Jak dbać o kask rowerowy?

Porady, Sprzęt / 

Pisałem niedawno o wybieraniu kasku do enduro, sugerując że to dość ważny element wyposażenia każdego bikera, który ma coś w głowie i chciałby to ochronić. Czerpiąc doświadczenia z obserwacji na szlaku, dziś chciałbym udzielić Ci kilku wskazówek, jak się z kaskiem obchodzić.

8 czerwca doszło do śmiertelnego wypadku na Enduro Trails. Jeden z nas odszedł, prawdopodobnie w wyniku urazu głowy, po upadku na ostatniej sekcji „Starego Zielonego”. Miał kask, ale niestety nie zapewnił on wystarczającej ochrony.

Co tak naprawdę tam zaszło – tego na razie nikt nie wie. Dlatego też artykuł ten może, ale może też nie nawiązywać do tego wydarzenia i nie chciałbym, żeby był z nim wiązany. Napisałem go już kilka tygodni temu i wahałem się czy go opublikować – zwłaszcza teraz. Uznałem jednak, że jest to dobry moment, bo w tym smutnym okresie chyba każdy z nas nieco poważniej myśli o swoim bezpieczeństwie na szlaku.


1. Wieszaj kask na kierownicy

jak-dbac-kask-rowerowy-11

Zanim zaczniesz właściwą jazdę, powieś kask na kierownicy – na kanadyjskich filmach tak robią. Obijanie się skorupy o rower na wypychach i podjazdach na pewno jej nie zaszkodzi. Podobnie jak spadający na nią ciężar wywracającego się roweru. W końcu jest zaprojektowana do dużo gorszych uderzeń, prawda?

W związku z tym na pewno też nic się nie stanie, jeśli raz na jakiś czas, z kierownicy (czy dachu auta), kask spadnie na ziemię. Jeśli jednak nie chcesz, żeby spadł…

2. Kładź kask na ziemi

Jak dbać o kask rowerowy - na ziemi

Jesteś prawdziwym mężczyzną (lub babą z jajami), więc byle pająk włażący Ci pod okulary na odcinku specjalnym, to dla Ciebie pikuś. A przelotna woń „przybranej” przypadkiem jeleniej kupy tylko poprawia wrażenia z przebywania na łonie natury.

3. Wyrzuć worek, który dostałeś przy zakupie

Jak dbać o kask rowerowy - worek ochronny

To tylko zbędny gadżet zawyżający cenę kasku. Zamiast tego, pakując się do auta, wrzuć kask gdziekolwiek. Najlepiej, jeśli leży na rowerze, bo dzięki temu na pewno o nim nie zapomnisz. Podskakiwanie po twardych elementach co najwyżej zarysuje lakier. A na lakierze się nie jeździ, co nie?

4. Nie przejmuj się glebami

Jak dbać o kask rowerowy - czy wymieniań po upadku

Skoczyłeś na główkę w kamcory, ale kask został w jednym kawałku? Ale fart! Absolutnie nie ma potrzeby kupowania nowego – skoro ten tak znakomicie się sprawdził, na pewno przy kolejnym uderzeniu spisze się równie dobrze.

Zalecenia wymiany kasku po każdy upadku to marketingowy bełkot i spisek branży, która chce zedrzeć z Ciebie ostatni grosz. Nie bądź frajerem!

5. Nie wymieniaj kasku tylko dlatego, że jest stary

Jak dbać o kask rowerowy - rysy i odbarwienia

Skoro kasku nie trzeba wymieniać po glebie, to tym bardziej nie myśl o zakupie nowego, jeśli stary, kilkuletni, ciągle jest w jednym kawałku. To, że wszystko się starzeje i po 2-3 latach ryzyko awarii drastycznie rośnie, nie ma przecież znaczenia w przypadku zwykłego kawałka plastiku… wystawionego na działanie promieni UV, potu, zmiennych temperatur i innych bzdur. Pojawiające się z czasem mikropęknięcia i odbarwienia skorupy to tylko powierzchowna kosmetyka, która o niczym nie świadczy.

6. Nie czyść kasku

Jak dbać o kask rowerowy - jak myć wnętrze

Częste mycie skraca życie! Przecież jeszcze tak bardzo nie śmierdzi… Jesteś tru-ęduro, więc za dużo jeździsz, żeby zajmować się tak przyziemnymi pierdołami jak czyszczenie sprzętu. Poza tym przy myciu mógłbyś zauważyć jakieś pęknięcie czy inne uszkodzenie i byłoby Ci szkoda. Po co się stresować? #endurobezspiny

7. Nie przepłacaj

Jak dbać o kask rowerowy - atest EN 1078

Jak widać, kask to bardzo prosta i idiotoodporna część ekwipunku. W końcu to tylko zwykły styropian, służący do walenia w różne rzeczy, nie? W związku z tym nie ma co przepłacać – najlepiej tanio kupić używany, bo skoro można z kaskiem robić te wszystkie rzeczy, to historia danego egzemplarza nie ma znaczenia.

A jak nowy, to może by tak z Aliexpress? Przecież to na pewno te same chińskie rączki w tej samej fabryce klepią, co te wszystkie foksy i dżira za grube piniondze…


Podsumowanie

Żeby nikt nie oskarżył mnie o mordowanie czytelników, zaznaczam wprost:

Powyższe rady mają charakter ironiczny

 

Tak swoje kaski traktują ludzie, którym głowa służy tylko do tego, żeby nią jeść.

Z kolei traktowanie odwrotne – zwłaszcza niektóre punkty – może wydawać się przesadą. Ale w przypadku ochrony głowy, „przesadnie ostrożne” podejście uważam za jedyne słuszne. Chcesz dyskutować z sensem wymiany kasku po każdej glebie? Proszę bardzo – w końcu to Twoje życie.

Ale napisałem ten artykuł, bo ciągle nie każdy sobie zdaje sprawę z tego, jak kask działa. Jego zadaniem jest ulec zniszczeniu – albo on, albo Twoja głowa. A ponieważ wszyscy chcemy, żeby kaski były maksymalnie lekkie i przewiewne, to są one projektowane tak, żeby pochłonąć energię dokładnie jednego uderzenia. Czy to jedno uderzenie będzie najgorszą glebą w Twoim życiu, czy głupim upuszczeniem kasku na kamienie – to już zależy od tego, czy będziesz „przesadnie ostrożny”. Podsumowując:

Traktuj kask jak… szklankę. Jeśli już spadła na podłogę i jakimś cudem się nie stłukła, nie wlewaj do niej wrzątku!

A na rozchmurzenie….


Zobacz też powiązane wpisy:

 

  1. Ostatnio w Mieroszowie przed startem OSu był gość co tłumaczył czemu ma nie zaciągnięte paski pod brodą… Kilometr pasków wisiał 10cm od głowy.. Tłumaczył że go uwierają.. a kask utrzyma się przy wypadku na tym mocowaniu regulacji obwodu głowy.(!)
    Myślę że umiejętność dobrego dopasowania kasku jest też ważna i warto by o tym pamiętać.

  2. Brakuje jednego: pod kask zawsze zakładaj czapke, najlepiej w modnym kolorze lub czarną. Jest luz, kask na głowie ma być luźno i ma się przesuwać z czapką.

  3. No z tymi pierwszymi 3 punktami to już trochę przesada. Chłop za mocno walna
    zdarza się niestety. Raczej transport kasku nie miał z tym nic wspólnego.Mycie też by nie pomogło.Na moto mają o wiele wytrzymalsze kaski a złe trafienie przy 60 też niestety nieraz tragicznie się kończy.

    1. „Raczej transport kasku nie miał z tym nic wspólnego” – kolesie którzy wożą kaski przez kilka godzin w aucie na podszybiu też są przekonani że kask bezpiecznie w aucie siedzi i nic nie może mu się stać…

      1. A czy możesz zacytować opinię producenta kasku w jakiej temperaturze można go przechowywać?

  4. Odnośnie kasku(ów)to zasady podane są, jak akurat bez ironii, prawdziwe. Primo, „to” trzeb mieć na głowie ZAWSZE( uważam że i pod górę-wykluczam prowadzenie z fullface na kierownicy, ale to nie jazda:)) i to dopasowane!, dociągnięte na pasku!, bo przy glebie ( a miałem kilka poważniejszych) skorupa potrafi się przekrzywić o dobre kilkadziesiąt stopni. Tu niema „jaj”, powaga. Czyszczenie to tylko chyba pranie gąbki, bo cuchnie po kilku jazdach jak przysłowiowa „murzyńska chata”. Przepłacanie :))), to tylko marketingowe bajery, poważnie, tu nie idzie w 90% o różnice w jakości i wytrzymałości, to bajer. Waliłem o glebę i kaskiem za 50zł, za 300zł, obojętne. Czapka pod kask – u mnie tylko opcja zimowa, ale w lato omyłka jakaś.

  5. Fajny wpis… Zgadzam się z Łukaszem! Kask zawsze i wszędzie, ostatnio miałem nie fajny wypadek właśnie na podjeździe. Co prawda głową(przypadek) nie uderzyłem, ale za to trafiłem do szpitala z podejrzeniem złamania kości krzyżowej… Jeśli tylko wyzdrowieję, czekają na mnie ochrony pod spodenki, łokcie i kolana, oraz kask oczywiście. Pozdrawiam!

  6. paski i dopasowanie najważniejsza rzecz! kiedyś zaliczyłem dzwonka w nie zapiętym FF jeszcze do tego troszkę dużym, skończyło się obrotem kasku o 180 stopni (szczęka na potylicy), a w rezultacie przestawiony nos i trochę otarte ucho.

  7. Też myślałem, że to przesada w punkcie 1 ale dzisiaj spotkałem 2 kolesi zjeżdżających (jeden naprawdę szybko) z kaskami przypiętymi do kierownicy.
    Beskid Wyspowy: od Jaworza szlakiem na zachód.

    1. Naucz się czytać ze zrozumieniem, nie chodzi o jazdę tylko o pchanie.

  8. Taaa…nie jeżdżę enduro ale na polnej drodze mialem wypadek z własnej głupoty:/ chyba zainwestuje w jakiś kask bo szkoda głowy. A cała twarz od krwi potem w szkole wszyscy pytają :P ale trochę nie dziwię się że niektórzy nie mają kasków bo popatrzymy na ceny fullface’ów… Dla mnie, przeciętnego 16 latka 400-600zł na kask to bardzo duża kwota niestety…

    1. Bzdura… Naprawdę porządnego fullface’a (np. 661 Comp) można kupić za <300 zł, a nawet najtańsze modele (typu Naxa) są o niebo lepsze, niż brak kasku na głowie. Poza tym jeśli nie ma się jeszcze swojego źródła utrzymania, to co jak co, ale na kask na pewno rodzice dadzą pieniądze.

  9. A ja mam pytanie: do ilu z tych twoich rad każe się stosować producent? Większość z nich to wyssane z palca bzdury, jeśli producent nie każe wymieniać kasku co 2-3 lata, to tego NIE TRZEBA robić, nie staraj się być świętszy od papieża. Producent każe wymienić po glebie, nie rzucać, wiadomo… ale ty wymieszałeś zalecania producenta ze swoimi dziecinnymi wymysłami.

    Co to w ogóle za odpał z tym obowiązkowym myciem kasku?! Az dziwne że nie piszesz że trzeba do tego kupić specjalne kosmetyki, bo mydło może mu zaszkodzić…

    W domu pewnie przechowujesz go w zbiorniku z argonem.

    1. http://www.helmets.org/replace.htm
      https://www.xsportsprotective.com/blogs/mtb-gear-guides/125777859-when-to-replace-your-bicycle-helmet

      Co do mycia – czytaj ze zrozumieniem, chodziło mi przede wszystkim o okazję do wykrycia rys, pęknięć i innnych objawów zużycia. Usunięcie brudu, który może mieć wpływ na degradację materiału (o tym też w powyższych linkach + polecam Google) też nie zaszkodzi.

  10. A ja mam takie pytanie, czy ktoś może mi polecić/odradzić ten kask http://wisebears.pl/okazja/abus-tec-tical-pro-v-2-233pln/? Znalazłam go za dobrą cenę i zastanawiam się, czy warto. Ewentualnie, co możecie polecić w granicach do 250zł?

    1. Cześć Iza!
      Ten Abus spoko, ale na szosę i do XC – jeśli oczekujesz dobrej ochrony w górach, rzuć okiem na kaski wymienione w tym artykule:
      http://www.1enduro.pl/jaki-kask-enduro/

  11. Michale, dziękuję za odpowiedź – do tamtego kasku zachęciła mnie cena, przejrzę te z linku :-)

Dodaj komentarz do tekstu Jak dbać o kask rowerowy?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Plecakowe enduro [KONKURS]

Konkurs / 

We współpracy z firmą Kross, zapraszam Cię do udziału w konkursie!


Dodano 27.06.2016: Konkurs rozwiązany!


Co możesz wygrać?

Plecak Kross Crafter:

  • duża pojemność 25 litrów, w sam raz na 2-3 dni w górach (o tym za chwilę);
  • niska masa pozwalająca „za darmo” upchnąć dodatkową parę kalesonów;
  • materiał Ripstop odporny na ślizgi po melafirze;
  • dużo praktycznych kieszonek, pokrowiec przeciwdeszczowy, odblaski, gwizdek i inne bajery.

Więcej informacji na stronie Krossa

Kross Crafter 25l - konkurs

Kross Crafter 25l - konkurs

Kross Crafter 25l - konkurs


Co musisz zrobić?

Zaplanuj trasę plecakowego enduro, to znaczy wycieczki spełniającej następujące założenia: 2 lub 3 dni jazdy, ze spaniem w górskich schroniskach, w polskich/czeskich/słowackich górach.

Plecak trafi do osoby, której trasa najbardziej zachęci mnie do jej przejechania (trasy, nie osoby). Zwycięska wycieczka zostanie opisana na blogu!


Forma zgłoszeń: dowolna! Może to być link do wycieczki na Stravy, ręcznie sporządzona mapa, fotogaleria, film, opis słowny lub wszystkiego po trochu. Uwaga! Twoje zgłoszenie NIE musi być relacją z przejechanej wycieczki – jeśli dopiero planujesz taki wypad, podziel się swoim pomysłem!

Swoje propozycje możesz zgłaszać do 15 czerwca:

  • w komentarzu do tego wpisu (najlepiej!)
  • na maila: michal@1enduro.pl
  • w komentarzu do posta na Facebooku

Ogłoszenie wyników – w drugiej połowie czerwca. Powodzenia!


 

  1. Majstersztyk, gratuluję pomysłowości :-)

  2. „Plecak trafi do osoby, której trasa najbardziej zachęci mnie do jej przejechania (trasy, nie osoby)” hahahahahahahhaha

  3. A przy okazji stworzy się baza 2-3dniowych tripów do zrobienia!

  4. to i prosze:

    Zlate Hory – Zlate Hory (Edelstein) – Rejviz – Adolfovice – Serak (nocleg na szczycie) – 1 dzien
    Serak – Cervenohorskie Sedlo – Praded (mozna zahaczyc o Kouty w wariancie bardziej wymagającym) – nocleg w Ovcarni – 2 dzień
    Ovcarnia – Karlova Studanka – Vbrno – Zlate Hory (oczywiscie górami) – 3 dzień.

    1. Ale przecież czerwony Serak-Praded jest zdecydowanie bardziej słuszny w drugą stronę…

  5. Propozycja 1. Trip dwudniowy.
    Foty: http://www.solar.blurp.org/transsudetia_2012/imagepages/image22.html
    Trasa (wersja skompresowana do 1 dnia, ale z noclegiem na Śnieżniku 2 dni jak znalazł): http://www.cykloserver.cz/cykloatlas/?d=112254&vlozit#pos=50.22293P17.00633P13

    1. Na Smrk
    Z Horni Lipova wybieramy drogę 6044 i afaltami oraz szutrami przemy do góry. Na rozjeździe pod Lucni Vrch możemy skorzystać z ławeczki, a potem skręcamy w lewo w kolejny szutr, w kierunku Utulna Mates i Smrka. Dojeżdżamy do prostopadłego żółtego szlaku i tymże szlakiem, łagodnym podjazdem osiągamy Smrk.

    2. Graniczny singiel
    Olewamy wszystkie oznakowane szlaki i kierujemy się singlem granicznym przez Brunek. Graniczny szlak w tą stronę ma lekką tendencję w dół, więc wiele czasu nie powinno zająć dotarcie do zielonego szlaku, który przed Rudawcem dołącza do granicznej ścieżki. Trzymamy się dalej zielonego szlaku – czeka nas niezły zjazd z Rudawca, a potem do przełęczy Kladskie sedlo.

    3. Dojazdówka
    Na przełęczy można się posilić i zaprowiantować w sklepiku granicznym. Wyszukujemy szlak żółty i ruszamy nim na południe. Początkowo singielek, potem się poszerza. Nie grzejemy bez opamiętania żółtym, ponieważ musimy trafić na czerwony szlak E3, w który skręcamy. Czeka nas dość długi szutrowy trawers z okazjonalnymi widokami na Stare Mesto.
    Czerwonym E3 jedziemy aż do niebieskiego szlaku i zmiany kierunku jazdy o 170 st. Co prawda, czerwony wcześniej skręca ostro w prawo, ale nadkładając w sumie koło 600 m do niebieskiego, nie będziemy musieli pchać.

    4. Zdobywanie Śnieżnika
    Od Głębokiej Jamy zaczyna się konkretny podjazd. Na samym początku mijamy źródełko z wodą pitną, a potem kolejnymi zygzakami ciągniemy czerwonym i niebieskim szlakiem na przełęcz Stribrnicka.
    Od przełęczy trzymamy się szlaku czerwonego, który zaprowadzi nas na szczyt Śnieżnika. Jest konkretnie w górę, kamorzaście i niełatwo. Na deser krótki ale treściwy zjazd ze szczytu do schroniska. Jeśli sił już brak, zalegamy.

    4a. Jeśli sił nie brak, możemy odwiedzić Czarną Górę i dobić się na trasach, wykorzystując wyciąg. W zależności od pozostałej mocy, nocleg pod Czarną, albo wracamy na Śnieżnik.

    4b. Jeśli poprzedniego dnia zabrakło sił, od czarnogórskich tras możemy rozpocząć dzień drugi.

    5. Powrót na Kladske sedlo
    Wbijamy się na szczyt Śnieżnika i na Stribrnicka odszukujemy zielony szlak uciekający w jagódki na wschód. Przed nami kawałek solidnego zjazdu po kamieniach i korzeniach. Gdy się wypłaszczy, trzymamy się cały czas zielonego i singlem wśród jagódek i błota wracamy na przejście graniczne.

    6. Z powrotem na Smrk, ale inaczej
    Z przełęczy jedziemy początkowo po śladach granicznym szlakiem zielonym. Po 600-700 m wypatrujemy nieoznakowanej, szerokiej leśnej przecinki (jest na zdjęciach) w prawo, w kierunku Cerna rokle, gdzie dobijamy do czerwonego szlaku E3. Trawersujemy nienazwaną górę, a potem, wciąż czerwonym jedziemy do Medvedi bouda – świetny, w miarę płaski singiel.
    Jeśli mamy nadmiar energii, możemy wciąż czerwonym wbić się na Palas. Nie jechałem tam, ale początek to szeroki szutr, a i zjazdu jakiegoś na mapie nie widać. My wybraliśmy asfalt dochodzący znów pod Palasem do czerwonego szlaku. Dalej szutrami jedziemy do Cisarska bouda, gdzie skręcamy w lewo w zielony szlak na Smrk. Początek dość stromy, ale po 500 m znów jedziemy trawersującym świetnym singlem. Trochę stromsza końcówka i lądujemy na Smrku.

    7. Powrót definitywny
    Przed nami w większości zjazd do Horni Lipova. Na Smrku wyszukujemy czerwony szlak dydaktyczny na Klin. Połowa to niezły singiel, potem już szerzej.
    Wylatujemy w cywilizacji koło hotelu i skręcamy w lewo w drogę 6208. Uwaga – prowadzi ona dokładnie przed wejściem do hotelu. Przed hotelem asfalt, potem krótki singiel po łąkach i wreszcie szerokia leśno-szutrowa droga w dół do Horni Lipova. Za przejadem kolejowym wybieramy końcówkę, która bardziej nam odpowiada.

  6. Edyta punktu 7.
    Ze Smrku ciągniemy szlakiem żółtym do Tri Studanky i skręcamy w prawo w niebieski przez Jesenny potok. Jest to wersja krótsza, ale bardziej interesująca. Jedyne zdjęcie: http://www.solar.blurp.org/transsudetia_2014/imagepages/image49.html

  7. Idź do szopy/garażu/pokoju. Spójrz na rower. Spójrz co on z tobą robi, zabiera ci pieniądze i naraża na ciężkie urazy a nawet śmierć, nie siedzisz w barze wlewając w siebie browary z kolegami, tylko leżysz w lesie usrany błotem, spocony i zasapany, po trasie na której jadąc słyszałeś komentarze pieszych w stylu „Co za popie*dol. Jak on tu przejedzie?! Tu iść jest ciężko a ten się tu pcha rowerem. Uśmiechnij się. Spójrz ile pieniędzy Ci zostało w portfelu po ostatniej wizycie kuriera z częściami. Bierz potrzebne itemy, ciuchy pompki itp. Idź do sklepu, kup żarcie. Pakuj się do auta z rowerem. Jedź na południe. Byle do dużych pasm górskich, Sudet, Karkonoszy, czegokolwiek. Wjedź na najwyższą górę w okolicy. Spójrz na mapę. Jedź tam gdzie widać góry. Jedź w każdą ścieżkę która wygląda jak fajna trasa. Żałuj że bezsensownie straciłeś wysokość, podjeżdżaj. Pytaj przypadkowych rowerzystów o fajne trasy w okolicy. Jedź tymi trasami. Staraj się spotkać kogoś na fullu/rowerze przystosowanym do ostrzejszego terenu. Spytaj gdzie jechać, gdzie są jakieś fajne trasy. Jedź tam gdzie powiedział. Przejedź wszystkie trasy w tej okolicy, jak masz czas szukaj kolejnych takich ludzi i pytaj o kolejne trasy. Jeśli tego czasu nie masz to pytaj o schronisko, podnoś swojego myk-myka i pompuj pod górę żeby jakieś znaleźć. Wejdź, wypij piwo. Pomyśl co ty najlepszego robisz ze swoim życiem. Idź pogadać z ludźmi, popytaj o trasy. Idź spać. Wstań. Wyjdź na dwór. Zjedz coś. Wsiądź na rower i jedź. Wyklinaj w myślach, bo jesteś zmęczony i nie chce Ci się nigdzie jechać. No chyba że do domu. Męcz się przez pół godziny. Poczuj się znowu szczęśliwy, stosuj się do porad ludzi ze schroniska. Jedź. Szukaj tras, pytaj ludzi. Jedź. Rób to co dzień wcześniej. Po prostu jedź i nie pier*ol. Jak już będziesz się czuł jakbyś umierał to znak że trzeba wracać. Tak wyglądają moje wycieczki i polecam się do tego stosować :D

    PORADY
    1. Co spakować? Odp. http://www.1enduro.pl/zawartosc-plecaka-enduro/
    2. Bądź ubrany kolorowo i rób foty co chwilę, no bo przecież jesteś Enduro.
    3. Wrzuć trasę na jakieś forum i licz że kogoś to zainteresuje.

    1. I takich „wari(n)atów” trzeba chwalić! ;) To zdecydowanie jest świetny sposób.

    2. Dobre, dodałbym, żeby wkurzać się na gorąc po tym jak czekało się kiedy wreszcie będzie ciepło ;-)

  8. w 25 litrowy plecak wciśniesz tyle szpeju że chyba nic Cię nie zaskoczy.. więc spakuj plecak i jedź. po prostu.. przed siebie

    the plan is to have no plan!

    #menciutravel

  9. mam już deutera alpine 30 i kross się nie umywa. Ale propozycje tras chętnie poczytam :P

  10. Moja propozycja:
    Bieszczadzka ósemka

    Dzień Pierwszy:
    Wetlina
    – porzucamy pojazd mechaniczny w jakimś wydawało by się rozsądnym miejscu
    – żółtym na Rabią Skałę, podejście na Paprotną daje nam popalić
    – w lewo niebieskim/czerwonym granicznym szlakiem na Krzemieniec (uwaga: udajemy krzak, niedźwiedzia lub lejenia-jesteśmy w parku i źli ludzie mogą się nas czepiać),
    – na Rabiej Skale, przy stoliku, śniadanko i kontenplacja widoków
    – cały czs granicznym szlakiem, po lewej mając owiany tajemnicą, zamknięty obszar Moczarne,
    – Krzemieniec, tzw. trójstyk granic polska/słowacka/ukraińska; pomnik,
    – niebieskim a później żółtym na Wielką i Małą Rawkę, obelisk, widok na połoniny, widok na wszystko (nadal jesteśmy w parku, blisko do schroniska pod Małą Rawką, nagle robi się dużo ludzi),
    – z Małej Rawki zielonym, poprzez tzw. Dział do Wetliny – jeden z Holy Trails (!)
    – w Wetlinie naleśniki, w takiej knajpie co to nie pamiętam jak się nazywa ale widzę ją jak dziś po prawej stronie drogi (Holy Pancake ;)
    – trochę asfaltujemy, kierując się przez Smerek do Kalnicy
    – w Kalnicy w prawo, niestety już częściowo wyasfaltowaną drogą w kierunku na Sine Wiry,
    – na pierwszym moście w prawo do Schroniska Jaworzec
    – po drodze podziwiamy jedne z ostatnich retort do wypalania węgla drzewnego i niedawno postawione tablice informacyjne z cyklu Zaginione Bieszczady
    – Jaworzec – wino, kobiety i śpiew.

    Dzień Drugi
    Jaworzec
    – jemy, pijemy herbatę w kubeczkach jak mały, ale cieszący oko ceberek,
    – startujemy czarnym szlakiem na Krysową,
    – skrzyżowanie z zielonym, deszczoschron,
    – dalej czarnym na Wysokie Berdo – zaczyna się robić „bieszczadzko”; widoki, klimat, magia
    – do tej pory jechaliśmy granicą parku, Z Berda wjeżdżamy w głąb parku (patrz wyżej o złych ludziach …)
    – cały czas czarnym w kierunku na przełęcz Orłowicza- stężenie „bieszczadzkości” wzrasta po każdym kroku (tak, kroku, ciężko podjechać),
    – wyjeżdżamy z lasu na połoninę i widok lekko nas ogłusza,
    – jak dojdziemy do siebie, dalej czarnym do przełęczy
    – z przełęczy czerwonym przez całą Połoninę Wetlińską
    – do schroniska Chatka Puchatka – dużo ludzi, bardzo dużo ludzi
    – żółtym w dół do przełęczy Wyżnej
    – jeżeli dziś kończymy to w połowie zjazdu odbijamy w prawo na czarny i śmigamy do Wetliny
    – a w Wetlinie naleśniki i spadamy do domu
    – jeżeli jedziemy dalej, to żółtym do asfaltu
    – na asfalcie w lewo w dół do Berehów, a później podjazd na przełęcz Wyżniańską
    – na przełęczy w prawo do Schroniska pod Małą Rawką.
    – Schronisko – wino, kobiety i śpiew.

    Dzień Trzeci:
    – startujemy znów asfaltem, wczorajszym podjazdem, a dzisiejszym zjazdem do Berehów,
    – no chyba że przez połoninę Caryńską do Nasicznego, ale to już chyba przesada?
    – w prawo do Nasicznego , oglądamy jakieś tam głazy i widok na połoniny z lewej i z prawej
    – za Nasicznym , w lewo na niebieski rowerowy do Sękowca-oglądamy San
    – w lewo do Zatwarnicy, szukamy żółtego i dalej do Suchych Rzek
    – mijamy stację BPN udając że nie jesteśmy rowerzystami i dalej żółtym pod górę pamiętając o złych ludziach …
    – ciśniemy pod górę i ooo, „My Tu Byli” – tak to znów Przełęcz Orłowicza
    – sprawdzamy co się zmieniło od wczoraj a później
    – dalej żółtym, dzida w dół do Wetliny
    – zachowujemy się rozsądnie i statecznie, nie zapierdzielamy jak cyt. Gepard po kokainie, bo dużo ludzi, ale od czasu do czasu … :)
    – Wetlinia (naleśniki?), odnajdujemy porzucony trzy dni temu pojazd
    – i wracamy do domu :(

  11. Propozycja również na bazie prawdziwych przejazdów (choć nie moich).
    Przy okazji mała reklama możliwości modułu Ride Planner na Trailforks.

    Dzień 1.
    http://www.trailforks.com/ridelog/planner/view/3130/
    (Chata Socjologa http://www.otryt.bieszczady.pl/pl/ i jeden „czarny” zjazd included)

    Nocleg – https://pl.wikipedia.org/wiki/Bacówka_PTTK_„Jaworzec”

    Dzień 2.
    http://www.trailforks.com/ridelog/planner/view/3131/
    (dwa „czarne” zjazdy included :D)

    Po wejściu w Ride Planner dostępne są profile poszczególnych odcinków wraz z wyceną trudności technicznych oraz profil całej trasy.

    Pozdrawiam,
    Przemek

  12. Beskid Niski, Magurski Park Narodowy
    http://www.strava.com/routes/5320978

    Beskid Niski to dzisiaj najdziksze pasmo górskie w Polsce. Niezbyt rozbudowana infrastruktura turystyczna oraz obecność wyższych pasm górskich w okolicy takich jak Bieszczady powoduje, że na szlakach nie ma tłumów. Oto moja propozycja enduro w tej części beskidów:

    1. Trasę rozpoczynamy w malowniczej miejscowości uzdrowiskowej – w Iwoniczu Zdroju
    ( http://s-unit.travel.pl/wp-content/uploads/2014/11/iwonicz_zdroj_centrum_bazar.jpg )
    2. Kierując się na północ docieramy na górę Cergową
    ( http://pieszoprzezpodkarpacie.pl/wp-content/uploads/Widok-z-%C5%BBabiej-w-kierunku-po%C5%82udniowo-zachodnim-na-Cergow%C4%85-716m-n.p.m..jpg )
    Możemy tu zobaczyć 10 jaskiń szczelinowych o długości do 75 m, między innymi Jaskinię Gdzie Spadł Samolot – jej nazwa upamiętnia katastrofę niemieckiego samolotu podczas II wojny światowej.
    3. Zjeżdżając wylądujemy w Dukli. Ciekawsze obiekty tutaj to Muzeum Historyczne, Ratusz i Sanktuarium św. Jana ( http://eholiday.smcloud.net/mapy/zdjecia/big/dukla-38.jpg )
    4. Po 10 km jazdy trasą Cyklokarpat docieramy do Iwli. Tutaj warto zobaczyć wodospad ( http://static.panoramio.com/photos/large/85930314.jpg )
    5. Podziwiając widoki przejeżdżamy przez Chyrową do Polan. Znajduje się tutaj zabytkowa cerkiew ( https://idziepoziemi.files.wordpress.com/2015/05/polany_1.jpg )
    6. Jadąc dalej w stronę granicy można w pełni poczuć dzikość miejsca w którym się teraz znajdujemy, w końcu można poczuć że tutaj kończy się cywilizacja, a zaczyna dzika przyroda. Naszą drogę przez las przecinają od czasu do czasu strumienie. Wzdłuż granicy czeka nas to co tygryski lubią najbardziej – ostra jazda :D
    7. Z Ożennej droga prowadzi starym asfaltem przez serce Magurskiego PN najpierw przez 3 km pod górę, tylko po to żebyśmy mogli za chwilę zasmakować 8 kilometrowego downhillu do Krempnej z prędkością 50 km/h :)
    8. Krempna to małe miasteczko, w którym oprócz kilku sklepów zobaczymy na swojej trasie zaporę z zalewem oraz zabytkową cerkiew ( https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2d/Krempna,_cerkiew,_widok_od_po%C5%82.-wsch.jpg )
    Do odwiedzenia mamy tutaj jeszcze Ośrodek Edukacyjny Magurskiego PN oraz Cmentarz Wojenny nr 6 z którego roztacza się panorama na Krempną i pobliskie góry ( http://beskyd.blogspot.com/2013/07/krempna-cmentarz-wojenny-nr-6.html )
    9. W Krempnej możemy znaleźć tani nocleg lub jeśli późna pora i zmęczenie nas nie zatrzymują, zjeżdżamy krętą drogą w dolinie rzeki Wisłoki – możemy się przespać w Myscowej jak również w miejscowości Kąty, przez które przebiega Główny Szlak Beskidzki.
    10. Trasa najpierw prowadzi nas do Desznicy asfaltem, by następnie wjechać do lasu prawdziwie górską, momentami krętą drogą.
    11. Dojeżdżając kawałek główną drogą do Nieznajomej czeka nas trasa, którą będą nam nieustannie przecinać, momentami sporej wielkości strumienie.
    12. Z Bartnego kierujemy się czerwonym szlakiem na Magurę Wątkowską, w miejsce w którym Jan Paweł II odprawił mszę podczas swojej wędrówki w tych górach. Przy dobrej pogodzie rozpościera się stąd widok na Tatry.
    13. Rezerwat przyrody Kornuty. 10-20 metrowe fantazyjnie ukształtowane skały z jaskiniami szczelinowymi w tym 200 metrowa Jaskinia Mroczna ( http://www.beskid-niski-pogorze.pl/artykuly/kornuty.php )
    14. Zjeżdżamy do Folusza zobaczyć Diabli Kamień, który według legendy miał zostać zrzucony przez diabła na pobliski kościół, oraz wodospad ( http://wyjade.pl/resources/miejsca/35/wodospad-magurski.jpg )
    15. Docieramy co „centrum” Folusza, gdzie kończy się nasza trasa. Na zakończenie możemy tutaj pożywić się świeżo złowioną, smażoną rybką z pobliskich stawów :)

  13. Wycieczka po dwóch pięknych Beskidach: Małym oraz Żywieckim. Wraz ze znajomymi kochamy jeździć po naszych górach. Piękne widoki, trudne podjazdy i hardkorowe zjazdy to zachęca nas w każdej wolnej chwili na choćby krótką przejażdżkę. Co jeśli jednak mamy więcej czasu ? Przykładowo dwa dni na jazdę po górach z plecakiem Kross Crafter. Postanowiłem podzielić się z Wami moim planem takiej wycieczki.
    Moja trasa nie jest łatwa, więc postanowiłem przejechać ją w dwa dni. Pierwszego dnia: Żarnówka Mała – Schronisko PTTK Skrzyczne (48,2 km)
    https://mapa-turystyczna.pl/photo/14539/route?q=1082n,1081n,1001n,1051n,1009n,1000n,2516n,718n,810n,3881n,798n,793n,4030n,794n,792n,818n,778n,2440n,760n,821n,811n,733n,763n,745n,803n,774n,773n,817n
    Po tak ciężkim dniu nocleg w pięknym scjorniaku na Skrzycznym to czysta przyjemność, ale nie ma co się zastanawiać drugiego dnia nie będzie dużo łatwiej. Trasa Schronisko PTTK Skrzyczne – Żarnówka Mała (55,1 km) będzie przebiegać inną drogą równie ciekawą i wymagająca siły na pojazdach.
    https://mapa-turystyczna.pl/route?q=817n,789n,785n,834n,3961n,787n,783n,811n,821n,799n,764n,820n,4620n,718n,2516n,1045n,1064n,3876n,1061n,1062n,2227n,1055n,1053n,1054n,1008n,1016n,1049n,1043n,1080n,3880n,1079n,1082n,3879n&utm_source=android_app&utm_medium=share&utm_campaign=share_route
    Na taką podróż plecak jest niezbędny a najlepiej swoje zadanie zaliczy Kross Crafter.
    Mam nadzieję, że moja trasa jest zachęcająca ja sam ją polecam każdemu kto chciałby pojeździć w moich rejonach.

  14. „Tylko dla dzików- cudze chwalicie swego nie znacie” na trase wystarczą dwa dni, ale naprawde intensywnej jazdy i nie trzeba jechac nigdzie daleko- beskid wyspowy.
    start: Zaczyna się łatwo w Myślenicach (niedaleko Krakowa) asfaltem i szybko wjeżdząmy na leśną drogę przeciw pożarowa około 20 minut podjazdu (można zmodyfikowac na podjazd starym strumieniem). dojeżdzamy do czerwonego szlaku i trzymamy się go aż do schroniska na kudłaczach i następnie kierujemy sie w kierunku łysiny skąd zjeżdzamy żółtym szlakiem w kierunku lubnia. Następnie trochę wytchnienia na asfalcie i możliwość zakupów, musimy dojechać asfaltem do tokarnii (jakies 30 minut), gdzie czarny szlak zaprowadzi nas na szczyt zembalowej. tutaj czek na nas naprawde bardzo przyjemny zjazd żółtym szlakiem w stronę lubnia (warto zobaczyć na mapę z poziomicami, aby sobie zobrazowac co nas czeka). W lubniu ostatnie zakupy i ruszamy na szczyt szczebla czarnym szlakiem, podrodze warto zatrzymać się przy zimnej dziurze i spenetrowac ją od środka (dla ciekawych https://pl.wikipedia.org/wiki/Zimna_Dziura ). Na szczycie polecam nocleg an dziko z pieknymi widokami (koniec dnia pierwszego)
    Dzień drugi: Po śniadaniu (pewnie coś z ogniska np. owsianka) zaczniemy przyjemny zjazdem czarnym szlakiem do Kasinki małej (także plecam na zachęte zobaczyć na mape z poziomicami, chociaż tutaj już jest inne podłoże niż na zembalowej i czeka na nas więcej zabawy). po zjeździe kierujemy sie czarnym szlakiem na lubogoszcz skąd poprowadzi nas czerwony szlak do Kasiny wielkiej, na śnieżnice, przełęcz Wielkie drogi, Jaworzyce, lubomir i łysine. Z łysiny tym razem zjeżdzamy żółtym szlakiem w kierunku przełęczy Sucha polana. tutaj musimy wjechac na zielony szlak w kierunku kudłaczy. z kudłaczy zaczynamy zjazd czerwonym szlakiem i po chwili gdy znajdziemy sie na skrzyżowaniu ścieżek szlak bedzie skrecał w lewo, ale my kierujemy sie na wprost. następnie znowu trzymamy się czerwonego szlaku, aż do myślenic.gdy dojedziemy do szutrowej drogi którą zaczynaliśmy naszą wycieczkę należy ją przeciąć i uważać bo szlak zaraz skreci w lewo między drzewa i zjedziemy do „zamczyska” od niego juz tylko chwila i jesteśmy przy parkingu na zarabiu gdzie za darmo można było zostawić bezpiecznie własny samochód.
    dla głodnych warto wstąpić do restauracji orientalnej „pod blachą” mają naprawde dobre i tanie jedzenie. trasa może nie wydaje się być długa ale potrzeba kilka godzin aby ją przejechac i nacieszyć sie przyrodą (dień pierwszy około 7/8 godzin same jazdy, dzień drugi to 6/7 godzin jazdy, są to przyblizone czasy ile zajęła mi ta trasa w zeszłym roku) mam nadzieję ze trasa sie wam spodoba i ktoś ją zaliczy. link do mapy mozna mniej wiecej prześledzic jak biegnie trasa: http://www.wojciechgaszka.pl/files/beskid_wyspowy.jpg
    Jak by ktoś chciał jakies dokładniejsze informacje to z chęcią odpowiem

  15. Drogi Wooyku,

    Pozwól, że tym razem i ja posłużę dobrą radą ;) Chciałbym zaproponować Ci weekendową eksplorację Beskidu Sądeckiego w stylu Enduro.

    Przygodę zaczynamy w Krynicy-Zdrój spod dolnej stacji gondoli prowadzącej na Jaworzynę Krynicką. Na miejsce najszybciej dotrzesz samochodem, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby udać się na dworzec i dotrzeć tu pociągiem lub (jak się ubłaga kierowcę :D) autobusem.

    https://www.bikemap.net/en/route/3596844-eksploracja-beskidu-sadeckiego/

    Na liczącą 111,11km trasę (przypadek? nie sądzę :P) przeznaczyłem bezpiecznie trzy dni. Pierwszy nocleg w schronisku na Hali Łabowskiej, a drugi na Przehybie. Trasę poprowadzoną malowniczymi terenami Pasma Jaworzyny Krynickiej i Radziejowej, w nawiązaniu do stylistyki zawodów Enduro, podzieliłem na 6 odcinków specjalnych:

    1 dzień: 30km
    OS1: Zjazd zielonym szlakiem z Jaworzyny Krynickiej w kierunku Złockiego;
    OS2: Zjazd czarnym szlakiem spod Bacówki do Wierchomli Małej;

    2 dzień: 28km
    OS3: Zjazd żółtym szlakiem z Hali Łabowskiej do Łomnicy-Zdrój;
    OS4: Zjazd czerwonym szlakiem z Radziejowej do Schroniska na Przehybie;

    3 dzień: 53km
    cd. OS4: Zjazd z Przehyby szlakiem niebieskim, żółtym i zielonym do Barcic;
    OS5: Zjazd czerwonym szlakiem spod Schroniska Cyrla na ruiny Zamku w Rytrze;
    OS6: Zjazd niebieskim szlakiem z Runka do dolnej stacji kolei gondolowej.

    Poza wymienionym kapitalnymi zjazdami, w planach taka sama ilość ciekawych i szybkich odcinków dojazdowych – podjazdów (no może nie do końca szybkich :P) oraz nieustanne obcowanie z widoczną na każdym kroku przepiękną naturą.

    Po fotki i więcej informacji odsyłam na swoją stronę: http://www.time-to-bike.com/eksploracja-beskidu-sadeckiego/

    Zapraszam do odkrywania. W razie jakichkolwiek pytań pisz śmiało. Pozdrawiam.

  16. Kamil Kropielnicki

    Trasa dwudniowa: Tanvald – Harrahov – Jakuszyce – Smrk – Tanvald.

    https://www.bikemap.net/pl/route/3597819-tanvald-harrachov-jakuszyce-smrk/

    Wyznaczoną trasę polecam przede wszystkim z własnego doświadczenia, ponieważ dotychczas pierwszy odcinek drogi ( z Tanvaldu do Jakuszyc) pokonywałem dwukrotnie, jadąc spod polsko-czeskiego pogranicza do rodzinnego domu w Karkonoszach. Trasa wydaje się kompleksowym rowerowym wypadem, równoważącym wszystko to na co możemy się natknąć podczas górskich i szlakowych wycieczek. Długie, szybkie i urozmaicone zjazdy rekompensują wyczerpującą wspinaczkę, zaś widoki na długo pozostają w pamięci. Zróżnicowanie terenu i wysokości sprawiają, że podczas podróży nuda nie będzie nam doskwierać, zaś górskie schroniska i chatynki zatroszczą się o głodnych i spragnionych rowerzystów.

    Drugi odcinek trasy zaplanowałem w przypływie rowerowej euforii, kiedy to po zakończonej jeździe, pomimo znużenia i palących mięśni, chciałoby się jechać dalej, szybciej i więcej. Trasa ta nie została jeszcze przeze mnie zaliczona, jednak mam nadzieję, że w najbliższym czasie przejadę cały wytyczony przeze mnie szlak, zdobywając kolejne doświadczenie.

    Komu w drogę, temu rower!

    1. Kamilu, trasę przez Ciebie opisaną robiliśmy 2 sezony temu w ciągu jednego dnia… Na hardtailach… Z dziewczynami… ;)
      To nie jest enduro, no może poza łacznikiem Smrk – Stóg Izerski…

  17. Dziękuję wszystkim za super propozycje wycieczek!

    Rozwiązanie konkursu znajdziecie tutaj: http://www.1enduro.pl/plecakowe-enduro-wyniki-konkursu/

Dodaj komentarz do tekstu Plecakowe enduro [KONKURS]

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

23 rzeczy, które zawsze powinieneś mieć w plecaku

Porady, Sprzęt / 

Choć ostatnio coraz więcej osób sięga po kołczany prawilności torby biodrowe, to i tak żadna rowerowa dyscyplina – z bikepackingiem włącznie! – nie kojarzy się tak bardzo z plecakiem, jak enduro. Co takiego w nim wozimy, że trzeba go mieć? O tym właśnie ten poradnik.

Wpis powstał we współpracy z firmą Kross i – nie dziwota – zawiera lokowanie produktów. Kolejne punkty listy zawierają też linki afiliacyjne do Ceneo, dzięki którym Ty łatwo sprawdzisz ceny, a ja zarobię parę złotych na utrzymanie bloga.

UWAGA! Już w poniedziałek odpalam konkurs, w którym będziesz mógł dość łatwo (i bez udostępniania czegokolwiek na Facebooku) zgarnąć plecak Kross Crafter, czyli większą wersję widocznego na zdjęciu Pickupa – śledź więc nowe wpisy, a najlepiej zapisz się do newslettera (który właśnie mocno zmienił swoją formę!), żeby go nie przegapić!

Ogólne zasady pakowania plecaka

  1. Pamiętaj o stosunku masy plecaka do masy Twojego ciała

    Jeśli przypominasz Pudziana, możesz wozić ze sobą np. apteczkę pożyczoną z karetki, ale jeśli jesteś drobną dziewczyną, warto z kilku rzeczy zrezygnować. Lub np. przykleić je do ramy, żeby nie obciążały niepotrzebnie kręgosłupa – plecak to najgorsze miejsce do przewożenia dodatkowego balastu!

  2. Nie bądź pasożytem

    Jeśli nie chcesz ryzykować strzału w pysk, nie zakładaj, że „dętkę na pewno ktoś będzie miał”. Spakuj się tak, żeby być samowystarczalnym. Poniżej przedstawiam Ci mój wariant wyposażenia – dość lekki, ale w większości przypadków pozwalający nie prosić się innych o pomoc.


plecak-enduro-jak-spakowac-11

1. Multitool

Najbardziej oczywista oczywistość w kategorii „narzędzia”. Upewnij się, że Twój „scyzoryk” jest w stanie obrócić wszystkie śrubki w Twoim rowerze. Problemem najczęściej jest klucz Torx 25 do tarcz hamulcowych i niektórych części SRAM-a (np. manetki Reverba).

Warto też, żeby multitool miał skuwacz do łańcucha. Raczej nie będziesz go potrzebował tak często, żeby wozić oddzielne narzędzie, ale jeśli całkiem olejesz temat, to na pewno będzie potrzebny gdzieś w dzikich górach, 20 km od najbliższej cywilizacji, w trakcie ulewy stulecia.

2. Dętka

30 lat ewolucji rowerów MTB, a ciągle najpowszechniejszą awarią jest deficyt powietrza w oponie… Opony bezdętkowe drastycznie minimalizują problem, ale i tak „kicha” jest najbardziej prawdopodobną awarią na szlaku. Rozszczelnionego tubelessa w terenie raczej nie uszczelnisz, więc miej w zanadrzu starą dobrą dętkę. Jeśli nie jeździsz jeszcze na mleku – minimum dwie.

Zwróć uwagę na wentyl – zawsze lepiej mieć Prestę. Nawet, jeśli masz obręcze rozwiercone na wentyl samochodowy, to w razie czego będziesz mógł poratować kolegę (lub koleżankę…) w potrzebie.

3. Łatki

Jeśli kiedykolwiek zdarzyło Ci się załatwić więcej, niż dwie dętki w ciągu jednej wycieczki, to wiesz, dlaczego warto na wszelki wypadek mieć też łatki i klej (nie zaschnięty!). Nieszczęścia chodzą parami!

Jeśli wyznajesz tubeless, możesz dodatkowo pomyśleć o zestawie naprawczym do opon bezdętkowych – załatasz nim większe dziury, z którym mleko nie dało sobie rady.

4. Łyżki

Czasem zbędne, ale siłowanie się z oponą zgrabiałymi paluchami nie należy do preferowanych zajęć na szlaku. Polecam jak najbardziej kolorowe – łatwiej je znaleźć!

5. Pompka

Sama w sobie raczej nie wymaga komentarza, rekomendacji, ani specjalnego kombinowania przy wybieraniu konkretnego modelu. Zamiast tego, pro tip: nawiń na pompkę kilka zwojów „taśmy MacGyvera”. Uwierz mi, prędzej czy później uratuje Ci ona dupę życie.

6. Mleczko do opon

Jeżdżąc na mleku, warto mieć małą buteleczkę w zapasie – na wypadek, gdybyś chciał powalczyć z bardziej opornymi dziurami, przez które zdążył już uciec (na Twoje buty) cały zapas, niegdyś wesoło chlupiący wewnątrz opony.

7. Pompka CO2

Dobra inwestycja, jeśli startujesz w zawodach i masz opony na mleku. Przy próbie „posadzenia” rozszczelnionej opony, w zasadzie niezbędna. Na odcinku specjalnym, zamiast sprowadzać rower, możesz spróbować „złotego strzału” z naboju CO2, który często ratuje sytuację i pomaga co najmniej dokulać się sprawnie do mety. Na zdjęciu: Kross Breeze.

8. Pompka do dampera

Trochę nieporęczna i ciężka, dlatego ja wożę ją tylko w początkowym okresie jazdy na danym rowerze, kiedy wiem, że ustawienia zawieszenia mogą jeszcze wymagać korekty.

9. Zipy

O mocnej taśmie klejącej już wspomniałem. W duecie z zipami, naprawi ona większość problemów dzisiejszego świata.

Plecak enduro - co spakować - części zapasowe

10. Zapasowe klocki

Zdarzyło Ci się kiedyś w ramach rutynowego przeglądu zauważyć zużyte klocki? Mi nigdy! Zawsze kończą się w górach, z zaskoczenia, zazwyczaj na zawodach. Trzymaj na dnie plecaka co najmniej jeden komplet do swojego modelu hamulców. Zwróć uwagę, żeby mieć też rozpychającą klocki sprężynkę (przy starciu okładzin do zera zazwyczaj ulega zniszczeniu).

11. Spinki do łańcucha

Mimo narzekania na coraz węższe i słabsze łańcuchy, ich pękanie raczej nie jest zbyt częstym problemem… Mimo to, warto mieć na czarną godzinę co najmniej jedną, nic nie ważącą spinkę. Zwróć uwagę, żeby była zgodna z ilością biegów w Twoim napędzie.

12. Hak przerzutki

To taki sprytny element, który zapobiega połamaniu przerzutki – zamiast wymieniać nowego XTR-a za sześć stów, wystarczy szybko i bezboleśnie wymienić na szlaku sam hak za kilkadziesiąt złotych. Oczywiście zakładając, że ma się go w plecaku…

Plecak enduro - co spakować - zestaw awaryjny

13. Apteczka

Zawartość apteczki to temat na oddzielny (długi!) wpis, ale moje niezbędne minimum to Octenisept (do odkażania ran i upierdliwych otarć), plastry (zazwyczaj schodzą na odciski…), bandaże (zajmują mało miejsca, a zawsze coś z nich ukręcisz – np. usztywnienie uszkodzonej kończyny lub wystrzałowy strój mumii), tabletki przeciwbólowe (najlepiej takie kompatybilne z alkoholem… bo enduro!).

14. Pokrowiec przeciwdeszczowy

Każdy dobry plecak ma go na wyposażeniu. Opisana wyżej zawartość raczej nie wymaga specjalnej ochrony przed wodą, ale warto oszczędzić sobie mycia plecaka po każdym błotnym tripie.

15. Kurtka przeciwdeszczowa

Narzędzia mogą sobie przemoknąć, ale Ty – lepiej nie. Muszę pisać, że pogoda w górach szybko się zmienia…? Warto mieć dodatkową, cienką warstwę, która przynajmniej pozwoli w miarę komfortowo przeczekać ulewę, czy chłodny wiatr na szczycie Pilska. Pakuneczek na zdjęciu to minimalistyczny Kross Brolly – szczerze polecam.

16. Gotówka

Portfel może „się zapomnieć” w aucie, a piwo w schronisku samo się nie kupi. Bilet na awaryjny kurs PKS-em po rozwaleniu roweru w burzy, 10 km od auta – też raczej nie.

17. Baton i/lub żel energetyczny

Suchy prowiant i mokre picie zawsze warto pakować na bieżąco, stawiając raczej na „normalne” jedzenie, ale awaryjny posiłek pozwalający przetrwać światowy kryzys energetyczny (lub noc spędzoną w lesie) zawsze warto mieć gdzieś na dnie plecaka.

Plecak enduro - co spakować - elektronika

18. Bukłak

Bidon na ramie ma swoje zalety, ale bukłak zawsze będzie najwygodniejszym i najpojemniejszym sposobem transportu paliwa. A odpowiednio zaniedbany, może też stanowić cenną ostoję rzadkich gatunków wodorostów.

19. Aparat

Jedyna rzecz na tej liście, która jest całkowicie zbędna i nieobowiązkowa, ale jednak warta rozważenia, jeśli chcesz pochwalić się swoją epicką wycieczką przed światem. Niektórzy wolą GoPro.

20. Smartfon

Przede wszystkim jako GPS z załadowaną (off-line!) dobrą mapą okolicy. Do tego jako rejestrator śladu (np. przez Stravę), alternatywny foto-pstrykacz, system rozrywki w oczekiwaniu na kumpli po srogim zjeździe i oczywiście… telefon (kto by pomyślał?).

21. Powerbank

Żeby spełnić te wszystkie funkcje, telefon musi mieć albo bardzo dobrą baterię, albo zapasowy prąd schowany w powerbanku. Jeśli nie planujesz kilkudniowej wyprawy, wystarczy jakiś podstawowy, mały i lekki model, o pojemności zbliżonej do pojemności akumulatora w smartfonie.

22. Mapa

Z powerbankiem bateria w telefonie z nawigacją raczej Ci nie padnie, ale smartfona można zabić na mnóstwo innych sposobów – zalanie w deszczu i upuszczenie na skały przy sprawdzaniu mapy podczas jazdy, są tymi najbardziej typowymi. Kiedyś mówiło się, że w górach ZAWSZE trzeba mieć papierową mapę.

Dziś coraz więcej osób to olewa, ale… w górach ZAWSZE trzeba mieć papierową mapę! Nawet jeśli polegnie ona na ulewie razem ze smartfonem. Przynajmniej jak już GOPR znajdzie Twoje wychłodzone i odwodnione ciało, nie napiszą Ci na nagrobku, że to przez to, że nie wziąłeś cholernej papierowej mapy.

23. Naklejki 1Enduro

W zasadzie nie wiem, po co miałbyś je ze sobą wozić, ale ja zawsze mam kilka przy sobie ;) Możesz zamówić je TUTAJ!


Tak mniej więcej wygląda zawartość mojego plecaka na jednodniowe wycieczki i zawody. Byłoby super, gdybyś krótko opisał w komentarzu swój „niezbędnik” – może ja, lub któryś z czytelników, zapomniałem w swoim zestawie o czymś ważnym…?


24. BONUS: Wasze propozycje!

Oto pomysły z Waszych komentarzy (WOW, dzięki za mega odzew!):

  1. Piwo ;)
  2. Scyzoryk Victorinox a.k.a. Nóż MacGyvera.
  3. Multitool „nierowerowy”, z małymi kombinerkami/szczypcami.
  4. Adapter do pompowania wentyli Presta za pomocą „przygodnych” pompek i kompresorów.
  5. Gaz pieprzowy na psy (niedźwiedzie…?) i dresy.
  6. Prezerwatywy ;)
  7. Gwizdek do wzywania pomocy (widoczny na zdjęciach plecak Krossa ma swój, wbudowany w klamrę pasa piersiowego).
  8. Zapasowa linka przerzutki (to zdecydowanie dobry pomysł!).
  9. Oliwka do łańcucha w małym opakowaniu (np. po kroplach do oczu).
  10. Lateksowe rękawiczki i zapalniczka, do naprawy rozciętej opony.
  11. Papier… „do twarzy” ;)
  12. Folia NRC, do ochrony przed wychłodzeniem, ale awaryjnie też przed deszczem.
  13. Małe lampki diodowe na wypadek nieplanowanego przedłużenia wycieczki.
  14. Zapasowy prąd do oświetlenia (na nightride’ach).
  15. Karta z danymi osobowymi, numerem ICE itp.
  16. Spinacz biurowy, ułatwiający naprawę łańcucha.
  17. Klucz do szprych, jeśli nie ma go w multitoolu.
  18. Kompas.
  19. Woreczek strunowy do schowania telefonu/aparatu w razie ulewy.

Plecak enduro - co spakować


Zobacz też powiązane wpisy:

 

  1. Jeśli chodzi o mapę to zdecydowanie preferuję laminowaną niż papierową- ta druga już na pierwszym tripie zaczyna się przedzierać.

    Reszta rzeczy się zgadza (poza akcesoriami związanymi z tublessami bo póki co jeżdżę na dętkach- zapasowa x2).

    Niedawno zdarzyło mi się robić dwa tripy bez pompki. Zapodziała mi się po wcześniejszym jak kumpel stwierdził, że weźmie swoją a ja moją rzuciłem gdzieś do auta. Koszmarne uczucie ale na szczęście nie trzeba było używać.

    Hak też wożę zapasowy, ale na początku kwietnia miałem przypadek, że pragnący towarzystwa patyk nawinął się na moją tylną przerzutkę i zrobił z jej wózka jesień średniowiecza- wózek rozerwany na dwie części. Po reanimacji kombinerkami dokończyłem tripa z jakimiś sześcioma przełożeniami dostępnymi z tyłu.

    Najgorsza rzecz, że zazwyczaj taszczę ze sobą lustrzankę i to z futerałem- zajmuje jedną trzecią plecaka 28 litrowego plecaka. Futerał jednak robi robotę bo mimo kilku gleb aparat jest wciąż w jednym kawałku. Teraz staram się ograniczać- kiedy wiem, że nie będzie zbyt spektakularnych widoków wystarczy kamerka.

    Ile waży Twój zapakowany plecak? Mój czasami dobija do 10 kg chociaż w trasie zrzuca czasami nawet 5 :)

    1. Z masą plecaka mam trochę jak z masą roweru – wkładam wszystko co potrzebuję, a masa jest tylko wynikowa. Z tą różnicą, że plecaka jeszcze nigdy nie zważyłem ;)

  2. Kiedyś w zimie musiałem przeprawiać się przez rzekę. Czołgając się po wąskiej i śliskiej belce, zacząłem się zastanawiać co by było, gdybym wpadł do wody. Zainspirowany tą myślą przeczesałem w domu internet. Okazało się, że bardzo polecany przy wzywaniu pomocy lub nakierowywaniu ratowników jest solidny GWIZDEK. Od tej pory wożę taki wynalazek ze sobą. Mało waży a skuteczniejszy od darcia japy w lesie :)

    1. Niektóre plecaki (jak np. ten Kross ze zdjęć) mają gwizdek zintegrowany w klamrze pasa piersiowego – fajne rozwiązanie, dużo lepsze od gwizdka na dnie plecaka, w momencie kiedy leżysz w jakimś wąwozie z połamanymi kończynami ;)

  3. – linka przerzutki, masa niewielka a jak może ułatwić powrót
    – klocki koniecznie ze sprężynka
    – zapasowe akumulatory do świateł
    – mini oliwa do łańcucha np w butelce po kroplach do oczu

    1. Bardzo dobre pomysły, zwłaszcza zapasowa linka przerzutki – jej brak faktycznie potrafi popsuć humor… ;)

      1. W wkraplaczu w takiej butelce trzeba zwykle powiększyć otwór bo olej jest za gesty. Co do smarowania są tez wersje „Race” ale jeszcze nie próbowałem takiego rozwiązania: tnij.org/swiry9v (skrót się tak sam wygenerował)

  4. Aż zerknąłem do plecaka i oprócz „wszystkiego” mam jeszcze nożyk
    Victorinoxa, przydaje się bardzo często więc myślę że warto dodać.

  5. Do naprawy opony bezdętkowej przydaje się zapalniczka i kawałek lateksu (rękawiczka, prezerwatywa). Wystarczy wetknąć w dziurę i podpalić. Jest duże prawdopodobieństwo uszczelnisz rozciętą oponę.

  6. Dodam jeszcze od siebie pożądny scyzoryk. Bo czasem w mooltitulu nie wystarcza („127 godzin”) :D
    tak na serio czasem czeba cos przeciąć grubego albo podważyć.

  7. Mały lethermann np skeletool. Lekki, a mini-kombinerki się czasem przydają.
    Jak już ktoś napisał, porcja oliwki w opakowaniu po kroplach do oczu.

  8. Super ZESTAW SURVIVALOWY …Nic ujać nic dodać – O sorry dodać warto malutkie szczypce najlepiej wygięte – Polecam bo wielokrotnie się przydały nie tylko mi ale kolegom.

  9. Warto też wozić ze sobą jakiś dokument tożsamości, żeby w razie wypadku ratownicy wiedzieli kim jesteś. Ja przygotowałem sobie wizytówkę z podstawowymi danymi o mnie, grupie krwi, lekach jakie zażywam oraz osobami z którymi należy się kontaktować w razie problemu. Na wypadek totalnej katastrofy dodałem też dopisek ze zgodą na pobranie organów :)

    1. Jest coś takiego jak ICE (In case of emergency). Można kupić taką kartę na której są wydrukowane nasze dane (np. tutaj: http://www.pck.pl/pages,181.html). W telefonie warto mieć dopisane ICE do nazwy kontaktu z którym służby mają się skontaktować w razie naszej „niedyspozycji”. Działa to w wielu krajach. I jeszcze jedna ważna rzecz, przed wyruszeniem na łubu-dubu, zlikwidować wszystkie piny i blokady ekranu w telefonie (zostawić tylko odblokowywanie przez przesunięcie)! Nikt nigdzie nie zadzwoni, jeśli nie będzie mógł odblokować Waszego telefonu, a założę się, że w szoku, to i sami zapomnicie o zabezpieczeniach, więc w najczarniejszym scenariuszu, z własnego telefonu nie będziecie mogli wezwać ratunku.

  10. – papier „do twarzy”? Serio nikt nie wozi?

    1. Papier zawsze!

    2. Papier albo chujzteczki warto mieć, ale jest to jedna z tych rzeczy, o których zawsze zapominam ;) A jak już mam, to zamaka… :(

      1. Liście łopianu :P tylko nie mylić z barszczem Sosnowskiego ;)

  11. Zawsze wrzucam 2 pary lateksowych rękawiczek. Po ewentualnych naprawach, nie muszę się zastanawiać, czy usmarowane łapy wkładać do moich wypasionych rękawiczek :) Rękawiczki zwinięte w rulonik i zabezpieczone gumką z dętki, nie zajmują miejsca i się nie plączą. A, i trzymam je w woreczku śniadaniowym, żeby upaprane spokojnie przewieźć do kosza. Poza tym, zawsze mam rulonik woreczków na psie kupy. Służą jako śmietnik na jakieś papierki po żelach i innych czekoladach. Nie martwię się, że mi resztki wypaprzą wnętrze plecaka.

  12. Zapomniałeś o innym, równie ważnym wyposażeniu ratującym życie: folia NRC. Wazy tyle co nic, ale pomoże ustrzec penitenta przed wychłodzeniem, a i przed deszczem awaryjnie ochroni.

    1. Ja mam porobione zestawy zapakowane w woreczek strunowy. Folia NRC, ogrzewacze chemiczne małe (do rąk) i duże (pod ubranie). Z całą rodziną (ja, żona i syn) mamy w sumie kilkanaście plecaków i w razie zmiany aktywności (góry, via ferraty, narty freeride, rowery) po prostu przerzucam zestawy do odpowiedniego plecaka nie martwiąc się, że czegoś zapomniałem. Każdy ma swój pakiet + dodatkowa folia NRC w apteczce. Mój zestaw jest zdecydowanie bardziej rozbudowany niż Wojtka. Linki, nóż, zapalniczka itp. To na rower, bo w góry wymagania rosną.

      1. Pakowanie wszystkiego grupami w woreczki to ogólnie dobry pomysł – zawsze wygodniej, jak dętkę ma się w woreczku od razu z łyżkami i łatkami. Zwłaszcza, jak się przekłada między dwoma plecakami.

    2. Dlatego napisałem, że apteczka to temat na oddzielny, solidny wpis ;) Mnie jakoś folia szczególnie nie przekonuje, chyba wolałbym przeznaczyć to miejsce na opatrunki elastyczne itp. Ale oczywiście warto mieć to i to.

  13. Ja zawsze mam też w plecaku mały scyzoryk z kilkoma funkcjami,np jak jakaś niewiasta na szlaku ma konserwę Tyrolską,albo paprykarz Szczeciński i nie ma otwieracza,a umiera z głodu..Oraz małą latarkę która waży tyle co nic,a zawsze może się przydać mimo to ze nie planuję powrotów z wycieczki bardzo późno..Pozdro..

  14. Dziękuję wszystkim komentującym za mega pozytywny odzew! Padło tyle dobrych propozycji, że postanowiłem dodać je do artykułu w punkcie 24 – aktualizowany na bieżąco! :)

  15. Oprócz wyżej wymienionych rzeczy, zawsze wożę ze sobą spinacz biurowy (pomaga przytrzymać dwa końce zerwanego łańcucha podczas jego naprawy) i przejściówkę zaworu Presta na Schradera.

    1. „trzecia ręka” to standard w skuwaczach i multitoolach np Topeaka. Pomocna bardzo .

  16. Kompas!Jak stracisz mape a powerbank do telefonu i sam telefon padnie, jakos sie gdzies dostaniesz. Pod warunkiem ze umiesz korzystać z kompasu. To oczywiscie opcja na jakies parodniowe tripy gdzies tam a’la Matt Hunter☺ Ja dodatkowo woże jeszcze tejpy medyczne. Pare razy sie przydały no i ten późniejszy fejm na singlu ☺☺☺

  17. Tak na marginesie. Piszesz „zestawie naprawczym do opon bezdętkowych” no właśnie jak wygląda taki zestaw? Próbuje załatać 4 mm rozcięcie na oponie tubeless ready i jakoś nie daje rady. Łatki do dętek nie trzymają i łatki do opon (samoprzylepne też nie). Co poradzisz?

    1. Może coś takiego: http://sahmurai.com/

      PS. Fajny (jak zwykle) art. I nawet wygląda na to, że mój plecak spełnia „wymogi” autora ;) :)

  18. Zawsze gorący klej, zapalniczka i zestaw do szycia podebrany z hotelu ;P. Zawsze coś porwę…

  19. Bukłak baristy rządzi. Widać, że Wooyek tripa bez 2-litrowego flat white nie objedzie :)

    Oprócz tych wszystkich rzeczy na myśl przychodzi mi jedynie klucz do szprych Park Toola (nigdy w sumie nie użyłem jeszcze w lesie, ale wciąż cieszy więc czemu nie?) i rękawiczki winylowe (do babrania się z zerwanym łańcuchem).

  20. Dodam od siebie 1 grosz.
    Ja dodatkowo wożę klucz do szprych, na kamienistych rąbankach zdarza się, że poluzuje się szprycha.

  21. Jak mapa to i kompas. Polecam kompasy SILVA ze względu na idiotoodpornosc. Warto mieć w razie W. Nie raz korzystałem.

  22. Ja papier do dupy mam zawsze w małym woreczku strunowym. Jeszcze nigdy nie zamókł :)

  23. a ja dodam w kwestii map coś od siebie:
    wiele moich wypadów jest w nieznane, czasami lubię opuścić szlak, sprawdzić jakąś ścieżkę itp. więc poza klasyczną składaną mapą turystyczną do plecaka (lub kieszeni) ląduje wydrukowana na A4 dokładniejsza mapa – czyli w skali 1:10000 – z reguły jest to print screen z geoportalu wraz z cieniowaniem. Bywało też, że robiłem ksero mapy turystycznej na a4, żeby oryginał dłużej przetrwał. Mogę ją złożyć i schować w kieszeń i mieć pod ręką bez ściągania plecaka w czasie błądzenia po lasach.
    Kompas też wożę – taki na karabinku ze znanej sieci sklepow sportowych.
    PS. nie korzystam z gpsow (jak na razie), jestem fanem map, a gps dla mnie to jedynie rejestracja trasy by potem na kompie odpalic ją w google earth.

  24. Genialny wpis. LUBIĘ TO!

    Ja często wożę ze sobą gumy do żucia (bo lubię) i jakoś raźniej mi się pedałuje, gdy szczęka pracuje.
    Ponadto w moim kołczanie prawilności (TAK, jestem jednym z tych co wolą torby biodrowe) mam ze sobą jedną małą tabletkę do uzdatniania wody (taką z wojskowej racji żywieniowej).

  25. Bardzo przydatny artykuł jak i komentarze. O gwizdku całkiem zapomniałem, że warto by wozić zwłaszcza jak się samemu po górach szlaja.
    No a jeśli chodzi o aparat to u mnie jest na pierwszym miejscu w plecaku – jeśli szykuje się gruby trip, warto mieć zapasowy akumulator! jeśli nie da się doładować z pałerbanka.
    Bez mapy też nie ruszam w teren, chyba że na dobrze znaną miejscówkę albo coś typu „single”.

  26. Jeszcze polecam woreczek foliowy, w który można schować smartfona/aparat w trakcie ulewy ;-)

  27. Niezły plejsment – plecak Krossa i worek Dakine tuż obok. To jakiś tajny sposób upgrade’owania plecaków Krossa? :D

    1. Niezbyt tajny – Kross nie ma w ofercie bukłaków.

  28. Zawsze mam ze sobą Durexy nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą :P

    1. Optymizm godny pochwały :D

  29. Może to dziwne w dobie smatrfonów ale zawsze mam w plecaku odtwarzacz mp3 z dodatkową baterią. Do tego błotnik ass saver, nie waży nic i nigdy nie użyłem,ale jest:)

Dodaj komentarz do tekstu 23 rzeczy, które zawsze powinieneś mieć w plecaku

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top