Hajlajtsy: II Podhalański Zlot Enduro MTB, Zakopane

Hajlajtsy / 

Przed sezonem zastanawiałem się, w jakim kierunku pójdzie nasza enduro-scena: zawodów, czy może zorganizowanych zlotów? Po cichu sądziłem, że postawimy raczej na chillout i zabawę. A tymczasem oto jesteśmy: 9 edycji zawodów i… 3 duże zloty później. Z czego dwa zorganizowane przez Stowarzyszenie Rowerowe Podhale. Co takiego jest w ich imprezach, że miejsca rozchodzą się na nie szybciej, niż na koncert Justina Biebera?

Czas

Po pierwsze, imprezy Rowerowego Podhala są sprytnie zaplanowane: Cyklo Warsztaty są w kwietniu, więc ściągają tłumy bikerów niewyżytych po zimie. Z kolei Podhalański Zlot Enduro zamyka klamrę i jest okazją do podsumowania całego sezonu szaleństw. Dla leni jest dobrą motywacją, żeby troszkę przeciągnąć sezon przed „oficjalnym” zakończeniem.Podhalański Zlot Enduro - grupa Tatry

Miejsce

Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie największą zaletą zawodów jest jazda po nowych, oryginalnie wytyczonych i przygotowanych trasach. Ekipa Rowerowego Podhala oferuje to samo, tylko bez racingowej napinki: chłopaki w pocie czoła budują świetne, quasi-naturalne single, których próżno szukać gdzie indziej.

A to wszystko w świetnej scenerii – nawet jeśli po Tatrach pojeździć nie można, to już sam ich widok sprawia, że można się poczuć troszkę jak w Alpach.

Wisienką na torcie jest baza zlotu: MTB Hostel w Kościelisku. Miejsce przesiąknięte rowerowo-outdoorowo-domową atmosferą. Jest to idealna baza wypadowa na podhalańskie szlaki, więc jeśli uda Ci się wstrzelić w wolny pokój – sprawdź koniecznie!

Podhalański Zlot Enduro - MTB Hostel Kościelisko

Akcja

Nikt jednak nie przyjeżdża na tą imprezę, żeby posiedzieć w pokoju czy pogapić się na Tatry!

Wycieczki i trasy

W zlotowych rozmowach ustaliliśmy, że lepiej nie pisać o tym na blogu, bo przez takie kontrowersje stracę 90% czytelników. Ale prawda jest taka, że na zlotach najbardziej lubię… jeździć na rowerze (!). Na szczęście była i taka możliwość ;) Dwa dni idealnej pogody zostały wykorzystane w 100%. Ponad setka uczestników podzielona została na 4 grupy, co bardzo usprawniło jazdę.

Podhalański Zlot Enduro - mamba

Gościnnie – mamba on bike ;)

W sobotę objechaliśmy trasy znane z tegorocznych zawodów (Długi, Ciepły, Mietła). W niedzielę zaliczyliśmy single na Butorowym Wierchu. Każdego dnia przejechaliśmy ok. 20 km – wyrypy więc nie było, ale też nie o to chodziło! A trasy były tak syte, że chyba nikt nie narzekał na niedobór jazdy.

Single przygotowywane przez Rowerowe Podhale to 90% natury i 10% „ludzkich” poprawek zwiększających flow. Zdecydowanie bliżej im do miejscówek z kanadyjskich editów, niż do Superflowa. Milion korzeni, milion zakrętów, parę hopek, parę ścianek – jest ogień!

Podhalański Zlot Enduro - jazda

Z właściwych tras zdjęć brak – nie miałem serca się zatrzymywać :)

Testy rowerów

Akcję dodatkowo zagęściły testy rowerów. I to nie jakieś 15-minutowe rundy dookoła namiotu, na nieustawionym rowerze, w złym rozmiarze. Można było sobie za darmo wybrać „swój” nowy rower na cały dzień jazdy.

podhalanski-zlot-enduro-20

Co by tu sobie…? / Fot. Marek Kores

Wybór był bardzo urozmaicony: dało się pojeździć na fat-bike’ach (co też w końcu uczyniłem – niedługo napiszę o tym więcej!), najciekawszymi modelami Krossa, GT i Kellysa, paroma Giantami, Focusami czy Trekami. Można też było pojeździć na „Plusach” (Trek Stache) i sprawdzić w boju elektroniczne zawieszenie (Magura eLECT w Kreidlerze).

Podhalański Zlot Enduro - fatbike

Lewy mój ;)

Była więc idealna okazja, żeby poszerzyć swoje rowerowe horyzonty bez wydawania ani złotówki. I bez brudzenia własnego roweru (mój Strive całe 2 dni spędził w przechowalni) ;) Zawsze się wstydziłem wyciągać testówki – dużo traciłem!

Podhalański Zlot Enduro - Wooyek

Pierwsze przymiarki do GT – koordynacja kolorystyczna jest, można testować. / Fot. Bukol, Stowarzyszenie Rowerowe Podhale

Strefa chilloutu, czyli atrakcje zlotowe

Nie zawiodły również inne zlotowe atrakcje:

  • Catering z górnej półki. Makaron z gotowaną kiełbasą i bigos? Nie tutaj! Frykasy przygotował szef kuchni Krainy Smaku;
  • Darmowe piwo i napoje energetyczne (podziękowania dla krakowskiego Tomaru!);
  • Pokaz filmów rowerowy… ekhem… editów;
  • Sauna;
  • Ognisko – spokojnie dałoby się w nim zniszczyć Pierścień, bez zawracania sobie głowy łażeniem do Mordoru;
  • Wielki garnek herbaty z wkładką (do której ktoś chyba zapomniał wlać herbaty);
  • Dobra muzyka i tańce.

Organizacja tego wszystkiego (namioty, parking, toalety, przechowalnia…) robiła ogromne wrażenie – było co najmniej tak dobrze, jak na najlepszych zawodach! Tyle że nie przez kilka godzin, a przez 3 dni.

Podhalański Zlot Enduro - ognisko Brian

Podsumowanie

Stowarzyszenie Rowerowe Podhale idealnie zadbało o jedność czasu, miejsca i akcji. W jeden weekend dostaliśmy pakiet rowerowych atrakcji, jakich nie dostarczają żadne zawody ani wycieczka. Założenie organizacyjne było takie, żeby przez 2 dni całkowicie odciąć się od szarej rzeczywistości. Bazę zlotu opuszczaliśmy tylko podczas wypadów rowerowych, bo na miejscu było wszystko, czego dusza zapragnie. Założenia zrealizowane w 100%!

W tym sezonie było wiele dobrych imprez pretendujących do tego tytułu, ale Podhalański Zlot Enduro na miano rowerowego święta zasłużył szczególnie. Nawet jeśli w przyszłym roku będę musiał z tego powodu odpuścić jakieś starty, to Cyklo Warsztaty i Podhalański Zlot mam wryte w kalendarz jak 10 przykazań!

podhalanski-zlot-enduro-zakopane-04

Fot. Bukol, Stowarzyszenie Rowerowe Podhale (również zdjęcie tytułowe)

Enduro Awards 2015

Na koniec chciałbym wspomnieć o wręczeniu pierwszej statuetki Enduro Awards, które dla 1Enduro było ważnym wydarzeniem – już z nominacji byłem dumny jak paw, a dzięki Wam udało się zgarnąć główną nagrodę!

Ogromnie mnie to zaskoczyło i dosłownie odebrało mowę. Okazuje się, że nawet ktoś, kto nigdy nie będzie w stanie wygrać żadnych zawodów, może liczyć na Wasze uznanie ;)

Bo to Wasze głosy zadecydowały o randze tej nagrody. To nie była jakaś decyzja jurorów Tańca z Gwiazdami, tylko Wasze zaufanie, które jest największą wartością tego bloga. Dziękuję Wam za to!

podhalanski-zlot-enduro-awards

Jak dowiedziałem się, że na zlocie jest Jan Karpiel (tak, ten Karpiel), to aż sobie chciałem z nim zrobić zdjęcie. Nie sądziłem, że będzie to TAKIE zdjęcie! :) / Fot. Malwina Szymanek


Zakopiańskie święto to już historia, ale jeśli przed zakończeniem sezonu chcesz nadrobić zaległości zlotowe, to nic straconego!


Powiązane artykuły:

  1. Damn, w przyszłym roku muszę się wybrać. W tym nie było serca opuszczać Bielska :-)

  2. To większa ekipa z gg bedzie sie szykowac;)

  3. Dziwnie tak mówić o darmowych napojach jak trzeba było wykupić pakiet na zlot :P
    Szkoda cholernie, że ilość miejsc była ograniczona, no ale niestety nie dziwota :)

    1. Może tak, ale jakbyś poszedł na obiad do restauracji (np. tej, która przygotowała posiłki), to całe wpisowe zostawiłbyś na 2 obiady ;) A gdzie kolacje, kiełbasy na ognisko, 2 dni picia piwa i energetyków bez ograniczeń? O całej reszcie atrakcji i udogodnień nie wspominając. „Value for money” było na naprawdę dobrym poziomie :)

      1. Dokładnie.
        Nie zapominajmy, że w pakiecie były 2 noclegi (prąd, ciepła woda, sprzątanie, pranie itd.) organizacja przechowalni (w tym także wynajęcie ochroniarza) i cała masa drobiazgów, z których niektóre ulegają zużyciu.
        Mam ogromny szacun dla całej ekipy SRP, ponieważ przygotowania tras i zlotów każdy z nich robi w swoim wolnym czasie, po całym dniu spędzonym w regularnej pracy lub szkole. (!!!)
        I jeszcze się im chce, choć na pewno żony/partnerki nie są tym faktem ukontentowane. ;)
        To się nazywa pasja i zaangażowanie. Są zgrani i zorganizowani i to właśnie dzięki temu ich imprezy zyskały taką renomę, że miejsca na nie rozchodzą się zaledwie w ciągu kilku godzin. To chyba o czymś świadczy ;)

  4. Gratuluję nagrody! Głosowałem na Ciebie.:)

  5. Marku i Michale bardzo Wam dziękuje za wypowiedzenie się w tym temacie.
    Gantar może kiedyś nas odwiedzi i sprawdzi na jakim poziomie jest organizacja zlotu i czy warto za 100ZŁ nie mieć nic na głowie po za dobrą zabawą przez dwa i pół dnia.
    (Chyba trudno w to uwierzyć że w tym kraju może być coś za darmo. Szacunek dla sklepu „Tomar z Krakowa” -lokowanie produktu. Za 100 litrów piwa za free i 600szt puszek napoi.)
    Jako jeden z współorganizatorów jeszcze raz dziękuje za przybycie na zlot.
    Grześ

  6. PS. Zlot odbywała się w Kościelisku koło Zakopanego. Gmina Kościelisko wspiera SRP, tu też bardzo im dziękuje.

  7. Poczułem się niezrozumiany ;] nigdzie nie mówiłem, że coś tam było źle, albo, że za dużo to kosztowało. Absolutnie nie. Po prostu uznałem za dziwne mówienie, że coś było za darmo, kiedy mimo wszystko pakiet był płatny. To tak samo jak mnie drażnią „darmowe minuty” za które trzeba płacić w sieciach komórkowych ;)
    A co do bytności na zlocie to tego się tyczyła druga część mojej wypowiedzi. Bardzo chętnie bym wpadł na zlot bo lubię zloty ale niestety miejsca się rozeszły jak świeże bułeczki.

    1. No rozumiem Cię, ale w przeciwieństwie do np. obiadu, który był w pakiecie, piwo faktycznie było za darmo, bo przywiózł je krakowski Tomar i z tego co wiem, nie wziął na to żadnej kasy z pakietów :)

  8. Taka dobra reklama, że zjadą się turyści z całego kraju a dla bikerów nie styknie miejsca :)

    Fajny text…a zastanawiałem się czy jechać (rodzinka z niemowlakiem)
    Do następnego razu:)

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: II Podhalański Zlot Enduro MTB, Zakopane

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Miejsca: Lipowskie Ścieżki

Miejsca / 

Jadąc po raz pierwszy bielskim Twisterem, pomyślałem sobie: „Czesi mają sporo do nadrobienia!„. Miło mi poinformować, iż nad zaległościami ciężko pracują :) Niedawno została otwarta całkiem nowa miejscówka: Lipowskie Ścieżki (Lipovské stezky). Czy jest ona wartą odwiedzenia alternatywą dla Rychleb, Singla pod Smrekiem czy bielskich Traili? Tak, ale pod warunkiem, że chcesz pojeździć z całą rodziną.

Gdzie to jest?

Wpisz w nawigację adres Lipová-lázně 25 i po 30 minutach od przekroczenia polsko-czeskiej granicy w Głuchołazach, będziesz na miejscu. To niecałe 20 km od Rychlebskich Ścieżek.

Na miejscu znajdziesz dwa darmowe parkingi: jeden po prawej stronie drogi, przy stacji benzynowej. Drugi – oficjalny i oznaczony dużym bannerem – trochę dalej, po lewej, za Hotelem Helios (który to stanowi główny punkt orientacyjny).

Skąd to się wzięło?

Wspomniany Hotel Helios jest siłą sprawczą całego zamieszania. Kasę na projekt wzięli z Unii, a realizację zlecili najlepszej możliwej ekipie: tej odpowiedzialnej za Rychleby. Lipowskie Ścieżki zostały przez nią nie tylko zaprojektowane, wybudowane i wypromowane, ale też będą na bieżąco utrzymywane. Na przyszły sezon w planach jest też infocentrum z wypożyczalnią rowerów i szkoleniami.

Lipowskie Ścieżki enduro Toc niebieski bandy

Jakość wykonania tras wyprzedza nawet Rychleby.

Trasy

Na razie infocentrum brak, ale powstało to, co najważniejsze: trasy! Są to w 100% sztucznie wybudowane single, bez naturalnych elementów typu korzenie/kamienie. Nawierzchnia to typowy dla Czechów biały żwirek zmieszany z gliną. Póki co trochę miękki – czuć, że ścieżki są „jeszcze ciepłe” (widać to również po oznaczeniach).

Lipowskie Ścieżki enduro Toc czerwony drogowskaz

I wszystko jasne…

Trasy dzielą się na dwie części: Toč i Helios. Leżą one tuż obok siebie, ale różnią się charakterem.

Lipowskie Ścieżki enduro mapa tras Toc Helios

To póki co najlepsza mapa całego kompleksu. Widać też parkingi (oficjalny to ten po prawej).

Helios

Ścieżki wybudowane na łące (stoku) za hotelem, liczące w sumie 4,7 km. Składają się na to:

  • podjazd (na mapie zielony) – w całości prowadzi krętym singlem o bardzo małym nachyleniu, dostosowanym do dzieciaków. Można sobie pokręcić ze Stravą, a jak się znudzi – przyciąć na wprost stokiem.
  • dwie trasy niebieskie – pięknie zbudowane bandy połączone długimi prostymi z równie pięknie wyrzeźbionymi muldami. Aż miło popatrzeć. Pojeździć – już nie aż tak bardzo, bo dość szybko zaczyna się ziewanie… Muld przydałoby się zdecydowanie więcej, bo czasem trzeba mocno dokręcić. Trasy cudnie zbudowane, ale zdecydowanie dla początkujących.
  • trasa czarna – schowana między drzewami, składa się z wielkich band i muld oraz paru stolików do skakania. W założeniu ma być wersją mini Superflowa, więc kolor czarny jest nieco na wyrost. Jest ona jednak dużo ciekawsza od tras niebieskich. W przeciwieństwie do nich, rzadko jedzie się tu prosto. Jest flow!
  • pumptrack – również wybudowany przez artystów-rzeźbiarzy, idealny żeby dobić się przed obiadem.

Lipowskie Ścieżki enduro mapa tras Helios

Toč

Ścieżki w lasach sąsiedniej górki. Tu opcje zjazdu są dwie, ale za to o wyższym poziomie trudności. Razem z podjazdem mają 3,3 km:

  • podjazd – zaczyna się na drodze przy wylocie czarnej trasy, a dalej prowadzi sztucznym singlem, podobnym trochę do Singletracka pod Smrekiem. Jest więc kręto, łagodnie i ciekawie. Nachylenie nadal jest przystępne dla dzieciaków, ale nie aż tak małe, żeby trzeba było się z nudów ratować szutrami.
  • trasa niebieska – trochę podobna do Twistera i dużo ciekawsza od niebieskich linii na łące. Również trudniejsza – przy „rozsądnych” prędkościach nie sprawia trudności, ale przy szybkiej jeździe jest kilka ślepych muld i zakrętów, które potrafią zaskoczyć. Czasem trzeba też powalczyć o utrzymanie prędkości. Szybki, płynny przejazd wymaga znajomości trasy. Ze względu na jej długość, nie jest to wielkim wyzwaniem.
  • trasa czerwona – zdecydowanie najciekawsza ze wszystkich. Bardzo podobna do Vidnavskiego Okruhu na Rychlebskich Ścieżkach. Oferuje piękne, długie bandy oraz kilka stolików i muld do pompowania lub skakania. Tutaj nie ma nudy – tylko banan na twarzy już przy pierwszym przejeździe! Który niestety bardzo szybko się kończy.

Lipowskie Ścieżki enduro mapa tras Toc

Jeśli jeszcze nie wywnioskowałeś tego z opisu i mapek, powiem to wprost: Lipowskie Ścieżki są malutkie. Objechanie całości, razem z podjazdami, to 14 km. Dzięki łagodnemu nachyleniu, trasy dobrze wykorzystują teren, ale nie oszukujmy się: przewyższenie Toča to 90 m (słownie: dziewięćdziesiąt metrów), a Heliosa… 60 m.

Lipowskie Ścieżki enduro mapa Helios roller muldy

Elementy tras są pięknie wyrzeźbione i (jeszcze) nierozjeżdżone.

Lipowskie Ścieżki enduro Toc niebieski

Wrażenie robi nie tylko jakość, ale też wielkość wykonanej pracy.

Wszystkie trasy można więc bardzo spokojnym tempem zaliczyć w 2 godzinki. Czy to źle? Zależy dla kogo…

Dla kogo?

Twórcy tras nie ukrywają, że nie stworzyli alternatywy dla Rychlebskich Ścieżek, a raczej ich uzupełnienie, skierowane do rodzin z dziećmi. W takim kontekście, krótkie i łagodne podjazdy są ogromną zaletą – dużo łatwiej namówisz syna/córkę na kolejną rundkę tutaj, niż na mozolny podjazd pod Superflow czy Twistera.

Lipowskie Ścieżki enduro Toc podjazd single

Lipowskie Ścieżki enduro podjazd

Krótkie zjazdy też są mniej męczące i łatwo je zapamiętać. A dzięki temu, za każdym przejazdem coś poprawiać i budować skilla na trudniejsze trasy. Lipowskie Ścieżki są wręcz idealne do nauki.

Lipowskie Ścieżki enduro Toc niebieski widok

Początek trasy niebieskiej (Toč) – las nie jest zbyt klimatyczny, ale widoczki są lepsze, niż na Rychlebach.

Gładka, sztuczna nawierzchnia i niewielkie nachylenie powodują też, że nie ma większego znaczenia wybór roweru – jazda na holendrze to może przesada, ale jakikolwiek rower MTB, crossowy lub dziecięcy, będą odpowiednie.

Oczywiście, do krojenia idealnych łuków po bandach i sklejania muld w double, najlepiej nada się rower z agresywną geometrią. Ale przy tak ambitnym podejściu, Lipowskie Ścieżki szybko się znudzą. W jeden dzień objedziesz wszystko 2-3 razy i raczej zapomnisz o tej miejscówce na rzecz sąsiednich Rychleb czy Koutów.

Dodatkowe atrakcje

Zwykle piszę tu o miejscach, gdzie można zostawić rodzinę, żeby w spokoju pójść pojeździć. W Heliosie znajduje się basen ze SPA i boisko. Dużo więcej atrakcji raczej w okolicy nie znajdziesz… ale w przypadku Lipowskich Ścieżek nie są one potrzebne. Założenie tego miejsca jest takie, że wszyscy razem śmigają na rowerach i głównie w takim celu warto się tu wybrać.

Lipowskie Ścieżki enduro pumptrack Helios

Pumptrack na dole tras Helios.

Tak czy siak, zjeść jednak trzeba. Żeby całą gromadkę „zatankować”, polecam hotelową restaurację. Nie jest to jedyna knajpa w okolicy, ale skoro Helios wspiera budowę ścieżek (korzystanie z tras jest darmowe), to czemu by nie wesprzeć ich, zjadając dobrego kotleta lub smażony ser? Mi ta forma wsparcia bardzo odpowiada :)

W okolicy nie powinieneś mieć problemu ze znalezieniem noclegu, bo poza Heliosem jest też sporo innych kwater, do tej pory nastawionych na narciarzy (gdybyś się zastanawiał: nie, żaden wyciąg nie działa latem). Gdybyś chciał zostać na dłużej, zajrzyj na Booking.com.

Cienko za to jest ze sklepami. Wodę i wafelka możesz awaryjnie kupić na stacji benzynowej koło pierwszego parkingu, ale to by było na tyle. Prawdopodobnie zmieni się to wraz z otwarciem infocentrum w przyszłym roku.

Lipowskie Ścieżki enduro Toc czerwony

Podsumowanie

Lipowskie Ścieżki są więc idealnym miejscem do zaszczepiania rowerowego bakcyla dzieciakom i osobom stawiającym pierwsze kroki w MTB. Dla tych, dla których Superflow jest jeszcze zbyt wymagający, a podjazd pod Twistera zbyt męczący. Oczywiście w Bielsku czeka Stefanka, ale Lipowskie Ścieżki są od niej 10 razy dłuższe. W takim kontekście, 8 km tras wydaje się całkiem dużą liczbą.

Całe te 8 km świetnie nadaje się do nauki jazdy po singlach, i to nie tylko w dół. Mimo, że jazda tutaj to typowa sekwencja podjazd-zjazd (inaczej, niż na płasko-interwałowym Singlu pod Smrekiem czy Czarnym Potoku na Rychlebach), to cały czas spędza się na singlach. Ścieżkowe podjazdy czynią jazdę dużo przyjemniejszą, bo zabawa trwa cały czas.

Lipowskie Ścieżki enduro oznakowanie

Jeśli więc chcesz pojeździć z całą rodziną, po przystępnych i skupionych w jednym miejscu flow-trailach, nie ma obecnie lepszego miejsca, niż Lipowskie Ścieżki. Jeśli jednak chcesz poszaleć w stylu enduro – raczej traktuj je jako fajny trening i rozgrzewkę przed większymi i trudniejszymi „kurortami”. Sobota na Lipowskich, niedziela na Rychlebskich, a w poniedziałek deser na Koutach? Tak, poproszę!


Zobacz też opisy innych „enduroburgerów”:

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, udostępnij go proszę na Facebooku, żeby znajomi wiedzieli, że już mają się szykować na wyjazd! :)

  1. Na samym starcie zostala zawarta najwazniejsza informacja ze wszystkich, czyli konkretny namiar do wbicia w GPS, niech Ci Bóg blogoslawi ten ruch w ogoromnej ilosci „czego tam chcesz” ! mam wrazenie ze dojazd do czeskich miejscowek, a wrecz bladzenie to jedna z pierwszych atrakcji ktora czeka nas przed sama jazda na rowerze. opis jak zwykle pierwszoligowy, mimo ze miejscowka w porownaniu do srebrnej czy rychleb wydaje sie wyjatkowo „dostepna” to i tak korci zeby sie tam przy okazji pojawic i pobawic na tak idealnie ulozonej nawierzchni :)

  2. Planuję tam niedługo podjechać z rodzinką aby młoda poćwiczyła na pumptrack’u na swoim biegowym enduraku :)

  3. Generalnie czeska mapa to jest jeszcze bardziej absurdalne określenie niż czeski film. W czechach poprostu nie sposób nie zabładzić…

  4. Właśnie wróciłem z Rychlebskich i Lipowskich – potwierdzam – Lipowiskie tylko z początkującą rodzinką. Poza tym problemem jest umieszczenie połowy ścieżek na otwartym polu co w upalny dzień szybko zniechęca, no i podjazd staje się jeszcze bardziej mozolny i nudny niż na zalesiony Superflow :-) Oczywiście przesadzam, ale single na łące to jednak nie dla mnie.
    Moim zdaniem lepszą alternatywą dla dzieci jest Vidnawski Okruch (50°21’32.2″N 17°11’12.2″E), czyli pętelka w ramach kompleksu Rychlebskich. Gdy patrzymy na mapę – to jest na północny wschód – na końcu szlaku wzdłuż Czarnej Wody skręt w prawo w stronę miasteczka Vidnawa – szlak jest naniesiony na nowej mapce Rychlebskich. Pętelka jest dość łatwa i cały czas w drzewach! No ale z dziećmi i tak trzeba dojechać tu autem.

    Za to dzieciaki świetnie bawią się same w bazie Rychlebskich na pumptraku i innych fragmentach treningowych – widziałem 5-latki (obu płci) jeżdżące tam niemal cały dzień. Oczywiście z przerwami, ale te dzieciaki nawzajem się nakręcają więc wystarczy nie przeszkadzać :-)

Dodaj komentarz do tekstu Miejsca: Lipowskie Ścieżki

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Jak dbać o amortyzator? Podstawowy serwis

Porady, Sprzęt / 

Twój widelec mógłby działać lepiej. W dodatku bez konieczności wydawania majątku. I bez wymieniania go na lepszy model! Jeśli jeszcze nie wiesz, jak dbać o amortyzator, wystarczy że przeczytasz ten poradnik i poświęcisz pół godziny na podstawowy serwis.

Dlaczego warto dbać o amortyzator?

Żeby działał lepiej i dłużej. To tak w skrócie.

Rozchodzi się przede wszystkim o smarowanie – każdy mały wybój na szlaku generuje tarcie w amortyzatorze. Jeśli nie jest on dobrze nasmarowany, działa dupiato. A do tego, dużo szybciej się zużywa. Brak smaru na uszczelkach to też łatwiejsze wnikanie brudu, a to już prowadzi do lawinowego niszczenia elementów ślizgowych.

Podstawowego serwisu wymaga większość fabrycznie nowych amortyzatorów

Co ważne, opisanego poniżej przeglądu wymagają nie tylko 15-letnie pleśniaki, ale większość fabrycznie nowych amortyzatorów! Po ich rozebraniu zazwyczaj okazuje się, że oleju smarującego jest tyle, co kot napłakał. A jak pewnie wiesz, koty nie płaczą olejem smarującym.

Widok wytartych goleni czy zajechanych ślizgów powinien być wystarczającą zachętą do zajrzenia raz na jakiś czas do Twojego widelca (zdjęcia z archiwów Spider Suspensions).

1506734_573073472827426_7650543226753892954_n

10897079_573074496160657_5740339054563756711_n

10530685_499476130187161_2943477039750166979_n

10443419_499476113520496_2615743930302745249_n

Ten poradnik skupia się na podstawowym serwisie, który skutecznie zapobiega takim widokom.

Co składa się na podstawowy serwis?

Przede wszystkim czyszczenie i smarowanie elementów ruchomych, czyli:

  1. Ściągnięcie dolnych goleni.
  2. Dokładne ich wyczyszczenie.
  3. Wizualna kontrola ślizgów, goleni i uszczelek.
  4. Smarowanie uszczelek.
  5. Nasączenie olejem gąbeczek smarujących.
  6. Zalanie dolnych goleni świeżym olejem smarującym.

Większość producentów dopuszcza własnoręczne wykonywanie takiego serwisu, bo też nie wymaga on ani szczególnych umiejętności, ani nietypowych narzędzi.

Przy odrobinie wprawy powinieneś wyrobić się ze wszystkim w pół godziny. Bogato ilustrowany poradnik znajdziesz na końcu artykułu.






Zalecenia producenta (…a szara rzeczywistość)

Wiesz już, co się robi i jak długo, ale jak często? Czy warto stosować się do zalecanych przez producenta interwałów serwisowych? Jasne, że warto. O ile jesteś prezesem dobrze prosperującej firmy lub wygrałeś w lotto.

Przynajmniej takie panuje przekonanie. A tak naprawdę, po ilu godzinach jazdy producenci zalecają podstawowy przegląd dolnych goleni?

  • Fox: 25 h
  • X-Fusion: 25 h
  • Marzocchi: 25 h
  • Rock Shox: 50 h
  • Suntour: 50 h
  • BOS: raz w roku

Przejrzałem swoją Stravę i wyszło mi, że przeciętny dzień w górach to 3 godziny samej jazdy, co daje serwis co 8-16 dni. Czy to aż tak dużo? Biorąc pod uwagę efekty i wymagany wkład pracy – naprawdę da się przeżyć.

Kiedy zrobić pełny serwis?

Olej smarujący w dolnych goleniach to jedno. Dla jakości pracy widelca równie duże znaczenie ma olej odpowiadający za tłumienie. Olej ulega zużyciu – z czasem traci swoje właściwości, nawet jeśli niewiele jeździsz (m.in. w wyniku wilgoci, którą olej pochłania jak alfons kokainę).

Większość producentów zaleca jego wymianę po 100 h lub raz w roku.

Warto więc wymienić go po przed sezonem, żeby mieć pewność, że Twój wideł za pińcet milionów działa na 100% swoich możliwości, a nie kuleje z powodu oleju za 40 zł.

Pełnego serwisu nie będę tu opisywał, bo po pierwsze w każdym widelcu wygląda on trochę inaczej, a po drugie, sam zawsze zlecam go fachowcom.

Dlaczego? Pełny przegląd to nie tylko wylanie z tłumika starego oleju i wlanie pachnącego świeżością, ale też szczegółowa kontrola wszystkich elementów. Czy byłbyś w stanie zauważyć, gdyby w Twoim tłumiku brakowało jednej cieniutkiej podkładki? Albo że o-ring o średnicy 5 mm ma zadzior? Albo że całkiem już pękł i w kawałeczkach wędruje gdzieś po tłumiku? Ja na pewno nie, a takie detale – wzięte z własnego doświadczenia – decydują o tym, czy Twój widelec działa zajebiście, czy ledwo-co.

dampershaftassy01

Pełny serwis tłumika to już grubsza sprawa, często wymagająca odpowiednich narzędzi i co ważniejsze: wiedzy. / fot. Fox

Hola hola, a Brunox?

Brunox Deo (nie mylić ze zwykłym Brunoxem, który jest odpowiednikiem WD40) to dezodorant każdego prawdziwego bikera. A tak naprawdę, to preparat do czyszczenia goleni i uszczelek widelca. Większość mikro-poradników mówiących, jak dbać o amortyzator, opiera się głównie na używaniu go po każdej jeździe.

Jak działa? Wystarczy psiknąć troszkę na uszczelki (można delikatnie podważyć je paznokciem, żeby głębiej wpłynął) i po paru minutach ugiąć amortyzator, żeby syf spod uszczelek wylazł na wierzch. Kilkukrotnie powtórzenie potrafi ożywić zaniedbany sprzęt. Magia.

Jest jednak jeden poważny problem – razem z brudem, Brunox bardzo skutecznie usuwa też smar z uszczelek

Niestety razem z brudem, Brunox Deo bardzo skutecznie wypłukuje też smar stały, nakładany na uszczelki przy podstawowym przeglądzie. A smar, oprócz swojej zdefiniowanej nazwą funkcji, świetnie zabezpiecza też przed przed przenikaniem brudu.

Więc z jednej strony usuwasz brud, ale jednocześnie otwierasz mu drogę na przyszłość.

serwis-amortyzatora-brunox-deo

Morał z tej historii jest taki:

  • nigdy nie stosuj Brunoxa Deo na nowy widelec, ani krótko po przeglądzie. Jeśli przestrzegasz interwałów serwisowych, możesz Brunoxa całkiem olać. W ramach dbania o widelec „po każdej jeździe” wystarczy wtedy wytrzeć golenie i uszczelki czystą szmatą;
  • stosuj Brunoxa Deo tylko doraźnie, jeśli np. chcesz o parę dni przeciągnąć okres między przeglądami, albo zrobić dobrze koledze, którego amor i tak nie widział serwisu od 2003 i nieprędko zobaczy;
  • jak już zaczniesz psikać, psikaj regularnie;
  • pamiętaj, że Brunox i Brunox Deo to dwa różne produkty, z których tylko jeden nadaje się do amortyzatorów.

„Burpowanie”, czyli wyrównywanie ciśnienia w dolnych goleniach

Inną czynnością doraźną, wykonywaną między podstawowymi przeglądami, jest „burpowanie”. Po polsku nazwałbym to ładnie „odpierdnięciem„. Gdyby termin przeniknął do literatury fachowej – tutaj słyszeliście to pierwsi.

Amortyzator podczas pracy działa trochę jak pompka i powoduje gromadzenie się powietrza pod uszczelkami – czyli tam, gdzie powinno panować normalne ciśnienie, tzn. takie, jak w piękny słoneczny dzień.

Podwyższone ciśnienie upośledza pracę widelca. Robi się twardszy, wykorzystanie całego skoku nagle staje się niemożliwe, a uszczelki stawiają większy opór, psując czułość i płynność ugięcia.

Dlatego raz na kilka dni jazdy warto odpierdnąć bonusowe ciśnienie, ostrożnie wsuwając końcówkę zipa (AKA trytytki AKA opaski zaciskowej do kabli) pod uszczelkę. Plastik nie porysuje goleni, ale i tak warto robić to z wyczuciem i zwracając szczególną uwagę na czystość. Pełna procedura obejmuje spuszczenie z amortyzatora powietrza i „dobicie go” z włożonym zipem.

Kiedy usłyszysz „pssst”, amortryzator będzie odpierdnięty.

Disclaimer: odpierdywanie wzbudziło nieco kontrowersji, a przez niektórych zostało nawet nazwane herezją, hegemonią i homeopatią. Jeśli też nie jesteś przekonany do jego sensowności, obejrzyj filmik szanowanego serwisu BikeCo i poczytaj wrażenia osób, które tą metodę sprawdziły.

Jeśli z jakiegokolwiek powodu nadal uważasz to za niewłaściwe/niepotrzebne – nie rób tego.

 

serwis-amortyzatora-burping

Podsumowanie

Właściwe dbanie o amortyzator sprowadza się więc do jednej prostej czynności: wykonania przeglądu dolnych goleni co kilka-kilkanaście dni jazdy. Jak przekonasz się poniżej, nie jest to szczególnie trudne, a bezdyskusyjnie daje najlepsze efekty. Dorzuć do tego pełny serwis raz w roku i na szlaku nie będziesz się musiał zastanawiać, czemu bolą Cię łapy, skoro kiedyś nie bolały.

Jeśli jednak jesteś leniwy/uparty/skąpy/nietechniczny/cebulakiem, możesz się posiłkować erzacami, jak czyszczenie uszczelek Brunoxem Deo czy odpierdywanie dolnych goleni. Pamiętaj jednak, że na dłuższą metę to tylko „produkt serwisopodobny”.


Przegląd podstawowy amortyzatora – bogato ilustrowany poradnik „krok po kroku”

serwis-amortyzatora-8

Co będzie potrzebne: olej o odpowiedniej lepkości*, dobry smar stały, imbusy w standardowych rozmiarach (zależnie od producenta/modelu), młotek plastikowy/gumowy, delikatny rozpuszczalnik, czyste szmaty, kawałek rurki/pręta, strzykawka. *komentarz olejowy: w przypadku oleju smarującego, prawidłowa lepkość ma dużo mniejsze znaczenie, niż w przypadku oleju w tłumiku, dobrze jednak, żeby nie był on za rzadki (producenci zalecają zwykle 15W). Najłatwiej i najtaniej kupić go w sklepie motocyklowym. Niektórzy z powodzeniem stosują też syntetyczny olej silnikowy.

serwis-amortyzatora-2

Na upartego podstawowy serwis amortyzatora można zrobić bez demontowania go z roweru, ale wygodniej jest go zdjąć. Zacznij od dokładnego mycia. Należy mu się. Przy okazji zmniejszysz ryzyko przedostania się brudu do wnętrza.

serwis-amortyzatora-9

Spuść całkowicie powietrze. W zasadzie w przypadku serwisu dolnych goleni nie wiadomo po co, ale jak ma Ci coś wybić ok(n)o przez to, że nie napisałem… To piszę. Safety first.

serwis-amortyzatora-10

Zamontuj widelec na stojaku lub połóż go na czymś miękkim, pod kątem, lekko do góry nogami (ulubiony fotel babci raczej się nie nada).

serwis-amortyzatora-11

Poluzuj śrubkę trzymającą pokrętło tłumienia powrotu (lub jakiekolwiek inne, zależnie od producenta/modelu) i wyjmij je. Śrubki nie musisz całkiem wykręcać, dzięki czemu może się nie zgubi.

serwis-amortyzatora-14

Poluzuj dolne śruby tak, żeby wyszły na 3-4 mm z goleni, ale gwinty dalej trzymały. Uwaga: niektóre widelce (np. Manitou) mają w tym miejscu lewy gwint – na wszelki wypadek sprawdź w instrukcji.

serwis-amortyzatora-15

„Wbij” je z wyczuciem za pomocą plastikowego lub gumowego młotka – to uwolni dolne golenie. Wykręć śruby do końca. Nie zgub!

serwis-amortyzatora-17

Podstaw zbiornik na olej i obróć amortyzator do pionowej pozycji. Poczekaj, aż cały olej ścieknie. Miej na uwadze, że utylizacja starego oleju nie polega na wylaniu go do umywalki. Ale biorąc pod uwagę, że mówimy tu o ilości rzędu 10 ml, chyba możesz sobie pozwolić na wyrzucenie nasączonego ręcznika papierowego do kosza i być spokojnym o przyszłość naszej planety.

serwis-amortyzatora-18

Zsuń dolne golenie i…

serwis-amortyzatora-20

…dokładnie skontroluj stan górnych. Jakiekolwiek nierówności, „schodki”, rysy i wytarcia kwalifikują się do paniki.

serwis-amortyzatora-21

Z uszczelek delikatnie ściągnij sprężynki – i tak spadną przy czyszczeniu, a tak przynajmniej (raczej) się nie zgubią i (raczej) nie pokrzywią.

serwis-amortyzatora-23

Dokładnie wyczyść dolne golenie z resztek starego oleju i smaru.

serwis-amortyzatora-30

Użyj do tego łagodnego rozpuszczalnika, czystej (!) szmaty i czegoś długiego do jej wepchnięcia wgłąb goleni. Przeprowadź test białej rękawiczki.

serwis-amortyzatora-27

Chwyć latarkę i sprawdź dokładnie stan uszczelek i ślizgów. Kryteria oceny są proste: wszystko ma wyglądać jak nowe. Jakiekolwiek podejrzane ślady są powodem do paniki (większej w przypadku ślizgów, mniejszej w przypadku łatwych do wymiany uszczelek). Jeśli uszczelki nie wymagają wymiany, nie wyciągaj ich – nie założysz ich z powrotem równie dobrze, jak tajwański robot.

serwis-amortyzatora-32

Ostrożnie wyjmij spod uszczelek kurzowych gąbeczki odpowiedzialne na smarowanie.

serwis-amortyzatora-33

Spryskaj rozpuszczalnikiem i starannie wyciśnij w szmatę stary olej.

serwis-amortyzatora-34

Suche i czyste gąbeczki włóż na swoje miejsce. Przed tą operacją uzbrój się w dużo cierpliwości (i może piwa), bo gąbeczki muszą wejść idealnie prosto (a za bardzo nie chcą).

serwis-amortyzatora-35

Jak już się uda, nasącz je nowym olejem za pomocą strzykawki. Możesz też namoczyć je w oleju przed założeniem, ale wtedy bardziej się ubrudzisz przy zakładaniu.

serwis-amortyzatora-37

Nałóż cienką warstwę dobrego smaru stałego (np. Slick Honey, SRAM Butter) na uszczelki kurzowe i olejowe. Pro Tip: jeśli nie chcesz się ubrudzić, nakładaj smar czystym pędzelkiem. Załóż sprężynki na uszczelki. Jeśli teraz o nich zapomnisz, będzie kaplica.

serwis-amortyzatora-40

Starannie włóż dolne golenie na górne, uważając, żeby uszczelki się nie podwinęły. I wkurwiając się, że jednak się podwijają (zostało Ci trochę piwa z układania gąbeczek?). Spokojnie, w końcu się uda. Jesteś zwycięzcą.

serwis-amortyzatora-41

Nie dosuwaj goleni do końca – tylko na tyle, żeby „złapały” uszczelki i górne ślizgi. Znów ustaw widelec pod kątem, dolnymi otworami do góry.

serwis-amortyzatora-42

Wlej zalecaną przez producenta ilość oleju (Pro Tip: jak przesadzisz o kilka mililitrów, nic się nie stanie).

serwis-amortyzatora-46

Dosuń golenie do końca (najlepiej całkiem do końca, tzn. tak żeby amortyzator był całkowicie ugięty) i wkręć śruby. W wycentrowaniu gwintów względem otworów pomóż sobie cienkim imbusem. Dokręć z zalecanym momentem (ew. „raczej mocno”).

serwis-amortyzatora-47

Załóż i przykręć pokrętło regulacyjne (moment: „lekko”).

serwis-amortyzatora-50

Napompuj amortyzator do swojego ulubionego ciśnienia. Jeśli czytałeś poradnik regulacji zawieszenia, masz je gdzieś zapisane. Jeśli nie, to masz idealną okazję, żeby w końcu zrobić to porządnie.

serwis-amortyzatora-54

Dokładnie odtłuść i wytrzyj cały amortyzator – zwłaszcza okolice mocowania hamulca. Wyrzuć wszystkie części jakie Ci zostały, zamontuj amortyzator i ciesz się jazdą przez kolejne 25 godzin ;)

Instrukcje serwisowe

Szczegółów takich jak wymagana objętość/lepkość oleju czy momenty dokręcania śrub szukaj w instrukcjach serwisowych właściwych dla Twojego modelu i rocznika widelca:


mbike-logoPoradnik powstał dzięki pomocy sklepu i serwisu mBike w Katowicach. Jeśli tak się składa, że jesteś ze Śląska (lub z Krakowa, gdzie też są) i potrzebujesz pomocy ludzi jeżdżących enduro i rozumiejących jego specyfikę – nie znajdziesz lepszego miejsca. Jeśli nie czujesz się wystarczająco pewnie, żeby wykonać opisane czynności samemu (lub zwyczajnie Ci się nie chce), wal do nich śmiało.


Może zainteresuje Cię też:

Nieś kaganek oświaty – udostępnij na Facebooku!

  1. Dobry poradnik. Mam pytanie o smar, czy Motorex White Grease który jest na bazie litu się nada? Gdzieś czytałem, że lit rozpuszcza uszczelki, prawda to?

    1. Trudne pytanie… Faktycznie smary litowe nigdy nie były polecane do uszczelek. Kiedyś panowało przekonanie, że zżera gumę, potem bardziej sensowne, że po dłuższym czasie zostawia syfiate, suche, nie-śliskie pozostałości. Trudno jednak powiedzieć, czy uwagi te dotyczą wszystkich smarów litowych, czy tylko reliktów w stylu ŁT-43…

      Jeśli będziesz robił serwis zgodnie z poradnikiem (czyli regularnie), to moim zdaniem nie ma czym się przejmować. Ale z drugiej strony: jak już porządnie i regularnie dbać o amortyzator, to czemu nie zainwestować w pewny smar…?

      Mi Slick Honey schodzi w takim tempie, że puszeczka wielkości małego kremu starczy chyba na całe życie ;) (naprawdę nie ma sensu dawać go dużo)

      1. Wersja BARDZO budżetowa to wazelina techniczna, ale tak jak napisał Michał warto zainwestować w lepszy smar.

    2. Racja, więc zainwestuje kilkadziesiąt cebulionów w odpowiedni smar. ;) Będzie serwis dampera do kompletu?

      Dzięki i pozdrawiam :)

  2. Dwia małe uzupełnienia:

    1. Procedura tyczy się widelców z zamkniętym systemem tłumienia. Jeśli masz np. Marzocchi sprzed 2007, w którym chlupie pół litra oleju trzeba pamiętać, żeby wypłukać tłumiki ze starego oleju. To samo tyczy się starszych Foxów z pół otwartym systemem tłumienia.

    2. Co do gwintu w Manitou, popychacz (shaft) tłumika na końcu posiada gwint prawy i jest wkręcony bezpośrenio w dolną goleń. W związku z tym podczas serwisu w celu demontażu należy wkręcić śrubę do wnętrza goleni.

    1. To prawda, w przypadku amortyzatorów z kąpielą olejową, jakakolwiek rozbiórka wiąże się w zasadzie z pełnym serwisem. Ale też raczej nie ma potrzeby opisanego tu regularnego serwisu „smarującego”.

  3. Przy zalecanym interwale 100 czy 125 godz. generalny serwis raz do roku to zdecydowanie za rzadko. Tyle można zrobić w mniej niż 2 mies.

    Kupując jakiegokolwiek fulla trzeba się liczyć z rocznymi kosztami eksploatacji na poziomie 1-3 tys. zł i więcej, jeśli chcemy dbać o amortyzatory zgodnie z zaleceniami producenta. Tutaj najlepiej wypada RS, który pozwala na całkowicie samodzielny serwis wszystkich swoich produktów bez utraty gwarancji, a najgorzej chyba Fox.

  4. W imieniu całych intetnetów dziękuję za poradnik – bardzo przejrzysty i przydatny i do rzeczy i ładnie i składnie napisany. 10/10 would read again.

  5. Cześć, świetny poradnik dobrze opisany i zilustrowany.

    Powiedz mi tylko, czy Rock Shox dopuszcza samodzielne wykonanie takiego serwisu w nowym amortyzatorze?

    Pozdro Koper.

    1. Rock Shox udostępnia szarym użytkownikom manuale serwisowe, więc raczej nie ma nic przeciwko ;) We wspomnianych manualach takoż piszą:

      We recommend that you have your RockShox suspension serviced by a qualified bicycle mechanic.

      Słowo klucz: recommend :)

  6. Zasadniczo umiejętności manualne mam, ale cykor przed samodzielnym rozłożeniem amorka jest silniejszy. Poczekam aż kupię nowy amor RAIDON/EPIXON i wtedy poznęcam się nad starym :)

    1. Przyznaję, że rozbiórka całego amora na części pierwsze może być na początku odstraszająca (jak pisałem, sam tego nie robię), ale odkręcenie 2 śrubek i ściągnięcie dolnych goleni da się przeżyć ;)

  7. Uważam że czas podany przez producentów po jakim należy przeprowadzić serwis jest mocno zaniżony ( wyjątek BOS :) ) W moim przypadku wymagało by to około 10 serwisów rocznie. Na rok jeden pełny serwis i 1-3 serwisy małe wystarczą. Oczywiście im częściej tym lepiej ale to już przesadne dbanie o sprzęt. Wpływ na to mają też warunki atmosferyczne i styl jazdy. Dobrze będzie jak ludzie w ogóle zaczną serwisować amortyzatory, bo duża większość tego nie robi. Przynajmniej raz w roku oddać go na pełny serwis lub zrobić to samemu. Ludzie boją się że sobie nie poradzą, a to nie jest bardzo skomplikowane. Fajny patent na „odpierdnięciem„ za pomocą zipa:) Czekam na kolejne artykuły sprzętowe, może hamulce?

  8. Witam. A wziąłeś pod uwagę kolego fakt, że ktoś boi się rozkręcać amora bo jeśli źle go skręci to na trasie zrobi sobie bubu? Ja znam osoby które generalne serwisy robią co tydzień ale jak wyjadą w nocy na trasę to.. oświetlenie przednie to tylko czołówka, tylne wyładowane itd.. Kurcze – jeśli kogoś stać na rower za kilka tysi i serwisuje go co tydzień to niech też taki rower będzie w zgodzie z zasadami ruchu bo was też przepisy obowiązują.

    1. Eee… Jaki jest związek między prawidłowym przykręceniem dwóch śrubek a jazdą bez oświetlenia??? :|

  9. Nie trzeba wygrać w lotka, żeby móc sobie pozwolić na dobre dbanie o sprzęt. Komplet uszczelek do Pike’a/Monarcha to ok. 180 zł, do Reverba – 230 zł. W wypadku Pike’a i Reverba nie ma żadnego interwału, po którym trzeba wymienić uszczelki, ale przyjmijmy, że dla bezpieczeństwa robimy to co 200 godz.

    W ciągu 200 godz. wydajemy ok. 350-400 zł na serwis Monarcha i drugie tyle na Pike’a i sztycę, co daje 750-800 zł/200 godz, albo 3,75-4 zł/godz.

    W Polsce właściwy sezon trwa maks. ok. 180-200 dni. Jeżdżąc średnio 2-3 godziny dziennie wydamy na materiały eksploatacyjne 1350-2400 zł, co nie jest małą sumą, ale też nie kosmiczną.

  10. Czy ktos na prawde sciaga sprezynki z uszczelek? Mi jeszcze nigdy takowe nie spadly podczas czyszczenia. Czy podczas sciagania i pozniejszym ich zakladaniu nie ulegna one uszkodzeniu?

    1. Ja prawdę mówiąc też nigdy ich nie ściągałem, ale ufam doświadczeniu Jacka z mBike :)

    2. Agnieszka Piątyszek

      Przy ściąganiu nie ma opcji, żeby sprężynki uszkodzić, za to można porządnie wyczyścić uszczelki bo właśnie tam lubi gromadzić się piasek. :)

  11. Czy powyższy instruktaż dotyczy również widłów ze sprężyną stalową? Mam takiego RockShoxa na którym bym sobie poćwiczył nim zepsuję Foxa za dupsztylion dolarów. Trawi mnie jednakowoż wątpliwości dot. owej sprezyny. Nie uczyni mi ona dziury w elewacji podczas odkrecania owych srubek?

    1. Spokojna głowa, sprężyny siedzą w górnych goleniach, których przy podstawowym serwisie nie ruszasz.

      Pytanie tylko, czy nie masz tam otwartej kąpieli (zobacz komentarz Kapitana Snuji z 19.10 21:23). W takim wypadku będziesz musiał wymienić cały olej, a wtedy warto już pomyśleć o rozebraniu i dokładnym wyczyszczeniu wszystkiego.

    2. Wywołany do tablicy zgłasza się. Z tego co mi wiadomo Rock Shoxy zawsze miały zamknięty kartusz olejowy, zatem opisaną w artykule metodę można śmiało stosować względem wszystkich modeli, niezależnie jaką mają sprężynę.

      1. Hm, po głowie chodził mi taki vintage jak Psylo… Ale kilka lat minęło, odkąd do takiego zaglądałem, więc zapewne jest tak jak piszesz :)

        1. Fakt, pierwsza wersja HydraCoil była otwartą kąpielą, ale ten tłumik dość szybko zastąpił HydraCoil2, który tradycyjnie dla RSa miał kartusz.

  12. Ooo… matko, jakie bzdury z tym odpierdzianiem za pomocą zipa :P Jak żyję i serwisuję amortyzatory pierwsze słyszę o tym, że amortyzator to pompka pompująca powietrze pod uszczelki :D Ogranicz pisanie poradników… Pozdro

    1. https://www.youtube.com/watch?v=blHaC1mMiWM

      PS. „Odpierdywaniem”, nie „odpierdzianiem” – fachowymi terminami posługujmy się prawidłowo :P

  13. Odpowiadajac w stylu kolegi „Ooo… matko”, filmik z YT jako potwierdzenie informacji Wiesz, ze na YT sa filmiki z kosmitami? Dla mnie tez do odpierdywanie amortyzatora jest bez sensu i może tylko zaszkodzić uszczelką.

    A zdanie z pompowaniem powietrza pod uszczelki przez amortyzator to juz totalny wymysl autora teksu

    1. Wystarczy zwrócić uwagę na autora tego filmiku, którym nie jest Pan Zenek z zieleniaka, ani anonimowy Jacek z blogowego komentarza. Jeśli to nie jest dla Ciebie rzetelne źródło informacji, to mój blog tym bardziej się nie nada ;) Niestety nie mam pod ręką cytatu z Biblii na potwierdzenie swojej tezy ;)

      Tekst o „pompce” to owszem, duże uproszczenie, mające na celu zobrazowanie żródła ciśnienia narastającego pod uszczelkami w wyniku pracy amortyzatora. Takich uproszczeń znajdziesz na blogu więcej, więc rada na przyszłość: nie bierz wszystkiego dosłownie. To nie Gazeta Wyborcza ;)

      Odpierdywanie jest podane w tym poradniku jako dodatkowa operacja doraźna, nie narzucam obowiązku jej stosowania, ani nawet wierzenia w jej skuteczność. Zwłaszcza, jeśli ktoś się boi, że może to zaszkodzić uszczelkOM (co zależy wyłącznie od staranności wykonania tej operacji, o czym wspomniałem w poradniku).

      U mnie jednak ten sposób działa i nie jestem jedyny:
      http://forums.mtbr.com/shocks-suspension/air-pike-lowers-psa-929695.html

      PS. Swoją drogą, witam gości z forumrowerowe.org ;)

      1. Krowa to samolot – to też uproszczenie nie bierz tego dosłownie :D

      2. A jeśli amortyzator ma dodatkowo uszczelki olejowe ? To taki zabieg da się wykonać ?

  14. Jestem jak najbardziej za odpiardywaniem. Kto ujeżdżał FOX’a 40 ten wie do czego przydają się w nim zawory spustowe (chyba taka nazwa „air bleed valves”). Bąkiem bym tego nie nazwał, ale z trochę tego ulatuje. Podejrzewam że przy ostrym trzepaniu przez jakiegoś prorajdera, raz na zjazd trzeba upuścić…

    http://ep1.pinkbike.org/p4pb8449370/p4pb8449370.jpg

  15. Ja mam pytanie dotyczące środka do mycia amorka. Na zdjęciu woda jest spieniona, czyli jakiś detergent został użyty, jaki mianowicie ? :P

    1. Mr. Muscle cytrynowy o ile dobrze pamiętam :P

      Płyn do mycia naczyń sprawdza się bardzo dobrze, podobnie jak wszystkie rowerowe specyfiki typu Muc-Off.

  16. No chyba będę zmuszony wyjątkowo użyć tego nieprofesjojalnego płynu do naczyń xD. Jutro wyjeżdżam na poważna wyprawę i dzisiaj muszę doprowadzić amor do trzeźwości.

  17. Spoko. Zawsze się człowiek może czegoś nauczyć.
    Tylko jak pryknąć z Coil’a? ;P

  18. Agnieszka Piątyszek

    Poradnik fajny ale mam trzy uwagi:
    1. Gąbeczek lepiej nie czyścić rozpuszczalnikiem a zamiast tego wypłukać je kilka razy w oleju (nasączasz, wyciskacz z 3-4 razy). Niestety niektóre rozpuszczalniki powodują ich puchnięcie i potem można mieć niespodziankę bo nie zmieszczą się w swoje miejsce.
    2. Gąbeczki lepiej wyciągnąć PRZED czyszczeniem dolnych lag bo one najczęściej magazynują brud
    3. W niektórych amoryzatorach otwieranie dolnych lag bez wybijaków może się źle skończyć (u nas na serwisie co najmniej kilka wygiętych końcówek tłumika oraz uszkodzonych gwintów np. w tłumikach rc2 w foxie bo nakrętka łapie ledwie kilka zwojów gwintu).

  19. Agnieszka Piątyszek

    A z tym odpierdywaniem to jest trochę inaczej ;). Jak wciskasz przy tym amora do zera to nie ucieka nadmiar powietrza tylko robisz po prostu podciśnienie w amorze. Niestety amortyzator będzie dążył do tego żeby ciśnienie się wyrównało więc po pewnym czasie znowu się uzupełni. To że amor robi się bardziej miękki to właśnie jest podciśnienie – robisz jakby dodatkową sprężyne negatywną dlatego wydaje się, że amor chodzi płynniej. Tak samo robiło się 10 lat temu z marcokami – jak była dla kogoś za twarda sprężyna robiło się podciśnienie i pasowało ;).
    Amory robię trochę lat i niestety nie zdarzyło mi się żeby po odkręceniu śrub od dołu nagle wyleciało powietrze, więc to zbieranie się nadciśnienia uważam za mit.

  20. Jestem zielony w temacie, ale intensywnie się uczę czytając powyższe teksty.
    Mam bardzo stary (zabytkowy rower Grisley Mega3 chyba z 1995 roku) z amorem Marzocchhi Zokes2, który upadł do parteru. Prawdopodobnie wyciekł olej, bo zaworka powietrza nie widać. Doradzcie co z ‚dziadem’ zrobić, bo rower alu fajny.
    Z góry wielkie dzięki.

    1. Obawiam się, że najlepszym wyjściem będzie po prostu oddanie go do dobrego serwisu.

  21. Cześć,

    mam problem ze zrozumieniem instrukcji na stronie producenta. Jakiego oleju powinienem użyć dla amortyzatora RS Revelation Solo Air ( amorek jak w Soilu z 2016r) ?

    1. Rzuć link do tej instrukcji, to zobaczymy co tam zakodowali ;)

        1. Tylko, jeśli robisz pełny serwis – to jest olej do tłumika.

          Jeśli robisz tylko podstawowy przegląd jak w tym artykule (czyli czyszczenie i smarowanie dolnych goleni), to musisz patrzeć w pole „Lower Leg”.

          Wychodzi więc po 5ml oleju 15wt na stronę.

          Jeśli jednak wlejesz ciut więcej (ale bez przesady ~10 ml), albo innej lepkości, to też nic się nie stanie – to tylko smarowanie.

          1. Wielkie dzięki :)

  22. Karol Chytrzyński

    Jako początkujący rider mam kilka pytań:
    http://www.xfusionshox.com/images/service_center/torque_chart.xlsx
    Jak rozumieć „Oil heights” (arkusz forks)?? To jest poziom oleju w milimetrach, czy ilość mililitrach? Czy może w jakichś innych jednostkach?
    I jeszcze jedno pytanie gdzie wlewa się olej do komory powietrznej? Trzeba wykręcić zawór AV od góry czy jakoś inaczej?

    1. Wartości, z tego co widzę, są podane w ml.

      Olej do komory wlewa się wykręcając górny korek (najczęściej potrzebny jest klucz nasadkowy 24 mm). Niemniej jednak nie wchodzi to już w zakres tego poradnika ;)

  23. Cześć, mam pytanie przed pierwszym serwisowaniem Sektora z mojego Soila, czy do czyszczenia wnętrza można użyć benzyny ekstrakcyjnej albo degreasera Shimano?

    1. Można, ale tak jak przy wszystkim, trzeba potem bardzo dokładnie wytrzeć/wysuszyć.

  24. Hej a powiedzcie mi jak często wymieniacie gąbeczki i uszczelki na nowe? Po każdym serwisie,raz na rok czy jak już widać ślady ubytków. Pozdrawiam

Dodaj komentarz do tekstu Jak dbać o amortyzator? Podstawowy serwis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top