Hajlajtsy: JoyRide Enduro Kluszkowce

Hajlajtsy, Zawody / 

Nie macie dość. Patrząc na listę startową przed Ślężą myślałem, że to taka zajawka na początek sezonu, oznaka zimowego niewyżycia. W zeszłym roku tak było – miljon osób na pierwszych zawodach, a potem na niektórych imprezach frekwencja gorsza, niż na wyborach. Ale nie, nie macie dość. Na drugie w sezonie zawody zwaliły się jeszcze większe tłumy, a 16 maja 2015 Kluszkowce gościły prawie 180 osób, które uznały, że downhill jest zbyt hipsterski, a maraton zbyt męczący.

Festiwal

W zeszłym roku przegapiłem zawody w Kluszkowcach, więc tym bardziej zaskoczył mnie rozmach organizacyjny JoyRide Bike Festiwalu. W ramach imprezy można było wystartować w siedmiu różnych dyscyplinach (i nie wiem ilu konkursach), a do tego jeszcze obślinić nowinki z targów rowerowych i oblatać rowery testowe sześciu producentów (więcej takich durnych pomysłów i nic nie zarobię na sponsorowanych testach…).

JoyRide Kluszkowce - targi rowerowe

Widok prawie jak na Sea Otter Classic / fot. Malwina Szymanek

A na deser wyścigi dla dzieci, festiwal filmów sportowych i chillout przy muzyce DJ-ów Red Bulla. Nawet, jeśli ktoś przy pakowaniu na wyjazd zapomniał o rowerze, to i tak miał co robić!

Dla festiwalowego widza, enduro jest równie porywające, jak pralka automatyczna o klasie głośności A+++

Na takich imprezach zawsze jednak nie podobało mi się, jak enduro ginie w tłumie. Jak by na to nie patrzeć, dla przeciętnego festiwalowego widza, nasza dyscyplina jest równie porywająca, jak pralka automatyczna o klasie głośności A+++. Z samego rana, kiedy zjazdowcy leczą jeszcze kaca, a maratończycy kończą poranny rozjazd szosą, spokojnie i bez strzału z pistoletu startowego wyruszamy w góry i wracamy po południu, jak wszyscy i tak są już nawaleni zmęczeni jazdą. W poprzednich latach miałem wrażenie, że enduro jest na siłę doklejane do festiwali, bo jest modne i na czasie. Widać to było np. przy nagminnie opóźnianym ogłaszaniu wyników, którym mało kto się w ogóle interesował (a już na pewno nie oficjalny „wodzirej” imprezy). Jakoś wolałem bardziej kameralny charakter „niezależnych” zawodów.

JoyRide Enduro Kluszkowce miasteczko zawodów

Oni wszyscy nie są tu dla enduro / fot. Malwina Szymanek

W tym roku jednak coś się zmieniło, chyba więcej osób zaczęło nas poważniej traktować. Może to przez ilość i rosnący profesjonalizm zawodników, może to dzięki coraz lepszej organizacji? Dalej panuje dominacja spowitych papierosowym dymem 15-letnich zjazdowców i dalej ci mniej ekstrawertyczni endurowcy czują głęboką ulgę po opuszczeniu miasteczka zawodów, ale da się odczuć, że enduro ma swoje miejsce na festiwalu. Ego podbudowane, można rączo ruszać na trasę.

Organizacja

Hola hola, nie tak szybko! Zawodnicy nie odpuszczają i uparcie, tłumnie przyjeżdżają na zawody – organizatorzy nie mają lekko! Zanim więc opony dotkną uświęconej ziemi OS-u, konieczna jest segregacja stawki. Warto zaznaczyć, że zawody enduro dla JoyRide organizuje ekipa odpowiedzialna za Enduro Trails, więc byłem ciekaw, czy procedura startu zostanie udoskonalona względem bielskich zawodów. Procedura się uprościła: wyjazd z bazy „na hurra” i start OS1 w dowolnej kolejności, czyli tak, jak za dawnych czasów. W praktyce też wyszło jak za dawnych czasów, bo wielu zawodników spędziło na starcie ponad 1,5 godziny. Cóż, chyba nie za bardzo da się tego uniknąć…

JoyRide Enduro Kluszkowce kolejka do startu OS1

Na starcie OS1 było dosyć ciasno…

JoyRide Kluszkowce kolejka do wyciągu

…ale jeśli Cię to pocieszy, zjazdowcy korzystający z wyciągu wcale nie mieli lepiej. / fot. Malwina Szymanek

Po raz kolejny świetnie sprawdził się jednak pomiar czasu fotokomórką. To już standard i pisząc to za każdym razem, pewnie nieźle przynudzam. Ale mając w pamięci kombinowanie z przykładaniem karty magnetycznej do czytnika, po prostu nie mogę się nacieszyć. Obiecuję, że następnym razem nie wspomnę o tym ani słowem!

JoyRide Kluszkowce pomiar czasu enduro

Dobra robota! / fot. Malwina Szymanek

Trasa

Wszelkie wypychy, oczekiwania i śmieszne uczucie w jelicie grubym wynagrodził już pierwszy OS, a później było już tylko lepiej. Charakter odcinków odbiegał nieco od zawodów Enduro Trails. Przede wszystkim: FLOW! Jednak kocioł krętych, płynnych i arcyciekawych singli, budowniczowie trasy przyprawili szczyptą trudności technicznych. Parę dropów, hopek, kamieni, stromizn i ciasnych zakrętów na OS1 i pod koniec OS4 nadało trasie pikanterii i niestety odbiło się na liczbie odwiedzających ekipę ratowników. Z kolei single na OS2, 3 i 4 umożliwiały regularne rozwijanie prędkości przypominających wejście w nadświetlną Sokołem Millenium i powodowały banana na twarzy większego, niż na widok fabryki żelków Haribo.

JoyRide Enduro Kluszkowce

Było szybko, fotografowie nie mieli łatwego zadania / fot. Malwina Szymanek

Mimo to trasa była bezpieczniejsza, niż w zeszłym roku – zrezygnowano z OS-u po trasie bikeparkowej, która rok temu zebrała krwawe żniwo wśród zawodników, którzy zbyt optymistycznie ocenili swoje umiejętności. Tego typu odcinki są stworzone do ścigania, ale wymagają choć jednego-dwóch przejazdów treningowych, żeby poznać przeszkody i zaplanować przejazd. Przeniesienie pierwszego odcinka na górskie single było więc ze strony organizatora świetną decyzją dla zębów i kości zawodników praktykujących jazdę on-sight. OS1 trudno nazwać łatwym (generalnie nie wywracam się na rowerze, tu leżałem 4 razy), ale przeszkody windujące poziom jego trudności były przynajmniej w miarę naturalne, podobnie jak charakter całej trasy.

JoyRide Enduro Kluszkowce

Małe kontrowersje budziła natomiast 2-godzinna przerwa po OS2 i sztucznie wydłużona dojazdówka na OS3. Moim zdaniem była całkiem spoko, bo dzięki niej można było nabić więcej kilometrów i nie narobić sobie obciachu na Stravie 15-kilometrowymi zawodami. A tak serio, było to wymuszone planowaną przerwą techniczną na półmetku zawodów (przegrupowanie pomiaru czasu), a organizatorzy w ten sposób zadbali, żebyśmy czas ten spędzili w górach na rowerze, a nie niosąc go pionową ścianką po to, żeby potem godzinę czekać na otwarcie odcinka. Jak dla mnie ok. A na Stravie i tak wyszło niecałe 24 km.

Zostając przy dojazdówkach – tym razem organizatorzy oznaczyli je na mapie, co jest już dużym ułatwieniem. Strzałki pojawiły się też na samej trasie, co jest ułatwieniem jeszcze większym. Nadal nie było ich na tracku GPS, więc drobny element eksploracji pozostał, umożliwiło to jednak taki wybór szlaków, żeby podejścia nie kolidowały z OS-ami (a tym samym z regulaminem). Zgubić się nie dało.

JoyRide Enduro Kluszkowce mapa trasy

Trasa w Kluszkowcach była dużo bardziej „górska”, niż w Bielsku, a dojazdówki były dobrze oznaczone zarówno na mapie, jak i „w realu”.

Dla mnie (i prawdopodobnie tylko dla mnie) problemem była tylko jedna rzecz, w dodatku taka, po której nie spodziewałbym się wtopy: oznakowanie trasy. Oczywiście ogólnie było zrobione rewelacyjnie i nie było momentu, żeby zastanawiać się, „gdzie dalej”. Jednak na OS3 ktoś z obserwatorów postanowił zmienić przebieg taśmy bezpośrednio przed startem odcinka, lub nawet w jego trakcie – pchając na start wypatrzyłem fajne, bezpieczne, szerokie wejście w zakręt. Obserwator uznał, że na tej linii można zyskać za dużo czasu. Słyszałem co mówił, bo akurat zbierałem się w bólach po twardym przyziemieniu w wyniku zmiany decyzji na ostatnią chwilę – jadąc odcinek pół godziny później, linia ta była już otaśmowana. Widząc efekt, jegomość uznał, że jednak lepiej będzie tą taśmę zwinąć („a, to jeździjcie sobie tak jak jeździliście”)… Nie zmienia się reguł w trakcie gry! Choćby ze względu na bezpieczeństwo, o czym sam się boleśnie przekonałem.

JoyRide Enduro Kluszkowce oznakowanie trasy

Podsumowanie

Fajnie było, czy niefajnie? Fest fajnie! Do tej pory nie lubiłem zawodów enduro doklejanych do festiwali, ale tym razem jakoś to zagrało i zamiast użerać się z tłumami nastoletnich slopestylowców, można było cieszyć się atmosferą rowerowego święta. Same zawody to przede wszystkim fenomenalna trasa, która sama w sobie jest jedynym argumentem za startem w Kluszkowcach, jakiego potrzebujesz.

Trzeba przyznać, że tegoroczne zawody trzymają poziom – nie trzeba szczególnie kombinować, żeby trafić na dobrą imprezę. Chyba dlatego nie macie dość?

 

PS. Jeśli już nie możesz doczekać się kolejnego stresującego poranka przed startem, zajrzyj do kalendarza zawodów enduro 2015 i odświeżonego porównania wszystkich serii.


Tradycyjnie na koniec wyniki: open i z podziałem na kategorie. Najbardziej na obiad spieszył się Remik Ciok, a wśród kobiet drugi raz z rzędu zwyciężyła Elżbieta Figura (w silnej stawce 14 pań!). Ja tym razem wynikiem się nie pochwalę, bo był moim najgorszym, ever – jak chcesz się pośmiać, sam se poszukaj ;)

Zdjęcia:

http://www.1enduro.pl/joyride1-1enduro
http://www.1enduro.pl/joyride1-piotrstaron1 (zdjęcia oficjalne, część 1)
http://www.1enduro.pl/joyride1-piotrstaron2 (część 2)
http://www.1enduro.pl/joyride1-rowerowepodhale
http://www.1enduro.pl/joyride1-rowerowatelewizja

Linki do zdjęć będę dodawał na bieżąco, więc zachęcam do zaglądania :)

  1. Chyba najbardziej najeżony nietypowym humorem (kojarzy m się z np. theoatmeal.com ) blog o enduro, jak nie o rowerach w Polsce :) Jeszcze trochę wpisów i Twoje porównania wejdą do kanonu gatunku niczym zdolności oratorskie w goprowych filmikach pana o ksywie na literkę V :)

  2. Mnie się wydaje, że dojazdówka na os 3 była źle zaznaczona na mapie. Strzałki w terenie prowadziły w sąsiedztwie Rezerwatu Modrzewie – o jeden grzbiet za daleko :P

    1. W sumie racja – wypych prowadził zaraz przy OS3 i OS4, na mapie jest dużo dalej. Może dlatego wyszło 24 km zamiast zapowiadanych 30?

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: JoyRide Enduro Kluszkowce

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Test: Canyon Strive Al 6.0 Race

Sprzęt, Testy / 

Poprzednie dwa sezony przejeździłem na Ibisie Mojo HD. Złożonym na wypasie: carbon, najlepsze zawieszenie, koła za miljon piniendzy, aluminiowe śrubki i tak dalej. Bikeporn pełną gębą. Z czasem jednak coraz bardziej wkurzała mnie „stara” geometria, niekończące się upgrade’y, rosnące koszty serwisu i spadająca wartość. Decyzja zapadła: kupuję nowy.

W dodatku nowy nie w sensie inny, tylko nowy w sensie nowy. Ostatni raz kupowałem nieużywany rower w 2005. Decyzja ta odbiła się na budżecie – gdybym chciał kupić sprzęt tak wypasiony, jak Ibis, musiałbym wydać grubo ponad 20 tys. zł, a plan był taki, żeby po jego sprzedaży dołożyć maksymalnie… 2 tys. zł. Rozpocząłem więc poszukiwania roweru enduro do 12 000 zł.

Poprzedni rower, kiedy był nowy, był ok. 2 razy droższy. Czy „tani”, ale nowoczesny sprzęt będzie w stanie dorównać kilkuletniemu superbajkowi?

Dlaczego Canyon?

Założenia były takie:

  • geometria progresywna: kąt główki ramy max 66 stopni, reach >420 mm przy rurze podsiodłowej max 450 mm (inaczej nie schowałbym całego Reverba);
  • napęd 1×11 SRAM-a: 1×10 spisywało się całkiem nieźle, ale chciałem w końcu mieć real thing;
  • trio Rock Shoxa, czyli Pike, Monarch, Reverb: poziom skomplikowania Cane Creeka mnie odepchnął z siłą dyskotekowego bramkarza;
  • jak najmniej koniecznych zmian w osprzęcie: bo ja mam tak, że jak zacznę, to nie skończę, dopóki nie wymienię 90% roweru – co oczywiście kosztuje majątek. Brzmi znajomo? ;)
  • musi na tym jeździć Fabien Barel ;) (to z kolei brzmi jak polski przetarg)

W grę wchodzili tacy konkurenci:

Canyon Spectral Al 7.0 EX

Osprzęt jak w Strive, ale bez Shapeshiftera, z nieco mniejszym skokiem i kątem główki 67 stopni, który ostatecznie zaważył na jego niekorzyść (link).

YT Capra Al 1

Wyposażenie też bardzo podobne (ciut lepsze) do Canyonów, tylko bez kombinacji w zawieszeniu. Wadą jest klasyczna geometria, musiałbym wziąć większy rozmiar, który mógłby być ciut za wysoki na mój wzrost. Ale gdyby nie kosmiczne terminy dostaw, to kto wie… (link)

Kross Moon Z2

Polski projekt i super cena, niestety odpadł ze względu brak napędu 1×11. Podobno ma się to niedługo zmienić (link).

Commencal Meta AM V4 Essential Plus

Podobno wymiata, ale założyłem, że 1×11 to mus i nawet fabryczne 1×10 mnie nie satysfakcjonuje (link).

Giant Reign 27,5 LTD

Rama zbiera pierwszorzędne opinie, ale osprzęt – mimo niższej ceny – zupełnie nie pasował do moich wymagań (link).

Canyon Strive Al 6.0 Race

Nie zgadłbyś! (link)

Canyon Strive Al 6.0 Race

Canyon Strive Al 6.0 Race
Canyon Strive Al 6.0 Race

Na czym się skończyło, już wiesz. Fabien Barel zaważył.

A tak serio, Strive w tej wersji perfekcyjnie spełnił moje założenia zarówno geometrią, osprzętem, jak i całą otoczką (wygląd, filozofia, marketing, Barel też…). Kupiłem go i nie wymieniłem nic – do tej pory nigdy mi się to nie zdarzyło. Nawet opony są dokładnie takie, jakie sam bym wybrał. Decyzja była więc mocno subiektywna i nie twierdzę, że pod względem wyposażenia jest to najlepszy model na rynku w tej cenie – ale dla mnie jest.

Trzy miesiące później, przyszło wielkie pudło z Niemiec:

Canyon bike box
Canyon Strive Al 6.0 Race unboxing

Rama

Osprzęt osprzętem, ale co dokładnie spodobało mi się w ramie Strive’a, poza ładną linią i bardzo niemiecką jakością wykonania spod znaku „Made in Taiwan”? Najciekawsze są dwie cechy:

Geometria

Wybrałem wersję „Race”, czyli z geometrią progresywną. Względem zwykłej, rama jest o 20 mm dłuższa, mając przy tym o tyle samo krótszy mostek. Pozycja nie jest więc bardziej wyciągnięta, rośnie jedynie baza kół. Geometria nie jest przy tym tak radykalna, jak np. w Mondrakerze i moim zdaniem taki układ każdemu powinien pasować.

Canyon Strive Al 6.0 Race size S

Rama w rozmiarze S-Race jest identyczna, jak w M-Regular. Ma więc wyraźnie dłuższą rurę podsiodłową od klasycznej S-ki, na szczęście nadal sensowną dla wzrostu 170 cm (kołnierz Reverba mam ok. 15 mm powyżej zacisku sztycy). Dopiero przy większych rozmiarach pojawia się faktyczne rozróżnienie między geometrią Race a klasyczną w rozmiarze +1.

Shapeshifter

To oczywiście najciekawszy ficzer Canyona. Manetką na kierownicy można przełączać ramę między trybami XC i DH: wystarczy wcisnąć guziczek i mocno dociążyć (DH) lub odciążyć (XC) tył. Elegancko ukryty pneumatyczny siłowniczek przesuwa górny punkt mocowania (całkiem normalnego) dampera. Co się zmienia?

  • kąty o 1,5º;
  • wysokość suportu o 20 mm;
  • skok o 24 mm.
Canyon Strive Al 6.0 Race Shapeshifter

Tryb XC jest sygnalizowany zielonym oczkiem, DH – czarnym. „Zaskoczenie” obu trybów da się też wyczuć za pomocą nóg i uszu, choć efekt dźwiękowy przy przechodzeniu w tryb zjazdowy mógłby być bardziej wyraźny. Wentylem można dopasować charakterystykę zmiany do swojej masy i preferencji.

Czy różnicę da się odczuć na szlaku? Bardzo! Tryb XC przenosi masę siedzącego na górze organizmu bardziej do przodu, a zawieszenie się usztywnia (poza samym skokiem, wyraźnie zmniejsza się SAG, co potęguje różnicę w geometrii), dzięki czemu podjazdy są zdecydowanie łatwiejsze i może nawet… przyjemniejsze? Dzięki Shapeshifterowi projektanci mogli też solidnie obniżyć suport w trybie DH, czego nie da się zrobić np. stosując amortyzator z redukcją skoku.

Co ważne, różnica jest odczuwalna, ale nie dramatyczna: w trybie zjazdowym spokojnie można zaliczyć lekki podjazd, podobnie jak jakiś łatwiejszy zjazd przy włączonym XC. Dzięki temu nie masz dwóch oddzielnych rowerów, do których musiałbyś przystosowywać się w czasie jazdy, tylko jeden, spójny, ale zoptymalizowany do dwóch celów.

Canyon Strive Al 6.0 Race Shapeshifter lever, Ergon GE1

Manetka Shapeshiftera w połączeniu z tą od Reverba stanowi centrum zarządzania światem. No, w każdym razie trybem pracy roweru… Jednoczesne przełączanie geometrii i wysokości sztycy jest jednak kłopotliwe/niemożliwe.

Sama zmiana trybu wymaga nieco praktyki i jest trudniejsza od np. zmiany wysokości sztycy. Żeby włączyć tryb XC wystarczy podrzucić na chwilę tylne koło, ale już powrót do DH wymaga paru metrów w miarę gładkiego szlaku, żeby mocno dociążyć tylne koło. Z tego powodu na odcinkach specjalnych zawodów zmieniam geometrię tylko wiedząc, że mam przed sobą dłuższy podjazd.

Jedyną wadą Shapeshiftera jest oczywiście bycie kolejną rzeczą, która może się popsuć. I jestem wręcz przekonany, że się popsuje, bo to nowe rozwiązanie, jeszcze nieprzetestowane przez rynek. Choroby wieku dziecięcego są nieuniknione, ale od nich w końcu jest gwarancja. Uciążliwy może być też coroczny, kosztujący 60 ojro serwis, który wykonać można tylko u Canyona.

Jest więc z tym trochę zachodu, ale moim zdaniem warto. Wybierając Strive’a, traktowałem Shapeshiftera jako ciekawy, choć zasadniczo zbędny gadżet, ale teraz przyzwyczaiłem się do niego prawie jak do Reverba (czyli bardzo!).

Wyposażenie

Strive 6.0 w wersji Race wprost ocieka SRAM-em. Nie ma tylko kokpitu Truvativa (jest własny Canyona), cała reszta to już amerykański gigant, włącznie z hamulcami i kołami. Klikaj „harmonijkę”, żeby dowiedzieć się, co sądzę o poszczególnych komponentach:

Amortyzacja Rock Shoxa

Duet Pike + Monarch Plus nie wymaga komentarza, podobnie jak działanie Reverba – po prostu lepiej moim zdaniem być nie może, a na pewno nie w tej cenie. Oszczędności to Pike w wersji RC (z regulacją tłumienia wolnej kompresji pojedynczym pokrętłem) i brak puszki Debonair w Monarchu Plus R.

Canyon Strive Al 6.0 Race Rock Shox Pike
Canyon Strive Al 6.0 Race, Rock Shox Monarch Plus R

Hamulce SRAM Guide R

Guide’y zbierają ostatnio same pozytywne recenzje, jednak zwróć uwagę, że dotyczą one zwykle droższych wersji RS/RSC, które w przeciwieństwie do zamontowanego w Canyonie podstawowego modelu R, mają tajemniczy wihajster o nazwie SwingLink, który w dużym stopniu wpływa na siłę i modulację. Mimo to, najtańszym Guide’om trudno cokolwiek zarzucić, hamują bardzo dobrze i nie sprawiają problemów, jak starsze Elixiry.

SRAM Guide R lever, Ergon GE1
SRAM Guide R Caliper, Centerline Rotor

Koła SRAM Roam 30

Super wyglądają i są tubeless-ready (nie potrzeba nawet taśmy, a wentylki są w komplecie). Bębenek teoretycznie jest bardzo wolny (tylko 2 zapadki), ale ku swojemu zaskoczeniu, nie odczułem tego, mimo przesiadki z über-szybkiej piasty Industry Nine. W razie czego można dołożyć jeszcze 2 zapadki z katalogu części serwisowych, bo korpus jest identyczny, jak w wyższym, 4-zapadkowym modelu. Jedyną istotną wadą są wąskie obręcze: 21 mm to w 2015 zdecydowanie za mało i jest to najsłabszy punkt w specyfikacji Strive’a.

SRAM Roam 30, Maxxis Minion DHR 2
SRAM Roam 30 rear hub

Opony Maxxis High Roller 2 + Minion DHR2

Producent zainwestował w porządną wersję (EXO, 3C, Tubeless Ready), za co należą mu się duże brawa.

Mostek i kierownica Canyon V12

Mostek ma 40 mm, a kierownica 780 mm – idealnie. Nie widzę powodu, żeby zmieniać je na coś innego.

Canyon V12 stem 40 mm
Canyon Hi5 handlebar, V12 stem

Gripy Ergon GE1, siodełko SDG Circuit

Producent szarpnął się na gripy Ergon GE1 – moim zdaniem są całkiem fajne, choć dużo osób na nie narzeka. Ponarzekać można też na siodełko SDG Circuit, które choć jest ładne i lekkie, to jednak trochę za twarde – bez pampersa ani rusz.

Canyon Strive Al 6.0 Race Shapeshifter lever, Ergon GE1
SDG Circuit saddle

Ogólnie mimo wspomnianych niedociągnięć, specyfikacja jest spójna i w tej cenie nie pozostawia nic do życzenia.

Pełną listę części znajdziesz na stronie Canyona.


Na szlaku

Rower objeździłem na bielskich singlach, ślężańskich kamcorach, Rychlebskich ścieżkach i rudawskich szlakach. W sumie 8 dni w górach, w tym 2 starty w zawodach. Może niewiele, ale wystarczyło to do dobrego wjeżdżenia się w sprzęt i zrozumienia go. Traktuj jednak ten test jako solidne „pierwsze wrażenia”, a nie jako test długodystansowy.

Podjazdy

Podjeżdżanie z Canyonem jest bardzo proste. Wystarczy w odpowiednim momencie usiąść na krzesełku, trzymając rower obok, a po opuszczeniu dolnej stacji, zawiesić go za siodełko na jakiejś rurce przy krawędzi siedziska.

Co? Nie masz pod ręką wyciągu? Żaden problem, są jeszcze pickupy, osiołki, PKS-y…

No dobra, załóżmy, że chcesz podjechać o własnych siłach, trudno… Jak już wspomniałem, Shapeshifter bardzo wspomaga ten proces. W trybie XC przemieszczenie organizmu do przodu i do góry jest od razu odczuwalne. Pozycja jest bardzo stabilna i wygodna, dzięki czemu podjazdy pokonuje się spokojnie i pewnie. Wystarczy siedzieć, kręcić i wybierać linie, jak na rowerze z kołami 29″.

Wystarczy siedzieć, kręcić i wybierać linie, jak na 29erze

W trybie XC masz do dyspozycji prawie 140 mm dość sztywno zestrojonego skoku, który nie pochłania zbytnio energii pedałowania, a w duecie z Minionem DHR 2 zapewnia bardzo dobrą trakcję. Nie przeszkadza też geometria Race z krótkim mostkiem, bo dzięki dociążeniu przodu po przełączeniu Shapeshiftera sterowanie nie jest zbyt „lekkie”. Co ciekawe, mimo że nie jest to wysoki model, rower z pedałami waży poniżej 14 kg.

Test Canyon Strive Al 6.0 Race

Na Rychlebskich Ścieżkach, zawsze na podjeździe walczyłem w paru ciasnych miejscach, wymagających ode mnie szczególnego skupienia. Na Canyonie pokonałem je na pełnym luzie, pozując jednocześnie do zdjęć ;)

Jedyne, co przeszkadza w zdobywaniu szczytów to przednia zębatka 34T, która w zestawieniu z kołami 27,5″ jest po prostu za twarda do całodniowej jazdy po górach. Dobrze za to nadaje się do rzeźbienia łydy. Dla przeciętnego zjadacza chleba dużo lepsza byłaby jednak 30-tka. Na seryjnej zębatce można w miarę komfortowo pokonywać co najwyżej podjazdy typu Trail Dr Weissnera czy szuter na Kozią Górę.

Test Canyon Strive Al 6.0 Race

Zjazdy

Wcisnąłem manetkę, wdusiłem mocno zawieszenie nogami, czarny kolor pojawił się w okienku wskazującym stan Shapeshiftera: DEFCON 3, czyli tryb DH włączony. Puściłem się OS-em pierwszym z Koziej i po pierwszym zakręcie… byłem w krzakach. „Do licha, cóż to się stało?” – pomyślałem (mniej więcej).

Geometria progresywna działa trochę inaczej, niż klasyczna. W teorii ma same zalety, w praktyce wymaga przyzwyczajenia i dostosowania techniki jazdy. Krótki i stromy rower przyzwyczaił mnie do zwieszania tyłka za siodełkiem na stromych odcinkach. Zrobienie tego samego w Strive skutkuje zbytnim odciążeniem przedniego koła, podsterownością i utratą przyczepności. Chcesz w zakręcie odpocząć na opuszczonym siodełku? No way!

Po przypomnieniu podstaw techniki jazdy rower zaczyna jechać

Przypomniałem sobie jednak podstawy prawidłowej techniki jazdy: ciężkie nogi, pięty nisko, łokcie szeroko, klata nad mostkiem. Po ich wdrożeniu rower zaczął jechać!

Test Canyon Strive Al 6.0 Race

Neutralna pozycja i rozłożenie masy między kołami sprzyja agresywnej jeździe i pracy ciałem (nie takiej, jak myślisz…). Złożenie w zakręt wymaga wyraźnego pochylenia roweru i dociążenia przodu, ale jeśli masz skilla i odwagę, łuki możesz ciąć w zasadzie bez zwalniania. Niski suport i długa górna rura powoduje uczucie siedzenia „w rowerze”, a to daje +10 do pewności siebie i zachęca do próbowania nowych rzeczy i przekraczania granic (patrz: ścianka na Ślęży). Na Strivie pierwszy raz przyszło mi do głowy, żeby świadomie i z premedytacją w zakręcie wprowadzać rower w kontrolowane (mniej lub bardziej…) poślizgi bez użycia hamulca. Z całą pewnością nie można więc powiedzieć, że stabilność roweru przekłada się na nudę!

Test Canyon Strive Al 6.0 Race
Test Canyon Strive Al 6.0 Race

Rower jest też spokojny w locie, a zakres regulacji zawieszenia pozwala zrobić z niego zarówno klejącego „glonojada”, jak i skoczną kozicę. Przy skokach wychodzi jednak na jaw pewna niedoskonałość w zestrojeniu przedniego i tylnego zawieszenia. Monarch dużo chętniej wykorzystuje skok i łatwiej go dobić, niż Pike’a. Odpowiednie zrównoważenie ciśnień pomaga, ale do ideału przydałoby się zmniejszyć nieco objętość komory powietrznej dampera. Ogólna charakterystyka zawieszenia jest czymś pomiędzy typowym racingiem a „kanapą”, więc określiłbym ją jako neutralną, nie wyróżniającą się niczym szczególnym.

Test Canyon Strive Al 6.0 Race

Werdykt

Kompletny osprzęt SRAM/Rock Shox działa świetnie, a jego jedynymi słabymi punktami są wąskie obręcze i za duża zębatka korby. Kiedy jednak porówna się cenę Canyona z konkurencją, jakiekolwiek zastrzeżenia do specyfikacji wydają się być nie na miejscu. Jeśli oczekujesz napędu 1×11, w zasadzie jedynym konkurentem jest YT Capra Al 1. Zaletą Canyona jest jednak nie tylko rewelacyjne wyposażenie, ale przede wszystkim świetnie sprawdzająca się na szlaku geometria progresywna i zaskakująco przydatny (choć obarczony dużym ryzykiem awarii) Shapeshifter – żadnego z tych ficzerów w YT nie uświadczysz.

Strive Al 6.0 Race to bardzo spójny i dopracowany rower do jazdy enduro, niezależnie od jej definicji. Wygodne, efektywne podjeżdżanie oraz mieszanka szybkości, stabilności i frajdy na zjazdach sprawdza się tak samo dobrze na zawodach, jak na niedzielnej wycieczce z kumplami.

Wypada jeszcze odpowiedzieć na pytanie ze wstępu: czy nowoczesny rower za rozsądna cenę dorównuje kilkuletniemu sprzętowi za dwa razy większe pieniądze? Nie dorównuje. Przewyższa go pod każdym względem!


Zobacz też: Test długodystansowy: Canyon Strive Al 6.0 Race

Canyon Strive Al 6.0 Race

Walety:

  • bogate i spójne wyposażenie, napęd 1×11, agresywny kokpit, dobre opony…
  • geometria progresywna;
  • Shapeshifter;
  • stosunkowo łatwe podjeżdżanie;
  • …i mega fun, szybkość i bezpieczeństwo na zjazdach.
Zady:

  • wąskie obręcze;
  • przednia zębatka 34T;
  • przydałaby się podkładka zmniejszająca objętość komory dampera.
Ocena
90%

Cena (z pakowaniem i wysyłką, na dzień 13.05.2015): 11 650 zł
Dostępne rozmiary: S/M/L
Masa: ok. 13,9 kg (z pedałami)
Strona producenta: http://www.1enduro.pl/canyon-strive-al60-race

  1. Nie brałeś pod uwagę Ag-Lab Patriot Evo?

    1. Trzeba przyznać, że Evo Team to super oferta w aktualnej cenie:
      http://velo.pl/rowery/gorskie-full-suspension/freeride-275/author/patriot-evo-team-2015
      Ale jak zamawiałem, chyba jeszcze nie było go na rynku.

  2. Jednym słowem rower fajny, koła do wymiany :)

  3. Patriotę rozważam za to ja. Nie ma shapeshiftera ale za to imho lepsze koła. Osprzęt podobny ale o oczko wyżej. (hamulce, amor) Z canyona to mazy mi się sztywniak 29` i szosa.

  4. Ja z kolei myślałem o Strivie ale padło na Reigna, zadecydowało:
    – shape shifter – unikam nowych niesprawdzonych rozwiązań :)
    – napęd 1×11 – wcale mi na nim nie zależy, co więcej: mógłby być przeszkodą w moim przypadku bo i robię dojazdówki i nie unikam podjazdów.
    – brak możliwości obejrzenia / przymierzenia rowerka – dobrze widzieć za co się płaci

    To minusy ale plusów też było sporo i gdybym się zdecydował też pewnie byłbym zadowolony. Fajny rowerek, oby dobrze służył.

    1. Nie myl 1×11 z 1×10 sprzed kilku lat (czyli z kasetą 11-36) – to nie służy tylko do zjeżdżania ;)

  5. Dobry wybór, geometria też już zaliczana do progresywnych, do tego osprzęt w tej cenie… Ja wybrałem jego tańszą odmianę :) Ciekawostka: wczesna konstrukcja Patriota również przewidywała tzw. „Frame 2 in 1” nie wiem czemu z tego zrezygnowali… (jakiś powód był) W sumie to tylko zmiana wahacza, może będzie kiedyś taki w sprzedaży :)

    1. Był taki czas (jakieś 10 lat temu), że prawie każda rama miała co najmniej dwa punkty mocowania dampera do wyboru, ale i tak wszyscy wybierali ten najbardziej płaski i z największym skokiem, dlatego producenci sobie odpuścili ;) Ale zmiana tego w czasie jazdy to już inna bajka.

  6. super recka, czekam na swoj egzemplarz juz dwa miesiace i karmie sie artami z netu i zdjeciami z google. Strive przybywaj.

  7. Fajna recenzja, dobrze się czytało. Ciekawy jestem tej różnicy pomiędzy Ibisem Mojo Hd bo sam stałem się posiadaczem takowego ( z końca 2013 ).

    1. Johnyy, zarówno stare HD i Strive to świetne rowery, ale z dwóch różnych epok, naprawdę przeskok w jakości jazdy jest duży.

  8. Wiesz dopiero poznaje enduro, przesiadka ze zjazdówki skutkuje głównie spostrzeżeniami typu: „Wow to się dało podjechać” za sezon czy 2 pewnie dojrzeje do zmiany bike’a na coś w stylu Strive. Jedyne czego nie poruszyłeś: stosunek ceny do jakości nowych rowerów Canyona jest bardzo dobry, a to powoduje spory spadek ich wartości na rynku wtórnym i słaby popyt na nie. Podobnie jest z YT.

  9. Fajny opis. A jak wygląda sprawa z toczeniem się po płaskim, i to jeszcze asfaltowym dojeździe? Np. 15-30 km? Nie zabija? Nie wliczając oczywiście oporu toczenia opon.

    1. Mnie zabija sama wizja 30 km po asfalcie :P Nie wliczając opon, to chyba każdy rower enduro wygląda pod tym względem podobnie, opory powietrza trudno obejść… Zawieszenie w każdym razie nie pompuje tak, żeby przeszkadzać.

      1. Dzięki za info. No właśnie tak to sobie wyobrażam – przełączenie w tryb xc i się toczy. Próbowałem na Nerve i Spectralu, dawało radę, tyle, że to nie są enduro, ciekaw więc byłem jak się to ma z magicznym przełącznikiem. :-)

  10. Mimo wszystko ciekaw jestem kiedy pękniesz i co w koncu wymienisz? :-)

  11. Ja mam pytanie z innej beczki. Jak Ci się spisują te buty adidasa? Przymierzam się do zakupu takowych. Obmacałem w sklepie i dzięki podeszwie powinny spasować do platform. Jakie masz odczucia po przejechanych kilometrach?

    Pozdrawiam

    1. Heh, wszyscy o te buty pytajo, chyba będę musiał w końcu napisać jakiś teścik ;) Generalnie: dobre są, ale bez szału. Coś pomiędzy butami na deskę a 5.10.

  12. Błotniczek jest w zestawie?

  13. jak z siłą hamowania tych hamulców ? może masz prównanie np. do Saint/Zee albo Elixirów 4-tłoczkowych ?

    1. Dawno nie jeździłem na Saint/Zee, ale dla mnie te hamulce są tak drewniane, że trudno do nich coś porównywać ;) A jeśli chodzi o Elixiry, to raczej jest bardzo podobnie, w tej podstawowej wersji te hamulce praktycznie nie różnią zbytnio.

  14. Ciężko było znaleźć ten artykul w google, strona ciekawa, zasługuje na lepsze pozycje w wyszukiwarkach. Pozycjonowanie w 2015 stało się skomplikowane, jest coś co ci się napewno przyda, poszukaj sobie w google – niezbędnik dla każdego webmastera

  15. Witaj Michał,
    Przymierzam się do zakupu roweru.
    Zastanawiam się pomiędzy Strive a Jekyll. Miałeś okazję jeździć tym od Amerykanów? Jak na razie nie przemawia do mnie przełącznik w Canyon-ie. Doskonale wiesz, że gdyby zatrzymywać się po każdym podjeździe by przełączyć geometrię, jest to nie tylko uciążliwe, lecz potrafi popsuć flow. W Cannondale pracują już nad tym 3ci sezon i nadal się sprawdza.

    1. Witaj. Z tym zatrzymywaniem to nie rozumiem – w Canyonie nie ma takiej potrzeby, a wręcz nie da się przełączyć w tryb DH na postoju. Na nowym Jekyllu nie jeździłem, ale jakoś bardziej przekonuje mnie geometria i zawieszenie Canyona (4-zawias + normalny damper). O różnicy cen nie wspominając…

  16. Pomijam kwestię cen, ponieważ Jekkyl-a u mnie mogę kupić w tej samej cenie co Strive-a. Obliczam koszty serwisowania i wymiany ram, a w przypadku gdybym mógł zaszaleć na carbon to i Lefty-ego. Szczególnie zainteresowała mnie dożywotnia gwarancja Cannondale.
    Raczej poszukuję już ostatniego roweru. Taki wiek.
    Później zostaje mi już tylko rower elektryczny lub motor ;)

    1. Nigdy, przenigdy, nie daj sobie wmówić, że jest coś takiego jak „ostatni rower” :)

  17. Witam wszystkich!
    Przed podobnym dylematem, jak autor recenzji, stałem jeszcze 2 miesiące temu. Canyon Strive był jednym z faworytów mojego zestawienia. Ostatecznie jednak padło na Radon Slide 27,5 9,0 HD. Pełna specyfikacja tutaj: http://www.radon-bikes.de/en/bikes/mountainbike/all-mountain/slide-275/slide-275-90-hd/
    Co sprawiło, że wybrałem Radon’a? Przede wszystkim osprzęt – za tę cenę trudno dostać coś lepszego. Serwis? Zgodnie z informacją niemieckiego dystrybutora – NIE ma konieczności serwisowania roweru w jakimś wyznaczonym punkcie (dla mnie do duży plus). Gwarancja na ramę: 5 lat (Canyon daje 6 lat). Rower zdążyłem już przetestować na Single Track’ach pod Smrkem i w Świeradowie, a 2 tygodnie temu po raz pierwszy zasmakowałem prawdziwego Enduro (wcześniej jeździłem na Hardtail’u) dzięki koledze -Jackowi (tutaj znajdziecie moje nagranie z GoPro: https://www.youtube.com/watch?v=nLoo7NNivwQ&list=FLz24ILh7G4tHUs8rWNIP2tg&index=6). Jak widzicie na ten czas żaden ze mnie Enduro’wiec (choć myślałem, że potrafię jeździć na rowerze :P), ale już planuję kolejne wojaże. Wracając jednak do tematu – rowerek ma kąt wyprzedzenia widelca 67 st. i jak dla mnie jest super (bardzo dobrze zjeżdża, ale równie dobrze podjeżdża – to dla mnie niezmiernie ważne). Wcześniej używałem sprzętu Shimano XT/SLX i po przesiadce (świadomej) na SRAM’a X0/X9 jestem w „niebowzięty”. Dla kogoś, kto preferuje ramy karbonowe – jest dostępna taka wersja, ale trzeba dopłacić 900 ojro, co dla mnie nie miało najmniejszego sensu (tym bardziej, że gwarancja na taką ramę to 2 lata). Pozdrawiam wszystkich i mam nadzieję do zobaczenia na szklakach / zawodach.

  18. Inspirujesz mnie Michał.
    Wiesz, z tym zatrzymywanie się do zmiany geometrii jakoś źle wydedukowałem, czytając jeszcze inne testy. Wierzę Ci, że jest tak jak mówisz, w końcu na nim jeździsz ;)
    W moich rozterkach z zakupem, nie pomaga dostępność tego roweru.
    Cannondale-a mogę kupić na raty, a na Canyon-a trzeba wyłożyć całą kasę. Wybrałem Canyon-a,i zacząłem oszczędzać. Może ubieram do przyszłego sezonu ;)
    Kto wie, może będzie już Strive w wersji plus?
    Do tego czasu szlifuję umiejętności na hardtail-u. W sobotę bike park.
    POZDROWER

  19. Znalazłem jeszcze jeden rower ze zmienną geometrią, ciekawa koncepcja, lecz ta cena :(
    http://www.yeti-bikes.pl/rowery/sb6-carbon,pr1

    1. Koncepcja ciekawa, ale nie ma nic wspólnego ze zmienną geometrią ;)

  20. Michał, napisz coś więcej, proszę.
    Wydaje mi się, że tutaj siłowniki foksa schowane w ramie przy mufie, skracają skok lub go wydłużają.

    1. Poczytaj (tudzież pooglądaj na YouTube), wszystko już zostało opowiedziane ;)
      https://www.google.pl/webhp?sourceid=chrome-instant&ion=1&espv=2&ie=UTF-8#q=yeti%20switch%20infinity

      Ale w skrócie: to nie siłowniki, tylko zwykłe szyny (prosty mechaniczny element bez żadnej hydrauliki czy pneumatyki), po których w trakcie normalnej pracy zawieszenia ślizga się punkt obrotu wahacza. Dzięki temu mogli lepiej dopracować charakterystykę ugięcia. Ale nie służy to do zmiany skoku ani geometrii.

  21. Poczytałem, film obejrzałem.
    Masz rację, poprawia to charakterystykę ugięcia, poprawiając też trakcję.
    Czyli nie wnosi NIC do tematu zmiennej charakterystyki.
    PozdRower

  22. Michale a co z Metą V4 z 1×11?
    Gdybyś rozważał kupno roweru ~15.000 to wziąłbyś ją pod uwagę czy również zostałbyś przy Canyonie, w tym wypadkku CF 8.0?
    Super wpis, masa celnych uwag!
    Sam obecnie stoję przed dylematem, który rower powinienem wybrać, a Twoje wpisy rozwiewają część wątpliwości.
    Pozdrawiam!

  23. Ciekawy artykuł, a ponieważ rozważam przesiadkę z hardtaila na coś zbliżonego do enduro, ale jednak podjeżdżającego to tym bardziej mi się podoba. Kiedy rozważałeś Reigna to zerknąłeś też na nową wersję 1.5 na 2016 rok, czy nie brałeś jej pod uwagę?
    Osprzętowo i cenowo bardzo fajnie, ale cały czas zastanawiam się jak taki Reign podjeżdża…

    1. Rower zamawiałem pod koniec 2014, wiec nie brałem pod uwagę modeli 2016 ;)

      Reign podobno bardzo sprawnie radzi sobie na podjazdach, ale jednak przeważają w nim zjazdowo-freerideowe geny. Poszukaj testów na http://www.enduro-mtb.com i http://www.vitalmtb.com – porównywali oni Reigna z konkurentami.

      1. hehe, no tak, jak się czyta wszystkie artykuły bloga w jeden dzień (zaraz po magicznym natrafieniu na niego), to jakoś się pomija daty publikacji artykułów :)
        Dzięki, poszukam czegoś więcej na temat Reigna. Ciekawa wydała mi się Capra AL 1 – ale można zapomnieć o dostępności :(

  24. Świetny tekst. Dzieki temu testowi zostały mi do wyboru już tylko dwa rowery, Reign (pomarańczowy na ten sezon) i Strive (tu z kolei zabrakło fajnego koloru i został brudny czarny mat).

    Może napisałbyś z perspektywy czasu jak sprawuje się bike? Kilka dni temu byłem w Bielsku i spotkałem 2 Strive’y. Oczywiscie zaczepiłem obu kolegów i co się okazało? W ubydwu był zepsuty Shapeshifter! To nie jest bardzo optymistyczna wiadomość :-(

    1. Ech, mój shapeshifter też padł :/ Ciekawe, jak u Michała.

      1. Nie da się ukryć, że zdecydowana większość prędzej czy później się sypie. Mój przestał się do końca prostować, więc też jest już na granicy wyczerpania.

        Cóż, Canyon wymaga serwisowania (w praktyce: wymiany) Shapeshiftera co rok. Mój cały sezon przeżył, więc biorąc pod uwagę korzyści jakie daje, jest to dla mnie akceptowalne.

        1. Próbowałeś go reklamować w ramach gwarancji? U mnie dodatkowo skrzypi zawieszenie (wg informacji na stronie po 300 km powinno przestać; nie przestało), więc zastanawiam się, czy go nie wysłać do naprawy.

          1. Wstępnie gadałem z Canyonem i nie ma problemu z gwarancją – będę wysyłał w najbliższym czasie.

        2. 1. Da się kupić sobie zapasowego SS? W stosunku do ceny roweru, nie powinno to być specjalnie drogie, a przynajmniej nie trzeba byłoby się specjalnie martwić, kiedy przyjdzie kolejny – o ile zapas nie padnie po pierwszej jeździe. Ew. drugi zapas do plecaka na trasę. I do tego klucze.
          2. Wysyłka jest do DE czy do oddziału w PL?
          3. Podobno problem leży po stronie uszczelek. Został on już w końcu wyeliminowany czy dalej lipa? Rama w roczniku 2016 wygląda identycznie co w 2015, więc nie wydaje mi się, żeby od razu oznaczało to, że SS został poddany jakimś modyfikacjom. A to pozwala sądzić, że jeśli ostatnio naprawiane/poprawiane/nowe SSy są wysyłane do klientów, to lepiej za bardzo nie będzie.
          4. Jeździłeś nim w ujemnych temperaturach? SS działał normalnie?
          Fabien ostatnio korzystał z Monarcha XX. Przypadek? :->

          1. 1. Nie orientowałem się, postaram się dowiedzieć. Ale żeby wozić zapas w plecaku? Bez przesady – awaria nie powoduje, że musisz nieść rower do domu ;) Po prostu blokuje się w trybie DH i masz geometrię/skok, jak w normalnym rowerze enduro.
            2. Przy gwarancji Canyon zamawia dla Ciebie kuriera i resztą się nie martwisz.
            3. Tak jak piszesz, problemem jest prawdopodobnie uszczelka, więc jej modyfikacja nie spowoduje, że rama zacznie wyglądać inaczej ;) Biorąc pod uwagę ilość reklamacji, to naprawienie błędu leży w największym interesie Canyona – to oni ponoszą wszystkie koszty, my tylko poświęcamy czas.
            4. Na mrozie jeszcze nie miałem okazji jeździć, bo śmigam na nim od kwietnia. Barel założył Monarcha XX ze względu na blokadę (chciał mieć możliwość zablokowania zawieszenia pozostając w geometrii DH). Wybór dampera w tej ramie nie ma żadnego związku z Shapeshifterem.

  25. Szkoda, że nie ma jakichś szerszych statystyk odnośnie padania SS – niektórzy mają już drugiego, inni trzeciego – ale co innego jedna awaria na 2 rowery, a co innego na 100 lub więcej. A dużo łatwiej jest znaleźć info, że SS się sypie niż, że wszystko jest z nim ok.

  26. Mój SS też padł po 3 miesiącach użytkowania :( Faktycznie problemem jest uszczelka. W moim kumpel który zajmuje się serwisem rowerowym wymienił ją, za drugim razem trafił w odpowiedni rozmiar i SS działa już od miesiąca bez zarzutu, nawet odnoszę wrażenie że tak dużo się nie wysuwał nawet jak był nowy. Spotkałem do tej pory jeszcze dwa Canyony, we wszystkich SS padł a podobno serwis milczy jak zaklęty w sprawie naprawy lub wymiany.

    1. To może trzeba się skontaktować z oddziałem w PL? Raczej nie naprawią, ale z samym kontaktem raczej nie ma problemu.
      Ostatnio przenosili się do nowej fabryki, a muszą się jeszcze wyrobić z zamówieniami – i tak już są opóźnienia, więc raczej nie ma co liczyć na szybką wymianę w najbliższym czasie.
      Na http://www.pinkbike.com/forum/listcomments/?threadid=168001&pagenum=3#commentid6042439 jest trochę aktualnego info.

  27. Jak wyglada na tym rowerze oprócz enduro jazda typowej trasy xc , takiej około 100 km. Oczywiście na innych oponach niż 2,3, oraz w trybie xc na przełączniku na kierownicy.

    1. Nie próbowałem ;) Ale trybu „XC” powinno się tu traktować dosłownie – w maratonie na giga bym na nim nie wystartował ;)

      Ale jeśli chodzi Ci o luźniejsze wycieczki, to powinno być dobrze – tak samo, jak na dowolnym rowerze trail/AM ze skokiem ~130 mm i leciutką nadwagą.

    2. Ja robiłem na strivie po 100 km po górach i w Kampinosie. Daje radę, ale wcześniej jeździłem na 20 kg Konie ;)

  28. Do you mised not having the lock ( 3 position low speed compresion as on the monarch rc3 ) on the rear shock. IS there any pedal bob?

    1. No, I don’t miss it at all. XC mode is effective enough (apart from geometry, SAG is reduced as well).

      Of course, if your name is „Barel” or you are very ambitious climber, you could probably use RC3 feature, but for regular all-round use, I think it would be useless.

  29. Czy w miedzy czasie, miałeś może możliwość jeżdżenia na Caprze? Ciekaw jestem jak wypada capra w porównaniu do striva. Czy w tym momencie brałbyś pod uwagę caprę?

    1. Niestety, nigdy na Caprze nie jeździłem… Ale brałbym pod uwagę – choć geometria dalej jest dla mnie niefortunna. Musiałbym wymienić Reverba 150 na 125, a i tak byłoby na styk (za długa podsiodłówka w stosunku do reacha).

  30. Witajcie Endurowcy,
    Właśnie, po pięciu miesiącach bezskutecznego oczekiwania, zrezygnowałem z zakupu Strive-a. Żeby mi tylko w terminie całą kasę oddali!

    Czytając Wasze wpisy o awaryjności SS, i ogólnie problemach z Canyon, nawet nie żałuję.

    Korzystając z wyprzedaży w Cannondale, zakupiłem Jekkyl-a 3, w cenie Strive-a AL 7.0 Race. Dożywotnia gwarancja na ramę, serwis na miejscu, w razie problemów z Dyad, każdy serwis Fox-a, naprawi/wymieni, bez takich perturbacji jak w Canyon-ie (w nawiązaniu do innego artykułu o kupowaniu prze internet czy w tradycyjnym w sklepie)

    Dzięki Wooykowi i naszej społeczności, możemy zajmować się swoją pasją, ucząc się na doświadczeniach innych, nie ponosząc zbędnych kosztów z tym związanych.

    I nie ma w tym żadnej wazeliny.
    Jeszcze raz dzięki Michał i Komentujący!!

    Dla szukających niedrogiego roweru do enduro, proponuję listę poszerzyć o jeszcze dwie pozycje:

    – słowacki Kellys Swag -http://portal.bikeworld.pl/artykul/testy_i_nowosci/testy_rowerow/12516/kellys_swag_50_enduro_w_dobrej_cenie

    – polski NS Snabb E – zbierający pochlebne opinie w prasie zagranicznej

    Dla mnie Canyon, jest spalony, okazuje się, że flagowy model Strive, potrzebuje jeszcze dopracowania, do tego obsługa klienta leży. To taki przebój, no może nie jednego, ale kilku sezonów (trzech?). Pozostanie w pamięci jako ciekawostka, ale raczej nie jako coś, na co chciałoby się wyrzucić pieniądze.

    PozdRower

  31. Mam strive 8.0 CF Race i shapeshifter siadł już po 4 miesiącach D:
    Nie chce odskoczyć na tryb XC :(

    1. Może masz zapowietrzony SS, zadzwoń do Canyon Polska, ostatnio jak rezygnowałem z zakupu, po długich perypetiach (wpisy wyżej) i wpisach na tym forum, jeden „specjalista” z ich biura powiedział mi, że: „jemu to zabiera 15 min. Poza tym, Strive to rower klasy wyścigowej, więc trzeba mieć też podobny serwis”, nie wiem czy mówił o umiejętnościach, czy o zasobności portfela.
      Gdy wcześniej dopytywałem o jakiś manual, by samemu serwisować SS (potrafię trochę pracować przy amoramch), powiedziano mi, że tylko serwis to może zrobić, ponieważ jest to bardziej skomplikowana konstrukcja.
      Niektórzy sami rozbierali SS i zamieniali uszczelki(wyczytałem gdzieś wyżej), lecz można utracić gwarancję :'(
      Mam nadzieję, że coś podpowiedział.
      PozdRower

  32. Drodzy koledzy endurowcy przestrzegam przed zakupem Canyona. Pod proźbą i gróźbą nie respektują warunków gwarancji,czekam na naprawę prawie trzy miesiące !!!!!!

    1. A ja pochwalę serwis Canyona. W poniedziałek napisałem do nich w sprawie padniętego Shapeshiftera. We wtorek przyjechał po niego kurier, dzisiaj dostałem go po serwisie, a w połowie marca mam dostać nową, poprawioną wersję. Razem z naprawionym Shapeshifterem dostałem nawet nową linkę :)

  33. To tylko pogratulować.
    Odkąd zrezygnowałem z zakupu, miesiąc już czekam na zwrot pieniędzy, a miało być dwa tygodnie.
    Oddałem sprawę prawnikom.
    Szkoda gadać.

  34. Czesc
    1)ja mam AL 6.0 (2015)
    koła DT E1900 są o milimetr szersze wewn. od tych sramowskich,
    ale chętnie bym tu widział obręcza WTB Frequency i25.
    2)Niestety SS od początku mi się zawiesił w pozycji DH.
    Przy rozbiórce okazało się, że przy dokręceniu wszystkich śrub z zalecanymi momentami całe ustrojstwo jest nie do ruszenia gołą ręką (bez ciśnienia w SS)
    więc ten siłowniczek ma do pokonania cholernie duże opory. Ostatecznie wymiana siłownika SS na nowy załatwiła sprawę, ale długo to trwało – na odpowiedzi na mejla strasznie długo czekałem. Najlepszy efekt dawało zapytanie o odpowiedź pod jakimś najświeższym postem na stronie Canyon Polska na FB.
    3)Dla mnie idealnym setem była by rama RACE ale z napędem dwutarczowym.
    Z drugiej strony to z tym rozmiarem w race jest ściema.
    M RACE to po prostu L regular (itd. -co widać na zdjęciu naklejki na twojej ramie) :( i na tej M Race czułem się jakbym wsiadł na kombajn (było to na demo day w Gdansku).
    Gdyby była tylko dłuższa, a nie wyższa, było by dla mnie OK

    1. Bartnik, dzięki za komentarz!

      1) DT E1900 mają wewnętrzną 25 mm – więc jednak o epokę więcej od Roam-ów (21 mm).

      2) Że Shapeshiftera nie da się ugiąć bez ciśnienia w rękach to się nie dziwię – tak samo jest chociażby z damperami.

      3) Ano, nie da się ukryć że Race to po prostu rama za duża o rozmiar ;) Może ta M-ka (S-ka Race) jednak by Ci podpasowała? Różnica w przekroku jest symboliczna, bo górna rura w każdym rozmiarze idzie tak samo (inny jest tylko „masz” sztycy). Pytanie tylko, czy udałoby się odpowiednio głęboko wsunąć sztycę.

  35. sam się zamotałem. Potrzebowałbym ramy o wysokości s- regular i długości L-regular/M-race . Mka regular mi w miarę podpasowała długością, choć przekrok został mi mizerny, a i pozycja dosyć wyprostowana. Wolałbym nieco dłuższą i niższą ramę

  36. sam siłownik ugiąć się da po wymontowaniu, ale jak był zamontowany i wszystko skręcone, to opór na tulejkach jest b.duży

    1. Mówisz o tej tulei – http://oort.grolsh.pl/img/ss.jpg – prawda?
      U mnie ona również potrzebuje bardzo dużej siły, żeby zmienić położenie i zastanawiałem się, czy tak powinno być.

      1. wszystkie razem, na dole jest chyba 12 Nm, na górze na łączniku wahacza też(taki imbus ‚ od boku’). Jak skręciłem wszystko tak ‚paluszkami’ to się dało ruszyć. Jak dałem momenty dedykowane – beton

  37. BTW w modelu 2016 kolor zgniło-zielono-niby_żółty który zastąpił czarno-pomarańczowy to dla mnie dramat, ale może komuś się podoba?
    Zmiana w AL 6.0 korby z race face na slx – nie wiem czy to postęp czy nie, za to przerzutki przeskoczyły o półkę wyżej w stosunku do 2015 (z deore na slx/xt). Ja i tak wszystko wymieniłem na SRAM :P (w 2015).
    Siodło – twarda decha, ale wygodne i wytrzymałe, jednak nos przydałby się bardziej miękki – parę razy na podjazdach po kamolach dostałem nim w kość łonową i nie było to delikatne doświadczenie.

    1. Jak wolicz czarno-pomarańczową ramę i napęd SRAM-a, to czemu nie wersja Race? :>

      1. bo dwutarcz :) chciałem – tak korba do zmiany dokup manetki. Napęd miałem z poprzedniego roweru, a siemano jest u mnie do kupienia z demontażu – nawet 100m nie przejachało

  38. Czy ktoś z posiadaczy Strive’a z napędem Srama nie doświadczył może stukania w napędzie? Z reguły przy ruszaniu i pierwszym ciśnięciu w pedał słychać (i czuć) delikatne stuknięcie – tak jakby coś się rozciągnęło w łańcuchu. Nie jest to jednak łańcuch (mam trzy), wykluczyłem też pedały.

    Może to połączenia między zębatkami kasety? A może coś w piaście (zapadki)?

    1. Problem rozwiązany ;) Pomogło zdjęcie korby, nasmarowanie i ponowne skręcenie. Stukanie ustało :)

  39. Świetnie wszystko opisane, jedyny minus, że mam większy problem z wyborem :)!
    Nowy, stały bywalec Twojego pomocnego i świetnie pisanego bloga, pozdrawiam!

    ps. to drugi ten sam komentarz, a to dlatego, że wcześniej, jakoś takoś mi się źle przewinęło i pomyliłem rubryczki :) lecę czytać, test długodystansowy!

  40. Dobry test!
    Napisałeś, że kierownica ma 780mm, ale wygląda raczej na 760mm szerokości.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz do tekstu Test: Canyon Strive Al 6.0 Race

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Rozmiar kół do enduro: 26″ / 27.5″ / 29″

Porady, Sprzęt / 

Krok 23 do bycia prawdziwym mountain bikerem to:

Choose your favorite size and be a dick about it

Czyli w dowolnym tłumaczeniu: wybierz ulubiony rozmiar koła i bądź na tym punkcie… niemiły ;)

Niepodzielna dominacja kół 26″ w MTB to przeszłość, teraz do wyboru masz trzy rozmiary (z czego jeden bez sensu) i wszystkie (oprócz tego jednego) mają swoje zady i walety wpływające na jazdę. Do tego dochodzą nowe warianty 27.5+ i 29+, bazujące na szerokich (ok. 3.0″) oponach. Więc jeśli wybór nowego roweru przez pryzmat geometrii, skoku i osprzętu wydawał Ci się kłopotliwy, to z jeszcze jedną dodatkową zmienną naprawdę jesteś w dupie ugotowany.

Jakie rozmiary mam do wyboru?

26″, 27,5″ (znane też jako 650b) i 29″. Na wstępie wyjaśnijmy sobie jedno: te cyfry to tak naprawdę nazwy rozmiarów i nie mają nic wspólnego z rzeczywistą średnicą obręczy:

  • 26″ ma średnicę 559 mm (podczas gdy z przeliczenia wychodzi 660 mm)
  • 27,5″ to tak naprawdę 584 mm (każdy matematyk powie Ci, że 27,5 cala to ok. 699 mm)
  • 29″ to 622 mm (a jednak 29″ pomnożone przez 25,4 daje 737 mm)

Rozmiary w calach trochę więcej mówią o średnicy zewnętrznej opony (pewnie dlatego mamy rozmiary 28″ i 29″ o identycznej średnicy obręczy 622 mm). Widać też, że wbrew temu, co mogłoby się wydawać, 27,5″ NIE wypada dokładnie pomiędzy 26″ i 29″:

  • 26″ to -25 mm względem 27,5″
  • 29″ to +38 mm względem 27,5″

Przenikliwy czytelnik zapyta w tym miejscu: to czemu w takim razie te głąby nie nazwały średnich kół 27″, skoro są niemal dokładnie o jeden cal większe od 26″? To bardzo proste: rozmiar 27″ jest już od lat „zajęty” i tak naprawdę ma… 630 mm! Crazy shit…

Rozmiar kół enduro: 26", 27,5" (650b), 29" (29er)

Dlaczego 26″ jest niefajne?

Bo umarło. Nie pamiętam, kiedy pojawił się ostatni nowy rower na takich kołach. Nowe modele opon, amortyzatorów czy kół też stają się rzadkością. Jasne, jeszcze długie lata części będą dostępne, tak jak ciągle są dostępne np. kasety 7-rzędowe. Ale jeśli chcesz korzystać z dobrodziejstw wprowadzanych na rynek nowinek, to przy 26″ coraz częściej będziesz musiał obejść się smakiem.

„Mała kicha” jest obecnie sensowna w dwóch sytuacjach:

  1. Masz już rower na takich kołach. 26″ sprawdzało się świetnie przez jakieś ostatnie 30 lat i wprowadzenie większych rozmiarów niewiele zmienia – na małych kołach dalej da się jeździć. Ba, nawet można mieć z tego frajdę (!!!). Kupując nową furę, na pewno wybierzesz 27,5″ lub 29″, ale sam rozmiar koła raczej nie powinien być powodem do zmiany roweru. Chyba, że uciekasz od utraty wartości, co może być istotne przy rowerach z wyższej półki.
  2. Chcesz kupić tani rower używany. Jest na to teraz bardzo dobry moment, bo kto może sobie na to pozwolić, kupuje rower na większych kołach, przez co podaż używanych 26erów rośnie, a ceny spadają. Świadomie wpakujesz się w umierający standard, ale jeśli masz do dyspozycji mniej niż 6000 zł, to i tak nie masz wielkiego wyboru.

Jak większy rozmiar kół wpływa na jazdę?

Cała ta rewolucja zaczęła się od 29er-ów, które jak widać po cyferkach, najbardziej odstają od reszty. „Duża kicha” ma swoje zalety:

  1. Łatwiejsze przetaczanie się po przeszkodach. Większe koło ma mniejszy kąt natarcia, więc każdy kamień, korzeń i luźno biegający pies jest mniejszy względem koła. Przekłada się to zarówno na szybkość, jak i komfort jazdy. Przesiadka z 26″ na 29″ daje efekt, jak dodanie do zawieszenia 20 mm skoku.
  2. Osie kół położone wyżej względem suportu. Suportu w nieskończoność obniżać się nie da, a podniesienie piast daje podobny efekt: poczucie siedzenia W rowerze, a nie NA nim. Daje to większą stabilność, poczucie pewności siebie, fajniej pokonuje się zakręty.
  3. Lepsza przyczepność. Większe koło zapewnia większą powierzchnię styku z podłożem (zastanawialiście się kiedyś, jak mikroskopijny jest ten obszar, od którego zależy wasze uzębienie?). Poza tym większa objętość i wspomniany mniejszy kąt natarcia pozwala na jazdę na niższym ciśnieniu bez masakrowania dętki.
MTB wheel size approach angle

Różnice liczbowe przy najeżdżaniu na przeszkodę o wysokości 100 mm dupy nie urywają, ale są odczuwalne na szlaku – zwłaszcza przy przesiadce z 26″ na 29″. Średnice zewnętrzne podałem przy założeniu wysokości opony 60 mm.

Cytując Misia, „Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów!„. Gdyby nie było żadnych wad, wszyscy dawno jeździlibyśmy na 29”. Wady są:

  1. Mniejsza sztywność i wytrzymałość / większa masa. Im większe koło, tym wszystko jest dłuższe (szprychy, golenie amortyzatora itd.), więc nieuchronnie staje się: cięższe, słabsze lub astronomicznie drogie. Problem rozwiązują dopiero wypasione carbonowe koła w cenie, która przeciętnego, niewtajemniczonego nie-rowerzystę mogłaby zabić (bo mówimy tu o wartościach rzędu golfa czwórki w dieslu).
  2. Problemy z niskim wzrostem. Jeśli masz widelec o dużym skoku i <175 cm wzrostu, będziesz mieć problem z umieszczeniem kierownicy odpowiednio nisko, a w wolnych, ciasnych nawrotach możesz zahaczać butem o koło. Uzyskanie odpowiednio niskiego przekroku wymaga też karkołomnych zabiegów od projektantów ram: mówiąc wprost, 29ery dla niskich są równie brzydkie, jak 26ery dla wysokich.
  3. Gorsze hamowanie. Lekkie przetaczanie się po nierównościach jest super, jeśli chcesz pędzić jak wicher, ale nie tak bardzo, jeśli trochę za późno zauważyłeś zamknięty szlaban w poprzek szlaku. Również podniesione osie kół nie pomagają – na dohamowaniu, pchając rower stopami, zamiast wciskać przednie koło w glebę, pchasz je do góry (pamiętasz, że suport jest poniżej osi?). Na domiar złego, tarcze muszą sobie radzić z większym momentem obrotowym.
  4. Niższa zwrotność i skoczność. To jest dyskusyjna kwestia, bo te parametry w równie dużym stopniu zależą od geometrii, więc znajdziesz zwrotne i skoczne 29-ery, podobnie jak mułowate i przyklejone do podłoża 26-ery. Ale generalnie, decydując się na suport zawieszony pod osiami zyskujesz stabilność i możliwość cięcia zakrętów jak na nartach, ale zainicjowanie tych skrętów będzie wymagało bardziej stanowczej mowy ciała.

Rozmiar kół enduro: 26", 27,5" (650b), 29" (29er)

Czyli 27,5″ albo 29″ – które lepsze?

W rowerach enduro wybór domyślny to 27,5″. Niewielka różnica w stosunku do 26″ powoduje, że rower w zasadzie prowadzi się tak samo, tylko troszkę lepiej. Troszkę płynniej się toczy i troszkę lepiej trzyma podłoża, ale nie towarzyszą temu żadne z wymienionych wyżej efektów ubocznych (poza drobną niedogodnością w postaci konieczności kupna nowego roweru…).

Rower na kołach 27,5″ prowadzi się tak samo, tylko troszkę lepiej.

Z drugiej jednak strony, geometria rowerów na „małych” kołach uparcie dąży w jednym kierunku: stabilność, stabilność, niski suport, trakcja w zakrętach, pewność prowadzenia i jeszcze raz stabilność. Geometria progresywna zakłada, że masz jechać szybko, najlepiej w prostej linii lub po szybkich łukach, masz mieć dużą przyczepność i siedzieć w rowerze. Kamieniami i korzeniami masz się nie przejmować, po to masz 160 mm skoku, żeby rower sobie z tym poradził.

A co, jeśli to wszystko automatycznie dostałbyś w pakiecie z większymi kołami? Przy mniejszym skoku i bez radykalnych zmian w geometrii?

Koła 29″ dają Ci wszystko to, do czego przy kołach 27,5″ potrzebujesz progresywnej geometrii i dużego skoku.

Moim zdaniem, koła 29″ idealnie pasują do oczekiwań większości osób, które spotykam na szlaku. Po prostu poczucie pewności, stabilność, trakcja i duża tolerancja na błędy uczącego się ridera, są zazwyczaj wyżej na liście priorytetów, niż skoczność czy wytrzymałość kół.

Bardzo fajnie opisał to Andy Waterman w tekście o przygotowaniach do swojego pierwszego wyścigu enduro – Trans Provence:

Rozumiem, dlaczego np. Fabian Barel lub Jerome Clementz na zawodach enduro nie korzystają z 29″ i trzymają się 27,5″. Ci ludzie widzą trasę inaczej, niż większość z nas, jak Keanu Reeves, patrzący na świat w kodzie binarnym pod koniec Matrixa. Ci zawodnicy zamiast śmiertelnych przeszkód widzą szereg nierówności, które mogą pompować, jeszcze bardziej zwiększając swoją prędkość.

 

Ja z kolei widzę szereg możliwości do całkowitego wytracenia prędkości lub rozwalenia się. Mój mózg po prostu nie działa wystarczająco szybko, żeby przetworzyć cały ten szum i wykorzystać każdą okazję, aby jechać szybciej – co jest niezbędne, by jeździć jak oni. Więc zamiast roweru, który jest szybki i zwrotny, potrzebuję takiego, który przetoczy się po przeszkodach, zanim mój mózg dostanie szansę doprowadzenia do gleby lub zatrzymania.

Rozmiar kół enduro: 26", 27,5" (650b), 29" (29er)

Przecież 27,5″ to to samo, co 26″ z większymi oponami?

Masz samochód? Jeśli tak, to jest szansa, że masz też niskoprofilowe letnie opony na dużych felgach, a do tego paskudne, baloniaste zimówki na mniejszych. Średnica zewnętrzna mniej więcej się zgadza, a jednak auto nie prowadzi się tak samo, prawda?

Wybór rozmiaru (szerokości) opon wynika z ich przeznaczenia. Dobieranie ich pod kątem średnicy zewnętrznej jest jak zwiększanie skoku za długim damperem, albo jak pisanie mądrych komentarzy na Onecie. Niby się da, ale sensu to nie ma. Inaczej coraz więcej osób zamiast kupować 29″, jeździło by na wielkich oponach założonych na mniejsze koła. Zaraz… przecież to się właśnie dzieje! Rozmiary „plus” to jednak temat na osobny artykuł.

Stan na dzień dzisiejszy jest taki, że nawet przesiadając się z najbardziej lichych oponek (<53 mm) na balony „miseczka D” (>60 mm), jesteś dopiero w połowie drogi do 27,5″. Więc jeśli z jakiegoś powodu chcesz mieć opony à la fatbike – droga wolna. Tylko błagam, nie pisz, że Hans Dampfy na małej kiszce to to samo, co 27,5″…

To może włożyć koła 27,5″ do mojego starego roweru?

Technicznie rzecz biorąc, jest to wykonalne. Promień średniego koła jest o jakieś 13 mm większy od małego, więc jeśli masz tyle miejsca w ramie i widelcu, to 27,5″ się zmieści. Dotyczy to np. wszystkich widelców Foxa, Bosa czy X-Fusion i wielu ram.

Ale to, że się da, nie znaczy, że warto to robić. Bo nie warto:

  • większe koła podnoszą cały rower o 13 mm, co w przypadku wysokości suportu jest gigantyczną różnicą, która negatywnie odbije się na prowadzeniu roweru;
  • żeby upchnąć 27,5″ i zachować jako taki prześwit dookoła opon (który jest Ci potrzebny, jeśli miewasz kontakt z błotem), prawdopodobnie będziesz musiał zdecydować się na węższe opony (np. 2,1″), co neguje wszystkie zalety większych kół.

Więc krótko mówiąc: nie rób tego. W najlepszym wypadku rower będzie jeździł równie (nie)dobrze, jak przed zmianą.

Rozmiar kół enduro: 26", 27,5" (650b), 29" (29er)

Podsumowanie

Dla każdego, kto pojeździł trochę na wszystkich rozmiarach, wybór jest oczywisty, bo różnica między małą a dużą kichą jest bardzo odczuwalna. Dlatego też gorąco zachęcam Cię do przetestowania jakiegoś fajnego 29era i najlepiej tego samego dnia 27,5″. Szybko określisz swoje preferencje i żaden początkujący bloger kitu Ci nie wciśnie.

Ja natomiast poszczególne rozmiary podsumowałbym tak:

  • 26″ – jeśli szukasz względnie taniego roweru używanego, lub już taki posiadasz, dobrze Ci się jeździ i w dupie masz te wszystkie trendy i nowinki.
  • 27,5″ – jeśli jeździsz agresywnie, na szlaku cały czas dociążasz/odciążasz rower, część przeszkód pokonując drogą lotniczą. Często hamujesz i przyspieszasz, lubisz wybierać kreatywne linie i aktywnie wykorzystywać teren do generowania prędkości.
  • 29″ – jeśli nade wszystko cenisz sobie pewność prowadzenia i szeroki margines bezpieczeństwa przy naprawdę szybkim napieraniu, kiedy utrzymujesz prędkość wybierając najkrótszą linię na wprost, bez zwracania sobie głowy podłożem.

Jako podsumowanie, słowa Fabiena Barela:

Duże koła lepiej utrzymują prędkość.

Małe koła lepiej generują prędkość.

 

PS. Jeśli podoba Ci się ten artykuł i nie chciałbyś przegapić kolejnych, zapisz się do newslettera :)

  1. Zdaje się, że jestem w pierwszej grupie czyli 26″. Nie zamierzam zmieniać roweru ze względu na trend w marketingu. Ale jeżeli miałbym to zrobić to na pewno wybór padłby na 27,5. Lekko irytujące jest tylko „zmuszanie” ludzi do wymiany sprzętu poprzez ograniczenia w dostępności części, na przykład opon.
    Według mnie przed wymianą roweru warto zadać sobie pytanie: „Czy to ja ograniczam rower, czy to rower ogranicza mnie?”
    Mam też wrażenie, że często 29″ jest wybierane z powodu braku umiejętności. Dość popularna na różnych forach jest porad „Masz słabą technikę, bierz 29”.

    1. Odnośnie marketingu, to już o tym trochę pisałem: http://www.1enduro.pl/nowe-standardy-czy-antystandardy/ – nie wydaje mi się, żeby nowe rozmiary kół były tylko „trendem w marketingu”, nie tłumaczmy tym wszystkiego, co nowe.

      A wybór 29″ do słabych umiejętności jest też całkiem spoko – nie każdy jeździ po to, żeby być coraz lepszym i szybszym zawodnikiem. Jak ktoś chce się czuć bezpiecznie i komfortowo, to duże koła mu to zapewniają i nie ma w tym nic złego.

      To trochę tak, jak kupowanie auta z napędem 4×4, nawet jeśli nie planujesz latać bokami po szutrach, a po prostu wolisz w zimie nie przywalić w drzewo ;)

    2. Luzik, na razie to większy problem ciągle jest z oponami 27,5 :)))
      Jedyny fakt to to, że producenci nie robią juz rowerów z kołami 26″ – ale w terenie jeszcze się tego nie widzi.

      Zresztą – marketingowcy już bajają o tym, że 26 cali jest dla ludzi którzy „szukają funu” i pewnie za kilka lat odtrąbią wielki powrót do 26″ :)))

  2. @Hanzo, akurat najgorszy wybór opon jest obecnie do 27,5 ;)

    1. Jak pójdziesz do lokalnego sklepu, to pewnie tak, ale wybierając świadomie w miarę nowe modele, tendencja szybko się zmienia…

      1. Sądzę, że Gantarowi chodziło bardziej o realną dostępność niż to co mają producenci w katalogach ale na dobrą sprawę dużo opon jest nie do kupienia…

    2. No Ba! W małych mieścinach koło 27,5 nie jest nawet jeszcze znane :)

  3. …eh, poczciwe 26ki – odchodzą do lamusa, pogrzebane żywcem, a przecież od nich wszystko się zaczęło….

  4. Autorze drogi. Poczytaj o podatku importowym w USA a potem przeredaguj to co napisałeś. Będzie bardzo jasne skąd parcie na 29ery, potem na 650B. Pewnie za kilka lat nagle się obudzą, że 26″ doskonale skręca i jest mega lekkie i trzeba je koniecznie kupić już natychmiast a wiara poleci jak barany do sklepów.

    Poza tym koło 29″ jest tylko z nazwy. To jest 28″ z grubą oponą, więc wyliczenia na samym początku są nietrafione.

    1. Czytelniku drogi, zgodnie z morałem artykułu, pojeździj proszę na rowerach 27,5″/29″, a sam przekonasz się, że to jednak nie tylko podatek importowy w USA ;) Nie zwalajmy wszystkiego na wredny marketing i inne teorie spiskowe. Lepiej zweryfikować samemu na szlaku, serio.

      A co do rozmiarów, to przeczytaj jeszcze raz uważnie część „Jakie rozmiary mam do wyboru?”. Napisałem przecież, że 29″ to tylko nazwa, dlatego wszystkie wyliczenia bazują na wymiarach rzeczywistych (ETRTO).

      1. Mamy 2016 rok i dalej opony 26″ dominują.
        Jeździłem an 27,5 i nie widze żadnej róznicy. Powatrzasz tylko bełkot marktingowców, a bpisz sie pwoiedzieć że „król jest nagi”.

  5. Ja też nie rozumiem trochę nadmiernego mieszania wątku marketingowego do dziedziny, gdzie własne „doznania cielesne” są kluczowe. No chyba, że ludzie zwyczajnie nie czują różnicy ciałem, więc potrzebują się „utożsamić” z jakimś rozmiarem koła. Inaczej tego wytłumaczyć nie umiem…

    Ostatnio przetestowałem 27.5 cala w DH – miało nie skręcać i być nieskoczne, a okazało się zajebiście skręcać i być skoczniejsze niż moje poprzednie rowery 26 cali…

  6. Michał obecnie dożynam hardtaila xc, jestem przed wyborem full-a 2in1. Czy miałoby sens założenie do 29-era kół 650, z wysoką oponą (2.8), oczywiście jeśli się zmieści? Takie 27+. Chcę go lekko zmodyfikować pod enduro, zgodnie z Twoimi wskazówkami z innego artykułu (stery, hamulce) do czasu kiedy nie kupię full-a.

    1. 27+ to ciekawa idea, niestety przeze mnie jeszcze nie przetestowana, więc trudno mi się wypowiadać… Charakter roweru na pewno się mocno zmieni, ale czy na bardziej enduro…?

  7. Do Autora powiem ci ze opony 26 beda jesze nastepne 10
    Lat min i pisanie ze nic nowego na nie nie wychodzi tzw amortyzatory opony itp jest bzdura totalna

    1. Cieszy mnie Twój optymizm, ale przejrzyj nowości z ostatnich targów, a sam się przekonasz, że nowe modele opon i amortyzatorów już teraz są rzadkością w rozmiarze 26″.

      1. A ty zajrzyj do sklepów, a nie żyj tylko targami.

        1. Zakup dobrych opon do enduro w polskim sklepie zawsze graniczył z niemożliwością i rozmiar koła nic tu nie zmienia…

          Poza tym tematyką bloga są ciekawsze rzeczy, niż przegląd półek sklepowych :P

          A jeśli chodzi o widoczność 26″ w terenie, to się nie zgodzę. Choć oczywiście wszystko zależy od tego, o jakim „terenie” mówimy…

  8. Bardzo dobry artykuł, też myślę w szeroko pojętej przyszłości o zmianie roweru z 26’na 27,5′ – 29′ odpada, przy wzroście +/-171 wyjdzie potworek, do tego mało zwrotny… Póki co zastępuję koła fulcrum RM3 na koła na obręczach WTBi25, bo 19mm szer. wewn. to nędza przy oponach 2.4 a na piachy i korzenie MPK w Wesołej to mało jak się chce poszaleć i czasem w góry wyskoczyć. Zresztą szkoda mi ramy RM Vertex z porządnego amelinium która jeszcze w sile wieku ;) A za jakieś 2-3 lata jak się ten kocioł rozmiarowy ustabilizuje i rynek części okrzepnie to coś sobie sprezentuję i raczej 2×10 niż 1×11 – póki co jest dobrze a będzie jeszcze lepiej, niech się kręci!

  9. Witam! Mam 170 cm wzrostu. Czy w moim przypadku dobrą opcją jest 27,5?? Dodam że interesuje mnie szybka jazda po ciasnych leśnych ścieżkach. Czy będzie mi się ciężej jechać na większych kołach??

    1. Ja na Twoim miejscu brałbym w ciemno. 29″ to byłby w Twoim przypadku kiepski pomysł, ale na 27,5″ raczej nie poczujesz negatywnej różnicy nawet na ciasnych trasach.

      1. Dzięki :)

        1. Moja żona ma 168cm wzrostu i śmiga na 29″ po Twisterze, Starym Zielonym i na innych też daje radę.

  10. kurcze fajny artykuł, obecnie zmagam się z wyborem fulla na 27.5 lub 29. Mam teraz talona 27.5 rc ltd i jest bardzo fajnym rowerem (rama XL bo mam 195cm wzrostu), ale brak mu tylnego zawieszenia :)
    Moim największym problemem jest to że nie mogę po prostu przetestować roweru przed zakupem, bo rama XL jest cholernie mało popularna i fizycznie nie ma gdzie się przymierzyć do roweru. Przez to moje wybory są w ciemno, jednak przy moim wzroście pewnie 29 byłby okay.
    Pytanie: słyszałem że 130-140mm skoku widelca przy 29 to jak 160mm w 27.5, czy można wierzyć tej opinii?

    Pozdrawiam, Marcin

    1. Hej! Tak, ma się wrażenie, jakby było o 20 mm więcej skoku. Oczywiście jak zaczynasz tego skoku potrzebować na kamcorach wielkości telewizorów czy skokach/dropach, to tak różowo nie jest, ale jeśli chodzi trakcję i kontrolę nad rowerem, to tak. Ja przy Twoim wzroście bym się nie zastanawiał :)

  11. Witam,

    zastanawiam się nad kupnem rowery do AM, na większości portali proponuja brać 27,5 ale to ma byc pierwszy rower tego typu, więc o technice jazdy aczej nie może być mowy :P Z tego artykułu wnioskuje ze lepiej udeżać jednak w 29 cali przy wzroscie 188?

  12. Witam. Mam w planie przesiadkę w ciągu pół roku z mojego 18 letniego złomka HT na coś nowszego i najlepiej full. I mam problem bo raz ze rama potrzebuje według przeliczeń 21-22″ (obecnie mam 19″) a drugi to właśnie kola. Po przeczytaniu utwierdziłem się w przekonaniu ze nie 29 a 27.5 jest dla mnie jeśli bym wybrać coś z nowego rozmiaru. Jednak tu klina robi kasa. I albo no HT 27.5 np taki Dartmoor Primal 2015 Enduro Petrol za nie cale 2500 albo full 26″ w podobnej cenie. Obecnie jest niegłupi full do kupienia w podobnej cenie choć na niskiej polce osprzetowej. Jestem nastawiony na fulla bo na HT już jeżdżę dłuuuugo i chciałbym zrobić tutaj przeskok. Z drugiej strony nowy rower i moze za jakiś czas tylko zmiana ramy? Nie potrzebuje cudów bo na co bym się nie przesiadł to będzie lepsze od mojego obecnego sprzętu ;)

    1. 21-22 to ile wzrostu? 2 metry?

      Swoją drogą – w 29 wk**wiające jest to, że niby rower dla wysokich – a często oferta kończy się na L-ce – która ma ST 19 cali – albo mniejszą (468 mm w L?). XL z kolei – jeśli jest – skręca jak tir z naczepą albo ma znienacka przekrok większy o 5 cm.

  13. Dzięki :) biorę 29″

  14. Cześć, Waham się pomiędzy M lub L (wersja Race oczywiście). Sam mierzę 185cm. Zawsze lubiłem małe dirtówki no ale czasy się trochę zmieniły i teraz zupełnie inne rowery się produkuje i ujeżdża. Doradzisz proszę? :) Pozdro

  15. Sam bym kupował rower na 28 calowych obręczach, ale jak się przymierzyłem do 29er rama rozmiar m to stwierdziłem że te rowery robią chyba dla koszykarzy, prawdziwe monstrum. Mam 183 cm wzrostu i chyba rama m byłaby na mnie za duża. Sam śmigam na rowerze szosowym, ale mtb to zdecydowanie 29er. Różnica w masie opon nie jest tak kolosalna żeby jakoś się to negatywnie odbijało na hamowanie. Zresztą tanie rowery z marketu mają opony o masie 1kg każda i jakoś nikt nie narzeka na dużą bezwładność tego koła.

  16. macie straszny dylemat z rozmiarami może napiszcie ilu z was wjechało tymi swoimi drogimi rowerami np.na góre klimczok beskid śląski

  17. Od miecha mam 29 spec enduro. Na maxa spoko rower. Nie jezdze tylko rekreacyjnie;) wg mnie jezeli nie jestes super pro to 29 jest dla Ciebie. Przesiadlem sie z 26. Cenie je ale dla mnie to jak swojego czasu przejscie z hardtaila na fulla. W skrocie rower ma autopilota i nie mozna mu za bardzo przeszkadzac. Lata lepiej ode mnie;)

  18. Ktoś ma może pomysł na szeroką obręcz 26 (32 szprychy)? Cena tak do 200/250 zł.

  19. Kilka lat temu przyszło zbawienne 29″ które w połączeniu z wyciągniętą w przód ramą 21.5″, kątem główki 69′ oraz mostkiem nie przełożonym z szosówki (40mm zamiast 110mm), zmieniło moje życie. Mam 187cm wzrostu. 29″ dla słabych bikerów? Chybaście oszaleli… Chcę zobaczyć tego „słabego bikera”, który ciśnie na HT po kamulach 60km/h chłostany gałęziami po pysku!

  20. Koło 27,5″ to niestety niewypał bo jest wolniejsze od 26″. Tak więc na placu boju pozostaje 29er.

  21. Mam 191 cm wzrostu. Zastanawiam się na doborem rozmiaru ramy. 29’er Scott Scale 970, do wyboru L i XL. Tyle, że to L ma w praktyce niecałe 19′ a już XL 21′ i obawiam się, że przy wyniesionej do góry geometrii 29′ może to być za dużo. Obecnie śmigam hardtailem Treka 19,5′ i jest idealnie. Jakieś rady?

  22. @Marek, napisałeś:” Koło 27,5″ to niestety niewypał bo jest wolniejsze od 26″. ”

    jakieś podstawy tej tezy ?

Dodaj komentarz do tekstu Rozmiar kół do enduro: 26″ / 27.5″ / 29″

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top