Czy enduro jest niebezpieczne?

Opinie, Zawody / 

W zeszłą sobotę, podczas zawodów Enduro World Series w Crested Butte doszło do tragicznego wypadku. Na trzecim OS-ie, prawdopodobnie w wyniku wewnętrznego urazu klatki piersiowej, zmarł Will Olsen, 40-letni lokalny rider. Zawody zostały odwołane.

To już drugi taki wypadek w MTB w przeciągu ostatnich dwóch tygodni, po śmierci Marka Kingstona na ścieżkach Swinley Forest. Tak tragiczna passa nasuwa pytanie: czy enduro jest niebezpieczne?

Crested Butte Will Olson wypadek

Źródło: profil FB Enduro World Series

Zazwyczaj rolę sztandarowego kolarskiego sportu ekstremalnego pełni downhill. A tymczasem w DH – odpukać – nie było wypadku śmiertelnego od roku, a wcześniej nie-wiadomo-kiedy.

Trasy zawodów enduro nie odbiegają poziomem trudności od tras DH i są pokonywane z podobną prędkością, a mimo to zazwyczaj:

  • nawierzchnia nie jest przygotowana, wygrabiona i poukładana – i dobrze, w końcu ścigamy się w naturalnym terenie;
  • na drzewach nie ma materacy, a nad stromymi spadkami siatek;
  • OS-y są pokonywane on-sight, bez wcześniejszego treningu na trasie;
  • wielu zawodników jest uzbrojonych tylko w otwarte kaski i ochraniacze na kolana, ew. łokcie;
  • trasy są długie i położone na odludziu, bez obstawy technicznej i kibiców, którzy mogą błyskawicznie zareagować.

Motocykliści, wychodząc z domu, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że każda przejażdżka może skończyć się tragicznie, w dodatku zazwyczaj nie z ich winy. My czujemy się dużo bezpieczniej – zwłaszcza w górach, gdzie większość zagrożeń zależy od nas samych. Warto mieć świadomość, że wypadki z najczarniejszym zakończeniem się zdarzają. Warto też inwestować w naukę techniki jazdy, a do tego jak najlepszy kask i ochraniacze. Ale czy od razu świadczy to o tym, że nasz sport jest niebezpieczny dla życia…?

Czy enduro jest bezpieczne

Każdy „normalny” człowiek pewnie stwierdziłby, że z bezpieczeństwem nie ma to wiele wspólnego, ale… / fot. EMTB.pl, Łukasz Szrubkowski, Krystian Maciejczyk

Każdy z nas ma te zagrożenia gdzieś z tyłu głowy, robiąc wszystko, żeby siedziały tam cicho i zbytnio nie przeszkadzały. Jazda na granicy, ryzyko i adrenalina są nieodłącznymi elementami układanki, które decydują o tym, że chce nam się ruszyć tyłek z kanapy. Wiemy, że możemy się wywrócić. Dociera do nas, że stosunkowo łatwo możemy złamać rękę, obojczyk, obić sobie tyłek czy nawet stracić zęba i doznać wstrząśnienia mózgu. Nikt nie bierze pod uwagę, że może nie wrócić do domu.


I słusznie.

Każda jedna śmierć na szlaku to wielka tragedia. Ale to tylko ułamek promila wszystkich bikerów czerpiących codziennie radochę z jazdy na granicy bezpieczeństwa. I przekraczających ją. Glebiących, obijających się, łamiących. A potem wracających.

Taki jest nasz sport: ryzykowny, ale w gruncie rzeczy… bezpieczny. Najwięcej zależy od tego, jak jesteś przygotowany fizycznie i sprzętowo. Jakiego masz skilla i ile hajsu wyłożyłeś na ochraniacze. Jak mocno ciśniesz i jak daleko wykraczasz poza swoją strefę komfortu.

Przez 99% czasu, Twoje bezpieczeństwo jest w Twoich rękach. Wolę to, niż stoczenie się autokarem z górskiej skarpy czy zgarnięcie z pobocza przez pijanego tirowca.

A głupie, niepotrzebne i tragiczne wypadki niestety się zdarzają.


Zdjęcie tytułowe pochodzi z profilu FB Enduro World Series.

  1. Of course William Olson’s fatal accident is a tragedy. But it is definitely false making a hype of it and condemn Enduro riding. Many more accidents happen in street traffic and elsewhere. I am doing professional mountain bike guiding: Always at the end of single track riding and back to the street with car traffic, I warn my guests that – back to street – bike riding becomes now really dangerous, because within car traffic you ride no longer self-determinated. http://www.pipobike.com

  2. Zasadniczo nie stratuję w zawodach i nie wiem jak to jest kiedy na starcie oesa puls rośnie, a na mecie adrenalina wylewa się uszami, ale wiem ze można porządnie zabawić się na rowerze i co najważniejsze bezpiecznie! Zeszły tydzień spędziłem w górach, nadymany jak balon, pałający żądzą wyżycia się i pojeżdżenia na maksa już po kilku km zaliczyłem bolesna glebę. Nie dało mi to jednak nic do myślenia, a dopiero po drugim przyziemieniu, które skutecznie wykluczyło mnie z jazdy następnego dnia, odebrałem sygnał ostrzegawczy, odrobiłem lekcje i zastanowiłem się co jest nie tak… Oto kilka subiektywnych wniosków: Przede wszystkim sugeruję wyłączyć napinę i wrzucić na luz! Na spokojnie rozjeździć się i „wjeździc” w teren. Dostosować prędkość do swoich umiejętności i kondycji. Stopniowo podnosić sobie poprzeczkę nie koniecznie przekraczając osobistą granicę bezpieczeństwa. Ostatecznie był fun, była adrenalina i była satysfakcja.

    1. Rady jak najbardziej dobre, ale tak jak piszesz – znajdujące zastosowanie głównie w jeździe „turystycznej” ;) Na zawodach potrzeba mega samokontroli, żeby cały czas grzecznie jechać w ramach granicy bezpieczeństwa…

    2. MĄDRZE PRAWISZ. Mam identyczne odczucia i doświadczenie. Spiną i nerwami w ramach ich wyładowania człowiek zrobi sobie tylko krzywdę :)

  3. Sport niebezpieczny jak każdy inny, ale podczas rywalizacji ryzyko drastycznie rośnie…
    Osobiście, podczas 25 lat mojego tułania po górach miałem dwie sytuacje gdzie Śmierć był blisko…
    Raz, znany i lubiany zadymiarz zalicza glebę, lądowanie brzuchem na pieńku, poważne obrażenia wewnętrzne, na szczęscie GOPR sprawnie zadziałał. W szpitalu powiedzieli, że za 5 minut było by za późno…
    Dwa, mniej znany ale równie lubiany fan jazzu. Gleba na PODJEŹDZIE (sic!) przy bardzo małej prędkości, dostaje strzał kierownicą w udo. Po nieudanej próbie rozmasowania cierpnącej nogi zawożę go do domu. Wieczorem dzwoni, ze jest po operacji przeszczepu zmiażdżonego fragmentu tętnicy! Gdyby pękła w górach moglibyśmy nie zdążyć…
    Wniosek zawsze miejcie korki (bar ends’y) w kierownicy, on miał akurat zgubiony.

  4. zwTo ja dorzucę swoje: wywrotka pod wyciągiem w Kasinie Wielkiej, na płaskim i technicznym żwirku, przy tempie emeryta – rozcięcie ręki pod łokciem 15 cm. Pierwszego dnia dwu tygodniowego urlopu :)

  5. Czy ja wiem czy taki niebezpieczny. Dużo bardziej kontuzjogenna (jest taki wyraz?) jest piłka nożna ;-)

  6. Czy Rower w górach jest kontuzjogenny? Owszem, może być, zwłaszcza jak ktoś rywalizuje w zawodach, albo jedzie z ekipą która lubi podkręcać( tu potrzeba dojrzałości i asertywności, by nie ulegać czasami głupim namowom w stylu „dasz radę, to tylko 1m drop! Nie bądź D…a”)no i same GÓRY to już dostateczna nauka pokory. Mnie obecny kształt Enduro MTB nie spasował, po prawdzie odłączyłem się lata temu ze względu na napinkę, na postępujące zmiany w kierunku uczynienia z tego drogich wyścigów w bardzo trudnym terenie, głównie nastawionym na zjazd( nie żebym nie lubił takowego! Często i gęsto sam podkręcam tempo, ale ja decyduję gdzie i kiedy, mając na uwadze że w domu czeka na mnie kochana żona, 7 miesięczna córeczka i 6 letni szkolniak) Enduro MTB to dla mnie długie jazdy, raczej samotne, to nie spinka na zawodach, raczej właśnie wyluzowanie się, przystanek na szlaku, jagody z lasu i obmycie spoconej twarzy w potoku. Każdy ma jednak inną definicję tego sportu i dobrze. Wracając do tematu, najwięcej wypadków zdarza się w domu :)! PZDR!

    1. Dobrze prawi, polać mu!

  7. Rower, góry i brak kontuzji … Owszem, ale tylko jeśli jest się rozsądnym. Spędziłem ostatnio 4 dni w żywieckim, plany były ambitne, jak zawsze ;) Spałem na Boraczej, jeździłem tu i tam. Tak się trafiło, że pojechałem w największe upały. Nie dość, że ciepło, to jeszcze mało znane tereny, bo większość czasu w górach, spędzałem w okolicach Wisły, czy Bielska. Pogoda i ilość spotykanych ludzi na szlakach, szybko zweryfikowała moje plany. Przez 10 godzin, spotykałem po 6 osób idących pieszo. Tym samym moje zapędy na ambitną jazdę odeszły w dal, a rozsądek wygrał ; poważna gleba i znajdzie mnie ktoś po dobrych kilku godzinach. Nie jeżdżę ęduro, ale zwykłe xc na HT i w paru miejscach wolałem zejść, niż później wspominać, jak to się ładnie wyje*****. Jak to już wcześniej napisano ; „każdy ma swoją granicę bezpieczeństwa” i jeśli nie jest jej pewny, nie powinien jej przekraczać, tym bardziej jadąc samemu.

    1. Ja wychodzę z założenia że samemu to można na szosę czy okoliczne pola, ale w góry jeździ się zawsze w towarzystwie. Nigdy nie wiesz czy nie trafi się jakiś pech, głupie potknięcie/dziura/kamień przysypany liśćmi i złamana noga – a ty jesteś na odludnym dzikim szlaku gdzie nikt nie chodzi a zasięg telefonu jest na szczycie tego 300-metrowego wzniesienia z którego właśnie zjeżdżałeś.

      No i towarzystwo to nie tylko bezpieczeństwo, ale także okazja do pogadania, poznania nowych ludzi, dodatkowa motywacja do poprawy kondycji/techniki, czy nawet oszczędność na paliwie (podział kosztów dojazdu). Ogólnie jazda po górach w towarzystwie to sama przyjemność.

  8. Niebezpieczne czy nie to zależy tylko od nas. Osobiście najwięcej gleb zaliczyłem na podwórku, a większość miejsc w których jeżdżę, jestem pierwszy raz. Najważniejsza zasada to znać swoje możliwości, umieć oszacować siły na zamiary czy to przed tripem czy w trakcie.
    Ochrona czy jej brak to już inna sprawa, każdy jeździ tak żeby czuł się bezpiecznie, tak jak lubi. Trzeba się nauczyć luzować gumę w majtach, podchodzić do tego bez spiny, wiedzieć kiedy odpuścić, jak to w życiu.
    Pozdrawiam z południa.

Dodaj komentarz do tekstu Czy enduro jest niebezpieczne?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Hajlajtsy: Joy Ride Enduro Zakopane

Hajlajtsy, Zawody / 

Mamy ledwie koniec lipca, a serie zawodów zaczynają nam się wykruszać… W niedzielę 26.07 odbyła się druga i ostatnia w tym roku edycja Joy Ride Enduro. Tym razem cały festiwalowy cyrk (i ok. 120 zawodników) odwiedził Zakopane.

Festiwal

Zdradzę Wam pewien sekret: niektóre „stałe fragmenty” tej relacji (m.in. wstęp) zacząłem pisać przed imprezą, żeby troszkę przyspieszyć publikację. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na Równi Krupowej faktycznie zobaczyłem… cyrk.

Joy Ride Enduro Zakopane baza zawodów

O curwa, ale kyrk!

Tego się nie spodziewałem. Spodziewałem się natomiast targów i atmosfery rowerowego święta jak w Kluszkowcach. Tego niestety akurat nie było – ilość wystawców była zdecydowanie mniejsza, a oderwanie downhillu i dualu (które odbywały się na Harendzie, kawał drogi od bazy festiwalu), oderwało jednocześnie bardzo dużą część uczestników.

Z drugiej strony, razem z maratończykami i garstką dirtowców, mieliśmy miasteczko zawodów w zasadzie dla siebie. Było więc profesjonalnie, ale kameralnie.

Organizacja

Odnalezienie się w tym cyrku było więc łatwe, za to jego organizacja musiała wymagać gigantycznych ilości wódki: współpracowały przy niej JoyRide, Enduro Trails, Rowerowe Podhale, a do tego Timedo i Stanisławski Race Timing – niezły kocioł, a nie wspomniałem jeszcze o lokalnych władzach, leśnikach czy góralach-właścicielach gruntów! Najwyraźniej wszyscy jednak się dogadali, bo choć były drobne niedociągnięcia, ogólnie wszystko zagrało.

Mi najbardziej podobał się bufet po OS3 w wykonaniu samego Siary – z ogniskiem, muzyką i… dość oryginalnym doborem napojów, które najwyraźniej zostały po uzgadnianiu szczegółów współpracy.

Darmowa porada dla wszystkich organizatorów: lekka, ambientowa muzyczka na mecie każdego OS-u nic nie kosztuje, a nawet bez wódki świetnie rozluźnia atmosferę!

Joy Ride Enduro Zakopane bufet

Bufet to nie tylko uzupełnianie płynów, ale też chwila na relaks przy wódce i bananie.

To, co z kolei najbardziej mi się nie podobało, to brak śladu GPS całej trasy zawodów. W sobotę nie była ona jeszcze w pełni oznakowana, a dojazdówki prowadziły czasem niezbyt oczywistymi drogami. Rozdawana zawodnikom mapka trasy była przy tym równie pomocna, jak wrzody żołądka. Porada na przyszłość nr 2: więcej kolorów!

Joy Ride Enduro Zakopane mapka

Cała trasa miała ok. 36 km i niecałe 1200 m przewyższenia. Mapkę, na której coś widać, znajdziecie tutaj.

Warto też odnotować, że pierwszy raz na Joy Ride dodano prolog w bazie zawodów. Ktoś tu chyba czyta 1Enduro ;) Zawodnicy byli wypuszczani na trasę w ok. 30-sekundowych odstępach, co trochę rozciągnęło stawkę przed pierwszym OS-em. Kolejek nie udało się wyeliminować, ale przynajmniej uniknęliśmy drugiej masy krytycznej na asfaltowej dojazdówce.

Joy Ride Enduro Zakopane biuro zawodów

OS1 był dość trudny, techniczny i ciasny, szeroka kierownica mogła przeszkadzać.

Tu należy się słowo wyjaśnienia: organizator trochę namieszał z numeracją odcinków, bo OS1 i OS6 polegały wyłącznie na zameldowaniu się w biurze zawodów. Na przyszłość proponuję zostać przy tradycyjnym nazywaniu prologu w bazie OS-em zerowym. Bardzo uprościłoby to rozmowy o trasie ;)

A jak już jesteśmy przy trasie…

Trasy

Po Szklaskiej Porębie wszystko, o czym marzyłem, to wielkie kamcory, techniczne sekcje i hardcore’owe ścianki.

Jeśli czytałeś hajlajtsy, to wiesz, że nic z tego nie jest prawdą. Ja jeszcze nie doszedłem do siebie, mój rower zresztą też nie, i miałem nadzieję, że połączone strumienie Rowerowego Podhala i Enduro Trails stworzą zajebiste ścieżki nastawione na fun, flow i co tam jeszcze jest na „f”.

Joy Ride Enduro Zakopane

Na szczęście się nie zawiodłem! Wszystkie odcinki były pełnokrwistymi, pokręconymi i pofałdowanymi singlami, podobnymi do tych serwowanych w Bielsku. Wymagały sporej dawki dokręcania i pompowania, więc było bardzo kondycyjnie i „enduro”. Sprawdzały też umiejętność pokonywania chyba każdego rodzaju zakrętów. Jeśli chodzi o hardcory, to jedynym była ścianka na końcu OS3. Na reszcie trasy o poziomie trudności decydowała głównie prędkość.

Niektórzy podobno narzekali, że było za łatwo, ale moim zdaniem takie nieco bardziej przystępne i luźniejsze zawody też są potrzebne.

Joy Ride Enduro Zakopane

W przeciwieństwie do imprez organizowanych przez EMTB, można zaryzykować stwierdzenie, że były to zawody „dla każdego”. Nie każdy jednak był w stanie uzyskać w nich dobry wynik (czego sam jestem najlepszym przykładem) ;)

Zawody „dla każdego”, w których nie każdy był w stanie uzyskać dobry wynik.

Poziom rywalizacji

Po sukcesie zawodów Enduro MTB Series w Przesiece (gdzie trasa do ostatniej chwili była tajemnicą) i dyskusjach na temat objeżdżania tras, zacząłem się zastanawiać (tak naprawdę to nie) nad wyrównywaniem poziomu rywalizacji. Joy Ride Enduro Zakopane pokazało, że da się to zrobić.

Po pierwsze, zawody odbywały się w niedzielę. Jest to do dupy z punktu widzenia ogłoszenia wyników, afterparty i odpoczynku, ale za to w sobotę każdy miał możliwość zapoznania się z trasą.

Najważniejszą rolę odegrała jednak pogoda. W „objazdową sobotę” panowała susza, a w nocy przed zawodami nad Zakopanem przeszła gwałtowna burza – padać przestało dopiero przy starcie zawodów. Dodatkowo wyrównało to szanse między trenującymi wcześniej na trasie, bo trudność i charakter odcinków zmieniły się nie do poznania.

Joy Ride Enduro Zakopane błoto

Fot. 2B Enduro Team

Zyskała też atmosfera zawodów, bo większość zawodników przestawiła się z napiętego „jestem pro, muszę walczyć o punkty w PES!!!” na wyluzowane „chcę płynnie i bez gleb dojechać do mety”. Jak widać, maseczki błotne wpływają na niektórych lepiej, niż snickers.

Dodatkowo atmosferę podkręcili liczni kibice – dzięki za doping!

Joy Ride Enduro Zakopane

Na wyrównany poziom rywalizacji wpłynęły też same trasy: długie i pokręcone jak węgorze po sztormie. Po objechaniu wszystkich OS-ów w sobotę miałem pogląd na to, czego się spodziewać, ale o patentowaniu linii nie było mowy. Tych OS-ów po prostu nie dało się ogarnąć po jednokrotnym objechaniu.

Wieczorem po obje(ź)dzie próbowaliśmy jakoś poukładać zdobytą wiedzę:

– Na którym oesie był ten chujowy podjazd?
– Eee…
– No wiesz, to chyba był ten, gdzie był ten korzeń…
– Yyy, korzeń…?
– Chyba trzeci, albo piąty?
– Idę po piwo.

Jedynie lokalsi mieli z górki – OS-y były w zdecydowanej większości znanymi wcześniej singlami Rowerowego Podhala, więc miejscowi riderzy mieli je obcykane. Było to widać w wynikach zawodów. Dla osób walczących o miejsca w środku stawki nie miało to jednak najmniejszego znaczenia.

Joy Ride Enduro Zakopane

Fot. Piotr Staroń, Joy Ride

Podsumowanie

Joy Ride Enduro Zakopane było więc udaną imprezą, z wyrównanym poziomem rywalizacji, zgraną organizacją, zajebistymi widokami i przede wszystkim: rewelacyjnymi, choć łatwymi trasami. Były to zawody zdecydowanie bardziej nastawione na dobrą atmosferę i fun z jazdy, niż na survival i popychanie granic. Czy to dobrze czy źle, to już kwestia gustu.

A jak wiadomo, o gustach się dyskutuje, więc: zdecydowanie dobrze!

Takie imprezy są potrzebne, chociażby po to, żeby przyciągnąć nowych zawodników, którzy po debiucie w Mieroszowie czy Szklarskiej, czym prędzej przerzuciliby się na brydża sportowego (w przerwach w rehabilitacji). Do tej pory taką funkcję pełniło Enduro Trophy. Mam nadzieję, że Joy Ride wypełni tą niszę, nawet jeśli tym razem niektóre serowe bułeczki zmiękły po nocnej burzy (prawie 15% DNS-ów na OS1 – bitch please!). Bardzo mocna stawka w Zako pokazała, że zawodnicy na wysokim poziome i tak przyjadą!

PS. Pamiętaj, że do końca sezonu została już tylko jedna okazja do pokazania kumplom, gdzie raki zimują. Zakreślaj w kalendarzu 3 października na Enduro Trails w Bielsku Białej!


Na koniec tradycyjnie streszczenie wyników: najładniejszy puchar zabrał do domu Sławek Łukasik, który dzień wcześniej wygrał też downhill. Wśród kobiet pozamiatała bezkonkurencyjna w tym sezonie Ela Figura (która również dzień wcześniej wygrała downhill). Najszybszym dziadkiem konsekwentnie został Roman Kwaśny, a wśród juniorów zwyciężył Stano Lubos.

Generalkę sezonu zgarnęli natomiast Remik Ciok, Ela Figura, Mariusz Gaweł (masters) i Oskar Masaryk (junior).

Wszystkie wyniki znajdziesz tutaj.


Linki do galerii zdjęć (uzupełniane na bieżąco):

http://www.1enduro.pl/zakopane-mateuszplonka
http://www.1enduro.pl/zakopane-barton
http://www.1enduro.pl/zakopane-2benduroteam
http://www.1enduro.pl/zakopane-piotrstaron

  1. Przybyłem, zobaczyłem, zakibicowałem..!
    A dzień przed zawodami koleżce z różowego Commencala zaplotłem jeszcze koło ;)

    Dobra impreza!

  2. Dziękuje za obiektywną ocenę imprezy.
    Pozdrawiam

  3. no jakbym tam był

  4. Linki do zdjęć nie działają :(

    1. Zdjęcia są na Facebooku, może nie jesteś zalogowany lub nie masz konta…?

  5. :) myślałem że PES to Powolna Eksploracja Singla .. a tu take o.

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: Joy Ride Enduro Zakopane

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Miejsca: Lago di Garda

Miejsca / 

Pamiętacie opis tras enduro na Srebrnej Górze? Marcel, odpowiedzialny za ich budowę, postanowił odwdzięczyć się relacją ze swoich wakacji, w nieco bardziej odległym zakątku Europy.

Opis i część zdjęć jest jego autorstwa. Tekst zredagowałem i uzupełniłem o własne doświadczenia i fotki z zeszłorocznego wypadu w to samo miejsce (moje uwagi są oznaczone przedrostkiem „1Enduro:” i kursywą).

Bo miejsce jest bez wątpienia kultowe…


Flow, prędkość, adrenalina i nowe wyzwania to elementy których potrzebuje do życia każdy endurnio. Tym razem poszukiwanie nowych wyzwań rzuciło mnie nad Jezioro Garda.

Miejscowe atrakcje

Rejon Gardy jest wakacyną mekką każdego antyfana tunezyjskich plaż: wspinaczka, żagle, base jumping, canyoning, via ferraty i wiele innych atrakcji czeka. A to wszystko przy genialnych widokach i jeszcze lepszej – w końcu włoskiej – kuchni.

Atrakcji jest co niemiara, więc jeśli przykładowy endurnio jedzie z rodzinką, to może być o nią spokojny. Będzie miała co robić, podczas gdy on będzie przemierzał bezkresne okoliczne szlaki.

Komentarz 1Enduro: Wszystkie te atrakcje czekają na Ciebie i Twoje… euro. Warto przygotować solidny budżet, żeby wykorzystać potencjał regionu, a nie być Polakiem-cebulakiem spacerującym przez tydzień po betonowym nabrzeżu. Są osoby jeżdżące nad Gardę budżetowo (spanie na dziko, mycie w jeziorze, żarcie z domu itd.), ale na takim podejściu, w tym miejscu zbyt dużo się traci.

Przykładowe fanaberie:

  • 1 wjazd wyciągiem: 16-20€
  • 1 wjazd bike-shuttle: 15-20€
  • via ferrata z przewodnikiem: 70-170€
  • canyoning: 60-140€

Jeśli chcesz mieć jeszcze więcej atrakcji, zaplanuj pobyt w trakcie Garda Bike Festival, na który zjeżdżają się najwięksi producenci rowerowi – jest okazja do obejrzenia i przetestowania nowinek sprzętowych. W ramach festiwalu odbywają się też m.in. zawody enduro, targi, koncerty itp. Hans Rey zaprasza, więc nie ma przebacz:

Kręcąc się po trasach, bardzo możliwe że jeden z tracków poprowadzi Cię przez Via Giovanni Segantini w Arco. Koniecznie wpadnij wtedy do lodziarni Tariffa na najlepsze lody na Świecie, robione przez lokalnego bikera.

1Enduro: nie brzmi to najlepiej, ale nie wiem, co Marcel tam przeżył, więc zostawiam tak jak jest ;)

Lago Di Garda Enduro Riva del Garda

Noclegi i parkingi

Zanim jednak wyruszymy w drogę, czas gdzieś zacumować. Ponieważ endurnie to często zwierzaki, to myślę że Camping ZOO w Arco będzie w sam raz. Będziecie się tam swojsko czuć, a na obolałe od jazdy mięśnie i kości idealnie zadziała chłodniutki basenik.

Lago Di Garda Enduro Arco ZOO Camping

1Enduro: Nocleg (również miejsce pod namiot!), warto zarezerwować z wyprzedzeniem – w sezonie, szukanie miejsca „na żywca” może skończyć się przykrą niespodzianką. Wiem coś o tym…

Poza Arco, noclegów możesz szukać w całej Riva del Garda, Torbole oraz w leżących dalej na południe Navene, Limone czy malowniczym Malcesine. Dzięki temu zamiast chłodzić się w baseniku, odpoczniesz na plaży i w krystalicznie czystym jeziorze. Konkretnych miejsc najlepiej szukać na Booking.com.

Wybór mniejszej miejscowości wiąże się jednak z koniecznością dojeżdżania do „centrum” (Riva/Torbole) ruchliwą „nadmorską” drogą. Warto więc mieć w zanadrzu samochód. Na miejscu możesz zaparkować za darmo, jeśli tylko wiesz gdzie. Bardzo dobrym miejscem jest ta uliczka blisko centrum, możesz też skorzystać z parkingu Panorama w górnej części Torbole. Warto zapamiętać te dwa miejsca!

Lago Di Garda Enduro beach

Tarpanem pod górę, czyli bike-shuttle i wyciąg

Nocka za nami, wstajemy i ruszamy. Pierwszy kierunek: Torbole. Są tam co najmniej dwie firmy, które wożą bikerów tarpanem pod górkę, a ponieważ w przeciwieństwie do licznych dojcze turisten, nie miałem super wypasionej bateryjki, która wciągnęłaby mnie na szczyt, to od tego trzeba było zacząć. Przypomnę, że jeziorko leży na 69 m n.p.m., czyli po wdrapaniu się na 1700 metrów, praktycznie tyle samo lecimy w dół!

1Enduro: Większość przewyższeń pokonuje się tu za jednym zamachem, co potrafi skutecznie odebrać chęć do życia i pozwala przemyśleć sens istnienia e-bike’ów. Podwózki busem i wyciągiem to moim zdaniem opcja, którą zdecydowanie trzeba uwzględnić w budżecie. Podjazdów i tak nie zabraknie.

Lago Di Garda Enduro Tremalzo

Wracając do tarpana: żeby nie było za drogo, potrzeba minimum 4 chętnych (cena to wtedy 15-20 euro zależnie od kursu). Poza sezonem może to być problem, więc jeżeli chcecie pojeździć bez stresu, wybierzcie się większą grupą.

1Enduro: W sezonie z kolei jest odwrotnie: miejsce w busie warto wykupić co najmniej dzień wcześniej.

Lago Di Garda Enduro Limone

Warto wspomnieć też o Funivia, czyli gondolce zabierającej ok. 40 rowerów z ludkami, która wywozi z Malcesine na Monte Baldo – 1760 m n.p.m. Jest to jedyny wyciąg w okolicy i generalnie mimo wysokiej ceny (16-20€ zależnie od godziny, za jeden wjazd na samą górę) warto z niego skorzystać, pamiętając o wcześniejszym sprawdzeniu godzin kursów dla rowerzystów.

Lago Di Garda Enduro Monte Baldo

Trasy

Wchodzę do ufficio i pytam o klimaty na trasach. A gość mi na to, że mają tu pierdyliard kilometrów ścieżek (w tym przypadku to dwa razy więcej, niż w Strefie MTB Sudety, czyli około 1000 km) i zaczyna opisywanie…

  • Sentiero 601 (Monte Altissimo): na tej jest bardzo technicznie i… atletycznie. Tłumacząc na nasze: jedziesz 5-8 km/h po wysypisku głazów wielkości dużego telewizora. Dla tych, którzy nie pamiętają, chodzi mi o telewizor marki Rubin nie jakąś tam cieniutką plazmę. Jazda trwa 2 godzinki i często określana jest mianem „klasyki freeride’u”. Wniosek z trasy: trzeba w domu robić więcej pompek :)
  • Val del Diaol („The Skull„): technika, flow, jumps & rock gardens. Tym razem jedziemy trochę szybciej, 10-15 km/h – oczywiście dotyczy to w miarę normalnych rowerów do 160mm skoku. Rock garden to nie skalniaczek mamusi, to lita skała, na której pieruńsko trzęsie. Telewizory już mniejsze, za to bardzo śliskie. Flow jest więc okupiony niemałym wysiłkiem – nie jest to wysypana żwirkiem dróżka rodem z Rychleb. Jumps – to znaczy, że Italiano ruszył tyłek, wziął narzędzia i podłubał trochę w lesie. Efekty nie są imponujące, ale widać na ścieżce ingerecję człowieka. Lekko podskrobane bandy, małe hopy, nawet jeden stolik się trafił – ze wszystkich okolicznych tras, ta ma charakter najbliższy DH.
  • Są też oczywiście trasy panoramiczne z pięknymi widokami, które trzeba przejechać, żeby cyknąć parę ładnych fotek. Absolutna klasyka okolicy to Tremalzo, gdzie w dolnej części jest dużo fajnych możliwości zjazdu, ale początek to (malowniczy) szuterek z milionem dojcze turisten pchających się pod górkę.

Lago Di Garda Enduro Tremalzo switchbacks

1Enduro: Marcel opisał 3 klasyczne trasy, które są w zasadzie punktem obowiązkowym każdego wypadu nad Gardę. Więcej przykładowych tras znajdziecie np. na stronach przewodników czy organizacji, a tracki GPS w serwisach GPSies i RideWithGPS.

Kilka nazw na dobry początek poszukiwań: Coast Trail, Anaconda, The Serpents Trail, Dosso dei Roveri, Naranch Trail.

Możesz też skorzystać z książki Garda GPS Bikeguide i dołączonych do niej map i tracków. Najbardziej skorzystają z niej osoby nastawione na dłuższe wycieczki all-mountain.

Lago Di Garda Enduro MTB Tremalzo

Polecam też kupić mapę i próbować samemu odkrywać różne warianty dotarcia z góry na dół. Poczujesz dreszczyk emocji i element przygody, który powinien mieć miejsce zawsze, kiedy endurnio rusza na wakacje.

1Enduro: Mapa to faktycznie dobra inwestycja, a jeszcze bardziej przydatna będzie wersja elektroniczna w telefonie – wszystkie szlaki są oznaczone na czerwono, więc czasem warto upewnić się o wyborze dobrej drogi. Do tego dochodzi gigantyczna sieć nieoznakowanych ścieżek, do których znalezienia przydadzą się tracki GPS.

Szukając na mapie „elementu przygody” miej na uwadze, że w przeciwieństwie do Sudetów czy Beskidów, nie wszystkie szlaki są tu przejezdne na rowerze. 4-godzinny asfaltowy podjazd zakończony schodzeniem pionową via ferratą z rowerem (i duszą) na ramieniu raczej nie przerodzi się w miłe wspomnienie z wakacji. Podobnie, jak 20-kilometrowy zjazd szutrem. W deszczu. Warto więc swoje typy skonsultować z lokalnymi riderami i przewodnikami, którzy wskażą najlepsze fragmenty, a inne wybiją z głowy.

Lago Di Garda Enduro MTB trails

Którym by tu szlakiem… Może czerwonym?

Podsumowanie

Po tygodniu nad Gardą masz slicka z tyłu, klocki do wymiany, większą klatę, plus moc wrażeń i fotki pięknych widoków na fejsa. Generalnie warto, choć trzeba pamiętać że łatwo nie jest. Ale endurnio zazwyczaj nie lubi łatwo :)

Marcel – endurnio
Trasy Enduro Srebrna Góra

Lago Di Garda Enduro Riva del Garda

1Enduro: Mi w pamięci utkwił specyficzny charakter tras: bardzo luźna, kamienista nawierzchna, zarówno drobna, jak i „telewizorowa”, często ostra i bardzo zniechęcająca do bliższego kontaktu. Podobnie jak ekspozycja wielu szlaków. A o błąd nietrudno, bo przyczepność na sucho jest słaba, a na mokro dramatyczna. Do tego, jak to w Alpach, dochodzą liczne odcinki szutrowe i dłuuuugie asfaltowe podjazdy.

Długość zjazdów i widoki cudowne jak woda z Lichenia potrafią dużo wynagrodzić, ale moim zdaniem nie jest to miejsce dla każdego – żeby naprawdę się wyjeździć, potrzebne są umiejętności, kondycja i obycie w górach. Z podsumowaniem Marcela zgadzam się więc w 100%!

Lago Di Garda Enduro Tremalzo tunnel


PS. Macie więc wrażenia dwóch osób za jednym zamachem – biorąc pod uwagę popularność Gardy, na pewno znajdzie się ktoś jeszcze, kto w komentarzu podzieli się swoimi uwagami i trasami. Prawda? :)

  1. Ubiegłoroczny pobyt nad Garda już na zawsze będzie mi się kojarzył z najgorsza pogoda na jaka można trafić w lipcu we Włoszech i wizyta w mega trudnym Paganella bike parku. Ale zgadzam się z autorami widoki i jedzenie są tam mega ;)

    1. Nie wiem, czy w moich komentarzach widać brak większego entuzjazmu, ale ja też miałem 10 dni deszczu ;) Ech, włoskie słońce…

  2. Dodam opis rejonu GARDA od siebie może się INFO komuś przyda :

    http://emtb.pl/forumo/showthread.php?tid=13789

    1. Twoja galeria/relacja jak zwykle fajna i przydatna, bo bardzo dużo pokazuje „od kuchni”, a nie tylko starannie wyselekcjonowane i podrasowane widoczki pocztówkowe (takie, jak w powyższym artykule) ;) Dzięki za link!

  3. Mogę polecić nowo powstałą ścieżkę (podobno w zeszłym roku) Naranch Trail , zaczyna się z Santa Barbara, genialna szybka trasa – bardzo niegardziańska.
    Zamiast szutrem z Tremalzo wolę zjechać szlakami 222-218-Paso Nota- 422 i na dojechanie 429.
    Z nazwą Dosso dei Roveri trzeba uwazać, bo są dwa takie miejsca. To w masywie Monte Baldo (które zapewne autor miał na myśli), podobno fajne choć nie byłem. I drugie, ponad Limone na szlaku 136 (często nie zaznaczanym na mapach), genialne widokowo ale to bardziej spacer z rowerem, no chyba, ze się jest Danny’m MacAskill’em ;) https://www.youtube.com/watch?v=dfRz4niodKE

    1. Dzięki! Naranch Trail wygląda super, dodałem do artykułu. Alternatywna wersja Tremalzo też ciekawa, bo nikt raczej nie lubi tracić wysokości szutrem, nawet jeśli dzięki temu jest czas na podziwianie widoków.

      Co do Dosso dei Roveri, to tak – miałem na myśli ten po stronie Monte Baldo. Mnie szczerze mówiąc ten szlak nie porwał – kamienisto-żwirowy singiel przez las, z dwoma-trzema miejscami widokowymi. Ale ogólnie, lekko mówiąc, nie miałem dobrego dnia jak tam jechałem, więc nie warto go skreślać z mojego powodu ;)

  4. Naranch trail jest dluga, tylko gorne fragmenty sa szybkie, nizej jest kreto stromo i… slisko. Bardzo fajna – ale trudna

    1. Czyli jak to nad Gardą – albo trudno, albo nudno ;)

  5. Naranch Trail jechany po mokrym faktycznie może być śliski – sporo tam ziemistego podłoża. Na sucho to OGIEŃ! A jeszcze na dodatek miałem dobre „zające” przed sobą, Kubeon i Luis nie mają zwyczaju opierdzielać się na trasie :) Solo nie jechałbym tak szybko!

  6. Na Naranch Trail przestrzelilismy jedne zakręt w prawo (w górnej części) i jak się okazało poprowadziło trafiliśmy na 3 km singla z super flow, łagodne zakręty i prędkość nad świetlna. Następnego dnia jechaliśmy ponownie Naranch Trail już zgodnie z przebiegiem i doszliśmy do wniosku ze jednak warto zboczyć i śmignąć tym singielkiem.

  7. Bardzo fajna relacja, od siebie dodalbym, ze będąc nad Garda, pod koniec wykazdu trzeba się sprawdzić i zjechać sentiero 102,111 i 112 z okolic Limone. To są prawdziwe klimaty. 601 do Torbole duzo łatwiejsza niz wynika z powyższego opisu – dobra na rozgrzewkę, do zjechania ‚godnie’ nawet na rowerze xc :-)

  8. Panowie jakie oponki polecacie na Gardę np. z Maxxisa, który model? aby nie było rzeźni na podjazdach asfaltowych a w dół było w miarę trzymanie
    Kto zdecydował się na bułowanie do góry niech odpowie: ile km wychodzi średnio od poziomu jeziorka do szlaków rowerowych na grani? i ile czasu to zajmuje jadąc średnim tempem ?

  9. Parking Panorama od 2016 płatny.

  10. Hej Mam 2 pytanka (będę nad Gardą od 24 czerwca 2016 przez 2 tygodnie jakby ktoś chętny na trail w tym terminie to pisać)
    Jak dostać się najlepiej z Torbole do Santa Barbera – Naranch Trail no i czy ten Naranch Trail jest oznaczony.

  11. Grazie mille for the amazing article!
    Hope to see you soon again.
    Fam.Salvaterra

  12. Nr 1 zdecydowanie Monte Zugna – zogrganizowany freeride z LucaBikeShuttle
    Nr 2 – the skull – kosmos traska

    Naranch i anaconda trudno znaleźć trasę w drugiej części, mi się najmniej podobały

    601 – super ale trudna, od groma luźnych kamolców

    Navene trail – zjeźdżałem w ciemnościach ( po złapanej gumie godzinę przed zmrokiem) – łatwy, ale luźna nawierzchnia

    Tremalzo – kosmos widoki

Dodaj komentarz do tekstu Miejsca: Lago di Garda

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top