, ale nie zbliżyli się oni do popularności oryginału. Straty nadrobił odpiero Feature, łączący ciekawy, „orzeszkowy” design, niską cenę i… kiepską wentylację. Jak Giro wykorzystało te doświadczenia w najnowszym topowym kasku enduro: Montaro?

Budowa

Giro Montaro możesz traktować, jak starszego brata Feature, ale nie jako następcę. W odróżnieniu od niego, jest to kask z segmentu premium, mający na celowniku takie modele, jak Troy Lee Designs A1. Jego design jest dojrzalszy od Feature, bardziej nawiązuje do Xen-a i wróży lepszą wentylację.

giro-montaro-8

giro-montaro-13

giro-montaro-11

Montaro jest na czasie z najnowszymi trendami w modzie enduro – możesz wybrać z miliona wersji kolorystycznych, w tym kilku damskich (pod nazwą Giro Montara). Model damski, poza kolorem, nie różni się od męskiego, więc gender.

giro-montaro-montara-colors

MIPS-LogoTo, co wyróżnia Montaro, to system MIPS, który nie jest tu opcją dodatkową, a standardem. Jest to dość prosty patent pozwalający na „poślizg” skorupy kasku względem głowy w razie gleby. Zmniejsza to ryzyko uszkodzeń mózgu w wyniku gwałtownej rotacji. Na pewno znasz wiele osób, którym przydałoby się to w przeszłości (wystarczy włączyć obrady sejmu).

 

System nośny jest klasyczny. Obwód reguluje się pokrętłem. Jedną ręką, żebyś drugą mógł trzymać piwo lub kierownicę. Kliknięcia są wyraźne i jest ich dużo, więc rozmiar dopasujesz bardzo precyzyjnie. Głowa jest opinana równomiernie na całym obwodzie – w gorszych systemach bywa, że tył jest dociskany odczuwalnie mocniej, niż np. okolice skroni.

giro-montaro-18

Regulować można też wysokość systemu nośnego względem skorupy. Jeśli masz kwadratową głowę, albo np. kask odcina Ci uszy, to może Ci się to przyda. Ja po krókich próbach wróciłem do ustawienia środkowego.

giro-montaro-22

Ostatni element odpowiedzialny na przyczepienie kasku do Twojej głowy to paski. Paski jak paski – długość pod brodą reguluje się w pół minuty, a nadmiar trzyma solidny gumowy wihajster. Z moją małą głową, tego nadmiaru mam zawsze kilometr – w większości kasków trzyma go cieniutki, ślizgający się na wszystkie strony o-ring i po 5 minutach jazdy pasek dynda mi koło szyi. Punkt dla Giro.

Nie ma za to punktu za sprzączki regulujące długość pasków pod uszami. Nawet w kaskach z Lidla element ten ma dźwigienkę, której otwarcie ułatwia przesuwanie pasków. Giro zdecydowało się na prosty (lżejszy?) element, przez który paski trzeba po prostu niezbyt delikatnie przeciągać. Osobiście zdecydowanie wolałbym poświęcić kilka gramów na rzecz wygodnej regulacji.

Wrażenia nie robi też zapięcie pod brodą – jest do bólu… zwyczajne. Działa OK, ale w modelu tej klasy przydałby się jakiś bajer, np. zapięcie na magnes, które można obsługiwać jedną ręką (jak w 661 Evo), albo nie wiem, zapinanie na Bluetooth. Albo chociaż miękka osłona zapobiegająca przycięciu brody.

giro-montaro-29

giro-montaro-28

Wnętrze kasku wyłożone jest dość minimalistycznymi poduszkami z logo X-Static – odprowadzają pot i zawierają antybakteryjne jony srebra, żeby nie waliło starą skarpetą. A jakby jednak waliło, można je oczywiście wyjąć do prania. Tu czai się potencjalnie największa wada Montaro: po kilku dniach jazdy, nasączona potem poduszka zaczęły się rozłazić przy krawędzi… Nie chciało mi się bawić z gwarancją, bo po wyschnięciu kształt wraca do normy.

EDIT: Producent oficjalnie zapewnił, że zostanie to poprawione.

giro-montaro-98

Ostatni istotny element to daszek. Jak przystało na bieżące trendy w modzie, jest on długi (w najniższej pozycji wchodzi w pole widzenia, ale za to dobrze chroni przed słońcem i deszczem) i ma bardzo duży zakres regulacji, pozwalający na umieszczenie pod nim gogli na dłuższych postojach. Regulacja jest skokowa, co ułatwia równe ustawienie, zawsze w tej samej pozycji. „Kliknięcia” zapobiegają też przypadkowej zmianie pozycji daszka podczas jazdy. Mogłoby ich jednak być trochę więcej, bo skoki między kolejnymi ustawieniami są trochę za duże.

giro-montaro-19

giro-montaro-20

Inny ukłon w stronę osób jeżdżących w goglach są gumowane otwory wentylacyjne z tyłu kasku. Chyba wszystkie gogle mają już własne silikonowe wstawki antypoślizgowe na pasku, więc jest to raczej ciekawostka, ale i tak miło, że projektanci pomyśleli o polskich użytkownikach antycznych gogli narciarskich marki Carrera. Nie pomyśleli jednak o tym, że pasek gogli zasłania trzy dość istotne otwory wentylacyjne.

giro-montaro-3

Giro Montaro jest też przystosowany do mocowania kamery, ale po pierwsze nie mam kamery, a po drugie nie mam mocowania (będą dostępne po nowym roku w cenie 89 zł). Więc musisz wierzyć na słowo, że osoby preferujące wygląd teletubisia, będą miały ułatwione zadanie.

Na szlaku

Pierwsze wrażenie jest pozytywne: kask jest lekki, wygodny i przyjemnie opina głowę bez miejsc punktowego nacisku. Dopasowanie kasku to oczywiście bardzo indywidualna kwestia, ale wszyscy znajomi po przymiarce Montaro stwierdzili, że jest spoko.

giro-montaro-15

Co dla mnie ważne, kask ma smukłą, przylegającą do głowy skorupę. Jak już wspomniałem, mam małą głowę i w większości kasków wyglądam jak grzyb z Super Mario. Z tego powodu do tej pory jeździłem w Urge, który pod tym względem pozostaje wzorem. Montaro jest jednak godnym następcą (dziewczyna to potwierdziła!).

giro-montaro-31

Wspomniane przyjemne opinanie głowy skutkuje też stabilnością na szlaku – można wywijać głową na wszystkie strony (lub po prostu zjechać pierwsze dwa OS-y ze Ślęży), a kask się trzyma. Niby standard, ale miałem pewne obawy w związku z MIPS-em, który w pewnym stopniu „uwalnia” skorupę od ruchów głowy. Bałem się, że na wybojach będzie żyć własnym życiem i np. uderzać o okulary. Ten problem jednak nie występuje.

giro-montaro-30

giro-montaro-16

giro-montaro-14

Jeśli jesteśmy przy okularach – kask dobrze się z nimi dogaduje, ale lepiej, jeśli mają gumowe elementy antypoślizgowe na nausznikach. Zaraz nad uchem idzie plastikowa „opaska” systemu nośnego i to na niej opierają się nauszniki okularów. W pewnym stopniu można na to wpływać pionową regulacją systemu nośnego (jednak się przydaje!).

giro-montaro-7

Nie mam natomiast żadnych zastrzeżeń z punktu widzenia „amerykańskiej szkoły endurolansu”, czyli jazdy w goglach. Przede wszystkim skorupa nie zachodzi zbyt nisko na czoło (jak we wspomnianym TLD A1) i nie dociska gogli do nosa. I w drugą stronę: nie ma szpary między ramką gogli a skorupą. Ma ona jednak wyprofilowane szczeliny wentylacyjne mające zmniejszać parowanie gogli. Poza wspomnianym poprowadzeniem paska przez otwory wentylacyjne, wszystko jest więc dobrze przemyślane.

giro-montaro-2

giro-montaro-4

giro-montaro-5

A jak ogólnie wypada wentylacja? Ogólnie… dobrze. Jest to cecha trudna do oceny, ale wiaterek hulający w Montaro jest odczuwalny. Jest porównywalny z nadal testowanym przeze mnie Bellem Super i o niebo lepszy, niż w Urge Enduromaticu, w którym grzałem się ostatnie kilka sezonów. W czasie testu wybrałem się w Giro na… maraton w Myślenicach (tak, serio byłem na maratonie) i podczas długiego i szybkiego podjazdu na Chełm moje oczy nie zostały zalane potem, więc – biorąc pod uwagę moją kondycję – musi być dobrze.

giro-montaro-32

Werdykt

Prawdę mówiąc, na zawodach enduro preferuję kaski zamknięte, ale po przetestowaniu Montaro jestem w stanie po części zrozumieć osoby wybierające otwarty. Zwłaszcza w połączeniu z goglami, Giro działa uspokajająco i pozwala zapomnieć o swojej obecności (i nieobecności osłony szczęki). To samo oczywiście dotyczy zwykłych wycieczek.

Pytanie tylko, czy warto za niego zapłacić aż tak wysoką cenę? Umówmy się, Montaro jest drogi jak pieron (669 zł). Na jego korzyść przemawia MIPS – inne modele z tym systemem mają podobną metkę. Osobiście jednak wolałbym dołożyć do Bella Super 2R i mieć komfort dopinanej szczęki.

Ale z drugiej strony, jeśli już miałbym w kasku otwartym startować w zawodach (lub nie startowałbym w ogóle), to tylko w najlepszym modelu, na jaki mógłbym sobie pozwolić. I chyba nie tylko ja, bo jeszcze drożsi i niemający MIPS-a konkureci jak TLD czy POC to całkiem popularne na szlaku modele. Istnieją więc klienci gotowi dorzucić trochę grosza za kask z segmentu premium: porządnie wykonany i pozbawiony istotnych wad.


Walety:

  • MIPS w standardzie;
  • wrażenie bezpiecznego „opinania” głowy i stabilność;
  • jakość wykonania, dopracowane detale;
  • smukła, kompaktowa skorupa;
  • skuteczny system nośny z precyzyjną regulacją;
  • dopasowanie do gogli;
  • duży zakres regulacji daszka;
  • dobra wentylacja;
  • niska masa;
  • dużo fajnych wersji kolorystycznych.

Zady:

  • wysoka cena;
  • poduszka czołowa rozłażąca się na krawędzi;
  • bardzo minimalistyczna regulacja pasków pod uszami;
  • zapięcie pod brodą bez bajerów;
  • mało precyzyjna regulacja daszka.
Ocena
90%

Masa: 375 g (rozmiar M)

Cena: 669 zł

Strona producenta

Kask otrzymałem do testu w ramach współpracy z dystrybutorem: Shimano Polska.

  1. No kask super, ale z innej beczki… kiedy obiecany dlugo dystansowy test Strive’a? :P

    1. Po pełnym sezonie :) Póki co wszystko działa jak na początku. Chyba za mało jeżdżę ;)

  2. Coś gdzieś poszło zupełnie nie tak. Miałem Giro Xen – super kask, byłbym skłonny zaufać ponownie Giro ale w tej cenie idzie kupić dwa IXS Trail RS lub inne kaski na wysokim poziomie. Giro you’re doing it wrong.

  3. Będzie wpis o sensownych hardtailach do np. 6k?
    Myślę że sporo osób takowym wpisem może być zainteresowanych :-)

    1. Tak, będzie więcej takich zestawień, ale dopiero jak wszyscy producenci odsłonią karty na 2016 :) Nie ma sensu prezentować rynku odchodzących modeli. Zwłaszcza, że kilka bardzo fajnych hardtaili się na nowy sezon szykuje (zwłaszcza od polskich producentów) :)

  4. Zady:
    brak siatki na owady,

    dlaczego coraz rzadziej występuje ?
    ostatnio na błatniej „złapałem osę” ;/

  5. A te oakleye, jak Ci sie w nich jeździ?

  6. chodzi o okulary trail racing jacket :)

  7. „Na pewno znasz wiele osób, którym przydałoby się to w przeszłości (wystarczy włączyć obrady sejmu)”.

    You make my night :)

  8. W moim przypadku konstrukcja kasku trochę koliduje ze „zwykłymi” okularami…

Dodaj komentarz do tekstu Test: Giro Montaro

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Miejsca: Rychlebskie Ścieżki

Miejsca / 

Rychlebskie Ścieżki (po czesku Rychlebské Stezky) to mekka kolarzy MTB i najlepsze centrum ścieżek (po angielsku trail centre) w okolicy Polski. Każdy miłośnik enduro (po srebrnogórsku endurnio) powinien tam pojechać. I każdy już przynajmniej czterdzieści sześć razy pojechał.

Przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie spotkałem w tym sezonie kilku zapalonych riderów, którzy na hasło „Rychleby” zrobili minę spotykaną u osób dotkniętych udarem. Więc jeśli jakimś cudem jeszcze nie wiesz, co to Rychlebskie Ścieżki czy Superflow, czytaj przewodnik, pakuj rower i ruszaj do Černej Vody!

rychlebskie-sciezki-17

Trasy

Rychlebskie Ścieżki można podzielić na część północną i południową. Ta południowa to te „właściwe” Rychleby, na które składają się „stare ścieżki” (od których wszystko się zaczęło), Superflow (aktualna wizytówka Rychleb) i prowadzący do nich podjazd. Warto jednak zacząć od północnej strony.

rychlebskie-sciezki-mapa-trasy

Mapa wszystkich tras – kliknij, aby powiększyć.

Północna pętla (w kierunku Vidnavy)

Tak zwany Trail Podél Černého Potoka to niebieskie (łatwe) trasy, trochę w stylu Singletracka pod Smrekiem. Przyjemne, klimatyczne, idealne dla początkujących: nawet tych młodszych. Bardziej doświadczonym, przy większych prędkościach, też dają mnóstwo frajdy. Single są pokręcone, ale pamiętaj, że to jazda raczej w stylu XC – jest dużo pedałowania, zwłaszcza w drodze powrotnej.

W najbardziej oddalonym punkcie pętli, nieco na uboczu, skrywa się prawdziwa perełka: Vidnavský Okruh. Jest to krótka pętla składająca się z singlowego podjazdu i bardzo sytego zjazdu z finałem na pięknie wyrzeźbionych bandach. Wymarzony poligon do ćwiczenia techniki jazdy! Warto objechać ją przynajmniej dwukrotnie.

rychlebskie-sciezki-7

Północne ścieżki są bardzo niedoceniane i mało uczęszczane, bo większość osób wybiera Superflow. Są one jednak świetną opcją dla mniej zaawansowanych i obok Singli pod Smrekiem stanowią najlepsze miejsce do zarażania „żółtodziobów” prawdziwym MTB.

Oznakowanie tras

Wszystkie trasy są dobrze oznaczone (symbol roweru w zielonym kółku) i jeśli trzymasz się standardowej kolejności przejazdu, na pewno się nie zgubisz. W kilku miejscach stoją też tablice z mapą tras.

rychlebskie-sciezki-23

Mimo to warto w Infocentrum (o nim później) zaopatrzyć się we własną mapkę, żeby ogarniać co, gdzie i jak. Przyda się, jeśli będziesz chciał nieco zamieszać z kolejnością lub pojechać na skróty (patrz: Proponowane warianty przejazdu).

Trasy południowe: podjazd

Słowa zajebisty i podjazd rzadko się do siebie zbliżają, ale taki właśnie jest Trail Dr. Wiessnera, czyli techniczne sekcje, ciasne zakręty, drewniane kładki i do tego widoki jak w Kanadzie, które powodują, że naprawdę chce się dymać pod górę.

rychlebskie-sciezki-35

Mój pierwszy wypad na Rychlebskie Ścieżki: październik 2009.

rychlebskie-sciezki-2

A to już ostatni – dokładnie to samo miejsce 6 lat później.

Jest to wprawdzie tylko urozmaicenie całego szutrowo-asfaltowego podjazdu, ale w dużej mierze dzięki niemu wysokość zdobywa się szybko i bezboleśnie.

Nachylenie tras

Na wszystkich ścieżkach jest ono wzorowe dla trail centre, czyli niewielkie: w okolicach 5-7%. Dzięki temu wszystkie podjazdy pokonuje się w siodle, a zjazdy przyjemnie długo się ciągną.

rychlebskie-sciezki-3

Stare ścieżki

Czyli zjazd trasami: Wales (opcjonalnie), Biskupský, Velryba, TajemnýMramorový, Sjezdy. Są też Prokletý – skrót, którego nie polecam.

rychlebskie-sciezki-20

Ten kamcor, który trudno zmieścić w kadrze, to właśnie „wieloryb”.

Choć niektórym trudno w to uwierzyć, na początku były tylko one (i to bez Wieloryba) i nikt nie narzekał. Trasy te łączą płynne, naturalne single z pseudo-naturalnymi sekcjami technicznymi. Sekcje te to przede wszystkim…

Kamienie

Czyli coś, co odróżnia Rychlebskie Ścieżki od typowych, „wyasfaltowanych” singli nastawionych na flow dla ludu. Kamieni na Rychlebach są tysiące i są przez budowniczych tras tak sprytnie poukładane, że zawsze da się je przejechać, ale często wymaga to sprawnego wybierania linii oraz umiejętnego utrzymywania prędkości. Osiągnięcie „flow” w takich warunkach wymaga konkretnego skilla, ale daje dużo więcej satysfakcji, niż na wygrabionych, ubitych rollerach.

rychlebskie-sciezki-18

Układ kamieni potrafi zaskoczyć, ale w przeciwieństwie do naturalnych szlaków, zawsze jest przemyślany i możliwy do pokonania.

rychlebskie-sciezki-24

Warto jednak uważać na pedały, korby, przerzutki, kierownicę i inne wystające elementy ;)

 

Najbardziej wymagający pod tym względem jest odcinek Wales – najwyżej położony i nieobowiązkowy, biegnący równolegle do szutru prowadzącego na start Superflow. Jest on oznaczony jako czarny, podobnie jak łatwiejszy, ale rewelacyjny Velryba (Wieloryb – od ogromnego kamienia, po którym zjeżdża się na zakończenie). Początkującym spore trudności sprawia też czerwony Tajemny. Biskupsky i Mramorovy, również oznaczone jako czerwone, to stosunkowo wolne segmenty z dużą ilością pedałowania. Finał na Sjezdach to już czysta frajda ze zjazdu w naturalnym terenie wzbogaconym o kilka band i hopek.

rychlebskie-sciezki-26

Superflow

Choć powstał zaledwie dwa sezony temu, to z marszu stał się główną atrakcją, a dla wielu jedynym celem wizyt na Rychlebach. Nazwa idealnie oddaje jego charakter – praktycznie cały czas w dół, po niekończących się bandach, rollerach i hopkach. To taki gigantyczny, 10-kilometrowy pumptrack ze wspomaganiem grawitacyjnym.

Gigantyczny, 10-kilometrowy pumptrack ze wspomaganiem grawitacyjnym

Poziom trudności dla starego wyjadacza enduro jest śmiesznie niski. Kilka bardziej wymagających elementów wymaga odbicia z głównej linii, której trudność określa głównie prędkość jazdy. Prowadzi to do błędnego założenia, że trasa jest łatwa i przystępna dla początkujących.

rychlebskie-sciezki-5

W praktyce jednak, wszystkie te wielkie bandy i rollery, dzięki którym obyci bikerzy czerpią garściami fun z jazdy, dla osób bez doświadczenia są mega deprymujące. Więc zapamiętaj: niezależnie od tego, jak banalny wydaje Ci się Superflow, to nie zabieraj na niego całkiem początkujących. Dla nich o dwa nieba lepsza jest opisana wyżej północna pętla.

rychlebskie-sciezki-6

Nie daj się zmylić – ten dzieciak miał większego skilla od Ciebie!

Zasady panujące na ścieżkach

Przede wszystkim, wszystkie ścieżki są jednokierunkowe! Nie chodzi tylko o bezpieczeństwo i płynność jazdy, ale też o nie niszczenie nawierzchni. Jakoś tak się składa, że Polaki-cwaniaki uwielbiają ten zakaz łamać: „bo pusto”, „bo już późno”, „bo to tylko kawałek Wiessnera”. Błagam, nie rób nam wstydu i nigdy, ale to kurwa nigdy nie jeździj pod prąd!

Pamiętaj też, żeby zatrzymywać się w odpowiednich miejscach, poza trasą. Jadąc, rzuć czasem okiem za siebie – jeśli dogania Cię szybszy rider, przepuść go. Nikt nie lubi stać i czekać, aż zawalidroga oddali się na bezpieczną odległość.

Polecane warianty przejazdu

Objechanie wszystkich tras (włącznie w północną pętlą) w jeden dzień wymaga żelaznej łydy i mało kto się na to porywa.

Północne ścieżki traktuję jako wariant na cały dzień. Najczęściej jeździ się tam z mniej doświadczonymi bikerami, dla których 25-30 km w terenie, plus zabawy na pumptracku, są w zupełności wystarczające.

rychlebskie-sciezki-11

Na „właściwych” ścieżkach, przy słabej kondycji, też trzeba dokonać wyboru: jedna pętla Superflow lub jedna pętla „starych ścieżek” potrafi solidnie zmęczyć. Wybierz mądrze.

Jeśli jednak ok. 35-40 km w terenie Cię nie przeraża, zacznij od Superflow (to obowiązkowy punkt programu i dobra rozgrzewka), a za drugim razem zalicz całą resztę.

rychlebskie-sciezki-9

Chcąc objechać wszystkie ścieżki właściwe, możesz też zaoszczędzić sporo czasu rezygnując z 2 lub 4 ostatnich (nie aż tak szałowych) sekcji Superflow i wrócić na górę asfaltoszutrem, z pominięciem Infocentrum i Wiessnera. Takie kombinacje zalecam raczej na któryś z rzędu wyjazd na Rychleby, ale z pomocą nawigacji w telefonie, dasz sobie radę.

rychlebskie-sciezki-mapa-trasy-skroty

Niebieskie strzałki na mapce to asfaltowe skrócone wersje powrotu z Superflow.

Jaki rower?

Zjazdowy charakter Superflow powoduje, że widuje się na Rychlebach rowery DH. To zły wybór. Nawet rower enduro to lekka przesada, bo optymalne jest ok. 120 mm skoku na dobrych oponach.

Na trasach jest też zatrzęsienie hardtaili, również tych typowo racingowych, więc można powiedzieć, że na Rychleby można śmiało jechać na każdym przyzwoitym rowerze MTB.

Nie ma też co szaleć z fullfacem czy zbroją, choć to oczywiście zależy od Ciebie.

rychlebskie-sciezki-12

rychlebskie-sciezki-34

Dojazd i parking

Černa Voda jak już się zorientowałeś, leży w Czechach, rzut mokrym beretem od polskiej granicy. Przekraczasz ją w Głuchołazach i po kilkunastu minutach jazdy malowniczymi lokalnymi dróżkami (nie potrzebujesz więc winiety na autostrady) jesteś u celu. Prowadził Cię Krzyszfot Hołowczyc.

Na miejscu są dwa oficjalne parkingi (darmowe): pierwszy, główny, znajduje się przy Infocentrum (o nim już za chwileczkę) i prowadzą do niego drogowskazy („Rychlebské Stezky – Základna”), słusznie nakazujące skręcić w lewo tuż za kościołem.

W wyjątkowo ruchliwe dni zdarza się, że brakuje na nim miejsc i trzeba cofnąć się na drugi parking, przy Domu Kultury w centrum Černej Vody – naprzeciwko kościoła, przy którym wcześniej skręciłeś w lewo.

Cała miejscowość składa się z kilku dróg, więc musiałbyś spędzić naprawdę sporo czasu w sklepie monopolowym przy granicy (polecam), żeby zabłądzić (nie polecam).

Infocentrum (Základna RS)

Wspomniane już kilka razy Infocentrum to oprócz parkingu: centrum szkoleniowe, stodoła z wygodami dla rowerzystów i camping.

rychlebskie-sciezki-29

rychlebskie-sciezki-30

  • Centrum szkoleniowe to idealne miejsce na rozgrzewkę i wieczorne „dojechanie się” po zjechaniu ze ścieżek. Znajdziesz tu:
    • dość długi i zadbany pumptrack;
    • linię stolików o różnych rozmiarach;
    • kawałek zjazdu z trzema bandami;
    • kilka drewnianych kładek;
    • „demo” czarnej trasy ułożone z kamieni.
  • Stodoła, to miejsce, które opuszcza się z żalem (można odnieść wrażenie, że niektórzy ulegają pokusie i zostają). Razem z przyległościami zawiera:
    • nieźle wyposażony sklepik (m.in. buty 5.10, kaski Uvex, ciuchy Endura i Dakine, ochraniacze 661, IXS, opony Maxxis, lokalne pamiątki/naklejki/koszulki i sporo innych rzeczy);
    • wypożyczalnię rowerów GT;
    • klimatyczny pub z Holbą i Kofolą;
    • grilla;
    • myjkę dla rowerów;
    • myjkę dla rowerzystów (prysznic).
  • Camping z kolei umożliwia przyjazd bez kombinowania z noclegami. W weekendy zawsze jest na nim tłok, ale o brak miejsca się nie martw. Niezależnie od rodzaju i wielkości „apartamentu”, kosztuje ok. 13 zł za osobę.

rychlebskie-sciezki-27

rychlebskie-sciezki-15

rychlebskie-sciezki-28

Opłata za wjazd

W sklepiku w Infocentrum uregulujesz też dobrowolną opłatę za wstęp na Rychlebskie Ścieżki. Wynosi ona zawrotne 9 zł na cały miesiąc. Nie bądź więc cebulakiem i kup kolorową opaskę na kierownicę. Widząc, ile pracy zostało włożone budowę tras, na pewno jakoś to przebolejesz.

Noclegi

Jeśli camping Cię nie satysfakcjonuje, pensjonaty w okolicy rosną jak grzyby po deszczu. Najpopularniejsze rowerowe meliny to:

  • Pension Radost – najlepsza lokalizacja, tuż obok centrum ścieżek. Mają swoją knajpę i camping. Standard bez szału, ale na rowerowe potrzeby jest ok. Trochę kapryśna obsługa.
  • Ubytovani u Stezek – „oficjalne” noclegi, mieszczą się w centrum miejscowości i oferują podstaowy standard (wspólna łazienka i duża kuchnia).
  • Hotel Černa Voda – Hiltona się jednak nie spodziewaj, ale mimo wszystko oferują najwyższy standard w okolicy. Nieco na uboczu.
  • Chata Mate – dość daleko, tuż przed wjazdem do Černej Vody, ale ostatnio cieszy się dużą popularnością. Ja nie byłem.

Więcej noclegów szukaj na Booking.com.

rychlebskie-sciezki-1

Jedzenie

Jeśli chodzi o gastronomię, to szału nie ma, chyba że jesteś fanem tłustego mięsa, kostki rosołowej i kiełbasy. Poza przyzwoitymi zupami i grillem w centrum ścieżek, w pobliżu jest jeszcze knajpa w Domu Kultury (dobry smażony ser) i w Pension Radost, oraz restauracja w Hotelu Černa Voda.

Płatności i waluty

W Infocentrum powyżej 100 koron można płacić kartą, a także – jak w większości knajp i noclegowni – złotówkami. Kurs jest uczciwy, choć oczywiście lekko turystyczny. Jeśli chcesz zabłysnąć przed miejscowymi, kup korony – kantor znajdziesz np. w Głuchołazach.

 

rychlebskie-sciezki-4

Dodatkowe atrakcje

Poza samodzielnym objeżdżaniem ścieżek możesz zapisać się na szkolenie techniki jazdy. Oficjalnym „miejscowym” instruktorem jest Piotr „Szwed” Szwedowski, w informatorze słusznie nazwany „pionierem polskiego kolarstwa górskiego”. Szkolenia na Rychlebach organizuje też POMBA.

Rychlebskie Enduro (dawniej Falcon Ultimate Enduro)

Na Rychlebach organizowane są też zawody enduro. Za wyjątkiem paru miejsc, nie biegną one jednak ścieżkami, a trudnymi singlami wytyczonymi w naturalnym terenie. Są one oznaczone strzałkami w kolorze radioaktywnego grejpfruta i jeśli znudzą Ci się ścieżki, możesz się pokusić o ich eksplorację.

Nie oczekuj jednak mapy – zawody są organizowane w formule on-sight. Dostajesz tylko miejsca startu kolejnych OS-ów i limity czasowe. Limity zresztą, porównując do polskich zawodów, bardzo wyśrubowane. Są to więc zawody enduro dla twardzieli.

Tegoroczna edycja już 26 września. Wiecej informacji znajdziesz na: www.rychlebskiesciezki.pl/pl/enduro

 

Jeśli z jakiegoś pokręconego powodu nie chce Ci się jeździć (lub zabrałeś nierowerową rodzinę), niedaleko można obejrzeć ruiny zamku Kaltenštejn, wykąpać się w jednym z zalanych kamieniołomów (i poskakać do wody ze skałek), powspinać się na licznych skałkach (głównie bouldering) czy poleżeć plackiem nad jednym ze stawów.

Ze stawami jest jednak mały haczyk… nie ma w nich wody. W tym sezonie robią jakąś wodno-ziemną rozpierduchę i jeśli zależy Ci na wodzie, musisz podjechać na otwarty basen w Vidnavie.

Lom Rampa

Najpopularniejszy kamieniołom do kąpieli: Lom Rampa

Vidnava to też Dirtpark Zahrádka, czyli jeszcze dłuższy pumptrack i zdecydowanie większe hopy. Wstęp jest płatny, ale ponieważ dirty tej wielkości traktuję jako ciekawostkę przyrodniczą, nie interesowałem się, ile kosztuje.

Podsumowanie

Mam nadzieję, że zamiast czytać podsumowanie, już smarujesz łańcuch i lejesz piwo do bukłaka. Rychlebskie Ścieżki może i są najbardziej oklepaną miejscówką świata, ale nie bez powodu. Jeśli naprawdę jeszcze nie byłeś, to nie ma na co czekać.

Ciągle się zastanawiasz, jak to ogarnąć? Polecam wyjazd na dwa dni z noclegiem na campingu przy centrum ścieżek. Klimat przesiąknięty rowerami i widok z „okna” na pumptrack – bezcenny. Pierwszego dnia objedź północną pętlę, robiąc 2-3 rundy na Vidnavskim Okruhu. Wieczorem poskacz na hopkach albo wykąp się w kamieniołomie. Idelanie przygotujesz się na danie główne drugiego dnia, czyli Superflow i „stare ścieżki”.

Gwarantuję, że po takim weekendzie jeszcze nieraz tu wrócisz!


Może zainteresuje Cię też:

 

  1. Tak, nie byłem i nie wiem czy będę…

    1. Czemu? Za duży mainstream? ;)

    2. Daj spokój, na pewno są jakieś segmenty w stravie, jedź, będzie dużo zabawy :D

  2. Do knajp dorzucić http://www.rezidenceujezera.cz/ w miejscowości Písečná. Nadkłada się około 7km (przy założeniu że dotarliśmy przez Głuchołazy).

    1. Dzięki za podpowiedź! W tekście uwzględniłem tylko noclegi i knajpy z Cernej Vody, bo gdyby rozszerzyć promień o 10 km, to zrobiłby się drugi Tripadvisor ;)

  3. Ja zawsze chętnie jadę na Rychlebskie Ścieżki. Zawsze dobrze mi się tam jeździ. Jednym z dużych plusów jest to, że całość jest dość mocno skupiona, kończąc pętlę jest się niedaleko od „baru”, noclegu czy wjazdu na ścieżki. Ścieżki są dość bezpieczne i naprawdę sporadycznie spotyka się kogoś jadącego pod prąd lub pieszego.
    Ciekawe, że Prokletý określasz jako „skrót” i go nie polecasz. Mi się podoba, jest szybki i kamienisty.
    Często spotyka się dyskusje odnośnie poziomu trudności RS. Jeżeli o to chodzi to każdy ma jakąś swoją skalę, ale generalnie jako łatwe bym ich nie określił. Myślę, że twórcą ścieżek raczej nie chodziło o wybudowanie trudnych ścieżek, celem raczej była przyjemność z jazdy.
    No i warto wspomnieć, że to miejsce ma też swój klimat. Generalnie Czesi są bardzo „przyjaźni”, gościnni i uśmiechnięci.
    Dla mnie dużym plusem jest to, że jadąc samemu nie miałem problemu z noclegiem. W Polsce pojedyncze osoby nie są mile widziane w pensjonatach.
    W tym roku kiedy byłem w wakacje, na parkingu było naprawdę dużo samochodów. Na szczęście teren jest na tyle rozległy, że nie ma tłoku. Przydało by się, żeby powstała jeszcze jakaś nowa ciekawa ścieżka i odciążyła SF, bo widać trochę miejsc gdzie podłoże jest już „zniszczone”.

  4. Również chętnie wracam w Rychleby. Podziwiam Czechów za ich organizację (Brygady, które zbierają pokaźne rzesze wolontariuszy do pomocy przy odbudowie/budowie ścieżek).
    Superflow, wytyczane przez fachowców z doświadczeniem jest majstersztykiem – czy jedziesz wolno czy szybko zaciech prawie taki sam.
    Nie polecam omijania dolnych odcinków superflowa – dwa ostatnie odcinki to naprawdę dopracowane segmenty.
    Polecam też pobłądzenie po okolicznych ścieżkach turystycznych – trafiliśmy ze znajomymi na ukryte odcinki z zawodów – jedną ściankę musiałem sprowadzić ;-)
    Co do jedzenia – całkiem niezła pizza jest w barze przy kościele. Obok jest cukiernio-lodziarnia – całkiem przyzwoita.
    Co do przeliczników to kurs jest wyjątkowo mało stabilny – raz browar z kofolą kasują 7pln drugi raz 10pln itp. ;-)

  5. Tak … są segmenty na Stravie i to sporo :)
    Penzion Radost jest ok , ale żarcie podłe…. ale nie jedziemy tam sie opychac tylko zapier… no własnie :) . Ciekawe co piszesz o Czarnm potoku…. ostatnio tam jechałem w … hmmm 2012 ? W tym roku odpuscilismy tamte trasy ( taaak SF UBER ALLES :) ) a widać ze szkoda , bo chyba troche sie pozmieniało przez trzy lata. Jednak faktycznie SF wciaga bo mi sie chciało trzy razy dziennie dymac pod góre żeby go zjechać oczywiście kazdorazowo z przerwą na piwko w bazie :)

  6. W Cernej Vodzie koniecznie trzeba zaliczyć rybarską basztę, jest to mała restauracja odalona ok 1km od centrum RS z najlepszym pstrągiem w ziołach jakiego jadłem, a na deser koniecznie gorące maliny. Jest tam sporo miejsca na rowery, i miła obsługa. Nigdy nie próbowałem tam płacić złotymi, lepiej mieć korony. Właścicielki słabo mówią po polsku ale można się dogadać. Do knajpki przychodzi dużo miejscowych, wiekszość z nich to ludzie którzy pomagają w budowie ścieżek, miejsce to docenią osoby szukające w Czechach miejscówek niesksażonych turystami. Ceny są bardzo przystępne, a to co zostanie w kieszeni przeznaczcie na opaski na kierownicę, chociaż nie są obowiązkowe, jeżdzenie bez nich po rychlebach to niezły obciach, płacąc w koronach to tylko 7.5 zł.

  7. Obowiązkowy punkt programu. W tym roku zaliczyliśmy z moją ładniejszą połową 2 dni nocując przy tym w Chata Mate. Polecam to miejsce, właściciel to niesamowity koleś, bardzo ugodowy. Zwariowałem, gdy od tak poczęstował śliwowicą, a na kolację tylko dla nas przygotował sarnę.
    Z rozrywek – polecam machnąć Superflow bez zatrzymywania sie, mierząc przy tym czas. Daje popalić :).

  8. Świetny artykuł. Nawet nie masz pojęcia ilu osobom pomoże :)

  9. Dzięki Michał za opisanie kolejnego z moich ulubionych miejsc do jazdy. Srebrna Góra bliżej, więc częściej ją odwiedzam, ale Rychleby po prostu uwielbiam.Szybki rzut oka w swoje statystyki na bs-ie pokazał mi, że na Rychlebach zjeździłam już ponad 230 km. Najlepiej się tam jeździ w tygodniu, gdy nie ma zatrzęsienia bikerów. No i można wtedy spotkać ekipy twórców tego cudeńka. Nie będę oryginalna, jak napiszę, że moim ulubionym odcinkiem jest superflow. Polecam każdemu – dzieciaki też dają radę. No i potwierdzam: Strava łapie tam mnóstwo sekcji.

  10. Jako bazę polecam Trail House: http://www.trailhouse.cz/
    Przyjemne, niedrogie pokoje. Na dole knajpa i sklep rowerowy. Nocleg ze śniadaniem za ok 50 PLN. Całe miejsce w klimacie MTB.

  11. Nie byłem ale na pewno pojadę.

  12. cześc. jeździłem chyba na wszystkich tych ścieżkach w PRL-u Czechach ,Słowacji,NRD .Jedynie Garda jest nieprzewidywalne.Dalej nie byłem. Zdecydowanie wolę piesze szlaki turystyczne .Mam więc mieszane uczucia. Fajnie ale ciekawość nowych tras to chyba nazywa się enduro.Nie?

  13. Nie ma to jak przejechać całego Walesa na zblokowanych amorach :D Pozdro z Rychleb, właśnie siedzę w knajpie

  14. Moje życie dzieli się na to przed Rychlebami i po Rychlebach…

  15. Cześć, blog jest genialny. Rychleby to raj na ziemi a Superflow wgniata w glebę, i to dosłownie! Dzięki za artykuł, dał mi świetne inspiracje na spędzenie tegorocznego urlopu. Ani chwili na Rychlebach nie żałuję, na SF byłem 3 razy i za każdym razem było tylko lepiej. Jest to świetne miejsce, to taka mała bajkowa rowerowa kraina dostępna tylko dla rowerzystów. W zasadzie trudno uwierzyć, że takie miejsca istnieją. W zakladnej w weekendy trochę klimat na jak na woodstocku 60th :D
    Uwazam, ze trasa SF dla zupełnych noobów jest raczej niebezpieczna i zdradliwa i tak jak autor pisze dość trudna. Sam tam 2 razy poległem. SuperFlow zachęca do forsownej w stosunku do techniki szybkości a niespodzianek bez liku :) Za 1 razem zaliczyłem spotkanie z kamlotem, którego nie zauważyłem bo było juz trochę ciemno, zimno i deszcz, za drugim zdradził mnie jakiś drop – niektóre cięzko zauwazyć gdy światło nie daje cieni a podłoże jednolite. Dopiero za 3 przejechałem w miarę ok (no powiedzmy bo bez OTB :D). Co do pomijania sekcji to mimo wszystko też polecałbym przejechać całość bo wszystkie sekcje coś mają, może po za siódmą. Ostatnia, ósma sekcja – proszę: https://youtu.be/00uAdAvNSSk?t=1248 – bardzo dobrze mi się tam jechało, polecam można poskakać jeszcze trochę po rozkręceniu na wcześniejszych sekcjach. Ta sekcja bardzo do tego zachęca. Po za tym polecam brać (oprócz kasku ofc) pełne rękawiczki i ochraniacze na kolana bo tam pełno skałek i klamotów a kolana mamy jedne. Warto mieć tez monetę 20 czk bo na dole jest automatyczna myjka na takie monety i mozna sobie wtedy rower wygodnie umyć.
    Mapę lepiej kupcie lub ściągnijcie bo czasami tabliczki potrafia zniknąć, tak zabłądziłem na początku 2x, niby niemożliwe a jednak :)
    No i tak jak Brovario napisał, życie dzieli się na przed i po Rychlebach!

    1. Dzięki za komentarz! :) Cieszę się, że blog skierował Cię w tą „bajkową rowerową krainę” – swoją drogą, bardzo trafny opis Rychleb, muszę kiedyś wykorzystać ;)

Dodaj komentarz do tekstu Miejsca: Rychlebskie Ścieżki

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Showtime: Eurobike 2015

Showtime, Sprzęt / 

Zalew dietetycznych fatów (27,5+) i e-MTB to to, czego każdy się spodziewał po najważniejszych targach rowerowych w naszej części świata, czyli Eurobike 2015 w niemieckim Friedrichshafen. Jednak dużo więcej nowinek pojawiło się w bardziej… normalnych kategoriach. Czyżby zmiana na lepsze w kierunku rozwoju MTB?

Poniżej znajdziecie mój subiektywny przegląd najciekawszych nowości na sezon 2016 (przy okazji możecie zweryfikować moje przewidywania sprzed kilku miesięcy).


Fulle

ns-bikes-snabb-carbon-7anna

NS Bikes Snabb Carbon – drobne poprawki w geometrii, miejsce na damper z piggybackiem i parę nowych komponentów (m.in. mostek). Wahacz na zdjęciu jest jeszcze aluminiowy, do sprzedaży trafi full-wypas-carbon. Niestety dla polaków-cebulaków, cena jest „światowa”: 5600 ojro za taki setup jak na zdjęciu. / fot. 7Anna

knolly-warden-carbon

Knolly zgapiło od NS-a i zrobili carbonowego Wardena. Kto jak kto, ale Knolly było dla mnie ostatnim bastionem high-endowych ram aluminiowych. Czy za kilka(naście) lat skala produkcji ram carbonowych będzie tak duża, że aluminium ostanie się tylko w rowerach z Tesco? / fot. Pinkbike

yeti-sb-45

Tytuł najbardziej seksownej nowości targów nie zgarnęły tym razem hostessy Kellysa, a Yeti SB4.5C (zgadnij, od czego ta ostatnia literka?). Wszechstronny, agresywny trailbike na kołach 29″, czyli to, czego spodziewałem się po sezonie 2016 w swoich przewidywaniach. / fot. Pinkbike

pyga-stage-max

I jeszcze raz ta sama koncepcja: Pyga Stage Max. W zestawieniu z Yeti, dupy nie urywa, ale wrzucam dla podkreślenia swojej racji ;) / fot. Pinkbike

I jeszcze raz hardcore'owe 29" z niewielkim skokiem, nawet kolor się zgadza.

I jeszcze raz hardcore’owy, carbonowy 29er, nawet kolor taki jak wyżej (chociaż kobiety powiedzą, że nie). / fot. Pinkbike

evil-insurgent

I jeszcze odrobinka porno, czyli Evil Insurgent. 150 mm skoku i koła 27,5″ to nic nowego, ale zintegrowana z ramą prowadnica łańcucha już tak. / fot. Pinkbike

turner-rfx

Turner (znowu) próbuje wrócić do świata żywych. RFX to całkiem normalny rower enduro: 160 mm, 27,5″, carbon. Zdjęcie wykonane w Sevres pod Paryżem. Turner twierdzi, że ma zrewolucjonizować rynek enduro, ale nie wiem dlaczego. Ale zawsze to bardziej oryginalna alternatywa dla Nomada. / fot. Pinkbike

Nawet Propain idzie w carbon.

Nawet Propain idzie w carbon. Boeing po wtopach z Deamlinerem chyba zwolnił zapasy tego materiału dostępne na rynku? / fot. Pinkbike

rose-pikes-peak

Rose Pikes Peak ze zmienną (choć nie w czasie jazdy) geometrią i charakterystyką zawieszenia. ALUMINIOWY! A tak naprawdę to nie – z metalu jest tylko prototyp, wersja produkcyjna będzie carbonowa. / fot. Pinkbike

devinci-hendrix

Zauważyliście coś dziwnego w powyższych rowerach? Poza tym, że wszystkie są carbonowe, wszystkie mają też całkiem zwyczajne koła 27,5″. Po Eurobike spodziewałem się lawiny 27,5+. Lawiny nie było, ale parę nowości się pojawiło – między innymi Devinci Hendrix, w dodatku z vintage-alu. Dla hipsterów. / fot. Pinkbike


Hardtaile

montraker-vantage-plus

Gamę „semifatów” pokazał też Mondraker. Mi najbardziej spodobał się Vantage, czyli hardcore’owy hardtail z geometrią progresywną, dobra alternatywa dla tanich fulli. / fot. Pinkbike

Grubaskowatego hardtaila pokazał nawet Liteville!

Pucołowatego hardtaila pokazał nawet Liteville! / fot. Pinkbike

nukeproof-scout-29

Nukeproof Scout 29 – na pierwszy rzut oka nuda jakich mało, ale pokażcie mi drugiego hardtaila na kołach 29″ z główką 66 stopni. No dobra, znajdzie się parę, ale takich rowerów nigdy za wiele! / fot. Pinkbike

dartmoor-primal-2016

Nowe Primale! Te ramy już teraz były dość popularne, mimo że Hornet miał lepszą geometrię. Teraz Primal powinien być wyraźniej nastawiony na enduro. Mam tylko nadzieję, że zmiany nie ominęły nieco zapomnianej wersji 29″, na którą czekam. / fot. Pinkbike

ns-djambo

Pozostając w polskich klimatach, NS trzyma rękę na pulsie z modelem Djambo na kołach 27,5+. Chcę! / fot. 7Anna

ns-eccentric-cromo

Dla miłośników klasyki: nowy, o niebo lepszy kolor Eccentrica Cromo. Nie wiem niestety nic o zmianach w geometrii. / fot. 7Anna

kross-smooth-trail

Kross szykuje godną odpowiedź: model Smooth Trail na stalowych rurkach Reynoldsa. / fot. Kross


Części, akcesoria i inne osobliwości

sram-red-wireless-electronic

SRAM w końcu oficjalnie pokazał grupę szosową na prąd (eTap). Patent moim zdaniem dużo fajniejszy od Shimano, bo bezprzewodowy. Przy 1×11 będzie tylko jeden akumulator do ładowania (manetka jest na bateryjkę „zegarkową”), a odpada bateria upchnięta w ramie, sterownik na mostku i cała plątanina przewodów. Piszę o 1×11, bo chyba oczywiste jest, że lada moment pojawią się prototypy górskiej grupy z tym samym rozwiązaniem? / fot. Pinkbike

e13-casette-vital

Wracając do teraźniejszości: e*thirteen (mogliby się w końcu zdecydować na jakąś pisownię swojej nazwy…) w końcu wprowadza do sprzedaży swoje 10- i 11-rzędowe kasety o zakresie odpowiednio 9-42 i 9-44. Do obu konieczny jest bębenek XD (czyli ten do SRAM-a 1×11). Niestety, jeśli liczyłeś na przystępną cenowo alternatywę, zapewne nie ucieszy Cię cena na poziomie $300. / fot. VitalMTB

magura-electronic-dropper-vital

Mamy też pierwszą na rynku (no, prawie – premiera lada moment) sztycę regulowaną na baterie. Co ciekawe, od debiutanta na tym polu: Magury. Niestety nie potrafi sama się opuszczać, dalej trzeba naciskać tyłkiem, ale za to mamy bezprzewodowy guziczek. Bateria wytrzymuje 400 cykli, miga diodą zanim padnie i podobno jak już całkiem wyzionie ducha, umożliwia przełączenie w tryb manualny. / fot. VitalMTB

crank-brothers-highline

Crank Brothers też pokazał nową sztycę: Highline. Bez baterii, ale za to z fajną manetką (ze sferyczną regulacją). Ciekawe, czy będzie się sypać, jak każda sztyca Crank Brosa do tej pory… Przynajmniej mechanizm tym razem jest bardziej „normalny”, niż w przypadku ostatniego niewypału: Kronologa. / fot. Pinkbike

lazer-revolution-enduro-helmet

Lazer Revolution, czyli konkurent Bella Super 2R dla ludzi jeżdżących Dacią Logan. Miłośnicy Multipli wybiorą wersję z osłonami uszu. / fot. Pinkbike

Propozycja Uvexa

Propozycja Uvexa też szału nie robi, ale przynajmniej wygląda jakby była z 2010, a nie 1999 roku. Tyle że to ciągle prototyp, więc może chociaż dorzucą jakąś fajną graficzkę. / fot. Pinkbike

Tu

Tu powinienem wrzucić zdjęcie fajnej, skąpo ubranej graficzki, ale zamiast tego: grafika inspirowana Star Wars w wykonaniu Bella. Od razu lepiej, co? / fot. Pinkbike

I jeszcze jedno eleganckie (!) nakrycie głowy: Poc Tectal.

I jeszcze jedno eleganckie nakrycie głowy: Poc Tectal. Dawno nie było słychać nic nowego od szwedzkiej marki. Nowy model wydaje się być wycelowany prosto w TLD A1. / fot. Pinkbike

Równie fajnie wyglądają buty nowej marki Only What's Necessary...

Równie czadersko wyglądają buty nowej marki Only What’s Necessary/ fot. Pinkbike

...przynajmniej dopóki nie obejrzy się ich od góry :(

…przynajmniej dopóki się ich nie obróci. Nie, to nie są buty do nurkowania. / fot. Pinkbike

Jak

Jak już jesteśmy w temacie niezbyt pięknych rzeczy: Endura wchodzi w plecaki. Cóż, przynajmniej ma ochraniacz pleców… / fot. Pinkbike

A to też fajne

A to też fajne – nerka z szelkami i pasem piersiowym. Czyli tak jakby… plecak? / fot. Pinkbike

Co ja paczę?

Co ja paczę? / fot. Pinkbike

nicolai-ion-gpi-pro

Czy jest coś bardziej progresywnego, niż geometria progresywna? Jest ION GPI Pro, czyli nieślubne dziecko Nicolaia i Chrisa Portera. Do tego skrzynia biegów i pasek. Rower jutra? Eee, nie – aluminiowy. / fot. Pinkbike

brew-nitro-shox

A na koniec moja ulubiona nowość tych targów: BREW Nitro Shox. Całkiem inna technologia tłumika, pochodząca z samolotów i czołgów, testowana w MotoGP, z samoregulującym się tłumieniem, sprawi że na każdej trasie będziesz o 10% szybszy! I nie zmyśliłem tu ani jednego słowa – taka teoria naprawdę stoi za tym damperem. I nieważne, że ma tylko jedno pokrętło regulujące jednocześnie tłumienie kompresji i powrotu, a ciśnienie pod wagę ridera ustawiane jest fabrycznie i nie da się go samemu zmienić. I tak brzmi (i wygląda) przeuroczo :) Lubię takie odjechane na maksa nowinki (TO jest prawdziwa ciekawostka, a nie kuźwa kolejne pedały od Crank Brosa…), ale przypomnijcie mi, kiedy ostatnio podobna rewolucja zastąpiła stare, rozwijane od lat rozwiązania…? / fot. Pinkbike

Podsumowanie

Czy w powyższym zestawieniu czegoś Ci brakuje? Tak, nie ma ani jednego e-bike’a! Nie dlatego, że ich nie lubię, czy nie uznaję – wręcz przeciwnie. Po prostu nie pojawił się żaden nowy interesujący rower ze wspomaganiem. Bateryjki pojawiły się tylko epizodycznie, głównie w nowym bezprzewodowym napędzie SRAM-a dla szosowców. Zwolennicy czystej rowerowej mechaniki mogą więc spać spokojnie. Tylko czy ktoś mi wytłumaczy dlaczego? Przecież Europa, a Niemcy w szczególności, to bastion tego typu sprzętu?

Nie pojawiło się też zbyt wiele nowinek na kołach 27,5+. Wygląda na to, że rewolucja póki co wstrzymana – producenci dość ostrożnie podchodzą do tematu, wypuszczając pojedyncze modele i badając zainteresowanie klientów. Czy zmęczeni przesiadką na 27,5″ są na to gotowi?

Zamiast tego, pojawiło się sporo rowerów z mniejszym skokiem, lepszą geometrią, często na kołach 29″. Do myślenia daje ilość carbonowych ram: nie „czy”, a „kiedy” aluminiowe ramy enduro odejdą do lamusa?

Czy mamy nowy kierunek w rozwoju MTB? Czy producenci porzucili marketingowe rewolucje na rzecz udoskonalenia istniejących rozwiązań? Czy to po prostu specyfika konserwatywnego europejskiego rynku? Okaże się w kolejnym sezonie!


Może zainteresuje Cię też:

  1. Tylko jak to jest możliwe, że 90% w tym zestawieniu jest zwyczajnie paskudna?
    A może ja mam jakiś spolszczony gust, bo podoba mi się tylko ns snabb i nowy primal… no i może jeszcze ten nukeproof :(

  2. A ja bym coś oddał za tego Nicolasa :)

  3. Nicolai’a! … cholerny słownik…

  4. Z miłą chęcią przytuliłbym Snabba i Wardena, a do kompletu sztyca z Magury…
    ps: akurat mi się plecak Endury mega podoba, patrząc po całej reszcie, która mam z tej firmy to zapewne „Endura has done it again…”

  5. Lekkie pióro , ostra stalówka , cięty język , trafne spostrzeżenia , totalna subiektywność – dzięki za podsumowanie targów :) , po śmierci jednego z „dziadków” z The Muppet Show zgłoszę Twoją kandydaturę do loży jako eksperta od rowerów;)

  6. Bolesław Niedzielan

    Świetny blog, czytam prawie tak chętnie jak powieści Forsyth’a.
    Do autora mam pytanie, co to za narodowość polak-cebulak i czy autor bloga też się z tej nacji wywodzi?

    1. To nie narodowość, to stan umysłu.

  7. Co jest nie tak w geo NS Eccentic?

    1. Tylko to, co z niemal każdym innym trailowo-endurowym hardtailem na rynku ;)

      Po pierwsze, za stromy kąt główki ramy. W tegorocznym modelu zeszli do 66,5 stopnia – to krok do przodu, ale to nadal tyle, ile spodziewałbyś się fullu o tym samym przeznaczeniu. Problem w tym, że hardtail nie działa tak jak full i już w momencie wejścia na rower (obciążenia) robi się z tego ok. 68 stopni. Podczas jazdy jest jeszcze ciekawiej. Ilustrację tego problemu znajdziesz tutaj: http://www.1enduro.pl/ile-skoku-zawieszenia-rower-enduro/ (ramka o hardtailach).

      Po drugie, trochę za długa rura podsiodłowa w stosunku do reacha, co utrudnia optymalny wybór rozmiaru. Ale pod tym względem jest coraz lepiej.

      Więcej o porównaniu geo Eccentrica z jednym z najlepszych hardtaili na rynku znajdziesz w tym teście na MBR:
      http://www.mbr.co.uk/bikes/bike-grouptests/bike-test-650b-hardtails-323709
      („Conclusion”)

      1. Fakt Ns Eccentric 2014 ma kąt 67 stopni, ale wyboru za dużego na rynku nie ma w sprawie rowerów hardtail. Trochę na nim pojeżdziłem przesiadając się z roweru xc i jak dla mnie na plus, ale nie jestem aż takim specjalista więc mogę nie zauważać wszystkich jego minusów. Fajnie natomiast że jest gdzie o tym poczytać i dokształcić w tej dziedzinie :)

Dodaj komentarz do tekstu Showtime: Eurobike 2015

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top