Kalendarz zawodów enduro 2016

Zawody / 

Gdzie będziemy mogli się pościgać w tym sezonie? Tradycyjnie przygotowałem dla Ciebie mapę i pełny kalendarz zawodów enduro 2016 wszystkich organizatorów.


 DataSeriaMiejsceUwagi
Maj01.05.2016endurotrails-logo-100Bielsko-Biała (mapa)
14-15.05.2016joyride-logo-100 Kluszkowce (mapa) JoyRide Festival
Czerwiec04.06.2016emtb-logo-100Mieroszów (mapa)
18.06.2016Enduro MTB SeriesPrzesieka (mapa)
25-26.06.2016joyride-logo-100 Zakopane (mapa)JoyRide Festival
Lipiec09-10.07.2016emtb-logo-100Szklarska Poręba (mapa)Festiwal Rowerowy
Sierpień27.08.2016endurotrophy-logo-100 Sienna (Czarna Góra) (mapa) Mistrzostwa Polski / IMPREZA ODWOŁANA!
Wrzesień10.09.2016endurotrails-logo-100Bielsko-Biała (mapa)
Październik08.10.2016Enduro MTB SeriesBaligród (mapa)

Kalendarz zawodów enduro 2016


W ramach planowania sezonu startów, polecam Ci też powiązane wpisy:

 

  1. Na to czekałem. Dzięki

  2. można liczyć na aktualizacje powyższej listy?

    1. Można :) Ale chyba nic się nie zmieniło…?

  3. Mistrzostwa w Czarnej Górze w lipcu to pewny termin? W kalendarzu PZKOL dalej sierpniowa data na maile nie odpowiadają nie wiem czy tam dzwonić czy ki pierón? Kto to w ogóle organizuje?

    1. Podobno pewne są tylko śmierć i podatki. Ale moje informacje pochodzą bezpośrednio od organizatora (Pawła z Horizon Five / Enduro Trophy), a że w PZKolu jest czasem bałagan, wiadomo nie od dziś…

      1. Mistrzostwa Polski w Sierpniu!

          1. Organizator ;)

  4. czy ktos wie dlaczego w tym roku nie ma otwarcia na ślęży ???

  5. Lipcowa data ET w Czarnej Górze jest nieaktualna – zawody odbędą się 28 sierpnia.

Dodaj komentarz do tekstu Kalendarz zawodów enduro 2016

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Fatbike – po co to komu?

Porady, Sprzęt, Trendy / 

Do pokoju szedłem niepewnym krokiem. Może się jednak wrócić? Po kask i rękawiczki sięgałem z przerażeniem. Co ja właśnie zrobiłem?! Stres jak przed startem odcinka specjalnego. Co to będzie? Czego się spodziewać? Czy bezsensownie stracę dzień jazdy po rewelacyjnych podhalańskich singlach? Czy dam radę nadążyć za innymi? Jak ja zjadę ściankę? A co jak coś popsuję? Nawet nie mam zapasowej dętki…

Takie myśli towarzyszyły mi tuż po… pierwszym wypożyczeniu fatbike’a. W przechowalni samotnie czekał mój wypieszczony i na wskroś objeżdżony Canyon, a w planach na ten dzień były typowe trasy enduro, bez grama śniegu czy piasku. Mimo to, coś mi strzeliło do głowy, żeby w końcu spróbować czegoś całkiem nowego, a we flocie rowerów testowych nie było nic bardziej odjechanego od fata na oponach 4,8″. Cóż, klamka zapadła, umowa wypożyczenia podpisana. Jakoś to będzie.

Artykuł powstał dzięki pomocy Fatbike Polska i Rose Bikes, ma jednak charakter niekomercyjny.


Co to jest fatbike?

Jeśli nigdy nie miałeś kontaktu z takim rowerem, garść suchych faktów dla Ciebie. Faty, tłuściochy, grubasy, tłuszczaki, grubcie – to rowerowe odpowiedniki monster-trucków, toczące się na oponach o szerokości od 4″ wzwyż. Większość nie przekracza 5″, jednak sporadycznie pojawiają się jeszcze większe potworki. Oczywiście takich balonów nie da się upchnąć do normalnego roweru, więc faty to też:

  • charakterystyczne szerokie obręcze z „dziurami” zmniejszającymi masę (szerokość 70/80/100 mm);
  • szerokie piasty (135/142/150 mm z przodu i 170/177/190/197 z tyłu);
  • szerokie suporty (100/120 mm);
  • miękkie przełożenia (przednia zębatka poniżej 30 zębów);
  • oczywiście pasujące do tego wszystkiego ramy i widelce (zazwyczaj sztywne).
Fatbike Rose The Tusker Bluto Reverb

Rose The Tusker na stosunkowo „chudych” i „lekkich” oponkach 26×4.0″.

Jeśli od wymienionych cyferek jeszcze nie boli Cię głowa, to niezły z Ciebie twardziel. Wszystko jest tu zależne od wybranej szerokości opon, a Boost i wszystkie Pressfity to pikuś przy „standardach” fatbike’owych. Moja rada: nawet nie zaprzątaj sobie głowy technikaliami. Im mniej o nich wiesz, tym więcej masz frajdy z jazdy. Bo faty to przede wszystkim zupełnie nowe doświadczenie.






Jak się jeździ na facie?

Inaczej! Już stojąc w miejscu czuć tarcie opony o podłoże przy kręceniu kierownicą. Nie tylko przez szerokość – naciskając oponę palcem masz wrażenie, że ktoś zapomniał ją napompować. Nie odbiega to zbytnio od prawdy, bo ciśnienia w fatach są tak niskie, że trudno je zmierzyć manometrem. Zwykle w okolicach 0,3-0,7 bara (4-10 psi). Dobór ciśnienia jest kluczowy – pamiętaj, że opony to tutaj ponad 100 mm skoku „zawieszenia”, ale… praktycznie pozbawionego tłumienia. Napompujesz za dużo – opony będą podskakiwać jak blachary na disco.

Fatbike opona 4,9 + NoShox

Opony o takiej objętości dużo wybaczają, ale nie miej złudzeń, że zastąpisz w ten sposób zawieszenie – sztywniak pozostaje sztywniakiem.

Szerokie jak walec i miękkie jak kisiel opony mają na celu jeden efekt: trakcję! Przyczepność fata to klasa sama w sobie. Podczas pierwszej jazdy po mokrych singlach Rowerowego Podhala, jadąc za riderami na rowerach enduro musiałem z przymrużeniem oka traktować ich walkę na wyślizganych korzeniach i błotnych pułapkach. Fatbike po prostu po tym wszystkim przetaczał się jak czołg, nawet nie dając mi znać o tym, co dzieje się pod kołami.

Precyzyjny wybór linii przypomina wycinanie wyrostka robaczkowego za pomocą siekiery

Tu dochodzimy do pierwszej wady fatbike’ów. Przyczepność jest w nich potężna, ale… niezdefiniowana. Precyzyjny wybór linii i wyczucie podłoża są tu bardzo ograniczone i przypominają wycinanie wyrostka robaczkowego za pomocą siekiery. Po prostu wiesz, że możesz cholernie dużo, ale nie wiesz, ile i gdzie dokładnie. Do tego dochodzi wymagające przyzwyczajenia zachowanie na koleinach i trawersach – grube opony same „ciągną” w stronę zbocza, co po przesiadce z opon 2,3″ potrafi niemiło zaskoczyć.

A opory toczenia?

Mięśnie i płuca bolą już od samego patrzenia na 1,5-kilogramowe, 4,8-calowe opony napompowane do 0,3 bara. Ale jak jest w praktyce? Opory toczenia to chyba największe zaskoczenie dla każdego, kto pierwszy raz wsiada na tłuściocha. Rower po prostu jedzie, i to w dodatku dość żwawo! Duże znaczenie ma fakt, że większość grubasów to sztywniaki lub hardtaile (choć są i fulle), więc dla osoby przyzwyczajonej do 160 mm skoku, każdy będzie zrywny i efektywny. Połączenie tego z rewelacyjną trakcją i płynnym przetaczaniem po przeszkodach powoduje, że na podjazdach bez problemu można dotrzymywać tempa kumplom na rowerach enduro.

Fat bike - asfalt opory toczenia

Takie momenty są do przeżycia, ale dużo przyjemniej jest ich unikać.

W terenie nie ma więc się czym martwić, a co z asfaltem? No cóż… Tu już niestety masa i galaretowatość opon daje w kość. Wrażenia będą znajome dla każdego, kto miał kiedyś w endurówce opony 2-ply z ciężką dętką. Nagrodą jest zajebisty dźwięk pikującego bombowca B-52 na asfaltowych zjazdach ;)


Ale umówmy się – fatbike’i nie służą do jazdy po enduro-singlach ani po asfalcie. To jakby narzekać, że Hummer wykręcił słaby czas na Nürburgringu. Do czego więc stworzono faty?

Śnieg

Do rozwoju fatów najbardziej przyczyniły się zawody organizowane na Alasce i takie warunki najbardziej sprzyjają grubym oponom, które dzięki większej „flotacji” (termin bardzo lubiany przez fat-fanów ;)) nie zapadają się tak bardzo w śniegu i oferują dobrą przyczepność. Mimo to, jazda jest możliwa raczej po ubitym śniegu (np. szlaki uczęszczane przez biegaczy narciarskich i pieszych) i w dalszym ciągu wymaga sporych umiejętności. Trudno jednak o lepszą zimówkę od fata – do tego stopnia, że posiadanie go zupełnie zmienia sposób postrzegania zimy (śmiej się w oczy trenażerowi!).

Fatbike - Droga Pod Reglami

Mając fata, zima nie napawa Cię już obrzydzeniem, a może nawet… trochę na nią czekasz? / Fot. Łukasz Dotoń, Fatbike Polska

Piasek

Fatem bez problemu pojeździsz po bałtyckich plażach czy Pustyni Błędowskiej. Na suchym, sypkim piasku dalej trzeba mieć dobrego skilla, ale nawet bez niego i tak przejedziesz miejsca, w których zwykłe opony dawno by się zakopały.

Fat bike - Pustynia Błędowska 2

Może i dałoby się tu przejechać normalnym rowerem, ale popołudniowy przejazd przez pustynię na fatbike’u to doświadczenie z innej bajki.

Off-road

Na facie, jak na żadnym innym rowerze, możesz sobie pozwolić na jazdę poza jakimikolwiek trasami. Po prostu wbijasz się w las, ignorując miękkie podłoże usłane gałęziami i lecisz na azymut. Na dłuższą metę to trochę bez sensu :) ale raz na jakiś czas ścięcie zakrętu „na dziko” daje kupę frajdy.

Fat bike - offroad las

Nie jest to może pierwsze zastosowanie fata, jakie przychodzi do głowy, ale leżące na drodze drzewa i gałęzie pokonuje się dużo łatwiej. / Fot. Maciej Patrzałek


Kwestią dyskusyjną jest zachowanie fatów w błocie. Krótkie błotne pułapki pokonuje się świetnie, przelatując po prostu górą. Ale dłuższa jazda w gliniastym błocie zapycha skromny bieżnik opon, a ich duża szerokość utrudnia przebicie się do twardszego podłoża.

Fat bike - opona błoto

Błoto – tak. Klejące błoto – nie!

Dla kogo fatbike?

Na pewno nie dla osób skrytych i skromnych. Mając fatbike’a, możesz zapomnieć o anonimowości. Jadąc na nim, co chwilę będziesz słyszał za plecami: „tato, dlaczego ten pan ma takie grube opony?”. W przypadku co głupszych dorosłych często przechodzi to w hejt i złośliwości. Tego zresztą nie brakuje nawet w kręgach osób mocno wkręconych np. w enduro, które nigdy nie miały okazji pojeździć na tłuszczaku. Jeśli zaliczasz się do tej grupy, koniecznie spróbuj i przestań pisać farmazony o śmieszności i bezsensowności grubych opon.

Fat bike - Dolina Chochołowska

Na facie trudna trasa nie jest niezbędna do dobrej zabawy.

Ale faty największy „power” mają w przypadku początkujących. Swoim wyglądem, ale też łatwością jazdy i przyczepnością przyciągają do siebie ludzi nie jeżdżących na co dzień w terenie. Przykładowe grupy, które powinny się nimi zainteresować to: trekkingowcy (zarówno piesi, jak i rowerowi), bikepackerzy, rekreacyjni narciarze biegowi, leśniczy, myśliwi, przełajowcy czy wszystkie osoby odstawiające rower na zimę.

Czy warto kupić fatbike’a?

No dobra, czyli wszystko fajnie i trzeba kupić?

Jeśli mieszkasz nad morzem czy w innym mocno piaszczystym rejonie – tak.
Jeśli mieszkasz na planecie Hoth lub regularnie jeździsz po górach zimą – tak.
Jeśli rzadko jeździsz utwardzonych po trasach i lubisz się wyróżniać – tak.

Fat pewnie będzie Twoim trzecim rowerem w garażu, ale i tak będziesz w stanie go wykorzystać i wyciągnąć z niego kupę frajdy.

Fat bike - Dolina Chochołowska

Gdybym mieszkał w górach i regularnie jeździł zimą – brałbym! / Fot. Łukasz Dotoń, Fatbike Polska

Polecam Ci jednak zakup wersji z przednim amortyzatorem – cholernie dużo zmienia i bardzo poszerza zakres możliwości również na trudnych, technicznych trasach, o czym przekonałem się testując świetnego Rose’a The Tusker. Na tą chwilę do wyboru masz w zasadzie tylko Rock Shoxa Bluto. Z powodu wspomnianych wcześniej (anty)standardów, unikaj też samodzielnego składania roweru – po prostu kup gotowca, zaoszczędzisz sobie sporo nerwów i oczekiwania na trudno dostępne (i absurdalnie drogie) części.

Jeśli możliwości fata wykorzystasz tylko kilka razy w roku, dużo bardziej opłacalne jest jego wypożyczenie

Jeśli jednak – tak jak ja – możliwości fata w pełni wykorzystasz tylko kilka razy w roku, dużo bardziej opłacalne jest jego wypożyczenie. Ja dwukrotnie jeździłem z Fatbike Polska i mogę z czystym sumieniem polecić. Rower można sobie wypożyczyć w Krakowie, ale dużo lepiej wybrać się na zorganizowaną wycieczkę z Łukaszem (właścicielem). Za ciut więcej, niż kosztuje dętka do fata, masz całodziennego tripa np. po wspomnianej Pustyni Błędowskiej, czy po zaśnieżonej Dolinie Chochołowskiej. Wystarczy pojawić się na miejscu startu – o jakichkolwiek kwestiach sprzętowych możesz zupełnie zapomnieć, a po wycieczce nawet nie musisz myć roweru ;) Fajna sprawa. Jest to też dobry sposób na obycie z tematem, jeśli wahasz się, czy kupić własnego grubasa.

Fat bike - enduro Tatry

Chcesz własnego tłuszczaka? Przed użyciem skonsultuj się z ulotką lub przetestuj. A potem wbijaj np. na Ceneo/ Fot. Łukasz Dotoń, Fatbike Polska

Podsumowanie

Na początku na fatach jeździło się tylko po śniegu i wszystko było jasne. Teraz lansuje się je niemal jako rowery dla Kowalskiego – o co chodzi w tym fenomenie?

Jednym słowem: o fun.

Grube opony mają w sobie mega przyciąganie i już samym wyglądem zachęcają do wskoczenia na siodełko i wjechania w najbliższy krawężnik. Nie są idealne do wszystkiego, są drogie, wolne na asfalcie, męczące na technicznych trasach i wywołują skrajne reakcje osób postronnych. To wszystko wymusza na Tobie odcięcie się od tych wszystkich pierdół: zignorowanie hejterów, wyłączenie Stravy, puszczenie trenujących kumpli przodem. I skupienie się wyłącznie na jeździe.

Chyba właśnie to, a nie trakcja czy flotacja na śniegu, decyduje o ich coraz większej popularności.

Fat bike - Pustynia Błędowska


Jeśli artykuł Ci się podobał, udostępnij go proszę na Facebooku i rzuć okiem na podobne!

 

  1. Dziękuję!
    To chyba pierwszy rozsądny tekst o tych rowerach uwzględniający praktyczne uwarunkowania jazdy na tłuścioszku. Bez pochlebnych panfletów ale i bez przesadzonej krytyki. Po przeczytaniu Twojego mini reportażu aż mi się zachciało spróbować jazdy na tym „wynalazku”. :-)

  2. Błoto… Jak się na nie wybiera takie słabe papcie jak Fat-B Nimble to jest jak jest. Na błoto jest Nate, Floater albo Vanhelga od 45NRTH.

    Takie paucie podnosza równiez dzielność grubola podczas jazdy szlakowej.

    … a na asfalt jest jedna metoda. Podnieść ciśnienie do 15PSI. Wtedy nawet auto-sterowanie zanika :)

    Szacunek…
    I.

  3. Dostępne już są amory RST Renegade oraz pewnie jeszcze niedostępne Lauf Carbonara :) Coś jeszcze się pojawiło na targach typu upside-down, ino nie pamiętam marki. Pozdr!

  4. Lauf to nie amor, tylko perfidny, niestłumiony uginacz za przyprawiające o płacz i szamotanie pępka pieniądze :)

    Jest kilka niszowych amorków ale Bluto to jedyna opcja za rozsądne pieniądze oferująca rozsadne działanie – o ile temperatura nie spada za nisko…

    Szacunek…
    I.

  5. Ja jeździłem na facie jedynie po asfalcie, ale pamiętam, że nie odczułem znacznej różnicy od innych rowerów na oponach 2.3-2.5. Może dlatego, że gumy były dosyć mocno nabite. Według mnie jazda na takim rowerze ma sens dopiero w warunkach, w których „normalny” rower naprawdę nie daje rady. Czyli właśnie piach i głębszy śnieg. Na przykład tak jak na 9 i 10 foto normalny rower dałby radę, a przynajmniej tak mi się wydaje (zdjęcie może mylić)

    Widziałem kiedyś filmik reklamowy na PB, w którym jeździli na grubasach po bardzo głębokim śniegu-tak, że bez problemu można by jeździć na nartach. Dopiero po jego obejrzeniu pomyślałem sobie, że to rzeczywiście ma sens. W innych przypadkach jest to kolejna maszynka do pieniędzy, dla producentów :)

  6. wojciech bartnicki

    a mnie ten artykuł tylko utwierdził w przekonaniu, że nie chcę jeździć na facie :) … ale np.27+ już bym miał ochotę spróbować

  7. fatbike nadaje sie na wszystkie mozliwe opcje i nie ma ograniczen do sniegu czy tez piasku, ja zamienilam mojego stumjumpera na fatboya i go uwielbiam…fakt faktem ciasne zakrety przychodza mi troche trudniej, ale sama frajda i kompletnie inna jazda przebija wszystko…moj maz bedzie bral udzial w wyscigu enduro… wlasnie na fatbike-u…bedzie ciekawie, cgyba bedzie jedynym fatbikerem ;-) pozdrawiam

  8. Chcę naklejkę NOSHOX!

  9. Oj, trzeba było zastrzec sobie wcześniej nazwę „Grubcio”:) A tak na serio, jestem pod wrażeniem tego,że Wooyek wyczuł to, że rower chce skręcać „w górę zbocza”, co jest odczuwalne nawet na asfalcie przy głębszym pochyleniu się w zakręcie.

  10. Na jakich dokładnie ścieżkach testowałeś fatbajka? I jakie trasy enduro/AM mógłbyś polecić na Podhalu?

    PS Jak zwykle fajny styl, dobrze się czytało :)

    1. Dwoma różnymi fatami jeździłem po singlach Rowerowego Podhala z Mietłówki (Długi, Ciepły, Mietła) i Butorowego (Dziadkowe, Drapichrust) – i te trasy mogę śmiało polecić. Nie są one całkiem oficjalne, ale powinieneś je znaleźć bez problemu np. na Stravie ;)

    2. @Strangler

      Mapkę singli, o których pisze Michał znajdziesz na Trailforks http://www.trailforks.com/region/ko-cielisko-11536/
      Są tam również dokładne opisy dla każdej ścieżki.

      Pozdrawiam,
      Przemek

  11. Krzysiek Świerczewski

    Bardzo obiektywne podejście do tematu. Super mi się czytało i stwierdzam, że nabrałem ochoty przetestować fata w Chochołowskiej :)
    PS
    Michale, uwielbiam Twoje dosadne porównania :D

  12. Mnie się ten wpis zupełnie nie podoba, ponieważ ten cały obiektywizm jest udawany. Jak pierwszy raz zobaczyłem grubasa to się puknąłem w głowę, bo odruchowo człowiek myśli opory toczenia. Ale w fizyce stoi jak byk: szersza opona ma mniejsze opory toczenia przy tym samym ciśnieniu niż węższa (ze względu na ugięcie ścian bocznych). Autor potwierdza to prawo doświadczalnie. Zatem odpada jedna poważna wada i zaczynają się zalety. Śledzę to co się dzieje z fatami na mtbr i widzę gości jeżdżących po schodach, po konarach, wielkich kamlotach, babeczki budujące skila w nieprawdopodobnym progresie. Jazda na pograniczu trialu i wszędołażenia. I to wszystko wylazło na przekór wielkim koncernom rowerowym, bo ci jeszcze do końca nie sprzedali wylansowanego ęduro, kół w rozmiarach 29, 27,5 i ludziska wyskoczyli z grubymi oponami. Po co komu fatbike, no ewidentnie rysuje się to jako uniwersalne narzędzie do jazdy terenowej.

    1. Mam wrażenie że przeczytałeś tylko tytuł, a wpisu już nie ;) Generalnie zgadzam się z Tobą i nie silę się na obiektywizm, tylko opisuję własne – subiektywne – wrażenia z jazdy.

      1. Przeczytałem wpis ze dwa razy, bo szybko czytam a Twoje wpisy są ciekawe. I wszystko by było ok, gdyby nie 3x jeśli (zima w górach, plaża, lans). Ja nawet rozumiem ten programowy sceptycyzm do fatów jak na pinku, no bo wiara pokupowała rowery po tysiące dolców a teraz znowu z czymś wyskakują i jeszcze na tych homemade filmikach z fatami wiaruchna ma ustawicznego banana na papuchnie.
        Jeszcze wrzucę coś. Tak, nie z ulicy kolesie tylko co liznęli trialu, z dziesięć lat temu skakali przez konar:
        https://www.youtube.com/watch?v=4FUo9tzK2SY
        a tak często widziane zjawisko na facie:
        https://www.youtube.com/watch?v=Go7qYBbUo_M
        albo tu
        http://imgur.com/nz3Ne1T
        ja też nie dowierzam:)

        1. Ale chyba już uwierzyłem:
          https://www.youtube.com/watch?v=Zr6jfmTqYQQ
          Czyli następnym krokiem, który już zresztą został wykonany będzie FS Fat, co by szybciej pomykać w dół.

          1. Tak – fatbike to fajny uniwersalny wszędołaz o dużych możliwościach. Nawet wyobrażam sobie zakup takiego np. Tuskera (z Bluto i Reverbem) jako jedyny rower. Ale czy jest to optymalne rozwiązanie „dla ludu”…? Tego bym nie powiedział ;)

  13. To jest oczywiście prawda fat na razie „dla ludu” nie będzie. Ja od 4 lat jeżdżę jedynie na szosie, po ponad 20 latach mtb. I ciągnie wilka do lasu. Mam rzut beretem w G.Sowie i fat będzie moim kolejnym rowerem do szwendania się, bez spinki, po lesie, gdzie oczy poniosą:)
    P.S. Dzięki za fajną dyskusję – to znaczy, że nie zlewasz czytelnika. Mam nadzieję, że temat fatów nie wyczerpany:)

    1. Jutro niestety oddaję Tuskera :( Ale kilku spędzonych razem tygodniach, wiem że to nie koniec tłustej zabawy ;)

  14. Jeżdżę od grudnia 2015 roku fatbajkiem (Silverback 4.7″). Jako „staruch” mam wrażenie że to dla takich jak ja wymyślono Fat bike . Jeżdżę po wszystkim i tam gdzie mam ochotę . To mój jedyny rower .

  15. Ee tam rower dla miejskich ciot i gimbusów które chcą być modne.. Widze pełno tych pokrak w Warszawie co jeżdżą po asfalcie.. Oczywiście szanuje tych którzy wykorzystują go zgodnie z prZeznaczenien..ale teraz zrobiła się moda i każdy gimbus musi mieć taki. Żenada

  16. Zastanawiam się nad kupnem Canyona Exceeda. Mam 169,5cm, wzrost = rozstaw ramion. Kalkulator Canyona podpowiada S, ale parametry z tabelki (Twojej i innych) bardziej podpowiadają M, gdyby nie przekrok 791 (moja wewnętrzna długość nogi to 78-79). Wartości przekroku dla Exceeda w ogóle wydają się jakieś wysokie w stosunku do reszty parametrów (https://www.canyon.com/pl/mtb/exceed/exceed-cf-slx-9-9.html) . Możesz coś podpowiedzieć?

Dodaj komentarz do tekstu Fatbike – po co to komu?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Postanowienia noworoczne, które będziesz chciał zrealizować

Opinie, Porady / 

Schudnę, pójdę na siłownię, poprawię wyniki na zawodach, rzucę palenie, będę zdrowo jeść, wcześniej wstawać… Taaa, jasne. Czy kiedykolwiek udało Ci się zrealizować takie plany? No way! Ale zdradzę Ci sprawdzony sposób na udane postanowienia noworoczne: muszą być zajebiste! Rzeczy, które faktycznie CHCESZ zrobić. Wbrew pozorom, takie cele też warto sobie spisać i zaplanować, żeby przypadkiem o nich nie zapomnieć.

Poniżej przedstawiam Ci listę najfajniejszych rzeczy, jakie wymyśliłem sobie na 2016. Zrealizowanie wszystkich punktów będzie cholernie trudne, ale odhaczenie choćby kilku z nich = udany sezon!

1. Uporządkuj skrzynkę z narzędziami

Zaczynamy niepozornie od ogarnięcia tych wszystkich kluczy, śrubokrętów młotków, smarów, odtłuszczaczy i innych gadżetów. Na zadbanym rowerze po prostu lepiej się jeździ, a uporządkowany domowy warsztat bardzo temu sprzyja. Poza tym bądźmy szczerzy – każdy facet to uwielbia!

2. Zrób kompleksowy serwis roweru

Jak już warsztat masz ogarnięty – użyj go. Lub zleć to zawodowcom. Nowy rower co sezon byłby fajny, ale w naszej strefie klimatyczno-finansowej to raczej mało realne, więc zrób tak, żeby był jak nowy. Pełne SPA, polerka lakieru, kompleksowy serwis zawieszenia i wszystkich łożysk, nowe linki, pancerze i klocki, a może nawet opony czy gripy? Razem to niemały wydatek, ale większość tych rzeczy prędzej czy później i tak Cię czeka. Zrobienie wszystkiego za jednym zamachem, najlepiej poza głównym sezonem, to oszczędność czasu i wielka satysfakcja z efektu końcowego.

sprzedaz-bezposrednia-13

Co do czego? Na szczęście są tacy, co wiedzą :)

3. Odkryj nowe trasy w starym miejscu

Ciągle klepiesz te same pętle dookoła domu? A może co weekend jesteś w Bielsku, ale ciągle jeździsz tylko Twistera? Spróbuj odkryć te miejsca na nowo – eksploruj i szukaj ścieżek, które nie wiesz, gdzie się kończą. Im węższa, tym lepsza. Często będziesz musiał się przedzierać przez krzaki albo zawracać, ale odkrycie nowego singla, o którym wcześniej nie miałeś pojęcia, jest tego warte.

4. Odwiedź całkiem nowe miejsce

Eksploracja jest pełniejsza, jeśli odkrywasz trasy w nieznanym miejscu. Nigdy nie byłeś w Bieszczadach? Singletracka pod Smrkem znasz tylko z opowieści? Słyszałeś o nowym bikeparku na Słowacji? Wrzucaj mapę do GPS-a i jazda!

trailforks-1

Trailforks jest jednym z wygodniejszych sposobów na szukanie (i znajdowanie!) nowych tras.

5. Przetestuj co najmniej jeden nowy rower

Poznawanie nowych rzeczy jest fajne również w kategoriach sprzętowych. Wypożycz na cały dzień jakąś wypasioną endurówkę z nowoczesną geometrią, a jeszcze lepiej coś odjechanego, czego sam nigdy byś nie kupił – fatbike’a albo e-MTB. Dzięki temu poszerzysz horyzonty i zyskasz argumenty do długich rozmów przy piwie.

6. Pojedź w Bieszczady na fatbiku

À propos Bieszczad i fatbike’ów – czemu by ich nie połączyć? Bieszczady słyną z dzikich, surowych szlaków, a faty idealnie się na takie nadają. Osobiście, ten punkt koniecznie muszę zrealizować!

fatbike-bieszczady

Te śmieszne opony to naprawdę niezła frajda, zwłaszcza jeśli „zwykły” rower trochę zaczyna Cię nudzić. / Fot. Maciej Patrzałek

7. Zalicz kilkudniową wyprawę z noclegami w schroniskach

Większość z nas, jadąc w góry rezerwuje jakąś wygodną bazę noclegową, przez kilka godzin atakuje szlaki i na obiadek wraca do cywilizacji. A co, gdyby zostać w górach na cały weekend, albo jeszcze dłużej? Śpiąc w schroniskach zazwyczaj nie musisz nawet wozić ze sobą śpiwora czy jedzenia – wszystko co potrzebne, zmieścisz w zwykłym plecaku.

8. Spędź weekend w górach ze spaniem na dziko

A jeśli masz chrapkę na jeszcze bliższy kontakt z naturą i odcięcie od cywilizacji, pobaw się w bikepackera – spakuj z kumplem lekki namiot, śpiwory, jakieś żarcie i piersiówkę i zarezerwuj nocleg gdzieś na górskiej polanie lub w opuszczonej bacówce. Spędzenie tak tygodnia to wyzwanie dla asów, ale jedną noc, nawet przy średnim przygotowaniu, prawdopodobnie jakoś przeżyjesz ;) Łyk inspiracji:

9. Zalicz górski night-ride

Pozostając w klimacie intensywnych doznań – wybierz się z kumplami na wschód słońca gdzieś na górskim szczycie. Jeśli nie masz jeszcze odpowiedniego oświetlenia, wpisz je na szczyt noworocznej listy zakupowej.

10. Spędź tydzień w Alpach

Ten punkt jest zdecydowanie najtrudniejszy do zrealizowania, ale to nie powód, żeby wyrzucać go z listy – wręcz przeciwnie. Niezależnie, czy będzie to enduro-tułaczka po alpejskich graniach, czy 5-dniowy karnet do Saalbach-Hinterglemm, wakacje nie mogą się nie udać.

Lago Di Garda Enduro Tremalzo singletrack

Alpy to nie tylko widoki. To też zajebiście długie asfaltowe podjazdy… Ale też srogie single, zwykle bardzo odmienne od polskich

11. Spraw sobie weekendowy karnet do bikeparku

Jeśli nie Saalbach, to może chociaż Kouty albo Stożek? Większość riderów niezwiązanych z DH mówi, że bikepark to najlepszy sposób na trening techniki na zjazdach. Owszem, ale bikeparki nie powstały po to, żeby w nich trenować, tak jak piaskownice nie powstały, żeby uczyć dzieci podstaw budownictwa. Bikeparki są po to, żeby się dobrze bawić na rowerze i głównie dlatego warto chilloutowo spędzić w nich kilka dni w roku, zapominając o planowaniu tras, podjazdach i drogach zwózkowych.

12. Pojeździj trochę na SPD (lub platformach)

Wizyta w bikeparku to dobra okazja, żeby przypomnieć sobie, jak jeździ się na platformach. A jeśli jeździsz na nich cały czas, przerzuć się na jakiś czas na zatrzaski. Tak jak pisałem w artykule o pedałach platformowych i SPD, warto być na bieżąco z obydwoma rozwiązaniami.

13. Wystartuj w co najmniej jednych zawodach enduro każdego organizatora

W tym roku nie napalam się na maksimum startów, ale chciałbym choć raz odwiedzić każdą serię. Zwłaszcza Mistrzostwa Polski i Enduro MTB Series, co niestety nie udało mi się w 2015.

Joy Ride Enduro Zakopane biuro zawodów

Skupianie się na jednej serii to dobry sposób na punkty w generalce, ale też rutynę.

14.Wystartuj w maratonie

Idąc za ciosem różnorodności, chciałbym w tym roku wystartować w przynajmniej jednym maratonie MTB. W 2015 pojechałem dla zabawy dystans mini w Myślenicach, a i tak dało mi to mega motywację do ogarnięcia przed startem swojej kondycji. Sam start też był przyjemniejszym przeżyciem, niż to zapamiętałem z dawniejszych występów. Do atmosfery zawodów enduro nie da się tego porównać, ale w ostatnim sektorze nie było zbyt wielkiej spiny. Najsłabszym punktem była erzacowa trasa, ale czego się spodziewać po familijnym dystansie? Dlatego w tym roku zdecydowanie celuję w średni (mega).

15. Wystartuj w zawodach DH

Żebyście nie myśleli, że zamierzam ogolić nogi, wbić się w spandex i zostać krosiarzem, w planach mam też jakiś gościnny występ w zawodach DH. To też w przeszłości mi się parę razy zdarzyło i… też słabo to wspominam (spina i lans gorsze niż na maratonie). Ale podobno cykl Beskidia Downhill jest przyjazny dla amatorów i nie każdy uczestnik kreuje się na miszcza świata i okolic.

p4pb5151596

Dawne dzieje… Nie zaszkodziłoby sobie przypomnieć, jak się to robi.

16. Pojedź na zawody za granicą

Nie wiem, czy starczy jeszcze czasu, żeby zaliczyć jakieś zawody za granicą, ale takie np. Rychlebskie Enduro wygląda kusząco. Wypadałoby też wybrać się kiedyś na Megaavalanche… co Ty na to?

17. Obejrzyj na żywo Puchar Świata lub Enduro World Series

Jak już start za granicą nie wypali, to fajnie byłoby chociaż obejrzeć innych w akcji. A jak biernie kibicować, to tylko najlepszym! Podobno jest to całkiem inne przeżycie, niż oglądanie swoich mistrzów na ekranie komputera i daje mega kopa i inspirację. Fort William czy Mont-Sainte-Anne są trochę za daleko, ale już np. Leogang można połączyć z tygodniem w Saalbach, a oddalone o rzut beretem Nové Mesto na Morave ma jedną z najlepszych na świecie tras XC.

18. Weź udział w szkoleniu

Zaliczenie pierwszych etapów szkolenia było dla mnie jednym z dwóch najlepszych, najświeższych i najbardziej otwierających oczy wydarzeń minionego roku (obok pierwszych jazd na facie). Zdecydowanie zamierzam kontynuować edukację w 2016! Zarówno pod okiem instruktorów, jak i we własnym zakresie.

19. Naucz się podjeżdżać

Na dobrego uphillowca składa się kilka cech. Na długich podjazdach: kondycja. Na stromych: siła i twarda psychika. Na technicznych: skill. U mnie wszystkie te cechy totalnie ssą. Bez dwóch zdań, podjeżdżanie to moja najsłabsza strona i dlatego w tym roku postanowiłem to zmienić. Jeśli Twoja słabość leży gdzie indziej – popracuj nad nią w tym roku, żeby całościowo najszybciej się rozwinąć.

samoszkolenie-07

Najszybszy progres uzyskasz pracując nad swoją najsłabszą stroną. A szybki progres jest spoko! / Fot. Michał Kuczyński

20. Naucz się wheelie

…albo bunnyhopa. Albo skakania na hopkach. Lub innej umiejętności „dodatkowej”, która sama w sobie może nie jest tak istotna jak chociażby umiejętność skręcania, ale na szlaku jest niezbędnym elementem całej układanki. Ja nigdy nie potrafiłem nauczyć się właśnie wheelie i wstyd mnie zżera za każdym razem, jak widzę dzieci jeżdżące na jednym kole po moim osiedlu… W tym roku do nich dołączę, o!

21. Spędź dzień na pumptracku

Pompowanie jest idealnym dopełnieniem szkolenia w myśl zasady „najpierw zabawa, nauka przy okazji”. Bierzesz skrzynkę piwa izotoniku, ustawiasz się z kumplami i heja! Zabawa jest super, a przy okazji błyskawicznie budujesz siłę, kondycję i technikę. Nadal wolisz kupić w tym roku karnet na siłownię…?

22. Wesprzyj budowę tras

Pumptracki, flow-traile i inne single zaczynają pokrywać mapę Polski, ale niestety uparcie nie chcą budować się same. Cały czas potrzebują dobrej ekipy budowniczych, która swoją wiedzę i ruchy łopaty (tudzież koparki) przekuje na wymarzone kilometry tras. A że chłopaki jeść i pić też muszą, to na pewno przyda im się Twoje wsparcie. Udana akcja Tras Enduro Srebrna Góra na Polakpotrafi pokazała, że umiemy wysupłać kilkadziesiąt złotych na nowe single. Żal Ci kasy? Realna pomoc w terenie może być nawet cenniejsza!

super-trail-brothers

Samo się nie zrobi! / Fot. Super Trail Brothers

23. Zaraź jazdą kogoś całkiem nowego

A jak już jesteśmy przy realnym zaangażowaniu w rozwój naszego sportu… Ciągle narzekasz, że nie masz z kim jeździć, dzieci nie możesz oderwać od tabletu, a w pracy wszyscy pier… toczą konwersacje o piłce nożnej? Czas to zmienić! W tym roku otwarto co najmniej dwa miejsca wręcz stworzone do zarażania dzieciaków i początkujących rowerowym bakcylem: Enduro Trails i Lipowskie Ścieżki. Dużo łatwiej też wypożyczyć jakiś fajny sprzęt, zresztą pewnie masz w zanadrzu drugi rower MTB, który możesz użyczyć koledze lub koleżance w potrzebie. A jeśli Twoje dziecko nie ma jeszcze swojego? Chyba nie jesteś prawdziwym bikerem!


Jak pewnie się zorientowałeś, lista jest dość długa jak na jeden rok – to dlatego, żeby każdy mógł sobie z niej wziąć coś dla siebie i wykorzystać do zaplanowania najlepszego sezonu ever! Byłoby też super, gdybyś w komentarzu dorzucił swoje plany. A jeśli moja lista Ci odpowiada, udostępnij ją na Facebooku – będziesz miał większą motywację, żeby nie odpuszczać! :)


Wspomniane wpisy:


postanowienia noworoczne rower

  1. Dodałbym jeszcze jedno przyzeczenie … jeździć więcej niż w ubiegłym roku :)

    PS.
    U mnie priorytetem będzie eksploracja nowych miejsc.

    1. „Jeżdżenie więcej” ciężko zaplanować i zrealizować – a jak się ma tak bogatą listę przeczy do zrealizowania, to samo wychodzi ;)

  2. Doskonałe propozycje. Wystarczy mi na kilka sezonów.

  3. Co do spiny i lansu na DH – wbij na jesienny memoriał Cegły na Czarnej Górze – zmienisz totalnie zdanie :)

    1. Chętnie! Rzuciłbyś jakimś linkiem?

  4. Już myślałem, że nie będzie bunny hopa :)

  5. Od jutra zaczynam :)

  6. Ad.1 Jak się ma wspólną skrzynkę z kilkoma innymi osobami to „ogarnianie” jej mija się z celem :P
    Ad.2 Pieniądze
    Ad.3 Świeradów zjeżdżony już wzdłuż i wszerz, ale się postaram :D
    Ad.4 Trzeba jakoś znaleźć transport :P
    Ad.5 Kupuję nową ramę, damper i wideł a to chyba to samo co test innego roweru :)
    Ad.6 Za daleko i za drogo, ale kiedyś…
    Ad.7 Kilkudniowa wycieczka to coś na co czekam od wakacji, ale koledzy marudzą :P
    Ad.8 Już w planach :D
    Ad.9 Zwykła latarka rowerowa z targu wystarczy :)
    Ad.10 Za daleko i za mało $$$
    Ad.11 Kusząca propozycja :D
    Ad.12 Nie mam laczków do SPD :/
    Ad.13/14/15/16 „Wystartuj w jakichkolwiek zawodach” :D
    Ad.17 Da się :D
    Ad.18 Mieszkam w Świeradowie a na szkoleniach jeszcze nie byłem, aż wstyd :P Ale w tym roku na pewno się wybiorę, bo twój artykuł mnie zachęcił mocno :D
    Ad.19 To jest bardzo dobra myśl :D Podjeżdżanie u mnie leży, bo kondycja słaba (mogę powiedzieć że to ta moja astma, ale tłumaczenie się jest dla cieniasów :D)
    Ad.20 Hopki :D
    Ad.21 Da się zrobić :D
    Ad.22 Jak coś będzie w okolicy to musowo pomogę :D
    Ad.23 Tu może być ciężko :P Większość znajomych siedzi na du… tyłkach i gra na laptopach, a jeden znajomy, „skejt” mówi że MTB w każdej postaci to pedalstwo :P

    Trzeba będzie coś pomyśleć, zrobić jakiś drobny serwis na początek i jeździć, jeździć :D

    1. Dobre plany, ale z latarką z targu na night-ride’a bym nie jechał ;)

  7. Czy foto Alp przy ad. 10. to nie przypadkiem szlak między Hinterglemm a Leogangiem? :D

    1. Nie, to jakaś odnoga od Tremalzo nad Gardą :)

  8. Ja bym chciał żebym moi znajomi i ja więcej jeździli a mniej o tym gadali. Żeby też nie marudzili przy wyborze kierunku eksploracji:)
    Osobiście też życzę sobie i innym żeby nie wymieniać sprzętu z nowego na nowy.

  9. Moim skromnym zdaniem Michał zabrakło na twojej liście. Przybycie na co najmniej jedno wydarzenie SRP. Chyba że jest to dla Ciebie oczywiste.
    Pozdrawiam i Życzę inspiracji w 2016r.
    No i naucz się w końcu tego manuala.

    1. Nie ma co planować, przyjeżdżam w sobotę ;)

  10. ja mam inny plan na ten rok:

    1. Kup rower am/enduro :P

    1. Wpisz to na początku z numerem „0”, a potem reszta jak wyżej :) Chyba nie będziesz go cały rok kupował? ;)

      1. musze jeszcze urobic zone zeby zgodziła się wydać 8koła na bicykl:P póki co marzę i ogarniam temat. Także notorycznie czekam na Twoje nowe wpisy :P

  11. Postanowienia:
    1. Rower am – juz dotarl i jest po serwisie „nowozakupowym” !
    2. Wypozyczenie fata, ogarniete na las bielanski w marcu :)
    3. Plany wypadowe ze znajomymi : endurotrails i rychleby.
    4. Koniecznie szkolenie jazd -minimum 1raz.
    5. Jazda na 1 kole !
    6. Skrzynka narzedziowa ogarnieta i spersonalizowana pod rower.
    7. Plecak i narzedzia w plecaku – zrobione !

    Jak sie czlowiek zmotywuje to szybko idzie.

    1. Możesz się pochwałic co za maszynę kupiłeś?:)

      1. Nowa maszyna to Commencal meta v3 essential, na zawieszeniu rock shocka i x9 type 2. Model 2016 wiec niestety juz nie neon, ale czarny mat z neonowymi logami wyglda niesamowicie. Jezdzi sie na nim intuicyjnie. Podjazdy nie stanowia zadnego problemu i jestem zaskoczony dzialaniem zębatki narrow wid na zjazdach.

        Kupowalem przez HorizonFive – wielkie dzieki dla Pawla za fachowa pomoc i cierpliwosc do klientów :) Polecam.

  12. Świetny artykuł, na pewno parę punktów zaliczę….ale jest tez ale…:
    kasy mało to i upgrade roweru pójdzie na dalszy plan,
    serwis w trakcie (we własnym zakresie – na razie),
    narzędzia prawie uporządkowane,
    Bielsko na bank zaliczę,
    brata wciągam coraz intensywniej w jeżdżenie,
    z kumplami (z roboty) gorzej,
    sezon rowerowy skończyłem 31 grudnia zacząłem 07 stycznia :),
    w DH nie wystartuje (wiek…)
    wheelie i bunnyhop, to bym musiał,
    coś nowego w mojej okolicy znajdę,
    Austria jak na razie odpada (kasa),
    SPD chcę spróbować,
    postaram się żonę „wziąć”, tzn. zabrać gdzieś na rower ;),
    z fatbikiem może być problem, nie znam nikogo kto ma….,
    i to na ten czas tyle….

    1. Kest coraz wieej opcji zeby za normalne pieniadze wynająć Fata na jakas impreze. Jak cos znajde na Pomorzu to się wybiorę.

  13. Dominik Kiepuszewski

    Nauczyłem się wiele manewrów znanych np. w trialu, który trenowałem kilka lat jak pedal kick (skoki na tylnym kole), wielominutowy track stand (stójka), nawet przez pewien czas małym rowerkiem (20″ mod) robiłem skoki na przednim kole, bunnyhop już wcześniej poznałem zanim trenowałem trial, robiłem już front pivota na 270 st. i parę innych. Natomiast wheelie lub manuala porządnego za cholerę nie mogłem opanować. Loty na hopkach po mału coś tam się ruszyło, ale przez wiele lat też miałem z tym problem – opór psychiczny. W tym roku postanawiam to zmienić, zaraz obok regularnego pełnego serwisowania, tu bardziej opory lenistwa niż psychiki ;)

  14. Hej

    W kwestii testów w Krakowie w sklepie dobrerowery.pl można wypożyczyć rower za darmo bez kaucji na dwa dni.. w umowie tylko się zobowiązujesz, że wrzucisz z testów zdjęcia na fejsa. Chyba warto to polecić. Mają tam enduraki między innymi Księżyca od Krossa

  15. Iwona Zaborowska

    Które zawody poleciłbyś jako pierwsze dla początkującego?

    1. Hm, myślę że Enduro Trails w Bielsku. Warto sobie jednak przed startem przejechać OS-y z poprzednich edycji, żeby na spokojnie ocenić swoje możliwości.

Dodaj komentarz do tekstu Postanowienia noworoczne, które będziesz chciał zrealizować

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top