Test: Adidas Slack Cruiser

Sprzęt, Testy / 

Na co zwraca uwagę facet przy pierwszym kontakcie z kobietą? Piersi? Nogi? Też, ale wcześniej podobno na… oczy i usta. A kobieta? Też bym nie zgadł, więc oszczędzę Ci zagadek: na buty. Więc jeśli planujesz wyrwać laskę na rowerze, lepiej zainteresuj się tym testem!

Ale nie tylko dlatego. Pisząc artykuł o wyborze między pedałami zatrzaskowymi a platformowymi, mocno naciskałem na jazdę w dedykowanych butach. Początkujących musiało to wprawić w małe zakłopotanie, bo przyjęło się, że wadą SPD jest bariera kosztowa. Nie dość, że trzeba kupić pedały za ponad stówę, to jeszcze do tego buty. Tyle że najtańsze działające buty do SPD można wyrwać za ok. 100 zł (okazje typu Lidl), a Five Teny czy Shimano do platform kosztują cztery razy więcej (!).

Z ratunkiem przychodzi Adidas, który kupując markę Five Ten, wprowadził do sprzedaży bardziej przystępne modele nadające się na rower. Najtańszy z nich, Slack Cruiser można dorwać w outletach i na Allegro za około dwie stówy.

Budowa

Wydając 25 milionów dolców, Adidas zyskał przede wszystkim prawa do korzystania z gumy Stealth, która zbudowała markę Five Ten jako producenta najlepszych butów do rowerowych platform, a wcześniej do wspinaczki. Mieszanka ta oferuje rewelacyjne „klejenie” do pedałów, a przy tym całkiem dzielnie odpiera ataki ostrych pinów.

Test Adidas Slack Cruiser Stealth

Model Slack Cruiser teoretycznie jest dedykowany do slackliningu, więc producent reklamuje go jako lekki (dobre na rower) i giętki (to już nie tak bardzo). W praktyce buty te zbierają bardzo kiepskie opinie od „linoskoczków” i bardziej należałoby je traktować jako buty podejściowe dla wspinaczy (na łatwe drogi i szlaki prowadzące do skał). No dobra, ale gdzie tu rower? Wspomniane kiepskie noty wynikają głównie ze zbyt dużej sztywności, czyli cechy na rowerze jak najbardziej pożądanej. No i Stealth to Stealth, prawda? Nie do końca, ale o tym później. Nie znajdziesz tu w każdym razie rozwiązań typowo rowerowych, jak np. rzep na sznurówki.

Test Adidas Slack Cruiser tab
Test Adidas Slack Cruiser insole

Między innymi dzięki temu buty faktycznie są leciutkie, a konkretnie o ok. 30% lżejsze do pancernych Five Tenów Impact w tym samym rozmiarze. Są przy tym zdecydowanie niskie, więc łatwo zbierają próbki gleby, a na jakąkolwiek ochronę kostek nie ma co liczyć. Mają za to w miarę sztywny gumowy przód, który chroni palce przed kamieniami. Guma ma chropowatą strukturę, która świetnie łapie wszelki brud.

Test Adidas Slack Cruiser nose front
Test Adidas Slack Cruiser front nose

Brudzenie ogólnie jest słabą stroną tego modelu – biały pas na podeszwie, białe sznurówki i wspomniany chropowaty przód sprawiają, że po każdej błotnej jeździe Adidasy wyglądają jak po spacerze szlakiem jeździeckim. Jeśli nie chcesz wyglądać jak brudas miłośnik koni – a nie chcesz, skoro planujesz wyrywać laski – zaprzyjaźnisz się z gąbką i szczoteczką. Na szczęście Slack Cruisery szybko schną.

Test Adidas Slack Cruiser

Na szlaku

Sztywność podeszwy jest wystarczająca do efektywnego pedałowania. Hardcore’owy krosiarz jeżdżący w carbonowych klikach z pewnością określiłby je jako „lacie”, jednak w porównaniu do 5.10 nie jest źle, a na pewno lepiej, niż w butach na deskę czy innych trampkach z biedry. Slack Cruisery, jako buty podejściowe, bardzo dobrze sprawdzają się też na… podejściach (szok i niedowierzanie!). Wypycha się bardzo wygodnie, nic nie gniecie i nie obciera, a podeszwa dobrze trzyma się szlaku, dopóki nie jest naprawdę mokro. Aż się nie chce wsiadać na rower.

Test Adidas Slack Cruiser

Tak podeszwa się (nie) ugina przy pedałowaniu na stojąco.

Przejdźmy jednak do najważniejszego – jak Adidasy kleją do platform na zjazdach? Dobrze. I tylko dobrze.

Osoby, które jeździły wcześniej w Impactach, wiedzą, że już przy wsiadaniu na rower trzeba się skupić, żeby dobrze postawić nogę na pedale. Korekta w czasie jazdy jest niemożliwa bez podniesienia stopy – guma Stealth trzyma aż tak dobrze. Mimo, że mieszanka zastosowana w podeszwie Adidasów nosi dumnie tą samą nazwę, tego efektu nie ma – w razie potrzeby, da się w miarę łatwo przesunąć stopę na pedale. Ułatwia to życie, ale też świadczy o tym, że Stealth jest tylko nazwą handlową, a trzymanie poszczególnych modeli może się wyraźnie różnić. Na szczęście kompromis nie idzie za daleko i niechcianą, chwilową utratę kontaktu stopy z platformą odczuwa się bardzo rzadko.

Test Adidas Slack Cruiser
Test Adidas Slack Cruiser

Nie zmienia to faktu, że jeśli chcesz być do pedałów przyklejony 4 razy mocniej, niż jest Ci to potrzebne przez 95% czasu, nadal musisz kupić Five Teny. Jeśli te 5% ryzyka jest dla Ciebie do przełknięcia, trzymanie Adidasów jest wystarczające, aczkolwiek „dupy nie urywa” (recenzja innego użytkownika).

Test Adidas Slack Cruiser

Przód buta jest niepotrzebnie podgięty do góry, co pogarsza kontakt podeszwy z pedałem.

Niewiadomą pozostaje trwałość – buty mam od początku sezonu, z czego w górach spędziły dopiero 10 dni, więc nie dziwi, że póki co wyglądają jak nowe. Oczywiście pod warunkiem poświęcenia całego popołudnia na ich domycie… Rozklejanie się, przetarcia i ogólne rozlatywanie się jest jednak w ostatnich latach dużym problemem butów Five Tena (i w zasadzie wszystkich innych) więc na pewno będę zwracał na to uwagę. Jak już coś odpadnie, przyjdzie czas na test długodystansowy.

Test Adidas Slack Cruiser

Jak (nie) widać, śladów walki na razie brak.

Werdykt

Trwałość to bardzo istotny parametr, zwłaszcza że ostatnio coraz trudniej kupić buty, które wytrzymają więcej, niż sezon górskiej jazdy. Nieważne, czy wydasz 100 zł czy 700 zł, bonusowe otwory wentylacyjne pojawią się dużo szybciej, niż w butach kupionych np. 10 lat temu. Z tego względu, bardziej sensowny wydaje się zakup obuwia, które jak najlepiej spełni swoją funkcję bez wydawania majątku. Adidas to właśnie taka propozycja. 

Nie da się ukryć, że Slack Cruisery odstają od dwukrotnie droższych Impactów, ale z całą pewnością nie są od nich dwa razy gorsze, a swoje zadanie spełniają nieporównywalnie lepiej od butów typu skate/urban/lans. Czy wyrwiesz na nie jakieś laski? Raczej nie, ale jeśli chcesz spróbować jazdy na platformach, lub po prostu nie masz „luźnych” czterech stów, Slack Cruisery są niezłą opcją.

Test Adidas Slack Cruiser

Walety:

  • dobra przyczepność;
  • wygoda, również przy chodzeniu;
  • lekkość;
  • cena.
Zady:

  • przyczepność tylko „dobra”;
  • podatność na brudzenie i „nabieranie” syfu do środka;
  • brak typowo rowerowych ficzerów, jak ochrona kostki czy rzep na sznurówki.
Ocena
65%

Cena: ok. 200 zł

Zdjęcia: Malwina Szymanek, 1Enduro

  1. Tyle , że tą cenę idzie wyrwać Shimano AM 41.

  2. Fakt. Przejrzałem neta i najtańsze 349. Ale szczerze na początku roku 240 pln dałem. Teraz pewnie wszystkie 2015 r

  3. Po jednym z Twoich wpisów na blogu, dokładnie po porównaniu platform i zatrzasków, pomyślałem czy może nie warto było by je kupić. Byłem nawet w sklepie, żeby je dokładnie obejrzeć.
    Niestety zupełnie nie przypadły mi do gustu. Wyglądają tandetnie i plastikowo. Po przymierzeniu odczucie „komfortu” jest dość niskie.
    Najgorsze jest jednak to o czym już wspominałem. Podeszwa a dokładnie guma na niej, w niczym nie przypomina tej w 5.10. Jest bardzo twarda, wręcz plastikowa. Jeżeli miałbym coś kupić, to faktycznie warto dołożyć do am41.

  4. Ciekawi mnie co sadzisz a butach Adidas terrex swift solo z antyposlizgowa podeszwa triaxon,chociaz maja przeznaczenie gorskie to mysle ze sa idealne do platformowek.pozdro

    1. Zgadza się, bardzo fajny model. Jakbym miał kupować jeszcze raz Adidasy, to pewnie padłoby na nie ze względu na fajniejszy kształt ;) Nie wiem tylko, jak ta ich podeszwa Traxion – jakbym miał obstawiać, to obstawiłbym że w przypadku Adidasa to to samo co Stealth (niektóre Swifty mają napis Stealth), ale nigdy do końca nie wiadomo, jak to będzie trzymać ;)

  5. Mały update: w poprzedni weekend przetestowałem Slack Cruisery w warunkach mocno błotnych i miło mnie zaskoczyły. Przyczepność była naprawdę dobra!

  6. Po przeczytaniu twojego testu zakupiłem buciki ,jestem mega zadowolony,trzymanie ,wygoda naprawdę dobra jak za tą cenę.

  7. Marcin Góralski

    Hej!

    Mam pytanie o rozmiar. Zamierzam zamówić je na allegro natomiast za chwile wyjazd nad Garde i nie będzie czasu na odsyłania jak nie trafię z rozmiarem… Z racji,że sytuacja napięta jak baranie jaja to pytam: czy kupiliście ten rozmiar który zawsze nosicie? U mnie to jest 43 i zastanawiam się czy właśnie w ten powinienem celować czy wychodzą mniejsze/większe? Z góry dzięki

    1. Kupuj po długości wkładki w centymetrach, nie po rozmiarze.

  8. Trochę wody upłynęło, jak wrażenia po dłuższym czasie użytkowania? Cena mocno konkurencyjna względem innych butów na platformy.

    1. Wrażenia bez zmian, póki co nic się nie rozleciało – jak się umyje, to wyglądają jak nowe. Więc zakup udany :) Drugi raz kupiłbym coś innego (np. Terrexy Swift Solo), ale w tej cenie nie mają konkurencji.

  9. Wooyek, kupiłeś terrexy?
    Osobiście zastanawiam się nad wymianą w drugą stronę z terrexów na slack’i.
    W terrexach denerwuje mnie, że od temperatury wiosennej (15-20 st) w butach mam mokro. Jak jest w slackach, jeśli chodzi o przewiewność?

    1. Kupiłem, ale póki co ciągle używam ich jako buty miejskie, więc nie mam porównania… Ale fakt, że wybitnie oddychające to one nie są.

  10. Ktoś wyżej pisał o AM41 – kupiłem je i po dwóch tygodniach wróciłem do Slack Cruiserów. Powód: podejrzenie, że AM41 nie wytrzymałby sezonu, dodatkowo noga się w nich cholernie grzeje.

  11. W Terrax Swift Solo objechałem emtb Mieroszów jako buty zastępcze i sprawdziły się lepiej niż te w których jeździłem na codzień. A jak wasze wrażenia ?

    1. Jak wygląda trzymanie się pedałów? Podobnie do butów dedykowanych do platformówek?

  12. Kupiłem te buty zachęcony tym wpisem – tym bardziej chętnie, że w outlecie Adidasa kosztowały 195 zł (na Allegro ok 270) – i są ogólnie niezłe, ale faktycznie „klejenie” gumy podeszwy nie powala. Albo trafiłem na partię z twardszą gumą, albo w tych, które teraz produkują, po mieszance Stealth został głównie napis na podeszwie… Zobaczę, czy trzymanie poprawi się, gdy trochę wysunę piny w pedałach.

  13. Hej, mam buty Adidas Terrax Swift Solo, jestem z nich bardzo zadowolony, solidnie sklejone, woda deszcz słońce błoto..podeszwa z gumy Traxion robi swoje, wygodne czuć pewnie nogę, fajne kolory. Szukać po dobrej cenie polecam.

  14. Tomasz CUBE STEREO

    Siema wlasnie mam lekki dylemat Adidas Terrax Swift Solo vs Slack Cruisery
    Osobiscie bardziej podobaja mi się Terrax Swift Solo tylko wydaje mi sie ze w nich jest węższa podeszwa i bede mial mniejszą powierzchnie styku z platformami. Jakies opinie?
    dzieki i pozdrawiam

  15. Kupiłem Adidas Terrax Swift Solo i jestem zadowolony. Slack Cruisery przy nich wyglądają jak zabawka. Terraxy są solidniejsze i bardziej masywne.

  16. karolina krasinska

    a akieś damskie polecacie??

  17. karolina krasinska

    a akieś damskie polecacie??

  18. To ktore lepsze beda? Adidas Terrax Swift Solo czy Slack Cruisery? Ktora podeszwa lepiej trzyma?

  19. Kupiłem je. Rozmiar 47 i 1/3. Zaczynam test – od 5 lat mam w rowerach tylko SPD ( na szosie i w enduro ). Wcześniej kilku letni epizod DH z platformami ( NS leg eaters – zresztą to zrobiły ;-) ). Dziś na sucho-na podwórku zaskakująca przyczepność. Wrażenie sztywnej podeszwy – o wiele sztywniejsza w stos do laczków typu skate. Guma STEALTH wydaje się być twarda ( ktos napisał że jest plastikowa ) ale „czepliwa”. Na razie test na słabych platformach – niskie grube piny, stosunkowo mała platforma. Za 2 dni SPANKi oozy. Nie miałem nigdy 5/10 wiec nie mam prównania do takich butów.

  20. Dziś załozyłem docelowe pedały – SPANK ozzy – piny ostre jak cholera. Jedno słowo – TE buty na TYCH pedałach trzymają niesamowicie. Właściwie oderwać buta mozna tylko po zatrzymaniu i uniesieniu całej kończyny ( tutaj plus dla SPD ). SIłA „przyczepności” jest nieprawdopodobna.
    Nie wiem czy ktoś to przeczyta ale chyba było warto.
    Nast epizod na trasie – zobaczymy jak się jezdzi.

  21. OK – pojezdziłem na łopacie. Nie ma szans abym wrócił do platform. Zbyt długo w SPD. Kazdą skocznię niedolatywałem z uczuciem opuszczania kokpitu. Nie dam rady tego przeskoczyć. Wracam do SPD. Platformy są super na bardzo strome i techniczne zjazdy – zostawie je sobie na zimę. Buty są bardzo fajne.

Dodaj komentarz do tekstu Test: Adidas Slack Cruiser

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Wybór linii czy ścinanie zakrętów?

Opinie, Zawody / 

Czy na zawodach enduro dozwolone jest ścinanie zakrętów? Kolejny problem pierwszego świata, z którym przychodzi nam się zmierzyć w tych trudnych czasach.

Po ostatnich zawodach Enduro Trails przelotną gównoburzę wywołał kreatywny wybór linii w ścisłej czołówce.

Mały rys historyczny: dość trudną szykanę lewo-prawo dało się przejechać na parę sposobów: tak jak większość, wyjeżdżoną rynną, tracąc całą prędkość, albo ścinając pierwszy zakręt o jakieś pół metra, żeby płynniej wkleić się w drugi. Można też było spróbować „wyprostować” szykanę, ryzykując uślizg na mokrym pniu. Wszystko super, fajna okazja do wykorzystania umiejętności czytania trasy i wybierania najlepszej linii przejazdu.

Problem w tym, że niektórzy zawodnicy znaleźli jeszcze jedną opcję – całkowicie omijającą wspomnianą szykanę, prowadzącą przez zarośla parę metrów od trasy. Obejrzyjcie sobie kilka przejazdów, a potem skoczcie do 0:45:

 

Jak zobaczyłem ten filmik, pomyślałem: genialne! Ja tak oryginalnego sposobu przejazdu nie zauważyłbym nawet przy dwudziestym objeździe trasy. Potem przeczytałem komentarze i lekko się zdziwiłem. Pojawiło się mnóstwo głosów nazywających to oszustwem, kombinatorstwem i cwaniactwem. Jak bardzo ograniczonym trzeba być, żeby napisać coś takiego?

Co wolno, żeby szybko?

Żeby dowiedzieć się, co jest dozwolone, najlepiej zrobić coś, czego nikt nigdy nie zrobił: zajrzeć do regulaminu. Trudno, zawsze musi być ten pierwszy raz.

Zawodnik musi znaleźć się na ścieżce (trasie zawodów) w bezpośredniej bliskości każdej kolejnej strzałki (strzałki będą tak umieszczane, by było to możliwie jednoznaczne), jednak pomiędzy strzałkami może dowolnie wybrać tor przejazdu.

 

Zawodnik nie może przerwać taśmy zabezpieczającej tor przejazdu. Jeśli taśma umieszczona jest z dwóch stron zawodnik musi przejechać pomiędzy taśmami.

Czyli: zmieść się między taśmami i zaliczaj checkpointy przy strzałkach, jak w konsolowych ścigałkach. Poza tym, rób co chcesz, nawet jeśli opuszczasz ścieżkę (trasę). Czy ktoś na powyższym filmie widzi jakieś przecięte taśmy lub ominięte strzałki? No właśnie.

Jak nie być owieczką?

Wybór linii enduro

Typowa owieczka, ślepo podążając za tłumem, pojedzie środkiem i oburzy się na tych jadących zieloną linią za unikanie przeszkód na trasie. / fot. Mountainbike Geezer

Czy tego chcemy, czy nie (a chcemy!), pod względem przygotowania i oznakowania, trasy enduro zbliżają się do DH (sprzed kilku lat). A jakoś nikt nie patrzy krzywo na Sama Hilla czy Aarona Gwina za to, że wklepali przeciwnikom 4 sekundy, wygrywając zawody dzięki niewidzialnym dla zwykłego śmiertelnika liniom, a trasy są chwalone za szerokie otaśmowanie, dające pole do popisu kreatywnym zawodnikom.

Wystarczy obejrzeć lub przeczytać jakikolwiek poradnik techniki jazdy, dotyczący wyboru linii przejazdu. Każdy mistrz Jedi powtarza z uporem maniaka, żeby nie jeździć ślepo kreską rozjeżdżoną przez tłumy owieczek, tylko szukać swojej: pozbawionej kolein, tarek i trudnych przeszkód, prostującej zakręty, ułatwiającej szybki i bezpieczny przejazd.

Olać Barela, nawet krosiarze w obcisłych gatkach potrafią myśleć samodzielnie!

Niestety przeciętna owieczka tego nie rozumie. Ja sam doświadczyłem tego na ostatnich zawodach, gdzie „moja” linia już w trakcie trwania zawodów została wygrodzona taśmą, „bo można było na niej zyskać za dużo czasu”. Co z tego, że była dłuższa od linii głównej? Co z tego, że trzeba było solidnie dohamować i wykonać dodatkowy skręt, żeby na nią wjechać? Co z tego, że umożliwiała płynniejszy, bezpieczniejszy przejazd? Za dużo można zyskać – więc zamykamy. Niech się męczą w rynnie kamieni.

You see it everywhere; people queuing up for a cash machine while the one next to it stands unused, a line of cars backed up for half a mile when there’s an empty out-of-hours bus lane on the inside. Sheep mentality plagues society on many levels, but if you use your eyes and your brain there are plenty of opportunities to make your life smoother and more efficient. / Mountain Bike Rider

Podsumowanie

Żeby odnieść sukces – w każdej dyscyplinie – nie wystarczy być w czymś dobrym (np. w jeździe na rowerze). Element taktyki zawsze jest obecny i często decyduje o ułamkach sekund dzielących zwycięzcę od przegranego.

To taktyka czyni zawodnika

Ścinanie zakrętów to właśnie element taktyki, a nie pójście na łatwiznę. Znalezienie się na kreatywnej linii zawsze wymaga dodatkowych manewrów, np. wcześniejszego dohamowania, przeskoczenia fragmentu trasy, czy ucieczki z rynny, nie wspominając o trudnej umiejętności czytania trasy i szybkiego podejmowania decyzji. Kreatywne linie to ryzyko. Albo gleby, albo awarii sprzętu. Zazwyczaj obu. 

To „uczciwa” jazda główną linią zazwyczaj nie wymaga niczego poza utrzymaniem się na rowerze w rozjeżdżonej koleinie. Mam wrażenie, że czyje umiejętności do tego się ograniczają, ten najgłośniej krzyczy i oczekuje że prosi podporządkują się jego ograniczonemu myśleniu. A jak zaczną „oszukiwać”, to niech biorą swoje zabawki i idą do innej piaskownicy. Foch.

Do zapamiętania dla wszystkich owieczek: nie chcecie lub nie potraficie ryzykować i podążać własną drogą – żaden problem. Ale nie oczekujcie od lepszych, że będą grać według waszych zasad.

Wybór linii enduro

Niesławne zdjęcie, które rozpoczęło tą dyskusję / fot. Krystian Białka, 2B Enduro Team

  1. Drogi autorze bloga. Kazdy zawodnik wie o czyms takim jak wybór lini i jest to jak najbardziej dozwolone i pożądane aby wybierać korzystniejszą. Ale to co widać wyzej na zdjęciu to nie jest wybór linii tylko zjechanie poza trasę zawodow. Linia jazdy jest na trasie, miedzy tasmami(a tu zabrakło z jednej strony tasmy..), a nie x metrow od trasy gdzies w lesie… Kolosalna różnica ! .. Duży błąd organizatora że przyoszczędzili na taśmie na tym zakręcie bo była potrzebna własnie na takie sytuacje. To co wyżej widać to nie jest zaden wybór lini tylko pojechanie poza trasą wykorzysując to ze organizator nie dał tasmy- a powinna tam byc. Zachowanie prostu nie fair względem innych zawdnikow, ktorzy jednak nie jadą gdzies tam przez las poza trasą bo wydaje im sie to nieco nieodpowiednie.

    1. Rośnie profesjonalizm zawodów i trudno oczekiwać od zawodników walczących o każdą sekundę (dla siebie i dla sponsorów), żeby kierowali się czymś, co „wydaje się odpowiednie” zamiast regulaminem. Jeśli na tym zakręcie byłaby taśma, to sytuacja byłaby inna. Ale taśmy nie ma, a zawodnik jedzie zgodnie z zasadami (czyli fair). Jeśli więc ktoś czuje potrzebę wyładowania swoich frustracji, to chyba powinien skierować je do taśmującego trasę organizatora, a nie do zawodnika?

      „Linia jazdy” jest w 100% umowna. Gdyby 100 zawodników pojechało tak, jak widać na zdjęciu, to nagle zmieniłaby ona przebieg. Organizator bardzo precyzyjnie określił w regulaminie, że trzeba znaleźć się na ścieżce tylko przy strzałce.

      Ścigamy się rowerami, nie bobslejami. Wykorzystujmy możliwości, jakie to daje.

      1. „Linia jazdy jest na trasie, miedzy tasmami(a tu zabrakło z jednej strony tasmy..),” – twoja logika jest kompletnie z dupy :))) Miej pretensje do organizatora.

    2. a skad wiesz ze zabraklo tasmy? organizator nie stwierdzil zlamania regulaminu w tym miejscu….

  2. Sorry Panie Yolo ale w pełni muszę zgodzić się z autorem bloga. Przytoczył regulamin zawodów, z którego JASNO wynika że w takich wypadkach jazda WŁASNĄ linią jest dozwolona.

    W Kluszkach na objeździe w tym samym miejscu co Autor zobaczyłem tą samą linię. Nawet dwukrotnie ją patentowałem i było gites.

    Podchodząc na OES akurat znalazłem się w tym miejscu jak ruszyła czołówka. Oglądałem, każdy jechał inaczej w tamtym miejscu. Większość po bożemu, Diabeł poleciał „moją linią” Motyka w stylu DH pociął na wprost po kamieniach. I co nic się nie stało.

    Pewnie tuż po tym a przed Autorem postawiono taśmę (pasz pecha chłopie), ale jak ja jechałem później to już taśmy nie było a koleś z obstawy OESu krzyczał „napierdalaj w prawo tam jest szybciej”.

    Konkluzja – co nie jest zakazane jest dozwolone. Dla mnie prosta jak budowa cepa. Nie jestem lemingiem.

    Jacek

    1. O jakim fragmencie OSu mowa?

  3. W regulaminie jest jasno i wyraźnie napisane. Tu nawet nie ma czego interpretować. Poza tym takie ścinanie, imho, mieści się w duchu tej zabawy. Podkreślam: zabawy.

    Napinaczom z bólem pośladków polecam maść. Napinaczy bez tej przypadłości chętnie pooglądam na trasie, może czegoś się przy okazji nauczę.

    1. Idąc duchem żartu: napinacze z racji zębatek narrow-wide stały się mniej popularne, ale w przyrodzie nic nie ginie, więc napinanie przeniosło się w tym sezonie na nowe płaszczyzny ;)

      1. :D

  4. Autor chyba nie zrozumiał o co chodziło w całej tak zwanej przez niego „gównoburzy”. Bynajmniej nie chodziło tylko o ścinki a już na pewno nie o tą ze zdjęcia czy z filmu. Do tego ta ostatnia była zupełnie zgodna z regulaminem.
    Jak ktoś chce ciąć, prostować i omijać przeszkody to może przerzucić się na maratony i pojechać na Skandię. Tam jest równo, prosto i nie ma kamieni.

  5. No cóż było minęło nie ma co roztrząsać tematu. Ten kto widział gdzie prowadzi trasa ten ją jechał trzymając się wyjeżdżonej ścieżki trochę z lewej trochę z prawej ale po ścieżce. Ten co widzi gdzie może prowadzić trasa zawodów, też ją sobie zinterpretował tak jak chciał.
    Prośba do organizatorów. Panowie następnym razem nastawiajcie tyle strzałek ile to możliwe i taśmójcie trasę drutem kolczastym tak dokładnie aby kot nie mógł się prześliznąć. Na pewno będą to zawody bez spiny i wniosą braterską atmosferę w czołówce zawodników.
    Pozdrawiam tych co chcą się bawić jazdą.

  6. Lepsza linia to lepsza linia. A przrpierdzielenie 3 zakrętów na wprost przez krzaki a tak tez miało miejsce na os 4 Enduro Trails to juz cwaniactwo a nie wybór lepszej lini. Tylko szkoda ze tam Krystian nie zrobił zdjęcia. Koniec tematu było minęło. Każdy potrafi wygrać na swój sposób. Jedni po ścieżce drudzy poza nią :-)

  7. Bo to jest tak, jak się dasz wyruchać to Cię boli dupa, dla niektórych ból jest nie do zniesienia więc muszą się tym podzielić . Błagam, oszukiwać? W lesie? Jak ktoś chcę liczyć centymetry to zapraszam na szosę. W zawodach dh to normalne, że korzystasz z całej trasy, kto znajdzie lepszą linie jest szybszy.

  8. Od kilku lat kilka razy udało sie gosciowi ze zdjecia dziwnymi mykami wygrac zawody. Jeżdżenie wyciagami, miedzy oesami autem. Powtarzanie oesu z powodu kapcie w Bielsku jazda przez krzaki. Ale po tym wszystkim sa juz robione nowe regulaminy trasy sa lepiej znakowane zeby wiecej tak się nie działo. Tylu sponsorów kolorowe ciuszki i takie przekręty dla wygrywania. Wstyd. Oby następny przekret na wynikch zakończył się zapisem Aban czyli nie ukończył (wypad)

  9. Oprócz chceckpointów nie znakujcie trasy wcale, dopiero wtedy będzie zabawa :D

  10. Z tego co widzę zdjęcie i film pokazują dwa różne miejsca. Ale, nigdzie nie widać żeby zawodnik przerwał taśmy albo ominął strzałkę. Jak dla mnie sprawa jest jasna.
    Wiele osób podkreśla, że zawody enduro to świetna, koleżeńska, „beznapinkowa” atmosfera. Z komentarzy jednak wynika coś zupełnie innego.

    1. Zawody robią się coraz bardziej profesjonalne w czubie stawki, ale na razie bym nie dramatyzował – w porównaniu do DH czy maratonów dalej wszyscy są wyluzowani na maksa ;)

      1. Amatorskie DH „o pietruszkę” bywają bardzo wyluzowane :)

  11. Z całym szacunkiem Wooyek, ale artykuł trochę nie trafiony, tak jak wcześniej kilka osób pisało: czym innym jest cięcie w obrębie trasy, a czym innym na przełaj przez las, ale Orgi już wiedzą, że zasady fairplay odeszły do lamusa i w Kluszkach skutecznie otaśmowali potencjalne borówkowe pe….ówki… Po Bielsku przeglądnąłem z ciekawości nagrania z helmetcama i znalazłem kilkanaście miejsc do cięcia na dziko przez las, nie przejmując się wytyczonymi np bandami i sugestią co do przebiegu trasy (nie ścieżki przejazdu!!!) itp… Minuta była do urwania zakładając, że nie urwalbym przerzutki w krzaczorach. :D

    PS. A optymalnej linii przejazdu w obrębie wytyczonej trasy uczył mnie już Diabeł w 2011 roku, żeby nie było, że teraz się obudziłem :P

    1. Myślę, że artykuł trafiony w punkt, tylko może niekoniecznie zgodny z Twoją opinią na ten temat ;)

      Ostatnio rzadko ścigamy się po istniejących od lat szlakach. Często na trasie są miejsca, gdzie ścieżka wcale nie jest oczywista, bo została wytyczona na zawody. Wtedy linia powstaje przez rozjeżdżenie przez stado owieczek na objeździe i już się staje oczywista. Tylko czy to znaczy, że dwóch czy trzech wymiataczy (którzy sami sobie ścieżki nie wyjeżdżą) też ma nią jechać, bo tak im nakazuje 10 przykazań, prawo Koranu i dyrektywy unijne?

      Trzymajmy się regulaminu, a nie wymyślajmy autorskich „zasad fair play”.

      1. Widzę, że wciąż nie czujesz różnicy w cięciu po trasie, a cięciu przez las… :) Jak znajdę czas to wytłumaczę Ci na przykładzie nagranego filmu z OS1 z ostatnich zawodów z Bielska.

        1. A Ty wciąż nie przeczytałeś regulaminu ;) Trasa jest rzeczą względną, co wytłumaczyłem powyżej i co potwierdza regulamin.

          Tak wszyscy trąbią o luzie, swobodzie i eksploracji w enduro, a jak ktoś na 10 metrów wprowadzi element freeride’u zamiast jechać jak leming po rozjeżdżonej ścieżce, to od razu jest „nie fair”. Nie ogarniam ;)

  12. Regulamin czytam zawsze przed wykupieniem startu :)

    Ok, wycofuję się z dyskusji, widzę że młode pokolenie nie rozumie co to znaczy zasada fair play. :) (wszelkie nie unormowane przez przepisy zasady interpretuje się na logikę i dobry obyczaj)

    Chłopaki zaufali, że zawody odbywają się po trasie, którą wyznaczały taśmy, albo wygrabiony korytarz. Nie sądzili, że znajdą się tacy co pojadą przez gęste krzaki na skróty, stąd oszczędzali na taśmie. W Kluszkach już, oprócz nadmiaru taśmy były za nią układane kłody i inne terenowe przeszkody, aby zminimalizować możliwość przejazdu poza „wygrabioną” TRASĄ.

    Wygrabiona i wysprzątana ze średniego poszycia trasa, a wyjeżdżona wąska na niej na 30cm ścieżka to dwie różne rzeczy…

    I ciągłe powtarzanie tego frazesu, że tylko owieczki jeżdżą po tej 30cm ścieżce jest tym własnie nietrafieniem w sedno. Bo nie o jeżdżenie lub nie po tej czarnej ścieżce chodziło w całej burzy…

    Jak przepatrzysz na film:
    http://www.youtube.com/watch?v=5wVd-Ne0Dz4

    w 2:03 tuż za strzałką można było pojechać na wprost. Do urwania z 10s pewnie… To też uznasz za fair, czyli element freeride’u? :)

    1. Jestem przekonany, że 2:03 to jest dokładnie to miejsce, co na filmiku zamieszczonym w artykule :> I nawet widać tam przed drzewem rozjeżdżony skrót. Nie jest to wprawdzie „tuż za strzałką”, ale odnośnie cięcia przy strzałkach, to znów -> regulamin ;)

  13. Ale ja nie pytam tuż przy drzewie… Ja pytam, czy jak pojadę zaraz przy strzałce na wprost i wyjadę obok drugiej strzałki w kolei ( tam gdzie stoi koleś z kołem w ręku) to będzie zgodnie z regulaminem, czy nie?

    Ja nie widzę różnicy w tym momencie wg Twojej interpretacji regulaminu, że przy drzewie przez krzaki można, a przy strzałce już przez krzaki nie można…? To w końcu jak?

    I idźmy dalej, gdzie w regulaminie jest napisane z której strony pojedynczej taśmy mam przejechać? Nie znalazłem, więc widząc pojedyncza taśmę mogę pojechać z której strony jej chcę, daje to możliwości na tym oesie kolejnych mocnych ścięć przez las… do urwania ok 30-40s na jednym oesie…

    Na pozostałych podobnie… wygrałbym zawody interpretując w ten sposób regulamin…

  14. Michał , nie masz racji . Jeśli pozostanie taka dowolność to najzwyczajniej w świecie lasy nie będą szły na organizację takich imprez. Co innego zniszczenia i erozja w obrębie pasma o szerokości metra a co innego 30.

  15. Endurowy ból dupy jak czytam te wypociny w komentarzach. Szukamy własnej ścieżki czy nie??? Jesli jade zgosnie z regulaminem to w czym problem??? Pozdrou

Dodaj komentarz do tekstu Wybór linii czy ścinanie zakrętów?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Hajlajtsy: JoyRide Enduro Kluszkowce

Hajlajtsy, Zawody / 

Nie macie dość. Patrząc na listę startową przed Ślężą myślałem, że to taka zajawka na początek sezonu, oznaka zimowego niewyżycia. W zeszłym roku tak było – miljon osób na pierwszych zawodach, a potem na niektórych imprezach frekwencja gorsza, niż na wyborach. Ale nie, nie macie dość. Na drugie w sezonie zawody zwaliły się jeszcze większe tłumy, a 16 maja 2015 Kluszkowce gościły prawie 180 osób, które uznały, że downhill jest zbyt hipsterski, a maraton zbyt męczący.

Festiwal

W zeszłym roku przegapiłem zawody w Kluszkowcach, więc tym bardziej zaskoczył mnie rozmach organizacyjny JoyRide Bike Festiwalu. W ramach imprezy można było wystartować w siedmiu różnych dyscyplinach (i nie wiem ilu konkursach), a do tego jeszcze obślinić nowinki z targów rowerowych i oblatać rowery testowe sześciu producentów (więcej takich durnych pomysłów i nic nie zarobię na sponsorowanych testach…).

JoyRide Kluszkowce - targi rowerowe

Widok prawie jak na Sea Otter Classic / fot. Malwina Szymanek

A na deser wyścigi dla dzieci, festiwal filmów sportowych i chillout przy muzyce DJ-ów Red Bulla. Nawet, jeśli ktoś przy pakowaniu na wyjazd zapomniał o rowerze, to i tak miał co robić!

Dla festiwalowego widza, enduro jest równie porywające, jak pralka automatyczna o klasie głośności A+++

Na takich imprezach zawsze jednak nie podobało mi się, jak enduro ginie w tłumie. Jak by na to nie patrzeć, dla przeciętnego festiwalowego widza, nasza dyscyplina jest równie porywająca, jak pralka automatyczna o klasie głośności A+++. Z samego rana, kiedy zjazdowcy leczą jeszcze kaca, a maratończycy kończą poranny rozjazd szosą, spokojnie i bez strzału z pistoletu startowego wyruszamy w góry i wracamy po południu, jak wszyscy i tak są już nawaleni zmęczeni jazdą. W poprzednich latach miałem wrażenie, że enduro jest na siłę doklejane do festiwali, bo jest modne i na czasie. Widać to było np. przy nagminnie opóźnianym ogłaszaniu wyników, którym mało kto się w ogóle interesował (a już na pewno nie oficjalny „wodzirej” imprezy). Jakoś wolałem bardziej kameralny charakter „niezależnych” zawodów.

JoyRide Enduro Kluszkowce miasteczko zawodów

Oni wszyscy nie są tu dla enduro / fot. Malwina Szymanek

W tym roku jednak coś się zmieniło, chyba więcej osób zaczęło nas poważniej traktować. Może to przez ilość i rosnący profesjonalizm zawodników, może to dzięki coraz lepszej organizacji? Dalej panuje dominacja spowitych papierosowym dymem 15-letnich zjazdowców i dalej ci mniej ekstrawertyczni endurowcy czują głęboką ulgę po opuszczeniu miasteczka zawodów, ale da się odczuć, że enduro ma swoje miejsce na festiwalu. Ego podbudowane, można rączo ruszać na trasę.

Organizacja

Hola hola, nie tak szybko! Zawodnicy nie odpuszczają i uparcie, tłumnie przyjeżdżają na zawody – organizatorzy nie mają lekko! Zanim więc opony dotkną uświęconej ziemi OS-u, konieczna jest segregacja stawki. Warto zaznaczyć, że zawody enduro dla JoyRide organizuje ekipa odpowiedzialna za Enduro Trails, więc byłem ciekaw, czy procedura startu zostanie udoskonalona względem bielskich zawodów. Procedura się uprościła: wyjazd z bazy „na hurra” i start OS1 w dowolnej kolejności, czyli tak, jak za dawnych czasów. W praktyce też wyszło jak za dawnych czasów, bo wielu zawodników spędziło na starcie ponad 1,5 godziny. Cóż, chyba nie za bardzo da się tego uniknąć…

JoyRide Enduro Kluszkowce kolejka do startu OS1

Na starcie OS1 było dosyć ciasno…

JoyRide Kluszkowce kolejka do wyciągu

…ale jeśli Cię to pocieszy, zjazdowcy korzystający z wyciągu wcale nie mieli lepiej. / fot. Malwina Szymanek

Po raz kolejny świetnie sprawdził się jednak pomiar czasu fotokomórką. To już standard i pisząc to za każdym razem, pewnie nieźle przynudzam. Ale mając w pamięci kombinowanie z przykładaniem karty magnetycznej do czytnika, po prostu nie mogę się nacieszyć. Obiecuję, że następnym razem nie wspomnę o tym ani słowem!

JoyRide Kluszkowce pomiar czasu enduro

Dobra robota! / fot. Malwina Szymanek

Trasa

Wszelkie wypychy, oczekiwania i śmieszne uczucie w jelicie grubym wynagrodził już pierwszy OS, a później było już tylko lepiej. Charakter odcinków odbiegał nieco od zawodów Enduro Trails. Przede wszystkim: FLOW! Jednak kocioł krętych, płynnych i arcyciekawych singli, budowniczowie trasy przyprawili szczyptą trudności technicznych. Parę dropów, hopek, kamieni, stromizn i ciasnych zakrętów na OS1 i pod koniec OS4 nadało trasie pikanterii i niestety odbiło się na liczbie odwiedzających ekipę ratowników. Z kolei single na OS2, 3 i 4 umożliwiały regularne rozwijanie prędkości przypominających wejście w nadświetlną Sokołem Millenium i powodowały banana na twarzy większego, niż na widok fabryki żelków Haribo.

JoyRide Enduro Kluszkowce

Było szybko, fotografowie nie mieli łatwego zadania / fot. Malwina Szymanek

Mimo to trasa była bezpieczniejsza, niż w zeszłym roku – zrezygnowano z OS-u po trasie bikeparkowej, która rok temu zebrała krwawe żniwo wśród zawodników, którzy zbyt optymistycznie ocenili swoje umiejętności. Tego typu odcinki są stworzone do ścigania, ale wymagają choć jednego-dwóch przejazdów treningowych, żeby poznać przeszkody i zaplanować przejazd. Przeniesienie pierwszego odcinka na górskie single było więc ze strony organizatora świetną decyzją dla zębów i kości zawodników praktykujących jazdę on-sight. OS1 trudno nazwać łatwym (generalnie nie wywracam się na rowerze, tu leżałem 4 razy), ale przeszkody windujące poziom jego trudności były przynajmniej w miarę naturalne, podobnie jak charakter całej trasy.

JoyRide Enduro Kluszkowce

Małe kontrowersje budziła natomiast 2-godzinna przerwa po OS2 i sztucznie wydłużona dojazdówka na OS3. Moim zdaniem była całkiem spoko, bo dzięki niej można było nabić więcej kilometrów i nie narobić sobie obciachu na Stravie 15-kilometrowymi zawodami. A tak serio, było to wymuszone planowaną przerwą techniczną na półmetku zawodów (przegrupowanie pomiaru czasu), a organizatorzy w ten sposób zadbali, żebyśmy czas ten spędzili w górach na rowerze, a nie niosąc go pionową ścianką po to, żeby potem godzinę czekać na otwarcie odcinka. Jak dla mnie ok. A na Stravie i tak wyszło niecałe 24 km.

Zostając przy dojazdówkach – tym razem organizatorzy oznaczyli je na mapie, co jest już dużym ułatwieniem. Strzałki pojawiły się też na samej trasie, co jest ułatwieniem jeszcze większym. Nadal nie było ich na tracku GPS, więc drobny element eksploracji pozostał, umożliwiło to jednak taki wybór szlaków, żeby podejścia nie kolidowały z OS-ami (a tym samym z regulaminem). Zgubić się nie dało.

JoyRide Enduro Kluszkowce mapa trasy

Trasa w Kluszkowcach była dużo bardziej „górska”, niż w Bielsku, a dojazdówki były dobrze oznaczone zarówno na mapie, jak i „w realu”.

Dla mnie (i prawdopodobnie tylko dla mnie) problemem była tylko jedna rzecz, w dodatku taka, po której nie spodziewałbym się wtopy: oznakowanie trasy. Oczywiście ogólnie było zrobione rewelacyjnie i nie było momentu, żeby zastanawiać się, „gdzie dalej”. Jednak na OS3 ktoś z obserwatorów postanowił zmienić przebieg taśmy bezpośrednio przed startem odcinka, lub nawet w jego trakcie – pchając na start wypatrzyłem fajne, bezpieczne, szerokie wejście w zakręt. Obserwator uznał, że na tej linii można zyskać za dużo czasu. Słyszałem co mówił, bo akurat zbierałem się w bólach po twardym przyziemieniu w wyniku zmiany decyzji na ostatnią chwilę – jadąc odcinek pół godziny później, linia ta była już otaśmowana. Widząc efekt, jegomość uznał, że jednak lepiej będzie tą taśmę zwinąć („a, to jeździjcie sobie tak jak jeździliście”)… Nie zmienia się reguł w trakcie gry! Choćby ze względu na bezpieczeństwo, o czym sam się boleśnie przekonałem.

JoyRide Enduro Kluszkowce oznakowanie trasy

Podsumowanie

Fajnie było, czy niefajnie? Fest fajnie! Do tej pory nie lubiłem zawodów enduro doklejanych do festiwali, ale tym razem jakoś to zagrało i zamiast użerać się z tłumami nastoletnich slopestylowców, można było cieszyć się atmosferą rowerowego święta. Same zawody to przede wszystkim fenomenalna trasa, która sama w sobie jest jedynym argumentem za startem w Kluszkowcach, jakiego potrzebujesz.

Trzeba przyznać, że tegoroczne zawody trzymają poziom – nie trzeba szczególnie kombinować, żeby trafić na dobrą imprezę. Chyba dlatego nie macie dość?

 

PS. Jeśli już nie możesz doczekać się kolejnego stresującego poranka przed startem, zajrzyj do kalendarza zawodów enduro 2015 i odświeżonego porównania wszystkich serii.


Tradycyjnie na koniec wyniki: open i z podziałem na kategorie. Najbardziej na obiad spieszył się Remik Ciok, a wśród kobiet drugi raz z rzędu zwyciężyła Elżbieta Figura (w silnej stawce 14 pań!). Ja tym razem wynikiem się nie pochwalę, bo był moim najgorszym, ever – jak chcesz się pośmiać, sam se poszukaj ;)

Zdjęcia:

http://www.1enduro.pl/joyride1-1enduro
http://www.1enduro.pl/joyride1-piotrstaron1 (zdjęcia oficjalne, część 1)
http://www.1enduro.pl/joyride1-piotrstaron2 (część 2)
http://www.1enduro.pl/joyride1-rowerowepodhale
http://www.1enduro.pl/joyride1-rowerowatelewizja

Linki do zdjęć będę dodawał na bieżąco, więc zachęcam do zaglądania :)

  1. Chyba najbardziej najeżony nietypowym humorem (kojarzy m się z np. theoatmeal.com ) blog o enduro, jak nie o rowerach w Polsce :) Jeszcze trochę wpisów i Twoje porównania wejdą do kanonu gatunku niczym zdolności oratorskie w goprowych filmikach pana o ksywie na literkę V :)

  2. Mnie się wydaje, że dojazdówka na os 3 była źle zaznaczona na mapie. Strzałki w terenie prowadziły w sąsiedztwie Rezerwatu Modrzewie – o jeden grzbiet za daleko :P

    1. W sumie racja – wypych prowadził zaraz przy OS3 i OS4, na mapie jest dużo dalej. Może dlatego wyszło 24 km zamiast zapowiadanych 30?

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: JoyRide Enduro Kluszkowce

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top