Na wstępie musimy sobie coś wyjaśnić. Tak, Bike Republic Sölden to jest bikepark. Taki oficjalny, z wyciągami, oznakowanymi trasami i barami. I jeśli pukasz się w czoło, myśląc, że pisanie przewodnika po bikeparku jest głupie, to zasadniczo się z tobą zgadzam. Porady na temat tras DH pod wyciągiem, które będziesz powtarzać w kółko, to strata czasu.
Ale bikepark Solden to nie tylko kręcenie się po trasach DH pod wyciągiem. Endurowiec też znajdzie tu sporo dla siebie – w bikeparku można jeździć cały dzień bez powtarzania tras, a na deser zafundować sobie soczystego tripa z dala od wyciągów i tłumów. Dlatego choć pełny przewodnik to może przesada, to skrócona instrukcja obsługi może się przydać. Po jej lekturze będziesz wiedzieć, czy Solden jest dla ciebie, na jak długo tam pojechać i jak optymalnie wykorzystać każdy dzień cennego urlopu.

Trasy
Bikepark
Dopiero co obiecywałem, że to NIE będzie przewodnik, bo w końcu po to się jeździ do bikeparku, żeby samemu sobie odkrywać wszystkie trasy w swoim tempie. Ale musisz mi wybaczyć, bo parę tras zasługuje na wyróżnienie:
- Eebme + Ohn Line – podstawowy niebieski flowtrail (wyciąg Gaislachkoglbahn), fajny na rozgrzewkę i przydatny komunikacyjnie.
- Harbe + Gahe Line – alternatywny niebieski flowtrail (wyciąg Giggijochbahn), jak już ten pierwszy się znudzi (albo odwrotnie).
- Teare Line – bardzo ładnie zrobiony i ciekawy flow trail. Sztandarowa, najczęściej jeżdżona trasa całego bikeparku. Trasa niby czerwona, ale o odcieniu zdecydowanie niebieskim – pięknie wyciągnięte, wysokie bandy, intuicyjne miejsca do skakania, taki übertwister. Ma też wartą odwiedzenia odnogę czarną.
- Ollweite Line – to ta z przejazdem przez wielką zębatkę i zjazdem po „gruzowisku” – super do zdjęć, ale jeśli chodzi o samą jazdę, to trochę wieje nudą.
- Olm Volle Line – czarna „pucharówka”, raczej nie ma co się na nią zapuszczać, trudna a szału nie robi.
- Leiterberg Trail – singiel enduro na północnym krańcu bikeparku. Miejscami mocno rozjeżdżony, co podnosi poziom trudności. Ale to bez znaczenia, bo przyjeżdża się tutaj dla Kaiserschmarrn w Maria’s Alm – podobno najlepsze w Sölden (ja mam innego faworyta, ale tutaj też jest mega – rozmiar porcji raczej na duży głód lub dwie osoby).
- Nene Trail – świetny naturalny szlak z paroma elementami mocno czarnymi, ale ogólnie raczej czerwony. Jak dla mnie chyba najlepsza trasa w całym bikeparku, a na pewno z perspektywy enduro. Jest to też dobra rozgrzewka i sprawdzian umiejętności przed Fernar Trail – ale o tym za chwilę!
Przykładowy plan dnia w bikeparku:





















Fernar Trail
Ten wysokogórski, kamienisty szlak z lodowca Retterbach zasługuje na oddzielny akapit. Zjazd do centrum Sölden to maksymalnie 15 km, ale warto zostawić sobie na to jak najwięcej sił, bo poziom trudności wysysa energię szybciej, niż czytanie komentarzy na Onecie. Zjazd całości moim zdaniem wymaga połączenia skilla zjazdowego z trialowym na poziomie pro-ekspert. Choć głównie ze względu na kilka fragmentów, które można sprowadzić – nie jest tak, że na całej długości szlak chce cię zabić. Ja naprawdę sporo sprowadziłem, ale i tak uważam, że było warto, bo nie brakuje tu (długich) fragmentów, które dają mnóstwo satysfakcji z płynnego przejazdu.
Ogólnie jednak jest to trasa bardziej z kategorii „wysokogórska przygoda”, niż „beztroska frajda z jazdy”. Z takim nastawieniem – zdecydowanie polecam.
Kwestie organizacyjne: trasa od 10 do 15 jest zamknięta dla rowerzystów, więc jest to dobry pomysł na zakończenie dnia (pamiętając o uwadze odnośnie oszczędzania sił). Podjazd na start można ogarnąć samemu, najlepiej na elektryku, ewentualnie kombinując z wyciągami. Ale teoretycznie jedynym oficjalnym wariantem jest shuttle dedykowanym autobusem, z eskortą ratownika górskiego w cenie (na trasie nie ma zasięgu komórkowego) – co ciekawe, ratownik idzie pieszo, ale ze względu na ilość sprowadzania tudzież zdjęć, i tak na dole jest pierwszy. W 2025 shuttle na Fernar Trail jeździł we wtorek, piątek, sobotę i niedzielę (zbiórka o 14:15 tutaj). Koszt podwózki to €39 z 10% zniżki na Guest Card.





















Stille Seite, czyli sekcja enduro
Wszystkie wyciągi i opisane wyżej trasy bikeparkowe, z Fernar Trail włącznie, znajdują się po zachodniej stronie doliny. Ale oddzielną częścią Bike Republic Sölden jest przeciwległa część, nazywana „Stille Seite”, czyli „cichą stroną”. A to dlatego, że nie znajdziesz tu ani pół wyciągu czy shuttla.
Tutejsze trasy (również oficjalne i oznakowane) to naturalne single, chwilami dość wymagające, głównie przez ciasne agrafki, ale klimatyczne, satysfakcjonujące i – zgodnie z nazwą – całkowicie puste. Ale polecam zwiedzać je na elektryku, bo zjazdy wydają się dość krótkie w stosunku do dłużącej się szutrowej agonii na podjazdach. Ze wspomaganiem można bez problemu wytyczyć sobie wycieczkę objeżdżającą wszystkie oficjalne single, ale na analogu chyba ograniczyłbym się do tras po lewej stronie od drogi (czyli tych bardziej na północ).
Czy warto? Cóż, powiem tak: mając do wyboru trzeci (czy tym bardziej czwarty) dzień w bikeparku lub Stille Seite, wybrałbym Stille Seite.
Propozycja wycieczki po wszystkich trasach:













Dzikusy enduro?
Nie ma. Serio. Sölden to miejsce nieprzyjazne eksploracji enduro, zarówno pod kątem formalnym (praktycznie na wszystkich szlakach, które nie są oficjalną częścią bikeparku, stoją zakazy jazdy na rowerze), jak i pod kątem geograficznym (strzeliste zbocza dookoła doliny, które nawet pieszo potrafią być wymagające). Więc niestety – jeśli lubisz odkrywać nieoficjalne, dzikie szlaki, wybierz sobie inne miejsce na wakacje (o tym na końcu wpisu).

Kiedy jechać i na jak długo?
Trochę wyżej wspomniałem, że trzeciego dnia wolałbym umierać na szutrowych podjazdach, niż jeździć w bikeparku, co trochę spojleruje ten akapit, choć może z lekką przesadą – jeśli lubisz bikeparki, to Sölden jest wystarczająco różnorodne, żeby wałkować je nawet cały urlop. Ale ja bikeparki lubię średnio, dlatego sugerowałbym 3-4 dni jazdy:
- dwa dni na karnecie w bikeparku – wystarczy, żeby przejechać wszystko lub prawie wszystko.
- trzeci dzień na Stille Seite – zwłaszcza, jeśli masz e-bike’a.
- czwarty dzień na Fernar Trail, a rano odpoczynek lub zbieranie brakujących pieczątek. Co? Jakich znowu pieczątek?
Paszport i pieczątki
Może jestem dziecinny (haha, „może”), ale dużo frajdy sprawił mi „Paszport Obywatela Republiki Sölden”, który dostaje się przy zakupie karnetu. Jest w nim miejsce na pieczątki, które rozrzucone są po całym bikeparku – czasem w naprawdę oddalonych i nieoczywistych miejscach!
Moim zdaniem jest to super pomysł, który dodaje dodatkową warstwę funu, motywuje do eksploracji CAŁEGO bikeparku i… rozładowuje trudne momenty w stylu „robi się ciemno, a przed nami 5 km czarnej napierdalanki, ALE NA KOŃCU JEST PIECZĄTKA!”.
Na koniec pobytu udajemy się z paszportem do informacji turystycznej i odbieramy nagrody, zależne od ilości zebranych pieczątek (są trzy progi) – m.in. skarpetki, błotniki, chemię rowerową i inne drobne akcesoria. Fajnie.



Pozostałe atrakcje
Ustaliliśmy, że jeżdżenia jest tutaj na 3-4 dni i że poza oficjalnymi trasami nie ma tu czego szukać. Więc co zrobić z resztą urlopu? Cóż, najlepiej odwiedzić drugą miejscówkę – parę dolin dalej jest na przykład 3-Länder Enduro Trails o bardzo podobnym charakterze (czyli: jeżdżenie na dużym obszarze, ale po oficjalnych trasach z wyciągami) lub nieco bardziej klasycznie bikeparkowe Serfaus-Fiss-Ladis.
Alternatywnie można zrobić wspomniane wyżej trekkingi – my mieliśmy ze sobą psa, więc parę dni poświęciliśmy na spacery po „zakazanych” szlakach i było super.
Parę bonusowych lokalizacji przydatnych przy planowaniu:
- Apres Bike pod ratrakiem – w sam raz, żeby schłodzić zmęczone dłonie kuflem oranżady.
- Basen – dostępny w centrum Sölden (Freizeitarena).
- Area47 – halowy bikepark w Ötztal (ciekawa opcja na załamanie pogody).
- 007 Elements – nowoczesne muzeum Jamesa Bonda, w szczególności kręconego tu Spectre (wjazd wyciągiem, bez rowerów).
- Timmelsjoch i Ötztaler Gletscherstraße – coś dla petrolheadów, którzy przy okazji wakacji rowerowych lubią zaliczać kultowe drogi i przełęcze. Na Timmelsjoch dodatkowo muzeum motocykli.


Jaki rower?
To, że 140-170 mm skoku, dobra geometria, solidne opony i mocne hamulce to optymalny wybór do bikeparku, zaskoczy dokładnie nikogo. Skupmy się więc na wyborach mniej oczywistych:
- hardtail – jeśli jesteś takim prosem, że świadomie kupiłeś sztywniaka do haratania po górach, to nie muszę ci podpowiadać, czy dasz sobie radę. Jeśli jednak jesteś początkującym i jest to twój pierwszy rower tego typu – cóż, może boleć. Większość tras ma charakter nastawiony na flow, więc jak najbardziej da się, ale osobiście wolałbym jednak mieć tutaj fulla, chociażby ze względu na zmęczenie po paru dniach jazdy.
- rower DH – skoro tak, to może zjazdówka? Nie, to będzie przegięcie w drugą stronę i overkill na 90% tras, męczący na płaskich odcinkach i wykluczający zwiedzanie „Stille Seite”.
- e-bike – jeśli elektryk ma sens w jakimkolwiek bikeparku, to właśnie tutaj. Zwłaszcza, jeśli planujesz zdobyć wszystkie pieczątki ;) My byliśmy właśnie na elektrykach i ani chwili nie czuliśmy się nie na miejscu.


Ile to kosztuje?
W skrócie: DUŻO. Aktualne ceny karnetów znajdziesz tutaj, a te najważniejsze to:
- 1 dzień (weekend): €61,50
- 2 dni z 7: €117
- 3 dni z 7: €158
- 4 dni z 7: €204
Nieźle co? Nie da się ukryć, że stosunek ceny do jakości to największa wada Sölden. No bo płacąc 500 zł za dwudniowy karnet, oczekiwałbym chociaż wyciągów działających powiedzmy do 18, żeby na spokojnie się wyjeździć, robiąc odpowiednią ilość przerw. A tymczasem ok. 16:30-16:45 trzeba się zawijać do domu. Wyjątkiem jest piątek, kiedy to jeden wyciąg (Gaislachkogl I) działa do 19:15, pozwalając na romantyczny zjazd przy zachodzie słońca, ale niezbyt ratuje to sytuację (lepiej ratować się ostatnim zjazdem którąś z długich tras o charakterze enduro: Leiterberger lub Nene Trail).
Pewnym pocieszeniem jest sensowny dojazd (ok. 10h z południa Polski – klik do Map Google) i akceptowalne, jak na Alpy w 2026, ceny noclegów (klik do Bookinga).



Bike Republic Sölden – podsumowanie
Bike Republic Sölden to niezły bikepark dla osób początkujących, a bardzo dobry – dla osób, które już ogarniają na rowerze, ale… słabo ogarniają organizację wyjazdów w Alpy. Na pierwsze (lub jedne z pierwszych) zagraniczne wakacje enduro, jest to miejscówka doskonała. Poza „miękkim startem” na długich i płynnych trasach pod wyciągami, pozwala też sprawdzić się na bardziej naturalnych (ale wciąż oficjalnych i oznakowanych) szlakach bez wspomagania. Lub ze wspomaganiem elektrycznym, bo Sölden jest jednym z niewielu bikeparków, które mają sens na elektryku. Również ze względu na możliwość zaoszczędzenia na karnetach – bo niestety koszty to zdecydowanie największa wada tej miejscówki.
Więcej informacji na stronie oficjalnej.
Podobał ci się ten wpis, ale kręcenie się pod wyciągiem to nie twoje klimaty i wolałbyś coś bardziej wycieczkowego, a może nawet wyprawowego? W takim razie zachęcam cię do sprawdzenia mojej oferty przewodników po starannie wybranych i sprawdzonych trasach w jednej z trzech miejscówek, które można traktować jako wyższe poziomy wtajemniczenia po Sölden:
- Level 1 (początkujący – średnio zaawansowany): Livigno – idealne miejsce na pierwszy wycieczkowy (a nie tylko bikeparkowy) wyjazd w Alpy. Większość szlaków ma niski lub średni poziom trudności – genialny flow zdecydowanie przeważa tutaj nad technicznymi trudnościami, a jednocześnie na pewno nie znudzi cię kręcenie się w kółko po tej samej okolicy. Takie połączenie jest w Alpach rzadkością, osobiście nie znam drugiej takiej miejscówki!
- Level 2 (średnio zaawansowany – zaawansowany): Santa Caterina – niby blisko od Livigno, a charakter zupełnie inny. Szlaki wprawdzie też mają tutaj dobry flow, ale jest to flow w surowym, naturalnym wydaniu. Wyzwania techniczne (a czasem kondycyjne) Santa Caterina wynagradza jednak z nawiązką – to tutaj poczujesz prawdziwie wysokogórski klimat, zjeżdżając trasami zaczynającymi się na 3000 m n.p.m.
- Level 3 (zaawansowany): Tour du Mont Blanc – to już wyzwanie dla osób obytych z Alpami, pragnących zanurzyć się w nich jeszcze głębiej. A to za sprawą formuły wyprawy etapowej, z wożeniem dobytku w plecaku i noclegiem codziennie w innym miejscu. To akurat nie jest dobry pomysł na pierwszy kontakt z Alpami, ale jeśli chcesz wykorzystać swoje doświadczenie, żeby zmierzyć się z wyzwaniem na najwyższym poziomie jakościowym (szlaki + widoki + klimat) – zdecydowanie warto!


Byłem tam jakieś 7-8 lat temu, szału nie było i widzę że nic się nie zmieniło…poza pięknymi widokami! pozdo
Dobry opis. Zgodny z moimi odczuciami z tego miejsca. Byłem tam 5 razy albo może i więcej.
Jak zawsze na kolejny artykuł z serii o miejscówkach czekam jak na święta :D cudowne widoki, kusi, żeby już teraz, w marcu, się gdzieś wybrać :D
Gdybys miał polecić jakiś bikepark z Austrii lub Włoch, gdzie najlepiej się wybrać jako początkujący (tzn. ogarniam niebieskie trasy, choć latam to raczej przypadkiem niż w zamierzony sposób), to co byś polecił?
Solden nadaje się super, pomijając ceny ;) Serfaus-Fiss-Ladis jest niedaleko i też powinno ci się spodobać. Kiedyś też klasyką na początek przygody z Alpami było Saalbach-Hinterglemm.