Hajlajtsy: Joy Ride Enduro Zakopane

Hajlajtsy, Zawody / 

Mamy ledwie koniec lipca, a serie zawodów zaczynają nam się wykruszać… W niedzielę 26.07 odbyła się druga i ostatnia w tym roku edycja Joy Ride Enduro. Tym razem cały festiwalowy cyrk (i ok. 120 zawodników) odwiedził Zakopane.

Festiwal

Zdradzę Wam pewien sekret: niektóre „stałe fragmenty” tej relacji (m.in. wstęp) zacząłem pisać przed imprezą, żeby troszkę przyspieszyć publikację. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na Równi Krupowej faktycznie zobaczyłem… cyrk.

Joy Ride Enduro Zakopane baza zawodów

O curwa, ale kyrk!

Tego się nie spodziewałem. Spodziewałem się natomiast targów i atmosfery rowerowego święta jak w Kluszkowcach. Tego niestety akurat nie było – ilość wystawców była zdecydowanie mniejsza, a oderwanie downhillu i dualu (które odbywały się na Harendzie, kawał drogi od bazy festiwalu), oderwało jednocześnie bardzo dużą część uczestników.

Z drugiej strony, razem z maratończykami i garstką dirtowców, mieliśmy miasteczko zawodów w zasadzie dla siebie. Było więc profesjonalnie, ale kameralnie.

Organizacja

Odnalezienie się w tym cyrku było więc łatwe, za to jego organizacja musiała wymagać gigantycznych ilości wódki: współpracowały przy niej JoyRide, Enduro Trails, Rowerowe Podhale, a do tego Timedo i Stanisławski Race Timing – niezły kocioł, a nie wspomniałem jeszcze o lokalnych władzach, leśnikach czy góralach-właścicielach gruntów! Najwyraźniej wszyscy jednak się dogadali, bo choć były drobne niedociągnięcia, ogólnie wszystko zagrało.

Mi najbardziej podobał się bufet po OS3 w wykonaniu samego Siary – z ogniskiem, muzyką i… dość oryginalnym doborem napojów, które najwyraźniej zostały po uzgadnianiu szczegółów współpracy.

Darmowa porada dla wszystkich organizatorów: lekka, ambientowa muzyczka na mecie każdego OS-u nic nie kosztuje, a nawet bez wódki świetnie rozluźnia atmosferę!

Joy Ride Enduro Zakopane bufet

Bufet to nie tylko uzupełnianie płynów, ale też chwila na relaks przy wódce i bananie.

To, co z kolei najbardziej mi się nie podobało, to brak śladu GPS całej trasy zawodów. W sobotę nie była ona jeszcze w pełni oznakowana, a dojazdówki prowadziły czasem niezbyt oczywistymi drogami. Rozdawana zawodnikom mapka trasy była przy tym równie pomocna, jak wrzody żołądka. Porada na przyszłość nr 2: więcej kolorów!

Joy Ride Enduro Zakopane mapka

Cała trasa miała ok. 36 km i niecałe 1200 m przewyższenia. Mapkę, na której coś widać, znajdziecie tutaj.

Warto też odnotować, że pierwszy raz na Joy Ride dodano prolog w bazie zawodów. Ktoś tu chyba czyta 1Enduro ;) Zawodnicy byli wypuszczani na trasę w ok. 30-sekundowych odstępach, co trochę rozciągnęło stawkę przed pierwszym OS-em. Kolejek nie udało się wyeliminować, ale przynajmniej uniknęliśmy drugiej masy krytycznej na asfaltowej dojazdówce.

Joy Ride Enduro Zakopane biuro zawodów

OS1 był dość trudny, techniczny i ciasny, szeroka kierownica mogła przeszkadzać.

Tu należy się słowo wyjaśnienia: organizator trochę namieszał z numeracją odcinków, bo OS1 i OS6 polegały wyłącznie na zameldowaniu się w biurze zawodów. Na przyszłość proponuję zostać przy tradycyjnym nazywaniu prologu w bazie OS-em zerowym. Bardzo uprościłoby to rozmowy o trasie ;)

A jak już jesteśmy przy trasie…

Trasy

Po Szklaskiej Porębie wszystko, o czym marzyłem, to wielkie kamcory, techniczne sekcje i hardcore’owe ścianki.

Jeśli czytałeś hajlajtsy, to wiesz, że nic z tego nie jest prawdą. Ja jeszcze nie doszedłem do siebie, mój rower zresztą też nie, i miałem nadzieję, że połączone strumienie Rowerowego Podhala i Enduro Trails stworzą zajebiste ścieżki nastawione na fun, flow i co tam jeszcze jest na „f”.

Joy Ride Enduro Zakopane

Na szczęście się nie zawiodłem! Wszystkie odcinki były pełnokrwistymi, pokręconymi i pofałdowanymi singlami, podobnymi do tych serwowanych w Bielsku. Wymagały sporej dawki dokręcania i pompowania, więc było bardzo kondycyjnie i „enduro”. Sprawdzały też umiejętność pokonywania chyba każdego rodzaju zakrętów. Jeśli chodzi o hardcory, to jedynym była ścianka na końcu OS3. Na reszcie trasy o poziomie trudności decydowała głównie prędkość.

Niektórzy podobno narzekali, że było za łatwo, ale moim zdaniem takie nieco bardziej przystępne i luźniejsze zawody też są potrzebne.

Joy Ride Enduro Zakopane

W przeciwieństwie do imprez organizowanych przez EMTB, można zaryzykować stwierdzenie, że były to zawody „dla każdego”. Nie każdy jednak był w stanie uzyskać w nich dobry wynik (czego sam jestem najlepszym przykładem) ;)

Zawody „dla każdego”, w których nie każdy był w stanie uzyskać dobry wynik.

Poziom rywalizacji

Po sukcesie zawodów Enduro MTB Series w Przesiece (gdzie trasa do ostatniej chwili była tajemnicą) i dyskusjach na temat objeżdżania tras, zacząłem się zastanawiać (tak naprawdę to nie) nad wyrównywaniem poziomu rywalizacji. Joy Ride Enduro Zakopane pokazało, że da się to zrobić.

Po pierwsze, zawody odbywały się w niedzielę. Jest to do dupy z punktu widzenia ogłoszenia wyników, afterparty i odpoczynku, ale za to w sobotę każdy miał możliwość zapoznania się z trasą.

Najważniejszą rolę odegrała jednak pogoda. W „objazdową sobotę” panowała susza, a w nocy przed zawodami nad Zakopanem przeszła gwałtowna burza – padać przestało dopiero przy starcie zawodów. Dodatkowo wyrównało to szanse między trenującymi wcześniej na trasie, bo trudność i charakter odcinków zmieniły się nie do poznania.

Joy Ride Enduro Zakopane błoto

Fot. 2B Enduro Team

Zyskała też atmosfera zawodów, bo większość zawodników przestawiła się z napiętego „jestem pro, muszę walczyć o punkty w PES!!!” na wyluzowane „chcę płynnie i bez gleb dojechać do mety”. Jak widać, maseczki błotne wpływają na niektórych lepiej, niż snickers.

Dodatkowo atmosferę podkręcili liczni kibice – dzięki za doping!

Joy Ride Enduro Zakopane

Na wyrównany poziom rywalizacji wpłynęły też same trasy: długie i pokręcone jak węgorze po sztormie. Po objechaniu wszystkich OS-ów w sobotę miałem pogląd na to, czego się spodziewać, ale o patentowaniu linii nie było mowy. Tych OS-ów po prostu nie dało się ogarnąć po jednokrotnym objechaniu.

Wieczorem po obje(ź)dzie próbowaliśmy jakoś poukładać zdobytą wiedzę:

– Na którym oesie był ten chujowy podjazd?
– Eee…
– No wiesz, to chyba był ten, gdzie był ten korzeń…
– Yyy, korzeń…?
– Chyba trzeci, albo piąty?
– Idę po piwo.

Jedynie lokalsi mieli z górki – OS-y były w zdecydowanej większości znanymi wcześniej singlami Rowerowego Podhala, więc miejscowi riderzy mieli je obcykane. Było to widać w wynikach zawodów. Dla osób walczących o miejsca w środku stawki nie miało to jednak najmniejszego znaczenia.

Joy Ride Enduro Zakopane

Fot. Piotr Staroń, Joy Ride

Podsumowanie

Joy Ride Enduro Zakopane było więc udaną imprezą, z wyrównanym poziomem rywalizacji, zgraną organizacją, zajebistymi widokami i przede wszystkim: rewelacyjnymi, choć łatwymi trasami. Były to zawody zdecydowanie bardziej nastawione na dobrą atmosferę i fun z jazdy, niż na survival i popychanie granic. Czy to dobrze czy źle, to już kwestia gustu.

A jak wiadomo, o gustach się dyskutuje, więc: zdecydowanie dobrze!

Takie imprezy są potrzebne, chociażby po to, żeby przyciągnąć nowych zawodników, którzy po debiucie w Mieroszowie czy Szklarskiej, czym prędzej przerzuciliby się na brydża sportowego (w przerwach w rehabilitacji). Do tej pory taką funkcję pełniło Enduro Trophy. Mam nadzieję, że Joy Ride wypełni tą niszę, nawet jeśli tym razem niektóre serowe bułeczki zmiękły po nocnej burzy (prawie 15% DNS-ów na OS1 – bitch please!). Bardzo mocna stawka w Zako pokazała, że zawodnicy na wysokim poziome i tak przyjadą!

PS. Pamiętaj, że do końca sezonu została już tylko jedna okazja do pokazania kumplom, gdzie raki zimują. Zakreślaj w kalendarzu 3 października na Enduro Trails w Bielsku Białej!


Na koniec tradycyjnie streszczenie wyników: najładniejszy puchar zabrał do domu Sławek Łukasik, który dzień wcześniej wygrał też downhill. Wśród kobiet pozamiatała bezkonkurencyjna w tym sezonie Ela Figura (która również dzień wcześniej wygrała downhill). Najszybszym dziadkiem konsekwentnie został Roman Kwaśny, a wśród juniorów zwyciężył Stano Lubos.

Generalkę sezonu zgarnęli natomiast Remik Ciok, Ela Figura, Mariusz Gaweł (masters) i Oskar Masaryk (junior).

Wszystkie wyniki znajdziesz tutaj.


Linki do galerii zdjęć (uzupełniane na bieżąco):

http://www.1enduro.pl/zakopane-mateuszplonka
http://www.1enduro.pl/zakopane-barton
http://www.1enduro.pl/zakopane-2benduroteam
http://www.1enduro.pl/zakopane-piotrstaron

  1. Przybyłem, zobaczyłem, zakibicowałem..!
    A dzień przed zawodami koleżce z różowego Commencala zaplotłem jeszcze koło ;)

    Dobra impreza!

  2. Dziękuje za obiektywną ocenę imprezy.
    Pozdrawiam

  3. no jakbym tam był

  4. Linki do zdjęć nie działają :(

    1. Zdjęcia są na Facebooku, może nie jesteś zalogowany lub nie masz konta…?

  5. :) myślałem że PES to Powolna Eksploracja Singla .. a tu take o.

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: Joy Ride Enduro Zakopane

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Miejsca: Lago di Garda

Miejsca / 

Pamiętacie opis tras enduro na Srebrnej Górze? Marcel, odpowiedzialny za ich budowę, postanowił odwdzięczyć się relacją ze swoich wakacji, w nieco bardziej odległym zakątku Europy.

Opis i część zdjęć jest jego autorstwa. Tekst zredagowałem i uzupełniłem o własne doświadczenia i fotki z zeszłorocznego wypadu w to samo miejsce (moje uwagi są oznaczone przedrostkiem „1Enduro:” i kursywą).

Bo miejsce jest bez wątpienia kultowe…


Flow, prędkość, adrenalina i nowe wyzwania to elementy których potrzebuje do życia każdy endurnio. Tym razem poszukiwanie nowych wyzwań rzuciło mnie nad Jezioro Garda.

Miejscowe atrakcje

Rejon Gardy jest wakacyną mekką każdego antyfana tunezyjskich plaż: wspinaczka, żagle, base jumping, canyoning, via ferraty i wiele innych atrakcji czeka. A to wszystko przy genialnych widokach i jeszcze lepszej – w końcu włoskiej – kuchni.

Atrakcji jest co niemiara, więc jeśli przykładowy endurnio jedzie z rodzinką, to może być o nią spokojny. Będzie miała co robić, podczas gdy on będzie przemierzał bezkresne okoliczne szlaki.

Komentarz 1Enduro: Wszystkie te atrakcje czekają na Ciebie i Twoje… euro. Warto przygotować solidny budżet, żeby wykorzystać potencjał regionu, a nie być Polakiem-cebulakiem spacerującym przez tydzień po betonowym nabrzeżu. Są osoby jeżdżące nad Gardę budżetowo (spanie na dziko, mycie w jeziorze, żarcie z domu itd.), ale na takim podejściu, w tym miejscu zbyt dużo się traci.

Przykładowe fanaberie:

  • 1 wjazd wyciągiem: 16-20€
  • 1 wjazd bike-shuttle: 15-20€
  • via ferrata z przewodnikiem: 70-170€
  • canyoning: 60-140€

Jeśli chcesz mieć jeszcze więcej atrakcji, zaplanuj pobyt w trakcie Garda Bike Festival, na który zjeżdżają się najwięksi producenci rowerowi – jest okazja do obejrzenia i przetestowania nowinek sprzętowych. W ramach festiwalu odbywają się też m.in. zawody enduro, targi, koncerty itp. Hans Rey zaprasza, więc nie ma przebacz:

Kręcąc się po trasach, bardzo możliwe że jeden z tracków poprowadzi Cię przez Via Giovanni Segantini w Arco. Koniecznie wpadnij wtedy do lodziarni Tariffa na najlepsze lody na Świecie, robione przez lokalnego bikera.

1Enduro: nie brzmi to najlepiej, ale nie wiem, co Marcel tam przeżył, więc zostawiam tak jak jest ;)

Lago Di Garda Enduro Riva del Garda

Noclegi i parkingi

Zanim jednak wyruszymy w drogę, czas gdzieś zacumować. Ponieważ endurnie to często zwierzaki, to myślę że Camping ZOO w Arco będzie w sam raz. Będziecie się tam swojsko czuć, a na obolałe od jazdy mięśnie i kości idealnie zadziała chłodniutki basenik.

Lago Di Garda Enduro Arco ZOO Camping

1Enduro: Nocleg (również miejsce pod namiot!), warto zarezerwować z wyprzedzeniem – w sezonie, szukanie miejsca „na żywca” może skończyć się przykrą niespodzianką. Wiem coś o tym…

Poza Arco, noclegów możesz szukać w całej Riva del Garda, Torbole oraz w leżących dalej na południe Navene, Limone czy malowniczym Malcesine. Dzięki temu zamiast chłodzić się w baseniku, odpoczniesz na plaży i w krystalicznie czystym jeziorze. Konkretnych miejsc najlepiej szukać na Booking.com.

Wybór mniejszej miejscowości wiąże się jednak z koniecznością dojeżdżania do „centrum” (Riva/Torbole) ruchliwą „nadmorską” drogą. Warto więc mieć w zanadrzu samochód. Na miejscu możesz zaparkować za darmo, jeśli tylko wiesz gdzie. Bardzo dobrym miejscem jest ta uliczka blisko centrum, możesz też skorzystać z parkingu Panorama w górnej części Torbole. Warto zapamiętać te dwa miejsca!

Lago Di Garda Enduro beach

Tarpanem pod górę, czyli bike-shuttle i wyciąg

Nocka za nami, wstajemy i ruszamy. Pierwszy kierunek: Torbole. Są tam co najmniej dwie firmy, które wożą bikerów tarpanem pod górkę, a ponieważ w przeciwieństwie do licznych dojcze turisten, nie miałem super wypasionej bateryjki, która wciągnęłaby mnie na szczyt, to od tego trzeba było zacząć. Przypomnę, że jeziorko leży na 69 m n.p.m., czyli po wdrapaniu się na 1700 metrów, praktycznie tyle samo lecimy w dół!

1Enduro: Większość przewyższeń pokonuje się tu za jednym zamachem, co potrafi skutecznie odebrać chęć do życia i pozwala przemyśleć sens istnienia e-bike’ów. Podwózki busem i wyciągiem to moim zdaniem opcja, którą zdecydowanie trzeba uwzględnić w budżecie. Podjazdów i tak nie zabraknie.

Lago Di Garda Enduro Tremalzo

Wracając do tarpana: żeby nie było za drogo, potrzeba minimum 4 chętnych (cena to wtedy 15-20 euro zależnie od kursu). Poza sezonem może to być problem, więc jeżeli chcecie pojeździć bez stresu, wybierzcie się większą grupą.

1Enduro: W sezonie z kolei jest odwrotnie: miejsce w busie warto wykupić co najmniej dzień wcześniej.

Lago Di Garda Enduro Limone

Warto wspomnieć też o Funivia, czyli gondolce zabierającej ok. 40 rowerów z ludkami, która wywozi z Malcesine na Monte Baldo – 1760 m n.p.m. Jest to jedyny wyciąg w okolicy i generalnie mimo wysokiej ceny (16-20€ zależnie od godziny, za jeden wjazd na samą górę) warto z niego skorzystać, pamiętając o wcześniejszym sprawdzeniu godzin kursów dla rowerzystów.

Lago Di Garda Enduro Monte Baldo

Trasy

Wchodzę do ufficio i pytam o klimaty na trasach. A gość mi na to, że mają tu pierdyliard kilometrów ścieżek (w tym przypadku to dwa razy więcej, niż w Strefie MTB Sudety, czyli około 1000 km) i zaczyna opisywanie…

  • Sentiero 601 (Monte Altissimo): na tej jest bardzo technicznie i… atletycznie. Tłumacząc na nasze: jedziesz 5-8 km/h po wysypisku głazów wielkości dużego telewizora. Dla tych, którzy nie pamiętają, chodzi mi o telewizor marki Rubin nie jakąś tam cieniutką plazmę. Jazda trwa 2 godzinki i często określana jest mianem „klasyki freeride’u”. Wniosek z trasy: trzeba w domu robić więcej pompek :)
  • Val del Diaol („The Skull„): technika, flow, jumps & rock gardens. Tym razem jedziemy trochę szybciej, 10-15 km/h – oczywiście dotyczy to w miarę normalnych rowerów do 160mm skoku. Rock garden to nie skalniaczek mamusi, to lita skała, na której pieruńsko trzęsie. Telewizory już mniejsze, za to bardzo śliskie. Flow jest więc okupiony niemałym wysiłkiem – nie jest to wysypana żwirkiem dróżka rodem z Rychleb. Jumps – to znaczy, że Italiano ruszył tyłek, wziął narzędzia i podłubał trochę w lesie. Efekty nie są imponujące, ale widać na ścieżce ingerecję człowieka. Lekko podskrobane bandy, małe hopy, nawet jeden stolik się trafił – ze wszystkich okolicznych tras, ta ma charakter najbliższy DH.
  • Są też oczywiście trasy panoramiczne z pięknymi widokami, które trzeba przejechać, żeby cyknąć parę ładnych fotek. Absolutna klasyka okolicy to Tremalzo, gdzie w dolnej części jest dużo fajnych możliwości zjazdu, ale początek to (malowniczy) szuterek z milionem dojcze turisten pchających się pod górkę.

Lago Di Garda Enduro Tremalzo switchbacks

1Enduro: Marcel opisał 3 klasyczne trasy, które są w zasadzie punktem obowiązkowym każdego wypadu nad Gardę. Więcej przykładowych tras znajdziecie np. na stronach przewodników czy organizacji, a tracki GPS w serwisach GPSies i RideWithGPS.

Kilka nazw na dobry początek poszukiwań: Coast Trail, Anaconda, The Serpents Trail, Dosso dei Roveri, Naranch Trail.

Możesz też skorzystać z książki Garda GPS Bikeguide i dołączonych do niej map i tracków. Najbardziej skorzystają z niej osoby nastawione na dłuższe wycieczki all-mountain.

Lago Di Garda Enduro MTB Tremalzo

Polecam też kupić mapę i próbować samemu odkrywać różne warianty dotarcia z góry na dół. Poczujesz dreszczyk emocji i element przygody, który powinien mieć miejsce zawsze, kiedy endurnio rusza na wakacje.

1Enduro: Mapa to faktycznie dobra inwestycja, a jeszcze bardziej przydatna będzie wersja elektroniczna w telefonie – wszystkie szlaki są oznaczone na czerwono, więc czasem warto upewnić się o wyborze dobrej drogi. Do tego dochodzi gigantyczna sieć nieoznakowanych ścieżek, do których znalezienia przydadzą się tracki GPS.

Szukając na mapie „elementu przygody” miej na uwadze, że w przeciwieństwie do Sudetów czy Beskidów, nie wszystkie szlaki są tu przejezdne na rowerze. 4-godzinny asfaltowy podjazd zakończony schodzeniem pionową via ferratą z rowerem (i duszą) na ramieniu raczej nie przerodzi się w miłe wspomnienie z wakacji. Podobnie, jak 20-kilometrowy zjazd szutrem. W deszczu. Warto więc swoje typy skonsultować z lokalnymi riderami i przewodnikami, którzy wskażą najlepsze fragmenty, a inne wybiją z głowy.

Lago Di Garda Enduro MTB trails

Którym by tu szlakiem… Może czerwonym?

Podsumowanie

Po tygodniu nad Gardą masz slicka z tyłu, klocki do wymiany, większą klatę, plus moc wrażeń i fotki pięknych widoków na fejsa. Generalnie warto, choć trzeba pamiętać że łatwo nie jest. Ale endurnio zazwyczaj nie lubi łatwo :)

Marcel – endurnio
Trasy Enduro Srebrna Góra

Lago Di Garda Enduro Riva del Garda

1Enduro: Mi w pamięci utkwił specyficzny charakter tras: bardzo luźna, kamienista nawierzchna, zarówno drobna, jak i „telewizorowa”, często ostra i bardzo zniechęcająca do bliższego kontaktu. Podobnie jak ekspozycja wielu szlaków. A o błąd nietrudno, bo przyczepność na sucho jest słaba, a na mokro dramatyczna. Do tego, jak to w Alpach, dochodzą liczne odcinki szutrowe i dłuuuugie asfaltowe podjazdy.

Długość zjazdów i widoki cudowne jak woda z Lichenia potrafią dużo wynagrodzić, ale moim zdaniem nie jest to miejsce dla każdego – żeby naprawdę się wyjeździć, potrzebne są umiejętności, kondycja i obycie w górach. Z podsumowaniem Marcela zgadzam się więc w 100%!

Lago Di Garda Enduro Tremalzo tunnel


PS. Macie więc wrażenia dwóch osób za jednym zamachem – biorąc pod uwagę popularność Gardy, na pewno znajdzie się ktoś jeszcze, kto w komentarzu podzieli się swoimi uwagami i trasami. Prawda? :)

  1. Ubiegłoroczny pobyt nad Garda już na zawsze będzie mi się kojarzył z najgorsza pogoda na jaka można trafić w lipcu we Włoszech i wizyta w mega trudnym Paganella bike parku. Ale zgadzam się z autorami widoki i jedzenie są tam mega ;)

    1. Nie wiem, czy w moich komentarzach widać brak większego entuzjazmu, ale ja też miałem 10 dni deszczu ;) Ech, włoskie słońce…

  2. Dodam opis rejonu GARDA od siebie może się INFO komuś przyda :

    http://emtb.pl/forumo/showthread.php?tid=13789

    1. Twoja galeria/relacja jak zwykle fajna i przydatna, bo bardzo dużo pokazuje „od kuchni”, a nie tylko starannie wyselekcjonowane i podrasowane widoczki pocztówkowe (takie, jak w powyższym artykule) ;) Dzięki za link!

  3. Mogę polecić nowo powstałą ścieżkę (podobno w zeszłym roku) Naranch Trail , zaczyna się z Santa Barbara, genialna szybka trasa – bardzo niegardziańska.
    Zamiast szutrem z Tremalzo wolę zjechać szlakami 222-218-Paso Nota- 422 i na dojechanie 429.
    Z nazwą Dosso dei Roveri trzeba uwazać, bo są dwa takie miejsca. To w masywie Monte Baldo (które zapewne autor miał na myśli), podobno fajne choć nie byłem. I drugie, ponad Limone na szlaku 136 (często nie zaznaczanym na mapach), genialne widokowo ale to bardziej spacer z rowerem, no chyba, ze się jest Danny’m MacAskill’em ;) https://www.youtube.com/watch?v=dfRz4niodKE

    1. Dzięki! Naranch Trail wygląda super, dodałem do artykułu. Alternatywna wersja Tremalzo też ciekawa, bo nikt raczej nie lubi tracić wysokości szutrem, nawet jeśli dzięki temu jest czas na podziwianie widoków.

      Co do Dosso dei Roveri, to tak – miałem na myśli ten po stronie Monte Baldo. Mnie szczerze mówiąc ten szlak nie porwał – kamienisto-żwirowy singiel przez las, z dwoma-trzema miejscami widokowymi. Ale ogólnie, lekko mówiąc, nie miałem dobrego dnia jak tam jechałem, więc nie warto go skreślać z mojego powodu ;)

  4. Naranch trail jest dluga, tylko gorne fragmenty sa szybkie, nizej jest kreto stromo i… slisko. Bardzo fajna – ale trudna

    1. Czyli jak to nad Gardą – albo trudno, albo nudno ;)

  5. Naranch Trail jechany po mokrym faktycznie może być śliski – sporo tam ziemistego podłoża. Na sucho to OGIEŃ! A jeszcze na dodatek miałem dobre „zające” przed sobą, Kubeon i Luis nie mają zwyczaju opierdzielać się na trasie :) Solo nie jechałbym tak szybko!

  6. Na Naranch Trail przestrzelilismy jedne zakręt w prawo (w górnej części) i jak się okazało poprowadziło trafiliśmy na 3 km singla z super flow, łagodne zakręty i prędkość nad świetlna. Następnego dnia jechaliśmy ponownie Naranch Trail już zgodnie z przebiegiem i doszliśmy do wniosku ze jednak warto zboczyć i śmignąć tym singielkiem.

  7. Bardzo fajna relacja, od siebie dodalbym, ze będąc nad Garda, pod koniec wykazdu trzeba się sprawdzić i zjechać sentiero 102,111 i 112 z okolic Limone. To są prawdziwe klimaty. 601 do Torbole duzo łatwiejsza niz wynika z powyższego opisu – dobra na rozgrzewkę, do zjechania ‚godnie’ nawet na rowerze xc :-)

  8. Panowie jakie oponki polecacie na Gardę np. z Maxxisa, który model? aby nie było rzeźni na podjazdach asfaltowych a w dół było w miarę trzymanie
    Kto zdecydował się na bułowanie do góry niech odpowie: ile km wychodzi średnio od poziomu jeziorka do szlaków rowerowych na grani? i ile czasu to zajmuje jadąc średnim tempem ?

  9. Parking Panorama od 2016 płatny.

  10. Hej Mam 2 pytanka (będę nad Gardą od 24 czerwca 2016 przez 2 tygodnie jakby ktoś chętny na trail w tym terminie to pisać)
    Jak dostać się najlepiej z Torbole do Santa Barbera – Naranch Trail no i czy ten Naranch Trail jest oznaczony.

  11. Grazie mille for the amazing article!
    Hope to see you soon again.
    Fam.Salvaterra

  12. Nr 1 zdecydowanie Monte Zugna – zogrganizowany freeride z LucaBikeShuttle
    Nr 2 – the skull – kosmos traska

    Naranch i anaconda trudno znaleźć trasę w drugiej części, mi się najmniej podobały

    601 – super ale trudna, od groma luźnych kamolców

    Navene trail – zjeźdżałem w ciemnościach ( po złapanej gumie godzinę przed zmrokiem) – łatwy, ale luźna nawierzchnia

    Tremalzo – kosmos widoki

Dodaj komentarz do tekstu Miejsca: Lago di Garda

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

e-MTB – rowery wspomagane elektrycznie

Opinie, Sprzęt, Trendy / 

Świat staje na głowie: Lapierre przygotowuje rowery dla upośledzonych elektryczne we współpracy z Nico Voulliozem, Gary Fisher określa je jako „Next big thing”, a nowy Specialized wspomagany prądem wdarł się na strony główne portali, które do tej pory unikały tematu e-MTB jak mountainbiker wczasów nad morzem.

O ile w rowerze miejskim silnik elektryczny to już w zasadzie norma, to wśród nas, mountainbikerów właśnie, temat ten budzi równie ciepłe uczucia, co tęcza u skinów. Przecież jazda z silnikiem to oszustwo i zaprzeczenie idei roweru jako prostego, samowystarczalnego środka transportu. Prawda?

e-MTB Specialized

Ekhem… / grafika: Krakowska Szkoła Lansu

A tak na poważnie, biorąc pod uwagę ogromny wzrost popularności tego typu rowerów na zachodzie (Niemcy od 7 lat co roku sprzedają ich o 1/3 więcej) i pojawianie się coraz ciekawszych propozycji do jazdy MTB, warto przymknąć oko na uprzedzenia i bliżej poznać temat.

Jak to jeździ?

Przede wszystkim, słowo-klucz to elektryczne wspomaganie. Praktycznie każdy sprzedawany obecnie górski e-bike to pedelec (od pedal electric cycle, nie mylić z padalcem – niedorozwiniętą jaszczurką). Charakteryzuje się tym, że żeby uwolnić magię elektronów, musisz pedałować. Na kierownicy nie ma więc manetki czy przycisku z napisem „Hi-Fi super turbo boost”.

Na kierownicy nie ma manetki czy przycisku z napisem „Hi-Fi super turbo boost”

Odcięcia wspomagania kiedy przestajesz kręcić wymagają też przepisy, aby rower nadal był… rowerem. E-bike’i, które potrafią jechać „same” podpadają już pod definicję motoroweru, co wiąże się z kupą problemów, jeśli chcesz legalnie używać ich na drodze i ogólną kupą, jeśli chcesz wjechać nimi do lasu (co jest zabronione).

e-MTB Cube

Jak widać, jakoś jednak jeździ! / fot. Cube

Inne ważne ograniczenia to:

  • 250 W – moc maksymalna. To malutko, dla zobrazowania jakieś 0,33 KM. Podobno zawodowy kolarz potrafi wycisnąć z siebie >400 W, a amator >300 W.
  • 25 km/h – prędkość, do której działa wspomaganie. Jeśli chcesz jechać szybciej, zostaje Ci stara, dobra siła mięśni.

Posługując się eufemizmem, osiągi nie są więc porywające. Wynika to nie tylko z przepisów, ale też porozumienia między producentami, które ma na celu jak najłagodniejsze rozprawienie się z problemem wstępu e-bike’ów na trasy. Rowery pędzące pod górę 50 km/h przez zatłoczony szlak parku narodowego robią dla przyszłości e-MTB tyle, ile Janusz Korwin-Mikke dla wizerunku Polski w Europie.

e-mtb-heisenberg

HNF Heisenberg, czyli marka specjalizująca się w e-bike’ach, istniejąca od… 2 dni. Jak widać, sytuacja na rynku e-MTB jest dynamiczna. Zawieszenie o 150 mm skoku zaprojektowane przez BMW, napędzana paskiem piasta Rohloffa i możliwość zakupu wersji „szatan”, ze wspomaganiem do 45 km/h / fot. HNF Heisenberg

Nie ma natomiast żadnego porozumienia jeśli chodzi o standardy takie jak rozmiar kół (choć do koncepcji i wyglądu idealnie pasują nowe 27,5+) czy geometria. Jedyna cecha wspólna to wymuszony gabarytami silnika długi tylny trójkąt (astronomiczne 460 mm jest uważane na niską wartość…), pogarszający zwrotność i skoczność.

e-MTB Specialized Turbo Levo

e-MTB na kołach 27,5+, z osiami w standardzie Boost i napędem 1×11 = rower przyszłości…? / fot. Specialized

Choć umówmy się, że raczej nie oczekuje się skoczności od 20-kilogramowego roweru. Za to masa jest skoncentrowana w najlepszym możliwym miejscu, więc jak najbardziej oczekiwać można wzorowej stabilności na zjazdach. Większa masa roweru względem masy rowerzysty sprzyja też aktywnej i czułej pracy zawieszenia.

Zapomnij jednak o technicznych kwestiach. Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, że na e-MTB jeździ się tak samo, jak na zwykłym rowerze.

Z tą różnicą że:

  • na podjazdach czujesz się, jakbyś miał łydę Jareda Gravesa;
  • na zjazdach czujesz się, jakbyś miał 7 litrów picia w bidonie.

Komu służy taka kombinacja?

Target, czyli dla kogo?

Normalni, wytrenowani bikerzy na widok 3-kilogramowej baterii pokracznie wpasowanej w ramę roweru MTB zapukają się w głowę. Ale jak się porządnie zastanowić, jest całkiem spora grupa osób, które mogą na wspomaganiu dużo zyskać:

  • ci sami normalni bikerzy, tylko 10-20 lat później. MTB to młoda dyscyplina, gwałtowny wzrost liczby riderów w wieku 35+ dopiero się zaczyna;
  • dziewczyny jeżdżące ze swoimi bardziej przypakowanymi facetami, lub odwrotnie;
  • początkujący riderzy, podpinający się pod wycieczki bardziej doświadczonych kumpli;
  • osoby w pewnym stopniu niepełnosprawne, np. riderzy po wypadku;
  • pracownicy korpo, którzy nie mają czasu trenować, a w weekend chcą odreagować na szlaku;
  • osoby często jeżdżące w Alpach. Bijcie mnie laciem, ale kto zaliczył >1500 metrów przewyższenia w jednym asfaltowym podjeździe, ten wie o czym mówię. Widać to po ogromnej popularności wspomagaczy w krajach alpejskich.
e-MTB Specialized

Widzicie szutrówę wijącą się w tle? Kto pierwszy do podjazdu? / fot. Specialized

Należy jednak wbić sobie do głowy, że e-MTB nie jest dla każdego. Nigdy nie miało być i nigdy nie będzie.

Więc jeśli na razie nie czujesz się odbiorcą takich rowerów – żaden problem. W przeciwieństwie do większości nowych standardów, z całą pewnością nie musisz się martwić, że elektryczne rowery wyprą te, na których jeździsz teraz. Wstrzymaj więc swoją facebookową krucjatę.

Rower elektryczne nie wyprą klasycznych, więc wstrzymaj swoją facebookową krucjatę.

e-MTB to po prostu kolejna nowa nisza, dzięki której:

  • producenci mogą zarabiać pieniądze (tak, wiem jak trudno to przełknąć);
  • klienci mogą jeździć dokładnie na takich rowerach, na jakich chcą.

W dodatku kategoria ta ma bardzo duży potencjał przyciągania nowych osób, których kontakt z kolarstwem górskim, do tej pory ograniczał się do kalendarza Cycle Passion. Czy naprawdę tego chcemy…? Kiedyś jeszcze wrócę do tego pytania.

e-MTB

Fot. Cube

A co z zapaleńcami?

Tylko czy e-MTB może być interesujące dla zapalonego bikera w kwiecie wieku, o dobrej technice i kondycji? Producenci przekonują, że tak.

Idea jest taka, że masz normalnie działający rower, którym możesz jeździć wszędzie tam, gdzie do tej pory, tylko dalej, dłużej i szybciej. No musisz przyznać: dwa razy więcej pary w nogach zawsze jest spoko!

e-MTB Cube

Fot. Cube

„Elektryczna kondycja” pozwala Ci:

  • pościgać się z kumplami na podjazdach, zamiast godzinami wypychać rower i gadać o dupach.
  • podjeżdżać stromymi i technicznymi ścieżkami, zamiast usypiającymi szutrami.
  • luźniej planować wycieczki, bez obaw że 10 km przed schroniskiem wyczerpanie nie pozwoli Ci jechać dalej.

Hola, hola! Słowo „wyczerpanie” jest słowem-kluczem, bo prowadzi nas do sedna sprawy, którym jest…

Zasięg

Pierwsza rzecz, jaka nasuwa się myśląc o e-MTB jest sytuacja, w której w środku wycieczki kończy Ci się prąd. Nie da się ukryć, że zostajesz wtedy z całkiem normalnym rowerem, tyle że ważącym 20 kg. Czyli innymi słowy: w czarnej dupie z ręką w nocniku. Mało kto kiedykolwiek jeździł po górach na takim klocu, bo już 16-17 kg to w enduro waga ciężka.

Uzupełnienie zapasu energii trwa zwykle około 2,5-3,5 godzin (i kosztuje 1-2 zł), więc nie ma problemu z ładowaniem przez noc, jednak „tankowanie” na trasie raczej nie wchodzi w grę. Aktualnie sprzedawane rowery nie potrafią też odzyskiwać energii hamowania.

e-MTB Cube battery

Zapasowa bateria w plecaku…? Chyba nie. / Fot. Cube

Jak daleko można więc zajechać? Nie macie pojęcia, jak trudno znaleźć odpowiedź na to pytanie. Żaden z producentów jakoś się tym nie chwali, ale z testów wynika, że można ogarnąć kilkugodzinny, 30-40-kilometrowy wypad z przewyższeniem rzędu 1000 m. I całe marzenia o epickiej, 150-kilometrowej wyrypie z 3-kilometrowym przewyższeniem – w pizdu.

Całe marzenia o epickiej, 150-kilometrowej wyprawie z 3-kilometrowym przewyższeniem – w pizdu.

Zasięg to moim zdaniem jedyna, poza ceną, ewidentna wada e-bike’ów i producenci zdają sobie z tego sprawę. Np. Specialized stworzył aplikację na smartfony, w której przed wyjazdem z domu planujesz trasę, a software sam dobiera intensywność wspomagania tak, żebyś na pewno dojechał do celu. Star Trek. Dopóki nie padnie Ci bateria… w smartfonie.

No i co ze swobodną eksploracją, do której e-bike’i idealnie się nadają? Pozostaje nerwowe spoglądanie na stan naładowania i oczekiwanie na nową generację akumulatorów…

e-MTB Lapierre

Ten szczęśliwy Lapierre niedługo urodzi małe Lapierdki / fot. Lapierre

Podsumowanie

Nazywanie e-bike’ów dopingiem i oszustwem to bzdura. Tak samo trzeba by nazwać korzystanie z wyciągów czy dojeżdżanie w góry samochodem. No ale OK – rozumiem, że możesz byś rozgoryczony, kiedy wyciskając z siebie siódme poty na podjeździe, wyprzedza Cię pedałujący z uśmiechem „dziadek” w akompaniamencie elektrycznego silniczka. Tylko czy w enduro nie traktowaliśmy zawsze podjazdów z przymrużeniem oka…?

e-MTB to po prostu nowa kategoria rowerów, do jazdy którymi nadal potrzebna jest kondycja i technika. Możesz jeździć nimi jak do tej pory, ale w nowych miejscach i dłużej.

Niestety tylko na tyle dłużej, na ile starczy Ci prądu. Przy nowych możliwościach, jakie daje wspomaganie, aż się prosi o epickie wyprawy od wschodu do zachodu słońca, bez liczenia przewyższeń, z podjazdami równie fajnymi jak zjazdy. Niestety, póki co prądu wystarcza na wycieczkę o raczej standardowej długości. Fajne podjazdy jednak pozostają.

Pewnie dlatego we wszystkich opiniach testerów – nawet tych sceptycznych – przewija się stwierdzenie, że jazda na górskim e-bike’u po prostu u każdego wywołuje większego banana na twarzy, niż przypadkowo znaleziona paczka żelków. A o to chyba chodzi w enduro?

Jazda na górskim e-bike’u u każdego wywołuje większego banana na twarzy, niż przypadkowo znaleziona paczka żelków.

Warto więc otworzyć się na nowe myślenie: o planowaniu tras, o stylu jazdy i o rowerach z bateryjką w ramie.

A nawet jeśli nadal totalnie Cię to nie przekonuje, pamiętaj że rowery ze wspomaganiem z całą pewnością nie zastąpią tych klasycznych. Nie ma więc sensu oburzać się na nie bardziej, niż na nowe standardy w rowerach, którymi faktycznie jeździmy.

e-MTB Lapierre

Fot. Lapierre

  1. Ten laPierre w ciąży wygląda pokracznie.

  2. Wooyek przestaw zegar na blogu na czas letni.

  3. dzięki za esensję! na pocieszenie informuję, że mam 37 lat i dalej daję radę gadać o dupach na podjazdach ;), tak że no worries guys!

  4. wojciech bartnicki

    to już wiem skąd się wzięło emtb.pl ;) jak oni tyle lat temu to przewidzieli ? :D

    1. Dokładnie, ich nazwa wpisuje się we wszystkie nowe trendy ;)

  5. Ja tam dzielnie pokonywałem zawody ET na 20,5kg Specu BH (jak zapewne pamietasz), wiec sama masa ebike’a mnie nie przeraża, ale cena i ilość prądu skutecznie zniechęca.

  6. Dla mnie na razie wygląda to jak beta testy. Sporo rzeczy pozostaje do poprawienia.
    W zeszłym roku widziałem na Rychlebskich Ścieżkach elektrycznego (chyba) Haibika. Silnik „doczepiony” pod suportem skutecznie zmniejszał prześwit, nie zauważyłem żeby pruł pod górą jak dziki, z góry zresztą też.
    W segmencie rowerów MTB jakoś nie widzę popularności tego rozwiązania. Za to w rowerach miejskich wspomaganie elektryczne może okazać się bardzo powszechne.

    1. Tylko że właśnie w MTB dynamika rozwoju jest największa, między innymi przez największe wymagania. To taka trochę Formuła 1 w porównaniu do mieszczuchów, które nie muszą być ani specjalnie lekkie, ani szybkie, ani nie muszą oferować dużego zasięgu.

      Oczywiście dotyczy to rynków, na których ludzi na to stać, bo tak jak piszesz, póki co były to beta testy. Przede wszystkim ze względu na mizerny zasięg, ale też np. nieogarniętą geometrię, ograniczenia prawne itp. Standardy dopiero się tworzą.

      Jednak przykład Speca Turbo Levo Pravo pokazał, że producenci zaczynają do czegoś dochodzić. Myślę, że eksplozją będzie tegoroczne Eurobike, które moim zdaniem zostanie zdominowane przez e-MTB, jak Sea Otter przez 27,5+.

  7. Dzięki za zbadanie tematu,jak pamiętasz przy okazji Strive’a wspominałem, że e-bike docelowo może być dla mnie „ostatnim” rowerem. Ponieważ jestem już raczej leciwym riderem, za jakieś 10-15 lat nabędę taki rower, z powodów jakie wymieniłeś w artykule. Do tego czasu technologie potanieją, i mam nadzieję, zmniejszy się masa a wzrośnie zasięg.
    PozdRower

  8. Złożyłem sobie do testów takiego budżetowego e-bika. Stara rama od dbr x6. Kit typu „mid drive” Cyclone 1680 watt (to samo co EGOkit). Akumulatory modelarskie lipo. Koła 24′ aby podnieść moment obrotowy. Wrażenia: szok i banan na twarzy. Teraz trochę teorii. Otóż silnik elektryczny ma to do siebie, że ma praktycznie stały moment obrotowy niezależny od obrotów. Zatem zbiera się od samego dołu. W rowerze przekłada się to tak, że w połączeniu z małą masą taki elektryczny rower nie ma zbyt wielkich prędkości ca.50km/h ale ma NIESAMOWITE przyspieszenie. Coś jak tryb Insine w samochodach Tesla. E-bike nie jest jeszcze stricte motocyklem ale to już jest coś więcej niz rower. Ja przyrównuję to „coś” do motocykla trialowego. Wąskie kamieniste szlaki to co dotąd zjeżdżaliśmy bierzemy tym razem pod górkę. Mam oczywiście świadomość że moje 1680w to jest różnica niż haibaikowe 250w, ale na endlessie (takie forum od elektrycznych rowerów) już są mody do zwiększania mocy silniczki można przewoltować. Choć ja uważam ze to 1680W jest zbyt wyrywne i do górskich wędrówek starczył by mi jakiś lżejszy, popularny kit 8Fun. Oczywiście nie jest tak różowo. Waga całości to ok 25 kg, zasięg na 10Ah to 20km na pełnej pace. Choć to 10Ah lipo to mała kosteczka więc swobodnie drugą można wozić w plecaku. Podsumowując silniki elektryczne dają nowe możliwości. O ile tego nie zakażą:)
    Poniżej przesyłam link do filmików pewnego Niemca, gdzie można zobaczyć „z czym się je” elektryki.
    https://www.youtube.com/watch?v=_q3z_7Xcxd0

  9. Skoro wydawca takich tytułów jak „Motocross Action Magazine”, „Dirt Wheel”, „ATV Action” zaczął wydawać gazetę „Elektric Bike Action” oznacza, że nadchodzi rewolucja w MTB. Niektórzy będą się podśmiechiwać, będzie wojna analog vs electric jak narty vs snowboard, czy metal vs techno ale ona tylko napędzi koniunkturę. Ja mam nadzieję, że Chińczycy zostawią pole do pewnej customizacji.
    Co do filmików to ja polecam kanał słynnego Adama Merciera, który rozpoczął niszową produkcję własnych ram do elektryków.
    https://www.youtube.com/watch?v=-wVeNUgWmjQ

  10. Jutro zamawiam narty elektryczne

  11. A ja mam blisko 67 roczków,od 3 lat męczę swoje e-biki(93kg)wagą,jeżdżę po Beskidach i okolicy,(czasem nawet z dwoma bateriami w plecaku) i to o czym tu piszecie teoretycznie, ja przerabiam praktycznie (i jeszcze żyję).Pozdrower

    1. Ja mam 61, zacząłem 5 sezon jazdy po Beskidzie Śląskim i Żywieckim , czeem jeżdżę na Krossie z własnym napędem a czasem (jak jestem słabszy) na Cycle Craft-cie e-bike ale w tym sezonie jeździłem już w zimie właśnie na nowym Krossie X6 a na e-bike mało może 20 kilka km -pozdrawiam

  12. GREG FALSKI – NASZ RODAK i jego kilka słów :

    https://www.youtube.com/watch?v=nPlh7T4kn3o

    pzdr

  13. Co do Lappiera to oni mają technologię Ebike już dość mocno rozwiniętą. HaiBike, Lapierre i Ghost to ta sama grupa rowerowa Accell. HaiBike obecnie montuje jako bodaj jedyny dwa systemy(Bosch i Yamaha).
    Co do Grega to miałem z nim okazję zamienić słowo w ubiegłym roku podczas targów domowych WinoraBikes. Najciekawsze były jego historie o niedozwolonym wspomaganiu stosowanym w czasie zawodów w ebike’ach.
    Sam się czaiłem na https://www.facebook.com/photo.php?fbid=724253524312598&set=pb.100001838708354.-2207520000.1447855274.&type=3&src=https%3A%2F%2Fscontent-waw1-1.xx.fbcdn.net%2Fhphotos-xap1%2Fv%2Ft1.0-9%2F1521949_724253524312598_7139876003584662830_n.jpg%3Foh%3D51583b3098ff3454a016bb23ba26f7f9%26oe%3D56F3F94D&size=960%2C712 ale cena jeszcze odstrasza.

  14. Co do skoczności – testowałem na Twisterze Treka Powerfly+ FS7. na hopach latał lepiej jak moja Kona Cadabra, byłem zachwycony. Pod górę jakieś 8 minut .. wszystko fajnie dopóki się prąd skończył.
    I nie gadajcie że to oszustwo, byłem wyrąbany, i na drugi dzień zakwasy większe jak po normalnej jeździe.

  15. Kamyk - Ruda Śląska

    Pracuję w salonie rowerowym i powiem z doświadczenia: średnio 4 tygodniowo sprzedają nam się górskie elektryki, a niemal każdy z klientów jest w kwiecie wieku. Co roku zauważam ten trend rosnący o 50%. BOSCH i Yamaha to w tej dziedzinie liderzy póki co nie do prześcignięcia, ale już widać jak Brose i Shimano Steps ma coraz większe smaki przydeptać im pięty.

  16. Jeżdżę Haibikiem S Duro od czerwca 2015. Do dzisiaj przejechane 5500 km. Pesel 59 z przodu, waga 100 kg i 185 wzrostu, plus plecak z dodatkową baterią. Zmienione hamulce, napędy itp to co trzeba. Zaliczyłem nie tylko Beskidy gdzie mieszkam ale np Tremalzo. Kocham jazdę na rowerze , e-rowerze bo w przeciwnym razie mimo rocznika, wagi, kontuzji kolana musiałbym coś wymyslić albo bawić się pilotem i zmieniać w nim baterie. A tak moja żona też na Haibiku dzielnie mi towarzyszy (za 12 miesięcy 2200 km) Pesel podobny nie z odzysku. Nasze trasy to 50-70 km po GÓRACH dziennie. Po telefonie komórkowym to dla mnie najlepszy wynalazek. Z elektrycznym pozdrowieniem

    1. Dzięki Andrzej za komentarz, miło widzieć opinię kogoś, kto na elektryku faktycznie JEŹDZI, a nie tylko widuje w internecie ;)

      Co do tras – rozumiem, że takie 50-70 km wymaga już wymiany baterii w połowie? Zapasową udało Ci się kupić bez problemu? Ile waży?

Dodaj komentarz do tekstu e-MTB – rowery wspomagane elektrycznie

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top