Sztyce regulowane

Porady, Prezentacje, Sprzęt / 

Rzadko się zdarza, żeby nasze rowery nawiedziła jakaś poważna, prawdziwie rewolucyjna nowinka na miarę latarki w telefonie. Tak było z hamulcami tarczowymi, przednim i tylnym zawieszeniem i… w zasadzie to tyle. Coraz lepsza geometria, większe koła, bezdętkowe opony czy napędy 1x są super, ale wynikają z powolnej, stopniowej ewolucji bez efektu „WOW”. W ostatniej dekadzie jedyną taką rewolucją były sztyce regulowane, czyli tzw. myk-myki.

Co to jest?

Technicznie rzecz biorąc, każda sztyca jest regulowana, nie? W końcu wystarczy się zatrzymać, zejść z roweru, otworzyć szybkozamykacz lub znaleźć imbusa i poluzować śrubkę zacisku, podnieść lub obniżyć, wyprostować, dokręcić i gotowe.

Rzecz bardzo przydatna, bo obniżenie siodła jest konieczne przed każdym porządnym zjazdem, a podniesienie – zaraz po nim. Czasem warto też opuścić siodełko o 1-2 cm na techniczne podjazdy.

Robi się więc sporo zatrzymywania, zsiadania, kręcenia, opuszczania, podnoszenia, prostowania i kombinowania…

Dlatego sztyce regulowane, o których tu piszę, umożliwiają błyskawiczną zmianę wysokości siodła bez zsiadania z roweru. Ba, nawet bez zatrzymywania. Po prostu myk-myk i siodełko obniżone.

Sztyce regulowane KS eTen R

Dlaczego to aż taka rewolucja?

Bo wpływa na sposób, w jaki jeździsz po górach. Do tej pory miałeś do wyboru schodzić co 10 metrów z roweru, albo zawsze jeździć z siodłem na złej wysokości: za niskim na podjazdach (na czym cierpią kolana) lub za wysokim na zjazdach (na czym cierpią zęby).

Do tej pory mogłeś schodzić co 10 metrów z roweru, albo zawsze jeździć z siodłem na złej wysokości.

Dzięki sztycy regulowanej, siodełko zawsze jest ustawione idealnie, więc można bardziej zapierdalać zarówno w dół, jak i w górę. Do tego bez zatrzymywania – flow wycieczki rośnie, jak zarobki Polaka na emigracji.

Sztyce regulowane KS eTen R

Jak to działa?

W uproszczeniu: jak fotel biurowy. Czyli: naciskasz wajchę pod tyłkiem i za pomocą jego ciężaru obniżasz siodło. Przed podjazdem naciskasz tą samą wajchę, odciążasz siodełko, a umieszczona w sztycy sprężyna (zazwyczaj powietrzna) unosi siodełko do pozycji wyjściowej.

Ważną rolę pełnią też elementy ślizgowe blokujące ruch obrotowy (tego ficzeru fotele biurowe nie mają) i tłumienie zabezpieczające Cię przed strzałem w kule przy podnoszeniu (nie każda sztyca je ma!).

Sztyce regulowane KS eTen R manetka

Na co zwrócić uwagę przy zakupie?

Manetka

Ważna uwaga: wajchy pod siodełkiem użyłem dla lepszego zobrazowania fotelowego porównania. Tak naprawdę, zdecydowana większość sztyc jest wyposażona w manetkę, dzięki której nie musisz odrywać rąk od kierownicy.

Moim zdaniem wyłącznie takie sztyce są warte zakupu, bo grzebanie sobie w okolicach krocza na stromym, technicznym zjeździe nie jest ani bezpieczne, ani taktowne.

Skok

Standardem jest bardzo uniwersalne 125 mm, ale jeśli jesteś bardzo wysoki, będziesz chciał 150 mm. Działa to też w drugą stronę: niskim czasem wystarcza 100 mm. Bywa zresztą, że niżsi nie mają wyboru: przy większym skoku, wystająca z ramy część sztycy może być na tyle długa, że siodełko jest za wysoko, pomimo jej maksymalnego wsunięcia (między innymi dlatego ramy z geometrią progresywną są niskie). Warto to sprawdzić przed zakupem!

Sztyce regulowane Reverb wsunięcie

Bardziej już nie da się obniżyć.

Ilość pozycji

Kolejna ważna decyzja to wybór sztycy umożliwiającej ustawienie dowolnej wysokości w zakresie posiadanego skoku. Sztyce dwu- czy trzypozycyjne są upierdliwe w obsłudze, bo trzeba w nich „szukać” możliwych ustawień, co staje się tym trudniejsze, im bardziej zaniedbujesz ich serwis. Nie zawsze też masz możliwość ustawienia idealnej w danym momencie wysokości – a o to przecież w tym całym zamieszaniu chodzi.

Wada ta dotyczy większości sztyc mechanicznych (o tym niżej), w których za podnoszenie odpowiada sprężyna stalowa bez tłumienia, a mechanizm odpowiedzialny za blokowanie pozycji przypomina stary zamek w kiblu (czyli bolec wchodzący w dziurkę).

Mechanizm blokowania

Wybór między sztycą mechaniczną a hydrauliczną zależy też od podejścia do eksploatacji. Sztyce mechaniczne, w razie czego przeserwisujesz nawet na szlaku. Tyle że ryzyko takiej sytuacji jest w ich przypadku wyższe. Jeśli wolisz podejście „zamontuj → zapomnij”, wybierz sztycę hydrauliczną i raz w roku wyślij ją na przegląd razem z amortyzacją.

Inne wady?

Poza wspomnianymi wyżej wadami charakterystycznymi dla niektórych rozwiązań, dwie są wspólne dla praktycznie wszystkich: cena i… awaryjność.

Żeby kupić najtańszą sztycę mechaniczną wystarczy <300 zł, ale podstawowe modele pneumatyczno-hydrauliczne (które działają szesnaście razy lepiej) to minimum 600 zł. Jeśli jednak planujesz zakup na dłużej, warto sypnąć groszem na najlepszego w klasie Reverba za >1200 zł, ew. jeszcze droższego KS-a Lev.

Dlaczego Reverb jest najlepszy? Poza tym, że działa bardzo płynnie i precyzyjnie, jest też najmniej problemowy. Praktycznie wszystkim sztycom ciągle jeszcze zdarza się zablokować w jednej pozycji, zapowietrzyć, czy zmienić w sztycę amortyzowaną…

Praktycznie każda sztyca ma też „luz roboczy” – siodełko obraca się o parę milimetrów. Nie czuć tego w czasie jazdy, ale perfekcjonistów może wkurzać.

Ostatnią wadą, dotyczącą wielu sztyc hydraulicznych, jest prostowanie się przy podnoszeniu roweru za siodełko w dolnej pozycji. W skrajnych przypadkach wiąże się to z ryzykiem zapowietrzenia.

Przegląd zad i walet najpopularniejszych modeli znajdziesz pod artykułem.

Sztyce regulowane Reverb manetka

Przyszłość

Mimo wad, sztyce regulowane powoli stają się coraz lepsze. Ze wszystkimi jest jednak jeden poważny problem: żeby obniżyć siodło, trzeba je nacisnąć za pomocą tyłka. Niby nic, ale jeśli akurat lecisz pełnym piecem na OS-ie i nagle wbijasz się na stromą, techniczną ściankę, na taki manewr jest już za późno.

Ze wszystkimi sztycami regulowanymi jest jeden poważny problem…

Next big thing to sztyce potrafiące opuszczać się samoczynnie, po naciśnięciu manetki, kiedy Ty stoisz na pedałach. Na najbliższe lata takie rozwiązania szykuje co najmniej dwóch graczy:

  • Shimano – opuszczanie sztycy będzie realizowane elektronicznie. Podobnie jak zmiana biegów i regulacja zawieszenia. Ciekawe, kiedy nasze rowery będą miały swoje własne WiFi…?
  • Trek – rozwiązanie w pełni pneumatyczne/hydrauliczne. Sztyca będzie miała dwie komory powietrzne, a różnica ciśnień między nimi będzie odpowiadała wysokości. Nowinką będzie możliwość wyrównania ciśnienia między komorami za pomocą manetki, co obniży siodło do połowy skoku. To powinno wystarczyć do pokonania niespodziewanej ścianki zaraz po długim podjeździe, zgodnie z przyszłowiem „lepszy rydz, niż siodło w jelicie”. Czy jakoś tak.
Elektryczna sztyca regulowana Shimano

Tak przyszłość sztyc regulowanych wyobraża sobie producent z ojczyzny zegarków Casio.

Podsumowanie

„Panie, tysiącdwieście za rułkę pod siodełko?!”. Cóż, to faktycznie niemało, zwłaszcza że większość modeli ma swoje mniej lub bardziej istotne wady.

Czy korzyści są warte tych pieniędzy? Zdecydowanie tak. Nie znam nikogo, kto po spróbowaniu sztycy regulowanej, dobrowolnie wróciłby do zwykłej rurki. Jedyny dylemat, to za co kupić myk-myki do wszystkich pozostałych rowerów, włącznie z szosówką, składakiem i stacjonarnym.

Więc jeśli kupiłeś rower bez tego dobrodziejstwa – wpisz sztycę regulowaną na listę planowanych upgrade’ów.

Sztyce regulowane


Przegląd rynku sztyc regulowanych

Moim celem było zebranie wad i zalet jak największej liczby popularnych modeli. Kolejność listy jest mniej lub bardziej przypadkowa. Częściowo bazuje ona na własnych doświadczeniach, a częściej na testach i opiniach użytkowników. Nie jest więc pełna (ani obiektywna), ale powinna dać Ci pogląd, na które modele warto zwrócić uwagę, a których lepiej unikać.

Jeśli masz własne doświadczenia z którąś z nich, napisz proszę w komentarzu!

Podane ceny są bardzo orientacyjne, bo w różnych sklepach i zależnie od wariantu (rozmiar, skok, manetka…), różnią się czasem o ładnych parę stówek… Przed zakupem warto dobrze poszukać. Pod ceny podpiąłem linki do sklepów z dobrymi ofertami – niektóre z nich są linkami afiliacyjnymi (jeśli kupisz, dostanę prowizję i wyjadę na Bahamy).


Rock Shox Reverb

Cena: ok. 1200 zł

Rock Shox Reverb

Zalety:

  • płynne, intuicyjne i łatwe do wyczucia działanie;
  • hydrauliczna manetka;
  • odporność na błoto;
  • najwyższa bezawaryjność;
  • dostępna w wersji Stealth (przewód doprowadzony wewnątrz ramy);
  • dostępna w wersji ze 150 mm skoku.
Wady:

  • delikatna i niezbyt ergonomiczna manetka, którą czasem ciężko wpasować w kokpit (lepiej pasuje do napędów 1x);
  • w wersji z zewnętrznym przewodem, kabel jest doprowadzony do górnej części sztycy i przemieszcza się przy opuszczaniu;
  • kłopotliwe skracanie (z odpowietrzaniem) przewodu;
  • wysokie ceny części zamiennych.

KS (Kind Shock) Lev

Cena: ok. 1500 zł

KS Lev

Zalety:

  • płynne i skuteczne działanie;
  • przewód doprowadzony do nieruchomej części sztycy;
  • dostępna w wersji „Stealth”;
  • wygodna manetka;
  • bardzo mały luz roboczy;
  • dostępna w rozmiarze 27,2 mm;
  • dostępna w wersji ze 150 mm skoku.
Wady:

  • duża wrażliwość na naciąg linki;
  • problemy z manetkami pierwszych generacji Stealth;
  • wyższa awaryjność;
  • wrażliwość na niskie temperatury.

KS (Kind Shock) Supernatural R / Dropzone

Cena: ok. 1000 zł / 800 zł

KS Supernatural R

Zalety:

  • płynne i skuteczne działanie;
  • wygodna manetka;
  • mały luz roboczy;
  • dostępna w rozmiarze 27,2 mm;
  • dostępna w wersji ze 150 mm skoku.
Wady:

  • przewód doprowadzony do ruchomej części sztycy;
  • duża wrażliwość na naciąg linki;
  • wrażliwość mechanizmu na błoto;
  • wrażliwość na niskie temperatury;
  • Dropzone R: jarzmo z offsetem, na jedną śrubę.

KS (Kind Shock) eTen R

Cena: ok. 600 zł

TEST KS eTen R

KS eTen R

Zalety:

  • najtańsza sztyca hydrauliczno-pneumatyczna;
  • wystarczająco płynne i szybkie działanie;
  • wygodna manetka;
  • mały luz roboczy.
Wady:

  • przewód doprowadzony do ruchomej części sztycy;
  • tylko 100 mm skoku;
  • stosunkowo wysoka masa;
  • nierozbieralny tłumik – brak możliwości serwisu;
  • duża wrażliwość na naciąg linki;
  • wrażliwość mechanizmu na błoto;
  • duża wrażliwość na niskie temperatury;
  • jarzmo z offsetem, na jedną śrubę.

FOX D.O.S.S.

Cena: ok. 1500 zł

Fox DOSS

Zalety:

  • wysoka jakość wykonania.
Wady:

  • przewód doprowadzony do górnej części sztycy;
  • tylko 3 pozycje;
  • wielka, paskudna (choć ergonomiczna) manetka;
  • wysoka cena;
  • wrażliwość na niskie temperatury;
  • brak wersji Stealth.

Thomson Elite Dropper

Cena: ok. 1700 zł

Thomson Elite Dropper

Zalety:

  • bardzo wysoka jakość wykonania;
  • wysoka jakość działania;
  • wygodna, zgrabna manetka;
  • dostępna w wersji Stealth;
  • dostępna w rozmiarze 27,2 mm;
  • po dopracowaniu przez producenta, nadzieja na wysoką trwałość.
Wady:

  • przewód doprowadzony do górnej części sztycy;
  • mechanizm nieosłonięty przed błotem;
  • wersje 30,9 i 31.6 dostępne tylko w wersji Stealth;
  • bardzo wysoka cena;
  • serwis tylko za granicą;
  • póki co, wysoka awaryjność (model od niedawna na rynku, warto poczekać z zakupem).

X Fusion Hilo SL

Cena: ok. 950 zł

X Fusion Hilo SL

Zalety:

  • 125 mm skoku.
Wady:

  • dość niska jakość działania;
  • przewód doprowadzony do górnej części sztycy;
  • kiepska manetka;
  • stosunkowo wysoka awaryjność.

Nukeproof Oklo

Cena: ok. 1050 zł

Nukeproof Oklo

Zalety:

  • prosta konstrukcja (sprężyna stalowa);
  • wygodne, intuicyjne działanie.
Wady:

  • wysoka wrażliwość na błoto;
  • wysoka masa;
  • tylko w rozmiarze 31,6 mm;
  • przewód doprowadzony do ruchomej części sztycy;
  • problemy z odpadającym jarzmem.

Crank Brothers Kronolog

Cena: ok. 1150 zł

Crankbrothers Kronolog

Zalety:

  • przewód doprowadzony do nieruchomej części sztycy;
  • bardzo mały luz roboczy;
  • prosty mechanizm bez hydrauliki, ale z możliwością wyboru dowolnej wysokości.
Wady:

  • niska precyzja działania;
  • słabe uszczelnienie, wrażliwość na błoto;
  • niska trwałość szyny odpowiedzialnej za blokowanie pozycji;
  • duży mechanizm blokady, ograniczający możliwość wsunięcia sztycy w ramę;
  • stosunkowo wysoka cena.

YEP Uptimizer

Cena: ok. 1750 zł

YEP Uptimizer

Zalety:

  • wysoka jakość wykonania;
  • niska awaryjność;
  • przewód doprowadzony do nieruchomej części sztycy;
  • dostępna w wersji ze 155 mm skoku.
Wady:

  • wysoka cena;
  • niedostępna w polskiej dystrybucji, serwis za granicą.

Giant Contact Switch (SL)

Cena: ok. 800 zł

Giant Contact Switch SL

Zalety:

  • prawdopodobnie najlepsza relacja cena-jakość;
  • przyzwoita jakość działania;
  • stosunkowo niska awaryjność;
  • możliwość konwersji Stealth bez dodatkowych kosztów (jest to najtańsza sztyca z wewnętrznym prowadzeniem przewodu).
Wady:

  • przewód doprowadzony do ruchomej części sztycy;
  • tylko 100 mm skoku (dopiero modele 2016 mają więcej);
  • jarzmo na jedną śrubę, podatne na rozregulowywanie;
  • tylko w rozmiarze 30,9 mm.

Specialized Command Post Blacklite/IR

Cena: ok. 1150 zł / 1350 zł

Specialized Command Post

Zalety:

  • dostępna w wersji Stealth (IR);
  • prosty, bezawaryjny mechanizm;
  • jedna z najwygodniejszych manetek na rynku, zwłaszcza w najnowszych wersjach (kształt identyczny jak w manetkach SRAM).
Wady:

  • przewód doprowadzony do ruchomej części sztycy;
  • tylko 3 pozycje;
  • brak tłumienia;
  • wrażliwość na błoto;
  • tylko w rozmiarze 30,9 mm.

El Gallo / TMARS / Forca

Cena: ok. 270 zł

Forca

Zalety:

  • bezkonkurencyjna cena;
  • prostota konstrukcji;
  • łatwy samodzielny serwis za pomocą młotka i towotu;
  • przyzwoita masa;
  • przewód doprowadzony do nieruchomej części sztycy;
  • dostępna w rozmiarze 27,2 mm.
Wady:

  • tylko 2/3 pozycje (zależnie od wersji);
  • bardzo niska precyzja działania;
  • duża wrażliwość na błoto;
  • brak tłumienia;
  • szybkie zużycie elementów ślizgowych powodujące duże luzy.

Gravity Dropper Turbo LP

Cena: ok. 1300 zł

Gravity Dropper Turbo

Zalety:

  • prostota konstrukcji, bezawaryjność;
  • łatwy samodzielny serwis;
  • jakość wykonania nieporównywalnie wyższa, niż w przypadku El Gallo/TMARS;
  • dostępna w rozmiarze 27,2 mm;
  • stosunkowo niska masa;
  • przewód doprowadzony do nieruchomej części sztycy.
Wady:

  • paskudna manetka;
  • przewód wyprowadzony ze sztycy pod kątem 90 stopni (nie dotyczy modelu Classic);
  • tylko 3 pozycje;
  • brak tłumienia.
  1. Yep jest juz takze czarny a kolor nakretki mozna wybierac https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=389150367936438&id=191386124379531
    Sam mam YEPa ponad rok i zdecydowanie polecam, zadnych problemow, zapadania sie jak reverb, zacinania jak KS. Jak bede musial zmienic to tylko na YEPa.

  2. Do wad Reverba doliczylbym również wrażliwość na niskie temperatury. W marcu jechalem w gorki z rowerem na dachu i sztyca została w położeniu dolnym… miałem średnio komfortowe podjazdy ;) 3 dni zajęło jej odmarzanie.

    1. Hm, jazda z rowerem na dachu przy mrozie do już hardcore. Z mojego doświadczenia wynika, że przy normalnej jeździe Reverb spoko sobie radzi w zimie. Porównywałem bezpośrednio z moim KS-em eTen i ten drugi nie działał praktycznie w ogóle w żadną stronę (tzn. działał, ale wooooolno i topornie), a Reverb trochę tylko zwolnił.

    2. trzeba bylo wstawic rower na 15 min do temp. pokojowej

      1. to nie tu mialo byc :P

    3. trzeba bylo wstawic rower na 15 min do temp. pokojowej zamiast czekac 3 dni :P

    4. eh, nie ogarniam tych internetów :P

  3. Znajomy ma Reverba Stealth to w chłody typu -5st. niemal nie chciał się wysuwać. Osobiście mam Leva 2-letniego-raz się zacinał (okazało się, że smar wewnątrz miał twardawą konsystencję co było słychać przy wsuwaniu sztycy-szumiało jakby o jakiś twardy plastik)-serwis załatwił sprawę. Potem na trzonie sztycy wyskoczyły mi rysy/wżery-pewnie w skutek tego twardawego smaru-tu już były problemy z serwisem bo 7ANNA powiedziała, że skoro pomimo tego sztyca działa normalnie to nie zrobią tego w ramach gwarancji. Ostatecznie sztyca po jakimś jeszcze czasie zrobiła się amortyzowana (zapadała się o ok 15-20mm) i wtedy serwis i wymiana trzonu (bo jest on ponoć elementem tłumika).
    Po tych 3ch akcjach jest ok ale sam często czyszczę ją i smaruję pod nakrętką z uszczelką kurzową. Luz na boki dość mocno wyczuwalny.

    1. Pytanie odnośnie serwisowania Lev’a: żeby ją przesmarować odkręcasz nakrętkę i spuszczasz powietrze czy tylko zapuszczasz z zewnątrz smar/olej? No i czym to smarujesz? Zakupiłem właśnie nowego lev’a stealth 150 i po pierwszej jeździe widzę, że błoto i piasek lecą prosto na sztycę i oblepiają uszczelkę. Póki co, przedmuchałem sprężonym powietrzem i tyle.

  4. Do ElGallo (+ pochodne) i YEP jako minus dodałbym manetkę. Jej nieliniowe a dookólne działanie sprawia problemy z precyzją uruchamiania. Jak trzeba depnąć to potrafi się ześlizgnąć i trzeba za nią gonić.

  5. Akurat na podstawie moich doświadczeń to Reverb najbardziej awaryjny po 4 m-cach użytkowania robi się mocno odczuwalny SAG. Wcześniejsze 2 sztyce Kind shocka i jedna Speca może nie działały idealnie ale działały dużo lepiej przez dłuższy okres czasu niż obecnie Reverb :)

  6. @Marek. Operowales Yepem? Polecam, mi manetka KS nie podchodzi wcale a Yepa jest wygodna i schowana dzieki czemu nie stracisz jej przy glebie oraz pancerze normalnie wygladaja. Kazdy woli co innego…. Akurat minusem KS wg mnie jest manetka takze

    1. Ja swojego ElGallo przerobiłem i wsadziłem mu normalną manetkę od lockupu do RockShoxa i działa git.
      Nie lubię tych działających „gdziekolwiek”

  7. Z manetką Reverba są częste problemy w umiejscowieniu. Zazwyczaj zakłada się lewą manetkę na prawą stronę kierownicy i odwrotnie, tłumacząc to ochroną manetki przed zniszczeniem podczas gleby.Jak ja dałem sobie z tym rady mając osobno hamulec,przerzutkę i myk myka? Dajcie znać jak podlinkować post z swego profilu facebooka, to prześlę.

  8. wojciech bartnicki

    mam 2-go reverba (dostalem razem z moim striv-em) i uważam, że skracanie i odpowietrzanie nie jest w ogóle kłopotliwe (w obu skracałem). Wciskasz tłok strzykawki i puszczasz manetkę a potem ssiesz strzykawką i wciskasz manetkę. Po kilku takich ruchach sprawa załatwiona.
    Dodam, że częst i nawet zdaniem wielu jest mocowanie lewej manetki z prawej strony (i odwrotnie).
    wtedy manetka jest pod kierownicą, co lepiej chroni ją od zniszczenia przy jakiejś glebie.

    1. Zgadza się, to nie jest strasznie trudne, ale jednak kłopotliwe w porównaniu do docięcia linki i pancerza.

      A co do mocowania manetki – przy cenach części zamiennych (podobno kompletna manetka to >400 zł), to jedyne słuszne rozwiązanie i tak też jest na zdjęciu w artykule. Dlatego też napisałem, że manetka jest taka sobie i raczej nadaje się do napędów 1X.

  9. Ja polecam Tmars, uszczelniona, smiga juz rok jak złoto, natomiast wczesniej miałem x fusion hilo i tragedia, nowa po 1 dniu juz sie spierdzieliła i uszczelki do wymiany były.

  10. Faktycznie, myk-myk jest dla mnie dość istotnym wynalazkiem jeżeli chodzi o MTB.
    Miałem dość krótko KS eTen. W większości wypadków te 100mm wystarczy, sporadycznie zdarzały się sytuacje, że przydało by się jeszcze trochę obniżyć siodełko.
    Jeżeli chodzi o awaryjność, to nie było z nią problemów, niestety średnica nie pozwalała jej zamontować w „nowej” ramie.
    Tym sposobem stałem się właścicielem KS Lev DX. Mam ją już półtora roku. Jak na razie była już naprawiana 3 razy, średnio co pół roku zamienia się w sztycę amortyzowaną, odsyłam ją na gwarancji i jest naprawiana.
    Tak, że w moim przypadku awaryjność jest dość wysoka.

  11. Do wad Giant Contact dopisał bym jeszcze słabe jarzmo. Niezależnie od tego jak mocno skręcisz to czasem przy siadaniu można zmienić sobie kąt nachylenia siodła o wartość wprost proporcjonalną do wagi sadzanego zadka. To chyba najczęściej zgłaszany problem z tą sztycą. Pomaga skręcenie mocowania siodła na paście montażowej zwiększającej tarcie.

  12. Mi Reverb dzielnie służy od 3 lat, raz tylko ostatniej zimy zrobił mi psikusa na trasie, ale po dopompowaniu w domu znów działał. Odesłałem go jednak profilaktycznie do Wicha i Foniki na przegląd i wymianę uszczelek. Polecam ten wyrób. To pisałem ja, Jarząbek.

  13. 4 sezony z Xfusion Hilo 100mm. Taka była w rowerze od nowości. 2 zaplanowane serwisy – wymiana oleju. Sterowanie linką, nie zawiodła mnie ani razu na trasie.
    Prosta konstrukcja.

    1. To wygląda na to, że starsza wersja była dużo bardziej pancerna… Szukając informacji o Hilo SL, nie udało mi się znaleźć praktycznie żadnego pozytywnego komentarza ;)

      1. Mi natomiast starszy model x-fusion hilo nawalil po pierwszym wypadzie w gory.

  14. Do wad YEPa moze i mozna zaliczyc serwis poza granica PL ale do zalet w takim wypadku wypadalo by dodac ze serwis jest darmowy :)

    Mialem YEPa jakies 1,5 roku , sprzedalem i kupuje nastepnego a nowy nabywca bedzie sie jeszcze dlugo z mojego starego cieszyc.

    Jak ktos ma fundusze to zdecydowanie polecam.

    1. Jeszcze moge dodac ze kontakt z Andrea (wlasciciel firmy) jest genialny, czesci zamienne nigdy nie sa problemem ( potrzebowalek kiedys po wypadku nowej manetki ) a sam serwis zajal niecaly tydzien.

      1. Aha i jeszcze warto bym dodal ze przerabialem i Reverb’a i Lev’a . Zaden nie wytrzymal roku jazdy.

  15. Uzytkowałem KS dropzone r 100 mm/2013lub14,sprzedałem i nabyłem 125 mm/2015,ta z czarną anodą.W obu na początku był dość ciężko ją schować.Psikałem brunoxem,pomagało.Po jakimś czasie problem ustaje.Jakby wymaga dotarcia się.

  16. Do wad reverba dodałbym śmiesznie małe śrubeczki w jarzmie, co prawda jeszcze u mnie sie trzymaja, moze dlatego ze mało waże, ale szybko zaczyna strzelac i wydawac dziwne odgłosy od przesmarowania.

    1. MALAS – dokręć śruby jarzma z momentem 2,2Nm, tak jak napisali w instrukcji. U mnie momentalnie wszystko ucichło.

  17. Do wad reverba dodał bym jeszcze częsty przypadek ciężkiego zamykania się sztycy. Mam drugi egzemplarz (wymiana na gwarancji na nowy) i jest tan sama sytuacja – po dwóch, trzech miesiącach używania, aby zamknąć sztycę trzeba bardzo, bardzo mocno ją przysiąść. A nie należę do lekkich osobników. Praktycznie niemożliwe jest zamknięcie jej ręką.

    1. Może masz za wysokie ciśnienie? Też mam drugiego Reverba (wcześniej zwykły, teraz Stealth), kilka innych macałem w cudzych rowerach i ugięcie zawsze było lekkie i płynne…

  18. Rewelacyjne zestawienie sztyc. Korzystam z Lev od 2 lat i muszę potwierdzić – jej jakość jest rewelacyjna.

    Co do manetki to polecam bardzo zakupić KS SouthPaw lub przerobić starą manetkę z przedniej przerzutki:
    http://www.vitalmtb.com/videos/features/How-to-Modify-SRAM-Left-Shifters-For-Use-as-Dropper-Post-Switches,27928/Arts-Cyclery,27344

  19. I mała nowość na rynku
    http://www.pinkbike.com/news/first-look-race-face-turbine–easton-haven-dropper-post-2015.html

    ma mieć wszystko czego :)nawet kolorowe manetki

  20. jezdze na KS Lev od marca, pierwsza wymiana calego cartriga zaraz po zamontowaniu (zacinal sie od nowosci), w lipcu sztyca zapadla sie o 35mm – czekam na info od 7anna kiedy beda dostepne zapasowe cartrige ale i tak jestem zadowolony :)

  21. Cóż nie powinienem się wypowiadać, bo mam Reverba od dwóch dni. Byłem za zakupem sztycy KindShock, sugerowałem się właśnie że KS jest na lince i będzie go łatwiej serwisować w razie kłopotów, ostatecznie padło na Reverba. Ale to co zrobił RS to czapki z głów, dokumentacja i filmy instruktarzowe sprawiły że zamontowanie sztycy i jej odpowietrzenie jest tak prosta, że jestem w stanie powiedzieć że jest łatwiejsza od zabawy z linką. Connectamajig to rewelacyjne rozwiązanie, mogłem zamontować przewód wewnątrz ramy bez odkręcania manetki. Kultura pracy sztycy jest super, zobaczymy co będzie po kilku miesiącach.

  22. Dodałbym do tych sztyc nowy produkt Race Face’a, który niebawem będzie dostępny u nas.
    Co do skracania przewodu w Reverbie, to jest to bardzo proste i zajmuje 10 min przy wersji Stealth,a przy normalnej jeszcze krócej. W wersji ze schowanym przewodem jest też szybkozłączka hydrauliczna, która upraszcza do minimum montaż w ramie.

  23. Muszę dodać że minusem Yep jest też mocowanie siodełka – jarzmo. Jest wyjątkowo tandetne jak na sztycę tej klasy, ja już musiałem wymieniać jedną śrubę.

  24. kurcze ciągle mi chodzi po głowie reverb… tylko że sztyce regulowane są jeszcze w powijakach. 4 kumpli ma reverba, 4 różne rowery, style jazdy, waga itp. Cecha wspólna to oczywiście enduro. KAŻDY ma większy lub mniejszy luz na sztycy, każdy na przestrzeni 4 do 6 mieś wysyłał sztycę na naprawę gwarancyjną. WTF?

  25. A może by jeszcze ująć w zestawieniu Vecnum Moveloc? Egzotyczny produkt, ale o niebotycznym skoku niespotykanym u konkurencji

  26. mam już trzeciego! THOMSONA z wymiany gwarancyjnej, pierwszy luzy, drugi luzy, trzeci nakrętka się odkręciła i też luzy, kupiłem klej do gwintów i teraz ok luzów nie ma :)
    Największy plus to działa wszędzie, na mrozie jak linka nie przymarznie to nie ma żadnych problemów.

  27. Przydałoby się nowe zestawienie, pojawiło się trochę egoztyki.
    Kto wie może znajdzie się jakaś perełka :)

    1. A tak w ogóle to przegląd sztyc genialny :)

  28. jazyna ze szczecina

    Już dawno był pisany artykuł, ale… skąd pomysł, że DOSS jest wrażliwy na niskie temperatury? On jest takim prostym(aż chamskim) cepem, że jest bezawaryjny :)

    1. Nie pamiętam, skąd dokładnie ta informacja, ale zestawienie powstawało na bazie opinii użytkowników i testów.

  29. Moje deświadczenia ze szcztycami regulowanymi: Specialized command post blacklite używałem przez 3 lata bez żadnego serwisu I innych czynności działała po 3 latach tak samo jak pierwszego dnia. Brak tłumienia hydraulicznego nie był wadą jedynie może brakowało troche możliwości zablokowania w dowolnej pozycji ale to niewielki minus. Zajebiaszczy sprzęt!

    Giant contact switch – używam od 2 miesięcy wersję 2016 150mm. Działa rewelacyjnie dokładnie tak a nawet lepiej niż niektóre 2x droższe sztyce. Nie wiem jeszcze jak z awaryjnością ale jestem zachwycony. Kosztuje 8 stów I jest lepsza niż reverb!

  30. Mam reverba 120, nie użytkuję go zbyt długo by coś więcej powiedzieć, jednak go rozbierałem, zalewałem i muszę stwierdzić ze to dość proste, nie wiem jak w innych to wygląda, odpowietrzenie reverba nie jest w cale skomplikowane. Nie wymaga też specjalnie finezyjnych kluczy. Ale zaciski do tłoczysk wypada mieć jednak. Ci co się boją odpowietrzania manetki – nie potrzebnie. Fakt, potrzebne są narzędzia ale maja sztycę za 1200zł, można sobie sprawić jakiś mały service kit.

    Mieliśmy też lev’a 150 który popuścił w spodnie :P niemal nowy.

  31. Czy jest sens bym za 600-800zł dociążał mojego HT XC 29′? Na częstych zmianach pochylenia terenu stosuję wysokość stałą „nieco niższą niż tę na podjazdy i na płaskim”

    1. To akurat łatwo samemu sprawdzić – zalicz kilka konkretnych zjazdów na sztycy opuszczonej o te ~12 cm i wyobraź sobie, że możesz tak mieć w każdej chwili, na zawołanie :)

Dodaj komentarz do tekstu Sztyce regulowane

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Czy enduro jest niebezpieczne?

Opinie, Zawody / 

W zeszłą sobotę, podczas zawodów Enduro World Series w Crested Butte doszło do tragicznego wypadku. Na trzecim OS-ie, prawdopodobnie w wyniku wewnętrznego urazu klatki piersiowej, zmarł Will Olsen, 40-letni lokalny rider. Zawody zostały odwołane.

To już drugi taki wypadek w MTB w przeciągu ostatnich dwóch tygodni, po śmierci Marka Kingstona na ścieżkach Swinley Forest. Tak tragiczna passa nasuwa pytanie: czy enduro jest niebezpieczne?

Crested Butte Will Olson wypadek

Źródło: profil FB Enduro World Series

Zazwyczaj rolę sztandarowego kolarskiego sportu ekstremalnego pełni downhill. A tymczasem w DH – odpukać – nie było wypadku śmiertelnego od roku, a wcześniej nie-wiadomo-kiedy.

Trasy zawodów enduro nie odbiegają poziomem trudności od tras DH i są pokonywane z podobną prędkością, a mimo to zazwyczaj:

  • nawierzchnia nie jest przygotowana, wygrabiona i poukładana – i dobrze, w końcu ścigamy się w naturalnym terenie;
  • na drzewach nie ma materacy, a nad stromymi spadkami siatek;
  • OS-y są pokonywane on-sight, bez wcześniejszego treningu na trasie;
  • wielu zawodników jest uzbrojonych tylko w otwarte kaski i ochraniacze na kolana, ew. łokcie;
  • trasy są długie i położone na odludziu, bez obstawy technicznej i kibiców, którzy mogą błyskawicznie zareagować.

Motocykliści, wychodząc z domu, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że każda przejażdżka może skończyć się tragicznie, w dodatku zazwyczaj nie z ich winy. My czujemy się dużo bezpieczniej – zwłaszcza w górach, gdzie większość zagrożeń zależy od nas samych. Warto mieć świadomość, że wypadki z najczarniejszym zakończeniem się zdarzają. Warto też inwestować w naukę techniki jazdy, a do tego jak najlepszy kask i ochraniacze. Ale czy od razu świadczy to o tym, że nasz sport jest niebezpieczny dla życia…?

Czy enduro jest bezpieczne

Każdy „normalny” człowiek pewnie stwierdziłby, że z bezpieczeństwem nie ma to wiele wspólnego, ale… / fot. EMTB.pl, Łukasz Szrubkowski, Krystian Maciejczyk

Każdy z nas ma te zagrożenia gdzieś z tyłu głowy, robiąc wszystko, żeby siedziały tam cicho i zbytnio nie przeszkadzały. Jazda na granicy, ryzyko i adrenalina są nieodłącznymi elementami układanki, które decydują o tym, że chce nam się ruszyć tyłek z kanapy. Wiemy, że możemy się wywrócić. Dociera do nas, że stosunkowo łatwo możemy złamać rękę, obojczyk, obić sobie tyłek czy nawet stracić zęba i doznać wstrząśnienia mózgu. Nikt nie bierze pod uwagę, że może nie wrócić do domu.


I słusznie.

Każda jedna śmierć na szlaku to wielka tragedia. Ale to tylko ułamek promila wszystkich bikerów czerpiących codziennie radochę z jazdy na granicy bezpieczeństwa. I przekraczających ją. Glebiących, obijających się, łamiących. A potem wracających.

Taki jest nasz sport: ryzykowny, ale w gruncie rzeczy… bezpieczny. Najwięcej zależy od tego, jak jesteś przygotowany fizycznie i sprzętowo. Jakiego masz skilla i ile hajsu wyłożyłeś na ochraniacze. Jak mocno ciśniesz i jak daleko wykraczasz poza swoją strefę komfortu.

Przez 99% czasu, Twoje bezpieczeństwo jest w Twoich rękach. Wolę to, niż stoczenie się autokarem z górskiej skarpy czy zgarnięcie z pobocza przez pijanego tirowca.

A głupie, niepotrzebne i tragiczne wypadki niestety się zdarzają.


Zdjęcie tytułowe pochodzi z profilu FB Enduro World Series.

  1. Of course William Olson’s fatal accident is a tragedy. But it is definitely false making a hype of it and condemn Enduro riding. Many more accidents happen in street traffic and elsewhere. I am doing professional mountain bike guiding: Always at the end of single track riding and back to the street with car traffic, I warn my guests that – back to street – bike riding becomes now really dangerous, because within car traffic you ride no longer self-determinated. http://www.pipobike.com

  2. Zasadniczo nie stratuję w zawodach i nie wiem jak to jest kiedy na starcie oesa puls rośnie, a na mecie adrenalina wylewa się uszami, ale wiem ze można porządnie zabawić się na rowerze i co najważniejsze bezpiecznie! Zeszły tydzień spędziłem w górach, nadymany jak balon, pałający żądzą wyżycia się i pojeżdżenia na maksa już po kilku km zaliczyłem bolesna glebę. Nie dało mi to jednak nic do myślenia, a dopiero po drugim przyziemieniu, które skutecznie wykluczyło mnie z jazdy następnego dnia, odebrałem sygnał ostrzegawczy, odrobiłem lekcje i zastanowiłem się co jest nie tak… Oto kilka subiektywnych wniosków: Przede wszystkim sugeruję wyłączyć napinę i wrzucić na luz! Na spokojnie rozjeździć się i „wjeździc” w teren. Dostosować prędkość do swoich umiejętności i kondycji. Stopniowo podnosić sobie poprzeczkę nie koniecznie przekraczając osobistą granicę bezpieczeństwa. Ostatecznie był fun, była adrenalina i była satysfakcja.

    1. Rady jak najbardziej dobre, ale tak jak piszesz – znajdujące zastosowanie głównie w jeździe „turystycznej” ;) Na zawodach potrzeba mega samokontroli, żeby cały czas grzecznie jechać w ramach granicy bezpieczeństwa…

    2. MĄDRZE PRAWISZ. Mam identyczne odczucia i doświadczenie. Spiną i nerwami w ramach ich wyładowania człowiek zrobi sobie tylko krzywdę :)

  3. Sport niebezpieczny jak każdy inny, ale podczas rywalizacji ryzyko drastycznie rośnie…
    Osobiście, podczas 25 lat mojego tułania po górach miałem dwie sytuacje gdzie Śmierć był blisko…
    Raz, znany i lubiany zadymiarz zalicza glebę, lądowanie brzuchem na pieńku, poważne obrażenia wewnętrzne, na szczęscie GOPR sprawnie zadziałał. W szpitalu powiedzieli, że za 5 minut było by za późno…
    Dwa, mniej znany ale równie lubiany fan jazzu. Gleba na PODJEŹDZIE (sic!) przy bardzo małej prędkości, dostaje strzał kierownicą w udo. Po nieudanej próbie rozmasowania cierpnącej nogi zawożę go do domu. Wieczorem dzwoni, ze jest po operacji przeszczepu zmiażdżonego fragmentu tętnicy! Gdyby pękła w górach moglibyśmy nie zdążyć…
    Wniosek zawsze miejcie korki (bar ends’y) w kierownicy, on miał akurat zgubiony.

  4. zwTo ja dorzucę swoje: wywrotka pod wyciągiem w Kasinie Wielkiej, na płaskim i technicznym żwirku, przy tempie emeryta – rozcięcie ręki pod łokciem 15 cm. Pierwszego dnia dwu tygodniowego urlopu :)

  5. Czy ja wiem czy taki niebezpieczny. Dużo bardziej kontuzjogenna (jest taki wyraz?) jest piłka nożna ;-)

  6. Czy Rower w górach jest kontuzjogenny? Owszem, może być, zwłaszcza jak ktoś rywalizuje w zawodach, albo jedzie z ekipą która lubi podkręcać( tu potrzeba dojrzałości i asertywności, by nie ulegać czasami głupim namowom w stylu „dasz radę, to tylko 1m drop! Nie bądź D…a”)no i same GÓRY to już dostateczna nauka pokory. Mnie obecny kształt Enduro MTB nie spasował, po prawdzie odłączyłem się lata temu ze względu na napinkę, na postępujące zmiany w kierunku uczynienia z tego drogich wyścigów w bardzo trudnym terenie, głównie nastawionym na zjazd( nie żebym nie lubił takowego! Często i gęsto sam podkręcam tempo, ale ja decyduję gdzie i kiedy, mając na uwadze że w domu czeka na mnie kochana żona, 7 miesięczna córeczka i 6 letni szkolniak) Enduro MTB to dla mnie długie jazdy, raczej samotne, to nie spinka na zawodach, raczej właśnie wyluzowanie się, przystanek na szlaku, jagody z lasu i obmycie spoconej twarzy w potoku. Każdy ma jednak inną definicję tego sportu i dobrze. Wracając do tematu, najwięcej wypadków zdarza się w domu :)! PZDR!

    1. Dobrze prawi, polać mu!

  7. Rower, góry i brak kontuzji … Owszem, ale tylko jeśli jest się rozsądnym. Spędziłem ostatnio 4 dni w żywieckim, plany były ambitne, jak zawsze ;) Spałem na Boraczej, jeździłem tu i tam. Tak się trafiło, że pojechałem w największe upały. Nie dość, że ciepło, to jeszcze mało znane tereny, bo większość czasu w górach, spędzałem w okolicach Wisły, czy Bielska. Pogoda i ilość spotykanych ludzi na szlakach, szybko zweryfikowała moje plany. Przez 10 godzin, spotykałem po 6 osób idących pieszo. Tym samym moje zapędy na ambitną jazdę odeszły w dal, a rozsądek wygrał ; poważna gleba i znajdzie mnie ktoś po dobrych kilku godzinach. Nie jeżdżę ęduro, ale zwykłe xc na HT i w paru miejscach wolałem zejść, niż później wspominać, jak to się ładnie wyje*****. Jak to już wcześniej napisano ; „każdy ma swoją granicę bezpieczeństwa” i jeśli nie jest jej pewny, nie powinien jej przekraczać, tym bardziej jadąc samemu.

    1. Ja wychodzę z założenia że samemu to można na szosę czy okoliczne pola, ale w góry jeździ się zawsze w towarzystwie. Nigdy nie wiesz czy nie trafi się jakiś pech, głupie potknięcie/dziura/kamień przysypany liśćmi i złamana noga – a ty jesteś na odludnym dzikim szlaku gdzie nikt nie chodzi a zasięg telefonu jest na szczycie tego 300-metrowego wzniesienia z którego właśnie zjeżdżałeś.

      No i towarzystwo to nie tylko bezpieczeństwo, ale także okazja do pogadania, poznania nowych ludzi, dodatkowa motywacja do poprawy kondycji/techniki, czy nawet oszczędność na paliwie (podział kosztów dojazdu). Ogólnie jazda po górach w towarzystwie to sama przyjemność.

  8. Niebezpieczne czy nie to zależy tylko od nas. Osobiście najwięcej gleb zaliczyłem na podwórku, a większość miejsc w których jeżdżę, jestem pierwszy raz. Najważniejsza zasada to znać swoje możliwości, umieć oszacować siły na zamiary czy to przed tripem czy w trakcie.
    Ochrona czy jej brak to już inna sprawa, każdy jeździ tak żeby czuł się bezpiecznie, tak jak lubi. Trzeba się nauczyć luzować gumę w majtach, podchodzić do tego bez spiny, wiedzieć kiedy odpuścić, jak to w życiu.
    Pozdrawiam z południa.

Dodaj komentarz do tekstu Czy enduro jest niebezpieczne?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Hajlajtsy: Joy Ride Enduro Zakopane

Hajlajtsy, Zawody / 

Mamy ledwie koniec lipca, a serie zawodów zaczynają nam się wykruszać… W niedzielę 26.07 odbyła się druga i ostatnia w tym roku edycja Joy Ride Enduro. Tym razem cały festiwalowy cyrk (i ok. 120 zawodników) odwiedził Zakopane.

Festiwal

Zdradzę Wam pewien sekret: niektóre „stałe fragmenty” tej relacji (m.in. wstęp) zacząłem pisać przed imprezą, żeby troszkę przyspieszyć publikację. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na Równi Krupowej faktycznie zobaczyłem… cyrk.

Joy Ride Enduro Zakopane baza zawodów

O curwa, ale kyrk!

Tego się nie spodziewałem. Spodziewałem się natomiast targów i atmosfery rowerowego święta jak w Kluszkowcach. Tego niestety akurat nie było – ilość wystawców była zdecydowanie mniejsza, a oderwanie downhillu i dualu (które odbywały się na Harendzie, kawał drogi od bazy festiwalu), oderwało jednocześnie bardzo dużą część uczestników.

Z drugiej strony, razem z maratończykami i garstką dirtowców, mieliśmy miasteczko zawodów w zasadzie dla siebie. Było więc profesjonalnie, ale kameralnie.

Organizacja

Odnalezienie się w tym cyrku było więc łatwe, za to jego organizacja musiała wymagać gigantycznych ilości wódki: współpracowały przy niej JoyRide, Enduro Trails, Rowerowe Podhale, a do tego Timedo i Stanisławski Race Timing – niezły kocioł, a nie wspomniałem jeszcze o lokalnych władzach, leśnikach czy góralach-właścicielach gruntów! Najwyraźniej wszyscy jednak się dogadali, bo choć były drobne niedociągnięcia, ogólnie wszystko zagrało.

Mi najbardziej podobał się bufet po OS3 w wykonaniu samego Siary – z ogniskiem, muzyką i… dość oryginalnym doborem napojów, które najwyraźniej zostały po uzgadnianiu szczegółów współpracy.

Darmowa porada dla wszystkich organizatorów: lekka, ambientowa muzyczka na mecie każdego OS-u nic nie kosztuje, a nawet bez wódki świetnie rozluźnia atmosferę!

Joy Ride Enduro Zakopane bufet

Bufet to nie tylko uzupełnianie płynów, ale też chwila na relaks przy wódce i bananie.

To, co z kolei najbardziej mi się nie podobało, to brak śladu GPS całej trasy zawodów. W sobotę nie była ona jeszcze w pełni oznakowana, a dojazdówki prowadziły czasem niezbyt oczywistymi drogami. Rozdawana zawodnikom mapka trasy była przy tym równie pomocna, jak wrzody żołądka. Porada na przyszłość nr 2: więcej kolorów!

Joy Ride Enduro Zakopane mapka

Cała trasa miała ok. 36 km i niecałe 1200 m przewyższenia. Mapkę, na której coś widać, znajdziecie tutaj.

Warto też odnotować, że pierwszy raz na Joy Ride dodano prolog w bazie zawodów. Ktoś tu chyba czyta 1Enduro ;) Zawodnicy byli wypuszczani na trasę w ok. 30-sekundowych odstępach, co trochę rozciągnęło stawkę przed pierwszym OS-em. Kolejek nie udało się wyeliminować, ale przynajmniej uniknęliśmy drugiej masy krytycznej na asfaltowej dojazdówce.

Joy Ride Enduro Zakopane biuro zawodów

OS1 był dość trudny, techniczny i ciasny, szeroka kierownica mogła przeszkadzać.

Tu należy się słowo wyjaśnienia: organizator trochę namieszał z numeracją odcinków, bo OS1 i OS6 polegały wyłącznie na zameldowaniu się w biurze zawodów. Na przyszłość proponuję zostać przy tradycyjnym nazywaniu prologu w bazie OS-em zerowym. Bardzo uprościłoby to rozmowy o trasie ;)

A jak już jesteśmy przy trasie…

Trasy

Po Szklaskiej Porębie wszystko, o czym marzyłem, to wielkie kamcory, techniczne sekcje i hardcore’owe ścianki.

Jeśli czytałeś hajlajtsy, to wiesz, że nic z tego nie jest prawdą. Ja jeszcze nie doszedłem do siebie, mój rower zresztą też nie, i miałem nadzieję, że połączone strumienie Rowerowego Podhala i Enduro Trails stworzą zajebiste ścieżki nastawione na fun, flow i co tam jeszcze jest na „f”.

Joy Ride Enduro Zakopane

Na szczęście się nie zawiodłem! Wszystkie odcinki były pełnokrwistymi, pokręconymi i pofałdowanymi singlami, podobnymi do tych serwowanych w Bielsku. Wymagały sporej dawki dokręcania i pompowania, więc było bardzo kondycyjnie i „enduro”. Sprawdzały też umiejętność pokonywania chyba każdego rodzaju zakrętów. Jeśli chodzi o hardcory, to jedynym była ścianka na końcu OS3. Na reszcie trasy o poziomie trudności decydowała głównie prędkość.

Niektórzy podobno narzekali, że było za łatwo, ale moim zdaniem takie nieco bardziej przystępne i luźniejsze zawody też są potrzebne.

Joy Ride Enduro Zakopane

W przeciwieństwie do imprez organizowanych przez EMTB, można zaryzykować stwierdzenie, że były to zawody „dla każdego”. Nie każdy jednak był w stanie uzyskać w nich dobry wynik (czego sam jestem najlepszym przykładem) ;)

Zawody „dla każdego”, w których nie każdy był w stanie uzyskać dobry wynik.

Poziom rywalizacji

Po sukcesie zawodów Enduro MTB Series w Przesiece (gdzie trasa do ostatniej chwili była tajemnicą) i dyskusjach na temat objeżdżania tras, zacząłem się zastanawiać (tak naprawdę to nie) nad wyrównywaniem poziomu rywalizacji. Joy Ride Enduro Zakopane pokazało, że da się to zrobić.

Po pierwsze, zawody odbywały się w niedzielę. Jest to do dupy z punktu widzenia ogłoszenia wyników, afterparty i odpoczynku, ale za to w sobotę każdy miał możliwość zapoznania się z trasą.

Najważniejszą rolę odegrała jednak pogoda. W „objazdową sobotę” panowała susza, a w nocy przed zawodami nad Zakopanem przeszła gwałtowna burza – padać przestało dopiero przy starcie zawodów. Dodatkowo wyrównało to szanse między trenującymi wcześniej na trasie, bo trudność i charakter odcinków zmieniły się nie do poznania.

Joy Ride Enduro Zakopane błoto

Fot. 2B Enduro Team

Zyskała też atmosfera zawodów, bo większość zawodników przestawiła się z napiętego „jestem pro, muszę walczyć o punkty w PES!!!” na wyluzowane „chcę płynnie i bez gleb dojechać do mety”. Jak widać, maseczki błotne wpływają na niektórych lepiej, niż snickers.

Dodatkowo atmosferę podkręcili liczni kibice – dzięki za doping!

Joy Ride Enduro Zakopane

Na wyrównany poziom rywalizacji wpłynęły też same trasy: długie i pokręcone jak węgorze po sztormie. Po objechaniu wszystkich OS-ów w sobotę miałem pogląd na to, czego się spodziewać, ale o patentowaniu linii nie było mowy. Tych OS-ów po prostu nie dało się ogarnąć po jednokrotnym objechaniu.

Wieczorem po obje(ź)dzie próbowaliśmy jakoś poukładać zdobytą wiedzę:

– Na którym oesie był ten chujowy podjazd?
– Eee…
– No wiesz, to chyba był ten, gdzie był ten korzeń…
– Yyy, korzeń…?
– Chyba trzeci, albo piąty?
– Idę po piwo.

Jedynie lokalsi mieli z górki – OS-y były w zdecydowanej większości znanymi wcześniej singlami Rowerowego Podhala, więc miejscowi riderzy mieli je obcykane. Było to widać w wynikach zawodów. Dla osób walczących o miejsca w środku stawki nie miało to jednak najmniejszego znaczenia.

Joy Ride Enduro Zakopane

Fot. Piotr Staroń, Joy Ride

Podsumowanie

Joy Ride Enduro Zakopane było więc udaną imprezą, z wyrównanym poziomem rywalizacji, zgraną organizacją, zajebistymi widokami i przede wszystkim: rewelacyjnymi, choć łatwymi trasami. Były to zawody zdecydowanie bardziej nastawione na dobrą atmosferę i fun z jazdy, niż na survival i popychanie granic. Czy to dobrze czy źle, to już kwestia gustu.

A jak wiadomo, o gustach się dyskutuje, więc: zdecydowanie dobrze!

Takie imprezy są potrzebne, chociażby po to, żeby przyciągnąć nowych zawodników, którzy po debiucie w Mieroszowie czy Szklarskiej, czym prędzej przerzuciliby się na brydża sportowego (w przerwach w rehabilitacji). Do tej pory taką funkcję pełniło Enduro Trophy. Mam nadzieję, że Joy Ride wypełni tą niszę, nawet jeśli tym razem niektóre serowe bułeczki zmiękły po nocnej burzy (prawie 15% DNS-ów na OS1 – bitch please!). Bardzo mocna stawka w Zako pokazała, że zawodnicy na wysokim poziome i tak przyjadą!

PS. Pamiętaj, że do końca sezonu została już tylko jedna okazja do pokazania kumplom, gdzie raki zimują. Zakreślaj w kalendarzu 3 października na Enduro Trails w Bielsku Białej!


Na koniec tradycyjnie streszczenie wyników: najładniejszy puchar zabrał do domu Sławek Łukasik, który dzień wcześniej wygrał też downhill. Wśród kobiet pozamiatała bezkonkurencyjna w tym sezonie Ela Figura (która również dzień wcześniej wygrała downhill). Najszybszym dziadkiem konsekwentnie został Roman Kwaśny, a wśród juniorów zwyciężył Stano Lubos.

Generalkę sezonu zgarnęli natomiast Remik Ciok, Ela Figura, Mariusz Gaweł (masters) i Oskar Masaryk (junior).

Wszystkie wyniki znajdziesz tutaj.


Linki do galerii zdjęć (uzupełniane na bieżąco):

http://www.1enduro.pl/zakopane-mateuszplonka
http://www.1enduro.pl/zakopane-barton
http://www.1enduro.pl/zakopane-2benduroteam
http://www.1enduro.pl/zakopane-piotrstaron

  1. Przybyłem, zobaczyłem, zakibicowałem..!
    A dzień przed zawodami koleżce z różowego Commencala zaplotłem jeszcze koło ;)

    Dobra impreza!

  2. Dziękuje za obiektywną ocenę imprezy.
    Pozdrawiam

  3. no jakbym tam był

  4. Linki do zdjęć nie działają :(

    1. Zdjęcia są na Facebooku, może nie jesteś zalogowany lub nie masz konta…?

  5. :) myślałem że PES to Powolna Eksploracja Singla .. a tu take o.

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: Joy Ride Enduro Zakopane

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top