Blog 1Enduro po trzech miesiącach

Blog / 

Blog 1Enduro przyszedł na świat 19 marca 2015, czyli ok. 3 miesiące temu. Po pierwszym kwartale, czas na małe podsumowanie.

Czy ktoś to czyta?

Tak, Ty właśnie to czytasz :)

A oprócz Ciebie czytało jeszcze 11 000 osób (więc wiem na pewno, że nie tylko moja mama tu zagląda).

Na stronie w tym czasie pojawiły się 42 publikacje, z czego 16 było dostępnych w dniu startu bloga. Niby mało, ale wszystkie to autorskie teksty, których nie znajdziesz nigdzie indziej.

Zostały one wyświetlone ponad 188 000 razy. Gdyby 1Enduro było czasopismem w poczekalni do dentysty, to papier byłby już nieźle wymemłany…

Biorąc pod uwagę, że wstępny plan w wariancie optymistycznym zakładał 100 odsłon dziennie, to popularność bloga uznaję za duży sukces :)

1enduro-statystyki-kwartal

Ale to nie koniec, poza czytaniem lubicie też pisać, bo pod artykułami jest już ok. 300 wartościowych komentarzy (czasem zdarzy się Wam skomentować pod złym wpisem, ale przez 3 miesiące nie musiałem nic cenzurować ani usuwać).

Lajkujecie też na Facebooku – w czerwcu pękł próg 1000 fanów.

Żeby nie było za łatwo tego wszystkiego ogarnąć, piszecie też często w moich blogowych wątkach na forum EMTB i ET oraz bezpośrednio na maila – dzięki za to wszystko! :) Cyferki cyferkami, ale to właśnie rzeczywisty, merytoryczny kontakt z Wami daje największego kopa do pisania coraz lepszych rzeczy.

Czy rzuciłem już pracę?

Tak. Po czym kolejnego dnia zacząłem nową ;)

Niestety, jeśli chodzi o zarobki, to na razie nie mam się czym pochwalić. Saldo konta AdSense to zawrotne 55,20 zł (roczne utrzymanie strony to ok. 300 zł). Największy zysk to 2 darmowe starty w zawodach i 2 propozycje darmowego transportu w Alpy. Odrzucone z powodu nowej pracy…

Przygotowanie jednego wpisu to minimum jedna pełna dniówka, więc 42 wpisy to okrągłe 2 miesiące pracy na pełny etat przy stawce 33 gr za godzinę. Planujesz zostać bogatym rowerowym blogerem? Większą fortunę zbijesz na rynku fastfoodów ;)

1Enduro stopniowo staje się jednak coraz lepiej znanym i docenianym miejscem, więc mam nadzieję, że za kolejny kwartał podsumowanie będzie pod tym względem bardziej spektakularne ;)

Żeby to ułatwić, w stopce pojawił się nowy link: Współpraca. Ciekaw jestem, co o tym myślicie?

Co dalej?

Powyższa informacja może sugerować jakiś nowy, komercyjny kierunek rozwoju bloga – nic podobnego! :)

Przede wszystkim możesz liczyć na więcej tego samego, czyli:

  • opinie na tematy związane z enduro;
  • porady sprzętowe i zawodnicze;
  • testy części i akcesoriów;
  • relacje z zawodów i imprez;
  • nowinki i trendy.

A poza tym parę nowości, których zwiastun może już wpadł Ci w oko:

  • miejsca, czyli opisy łatwych do ogarnięcia enduro-miejscówek, które powinieneś odwiedzić (póki co, zasłużenie załapała się Srebrna Góra – w tekście wyjaśniłem formułę tej nowej tematyki);
  • skill, czyli lekko kontrowersyjny poradnik techniki jazdy autorstwa średniaka-samouka (mała zajawka w tekście o ściganiu on-sight, a już niedługo pierwszy „prawdziwy”
    poradnik).

W swoich komentarzach na temat bloga często życzycie mi, żeby nie zabrakło tematów i zapału do pisania. O to nie musicie się martwić, lista planowanych tekstów zaczyna wymykać mi się spod kontroli ;)

Trzymajcie jednak kciuki za lepszą współpracę z firmami, dzięki której dobrych artykułów będzie jeszcze więcej. Póki co, nadal możecie liczyć na przynajmniej jeden nowy wpis tygodniowo.

Podsumowując, dla wszystkich, którzy choć raz w ciągu tych 3 miesięcy odwiedzili 1Enduro: DZIĘKI! :)

  1. Siema! Pełen szacun, genialna formuła poł żartem, pół serio, lekkostrawne teksty i super testy. Byle tak dalej a będziesz gonił najlepszych! Każdy kiedyś zaczynał, a tu są zadatki na prawdziwy rebeliancki portal :)

  2. „czasem zdarzy się Wam skomentować pod złym wpisem, ale przez 3 miesiące nie musiałem nic cenzurować ani usuwać”

    Nie wiem czy blog stoi na jakimś gotowym silniku czy dedykowanym ale wydaje mi się że tu chyba jest jakiś bug – kiedyś skomentowałem wpis a potem przypadkowo znalazłem pod innym i jestem prawie (zaznaczam prawie :)) pewien że nie czytałem tego wpisu w tamtej chwili :)

    A tak poza tym to dobra robota – tak trzymaj, widać że masz do tego smykałkę :)

    1. To raczej wynika z tego, że jednocześnie są wyświetlane 3 artykuły. Jak się przed skomentowaniem nadusi „End” albo przewinie na sam dół, to zamiast komentować pod pierwszym, komentuje się pod ostatnim wyświetlanym tekstem.

  3. Odnośnie linku „Współpraca” – myślę, że bardzo dobrze że się pojawił :)

    Blogi tego typu potrafią być bardzo opiniotwórcze, do tego jeśli tylko autor poleca rzeczy które sam by kupił (a znając atencję do detalu to w to nie wąpię ;) ) to czemuż reklamować kogoś za darmo :)

    Jedynie – pozycja „display – banner” nie bardzo mi się podoba, dobry produkt broni się sam, nie trzeba się nim afiszować – a bannery to trochę zaszłość z poprzedniej epoki – i jeśli się takie tu pojawią to pierwszy ustawię na nie filtr w adbloku ;)

    pozdrawiam,
    foxiu

    PS. Książki Kominka ci mogę pożyczyć, chyba że masz :P

    1. Książki mam, dzięki :)

      A bannery to faktycznie oldschool o nikłej skuteczności, ale czasem warto dać jako dodatek, żeby np. nie było wątpliwości co do współpracy z daną firmą. I na pewno nie więcej, niż jeden :)

  4. Pytanie techniczne: Co to jest „współczynnik odrzuceń”?
    No i oczywiście gratki za udany start.

    1. „Współczynnik odrzuceń” mówi o osobach, które wyświetliły tylko jedną stronę i spi…uciekły.

      Czyli np. o panu Zbyszku, który wszedł na główną, zobaczył że nie ma nic o motorach i uciekł. Albo o Ani, która kliknęła link do artykułu na fejsie, ale był dla niej tak nudny, że nawet nie udało jej się doscrollować do tekstu wyświetlającego się poniżej ;)

  5. Czesc, szacun przede wszystkim! gratuluje po-czytalnosci :) przypominam o zaproszeniu na trojmiejskie trailduro, pozdrawiam

  6. Bardzo fajnie się czyta
    czekam na nowe wpisy
    ( wiem że nie tylko ja)
    pozdrowienia ode mnie i mojego spectrala

  7. Fajny blog, z chęcią wracam :)
    Tak trzymaj!
    Dzięki

  8. Maksymilian.Sleziak@gmail.com

    Oby tak dalej! :-)

  9. Hej! Hmm… Ja raczej nie nazwał bym tego super tworu blogiem, a raczej zajebistą stronką o enduro:) Od jakiegoś czasu załapałem zajawkę na enduro, więc w każdej wolnej chwili czytam i oglądam co się da chociaż czasu mało, a weekendami męczę swojego hardtail’a:) Uczę się jeżdzić na rowerze w wieku 32 lat i cieszę się jak dziecko z paczki żelków. Czekam na artykuły o „skillu”, bo mój na razie jest mizerny, podjeżdżam w kółko (z 50 – 100 razy) pod górkę na jednym kole (albo raczej próbuję), a z górki staram (przez duże „S”) zrobić manuala:) Oj, rozpisałem się, krótko mówiąc… Zajebista Robota:) Pozdrawiam!

  10. Marek Janikowski

    jest serce, energia, pasja i dobre pióro co więcej trzeba do sukcesu…

  11. Heja, nie pamietam jak tu trafilem, ale blog pierwsza klasa. Bez napinki i z jajem, super sie czyta.

  12. Cześć. Blog Michała uważam za super. Michałowi chcę również w tym miejscu podziękować za ogromną pomoc w ustawieniu baika!
    Życzę kolejnych sukcesów, tak dużych jak ten blog.
    Pozdrawiam serdecznie.

  13. Chłopie i oby tak dalej…Fajne artykuły recenzje i testy…Miło się czyta dla tych początkujących i tych mocniej wtajemniczonych…Pozdro…

  14. Trudno znaleźć w necie teksty, które czytałoby się przyjemniej. Powodzenia!

  15. Kwota na Twoim Adsens jest podejrzanie mała- jak za tyle wyświetleń. Adbloki już chyba przejęły większość urządzeń. Swoją drogą reklam za wielu to tutaj nie ma (albo mi się nie wyświetlają), więc może to jest przyczyną, bo CPC wydaje mi się nie najmniejsze. Pisałeś to pół roku temu i mam nadzieję, że sytuacja się trochę zmieniła ;)

Dodaj komentarz do tekstu Blog 1Enduro po trzech miesiącach

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Jazda on-sight czy trening na trasie?

Opinie, Porady, Skill, Zawody / 

Są takie tematy, które zawsze, niezawodnie powodują kontrowersje i buzacje wśród uczestników zawodów enduro. Jeden z nich niedawno omówiłem, kolejna kwestia to objeżdżanie trasy przed startem, które powoduje większe oburzenie, niż Conchita Wurst i Justin Bieber jako nowi prezenterzy Top Gear.

Kwestia ta powtarza się w kółko, co jest dość wyraźną wskazówką, że nie da się jej tak po prostu wziąć i rozstrzygnąć. Co nie znaczy, że nie spróbuję :)

Większość organizatorów publikuje trasę kilka dni przed zawodami. Daje to szansę na zapoznanie się z planowanym dystansem, przewyższeniem, rozmieszczeniem schronisk, barów i sklepów monopolowych, ale też na objechanie odcinków, zanim stoper ruszy.

Nie każdy jednak może z tej możliwości skorzystać i duża część zawodników jedzie on-sight, czyli „na żywca”, bez jakiegokolwiek wcześniejszego zapoznania z trasą – co powoduje, że poziom stawki nie jest wyrównany. W dodatku podczas normalnej jazdy po górach, raczej z zasady unika się powtarzania tych samych szlaków. Dla niektórych jest to więc kolejny element zawodów wypaczający ideę enduro.

Po co więc to robić, kiedy lepiej unikać, a jak już robić, to jak najlepiej się za to zabrać?

Za i przeciwy

Argumenty zwolenników i przeciwników treningu na trasie są mniej więcej takie:

ZA: objeżdżanie trasy to bezpieczeństwo zawodników

Poziom trudności odcinków specjalnych bywa wysoki i z pewnością nie każdy jest w stanie przejechać 100% trasy, przetaczając się na ślepo po wszystkich przeszkodach. Najtrudniejsze elementy, czyli ścianki, rock-gardeny czy elementy do skakania (hopy, dropy), potraktowane z marszu i w dodatku pod presją czasu potrafią zaskoczyć nawet bardziej zaawansowanych riderów i wywindować wysokość faktury za obsługę medyczną imprezy. Niektórym sekcjom po prostu trzeba wcześniej się przyjrzeć i zaplanować linię przejazdu lub zadecydować np. o skakaniu lub ominięciu danej hopy.

PRZECIW: objeżdżanie trasy to nieuczciwa konkurencja

Ścigamy się zwykle w sobotę, a trasa publikowana jest w poprzedzającym tygodniu, więc żeby ją objechać, trzeba zaplanować wypad na parę dni: przekonać żonę, wybłagać urlop, znaleźć nocleg, podrzucić komuś dzieci, psa i odmówić kolegom piątkowego wypadu na wódkę. Dla osób umoczonych w korpo, może to być przeszkoda nie do przeskoczenia. Premiuje to lokalnych zawodników, którzy mogą wyskoczyć na trasę po pracy (a przed wódką). Osoba przyjeżdżająca w dniu zawodów z drugiego końca polski stoi na z góry przegranej pozycji.

ZA: objeżdżanie trasy to szansa dla przyjezdnych

Z drugiej strony można założyć, że lokalsi i tak znają wszystkie ścieżki i mają przewagę, podobnie jak zawodnicy, którzy startowali w danej lokalizacji we wcześniejszych latach (o ile trasa jest podobna). Objazd trasy to szansa dla osób, które odwiedzają dane miejsce pierwszy raz w życiu i chciałyby nawiązać w miarę wyrównaną walką z bardziej zorientowanymi w terenie kolegami. O ile oczywiście przekonają żonę, wybłagają urlop…

PRZECIW: enduro to nie downhill

Traktując zawody enduro jako wycieczkę z kumplami po fajnych szlakach, z dodatkowym elementem rywalizacji, trudno się zmusić do przejechania tej samej trasy dwa dni z rzędu. Eksploracja nowych miejsc to przecież nieodłączny element enduro. Objeżdżanie może zabić ten klimat, wprowadzając niepotrzebną spinę. Kto kiedykolwiek uczestniczył w wieczornych dyskusjach uczestników w przeddzień zawodów, wie o czym mówię…

 

Czy to faktycznie coś daje?

Jeśli jesteś początkujący, a ściganie traktujesz w 100% rekreacyjnie, czasem wcześniejsze zapoznanie z hardkorami na trasie może być zniechęcające. Zamiast porządnie się wyspać przed zawodami, tysiąc razy przeanalizujesz w głowie te wszystkie ścianki, kamienie i uskoki. Czy dam radę? A co jak wyglebię albo będę musiał sprowadzać? Czy dziewczyny będą się ze mnie śmiały? Może zrezygnuję? Zawody to nie dla mnie… 

Objazd trasy zawodów enduro czy jazda on-sight

Objazd trasy to szansa na pojeżdżenie w nieco bardziej kameralnych warunkach, ale na brak widowni nie masz co liczyć.

Ale jeśli masz trochę więcej doświadczenia/luzu/dystansu, pewnie bardziej zastanawiasz się, ile można zyskać?

Spójrzmy na DH, gdzie dwu- czy nawet trzydniowe treningi na trasie to nieodłączny element ścigania. Tam każdy zawodnik jest w stanie przejechać trasę co najmniej kilkanaście razy i zapamiętać każdy korzeń, zakręt, linię. Tyle że enduro to nie  DH i w związku z tym:

  1. Trasy są kilkukrotnie dłuższe.
  2. Zazwyczaj trzeba się na nie dostać o własnych siłach.

Przez co wyuczenie się trasy na pamięć w przeciągu 1-2 dni raczej nie wchodzi w grę.

Enduro to nie DH i nie da się nauczyć trasy na pamięć.

Mimo to, nawet jeden przejazd wystarczy do zapamiętania kilku kluczowych sekcji, które mogą zadecydować o szybkim, płynnym i bezpiecznym przejeździe.

Sprawdziłem to na własnej skórze na zeszłorocznych zawodach Enduro Trophy w Porąbce:

  • OS1 – trasa w bikeparku, którą zjechałem chyba z 7 razy – miejsce 5/88
  • OS2 – też dostępny z wyciągu, 3-krotny objazd – miejsce 18/88
  • OS3 – podejście odcinkiem i jeden zjazd – miejsce 22/88
  • OS4 – na trening zabrakło czasu, jazda on-sight – miejsce 40/88

Oczywiście to tylko jeden wyrwany z kontekstu przykład, ale również na podstawie innych startów widzę, że nawet pojedynczy przejazd treningowy owocuje lepszym wynikiem, płynniejszą jazdą i większą frajdą ze ścigania.

Objazd trasy zawodów enduro czy jazda on-sight

Przed zawodami możesz sobie pozwolić na trochę odważniejsze eksperymenty na trasie, co w kluczowym momencie pozwoli na płynniejszy przejazd i ciekawsze ujęcia od fotografów.

Jazda on-sight jako element regulaminu

W tym roku temat jest o tyle ciekawy, że pojawiła się nowa marka zawodów (Enduro MTB Series), której wyróżnikiem jest jazda on-sight. Trasa nie będzie jak do tej pory publikowana przed zawodami, odcinki zostaną oznaczone w ostatniej chwili, a wszelkie próby zapoznania się z OS-ami będą karane wpuszczeniem wody do dętek i włączeniem blokady dampera, kiedy nie będziesz patrzył. Czy jakoś tak (szczegóły w regulaminie).

Wszelkie próby zapoznania się z OS-ami będą karane wpuszczeniem wody do dętek i włączeniem blokady dampera, kiedy nie będziesz patrzył.

W przypadku, kiedy trasa przed zawodami jest tajna, można liczyć na wyrównaną konkurencję. Przyjeżdżając do Przesieki po raz pierwszy w życiu w sobotę rano, będziesz miał takie same szanse na płynny przejazd, jak prosi, którzy na innych zawodach siedzieliby na miejscu już od środy, patentując linie i studiując położenie każdego kamienia.

Podsumowanie

Wszystkie kontrowersje wynikają z nierównych szans, jakie wiążą się z wcześniejszą (nie)znajomością trasy. Wejście na scenę nowego organizatora, ze świeżym pomysłem na formułę zawodów, może uciąć te dyskusje, zapewniając równe szanse wszystkim zawodnikom.

Czy kosztem bezpieczeństwa? To okaże się na miejscu. Być może organizatorzy dostosują poziom trudności przeszkód na trasie, być może skupią się na lepszym oznakowaniu. A tak czy siak wszyscy pewnie dostosujemy swoje tempo jazdy tak, żeby efektywnie czytać teren i nie wpakować się 50 km/h na hopę z lądowaniem na skalistej ściance z zakrętem o 90 stopni między drzewami.

…w czym mam nadzieję pomogą Ci poniższe rady!


Bonus: 6 rad, jak szybko jechać on-sight

  1. Jedź w swoim tempie. Pędząc na złamanie karku zwiększasz ryzyko przestrzelenia zakrętu czy zgubienia trasy. Szybciej pojedziesz stawiając na płynną jazdę bez podparć, wywrotek i gwałtownych hamowań.
  2. Wyluzuj się. Pamiętaj, że robisz to dla przyjemności, więc pompuj, skacz, rób manuale – śmiej się i baw się trasą, a automatycznie przełoży się to na prędkość (o satysfakcji i lepszych zdjęciach nie wspominając).
  3. Patrz daleko. Standardowo, nigdy nie patrz pod koło, tylko skanuj trasę kilkanaście metrów przed Tobą. Staraj się też jednak od czasu do czasu zerknąć jeszcze dalej. Taśma widoczna głęboko w lesie podpowie Ci dalszy przebieg trasy, zbliżający się ostry zakręt czy ściankę.
  4. Czytaj nawierzchnię. Jeśli nie jesteś mistrzem błyskawicznego wymyślania kreatywnych linii, ślady pozostawione przez innych zawodników mogą być cenną wskazówką. Zwłaszcza wyryte w podłożu ślady hamowania sugerują, że zbliża się coś ciekawego.
  5. Znajdź na mapie 2-3 punkty orientacyjne każdego odcinka. Mogą to być zakręty o 180 stopni czy przejazdy przez drogi szutrowe. Dzieląc w ten sposób trasę na mniejsze sekcje, będziesz wiedział, ile jazdy przed Tobą i dzięki temu lepiej rozłożysz siły.
  6. Weź wszystkie ochraniacze i fullface’a, jeśli masz. Pamiętaj też o goglach – nie pozwól, żeby jazda on-sight przerodziła się w off-sight przez oczy łzawiące od pędu powietrza. Bo jeśli zastosujesz się do powyższych rad, ten efekt na pewno wystąpi :)

Polecam Ci też poradnik, jak efektywnie objeżdżać trasę.

Żeby nie przegapić nowych artykułów, zapisz się do newslettera i polub stronę na Facebooku!

  1. W moim przypadku jazda on-sight na Ślęży skończyła się w szpitalu. Gdybym trasę objechał, to pewnie bym wiedział, że drop był wyższy, niż się wydawał ;-) Z drugiej strony, mogłem sprowadzić. Wniosek taki, że aby jechac on-sight trzeba być bardzo ostrożnym, oraz, że trasa musi koniecznie być oznaczona z głową, tzn. posiadać chicken line’y oraz dobre oznaczenia. Mimo wszystko wydaje mi się, że jazda on-sight jest dużo fajniejsza (a przy tym ze 2x trudniejsza). Ale dla całkiem początkujących to jest moim zdaniem zbyt trudne i musi to być jasno powiedziane.

  2. Bardzo mnie podbudowały Twoje miejsca. Zawsze jade on-sight, okazuje się, że objeżdzając trasę dało by się nawet o coś powalczyć. Przestrzelonych zakrętów nie zliczę, ale podoba mi się ta forma.
    Enduro MTB Series – super sprawa, ale zawsze znajdzie sie garstka zawodników znających trasy. Będą silnie promowani w takiej opcji.

  3. Fajne masz tu artykuły, każdy przeczytałem i widać, że się na tym znasz a co jeszcze lepsze – to Twoja pasja. Ja od niedawna bawię się w enduro, i dlatego pytam czy może ulepiłbyś artykuł dotyczący technik jazdy? Tzn. jak pokonywać luźne kamienie, strome zjazdy, dropy, czy mniejsze hopki…

    1. Cieszę się, że blog się podoba :) Mistrzem skilla co prawda nie jestem, ale przymierzam się do tematu techniki jazdy ze swojego amatorskiego punktu widzenia, więc myślę, że już niedługo znajdziesz coś dla siebie :)

      1. Super, cieszy mnie to :) Codziennie po parę razy tu goszczę, co by jak najszybciej zagłębić się w nowy artykuł. O 8 jak nie ma, to może po pracy o 17 będzie coś nowego, a jak nie to może przed snem jak wpadam na kompa po 22 :D
        A temat dot. bezpieczeństwa tj. kask, ochraniacze? Bo się zastanawiam czy ochraniacze kupić „twarde” czy „miękkie” a kask FF czy te z bardziej zabudowanym tyłem… Też fajnie by było przeczytać parę Twoich zdań na temat tego wyposażenia.

  4. Cześć, czy pracowałeś może w Stamie za zgodzie w Świętochłowicach? Kiedyś przejeżdżając koło niej widziałem osobę dosyć podobną do Ciebie.

  5. Z własnych obserwacji wnoszę, że zawodnicy z czołowej 20 a może i więcej zawsze robią objazd. Podobno Marcin M w zeszłym roku w Mieroszowie objechal czesc os’ów w dzień zawodów o 5 czy 6 rano. Ja zazwyczaj nie odjeżdżam bo nie mam czasu, ale jazda po trasach mi znanyco daje naprawdę dużo i mam na myśli głównie nastawienie mentalne. Co do wyników to nie wiem bo ścigacz ze mnie żaden.

  6. Michał Gańczarczyk

    Enduro = Rajdy rowerowe :D Enduro ma dużo wspólnego z Rajdami Samochodowymi :D z których się wywodzę bym powiedział. Jednak w coś takiego się już bawiłem zanim zrobiłem prawko. Rower zastępował mi rajdowke :) Enduro z rajdów moze jeszcze jedna rzecz wyciągnąć :)
    Zapoznanie z trasa, kontrolowane. Np jednorazowe czyli każdy OS jeden raz przejechać dzień lub pól dnia przed zawodami. Publikacja trasy nieco przed zapoznaniem. Będzie to miało swój minus w postaci potrzeby poświecenia więcej czasu na zawody zarówno przez zawodników jak i organizatora choć Ci drudzy przy trasach zapewne już sa w tym czasie.
    Na pewno to poprawiło by bezpieczeństwo szczególnie tych debiutujących oraz mniej doświadczonych. Lokalesom czy czołówce to nie będzie robić wielkiej różnicy. W czołówce zazwyczaj jeżdżą kozaki, magicy, przch…. i kosmici i im sobie raczej poradzą po jednym przejeździe zapoznawczym, a nie spędzą kilku dni na studiowaniu trasy. Ci co jeżdżą dużo i x-rok to i tak zapewne znają trasy.
    Tylko pytanie czy ktoś by po tym zapoznaniu jeszcze nie oblatywał trasy jeszcze raz lub więcej razy.
    Za to korzystając z pomocy technicznych i tego co ma kierowca w rajdowce można dzięki zapoznaniu sobie jeszcze bardziej ułatwić jazdę na trasie ;)

    PS. Rewelacyjny blog!

  7. Zadane pytanie czy faktycznie cos daje objechanie trasy, dla mie samo w sobie jest tendencyjne, jasne ze daje, przeciez to logiczne.
    I nie musisz byc kompletnym riderem aby wiedziec o tym np z z wlasnego doswiadczenia, to przeciez oczywista oczywistosc :-)
    Teraz sie przyczepilem ale cenie sobie ten blog, przede wszystkim za pasje, kulture prowadzonych komentarzy czytelnikow i to w jaki sposob „spaja” ze soba endurowych szalencow.
    Niech moc bedzie z nami.

Dodaj komentarz do tekstu Jazda on-sight czy trening na trasie?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Hajlajtsy: Mistrzostwa Polski Enduro Świeradów Zdrój

Hajlajtsy, Opinie, Zawody / 

14 czerwca miały miejsce najważniejsze zawody w tym sezonie: pierwsze w historii Mistrzostwa Polski enduro. Wypadałoby się cieszyć, że doczekaliśmy się imprezy takiej rangi i że Polski Związek Kolarski wspiera nas bardziej, niż UCI wspiera Enduro World Series (bo Mistrzostw Świata enduro wciąż nie ma). Wypadałoby, ale jednak wydarzenie delikatnie mówiąc, nie spotkało się z gorącym przyjęciem ze strony zawodników… Ale nie uprzedzajmy faktów.

13 minut jazdy i już jestem Mistrzem Polski…?

Na początek trzeba niektórym wyjaśnić, czym są Mistrzostwa w MTB. Wielu oburza się pisząc, że Mistrzem powinien zostać zawodnik, który najlepiej poradzi sobie z całym sezonem ciężkich bojów, na różnych zawodach, na różnych trasach, w różnych warunkach i w ogóle. Wiadomo, czasem ma się gorsze dni, czasem komuś jakaś trasa nie leży, czasem zdarzy się awaria sprzętu albo organizator nawali – rozumiesz, o co mi chodzi. No więc to nie to.

W każdej dyscyplinie kolarskiej, Mistrzostwa (kraju, Europy, Świata, Drogi Mlecznej…) są pojedynczą imprezą. To co opisałem powyżej, to puchar (kraju, Europy…), a zwycięzca klasyfikacji generalnej całego cyklu jest mianowany np. Mistrzem Pucharu Świata. Jak dla mnie, brzmi całkiem spoko, ale jednak na Mistrza Świata poleci więcej lasek, więc każdy chce zgarnąć właśnie ten tytuł. Zwłaszcza, że przy okazji dają gratisową koszulkę w barwach narodowych, a Mistrzowi Świata koszulkę z tęczą UCI, która jest jedyną tęczą jaką facet może z dumą nosić bez całowania się z innym facetem.

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój

Fot. Organizator

Czy to uczciwe i miarodajne? Niby nie. Ale z drugiej strony, wybaczcie frazes, ale trasa jest taka sama dla każdego, a prawdziwy Mistrz powinien sobie poradzić niezależnie od narzuconych mu warunków. A jak już wybitnie komuś charakter miejscówki nie siądzie (bo np. jest bardzo kondycyjny, a on jest mistrzem pionowych rockgardenów), to zawsze może poczekać do następnego roku – nie zdarza się, żeby Mistrzostwa były organizowane dwa razy z rzędu w tym samym miejscu.

Więc podsumowując: Mistrzostwa w MTB to szybki szpil, jeden strzał i sława na wieki. W przypadku zawodów w Świeradowie ten szpil trwał dokładnie 13 minut i 20 sekund. Co sprowadza nas do kwestii areny zmagań zawodników…

Trasa, czyli lekko kuriozalne kontrowersje

13 minut to niewiele – powie Ci to każda dziewczyna. W regulaminie innego cyklu zawodów widnieje nawet zapis, że czas najszybszych zawodników powinien przekraczać 15 minut (regulamin MP mówił o 10 minutach, więc w papierach wszystko gra). Trzeba przyznać, że od zawodów tej rangi można by oczekiwać więcej ścigania, zwłaszcza porównując do odbywających się tydzień wcześniej hardkorów w Mieroszowie.

Chodzi między innymi o to, żeby uniknąć zbyt małych różnic czasów. Tego problemu jednak nie było, bo zawodnik, który dojechał jako drugi, stracił do zwycięzcy aż 47 sekund.

Druga sprawa to jednak nazwa „enduro”, czyli całe to nieszczęsne „endurance”. Można dyskutować, czy 13-14 minut to wystarczająco długo, żeby wykazać się nie tylko siłą i szybkością, ale też wytrzymałością. Nie zapominaj jednak, że trasa to nie tylko OS-y, a dojazdówki też potrafią zmęczyć. Cała pętla miała około 33 km i 1500 m przewyższenia, więc podobnie, jak u „konkurencji”. Szkoda tylko, że limity czasowe były baaardzo luźne. Więcej wysiłku między odcinkami zamknęłoby usta jęczybułom. Wiem wiem, spina na dojazdówkach nie jest w enduro pożądana, ale cholera, mówimy tu o Mistrzostwach Polski!

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój

Fot. Marcin Hajdecki

Najbardziej kuriozalne kontrowersje dotyczą jednak nie długości, a charakteru trasy. Rzekomo była ona ustawiona pod zawodników i rowery DH, bo była „dzida w dół” po kamcorach, bez zakrętów i sekcji kondycyjnych. To nic, że:

  • wszystkie odcinki były naturalnymi górskimi szlakami, wręcz klasykami enduro;
  • na wszystkich odcinkach odbywały się już wcześniej zawody innych serii (nikt nie narzekał);
  • wszyscy zwycięzcy jechali na rowerach enduro;
  • trasy DH wyglądają zupełnie inaczej – są pokręcone jak świński ogon, techniczne, z dużą ilością sztucznych przeszkód, wygrabione z luźnych kamieni itp.;
  • patrząc na nagrania przejazdów (OS2, OS3+4) odnoszę jednak wrażenie, że było gdzie popedałować, a i kierownica nieraz się przydała do innych celów niż przyczepienie hamulców;
  • brak większej liczby zakrętów w dużym stopniu rekompensował bogaty wybór linii przejazdu;
  • na innych zawodach jakoś nie słychać narzekania, kiedy na odcinkach nie ma podjazdów (skąd nagle wszyscy są takimi fanami uphillu?).

Po prostu kolejny raz środowisko enduro cierpi na ból dupy z powodu tego, że wszystkie fanty zgarnęli zjazdowcy… Przy okazji dostarczając kolejny dowód na to, że chcemy, aby trasy zawodów enduro bardziej przypominały trasy DH, o czym wspominałem ostatnio, nawet jeśli mówimy coś dokładnie odwrotnego.

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój

Fot. Mariola Szleger Happy Photo Sunday

Co jeszcze można było usłyszeć ciekawego o trasie?

  • Że była totalnie nieprzygotowana: jakby została perfekcyjnie przygotowana, byłoby jojczenie na „grabienie szlaków” i „układanie kamieni”, bo w końcu enduro to jazda w terenie zastanym, prawda? Trzeba jednak przyznać, że na MP warunki powinny być jak najbardziej zbliżone dla wszystkich zawodników, więc latające po trasie kamcory i gałęzie wypadałoby uprzątnąć…
  • Że była niebezpieczna: to fakt, żeby wygrać, trzeba było jechać cholernie szybko po zupełnie nieprzewidywalnej nawierzchni i mi też się nie podoba przedkładanie odwagi/głupoty nad technikę czy kondycję. Wytyczenie kilku szykan odchodzących od głównego szlaku w najszybszych miejscach znacząco podniosłoby poziom bezpieczeństwa. Ale z drugiej strony – jak tylko wspomnisz o niebezpieczeństwie w enduro, Ci sami hejterzy bankowo zaproponują Ci przerzucenie się na bierki.
  • Że była tak sobie oznaczona: zgubić się raczej nie dało, ale w obliczu ostatnich kontrowersji… MP zasługują na pełne otaśmowanie odcinków, żeby nie było znowu płaczu, że ktoś ominął jakiś kamień.
  • Że najlepsze fragmenty zostały skasowane przez tzw. „leśników” (a tak naprawdę RDOŚ, która z leśnikami niewiele ma wspólnego) i w ostatniej chwili wymuszony został dwukrotny przejazd ostatniego odcinka. Podobne akcje miały miejsce już wcześniej, również u innych organizatorów, więc cóż – w naszych realiach shit happens… Choć przyznaję, że dla zawodników to jednak niezła lipa. Zawody tej rangi powinny być z dużym wyprzedzeniem dopięte na ostatni guzik, a w razie czego zorganizowane w innej, „bezpieczniejszej” lokalizacji. Zwłaszcza że okres lęgowy cietrzewia (który mocno okroił OS2 – serio!) jest eventem raczej dość przewidywalnym. Chyba, że z tych cietrzewi takie jebaki, że nigdy nie wiadomo, kiedy je najdzie ochota. Kto je tam wie…
sad

Zamiast narzekać, warto sprawdzić trasę samemu – organizator udostępnia track GPX.

Hejt: geneza i skutki

Jak widać, trasa trochę kontrowersji wzbudziła, ale nie powiedziałbym, że była jakąś totalną wtopą. Skąd więc tyle jojczenia? Mistrzostwa Polski zostały zorganizowane w ramach Enduro Trophy i to niestety jest moim zdaniem odpowiedzią na wszystkie pytania. Organizator ET niestety nagrabił sobie w przeszłości kilkoma dziwnymi akcjami i wiele osób dożywotnio odpuściło sobie jego imprezy, nie wnikając zbytnio w szczegóły. Inne serie w ostatnich sezonach wskoczyły na wyższy poziom organizacji, ale większość osób bojkotuje ET jeszcze za grzechy sprzed 3-4 lat i ze względu na osobiste animozje.

Efektem tego była kiepska frekwencja. Albo nawet tragiczna. No dobra, tak naprawdę była katastrofalna. W każdych kolejnych hajlajtsach nie mogłem się nadziwić, ilu ludziom chce się tego roku startować, a tymczasem na teoretycznie najważniejsze zawody przyjechało niecałe 90 osób… Praktycznie wszystkie inne imprezy w tym sezonie przyciągnęły 2 razy więcej zawodników i zawodniczek!

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój

Fot. Vasco

Nie tylko o ilość jednak chodzi, ale o jakość. W Mistrzostwach Polski nie liczy się udział, liczy się zwycięstwo – sorry, ale tak jest. Zwraca się uwagę głównie na czoło stawki, na ludzi którzy walczą o koszulkę z orzełkiem na cycu. Zrobiłem więc małe podsumowanie tegorocznych zawodów i zebrałem nazwiska zawodników finiszujących do tej pory w Top 5 (kolejność przypadkowa): Motyka, Zasada, Jędrzejewski, Baliński, Rusnak, Perin, Ciok, Kwaśny, Dębiec, Jonkisz, Brzózka. Z tych jedenastu asów w Świeradowie pojawiło się zaledwie czterech. Było też 5 szybkich pań, ale w tym sezonie bywało już (o wiele) lepiej.

Plusy dodatnie

Jak widać, narzekania było całkiem sporo, ale były też pozytywy. Przede wszystkim pierwszy raz na Enduro Trophy zagościł precyzyjny pomiar czasu fotokomórką, dzięki czemu odpadły związane z tym kontrowersje z dawnych czasów. Ogólnie organizacja była dość sprawna – w większości przypadków czasy otwarcia OS-ów pokrywały się z planem, co nie jest oczywistością u żadnego z organizatorów.

Kolejna sprawa to dwukrotny przejazd ostatniego odcinka. Może się do wydawać wielką wadą, jednak zdecydowanej większości uczestników zupełnie to nie przeszkadzało. Możliwość poprawienia własnego czasu to fajna atrakcja, upraszcza to też znacznie logistykę (pomiar czasu), więc w przyszłości nie obrażałbym się na takie rozwiązanie.

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój

Fot. Mariola Szleger Happy Photo Sunday

Wszyscy chwalili też klimat zawodów. Tradycją jest już, że w enduro można liczyć na luźną atmosferę i świetnych ludzi i ranga imprezy nic tu nie zmieniła.

W zasadzie to ranga imprezy ogólnie nic nie zmieniła. Bo choć przetarcie szlaku we współpracy z PZKol trzeba uznać za wielki wyczyn (patrz sytuacja z UCI), to jednak oceniając wkład Związku nasuwa się pytanie…

Czy enduro potrzebuje Mistrzostw Polski?

Czytając moje argumenty możesz odnieść wrażenie, że bronię tych zawodów. Niestety faktem jest, że zdaniem części wypytanych przeze mnie uczestników zawody jako całość były kiepskie. I piszę „kiepskie”, bo staram się unikać wulgaryzmów. Można odnieść wrażenie, że zostały zorganizowane tak jak każde inne Enduro Trophy – czyli nieźle, jak na standard sprzed 2-3 lat. Inni organizatorzy poszli jednak ostro do przodu i właśnie na Mistrzostwach Polski tego skoku jakościowego zabrakło najbardziej.

To, co mnie jednak bardziej męczy, to wszechobecny bezmyślny hejt – i to z nim głównie dyskutuję w tej relacji. Mam wrażenie, że zawodów tego organizatora wręcz nie wypada popierać i żeby być trędi-ęduro, w dobrym tonie jest je zbojkotować, a potem opisać na Facebooku, jakie były chujowe. I oczywiście jak to Arek Perin oszukiwał ;) Nie ma nic złego w nielubieniu ET, każdy ma jakieś powody, ale zaczyna brakować w tym dystansu i sensu.

Mistrzostwa Polski Enduro MTB Świeradów Zdrój

Fot. Marcin Hajdecki

Próbując więc ocenić cały obrazek: czy Mistrzostwa to krok w dobrą stronę dla naszej sceny? Co dobrego przynosi nam wyższa ranga imprezy, super tytuł do zdobycia i wsparcie PZKol?

W niedzielę okazało się, że ten hype jest sztucznie napompowany i totalnie nie przekłada się na zainteresowanie zawodników, mediów czy sponsorów. Nawet lokalni „środowiskowi” w dupie mieli rangę zawodów i w ostatniej chwili ową część ciała wypięli na ustalony wcześniej przebieg trasy. Witaj w Polsce.

Ale czy na pewno? Jak z tym jest za granicą? UCI w kluczowym momencie zbagatelizowała enduro, pozwalając na niezależny i niekontrolowany rozkwit Enduro World Series, które urosło do imprezy rangi Pucharu Świata. Dopiero jak już do tego doszło, oficjele zainteresowali się tematem i teraz głowią się, co by tu od siebie dodać, żeby móc przypiąć swój znaczek.

Brzmi znajomo? Kiedy przewodniczący komisji odpowiedzialnej m.in. za enduro, na starcie zawodów w Kluszkowcach obwieścił zawodnikom, że PZKol zastanawia się, co może zrobić, żeby w enduro żyło się lepiej, tłum cicho odpowiedział: „trzymać się z dala” (i znów cudem uniknąłem wulgaryzmu). Po klapie pierwszych Mistrzostw Polski w rowerowym enduro, odnoszę wrażenie, że tłum dobrze wie, czego mu potrzeba, a duch swobody i niezależności w enduro wciąż przeważa.


Żeby tradycji stało się zadość: historyczne tytuły powędrowały w ręce Arka Perina, Michała Śliwy i Eli Figury (która w tym roku totalnie zdominowała ładniejszą część stawki). Pełne wyniki znajdziesz tutaj.

Zdjęcia (dodawane na bieżąco):

http://www.1enduro.pl/mp-rowerowatelewizja
http://www.1enduro.pl/mp-vasco

http://www.1enduro.pl/mp-happyphoto
http://www.1enduro.pl/mp-hobbit
http://www.1enduro.pl/mp-kinga
http://www.1enduro.pl/mp-born2bike

Filmy:

http://www.1enduro.pl/mp-gekon
http://www.1enduro.pl/mp-sonicsoul

  1. trudno cokolwiek dodać, świetne podsumowanie
    gratulacje dla zwycięzców MP

  2. Na co oni narzekali na tych trasach :P Ja tam z kolegami na sztywniakach 120mm z przodu spokojnie jeździmy, nie są to oczywiście wielkie prędkości bo zjazd z sępiej zajmuje nam ~6minut a to dosyć sporo, ale nie narzekamy i cieszymy się z tych tras, nie ma co oczekiwać cudów na tych trasach. A najbardziej mnie dobiło to że trasy nie były przygotowane, może trasy ogarniać z tydzień wcześniej ogarniać, kamienie odrzucać i kładki układać? :P

Dodaj komentarz do tekstu Hajlajtsy: Mistrzostwa Polski Enduro Świeradów Zdrój

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Top