e-MTB – rowery wspomagane elektrycznie

Opinie, Sprzęt, Trendy / 

Świat staje na głowie: Lapierre przygotowuje rowery dla upośledzonych elektryczne we współpracy z Nico Voulliozem, Gary Fisher określa je jako „Next big thing”, a nowy Specialized wspomagany prądem wdarł się na strony główne portali, które do tej pory unikały tematu e-MTB jak mountainbiker wczasów nad morzem.

O ile w rowerze miejskim silnik elektryczny to już w zasadzie norma, to wśród nas, mountainbikerów właśnie, temat ten budzi równie ciepłe uczucia, co tęcza u skinów. Przecież jazda z silnikiem to oszustwo i zaprzeczenie idei roweru jako prostego, samowystarczalnego środka transportu. Prawda?

e-MTB Specialized

Ekhem… / grafika: Krakowska Szkoła Lansu

A tak na poważnie, biorąc pod uwagę ogromny wzrost popularności tego typu rowerów na zachodzie (Niemcy od 7 lat co roku sprzedają ich o 1/3 więcej) i pojawianie się coraz ciekawszych propozycji do jazdy MTB, warto przymknąć oko na uprzedzenia i bliżej poznać temat.

Jak to jeździ?

Przede wszystkim, słowo-klucz to elektryczne wspomaganie. Praktycznie każdy sprzedawany obecnie górski e-bike to pedelec (od pedal electric cycle, nie mylić z padalcem – niedorozwiniętą jaszczurką). Charakteryzuje się tym, że żeby uwolnić magię elektronów, musisz pedałować. Na kierownicy nie ma więc manetki czy przycisku z napisem „Hi-Fi super turbo boost”.

Na kierownicy nie ma manetki czy przycisku z napisem „Hi-Fi super turbo boost”

Odcięcia wspomagania kiedy przestajesz kręcić wymagają też przepisy, aby rower nadal był… rowerem. E-bike’i, które potrafią jechać „same” podpadają już pod definicję motoroweru, co wiąże się z kupą problemów, jeśli chcesz legalnie używać ich na drodze i ogólną kupą, jeśli chcesz wjechać nimi do lasu (co jest zabronione).

e-MTB Cube

Jak widać, jakoś jednak jeździ! / fot. Cube

Inne ważne ograniczenia to:

  • 250 W – moc maksymalna. To malutko, dla zobrazowania jakieś 0,33 KM. Podobno zawodowy kolarz potrafi wycisnąć z siebie >400 W, a amator >300 W.
  • 25 km/h – prędkość, do której działa wspomaganie. Jeśli chcesz jechać szybciej, zostaje Ci stara, dobra siła mięśni.

Posługując się eufemizmem, osiągi nie są więc porywające. Wynika to nie tylko z przepisów, ale też porozumienia między producentami, które ma na celu jak najłagodniejsze rozprawienie się z problemem wstępu e-bike’ów na trasy. Rowery pędzące pod górę 50 km/h przez zatłoczony szlak parku narodowego robią dla przyszłości e-MTB tyle, ile Janusz Korwin-Mikke dla wizerunku Polski w Europie.

e-mtb-heisenberg

HNF Heisenberg, czyli marka specjalizująca się w e-bike’ach, istniejąca od… 2 dni. Jak widać, sytuacja na rynku e-MTB jest dynamiczna. Zawieszenie o 150 mm skoku zaprojektowane przez BMW, napędzana paskiem piasta Rohloffa i możliwość zakupu wersji „szatan”, ze wspomaganiem do 45 km/h / fot. HNF Heisenberg

Nie ma natomiast żadnego porozumienia jeśli chodzi o standardy takie jak rozmiar kół (choć do koncepcji i wyglądu idealnie pasują nowe 27,5+) czy geometria. Jedyna cecha wspólna to wymuszony gabarytami silnika długi tylny trójkąt (astronomiczne 460 mm jest uważane na niską wartość…), pogarszający zwrotność i skoczność.

e-MTB Specialized Turbo Levo

e-MTB na kołach 27,5+, z osiami w standardzie Boost i napędem 1×11 = rower przyszłości…? / fot. Specialized

Choć umówmy się, że raczej nie oczekuje się skoczności od 20-kilogramowego roweru. Za to masa jest skoncentrowana w najlepszym możliwym miejscu, więc jak najbardziej oczekiwać można wzorowej stabilności na zjazdach. Większa masa roweru względem masy rowerzysty sprzyja też aktywnej i czułej pracy zawieszenia.

Zapomnij jednak o technicznych kwestiach. Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, że na e-MTB jeździ się tak samo, jak na zwykłym rowerze.

Z tą różnicą że:

  • na podjazdach czujesz się, jakbyś miał łydę Jareda Gravesa;
  • na zjazdach czujesz się, jakbyś miał 7 litrów picia w bidonie.

Komu służy taka kombinacja?

Target, czyli dla kogo?

Normalni, wytrenowani bikerzy na widok 3-kilogramowej baterii pokracznie wpasowanej w ramę roweru MTB zapukają się w głowę. Ale jak się porządnie zastanowić, jest całkiem spora grupa osób, które mogą na wspomaganiu dużo zyskać:

  • ci sami normalni bikerzy, tylko 10-20 lat później. MTB to młoda dyscyplina, gwałtowny wzrost liczby riderów w wieku 35+ dopiero się zaczyna;
  • dziewczyny jeżdżące ze swoimi bardziej przypakowanymi facetami, lub odwrotnie;
  • początkujący riderzy, podpinający się pod wycieczki bardziej doświadczonych kumpli;
  • osoby w pewnym stopniu niepełnosprawne, np. riderzy po wypadku;
  • pracownicy korpo, którzy nie mają czasu trenować, a w weekend chcą odreagować na szlaku;
  • osoby często jeżdżące w Alpach. Bijcie mnie laciem, ale kto zaliczył >1500 metrów przewyższenia w jednym asfaltowym podjeździe, ten wie o czym mówię. Widać to po ogromnej popularności wspomagaczy w krajach alpejskich.
e-MTB Specialized

Widzicie szutrówę wijącą się w tle? Kto pierwszy do podjazdu? / fot. Specialized

Należy jednak wbić sobie do głowy, że e-MTB nie jest dla każdego. Nigdy nie miało być i nigdy nie będzie.

Więc jeśli na razie nie czujesz się odbiorcą takich rowerów – żaden problem. W przeciwieństwie do większości nowych standardów, z całą pewnością nie musisz się martwić, że elektryczne rowery wyprą te, na których jeździsz teraz. Wstrzymaj więc swoją facebookową krucjatę.

Rower elektryczne nie wyprą klasycznych, więc wstrzymaj swoją facebookową krucjatę.

e-MTB to po prostu kolejna nowa nisza, dzięki której:

  • producenci mogą zarabiać pieniądze (tak, wiem jak trudno to przełknąć);
  • klienci mogą jeździć dokładnie na takich rowerach, na jakich chcą.

W dodatku kategoria ta ma bardzo duży potencjał przyciągania nowych osób, których kontakt z kolarstwem górskim, do tej pory ograniczał się do kalendarza Cycle Passion. Czy naprawdę tego chcemy…? Kiedyś jeszcze wrócę do tego pytania.

e-MTB

Fot. Cube

A co z zapaleńcami?

Tylko czy e-MTB może być interesujące dla zapalonego bikera w kwiecie wieku, o dobrej technice i kondycji? Producenci przekonują, że tak.

Idea jest taka, że masz normalnie działający rower, którym możesz jeździć wszędzie tam, gdzie do tej pory, tylko dalej, dłużej i szybciej. No musisz przyznać: dwa razy więcej pary w nogach zawsze jest spoko!

e-MTB Cube

Fot. Cube

„Elektryczna kondycja” pozwala Ci:

  • pościgać się z kumplami na podjazdach, zamiast godzinami wypychać rower i gadać o dupach.
  • podjeżdżać stromymi i technicznymi ścieżkami, zamiast usypiającymi szutrami.
  • luźniej planować wycieczki, bez obaw że 10 km przed schroniskiem wyczerpanie nie pozwoli Ci jechać dalej.

Hola, hola! Słowo „wyczerpanie” jest słowem-kluczem, bo prowadzi nas do sedna sprawy, którym jest…

Zasięg

Pierwsza rzecz, jaka nasuwa się myśląc o e-MTB jest sytuacja, w której w środku wycieczki kończy Ci się prąd. Nie da się ukryć, że zostajesz wtedy z całkiem normalnym rowerem, tyle że ważącym 20 kg. Czyli innymi słowy: w czarnej dupie z ręką w nocniku. Mało kto kiedykolwiek jeździł po górach na takim klocu, bo już 16-17 kg to w enduro waga ciężka.

Uzupełnienie zapasu energii trwa zwykle około 2,5-3,5 godzin (i kosztuje 1-2 zł), więc nie ma problemu z ładowaniem przez noc, jednak „tankowanie” na trasie raczej nie wchodzi w grę. Aktualnie sprzedawane rowery nie potrafią też odzyskiwać energii hamowania.

e-MTB Cube battery

Zapasowa bateria w plecaku…? Chyba nie. / Fot. Cube

Jak daleko można więc zajechać? Nie macie pojęcia, jak trudno znaleźć odpowiedź na to pytanie. Żaden z producentów jakoś się tym nie chwali, ale z testów wynika, że można ogarnąć kilkugodzinny, 30-40-kilometrowy wypad z przewyższeniem rzędu 1000 m. I całe marzenia o epickiej, 150-kilometrowej wyrypie z 3-kilometrowym przewyższeniem – w pizdu.

Całe marzenia o epickiej, 150-kilometrowej wyprawie z 3-kilometrowym przewyższeniem – w pizdu.

Zasięg to moim zdaniem jedyna, poza ceną, ewidentna wada e-bike’ów i producenci zdają sobie z tego sprawę. Np. Specialized stworzył aplikację na smartfony, w której przed wyjazdem z domu planujesz trasę, a software sam dobiera intensywność wspomagania tak, żebyś na pewno dojechał do celu. Star Trek. Dopóki nie padnie Ci bateria… w smartfonie.

No i co ze swobodną eksploracją, do której e-bike’i idealnie się nadają? Pozostaje nerwowe spoglądanie na stan naładowania i oczekiwanie na nową generację akumulatorów…

e-MTB Lapierre

Ten szczęśliwy Lapierre niedługo urodzi małe Lapierdki / fot. Lapierre

Podsumowanie

Nazywanie e-bike’ów dopingiem i oszustwem to bzdura. Tak samo trzeba by nazwać korzystanie z wyciągów czy dojeżdżanie w góry samochodem. No ale OK – rozumiem, że możesz byś rozgoryczony, kiedy wyciskając z siebie siódme poty na podjeździe, wyprzedza Cię pedałujący z uśmiechem „dziadek” w akompaniamencie elektrycznego silniczka. Tylko czy w enduro nie traktowaliśmy zawsze podjazdów z przymrużeniem oka…?

e-MTB to po prostu nowa kategoria rowerów, do jazdy którymi nadal potrzebna jest kondycja i technika. Możesz jeździć nimi jak do tej pory, ale w nowych miejscach i dłużej.

Niestety tylko na tyle dłużej, na ile starczy Ci prądu. Przy nowych możliwościach, jakie daje wspomaganie, aż się prosi o epickie wyprawy od wschodu do zachodu słońca, bez liczenia przewyższeń, z podjazdami równie fajnymi jak zjazdy. Niestety, póki co prądu wystarcza na wycieczkę o raczej standardowej długości. Fajne podjazdy jednak pozostają.

Pewnie dlatego we wszystkich opiniach testerów – nawet tych sceptycznych – przewija się stwierdzenie, że jazda na górskim e-bike’u po prostu u każdego wywołuje większego banana na twarzy, niż przypadkowo znaleziona paczka żelków. A o to chyba chodzi w enduro?

Jazda na górskim e-bike’u u każdego wywołuje większego banana na twarzy, niż przypadkowo znaleziona paczka żelków.

Warto więc otworzyć się na nowe myślenie: o planowaniu tras, o stylu jazdy i o rowerach z bateryjką w ramie.

A nawet jeśli nadal totalnie Cię to nie przekonuje, pamiętaj że rowery ze wspomaganiem z całą pewnością nie zastąpią tych klasycznych. Nie ma więc sensu oburzać się na nie bardziej, niż na nowe standardy w rowerach, którymi faktycznie jeździmy.

e-MTB Lapierre

Fot. Lapierre

  1. Ten laPierre w ciąży wygląda pokracznie.

  2. Wooyek przestaw zegar na blogu na czas letni.

  3. dzięki za esensję! na pocieszenie informuję, że mam 37 lat i dalej daję radę gadać o dupach na podjazdach ;), tak że no worries guys!

  4. wojciech bartnicki

    to już wiem skąd się wzięło emtb.pl ;) jak oni tyle lat temu to przewidzieli ? :D

    1. Dokładnie, ich nazwa wpisuje się we wszystkie nowe trendy ;)

  5. Ja tam dzielnie pokonywałem zawody ET na 20,5kg Specu BH (jak zapewne pamietasz), wiec sama masa ebike’a mnie nie przeraża, ale cena i ilość prądu skutecznie zniechęca.

  6. Dla mnie na razie wygląda to jak beta testy. Sporo rzeczy pozostaje do poprawienia.
    W zeszłym roku widziałem na Rychlebskich Ścieżkach elektrycznego (chyba) Haibika. Silnik „doczepiony” pod suportem skutecznie zmniejszał prześwit, nie zauważyłem żeby pruł pod górą jak dziki, z góry zresztą też.
    W segmencie rowerów MTB jakoś nie widzę popularności tego rozwiązania. Za to w rowerach miejskich wspomaganie elektryczne może okazać się bardzo powszechne.

    1. Tylko że właśnie w MTB dynamika rozwoju jest największa, między innymi przez największe wymagania. To taka trochę Formuła 1 w porównaniu do mieszczuchów, które nie muszą być ani specjalnie lekkie, ani szybkie, ani nie muszą oferować dużego zasięgu.

      Oczywiście dotyczy to rynków, na których ludzi na to stać, bo tak jak piszesz, póki co były to beta testy. Przede wszystkim ze względu na mizerny zasięg, ale też np. nieogarniętą geometrię, ograniczenia prawne itp. Standardy dopiero się tworzą.

      Jednak przykład Speca Turbo Levo Pravo pokazał, że producenci zaczynają do czegoś dochodzić. Myślę, że eksplozją będzie tegoroczne Eurobike, które moim zdaniem zostanie zdominowane przez e-MTB, jak Sea Otter przez 27,5+.

  7. Dzięki za zbadanie tematu,jak pamiętasz przy okazji Strive’a wspominałem, że e-bike docelowo może być dla mnie „ostatnim” rowerem. Ponieważ jestem już raczej leciwym riderem, za jakieś 10-15 lat nabędę taki rower, z powodów jakie wymieniłeś w artykule. Do tego czasu technologie potanieją, i mam nadzieję, zmniejszy się masa a wzrośnie zasięg.
    PozdRower

  8. Złożyłem sobie do testów takiego budżetowego e-bika. Stara rama od dbr x6. Kit typu „mid drive” Cyclone 1680 watt (to samo co EGOkit). Akumulatory modelarskie lipo. Koła 24′ aby podnieść moment obrotowy. Wrażenia: szok i banan na twarzy. Teraz trochę teorii. Otóż silnik elektryczny ma to do siebie, że ma praktycznie stały moment obrotowy niezależny od obrotów. Zatem zbiera się od samego dołu. W rowerze przekłada się to tak, że w połączeniu z małą masą taki elektryczny rower nie ma zbyt wielkich prędkości ca.50km/h ale ma NIESAMOWITE przyspieszenie. Coś jak tryb Insine w samochodach Tesla. E-bike nie jest jeszcze stricte motocyklem ale to już jest coś więcej niz rower. Ja przyrównuję to „coś” do motocykla trialowego. Wąskie kamieniste szlaki to co dotąd zjeżdżaliśmy bierzemy tym razem pod górkę. Mam oczywiście świadomość że moje 1680w to jest różnica niż haibaikowe 250w, ale na endlessie (takie forum od elektrycznych rowerów) już są mody do zwiększania mocy silniczki można przewoltować. Choć ja uważam ze to 1680W jest zbyt wyrywne i do górskich wędrówek starczył by mi jakiś lżejszy, popularny kit 8Fun. Oczywiście nie jest tak różowo. Waga całości to ok 25 kg, zasięg na 10Ah to 20km na pełnej pace. Choć to 10Ah lipo to mała kosteczka więc swobodnie drugą można wozić w plecaku. Podsumowując silniki elektryczne dają nowe możliwości. O ile tego nie zakażą:)
    Poniżej przesyłam link do filmików pewnego Niemca, gdzie można zobaczyć „z czym się je” elektryki.
    https://www.youtube.com/watch?v=_q3z_7Xcxd0

  9. Skoro wydawca takich tytułów jak „Motocross Action Magazine”, „Dirt Wheel”, „ATV Action” zaczął wydawać gazetę „Elektric Bike Action” oznacza, że nadchodzi rewolucja w MTB. Niektórzy będą się podśmiechiwać, będzie wojna analog vs electric jak narty vs snowboard, czy metal vs techno ale ona tylko napędzi koniunkturę. Ja mam nadzieję, że Chińczycy zostawią pole do pewnej customizacji.
    Co do filmików to ja polecam kanał słynnego Adama Merciera, który rozpoczął niszową produkcję własnych ram do elektryków.
    https://www.youtube.com/watch?v=-wVeNUgWmjQ

  10. Jutro zamawiam narty elektryczne

  11. A ja mam blisko 67 roczków,od 3 lat męczę swoje e-biki(93kg)wagą,jeżdżę po Beskidach i okolicy,(czasem nawet z dwoma bateriami w plecaku) i to o czym tu piszecie teoretycznie, ja przerabiam praktycznie (i jeszcze żyję).Pozdrower

    1. Ja mam 61, zacząłem 5 sezon jazdy po Beskidzie Śląskim i Żywieckim , czeem jeżdżę na Krossie z własnym napędem a czasem (jak jestem słabszy) na Cycle Craft-cie e-bike ale w tym sezonie jeździłem już w zimie właśnie na nowym Krossie X6 a na e-bike mało może 20 kilka km -pozdrawiam

  12. GREG FALSKI – NASZ RODAK i jego kilka słów :

    https://www.youtube.com/watch?v=nPlh7T4kn3o

    pzdr

  13. Co do Lappiera to oni mają technologię Ebike już dość mocno rozwiniętą. HaiBike, Lapierre i Ghost to ta sama grupa rowerowa Accell. HaiBike obecnie montuje jako bodaj jedyny dwa systemy(Bosch i Yamaha).
    Co do Grega to miałem z nim okazję zamienić słowo w ubiegłym roku podczas targów domowych WinoraBikes. Najciekawsze były jego historie o niedozwolonym wspomaganiu stosowanym w czasie zawodów w ebike’ach.
    Sam się czaiłem na https://www.facebook.com/photo.php?fbid=724253524312598&set=pb.100001838708354.-2207520000.1447855274.&type=3&src=https%3A%2F%2Fscontent-waw1-1.xx.fbcdn.net%2Fhphotos-xap1%2Fv%2Ft1.0-9%2F1521949_724253524312598_7139876003584662830_n.jpg%3Foh%3D51583b3098ff3454a016bb23ba26f7f9%26oe%3D56F3F94D&size=960%2C712 ale cena jeszcze odstrasza.

  14. Co do skoczności – testowałem na Twisterze Treka Powerfly+ FS7. na hopach latał lepiej jak moja Kona Cadabra, byłem zachwycony. Pod górę jakieś 8 minut .. wszystko fajnie dopóki się prąd skończył.
    I nie gadajcie że to oszustwo, byłem wyrąbany, i na drugi dzień zakwasy większe jak po normalnej jeździe.

  15. Kamyk - Ruda Śląska

    Pracuję w salonie rowerowym i powiem z doświadczenia: średnio 4 tygodniowo sprzedają nam się górskie elektryki, a niemal każdy z klientów jest w kwiecie wieku. Co roku zauważam ten trend rosnący o 50%. BOSCH i Yamaha to w tej dziedzinie liderzy póki co nie do prześcignięcia, ale już widać jak Brose i Shimano Steps ma coraz większe smaki przydeptać im pięty.

  16. Jeżdżę Haibikiem S Duro od czerwca 2015. Do dzisiaj przejechane 5500 km. Pesel 59 z przodu, waga 100 kg i 185 wzrostu, plus plecak z dodatkową baterią. Zmienione hamulce, napędy itp to co trzeba. Zaliczyłem nie tylko Beskidy gdzie mieszkam ale np Tremalzo. Kocham jazdę na rowerze , e-rowerze bo w przeciwnym razie mimo rocznika, wagi, kontuzji kolana musiałbym coś wymyslić albo bawić się pilotem i zmieniać w nim baterie. A tak moja żona też na Haibiku dzielnie mi towarzyszy (za 12 miesięcy 2200 km) Pesel podobny nie z odzysku. Nasze trasy to 50-70 km po GÓRACH dziennie. Po telefonie komórkowym to dla mnie najlepszy wynalazek. Z elektrycznym pozdrowieniem

    1. Dzięki Andrzej za komentarz, miło widzieć opinię kogoś, kto na elektryku faktycznie JEŹDZI, a nie tylko widuje w internecie ;)

      Co do tras – rozumiem, że takie 50-70 km wymaga już wymiany baterii w połowie? Zapasową udało Ci się kupić bez problemu? Ile waży?

Dodaj komentarz do tekstu e-MTB – rowery wspomagane elektrycznie

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Hajlajtsy: EMTB Enduro Szklarska Poręba

Hajlajtsy, Zawody / 

Wieloletnią tradycją Festiwalu Rowerowego w Szklarskiej Porębie jest „downhill dla każdego”, czyli zawody zjazdowe, w których wystartować może każdy, kto potrafi MTB. Idea szczytna, dla nas jednak ciekawsze były odbywające się w ramach Bike Week zawody EMTB Enduro, które z tą definicją miały tyle wspólnego, co astrofizyka z hodowlą bydła.

Poziom trudności

To był zdecydowanie temat numer jeden. Nie przedłużając zbytnio, dla mnie były to najtrudniejsze zawody, na jakich byłem. Muszę tu zaznaczyć, że nie startowałem w Mieroszowie, ale podobno trudność Szklarskiej zbytnio nie odstawała i zdania o wyższości jednej wyrypy nad drugą były podzielone.

Na Ślęży było trochę wymagających sekcji. Tutaj całe OS-y były takimi sekcjami.

Mogę za to odnieść się do Ślęży, gdzie też było trochę wymagających sekcji. Tutaj całe OS-y były takimi sekcjami. W łatwiejszych miejscach charakter nawierzchni przypominał trochę Rychleby (Wales, Tajemny)… tylko bez żadnej gwarancji, że wszystkie przeszkody będą przejezdne.

EMTB Enduro Szklarska Poręba

Fot. Rowerowa Telewizja

Trasy

Pięć długich, kondycyjnych odcinków, usianych kamieniami, głazami, korzeniami, uskokami, stromiznami i innymi przeszkodami, na które język ludzki nie zna jeszcze określeń, dało wycisk organizmowi i sprzętowi.

Osobiście jestem bardziej fanem płynnych OS-ów w stylu Enduro Trails, ale raz na jakiś czas każdy endurak powinien zmierzyć się z czymś takim. Zwłaszcza, że trasa dodatkowo oferowała genialny klimat i widoki. Dojazd autem do Szklarskiej dłużył się niemiłosiernie, ale cóż – w Beskidach po prostu nie ma takich miejsc.

EMTB Enduro Szklarska Poręba

Fot. Rowerowa Telewizja

Prawdziwe hajlajtsy to:

  • dojazdówka na OS1 – w zasadzie trudno nazwać ją dojazdówką, czy nawet wypychem, bo pchać się nie dało – trzeba było wnieść rower wyciętą dzień wcześniej ścieżką (?) przez las. Sam OS nie był łatwy, a już przed startem byłem tak wyczerpany, jak czasem po całych zawodach.
  • OS2 – dłuuugi i pokonywany z biegu po OS1, z wieloma błotno-kamienistymi niespodziankami.
  • OS3 – z najtrudniejszą, mega kamienistą górną częścią. Niżej zresztą było niewiele lepiej.
  • OS4 – z „łamanym” zjazdem po schodach, ścianką w kamieniołomie i wieloma innymi trudnymi, choć dużo przyjemniejszymi sekcjami.
EMTB Enduro Szklarska Poręba

Widok poglądowy wypychu na OS1 / fot. Rafał Vasco

O trudności niech świadczy też fakt, że pierwszy raz w życiu złapałem kapcia na mleku, w dodatku na początkowych metrach pierwszego odcinka. A po założeniu dętki, pierwszy raz w życiu na zawodach złapałem snejka… Kapcia nie miałem już od jakichś 3 sezonów, więc ciśnienia miałem raczej ogarnięte. Po prostu nigdy nie ścigałem się w takim terenie.

Nie byłem zresztą sam – mety większości OS-ów wyglądały jak pitstop F1, z rządkiem zawodników łatających po raz kolejny zamordowane dętki. Uwaga do organizatorów: zabierajcie zapas dętek na mety odcinków, zbijecie na nich fortunę! ;)

EMTB Enduro Szklarska Poręba

Ile osób na zdjęciu nie zajmuje się łataniem dętki? / fot. Rafał Vasco

Enduro!

Zbieganie całego OS1 dodatkowo wyśrubowało i tak niewąski kondycyjny poziom trudności. Po ogarnięciu sprzętu, metę OS1 opuściłem 3 minuty przed planowanym zamknięciem OS2, pędząc szutrem pod górę w zbroi i fullfejsie, żeby nie tracić czasu na przebieranki…

Na szczęście organizator nagiął troszkę limity czasowe, dając szansę spóźnialskim – dzięki! Szczególnie dla ATT, który uratował moje zawody. Bez jego dętki skończyłyby się już na pierwszym OS-ie (drogie dzieci, zawsze sprawdzajcie, jaki macie wentyl w zapasowej dętce…).

Prawdziwe, naturalne enduro bez sztucznych utrudnień.

Nie był to mój ostatni moment zwątpienia w szanse ukończenia zawodów – zarówno na odcinkach, jak i dojazdówkach, naprawdę trzeba było wykazać się wytrzymałością fizyczną i psychiczną.

Tu nikt nie powie, że odcinki były „downhillowe”, albo że szutrowe podjazdy premiowały krosiarzy. Było prawdziwe, naturalne enduro bez żadnych sztucznych udziwnień.

EMTB Enduro Szklarska Poręba

To ja, autor ;) / fot. Rowerowa Telewizja

Organizacja

W Szklarskiej Porębie zakończyła się seria EMTB Enduro, która organizacyjnie wskoczyła w tym roku na wyższy poziom. I tym razem ciężko było się do czegoś przyczepić, może poza kolejką na starcie OS1. Tym razem odcinek zerowy w bazie zawodów nie dał rady wystarczająco rozciągnąć stawki, prawdopodobnie przez wspomniany „wypych”…

EMTB Enduro Szklarska Poręba OS1

Rzucili Crocs-y? Czyli widok, do którego każdy miłośnik enduro musi się przyzwyczaić…

Wszystkie odcinki były jednak otwarte już od pierwszego zawodnika, więc dalej było już z górki. Super, że organizatorzy postarali się, żeby każdy miał szansę ukończyć zawody – mimo rosnącego profesjonalizmu było czuć ducha enduro, a napinka wynikała głównie z trudności trasy i rosnącego lawinowo deficytu zapasowych dętek.

Czuć było ducha enduro, a napinka wynikała głównie z trudności trasy i deficytu zapasowych dętek

Na uwagę zasługuje też świetne oznakowanie OS-ów. Zgubić się nie dało, ale to już standard. Istotne jest jednak to, że w wielu miejscach sekcje były otaśmowane bardzo szeroko, pozwalając na swobodną interpretację i wybór linii, ale tzw. „perinówki”, czyli miejsca, gdzie najtrudniejszą linię dało się zbyt łatwo ominąć, były wygrodzone. Nie sądzę, żeby ktoś mógł się tu do czegoś przyczepić, choć może nie doceniam fejsbukowych hejterów ;)

EMTB Enduro Szklarska Poręba

Fot. Rowerowa Telewizja

Fajnym, festiwalowym elementem była możliwość wystartowania w ramch wpisowego w kilku dyscyplinach. Kto nie chciał w sobotę objeżdżać trasy, mógł pościgać się we wspomnianym downhillu, na pumptracku, czy też poskakać na wielką poduchę. Poziom trudności enduro rośnie tak szybko, że nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się znajomość backflipa.

Podsumowanie

Na zawody przyjechało kilku gości z zagranicy. Z pewnością nie mieliśmy się czego przed nimi wstydzić. Mimo wcześniejszego zniechęcenia, po tym sezonie EMTB Enduro wyrosło w moich oczach na serię numer jeden.

Nie tylko ze względu na rzadko spotykaną punktualność czy dopracowane oznakowanie OS-ów, ale przede wszystkim ze względu na bardzo progresywny charakter tras. Stają się one coraz trudniejsze, rzucając wyzwanie starym wyjadaczom, a amatorów zmuszając do ostrego treningu.

Często się słyszy, że na przeszkodzie rozwoju polskiej sceny DH stoją zbyt proste trasy. Nam, endurakom to nie grozi. Przygotowując się już do przyszłego sezonu EMTB Enduro, pamiętaj więc o karnecie na siłkę, bo to nie jest już „enduro dla każdego”. Nie zapomnij też porządnie dopompować opon!


Tradycyjnie na koniec wyniki: wszystkie odcinki (!) wygrał Marcin Motyka, kategorię kobiet zgarnęła Agnieszka Szor, a najszybszym mastersem był Roman Kwaśny. Całość znajdziecie tutaj.

Zdjęcia (dodawane na bieżąco):

http://www.1enduro.pl/szklarska-emtb
http://www.1enduro.pl/szklarska-rowerowatelewizja

http://www.1enduro.pl/szklarska-vasco
http://www.1enduro.pl/szklarska-kellys
http://www.1enduro.pl/szklarska-2benduroteam

  1. No to widze, ze szybciej zbiegalem os1, a gume zlapalem na pierwszym blocku, czyli na samym poczatku os-u :-)

    1. No to gratuluję! ;D Wygląda na to, że w tym samym miejscu nasz opony poległy. Faktycznie muszę potrenować zbieganie z rowerem!

  2. Mieroszów był/ jest po prostu , jedyny w swoim rodzaju inny – stąd trudno powiedzieć co było trudniejsze. Mnie osobiście najbardziej właśnie podobały się os 3 i 4 czyli według Ciebie te trudniejsze , 1 to nie mój klimat, totalnie mi nie siadł , na 2 w połowie dopiero złapałem rytm, a 5 jechany on sight nie dał niestety takiej frajdy jak dałby objechany dzień wcześniej. Trzeba było mi tak nie gonić na naleśnik ;)

  3. Zapomniałeś o os5. Zdecydowanie najlżejszy ale nie łatwy. Ja zjechali prawie cały na kapciu z tyłu bo wcześniej rozdalem i zuzylem moje detki

  4. Jak na pierwsze moje zawody poziom bardzo wysoki ale i duża satysfakcja po ukończeniu. Pamiętam jak z trojki miedzy moim pierwszym waflem a drugim w bufecie zjechało z 5 osób z ciapem w którymś kole. Z tego co słyszałem na tym się nie skończyło i meta wyglądała jak samoobsługowy zakład wulkanizacyjny. Ogólnie pozdro dla każdego kto był i Wuju, przepychaj się jak baba do siedzącego miejsca w mpk na starcie bo bylem 2 metry za Tobą a wyjechałem wychodzi na to dużo wcześniej:D nie ma miejsca na kulturę! I nie wiem czemu marudzili na wypych na dojeździe do jedynki. Ja tam ze 20 osób łyknąłem. Najgorzej było na 5 zajechać i po 5 wrocic. Pozdrawiam turystów z Niemiec, którzy poratowali mineralką jak brakło mi paliwa.

    1. Heh, słuszna uwaga, zawsze dupiato się pcham w kolejkach :P

  5. Po prostu bylo Super. Prawdziwe Enduro :-)

  6. W tym roku, w Mieroszowie, wysoka temperatura (grubo powyżej 30℃) dołożyła swoje do skali trudnościtrudności.

    Zawody jak zwykle super. Już czekam na przyszłoroczne otwarcie na Ślęży.

    + za „perinówki” :)

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: EMTB Enduro Szklarska Poręba

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

7 sposobów na objazd trasy przed zawodami

Porady, Skill, Zawody / 

Niedawno udzieliłem Wam kilku porad dotyczących ścigania się on-sight, czyli bez objazdu trasy przed zawodami. Jeśli jednak masz taką możliwość, czemu z niej nie skorzystać? Warto zrobić to sprytnie. Korzystając z poniższych rad, zapoznasz się z trasą szybko, skutecznie i bez zbędnego wysiłku. Jak w reklamie proszku do prania. 

1. Oszczędzaj siły

Nie trać całej energii i entuzjazmu do jazdy w przeddzień zawodów. Objeżdżając wszystkie OS-y jednego dnia, nie tylko się zmęczysz, ale też niewiele z nich zapamiętasz.

2. Skup się na tym, na czym najwięcej możesz zyskać (lub stracić)

Jeśli nie możesz rozłożyć objazdu na dwa dni, zorientuj się, które odcinki zawierają najtrudniejsze sekcje i skup się tylko na nich. Pomocne są opinie lokalsów na forach internetowych i relacje z wcześniejszych zawodów.

3. Zoptymalizuj trasę objazdu

Przeanalizuj dokładnie mapę i mądrze zaplanuj trasę objazduTo nie zawody, więc możesz zastosować kolejność OS-ów np. jak w Dziadach Mickiewicza (czyli zacząć od 2, potem 4 i 3, a 1 zupełnie olać). Jeśli masz taką możliwość, skorzystaj z wyciągów, a dłuższe łączniki asfaltowe pokonaj samochodem. To nie grzech.

4. Nie zgub się

Sprawną realizację założonego planu bardzo ułatwia GPS z wgraną mapą turystyczną i trackiem trasy zawodów (wystarczy smartfon z odpowiednią aplikacją). Odcinki specjalne zwykle są oznaczane przez organizatora jak najkrócej przed zawodami, więc objeżdżając je z wyprzedzeniem, nie licz na pomoc taśm i strzałek.

5. Track walk

Zamiast korzystać z zalecanych dojazdówek, możesz też na objeździe trasy (w przeciwieństwie do dnia zawodów!) podjeżdżać lub podchodzić OS-em. Track walk to standard w DH, bo jest to najlepszy sposób na wyłapanie wszystkich linii. Na schodzenie odcinkiem w dół raczej Cię nie namówię, ale podchodząc i co jakiś czas spoglądając za siebie, bardzo dobrze poznasz trasę przed pierwszym (i zwykle ostatnim) przejazdem treningowym.

6. Objazd w wersji dla leniwych

Poszukaj na YouTube nagrań z przejazdów zawodników, jeśli we wcześniejszych latach trasa była podobna. Oglądając je przed objazdem wczujesz się w klimat odcinków, a wracając do nich po objeździe – utrwalisz sobie najtrudniejsze elementy. Pamiętaj tylko, że na filmikach wszystko zawsze jest płaskie, łatwe i nudne…

7. Uzbrój się

Zabierz na objazd wszystkie ochraniacze i kask fullface, jeśli masz. Co prawda nie będziesz się ścigał, ale za to będziesz próbował najtrudniejszych sekcji i przeszkód, do których być może nawet byś nie podszedł jadąc on-sight. Głupio zawalić zawody przez stłuczony na objeździe łokieć (lub twarz).

Podsumowanie

Przejechanie w przeddzień startu 100% trasy zawodów zgodnie z ich oficjalnym przebiegiem prawdopodobnie bardziej Ci zaszkodzi, niż pomoże. Nie stawiaj na ilość, a na jakość. Staraj się większość dostępnego czasu spędzić na odcinkach, skupiając się na kluczowych sekcjach, a olewając asfalty i dojazdówki. Dzięki temu wygrasz na pewno! ;)

  1. Taaaaaa….. porada nr 3 najlepsza.

Dodaj komentarz do tekstu 7 sposobów na objazd trasy przed zawodami

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top