Porównanie polskich serii zawodów enduro 2014

Zawody / 

Początki polskich zawodów enduro sięgają pierwszego sezonu Enduro Trophy w roku 2009. Od tego czasu scena mocno się rozwinęła i przebudowała. Zmieniała się formuła rywalizacji, powstały nowe serie, często rozkręcane przez tych samych ludzi, ale tworzących nowe organizacje. Dzięki temu w sezonie 2014 mieliśmy do wyboru 12 edycji zawodów wszystkich serii. Które wybrać w 2015?

 Enduro TrophyEMTB EnduroJoyRide EnduroEnduro Trails
Pierwszy sezon2009200920142014
Liczba edycji4332
LokalizacjePorąbka
Wisła
Stronie Śląskie
Zawoja
Ślęża
Mieroszów
Przesieka
Kluszkowce
Zawoja
Zakopane
Wilkowice
Bielsko-Biała
Charakterystyka odcinków specjalnychZjazdowe z sekcjami kondycyjnymi, szlaki turystyczne, dzikie ścieżki i w niektórych edycjach trasy zjazdowe (bikepark)Zjazdowe z sekcjami kondycyjnymi, trudne technicznie szlaki i ścieżki o wymagającej nawierzchni i często znacznym nastromieniuPrzeważająco zjazdowe, kręte, płynne i miejscami wymagające technicznie singletracki wytyczone lub dostosowane pod kątem zawodówPrzeważająco zjazdowe, kręte, płynne i miejscami wymagające technicznie singletracki wytyczone lub dostosowane pod kątem zawodów
Długość trasok. 30-50 kmok. 30-35 kmok. 25-35 kmok. 30-35 km
Liczba OS44-744
Limity czasowe na odcinkach dojazdowychTakTakTakTak
Pomiar czasuNumer startowy sczytywany na starcie przez organizatora.
Karta magnetyczna przykładana do czytnika na mecie przez zawodnika.
Zakładany na rękę "zegarek" przykładany do czytnika przez zawodnikaFotokomórkaFotokomórka
System liczenia klasyfikacji zawodówSuma czasów na OSSuma czasów na OSSuma czasów na OSSuma czasów na OS
Średnia liczba uczestnikówok. 80ok. 110ok. 70ok. 120
KategorieEnduro (open)
Kobiety
Masters (40+)
Hardtail
Team (min. 3 osoby)
Elita M/K
Masters (40+) M/K
Junior (U23) M/K
Team (min. 3 osoby)
Elita
Kobiety
Masters (40+)
Team (min. 3 osoby)
Elita
Kobiety
Masters (40+)
Team (min. 3 osoby)
Wymagane wyposażenieKask na OSKask na OS i dojazdówkach (podczas jazdy)Kask na OS i dojazdówkachKask na OS i dojazdówkach
WyciągiNa wybranych edycjach, z ograniczeniamiNieNieNie
Zaliczane do Polish Enduro SeriesNieTak (Mieroszów)Tak (Zawoja)Tak
Wysokość wpisowego75-100 zł50-100 zł50-80 zł70-100 zł
RegulaminRegulamin Enduro TrophyRegulamin EMTB EnduroRegulamin JoyRide Kellys EnduroRegulamin Kross Enduro Trails Trails
Kontakt z organizatorem+48 664 010 466 (Paweł Pyc)
info@endurotrophy.pl
+48 781 995 054 (Maciej Pająk)
maciej.pajak@emtb.pl
+48 602 631 252 Szymon Syrzistie
siara@joy-ride.pl
ecoriders.s.c@gmail.com

 

  1. Należałoby się zagłębić w historię polskich zawodów enduro i doprecyzować kto zaczynał i która seria jest najstarsza. Pierwsze zawody i ogólnie pierwsze 3 sezony były organizowane pod szyldem „EMTB Enduro Trophy”, który to twór jak wszyscy wiemy dziś już nie istnieje. Błędem zatem jest określenie dzisiejszego „Enduro Trophy” jako organizatora pierwszych zawodów i o ile większość zawodników (poza małą grupką, która w pamiętnym 2007r. uczestniczyła w życiu forum EMTB i startowała w zawodach) może nie znać paru istotnych faktów, to Pan Paweł P. raczej nie powinien przy każdej możliwej okazji powielać nieprawdziwych faktów. Wracając do wspomnień, w 2007 lub 2008r. na pomysł zorganizowania w Polsce zawodów Enduro wpadł założyciel EMTB, Pan Michał J. Napisał o tym na forum, sporo osób włączyło się do dyskusji, padały pomysły w jaki sposób to zorganizować itd. Żeby uzyskać zgody gmin, nadleśnictw itd. potrzebna była jakaś organizacja lub firma. Traf chciał, że jeden z forumowiczów, Pan Przemysław K. organizował z Panem Pawłem P. pod własną marką 24-godzinne zawody XC, więc ustalili wszyscy, że połączą siły i zawody zorganizują wspólnie. Można zatem stwierdzić, że organizatorem pierwszych zawodów byli: Horizon Five (Pan Paweł P, jego kolega, którego imienia już nie pamiętam, Pan Przemysław K., który z Horizon Five już nie współpracuje), Pan Michał J. (EMTB) oraz wszyscy aktywni w tamtych czasach forumowicze EMTB (Pan Paweł P. nie był wtedy aktywnym forumowiczem). Dodać należy jeszcze, że pomysł na formułę zawodów stworzyli wszyscy wyżej wymienieni, a legendarną trasę (która była później wykorzystywana na każdych zawodach w Świeradowie i która pewnie również zostanie wykorzystana na tegorocznych Mistrzostwach Polski) stworzył Pan Michał J. Z powyższego wywnioskować można zatem, że dzisiejszy organizator Enduro Trophy, który szczyci się najstarszymi zawodami enduro w Polsce, w rzeczywistości był któryś z kolei w kolejności jeśli chodzi o ogólne zasługi, w stworzeniu tamtych pamiętnych zawodów. To taka krótka lekcja historii, która nie ma na celu powodowania kłótni czy obrażania kogokolwiek, a jedynie wyprostowanie kilku błędnych faktów. Pozdrawiam

    1. Hej, dzięki wielkie za lekcję historii (bez sarkazmu) – nie ukrywam, że zacząłem przyjeżdżać na zawody od 2011, więc są to przydatne informacje. Coś mi świtało, że pierwsze lata to „EMTB Enduro Trophy”, ale ekipa EMTB jakoś się do tego nie przyznaje ;) Poprawiłem więc w tabeli „pierwszy sezon” na 2009 zarówno dla Enduro Trophy, jak i EMTB.

      1. Należy pamiętać, że „na papierze” organizatorem EMTB Enduro Trophy było Horizon Five, więc chłopcy z EMTB odpuścili sobie kłótnie o nazwę i zrobili nowe zawody pod własną. Na początku widać było po liczbie uczestników, że większość powędrowała za starą marką ale teraz już to się wyrównało albo nawet przewaga jest po stronie EMTB. Po prostu każdy wybiera które trasy i jaka organizacja bardziej mu odpowiada.

        1. Goście z EMTB odpuścili sobie kłótnie? Chyba raczej przegrali sprawę w sądzie ;) nie?

          1. Nie wiem, nie interesuje mnie to kto gdzie się kłócił, czy w sądzie czy na ławce w parku. Wiem tylko, że warto czasami poznać wersję obu stron, a nie tylko jednego organizatora (z którym się zresztą współpracuje), żeby dojść do prawdy.

  2. Aż, sie łezka w oku kręci ;)

    Uwzględniając powyższy rys historyczny należałoby, gwoli ścisłosci, przeredagować tabelkę jeszcze raz i zarówno przy Enduro Trophy jak i EMTB Enduro wpisać rok 2011. A historyczne edycje 2009 i 2010 zarezerwować dla pierwszego tworu enduro w Polsce, jakim było EMTB Enduro Trophy ;)
    A ów zapomniany kolega, to niejaki Przemysław W. :)

Dodaj komentarz do tekstu Porównanie polskich serii zawodów enduro 2014

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Rower używany część 5: Serwis po zakupie

Porady, Sprzęt / 

Niestety rzadko (nigdy?) się zdarza, żeby ktoś zdecydował się sprzedać rower w dopieszczonym do granic możliwości stanie, taki w którym wszystko działa tip-top, jak w zegarku ministra Nowaka. Umówmy się: zawsze będzie coś do zrobienia. Co dokładnie i za ile?

1. Sewis amortyzatora i dampera

Jest to praktycznie niezbędna inwestycja zaraz po zakupie sprzętu. Amortyzację serwisować trzeba regularnie, a niestety na naszym podwórku się tego nie robi. Bo drogo. Lepiej zajechany sprzęt opchnąć na Allegro.

Koszt jest zależny od producenta/modelu, ale decydując się na usługi dobrych, niezależnych serwisów, poniżej 400 zł zejść będzie ciężko. Tyle powinno wystarczyć na solidny przegląd z czyszczeniem, świeżym olejem i nowymi uszczelkami.

Jest to jednak kasa dobrze zainwestowana, i to nie tylko ze względu na ew. koszty napraw wynikających z zaniedbania serwisu. Wzorowo działająca amortyzacja potrafi odmienić jakość jazdy w większym stopniu, niż cokolwiek innego (poza opisywanymi w pierwszej części poradnika rozmiarem i geometrią, oczywiście).

2. Łożyska zawieszenia

Jak już wywaliliśmy ciężki pieniądz na przegląd dampera, warto ułatwić mu pracę wymieniając łożyska wahacza – jeśli działają ciężko, skokowo lub z luzami, kupujemy nowe.

Większość ram obraca się na standardowych łożyskach “maszynowych” za 10-15 zł na sztukę. Jeśli wybierzemy ramę jednozawiasową, prawdopodobnie będziemy potrzebować tylko dwóch. Jeśli poszliśmy po bandzie i kupiliśmy stare Demo, może ich być nawet 12. Najczęściej jest 8, więc powinno się udać zmieścić w 100 zł + robocizna.

3. Tulejki ślizgowe i montażowe dampera

Zużywają się szybko, a wymiana jest dość upierdliwa, więc pewnie Cię czeka. Tulejki ślizgowe (tzw. “DU bushing”) to ok. 30 zł za komplet, chyba że masz damper Cane Creeka, to masz problem, bo tulejki do nich to rarytas. Montażowe to już wydatek w granicach 80-100 zł i trzeba je dokładnie dobrać pod ramę.

Jeśli jesteś cebulakiem, prawdopodobnie zdecydujesz się na wymianę tylko jednego, zazwyczaj bardziej zużytego oczka – wtedy koszty podziel przez 2 (i na każdej wycieczce zastanawiaj się, kiedy polegnie drugi komplet).

4. Łożyska sterów, suportu, piast

Z piastami zwykle nie ma problemów, kupujemy standardowe łożyska maszynowe (60-90 zł za komplet) i cieszymy się żwawo kręcącymi się kołami. W piastach Shimano wystarczy dobry serwis, czyli czyszczenie, nowy smar i regulacja – o ile poprzedniemu właścicielowi zdarzało się to robić i nie zastaniemy wżerów lub innych uszkodzeń na niewymiennych bieżniach.

Również łożyska sterów da się często “odreanimować” i przedłużyć im życie, co jest o tyle istotne, że są one często niestandardowe i trudno dostępne, tudzież drogie. Warto jednak poświęcić temu uwagę, bo jakość działania sterów w zaskakująco dużym stopniu wpływa na jakość prowadzenia całego roweru – muszą obracać się idealnie.

Gorzej jest z łożyskami suportu – w przypadku suportów Shimano wymiana łożysk polega na wymianie całej części, co kosztuje ok. 70 zł. Również u innych producentów z dostępnością łożysk bywa różnie.

5. Guma

Wiadomo, części gumowe żyją najkrócej, ale ciężko się jeździ trzymając rękami zimną rurkę, w dodatku bez opon. Warto więc wyłożyć trochę grosza na nowe gripy i ogumienie.

Jeśli trochę już jeździsz, nie muszę Cię do tego przekonywać. Jeśli dopiero zaczynasz – nowe, dobre opony to zazwyczaj najlepiej zainwestowane w sprzęt pieniądze. Poza tym z nowymi oponami i fajnymi gripami „na śrubkę”, rower od razu wygląda dużo “nowiej”, a w końcu uśmiech na twarzy właściciela jest najważniejszy ;)

Koszt nowych gripów to 50-100 zł, a sensowne opony kupisz za 200-250 zł. Więcej o tuningu roweru pod kątem enduro znajdziesz w tym artykule.

6. Hamulce

Nikt do końca nie wie dlaczego, ale hamulce po prostu działają lepiej z nowymi klockami. Świeże, czyste okładziny pozwolą Ci się w pełni nacieszyć nowym nabytkiem, więc polecam je wymienić nawet, jeśli starych jeszcze sporo zostało (wrzucisz je do plecaka jako zapasowe). Żywiczne kupisz już za ok. 40 zł, porządne metaliczne są ok. dwa razy droższe.

Przy okazji nie zaszkodzi wymiana płynu hamulcowego, który z czasem traci swoje właściwości, o czym mało kto pamięta.

7. Linki i pancerze

Stan linek i pancerzy w największym stopniu odpowiada za jakość pracy napędu. Nie wypasione manetki, nie tylny XTR, nawet nie wysokiej klasy kaseta i łańcuch. To wszystko poczujesz dopiero, kiedy kable będą cacy.

Czy warto więc inwestować w wysokiej klasy zestawy? Niekoniecznie. Podstawowy, równo docięty 4-milimetrowy pancerz (koniecznie w jednym kawałku na całej długości), zwykła linka (możesz się szarpnąć na szlifowaną za parę złotych więcej) i garść końcówek, wszystko za ok. 50 zł, dadzą bardzo dobry efekt. Uważam, że warto wydawać więcej pieniędzy na dobry sprzęt, który działa dłużej, ale akurat w tym przypadku lepiej 1-2 razy w sezonie założyć tani, ale nowy komplet, niż jeździć 2 lata na wypasionym zestawie, który żal wyrzucić po tym, jak wyłożyło się na niego dwie stówy.

8. Napęd

To, czy zainwestujesz w napęd zależy od tego, jak bardzo zależy Ci na wzorowej pracy, bo prawdę mówiąc, jeśli nie zaliczysz wtopy przy oględzinach przy zakupie, napęd będzie działał ok.

Warto jednak kupić nowy łańcuch, jeśli stan kasety na to pozwala (więcej o ocenie stanu napędu w trzeciej części poradnika). Łańcuch zużywa się 2-3 razy szybciej od kasety a przy tym jest dużo tańszy, więc jeśli wymienisz go w porę, zaoszczędzisz sporo na nowej kasecie. Puryści stosują metodę trzech łańcuchów, co kilkaset kilometrów zakładając ten najmniej zużyty.

Podsumowanie

Taki wariant podstawowy to jak widać okolice 800-900 zł, i to nie licząc nowych opon i gripów (od 300 zł wzwyż). Oczywiście może Ci się upiec i niektóre wymiany nie będą niezbędne, ale tak czy siak, przy planowaniu budżetu przyjmij, że wydasz na doprowadzenie roweru do stanu używalności 1000 zł. To dużo, ale zapewniam Cię, że rower za 3000 zł po takim serwisie, na szlaku będzie o niebo lepszy od roweru za 4000 zł bezpośrednio z Allegro.


Cały poradnik:

  1. Czizus, co ja czytam? To są wypociny sprzętowego onanisty a takie kwiatki jak „Przy okazji nie zaszkodzi wymiana płynu hamulcowego, który z czasem traci swoje właściwości, o czym mało kto pamięta.” to tu są co chwila…

    1. Z czym konkretnie się nie zgadzasz?

  2. Piotr Skrzyniarz

    Bardzo dobrze poprowadzone porady. Zgadzam się całkowicie, chociaż czytałem wyrywkowo. Jedno zastrzeżenie co do cen!!! W niektórych przypadkach nie kiwnąłbym palcem jako serwisant prowadzący 15 lat serwis i 20 lat – kolarz szosa i MTB. Jazda wyczynowa na rowerze to bardzo droga zabawa!!! Wprost proporcjonalna do wartości sprzętu. Narzędzia kosztują tysiące złotych i części również. Jak ktoś chce jeżdzić na wypasionym sprzęcie zawodowców, a nie ma kasy to najtaniej mu wyjdzie „zapisać” się do jakiegoś zawodowego teamu. Wtedy będzie miał mechanika i sprzet – „za darmo” i kupę kasy. Póki co nikomu to nie grozi z tych co piszą na tym forum. Co do płynu to tak jak w samochodzie!!! – każdym!!! powinno się wymienić co dwa lata. Nikt tego nie robi ,chyba ,że auto jest na gwarancji – to musi!!! Ale płyn się starzeje, tak jak olej i czy stoisz czy jeżdzisz to trzeba wymienić. Każda dyskusja na ten temat jest dowodem na brak wiedzy i kompetencji. Można kuknąć do mnie na stronę żeby nie bylo wątpliwości co do moich kompetencji. http://www.fhuphades.mania.pl

  3. Łożyska w zawieszeniu za 15 zł ??? Noo .. to chyba w starym Giancie NRS . W nowych konstrukcjach są stosowane łożyska wolnobrotowe bezkoszyczkowe – a te nie są tanie ( koszt łożysk do np . Gianta Anthem X -250 zł ) . Jak założysz „normale” łożyska to padną one w bardzo krótkim czasie .Pozostaje jeszcze robocizna czyli wyjęcie starych i założenie nowych łożysk – tu potrzebna jest konkretna wiedza i narzedzia -bo jak się rozwali gniazdo łożyska przez zły montaż lub demontaż to jest po ptakch ( tak najcześciej jest W Scottach Geniusach )

Dodaj komentarz do tekstu Rower używany część 5: Serwis po zakupie

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Test: ochraniacze G-Form Knee/Elbow

Sprzęt, Testy / 

Ochraniacze, jak sama wskazuje, powinny… być lekkie, wygodne i niewyczuwalne. Nie, serio. Super wypasione „plastiki” na kolana i piszczele, które mogłyby ochronić Cię przed lądowaniem w Normandii, nie ochronią Cię przed niczym, jeśli na dojazdówce przyczepiłeś je do plecaka. Albo zostawiłeś w aucie, bo do plecaka były za duże. Więc jeśli nie masz tendencji do regularnego tarzania się w „beskidzkich rąbankach”, prawdopodobnie bardziej przypasuje Ci poręczniejsze rozwiązanie.

Budowa

G-Form to przedstawiciel lekkich, miękkich ochraniaczy wykonanych z elastycznego materiału, utwardzającego się pod wpływem nagłego odkształcenia. Dzięki temu ochraniacze dobrze układają się na ciele i nie ograniczają ruchów, a kiedy zbliżymy się do ziemi bardziej, niż planowaliśmy, pochłaniają energię uderzenia.

Ochraniacze G-Form Knee + Elbow

Materiał właściwy osadzony jest na kołnierzu z cienkiej lycry, przypominającej rękawki/nogawki kolarskie. Kołnierz ciasno przylega do ciała, a przed przesuwaniem dodatkowo zabezpiecza go silikonowa wstawka na górnym końcu. Ochraniacze nie mają rzepów.

Ochraniacze G-Form silikonowy pasek

Silikonowy pasek dodatkowo zabezpiecza przed zsuwaniem się ochraniaczy

Budowa ochraniaczy może w pierwszym kontakcie budzić mieszane uczucia. Z jednej strony są dobrze wykonane i wygodne, z drugiej jednak wymagają zaufania – w porównaniu do typowych, solidnych ochraniaczy sprawiają „szmaciane” wrażenie. Są bardzo lekkie i kompaktowe, w plecaku zajmują niewiele więcej miejsca, niż np. rękawiczki. Dla porównania: komplet ochraniaczy na kolana i łokcie zajmuje tyle miejsca i tyle samo waży, co JEDEN ochraniacz na kolano 661 Strait.

Porównwnanie rozmiarów ochraniaczy G-Form Knee Pad, IXS Flow, 661 Strait

Porównwnanie wymiarów ochraniaczy G-Form Knee Pad (150 g), IXS Flow (305 g), 661 Strait (480 g)

Ochraniacze na nogi są dość krótkie, chronią tylko kolano i nie zachodzą na łydkę/piszczel (G-Form w ofercie ma i taki model). Te na ręce są dłuższe, kołnierz zaczyna się nad bicepsem a kończy nieco powyżej nadgarstka, dzięki czemu dodatkowo zapewnia minimalistyczną ochronę przed otarciami przedramion.

Na szlaku

G-Formy chroniły moje kolana i łokcie przez cały ostatni sezon, w sumie 5 startów w zawodach i parędziesiąt dni w górach. Wszystkie zdjęcia prezentują ochraniacze po zakończeniu testu.

Ochraniacze G-Form test

Ochraniacze G-Form w trakcie testu na Joy Ride Enduro w Zawoi / fot. Przemek Kita

Pierwsze wrażenia po założeniu są pozytywne. Ochraniacze ciasno leżą, są wygodne i prawie nie krępują ruchów. Żeby tak było, trzeba jednak starannie dobrać rozmiar, czego nie ułatwia rozmiarówka. Wszystkie ciuchy noszę w rozmiarze S i tak też jest w przypadku ochraniaczy na łokcie, podczas gdy na kolana musiałem wybrać L-ki. Zdecydowanie polecam przymiarkę przed zakupem. Podczas użytkowania ochraniacze nieco się dopasowują, ale nie na tyle, żeby uzasadnić zakup zbyt ciasnego rozmiaru – powinny ciasno opinać, ale bez dyskomfortu.

Szybko po założeniu zapomina się o ich obecności – tylko w upalne dni może pomyślisz o ściągnięciu ochraniaczy na ręce, a tych na kolana przez cały dzień nie będzie Ci się chciało ruszać.

Największą zaletą jest bardzo niski profil i lekkość – bez trudu wsuniesz komplet ochraniaczy do plecaka, ale też komfortowo popedałujesz w długich spodniach (testowane z Endura Humvee, które do wyjątkowo luźnych nie należą).

Jedyną większą wadą ochraniaczy jest szew kołnierza poprowadzony pod kolanem, co po całym dniu pedałowania może powodować dyskomfort i otarcia (na tyle lekkie, że nie dają się we znaki przy jeździe kilka dni z rzędu). Jest to dodatkowo potęgowane przez zwijający się pod kolanem materiał kołnierza – przy zakładaniu trzeba go dobrze naciągnąć na łydkę i podudzie.

Ochraniacze G-Form test

Ochraniacze mają tendencję do zwijania się pod kolanem, komfortu nie poprawia też idący w tym miejscu szew

Trwałość ochraniaczy jest poprawna. Dość szybko odpadły naprasowane logo producenta, w czym prawdopodobnie pomogło pranie w pralce (na standardowych ustawieniach – nie pytajcie o szczegóły!). Po sezonie jazdy puściły szwy mocujące materiał ochronny do kołnierza w miejscu największego zgięcia – przydałoby się poprawić połączenie w tym miejscu (co można zrobić we własnym zakresie). Materiał kołnierza okazał się odporny na rozciąganie.

Szew ochraniacze G-Form test

W tym miejscu następuje największe zgięcie przy pedałowaniu – szwy nie wytrzymują

Najważniejsza cecha, czyli poziom ochrony, zaskoczyła mnie na plus. Po tak cienkich, lekkich i giętkich ochraniaczach można by się spodziewać niebezpiecznego kompromisu w tej kwestii. Zaliczyłem w nich kilka typowych dla enduro gleb – niezbyt poważnych, ale takich, które bez ochraniaczy skończyłyby się stłuczeniami i otartą skórą. Ochraniacze dobrze spełniły swoje zadanie, pochłaniając energię przyziemienia i pozostając na swoim miejscu. Warto wspomnieć o tym, że ochraniacze na nogi zachodzą nieco na boki kolana, chroniąc je przed nieprzyjemnym kontaktem z ramą. Jest to rzadkość w ochraniaczach tej klasy i w moim odczuciu istotna zaleta.

Test ocraniacze G-Form

W przeciwieństwie do wielu lekkich ochraniaczy, G-Formy w wystarczającym stopniu chronią też boki kolana

Werdykt

Produkty G-Form są bardzo dobrym wyborem, jeśli zależy Ci na podstawowej ochronie, a ochraniaczy nie chcesz ściągać przez cały dzień jazdy w górach. Na wypady do bikeparku prawdopodobnie będziesz chciał założyć coś bardziej pancernego, przynajmniej na kolana, ale do typowego enduro, G-Formy są godne polecenia.

Walety:

  • smukłość i lekkość
  • możliwość całodniowej jazdy bez ściągania
  • wystarczający poziom ochrony
Zady:

  • szew i materiał zwijający się pod kolanem
  • zbyt słabe szwy na zagięciach
  • kłopotliwa rozmiarówka
Ocena
85%

Cena katalogowa: 179 zł (łokcie), 229 zł (kolana)
Dostępne rozmiary: XS-XL (łokcie), XS-XXL (kolana)
Masa: ok. 80 g (łokcie), ok. 150 g (kolana)
Dystrybutor: www.gformpolska.pl

  1. Zgadzam się z opisem używam ich na łokcie zakładam i zapominam że mam …Jednak co do kolan chmmm jakoś wolę tradycyjne 661 HARD lub inne z Twardą wstawką ale ogólnie daję im Plusa za Komfort i użyteczność.

  2. Producent daje dożywotnią gwarancję, więc to też plus. Ogólnie zastanawiam się nad czymś lekkim na cały dzień i chyba pdanie na te, chociaż FOX Launch Enduro tez wyglądaja nieźle.

  3. Używam tych ochraniaczy na kolanach.
    Plusy:
    + lekkie
    + przewiewne (oczywiście, że pocę się bardziej w cieplejsze dni, ale nie wiąże się to z dodatkowym dyskomfortem)
    + dobrze trzymają się w jednym miejscu
    + zaskakująco dobry poziom ochrony (przy mocniejszym uderzeniu boli, ale chronią przed przecięciem/otarciem skóry i poważniejszymi stłuczeniami)

    Minusy
    – trudno się je zakłada/zdejmuje
    – obcierały pod kolanem (znalazłem rozwiązanie – trzeba ogolić w tym miejscu nogę :P )
    – lycra drze się przy glebie na kamieniach

    Ogólnie polecam do „lżejszego enduro”, czyli jazdy ścieżkowej, gdzie waga ochraniaczy po całym dniu targania w górach ma znaczenie. Z powodu małej odporności na rozdarcia, ochraniacze preferują ścieżki bez żwiru, skał i innych ostrych i twardych kamieni.

    Jeśli macie pomysł jak naprawić podartą lycrę, będę wdzięczny

  4. W teście ochraniaczy napisane jest o „kłopotliwej rozmiarówce”. Chciałbym zamówić te ochraniacze na kolana i zastanawiam się nad rozmiarem XL lub XXL. Na czym polega problem w doborze? Czy rozmiary są zaniżone czy zawyżone?
    Powinienem zamówić ciut za małe czy za duże?

    1. Raczej powinieneś kupić większe – szczegóły w tekście ;)

Dodaj komentarz do tekstu Test: ochraniacze G-Form Knee/Elbow

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top