Jak kupić pierwszy rower MTB – 8 porad dla początkujących

Porady, Sprzęt / 

A więc chcesz zacząć jeździć po górach. Z jednej strony – super, bo to najlepsza rzecz w życiu! Z drugiej strony, po drodze czeka Cię ciężka przeprawa związana z zakupem pierwszego roweru.

W sieci znajdziesz pińcet milionów poradników, jak kupić pierwszy rower MTB, z których dowiesz się mnóstwa niepotrzebnych rzeczy o materiałach, geometrii, wielkości kół i liczbie biegów. Jeśli masz twardą psychikę, możesz też zapytać na forach rowerowych – przy odrobinie szczęścia, uda Ci się kupić fajny rower. Fajny, tzn. podobający się komuś na drugim końcu Polski, kto nie ma zielonego pojęcia o Twoich oczekiwaniach (nawet Ty na razie nie masz). 

Do tego bałaganu dorzucę więc swoje 3 grosze. Ich cel jest jasny: Ty, śmigający w terenie, z muchami na zębach.

Małe wyjaśnienie: 1Enduro nie jest blogiem dla całkiem początkujących, bo jazda enduro – jakkolwiek by jej nie definiować – wymaga już pewnego obycia z MTB. Z drugiej strony, od czegoś trzeba zacząć, prawda? A zapotrzebowanie społeczne na taki poradnik jest duże. Więc jeśli jesteś bikerem, który rower za 6000 zł nazywa „tanim”, po prostu potraktuj ten tekst jako gotowca na pytania znajomych chcących kupić rower. Dzięki temu więcej czasu spędzisz na szlaku.

Od czego więc musisz zacząć kupując swój pierwszy rower MTB?

1. Odpowiedz sobie na pytanie: „Co chcę w życiu robić?”

…a konkretnie na rowerze. Pewnie na początku odpowiesz coś w stylu: „w sumie po trochu wszystkiego, dojazdy do pracy, trochę ścieżek rowerowych, może jakaś wyprawa z sakwami, do tego weekendy w górach, a w wakacje tydzień w Leogang„. Niestety, tak jak widelec nie nadaje się do jedzenia zupy, tak żaden rower nie nadaje się do wszystkiego. Musisz zawęzić swoje oczekiwania.

Żodyn rower nie nadaje się do wszystkiego. Żodyn.

Jednak zanim zaczniesz rzucać zasłyszanymi terminami typu „XC/DH/FR/enduro”, odpal YouTube, pooglądaj filmiki pokazujące te dyscypliny i zastanów się, czy na pewno tego oczekujesz. Dużo osób pyta o rowery DH, a po obejrzeniu pierwszego lepszego filmiku z zawodów, od razu stwierdza, że im to jednak bardziej chodziło o lajtowe śmiganie po leśnych pagórkach w okolicy Elbląga.

Zastanów się, gdzie konkretnie będziesz jeździł. Z kim. Jak często. Czy ważniejsza jest dla Ciebie szybkość i efektywność, czy pewność w trudnym terenie? Chciałbyś wystartować w maratonie, a może bardziej ciągnie Cię do nauki skakania? Nastawiasz się na trening, czy po prostu chcesz pośmigać po lasach dla przyjemności?

Dla ułatwienia, przykłady bardziej użytecznych odpowiedzi:

  • „Na codzień szlaki piesze na Jurze, a w weekendy wypady w polskie góry z nastawieniem na najlepsze zjazdy w okolicy”;
  • „Mieszkam w Szklarskiej Porębie, chcę na rowerze zrzucić parę kilo i może wystartować w kilku maratonach”;
  • „Widziałem ostatnio film „Pathfinder”, koniecznie chciałbym spróbować czegoś podobnego, ale ostatnio na rowerze siedziałem po komunii, więc nowy musi ułatwiać naukę”;

2. Opracuj budżet

Wiesz mniej więcej, ile chcesz wydać na rower? OK, teraz pomnóż to razy dwa i dodaj 1000 zł. Tyle właśnie wydasz. No, to ten punkt mamy z głowy.

3. Pooglądaj rowery

Uwaga: nie zdjęcia rowerów w internecie, tylko rowery! Odwiedź okoliczne sklepy rowerowe. Porozmawiaj ze sprzedawcami, opowiedz im o swoich oczekiwaniach i założonym budżecie.

Wybór sklepu jest czasem ważniejszy, niż wybór roweru

Jeśli żaden sprzedawca nie chce z Tobą rozmawiać, albo jest gburowaty i opowiada o niezrozumiałych dla Ciebie rzeczach – witaj, następny sklepie. Po zakupie roweru będziesz tu często wracał, więc musisz czuć się tu dobrze. Wybór sklepu jest czasem ważniejszy, niż wybór roweru.

Nowy czy używany?

Pierwszy rower MTB często kupuje się „na chwilę” – żeby sprawdzić jaki styl jazdy najbardziej cieszy, albo czy w ogóle fajne to jest. Mogłoby się wydawać, że do tego najlepszy będzie tani rower używany, który mniej straci na wartości, a przy okazji zaoferuje osprzęt z wyższej półki.

Ja jednak zdecydowanie polecam kupić pierwszy rower w sklepie. Po pierwsze, dużo łatwiej wkręcić się w MTB na sprzęcie:

  • lśniącym i nowiutkim, który samemu się wybrało (o wybieraniu za chwilę);
  • korzystającym z aktualnych standardów np. w zakresie geometrii (nowe rowery za 2 tys. zł jeżdżą lepiej od takich, które kosztowały 20 tys. zł w czasach emisji pierwszych odcinków „Mody na Sukces”);
  • w którym wszystko działa idealnie i który nie spędza w serwisie połowy czasu przeznaczonego na jazdę.

Po drugie, bardzo dużo zyskasz na fachowej pomocy i opiece ze strony sklepu – będziesz z niej korzystał jeszcze długo po zakupie. Jeśli zaczynasz przygodę z MTB i jeszcze nie za bardzo czujesz ten klimat, jest to opłacalna inwestycja.

 

Jak kupić pierwszy rower MTB? Rowery

Jakiś rower Ci się podoba? Nie pozwól mu wisieć samotnie na ścianie!

Wracając do rowerów: dokładnie obejrzyj te, które polecił Ci sprzedawca, pomacaj, pozadawaj pytania, poprzymierzaj się. Poproś o ustawienie pod siebie (co najmniej siodełko i ciśnienie w oponach i amortyzatorze) i weź na jazdę próbną.

Podczas testowej przejażdżki pod sklepem nie zawracaj sobie głowy przerzutkami, skup się na tym, jak rower się pod Tobą zachowuje, jak przyspiesza, jak skręca, jak TY się na nim czujesz. Po drugim przetestowanym rowerze zrozumiesz, dlaczego oglądanie rowerów w internecie to strata czasu.

4. Zapytaj znajomego bikera

Znasz kogoś, kto zna się na rowerach, a przy tym ten ktoś zna Ciebie i mniej więcej rozumie Twoje oczekiwania i możliwości? Pokaż mu rowery, które najbardziej Ci się spodobały. Komentarze typu „jest OK”, „całkiem spoko” czy „nada się” to z ust bikera najwyższe pochwały i zielone światło do zakupu.

Jeśli nie znasz nikogo takiego, w najgorszym wypadku zapytaj na forach internetowych. A następnie zignoruj wszystkie odpowiedzi i…

5. Wybierz ten Jedyny

Jeśli nie jeździsz od lat i określenie „Boost 148” budzi w Tobie co najwyżej konsternację, to różnice w osprzęcie nie mają dla Ciebie znaczenia. W danym przedziale cenowym, wszystkie rowery są obwieszone bardzo podobnymi częściami. Pamiętaj, że kupujesz rower, a nie tylną przerzutkę! A w dzisiejszych czasach trudno kupić zły rower.

Pamiętaj, że kupujesz rower, a nie tylną przerzutkę!

Te dobre od zajebistych różnią się głównie geometrią i projektem ramy (zwłaszcza, jeśli w grę wchodzi tylne zawieszenie). Ale o tym nie masz na razie pojęcia – właśnie dlatego poprosiłeś o opinię bardziej doświadczonego kolegę.

Dla Ciebie liczy się wyłącznie siła przyciągania. Szukasz roweru, który MUSISZ mieć. Takiego, który pokochasz od pierwszego wejrzenia. Tak, masz go kochać i pragnąć na nim jeździć w dzień i w nocy.

Jeśli udało Ci się znaleźć taki rower w swoim budżecie, a znajomy fachman obdarzył go swoją aprobatą…

6. Kup go!

Naprawdę, zrób to wreszcie! Pamiętaj też o dokupieniu kasku. I rękawiczek. Spodenki i koszulka też się przydadzą. Nie wspominając o plecaku i kilku podstawowych narzędziach. A może ochraniacze? Dobrze byłoby mieć też bagażnik na samochód…

Cóż, przygotuj się na to, że zakup roweru to dopiero początek wydatków. Warto zacząć od tych najbardziej istotnych, tzn. wymienionych powyżej. Błagam, daruj sobie: błotniki, bagażnik, stopkę, rogi, lusterko na kierownicę, torebkę pod siodełko i frędzle na kierownicę.

Jak kupić pierwszy rower MTB? Akcesoria

To tylko początek lotu do studni bez dna.

7. Ruszaj na szlak

Jeśli nie masz (jeszcze) rowerowych znajomych, wkręć się w lokalną grupkę bikerów organizujących ogólnodostępne wycieczki. W tym akurat bardzo pomocne są fora internetowe, możesz też zapytać w swoim nowym ulubionym sklepie. Nie zamykaj się na konkretny styl jazdy, próbuj jak najwięcej nowych rzeczy: zrób wycieczkę po górach, ćwicz technikę jazdy, wystartuj w mini-maratonie, wyskocz do bikeparku, zabierz rower na wakacje za granicą i pojedź na kebaba do sąsiedniego miasta.

Poznawaj to wszystko z bananem na twarzy i sprawdzaj, z czego masz najwięcej frajdy. Poznawaj też swój rower i jego ograniczenia, bo prędzej czy później przyjdzie czas na…

8. Upgrade

Dopiero, kiedy poczujesz, że rower ewidentnie Cię ogranicza, warto pomyśleć o ew. upgrade’ach. Zazwyczaj na pierwszy ogień idą opony, amortyzator i pedały+buty, ale dzięki SWOJEMU doświadczeniu, sam najlepiej będziesz wiedział, czego TOBIE brakuje.

Jak kupić pierwszy rower MTB? Upgrade

Amortyzator jest jednym z lepszych upgrade’ów, ale też jednym z najdroższych – warto się zastanowić, czy to dobry pomysł.

Kiedy już poznasz różne zakamarki światka MTB, może też się okazać, że Twojego roweru nie warto udoskonalać, bo np. kupiłeś uniwersalnego ścieżkowego hardtaila, a wkręciłeś się w bikeparki albo zostałeś debiutantem roku w maratonach. Wtedy nie ma co kombinować z podwajaniem jego wartości, bo na dłuższą metę bardziej opłaci się zakup wyspecjalizowanego roweru, lepiej dostosowanego do Twoich potrzeb.

Ale z tym, mam nadzieję, nie będziesz miał już problemu!


Jeśli podoba Ci się takie podejście do kupowania pierwszego roweru MTB, podeślij proszę ten artykuł wszystkim znajomym, fejsbukowiczom i forumowiczom „w potrzebie” – dzięki temu na szlaku będziesz w przyszłości spotykał więcej uśmiechniętych bikerów ;)


Przy kupowaniu pierwszego roweru MTB zazwyczaj im mniej wiedzy tym lepiej, ale możesz też rzucić okiem na pokrewne artykuły:

 

  1. W tym roku kupiłem swoją maszynkę, nie jeździłem chyba z 13 lat i miałem mega dylemat do czego potrzebuję rower. Na początku człowiek chce jeździć XC, potem coś poszaleć po szlakach i singlach i dopiero po 4 miesiącach doszedłem do wniosku co dokładnie chcę ‚robić’ na rowerze. Tak…enduro, chyba nie ma niczego innego w świecie rowerów co tak nakręca ludzi i cały biznes rowerowy.Tripy w góry też są mega, odkrywanie nawet swojej najbliższej okolicy daje niezapomniane wrażenia. Z mojego NS’a Eccentrica zostaje już tylko rama, cały osprzęt idzie do wymiany. Enduro strasznie wkręca.
    A wracając do sedna tematu, fakt jest jeden, trzeba trochę pojeździć żeby wiedzieć jaki i do czego rower nam jest potrzebny. Każdy jara się czymś innym.
    bike4ever;)

  2. Lubię jeździć na rowerze. Zawsze lubiłem. Rower to dla mnie synonim wolności jaką pamiętam z czasów bycia dzieckiem. Mogę jechać gdzie chcę i kiedy chcę i tylko ból nóg i moja mama mnie ograniczają. Nigdy nie szukałem szufladki do jakiej miałbym się zmieścić ale czytając wypowiedzi jak powyższa i słuchając moich znajomych przy piwku stwierdzam, że ciężko wam ludzie żyć bez etykietki. Gdyby nie ten blog to nie wiedziałbym co to enduro, zresztą do dziś tak naprawdę nie wiem.

    W ostatni weekend wpadłem w schronisku na dawno nie widzianego znajomego. Zmierzył mnie od stóp do głów i pyta: „co? enduro?” A ja na to , że nie, że zwyczajnie lubię włóczyć się po lesie. A on mi na to: „to enduro!” hehehe powodzenia everybody! Bawcie się jazdą i nie metkujcie bez sensu.

  3. Nie szufladkuję się,w żadnym wypadku.Enduro to nie jest jedyne co wiąże mnie z rowerem. Jeśli mam ochotę to jadę na tripa w góry wymęczyć się na podjazdach, zaliczyć super widoczki itp. Ale nic nie poradzę na to, że adrenalinka wyzwala mi się tylko na enduro.

  4. ZA-JE-BISTY tekst! (taka pochwała z ust bikera ;) )
    Powinno się go rozdawać w sklepach do przeczytania każdemu klientowi, który chce kupić pierwszego „górala”

  5. Jestem bikerem z doświadczeniem rowerowym dość sporym i trochę mniejszymi umiejętnościami:) Artykuł, zresztą prawie jak każdy na 1enduro czytam z bananem na twarzy. Jeszcze raz gratuluję poczucia humoru oraz pozytywnego podejścia do tematu. Powodzenia Michale i niech nas endurowców będzie coraz więcej.

  6. Myślę, że kolejnym naturalnym tematem do „przegryzienia” po „Prezentach” i „Poradach” będzie elaborat „Na jakie enduro-marki skutecznie wyrwać lachona”…Po raz kolejny okazuje się, że więcej (wpisów) nigdy nie znaczy lepiej.

  7. „chyba nie ma niczego innego w świecie rowerów co tak nakręca ludzi i cały biznes rowerowy” – eee Panie, to samo hasło pewnie rzuci Ci każdy napotkany golinoga, downhillowiec czy koleś w hipsterskim stroju (obowiązkowo z samurajem na głowie) na swoim fixie.

    Ja osobiście ze wszystkich specjalizacji najbardziej lubię … jazdę na rowerze :) Grunt to nie dać się niepotrzebnie zaszufladkować, mięć świadomość swoich potrzeb oraz być „open minded” :)

    ps. Nie wiem czemu wśród niektórych bikerów pojęcie „enduro” budzi skrajne emocje :P to tak jak swego czasu było z ekranami AMOLED w telefonach – narzekali na nie wszyscy Ci, którzy ich nie posiadali :D

  8. Witam, chwiałbym kupić pierwszy od 7 lat rower. Zastanawiam się czy za tą cenę to dobry wybór.

    Mogę kupić Treck X-Caliber z 2013 roku za 3400 zł. Moje pytania to: czy to dobra cena oraz czy w tym progu cenowym to najbardziej optymalny wybór?

    http://www.evanscycles.com/products/trek/x-caliber-2013-mountain-bike-ec040335

    1. Bartoszu, mam wrażenie, że nie przeczytałeś zbyt uważnie tego poradnika… ;)

  9. A może warto dorzucić do zestawienia to na czym Akrigg zabija grudniowa nude
    https://www.youtube.com/watch?v=zQly80iRVag

    Moongoose Rudy 27,5+ . Polecam filmik, jest moc!

    1. Nie wiem jakim cudem pomylilem posty:P komentarz mial oczywiscie dotyczyc wpisu o sztywniakach do 6k :)

  10. Zanim 2 lata temu kupiłem swojego pierwszego „górala” dojrzewałem do tej decyzji przez kilka miesięcy. Rzeczywiście, chodziłem po okolicznych sklepach, czytałem fora internetowe, poradniki, porównywałem ceny, komponenty, opinie testujących i użytkowników itd. Im więcej czytałem, tym więcej wody miałem w mózgu. Efekt był taki, że i tak kupiłem rower, który mi się po prostu spodobał wizualnie. Byłem bardzo zadowolony z zakupu. W każdej wolnej chwili dojeżdżałem go po okolicy. Wziąłem nawet udział w kilku maratonach MTB i miałem z tego taką podnietę, że nie wiem co! Potem okazało się jednak, że chcę czegoś więcej. Może jakieś all mountain albo enduro… Szybko zrozumiałem, że z hardtaila nie zrobię fulla, więc inwestowanie w rower nie ma większego sensu. Wymieniłem tylko koła na mocniejsze pozwalające na jazdę bardziej agresywną i zacząłem zbierać hajs na maszynę do enduro. No cóż, jest tak, jak mówi klasyk: w miarę jedzenia apetyt rośnie ;) Rower sprzedałem. Nowego fulla kupiłem w tym samym sklepie, co i tamten. Dzięki dobrej relacji ze sprzedawcą dostałem go po atrakcyjnej cenie. Czasem wpadam do sklepu, żeby pogadać nie tyle o rowerach, co o życiu, bo jakoś tak miło tam jest.
    Po przeczytaniu, Michale, Twojego artykułu pomyślałem sobie, że gdybym miał komuś radzić odnoście zakupu roweru, poleciłbym mu ten tekst. Dzięki!

    1. Cieszę się, że są ludzie którzy potrafili tą metodą kupić rower, bo jak czytam fora, to mam wrażenie że niektórzy nie potrafiliby nawet koloru ramy sobie wybrać bez konsultacji z internetami ;) Gratuluję wyboru dobrej drogi.

  11. Krótka piłka: 10 tys – 12 tys. hardtail.
    Propozycje?

    1. Krótka piłka: Last Fastforward na 27+ :) Powinno nawet taniej wyjść, bo 10-12k to dość astronomiczna kwota jak na sztywniaka do enduro. Możesz też poczekać na nowego Krossa Smooth Trail, zapowiada się godnie.

      Co innego, jeśli to ma być jakiś węgiel do ścigania w XCO/XCM. Ale na tym nie znam się tak dobrze ;)

  12. Witam, prosiłbym o poradę. Miałem z 7 lat temu Gianta Granit w cro-mo na najgorszym amorze świata rst Gila. Nie znałem się wtedy na rowerach ni jotę, a sam rower był „spadkowy” na dużo za dużej 21 calowej ramie (mam 182 cm wzrostu) i 26 calowych kołach- o dziwo bardzo dobrze i pewnie mi się na nim jeździło, czułem że jestem na nim w stanie balansować ciałem przód/tył, zjechać tyłkiem do tyłu, zjechać z dość stromego wzniesienia. Podkusiło mnie na warszawskiej starówce do pierwszego skoku ze schodów (jakieś 5 stopni w dół). Po udanych lotach stwierdziłem, że straszni mi się to podoba. W każdym razie po 3 latach amor się zapiekł (nie serwisowałem go bo i tak miał nieznaną przeszłość i nie miałem kasy) razem ze sztycą, uznałem że porzucę ten rower -zwłaszcza że wyglądał jak siódme nieszczęście oraz to, że skoro tak mi się świetne jeździ na 21″ to przesiadka na 19 lub 18 cali zwiększy jeszcze bardziej moje doznania z jazdy. Ogarnąłem więc za darmo ramę cro-mo 19 cali firmy Nakamura (model escape) wraz z dedykowanym sztywnym widelcem – generalnie wrażenia z jazdy słabe i totalny brak pewności siebie na zjazdach- wręcz poczucie dużego zagrożenia życia- ze schodów nie skocze bo mam wrażenie, że rower natychmiast wyląduje na przedniej oponie. Przymierzam się teraz do kupna roweru- chciałbym znów poczuć podobne możliwości jak w Giant, wiem że z geometrii ramy można by wycisnąć nawet więcej- słyszałem tylko, że rowery zjazdowe do skakania, są mało uniwersalne, a pod górę to prawie w ogóle nie da się na nich podjechać. Szukam czegoś na czym mógłbym przejechać 80 km w trasie także po płaskim, ale jak zdarzy się jakaś hopka to też móc z niej wyskoczyć i sprawnie wylądować, czuć możliwość balansu ciała przód tył, łatwego zjechania z siodła do tyłu, jazdy na tylnym kole na korzeniach, ale też możliwość sprawnych podjazdów- wydaje mi się że to podchodzi pod filozofię all mountain, ale mogę się mylić. Czy w moim wypadku Hornet lub Primal od Dartmoora byłby dobrym zakupem>? Jaki rozmiar ramy dobrać, jaką długość mostka, jaki skok amortyzatora i jaki model? napęd 1X10 czy 2X10? Wiem, że podejście uniwersalne to podejście do dupy, ale niestety nie mam innego wyjścia. Podkreślę tylko, że raczej nie planuje być zawodnikiem i nie potrzebuje bardzo agresywnej zjazdówki na której pokonam bardzo trudne technicznie szlaki- chciałbym mieć po prostu dużo satysfakcji z pokonywania rozmaitego terenu, umiarkowanych hop itd.

    1. Jeśli chodzi o „rowery uniwersalne” (w kontekście Twoich oczekiwań), to hardtail all-mountain jest dobrym wyborem. Tu masz przegląd najciekawszych modeli w sensownych cenach:
      http://www.1enduro.pl/hardtaile-enduro-6000-zl-prezentacja-modeli-2016/

      Nie są to typowe „rowery do skakania”, więc można pośmigać na nich po górach (z podjazdami) czy wybrać się na dłuższą wycieczkę w dowolnym terenie. A jednocześnie geometria i zastosowany osprzęt pozwalają na dużo więcej, niż rowery XC, jak Twój Giant i Nakamura.

      Wyborem konkretnych komponentów raczej nie zawracaj sobie na razie głowy – i tak zakup kompletnego roweru jest dużo bardziej opłacalny (np. w przypadku Horneta, ramę dostajesz „gratis”). A jak pojeździsz sezon, sam najlepiej będziesz wiedział, co wymienić.

      Z kolei wybór rozmiaru ramy masz omówiony tutaj: http://www.1enduro.pl/wybrac-rozmiar-ramy/

      Generalnie polecam poczytać inne artykuły na blogu, które dużo Ci rozjaśnią :) Gdybyś miał jeszcze jakieś pytania, pisz!

  13. Dziękuję za odpowiedź. A z tych dwóch rowerów, to który twoim zdaniem przy moim wzroście i preferencjach się lepiej sprawdzi Hornet czy Primal (myślałem tutaj o 27,5 ew 27,5+)? A może lepiej odpuścić sobie dartmoora i w tej cenie wybrać inną markę? Przeglądałem porówanie harteili które zalinkowałeś i w sumie wynika z niego że każdy rower ma swoje wady i zalety. Np Hornet Dartmoora ma wyróżnienie za amortyzator- ale czy 140 mm skoku nie będzie za duże do uniwersalnych zastosowań? Co do mojego poprzedniego posta, to głównie chciałem upewnić się czy przy niektórych geometriach ramy i długości amortyzatora nie uprzykrzę sobie jazdy rowerowej podczas bardziej „cywilnej” eksploatacji. serdecznie pozdrawiam

    1. Hornet ma nawet 150 mm… Osobiście uważam, że lepiej trzymać się zakresu 120-140 mm, ale jak chcesz też czasem poskakać, to może docenisz nieco „poważniejszy” amortyzator. Moim zdaniem Hornet z tych dwóch jest ciekawszą propozycją. Jeśli wolisz jednak coś z odchyłem mocniej w stronę „cywilnej” jazdy, to weź jeszcze pod uwagę Krossa Dust 2.0.

  14. Przymierzam sie do Horneta wygląda zajebiście i także potrzebuje coś troche bardziej uniwersalnego teraz jeżdżę czymś za cholere nie zindentyfikowanym i troche za małym mieszkam poza miastem więc woel mieć coś czym polece na przełaj oblukałem mase rowerów odwiedziłem kilka sklepów i to jest to

  15. He, he,he… no właśnie przy zakupie nowego rowera oprócz kasku i rękawiczek jeszcze zanim gdzieś usłyszysz, jeszcze zanim gdzieś przeczytasz i jeszcze zanim pomyślisz o jeździe na mleku kup od razu karton zapasowych dętek (tych zwykłych, tanich) i oponę na tył :)
    No chyba że będziesz jeździł po osiedlowych alejkach to nie ma tematu.

  16. Cześć,
    Przymierzam się do kupna roweru(maks 2800zł). Początkowo chciałem kupić crossa bo planuje dlugie wycieczki rowerowe(sakwy itd.)

    Jednak byłem teraz kilka razy w beskidach (czantoria, stożek itp) i strasznie mi się spodobałoi mam zajebisty problem :).

    Przeczytałem już prawie wszystkie Tw porady ale dalej nie wiem co wybrać. Także mam pytanie czy do moich celów jest sens kupowac np.sobie hardtaila (29 ‚) na góry do tego cieńsze opony 28’ na trasy. Jeśli tak to jaki model roweru wybrac. W sklepie polecono mi Specialized Rockhopper Sport 29 (2699 zł).

    1. Janek, bardzo dobrze kombinujesz – 29er z dodatkowym kompletem opon będzie bardzo przyjemnym kompromisem między górami a trekkingiem.

      Co do konkretnego modelu – próbowałem znaleźć jakieś alternatywy dla tego Speca, ale jeśli mówimy o tym modelu:
      https://www.specialized.com/pl/pl/bikes/mountain/trail/rockhopper-sport-29/106489
      …to w podanej przez Ciebie cenie będzie to naprawdę dobry wybór.

      Jego mocne strony to rama i całe wyposażenie markowane przez Speca. Jeśli dobrze widzę na zdjęciu, bez problemu założysz też do niego pełnoprawny bagażnik (a to ciężko w tej klasie rowerów). Z kolei słabe strony to: kiepski amortyzator i 9-rzędowy napęd. Ale poniżej 3000 zł, nawet marki „allegrowe” pod tym względem nie odstają.

      Więc jeśli tylko Ci się podoba i rozmiar pasuje – kupuj :)

  17. Dziękuje bardzo za szybką odpowiedź.
    Mam jeszcze 2 pytania.

    1. Czy jeśli https://www.specialized.com/pl/pl/bikes/mountain/trail/rockhopper/rockhopper-29/106525 jest tańszy od „rockhoper sport 29” o 300 zł (2399) a różnią się napędem i amortyzatorem, które docelowo i tak są do wymiany a rama jest ta sama to nie będzie lepszym wyborem a zaoszczędzone pieniądze odloże już na upgrade lub akcesoria.

    2. Czy zwiększając budżet do 3000 zł mogę mieć coś lepszego, np:

    -Grand Canyon AL 3.9 https://www.canyon.com/pl/mtb/grand-canyon/grand-canyon-al-3-9.html

    – merida big nine 300 http://www.rowerymerida.pl/produkt1015/bignine-300-rower-merida.html

    http://www.unibike.pl/evo29.html

    I w sumie jeszcze 3 pytanie, czy rama i wyposażenie markowe tego Speca jest najlepsza (tak powiedziano mi w sklepie w porowaniu np.z authorem,unibikem) (z pośród wyżej wymienionych) i najsensowniejsza do doinwestowania w deorki z 10 rzędami i jakiś amortyztor, który mozesz polecić :)

    Z góry dziękuje za odpowiedź,
    Pozdrawiam

    1. 1. Kupowanie tańszego roweru z myślą od razu o zmianie połowy osprzętu to zły pomysł – lepiej od razu kupić kompletny rower spełniający Twoje oczekiwania. Tyle że niestety, oczekując dobrego amortyzatora, oznacza to w praktyce podwojenie budżetu…

      Zostałbym przy droższej wersji i zaraz na starcie zainwestował kilka dyszek w zerowy przegląd amortyzatora, który sprawi że będzie przyzwoicie pracował. Jeśli po sezonie będziesz czuł, że potrzebujesz czegoś lepszego, wtedy poszukasz jakiejś okazji.

      2. Tak jak pisałem, szukałem alternatyw i nie znalazłem żadnej rewelacji. Wszystkie rowery z tej półki są dość podobne, więc nie da się powiedzieć „tak, ten jest lepszy”… Po szczegóły odsyłam do treści artykułu ;)

      3. Tak, trzeba przyznać że rama i komponenty Speca zaliczają się do najlepszych. Geometria jest całkiem niezła, wykonanie pewnie nienaganne. Do tego nowoczesny kokpit (szeroka kierownica, króki mostek), szerokie obręcze (niespotykane w tej klasie, a bardzo istotne dla jakości jazdy), sensowne zwijane opony, dobre siodło – u konkurencji różnie z tym bywa.

  18. Dziękuje za wielką pomoc, zamówiłem koniec końców Speca Rockhopper Comp 29 http://www.alpebike.pl/rower-specialized-rockhopper-comp-29-chargrn-15-p-16388.html.
    Będzie większy problem z zamontowaniem ewentualnie blotnikow pod bagażnik, ale mam nadzieje dając 20 zł więcej niż za Sporta to dobry wybór.

    Pozdrawiam :)

  19. Witajcie
    Od niedawna jestem posiadaczem Treka X-Calibra 8: http://www.dobrerowery.pl/trek-x-caliber-8
    Mój zakup spowodowany był potrzebą doboru odpowiedniego rozmiaru (mam 193 cm wzrostu, a rower miałem na 26 calach, rama chyba 19). Oczywiście po drodze rozważałem temat przeznaczenia i nie brałem pod uwagę „ostrzejszych” zjazdów. Ostatnio jednak byłem w Srebrnej Górze, gdzie udało mi się zaliczyć kilka tras zjazdwoych ednuro. Co prawda czasami była to raczej walka o przetrwanie niż delektowanie się jazdą, ale emocje i fun były przednie. Zaczęły mnie w związku z tym nachodzić pewne wątpliwości. Czy mój rower nadaje się do tego typu zjazdów? Czy nie ryzykuję za bardzo porywając się z takim sprzętem na tego rodzaju trasy?
    Pozdrawiam.

    1. Jeśli tylko czujesz się w miarę bezpiecznie i masz fun z jazdy, to oczywiście, że się nadaje!

      Jak za parę sezonów będziesz bardziej wkręcony w tego typu jazdę, pewnie wybierzesz coś innego, ale póki co – jeździj, aż wykorzystasz w 100% to, co masz.

Dodaj komentarz do tekstu Jak kupić pierwszy rower MTB – 8 porad dla początkujących

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Test: zębatki Banless – pierwsze wrażenia

Sprzęt, Testy / 

Jakiś czas temu pokazałem Wam na Facebooku zębatki nowej polskiej firmy Banless. Reakcje były do przewidzenia: kolejna firma zębatkowa?! Czym produkty Banless różnią się od konkurencji w postaci HCC czy Race Face? Czemu miałbyś je kupić, zamiast wybrać sprawdzonych producentów?

Co to jest?

W ramach współpracy z Banless, do testów otrzymałem:

  • Przednią zębatkę narrow/wide do napędów 1×9 i 1×10. Ma standardowy rozstaw śrub BCD104 i standardową liczbę zębów równą trzydzieści i dwa. Niestandardowy jest za to materiał: stal nierdzewna AISI 304, obrabiana CNC. Waży 102 g.
  • Tylną zębatkę 42T do kast 10-rzędowych Shimano (do kaset SRAM-a potrzeba jest dodatkowa podkładka, która będzie niedługo dostępna). Miejsce narodzin to oczywiście również obrabiarka CNC, ale materiał to klasyczne aluminium. Masa? 68 g.
banless-zebatki-13

Na potrzeby sesji odwiedziła mnie też najtańsza na rynku zębatka narrow/wide z mocowaniem SRAM spiderless.

Kto za tym stoi?

Twórcą i właścicielem Banless jest Adrian Banaś, którego lepiej możesz znać z ksywki Thor. Adrian był stałym bywalcem zawodów Enduro Trophy i regularnie trzepie tripy enduro po polskich górkach, nie stroniąc od rekreacyjnego wypadu do Saalbach.

banless-adrian-banas-thor


Co autor mówi o swoich zębatkach?

Skąd wziął się pomysł na firmę Banless?

Firma powstała z połączenia dwóch pasji:

  1. CNC, którym od pięciu lat zajmuję się zawodowo. Praca codziennie stawia przede mną nowe wyzwania i daje dużą satysfakcję z samodzielnego wykonywania wszystkich operacji, począwszy od stworzenia programu, a kończąc na finalnej obróbce skomplikowanych elementów.
  2. ROWER – co tu dużo mówić… ;) Od dzieciństwa jeżdżę na rowerze, ale dopiero jako nastolatek na dobre zaraziłem się cyklozą. Zacząłem zgłębiać tematykę rowerową, a około rok temu skupiłem się na konstrukcji oraz projektowaniu części – głównie zębatek.
Na rynku jest już kilku podobnych producentów, czym Banless różni się np. od HCC czy Absolute Black?

Zdaję sobie z tego sprawę, ale uważam, że na rynku zawsze znajdzie się miejsce dla firmy wyróżniającej się indywidualnym podejściem do każdego klienta. W Banless żaden mail nie pozostaje bez odpowiedzi, staram się spełnić każde zębatkowe życzenie, włącznie z zupełnie customowymi projektami. Co ważne, wszystkie produkty ze standardowej gamy są dostępne od ręki.

Banless jest też jedną z nielicznych firm produkujących zębatki narrow-wide ze stali nierdzewnej.

Jakie są zalety zębatek ze stali nierdzewnej?

Główną zaletą zębatek ze stali nierdzewnej jest trwałość, kilkukrotnie wyższa od zębatek aluminiowych. Skierowane są one przede wszystkim do specyficznej grupy „miłośników stali”, którzy przekładają wysoką wytrzymałość nad niską wagę.

Są dużo cięższe od aluminiowych?

Około 2,5-3 razy. Dla rozmiaru 32T różnica wynosi około 64 g.

Twoje zębatki to autorski projekt?

Wszystkie projekty są w 100% moim dziełem. Zanim założyłem Banless, miesiącami zastanawiałem się, jak to ugryźć. Wiele godzin spędziłem na projektowaniu, mierzeniu i analizowaniu wyników, tak aby uzyskać efekt zadowalający mnie i przyszłych klientów.

Gdzie odbywa się produkcja?

Zębatki powstają we współpracy ze sprawdzonymi polskimi firmami. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda się jak najwięcej operacji przenieść do własnego warsztatu.

Banless to marka bardziej nastawiona na rowerową biżuterię, czy raczej przystępny sprzęt dla każdego?

Szczególną uwagę zwracam na to, jak przedstawiają się zarobki w naszym kraju i oferuję produkty wysokiej jakości, w stosunkowo niskiej cenie w porównaniu do konkurencji. Nie ukrywam, że bardziej liczy się dla mnie prostota i funkcjonalność produktu, niż jego dizajnerski wygląd. Ale kto wie, może w przyszłości znajdzie się miejsce również na takie projekty… ;)

Co sądzisz o zębatka owalnych?

Przede wszystkim, na zębatce owalnej jeździ się inaczej, niż na okrągłej. Podczas pierwszego kilometra na owalu kręci się dziwnie, jednak później w ogóle się tego nie czuje i pedałuje się dużo bardziej naturalnie, płynnie.

Planujesz wprowadzenie ich do oferty?

W przyszłym sezonie planuję wypuścić na rynek szeroki asortyment zębatek owalnych, począwszy od fatbike’ów (w których używa się relatywnie małych koronek) po rowery przełajowe i szosowe. Oczywiście rdzeń oferty będą stanowić rozmiary typowe dla MTB!

A co z niestandardowymi mocowaniami, jak 94/96 BCD czy różne odmiany spiderless-ów?

Jestem na rynku dopiero od dwóch miesięcy ;) ale cały czas staram się poszerzać asortyment. W planach mam wykonanie zębatek pod jak największą ilość mocowań, wliczając te mniej popularne, jak w korbach e*thirteen czy Cannondale. Chciałbym też, aby zębatki były dostępne w różnych wariantach kolorystycznych.

Pozostając przy planach na przyszłość: czy możemy się spodziewać jakiegoś rozwiązania poprawiającego współpracę kaset 11-42T z przerzutkami Shimano?

Pracuję również nad tym ;)

Gdzie można kupić Twoje produkty?

Najłatwiej je znaleźć na Allegro. Można kontaktować się również drogą mailową oraz przez stronę na Facebooku. W planach mam założenie strony internetowej zintegrowanej ze sklepem. Najważniejsza dla mnie jest sprzedaż bezpośrednia, dzięki której mogę zaoferować najniższą cenę oraz poświęcić odpowiednią ilość czasu na każdego, kto ma jakiekolwiek wątpliwości co do odpowiedniej zębatki, nie pozostawiając nikogo bez odpowiedzi.


A co ja o nich mówię?

Montaż

Montażu przedniej zębatki nie ma co opisywać – 4 śrubki i gotowe, jeśli nie masz do odkręcenia babcinego biegu (22T), nie musisz nawet ściągać korby.

Zębatka Banless narrow-wide stal nierdzewna 32T

Tył również poszedł gładko. W zestawie otrzymujesz podkładkę dystansową pozwalającą na zastosowanie z kasetami Shimano. Nie dostajesz natomiast zębatki 16T do załatania „dziury” po 15T i 17T.

Zębatka Banless w kasecie 1x10 Shimano 11-42T

Przednia zębatka ze stali nierdzewnej

Zacznę od największej wady: zębatka jest okrągła!

Nie śmiej się, przesiadłem się na nią po kilku miesiącach na zębatkach owalnych i powiem Ci, że dopiero powrót do „kółka” pozwala w pełni odczuć i docenić zalety „jajka”. Na szczęście stalowe owale są już w zaawansowanej fazie przygotowania produkcji.

Okrągłość zębatki w sumie trudno nazwać wadą, bardziej cechą. Podobnie jak dość… industrialny wygląd. Jeśli przekładasz treść nad formę, będziesz zadowolony, ale jeśli lubisz drogą rowerową biżuterię, lepiej poszukaj jej gdzie indziej.

Zębatka Banless narrow-wide stainless steel 32T

Tu kończą się cechy ujemne, a zaczynają cechy dodatnie. Podstawową zaletą jest oczywiście trwałość. Zębatka jest wycięta CNC ze stali nierdzewnej, co zdaniem konkurencyjnego Wolf Tooth Components przekłada się na na 5-10 razy większe przebiegi, niż w przypadku aluminium.

Różnica jest tym większa, im mniejszy jest rozmiar zębatki. Niestety póki co najmniejsza ma standardowe 32 zęby. Stalówki 28T (i mniejsze) idealnie sprawdziłyby się np. w 29er-ach i fatbike’ach. Standardowe rozmiary będą dobrym wyborem do tradycyjnej zimówki – ze względu na trudne warunki eksploatacji, które aluminiowe zęby potrafią pożreć szybciej, niż kobieta w ciąży słoik nutelli.

Zębatka Banless stalowa 32T narrow-wide 1x10

Warto przy tym pamiętać, że w przypadku zębatek narrow-wide odporność na ścieranie to też większa trwałość kształtu zęba odpowiedzialnego za trzymanie łańcucha. Osobiście uważam, że odporność zębatek aluminiowych na typowe dla enduro przebiegi jest wystarczająca, ale odporność na spadanie łańcucha może być decydująca.

Zębatka 42T do kasety

Tylna zębatka wykonana jest bardziej tradycyjnie: tzn. wycięta CNC z aluminium 7075-T6. Jej masa i trwałość jest więc na poziomie konkurencji, ale wyróżnia ją inna, dużo ciekawsza cecha: niespadanie łańcucha przy kręceniu korbą do tyłu.

Może się to wydawać idiotycznie oczywiste, ale nie każdy producent potrafi sobie z tym poradzić. Wliczając w to projektantów SRAM-a… W fabrycznym, kompletnym X1, łańcuch spada mi z 42T o 2-3 biegi już po ok. połowie „wstecznego” obrotu korby.

Zębatka Banless do kasety 42T 1x10

Może nie wydawać Ci się to mocno upierdliwym problemem, ale w praktyce nim jest: jeśli zatrzymasz się na podjeździe i wsiadając z powrotem na rower ustawisz sobie pedały kręcąc korbą do tyłu, po ruszeniu czeka Cię strzał łańcucha wracającego na swoje miejsce. Co w napędzie z kasetą za ponad 1000 zł jest dźwiękiem równie przyjemnym, jak dźwięk młotka walącego Cię w potylicę.

Z Banlessem można sobie kręcić do woli, a łańcuch jest tam, gdzie ma być. BARDZO miła odmiana i jak dla mnie, wystarczający powód, żeby przerzucić się na tą zębatkę.

Zębatka Banless kaseta Shimano 11-42T

Ile to kosztuje?

Jeśli to mało, może przekonają Cię ceny:

  • zębatka korby ze stali nierdzewnej: 149 zł (dla porównania: Wolf Tooth Components liczy sobie ok. 400 zł!);
  • zębatka korby z aluminium: od 119 zł (lub 95 zł w trwającej właśnie wyprzedaży);
  • zębatka korby spiderless (SRAM): 179 zł (najtańsza alternatywa, jaką znalazłem: 229 zł);
  • zębatka kasety 42T: 119 zł (tylko Hell’o MTB możesz mieć taniej – o 10 zł).

Napęd 1x10 zębatki Banless

Podsumowanie

Jak widać, ceny są poważnym atutem zębatek Banless, ale do mnie dużo bardziej trafiają ich walory użytkowe: zakochałem się w tej marce, jak tylko zobaczyłem, że łańcuch nie wędruje mi po kasecie przy kręceniu korbą do tyłu. Przednie zębatki ze stali nierdzewnej w zasadzie nie mają konkurencji dla osób szukających przede wszystkim trwałości (również w kwestii ochrony przed spadaniem łańcucha).

Do ideału brakuje mi w ofercie zębatek owalnych (które już się robią) i obowiązkowo zębatek stalowych w małych rozmiarach, w których większa trwałość będzie jeszcze bardziej odczuwalna. Na ile jest ona istotna w normalnym użytkowaniu? O tym napiszę w teście długodystansowym!

Więcej informacji: strona WWW / Facebook / Allegro


Polecane lektury w temacie napędów 1×10:

 

  1. niespadanie łańcucha juz mnie przekonało do zakupu:D

  2. Używam od lata, to wszystko prawda, napęd chodzi miodnie. Czekam z niecierpliwością na owale.

  3. Nie spadanie łańcucha z 42T przy cofaniu korby to mocny argument.
    Jak się zużyje moja dotychczasowa zębatka robię zamówienie w Banless :)

  4. Super, owala kupuję od ręki. Nareszcie ktoś zauważył, że nie każdemu 50g w okolicy korby robi jakąś różnicę.

  5. Piękne jest to że „zwykły polski rider” rozwiązał problem spadania łańcucha, gdzie sztab inżynierów srama poległo. Jak to mówią… mistrz jest tylko jeden

  6. Mam 32z Alu na przodzie w HT enduro i robi robotę. Na razie mam napęd 1×9 ale jak na przyszły sezon założę 10 to na pewno z tyłem 42 banless i przód owalny. Czekam na premierę

  7. Hmmm przy 42T z tyłu faktycznie tak często spada łańcuch podczas kręcenia do tyłu? Mi przy 40T z tyłu jeszcze się to nie zdarzyło, zębatka to typowe A2Z :)

  8. Witam :) co kupić jeśli chodzi o jakość/cena Banless czy HCC ? :)

    1. Myślę, że w tej kategorii bardziej musiałbyś wybierać między Banless a Hell’o MTB. Jeśli chodzi o zębatki aluminiowe, to bierz ładniejszą :)

  9. Grzegorz Radziwonowski

    stalowe tarcze Srama X-Sync Steel do przodu – spiderless i zwykle (29, 30, 32) kosztuja po 20 euro/USD sztuka.

  10. Coś nie mogę znaleźć, tego testu długodystansowego…

    1. Niestety ze względu na niekompatybilność z moimi rowerami na ten sezon, test długodystansowy został przerwany :(

Dodaj komentarz do tekstu Test: zębatki Banless – pierwsze wrażenia

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Diabeł Marketing – kto rządzi branżą?

Opinie, Trendy / 

Olej na chwilę marketing i przenieś się myślami do sklepu rowerowego z roku 2001. W zasadzie każdy rower MTB był wtedy taki sam: każdy miał tak samo kiepską geometrię, kiepski amortyzator o skoku 80 mm, koła 26″, napęd 3×8, fałbrejki, długaśny mostek i prostą kierownicę z rogami.

A teraz przewiń o 15 lat do przodu. Kilkanaście kategorii rowerów do różnych zastosowań, 6 różnych rozmiarów kół, napędy 1×11, elektronika, e-bike’i, fatbike’i, plusy, Boosty, geometria progresywna, tubeless, sztyce regulowane, carbon… Niby dalej rowery są takie same, ale jednak oferta jest dużo bardziej zakręcona.

Przyczyniło się to do rozwoju jeszcze jednego trendu w rowerom światku, dużo większego od przelotnych nowinek sprzętowych. Ten trend to ich hejtowanie. Problem w tym, że nawet małpa potrafi nasrać na wszystko dookoła. Ruszenie głową i zrozumienie pewnych zależności to już wyższa szkoła jazdy.

Poniżej znajdziesz moje przemyślenia na ten temat. Możesz je traktować jak swego rodzaju manifest tego bloga, który w dużym stopniu skupia się na nowinkach sprzętowych i przyjmuje je z dużo większą tolerancją, niż przeciętny użytkownik forum internetowego.

Czy producenci chcą na nas zarobić?

Wszystkiemu jest winien Diabeł Marketing. Jakaś zła masa, siedząca w biurze zadymionym od siarki i cygar, knująca w jaki sposób zmusić każdego bikera w Polsce do oddania swojego starego roweru na złom i kupienia nowego. A najlepiej kilku: carbonowego enduro, fatbike’a, gravelbike’a i e-MTB. Oczywiście wszystkie muszą być dużo gorsze od starego, bo stworzone tylko po to, żeby napchać kieszenie Diabła Marketinga grubymi dolarami.

Czy to brzmi sensownie? Na pewno brzmi znajomo…

Miejmy to więc za sobą: TAK, producenci chcą na nas zarobić. Po to pozakładali swoje firmy. Po to firmy pozakładali również wszyscy inni przedsiębiorcy. Pisałem o tym już przy okazji antystandardów.

Jeśli się nad tym chwilę zastanowić, to trzeba być wyjątkowym rodzajem idioty, żeby to kwestionować i piętnować…

Więc chodzi wyłącznie o kasę?

Żeby zarabiać, producenci muszą sprzedawać. Najlepiej coś nowego. Mogą np. co roku podpicować nieco swoje logo i okrasić je zestawem kolorów zgodnych z panującą modą. To dopiero byłby czysty zysk! Zamiast utrzymywać sztab inżynierów, raz zrobili by ramę i gotowe. Zamówiliby od razu tysiące egzemplarzy (koszty spadają!), a potem inwestowali tylko w grafików i marketingowców, którzy latami sprzedawaliby to samo. Resztę kasy mogliby przeznaczyć np. na budowę nowej Gwiazdy Śmierci.

Ale nie, producenci poszli inną drogą – zamiast powielać sprawdzone rozwiązania, bez przerwy kombinują, co by tu zmienić. I w dodatku zmienić na lepsze (lżejsze, sztywniejsze, płynniejsze…). Starają się przyciągać nowych ludzi do sportu. Ryzykują, wprowadzając nowatorskie produkty i wypełniając nowe nisze. Co więcej, nieźle im to wychodzi – ile potrafisz wymienić innowacji z ostatnich lat, które się nie przyjęły?

Patrząc na to z tej perspektywy: nadal twierdzisz, że o wszystkim decyduje tylko marketing?

projekt ramy MTB a marketing

Ja osobiście chętniej oddam swoje pieniądze firmie, która częściowo przeznacza je na ciągłe doskonalenie swojej oferty, niż co roku przyklejającej nowe naklejki na stary produkt. Fot. Butch Gaudy (CC BY-SA 2.0)

Czy chcesz, żeby więcej ludzi jeździło na rowerach?

Wspomniałem, że producenci starają się przyciągać nowicjuszy. Taki amator to czysty zysk. Nie tylko dla producenta roweru, ale dla całego rowerowego światka. Więcej ludzi na rowerach to większa świadomość społeczna, łatwiejsza walka o budowę tras, większy wybór w sklepach, więcej kumpli do wspólnej jazdy i więcej pieniędzy obracających się w branży.

Ale czy Ty, entuzjasto enduro, tego właśnie pragniesz?

Moim zdaniem: nie. Odnoszę wrażenie, że wielu z nas koniecznie chce bronić elitarności MTB. No bo kiedyś to było coś wyjątkowego! Tylko asy mogły sobie pozwolić na rower zdatny do jazdy po górach. I tylko asy były go w stanie w górach opanować. Bo zjechanie z Baraniej Góry na sztywnym rowerze z geometrią szosówki i niedziałającymi hamulcami to nie rozrywka dla piździpączków.

2000 Santa Cruz Heckler

Jeśli 15 lat temu byłeś wymiataczem, być może mogłeś sobie pozwolić na takie cudo. Ale pewnie tak jak większość, jeździłeś na jakimś sztywnym Authorze. / Fot. Bikepedia

Dziś da się to zrobić nawet na najtańszym markowym rowerze MTB. Stabilna geometria, hamulce tarczowe, amortyzacja, koła 29″ – to wszystko znacznie obniżyło próg wejścia w nasz sport. Ostatnie nowinki – zwłaszcza opony 27,5+ i elektryczne wspomagacze – jeszcze szerzej otwierają drzwi. Zamiast z nich korzystać, zatwardziali oldschoolowcy wolą je bezmyślnie krytykować.

Oldschoolowcy i ich wspaniałe maszyny

Doprowadziło to do zabawnej sytuacji: zwolennicy starych rozwiązań krzyczą w Internecie głośniej od „early adopterów”, czyli osób, które wszystkie nowinki łykają jak młody pelikan.

Pamiętasz, jak w artykule o oponach bezdętkowych napisałem, że „nikt już nie jeździ na dętkach„? Była to ewidentna, nie mająca nic wspólnego z prawdą zaczepka. Mimo to od razu wypełzły tłumy zatwardzialców chełpiących się tym, że wcale że nie, że to nieprawda, bo właśnie że oni jeżdżą na dętkach, nie zamierzają tego zmieniać i są z tego dumni bardziej, niż weterani Love Parade.

To samo – tylko bardziej – dotyczy gorąco umiłowanych przez oldschoolowców kół 26″. Fatbike? Fanaberia hipsterów. Cokolwiek związanego z prądem? Łomatkoicórko, lepiej trzymać się z dala od tego tematu…

Czy ten marketing w ogóle Cię dotyczy?

Najgorsze, że zazwyczaj są to osoby, które nawet nie próbowały jazdy na oponach bezdętkowych czy większych kołach, a z rowerami elektrycznymi czy fatbike’ami mają kontakt głównie w reklamach. W dodatku są równie odporni na argumenty, co Nokia 3310 na upadki.

Narzekają z samego strachu przed zmianą.

Nawet, jeśli zmiana w ogóle ich nie dotyczy.

Faty i e-bajki nigdy nie wyprą klasycznych rowerów, tak jak elektryczne przerzutki nigdy całkowicie nie zastąpią linek. Większość innowacji, które przyciągają do rowerów nowych ludzi, to nowe kategorie produktów. Funkcjonujące równolegle do tego, co lubimy najbardziej.

To tak, jakbyś narzekał, że Santa Cruz, poza rowerami enduro, ma też w ofercie zjazdówkę i przełaja, i w związku z tym, lada dzień wszyscy będziemy musieli jeździć na rowerach z 210 mm skoku i hamulcami cantilever.

Santa Cruz V10 cyclocross CX10

Tak by to mniej więcej wyglądało…

Kto w takim razie kreuje potrzeby?

To nas prowadzi do najciekawszego zagadnienia: skoro nie ma parcia na innowacje, to kto decyduje, jakie rowery pojawiają się w sklepach?

Wydawałoby się, że to klienci dyktują producentom, co chcą kupować. Tyle że wprowadzenie nowego produktu na rynek trwa jakieś 2-3 lata. A ja nie przypominam sobie, żebym w lipcu 2012 zadzownił do Treka zgłosić konieczność poszerzenia piast w związku z tym, że za 3 lata będę chciał przesiąść się na koła 27,5+.

Mam swoją teorię, że sporo do powiedzenia mają… małe marki. Szybko reagujące na sygnały z rynku i wykorzystujące nisze zbyt małe i niepewne dla Gianta, Treka czy SRAM-a. I jak na ironię, pozbawione całej tej marketingowej machiny, na którą wszystko zwalamy. Skoro bez jej pomocy Surly od kilku lat sprzedaje rowery „plus”, to może warto pociągnąć ten pomysł? Zgaduję, że tak właśnie pomyślał product manager Treka, Rocky Mountain czy Scotta.

Do tego dochodzą starocie. Tzn. zapomniane rozwiązania, które teraz są wskrzeszane i udoskonalane, niczym kolejne generacje Terminatora. Ostatnio jest tego całkiem sporo. No bo przecież 3-calowe opony i owalne zębatki to żadne rewolucyjne odkrycie! Po prostu zostały dostosowane do dzisiejszych możliwości technologicznych.

Inżynierowie biorą więc taki tygiel pomysłów i próbują wydestylować z niego nowe koncepcje rozwoju na kolejne lata. Rzadko więc są to koncepcje „z dupy” – raczej są ewolucją obecnych rozwiązań (jak „plusy”, mieszające 650b z 29erem i fatbikiem) lub czerpią z innych branż (zamiłowanie do elektroniki rodem z motocykli).

A co z tym nieszczęsnym Boostem? Cóż, to już efekt uboczny wprowadzania tych koncepcji w życie…

Czy jesteś gotów zapłacić za postęp?

W tekście o trendach 2017 napisałem, że rury podsiodłowe ram muszą urosnąć, żeby popchnąć niezawodność sztyc regulowanych. Pojawił się komentarz: poprawa niezawodności – jak najbardziej! Ale tak, żeby nie trzeba było nic zmieniać.

Z Boostem jest tak samo: każdy chce krótki wahacz przy dużych kołach, ale jak pojawia się nowy standard, który to umożliwia, to jest wielkie rozczarowanie.

Jazda na niskim ciśnieniu bez ryzyka przebicia dętki jest spoko, ale pobrudzić sobie rączki mlekiem? Co to, to nie!

Nie da się udoskonalić roweru, jednocześnie… niczego nie zmieniając.

Zmierzam do tego, że nowoczesne rowery są naprawdę nieźle zoptymalizowane. Nie da się wprowadzić znaczącego udoskonalenia, jednocześnie… niczego nie zmieniając.

Kiedyś, żeby opony trzymały się podłoża, wystarczyło dać im sensowny bieżnik. Potem zaczęto kombinować z mieszankami. Potem z oponami bezdętkowymi (tu już zaczęły się schody z kompatybilnością). Wskoczenie na kolejny level trakcji znów wymaga nieco zachodu i wejścia w standard 29″/27,5+, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

To jest naturalna kolej rzeczy. Co więcej, nie wynika ona z tego, że marketingowcy to wredni ludzie. Wynika z tego, że wszyscy chcemy mieć przyczepne opony. Bezawaryjne sztyce. Krótkie wahacze i napędy o szerokim zakresie.

sklep-rowerowy-marketing-wybor

Czy większy wybór na rynku to aż taki problem? Czy faktycznie musisz to wszystko kupować? Nie – możesz dobrowolnie zrezygnować z tych wszystkich fajnych rzeczy i jeździć dalej na kołach 26″ z dętkami, jeśli czujesz taką potrzebę. I to bez trąbienia o tym na każdym kroku. Żaden rowerowy gigant Ci tego nie zabroni. / Fot. nikki (CC BY-NC 2.0)

Podsumowanie

Jasne, to działy R&D, z pomocą speców od marketingu, ostatecznie decydują o tym, co będziemy chcieli kupić za kilka lat. My tu marudzimy na Boosta, a oni już układają swoje stoisko na Eurobike 2019. Ale te ich pomysły nie biorą się z próżni i mniej lub bardziej (a w ostatnich latach: bardziej) wpasowują się w realne oczekiwania klientów.

Może nie zawsze są to konkretnie Twoje oczekiwania, ale to jeszcze nie powód, żeby jojczyć jak stara baba na te wszystkie nowinki, które tak naprawdę Cię nie interesują i nie są do Ciebie skierowane. A zwłaszcza te, które stopniowo sprawiają, że rowery są coraz lepsze i przyciągają do jazdy coraz więcej nowych osób. A jeśli dalej Cię to nie przekonuje, jeszcze raz przenieś się myślami do sklepu rowerowego z roku 2001…


Jeśli zgadzasz się z tym punktem widzenia, to udostępnij go proszę na Facebooku – może dzięki temu liczba narzekaczy spadnie chociaż o 1? A jak już jesteś taki fajny, to może chcesz też zapisać się do newslettera? ;)

Rzuć też okiem na powiązane artykuły – zwłaszcza ten pierwszy:

 

  1. „Nie – możesz dobrowolnie zrezygnować z tych wszystkich fajnych rzeczy i jeździć dalej na kołach 26″ z dętkami, jeśli czujesz taką potrzebę”.
    I tu jest pies pogrzebany, bo dziś tak, a jutro może nie. Cena za postęp jest taka, że Twoje koła, które kupiłeś dziś jutro oddasz za free, to samo z ramą, bo nie wspiera boosta. A im szybszy postęp tym bardziej Twój rower kupiony dziś za 15 koła jest warty bliżej 5ciu. Czy to sprawia, że gorzej jeździ ? Nie, ale sprawia, że tracisz kasę, a to ludzi denerwuje.
    No i inwestując sporo kasy nie masz pewności, że za 5 lat jakiejś części zamiennej nie będzie robił chińczyk z gównolitu, albo Chris King za worek diamentów.

    1. Dokładne. Ludzie nie narzekają na postęp, tylko na koszt jaki muszą ponieść żeby za nim nadążyć.

    2. muszę się zgodzić, to właśnie powoduje marketing. Ludzie co się g znają, dają sobie wmówić ze nie da się jeździć na 26″, na rowerze bez boosta itp bo to lansują firmy żeby nakłonić do kupna nowego sprzętu. Mimo tego niektóre sprawdzone sprzęty które można by już oznaczyć jako oldschool/retro trzymają cenę.

      Największą rewolucją ostatnich lat jest bez wątpienia sztyca regulowana, reszta zmian jest kwestią dyskusyjną, jedni zauważą różnicę, inni nie bo oprócz autosugestii, że tak jest lepiej ciężko im znaleźć różnicę. Dobrym przykładem są np amortyzatory – miliard ustawień, gadanie o rewolucji, innowacyjności a po weryfikacji rynkowej szał opada bo różnica nie jest tak dużą żeby dany uginacz był wart 5x więcej niż inne, a stary CCDB wciąż trzyma cenę :)

  2. Rzeczywiście największą rewolucją ostatnich lat w kategorii całkowicie nowych elementów jest sztyca regulowana.
    Wydaje mi się, że dużo ludzi nie docenia zmian w geometrii roweru jaka miała miejsce w ostatnich latach. Gdyby 5 lat temu ktoś powiedział mi, że przesiądę się na 27,5, to bym powiedział, ze zwariował – przez długi czas uważałem, że nowy wymiar kół to właśnie próba wciśnięcia mi jako klientowi nowego produktu, którego tak naprawdę nie potrzebuję. Dla wyjaśnienia – prawie 15 lat jeździłem na fullu 26″, 100 skoku z tyłu, 130 z przodu. Po przesiadce na fulla 27,5 mogę z całą pewnością powiedzieć, że największym osiągnięciem branży jest po prostu geometria. Okazało się nagle, że rower z większym skokiem jest w stanie o niebo lepiej podjeżdżać. Celowo nie wspominam tu o zjeżdżaniu, ale właśnie o jeździe w górę, bo to jest moje największe pozytywne zaskoczenie przy 27,5. Tym samym jak najbardziej podpisuję się pod treścią artykułu.
    Tak na marginesie: ta strona to kawał dobrej roboty, od pewnego czasu mój „daily reading” obok Pinkbike

  3. Jak śpiewa Znana Artystka

    „Kupiliśmy prawie wszystko,
    Ale wciąż nie mamy nic.”

    ;)

  4. Bardzo fajny blog. Jest tu dużo unikalnych treści i ciekawych przemyśleń, a do tego ciekawe dyskusje w komentarzach. Tak trzymać!!

  5. Jak zwykle prawda leży gdzieś po środku, artykuł trafny, postęp jest widoczny i odnoszę wrażenie, że na dzisiejszych rowerach można więcej. Ale jak wyżej trafnie parę osób zauważyło, że niekiedy koncerny robią nowości na siłę i niby rewolucję chcą sprzedać za przegięte pieniądze. Każdy chce zarobić wiadomo, ale robią też z ludzi frajerów, albo oni sami się dają zfrajerzyć. Jak biker jest doświadczony zna swoje preferencje i ma jakies tam zapatrywania indywidualne na rowerowanie to też nie da sobie wcisnąć byle czego. Ja jako biker czuję się trochę osaczony ze swoimi kołami, mocnymi i lekkimi 26, sztywną ramą ns eccentric z rurek tange i niezniszczalnym amortyzatorem rs domain. Mało to nowoczesne, ale bardzo przyzwoitej jakości, ten zestaw jest piękny w swojej prostocie, (magia smukłych zgrabnie połączonych stalowych rurek) i równie pięknie jeździ, amor ma regulacje skoku i z geo mogę kombinowac do woli, a wybiera tak, że nowe zajebiste powietrzne pajki kolegów mogą się schować i ratował mi dupę wielokrotnie.Do swojego rodzynka dokupuje rzeczy które są praktyczne i na bieżąco go ulepszam, ( nowy trend z szerokimi kierownicami jest bardzo dobry) Jak ma się solidną podstawę to mozna ją tak ulepszać ze staję się coraz lepsza, bez konieczności wymieniania sprzętu co dwa sezony i sprzedawania nerki w tym celu. Postęp jest bardzo dobry, ale ślepa pogoń za nowościami i zapominanie o sprawdzonych rozwiązaniach tez trochę bez sensu. Trzeba wiele rzeczy brać na chłopski rozum, że tak powiem i nie dać się zwariować ;)

  6. Ciekawy artykuł, zresztą jak pozostałe na tym blogu.
    Jednak moim zdaniem pominięto jedną ważną rzecz. Standardy odchodzące nieco do lamusa przestają być wspierane i oferowane (zwłaszcza w przypadku wyższych grup osprzętu). Poszukajcie kasety wyższej grupy na 8 biegów, to samo z manetkami i pewnie wieloma innymi elementami. Jestem świadom, że chcąc przejść np. na napęd paskiem muszę ograniczyć się do ram z rozkręcanym tylnym trójkątem ale myślę, że użytkowników szczególnie denerwuje „zmuszanie” do przejścia na nowe rozwiązania (ilość biegów, standardy piast a zwłaszcza osi). Jedna zmiana pociąga za sobą 3 inne i dochodzimy do momentu gdy „taniej” zmienić ukochany, latami składany i dopieszczany sprzęt,

  7. Takie trochę pitolenie o szopenie a prawda jest jedna:
    Niech każdy z Was pomnoży swoją pensję przynajmniej CZTEROKROTNIE i odpowie sobie na pytanie jakim rowerem by jeździł i czy przejmowałby się faktem konieczności wymiany/apgrejdu jakiejś części…

    A tak właśnie wygląda życie „na zachodzie”…

  8. Budyniu, ja lubię grzebać przy rowerze, jak czegoś nie zmienię po swojemu to się źle z tym czuję i jak coś zrobię samemu i po swojemu to dopiero wtedy sprawia mi satysfakcję jazda na moim własnym składaku ;) i robię wszystko sam od serwisu amora po składanie kół itp. Mam aktualnie kilka samodzielnie złożonych rowerów, tzw. górski, holender, i tydzień temu zaliczyłem testowe jazdki kolejnym wynalazkiem, ni to szosa ni to ostre ni to mieszczuch :) Majsterkowanie to dla niektórych jeden z nieodłącznych i bardzo ważnych elementów tego hobby ;)z dowalonego zardzewiałego złomu potrafię zrobić całkiem zacny przyrząd do jeżdżenia, to satysfakcja jak znajomi wybałuszają oczy i się dziwią ze to ten sam rower co niedawno wyglądał jak złom. wyrzucić kupę siana w bezmyślny sposób to nie sztuka. Jakbym zarabiał więcej to bym składał dalej, tylko zakupiłbym sobie oddzielny garaż na same rowery ;)trochę odbiegliśmy od tematu to strona enduro, a tu wszystko musi być nowoczesne :P ;) ja enduro jeżdze już jakieś 10 lat tylko o tym nie wiedziałem, dopiero branża rowerowa mnie w tym uświadomiła ;) mam nadzieje że szydera nie będzie odebrana na poważnie ;)

    1. Renowacja „gratów” to super zabawa, ale najlepiej sprawdza się właśnie w przypadku starych szosówek czy rowerów miejskich (sam mam takiego 26-letniego Rometa). Czasem mnie kusi, żeby złożyć sobie jakiś dawny rower marzeń (Orange Ms Isle, Santa Cruz Heckler, Appalache Real…), ale ostatecznie fun w garażu przegrywa z funem na szlaku ;) A ten jest zdecydowanie większy na nowoczesnym sprzęcie.

  9. Szymon Łukasiewicz

    „wszystko lykasz jak młody pelikan ” już to chyba gdzieś słyszałem :D

  10. Osiągnęliśmy taki punkt ewolucji roweru górskiego, że nie ma już co liczyć na przeskok w stylu stal/alu, HT, 26″, 40-60 mm, 3x 5-6, cantilivery, stroma geometria –> kompozyt, full, 27,5-29″, 100-200 mm, 1-2x 11, hydrauliczne tarcze, elektryczne przerzutki, automatycznie regulowane/blokowane zawieszenie.

    Rowery będą się starzeć co raz wolniej, bo zbliżamy się do ściany. Koła już od dawna nie rosną (nawet 29″@200 mm to wciąż pieśń przyszłości). Osi nie można pogrubiać i poszerzać w nieskończoność. Przekosy łańcucha ograniczają maksymalną możliwą ilość koronek w kasecie (stawiam, że do 13-15). Geometrii tez nie można w nieskończoność uprogresywniać.

    W zasadzie dużo można zrobić jeszcze tylko w kwestii wagi rowerów ścieżkowych. Przykładowo, przy tym samym zawieszeniu i osprzęcie (Pike, Monarch Plus, pełne XT) aluminiowy(!) WFO 9 waży tyle co Reign Advanced 1 (sic!). Z kolei w wypadku ścigaczy XC chyba nie ma na razie co liczyć na mniej niż ok. 9-10 kg.

  11. Diabeł mieszka w lustrze w Twojej łazience, przyjrzyj się dokładnie. Rower górski to maszyna poddana niezliczonej ilości zmiennych, wynikających z doboru komponentów, ich ustawieniami, potem warunkami na trasie, przeciętnym prędkosciom, wreszcie budowie psychicznej i fizycznej rowerzysty, jego umiejętnościom, wytrenowaniem a także predyscpozycjami genetycznymi. Badania naukowe nad wpływem konkretnych rozwiązań na czasy przejazdów nie istnieją, bo istnieć nie mogą (nawet SPD kontra Platfusy nie zostały jeszcze naukowo rozstrzygnięte), stąd przytłaczająca większość podawanych w broszurach właściwości danego komponentu, czy geometrii ramy jest niczym więcej tylko założeniami producenta jak coś ma się zachowywać, podmalowane marketingowym slangiem. Są jednak przedstawiane i bronione przez anty hejterów jako prawa fizyki, tyle że selektywnie. Niektóre wynalazki jak dropper, najnowsze opony czy hamulce tarczowe robią wielką różnice, natomiast zmiany rozmiarów… tu już bywa różnie. Każdy kto ma odrobinę pojęcia o geometrii i statyce, wie, że Boost nie wnosi praktycznie niczego do rowerów, które nie są „PLUS” – wystarczy wrysować to w CADzie by zobaczyć, żę kąty szprych pozostają praktycznie bez zmian. Intencja dobra, większość piast przednich 20mm marnuje dostępną szerokości rozstawu kołnierzy. Tylko dlaczego nie poszli na całość i nie walneli 157mm? W skrócie mówiąc wszystko idzie do przodu i cel uświęca środki, ale nie można wymagać, żeby każde pierdnięcie zasługiwało na głebokie zaciągnięcie się i opiewanie jako zapachu fiołków. Jeśli lubi się migdałki to trzeba czasem przegryźć gorzkiego. Połkniesz go czy wyplujesz, decyzja należy do Ciebie

  12. Moze jakies konkrety!

    Duzo pierdolenia o przewadze WIelkiej Noxcy nad Bozym Narodzeniem.

    Jesli uwazasz ze w 2001 rowery niczym sie nie rozni9ly to znaczy ze nie masz pojecia o rowerach.

    Gowniany artykol ktory nic nie wnosi, taki esej o pedalowaniu przed siebie.

    1. Macieju, albo nie przeczytałeś całego tekstu, albo go nie zrozumiałeś :P Bo opiera się własnie na tym, JAK BARDZO różnią się dzisiejsze rowery od tych z 2001. Na pewno mamy dziś nieporównywalnie większy wybór, niż wtedy.

  13. Michale, Maćkowi chodziło o to, że w 2001 roku poszczególne rowery różniły się od siebie, a Ty stwierdziłeś, że nie. Czytanie ze zrozumieniem nie boli…

    Podobnie jak kilku przedmówców uważam, że ludzi nie tyle wkurzają nowości, co szybkość w jakim starzeje się sprzęt kupinny za dość konkretną kasę sezon czy dwa temu.
    Inna sprawa, że niektóre nowości są wprowadzane na siłę, żeby właśnie zarobić kasę, a nie faktycznie coś poprawić… ale co ja tam wiem.

    1. Wiem że o to chodziło – dlatego piszę, że dziś mamy nieporównywalnie większy wybór. Jak zestawisz dzisiejszą zjazdówkę, fatbike’a i jakiegoś elektryka, to jednak okazuje się, że na tym tle rowery z 2001 były „takie same”.

      A co do szybkości starzenia się sprzętu, to chyba niefortunne sformułowanie… Sprzęt starzeje się dokładnie tak samo jak kiedyś. Po prostu szybciej pojawiają się inne nowinki, które też chciałoby się mieć.

      To jest ciekawy paradoks – z jednej strony na nowości narzekają ludzie, którzy chcieliby żeby zmiany w nowych rowerach postępowały jak najwolniej.
      Z drugiej strony: byle nowinka wytrąca ich z równowagi i powoduje, że uważają swój sprzęt za „stary”…

Dodaj komentarz do tekstu Diabeł Marketing – kto rządzi branżą?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top