Share Week – blogi rowerowe, które czytam

Blog, Opinie / 

Akcja Share Week to taki blogerski wynalazek, który działa tak, że jeden tydzień w roku (a technicznie rzecz biorąc trzy), autorzy polecają autorów. Służy to odkrywaniu blogów, które czasem nie cieszą się wielką popularnością, ale jakością zasługują na uznanie osób, które same zajmują się tworzeniem treści.


Do tej pory nie brałem udziału w akcji, bo blogi rowerowe o tematyce MTB to ciężki temat… Większość z nich wpada w jedną z kategorii: „pamiętniczki zawodników” (które służą chyba tylko podlizywaniu się sponsorom) lub „fotorelacje z wycieczek” (które są super, ale w 90% przeniosły się na Facebooka, co na dłuższą metę czyni je bezużytecznymi).

Krótko mówiąc: jest słabo.

Są jednak wyjątki! Oto kilka blogów, które publikują w miarę systematycznie i których jakość stale rośnie. Może nie wszystkie traktują o enduro, ale i tak zaglądam na nie regularnie.


Najlepsze polskie blogi rowerowe

1. Mamba On Bike

Bloga Doroty kojarzy chyba każdy MTBiker, bo w tej tematyce jest to zdecydowany numer… dwa (zaraz po 1Enduro oczywiście!) ;) Przy czym u mnie poczytasz głównie o sprzęcie, a u Mamby możesz liczyć na solidną porcję inspiracji do wyjścia na rower i odkrywania nowych miejsc. Fotorelacje z wypadów są największą siłą tego bloga, ale różnorodność (i jakość!) publikacji systematycznie się poprawia.

Jeśli kiedyś ten blog wydał Ci się pusty, warto dać mu drugą szansę! / Fot. Mamba On Bike

2. Dirt It More

Ogólnie nie przepadam (delikatnie mówiąc) za filmami rozciągniętymi na >5 minut, ale dla Janka i Magdy z „Dirt It More” coraz częściej robię wyjątek. No bo hej – wyobraź sobie gościa, który projektuje i konstruuje rowery dla dużego producenta. Spoko? To teraz wsadź go z dziewczyną do busa i wyślij na parę miesięcy do najlepszych europejskich miejscówek. I jeszcze naucz latać pełną bombą i kręcić backflipy. Jeśli ktoś taki znalazłby czas na pokazanie tego wszystkiego na filmach, to chyba poświęciłbyś mu chwilkę…?

Praca marzeń zdefiniowana na nowo? / Fot. Dirt It More

3. Hop Cycling

Tak. Nie da się od tego uciec. To jest blog szosowy. Szosowcy szybciej zauważyli potencjał blogosfery i teraz mają więcej wartościowych publikacji do wyboru. A Hop Cycling jest wśród nich prawdziwą perełką i moim zdaniem, najlepszym blogiem kolarskim w Polsce. Odkąd go odkryłem, nie pominąłem ani jednego tekstu. Dzięki temu wiem, że grubsze opony też się sporadycznie pojawiają – ciekawie jest poczytać o MTB z perspektywy kogoś, dla kogo jest to tylko niezbyt lubiany dodatek do szosy (czyli dokładnie tak, jak większość z nas traktuje… szosę). Jeszcze lepiej, jeśli jest to napisane w perfekcyjnym stylu Maćka – nawet, jeśli tekst jest o curlingu (sic!), lektura jest przyjemnością samą w sobie.

Czytając Hop Cycling, czasem można uwierzyć, że szosa jest cool! / Fot. Hop Cycling


Ale to nie wszystko!

#ShareWeek zakłada polecanie 3 najlepszych autorów, ale ponieważ wybór nie był prosty i jury obradowało całą przerwę reklamową, chciałbym też podsunąć Ci kilku innych twórców, których śledzę:

Knurświny

W minionym roku na blogu dolnośląskiego teamu pojawiło się kilka naprawdę mocnych tekstów (z przewodnikiem po Śnieżniku na czele). Jego największym atutem jest mocna ekipa – umiejętne połączenie doświadczenia i wiedzy wszystkich członków zespołu może srogo namieszać w polskim rowerowym internecie. Oby tylko czuwający nad tym Paweł (lepiej znany jako Masko Patol) utrzymał jakość i tempo publikacji!

25×7

Gdyby to było o kolarstwie górskim, to byłoby top 3 (a ja zwijałbym interes, bo nikt by do mnie nie zaglądał)! Choć tak naprawdę, fenomenalny styl pisania Ani spycha tematykę na dalszy plan. Rowerowy storytelling w najlepszej formie i „next best thing”, jeśli akurat nie możesz wyjść na rower.

Kruku Harata Vlog

Na pierwszy rzut oka, Kruku jest po prostu hejterem, ale od czasu do czasu, ta facebookowa gwiazda powie coś, co każdy chciałby powiedzieć, ale brakuje mu odwagi bezczelności. Regularnie publikowane vlogi coraz częściej są naładowane nie tylko emocjonalnie, ale też merytorycznie.

Enduroride

Na wstępie wspomniałem o autorach fotorelacji z wycieczek, który przenoszą swoje zdjęcia na Facebooka – przez co ich odszukanie i wykorzystanie przy planowaniu weekendu staje się praktycznie niemożliwe. Istniejący od… zawsze (?) blog (??) Enduroride, resztkami sił opiera się temu trendowi. Ułożone po paśmie wycieczki ze śladem GPS są bezcenną pomocą i inspiracją. Nie rezygnujcie z tego!

Szymon Bike

Legenda szosowej blogosfery. Blog anty-racingowy i anty-sprzętowy. Poza genialnymi zdjęciami, znajdziesz tu teksty z pogranicza kolarstwa i… rozwoju osobistego. Nie każdemu się to spodoba, ale mi 3 lata temu otworzyło oczy na alternatywne podejście do blogowania. Choć nasz blogi nie mogłyby się bardziej różnić, to bez Szymonbike’a chyba nie byłoby 1Enduro (a na pewno nie „hajlajtsów”, które są drobnym hołdem dla Szymona, który to określenie spopularyzował).

Xouted

To kolejny blog szosowy, ale słowo „kolejny” jest tu krzywdzące, bo Xouted jest medium jedynym w swoim rodzaju. Marek publikuje wyłącznie autorskie, głębokie merytorycznie i opiniotwórcze teksty przybliżające kulisy kolarstwa, z pominięciem popularnej tematyki sprzętowo-poradnikowej. Prawdopodobnie najbardziej profesjonalny blog rowerowy w Polsce – choć skrajnie niszowy.

Białowłosa Szprycha

Kolejny „naj”: tym razem… najbardziej niedoceniany blog? Mało który zawodnik/zawodniczka kreuje swoją markę tak umiejętnie, jak Karolina. Co prawda nie rozumiem i nie uznaję wyboru czcionki, ale treść jest naprawdę wartościowa. Zwłaszcza dla osób szukających… kuchennych inspiracji :) Oczywiście rowerowych!

All About Bikes

Ambitny projekt opowiadający historie w klimatach enduro, widziane przez obiektyw aparatu. Zapowiada się świetnie, mam nadzieję, że wystarczy pomysłów i zapału, żeby w tym sezonie rozwinąć skrzydła i… nie skończyć jak Fed By Wild.

Wysoka Kadencja

Obiecujący blog, który niedawno chyba znalazł swoją osobowość, gdzieś pomiędzy między blogiem osobistym a specjalistycznym. Wyróżnia go specyficzny, kameralny charakter, typowy dla blogów pisanych „dla siebie”. Mimo to, coraz lepsze treści filmowo-tekstowo-zdjęciowe są przydatne i ciekawe.

Uzurpator

Blog Adama to oldschool. Nie zrozum mnie źle – choć wizualnie to obelga dla oczu, to w przypadku treści jest to dobra cecha! Jeśli tylko uda Ci się przebrnąć przez mnogość słów i technicznych określeń, to z każdego artykułu wyciągniesz szczegółowe, oryginalne, a czasem kontrowersyjne idee i informacje z dziedziny mechaniki rządzącej rowerami. To takie „Jak to jest zrobione?”, ale bez popularnonaukowych skrótów i uproszczeń. Dziś już takich nie robią!

Strona Solara

„Solara galeria rowerowa” to kolejny internetowy relikt przeszłości… w najlepszym tego słowa znaczeniu. Fotorelacje z wycieczek z podpiętym trackiem GPS (zawsze kibicuję Piotrowi, żeby wrzucał go na jakąś mapkę) pojawiają się tu od… 15 lat! Więc jeśli masz mało czasu na zaplanowanie wycieczki (takiej prawdziwej, po szlakach) i szukasz „gotowca”, na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.


A na koniec inne blogi, na które zaglądam, ale nie trafiły na listę m.in. z powodu długie przestoje w publikowaniu:


Koszulki 1Enduro t-shirt rowerowy

To ja wracam do lektury, cześć! Mam nadzieję, że w międzyczasie podsuniesz mi w komentarzu SWOJE ulubione blogi rowerowe :)


Zobacz też:

 

Dodaj komentarz

48 komentarzy do "Share Week – blogi rowerowe, które czytam"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gabriel
Gość

p i e r w s z y !1!111!!1!!!jeden11

MichuP
Gość

Przemka Zawadę jeszcze można polecić.

Lesny
Gość

endurorider – bardziej prawdomownie podchodzi do tematu ;)

Radek
Gość
Więc najpierw się odniosę do Twoich propozycji: 1. Mamba On Bike – przykro mi, nie dla mnie, przeczytałem z 4-5 artykułów, i nie potrafię się zmusić na więcej. A jeśli trzeba się zmusić to coś jest nie tak. Nie trafia do mnie, zwyczajnie nie podoba mi się, zwłaszcza sposób redagowania i przekazywania treści. 2. Dirt It More – jak najbardziej OK, mam te same odczucia co Ty 3. Hop Cycling – blog o szosie? Po prostu zwyczajnie nie, dziękuję, mimo iż jestem w trakcie budowania szosówki. 4,5,6,7 itd… – Skuszę się na Knurświny, reszta? Nie wiem czy mam tyle czasu… Czytaj więcej »
Rarytas
Gość

Na mambę też jestem uczulony. Za dużo atmosfery sztucznej fajności, za mało luzu.

Krosiarz chory na cyklozę
Gość

Ad. C. Ktoś odważył się to wreszcie głośno powiedzieć. Niektóre teorie, jakie można tam usłyszeć zakrawają dla mnie na herezje, choć nie uważam siebie za specjalistę od wszystkiego. Już dawno omijam szerokim łukiem.

bobiko
Gość

ze mnie nie poleciłeś, to skandal!!

A tak poważne to dzieki za zestawienie – nie znałem w sumie tego: http://25×7.blog/ za co dziękuje. wiec wylądowało u mnie w feedly.

Jan Koparka
Gość

Ja od siebie polecam Śrubokręta, można śledzić jego działalność na Facebooku i na YT na kanale „przypierdol”. Filmiki dosyć rzadko, ale mogę je oglądać po 10 razy. Inny ciekawy to Bert Freeride. Na youtubie regularnie oglądam jeszcze GMBN oraz Sama Pilgrima.

majeranek
Gość

Przypierdol to jest strumień świadomości, przepitych kolesi. To nie jest treść która można oglądać bo i w sumie po co?

25x7
Gość

Michał, dzieki. :*
Zważywszy, że piszę rzadziej niż raz w miesiącu ostatnio, to wielki komplement od Ciebie, ziomalu!
A.

a.
Gość

Jeśli blog rowerowy to tylko z jedynką w nazwie. Na resztę szkoda czasu…

Cyprian Michalik
Gość

Fajna lista, kilku pozycji nie znałem. Ale wg mnie głównymi zaletami Mamba On Bike jest różnorodność treści, relatywnie częste regularne pojawianie się treści i strona wizualna, bo styl i jakość tekstów jest na dość niskim poziomie. Dla mnie ideałem byłby blog Mamby (oczywiście poza Twoim) pod warunkiem, że redakcją zajęłaby się Pani Autorka 25/4, która jest z kolei poetką dwóch kółek.

Szosa
Gość

Kiedyś czytałem G3Riders, ale chyba przenieśli się na fb.

JackDahon
Gość

Strona Ani to blogowy Nobel (chociaż na szosie). Mamba, cóż, inny kaliber, to raczej proza w „miękkiej okładce”. Twój – z tych wyznaczających kanon, acz bez nadęcia :-) Jednym słowem, każdy z wymienionych da się czytać, a niektóre z przyjemnością i ku nauce.

MichuP
Gość

Michał, system spamuje skrzynkę powiadomieniami o komentarzach.

Sati
Gość

Ja tam się na definicjach nie znam – czym jest blog, vlog czy inna bestia. Liczy się treść. Nie dzielę na miejsca 1, 2, 3. Top 3 czy top 5 bez miejsc to dla mnie lepsze zestawienie umożliwiające wspólne pokazanie w sumie nieporównywalnych w detalach obiektów. Więc http://www.endurorider.pl dla mnie jest na podium.

Marek Wójcik
Gość

Hop cycling jest genialny.
Cieszę się, że go podrzuciłeś

Marcin
Gość

Zajrzałem. Masz rację super blog

Mateusz syn Janusza
Gość

teraz czytam enduro1 i uzupator oraz czasem zajrzę do forum emtb.pl i roweroweporady.pl, kiedyś śledziłem pinkbike.com i troche inne ala bikeboard bikeaction, wrower etc.

bajkot
Gość

Chcesz coś innego niż wszystko?…
To masz: https://bajkot.wordpress.com/2018/01/08/enduro/

Rarytas
Gość

Meh, cenzura. Nie można wyrazić krytyki względem zaprzyjaźnionego bloga. To się czytelnikom nie podoba, panie 1enduro.

Adam
Gość

Chciałem dodać swoje dwa grosze, może kogoś coś zainteresuje:
1) bikepacking.com – blog(?) poświęcony bikepackingowi (m.in. 101, opisy sprzętu), sporo relacji z podróży bikepackingowych oraz opisów tras (obecnie opisane trasy głównie po Ameryce, ale Europa coraz częściej się pojawia)
2) GMBN Tech – kanał na yt o technice związanej z rowerami (serwis, ciekawostki techniczne itp.)

Piotr Wasilewski
Gość

GMBN!!! Drugie najlepsze źródło informacji o Enduro po twoim blogu :)

Filip
Gość

MAMBA ON BIKE dla mnie jest niestrawna.
Dirt it more jest super, GMBN/GCN tez (choc komercha;)).
SzajBajka tez trzeba docenic, m.in. za joge dla rowerzystow czy odwage wyrazania wlasnych opinii.

Radek
Gość

To ostatnie zdanie to był sarkazm?

Filip
Gość

Cwicz dalej;)

novotarq
Gość

Seth’s Bike Hacks!

JackDahon
Gość

Wyrażamy swoje opinie, więc ja wyrażę swoją na ich temat: Mamba traktowana jest bardzo surowo, zbyt surowo. I to samo w sobie jest dla mnie ciekawe Panowie :-)

pawel
Gość

Podrzućcie jakieś fora/blogi DH ?

Czytaj kolejny artykuł

Koszulki 1Enduro na trzecie urodziny bloga!

Blog, Prezentacje / 

Wczoraj blog skończył 3 latka! Hip hip – hurra! Ale tym razem nie będę Cię zanudzał statystykami i planami (o tym pisałem już w styczniu), a zamiast tego chciałbym Cię namówić na zakup pierwszej, niepowtarzalnej i póki co jedynej koszulki 1Enduro :)


Koszulki 1Enduro t-shirt rowerowy

Odporna na mróz, śnieg i deszcze niespokojne targające psa!

Koszulki 1Enduro t-shirt rowerowy

Koszulki 1Enduro t-shirt rowerowy

Jest to klasyczny t-shirt, ale o dopasowanym, lekko wydłużonym kroju, z bezszwowymi bokami. Ponieważ jest to mała, jednorazowa seria z okazji urodzin bloga, koszulki zrobiłem „na wypasie”: z grubej, miękkiej i trwałej bawełny, którą z przyjemnością założysz po całym dniu jazdy. Sprawdzi się tak samo dobrze w pracy, na imprezie i na randce w serwisie rowerowym. Wzór jest naniesiony techniką sitodruku, więc możesz prać go normalnie w pralce, bez stresu że odpadnie (podwójne szwy wzmocnione taśmą też nie będą miały nic przeciwko).

Cena: 69 zł

+ koszt wysyłki 10 zł


Ficzery:

  • materiał: 100% bawełna (170 g/m²);
  • elastyczne ściągacze i dodatkowa taśma na kołnierzyku;
  • 5 rozmiarów do wyboru (damskich i męskich);
  • dopasowany krój „slim” (jeśli pijesz dużo piwa, może weź o jeden rozmiar większą…?).
Koszulki 1Enduro t-shirt rowerowy

Każda koszulka to nie tylko koszulka! To też cegiełka dołożona do budowy najlepszego bloga na świecie :)

Gadżety blog rowerowy 1Enduro

Aha! W paczce znajdziesz też gratisy: blogowe naklejki i breloczek (dostępne też osobno; do wyczerpania zapasów)!


Rozmiary:

Koszulka 1Enduro t-shirt męski

Rozmiary męskie

 SMLXLXXL
Wzrost168176182185188
Obwód klaty9399106113120

Koszulka 1Enduro t-shirt damski

Rozmiary damskie

 XSSMLXL
Wzrost158164168172176
Obwód klaty84889296100

Który wybrać? Sugeruję taki sam, jak w każdym innym t-shircie. Ja na zdjęciach mam na sobie rozmiar S (wzrost 170 cm).


Jak zamówić?

Zostaw swoje dane w formularzu poniżej (zamawiając koszulkę, zgadzasz się na ich przetwarzanie w tym celu – to znaczy napisanie adresu na kopercie) i podążaj za instrukcjami na ekranie ;)


Dane do wpłaty:

14 1140 2004 0000 3502 3424 7300
Michał Lalik

Lub Paypal: wooyek@gmail.com


Następnie uzbrój się w odrobinę cierpliwości. Zamówienia zbieram do końca marca, a produkcja zajmie ok. 4 tygodni, więc koszulkę powinieneś dostać przed majówką.


A może zainteresuje Cię też…

 

Dodaj komentarz

47 komentarzy do "Koszulki 1Enduro na trzecie urodziny bloga!"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ŁUKASZ
Gość

Trochę z innej beczki. W tle fotki na tarasie widać góry :) Zdradź w jakich terenach mieszkasz Michał – co to za góry?

@19.paraf
Gość

Gdy tylko dostałem powiadomienie o nowym wpisie na blogu i zobaczyłem napis „koszulki”, to od razu pomyślałem sobie… JERSEY’e!!!
A tu tylko (nie)zwykły t-shirt

malutki
Gość

A jak wygląda sprawa koszulek dla „dużych bikerów”? 204 cm wzrostu i raczej chudziną nie jestem :-)

Szymon
Gość

„Następnie uzbrój się w odrobinę cierpliwości. Zamówienia zbieram do końca kwietnia, a produkcja zajmie ok. 4 tygodni, więc koszulkę powinieneś dostać przed majówką.”

Michał,czegoś tu nie rozumiem. Czy jesteś pewny, że do końca kwietnia?

Koszulka wygląda super!

Bartek Skoczek
Gość

Zamówione. Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin:)

wujekeman
Gość

a czarno czarne ?

Kuba
Gość

Znów to samo, tabelka rozmiarów jest „z dupy”…
Podaj proszę długości koszulek z przodu od kołnierza lub ramienia i z tyłu.

Mam 189 cm i pije ogromnie ilości piwa. W klacie mam 110-115.
Z tabelki wynika, że mie ma pasującego rozmiaru dla ludzi o takiej posturze jak ja?

mateusz
Gość

Kurcze ten wydłużony krój :( dla osób karłowatych takich jak ja (173cm) to zawsze problem bo wyglądam w takich jak w przykrótkiej todze…

Karol Jasik
Gość

Wooyek podpowiedz mam 193cm wzrostu i 108 w klatce i wolę trochę bardziej dopasowany krój ale nie obisły, nie lubię też długich koszulek.L czy XL?

Tomasz Błasiak
Gość

Wszystkie najlepszego TRZY LATKU Michale jaką masz na sobie koszulkę-rozmiar. Ja mam 170cm ale pare kilo więcej (s czy M)

Dawid
Gość

Te poziomice zataczające najmniejsze kręgi w przypadku gdy mamy oznaczoną tylko jedną wartość wysokości powinny mieć jeszcze takie kreseczki do wewnątrz lub na zewnątrz które informują czy mamy do czynienia z kopcem czy z dołem :)

Andrzej Malus
Gość

Przydałoby się info o płatności na maila :-)

Krosiarz chory na cyklozę
Gość

Michał, jaki masz rozmiar na sobie?

Piotrek
Gość

Pochwal się co to za rzut poziomicowy – jaka góra ? :) Fajny bajer – eksplorując ścieżki możesz od razu sprawdzić kąt nachylenia zbocza, a jak miałeś 5 z geografii to i tracka narysjesz ;P :)

Sławek
Gość

Babia Góra

Marek Szynder
Gość

Zamówiłem, ale coś sobie ubzdurałem, że to za pobraniem. Jak zrobię przelew w poniedziałek to będzie jakaś tragedia?

Monika T.
Gość

Jeśli chciałabym zamówić dwie koszulki, to wystarczy jak w uwagach napiszę drugi rodzaj dopiszę w uwagach?

Monika T.
Gość

Pięknie to napisałam :)) Chodziło o to czy wystarczy dopisać drugi rodzaj koszulki w uwagach do zamówienia :)

mazswojejzony
Gość

Gratulacje! Jeszcze 7 i będzie okrągła! ;)

Podobnie jak komentujący wyżej liczę, że to początek większej kolekcji.

Filip
Gość

Michal, a moze by tak:

1/ W serek (lepiej wyglada na bardziej klocowatej figurze – Ty chudzielcu pewnie wolisz okragla)
2/ Po polsku (no lajf?)
3/ Moze troszke ladniejsza (no, inna w kazdym badz razie)? Szare ze smetnym nadrukiem kojarza sie z koszulka za 25 zl…

Tak mialem brac, bo lubie takie incjatywy, ale chyba jednak postoje. Pozdro!

ŁUKASZ
Gość

W serek…. o fuuu przeca to zalata poprzednią epoką. Poza tym mi się bardzo podoba szara – sam mam kilka takich koszulek – nie wyglądają jak dresiarskie.
A tak na poważnie – co to za dyskusja – chcesz kupić kupuj, nie chcesz nie kupuj. O gustach nie ma sensu dyskutować. Michał zrobi w serek to kolejna kogoś wymówka się z najdzie, że metka nie w tym kolorze. Polacy to dziwny naród. Po co w ogóle dyskutować o koszulkach?

Filip
Gość

Sensu to nie ma biadolenie typu „nie chce kupowac to nie kupuj”. A moze chce, tylko cos fajnego? Moze dzieki temu M. nast razem zrobi nieco lepsza koszulke? A przypierdalnie sie do polakow to juz w ogole zalatuje nienawiscia do mojego narodu i nie powinno miec miejsca,zwlaszcza tu.

Łukasz
Gość

Jaką nienawiścią? Nacjonalista jesteś? To my! https://g.co/kgs/JN5k19

tomakuzu
Gość

Dzięki Michale właśnie dostałem ….. jak wciągnę brzuch to wyglądam chyba nawet lepiej niż ten model powyżej…. ;)

Czytaj kolejny artykuł

Carbon czy aluminium?

Porady, Sprzęt / 

Carbon staje się coraz bardziej popularnym materiałem – jak pokazuje mój Canyon Spectral, już w rowerach poniżej 14 tys. zł można liczyć na ramę z włókna węglowego. Tylko czy faktycznie warto się napalać na ten materiał? Czy nie bezpieczniej postawić na proste, sprawdzone aluminium? Żeby ułatwić wybór, przedstawię Ci krótko proces produkcji ram z carbonu, a następnie rozprawię się z kilkoma popularnymi mitami, które go dotyczą. Spoiler: po lekturze, wybór w dalszym ciągu nie będzie łatwy ;)


Jak powstaje rama carbonowa?

Ostrzeżenie o nudzie: poniższa sekcja zainteresuje raczej fanów Adama Słodowego. Jeśli chcesz oszczędzić sobie technicznych szczegółów, przeskocz od razu do pytania „W czym carbon jest lepszy od aluminium?”

Carbon (nie mylić z karbonem, który to był piątym okresem ery paleozoicznej) to tak naprawdę skrót od carbon fiber reinforced polymer (CFRP – polimer zbrojony włóknem węglowym). Materiały są więc tak naprawdę dwa:

  • włókno węglowe: ciągłe (tzw. UD – unidirectional) lub w postaci tkaniny o różnym splocie (tzw. woven fabric);
  • żywica (zawyczaj epoksydowa), którą włókna są wstępnie nasączane. Powstają w ten sposób tzw. prepregi, z których producent ramy wycina niewielkie „skrawki”, które trafią w ściśle określone miejsca.
Unno carbon rama

Gdyby Ikea sprzedawała carbonowe ramy. / Fot. Unno

Piankowy rdzeń ramy carbonowej

Kawałki te, po usunięciu warstwy zabezpieczającej (jak w dwustronnej taśmie klejącej) układane są na piankowym „kopycie”. / Fot. Scott

Carbon layup - układanie włókien

Odzwierciedla ono z grubsza wewnętrzny kształt ramy i umożliwia ułożenie wszystkich kawałków we właściwym miejscu (tzw. lay-up), co zadecyduje o przyszłych właściwościach ramy. / Fot. Ibis Cycles

Rama carbonowa - foliowy bladder

Aha, ważne! Pomiędzy piankowy rdzeń a materiał właściwy, trafia jeszcze… foliowy worek (tzw. bladder). / Fot. Ibis Cycles

Rama carbonowa przed włożeniem do formy

Tak „ulepiona” rama, jeszcze miękka i trochę bezkształtna, trafia do metalowej (najczęściej wyciętej CNC z aluminium) formy, której połówki odzwierciedlają zewnętrzny kształt wykonywanego elementu (skomplikowane kształty mogą wymagać kilku części, które później zostaną połączone w całość)./ Fot. Unno

Forma ramy carbonowej Ibis

Koszt wykonania formy dla jednego rozmiaru ramy jest liczony w dziesiątkach tysięcy dolarów – dlatego pierwsze prototypy zwykle są spawane z aluminium. / Fot. Ibis Cycles

Rama carbonowa w formie

Do ukrytego wewnątrz foliowego worka (bladdera) pompowane jest powietrze. Folia tworzy w ten sposób balon, który dociska włókna do formy. / Fot. Unno

Rama z włókna węglowego po piecu

Całość trafia do pieca – temperatura przyspiesza twardnienie żywicy. Po wyciągnięciu ramy z formy, pozostaje ją tylko wyszlifować i polakierować – powierzchnia zazwyczaj nie wygląda zbyt spektakularnie, chyba że producent odżałował kilkadziesiąt gramów na dodatkową warstwę estetyczną (te eleganckie, równe kwadraciki nie pełnią żadnej funkcji, dlatego widujesz je coraz rzadziej). / Fot. Unno

Wersja filmowa:


W czym carbon jest lepszy od aluminium?

Przejdźmy do konkretów: po co to wszystko?

  • Wygląd – nie bez powodu na pierwszym miejscu ;)
  • Masa – różnica zwykle ok. 200-500 g względem aluminiowego odpowiednika;
  • Wytrzymałość – tak! Jeśli producent nie przesadzi z odchudzaniem, rama z węgla może być bardziej pancerna od metalowej (o tym za chwilę);
  • Możliwość wykonania skomplikowanych kształtów – czyli wygląd ;) Ale też większe możliwości np. przy projektowaniu zawieszenia;
  • Optymalizacja właściwości – metal ma takie same właściwości w każdą stronę. Włókno węglowe przenosi obciążenia tylko w jednym kierunku, więc układając je w odpowiednim miejscu pod odpowiednim kątem, można wykonać ramę np. elastyczną w pionie, a sztywną na boki.
Carbon czy aluminium - ramy rowerowe enduro

Fot. Santa Cruz (również zdjęcie tytułowe)

Czy większa sztywność jest zaletą?

No właśnie, jak to jest z tą sztywnością? To jeden z tych parametrów, przy których…

Stwierdzenie, że „więcej = lepiej” jest równie oczywiste, co… błędne

Jeśli jeździsz na nartach, nie muszę Ci tego tłumaczyć. A jeśli nie wiesz, czym się różnią komórkowe gigantki od allroundów, czytaj dalej.

Owszem, większa sztywność oznacza efektywniejsze przekazywanie energii pedałowania oraz lepszą pracę i trwałość zawieszenia (bo damper i łożyska nie pracują pod kątem). Sztywna rama lepiej też utrzymuje obraną linię w rockgardenach i na trawersach.

Z drugiej strony – nie bez powodu panuje moda na stal, która jest bardziej sprężysta od aluminium (a tym bardziej carbonu). Odpowiedni poziom elastyczności pozwala pracować ramie poprzecznie na nierównościach, a to przekłada się na mniejsze zmęczenie ridera i lepszą trakcję tylnego koła, które zamiast odbijać się od każdej przeszkody, może się nieco „ułożyć” do terenu.

Może się okazać, że carbonowa rama będzie zbyt sztywna i jazda na bardziej elastycznym aluminiowym odpowiedniku będzie łatwiejsza i przyjemniejsza.

Santa Cruz carbon przekrój

Wszystko więc zależy od tego, jakie założenia przyjął projektant danej ramy i jak dobrze zostały one zrealizowane – carbon daje pod tym względem ogromne możliwości i coraz częściej producenci chwalą się zoptymalizowaną (czyt. celowo obniżoną) sztywnością. / Fot. Pinkbike

Czy carbon jest mocniejszy od aluminium?

Przejdźmy do tego, co budzi największe obawy: wytrzymałości.

Jak już wspomniałem, projektując ułożenie włókien, technolog może kształtować jej właściwości, np. dodając warstwy tkaniny w krytycznych miejscach, jak główka ramy, okolice suportu, czy węzeł rury górnej i podsiodłowej. Dzięki temu wytrzymałość może istotne przewyższać aluminium.

Santa Cruz carbon przekrój

Zwróć uwagę na grubość materiału na styku dolnej rury z główką – w aluminium, wymagałoby to wspawania dodatkowego wzmocnienia. / Fot. Pinkbike

To precyzyjne kształtowanie właściwości ma jednak dwie wady. Po pierwsze, technolog może dać ciała i źle ocenić obciążenia. Efektem są „choroby wieku dziecięcego”, czyli pękające ramy z pierwszej serii (tak było np. z pierwszą carbonową Caprą od YT). Zazwyczaj wystarczy drobna zmiana w „lay-upie”, żeby pozbyć się problemu.

A po drugie…

Czy ramę z włókna węglowego można łatwo uszkodzić?

Druga wada wiąże się z miejscami, które podczas jazdy są mniej obciążone – np. rury w środku długości są cieńsze, niż na końcach i przez to bardziej wrażliwe na uszkodzenia przy wypadku.

Dotyczy to głównie skrajnie wylajtowanych ram szosowych, które można uszkodzić nawet zbyt mocno zaciskając bagażnik dachowy… Ale jak pokazał niesławny przykład Grega Minnaara, nawet jedna z najbardziej pancernych zjazdówek może się poddać przy mocnym strzale w (nie)odpowiednie miejsce.

Inna sprawa, że w cieniowanych ramach aluminiowych sytuacja jest podobna.

Znów wszystko więc zależy od intencji projektanta – jeśli masa nie jest kryterium decydującym (patrz: rowery zawodników XC), bez problemu można „ulepić” ramę bardziej toporną od aluminiowej, i w dalszym ciągu lżejszą. I w przypadku ram trail/enduro, tak się właśnie robi.

Czy carbon nadaje się dla ciężkich riderów?

Po powyższym akapicie pewnie domyślasz się już odpowiedzi. Limit wagi użytkownika nie jest zależny od materiału, a od założeń projektanta. Większość rowerów trail/enduro (niezależnie od materiału ramy) nie ma określonego limitu wagowego, lub jest on bardzo tolerancyjny na burgery i chipsy zapijane piwem.

Czy carbon się starzeje?

Skoro więc carbonowa rama jest w stanie tyle wytrzymać na szlaku, to ile będziesz mógł na niej pojeździć, zanim się rozleci sama z siebie? Czy włókna z czasem stracą właściwości? Czy pracujący laminat w końcu się rozklei?

Odpowiedź jest prosta: nie.

Dobrze zaprojektowana i dobrze wykonana (!) rama carbonowa jest w zasadzie wieczna.

Z pewnością wytrzyma dłużej, niż będziesz chciał na niej jeździć. Choć prawdę mówiąc, to samo można powiedzieć o współczesnych ramach aluminiowych, które teoretycznie starzeją się dużo szybciej.

GT STS Carbon

Jeździłbyś…? / Fot. Classic Cycle US

Jak ocenić stan używanej ramy carbonowej?

Wszystko więc spoko, jeśli kupujesz nową ramę. A co, jeśli rozglądasz się za rowerami używanymi? Na co zwrócić uwagę i jak wychwycić ewentualne uszkodzenia?

Niestety, jest to bardzo trudne. W przeciwieństwie do widocznych gołym okiem wgniotów i pęknięć na aluminium, uszkodzenia laminatu mogą być niewidoczne i ujawniać się dopiero podczas jazdy, m.in. utratą sztywności lub trzeszczeniem.

Uszkodzona rama carbonowa - naprawa

Niemniej jednak, poza jazdą próbną, warto bardzo dokładnie przyjrzeć się powierzchni ramy – wszelkie nierówności, przebarwienia i powierzchowne pęknięcia na lakierze powinny zapalić czerwoną lampkę. / Fot. Singletracks

Czy ramę z włókna węglowego można naprawiać?

No dobra, nic nie jest wieczne – co w sytuacji, jak coś popsujesz? Ciekawostka! Większość osób kojarzy metal z łatwością naprawy (ze śwagrem się pospawie!), podczas gdy pęknięcie carbonu oznacza śmietnik.

Tak naprawdę, jest odwrotnie.

Pękniętą ramę carbonową stosunkowo łatwo można naprawić, nawet samodzielnie, szlifując uszkodzone miejsce i „oklejając” je nowym materiałem. Przy amatorskiej naprawie będzie to wyglądało paskudnie, sztywność nie będzie już taka sama, ale będzie to działało.

Naprawa ramy carbonowej

Profesjonaliści potrafią „załatać” carbon tak, że będziesz miał problem z zauważeniem miejsca naprawy. / Fot. Appleman Bicycles

Tymczasem „łatwe” aluminium wymaga bardzo dobrego spawacza i odpowiedniego sprzętu. Ale to najmniejszy problem. Sęk w tym, że stopy aluminium zawdzięczają twardość i wytrzymałość obróbce cieplnej. Więc po spawaniu niezbędne jest wygrzanie ramy w piecu, przy parametrach ściśle dobranych do zastosowanego stopu (którym producenci coraz rzadziej się chwalą). Bez obróbki cieplnej, masz pewność, że rama pęknie tuż obok miejsca naprawy. A nawet jeśli znajdziesz fachowca, który obróbkę przeprowadzi – może ona negatywnie wpłynąć na miejsca nienaprawiane. No i „po piecu” będziesz musiał oczywiście cały naprawiany element pomalować…

Czy carbon jest mniej ekologiczny od aluminium?

Jakiś czas temu internety huczały o tym, że…

Carbon zabija pingwiny polarne i biedne dzieci w Afryce.

Powszechna jest opinia, że metal jest ekologiczny, bo można go łatwo stopić i ponownie wykorzystać. Tymczasem oddzielenie włókien węglowych od żywicy, nawet jeśli możliwe, jest zupełnie nieopłacalne.

Wysypisko ram carbonowych

Uszkodzone ramy carbonowe czekają więc na wysypiskach, aż #niechktoś wymyśli sensowną technologię recyklingu.

Opisana wcześniej procedura naprawy jest jednak wskazówką, że temat jest bardziej złożony. Bo z tym aluminium jest trochę tak, jak z samochodami elektrycznymi. Niby nie emitują spalin, ale co z tego, jeśli napędzający je prąd jest generowany w archaicznych elektrowniach węglowych…?

Jak przekonałeś się na początku artykułu, proces produkcji ramy carbonowej nie jest zbyt energochłonny. W każdym razie w porównaniu do aluminium, które trzeba wykopać w kopalni, a potem w hucie przetopić, wyprodukować i ukształtować rury, odlać lub wykuć pozostałe elementy, pospawać, wyprostować, obrobić cieplnie i mechanicznie, oczyścić w agresywnej chemii, polakierować, a na koniec jeszcze wysłać statkiem na drugi koniec świata…

Jeśli o mnie chodzi, nie brzmi to zbyt ekologicznie.

Poza tym, kiedy ostatnio oddałeś ramę na złom…? I czy zezłomowane ramy aluminiowe faktycznie są przetapiane…? Podpowiedź: tyle samo materiału można odzyskać z kilkudziesięciu puszek po piwie, co jest dużo łatwiejsze, niż w przypadku polakierowanej ramy rowerowej z bliżej nieokreślonego stopu.

Wysypisko rowerów w Chinach

Serwis rowerowy w Chinach ;) / Fot. Chen Zixiang, The Guardian

Czy warto dopłacić do carbonowej ramy?

Czyli so far so good. Załóżmy więc, że rozwiałem Twoje obawy i zaczynasz rozważać zakup roweru „w karbonie”. Czas więc zastanowić się… czy ma to sens? W tym celu porównałem dwie pary rowerów na ramie carbonowej i aluminiowej, przy dwóch różnych założeniach.

Podobne wyposażenie, różna cena: Canyon Spectral AL 6.0 kontra CF 8.0

Carbon czy aluminium: Canyon Spectral AL 6.0

Canyon Spectral AL 6.0 – 11 499 zł

Carbon czy aluminium: Canyon Spectral CF 8.0

Canyon Spectral CF 8.0 – 13 699 zł

Są to niewątpliwie dwa najbardziej opłacalne modele w gamie Spectrala, które różnią się głównie masą i ceną. Wyposażenie jest niemal identyczne. Co ciekawe, model carbonowy jest zaledwie o 200 g lżejszy (jeśli wierzyć danym katalogowym), a przy tym droższy o 2200 zł, więc dopłata wydaje się mało opłacalna. Dopóki nie zobaczysz tej paskudnej blachy wspawanej przy kominie ramy aluminiowej ;) Wygląd jest tu zdecydowanie istotnym czynnikiem! Mój wybór: carbon.

Ta sama cena, różne wyposażenie: Trek Remedy 8 kontra 9.7

Carbon czy aluminium: Trek Remedy 8

Trek Remedy 8 – 13 399 zł

Carbon czy aluminium: Trek Remedy 9.7

Trek Remedy 9.7 – 13 399 zł

Te dwa rowery kosztują dokładnie tyle samo. W związku z tym, model na ramie carbonowej jest dużo biedniej wyposażony: Rock Shox Yari zamiast Lyrika i napęd SRAM NX zamiast GX Eagle to różnice, które będą wyraźnie odczuwalne na szlaku. Co ciekawe, mimo lepszych części, Remedy 8 w dalszym ciągu jest cięższy o 450 g. Nie jest to jednak tak istotne, jak lepszy amortyzator i napęd. Mój wybór: aluminium.

Jaki z tego morał?

  • Jeśli zależy Ci na masie i wyglądzie – dopłać do carbonu, ale nie spodziewaj się zgoła odmiennych właściwości jezdnych.
  • Jeśli masz sztywny budżet i liczy się przede wszystkim jakość działania i zachowanie roweru na szlaku przy minimum wydatków – wybierz aluminium z lepszym osprzętem.

Czym się różnią różne wersje ram carbonowych?

Zdecydowałeś się na carbon? Gratuluję! Ale decyzje się na tym nie kończą! Kiedyś rama była po prostu carbonowa i już. Aktualnie materiał ten jest oferowany w różnych cenach. Producenci podchodzą do tego na dwa sposoby:

  • Mieszanie materiałów – najczęściej stosowanie w tańszych modelach aluminiowego wahacza, który w droższych jest już carbonowy (np. Canyon, Cannondale). Jest to dość sensowny kompromis, bo oszczędności wagowe na rurkach wahacza są stosunkowo niewielkie, a wykonanie złożonych elementów jest trudne/kosztowne. Rurki wahacza są też najbardziej narażone na uszkodzenie przy glebie.
  • Dwa rodzaje włókien – na rynku są różne klasy włókien węglowych, technolodzy trochę mogą też pokombinować z żywicą. Przy czym jak zwykle te najlepsze (o najwyższej wytrzymałości) są droższe. Niektórzy producenci oferują więc dwa modele carbonowe, które wyglądają i działają identycznie, ale różnią się masą (np. Santa Cruz, Yeti).
Canyon Spectral CF 8.0 2018 - recenzja

Aluminiowy wahacz w carbonowej ramie to sensowny kompromis.

To może chociaż carbonowe części?

Cały artykuł skupia się na carbonowych ramach, a co jeśli chcesz doświadczyć odrobiny splendoru, kupując np. węglową kierownicę lub korbę?

Zasady są takie same: płacisz za niższą masę, a pozostałe zalety częściowo są wyimaginowane, a częściowo są… wadami. Np. nadmierna sztywność wielu carbonowych kierownic zwiększa zmęczenie rąk na zjazdach.

Carbonowa klamka hamulcowa

Prawdę mówiąc, najbardziej sensowny carbonowy komponent, jaki przychodzi mi do głowy, to… dźwignie klamek hamulcowych – w zimie nie marzną tak na nich palce! ;) / Fot. NSMB

Na oddzielny akapit zasługują koła (a konkretnie obręcze). Tutaj carbon jest szczególnie kuszący, ze względu na masę rotującą (zależnie od wyznawanej religii) i nieamortyzowaną. A do tego dochodzi potencjalnie wysoka wytrzymałość i odporność na wgnioty. Niestety, na razie wiele obręczy ma problem z trwałością, a nadmierna sztywność nie jest w tym miejscu korzystna (koło pełni bardzo istotną rolę w amortyzacji). Ewentualne wątpliwości ostatecznie rozwiewają astronomiczne ceny…


Ej, a co ze stalą?

W tekście o materiałach ram rowerowych żal byłoby pominąć ten najbardziej klasyczny: stal. Ale w przypadku fulli jest to tak egzotyczny wybór, że jeśli się nad nim zastanawiasz, to nie muszę Ci niczego tłumaczyć.

Stalowy full enduro - Starling Murmur

Starling Cycles Murmur to jeden z najlepszych rowerów enduro, o których nigdy nie słyszałeś. / Fot. Starling Cycles

Jeśli natomiast zastanawiasz się nad hardtailem, rzuć okiem na test Krossa Smooth Trail, w którym znajdziesz fragment o zadach i waletach porządnej stali:


Podsumowanie

Carbon pojawił się w rowerach ze średniej półki, często kupowanych przez osoby, które do tej pory nie miały z nim do czynienia, a tylko „kiedyś coś” o nim słyszały. Stąd wiele mitów i uprzedzeń, głównie pochodzących z czasów, kiedy:

  1. Carbon był stosowany głównie w zawodniczych ramach XC/szosowych, w których priorytetem była wyśrubowana masa, a nie wytrzymałość;
  2. Carbon dopiero raczkował i producenci jeszcze się uczyli, jak go wykorzystać.

A tymczasem współczesny carbon nie jest taki straszny, jak się go (po)maluje i nie trzeba się go obawiać.

Inna sprawa, że wiele „carbonowych mitów” dotyczy jego… zalet. Poza masą i wyglądem, nie są one tak oczywiste, ani tak istotne, jak niektórzy wierzą. W większości przypadków, aluminium w połączeniu z lepszym osprzętem jest rozsądniejszym wyborem z punktu widzenia działania kompletnego roweru na szlaku.

Ale rower nie pralka, żeby musiał być rozsądny! Jeśli Twoja wymarzona rama podoba Ci się w wersji węglowej, a do tego zależy Ci na niskiej masie i masz kilka dodatkowych banknotów na zbyciu, kupuj śmiało! Pamiętaj tylko, że:

Carbon – choć zdrowszy – jest uzależniający jak kokaina, a do tego droższy.

Canyon Spectral CF 8.0 2018 - recenzja


Zobacz też:

 

Dodaj komentarz

76 komentarzy do "Carbon czy aluminium?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maciej Koleda
Gość

„co z tego, jeśli napędzający je prąd jest generowany w archaicznych elektrowniach węglowych…?” Może nie tematyka rowerowa, ale na wszelki wypadek nadmienię: spalanie paliwa w centralnej elektrowni i rozsyłanie energii po sieci jest tańsze, lepsze dla środowiska i bardziej wydajne niż spalanie go w każdym pojedynczym samochodzie. Elektrownie już nie są takie archaiczne i mają świetne filtry wychwytujące i utylizujące prawie całkowicie niebezpieczne związki z gazów oddawanych do atmosfery. Pozdrawiam :)

Pirx
Gość

Wiedzę czerpałeś z Wikipedii? Filtry wychwytują i utylizują… ta, zapewne, to nie papierowy „filtr” jak w samochodzie. Plusy energetyki zawodowej to łatwiejsza kontrola nad emisją zanieczyszczeń i niższe koszty stałe, ale sama technologia jest typowa i pod tym względem przestarzała, nawet nowoczesne bloki pracujące na tzw. parametrach nadkrytycznych są „stare”. Niestety w wielu przypadkach taniej, prościej, bardziej efektywnie i wygodnie jest zużywać energię wytwarzaną na miejscu (energetyka rozproszona).

vandall
Gość

„najbardziej sensowny carbonowy komponent, jaki przychodzi mi do głowy, to… dźwignie klamek hamulcowych – w zimie nie marzną tak na nich palce! ”
a po glebie i ułamaniu takiej klameczki 200pln + lekko leci na naprawe a czasem taniej wyjdzie kupic nowy hamulec :P

Pirx
Gość

Rozumiem, że pogiętą alu dźwignię klepiesz ładnie w garażu na kowadełku, mając nadzieję, że będzie jak nowa? Próbowałem tak zrobić ze swoją i w zasadzie działało, ale kiedy nadarzyła się okazja kupienia całej klamki za 50zł, bez wahania to zrobiłem :)

Vandall
Gość

Naprawa u mnie to wymiana na nową
Rozumiem ze widzisz różnice w cenie klamki Alu cs Carbon

Tato
Gość

A gdzie autosugestia że carbonium lata na singlach dużo bardziej lepiej i wogóle? A na serio to ponoć każdy rower jeździ ale tylko carbonowe wyglądają ;)

Krosiarz chory na cyklozę
Gość

Jeżdżę na carbonie zarowno na szosie jak i w XC. W obu rowerach mam carbonowe obręcze kół i nie uważam żeby były mało wytrzymałe. Widziałem kiedyś film, na którym testowano carbonową obręcz zjeżdżając po schodach bez opony. Obręcz uległa uszkodzeniu dopiero po kilkunastu zjazdach. Za największą wadę carbonu uważam, jak sam zauważyłeś jego uzależniający wpływ, co przekłada się na majątek jaki zaczynasz wydawać na kolejne komponenty.

Tato
Gość

Wiem o czym mówisz, bo mam karbonowe DH i Enduro z karbonowymi kołami, korbą i kierą. Następny krok to czarne karbonowe obrączki (kocham karbon i moją kobietę) http://www.geselle.pl/produkt/6990-ultranowoczesne-i-niepowtarzalne-obraczki-slubne-wykonane-z-czarnego-karbonu

Krosiarz chory na cyklozę
Gość

To się dopiero nazywa świr :)

paweł
Gość

a ja myślałem, że to na częściach rowerowych robi się biznes :-) 1k zł za kilka gram węgla i żywicy – wtf???

Marcin Maj
Gość

Na 1 karbonowej obręczy ustawionej na rantach w pionie, można spokojnie usiąść. Na dwóch aluminiowych nie ma szans, bo się pogną.

Q
Gość

Też tak kiedyś myślałem, że jest nisza na artykuły enduro po polsku i że po prostu będę tłumaczył artykuły z pinkbike, być może kompilował po dwa i przeklejał wraz z tymi samymi zdjęciami. Ale doszedłem do wniosku, że to bezczelne.

Krosiarz chory na cyklozę
Gość

Patrz. W takich kategoriach to i na Wikipedię można się obrazić. Nie przyszło mi to do głowy wcześniej.

Jarek Barcz
Gość
To niestety nie jest prawda, że ramy i inne produkty z włókna węglowego nie nadają się do recyklingu. Co prawda technologia odzyskiwania kompletnych nieuszkodzonych długich włókien jest bardzo droga i mało efektywna (mimo to już jest) to ścinki włókien są używane do produkcji na przykład wzmocnień w podeszwach butów, koszyków na bidon itp. Inna sprawa, że od wydobycia z ziemi do finalnego produktu tak naprawdę produkcja aluminium (mimo, że odbywa się to już kilkukrotnie dłużej niż produkcja karbonu) bardziej niszczy środowisko i zużywa ogromne zasoby energii. Od wydobycia boksytu, który jest głównym źródłem aluminium na ziemi do finalnego produktu logistyka… Czytaj więcej »
Łukasz Czech
Gość
z tą ekologicznością metali to hoho niezła ściema, cały proces wytworzenia amelinium po drodze zostawia strasznie dużo syfu i strat energii. Amelinium eko nie jest wcale. Kilka( naście- nie pamiętam dokładnie ) lat temu na Węgrzech była katastrofa ekologiczna związana z amelinium, a chiny i chińczycy są od niego tak zasyfione że strach, są przypuszczenia i póki co pojedyncze badania, że powoduje chorobę demencyjną – no tą o niemieckiej nazwie ;) a WHO zaczęło przebąkiwać że jest rakotwórcze, mimo tego ue dopuściła środki ochrony roślin na bazie amelinium na kolejych kilka lat. Fajny użyteczny i modny metal, ale koszty jego… Czytaj więcej »
Konrad
Gość

Ale zaraz. Skoro carbon taki twardy , to dlaczego w amelinowych szosach i gravelach stosuje się karbonowe widelce, żeby lepiej tłumiły ?

Jarek Barcz
Gość

Przy odpowiednim projekcie, włóknie, sposobie laminowania możesz uzyskać lepsze tłumienie drgań bez efektu zmęczenia materiałowego jak w alu czy stali z dużą przewagą na wadze. Widelce karbonowe są nieskomplikowane i modne, więc koszt dla producenta wstawienia takiego widelca z węgla nie jest duży, klient dopłaci ciut ciut i ma lekki i tłumiący drgania widelec, który nie pęknie przez to, że pracuje przez cały czas. Często są dwukrotnie lżejsze. Kwestia jeszcze czy mają rurę sterową aluminiową czy karbonową, ale to już mniej istotne.

Dejw
Gość

Carbon droższy niż kokaina? Spróbuj kupić dwa i pół kilo koksu za 10 tysięcy złotych ;)

Lukas
Gość

Batalia, który materiał Alu vs. Carbon jest bardziej eko jest bezcelowa. Rowery czy Alu czy Carbon obecnie są dopracowane i trwałe. To co jest nie ekologiczne to ciśnienie marketerów, którzy wmawiają klientom, że najlepiej wymieniać rower co rok by sprostać wymaganiom klientów. Właśnie ta chciwość za 5% lżejszym, sztywniejszym, szybszym rowerem powoduje te góry śmieci, z którymi nie możemy sobie poradzić. Myślę ze każdy powinien sobie odpowiedzieć czy mój obecny zdjebisty rower wymaga wymiany na nowy lepszy model. :)

Marcin Maj
Gość

Dobrze powiedziane, aczkolwiek na karbonowej nówce, ze wszystkimi najnowszymi standardami jeździ się tak psychodelicznie lepieeeejjj…
Wkręcam trochę. Lepiej/przyjemniej się niestety jeździ na droższych rowerach. Karbon jest najlepszym materiałem na rower.. ale nie do końca na „katowane do żywego” fulle.
Aktualnie przy rozroście rynku i przemysłu (manufakturyzacji) włókien, mogłyby już zacząć te główne trójkąty ramy tanieć trochę, bo to jest na chwilę obecna jedyny mi przydatny rejon dla włókien.
Martwi mnie niska popularność stali. Wina gównoliny Hi-Ten z której robiono kiedyś 90% z nich. Wina tego, jak tanio robi się ramy z aluminium i jak bardzo są nienaprawialne (ideał producencki).

Seweryn
Gość

„W większości przypadków, aluminium w połączeniu z lepszym osprzętem jest rozsądniejszym wyborem z punktu widzenia działania kompletnego roweru na szlaku.”

Jeśli jednak kupuje się rowery OEMowe (a nie składa samemu) to niestety w wersjach aluminiowych w ogóle „lepszy osprzęt” nie jest dostępny. Lepsze komponenty z reguły są sprzedawane tylko z droższymi, carbonowymi ramami.

Mietek
Gość

Naprawiałem pęknięta carbonowa część ramy roweru u specjalisty, wyszło idealnie i taniej niż wymiana. Smiagam już parę miechow i zero problemów.

Piotrek Bartkowski
Gość

Chyba najlepszy artykuł o carbonie jaki dotąd przydarzyło mi się przeczytać. A myślałem, że „Czarne złoto” z Bike ujęło wszystko.

Zastanawia mnie jedna rzecz: jak piankowe kopyto jest usuwane? W piecu się wypala?

Jarek Barcz
Gość

… albo jest rozpuszczane chemią :)

Kubol
Gość

Moim zdaniem nie poruszyłeś dość ważnej rzeczy – ramy z carbonu są zawsze proste, ramy z amelinum są zazwyczaj trochę krzywe, wystarczy rozebrać dowolnego fulla na kawałki, wymienić łożyska i poskładać. Dlatego też aluminiowy chainstay to moim zdaniem jest słaby kompromis, widziałem naocznie carbonową caprę z krzywym alu chainstajem i zajechanymi w kilka miesięcy łożyskami …

BTW – „Dwie rodzaje włókien” ;)

Paweł W.
Gość

A ja mam pytanie do praktyków. Jak przewozić carbon autem? Teraz używam bagażnika dachowego (rowery mam aluminiowe), ktoś mi kiedyś nakładł do głowy, że carbonu tak wozić nie należy, ze względu na boczną ‚wiotkość’ ram. Prawda to czy mit?

Pablo RS
Gość

Pozostaje jeszcze sprawa klasy karbonu i procesu produkcji ramy. Na logike wydaje sie ze łatwiej i taniej zrobic dobrą solidną alu rame i co za tym idzie ciezej o wtopę i oszustwo. Jak rozróznic który producent oszczędzał w chinach a który trzyma poziom….. Moze kwestia gwarancji na rame cos tu wyjaśnia…?

Teraw
Gość

A ja odpowiem na pytanie czy jeździłbym pod zdjęciem GT z damperem nad kołem – jeździłbym jak pojebany :)
Na każdej masie rowerowej, zlocie, czy innej pokazówce bym się z nim lansował.
Nawet bym go na maraton zabrał poszpanować

piter614
Gość

a karbonowa kierownica z aliexpres była by opłacalna? czy raczej wyszło by tak że trzeba by było zrobić wizytę u dentysty by wstawić jedynki?

Maciej B.
Gość

Nad takimi karbonowymi komponentami z aliexpress trzeba się jednak hamować, tam często pojawiają się marki które istnieją przez dwa miesiące. Choć pomału pojawiają się produkty na stałe związane z producentem i są dobrej jakości (i nie tanie).

paweł
Gość

sprawdź masę kierownicy, porównaj do tych firmowych lub tych z gwarancją, oczywiście jest szansa na to, że kiera ważąca 1/3 tego co firmowa jest tak samo wytrzymała ale raczej jest to dość mała szansa ;-)

mark adamsky
Gość

Mocno sensowny artykuł:)

Juras
Gość

Ktos ma prakfyczna wiedze i doświadczenie jak sie wymienia np lożyska w ramach carbonowych ? Czy nie dochodzi do obracania łożysk w ramie? Bo np gniazdo sie wybilo/odkształciło. Zwlaszcza w elem tylnego trojkata gdzie elem sa cienkie a lożysko po bokach ma po 5 mm ścianki. Jak sie wyciska lożyska z takich miejsc?

eM
Gość
Co do technologii… Piankę można zapewne czymś rozpuścić, bo folia nie pozwoli chemii na kontakt z węglem. A jako, że folia nie przywiera do żywicy to można ją łatwiej bądź trudniej usunąć (zależy jak jest gruba i jaki mamy do niej dostęp). Sama forma to wyfrezowany kształt na CNC + ręczna obróbka papierami ściernymi (koniec na wodnym 2500 wystarcza) i zapolerowanie na lustro (bo CNC tego nie ogarnie). Później warstwa rozdzielcza i w zasadzie można laminować. Samo laminowanie to banalny proces. Cała sztuka polega na tym by włókno węglowe/szklane było przesycone żywicą, ale żeby nie „pływało” (chociaż w razie czego… Czytaj więcej »
Radek
Gość

Lepiej tego ująć nie można

Konrad CNC
Gość

Co do rozpuszczania pianki to sam się właśnie nad tym zastanawiałem co z tym robią. Ale co do szlifowania takiej formy papierem ściernym i do tego wodnym to chyba żartujesz sobie. Dzisiaj frezarki i narzędzia do nich są na takim poziomie, że przy dobrym technologu i programiście można uzyskać powierzchnie jak po polerowaniu, a nawet lepszą. Poza tym forma do ram z włókna raczej nie musi być na połysk ;)

eM
Gość

Sam wyprowadzałem foremniki na lustro (papierem ściernym na mokro! oczywiście wstępnie obrobione na cnc), więc gwarantuję ci, że tak się robi. Nasza maszyna cnc nie ogarnia, a ręczna robota jest tańsza niż zlecanie tego na lepszą maszynę komuś na zewnątrz :) Może przy xxx foremnikach i dużej produkcji byłby sens zainwestować w maszynę, ale na nasze realia (tj. tam gdzie pracuję) jest to nieopłacalne. Stąd rękodzieło :)
Musi byc gładko – lepiej element odchodzi i ma piękną powłokę, zero faktury itp. Jak malujesz później element to faktura będzie widoczna. Chropowata rama? Ble :)

fixie
Gość

Carbon jest naprawdę wytrzymały i wytrzyma niektóre gleby dużo lepiej niż aluminium np. niedoloty czy waleniem młotem po ramie. Ale też w niektórych przypadkach jest zdecydowanie gorszy np. tzw. test przecinaka czyli przecinak (bądź jego bok) pod dużym kątem i walimy młotem – test ten odzwierciedla trochę piętę achillesową carbonowych ram które ulegają zderzeniu i szlifowaniu po ostrych kamieniach/skałach.

Niemniej jednak przy zakupie gdybym był pewien jakości ramy brałbym pod uwagę tylko czy większa cena jest warta wyglądu i wagi. Jest sporo niuansów względem alu, ale zbyt mało istotne w porównaniu do parametrów cena-waga-wygląd

Banka123
Gość

Często niestety jest tak, że topowe modele producentów są tylko „w carbonie”, nie maja odpowiedników w amelinium. Tylko środkowa część palety danego modelu „się zachodzi” i można wybrać lepszy osprzęt a ramę AL. Chyba znów ten „zły” marketing :)

Konrad CNC
Gość
Tekst spoko ale co do tego, że włókna węglowe są lepsze i bezpieczniejsze dla środowiska i tańsze w produkcji to bym się zastanawiał. Sama produkcja chemii do produkcji włókien wcale taka prosta nie jest i ma wiele etapów, a produkty końcowe na każdym z nich są według danych wysoce wybuchowe lub niebezpieczne dla środowiska i człowieka. Do tego jest to polimer więc potrzeba ropy do jego wytworzenia. A samo wydobycie ropy i jej przetworzenie już takie eko i tanie nie jest. Do tego dochodzi duże jej zapotrzebowanie w przemyśle i do produkcji paliwa. A jak wiadomo odzyskać się jej nie… Czytaj więcej »
Krzempa
Gość

PISZ PO POLSKU! – Powinno być „karbon”, a nie „carbon”. „Carbonowa rama” to już jest językowe przegięcie na całego… Szkoda, że nie masz na tyle wyczucia w pisaniu tekstów i sam tego nie czujesz, że powinno być „rama z włókna karbonowego” lub „karbonowa rama”. Jak masz jakieś wątpliwości i brak wspomnianego wcześniej wyczucia to może warto dopytać się jakiegoś językoznawcy przed publikacją, a nie robić kilkadziesiąt błędów w tytułowym słowie całego wpisu?
BTW w skrócie lub slangu angielskim okres ery paleozoicznej jest również nazywany „Carbon” (pełna nazwa „Carboniferous”).

Inkwizytor
Gość

Jesteś pewien ? Ja widuję określenie karbon na forach ale pierwsze słysze aby to było słowo polskie. Jest albo po polsku włókno węglowe albo po angielsku carbon. Karbon to tak jak napisałeś okres geologiczny.

Z wikipedii: „Laminaty i materiały kompozytowe oparte na włóknach węglowych bywają nazywane żargonowo karbonami” – czyli żargon a nie poprawna polszczyzna.

Jak by napisał rama karbonowa to by znaczyło, że pochodzi z daaaawnych czasów ;)

Krzempa
Gość

Zgodnie z opinią językoznawców powinno się używać określeń „włókna węglowe” lub „karbon”, słowo „carbon” w języku polskim nie występuje, nie ma żadnego uzasadnienia, żeby go używać skoro posiada swoje polskie odpowiedniki. Nie wierzysz to zapytaj się językoznawcy…

Nie piszesz o tym, że kupiłeś fajną rowerową „frame”, bo rama kojarzy czy się z oprawą obrazu…

Po angielsku „carbon” to również okres geologiczny (w języku specjalistycznym). Jak piszesz, że masz w drzwiach zamek to nie myślisz o dużym budynku xD – argument nietrafiony.

Krzempa
Gość

Jakby autor teksu był konsekwetny to powinien pisać „carbon frame”, bo „karbonowa rama” może komuś pomylić się z oprawą obrazu wykonaną w erze karbonu xD

Top